14 osób interesuje się tą książką

Opis

Gdzieś w Czeskim Raju znajduje się sauna. Ale nie uczęszczają do niej turyści strudzeni wędrówkami po tym atrakcyjnym regionie. To sauna zbudowana przez miejscowych dla miejscowych, jeszcze za komuny. Spotyka się w niej grupa mężczyzn – młodych, starych i tych w średnim wieku, z wykształceniem i bez, samotnych i z rodzinami lub partnerkami. Faceci mogą tam swobodnie gadać o życiu, babach, historii i polityce. Wzruszać się i złościć. I dziwić się, że za ścianą sauny co jakiś czas rozbrzmiewa chichot kobiet.

Najnowsza powieść Jaroslava Rudiša to obraz oczekiwania na koniec świata, który być może już nastąpił, ale który był tak zwyczajny, że nie zdołaliśmy go zauważyć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 164

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Fot. Rafał Komorowski

Katarzyna Dudzic-Grabińska

Tłumaczka języka czeskiego i słowackiego, reżyserka teatralna. Przełożyła powieści Jaroslava Rudiša: Grandhotel, Cisza w Pradze, Koniec punku w Helsinkach i Aleja Narodowa (Wydawnictwo Książkowe Klimaty). Jako reżyserka i dramaturżka zadebiutowała w 2014 r. w słowackim Instytucie Teatralnym sztuką Mnemojohann. W 2018 r. zaadaptowała i wyreżyserowała Aleję Narodową Jaroslava Rudiša – monodram Dariusza Maja wystawiany w Teatrze Polskim w Podziemiu; spektakl ten został nagrodzony na festiwalu PESTKA w 2019 r.

Ciemność.

Cisza.

Gdzieś kapie woda.

Z oddali słychać śmiech kobiet.

Po czym znów cisza.

Wciąż ciemność.

Woda kapie.

I nagle rozbłyska ostre światło. Kompletnie nas oślepia. Przez chwilę nic nie widzimy. Po czym z mroku wyłania się nasza sauna. Jest stara i odrapana i trochę się już sypie. Nic dziwnego, była zbudowana w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Z tych czasów pochodzi też jej proste wyposażenie. Kabina parowa, prysznice, zewnętrzny basenik, pokój odpoczynku z leżakami.

Widzimy łaziebną, która zamiata. I która po chwili odchodzi.

Jesień

No i znów siedzimy w tej naszej saunie w Czeskim Raju i wypacamy nasze ciała i dusze. Na zewnątrz jest jesień.

A ten, co całe życie pracuje w fabryce bombek choinkowych i ma przejść na emeryturę, otwiera drzwi kabiny i siada na ławce.

A ten, co jest nauczycielem i w zeszłym roku stracił w wypadku żonę, też otwiera drzwi kabiny i siada na ławce.

Siedzi w kompletnej ciszy i się poci.

A ten, co jest taksówkarzem, otwiera drzwi kabiny, rozgląda się, siada na ławce i mówi:

– Jak w burdelu.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– No, tyle że nie ma dziwek.

A ten, co jest taksówkarzem, zajmuje kąt, najcieplejsze miejsce naprzeciwko pieca, gdzie siada zawsze i gdzie nikt nie ma prawa mu włazić, spogląda na tych dwóch i mówi:

– Jak to? Ja widzę dwie kurwy!

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– A ja widzę trzecią.

– Ty, daj se spokój, co?!

– Sam zacząłeś.

– Dobra, dobra, masz recht. Kurwa to kurwa, co nie? Grunt, że nie zaruchamy.

– A by się przydało.

I wszyscy się śmieją i dalej się pocą.

– Pytanie, czy wziąłeś prysznic.

– Masz fioła na punkcie higieny, jesteś jak moja stara.

– Ja tam cię znam, wszyscy wiedzą, że jesteś wieprzem. A sauna to świątynia, tutaj się przychodzi umytym.

A ten, co jest strażakiem i ratuje ludziom życie, z impetem otwiera drzwi kabiny, wskakuje na górę, tuż pod termometr, gdzie zawsze siedzi, patrzy na nich i mówi:

– Dziewięćdziesiąt sześć. No, no, no, dawaj, dawaj. Porządnie się zgrzejemy. Cześć, chłopcy!

I ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Wziąłeś prysznic?

– No… pewnie.

– Ciekawe. O tobie też wszyscy wiedzą, że jesteś wieprzem. Kto się nie umył, niech nie lezie do sauny!

– Jasne, szeryfie.

A ten, co jest taksówkarzem, mówi:

– A co to był za wypadek dzisiaj we Vsi?

A ten, co jest strażakiem i ratuje życie, mówi:

– Nie wiem. Dowiem się. Miałem wolne.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Ponoć jakaś octavia.

A ten, co jest taksówkarzem, mówi:

– To była fabia.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Sam jesteś fabia, to była octavia.

– Przecież mówili, że fabia!

– Octavia, na pewno, do cholery.

– A ja mówię, że fabia. Ponoć niebieski metalik.

– Niebieska tak. Ale to była octavia.

– Fabia.

– Do jasnej cholery, ponoć to octavia, przecież mówię.

– Fabia.

– Gówno prawda, to była octavia! Zderzenie czołowe z ciężarówką, śmierć na miejscu!

– Według mnie to była fabia.

– Z tobą to się ciężko dogadać. Byłeś tam?

– Nie.

– No widzisz.

– A ty niby tam byłeś?

– No nie.

– No to sam widzisz.

– Ale mówili mi, że to była octavia.

– Kto niby?

– Jeden facet, co przejeżdżał obok, mi mówił.

– A mi inny mówił, że to była fabia wbita w ciężarówkę.

– Jezu, ciężko się z tobą dogadać. Po co się wykłócasz?

– To ty się kłócisz.

– A ty nie wiesz, co to było za auto? Musisz to wiedzieć jako strażak.

A ten, co jest strażakiem, mówi:

– Nie wiem. Dowiem się. Miałem wolne. Rąbałem drewno na zimę.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– A to bezpieczne auta, te fabie i octavie?

A ten, co jest strażakiem, mówi:

– Bezpieczne… Trudno powiedzieć. Jak przyjeżdżam na czołówkę i widzę, że nogi się ruszają, to wiem, że to jest dobre auto. Albo że ten człowiek miał szczęście. A jak się nogi nie ruszają, to wiem, że to nie jest dobre auto. Albo że ten człowiek nie miał szczęścia.

A ten, co w zeszłym roku stracił w wypadku żonę, mówi:

– To straszne, jak ludzie teraz jeżdżą.

A ten, co jest taksówkarzem, a przedtem miał szkołę jazdy, patrzy na niego i mówi:

– Na mnie się nie gap, to nie moja wina, że ludzie jeżdżą jak bydło.

A ten, co w zeszłym roku stracił żonę, patrzy na niego, kiwa głową i nic nie mówi.

A ten, co jest taksówkarzem, patrzy na niego jeszcze raz i mówi:

– Przepraszam. Przecież ja wiem. Twoja baba to była dobra baba.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Bo ludzie to bydło. Weź na przykład te wojny. Te wszystkie kryzysy. Jakby ludzie nie byli bydłem, wszystko byłoby na świecie pięknie. Wszystko by się układało, rozumiesz? Poezja. Rozumiesz?

– Rozumiem. Ale chyba nie do końca.

– Nieważne. Jakbyś czytał książki, tobyś rozumiał.

– Ale świat bez ludzi? Tak chyba też się nie da.

– Ale świat bez bydła byłby lepszy.

– A to tak. Na przykład bez ciebie, co nie, bez tego twojego gadania. Człowieku, że też ty nie poszedłeś gdzieś studiować filozofii.

– Komuniści mnie nie puścili. No to robię bombki choinkowe. Ale sprzedajemy je na całym świecie, prawda? Zresztą teraz to już wszystko jedno.

– No tak, komuniści, wszyscy zwalają na nich całą winę.

– Ty nie musisz niczego zwalać, co nie? Sam byłeś komunistą.

– Bo musiałem.

– Pewnie.

– Nie każdy może być dysydentem, co nie? Poza tym teraz znowu jest w modzie bycie komunistą, a nie dysydentem.

– Wsadź se w dupę taką modę! Zresztą, to ty tu ciągle gadasz, nie ja. Ja myślę. A najwięcej to o sobie.

– Kolego, co złego to nie ja. Przecież wszyscy jesteśmy tak trochę bydłem.

A potem przez chwilę jest cicho, kapie z nas pot, a w piecu trzaska.

A ten, co pracuje jako strażak, wstaje, patrzy na termometr i mówi:

– Dziewięćdziesiąt siedem! Znowu się porządnie wypocimy. No, no, no! Dawaj, dawaj! Znowu zaczniemy dobrze śmierdzieć naszym babom.

I nagle otwierają się drzwi i jesteśmy w saunie w komplecie.

Przyszedł ten, co sprzedaje ubezpieczenia.

I ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym.

I ten, co rozwozi żarcie dla psów.

I ten, co jest lekarzem chorób kobiecych.

I ten, co jest najmłodszy z nas.

I ten, co sprzedaje auta.

I ten, co rzyga danymi w biurze.

I w końcu ten, co nie widzi. A ten, co jest lekarzem, podaje mu rękę i prowadzi na jego miejsce.

Wszyscy mamy tu swoje stałe miejsca.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Żona mnie kocha, bez dwóch zdań. Najbardziej mi się podoba, że tak mało mówi. Miałem szczęście. Wszystko, co ważne, powiedzieliśmy sobie w pierwszym wspólnym roku, teraz nie musimy już nic mówić. Przychodzi do domu, zamyka się w dużym pokoju, ustawia wokół siebie świeczki, zapala je i zamyka oczy. A ja włączam telewizor w kuchni. Albo sobie czytam. Inni się kłócą, ciągle wydzierają się na siebie, a my sobie wspaniale milczymy. A potem zawsze jemy coś dobrego. Jak ona gotuje, to też jest nie najgorzej.

A ten, co nie widzi i stroi pianina, mówi:

– Moja żona ciągle chce rozmawiać.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Słuchaj, to znajdź jej kogoś, co? Jakąś babę do gadania, żebyś miał spokój.

– Ale ja lubię z nią rozmawiać.

– Tak? A o czym?

– No jak było, co robiła, co czytała, co widziała, co jej się przydarzyło.

– Co jej się przydarzyło? Serio?

– No i jeszcze jak dzieci i takie tam.

– Słuchaj, ja też lubię pogadać. Ale z facetami. Tu, w saunie. Z żoną już dawno sobie wszystko powiedzieliśmy. Wystarczył mi rok. My teraz tak wspaniale milczymy, nawet sobie nie umiecie wyobrazić, jak nam dobrze.

A ten, co jest najmłodszy z nas, co dopiero zaczyna przygodę ze swoim członkiem, zbiera na nim pierwsze blizny i pracuje w fabryce samochodów, mówi:

– Mam teraz jedną starszą, prawie trzydziestka. Rozwiedziona, free, spoko. Otwieram u niej rano szafkę w łazience i widzę w szklance mnóstwo szczoteczek do zębów. Myślę sobie: spoko, lubi myć zęby, to przecież zdrowo, higienicznie, ja też myję zęby, też jestem higieniczny. Ale to są szczoteczki po facetach, z którymi była, którzy z nią mieszkali, którzy u niej spali. Chowa sobie ich szczoteczki na pamiątkę, jak takie trofea.

A ten, co jest w naszym mieście lekarzem chorób kobiecych i jest z nas wszystkich najstarszy, najbardziej doświadczony i najspokojniejszy, mówi:

– Są takie przypadki.

– Ale to chyba trochę dziwne, nie? To nie jest normalne, prawda? To nie jest higieniczne czy jest?

– A w łóżku jest namiętna?

– Tak.

– To najważniejsze. Jakby nie była namiętna, to coś byłoby nie tak. Wszystko jedno, czy chodzi o seks, czy o szczoteczki. A czy to jest higieniczne, czy nie, to akurat nie takie ważne. Otóż seks zasadniczo nie jest za bardzo higieniczny. Nie może być, te płyny to natura. A natura jest brudna. Ale brud jest zdrowy, to wam mówię jako lekarz.

A ten, co jest taksówkarzem, odwraca się do tego, co ma przejść na emeryturę, i mówi:

– No widzisz, a ty ciągle męczysz z tą higieną.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Tylko że brud to brud i basta. Na drzwiach do sauny jest jasno napisane, że masz wziąć prysznic, zanim tu wleziesz.

A ten, co jest najmłodszy, mówi:

– Właśnie, w saunie wszyscy jesteśmy higieniczni.

A ten, co jest taksówkarzem, zwraca się do tego, któremu zmarła żona, i mówi:

– W szkole uczyłem wszystkich, jak dobrze jeździć. Uczyłem ich rozwagi do tego stopnia, że musiałem rzucić tę robotę i zacząć pracować na taryfie, żeby od tej nauki nie zwariować. To nie moja wina, że ludziom odbija i bawią się za kółkiem w Monte Carlo, baby tak samo jak faceci, że zabijają się nawzajem. To nie moja wina, że ludzie to bydło.

A ten, co mu w zeszłym roku zmarła żona, wstaje i idzie się schłodzić. I kilku z nas też idzie.

A ten, co ma przejść na emeryturę, jeszcze się poci i patrzy na odchodzącego, tego, co mu zmarła żona, i mówi:

– Jego żona to serio była bardzo piękna baba. Boję się, że on się z tego nie wygrzebie, że zrobi sobie krzywdę.

A ten, co jest taksówkarzem, też się jeszcze poci i mówi:

– Czemu niby miałby zrobić sobie krzywdę?

– Według mnie to zrobi.

– Wygrzebie się, na każdego czeka jeszcze jakaś lasencja, co przewiezie go na karuzeli.

– Na karuzeli?

– No, włóż, wyjmij, włóż, wyjmij, fiuta moczenie, cyców miętoszenie, w kółko jak na karuzeli, co nie? Tylko trzeba uważać, żeby wyciągnąć w porę i żeby nie było na świecie o jednego bachora więcej.

– Aha. Nie, moim zdaniem on niedługo zrobi sobie krzywdę. To wrażliwy człowiek. To nie jest takie bydło jak my. To nauczyciel.

– Przestań pieprzyć. Nie zrobi tego.

– Ta jego żona to była naprawdę piękna baba.

– No, była.

– Wiesz, ona tak pięknie chodziła. Miała piękne biodra. Nie takie strasznie wielkie, raczej trochę małe. Ale okrąglutkie.

– Miała wielkie.

– Nie, właśnie że nie. Małe. Takie jak piersi, w sam raz do ręki.

– Miała wielkie te biodra.

– Bzdura. Miała małe. Nie kłóć się ze mną.

– To ty się kłócisz. A tak w ogóle, to skąd wiesz o tych piersiach?

– No… Trochę się z nią kolegowałem.

– Serio?

– To znaczy kiedyś, oczywiście, dawno.

– Naprawdę? I jak było?

– Dobrze. Ale nie mów mu tego.

A ten, co u nas sprzedaje auta i lubi nurkować, poszedł na leżaki, siedzi w półmroku i odpoczywa.

A obok niego jest na leżaku ten, co sprzedaje ubezpieczenia na domy, życie i auta. I w tym półmroku mówi:

– Jak było nad morzem?

A ten drugi, co sprzedaje samochody, w tym samym półmroku mówi:

– Spoko.

– Dwa tygodnie?

– No.

– Było ciepło?

– No, byliśmy na południu. Super tak wyjechać poza sezonem.

– Myślałem, że mieliście tam być miesiąc.

– Początkowo tak.

– Po dwóch tygodniach mieliście z komendantką dość, co?

– Nie, było super. Miesiąc to byłoby za długo.

– A co teraz widzisz, jak zamkniesz oczy?

– W jakim sensie?

– No jak zamkniesz oczy, co widzisz?

– A co miałbym widzieć… Ciemność.

– Ciemność?

– Aha, o to ci chodzi… No… widzę morze.

– Ty po dwóch tygodniach z komendantką w hotelu nad morzem widzisz morze?

– No.

– Chyba powinieneś widzieć co innego, nie? Po dwóch tygodniach barłożenia się z babą. A co na to twoja komendantka?

– Aha, o to ci chodzi… No jasne, było w porządku.

– No nie, już tego nie cofniesz, nie wykręcisz się, to było pytanie kontrolne, co widzisz, jak zamkniesz oczy. W ten sposób można rozpoznać, jak było i jak jest między wami. Nie naprawisz już nic tym morzem. Grunt, czy komendantce to nie przeszkadza i czy jej się tam podobało.

– Chyba tak.

– Bo to jest najważniejsze. Nieważne, czy tobie się podoba, ważne tylko, czy podoba się komendantce. Ale w ogóle najważniejsze to ciągle amortyzować.

– Co?

– Niwelować wstrząsy. Po prostu amortyzować.

– Aha.

– Ja amortyzuję jak nienormalny.

– Serio?

– No. Inaczej się nie da. Musisz amortyzować. Ale z tym morzem przed oczami, co widziałeś po dwóch tygodniach z komendantką, tego to już, kolego, nie naprawisz. Już przegrałeś. Już wiesz, na czym stoisz.

Po chwili w saunie ten, co jest strażakiem, wstaje, patrzy na termometr i mówi:

– Równo stówa! No, no, no, i tak ma być. Żadnego cackania się. Znowu będziemy dobrze śmierdzieć naszym babom.

A ten, co nie widzi, mówi:

– Mój kolega, stroiciel pianin i muzyk jak ja, co też jest ślepy, ten mój kolega strasznie lubi spać. Mówi, że tylko jak śpi, to widzi. On widzi we śnie.

A ten, co jest taksówkarzem, mówi:

– Miałem kiedyś w szkole jazdy Wietnamczyka, trochę starszy facet, walczył w tej ich wojnie kiedyś. I zawsze jak był jakiś łomot, nawet taki mały pierd, coś gdzieś spadło, na przykład butelka na tylnym siedzeniu, to on od razu chował się pod kierownicę, że niby nalot na Hanoi. Mieliśmy raz przez to stłuczkę z tego powodu. Wcisnął hamulec przez ten nalot i facet za nami wjechał nam w tyłek.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Żona mnie kocha, nie myślcie sobie. Nawet jak tak wspaniale milczymy. Na pięćdziesiątkę dała mi grób. Piękne miejsce, na nowym cmentarzu, drugi rząd, w słońcu. Będę miał tam ładnie, jak już mnie nie będzie.

A ten, co jest taksówkarzem, mówi:

– W końcu musiałem wyrzucić tego Wietnamczyka. Weź wytłumacz ubezpieczycielowi, że masz klienta, który przeżył wojnę w Wietnamie i kuli się pod kierownicą. Nie wytłumaczysz, że to nie twoja wina, że był wypadek, że nie zdążyłeś zareagować i przejąć kierownicy, bo nie jesteś taki szybki, nie jesteś bohaterem, bo ty nie byłeś na wojnie w Wietnamie, byłeś tylko w durnej Czechosłowackiej Armii Ludowej.

A ten najmłodszy z nas, przed którym jeszcze wszystkie nasze błędy i który nie ma szans ich uniknąć, mówi:

– Kiedyś widziałem tę swoją trzydziestkę ze szczoteczkami, jak na zmianę myła nimi zęby, drugą ręką dotykała piersi, i na dodatek patrzyła na siebie w lustro. A potem dotykała się coraz niżej i niżej, w sensie robiła sobie dobrze. I to ma być normalne? Wydaje mi się, że to nie jest za bardzo normalne. To nie jest higieniczne.

A przy leżakach jest ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym, kładzie się i mówi:

– Dziś pełnia, znowu nie zasnę, ha.

A ten, co rozwozi po kraju karmę dla psów, kładzie się obok niego i mówi:

– Ja tam zawsze zasypiam. Ale moja stara nigdy nie śpi. Ciągle się przewraca z boku na bok i wzdycha, i w końcu mnie szturcha i mówi: nie mogę spać, księżyc mnie męczy, ja się martwię, a ty sobie spokojnie śpisz, ciebie nic nie męczy?

A ten, co mu w zeszłym roku zmarła żona, teraz przysiadł i medytuje, i nie mówi nic.

A ten, co nie widzi, mówi:

– Ten mój ślepy przyjaciel mówi, że najchętniej by ciągle spał. Że strasznie fajnie jest móc zobaczyć świat. I ja to rozumiem.

A ten, co mu zmarła żona, mówi:

– A on widział przedtem?

– Nigdy. Ślepy od urodzenia.

– A ty widziałeś kiedyś?

– Tylko jak byłem mały.

A ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym, drugi raz się rozwiódł, jest sam i twierdzi, że jest strasznie zadowolony, mówi:

– Tylko skąd może wiedzieć, że coś widzi we śnie, skoro nigdy nie widział, ha. I nie wie, jak to jest widzieć?

A ten, co nie widzi, mówi:

– Nie wiem. Po prostu normalnie we śnie widzi. No to spokojnie przesypia cały dzień, bo chce sobie popatrzeć.

– Przecież to bzdura.

A ten, co jest w naszym mieście lekarzem chorób kobiecych, mówi:

– Są takie przypadki.

– Według mnie to bzdura.

A ten, co jest taksówkarzem, mówi:

– A ja kiedyś jednego ślepego nauczyłem prowadzić auto. Tylko że on był ślepy na jedno oko. Córka mu wybiła strzałą, jak się bawili w Indian. Dobrze jeździł, ale jak miał czterdziestkę, to dostał zawału na skrzyżowaniu. Zatrzymał się, ludzie trąbili, wściekali się, ale nikt nie podszedł i nie zajrzał do auta. Nikt mu nie pomógł. Dwie godziny stał na skrzyżowaniu pod Kauflandem i wszyscy go omijali. To straszne, jak ludzie się dziś traktują. Po prostu bydło.

A ten, co mu zmarła żona, mówi:

– A ty widzisz coś czasem?

A ten, co nie widzi, nagle zaczyna strasznie rechotać.

I wszyscy na niego patrzymy.

A ten, co jest taksówkarzem, mówi:

– Co się tak rechoczesz?

A ten, co nie widzi, skończył rechotać i mówi:

– Powiedziałbym wam. Ale on mi w życiu nie uwierzy.

– No to powiedz.

– Nie, nie. Nie da rady. Nikt nie uwierzy w to, co ja widzę.

Tymczasem w saunie ten, co jest najmłodszy z nas i zawsze siedzi najwyżej, mówi:

– Mnie to się nie wydaje za bardzo normalne, żeby ssać szczoteczki po facetach. To nie jest higieniczne. No to zdecydowałem, że u tej swojej trzydziestki nigdy nie zostawię żadnej szczoteczki. Zawsze zabieram ją ze sobą do domu. Ale poza tym baba jest w porządku, robi wszystko do samego końca. Po prostu doświadczona trzydziestka, a nie durna dwudziestka.

A ten, co jest w naszym mieście lekarzem chorób kobiecych i siedzi zawsze na podłodze tuż przy piecu, mówi:

– Ludzie, to wasze gadanie… To nie jest higieniczne. Ja już nie mogę. Idę.

A ten, co ma przejść na emeryturę, mówi:

– Nie idź jeszcze.

– Idę.

– Najpierw się wypoć porządnie.

– Już się przez was totalnie wypociłem.

– Jeszcze się z ciebie nie leje.

– Leje się ze mnie od tego waszego gadania. Wystarczy. Nie mogę już z wami.

Wstaje i idzie się schłodzić.

A przy baseniku stoją kolejni dwaj nasi, patrzą w górę na wycinek nocnego listopadowego nieba, po którym błądzi księżyc w pełni, po czym patrzą w dół, na swoje nogi i wzdęte brzuchy napełnione dobrobytem naszych czasów.

A ten, co sprzedaje ubezpieczenia i wszystkich co do jednego ubezpieczył, zresztą w saunie, nas, nasze wszystkie żony, dzieci, psy, mieszkania, domy i auta, ziewa i mówi:

– Nie mogę się dziś doczekać powrotu do domu. Komendantka obiecała, że położy córkę spać. Mamy dwa winka, każde inne, będziemy degustować, pić. A potem weźmiemy się za siebie.

A ten drugi, co rzyga danymi w biurze, a po tym rzyganiu codziennie przejeżdża na rowerze pięćdziesiąt kilometrów, mówi:

– No a ja to mam nadzieję, że wręcz przeciwnie, że od razu zasnę.

– Chrzani się wam, co?

A ten, co rzyga danymi w biurze, nic nie mówi.

– No tak, trzeba amortyzować.

A ten, co rzyga danymi w biurze, nic nie mówi.

– Niwelować wstrząsy z komendantkami. Amortyzować związek. Mówię to tu wszystkim, ale nikt mnie nie słucha. Nikt tego tu nie rozumie.

A ten, co rzyga danymi w biurze, nic nie mówi.

– Kto nie amortyzuje, ten przepadł. Baby nie potrafią amortyzować. Tylko faceci. Już tak to w naturze działa.

A ten, co rzyga danymi w biurze, nie mówi nic.

– A dzieci wiedzą?

A ten, co rzyga danymi w biurze, nie mówi nic.

– No tak, dzieci zawsze wiedzą, jak się chrzani.

A ten, co rzyga danymi w biurze, nie mówi nic i patrzy w górę w niebo.

A ten, co sprzedaje ubezpieczenia, mówi:

– To lepiej jak zaśniesz.

– Wypiję dwa piwa, wezmę dwie pigułki i zasnę, mam nadzieję, że nie będzie gadania.

– Stary, ostatnio zasnąłem w komendantce.

– W komendantce?

– No.

– Nie możesz pracować szesnaście godzin bez przerwy.

– Już dawno nie pracuję. Czterdzieści pięć minut porządnie dokazujemy na kanapie i nagle czuję, że muszę spać. No to kładę się na plecach, komendantka włazi na mnie. Myślę sobie, dobra, to sobie ujeżdżaj, facet nie musi w kółko harować, co nie? Wystarczy, że tyra w robocie, żeby komendantka mogła siedzieć w domu i nic nie robić. Ale potem normalnie zasnąłem. A ona rano przy śniadaniu wściekła, stawia jajka na stole, mówi, ty wczoraj zasnąłeś, dziękuję ci bardzo. Córka patrzy na nas, ja też na nią patrzę. I córka mówi, tato, ja też wczoraj zasnęłam. Całą noc spałam. Głaszczę ją i mówię: To dobrze, przecież dziewczynki muszą w nocy spać. A komendantka chodzi dookoła i zabija mnie wzrokiem. Ale dziś nie mogę się doczekać powrotu do domu, tylko może wypijemy jedno wino, żebym nie zasnął.

– Ja mam nadzieję, że zasnę. Wezmę dwie tabletki i zasnę. Albo lepiej od razu trzy.

A zza ściany, gdzie jest basenik i sauny dla kobiet, z tego drugiego świata, słychać babski chichot. A potem ktoś skacze do wody i stęka.

– Słyszysz je? Słyszysz te wiedźmy? Jak one się nad nami znęcają!

– Tylko że bez nich też by się nie dało, co nie?

– Ale dlaczego baby się tak nad nami znęcają?

– Może my też się nad nimi znęcamy.

– Nie, nie. One znęcają się nad nami. One nas krzyżują. Da się od tego ubezpieczyć? Od głupich związków?

– Nie.

– Hm.

– Musisz po prostu amortyzować.

A w saunie ten, co jest strażakiem, wstaje i patrzy na termometr.

– Sto jeden. Ciągle do przodu. Super! No, no, no! Jeszcze się porządnie skatujemy. Tylko nie wietrzcie tyle, ludzie.

A ten, co był mistrzem kraju w tenisie stołowym, mówi:

– Nie