Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Antek ma bujną wyobraźnię, lubi gapić się w gwiazdy i snuć fantastyczne historie. To o wiele ciekawsze niż kłótnie z Filipem, który nagle stał się nastolatkiem, ma swoje sprawy, nowych kumpli i w nosie młodszego brata. A ponieważ rodzina przechodzi trudne chwile, także mama stała się bardziej nieobecna i bezradna. Dla Antka to trochę tak, jakby każdy z nich wyprowadził się na inną planetę i on sam nie zna sposobu, by ściągnąć ich z powrotem na ziemię.
Na szczęście babcia zabiera chłopców na wakacje do siebie. Ciepłe noce, pachnące łąki i rowerowe wypady nad rzekę z nowymi przyjaciółmi pomagają Antkowi odzyskać równowagę i nawiązać nić porozumienia z bratem.
Ciepła, rodzinna historia o tym, że trudne sytuacje mogą dać początek nowej historii.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 93
Ewa Martynkien
Chłopiec i Gwiezdny Wilk
© by Ewa Martynkien
© by Wydawnictwo Literatura
Okładka i ilustracje:
Monika Pollak
Korekta:
Lidia Kowalczyk, Joanna Pijewska
Wydanie elektroniczne I, Łódź 2026
ISBN 978-83-8208-751-2
91-334 Łódź, ul. Srebrna 41
tel. (42) 630-23-81
www.wydawnictwoliteratura.pl
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk
Antek wracał ze szkoły do domu z nosem spuszczonym na kwintę. Nie dość, że plecak wydawał się cięższy niż zwykle, to niewygodne myśli uwierały go do tego stopnia, że aż huczało mu od nich w głowie. Wszystko poszło dzisiaj nie tak, choć plan wydawał się świetnie przygotowany.
– Co masz taką markotną minę? – Mijał właśnie furtkę sąsiada, pana Ernesta, który rozkręcał zamek pod klamką. Uśmiechał się życzliwie do Antka. – Dostałeś jedynkę?
Gdyby chodziło tylko o złą ocenę, w ogóle by się nie martwił. Sprawa była dużo bardziej skomplikowana i do tego na tyle osobista, że nie mógł się nią teraz z nikim podzielić. Pokręcił więc tylko głową, zaprzeczając, ale sąsiad raczej tego nie zauważył, tak bardzo był zajęty. Antek domyślał się dlaczego. Pan Ernest wracał do starego, wysłużonego zamka tylko wtedy, kiedy znikał Rzepka.
– Jakbyś gdzieś spotkał tego włóczykija, to mu powiedz, żeby natychmiast wracał do domu. Mam z nim do pogadania. Już drugi dzień na niego czekam.
Rzepka był ukochanym kocurem pana Ernesta. Towarzyszył mu każdego dnia, czy to w drodze do sklepu, czy na pocztę albo na spacer do pobliskiego parku. I choć teraz wydawało się, że sąsiad jest zły na swojego podopiecznego, Antek wiedział, że po prostu martwi się o pupila. Już nieraz wysłuchał historii ich niezwykłej przyjaźni, która zaczęła się pewnego listopadowego dnia, kiedy pan Ernest znalazł w swoim ogrodzie maleńkie, szarobure kociątko. Było wychudzone i chore, więc zabrał je do domu. Myślał, że kociak jest dziewczyną i dlatego dał mu na imię Rzepka.
Kiedy zwierzak wydobrzał i podrósł nieco, okazało się, że to kocur. Ale panu Ernestowi nie robiło to różnicy. Przy takich okazjach mawiał zwykle, że pewne sprawy rozwiązują się same. Widocznie Rzepka miał być Rzepką. Za każdym razem, gdy kocur znikał, pan Ernest dłubał przy furtce, wyczekując powrotu przyjaciela.
– Jak tylko go zobaczę, osobiście go do pana przyprowadzę – obiecał Antek.
– Dziękuję! To bardzo miłe, że chcesz mi pomóc. I uszy do góry! Jedynka to nic takiego. Mama na pewno nie będzie się gniewać!
Zaczęło kropić. Antek poprawił teczkę, którą niósł pod pachą. Była w niej płyta winylowa, czarny krążek z zapisaną na nim muzyką. Kładzie się go na specjalnie do tego skonstruowany talerz, wbudowany w urządzenie zwane adapterem. Kiedy płyta zaczyna się kręcić, bardzo delikatnie przykłada się do niej stopkę z wystającą cieniusieńką igłą. Wtedy z krążka wydobywają się dźwięki i układają w melodię.
Płyta w teczce należała do starszego brata Antka – Filipa i była absolutnie wyjątkowa. Po pierwsze, miała bardzo oryginalny tytuł Gwiazdozbiór Wilka. Po drugie, muzyka utrwalona na krążku też była niezwykła, bo skomponował ją tata Antka i Filipa, który był muzykiem i grał na trąbce. Antek opowiedział dzisiaj o nim w szkole. Takie dostali zadanie: wybrać kogoś, kogo się podziwia, i opowiedzieć o tej osobie. Antek zdecydował się przygotować prezentację o tacie. Minął już prawie rok od wypadku, już prawie rok nie było go z nimi. Dlatego Gwiazdozbiór Wilka był jeszcze bardziej wyjątkowy.
Muzykę puścił z telefonu, a płytę przyniósł po to, żeby pokazać, jak wygląda okładka: calusieńka w malutkich gwiezdnych punkcikach, pomiędzy którymi gdzieś tam ukrywał się Gwiazdozbiór Wilka, co zaskoczyło prawie wszystkich w klasie. Nie mieli pojęcia, że taki gwiazdozbiór istnieje naprawdę.
Dzisiejszy występ miał dla niego podwójne znaczenie. Antek bardzo, ale to bardzo pragnął, żeby wróciły wspomnienia z tatą. Chciał je odzyskać. Sądził, że opowieść o tacie mogła mu w tym pomóc. Lecz na razie w głowie miał taką samą pustkę jak wcześniej. W głowie albo raczej w sercu. Tu chyba powinny mieścić się wspomnienia.
Był więc swoim wystąpieniem rozczarowany. A potem jeszcze to nieszczęście, a właściwie mega katastrofa z płytą. Kiedy zmieniał buty w szatni, żeby jak najszybciej wrócić do domu i odstawić Gwiazdozbiór Wilka na miejsce w pokoju Filipa, do pomieszczenia wpadł kolega z klasy, Szymon.
– Pokażesz jeszcze raz?! – Zrobił proszącą minę.
– Ale co? – Antek nie zrozumiał, o co mu chodzi.
– No przecież, że płytę. – Szymon skierował palec wskazujący na teczkę, w której Antek schował swój skarb.
– Nie mogę – wyjaśnił, spokojnie wstając i poprawiając plecak, który zsunął mu się z ramienia, gdy wiązał trampka.
– Też chciałbym, żeby mój tata miał zespół. I żeby nagrywał płyty. To jest naprawdę cool. To co, pokażesz?
– Nie! Mój brat się wścieknie, jeśli coś jej się stanie. To jego płyta. – Antek chwycił teczkę i w tym samym momencie odskoczył w niej zatrzask, który służył za zapięcie.
– Na chwilę tylko! – Szymon wcale go nie posłuchał. Po prostu wyrwał mu teczkę, nim Antek zdołał uporać się z zatrzaskiem.
– Ej, no co robisz?!
Antkowi tego już było za wiele. Szarpnął Szymona za rękaw bluzy i od razu tego pożałował. Tamten odchylił gwałtownie ramię do tyłu, a płyta wysunęła się z folii i spadła na ziemię. Obaj zamarli, gapiąc się na leżący na posadzce krążek. W końcu Antek schylił się i podniósł płytę. Nie pękła, na szczęście. Za to delikatną powierzchnię przecinała rysa. Antek zbladł.
– No nie! – jęknął zrozpaczony.
– Po co mnie szarpnąłeś? Chciałem tylko obejrzeć – tłumaczył się Szymon.
I on zauważył bruzdę przecinającą delikatną powierzchnię. Dlaczego go nie posłuchał i nie zostawił w spokoju? To wszystko jego wina! – Antek złościł się na kolegę.
– Filip mnie zamorduje! Rozumiesz? – Wsunął pośpiesznie płytę w okładkę i czym prędzej wybiegł z szatni.
Zwolnił dopiero za zakrętem. Był wściekły i smutny jednocześnie. Gorączkowo zastanawiał się, co zrobić. Przyznać się od razu, udać, że nic się nie stało, czy może ukryć płytę w swoim pokoju i nie pisnąć słówka? Na szczęście Filip wracał dużo później ze szkoły, co dawało Antkowi czas do namysłu. Jego brat był już w siódmej klasie i miał codziennie siedem albo osiem lekcji. Antek tylko trzy albo cztery. To jeden z powodów, dla którego nie cieszył się za bardzo na swoje dziesiąte urodziny. Będzie musiał spędzać więcej czasu w szkole i uczyć się rzeczy, o których nie ma pojęcia. Pewnie wtedy zacznie też przynosić jedynki.
Postanowił odstawić płytę na miejsce i czekać, co będzie dalej. W pokoju Filipa na jednej z półek w równiusieńkim szeregu stały poukładane winyle. Policzył wcześniej, że Gwiazdozbiór Wilka był ósmą pozycją od lewej. Wsunął płytę na miejsce i przez chwilę studiował, czy wszystko się zgadza. W uszach zabrzmiał mu główny motyw z tytułowego utworu. Dokładnie ten fragment, w którym tata grał solówkę. W wyobraźni tylko, ale słyszał wyraźnie każdy dźwięk. Kiedyś też chciałby nauczyć się grać na trąbce. Kiedy będzie starszy.
Gdy tak stał, kontemplując rządek kolorowych okładek i delektując się wyimaginowanym koncertem, usłyszał buczenie dobiegające z kieszeni spodni – to wyciszony telefon wibrował w najlepsze, domagając się reakcji Antka.
– Cześć, kochanie, jesteś już w domu? – Mama dzwoniła z pracy. Zawsze upewniała się, że dotarł do domu.
– Tak. Właśnie wszedłem.
– Co robisz?
– Nic – skłamał, ale tylko trochę. Przecież stał tu i nic nie robił.
– Mam prośbę. Kiedy Filip wróci ze szkoły, odgrzejcie sobie zupę. Dzisiaj rano bolała mnie głowa i spóźniłam się do pracy. Muszę zostać dłużej.
– O której wrócisz?
– Wieczorem. Sam wiesz, że nie mogę zostawić Iwony z całą kawiarnią na głowie. Jak przyjdę, zagramy sobie w coś. Kupię po drodze chrupki. Spędzimy miło czas. Pa, kochanie!
– Pa!
W całym domu było cicho jak makiem zasiał. Rozwiązanie, które wybrał, nie wydawało się optymalne, raczej ryzykowne i głupie. Jednak nie miał nic lepszego w zanadrzu. Gdyby nie odłożył Gwiazdozbioru Wilka na miejsce, Filip od razu by to wywęszył tym swoim arcymistrzowskim szpiegowskim instynktem. Antek miałby przechlapane. Teraz przynajmniej pozostała nadzieja, że „przechlapanie” odwlecze się w czasie.
– Rzepka! Kici, kici! – Stał na drabinie i rozglądał się uważnie, czy gdzieś nie przyczaiła się szarobura futrzana kulka z najdłuższymi wąsami świata.
Z balkonu Antkowego pokoju można było wejść po drabinie na płaski dach. Mama oczywiście mu tego zabroniła, ale kiedy Antek miał jakiś problem, tu właśnie się chował. To była jego tajemnica. Jego i Rzepki, bo kocur pana Ernesta często to miejsce odwiedzał, skacząc na dach z wielkiego, starego kasztanowca. Szczególnie w słoneczne dni można się było go tu spodziewać. Antek miał nadzieję, że może i dziś go tu znajdzie. Rozglądał się, trzymając się kurczowo drążka, bo deszcz ciągle siąpił i metalowe pręty drabiny były śliskie. Nic z tego. Rzepki z całą pewnością tu nie było.
W kapturze na głowie wrócił do pokoju. Przejrzał się w lustrze. Fajnie było nosić trochę za duże bluzy po Filipie, który zdążył z nich wyrosnąć. Był już co najmniej o dwie głowy wyższy od Antka. A może nawet o trzy? To był chyba jeden z niewielu plusów posiadania starszego brata.
Antek ubrał się i wyszedł na ulicę. Ruszył w kierunku działek, które łączyły się z ich osiedlem. Były to małe ogródki, gdzie można było uprawiać warzywa, sadzić drzewka owocowe i kwiaty. Rzepka lubił się tu czasem wałęsać, więc może Antkowi dopisze szczęście i znajdzie go w tym miejscu. Może deszcz wypędzi go z ukrycia? Spotkają się w połowie drogi?
Zbliżał się do ogrodzenia gęsto porośniętego żywopłotem. Chude gałązki wystawały na drogę i co jakiś czas muskały Antka w ramię. Usłyszał z daleka niewyraźny, trudny do zidentyfikowania hałas. Gdy znalazł się tuż przy ogrodowej furtce, dźwięki stały się wyraźniejsze.
– Rzepka, to ty? – rzucił niezbyt głośno.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Zagadki i tajemnice
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Meritum publikacji
