Wydawca: Drzewo Babel Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 1

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 205 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Brida - Paulo Coelho

Opowieść o Bridzie, młodej irlandzkiej dziewczynie, i o jej duchowych poszukiwaniach. Na swej drodze Brida spotyka mędrca, który uczy ją, jak radzić sobie z lękami i własnym cieniem oraz kobietę, która wprowadza ją w arkana magii. Żadne z nich nie ma najmniejszych wątpliwości, że dziewczyna ma dar, ale tylko od niej zależy, jak go wykorzysta. Musi wybrać między uczuciem a pragnieniem przemiany. Musi odpowiedzieć sobie na najważniejsze pytania.

Wzruszająca opowieść o miłości i tęsknocie za Drugą Połową.

Opinie o ebooku Brida - Paulo Coelho

Fragment ebooka Brida - Paulo Coelho

tytuł oryginału

Brida

koncepcja graficzna

Michał Batory

zdjęcie Autora

Paul Macleod

redakcja i korekta

Bogna Piotrowska

przygotowanie

PressEnter

© 1990 by Paulo Coelho

© for the Polish edition by Drzewo Babel, Warszawa 2008

All rights reserved

ISBN 978-83-89933-73-7

Drzewo Babel

ul. Litewska 10/11 • 00-581 Warszawa

listy@drzewobabel.pl

www.drzewobabel.pl

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej

Dla N. D. L., która czyniła cuda,

dla Christiny, która jest częścią jednego z nich,

i dla Bridy.

Jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm,

zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła,

nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie?

A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki

i mówi: „Cieszcie się ze mną, bo znalazłam

drachmę, którą zgubiłam”.

Łukasz XV, 8–9

W książce Pielgrzym zamieniłem dwa z ćwiczeń RAM na inne ze sztuki percepcji, które poznałem zajmując się teatrem. I chociaż rezultat tych praktyk jest dokładnie taki sam, zasłużyłem sobie na surową reprymendę mojego Mistrza. Powiedział mi: „Bez względu na to, czy istnieją sposoby pozwalające szybciej lub łatwiej osiągnąć cel, nie wolno nigdy zmieniać Tradycji”.

Z tego też powodu rytuały opisane w Bridzie są identyczne z praktykowanymi przez wieki przez Tradycję Księżyca – tradycję szczególną, która wymaga doświadczenia i ćwiczeń. Odradzam stosowanie ich bez pomocy osoby wtajemniczonej, bowiem jest to niebezpieczne i niczemu nie służy, a może poważnie zagrozić Duchowym Poszukiwaniom.

Paulo Coelho

Przesiadywaliśmy do późna w jednej z kafejek w Lourdes: ja, pielgrzym świętej Drogi Rzymskiej, który miał przed sobą wiele dni wędrówki w poszukiwaniu swego Daru, i ona, Brida O’Fern, która sprawowała pieczę nad częścią tej drogi.

Pewnego wieczoru spytałem ją o wrażenia z pewnego opactwa na gwiaździstym szlaku, którym Wtajemniczeni przemierzają Pireneje.

– Nigdy tam nie byłam – odpowiedziała.

Zdziwiłem się – przecież posiadła już Dar.

– Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu – tym starym przysłowiem chciała mi dać do zrozumienia, że Dar można zbudzić gdziekolwiek. – Moją Drogę Rzymską odbyłam w Irlandii.

Podczas kolejnych spotkań opowiedziała mi historię swych poszukiwań. Gdy skończyła, spytałem, czy pozwoli mi ją kiedyś opisać. Z początku zgodziła się, ale z czasem zaczęła zgłaszać rozmaite obiekcje. Chciała, abym zmienił imiona osób, interesowało ją, kto książkę przeczyta i jakie będą reakcje czytelników.

– Skąd mogę wiedzieć – odparłem. – Ale chyba nie dlatego wynajdujesz wciąż nowe problemy.

– Masz rację. To takie osobiste doświadczenie, że pewnie nikomu na nic się nie przyda.

To nasze wspólne ryzyko, Brido. Pewien anonimowy tekst Tradycji mówi, że wobec życia każdy przyjmuje jedną z dwóch postaw: Budowniczego lub Ogrodnika. Budowniczowie całymi latami pracują nad swym dziełem, a w dniu, gdy je kończą, wyrasta wokół nich własnoręcznie wybudowany mur. I wraz z zakończeniem budowy ich życie traci sens.

Ogrodnicy zaś zmagają się z burzami, z kataklizmami, z pogodą i niepogodą, dlatego rzadko odpoczywają. Ale w przeciwieństwie do budowli, ogród nigdy nie przestaje się rozrastać, a wymagając od ogrodnika nieustannej uwagi, zmienia jego życie w wielką przygodę.

Ogrodnicy umieją się nawzajem rozpoznać, ponieważ wiedzą, że w historii każdej rośliny zawiera się rozwój całego świata.

– Chcę zgłębiać tajniki magii – powiedziała dziewczyna.

Mag obrzucił ją krótkim spojrzeniem: sprane dżinsy, podkoszulek i wyzywająca poza, którą przybierają nieśmiali właśnie wtedy, gdy nie powinni. „Mam dwa razy tyle lat co ona”, pomyślał. A mimo to wiedział, że spotkał Drugą Połowę.

– Nazywam się Brida – ciągnęła. – Przepraszam, że się nie przedstawiłam. Tak długo czekałam na tę chwilę, że się okropnie denerwuję.

– Po co chcesz nauczyć się magii? – zapytał.

– Żeby znaleźć odpowiedź na pytania dotyczące życia. Żeby posiąść tajemną moc. I może po to, by móc przenosić się w przeszłość i poznać przyszłość.

Nie ona pierwsza przychodziła do niego z taką prośbą. Był czas, gdy uchodził za sławnego mistrza, uznanego przez Tradycję. Przyjmował wielu uczniów i wierzył, że świat się zmieni, jeśli jemu uda się zmienić tych, którzy go otaczali. Ale popełnił błąd. A mistrzom Tradycji błędów popełniać nie wolno.

– Nie sądzisz, że jesteś za młoda?

– Mam dwadzieścia jeden lat – odparła Brida. – Byłabym za stara, gdybym zamierzała rozpocząć karierę baletową.

Mag dał jej znak, żeby poszła za nim. W milczeniu ruszyli przez las. „Jest ładna”, pomyślał. W szybko chylącym się ku zachodowi słońcu cienie drzew stawały się coraz dłuższe. „Ale jestem od niej dwa razy starszy”. A to, jak wiedział, z dużym prawdopodobieństwem wróży cierpienie.

Bridę denerwowało milczenie idącego obok mężczyzny, który nawet nie zareagował na jej słowa. Szli po wilgotnych, opadłych liściach. Ona również zauważyła wydłużające się cienie i szybko zapadający zmrok. Za chwilę będzie ciemno, a przecież nie mają latarki.

„Muszę mu zaufać – dodawała sobie odwagi. – Skoro zdałam się na niego w kwestii magii, to muszę też uwierzyć, że przeprowadzi mnie bezpiecznie przez las”.

Wydawało się, że Mag wędruje bez celu, raz po raz zmienia kierunek, chociaż żadna przeszkoda nie zagradzała im drogi. Zataczali kręgi, mijali po wielekroć te same miejsca.

„Pewnie chce mnie sprawdzić”. Była zdecydowana wytrzymać tę próbę, udawała sama przed sobą, że wszystko, nawet to bezsensowne kręcenie się w kółko, było czymś zupełnie normalnym.

Przyjechała z daleka i dużo sobie obiecywała po tym spotkaniu. Dublin leżał o 150 kilometrów stąd, a docierające do leżącej nieopodal wioski autobusy były stare, zdezelowane i kursowały o absurdalnych porach. Musiała wstać wcześnie i tłuc się jednym z nich przez trzy godziny, a potem rozpytać się o Maga w wiosce i wyjaśniać, czego chce od tego dziwnego człowieka. W końcu ktoś wskazał jej leśną okolicę, w której Mag zwykle przebywał za dnia. Nie omieszkał jej jednak ostrzec, że kiedyś próbował uwieść dziewczynę ze wsi.

„Musi to być intrygujący człowiek”, pomyślała. Teraz, kiedy ścieżka pięła się w górę, zapragnęła, żeby słońce jeszcze przez chwilę nie zachodziło. Bała się poślizgnąć na wilgotnym podłożu.

– Powiedz mi szczerze, czemu chcesz zgłębić tajniki magii?

Ucieszyła się, że przerwał ciszę. Powtórzyła tę samą odpowiedź.

Ale to mu nie wystarczyło.

– Może dlatego, że jest niezgłębiona i tajemnicza? Że zna odpowiedzi, które tylko nielicznym udaje się odkryć po latach poszukiwań? A może dlatego, że przywołuje romantyczną przeszłość?

Brida nic nie odrzekła. Nie wiedziała, co odpowiedzieć. Chciała, żeby znowu zamilkł, bo obawiała się, że jej odpowiedź nie przypadnie mu do gustu.

W końcu przemierzyli cały las i dotarli na szczyt wzgórza. Teren stał się skalisty, pozbawiony roślinności, nie było już ślisko i Brida bez trudu dotrzymywała Magowi kroku.

Wreszcie mężczyzna usiadł na szczycie i wskazał jej miejsce obok siebie.

– Byli tu już przed tobą inni – odezwał się. – Prosili, bym nauczył ich magii. Ale ja już nauczyłem wszystkiego, czego miałem nauczyć. Oddałem ludzkości to, co mi ofiarowała. Teraz chcę być sam, chodzić po górach, uprawiać ogród i żyć w zgodzie Bogiem.

– To nieprawda – powiedziała dziewczyna.

– Co jest nieprawdą? – zapytał zaskoczony.

– Być może chce pan żyć w zgodzie z Bogiem, ale to nieprawda, że chce pan być sam.

Natychmiast pożałowała słów wypowiedzianych pod wpływem impulsu, ale było już za późno, by naprawić błąd. Może niektórzy lubią samotność? Może kobieta bardziej potrzebuje mężczyzny aniżeli mężczyzna kobiety?

Jednak w głosie Maga nie było rozdrażnienia, gdy znowu się odezwał.

– Zadam ci jedno pytanie. Odpowiedz mi szczerze. Jeśli odpowiesz zgodnie z prawdą, nauczę cię tego, o co prosisz. Ale jeśli skłamiesz, lepiej nigdy tu nie wracaj.

Brida odetchnęła z ulgą: to tylko pytanie, wystarczy na nie szczerze odpowiedzieć. Zawsze sądziła, że przyszłych uczniów mistrzowie wystawiają na o wiele trudniejsze próby.

Siedział na wprost niej. Oczy mu błyszczały.

– Załóżmy, że zacznę cię uczyć tego, co sam poznałem – zaczął, patrząc jej prosto w oczy – że ukażę ci równoległe światy, które nas otaczają, anioły, mądrość natury, tajniki Tradycji Słońca i Tradycji Księżyca. A ty pewnego dnia w drodze na zakupy spotykasz na rogu ulicy mężczyznę swego życia.

„Ciekawe, jak go rozpoznam”, pomyślała, ale nie odezwała się słowem, bo wyglądało na to, że pytanie będzie trudniejsze, niż się jej z początku wydawało.

– On uświadamia sobie to samo i podchodzi do ciebie. Zakochujecie się w sobie. Nadal uczysz się pod moim kierunkiem. Ja za dnia ukazuję ci mądrość Kosmosu, a nocą on uczy cię mądrości Miłości. Aż nadchodzi taki dzień, kiedy nie daje się tych dwóch mądrości pogodzić i musisz wybierać.

Mag zamilkł na chwilę. Jeszcze zanim zadał pytanie, poczuł lęk, jaką usłyszy odpowiedź. Przybycie tej dziewczyny oznaczało koniec pewnego etapu w życiu ich obojga. Wiedział to, bo znał zwyczaje i zamysły mistrzów. Ona była mu tak samo potrzebna jak on jej. Ale najpierw musiała uczciwie odpowiedzieć mu na pytanie. To był jedyny warunek.

– Teraz odpowiedz mi z całą szczerością – odezwał się w końcu, zbierając się na odwagę. – Czy rzuciłabyś wszystko, czego się nauczyłaś, wszystkie możliwości i tajemnice, które ofiarowuje świat magii, dla mężczyzny swojego życia?

Brida odwróciła wzrok. Wokół rozpościerały się zalesione wzgórza. W dole w małej wiosce zaczynały zapalać się pierwsze światła, a z kominów sączył się dym – znak, że wkrótce rodziny spotkają się przy stole, by wspólnie zasiąść do kolacji. Tutejsi ludzie pracują uczciwie, żyją bogobojnie i starają się pomagać bliźnim, bo wiedzą, co to miłość. Ich życie ma sens, rozumieją wszystko, co dzieje się we wszechświecie, choć nigdy nie słyszeli o Tradycji Słońca ani o Tradycji Księżyca.

– Nie widzę sprzeczności pomiędzy poszukiwaniem a szczęściem – rzekła.

– Odpowiedz – patrzył jej prosto w oczy. – Rzuciłabyś wszystko dla tego człowieka?

Chciało jej się płakać. Nie chodziło o pytanie, tylko o wybór – jeden z najtrudniejszych, przed jakim człowiek w życiu staje. Wiele przedtem o tym myślała. Był czas, że nic na świecie nie było ważniejsze od miłości. Miała wielu chłopaków i każdego z nich na swój sposób kochała, a przynajmniej tak się jej wydawało, ale każda miłość nagle się kończyła. Ze wszystkiego, co poznała, miłość była najtrudniejsza. Teraz kochała kogoś, kto był niewiele od niej starszy, studiował fizykę i widział świat zupełnie inaczej niż ona. Jeszcze raz uwierzyła w miłość, zaufała uczuciu, ale przeżyła tyle rozczarowań, że nie była już pewna niczego. Mimo to, ta miłość była jej wielką nadzieją.

Omijała wzrokiem Maga. Jej spojrzenie błądziło po światełkach i dymiących kominach wioski. To poprzez miłość ludzie starali się zrozumieć wszechświat od zarania dziejów.

– Rzuciłabym wszystko – powiedziała w końcu.

„Siedzący naprzeciw mnie mężczyzna, nigdy nie zrozumie, co dzieje się w ludzkim sercu, pomyślała. Wie, co to władza, znane mu są tajniki magii, ale nie zna ludzi. Ma szpakowate włosy, ogorzałą od wiatru twarz, posturę człowieka nawykłego do chodzenia po górach, i te oczy, zwierciadła duszy, która zna wszystkie odpowiedzi. Jest przystojny. I pewnie po raz kolejny dozna rozczarowania z powodu uczuć zwykłych śmiertelników”. Ona też była rozczarowana samą sobą, ale nie mogła skłamać.

– Spójrz na mnie – powiedział.

Było jej wstyd, ale mimo to spojrzała mu w oczy.

– Powiedziałaś prawdę. Będę twoim nauczycielem.

Zapadła bezksiężycowa noc, tylko gwiazdy lśniły na niebie. W ciągu dwóch godzin Brida opowiedziała nieznajomemu całe swoje życie. Szukała faktów, które by wyjaśniały jej zainteresowanie magią, jakichś wizji z dzieciństwa, przeczuć, wewnętrznych głosów – ale niczego takiego nie było. Po prostu odczuwała chęć poznania. Dlatego chodziła na kursy astrologii, tarota, numerologii.

– To tylko języki – powiedział Mag. – I to nie jedyne. Magia przemawia wieloma językami ludzkiego serca.

– Czym więc jest magia? – spytała.

W ciemności poczuła, że odwrócił twarz. Patrzył w niebo, zamyślony, być może szukając odpowiedzi.

– Magia jest pomostem – odezwał się w końcu. – Pomostem pozwalającym przejść ze świata widzialnego w świat niewidzialny i czerpać wiedzę z obydwu światów.

– Co mam zrobić, żeby przejść po tym pomoście?

– Musisz odkryć swój sposób. Każdy ma własny.

– Po to właśnie tu przyjechałam.

– Są dwie metody – odparł Mag. – Jest Tradycja Słońca, która odkrywa przed nami tajemnice poprzez przestrzeń i wszystko, co nas otacza. I jest Tradycja Księżyca, która odsłania tajemnice poprzez czas i wszystko, co uwięzione w jego pamięci.

Rozumiała. Tradycja Słońca to była ta noc, drzewa, chłód, który odczuwała, gwiazdy na niebie. A Tradycją Księżyca był siedzący przed nią mężczyzna i mądrość przodków bijąca z jego oczu.

– Poznałem Tradycję Księżyca – ciągnął Mag, jakby odgadując jej myśli – ale nigdy nie byłem jej mistrzem. Jestem mistrzem Tradycji Słońca.

– Naucz mnie Tradycji Słońca – poprosiła Brida, nieco zmieszana, bo w głosie Maga pobrzmiewała nuta czułości.

– Nauczę cię tego, co sam poznałem. Ale wiele jest dróg Tradycji Słońca. Trzeba zaufać zdolnościom drzemiącym w nas samych.

Brida nie myliła się. Rzeczywiście głos Maga pobrzmiewał czułością, tyle tylko, że zamiast dodawać jej odwagi, napawało ją to lękiem.

– Potrafię zrozumieć Tradycję Słońca – powiedziała.

Mag odwrócił wzrok od gwiazd i spojrzał na dziewczynę. Wiedział, że nie umie jeszcze pojąć Tradycji Słońca. Mimo to powinien ją uczyć. Niekiedy uczniowie wybierają sobie mistrzów.

– Przed pierwszą lekcją muszę cię ostrzec. Gdy już znajdziesz swoją drogę, nie lękaj się. Miej odwagę popełniać błędy. Rozczarowania, porażki, zwątpienie to narzędzia, którymi posługuje się Bóg, by wskazać nam właściwą drogę.

– Osobliwe to narzędzia – odezwała się Brida. – Wielu z ich powodu zawraca w pół drogi.

Dobrze o tym wiedział, bo ciałem i duszą doświadczył tych dziwnych Boskich narzędzi.

– Naucz mnie Tradycji Słońca – powtórzyła.

Poprosił, by się położyła na występie skalnym i odprężyła.

– Nie musisz zamykać oczu. Przyglądaj się wszystkiemu wokół i staraj się jak najwięcej zrozumieć. W każdej chwili, każdemu z nas, Tradycja Słońca wyjawia odwieczną mądrość.

Zrobiła, jak prosił, choć wszystko działo się zbyt szybko.

– To pierwsza i najważniejsza lekcja – powiedział. – Przekazał ją nam Jan od Krzyża, hiszpański mistyk, który pojął istotę Wiary.

Popatrzył na pełną oddania i ufności twarz dziewczyny. Z głębi serca pragnął, by zrozumiała jego nauki. Przecież była jego Drugą Połową, choć tego jeszcze nie wiedziała, taka młoda, ciekawa ludzi i świata.

Poprzez ciemność Brida widziała znikającą w lesie postać Maga. Bała się zostać sama, ale starała się o tym nie myśleć. To jej pierwsza lekcja, nie może pokazać, że się denerwuje.

„Jestem jego uczennicą. Nie mogę go zawieść”.

Była z siebie zadowolona, a jednocześnie zaskoczona, że wszystko dzieje się tak szybko. Nigdy nie wątpiła w swoje zdolności, czuła się dumna z siebie i z tego, że tu dotarła. Była pewna, że Mag obserwuje ją zza skał, że sprawdza, czy zdoła opanować pierwszą lekcję magii. Mówił jej o odwadze, dlatego nie mogła okazać strachu, choć bała się, bo wyobraźnia podsuwała jej obrazy węży i skorpionów kryjących się w skalnych szczelinach. Przecież Mag wkrótce wróci i zaczną pierwszą lekcję.

„Jestem silna i wiem, czego chcę”, powtarzała sobie w duchu. To przecież przywilej znaleźć się tu, obok człowieka, którego ludzie albo podziwiali, albo się bali. Odtwarzała w pamięci całe popołudnie i wieczór, który spędzili razem. Przypomniała sobie chwilę, w której w jego głosie usłyszała czułość. „Może mu się spodobałam. Może nawet chciałby się ze mną kochać. Nie byłoby to takie złe, ale ma coś niepokojącego w oczach”.

Co za głupie pomysły! Przyjechała tu przecież w poszukiwaniu drogi poznania, a zaczęła rozumować jak zwykła kobieta. Starała się o tym nie myśleć i nagle zdała sobie sprawę, jak wiele czasu minęło, odkąd zostawił ją samą.

Poczuła pierwsze oznaki paniki. Różnie o nim mówiono. Dla jednych był największym z mistrzów, zdolnym siłą umysłu zmienić kierunek wiatru i rozegnać chmury. Bridę, tak jak każdego, fascynowały takie cudowne zdolności.

Inni z obracających się w świecie magii, adepci tych samych kursów, w których i ona uczestniczyła, zapewniali, że uprawia czarną magię, bo kiedyś wykorzystał swe nadprzyrodzone moce, by zniszczyć mężczyznę, który pokochał jego ukochaną. Dlatego też, mimo że był mistrzem, został skazany na samotne błąkanie się po lesie.

„Może długa samotność doprowadziła go do szaleństwa”, znów ogarnęła ją fala paniki. Mimo młodego wieku wiedziała, jakich spustoszeń może dokonać w człowieku samotność. Znała ludzi, którzy stracili chęć do życia, bo nie potrafili przezwyciężyć samotności i stawali się od niej uzależnieni. W większości byli to ludzie, którzy uważali, że świat jest podły i nikczemny, a wieczory i noce trawili na niekończących się czczych rozmowach o cudzych błędach. Samotność uczyniła z nich sędziów świata, śmiało ferujących wyroki, jeśli znaleźli kogoś, kto chciał ich słuchać. Być może i Mag oszalał z samotności.

Na jakiś głośniejszy szelest obok aż podskoczyła i serce zaczęło jej bić jak oszalałe. Po niedawnej pewności siebie nie zostało już ani śladu. Rozejrzała się wokół, ale nic nie dostrzegła. Zdjęło ją przerażenie.

„Muszę się wziąć w garść”, pomyślała, ale było to niemożliwe. Przed oczami zaczęły się jej przesuwać zwidy węży, skorpionów i strachów z dzieciństwa. Była zbyt przerażona, by nad sobą zapanować. Pojawił się kolejny obraz: potężny czarownik, który zawarł pakt z diabłem i składał ją na ołtarzu w ofierze.

– Gdzie pan jest?! – krzyknęła. Nie obchodziło jej, co sobie pomyśli, byle się tylko stamtąd wydostać.

Nikt nie odpowiedział.

– Chcę się stąd wydostać! Pomocy!

Odpowiedzią był tylko złowrogi szum lasu i tajemnicze odgłosy. Ze strachu kręciło się jej w głowie, była bliska omdlenia. Tylko nie to! „Teraz gdy wiem, że Maga nie ma w pobliżu, nie wolno mi tracić przytomności, myślała. Muszę się opanować”.

Tak pomyślała i od razu poczuła w sobie jakąś moc. „Nie wolno mi krzyczeć”, szepnęła. Krzyki mogły przywabić żyjących w lesie ludzi, często niebezpieczniejszych od dzikich bestii.

– Wierzę – wyszeptała. – Wierzę w Boga, wierzę w Anioła Stróża, który mnie tu doprowadził i jest przy mnie. Nie potrafię go opisać, ale wiem, że jest blisko. Nie urażę swej stopy o kamień.

Ostatnie słowa pochodziły ze znanego jej dobrze w dzieciństwie psalmu, o którym dawno zapomniała. Jego słów nauczyła ją niedawno zmarła babcia. „Szkoda, że jej tu ze mną nie ma”, pomyślała i zaraz poczuła czyjąś przyjazną obecność.

Zaczynała pojmować, że istnieje wielka różnica między niebezpieczeństwem i strachem.

Kto przebywa w pieczy Najwyższego... – tak zaczynał się Psalm. Powoli przypominała sobie słowo po słowie, jakby recytowała go teraz dla niej babcia. Powtarzała jego słowa bez przerwy, i mimo strachu nieco się uspokoiła. Nie miała innego wyjścia. Musiała uwierzyć w Boga i swego Anioła Stróża, albo poddać się przerażeniu.

Poczuła opiekuńczą obecność. „Muszę w nią uwierzyć. Nie potrafię tego wytłumaczyć, ale wiem, że istnieje. I zostanie ze mną przez całą noc, bo sama nie odnajdę drogi powrotnej”.

Gdy była dzieckiem, budziła się czasem z płaczem w środku nocy. Wtedy ojciec brał ją na ręce, podchodził do okna i pokazywał jej miasto. Opowiadał o nocnych stróżach, o mleczarzu, który już zaczął rozwozić mleko, o piekarzu, który właśnie piekł chleb. Odganiał nocne potwory i zaludniał ciemności tymi, którzy czuwali po zmroku. „Noc jest przecież częścią dnia”, przekonywał ją.

Noc była przecież częścią dnia. Tak jak chroniło ją światło, chroniła ją też ciemność. To za sprawą ciemności przywołała tę opiekuńczą obecność. Musiała jej zaufać. To zaufanie to Wiara. Nikt nigdy nie pojął, czym jest Wiara. A Wiara jest właśnie tym, co czuje w tej chwili: niezwykłym, niewytłumaczalnym zanurzeniem się w najczarniejszą noc. Była, ponieważ w nią wierzyła. Tak samo jak nie da się wyjaśnić cudów, a przecież istnieją dla tych, którzy w nie wierzą.

„Mag mówił coś o pierwszej lekcji”, pomyślała i nagle przyszło olśnienie. Opiekuńcza obecność była tu, bo w nią wierzyła. Po wielu godzinach napięcia Brida poczuła znużenie. Z każdą chwilą wracał spokój i czuła się coraz bezpieczniej.

Wierzyła. A Wiara nie pozwoli wrócić skorpionom, ani wężom. Wiara każe czuwać Aniołowi Stróżowi.

Ułożyła się wygodniej w zagłębieniu skalnym i nie wiadomo kiedy zasnęła.

Gdy się obudziła, nastał już dzień i słońce rozświetlało wszystko wokół. Trochę przemarzła, miała na sobie brudne ubranie, ale było jej lekko na duszy. Spędziła całą noc samotnie w lesie.

Wypatrywała Maga, choć wiedziała, że na próżno. Pewnie wędrował teraz przez las, szukając sposobności „zespolenia się z Bogiem”, a może też zastanawiając się, czy tej dziewczynie, która się u niego zjawiła ostatniej nocy starczyło odwagi, żeby pojąć pierwszą lekcję Tradycji Słońca.

– Poznałam Ciemną Noc – rzekła zwracając się do lasu, skąd już nie dobiegał żaden dźwięk. – Nauczyłam się, że poszukiwanie Boga jest Ciemną Nocą. Że Wiara jest Ciemną Nocą. I nie ma się czemu dziwić, bo każdy dzień jest dla człowieka Ciemną Nocą. Nikt nie wie, co stanie się za minutę, a mimo to idziemy naprzód. Bo ufamy. Bo mamy Wiarę.

A może dlatego, że nie pojmujemy tajemnicy zaklętej w następnej sekundzie. Ale to nie miało najmniejszego znaczenia, najważniejsze było to, że zrozumiała.

Że każda chwila w życiu jest aktem Wiary.

Że można ją wypełnić wężami i skorpionami albo opiekuńczą siłą.

Że Wiary nie da się wyjaśnić. Że jest Ciemną Nocą. I można się z tym pogodzić albo nie.

Spojrzała na zegarek, zrobiło się późno. Musiała zdążyć na autobus i przez trzy godziny podróży wymyślić przekonywujące wytłumaczenie dla narzeczonego, który nigdy nie uwierzy, że spędziła noc samotnie w lesie.

– Bardzo trudna jest Tradycja Słońca! – krzyknęła w stronę lasu. – Sama muszę stać się dla siebie mistrzem, a tego się nie spodziewałam!

Spojrzała na wioskę u podnóża, w pamięci nakreśliła drogę przez las i zaczęła schodzić. Najpierw jednak zwróciła się raz jeszcze w stronę skały.

– Chcę jeszcze coś dodać! – zawołała wesołym, dźwięcznym głosem – Jest pan intrygującym człowiekiem!

Wsparty o pień starego drzewa widział, jak znika w gęstwinie. Czuł jej przerażenie i słyszał krzyki w środku nocy. W pewnej chwili chciał iść do niej, objąć ją, ochronić przed strachem i powiedzieć, że takie wyzwania nie są jej do niczego potrzebne.

Teraz cieszył się, że tego nie zrobił. I był dumny, że ta dziewczyna, z całym swym młodzieńczym zamętem, jest jego Drugą Połową.

W centrum Dublina jest księgarnia specjalizująca się w okultyzmie. Nigdzie się nie reklamuje, ale zawsze jest tu tłoczno, bo ludzie, którzy ją odwiedzają, przychodzą z polecenia innych. Cieszy to właściciela, bo trafiają do niego tylko naprawdę zainteresowani tematem klienci.

Brida wiele o niej słyszała, zanim zdobyła adres od nauczyciela prowadzącego kurs o podróżach astralnych. Poszła tam pewnego popołudnia po pracy i zachwyciła się.

Odtąd ilekroć miała czas, szła oglądać książki. Tylko oglądać, bo głównie były to wydawnictwa importowane, nie na jej kieszeń. Wertowała je, oglądała rysunki i symbole, instynktownie wyczuwała fluidy płynące z ogromu nagromadzonej w nich wiedzy. Po spotkaniu z Magiem stała się ostrożniejsza. Czasem żałowała, że uczestniczy jedynie w sprawach, które rozumie. Przeczuwała, że coś ważnego jej umyka i że jeśli dalej tak pójdzie, to będzie się kręcić w kółko i stale przeżywać te same doznania. Ale nie miała odwagi nic zmienić. Czuła, że musi ciągle odkrywać swoją drogę. Teraz, gdy poznała już Ciemną Noc, wiedziała, że nie ma zamiaru w nią się zagłębiać. I chociaż zdarzały się jej chwile niezadowolenia z samej siebie, pewnych granic nie była w stanie przekroczyć.

Książki były bezpieczniejsze. Na półkach stały reprinty traktatów stworzonych przed setkami lat – niewielu poważało się na napisanie czegoś nowego w tej dziedzinie. Wiedza tajemna, prastara i odległa, zdawała się uśmiechać ze stron tych ksiąg, kpiąc z ludzkich wysiłków odkrywania jej w każdym pokoleniu na nowo.

Poza książkami Bridę sprowadzał do księgarni inny ważny powód. Obserwowała, kto tutaj przychodzi. Czasami udawała, że kartkuje szacowne traktaty alchemiczne, podczas gdy tak naprawdę przyglądała się ludziom – mężczyznom i kobietom, zwykle starszym od niej – którzy dokładnie wiedzieli, czego chcą i kierowali swe kroki od razu do właściwego regału. Próbowała sobie wyobrazić, jacy byli w życiu prywatnym. Jedni wyglądali na mędrców, obdarzonych mocami nieznanymi zwykłym śmiertelnikom. Inni zdawali się rozpaczliwie szukać odpowiedzi, które kiedyś, dawno temu, znali, a bez których ich życie traciło sens.

Nie uszło jej uwagi, że stali klienci zamieniali kilka słów z księgarzem. Rozmawiali o tak dziwnych sprawach, jak fazy księżyca, właściwości kamieni czy poprawna wymowa rytualnych słów.

Pewnego razu i Brida zdobyła się na odwagę. Wracała z pracy po udanym dniu i stwierdziła, że musi wykorzystać dobrą passę.

– Wiem o istnieniu tajnych stowarzyszeń – powiedziała. Pomyślała, że to dobry początek rozmowy. Dawała tym samym do zrozumienia, że „wie”.

Księgarz tylko podniósł głowę znad rachunków i spojrzał na nią ze zdziwieniem.

– Byłam u Maga z Folk – ciągnęła nieco zbita z tropu. – Wyjaśnił mi sens Ciemnej Nocy. Powiedział, że drogą do wiedzy jest wyzbycie się lęku przed zbłądzeniem.

Zauważyła, że księgarz baczniej się jej przysłuchuje. Skoro Mag ją czegoś nauczył, to musiała być szczególną osobą.

– Skoro wiesz, że drogą jest Ciemna Noc, to czego szukasz w książkach? – zapytał w końcu i Brida zrozumiała, że powołanie się na Maga nie było najlepszym pomysłem.

– Bo nie zamierzam zdobywać wiedzy w ten sposób – wyjaśniła.

Księgarz przypatrywał się stojącej przed nim dziewczynie. Miała Dar. Ale to dziwne, że tylko dlatego Mag z Folk poświęcił jej tyle uwagi. Musiał być jakiś inny powód.

– Często cię tu widuję – rzekł. – Przychodzisz, przeglądasz książki, ale nigdy niczego nie kupujesz.

– Są drogie – odpowiedziała, widząc, że zamierza z nią porozmawiać. – Ale czytałam już wiele i uczęszczałam na różne kursy.

Wymieniła nazwiska nauczycieli w nadziei, że zrobią na nim wrażenie.

I znów wszystko potoczyło się inaczej niż się spodziewała. Księgarz przerwał jej i poszedł obsłużyć klienta, który czekał na przesyłkę z almanachem zawierającym konfiguracje planet na najbliższe sto lat.

Księgarz przeszukał paczki leżące pod ladą. Brida zauważyła na nich znaczki z różnych stron świata.

Coraz bardziej się denerwowała. Gdzieś się ulotniła jej początkowa odwaga. Czekała, aż klient obejrzy książkę, zapłaci, odbierze resztę i sobie pójdzie. Dopiero wtedy księgarz wrócił do niej.

– Nie wiem, co mam dalej robić – powiedziała bliska płaczu.

– A co umiesz? – zapytał.

– Podążać za tym, w co wierzę.

Nie mogło być innej odpowiedzi. Całe życie goniła za tym, w co wierzyła. Problem w tym, że codziennie wierzyła w coś innego.

Księgarz napisał coś na kartce papieru, na której robił obliczenia, oderwał zapisany skrawek i przez chwilę trzymał w dłoni.

– Dam ci adres – powiedział. – Kiedyś ludzie traktowali przeżycia magiczne jak coś najnormalniejszego na świecie. Nie było wtedy jeszcze kapłanów. I nikt nie uganiał się za nadprzyrodzonymi tajemnicami.

Nie była pewna, czy to się odnosi też do niej.

– Czy wiesz, czym jest magia? – zapytał.

– Jest pomostem pomiędzy światem widzialnym a niewidzialnym.

Księgarz podał jej skrawek papieru. Zapisany był na nim numer telefonu i imię: Wikka. Schowała karteczkę, podziękowała i ruszyła w stronę drzwi. Na progu odwróciła się.

– Wiem również, że magia mówi różnymi językami. Także językiem księgarzy, którzy udają nieprzystępnych, a tak naprawdę są szlachetni i otwarci.

Pomachała mu i zniknęła za drzwiami. Mężczyzna odsunął księgi rachunkowe i rozejrzał się po księgarni. „Mag z Folk ją tego nauczył”, pomyślał. Dar, choćby największy, nie jest wystarczającym powodem, dla którego Mag byłby zdolny kimś się zainteresować. To musi być coś innego. Wikka się dowie.

Czas było zamykać. Ostatnio, jak zauważył, klientela się zmieniała, odmłodniała. Tak jak głosiły wypełniające półki stare traktaty, wszystko w końcu zaczynało wracać do punktu wyjścia.

Stara kamienica znajdowała się w centrum miasta, w miejscu odwiedzanym dziś jedynie przez turystów spragnionych odrobiny dziewiętnastowiecznego romantyzmu. Dopiero po tygodniu Wikka zgodziła się ją przyjąć. Teraz Brida stała przed tajemniczym, szarym budynkiem, starając się opanować drżenie. Dom wiernie odpowiadał jej wyobrażeniom. Właśnie w takim miejscu powinni mieszkać bywalcy księgarni.

Nie było w nim windy. Wolno szła po schodach, żeby się nie zasapać. Zadzwoniła do jedynych drzwi na trzecim piętrze.

Usłyszała szczekanie psa. Po krótkiej chwili drzwi otworzyła szczupła, dobrze ubrana kobieta o surowym wyrazie twarzy.

– To ze mną rozmawiała pani przez telefon – powiedziała Brida.

Wikka zaprosiła ją do środka. Weszły do przestronnego salonu, w którym królowała biel. Na ścianach wisiały obrazy, na stolikach stały rzeźby i wazy – wszystko dzieła sztuki współczesnej. Przez białe zasłony sączyło się światło słoneczne. Harmonia kształtów i linii, równomiernie rozłożone akcenty: sofy, stół, biblioteka pełna książek. Wszystko urządzone w niezwykle wyszukanym stylu przypominało Bridzie oglądane w kioskach czasopisma o aranżacji wnętrz.

„Musiało sporo kosztować” – przemknęło jej przez głowę.

Wikka zaprowadziła gościa w róg salonu, gdzie stały dwa fotele w stylu włoskim, połączenie skóry ze stalą, a pomiędzy nimi szklany stolik na metalowych nóżkach.

– Jesteś bardzo młoda – odezwała się w końcu Wikka.

Zwykle na takie spostrzeżenia reagowała uwagą o karierze baletowej, ale teraz wydało jej się to bez sensu. Czekała więc na dalszy rozwój wypadków, a głowę zaprzątała jej myśl, jak w tak starym budynku można tak nowocześnie urządzić wnętrze. Jej romantyczne wyobrażenia o poszukiwaniu wiedzy po raz kolejny zostały zmącone.

– Dzwonił do mnie – powiedziała Wikka. Brida zrozumiała, że chodzi o księgarza.

– Szukam mistrza. Chcę iść drogą magii.

Wikka spojrzała na dziewczynę. Rzeczywiście miała Dar. Ale należało odkryć, dlaczego Mag z Folk tak się nią interesował. Dar sam w sobie nie był wystarczającym powodem. Gdyby Mag dopiero zaczynał praktykować magię, może zrobiłby na nim wrażenie ten tak oczywisty u dziewczyny Dar. Ale przecież dość już przeżył, żeby wiedzieć, że Dar posiada każdy. Był zbyt mądry, by wpaść w taką pułapkę.

Podniosła się, podeszła do półki i wzięła z niej talię kart.

– Znasz to? – spytała.

Brida skinęła głową. Miała za sobą kilka kursów i wiedziała, że kobieta trzymała w ręku talię siedemdziesięciu ośmiu kart tarota. Znała kilka sposobów stawiania tarota i ucieszyła się ze sposobności popisania się swoimi umiejętnościami.

Ale Wikka nie wypuszczała talii z rąk. Potasowała karty i rozrzuciła je na blacie. Przez chwilę uważnie przypatrywała się kartom, potem wypowiedziała kilka słów w jakimś dziwnym języku i odwróciła tylko jedną. Był to król trefl.

– Dobra ochrona – odezwała się. – Ze strony potężnego, silnego mężczyzny, bruneta.

Jej chłopak nie był ani potężny, ani silny. A Mag miał już szpakowate włosy.

– Nie myśl o wyglądzie – powiedziała Wikka, jakby odgadując jej myśli. – Pomyśl o swojej Drugiej Połowie.

– Co to jest Druga Połowa? – zdziwiła się Brida. Kobieta budziła w niej osobliwy respekt, inny niż Mag czy księgarz.

Wikka bez słowa potasowała karty i rozrzuciła je na stole, tym razem jednak figurami zwróconymi ku górze. Pośrodku, w całym tym nieładzie, znalazł się arkan 11, karta symbolizująca siłę i witalność. Przedstawiała kobietę rozwierającą paszczę lwu.

Wikka wzięła ją i podała dziewczynie. Brida trzymała kartę w ręku, nie wiedząc, co ma z nią zrobić.

– W poprzednich wcieleniach twoją mocniejszą stroną była zawsze kobieta – powiedziała Wikka.

– Co to jest Druga Połowa? – nalegała Brida. Po raz pierwszy przeciwstawiła się tej kobiecie, chociaż bardzo nieśmiało.

Wikka przez chwilę milczała. „Dziwne, pomyślała, czyżby z jakiegoś powodu Mag nie powiedział jej, czym jest Druga Połowa?”. „Absurd”, odpowiedziała sobie samej i oddaliła od siebie tę myśl.