49,93 zł
Dzieje Bystrzycy Kłodzkiej, niewielkiego dolnośląskiego miasta, sięgają początku XIV w. W 1319 r. otoczone już obwarowaniami pełniło ono rolę ważnego ośrodka w południowej części Ziemi Kłodzkiej. Jego mieszkańcy przybywali z ziem niemieckich i śląskich. Średniowieczna Bystrzyca miała układ typowy dla lokacji na prawie niemieckim, który doskonale widać do dziś.
W kolejnych stuleciach rozwój Bystrzycy był zależny nie tylko od wydarzeń w tym pogranicznym regionie, ale i w sąsiadujących Czechach i na Śląsku. Ziemia Kłodzka i jej miasta przez wieki przynależały politycznie do Czech, a kościelnie do praskiego biskupstwa. Herb Bystrzycy pozostaje do dziś tego pamiątką. Wraz z Czechami miasto dostało się po 1525 r. pod władzę Habsburgów, a wraz ze Śląskiem podbitym w 1740 r. przez króla Prus, stało się częścią państwa Hohenzollernów.
W historii Bystrzycy nie brakowało dramatycznych wydarzeń: wojen, zaraz i pożarów, ale zdarzały się także okresy rozwoju i dobrobytu. Stopniowo rosła liczba ludności, a w XIX w. Bystrzyca jako miasto powiatowe umocniła pozycję lokalnego ośrodka administracyjno-gospodarczego i kulturalnego. „Krótki wiek XX” przyniósł jednak i tu burzliwe zmiany. Miejsce wysiedlonych Niemców zajęli pod koniec lat 40. XX w. Polacy. Upadek komunizmu otworzył dla Bystrzycy nową epokę, niezwykle trudną ekonomicznie, ale też rozbudzającą aktywność w różnych dziedzinach. K siążka jest drugim, poprawionym i poszerzonym wydaniem monografii autorstwa trojga historyków z Uniwersytetu Wrocławskiego, specjalistów historii Śląska: Stanisława Rosika, Małgorzaty Ruchniewicz i Przemysława Wiszewskiego. Jej podstawą są przede wszystkim różnorodne źródła archiwalne, prasa lokalna, materiały wspomnieniowe oraz dzieła dawnych badaczy przeszłości Bystrzycy i Ziemi Kłodzkiej. Na bogatą szatę graficzną składają się historyczne widoki miasta, utrwalone na dawnych grafikach, pocztówkach i fotografiach, plany, fotokopie najstarszych dokumentów i dzieł drukowanych, portrety czołowych osobistości, a także liczne współczesne zdjęcia najcenniejszych i najciekawszych zabytków miasta.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 798
Recenzje:
prof. dr hab. Elżbieta Kościk, Uniwersytet Wrocławski
prof. dr hab. Rościsław Żerelik, Uniwersytet Wrocławski
Redakcja:
Małgorzata Gołąb
Opieka redakcyjna:
Magdalena Wasąg
Indeks osób:
Weronika Wodzińska
Projekt okładki i składu:
Wojciech Miatkowski
Skład:
Tomasz Kuc
Opracowanie e-wydania:
© Copyright by Gmina Bystrzyca Kłodzka, Łódź 2018
Drogi Czytelniku
Książka, którą trzymasz w dłoni, jest efektem pracy m.in. autora, zespołu redakcyjnego, grafików i wydawcy. Prosimy, abyś uszanował ich pracę.
Nie kopiuj większych fragmentów, nie publikuj ich w internecie. Cytując fragmenty, nie zmieniaj ich treści i podawaj źródło ich pochodzenia.
Dziękujemy.
ISBN EPUB 978-83-7729-467-3
ISBN MOBI 978-83-7729-468-0
KSIĘŻY MŁYN Dom Wydawniczy Michał Koliński
90-345 Łódź, ul. Księży Młyn 14
tel./faks 42 632 78 61, 42 630 71 17, 602 34 98 02
infolinia: 604 600 800 (codziennie 8-22, także sms), gg 414 79 54
www.km.com.pl; e-mail: [email protected]
Łódź 2018. Wydanie 2 poprawione i rozszerzone
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Wstęp do wydania II
Od autorów do wydania II
Słowo wstępne do wydania I
Od autorów do wydania I
Najdawniejsze dzieje Bystrzycy Kłodzkiej na tle regionu (do początku XIV w.)
W kręgu najdawniejszych wspólnot ludzkich
Między Czechami Przemyślidów a Polską Piastów – w Europie
Nad rwącą wodą… Zanim powstało Habelschwerdt
Hawelswerd, Habelswerde, Hawelswerde, czyli… Habelschwerdt
Zagadkowe początki miasta
Średniowieczna communitas (1319–1501)
Jak powstało miasto
Polityka w mieście i dla miasta
Gospodarcze centrum okręgu
Miejska pobożność
Bystrzycka codzienność
W epoce przemian (1501–1648)
Nieco o ustroju miejskim
Różne oblicza reformy Kościoła
Rozkwit gospodarki
Życie w małym mieście, czyli nowożytna Bystrzyca
Klęska wielkiej wojny (1618–1648)
Dążąc do stabilizacji (1648–1742)
Polityka i władza, czyli sztuka uników
Odbudowa miasta i jego gospodarki
Rekatolicyzacja
Pożary, zarazy i życie miasta
Pruskie porządki (1742–1813)
Między Habsburgami a Hohenzollernami
Rozwój hamowany przez los
Gospodarka
Katolicy i protestanci
Kształt miasta
W cieniu Napoleona
Okres pokoju i rozwoju (1815–1914)
Odbudowa po wojnie i pożarach, Bystrzyca Kłodzka stolicą powiatu
Ludność miasta i jej zajęcia
Rozwój miejskiej infrastruktury i gospodarki w drugiej połowie XIX w.
Warsztaty rzemieślnicze, kantory kupców i fabryki zapałek
Miejskie finanse
Bystrzycka samorządność
Mieszkańcy miasta przy urnach wyborczych
Rozwój demograficzny miasta do 1914 r.
Stowarzyszenia, związki, bractwa. Życie organizacyjne przed I wojną światową
Muzyczne pasje mieszkańców
Pisarze i badacze lokalnej historii
Oświata w murach miasta
Kwestie wyznaniowe
Czas wojen i kryzysu (1914–1945)
Miasta jako zaplecze frontu Wielkiej Wojny
Powojenny kryzys
Miliony, miliardy, biliony marek…
Przełamanie kryzysu
Życie organizacyjne i towarzyskie
Rozwój infrastruktury i reforma oświaty
Wielki kryzys w małym mieście
Naziści w Bystrzycy
Budowa totalitarnego państwa
Prześladowania bystrzyckich Żydów
Gospodarka w trybach nazistowskiego rozwoju
Kultura w cieniu swastyki
Od zaplecza frontu po miasto okupowane (1939–1945)
Z Rzeszy Niemieckiej do Polski Ludowej. Miasto w drugiej połowie XX w.
Narodziny Bystrzycy Kłodzkiej
Usunięcie niemieckich mieszkańców i tworzenie się nowej społeczności
Powstanie nowej administracji i rozwój życia politycznego
Życie kulturalne i religijne. Pierwsze organizacje
Stan miejskiej gospodarki w końcu lat 40. XX w.
Rozwój miasta w cieniu gospodarki nakazowo-rozdzielczej
Bystrzycki skok rozwojowy w latach 60. i 70. XX w.
Warunki życia ludności
Rzemiosło i przemysł w warunkach gospodarki centralnie sterowanej
Kryzysowe lata 80. XX w.
Aktywność polityczna pod nadzorem
„Odwilż” i kolejne polityczne zakręty z bystrzyckiej perspektywy
Od „Solidarności” do „okrągłego stołu”
Aktywność kulturalna w warunkach realnego socjalizmu
Bystrzyca Kłodzka w III RP (1989–2018)
Obywatele głosują. Odrodzenie samorządności lokalnej i demokracji parlamentarnej
Dawne kłopoty i nowe ciężary
Kolejne reformy i ich skutki
Inwestycje i plany rozwojowe do 2006 r.
Druga dekada XXI w. pod znakiem inwestycji
Życie społeczno-kulturalne i sportowe ostatniego ćwierćwiecza
Resumé
Zusammenfassung
Abstract
Bibliografia
Spis ilustracji
Szanowni Państwo,
w roku 2019 Bystrzyca Kłodzka będzie obchodzić 700-lecie uzyskania praw miejskich. Status ten nadał jej król Jan Luksemburski w roku 1319. To szczególny jubileusz, godny specjalnego podkreślenia. Na pewno taką formą jest wydawnictwo, które trzymają Państwo w rękach. To jego drugie wydanie…
Przed jedenastu laty – z inicjatywy władz samorządowych miasta i gminy oraz Dolnośląskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego – po raz pierwszy ukazała się monografia Bystrzycy Kłodzkiej. Wydawnictwo zostało pomyślane jako kompendium wiedzy o przeszłości i współczesności naszego miasta i jego okolic, którą do tej pory zawierały dziesiątki opracowań, nie zawsze dostępnych dla osób tym zainteresowanych. Tym bardziej więc było zasadne zgromadzenie tego zasobu w jednym miejscu – we wspomnianej monografii, której przygotowania i opracowania podjęło się troje naukowców z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Jak wkrótce się okazało – było to mozolne i zarazem pracochłonne wyzwanie, zakończone sukcesem. Stał się on możliwy, gdyż oprócz zespołu autorskiego zadanie zostało wsparte przez wiele lokalnych instytucji i podmiotów gospodarczych. Między innymi Gmina Bystrzyca Kłodzka w tamtym okresie, czyli w latach 2005–2007, mocno inspirowała te działania, widząc także w nich sposób na przybliżenie historii miasta jego mieszkańcom oraz coraz liczniej odwiedzającym go gościom.
Upływ czasu, a wraz z nim dokonujące się zmiany w życiu społecznym i gospodarczym Bystrzycy Kłodzkiej, ujawnienie nowych faktów z przeszłości z nią związanych oraz konieczność utrwalenia tych ważniejszych ze współczesności zachęciły samorząd gminy do podjęcia działań na rzecz aktualizacji pierwszego wydawnictwa monograficznego. I tym razem Gmina Bystrzyca Kłodzka sięgnęła po wypróbowany zespół tworzony przez profesorów UWr – Małgorzatę Ruchniewicz, Stanisława Rosika i Przemysława Wiszewskiego.
Niezależnie od badania zasobów archiwalnych i studiowania dostępnych opracowań dotyczących naszego miasta, zespół skorzystał z wiedzy i zasobów pasjonatów historii oraz współpracujących z nim przedstawicieli wielu instytucji. To powoduje, że drugie wydanie monografii Bystrzycy Kłodzkiej jeszcze bardziej interesujące i atrakcyjne. A dodając do tego troskę Domu Wydawniczego „Księży Młyn” z Łodzi o stronę edytorską – dziełem wręcz unikatowym, które – czego życzę – na pewno uzyska status białego kruka wśród tego rodzaju opracowań lokalnych.
Szanowni Państwo, życząc interesującej lektury, która pozwoli nam wszystkim jeszcze lepiej poznać fakty związane z jednym z najstarszych miast na Dolnym Śląsku, gorąco dziękuję za to wydawnictwo wszystkim osobom i instytucjom, które wniosły w jego powstanie swoją nawet najmniejszą cząstkę.
Z wyrazami szacunku
Renata Surma
Burmistrz Bystrzycy Kłodzkiej
Bystrzyca Kłodzka, lipiec 2018
Propozycja przygotowania drugiego wydania książki jest dla jej autorów zawsze wyjątkowym wydarzeniem. Otrzymują oni dowód, że ich pracę mimo upływu lat nadal się ceni i ciągle interesują się nią czytelnicy. Zyskują również szansę na krytyczne spojrzenie na tekst sprzed lat, poprawienie go i uzupełnienie tak, by lepiej oddawał obecny stan wiedzy i pełniej wykorzystywał dostępne materiały źródłowe. Przyjęliśmy zatem z zadowoleniem ofertę wznowienia publikacji, tym bardziej że wiązało się to z możliwością nowego, bardziej atrakcyjnego dla odbiorców opracowania graficznego całości.
Oddajemy zatem do rąk czytelników poprawione, uzupełnione, a w niektórych rozdziałach znacząco poszerzone i napisane w oparciu o nowe źródła drugie wydanie książki Bystrzyca Kłodzka. Zarys rozwoju miasta na przestrzeni wieków. W publikacji znalazło się wiele nowych ilustracji. Podobnie jak poprzednio okres wczesnego i pełnego średniowiecza opisał Stanisław Rosik. Rozwój miasta od początku wieku XIV do czasów napoleońskich nakreślił Przemysław Wiszewski. Ostatnie dwa stulecia w dziejach miasta wyszły spod pióra Małgorzaty Ruchniewicz. Narrację doprowadziliśmy do czasów współczesnych, tj. 2018 r., choć oczywiście w odniesieniu do tak bliskich wydarzeń, z racji braku dystansu czasowego, czytelnik oczekiwać może bardziej kronikarskiego opisu niż głębszej analizy. Mamy jednak nadzieję, że książka nie tylko pobudzi zainteresowanie przeszłością miasta i jego okolic, skłoni do dyskusji o historycznym dziedzictwie i tożsamości współczesnych mieszkańców gminy, ale i zainspiruje nowe badania naukowe i prace dokumentacyjne. Zbieranie i zabezpieczanie różnego rodzaju świadectw, także dotyczących okresu po 1945 r., jest bardzo ważne. Konieczne jest stałe rozwijanie inicjatyw podejmowanych na tym polu m.in. przez Bibliotekę Publiczną i Muzeum Filumenistyczne. Podczas dyskusji o ponownej edycji książki pojawiały się nowe pomysły i propozycje. Ich wykonanie czasem przerosło jednak nasze możliwości. Dotyczy to m.in. zbierania informacji o osobach wywodzących się z miasta, które stały się znaczącymi, zasłużonymi postaciami w swoich środowiskach zawodowych i nowych miejscach zamieszkania. Ich kariery i osiągnięcia są przecież w jakiejś części wynikiem bystrzyckiego genius loci i mogą stać się przedmiotem lokalnej dumy.
Dziękujemy burmistrz Bystrzycy Kłodzkiej, Renacie Surmie, jej najbliższym współpracownikom oraz Radzie Miejskiej za podjęcie inicjatywy przygotowania nowego wydania tej książki oraz okazanie niezbędnego dla tego projektu wsparcia finansowego i organizacyjnego. Za merytoryczną pomoc w przygotowaniu książki do druku dziękujemy pracownikom Urzędu Miasta i Gminy i wielu bystrzyckich instytucji, którzy w ramach specjalnie powołanego do tego zadania zespołu zbierali potrzebne informacje i ilustracje oraz przesyłali uwagi do wybranych fragmentów tekstu. Słowa podziękowania kierujemy zwłaszcza do koordynujących różne działania Ewy Koczergo, Renaty Rupniewskiej, Agnieszki Maryniak i Roberta Dumy. Dziękujemy wiceburmistrz Bystrzycy Kłodzkiej, Beacie Huculak-Szpanier, nie tylko za cenne uzupełnienia i uwagi, ale przede wszystkim za zebranie informacji o wielkości i rodzaju nakładów inwestycyjnych w ostatniej dekadzie. Jesteśmy wdzięczni za udostępnienie materiałów i wszelkich potrzebnych informacji Tomaszowi Nowickiemu, Małgorzacie Jaworskiej, Amelii Iwańskiej, Tadeuszowi Piotrowskiemu, Krystynie Magierowskiej-Kaszy. Informacje dotyczące bystrzyckiego sportu przekazali Mieczysław Krawczyk i Roman Muł. Swoimi bogatymi zbiorami i szeroką wiedzą podzielili się z nami bystrzyccy kolekcjonerzy i pasjonaci historii lokalnej: Wiesław Czermak, Felicjan Kaczmarek, Andrzej Rusak, Andrzej Wziątek i Waldemar Zieliński. Ich kolekcje to prawdziwe skarby, warte szerokiego udostępnienia nie tylko miejscowej publiczności. Dziękujemy także za zgodę na nieodpłatną publikację ilustracji Achiwum Państwowemu we Wrocławiu, Powiatowej i Miejskiej Bibliotece Publicznej im. M. Dąbrowskiej w Kłodzku, Natalii Wellmann-Piotrowicz – opiekunowi Jaskini Radochowskiej oraz Krzysztofowi Ruchniewiczowi, Maciejowi Kozberowi i Bogdanowi Krynickiemu. Dziękujemy również Mieczysławowi Kamińskiemu, Januszowi Kobryniowi, Marii Janowskiej-Bukowskiej i innym osobom, które zgodziły się na ponowną publikację i wykorzystanie posiadanych przez nie zdjęć i materiałów, udostępnionych przed dekadą na potrzeby pierwszego wydania tej książki. Za zainteresowanie publikacją, udział w dyskusjach i wszelkie uwagi jesteśmy również wdzięczni redaktorowi „Wiadomości Bystrzyckich”, Bogusławowi Bieńkowskiemu. Istotnymi materiałami źrółowymi dotyczącymi okresu powojennego podzielił się z autorami Krzysztof Łagojda. Cenne uwagi do tekstu, pozwalające udoskonalić jego ostateczną wersję, otrzymaliśmy od recenzentów naukowych książki, prof. prof. Elżbiety Kościk i Rościsława Żerelika z Instytutu Historycznego UWr, którym serdecznie dziękujemy za wnikliwą lekturę naszego maszynopisu. Za pełne zaangażowania podejście i pomoc okazywaną na wszystkich etapach przygotowania tej publikacji dziękujemy zespołowi redakcyjnemu wydawnictwa Księży Młyn, zwłaszcza Małgorzacie Gołąb, która cierpliwie wspierała nas w nadawaniu tekstowi ostatecznego kształtu.
Wierzymy, że tom stanie się ważnym elementem obchodów zbliżającego się 700-lecia posiadania przez Bystrzycę praw miejskich.
Ojciec kłodzkiej historiografii, proboszcz parafii w Ołdrzychowicach Kłodzkich, ks. Josef Kögler w końcu wieku XVIII pisał: Kto nie ma zrozumienia dla starożytności i przeszłości, temu także myśl o przyszłości jest obojętna. Zrozumienie tego może zrodzić się jednak tylko na fundamencie szerokiej wiedzy o historii, wolnej od uprzedzeń, stereotypów i politycznych ograniczeń. Historia powinna być dla nas pozytywną inspiracją, a czasem ostrzeżeniem, nigdy zaś instrumentalnie wykorzystywanym politycznym argumentem, ciężarem przytłaczającym fatalizmem dawnych konfliktów czy lekceważonym balastem, rzekomo zbędnym w nowoczesnym świecie. Mamy nadzieję, że nasza książka taki właśnie fundament będzie współtworzyć ku pożytkowi lokalnej społeczności. Na jej rozwój patrzyliśmy z zainteresowaniem i sympatią nie tylko jako naukowcy, ale także oddani miłośnicy tego pięknego zakątka Ziemi Kłodzkiej.
1. W panoramie Bystrzycy Kłodzkiej dominują dwie wieże: kościoła parafialnego i ratusza. Od siedmiu wieków wokół tych budowli koncentruje się życie miejskiej wspólnoty
Od wielu lat odczuwaliśmy w naszym mieście brak nowoczesnego i pełnego opracowania jego dziejów. Był on tym dotkliwszy, iż po 1989 r. wyraźnie wzrosło zainteresowanie przeszłością Bystrzycy Kłodzkiej wśród jej mieszkańców i odwiedzających ją gości. Tożsamość regionalna, która teraz się kształtuje, stara się bowiem uwzględnić także wielowiekowe dziedzictwo historyczne danej wspólnoty lokalnej. Stąd wspieranie przez wiele samorządów inicjatyw wydawania prac historycznych. Kolejne miejscowości, w tym i na Ziemi Kłodzkiej, otrzymywały w wyniku tych działań swoje książki, a Bystrzyca wciąż czekała. Istniejące pozycje (polskie i niemieckie), choć wiele z nich jest bardzo cennych, nie były w stanie zaspokoić wspomnianych społecznych oczekiwań.
Projekt badawczy, którego owoce prezentowane są w tym tomie, narodził się kilka lat temu. Bezpośrednim impulsem do przejścia od dyskusji do konkretnej pracy stało się podjęcie przez władze gminy poprzedniej kadencji zobowiązań finansowych w postaci podpisania w 2006 r. umowy z Dolnośląskim Towarzystwem Społeczno-Kulturalnym. Wraz ze współpracownikami w pełni poparłam tamtą decyzję, uznając ją za słuszną i niezwykle potrzebną. Poważne wsparcie finansowe okazała również Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej. Zebrane środki finansowe pozwoliły na opracowanie obszernej syntezy dziejów miasta i wydania jej w atrakcyjnej formie graficznej. Nie można tu pominąć wkładu naszych instytucji kulturalnych i grupy bystrzyczan, którzy pospieszyli zespołowi autorskiemu z pomocą, oferując posiadane przez siebie materiały. Dzięki temu wzbogacono bazę źródłową książki, a zwłaszcza jej część ilustracyjną. Staliśmy się w pewnym stopniu współtwórcami książki.
Mam nadzieję, iż mimo wydrukowania książki tylko w języku polskim, fakt jej wydania spotka się z przychylnym przyjęciem u naszych czeskich i niemieckich partnerów i przyjaciół. Zamieszczając stosunkowo obszerne streszczenie książki w ich językach, wydawcy chcą choć w ograniczony sposób dać im szansę zapoznania się z tą ważną publikacją.
Chciałabym, aby dzieło to wywołało możliwie jak największy oddźwięk w naszej społeczności, by nie tylko poszerzało wiedzę, pobudzało do dyskusji, ale było impulsem do powstania innych opracowań. Jak zapewnili mnie autorzy książki, wiele jeszcze kwestii jest niewyjaśnionych, wiele z racji objętości dzieła musieli pominąć lub potraktować skrótowo. Może więc takie tematy podejmiemy sami? Sugestię taką kieruję zwłaszcza do niemałej grupy studentów wywodzących się z naszego miasta. Może pisząc swe prace magisterskie i inne, będą mogli zgłębić także naszą lokalną problematykę.
Książka niewątpliwie znajdzie się na półce lektur obowiązkowych w szkolnych i publicznych bibliotekach oraz w wielu bystrzyckich domach. Podobnie jak autorzy pragnęłabym, aby była wykorzystywana przez młodzież szkolną, nauczycieli i wszystkich zainteresowanych przeszłością naszej małej ojczyzny. W ich imieniu dziękuję autorom i wydawcom książki za trud włożony w jej powstanie.
Renata Surma
Burmistrz Bystrzycy Kłodzkiej
Bystrzyca Kłodzka, grudzień 2007
Nasza książka ukazuje się w 110 rocznicę wydania dzieła najsłynniejszego bystrzyckiego historyka, Franza Volkmera. Tom Geschichte der Stadt Habelschwerdt/Historia miasta Bystrzyca Kłodzka, wydany w 1897 r., poświęcił on wszystkim mieszkańcom swego miasta. Chcielibyśmy pójść jego śladem, mając nadzieję, iż praca ta okaże się dla bystrzyckiej społeczności pożyteczna i ciekawa.
Książka, mając charakter popularnonaukowy, obejmuje dzieje miasta od jego początków po czasy współczesne. Jest pierwszą publikacją, która oferuje czytelnikowi przegląd wszystkich epok, nie pomijając trudnych rozdziałów historii Bystrzycy, zwłaszcza w XX w. Staraliśmy się ukazać zarówno udział Bystrzycy w wydarzeniach politycznych dotykających Śląsk i Czechy, jak i specyfikę życia politycznego, w którym w samym mieście brali udział jego mieszkańcy. Problematyka ta nie zdominowała naszej opowieści, a jedynie stworzyła jej ramy. W ich obrębie staraliśmy się wskazać dostępne nam elementy minionego życia gospodarczego i kulturalnego, a także codziennych trosk mieszkańców Bystrzycy oraz pokazać jej rozwój kulturalny i gospodarczy, nie pomijając życia codziennego w różnych epokach. Naszym celem było również przywołanie postaci zasłużonych dla miasta. Zabytkom sztuki nie poświęciliśmy w książce osobnego rozdziału, choć oczywiście o nich wspominamy, wychodząc z założenia, że istnieje szereg innych publikacji fachowo je przybliżających.
Książka została opublikowana w serii „Monografie miast dolnośląskich” prowadzonej od trzech dekad przez Dolnośląskie Towarzystwo Społeczno-Kulturalne. W kilku kwestiach zastosowano jednak odmienne niż w całej serii rozwiązania. Najważniejszą z nich było powierzenie napisania monografii zaledwie trzyosobowemu zespołowi autorskiemu. Zrezygnowano z wyznaczenia redaktora naczelnego, gdyż niewielka liczba autorów, ich wspólne miejsce pracy oraz – co nie jest bez znaczenia – przyjacielskie związki stwarzały doskonałe warunki do partnerskiej i bezpośredniej współpracy. Ponadto – obok bibliografii – zamieszczono także liczne przypisy, dzięki którym czytelnik może śledzić bazę źródłową przedstawionych w książce faktów i interpretacji oraz w oparciu o wskazówki bibliograficzne podjąć samodzielne studia.
Tworząc syntezę dziejów stolicy południowej części dawnego hrabstwa kłodzkiego, wykorzystano istniejącą literaturę przedmiotu i źródła drukowane, w tym prace niemieckich historyków i krajoznawców oraz autorów polskich. Przede wszystkim jednak czerpano ze zbiorów archiwalnych przechowywanych w Archiwum Państwowym we Wrocławiu i jego oddziale w Kamieńcu Ząbkowickim. Dla XIX i XX w. duże znaczenia miała prasa regionalna, szczególnie bujnie rozwijająca się przed 1945 r. Na ile to było możliwe, wykorzystano również materiały wspomnieniowe.
Autorzy książki są pracownikami Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego. Na swym koncie mają wiele publikacji naukowych, w tym niemałą ilość prac z zakresu historii Dolnego Śląska. Doświadczenia i wiedza uzyskane w trakcie pracy nad nimi wielokrotnie przydawały się w pisaniu historii Bystrzycy Kłodzkiej. Zgodnie z zainteresowaniami autorów dzieje miasta we wczesnym średniowieczu przedstawił Stanisław Rosik, późne średniowiecze i nowożytność przybliżył Przemysław Wiszewski. Dwoma ostatnimi stuleciami zajęła się Małgorzata Ruchniewicz.
Podczas pracy autorzy wielokrotnie natykali się na tematy dotąd naukowo niezbadane. Nie zawsze byli w stanie w tak krótkim czasie (autorskie prace nad książką trwały zaledwie dziewięć miesięcy) uzupełnić luki w badaniach. Pozostaje im nadzieja, że tematy te powrócą w ich dalszych badaniach lub też zachęcą innych naukowców lub historyków-amatorów do zmierzenia się z nimi.
Przeszłość, na którą składają się decyzje konkretnych ludzi i szersze uwarunkowania, nie wolna jest od rozmaitych sporów i kontrowersji. Nierzadko prowadzą one do ostrych dyskusji. Dzieje się tak zwłaszcza w przypadku historii XX w. Również w bystrzyckich dziejach nie brakuje takich tematów, zwłaszcza związanych ze stosunkiem ludzi do reżimów totalitarnych: czy to nazizmu czy komunizmu. W książce starano się przede wszystkim pokazać fakty, naświetlić przyczyny pewnych wydarzeń, nie ferować ostrych i jednoznacznych wyroków, mając na uwadze skomplikowane tło zachowań ówczesnych mieszkańców miasta. Z drugiej jednak strony chciano uniknąć tworzenia fałszywego obrazu, który nieraz powstaje przez eliminowanie z opisu drażliwych wydarzeń czy zachowań. Książka miała pokazać blaski, ale i cienie wielowiekowej historii miasta. Ukazać je w chwilach prosperity, zamożności, spokoju społecznego, ale i podczas różnych zawirowań historii, kryzysów, wojen, braku stabilności. Historia bowiem ma nie tylko służyć umacnianiu lokalnego czy narodowego patriotyzmu, ale i służyć wyciąganiu wniosków z jej mniej chlubnych kart.
Przesłaniem książki jest podkreślenie ciągłości dziejów miasta, istniejącej mimo dramatycznych nieraz wydarzeń historycznych. Najbardziej znaczącym z nich było znalezienie się miasta w państwie polskim i całkowita wymiana jego ludności. Zakończyło to bardzo ważną epokę w rozwoju miasta, ale przecież nie skończyło jego historii. W dodatku polska społeczność, która tu się ukształtowała, po latach uznała za konieczne nawiązać do spuścizny historycznej Bystrzycy, niezależnie od tego, jaki naród ją pozostawił. Taka otwarta postawa umożliwiła nawiązanie przyjacielskich kontaktów z dawnymi mieszkańcami Bystrzycy i podjęcie z nimi współpracy dla dobra miasta. Autorzy pragnęliby, by ich książka w tym lokalnym dialogu polsko-niemieckim odegrała pozytywną rolę.
Na koniec chcielibyśmy serdecznie podziękować wszystkim, którzy pomagali nam w czasie pracy nad tą książką. Dziękujemy władzom miasta i gminy tej i poprzedniej kadencji za wsparcie finansowe projektu. Dziękujemy Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej za przyznanie dotacji na wydanie książki. Słowa wdzięczności kierujemy pod adresem obojga jej recenzentów: prof. Elżbiety Kościk i prof. Rościsława Żerelika, którzy w rekordowo krótkim czasie przebrnęli przez nasz maszynopis, nie szczędząc potrzebnych słów krytycznych, ale i pochwał. Na uznanie i podziękowanie zasłużyli również mieszkańcy miasta, którzy zaoferowali nam swe zbiory, nie skąpiąc własnego czasu i rad. Dziękujemy Mieczysławowi Kamińskiemu, byłemu burmistrzowi miasta i pasjonatowi jego historii, oraz Andrzejowi Wziątkowi, znanemu kolekcjonerowi nie tylko pocztówek, ale i wszelkich materiałów związanych z przeszłością miasta i Ziemi Kłodzkiej. Wdzięczni jesteśmy także: Marii Janowskiej-Bukowskiej, Januszowi Kobryniowi, Andrzejowi Rusakowi, Agacie Zasępie, Marianowi Urantówce, Irenie Wojtyle, Karin Franke i wszystkim innym osobom, które nas wsparły. W pomoc zaangażowali się również kierownicy i pracownicy różnych bystrzyckich instytucji: Muzeum Filumenistycznego, Bystrzyckiego Centrum Kultury Fizycznej, Miejsko-Gminnego Ośrodka Kultury, Państwowej Szkoły Muzycznej, Liceum Ogólnokształcącego im. Powstańców Śląskich i Biblioteki Publicznej. Dziękujemy również pracownikom Urzędu Miasta i Gminy za życzliwość i przygotowanie wielu potrzebnych materiałów, zwłaszcza Ewie Koczergo, która ze strony urzędu koordynowała projekt. Bez tej pomocy niewątpliwie zbiór ilustracji i niektóre części książki byłyby daleko skromniejsze. Żałujemy, że z racji objętości dzieła i funduszy niemożliwe było wykorzystanie wszystkich ilustracji i innych zebranych materiałów. Dziękujemy za pomoc okazaną w czasie kwerendy bibliotekarzom i archiwistom z Wrocławia, Kamieńca Ząbkowickiego i Kłodzka. Dziękujemy również autorom niepublikowanych prac naukowych, zwłaszcza dr Marii Łabatczuk, za możliwość wykorzystania ich ustaleń. Pozwalamy sobie również z wdzięcznością wymienić koordynatorów projektu ze strony DTSK: Jana Wojtasia i Stanisława Słowika oraz odpowiedzialnego za redakcję językową Andrzeja Zielińskiego, którzy swym zaangażowaniem i determinacją, zwłaszcza na ostatnim etapie prac redakcyjnych i drukarskich, przyczynili się do zakończenia projektu w terminie.
Mamy nadzieję, że nasza praca zostanie przyjęta życzliwie, wzbudzając żywy odzew w bystrzyckiej społeczności. Jeśli po tej lekturze pozostanie pewien niedosyt, to mamy nadzieję, iż skłoni on mieszkańców Bystrzycy Kłodzkiej do podjęcia jeszcze intensywniejszych wysiłków nad utrwaleniem i opracowaniem śladów własnej historii. Istnieje bowiem ogromna potrzeba zabezpieczenia istniejących w mieście materiałów, a zwłaszcza zbierania wspomnień i relacji. Apelował o to już przed 110 laty do mieszkańców miasta wspomniany już Franz Volkmer. Pozostaje nam tylko powtórzyć to wezwanie.
Bystrzyca Kłodzka to nie tylko społeczność mieszkańców miasta i jego instytucje. To także urokliwe miejsce u stóp Gór Bystrzyckich i Masywu Śnieżnika, w którym do Nysy Kłodzkiej uchodzi niewielka rzeka, Bystrzyca Łomnicka, zwana też Kłodzką. Od niej bierze nazwę dzisiejsze miasto, ale to dłuższa historia. Oczywiście nie zabraknie dla niej miejsca w tej książce, tymczasem jednak poprzestańmy na stwierdzeniu, że choć już w późnym średniowieczu zyskało ono czeskie miano Bystřice, to początkowo, co najmniej od początku XIV w., jego imię brzmiało Habelschwerdt. Niemieckie brzmienie tej nazwy wskazuje na takież pochodzenie pierwotnej społeczności miasta.
Obecną nazwę Bystrzyca Kłodzka oficjalnie otrzymała w roku 1946[1]. Ustanowienie jej nastąpiło wprawdzie w nawiązaniu do wspomnianej dawnej czeskiej tradycji nazewniczej, niemniej jednak czytelnie wskazuje na początek nowej epoki w dziejach miasta, oczywiście w kontekście losów szerszej całości ziem zachodnich przyłączonych do Polski w 1945 r. Ponad sześć stuleci dziejów niemieckiej społeczności miasta Habelschwerdt zamknęło się wysiedleniem jego dotychczasowych mieszkańców. Wraz ze znaczną częścią narodu niemieckiego płacili cenę za rozpętanie przez ich kraj II wojny światowej wyznaczoną decyzją przywódców zwycięskich mocarstw – Związku Radzieckiego, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.
Wprowadzanie na ziemiach przyłączonych po tym kataklizmie do Polski oficjalnych słowiańsko brzmiących nazw miejscowości, rzek czy gór często następowało w nawiązaniu do nazewnictwa funkcjonującego już w średniowieczu. Celem tych zmian miało być podkreślenie idei powrotu do Polski dawnych ziem piastowskich[2], ważnej w ówczesnej propagandzie tzw. Ziem Odzyskanych. Dziś trudno nie dostrzegać, jak niefortunne okazuje się to określenie – niesłusznie sugeruje odpowiedzialność Polski za przesunięcia powojennych granic – ale siedemdziesiąt lat temu dla polskich pionierów miało ono pewne znaczenie w oswajaniu się z nowym otoczeniem.
Dzięki pojawieniu się tych swojsko dla nich brzmiących nazw miejscowych i podkreślaniu w związku z tym słowiańskiej przeszłości zagospodarowywanych przez nich wówczas ziem mogli tu czuć się mniej obco. Pamiętajmy, że wielu z nich po koszmarze niemieckiej i radzieckiej okupacji doświadczyło kolejnej traumy: pozbawieni decyzją wspomnianych mocarstw małej ojczyzny na Kresach międzywojennej Rzeczpospolitej, przybywali nad Odrę czy Nysę Kłodzką w sytuacji przymusu poszukiwania nowego domu.
Dziś już trzecie pokolenie bystrzyczan kontynuuje powojenną historię miasta, a nostalgię za Kresami zna co najwyżej z opowieści pokolenia dziadków, któremu jednak dane było odkryć piękno nowej małej ojczyzny – „kraju Pana Boga”[3]. Tak mawiano już od XIX w. o Kotlinie Kłodzkiej z racji jej obfitego wypełnienia miejscami kultu religijnego. Szlaki pielgrzymkowe dość prędko po II drugiej wojnie światowej zaczęły łączyć dawnych i obecnych mieszkańców Ziemi Kłodzkiej, ale dopiero przemiany społeczno-polityczne i ustrojowe w Polsce od przełomu lat 80. i 90. XX w., a także postępująca na początku obecnego stulecia integracja europejska znacząco wzmogły społeczny klimat sprzyjający otoczeniu troską wielonarodowego i wielokulturowego dziedzictwa tych ziem przez ich obecnych gospodarzy.
2. Widok miasta z Góry św. Floriana, zwanej też Górą Parkową
Na przestrzeni tysiącleci zamieszkiwały je czy też tylko przemierzały rozmaite wspólnoty ludzkie, a przemiany w tym zakresie trudno opisywać jedynie w odniesieniu do terytorium określonej miejscowości i jej bezpośrednich okolic. Tropiąc więc najdawniejsze dzieje Bystrzycy Kłodzkiej, ze względu na specyfikę źródeł do poznania tak odległej przeszłości, przyjdzie nam śledzić zjawiska występujące na bardziej rozległych obszarach. Najmniejszą z tych całości okaże się Kotlina Kłodzka, ale zwłaszcza dla pradziejów, epoki poznawanej głównie na podstawie dorobku archeologii, poruszać się będziemy w szerszym układzie odniesienia obejmującym Śląsk z jednej, a Czechy i Morawy z drugiej strony, o czym decyduje „tranzytowe” położenie Ziemi Kłodzkiej między tymi historycznymi krainami[4].
Najdawniejsze ślady pobytu człowieka na tych ziemiach w świetle ustaleń archeologów mają pół miliona lat, a znajdują się w okolicach Trzebnicy na Dolnym Śląsku. Nieco młodsze znaleziska z kopalni w Rusku koło Strzegomia mają około 300 tys. lat, a wykopaliska prowadzone we Wrocławiu (przy ul. Hallera) potwierdzać mają obecność praludzi w tym miejscu około 200 tys. lat temu. Odkryć tak dawnych obiektów – mówimy o czasach paleolitu, czyli starszej epoki kamienia – w okolicach Bystrzycy dotąd nie dokonano, jednakże trudno tu wykluczać obecność ówczesnych społeczności ludzkich, a to ze względu na ich nader mobilny tryb życia. Wędrujące za zwierzyną gromady łowców – jak się przypuszcza, kilkunastoosobowe – nie omijały Kotliny Kłodzkiej, co potwierdzają odkrycia archeologiczne z położonego między Nową Rudą a Bardem Wojborza datowane na 60–30 tys. lat temu[5]. Gwoli ścisłości dodajmy, że trzon ówczesnej diety zapewniało zbieractwo darów natury, a nie pogardzano też rybą.
Funkcjonowanie paleolitycznych społeczności na obszarach na północ od Sudetów i Karpat (homo erectus, a następnie homo sapiens neandertalensis) na wiele tysiącleci blokowało oziębianie się klimatu połączone z kilkukrotną ekspansją lądolodu ze Skandynawii, który co najmniej raz, blisko pół miliona lat temu, wdarł się w górskie kotliny (tzw. zlodowacenie Sanu 2). Te niepomyślne dla egzystencji człowieka zjawiska przypadały na trwającą około dwóch milionów lat epokę lodowcową, zwaną też plejstocenem, w ramach której zaznaczały się jednak etapy ocieplenia, tzw. interglacjały, sprzyjające bytowaniu praludzi. Ostatnie maksimum zimna przypadło około 20 tys. lat p.n.e., a ledwie 12 tys. lat temu nastało ocieplenie, które uznano za początek kolejnej po plejstocenie epoki – holocenu, w którym dziś żyjemy.
3. Krasowa Jaskinia Radochowska w pobliżu Lądka-Zdroju przez wiele lat uważana była za jedno z najwcześniejszych schronień praczłowieka na Ziemi Kłodzkiej
Gatunek człowieka homo sapiens sapiens, który wyłonił się około 40 tys. lat temu, w pełni skorzystał z dobrodziejstw tej poprawy klimatu i na północne połacie Europy powrócili myśliwi. Najpierw na porośnięte tundrą tereny zapuścili się łowcy reniferów i mamutów (10–13 tys. p.n.e.), którzy odeszli tropem tej zwierzyny na północ, gdy klimat jeszcze bardziej się ocieplił, a tundrę zastąpiły kompleksy leśne. Ich gromady, liczące około trzydziestu osób, na terenach nizinnych obozowały w szałasach, ale nie stroniły od obszarów górskich, gdzie korzystały z jaskiń.
W Ziemi Kłodzkiej jest wiele takich naturalnych schronień i stąd nie brak też wysiłków naukowych, które miałyby potwierdzić obecność paleolitycznej ludności w tamtejszych jaskiniach i to jeszcze w ostatnim interglacjale (30–40 tys. lat p.n.e.). Na podstawie rozmaitych znalezisk przypuszcza się, że współcześnie z jaskiniowymi gatunkami niedźwiedzia czy lwa w korytarzach skalnych i halach jaskiń w Kletnie czy okolicach Wojcieszowa żył człowiek. Takim spektakularnym przykładem, mającym potwierdzać jego pobyt, stało się na długie lata odkrycie w latach 30. XX w. przez L. Zotza w Jaskini Radochowskiej pozostałości uznanych hipotetycznie za ślady obozowania (m.in. ogniska) takiej gromady, ale za największą sensację uznano czaszkę niedźwiedzia jaskiniowego znalezioną pod skalną płytą, a nieopodal drugą na skalnej półce. Wskazując analogiczne przykłady z jaskiń w Alpach czy w pobliżu Odessy, traktowano te znaleziska jako świadectwa kultu niedźwiedzia, rytuału mającego przynieść odrodzenie się zabitego zwierzęcia[6]. Jednakże przeprowadzone po blisko półwieczu badania weryfikujące tę interpretację przyniosły jej sceptyczną ocenę i pogląd, że takie ułożenie szczątków kostnych mogło być dziełem przypadku. Ostatecznie zasiano nawet zwątpienie w obecność praczłowieka we wspomnianych jaskiniach[7].
Pomimo nieustannych dyskusji, trudno jednak wątpić w sam fakt obecności człowieka paleolitycznego w Kotlinie Kłodzkiej, a stan ten odnieść można też – choć słabo potwierdzony archeologicznie[8] – do ludności z epoki mezolitu, czyli średniej epoki kamienia. Wyróżnia się ją na obszarze Środkowej Europy, obserwując zmianę trybu życia myśliwych, którzy po odejściu mamutów mogli zrezygnować z działań grupowych, a polować indywidualnie na zwierzynę leśną (tury, sarny, jelenie, łosie, wilki, dziki, bobry czy zające). Używali do uśmiercania zwierzyny włóczni i strzał, a także sideł. Łowili ryby za pomocą sieci, wędek ze spławikami i harpunów. Ludność ta mieszkała w chatach z paleniskiem, co stanowi istotny wyznacznik mezolitu, traktowanego jako epoka przejściowa do tzw. neolitu, czyli młodszej epoki kamienia.
Przejście to nazywa się niekiedy nawet rewolucją czy przełomem neolitycznym, ale nie ze względu na gwałtowność zmian w krótkim czasie, bo mówimy o tysiącu z górą lat, lecz ze względu na radykalną zmianę sposobu bytowania ludności. Wyznacza ją pojawienie się nowych zjawisk: osadnictwa, gospodarki wytwórczej (rolnictwo, hodowla), postęp w obróbce kamienia (gładzenie), tkactwo, wypalanie ceramiki; szereg znalezisk interpretuje się też jako świadectwo rozwoju życia duchowego. I właśnie przez Kotlinę Kłodzką prowadziła jedna z głównych dróg przenikania znad Dunaju na północ ludności neolitycznej, co obserwuje się od połowy VI tysiąclecia p.n.e.
Pierwsi rolnicy osiadali nad rzekami, podczas gdy w górach i lasach wciąż utrzymywała się ludność mezolityczna, żyjąca z polowań i zbieractwa. Stan tej koegzystencji trwał blisko dwa tysiąclecia, a więc do czasów, gdy w krajach tzw. urodzajnego półksiężyca obejmującego południowo-wschodnie i wschodnie wybrzeża Morza Śródziemnego wyłoniły się cywilizacje starożytne Mezopotamii i Egiptu. Zapatrzeni w ich imponujący dorobek, zwłaszcza monumentalne budowle czy przełomowy dla przekazu osiągnięć kultury wynalazek pisma, nie przeoczmy jednak faktu, że krainy na północ od Dunaju czy dalej – łuku Karpat czy Sudetów nie tylko nie były bezludziem, ale też stanowiły przestrzeń społeczną, w której upowszechniały się rozmaite zdobycze techniki (tkactwo, ceramika, postęp w obróbce kamienia), kształtowały się nowe formy życia zbiorowego (wspólnoty osadnicze mogły dochodzić do 100 osób) i funkcjonowała, niezbyt intensywna, komunikacja między osadami. Na Dolnym Śląsku znajduje się m.in. krzemień czekoladowy sprowadzany wówczas z Małopolski.
W epoce brązu, która w tej części Europy nastała około 2000 lat p.n.e., doszło do intensyfikacji kontaktów dalekosiężnych. Przez Kotlinę Kłodzką biegł szlak komunikacyjny prowadzący z północy do ośrodków naddunajskich, alpejskich czy bałkańskich, o czym świadczą znaleziska zdobionej ceramiki czy wyrobów z brązu (m.in. szpil, sztyletów, diademów) o stylistyce charakterystycznej dla szerokiego kręgu kulturowego sięgającego od Skandynawii po kraje śródziemnomorskie. Szczytowe osiągnięcia epoki brązu na obszarze obecnej Polski (bez północno-wschodniej części), Moraw, Czech i Łużyc przypadły na pierwsze kilka stuleci tzw. kultury łużyckiej (od ok. 1300 r. p.n.e.). Ludność utrzymywała się głównie z hodowli i uprawy roli, ale dobrze prosperowała też metalurgia, tkactwo czy garncarstwo (jeszcze bez koła garncarskiego, ale z kunsztem w zdobieniu i malowaniu ceramiki). W większym stopniu niż wcześniej ustabilizowało się osadnictwo – wprawdzie ze względu na wyjałowienie gleb osady co kilkadziesiąt lat przenoszono, ale w pobliże, za czym przemawia fakt, że cmentarzyska z tego okresu użytkowano kilkaset lat.
I właśnie w Bystrzycy Kłodzkiej lokuje się jedno z nich na podstawie odkryć sprzed ponad stulecia. Znamy je dziś jedynie na podstawie dokumentacji archiwalnej, która, niestety, nie pozwala dokonać dokładnej lokalizacji. Było to cmentarzysko ciałopalne[9]. Ślady osadnictwa ludności kultury łużyckiej znajdują się też w okolicach Kłodzka i Borka, gdzie również zlokalizowano cmentarzyska popielnicowe, a do najsłynniejszych odkryć osad z tego okresu należą stanowiska Kłodzko-Jurandów oraz Kłodzko-Książek, gdzie odkryto chatę o powierzchni 210 m2 złożoną z czterech izb oraz liczne pozostałości po półziemiankach.
W późnym okresie epoki brązu pojawiły się osady warowne. Na wrocławskich Osobowicach odkryto tego typu obiekty imponujące wielkością, ale mniejsze rozłożone były wzdłuż szlaku wiodącego z Kotliny Kłodzkiej przez dzisiejszą Niemczę i Wrocław do Wielkopolski, a dalej nad Bałtyk, skąd sprowadzano na południe Europy bursztyn. Była to wreszcie jedna z dróg, którą około VIII w. p.n.e. przywędrowały na ziemie dzisiejszej Polski przedmioty z żelaza, a po kilku stuleciach także umiejętność jego wytopu. Tak więc jeszcze w dobie kultury łużyckiej nastała tu epoka żelaza – żyjemy w niej do dziś – i wykształciły się ośrodki metalurgiczne, w których elity osiągnęły wysoki stopień zamożności (znakomitym przykładem w tym zakresie jest grób z wrocławskiego Księża Wielkiego zaopatrzony sowicie w broń i akcesoria jeździeckie). Te bogate osady podupadły w V w. p.n.e. po najazdach koczowniczych Scytów.
W następnym stuleciu przez Kotlinę Kłodzką przewędrowali Celtowie, by osiąść w okolicach Ślęży i Wrocławia. Przybyli tu najprawdopodobniej z terenu Czech, a ich pobyt w Ziemi Kłodzkiej czytelnie potwierdza znalezisko trzech brązowych bransolet z Bożkowa[10]. Szlak handlowy wiodący przez Kotlinę Kłodzką nadal funkcjonował, a nawet zyskał na znaczeniu. Stało się to ze względu na wzrost zamożności mieszkańców środkowej Europy, a także większą atrakcyjność wytwarzanych przez nich dóbr, co stanowiło rezultat zaszczepienia przez Celtów innowacji technicznych, takich jak koło garncarskie, okute żelazem radło, a przede wszystkim postęp w metalurgii. Żelazo wytapiano w ilości zdecydowanie przekraczającej lokalne potrzeby i eksportowano je na południe.
Żywioł celtycki zanikł wprawdzie już w II w. p.n.e. na ziemiach dolnośląskich, ale przez następnych kilka stuleci, w dobie tzw. kultury przeworskiej (nazwanej od cmentarzyska w małopolskim Przeworsku), wymiana na szlaku biegnącym wzdłuż Nysy Kłodzkiej nie zamarła, a w II i III w. n.e. przybrała nawet na sile, co stało się za sprawą ożywionych kontaktów z imperium rzymskim, które szerokim pierścieniem okalało wówczas Morze Śródziemne, sięgając Wysp Brytyjskich i opierając ostatecznie swe północne granice na Renie i Dunaju. Interesującą nas odnogą tzw. bursztynowego szlaku nad Adriatyk kupcy wywozili nie tylko utrwalony w nazwie tej drogi skarb wyrzucany przez Bałtyk, ale też niewolników i futra, w zamian zostawiając złotą i srebrną biżuterię, naczynia szklane, misy i puchary ze srebra, zdobne szpile, a nawet posążki bóstw czy – na przekór rzymskiemu embargu – broń, zwłaszcza krótkie miecze. Elity społeczności kultury przeworskiej bogaciły się znacznie, o czym świadczą tzw. groby książęce odkryte w 1886 r. na wrocławskim Zakrzowie, datowane na III w. Znajduje się też skarby, w których liczba zgromadzonych rzymskich monet przekracza pięćset (np. z terenu Wrocławia).
Z Kotliny Kłodzkiej znamy z tego okresu skarb z rzymskimi numizmatami znaleziony w pobliżu Wolan, a nie brak też liczniejszych znalezisk monet, świadczących o kontaktach tamtejszej ludności z antyczną cywilizacją śródziemnomorską[11]. W Bożkowie znaleziono dwa groty – oszczepu i włóczni – uznawane za wyposażenie grobu wojownika z I w. n.e., jednak nie sposób rozstrzygnąć, czy należały one do mieszkańca tego terenu, czy też jedynie przybysza[12]. Samo ówczesne osadnictwo ma w Ziemi Kłodzkiej stosunkowo nieliczne poświadczenia, przede wszystkim dla schyłkowego etapu kultury przeworskiej. Główne stanowiska archeologiczne z odkryciami pozostałości zabudowań mieszkalnych koncentrują się wokół Kłodzka[13]. Warto podkreślić, że także w pobliżu Bystrzycy Kłodzkiej odkryto pozostałości ceramiki datowane na okres wędrówek ludów u schyłku starożytności[14].
Dla ludności rolniczej dogodne warunki znalazły się zwłaszcza w środkowej części Kotliny Kłodzkiej, gdzie występują urodzajne gleby brunatne i płowe oraz – nad rzekami – mady, a przy tym panują warunki klimatyczne bliższe Przedgórzu Sudeckiemu. Tak czy inaczej bardziej atrakcyjne dla rolnictwa pozostawały sąsiednie ziemie Czech czy Dolnego Śląska, gdzie pokrywa śnieżna utrzymuje się krócej w skali roku, a okresy wegetacji trwają dłużej[15]. Poza tym większość Ziemi Kłodzkiej, jako górzysta, mogła służyć głównie pasterzom, których osady były niewielkie i nie tak trwałe jak rolników, co utrudnia ewentualne dzisiejsze odkrywanie ich pozostałości.
4. Kotlinę Kłodzką zewsząd otaczają łańcuchy górskie. Najlepsze tereny pod osadnictwo i uprawę ziemi znajdują się w dorzeczu Nysy Kłodzkiej
Obszar ten miał więc w dobie kontaktów ze starożytnym imperium rzymskim przede wszystkim charakter tranzytowy. Przemierzający go obcy zostawili rozmaite ślady swej bytności: żelazny grot włóczni rzymskiego legionisty z okolic Kłodzka[16], a przede wszystkim luźne znaleziska monet. O tym, że szlak ów nie omijał terenu Bystrzycy, przekonuje znalezisko denara cesarza rzymskiego Wespazjana (69–79), a ponadto – w pobliżu miejscowości – denar jednego z jego następców, Trajana (98–117)[17]. Kontaktom z Rzymem, a ściśle pracom tamtejszych antycznych historyków i geografów, zawdzięczamy nową jakość w zakresie źródłowym w dyskusji nad najdawniejszymi dziejami ludów zamieszkujących na północ od granic cesarstwa, wyznaczonych na Renie i Dunaju, czyli w surowej i groźnej dla Rzymian strefie siedzib tzw. barbarzyńców – barbaricum.
W dobie barbaricum
Dotychczas odwoływaliśmy się (z wyjątkiem Celtów) do określania najdawniejszych wspólnot ludzkich w odwołaniu do kultur archeologicznych, a zatem określając, jaki typ wytworów materialnych był dla nich charakterystyczny. Jednakże dzięki przekazom antycznych autorów możemy powiedzieć więcej, odnieść się do konkretnych związków plemiennych, grup o określonej nazwą tożsamości etnicznej. W czasach kultury przeworskiej obecne ziemie polskie były teatrem migracji plemion z północy w kierunku imperium Rzymian. Te tzw. wędrówki ludów rzadko oznaczały przemieszczenia w krótkim czasie (np. jednego roku) na znaczne odległości i przyjmuje się na podstawie danych archeologii, że etapy migracji poszczególnych plemion przez ziemie polskie trwały nieraz kilka pokoleń.
Na podstawie źródeł rzymskich wskazuje się kilka plemion germańskich, które mogły znaleźć się na Śląsku i penetrować też Kotlinę Kłodzką, wskazując najczęściej – jako hipotezę – Silingów, jeden z odłamów Wandalów, którzy z kolei w drugiej ćwierci V w. dotarli do Afryki i tam, na ziemiach dawnej Kartaginy, założyli swe królestwo. Jednakże obecny stan badań nie sprzyja temu przekonaniu[18]. W dawniejszej literaturze wskazywano poza Silingami także Markomanów i Kwadów, którzy z sąsiednich Czech mieli dotrzeć do Kotliny Kłodzkiej i szczątkowo przetrwać długie stulecia, by wpłynąć na specyficzne ukształtowanie się gwary kłodzkiej[19].
Takie szczegółowe pomysły, podszyte ideologiczną próbą uzasadnienia praw przedstawicieli określonej wspólnoty narodowej (w tym wypadku akurat Niemców) do zamieszkiwania na tych terenach, posiadają nikłą wartość naukową. Są niesprawdzalnym domysłem, choć z drugiej strony samej obecności w Kotlinie Kłodzkiej plemion germańskich w dobie ówczesnych wędrówek nie ma sensu negować. Liczyć się należy również z penetracją tych terenów przez wojowniczych koczowników: Hunów w IV–V stuleciu, a w dwóch następnych Awarów, którzy kontrolowali ludność osiadłą na północ od Dunaju. W tym czasie w dorzeczu Odry pojawił się żywioł słowiański.
Warto napomknąć, że od kilku pokoleń historyków trwa spór o pochodzenie Słowian. Do niedawna koncentrował się on na ustalaniu ich „praojczyzny” przy założeniu, że Prasłowianie wyłonili się około trzy tysiące lat temu, a blisko półtora tysiąca lat temu rozpoczęli wędrówki, by zasiedlić połacie Europy od Bałkanów na południu i przekroczyć Łabę na zachodzie. Przedmiotem sporu było ustalenie, czy pierwotna Słowiańszczyzna obejmowała również ziemie obecnej Polski i to jest pogląd tzw. autochtonistyczny, czy też jedynie tereny na obecnej Ukrainie i ewentualnie Białorusi, co głoszą allochtoniści, czyli zwolennicy cudzoziemskości Słowian w dorzeczu Wisły, a tym bardziej Odry.
Ta druga opcja dziś przeważa pod względem liczby zwolenników, powołujących się przede wszystkim na argument archeologiczny – zanik kultury przeworskiej na ziemiach obecnej Polski i wyraźny regres demograficzny, a następnie pojawienie się na nich, po co najmniej stuleciu, nowego typu kultury materialnej, zdecydowanie mniej zaawansowanej technologicznie, charakterystycznej dla wczesnej Słowiańszczyzny. Wyjaśniano to prostym schematem: ludy (germańskie) wywędrowały, a na ich miejsce weszli Słowianie. Zaufać mu bezkrytycznie jednak nie sposób, gdyż w dalekie strony wyruszały na ogół jedynie najbardziej mobilne grupy w ramach społeczności plemiennych (najbogatsi, wojownicy), a nie wszyscy ich członkowie. Co więcej, na rzekomo opustoszałych terytoriach przetrwały nazwy rzek, co wskazuje, iż o pełnym wyludnieniu mowy być nie powinno.
O wysokim poziomie kultury przeworskiej decydowały elity wytwarzające m.in. dobra luksusowe, a dzięki kontaktom z imperium rzymskim – przywożone z zewnątrz – też je konsumujące, a wraz z ich wywędrowaniem doszło do upadku struktur plemiennych i wyludnienia. Wywołany w znacznej mierze wędrówkami ludów kryzys imperium zachodniorzymskiego w V–VI w. n.e. pozostaje więc w ścisłym związku z regresem gospodarczym i demograficznym na ziemiach objętych kulturą przeworską. Nie umknął on uwadze rzymskiego historyka z tej epoki, a to za sprawą opisu wędrówki germańskich Herulów, których część pod naciskiem sąsiadów opuściła swe siedziby nad Dunajem i ruszyła w 512 r. z powrotem na północ. Mieli oni natknąć się po drodze na opustoszały kraj, często identyfikowany z ziemiami Śląska lub też Łużyc; jest więc prawdopodobne, że ich marszruta wiodła przez Kotlinę Kłodzką (hipotetyczną alternatywą jest Brama Morawska).
Ostatnie lata przyniosły jednak rozwój dyskusji nad początkami Słowian w jeszcze innym kierunku. Otóż coraz częściej zakłada się, że etnos słowiański wykształcił się znacznie później niż dotąd w nauce przypuszczano, a konkretnie właśnie w dobie wędrówek w IV–VI w., a przy tym dokonać się to miało nie w jednej prakolebce, ale w kilku gniazdach pozostających w jednej strefie komunikacji i ta koncepcja lepiej tłumaczy nierozwiązane problemy z poprzednich sporów. Rozprzestrzenianie się Słowiańszczyzny łączyłoby się więc w czasie z jej narodzinami, a zatem etnos ten powstałby na zasadzie rozszerzania się wspólnej strefy języka i kultury, przy czym istotnym elementem tego procesu byłyby migracje ludności, a nie tylko same kontakty między sąsiadującymi kręgami osadnictwa. Kluczowe znaczenie miałaby w tym wypadku akulturacja, a zatem postępujące upodobnianie się sąsiadujących ze sobą społeczności w zakresie kultury oraz mowy, a także form życia społecznego czy gospodarczego.
Bez względu na stanowisko w nierozstrzygniętej wciąż sprawie początków Słowian bezpiecznie możemy przyjąć, że właśnie po okresie największego nasilenia wędrówek ludów, czyli na początku VII w., byli oni już gospodarzami dorzecza Odry, a zatem i Kotliny Kłodzkiej. Wciąż jednak nękali ich Awarzy. Dominację tych tureckich koczowników zachodni Słowianie mieli zrzucić w latach 20. VII stulecia, gdy zbuntowali się i ostatecznie odnieśli zwycięstwo pod wodzą przybyłego do nich w trakcie walk tajemniczego frankijskiego kupca o imieniu Samo. Stworzona wówczas organizacja polityczna przetrwała około 30 lat, dając się we znaki samym Frankom. Centrum tzw. państwa Samona hipotetycznie lokuje się w Czechach, a objęło ono też terytorium Łużyc. W strefie jego oddziaływań hipotetycznie umieścić należy też Kotlinę Kłodzką.
Od tego etapu dziejów coraz bardziej prawdopodobne wydaje się zasiedlenie tej krainy przez konkretną słowiańską zbiorowość plemienną. Sprzyjały temu warunki naturalne stworzone już kilkanaście milionów lat temu, kiedy wskutek ruchów tektonicznych powstało zapadlisko, które nazywa się Rowem Nysy. Był to początek Kotliny Kłodzkiej. Otoczona górami stała się naturalną przestrzenią, niszą osadniczą. Objęcie jej całością administracyjno-polityczną, jaką w przyszłości okazało się hrabstwo kłodzkie, a wcześniej prowincja w monarchii czeskiej czy polskiej, poprzedzało być może funkcjonowanie w tych naturalnych granicach struktury plemiennej. Hipotetycznie lokuje się tu jedno ze zgrupowań Chorwatów, których obecność poświadcza tzw. Dokument praski (ok. 1085 r.) pod nazwą „alteri Chrouati”[20] („inni”, „drudzy Chorwaci”)[21].
Warto dodać, że znany z dzisiejszych Bałkanów podział na Serbów i Chorwatów ma charakter narodowościowy, ale nazwy te trwają jako ślad jeszcze plemiennego podziału Słowian z czasów wędrówek. I tak plemiona serbskie znalazły się na Łużycach i ich kontynuacją jest narodowość Serbołużyczan, natomiast chorwackie, prawdopodobnie wędrując przez Śląsk, Ziemię Kłodzką i Czechy, zostawiły wprawdzie swój dzisiejszy ślad w postaci nazwy jedynie w wypadku Chorwacji, ale zostały włączone w formowanie się też innych państwowości (zwłaszcza czeskiej). Świadectw obecności tych plemiennych jeszcze Chorwatów w Kotlinie Kłodzkiej archeologia jeszcze nie wychwyciła; pozostaje więc czekać na rozwój badań w tym zakresie.
Na przełom VIII i IX w. hipotetycznie datuje się początki Przesieki Śląskiej, która miała za zadanie osłaniać kraj Ślężan na wschodzie i – co tu istotne – na południu. Mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej znaleźli się więc w strefie, z której plemiona śląskie spodziewały się najazdów. Tymczasem w latach 20. i 30. IX w. powstała silna państwowość wielkomorawska z centrum na Morawach, obejmująca m.in. sąsiednie ziemie Słowacji i Czech, a coraz więcej argumentów – ostatnio dzięki archeologii[22] – przemawia za tym, że pod jej kontrolą znalazły się także, przynajmniej po części, ziemie śląskie. Jest więc tym bardziej prawdopodobne, że Kotlina Kłodzka znalazła się w tej strefie wpływów nie tylko w wymiarze politycznym, ale też religijnym[23].
Państwo wielkomorawskie upadło w 906 r. wskutek najazdów koczowniczych wówczas jeszcze Węgrów[24]. Już w następnym dziesięcioleciu znalazło jednak częściową kontynuację w postaci monarchii czeskiej, która rozciągnęła swe wpływy nie tylko na Kotlinę Kłodzką, ale i na ziemie śląskie. Już od czasów wielkomorawskich elity Czech z rządzącą dynastią Przemyślidów na czele wyznawały chrześcijaństwo, które z wolna przenikało także do szerszych kręgów ich poddanych. W 973 r. założone zostało biskupstwo w Pradze, w którego granicach najpewniej od początku znalazła się Kotlina Kłodzka. Trudno jednak domniemywać, że wywarło to jakiś szczególny wpływ na życie codzienne tamtejszej ludności, gdyż chrystianizacja w ramach ówczesnych monarchii obejmowała w pierwszym rzędzie mieszkańców centrów władzy państwowej umiejscowionych w grodach. Tymczasem jedynym tego typu ośrodkiem w Ziemi Kłodzkiej, który ma – przyjmowane niekiedy z rezerwą – poświadczenie źródłowe dla X w. jest Kłodzko.
Otóż według czeskiego kronikarza Kosmasa, który tworzył w latach 20. XII w., miało ono stanowić stolicę prowincji, a znalazło się w ramach księstwa rządzonego przez Sławnika, ojca św. Wojciecha. Władztwo to było częścią Czech, a ród Sławnika, zwłaszcza po jego śmierci w 981 r.[25], rywalizował o prymat w państwie z ostatecznie zwycięskimi Przemyślidami. Wiadomość kronikarza w sprawie Sławnika w Kłodzku trudno zweryfikować, gdyż istnieje pewne ryzyko, że związał miasto z jego osobą na zasadzie domysłu i przeniósł na X w. istniejącą w jego czasach prowincję[26]. Z X w. pochodzą odkryte przez archeologów pozostałości osady w Kłodzku-Jurandowie, ale na ślady obwarowanego ośrodka władzy terytorialnej (castellum) z tak odległych czasów w trakcie wykopalisk nie natrafiono[27]. Jednak pomimo tych wątpliwości, nie sposób traktować przekaz kronikarza za z gruntu fałszywy; co najwyżej niepewny.
Warto w tym miejscu podkreślić, że wejście Kotliny Kłodzkiej w sferę polityczną Wielkich Moraw, a zwłaszcza następnie monarchii przemyślidzkiej, otwierało pisanie nowego rozdziału w dziejach tej ziemi. Stało się to w czasach, gdy kształtował się krąg cywilizacji europejskiej, w której – modelowo ujmując – dziedzictwo Rzymu i barbarzyńców spoiła w jedną społeczno-kulturową przestrzeń religia chrześcijańska. Stopniowo, od elit władzy począwszy, przenikała ta nowa rzeczywistość do życia wszystkich warstw ludności. Kończył się świat plemion, a organizację społeczną zaczęły zapewniać struktury państwowe i kościelne. Starania władzy zwierzchniej zmierzały też do możliwie najkorzystniejszego zagospodarowania Kotliny Kłodzkiej. Przemyślidom przypisuje się sprowadzanie osadników nad Nysę Kłodzką, ale warto zaznaczyć, że chwilami musieli godzić się z utratą kontroli nad tą tranzytową prowincją.
W połowie lat 80. X w. nad Odrą uformował się system grodów z Wrocławiem na czele, wchodzących w skład piastowskiej Polski, co oznaczało objęcie zwierzchnością Mieszka I ziem śląskich, ale zapewne bez Kotliny Kłodzkiej. Z pewnością dostała się ona natomiast pod władzę jego syna, Bolesława Chrobrego, jako że w 1003 r. opanował on Czechy. Już w roku następnym je utracił i nie wiadomo, po czyjej stronie pozostała Ziemia Kłodzka, przez którą Chrobry ewakuował swe siły po wygnaniu z Pragi. Zmagania te rozegrały się w trakcie pierwszej fazy konfliktu między polskim władcą a panującym w Niemczech Henrykiem II, któremu podlegały Czechy.
Na końcowym etapie tych walk, po słynnej obronie Niemczy w 1017 r., pokonane przez załogę Chrobrego wojska Henryka II podążyły wzdłuż Nysy Kłodzkiej do sojuszniczych Czech. Blisko stulecie później, w 1109 r., kolejny z władców Rzeszy, Henryk V, również tą drogą wyprowadzał z monarchii piastowskiej armię pokonaną tym razem przez Bolesława Krzywoustego. Nie sposób więc nie docenić strategicznych walorów tego przejścia przez Sudety. Parokrotnie w XI i XII w. ciągnęły tędy wojska zwaśnionych sąsiadów.
Wcześniej, gdy u progu panowania Kazimierza Odnowiciela (1034–1058) piastowska monarchia uległa chwilowemu upadkowi, a sam ów władca znalazł się na wygnaniu, ziemie polskie padły w roku 1038 bądź następnym ofiarą najazdu czeskiego księcia Brzetysława I, który nie tylko złupił Kraków, Gniezno i Poznań, ale przyłączył też do swego państwa dwa regiony hipotetycznie lokowane przede wszystkim na ziemiach śląskich. Stan ten utrzymał się do 1050 r., kiedy Kazimierz Odnowiciel zbrojnie odzyskał te terytoria, a cztery lata później zalegalizował ten stan, godząc się na uiszczanie Czechom trybutu z tytułu posiadania Wrocławia i innych grodów[28].
W nauce historycznej przeważa pogląd, iż Ziemia Kłodzka nie weszła w skład ziem odzyskanych przez Odnowiciela, a nawet że znalazła się pod władzą Czech już przed wspomnianym najazdem Brzetysława I. Jednakże w świetle przekazu czeskiego kronikarza Kosmasa drugi z synów Kazimierza Odnowiciela, Władysław Herman – zasiadał na polskim tronie od 1079 do 1102 r. – nadał ją w 1093 r. swemu ośmioletniemu synowi Bolesławowi Krzywoustemu w porozumieniu z władcą czeskim, Brzetysławem II, jako władcą zwierzchnim. Szeroko upowszechniony domysł, iż Władysław Herman otrzymał Kłodzko jako wiano swej czeskiej małżonki Judyty, matki Bolesława Krzywoustego zmarłej wkrótce po jego urodzeniu, nie ma oparcia w źródłach i stąd trudno nie wziąć pod uwagę możliwości, że stało się to wcześniej, może nawet na mocy wspomnianych porozumień Kazimierza Odnowiciela z Brzetysławem I z 1054 r.
Czy małoletni Bolesław w ogóle dotarł do Kłodzka, by pod kuratelą jakiegoś doświadczonego urzędnika i opiekuna sprawować rządy, nie sposób ostatecznie dociec[29], ale nawet jeśli tak, to na krótko. Już w 1096 r. na znajdujące się pod polską władzą Bardo spadł najazd Brzetysława II, który po jego zniszczeniu wzniósł gród w Kamieńcu Ząbkowickim, by strzec dostępu do Kotliny Kłodzkiej, odtąd – o ile już nie wcześniej – na pewno bezpośrednio włączonej do władztwa Przemyślidów[30].
Po paśmie konfliktów między monarchią dorosłego już Bolesława Krzywoustego a Czechami, występującymi także jako kraj sojuszniczy władcy Niemiec (w 1109 r.), podjęto rokowania uwieńczone układem nad Nysą Kłodzką (1115 r.). Ostatecznie zaś w 1137 r. – na koniec kolejnego paroletniego zaognienia stosunków polsko-czeskich – dokonano trwałego uregulowania spornych spraw między obydwoma państwami. Nie było już mowy o uiszczaniu przez Piastów trybutu z tytułu panowania nad ziemiami śląskimi na rzecz Czech[31], które z kolei utrwaliły swe władanie nad Kotliną Kłodzką (i Opawszczyzną).
Dalsze dzieje Polski stały pod znakiem podziałów dzielnicowych, po których przezwyciężeniu w XIV w. poza jej granicami znalazł się Śląsk, przyłączony do Korony Czeskiej, co przesądzało też przynależność państwową Ziemi Kłodzkiej. Z ostatnich dekad rozbicia dzielnicowego i jednoczenia Polski warto uwydatnić dwa piastowskie epizody w dziejach Kotliny Kłodzkiej. W 1279 r. objął ją Henryk IV Probus, książę wrocławski, na mocy porozumienia z władcą Niemiec, Rudolfem Habsburgiem, któremu podlegały też Czechy. Formalnie panował w nich małoletni wówczas Wacław II, syn i następca poległego w walkach o tron Rzeszy Niemieckiej Przemysła Ottokara II (zm. 1278). Na praskim dworze tego ostatniego Henryk Probus niegdyś dorastał, a w zaistniałej sytuacji starał się objąć regencję w Czechach w imieniu Wacława II. Ostatecznie wrocławski książę zadowolić się musiał jedynie panowaniem nad Kłodzkiem, które po jego śmierci w 1290 r. wróciło pod bezpośrednią władzę króla Czech.
5. Henryk IV Probus (1257–1290), książę wrocławski, pan Ziemi Kłodzkiej w latach 1279–1290, jako uczestnik turnieju rycerskiego (Codex Manesse, 1305–1340)
Henryk Probus okazał się nietuzinkową postacią na scenie ówczesnej polityki, stając się pierwszym z głównych realizatorów idei zjednoczenia Polski i podniesienia jej do rangi królestwa. Przełomowe sukcesy na tej drodze przyniosło panowanie Władysława Łokietka (1306–1333), którego polityka w odniesieniu do Śląska okazała się jednak dość nieudolna i pchnęła większość Piastów śląskich do zadzierzgnięcia politycznych związków z Pragą. Tak też ostatni z książąt wrocławskich, Henryk VI Dobry, w 1327 r. porozumiał się z Janem Luksemburskim (który będąc władcą Czech, tytułował się też królem Polski) w sprawie przekazania mu swego władztwa w spadku. W zamian ów ostatni z piastowskich panów Wrocławia otrzymał m.in. dożywotnio Kotlinę Kłodzką. Zmarł w 1335 r., co istotne, jako lennik władcy Czech.
Warto podkreślić, że na decyzję Henryka VI o uznaniu w 1327 r. zwierzchnictwa Jana Luksemburskiego niemały wpływ wywarło wrocławskie mieszczaństwo, co uświadamia, jak dalece zmienił się układ stosunków społecznych w ciągu XIII w. Można mówić wówczas o potężnym nurcie modernizacji gospodarki i ustroju społecznego w krajach środkowej Europy, czego wyraźnym wyznacznikiem stała się urbanizacja połączona z kolonizacją na prawie niemieckim, a w sferze życia religijnego budowa sieci parafialnej, której powstanie pozwoliło ogarnąć najszersze warstwy społeczeństwa praktykowaniem chrześcijaństwa na co dzień.
Lokowane wówczas wsie i miasta zyskiwały samorząd, a istotnym impulsem w ich powstawaniu był napływ osadników z zachodu. Właśnie miasta jako ośrodki generujące znaczne dochody finansowe, a tym samym podatki, stały się w ciągu XIII w. przedmiotem szczególnej troski w polityce władzy państwowej. Społeczności ich mieszkańców domagały się od niej określonych praw oraz ochrony własnych interesów, poczynając od zapewnienia praworządności oraz elementarnego bezpieczeństwa w miejscu zamieszkania czy na drogach. Tych zagadnień dotyczą najdawniejsze znane dziś pisemne poświadczenia Bystrzycy Kłodzkiej pochodzące z pierwszych dziesięcioleci XIV w.
Najdawniejsza pewna wzmianka o Bystrzycy Kłodzkiej – zawarto ją w dokumencie z 1319 r. – dotyczy ośrodka już istniejącego, natomiast ścisłe okoliczności powstania miasta toną w niepamięci. Fakt ten od lat kusi, by pustkę niewiedzy wypełnić wdzięczną materią legend, w których niesprawdzalny domysł upiększy fabuła. Zwłaszcza w odniesieniu do tak malowniczo położonej miejscowości[32] pokusa naśladowania baśniowego klasyka, Koszałka Opałka, rzeczywiście jest niemała (przypomnijmy, że ów krasnal-dziejopis co widział, co słyszał, to spisywał wiernie; a czego nie widział i nie słyszał, to zmyślił tak pięknie, iż przy czytaniu […] serca wszystkim rosły[33]).
6. Miasto, do którego ściągali osadnicy z ziem niemieckich, rozwinęło się na wzniesieniu w pobliżu ujścia Bystrzycy Łomnickiej do Nysy Kłodzkiej, niedaleko starszej słowiańskiej osady
Jedna z tych legend bystrzyckich, zanotowana w XIX w., przywołuje postać Habla, który jeszcze w czasach przedchrześcijańskich miał w wartowniczej wieży strzec bezpieczeństwa podróżujących drogą biegnącą nad Nysą i to od jego imienia wziąć swą nazwę miało Habelschwerdt[34]. To baśniowy wątek, ale odnaleźć można w nim wskazówkę aktualną także w perspektywie poznania naukowego, mianowicie iż istotne informacje odnośnie do początków miasta mogły zostać uwiecznione w jego nazwie, a właściwie dwóch jego historycznych mianach. Zacznijmy od Bystrzycy, gdyż choć w odniesieniu do samego miasta nazwa ta jest młodsza niż Habelschwerdt, to prowadzi dociekania głębiej w przeszłość.
Bystrzyca to „rwący górski potok”[35]. Miejscowość w Kotlinie Kłodzkiej zyskała więc nazwę od położenia nad „bystrą” wodą. Nie jest to rzadki przypadek (znamy Wisłę nad Wisłą, Oławę nad Oławą, Szprotawę nad Szprotawą, Widawę nad Widawą…), a jego wystąpienie wskazuje na ścisły związek osady z rzeką. Bystrzyca należy do najczęstszych nazw „od-rzecznych” w krajach słowiańskich, a szczególnie często występuje na Słowacji i w Czechach. Stąd też upowszechniło się przypuszczenie, iż nazwę miejscowość zawdzięcza osadnikom przybyłym zza Przełęczy Międzyleskiej.
Domysłu tego nie sposób jednak zweryfikować, zwłaszcza że jeszcze w XII w. – w czasach, gdy rzeka mogła już nosić nazwę Bystrzycy – Czesi oraz Polacy, choć istnieli już jako odrębne wspólnoty etniczne i państwowe, wciąż jeszcze posługiwali się jedną mową (owszem, różnice w ich językach się zaznaczały, ale na poziomie dialektów). Nie sposób więc na podstawie samej nazwy rzeki, a następnie urobionej od niej nazwy górskiej osady, wyrokować o pochodzeniu jej założycieli. Nie musieli oni być zresztą przybyszami z dalekich stron, gdyż mieszkańcy Kotliny Kłodzkiej w czasach plemiennych, a następnie narodzin polskiej i czeskiej państwowości również współtworzyli wspomnianą lechicką wspólnotę językową.
Niemiecka nazwa rzeki Weistriz powstała przy udziale typowej wymiany ‘b’ na ‘w’ po przejściu słowiańskiej nazwy na grunt fonetyki niemieckiej[36]. I w wersji z taką właśnie wymianą głosek – jako Wistricz – przetrwał do naszych czasów najdawniejszy zapis nazwy rzeki wpadającej do Nysy Kłodzkiej na terenie dzisiejszej Bystrzycy Kłodzkiej i nad którą – blisko trzy kilometry od jej ujścia – leży Stara Bystrzyca. Najdawniejsze znane dziś pisemne poświadczenie tej miejscowości pochodzi z roku 1316[37], i najpewniej wówczas „Starą” jeszcze nie była, a „postarzyło” ją pojawienie się w jej sąsiedztwie Nowej Bystrzycy, poświadczonej na początku XV w.[38].
Obie te wsie przetrwały do dziś, ale zapewne do nazwy tej starszej nawiązano, gdy w następnych stuleciach zaczęto w czeskiej tradycji nazywać pobliskie Habelschwerdt mianem Bystrzycy (Bystřice). Słowiańskość tej nazwy wskazuje, iż pierwsza z noszących ją miejscowości, czyli obecna Stara Bystrzyca, powstała przed pojawieniem się miasta w jej sąsiedztwie. Trudno też wykluczać możliwość, że w miejscu, gdzie powstał ów miejski organizm, funkcjonowała wcześniej jakaś osada[39], może nawet związana z nieodległą pierwotną Bystrzycą (czyli obecną Starą). Jednakowoż poruszamy się w tym wypadku – zwłaszcza w odniesieniu do ewentualnej słowiańskiej nazwy tego miejsca – w kręgu domysłów[40], zatem bardziej stosowne niż mnożenie wydaje się ich powściąganie, a ewentualnie sygnalizowanie jedynie z należytą ostrożnością.
Tak czy inaczej pojawienie się średniowiecznej osady i gminy miejskiej w widłach Nysy Kłodzkiej i Bystrzycy Łomnickiej rysuje się jako zjawisko na tyle nowe w krajobrazie i przestrzeni społecznej ówczesnej Ziemi Kłodzkiej, że trudno traktować ją jako kontynuację wcześniejszych struktur społecznych i osadniczych związanych z rodzimą, słowiańską ludnością tych ziem. Czytelnie wskazuje na to już sama najdawniejsza znana nazwa miasta – Habelschwerdt. Najwcześniejsze jej zapisy znajdują się w dokumentach Jana Luksemburskiego z 1319 r. (jako Habelswerde – z 14 lipca[41], Hawelswerde – 26 grudnia[42]), a także w dyplomie tego władcy wystawionym między rokiem 1310 a 1327 z datą dzienną 31 lipca (jako Hawelswerd)[43].
Cóż znaczy ta nazwa miasta? Czy przypomina imię jego założyciela? Nieodosobniony to przypadek, że pozostajemy w kręgu domysłów w takich kwestiach. Zakończenie -werdt interpretuje się przede wszystkim jako niemieckie słowo Werder (jak np. w nazwach miast Marienwerder czy Bischofswerder), a oznaczać ma kępę na podmokłym terenie albo na rzece – wówczas byłby to ostrów. Bierze się zatem pod rozwagę miejsce, o które wzrok łatwo zahacza, i przy nim albo też na nim doszłoby do wyznaczenia miejsca na osadę miejską. Nawet więc jeśli pierwotnie wspomniana kępa była punktem orientacyjnym na rzece, to jako obecna w nazwie miasta odnosiła się i tak do przylegającego do rzeki terasowego wzniesienia, na którym ono powstało.
Początek zaś dyskutowanej nazwy, Hawel-/Habel-, próbowano z jednej strony wiązać z niemieckim Hügel (wzgórze, pagórek), ale z drugiej, i to częściej, z imieniem konkretnej osoby: Habel albo Gaweł[44]. Pierwsze z imion owionęła wspomniana już legenda o strażniku z wieży wartowniczej nad Nysą[45], od którego miał wywodzić się jeden z bystrzyckich rodów mieszczańskich. Drugą zaś ze wspomnianych nazw starano się wytłumaczyć związkiem z historyczną postacią, Gawłem (łac. Gallus) z Lemberku, czyli Lwówka Śląskiego. Na początku drugiej połowy XIII w. był on czeskim zarządcą Ziemi Kłodzkiej (w wypadku tego rozumowania miasto pierwotnie miało nazywać się Hawelswerder – Kępa Gawła)[46].
Obydwie hipotezy wiążące nazwę miasta z imieniem konkretnej osoby stanowią dwupiętrowe konstrukcje (pierwsza kondygnacja to ustalenie, że w nazwie zawarto imię założyciela czy pierwszego właściciela), więc licząc się z ich prawdopodobieństwem, należy jednak wyraźnie zaznaczać brak pewności w tej sprawie, podobnie jak w wypadku wskazywania na „kępę” (Werder) jako ewentualny źródłosłów drugiej części nazwy Habelschwerdt. Przy tak enigmatycznej podstawie źródłowej, niestety, stanowcze forsowanie którejkolwiek z hipotez nie ma uzasadnienia.
W powstałej w 1625 r. Glaciographii, czyli historycznym opisie Kłodzka i hrabstwa kłodzkiego, Georg Aelurius zanotował – nie bez powątpiewania w jej wiarygodność – opowiastkę o polskim najeździe na Bystrzycę w 1217 r. Stanowiła ona element legendy o pewnej niemieckiej dziewczynie, która skusiła wodza najeźdźców do zanurzenia się w studni, by na dnie szukać skarbów. Naiwny nieszczęśnik życiem przypłacił swą chciwość, a odebrała mu je wspomniana niewiasta, przygniatając go rzucanymi kamieniami. Później jej zasługi uczcił sam władca, obdarowując ją złotym łańcuchem[47].
W dawniejszej nauce historycznej w opowieści tej doszukiwano się ziarna prawdy[48], a nawet próbowano datę tej legendarnej napaści na Bystrzycę przesuwać o ponad półtora stulecia wcześniej[49]. Prędko jednak, jeszcze w XIX w., wykazano bezpodstawność tych domysłów[50], a wspomniana fabuła dowodzi jedynie, że najdawniejsze znane dziś legendarne tradycje wiążą początki miasta z żywiołem niemieckim, co nie zaskakuje, biorąc pod uwagę niesłowiańskie brzmienie jego ówczesnej nazwy. Pojawienie się miana Habelschwerdt w najdawniejszych jego poświadczeniach sprzyja przekonaniu nie tylko w legendzie, ale też na niwie naukowych dociekań, że rzeczywiście osadnicy, którzy dali początek tamtejszej gminie miejskiej, pochodzili z Niemiec.
W te strony wiodła ich chęć urządzenia się na słabo zaludnionych ziemiach, gdzie spodziewali się lepszych warunków życia niż w rodzinnym kraju. Co jednak mogło przyciągnąć osadników akurat w miejsce w widłach Nysy i Bystrzycy? Przede wszystkim jego położenie na szlaku biegnącym ze Śląska i dalszych krain przez Przełęcz Międzyleską do Pragi, co istotne, w odległości dnia drogi od Kłodzka, co wyznaczało dogodne miejsce postoju dla podróżnych. W ten sposób Bystrzyca miała perspektywę rozwoju jako ośrodek handlowy na ponadlokalną skalę, aczkolwiek bliskie sąsiedztwo Kłodzka, bardziej ludnego, silniejszego ekonomicznie i mającego większe znaczenie administracyjne z racji umiejscowienia w nim stolicy prowincji państwowej, zwłaszcza początkowo w istotny sposób ograniczało możliwość korzystania z tej szansy rozwoju.
Dodatkowym magnesem przyciągających osadników z zachodu do krajów środkowej Europy był stosowany przez władzę zwierzchnią system zachęt ułatwiających zagospodarowanie się, m.in. kilkuletnie zwolnienie z podatków, tzw. wolnizna. Gwarantowały ją na ogół wystawiane na piśmie akty lokacji określające także inne prawa i obowiązki nadawane miastom i wsiom przez władzę patronującą zakładaniu nowych osad względnie nadaniu już istniejącym nowego ustroju. Regulowały go przyjmowane wówczas powszechnie zasady prawa zwanego niemieckim z racji wypracowania jego norm przede wszystkim w Magdeburgu.
W wypadku Bystrzycy Kłodzkiej nie dysponujemy jednak takim aktem lokacji, dlatego kwestia jej początków pozostaje zagadką. Nie ma jednak wątpliwości, że przestrzeń miasta uformowano zgodnie z regułami prawa niemieckiego, o czym przekonuje m.in. wystąpienie tu typowej w takich przypadkach regularnej siatki ulic odchodzących prostopadle od rynku. Osada rozplanowana została w kształcie owalnej figury o osiach około 300 i 200 m, silnie spłaszczonej od strony północno-wschodniej, na stosunkowo niewielkiej powierzchni – pięciu hektarów (np. Wrocław lokowano na obszarze ponad 10 razy większym). Bystrzyckie parcele miejskie układają się w trzech pasach, z których środkowy zawiera prostokątny rynek[51].
7. Rozplanowanie miasta wewnątrz murów (za K. Bartnik)
Regularność zabudowy świadczy o niemałym kunszcie urbanistycznym twórcy tego układu. Nie wiadomo, kim był, a przy tym upowszechniony w historiografii pogląd, że lokacja nastąpiła około połowy XIII w. jest dość swobodnym przypuszczeniem. Przemawiać za nim ma bowiem m.in. wspomniana już dwupiętrowa hipoteza wiążąca ten fakt z działalnością Gawła z Lemberku. Inna droga argumentacji w tej sprawie odwołuje się do również hipotetycznej datacji początków kościoła parafialnego w Bystrzycy przed 1250 r.[52]. Przede wszystkim jednak warto zastanowić się nad najbardziej prawdopodobnym scenariuszem uformowania się miasta.
Z jednej strony wziąć należy pod uwagę model zakładający powstanie miasta jako rezultat wystawienia dokumentu lokacyjnego, w którym ustalano reguły funkcjonowania gminy miejskiej. Po tym akcie dochodziło do wytyczenia rynku, ulic, parceli, umiejscowienia kościoła parafialnego oraz innych miejsc użytku publicznego, a dopiero w następnym etapie odbywać się miało zasiedlanie osady. Taki model objaśniania początków miasta lokacyjnego w wypadku genezy wielu ośrodków miejskich w tej części Europy zdecydowanie się jednak nie sprawdza.
Otóż należy zauważyć, że często – np. we Wrocławiu w ciągu XIII w. – napływ osadników i pojawienie się form organizacji miejskiej poprzedzało samo ustanowienie ustroju miejskiego na mocy przywileju lokacyjnego czy też innych dokumentów niosących zwyczajowo zawarte w nich regulacje prawne. W wypadku mniejszych ośrodków miejskich nieraz ich zalążkiem stawała się osada targowa (villa forensis) podniesiona następnie do rangi miasta. W takich przypadkach lokacja rozumiana jest jako kilkuetapowy proces kształtowania się ośrodka życia miejskiego i jego instytucji.
Pewnym argumentem za wykształceniem się Bystrzycy Kłodzkiej według modelu zakładającego stopniowe formowanie się miasta i nabywanie pełni właściwych mu praw przez już istniejącą społeczność wydaje się położenie kościoła parafialnego. Znajduje się on na obrzeżu miasta lokacyjnego, co przemawia za tym, że usytuowano go tam, zanim je rozplanowano (w przeciwnym wypadku oczekiwać by należało, że powinien znajdować się bliżej centrum). Związana ze wspomnianą świątynią parafia mogła więc początkowo stanowić podstawowy czynnik łączący osadników w jedną wspólnotę, stanowiącą zalążek gminy miejskiej.
Niewykluczone więc, iż początkowo także Bystrzyca stanowiła osadę targową (villa forensis), ale najpóźniej w 1319 r. traktowana była już jako miasto. Potwierdza to określanie jej terminem civitas w królewskich dokumentach Jana Luksemburczyka wystawionych w tymże roku, a także poświadczenie we wcześniejszym z nich urzędu wójta, sprawującego zgodnie z ówczesnymi normami ustrojowymi władzę sądowniczą. Ponadto w dokumencie wystawionym we Wrocławiu przez wspomnianego władcę Czech między 1310 a 1327 r. pojawiło się określenie bystrzyckiej społeczności mianem „obywateli” (cives)[53], które wówczas w tego rodzaju kontekście odnosiło się właśnie do mieszczan.
Miarę upodmiotowienia tej wspólnoty stanowi okazanie we wspomnianym dokumencie przez samego króla Czech troski o jej dobro, najpewniej o szanowanie jej praw i swobód[54]. Otóż polecił on wasalom i sołtysom z okręgu kłodzkiego na czele z wójtem Kłodzka, by przyjęli „umiłowanych” przez niego „obywateli” z Bystrzycy wraz z sołtysami i resztą tamtejszych mieszkańców[55] do utworzonego wcześniej z polecenia tegoż króla związku, który miał na celu wzajemną obronę przeciw każdemu, kto bezprawnie ważyłby się nękać w nim zrzeszonych[56].
Zapewne też od początku istnienia miasta zadbano o jego obwarowanie, np. w formie wałów drewniano-ziemnych. Jednakże najpóźniej w 1319 r. staraniem wójta Jakuba Rückera[57] zostało ono otoczone murami. By wynagrodzić mu poniesione nakłady, na mocy dokumentu datowanego na 4 lipca tegoż roku, król Jan Luksemburski nadał mu w dziedziczne posiadanie „sąd” w Bystrzycy, a zatem piastowany już przez niego urząd wójtowski, dodając do tego także sądy w sąsiednich wsiach oraz intratne uprawnienia ekonomiczne i urządzenia gospodarcze[58].
8. Pieczęć króla Czech Jana I Luksemburskiego (1296–1346), który w przywileju wydanym 4 lipca 1319 r. określił Bystrzycę jako civitas nostra (nasze miasto)
Tak rozległe uposażenie wójta dziedzicznego nie było czymś nadzwyczajnym w tych czasach. Był on najważniejszą osobą w mieście jako reprezentant władzy zwierzchniej, w tym wypadku królewskiej. Sam ów urząd oraz związane z nim dochody można było sprzedać i tak też pewnie się stało w omawianym przypadku, gdyż w latach 30. XIV w. Jakub Rücker figuruje wśród rajców Kłodzka[59]. Zdecydował się więc ostatecznie związać losy własne i swej rodziny z większym ośrodkiem, stanowiącym stolicę prowincji państwowej, o którego sile jako organizmu miejskiego świadczyło m.in. wykupienie przez radę miasta urzędu tamtejszego wójta (1334)[60], a tym samym przejęcie w pełni jego dochodów i kompetencji przez organy miejscowego samorządu.
Wcześniej jednak swymi inwestycjami na rzecz Bystrzycy Kłodzkiej Jakub Rücker istotnie przyczynił się do podniesienia jej znaczenia, co sprzyjało jej uniezależnieniu się od Kłodzka. Samo zaistnienie takiej podległości nie stanowi zjawiska zaskakującego w tej epoce, co potwierdzają przykłady choćby z pobliskiego Śląska. W wypadku bystrzyckim okoliczności zadzierzgnięcia wspomnianej zależności toną wprawdzie w niepamięci, ale bez wątpienia zyskała ona charakter formalnoprawny, o czym dowiadujemy się z dokumentu ją likwidującego.
Wystawił go w Pradze 26 grudnia 1319 r. Jan Luksemburski, uwalniając na jego mocy całe miasto Bystrzycę i wszystkich jej obywateli od wszelkich powinności i świadczeń finansowych na rzecz wspomnianego sąsiada[61]. O bliższych szczegółach odnośnie do tytułu uiszczania tych datków dokument milczy, ale warto tu wziąć pod uwagę kwestie sądownicze, na które kładzie nacisk potwierdzający to uniezależnienie Bystrzycy od Kłodzka dokument syna i następcy Jana Luksemburskiego, Karola IV, wystawiony w 1348 r.[62] (szerzej o tych sprawach w następnym rozdziale tej książki).
Zniesienie zależności od Kłodzka należy uznać za wielki sukces całej bystrzyckiej gminy miejskiej, która nie tylko pozbywała się obowiązku konkretnych świadczeń, ale też awansowała w strukturze państwa, stając się jednym z pełnoprawnych miast królewskich. Ponadto – na mocy wspomnianego dokumentu z 1319 r. – z łaski monarchy, który jako założyciel nowej dynastii panującej w Czechach zabiegał wówczas o poparcie w Ziemi Kłodzkiej, bystrzyczanie otrzymali też prawo do korzystania z królewskiego lasu[63]. Tych dobrodziejstw nie zapomnieli, czego symbolem jest wizerunek lwa, znak czeskich królów, który na długie stulecia zagościł na ich pieczęci miejskiej[64].
9. Średniowieczne obwarowania miejskie po rewitalizacji, widziane od południa
T
