Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie - Krzysztof Karpiński - ebook + książka

Czarnoskóry fordanser w Warszawie. Opowieść o Auguście Agbooli Brownie ebook

Krzysztof Karpiński

2,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Pierwsza biografia Augusta Agbooli Browne’a, fordansera i perkusisty, prawdopodobnie jedynego czarnoskórego uczestnika powstania warszawskiego

Opowieść, w której nietuzinkowe losy bohatera splatają się z muzyką i historią Polski. To zaproszenie do świata przedwojennego polskiego jazzu, do kawiarnianych wnętrz wypełnionych jego dźwiękami, gdzie przy stolikach i na parkiecie tworzyły się małe i wielkie historie. Puls tej muzyki towarzyszył zmianom społecznym i obyczajowym, inspirował.

Nigeryjczyk, który świetnie władał gwarą warszawską, do Polski trafił w 1922 roku. Występował jako perkusista jazzowy i fordanser w restauracjach i kawiarniach w stolicy oraz w Krakowie, a jego ślub z Polką przyciągnął uwagę ówczesnych mediów i tłumy ciekawskich. Jak wyglądało jego życie? Dlaczego wojenną zawieruchę spędził w Warszawie, a na emigrację do Londynu zdecydował się dopiero w latach pięćdziesiątych?

KRZYSZTOF KARPIŃSKI – autor biografii Mieczysława Kosza Tylko smutek jest piękny oraz tomu Był jazz. Krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce – w Czarnoskórym fordanserze w Warszawie sięga do archiwalnych dokumentów i z detektywistyczną skrupulatnością rekonstruuje nieznane dotąd losy Augusta Agbooli Browne’a.

Zawsze z zainteresowaniem czytam o czasach przedwojnia. Szukam oczywiście informacji o muzyce tamtego okresu. I jest kolejna książka Krzysztofa Karpińskiego o swingujących latach 30. ubiegłego wieku. Aż chce się zatańczyć z Augustem Browne’em!

URSZULA DUDZIAK

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 206

Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Opieka redakcyjna: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK

Redakcja: WOJCIECH ADAMSKI

Korekta: ALDONA BARTA, EWA KOCHANOWICZ, MARIA ROLA

Opracowanie graficzne: ROBERT KLEEMANN

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Krzysztof Karpiński © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-09352-8

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

Od autora

Jest w Warszawie między Domami Centrum Pasaż Wiecha. A w nim – obelisk poświęcony czarnoskóremu Augustowi Browne’owi. Jak wieść niesie, August Browne, choć przybysz z Nigerii, posługiwał się warszawską gwarą w sposób doskonały. Stefan Wiechecki – Wiech, publicysta, satyryk, felietonista, byłby zadowolony, że ów czarnoskóry stał się „warsiawiakiem”.

A kim był August Agboola1 Browne?

W ubiegłej dekadzie Wydawnictwo Literackie wydało książkę Był jazz. Krzyk jazz-bandu w międzywojennej Polsce autorstwa niżej podpisanego, która zawierała krótki biogram czarnoskórego muzyka zamieszkałego wówczas w Warszawie – Augusta Browne’a. Dotarła ona do nowojorskiego socjologa mediów, profesora Nicholasa Bostona, zajmującego się osobami czarnoskórymi, które zrobiły karierę poza swoim krajem, przede wszystkim w Europie. Do nich należy jego zdaniem Nigeryjczyk August Browne. Profesor nawiązał kontakt ze mną (za pośrednictwem swojego asystenta), ponieważ chciał się ode mnie dowiedzieć czegoś więcej o pobycie Augusta w naszym kraju. Spotkanie spowodowało, że postanowiłem zająć się biografią Browne’a, nie wiedząc, czy to przedsięwzięcie jest w ogóle realne. Przyczyna była prozaiczna: brak dostępnych istotnych materiałów dotyczących tej postaci. Nasze przedwojenne archiwa niestety milczą na jego temat. Pomimo podjętych prób nie udało się też zainteresować osobą Browne’a archiwum w Lagos, skąd ów pochodził. Tam, gdzie brakowało sprawdzonych informacji, stawiałem hipotezy, opierając się na zdobytych skąpych wiadomościach. W nielicznych przypadkach wchodziłem po prostu w sferę spekulacji. Istniał zatem zaledwie zarys czy wręcz cień postaci. Dopiero na podstawie opowieści różnych osób wyłonił się, jak sądzę, żywy człowiek.

Koleje życia Augusta nie obfitują w jakieś nadzwyczajne czy też sensacyjne zdarzenia, ale mimo to są wyjątkowo ciekawe. W niektórych momentach tak zagmatwane, że warto je opowiedzieć. Odtworzenie jego losów nie należało do zadań prostych, ponieważ w ogóle niewiele o nim pisano. Nie przeprowadzono też z nim żadnego wywiadu, brak zatem źródeł prasowych poza nielicznymi krótkimi informacjami. Prasa nie zajęła się nim szerzej ani jako muzykiem, ani jako uczestnikiem walk powstańczych w Warszawie.

Jeżeli już cokolwiek napisano, to pojawiały się błędy w jego nazwisku: Abgola, Agbala, Brauon, Brown, O’Bronwn... Popełniono nawet urzędową pomyłkę w pisowni nazwiska jego córki Beaty. Ta omyłki urzędnika nie sprostowała i tak już pozostało.

Relacjonując przebieg procesu karnego, podczas którego August był świadkiem, przedwojenna prasa pisała o „murzynie z Senegalu” bądź „murzynie senegalskim”, podczas gdy on nie miał nic wspólnego z tym krajem. Z urodzenia był, jak wiadomo, Nigeryjczykiem. W wielu współczesnych publikacjach także istnieją błędy, między innymi odnośnie do miejsc jego pracy. Nigdy na przykład nie pracował dla Polskiego Radia, nie nagrywał też tła muzycznego dla przemówień prezydenta Warszawy Stefana Starzyńskiego, jak ktoś napisał. Podawana jest też nieprawdziwa data jego wyjazdu z Polski, a nawet data jego śmierci.

August Agboola Browne „Ali”, Warszawa 1932.

Przeczytałem kiedyś, że August „miał brać udział w obronie Warszawy”, „miał walczyć w szeregach batalionu «Iwo»” itd., i że ta historia to ładna bajka pasująca komuś z powodów politycznych. Odpowiadam: ani ładna, ani bajka. Sprawdziłem. Nie wiadomo zresztą, komu by miała pasować. Myślę, że nikomu. Ali, podobnie jak i inni cudzoziemcy, jest wymieniany wśród biorących udział w powstaniu (w taki czy inny sposób) i nikt go z tego powodu specjalnie nie wyróżnia.

Trzeba też zaznaczyć, że August nigdy nie mieszkał w Łodzi, a z naszego kraju wyjechał nie w 1958, lecz w 1956 roku. Obszary najważniejszych zdarzeń w jego życiu to miasta: Londyn, Kraków, Warszawa i ponownie Londyn. Jednak to w Warszawie muzyka niemalże całkowicie wypełniała jego codzienność. Odkrywanie kart historii jego życia okazało się zadaniem ciekawym i fascynującym. Ta biografia to nie tylko prezentacja postaci Augusta Browne’a. Starałem się też przedstawić chociażby w tle rozrywkową Warszawę czasów, w których działał, oraz najbliższe mu otoczenie. Zadaniem książki jest przywrócenie pamięci o nim i ocalenie jej od zapomnienia.

Pod tytułem każdego z rozdziałów zamieszczam skrótową informację o czarnoskórych artystach przybyłych wówczas na występy do naszego kraju, w których teoretycznie mógł uczestniczyć August jako widz i słuchacz. Cytaty przedstawione w książce przytaczane są w pisowni oryginalnej. W niektórych dokonano niewielkich korekt ortograficznych lub drobnych zmian.

1.

Fordanser czy perkusista

.

Twórczynią tańca typu jazz dance w Europie była urodzona w St. Louis Josephine Baker, tancerka i piosenkarka pochodzenia afroamerykańskiego z obywatelstwem francuskim, która w 1938 występowała w Warszawie, Krakowie i Katowicach, ale to chyba za mało, aby ktoś w Polsce potrafił przyswoić w owym czasie ten rodzaj tańca.

Lata dwudzieste ubiegłego wieku to dla Polaków czas trudny, ale zarazem bardzo ciekawy. Były to początki II Rzeczypospolitej. Po długim okresie zaborów kraj nadrabiał zaległości w zasadzie we wszystkich dziedzinach, także w muzyce i rozrywce. Powstawały branżowe czasopisma, stowarzyszenia muzyków, zaczynał raczkować przemysł fonograficzny.

Sale koncertowe były przeznaczone przede wszystkim dla muzyki poważnej, rozrywka zaś musiała się zadowolić scenkami teatrzyków, kabaretów i sal restauracyjnych. Najlepsze i najdroższe z nich nazywano lokalami rozrywkowymi – poza konsumpcją proponowały one właśnie programy rozrywkowe. Pomimo wysokich cen nie było łatwo o miejsce. Już wtedy stosowano rezerwację telefoniczną. Żeby znaleźć się w czasie weekendu w stołecznej Adrii, należało pomyśleć o tym co najmniej tydzień wcześniej. Wszak ten elegancki nocny lokal cieszył się dużą popularnością. Bywali tu przedsiębiorcy, właściciele majątków ziemskich, ale też politycy i aktorzy. Ci ostatni mieli specjalny rabat. Można więc było się bawić w obecności osób z pierwszych stron gazet. Dyrektorował Adrii sprowadzony ze Lwowa najlepszy z najlepszych – właściciel tamtejszej Bagateli Franciszek „Franc” Moszkowicz. Wyróżniał się inteligencją, grzecznością i znajomością wymagań stołecznej elity.

Lokal słynął z dużej sali dancingowej z wirującym parkietem w kształcie zbliżonym do płyty gramofonowej. Uchodził za najwytworniejszy i najsłynniejszy w międzywojennej Warszawie. Wszystko tu było wysokiej jakości: zarówno kuchnia, obsługa, jak i muzyka. Urządzano huczne zabawy sylwestrowe i słynne bale filmu polskiego. W lożach można było zobaczyć znane twarze: aktorek Jadwigi Smosarskiej czy Mieczysławy Ćwiklińskiej, aktorów Aleksandra Żabczyńskiego czy Adolfa Dymszy. Adria angażowała czarnoskórych stepujących tancerzy, którzy stanowili nie lada atrakcję dla bywalców. Przygrywały najlepsze orkiestry, między innymi Artura Golda i Jerzego Petersburskiego oraz Zygmunta Karasińskiego i Szymona Kataszka. Atrakcją tej ostatniej był czarnoskóry śpiewający perkusista Sam Salvano. Znany rysownik i karykaturzysta, dzisiaj już nieżyjący, Julian Żebrowski opowiadał mi, że kiedyś spędził tam swoje imieniny w ciekawym towarzystwie Tadeusza-Dołęgi Mostowicza, autora między innymi Kariery Nikodema Dyzmy, Janusza Minkiewicza i Światopełka Karpińskiego. Nie było tanio. Rachunek opiewał na czterysta złotych. Przeciętny miesięczny zarobek robotnika wynosił wówczas około stu pięćdziesięciu złotych.

Café Adria, przy ulicy Moniuszki 10 w Warszawie, widoczne wejście, 1940.Orkiestra jazzowa Zygmunta Karasińskiego i Szymona Kataszka, pierwszy z prawej perkusista i wokalista – Sam Salvano. Warszawa, lata 20. XX w.

W Oazie przy Wierzbowej do dyspozycji gości pozostawały gabinety znajdujące się w pobliżu sali restauracyjnej. Każde z takich pomieszczeń miało telefon, a czasem i pianino. Bywali tam ludzie bogaci z różnych sfer, panie i panowie z tak zwanego najlepszego towarzystwa, także artyści.

Jeżeli ktoś nie miał z kim zatańczyć, oczekiwali na niego fordanserki i fordanserzy, czyli płatni partnerzy, którzy zabawiali gości. Podobnie było w innych lokalach rozrywkowych, oczywiście tych najlepszych. Wzorem Paryża i Berlina. Na czym dokładnie polegała ich praca?

Grydzewskiego (Mieczysława) znano nie tylko z tego, że mógł być pokazywany jako wzór redaktora [...], którego pracowitość była imponująca. Na przykład w Adrii, gdzie był najlepszy w stolicy dansing, zjawiał się z narzeczoną i plikiem materiałów do następnego numeru „Wiadomości”. Dla narzeczonej wynajmował fordansera, a sam, zanurzony w gęstej atmosferze nocnego lokalu, oddawał się do późnej nocy lekturom, korektom, korespondencji i innym normalnym zajęciom redakcyjnym1.

Otwarcie Oazy dla gości nastąpiło 29 listopada 1922 roku. Już od godziny dziesiątej wieczorem przygrywał jazz-band Zygmunta Karasińskiego. To wydarzenie to pierwszy koncert jazzowy w naszym kraju.

Codzienne dancingi przyciągały wielu gości. Widywano nawet Tadeusza Boya-Żeleńskiego z żoną i dorosłym już synem. Królował też inny jazz-band, a mianowicie Oaza Jazz Henryka Golda. Na początku lat trzydziestych częste reklamy zapraszały do tego jednego z najwytworniejszych lokali stolicy. Przekonywano też do atrakcyjnych występów najwybitniejszych artystów scen warszawskich.

Nie można pominąć Bristolu. Tutaj bawiono się w Sali Malinowej, znanej z tego, że dancingi transmitowało Polskie Radio. Organizowano też pokazy mody między innymi z udziałem Stefanii Grodzieńskiej – modelki warszawskiego ekskluzywnego domu mody Bogusława Hersego, w przyszłości aktorki estradowej, teatralnej, a także pisarki. Było to ulubione miejsce spotkań polityków, oficerów, artystów i elity intelektualnej. Już w 1924 roku dancingi organizowała gwiazda operetki Lucyna Messal. Rok później zaangażowała znaną orkiestrę Artura Golda i Jerzego Petersburskiego, a na początku 1926 brylował jazz-band pianisty Jakuba Kagana. Z tej okazji wydano nawet program dancingu przedstawiający orkiestrę z fotografiami muzyków, który wymienia kompozycje szefa zespołu. Później napisał on między innymi utwór Bristol Tango, będący przejawem fascynacji nie tylko tym miejscem, ale też muzyką jazzową i czarną Ameryką. Miesięcznik „Taniec i Rozrywka” pisał o najwytworniejszym dancingu w stolicy, gdzie orkiestry wykonywały atrakcyjne fokstroty i charlestony. Było to znane miejsce także na arenie międzynarodowej. W 1925 roku koncertowała tu amerykańsko-niemiecka orkiestra Eddie Woods and his Kentucky Serenaders. Jednemu z członków zespołu, saksofoniście Henry’emu Nathanowi, tak się spodobało w Polsce, że został tutaj na dłuższy czas. Zaangażował go do swojej orkiestry Zygmunt Karasiński.

To w Bristolu przez pewien czas mieszkał Karol Szymanowski, przyjmując zapowiedzianych wcześniej gości, a swoją pracownię miał Wojciech Kossak, któremu w 1934 roku do portretu pozował sam prezydent RP Ignacy Mościcki.

Bywano też w innych stołecznych lokalach. Należała do nich estetycznie i ciekawie urządzona Polonia, znajdująca się w Alejach Jerozolimskich naprzeciwko Dworca Wiedeńskiego, w hotelu o tej samej nazwie. Spotykało się tam ludzi kina: Jadwigę Smosarską, Adolfa Dymszę, a nawet Jana Kiepurę. W hotelu zaś mieszkali w różnym czasie Tadeusz Boy-Żeleński, Kornel Makuszyński... W drugiej połowie lat dwudziestych organizowano tu dancingi cieszące się znacznym powodzeniem. Prasa pisała o uprzedzająco grzecznej obsłudze tudzież o urozmaiconej kuchni i dobrze zaopatrzonej w trunki piwnicy. Zazwyczaj grywały dwie orkiestry. Jedna podczas dancingu, druga zaś wyłącznie koncertowała. Już pod koniec lat dwudziestych przygrywał tu do tańca zespół Wiesława Wilkosza, wtedy jeszcze z perkusistą o nazwisku Srebrzyński (później się to zmieni), koncertowała zaś orkiestra uprawiająca jazzującą muzykę taneczną skrzypka Czesława Żaka, L’Orchestre Symphonique se Transformant en Jazz. W Polonii właśnie odbyły się, nomen omen, pierwsze wybory Miss Polonia. W 1930 roku zwyciężyła aktorka teatralna i filmowa Zofia Batycka, która w następnym roku nie zamierzała oddać korony, bo nadal uważała się za najpiękniejszą kobietę. A prywatnie była ciotką popularnego na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych wokalisty gdańskiego zespołu Rhythm and Blues Bogusława Wyrobka, legendy polskiego rock and rolla (wspominała o tym podobno żona Wyrobka, Hanna Rek). W czasie wojny hotel zajęli Niemcy, może dlatego przetrwał okupację.

Nowoczesny Café Club na Nowym Świecie, należący do Towarzystwa do Eksploatacji Przedsiębiorstw Kawiarnianych, powstał w pierwszej połowie lat trzydziestych2. Nowocześnie urządzony, zajmował trzy kondygnacje. W podziemiu znajdowała się restauracja, parter i piętro zajmowała kawiarnia, gdzie można było przeczytać czasopisma, również zagraniczne. Występował tu zespół saksofonisty Franciszka Witkowskiego zwanego królem jazzu, a także zespół Wiesława Wilkosza. W czasie wojny solo grywali pianiści. To miejsce znane jest z zamachu bombowego na oficerów niemieckich w roku 1942, potępianego zresztą przez Armię Krajową jako akt mało znaczący, a pociągający za sobą represje okupanta.

Kawiarnie Instytut Propagandy Sztuki (IPS) oraz Sztuka i Moda (SIM) przy Królewskiej przyciągały wielu artystów i muzyków. W IPS-ie gośćmi bywali Władysław Tatarkiewicz, Ferdynand Goetel, Antoni Słonimski. Odbyło się tam szereg ważnych wystaw, między innymi Leona Wyczółkowskiego (1932) i Xawerego Dunikowskiego (1938). W momencie powołania do życia IPS stanowił swoistą opozycję wobec konserwatywnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.

Rozbawione towarzystwo w Café Adria, najelegantszym lokalu stolicy, 1940.

SIM to kawiarnia wzorowana na angielskich tea-roomach. Łączyła, jak pisał jeden z tygodników, funkcje salonu sztuki, estrady koncertowej, rewii mód, a także dancingu. Tutaj występującym artystom akompaniował na fortepianie Wiktor Osiecki, ojciec Agnieszki, w czasie wojny występował zaś duet fortepianowy Andrzej Panufnik i Witold Lutosławski.

Uczęszczanym miejscem była nowoczesna, elegancka, dwukondygnacyjna, ze słynną werandą w stylu art déco, czynna do czwartej nad ranem i droga Gastronomja przy Nowym Świecie. Znajdowała się w pięciopiętrowym budynku z zaokrąglonym narożnikiem i balkonami. Gwarna, tętniąca życiem. Jej Złota Sala prezentowała się znakomicie. Reklamy przedstawiały ją jako najmodniejszy lokal w Warszawie. Dobrze ją zapamiętał świadek tamtych czasów Zbigniew Pakalski:

[...] zajmowała parter na restaurację, a piętro na kawiarnię i nad findesieklową stalową ozdobną werandą było jeszcze wyjście na kawiarniany taras pod kolorową markizą z bezpośrednim kontaktem z koronami rosnących tu starych wiązów3.

Złota Sala to miejsce popularnych koncertów nierzadko transmitowanych przez Polskie Radio w ramach programu „Jazzująca muzyka taneczna”. W połowie lat trzydziestych grywał tu zespół Wilkosza. Informował nawet o tym miesięcznik „Taniec i Piosenka” (1935, nr 1, s. 4, w dziale „Nasz Reporter”): „Odnowiona Gastronomja należy teraz do ulubionych lokali stolicy. Wiesław Wilkosz gra obecnie na dole, na górze zaś koncertują Landowski i Pewzner”. Henryk Pewzner to pianista współpracujący z Polskim Radiem, nagrywał także solo. Zginie podczas wojny zamordowany przez hitlerowców.

W tym czasie w orkiestrze Wilkosza grał czarnoskóry perkusista August Browne, chociaż prasa nie wymienia jego nazwiska.

Kawiarnia Gastronomja przy zbiegu ulic Nowego Światu i Alej Jerozolimskich, Warszawa.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Informacje o autorach i źródłach fotografii oraz dokumentów

archiwum Krzysztofa Karpińskiego: s. 14–15 (Archiwum Zakładowe Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych UdSKiOR)

Biblioteka Publiczna m.st. Warszawy – Biblioteka Główna Województwa Mazowieckiego: s. 7

Narodowe Archiwum Cyfrowe: s. 13, 20–21, 23

Przypisy

Od autora

1 Spotyka się również pisownię przez jedno „o”: Agbola. W tej książce, poza cytatami, przyjąłem pisownię Agboola. ↩

1. Fordanser czy perkusista

1 Andrzej Zawada, Dwudziestolecie literackie, Wrocław 1995, s. 75–76. ↩

2 W książce Bartosza Paluszkiewicza Warszawskie przedwojenne restauracje, bary i kawiarnie. Kronika, [Kiełbin] 2022, s. 189 i nast., czytamy, że początki gastronomii w tym miejscu sięgają połowy lat 80. XIX wieku, przy czym najpierw była tam mleczarnia, potem kawiarnia (od 1899 lub 1902); miała przy tym różnych właścicieli i nazywała się Udziałowa. Lokal zamknięto w roku 1930. Pod koniec grudnia 1933 prasa donosiła o bliskim uruchomieniu nowego lokalu Café Club, który otworzył się 6 I 1934 (zob. tamże, s. 195) – z czasem oczywiście się rozrastał. Właścicielem był Kazimierz Życki, który 30 VI 1934 oddał lokal w dziewięcioletnią dzierżawę wspomnianemu w tekście Towarzystwu. ↩

3 Zbigniew Pakalski, Warszawa moich wspomnień 1935–1939 [Trylogia warszawska 1], Warszawa 1995, s. 188. ↩