Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Ciepła i wzruszająca opowieść o losach psa i wilka. Barego i Burego poznajemy w pierwszych dniach życia i towarzyszymy im aż do końca. Są bliskimi krewniakami, bardzo do siebie podobnymi, a jednak ich życie toczy się zupełnie inaczej. Kim innym dla nich jest człowiek – dla jednego opiekunem, przyjacielem i częścią stada, dla drugiego zagrożeniem. Jeden ma codziennie pełną miskę, drugi musi sobie upolować jedzenie i często bywa głodny. Jeden musi chodzić na smyczy i stosować się do poleceń, drugi jest wolny, żyje zgodnie z instynktem i rytmem natury. Książka uwrażliwia dziecko na świat zwierząt – tych oswojonych i tych dzikich – i uczy właściwej postawy wobec nich.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 33
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © Aleksandra Struska-Musiał
Copyright © Wydawnictwo BIS 2025
ISBN 978-83-7551-855-9
Wydawnictwo BIS
ul. Lędzka 44a
01–446 Warszawa
tel. 22-877-27-05, 22-877-40-33
e–mail: [email protected]
www.wydawnictwobis.com.pl
Pierwsze zapachy
Człowiek
Przeprowadzka
Stado
Las
Razem lepiej
Nowi w rodzinie
Spotkanie
Polowanie
Dwie gwiazdy
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Gdzie ja jestem? Gdzie jest mama? Co to za dziwny zapach? Zimno mi! Jestem głodny! Chcę do maaamyyyy! – piszczał Bary. Zupełnie nie wiedział, co się dzieje, kiedy obudził się w zimnym kartonie po butach pod drzwiami schroniska. Pierwsze, co poczuł, to jakaś intensywna woń, od której łaskotało w nosie, i chłód majowego poranka. To kwiaty kasztanowca pachniały jak szalone.
Wcale nie podoba mi się ten zapach – myślał. Na próżno próbował wywęszyć maminą sierść i mleko, które kojarzyły mu się z bezpieczeństwem. Odtąd już na zawsze ta łaskocząca woń kwiatów kasztanowca miała Baremu przypominać chłód i opuszczenie.
Kiedy przyszedł na świat, zmieściłby się w ludzkiej dłoni. Ważył niewiele więcej niż spory pomidor. Jego ciemnobura, prawie brązowa sierść gdzieniegdzie poprzetykana była jaśniejszymi pasmami. Do klapniętych uszu jeszcze nie docierały żadne dźwięki.
Mamo! Mamo! – skamlał teraz dwutygodniowy szczeniak. Ale mama nie mogła go usłyszeć. Była daleko stąd. Bary trząsł się z zimna: samotny poranek w chłodnym kartonie to nie to samo, co pobudka u boku ciepłego, futrzastego ciała mamy.
Bury wcale nie musiał wołać mamy, bo była zawsze przy nim, w wilczej jamie wykopanej pod korzeniami wywróconego przez wiatr drzewa. Właściwie w rodzinie nikt nie nazywał go Burym – nadawanie szczeniakom imion to pomysł ludzi. No bo jak inaczej ludzie mieliby wołać psa, jeśli nie po imieniu? Wilkom wystarczy jedno malutkie piśnięcie albo niepozorne „Auuu”, a już rozpoznają się bezbłędnie po głosie. Nie muszą wołać się po imieniu, żeby dobrze wiedzieć, kto kogo wzywa i dlaczego. Jedno „Auuu” oznacza: „Oooobiaaaad!”, inne: „Tu jestem! Gdzie się podziewasz?!”, a jeszcze inne: „My tu rządzimy! Obcym wstęp wzbroniony!”.
Ojej, co to tak łaskocze? To twój język, mamusiu? Ale będę czyściutki i pachnący. Będę pachniał tak jak ty. Ładniej pachnie tylko twoje mleczko. Aaaa, właśnie, gdzie jest mleczko? Jestem głooodnyyy! – Bury nic nie widział, bo w jamie było ciemno. W dodatku miał jeszcze zamknięte oczy, jak wszystkie dwutygodniowe wilczki. – Przesuńcie się, ja też chcę jeść – skamlał szczeniak, próbując na oślep dopchać się do sutka. Jest! Udało się. Razem z czwórką rodzeństwa – dwoma braćmi i dwiema siostrami – rozkoszował się najwspanialszym smakiem na świecie: smakiem maminego mleka.
Wokół pachniało ziemią. Ale kiedy przyszedł tata, żeby dostarczyć mamie jedzenie, przyniósł coś jeszcze: zapachy z zewnątrz.
Co tak dziwnie pachnie? Czy to jakieś jedzenie? Tato, co to za zapachy? Nie znam ich… Ale są całkiem-całkiem.
Tak właśnie Bury poznał zapach surowego mięsa, którym miał się żywić, kiedy podrośnie. Teraz wygłodniała mama ze smakiem pałaszowała to, co upolował dla niej partner. Tata na swej sierści przynosił też inne zapachy, dzięki którym Bury poznawał świat: mokrej ziemi, wiatru, trawy, igliwia, futra i piór zwierząt żyjących w lesie… Kiedy zacznie wychodzić z nory, odkryje całe mnóstwo nowych, nieznanych aromatów. Ale możliwe, że nigdy nie pozna woni kwiatów kasztanowca, którą już znał Bary. Dom Burego ukryty był w głębi lasu, w otoczeniu dębów, świerków i innych leśnych drzew. Kasztanowców wokół nie było.
Bury właściwie mógłby być bratem Barego: był całkiem do niego podobny, może odrobinę większy. Ale uszy miał inne: nie klapnięte jak Bary, tylko sterczące czujnie od urodzenia, jak u wszystkich wilków. Jednak pierwsze dźwięki też miał poznać dopiero za kilka tygodni.
