Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Każdy dzień jest okazją, by kochać, przebaczać i wybierać siebie
Wiesz, że jesteś stworzona do tego, by żyć w pełni? Cieszyć się miłością, dobrymi relacjami i własną seksualnością, odkrywaną z szacunkiem oraz świadomością własnej wartości? Czy czujesz, że mimo otaczającej cię niepewności i lęku, potrafisz podejmować decyzje, które poprowadzą cię w stronę przeżywania każdego dnia z satysfakcją?
Siostra Małgorzata Lekan OP po raz kolejny zaprasza do podróży w głąb siebie. Do uważnego dostrzegania wszystkiego, co daje sens i poczucie spełnienia.
Mam nadzieję, że przemierzając na nowo swoją historię, a w niej trudne doświadczenia i zranienia, ale i dotąd nieodkryte zdolności czy obszary własnej kobiecości, odnajdziesz siłę, by żyć pełnią. Seksualność, przyjaźń, lęk i podejmowanie decyzji oraz przebaczenie sobie to tematy ważne dla każdej z nas, których nie da się „odhaczyć” raz na zawsze, ale które podejmowane na każdym etapie życia, odsłaniają coraz to nowe możliwości rozkwitu w miłości do siebie, drugiego człowieka i Boga.
Drugi tom serii dla kobiet, które chcą żyć w zgodzie ze sobą, swoim ciałem i duchem.
**
Małgorzata Lekan – dominikanka, absolwentka m.in. studiów teologicznych we Franciscan University of Steubenville w USA i w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim oraz Instytutu Studiów nad Seksualnością w Catholic Theological Union w Chicago. Jest zaangażowana w szeroko rozumiane dzieło ewangelizacji, zwłaszcza w działalność na rzecz kobiet. Prowadzi liczne kursy i warsztaty oraz autorski program Sobotnie Sesje Samorozwoju poświęcony odkrywaniu bezcennego daru kobiecości. Autorka bestsellerowych książek Boska ja. Kobiecy przewodnik po mieście, którym jestem (2023) i Cała ja. O przyjaźni ze sobą i swoim ciałem (2024).
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 252
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Okładka
Strona tytułowa
Wstęp
1. Stworzona, by kochać. O seksualności
Czasy przemian – kontekst społeczny i kulturowy
Teologia ciała
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Jako wybrańcy Boży – święci i umiłowani – obleczcie się w serdeczne miłosierdzie, dobroć, pokorę, cichość, cierpliwość.
Kol 3,12
Piwonie. Kwiaty pełne czułości. Spoczywają miękko w ciemnozielonym gąszczu liści, szczęśliwe, że są na swoim miejscu – że są sobą! Gdy wiatr zaprasza je do tańca, dają mu się prowadzić. Kiedy słońce zaczepia je promieniami, odpowiadają pąsem na płatkach. Łagodne, spełnione, otwarte. Przypominają mi twarze dojrzałych kobiet, które spotykam na drogach mojego życia i o których śmiało mogę powiedzieć, że znają swoją wartość. One już nie walczą, nie usprawiedliwiają się, nie mają oczekiwań wobec innych. Po latach poszukiwań, pracy nad sobą i zmagań o prawdę wreszcie zadomowiły się w sobie, odkrywając tym samym nowe prawo życia – łagodność.
Owa łagodność zaczyna się zaś wtedy, gdy z głębokim przekonaniem mogę powiedzieć: „Dobrze jest być tym, kim jestem!”. Ona też stanowi fundament harmonii świata natury. Niejako dzięki niej drzewa nie mają kompleksów z powodu swojej wysokości, a mchy nie narzekają, że posiadają zbyt wiele włosków. Wysokogórskie granie nie wyrzucają sobie, że są dostępne tylko dla kozic, szarotek i alpinistów, a potoki w dolinach – że ich przejrzysta woda jest zawsze zimna. Również wspomniane piwnie spokojnie odpoczywają w prawdzie o tym, kim są, a podobny aksamit wewnętrznego pokoju przenika też dojrzałe kobiety, pilnie uczące się od natury przyjmowania siebie. Gdy bowiem rozkocham się w darze własnego życia – który przecież jest mi ofiarowany tylko raz – wszystko się zmienia: każdy dzień przepełnia zdumienie, każdy wschód słońca staje się początkiem przygody, a odejście z tego świata będzie jak zamknięcie drzwi, by wejść w nowe i wieczne „dziś”. Warto więc zapytać siebie – i zrobić to nie raz, nie dwa, lecz pytać nieustannie: czym wypełnić przestrzeń pomiędzy wejściem a wyjściem, między drzwiami narodzin a bramą śmierci?
Ciesząc się, że otworzyłaś tę książkę, chcę zaproponować ci w niej – podążając za głosem mądrych i szczęśliwych – wybór życia łagodnego i pokornego, innymi słowy: prawdziwego. Prawo łagodności, które jest zasadą takiego życia, ma swoje źródło głęboko w tobie samej. Nie da się go narzucić z zewnątrz niczym rozwiązania prawnego, przepisać i zażyć jak lekarstwa na receptę lub zastosować podobnie do wzoru matematycznego. Ono zaczyna się w relacji. Zawsze bowiem, gdy z wyrozumiałością i miłosierdziem spotykam siebie samą, rodzi się czułość – czułość, która nie ma nic z bezkrytycznego i nieodpowiedzialnego usprawiedliwiania, a której zdecydowanie bliżej do uczciwego spotkania się z prawdą o słabości i pięknie zarazem oraz o człowieczeństwie skierowanym w stronę tego, co nadprzyrodzone, które ty i ja w sobie nosimy.
Jak się czujesz z taką propozycją? Przyciąga cię? Budzi w tobie sprzeciw? A może chciałabyś z niej skorzystać, ale gdzieś w tle majaczą się wymagania dotyczące bycia twardą, zaradną, skuteczną i idealną, w jakich wiele z nas się wychowało? Albo zastanawiasz się, czy możliwe jest połączenie prawa łagodności ze zdrowym podejściem do słabości i grzechu? Tymczasem poszukiwana przez nas dojrzałość nie jest takim stanem naszego człowieczeństwa, w którym przypominałybyśmy figury w muzeum – wypieszczone przez konserwatorów i chronione przed najmniejszą zmianą. To raczej dostrzeżenie, jakim rodzajem kamienia szlachetnego jestem, w jakich okolicznościach przyszło mi żyć oraz jakie czynniki i w jaki sposób na mnie wpływają: czy jestem granitem, wapieniem, czy może piaskowcem; żyję na pustyni, w górach czy u wybrzeży oceanu; kształtuje mnie mróz, upał, suchy wiatr czy ulewny deszcz. I choć wiem, kim jestem, to jeszcze nie wiem, kim się stanę, ale oczekuję tego w spokoju, mając świadomość, że nie da się przewinąć ani skrócić etapów tej drogi – można przejść je szybciej, ale nie sposób pominąć żadnego z nich.
Jak jeszcze mogę zachęcić cię do wspólnej wyprawy ku czułości i łagodności? Może niech zaproszeniem będzie też historia, która wydarzyła się naprawdę – i ma w sobie coś z zapachu piwonii.
Zbliżał się Dzień Matki. Siedmioletnia Hania, która szczerze kochała swoją mamę, wiedziała, że w tym roku to właśnie piwonie (ulubione kwiaty jej rodzicielki) będą wyrazem tego, co do niej czuje. Wszystko wcześniej zaplanowała i gdy w końcu nadszedł oczekiwany dzień, o świcie bezszelestnie wymknęła się z domu, uzbrojona w sekator. Podekscytowana ścinała gałązki, na których końcach unosiły się jeszcze zielone (choć już z różowym pąsem), skroplone rosą, okrągłe pąki piwonii. W bukiecie znalazły się wszystkie kwiaty z okazałego krzaka – oprócz jednego „niedorozwiniętego” (jak sobie tłumaczyła), który nie miał ani koloru, ani kształtu, a ponadto zbyt powoli piął się do góry na wykrzywionej łodydze. Hania niczym błyskawica wbiegła na trzecie piętro i z dumą wręczyła mamie naręcze zielonych piwonii. Wśród uścisków, całusów i słów wdzięczności dziewczynka dostrzegła na szczęśliwej twarzy mamy nieproszonego gościa – cień konsternacji pomieszanej z bólem i stratą. Co prawda pojawił się on tylko na ułamek sekundy, by potem ustąpić miejsca potokom czułości, ale Hania go zauważyła i zapamiętała. Choć wtedy nie przyćmił radości świętowania, to przez długie lata był dla niej wyzwaniem – wiele wysiłku i trudu kosztowało ją zrozumienie, jak te emocje, dające o sobie znać w różnych okolicznościach, łączą się z wazonem piwonii, które nigdy nie rozkwitły.
Co słyszysz w tej historii dla siebie? Ja odkrywam w niej wiele prawd, którymi będę chciała się z tobą podzielić w tej książce; ich symbolem są właśnie te przedwcześnie zerwane piwonie, które nie dostały szansy, by doświadczyć zachwytów nad własnym pięknem. Czasem silimy się na oryginalność i pomysłowość, zapominając, że wiele oznak naszego wewnętrznego kolorytu także potrzebuje czasu, by zakwitnąć. Gdy próbujemy obudzić je za wcześnie – co widać szczególnie w obszarze seksualności – paradoksalnie zatrzymujemy ich rozwój. Życiodajna czułość wymaga też poznania i wierności, o czym możemy się przekonać, budując relacje przyjaźni. Ona jest bowiem takim sposobem bycia z drugim człowiekiem, w którym szanuje się prawdę i się jej nie wstydzi, unika się zbyt szybkich deklaracji, a przywiązuje wagę do uczenia się stabilnej intymności. Czuła miłość wychodzi naprzeciw lękom, a także nie boi się podjąć ryzyka i skonfrontować ze zmorami własnej historii, gdy chodzi o podjęcie najważniejszych życiowych decyzji. W końcu także czułość jest najlepszym towarzyszem w mierzeniu się z własnymi porażkami i poczuciem winy. Niczym olej łagodzi ból ran i przyspiesza ich gojenie, gdy wyposażone w nią wchodzimy w proces przebaczenia sobie i innym.
Zapraszam cię więc do wspólnej CZUŁEJ podróży ku rozwojowi. Mam nadzieję, że przemierzając na nowo swoją historię – a w niej trudne doświadczenia i zranienia, ale i dotąd nieodkryte zdolności czy obszary własnej kobiecości – odnajdziesz siłę, by żyć pełnią. Seksualność, przyjaźń, lęk i podejmowanie decyzji oraz przebaczenie sobie to tematy ważne dla każdej z nas; nie da się ich „odhaczyć” raz na zawsze, ale gdy podejmujemy je na każdym etapie życia, odsłaniają coraz to nowe możliwości rozkwitu w miłości do siebie, drugiego człowieka i Boga.
Stworzona, by kochać. O seksualności
Połóż mię jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu, bo jak śmierć potężna jest miłość, a zazdrość jej nieprzejednana […].
Pnp 8,6
Gdy wiele lat temu podczas mojego pobytu w Stanach Zjednoczonych pojechałam do Ohio, by kontynuować naukę na Franciscan University of Steubenville, swoją uniwersytecką przygodę na tej Alma Mater zaczęłam od poznania campusu. Sprawdzałam, co i gdzie się znajduje, jak dojść do biblioteki, sal wykładowych, ale i do kaplicy wieczystej adoracji oraz strefy restauracyjnej. Moją podstawową lekturą w tych dniach były tysiące ofert, zaproszeń i propozycji wypełniających studenckie tablice ogłoszeń – na tej uczelni istnieje życie poza studiami! Fascynacja mieszała się we mnie z lekkim zagubieniem, więc z ogromną wdzięcznością przyjęłam pojawienie się wśród tych wszystkich plakatów i ulotek człowieka, który – dostrzegając moje zakłopotanie i zaskoczenie – wziął mnie na bok i cierpliwie zaczął tłumaczyć, o co w tym wszystkim chodzi.
Jak się potem okazało, był to nie kto inny jak franciszkanin o. Michael Scanlan –niezwykle szanowany, kochający żart i życie siedemdziesięcioletni weteran wojny w Wietnamie i prawnik po Harvardzie, wtedy kanclerz, a wcześniej wieloletni rektor i architekt reformy uczelni. Szczególnie zapraszał mnie na prowadzone wraz z Katheriną Zino (instruktorką tańca towarzyskiego) zajęcia, których celem było odkrywanie tańca jako sposobu poznawania teologii ciała. Podczas lekcji tańca Fr. Mike i Katherina tworzyli pierwszą parę: ona uczyła kroków, on zaś okraszał jej wskazówki opowieścią o Bożym pomyśle na naszą cielesność. Zajęcia przyciągały rzesze chętnych, co wcale nie dziwi, bo w nietypowy sposób pozwalały spotkać się z własną cielesnością i poznać twórczy aspekt seksualności.
Ten fascynujący temat, jakim niewątpliwie jest seksualność, rzeczywiście otworzył się w moim życiu w nowy sposób właśnie podczas studiów na wspomnianym uniwersytecie, który jako uczelnia katolicka składa przysięgę wierności papieżowi. To zaś stwarzało przyjazne środowisko dla studiowania teologii, mogłam więc odprężyć się i nie tylko studiować, ale i całą sobą chłonąć tę świętą wiedzę. Moim ogromnym zaskoczeniem było to, że panowała tam absolutna fascynacja (jeszcze wtedy żyjącym) Janem Pawłem II oraz jego teologią ciała, w której zawarta jest też nauka o seksualności. Wcześniej studiowałam w Polsce i o tym aspekcie papieskiego nauczania nic nie słyszałam, a tu po prostu istny szał! Wynikał on – jak się potem okazało – między innymi z tego, że teologia ciała Jana Pawła II była odpowiedzią na rewolucję seksualną lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku, która boleśnie przetoczyła się przez społeczeństwo amerykańskie. Pomyślałam wtedy, że mamy w Polsce ważną lekcję do odrobienia, i zwyczajnie zabrałam się za tę „pracę” – w myśl zasady, że jśli chcę, by coś się zmieniło, trzeba wdrażać zmiany najpierw u siebie.
Aby podjąć szczerą refleksję o seksualności, myślę, że warto najpierw zobaczyć, w jakim punkcie mówienia o niej i jej przeżywania jesteśmy. Obecny zaś stan nie wziął się znikąd – ma swoje konkretne korzenie, które pokrótce chciałabym nazwać.
Wszystko zaczęło się tak naprawdę na przełomie XIX i XX wieku, kiedy nastąpił ogromny boom cywilizacyjny. Wtedy to Karol Darwin sformułował swoją teorię dotyczącą ewolucji i doboru naturalnego, a w dziedzinie techniki pojawiły się najróżniejsze wynalazki, takie jak telegraf, telefon, żarówka, prądnica czy silnik spalinowy, co było początkiem między innymi masowej produkcji samochodów, a potem też samolotów. Odkryto także promieniowanie rentgenowskie, Mendelejew usystematyzował pierwiastki, Curie-Skłodowska opisała reakcje jądrowe, Pasteur zbadał pałeczki cholery i wścieklizny, a Einstein sformułował teorię względności. Także psychologia nie pozostawała w tyle – dotąd połączona z filozofią, zaczęła się usamodzielniać razem z odważnymi badaniami Pawłowa, Freuda, Junga czy Adlera. Rozkwit nastąpił również w dziedzinie demokratyzacji społeczeństwa i urbanizacji.
Niestety, początek XX wieku dał powody nie tylko do zachwytu nad potęgą ludzkiego umysłu, ale też do zawstydzenia, jak bardzo błądzimy w naszym egoizmie. Przyznam, że swego czasu zaskakującym odkryciem był dla mnie fakt, że procesy eugeniczne (selekcjonujące ludzi na lepszych i gorszych) mają swoje korzenie w tym, co działo się ponad sto lat temu. Kuzyni Francis Galton i Karol Darwin zaproponowali selektywne rozmnażanie zwierząt i ludzi, by z pokolenia na pokolenie ulepszać gatunki w oparciu o cechy dziedziczone. Pozytywnym aspektem tej propozycji była zachęta do reprodukcji najlepszych osobników, ale jednocześnie powodowało to eliminację jednostek postrzeganych przez twórców eugeniki jako mniej wartościowe. Pierwszym krajem, który wprowadził jej zasady, były Stany Zjednoczone, czego przykładem może być w latach dwudziestych XX wieku ograniczenie imigracji do 15%, by kontrolować udział „nieprzydatnych” osobników w puli genetycznej USA, a także sterylizacja Afroamerykanów. Potem eugenika rozlała się na inne kraje, w tym europejskie Niemcy, w których narodowi socjaliści dążyli do osiągnięcia „czystości rasowej” m.in. przez eliminację osób niepełnosprawnych lub chorych psychicznie. Bezpośrednim kontynuatorem tych działań był Adolf Hitler, który doprowadził do największej hekatomby XX wieku.
Ale wróćmy jeszcze na chwilę za Ocean Atlantycki, gdzie na wyspie Ellis Island, mieszczącej się u wejścia do Zatoki Nowojorskiej, odbywała się okrutna selekcja przypływających imigrantów. Dziś Amerykanom trudno przyznawać się do tych kart historii, a także do tego, co narzucano ludności afroamerykańskiej. Osobą, której nie można pominąć w tej opowieści, jest Margaret Sanger – feministka do dziś będąca bożyszczem dla głoszących niczym nieskrępowane hasła wolnościowe. Doświadczyła ona w swoim życiu wielu dramatów – urodziła się jako szóste z jedenaściorga dzieci swojej matki, która zmarła przy ostatnim porodzie (Margaret miała wtedy dziewiętnaście lat); wychowała się w rodzinie robotniczej; znała z autopsji ubóstwo. Jej działania były więc z pewnością w jakiejś mierze motywowane szukaniem rozwiązań i nowych możliwości dla kobiet. Niemniej jednak pierwszą konsekwencją jej zaangażowania w promowanie poglądów eugenicznych, którego skutki dotkliwie oglądamy w naszym świecie, jest powszechność aborcji i antykoncepcji. To właśnie Sanger jest uważana za „matkę pigułki antykoncepcyjnej”, do której zalegalizowania i masowej produkcji się przyczyniła.
Potem zmiany zadziały się falami – od rozkwitu rewolucji seksualnej, przez proces Roe vs Wade (1973 r.), który zalegalizował aborcję, po pojawienie się klinik aborcyjnych. W konsekwencji coraz powszechniejsze stawało się myślenie, że dzięki tym zmianom kobieta będzie nareszcie „wolna” i przestanie już ponosić konsekwencje za przygodne współżycie seksualne (co było bardzo źle postrzegane w konserwatywnej kulturze amerykańskiej tamtych czasów). Nikt się nie spodziewał, jak silnie destrukcyjne na poziomie ciała i psychiki będą skutki tych decyzji, i mimo że wskazywały na to prowadzone badania kliniczne, powszechne zachłyśnięcie się „wolnością” wygrało.
A co działo się w Europie? Po I wojnie światowej pozycja kobiet w społeczeństwie zaczęła się radykalnie zmieniać. Na skutek powojennych przemian w wielu krajach kobiety uzyskały dostęp do studiowania na uniwersytetach, prawa wyborcze (czynne i bierne), a także możliwość podejmowania innych prac niż tylko jako pomoc domowa czy guwernantka. Na przykład w Rosji po rewolucji bolszewickiej wprowadzono równouprawnienie kobiet i zaraz potem (niestety!) zalegalizowano aborcję, a w latach czterdziestych z powodu braku mężczyzn (ci walczyli i ginęli na froncie, a komu udało się wrócić, był potem skutecznie rozpijany i demoralizowany przez państwo) kobiety przejęły stery: wsiadły na traktory, zajęły się pracą w fabrykach, zaangażowały w politykę i wzięły się na poważnie za odbudowę społeczeństwa – także przez rodzenie dzieci.
Niestety, dramat II wojny światowej znów zaburzył pozytywne zmiany i po sześciu latach konfliktu w Europie na jednego mężczyznę przypadały trzy kobiety. Po wojnie wiele z nich zostało zwolnionych, by odstąpić miejsca pracy tym, którzy wrócili z frontu. Kobiety były więc ogromną i już znacząco wyemancypowaną siłą społeczeństwa, a jednocześnie doświadczały jawnej dyskryminacji w życiu publicznym.
Za głos tego powojennego pokolenia kobiet można z pewnością uznać książkę The Feminine Mystique (Mistyka kobiecości) Betty Friedan, wydaną w 1963 roku w Stanach Zjednoczonych. Podobnym pod względem treści i znaczenia był nieco wcześniejszy tekst francuskiej feministki egzystencjalnej Simone de Beauvoir pt. Le deuxième sexe (Druga płeć),wydany w 1949 roku. Postulaty Friedan były w tamtych czasach czymś rewolucyjnym, przełomowym. Mówiła bowiem do swoich czytelniczek: „Kobieto, nie musisz być tylko kurą domową. Jśli studiujesz, to nie robisz tego wyłącznie po to, by podtrzymać inteligentną konwersację w domu, ale masz prawo na przykład zostać na uczelni jako pracownik naukowy czy podjąć pracę zgodną z twoimi zainteresowaniami. Twoja rola życiowa nie ogranicza się jedynie do bycia towarzyszką zarabiającego męża i panią domu z ogródkiem na przedmieściach”[1]. Ponadto postulowała równouprawnienie finansowe kobiet, a także połączenie pracy z obowiązkami domowymi. Proponowała też redefinicję męskości jako partnerstwa wobec kobiecości, a nie dominacji. Być może dziś postulaty Friedan nie są tak inspirujące (bo w jakiejś mierze oczywiste), jak dla jej pierwszych czytelniczek, ale prawdopodobnie dzięki wielu tego typu małym krokom kobiety zyskują obecnie ogromne poczucie sprawczości – ze śmiałością zaczynają wychodzić z ciasnych ram świata patriarchalnego.
W Polsce kobiety uzyskały prawa wyborcze w 1918 roku, co było ściśle związane z odzyskaniem niepodległości. Stąd w dwudziestoleciu międzywojennym widzimy tak wiele kobiecych osobowości w kulturze, sztuce, polityce i różnych obszarach życia społecznego naszego kraju. Jednak kolejna wojna i czasy komunizmu nie pozostały bez wpływu na proces przywracania znaczenia kobiet. O tym, że wiele trendów społecznych pojawia się u nas „z poślizgiem”, świadczy chociażby fakt, że wspomniana książka Betty Friedan została wydana po polsku dopiero w 2012 roku (!).
Jak już wspomniałam, tłem dla powstania teologii ciała Jana Pawła II była rewolucja seksualna czasów powojennych. Dziełem trafnie opisującym zmieniające się w tym aspekcie wzorce społeczne jest dwutomowy raport amerykańskiego zoologa Alfreda Kinseya, wydany kolejno w 1948 i 1953 roku. W tych dwóch opasłych tomiszczach Kinsey rzekomo udowodnił, że dziewięćdziesiąt procent mężczyzn zdradza swoje żony, a trzydzieści procent kobiet zdradza swych mężów. Niestety, mimo że naukowo sfalsyfikowano te badania, kij został wbity w mrowisko i w sposób metodyczny rozpoczął korozję podejścia do tej pięknej i zarazem delikatnej sfery. Wnioski Kinseya – przez wielu nazwanego „ojcem rewolucji seksualnej” – dotyczące seksualności były ogromnym szokiem, bo do tej pory nikt nie odważył się publicznie i w tak szczegółowy (wręcz wulgarny) sposób mówić o płciowości i seksie. Wywołały one nie tylko skandal, ale także sporo zamieszania i bałaganu w podejściu do ciała i seksualności.
Lustrem tych przemian społecznych była sztuka (co słychać na przykład w muzyce zespołów, takich jak The Beatles, The Rolling Stones, The Animals, The Doors), a zmiana obyczajowości spowodowała powstanie różnych ruchów kontestatorskich (m.in. hipisi – dzieci kwiaty) oraz rozwój idei pacyfizmu, feminizmu czy walki z segregacją rasową (tu nie można pominąć wspaniałych i odważnych działań Martina Luther Kinga, który w całym tym tyglu zmian walczył o wolność i godność każdego człowieka). W Stanach, a potem także w innych krajach zachodniego kręgu kulturowego, zalegalizowano antykoncepcję (lata 60.), a po jakimś czasie – na skutek wspomnianego już sfingowanego procesu Roe vs Wade (1973) – także aborcję. Rewolucja seksualna spowodowała wręcz epidemiczny rozwój chorób wenerycznych i drastyczny wzrost liczby rozwodów; w samym USA rozwiodło się około 50% małżeństw zawartych w latach siedemdziesiątych XX wieku. Ogólnie też od tego czasu zawiera się mniej małżeństw, bo nieustannie w cenie są wolne związki. Ważnym medium przekazywania postulatów rewolucji seksualnej był telewizor, z roku na rok obecny w coraz większej liczbie domów. Dziś Internet pełni tę samą rolę narzędzia przebudowy ludzkiego myślenia, a co za tym idzie – także działania.
No właśnie! Czy kiedy ten buldożer obyczajowy i kulturowy, jakim była rewolucja seksualna, wjechał na arenę świata, Kościół siedział skulony jak mysz pod miotłą? Otóż nie. Kościół, jak to zwykle bywa, najpierw chwilę się przypatrywał, by wiedzieć, z czym ma do czynienia – badał, analizował i modlił się, by potem dać mądrą odpowiedź.
Wypowiedział ją w dokumencie Soboru Watykańskiego II, noszącym tytuł Gaudium et spes, czyli konstytucji o Kościele i jego zadaniach w świecie; mówi w niej o znaczeniu i godności małżeństwa oraz rodziny. Potem ukazała się encyklika Pawła VI Humanae vitae, która była tak odważnym i radykalnym (w dobrym tego słowa znaczeniu) teologicznie tekstem, że wielu liberalnie myślących teologów oficjalnie zadeklarowało niezgodę wobec tych treści. Mówiła ona jasno o zasadach moralnych w dziedzinie przekazywania życia ludzkiego. Potem posypały się inne dokumenty Kongregacji Nauki Wiary: Quaestio de abortu (1974) przeciwko przerywaniu ciąży, Persona humana (1975) o niektórych zagadnieniach etyki seksualnej, takich jak zapłodnienie in vitro czy homoseksualizm, Quaecumque sterilizatio (1975) przeciwko sterylizacji, a Jan Paweł II w latach osiemdziesiątych wydał adhortację Familiaris consortio mówiącą o zadaniach rodziny chrześcijańskiej oraz list apostolski Mulieris dignitatem o godności i powołaniu kobiety.
W dokumencie Persona humana pada według mnie ważne pytanie, które do dziś nie straciło na aktualności. Cytuję: „Doszło […] do tego, że także wśród chrześcijan nauczanie, normy moralne i sposoby postępowania dotąd wiernie zachowywane, w krótkim okresie czasu zostały gwałtownie zakwestionowane, i wobec tylu rozpowszechnionych poglądów przeciwnych nauce otrzymanej od Kościoła, wielu stawia sobie dziś pytanie, co należy obecnie uznawać za prawdę”[2]. Czyż nie jest tak, że aktualnie w naszym kraju doświadczamy podobnego zamieszania w podejściu do ludzkiej seksualności? Nasiliło się zepsucie obyczajów, którego najpoważniejszą oznaką jest nadawanie przesadnego znaczenia seksualności, co przeniknęło także do wychowania i skaziło moralność. Co zatem jest prawdą? Jak myśleć o człowieku? Sądzę, że warto posłuchać naszego rodaka – Jana Pawła II, który choć przez lata żył za żelazną kurtyną, to swoim naukowym i filozoficznym umysłem, a także sercem otwartym na Ducha Świętego, potrafił trafnie i głęboko analizować i nazywać rzeczywistość, a ostatecznie też odnajdywać prawdę.
Gdy Karol Wojtyła został papieżem, jako następca św. Piotra wyznaczył sobie cel, by regularnie nauczać wiernych poprzez cotygodniowe katechezy. Teologia ciała to zatem nic innego jak około sto trzydzieści katechez środowych, które papież wygłosił w latach 1979–1984 (z przerwą na rekonwalescencję po zamachu na jego życie), a które po czasie zostały zebrane, wydane i opatrzone tym słynnym tytułem.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
© Wydawnictwo WAM, 2026
Opieka redakcyjna: Kama Hawryszków
Redakcja: Zuzanna Marek
Korekta: Marta Koziak-Podczerwińska, Anna Suchańska
Projekt okładki, skład i opracowanie graficzne: Karolina Korbut
EPUB ISBN: 978-83-277-4834-8
MOBI ISBN: 978-83-277-4835-5
NIHIL OBSTAT
Prowincja Polski Południowej TJ,
ks. Jarosław Paszyński SJ, prowincjał,
Kraków, 25 listopada 2025 r., l.dz. 45/2025.
WYDAWNICTWO WAM
ul. Kopernika 26 • 31-501 Kraków
tel. 12 62 93 200
e-mail: [email protected]
DZIAŁ HANDLOWY
tel. 12 62 93 254-255
e-mail: [email protected]
KSIĘGARNIA WYSYŁKOWA
tel. 12 62 93 260
www.wydawnictwowam.pl
Opracowanie ebooka: Katarzyna Błaszczyk
