Brakuje mi ciebie - Catherine Mann - ebook
Opis

Spodobali się sobie od pierwszej chwili. Razem spędzali czas, podróżowali po świecie, kochali się do utraty tchu, w końcu wzięli ślub. Pewnego dnia okazuje się, że Fiona musi przejść poważną operację. Po niej odsuwa się od męża, uważając, że jest nieatrakcyjna. Załatwia rozwód. On jednak nie przestaje jej kochać ani pragnąć...

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 158

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Catherine Mann

Brakuje mi ciebie

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Od dwóch lat Fiona Harper-Reynaud była żoną mężczyzny, którego magazyn „American Sports” ogłosił “Najprzystojniejszym sportowcem roku”.

Co prawda nie poślubiła sławnego rozgrywającego nowoorleańskiej drużyny Hurricanes dla jego urody. Szczerze mówiąc, zawsze pociągali ją raczej intelektualiści niż sportowcy. Gdy jednak Henri Reynaud pojawił się na imprezie charytatywnej, którą prowadziła w galerii sztuki, zaintrygował ją. A kiedy okazał podziw i zrozumienie dla niuansów sztuki, wpadła po uszy, patrząc w jego rozmarzone inteligentne oczy.

Mimo to ze względu na historię swoich związków i dwukrotnie zerwane zaręczyny utrzymywała dystans. Przez dwa tygodnie. Bo potem życie zaczęło wymykać jej się spod kontroli.

To prawda, pobrali się, ponieważ myśleli, że Fiona jest w ciąży. Kochała jednak Henriego tak mocno i namiętnie, że straciła rozsądek jak azalia płatki. Zbyt późno, dopiero gdy pojawiły się problemy, zdali sobie sprawę, że ich małżeństwo zbudowane jest na ruchomych piaskach. A odrobina trwalszego fundamentu szybko się kruszyła.

Zwłaszcza ostatnio.

Za dwie godziny Fiona miała przywitać elitę Nowego Orleanu na kolejnej imprezie połączonej ze zbiórką pieniędzy, którą prowadziła jako wolontariuszka. Ilekroć fundacja proponowała jej honorarium, przekazywała pieniądze z powrotem na cele charytatywne. Głęboko wierzyła we wspierane przez siebie sprawy i była wdzięczna, że posiada środki i czas, by je wspomóc.

Ale to nie presja związana z pełnym blichtru wydarzeniem tak ją zestresowała. Fiona była ogromnie przejęta wizytą u lekarza, którą odbyła tego dnia, zaś na skutek tego bardziej niż dotąd zdeterminowana, by nie ciągnąć małżeństwa opartego na wszystkim, tylko nie na miłości. Poczucie obowiązku męża jej nie wystarczało.

Włączyła głośnik w telefonie i położyła go na starej toaletce, jednym z pięknych mebli w domu, który dzieliła z Henrim w zabytkowej dzielnicy nowoorleańskiej, Garden District. Zatrzymała wzrok na oprawionej w kryształową ramkę fotografii, na której była z Henrim podczas wycieczki do Paryża przed kilku laty. Zaskoczyły ją ich uśmiechy.

Czy jej życie było kiedyś tak szczęśliwe? Patrząc teraz na fotografię, odnosiła wrażenie, że to nie siebie widzi, lecz obcą osobę.

Tak się zapatrzyła na zdjęcie, że omal nie zapomniała, iż rozmawia z Adelaide, swoją przyszłą szwagierką i asystentką Dempseya, przyrodniego brata Henriego.

Adelaide i Dempsey wreszcie się zaręczyli, a ich miłość potrzebowała więcej czasu, by rozkwitnąć. Inaczej było z Henrim, który oświadczył się pod wpływem impulsu.

Mrugając, Fiona skupiła uwagę na rozmowie. Na rodzinie. W duchu zaśmiała się gorzko na tę myśl. Rodzina znaczyła dla niej bliskość i solidarność, ona zaś czuła się samotna i wyizolowana.

I to bez powodu. Rodzina Reynaudów była liczna, a większość jej członków mieszkała w Nowym Orleanie. Dwaj bracia męża mieszkali w rodzinnej posiadłości nad jeziorem Pontchartrain. Tego wieczoru mieli tam być obecni w związku z jej imprezą charytatywną.

Gwiazdy sportu, celebryci i politycy zbiorą się, by wyrazić swoje poparcie dla najnowszej kwesty Fiony. Powietrze wypełni gwar rozmów. Sądząc z dotychczasowych doświadczeń, uda jej się zebrać niezbędną sumę, by otworzyć schronisko dla zwierząt.

Przycupnęła na wiktoriańskiej tapicerowanej ławie stojącej w nogach łóżka z baldachimem, słuchając przyszłej szwagierki, która paplała o winach, likierach i innych napitkach.

Wciąż przebywając myślami w przeszłości, gdy do szaleństwa zakochała się w Henrim, ostrożnie wciągała pończochę. Henri uwodził ją tak nieubłaganie, aż uwierzyła w jego zapewnienia, że uwielbia jej umysł tak samo jak ciało. Jej ciało.

Drżącymi rękami podciągnęła pończochę na udzie. Nie wolno jej myśleć o czasie, zanim ich małżeństwo dopadł kryzys. Henri został z nią tylko z powodu stanu jej zdrowia. Szanowała to, nawet jeśli utrata jego miłości tak ją zabolała. Nie mogła jednak zaakceptować niczego mniej niż szczere uczucie.

Co znaczyło, że musi zachować swój sekret dla siebie. Poprawiła zmarszczkę na pończosze i kontynuowała rozmowę z Adelaide.

– Jestem ci ogromnie wdzięczna za pomoc przy dzisiejszej imprezie.

– Cała przyjemność po mojej stronie. Cieszyłabym się, gdybyś częściej mnie prosiła.

– Nie chciałam ci się narzucać ani sprawiać, żebyś czuła się do czegokolwiek zobowiązana, kiedy Dempsey był twoim szefem. – Znała Adelaide od lat, ale dopiero niedawno dowiedziała się o jej romansie.

– Za to teraz, kiedy będziemy szwagierkami, już można mnie wykorzystać?

– Och nie, wybacz, nie to miałam na myśli.

– Nie przepraszaj – rzekła ze śmiechem Adelaide. – Żartowałam. Naprawdę się cieszę, że mogę coś zrobić. To ważna sprawa. Twoja działalność jest prawdziwą inspiracją.

– Cóż, byłabym inspirującą porażką, gdyby nie twoja pomoc przy organizacji dzisiejszej imprezy. – Główna posiadłość rodzinna nad jeziorem Pontchartrain była większa i bardziej wystawna niż dom Fiony i Henriego. Kupili go, bo gwarantował im prywatność, a Fiona mogła go urządzić własnymi antykami w stylu odmiennym niż neoklasyczne, wzorowane na włoskich rezydencjach posiadłości Reynaudów. Teraz była wdzięczna za tę prywatność, szykując się na imprezę i starając się opanować nerwy.

– Zawsze zdarza się coś nieprzewidzianego. Załatwiłaś sprawę z samochodem?

W głosie Adelaide Fiona słyszała cień troski. Skrzywiła się. Nie lubiła kłamać, ale gdyby przyznała, że tego dnia odwiedziła lekarza, wywołałaby pytania. Wciąż była zbyt poruszona, by na nie odpowiadać. Po latach leczenia niepłodności przywykła do trzymania w sekrecie stanu swojego zdrowia i złamanego serca.

– Wszystko w porządku, Adelaide. Dziękuję.

A przynajmniej miała nadzieję, że tak jest. Lekarz powiedział, że nie powinna się martwić.

Łatwo powiedzieć, zwłaszcza po tym, co przeszła. Martwienie się było jej naturalnym stanem.

– To dobrze. Przesłałam ci mejlem zmiany w menu, żebyś mogła je zweryfikować.

– Zmiany? – Fiona się zaniepokoiła.

Zwykle podobne sytuacje dawały jej szansę na wykazanie się kreatywnością. Każda impreza, którą prowadziła, wymagała jednej czy dwóch poprawek. Ale teraz myślami była gdzie indziej, skupiona na introspekcjach, i z trudem radziła sobie ze zmianami.

– W ostatniej chwili pojawił się problem ze zdobyciem świeżych grzybów, więc wymyśliłam zamiennik. Chcesz, żebym ci to przeczytała? – W tle rozległ się brzęk kluczy.

– Oczywiście, że nie. Ufam twojemu gustowi i doświadczeniu – odparła szczerze Fiona.

– Jeśli jeszcze w czymś mogę pomóc, daj mi znać. – Adelaide zawahała się, w tle słychać było czyjś głos i kroki, które w końcu ucichły. – W pracy czuję się pewnie, ale moja przyszła rola i obowiązki jako pani Reynaud to dla mnie kompletnie nowe terytorium.

Za to czas Fiony jako pani Reynaud dobiegał kresu, choć rodzina jeszcze o tym nie wiedziała.

– Jesteś profesjonalistką. Każdą imprezę możesz urządzić po swojemu i przenieść na zupełnie nowy poziom. Musisz tylko znaleźć niszę. Mężczyźni w tej rodzinie potrafią człowieka zmusić…

– Fiono – podjęła z niepokojem Adelaide. – Wszystko w porządku?

– Nie przejmuj się mną. Nic mi nie jest. Do zobaczenia wkrótce. Muszę się przebrać. – Nie mogła udać się na imprezę w pończochach, stringach i staniku, niezależnie od piękna włoskiej koronki. – Raz jeszcze wielkie dzięki. – Rozłączyła się i sięgnęła po szafirową długą suknię.

Chłodny jedwabny szyfon gładko ześliznął się po skórze. Bielizna i sukienka były specjalnie zaprojektowane. Sukienka była obcisła w biuście i na biodrach, plisowana spódnica muskała kostki. Wyszywany cekinami pas i diamentowe długie kolczyki dodawały Fionie blasku.

Nikt nie zauważy jej blizn. Nikt poza mężem i lekarzem o nich nie wie.

Podwójna mastektomia. Rekonstrukcja.

Profilaktyka. Z nadzieją na uniknięcie choroby, która zabrała jej matkę, ciotkę i babkę.

Fiona nie miała raka piersi, lecz zważywszy na geny, nie chciała ryzykować. Przycisnęła sukienkę do piersi i starała się nie myśleć o słowach, jakie tego dnia usłyszała od lekarza na temat wyniku mammografii, który ostatecznie może okazać się niegroźny. Guzek niemal na pewno jest martwicą tkanki tłuszczowej. Ale na wszelki wypadek lekarz zalecił biopsję.

Skrzypnięcie otwieranych drzwi przestraszyło ją. Sukienka się zsunęła. Fiona chwyciła za ozdobne ramiączka i znów przycisnęła ją do piersi, choć tylko jedna osoba mogła wejść bez pukania.

Jej mąż.

Najprzystojniejszy sportowiec Ameryki. Mężczyzna, z którym nie spała od czasu operacji przed pół rokiem.

Henri położył ręce na jej ramionach.

– Pomóc ci z zamkiem?

Zawodowo Henri regularnie podejmował ryzyko. Oczywiście koledzy z drużyny ciężko harowali, by nic mu się nie stało, ale on rozumiał, że gdy wchodzi na boisko, może doznać kontuzji, która zakończy jego karierę.

Fani mówili, że jest odważny. Analitycy sportowi czasami twierdzili, że jest lekkomyślny. Dziennikarze nazywali go nieustraszonym.

Wszyscy byli w błędzie.

Od dnia, gdy lekarze stwierdzili, że Fiona odziedziczyła nowotworowe geny swojej rodziny, był przerażony jak diabli. Nieważne, że ich małżeństwo przeżywało kryzys. Henri był rozbity.

Zacisnął dłonie na ramionach Fiony. Delikatny dotyk przepełniony był napięciem. I to nie erotycznym.

– Pomóc ci?

Jego wzrok bezwiednie powędrował na jej odsłonięty kark. Spojrzał niżej na plecy, które aż prosiły się o dotyk, o pocałunek. Niestety stracił do tego prawo. Fiona dała mu to jasno do zrozumienia, gdy po diagnozie lekarskiej próbował się z nią pogodzić.

– Tak, proszę, dziękuję – odparła, zerkając nerwowo przez ramię i przerzucając na bok włosy tak ciemne, że wieczorem wydawały się czarne.

Henriemu bardzo nie podobał się dystans w jej bursztynowych oczach.

– Jestem spóźniona, w ostatniej chwili pojawił się problem z cateringiem.

– Adelaide mówiła, że miałaś kłopot z samochodem, więc przyjechałem wcześniej. Ale widzę, że samochód stoi w garażu. Co się stało?

Unikając jego spojrzenia, odrzekła:

– Nieważne.

Typowa odpowiedź Fiony. Nieważne.

A poza tym to kłamstwo. Widział to po sposobie, w jaki zaciskała wargi. Westchnął, rozglądając się po ich sypialni. Powinien raczej powiedzieć: po ich dawnej sypialni. Sypiał teraz w pokoju gościnnym. Nie potrafili już nawet leżeć obok siebie w nocy. Być razem w ten najprostszy sposób.

Przed sobą miał teraz pierwszy prezent, jaki kupił Fionie. Toaletkę z dużym lustrem połączoną z szafką na biżuterię. Wyjątkowo piękny antyk. Tak wyjątkowy jak Fiona w sukience o barwie szmaragdu. Patrząc na odbicie żony w lustrzanej tafli w pozłacanej ramie przypomniał sobie znów, jak bardzo się od siebie oddalili. Cholera.

Cały ten pokój to mauzoleum ich przeszłości.

Pragnął, by Fiona szukała w nim oparcia.

– Mogę w czymś jeszcze pomóc?

– Mam wszystko pod kontrolą – ucięła.

– Jak zawsze – rzekł ostrzej, niż zamierzał, ale, do diabła, starał się. Czy ona tego nie widzi?

Odwróciła się do niego twarzą. Była wściekła. Uniosła głowę i brwi, zacisnęła wargi.

– Nie musisz być złośliwy.

Schował ręce do kieszeni spodni i wzruszył ramionami. Smoking z domu mody Brioni zsunął mu się z ramion.

– Jestem całkiem poważny.

Spojrzenie Fiony złagodniało, jej oczy były hipnotyzujące. Wzięła głęboki oddech i patrzyła na męża. Wiatr poruszył powietrze w pokoju, wpadając przez okno razem z dźwiękami ulicznego ruchu. Miesiącami restaurowali ten zabytkowy wiktoriański dom, gdzie kiedyś mieściła się szkoła, a potem zakon. Robili to wspólnie. Przekształcili niszczejący budynek w dom.

– Wybacz, nie chcę sprzeczki. Adelaide ogromnie mi pomogła. To był długi dzień. Musimy przeżyć ten wieczór. Coraz trudniej jest udawać, że między nami wszystko gra.

Coś z nią jest nie tak, ale Henri nie potrafił odgadnąć, o co chodzi. Założyłby się jednak, że Fiona próbowała wszcząć kłótnię.

– Ja też nie chcę się z tobą kłócić. – Nie wiedział, czego chce poza tym, że pragnął, by było jak dawniej.

– Kiedyś lubiłeś się ze mną kłócić. Tylko ze mną. Ze wszystkimi innymi świetnie się dogadywałeś. Nigdy tego nie rozumiałam.

– Był w nas ogień. – To była namiętna miłość. Wiedział, że teraz, w tym gasnącym żarze, wciąż tli się iskra. Nie wierzył, by wszystko zgasło.

– Był, o to właśnie chodzi. To już przeszłość, więc przestań szukać wymówek, żeby odwlec ostatni krok. – Na jej delikatnej twarzy znów pojawiła się złość.

– Nie szukam wymówek. Musiałaś dojść do siebie. Potem uzgodniliśmy, że nie zrobimy niczego, co zepsułoby początek sezonu. Później, wiedząc, że czeka nas ślub mojego brata…

– Wymówki. Rozwód to nie koniec świata. – Przypięła spinką lok, który wymknął się z delikatnego upięcia.

Bardzo dbała ostatnio o swój wizerunek, by nikt nie dopatrzył się nawet cienia wewnętrznej burzy. Miesiącami Henri to akceptował i szanował. Rozumiał, że przy jej problemach ze zdrowiem to ona dyktuje warunki. Czemu jednak odmawia sobie jakiejkolwiek pomocy? Oświadczyła, że Henri nie ma pojęcia, jak jej pomóc.

A teraz znów jak refren wrócił temat rozwodu.

– Nasza rodzina jest na świeczniku. Nasze rozstanie zniszczy nasz wizerunek w mediach. – Chciał, by Fiona to przemyślała. Żeby to przedyskutowali.

Odwróciła się, wygładzając suknię przed lustrem.

– Nikt nie będzie cię winił za to, że mnie zostawiłeś. Nie ucierpi na tym twój wizerunek. Powiem jasno, że to ja prosiłam o rozwód.

Złość rozpaliła mu policzki.

– Mam gdzieś, co ludzie o mnie myślą.

– Ale obchodzi cię, co myślą o twojej drużynie. Rozumiem.

Henri też zrozumiał – sugerowała, że jest mu obojętna. Nie mogła bardziej się mylić. Wciąż usiłowała rozpętać awanturę, pogłębić dzielącą ich przepaść.

– Spóźnimy się – powiedział łagodnie, niemal szeptem. Chciał ją uspokoić, by ta wymiana zdań nie zamieniła się w niepotrzebny spór. Coś ją niepokoiło. Coś ważnego.

Choć bardzo chciał ją zrozumieć, nie potrafił. Impreza zaczyna się za godzinę, nie ma czasu na zagłębianie się w subtelne podteksty słów Fiony.

Pragnął tylko, by wróciło ich dawne życie, by żyli tak jak kiedyś, zamiast w milczeniu współegzystować w jednym domu, a przed światem udawać zgodną parę. Tęsknił za tym, jak na niego w przeszłości patrzyła, z uśmiechem, który mówił, że choć na przyjęciu dobrze się bawi, to jeszcze lepiej bawi się, gdy zostają sami. Pragnął, by ich relacja była znów tak prosta jak wtedy, gdy w sezonie podróżowali po kraju, zaś poza sezonem zwiedzali świat. Oboje interesowali się historią i sztuką. Wędrowali pieszo, by zobaczyć Stonehenge czy Wielki Mur.

Postukał Fionę w plecy i spotkał się z nią wzrokiem w lustrze, z radością dostrzegając, że jej płowe źrenice powiększają się z niewątpliwym pożądaniem. Kładąc ponownie dłonie na jej ramionach, musnął oddechem jej kark.

– Chyba że wolisz, żebym znów rozpiął sukienkę.

Fiona zamrugała, mięśnie jej twarzy się rozluźniły. W tej krótkiej chwili Henri pomyślał, że to może być sposób na zasypanie przepaści.

Ona tymczasem szeroko otworzyła oczy i odsunęła się od niego, zrzucając jego dłonie.

– Nie, dziękuję. Muszę nadzorować imprezę. Poza tym musimy ustalić datę spotkania z adwokatem, żeby zakończyć nasze małżeństwo.

Tytuł oryginału: Reunited with the Rebel Billionaire

Pierwsze wydanie: Harlequin Desire, 2016

Redaktor serii: Ewa Godycka

Korekta: Urszula Gołębiewska

© 2016 by Catherine Mann

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o. Warszawa 2017

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Gorący Romans są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN: 978-83-276-2977-7

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.