Bracia polscy - Zenon Gołaszewski - ebook

Bracia polscy ebook

Zenon Gołaszewski

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Gminna Biblioteka Publiczna w Kolbudach

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 376

Rok wydania: 2008

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



ZENON GOŁASZEWSKI

BRACIA POLSCY W GDAŃSKU I OKOLICACH

Zdjęcia oraz ilustracje na podstawie dawnych rycin i obrazów

GRAŻYNA KOWSZEWICZ-GÓRSKA

Wydawnictwo L&L

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo L&L, Gdańsk 2008

 

 

Projekt graficzny i skład

Katarzyna Szwagulińska

 

 

Projekt okładki

Grażyna Kowszewicz­-Górska

 

 

Wydanie I. Gdańsk 2008

 

 

 

ISBN 978-83-60597-18-7

 

 

 

Dystrybucja

L&L Firma Dystrybucyjno­-Wydawnicza

80-298 Gdańsk, ul. Budowlanych 64 F

tel. (058) 520 35 57, 520 35 58

fax (058) 344 13 38

www.ll.com.pl

e­-mail: [email protected]

 

 

Wydawnictwo L&L wchodzi w skład

Trójmiejskiej Grupy Wydawniczej

Słowo wstępne

„Złoty wiek” Polski przypadał na czasy Jagiellonów. Wówczas to Królestwo Polskie i Wielkie Księstwo Litewskie jako państwo polsko­-litewskie było nie tylko ogromne terytorialnie, lecz stanowiło również potęgę i liczyło się na arenie ówczesnego politycznego i kulturalnego świata. Obywatelami tego rozległego państwa byli Polacy, Litwini, Rusini (Ukraińcy), Niemcy, ale też jego poddanymi byli również Ormianie, Żydzi, a nawet Tatarzy. Towarzyszyła temu wieloreligijność, wyznawano: katolicyzm, prawosławie, monofizytyzm, judaizm, islam, praktykowano nawet wierzenia pogańskie, a wraz z nadejściem reformacji luteranizm i kalwinizm; pojawili się też bracia czescy i niejeden z przedstawicieli tzw. podziemia protestanckiego, głównie anabaptyści i antytrynitarianie. Osobliwością zadziwiającą ówczesną Europę był fakt, że ta wielonarodowość i wieloreligijność w niczym nie przeszkadzała funkcjonowaniu państwa, lecz właśnie stanowiła o jego nigdy już nie powtórzonej potędze.

Swobody panujące w Koronie i na Litwie powodowały, że w czasach reformacji, głównie za Zygmunta II Augusta, przybywali tu różni nowinkarze religijni ścigani i tępieni w innych krajach. Również sami Polacy powracający z zagranicznych wojaży śmiało dzielili się swoimi spostrzeżeniami z kontaktów z przedstawicielami oficjalnego protestantyzmu, jak i jego podziemia. Po śmierci Zygmunta II Augusta, w przeczuciu że wraz z odejściem ostatniego Jagiellona kończy się „złoty wiek”, a z nim może się skończyć tolerancja religijna, jako że do wrót Polski pukała już kontrreformacja, na sejmie konwokacyjnym w 1573 roku sporządzono sławetny zapis o pokoju religijnym między różniącymi się w wierze, zwany Konfederacją Warszawską.

W ówczesnym okresie tylko w takim państwie mógł się zrodzić najbardziej niezwykły i najbardziej spekulatywny ruch religijno­-społeczny: bracia polscy. O jego potędze intelektualnej, przekraczającej granice kraju, świadczy chociażby to, że jeszcze przez cały wiek XVII aż po pierwsze dziesięciolecia XVIII wieku pojęcia takie, jak: racjonalizm, tolerancja, etyka, rozdział Kościoła od państwa kojarzono, mając ku temu pełne podstawy, z ideami wypracowanymi przez braci polskich. Te idee dzięki ich wyjątkowo intensywnej działalności propagandowej sprawiły, iż – jak pisał Pierre Bayle, jeden z prekursorów francuskiego Oświecenia – jeszcze pod koniec XVII wieku wierzono, że doktryna braci polskich może zdominować Europę. W wyniku spisku kontrreformacji, dla której byli oni „solą w oku”, zostali skazani na banicję, co w historii Polski doprowadziło do pierwszej wielkiej emigracji, a ich dorobek skonsumowały kraje, w których ci emigranci się osiedlali. Przeciwnicy braci polskich tak skutecznie zadbali, by o nich zapomniano, że jeszcze dzisiaj niejeden z nas zdumiewa się słysząc, iż wielu uczonych uznaje ich za współtwórców wczesnego Oświecenia, zdumiewa się słysząc, że wywarli znaczny wpływ na twórczość wielu filozofów, jak chociażby Benedykta Spinozę czy Johna Locke’a.

Niewiele też osób świadomych jest faktu, że jednym z najprężniejszych w Polsce ośrodków działalności braci polskich był Gdańsk i jego najbliższe okolice. Gdańsk – największe wówczas miasto nad Bałtykiem i największy port Rzeczpospolitej – stanowił dla braci polskich znakomitą ekspozyturę dla rozprzestrzeniania drogą morską ich literatury i idei po całej Europie. Stąd też wyruszali oni pojedynczo lub grupowo z misją propagandową do nadmorskich miast niemieckich, do Holandii, Anglii i Francji. Nie ulega kwestii, że ich idee nie zdobyłyby aż takiej popularności w Europie, gdyby nie owe „okno na świat” i gdyby nie zaangażowanie miejscowych braci polskich.

Niniejsza książka ma za zadanie nie tylko przybliżyć Czytelnikowi społeczność braci polskich, ale przede wszystkim, jak na to wskazuje sam jej tytuł, zapoznać bliżej z początkiem, rozwojem i zmierzchem braci polskich zamieszkujących Gdańsk i jego okolice. Jest to zarazem próba wypełnienia luki informacyjnej w tym zakresie, bowiem poza kilkoma artykułami w czasopismach naukowych, skierowanych do wąskiego grona zainteresowanych, jak do tej pory nie ukazała się żadna publikacja poświęcona tej społeczności w tym regionie. Mam też nadzieję, że książka ta stanowić będzie pewien impuls dla tutejszych badaczy i historyków, jak też uzupełni wiedzę miłośników Gdańska i jego okolic.

Zenon Gołaszewski

Gdańsk, 16 stycznia 2008 roku

Rozdział I

Reformacja

Symbolicznym początkiem reformacji był akt mnicha zakonu augustianów i wykładowcy na Uniwersytecie Wittenberskim, niejakiego Marcina Lutra, dokonany 31 października roku 1517, a polegający na przybiciu przez niego na drzwiach wittenberskiego kościoła zamkowego 95 tez potępiających udzielanie odpustów. Moment ten stanowi jedynie symbol początku reformacji, bowiem rzeczywistość jest dużo bardziej złożona i polega przede wszystkim na uświadomieniu sobie faktu, że próby reformowania Kościoła były i są zjawiskiem ciągłym. Wynika to stąd, że dość szybko z pamięci pokoleń zatarła się świadomość licznych sporów i podziałów w łonie samego chrześcijaństwa i to już od początku jego zaistnienia. A im bardziej się ten fakt zacierał, tym mocniej w wyobraźni tworzył się wyidealizowany obraz pierwotnego Kościoła, wzór, do którego za wszelką cenę należy dążyć. Odtąd pojawiały się zarówno jednostki, jak i całe grupy nawołujące do „powrotu do źródeł”. Nie inaczej było w XVI wieku, wieku reformacji, z tym, że ta stała się przy okazji rewolucją mającą swój wkład w proces kształtowania się naszej europejskiej cywilizacji. Swój sukces zawdzięczała ona równoczesnemu przyzwoleniu na nią wielu czynników na raz. Spróbujmy pokrótce wskazać te najbardziej istotne spośród nich.

Odrodzenie. Nie bez powodu reformacja pojawiła się w okresie pełnego rozwoju kultury europejskiej zwanej Odrodzeniem lub z włoska Renesansem. Odrodzenie rozpoczęło pracę wyzwalania się jednostki z narzuconej przez średniowiecze anonimowości i wtłoczenia jej w zbiorowość, innymi słowy zapoczątkowało rozwój indywidualizmu w życiu prywatnym i publicznym. Było to graniczące ze zdumieniem odkrycie leżącej pod gruzami średniowiecza zaginionej potężnej cywilizacji i bogatszej kultury. Następuje odrodzenie antyku, swoisty powrót do źródeł. Starano się wskrzesić tamtą cywilizację poprzez nawiązanie do starożytnej literatury i sztuki, następowała rehabilitacja ducha pogańskiego – przestał on być synonimem pogardy a stał się obiektem zachwytu. Nasilały się tendencje humanistyczne i laickie, w konsekwencji następował rozwój myśli racjonalistycznej. Charakterystycznym typem staje się „odrodzony” filozof, a najlepszym przykładem do jakiego stopnia przywrócono rangę filozofii jest znajdujący się w Watykanie fresk Rafaela Szkoła ateńska, pełen niechrześcijańskich filozofów, z dwoma centralnymi postaciami – Platonem i Arystotelesem.

Wydawnictwa na wyścigi i na przemian rzucają na rynek dzieła starożytnych klasyków filozofii i klasyków literatury, a dzięki splotowi jeszcze jednej okoliczności – wynalezienia druku – znakomicie rozszerza się krąg czytelników. Drukarstwo staje się odtąd symbolem nadchodzącego postępu, a książka, dzięki wynalezieniu druku, zaczyna nie tylko się ukazywać w nakładzie zaspokajającym popyt, ale i zwiększać ten popyt, będąc po wielokroć tańszą od poprzednich ręcznie przepisywanych. Drukarstwo stało się zatem rewolucyjnym środkiem upowszechniania wiedzy i kultury, pojawiło się też w jak najbardziej stosownym czasie. Nie wszystkich jednak z tego powodu ogarniała radość, a jeden z duchownych angielskich wyraził nawet obawę:

Albo wykorzenimy druk, albo druk nas wykorzeni.

Obawy te miały swoje uzasadnienie. Kościół nie lękał się zbytnio odrodzenia antycznej kultury i sztuki. Papiestwo często sprawowało nad nimi mecenat. Natomiast lęk Kościoła wzbudzały zarówno coraz większa dostępność do Biblii, jak i zapędy humanistów, aby poprzez znajomość starożytnych języków oraz metodę porównawczą zająć się również i tym dziełem literackim.

Ich zbytnia dociekliwość mogła zatrząsnąć zarówno samym źródłem, jak i posadami wspierającego się na nim Kościoła, a druk sprawiał, że te rewelacje mogłyby błyskawicznie przenikać do szerszych warstw społeczeństwa. Tak też się zresztą stało. Żyjący w latach 1407 -1457 humanista włoski Lorenzo Valla był erudytą zajmującym się filozofią, historiografią, filologią. Dokonywał też przekładów greckich klasyków, stosując przy tym krytykę tekstu. Technikę tę zastosował również do Biblii, a jego Adnotacje do Nowego Testamentu utorowały drogę dla chrześcijańskiego humanizmu, wskazując przy tym na liczne błędy w uświęconym tradycją katolicką przekładzie Biblii Hieronima, zwanej Wulgatą. Jego kontynuatorem w krytycznym badaniu tekstu biblijnego był Erazm z Rotterdamu (1467 -1536), który zresztą korzystał bezpośrednio z Adnotacji Valli.

Erazm był wyjątkową postacią, której warto poświęcić nieco uwagi, również z tego względu, że miał on wpływ na kształtującą się postawę braci polskich. Był nieślubnym dzieckiem księdza. Mając lat osiemnaście wstąpił do zakonu augustianów, do czego zachęcili go opiekunowie, krewni zmarłych podczas zarazy rodziców, aby w ten sposób uwolnić się od ciążącej im opieki. Wkrótce zaczął żałować tego kroku i przez lat kilkadziesiąt starał się o zwolnienie od żyda zakonnego; nastąpiło to dopiero w 1517 roku za sprawą bulli papieża Leona X. W roku 1493 Erazm rozpoczął studia na uniwersytecie paryskim. Dostał się tam do wspólnoty ubogich studentów w College Montaigu. Kolegium to było zmurszałe, pełne wilgoci i brudu, ale za to o żelaznej dyscyplinie. Erazm serdecznie znienawidził tę uczelnię. Nie mogąc znieść surowych warunków zrezygnował z niej i rozpoczął życie na własny rachunek. Początkowo utrzymywał się z prywatnych lekcji. Pobyt w Paryżu dał mu jednak tyle, że zetknął się tam z ówczesną elitą umysłową, zaznajomił się też z lordem Williamem Blount, który zaprosił go do Anglii, otwierając przed Erazmem cały szereg wizyt w tym kraju. Dzięki temu miał on okazję zapoznać się z humanistami z Oxfordu i Cambridge, zaprzyjaźnił się też z Tomaszem Morę, autorem słynnej Utopii. Zetknął się również z Johnem Coletem. Colet, dziekan katedry św. Pawła w Londynie, fundator szkoły katedralnej św. Pawła, przesiąknięty był neoplatonizmem. Zarówno Morę, jak i Colet wywarli duży wpływ na Erazma. Wszystko to zachęciło go do badań filologicznych nad Nowym Testamentem, tym bardziej, że w roku 1504 odkrywa, zapoznaje się i publikuje Adnotacje Valli. W tym celu studiuje język grecki. Zaczyna publikować, jest też pierwszym uczonym żyjącym z pracy własnego pióra. Jego dorobek pisarski był przeogromny, dążył więc, żeby jego książki były niewielkiego formatu, a przez to i tanie. Był też pierwszym pisarzem, który rozumiał zarówno zalety druku, jak i korzyści wynikające z popularyzacji swych pism. Stał się najbardziej znanym autorem swoich czasów i jeszcze za jego życia w latach 30. XVI wieku wydano łącznie 750 tys. jego dzieł, zwanych „erazmianami” oraz 300 tys. egzemplarzy jego greckiego przekładu Nowego Testamentu. Erazm wierzył, że respektowanie moralności chrześcijańskiej i pouczeń etycznych starożytnych pisarzy zaprowadzi do celu w jego mniemaniu najważniejszego: wewnętrznej odnowy człowieka. Uważa się go za największego przedstawiciela chrześcijańskiego humanizmu, prekursora pacyfizmu, orędownika łagodności i porozumienia między ludźmi. Współcześnie wyodrębnia się głównie dwa jego dzieła, które potrafiły wpłynąć na szersze kręgi czytelnicze: Pochwałę Głupoty i Nowy Testament.

Pochwała Głupoty stanowi bezlitosną satyrę na lansowaną przez rządny próżnej chwały świat „mądrość”. Bodźcem do jej napisania był pobyt Erazma w Rzymie. Utwór ten rozbudził powszechny entuzjazm wśród humanistów i równie wielkie oburzenie wśród duchowieństwa i teologów. Nic dziwnego, Erazm ciętym dowcipem rozprawiał się z powierzchowną dewocją. Śmiechem dokonał więcej, niż niejeden późniejszy poważny reformator swymi równie poważnymi pismami. O skali poczytności utworu niech świadczy fakt, że do śmierci Erazma w 1536 roku wydano Pochwałę Głupoty ponad czterdzieści razy, rozprzedając każdy nakład co do jednego egzemplarza. W roku 1559 utwór znalazł się na papieskim indeksie ksiąg zakazanych i figurował tam aż do XIX wieku.

Drugim dziełem Erazma było epokowe na polu biblistyki wydanie greckiej edycji Nowego Testamentu. Erazm, wskazując na nawarstwienia nie odpowiadające najstarszym tekstom, czy wręcz fałszywe wtręty, które spaczyły pierwotny sens Biblii, zapoczątkował oto w stosunku do niej metodę krytyki historycznej. Wielkie poruszenie wywarło też usunięcie przez niego z Listu 7 Jana 5, 7 zdania uznanego za nieautentyczne. Pełen tekst w przekładzie Biblii Tysiąclecia brzmi następująco:

Trzej bowiem dają świadectwo: [W niebie Ojciec, Słowo i Duch Święty, a Ci Trzej są jednością. I trzej są, którzy dają świadectwo na ziemi] Duch, woda, krew, a ci trzej w jedno się łączą.

Uczony nie znalazł zawartego tu w klamrze fragmentu w żadnym z najstarszych rękopisów greckich i najstarszych przekładach. Problem ten, tzw. Comma Joanneum, wywołał burzę wśród teologów i ówczesnych badaczy Biblii, bowiem usuwał jedyny tekst w całej księdze, który potwierdzałby naukę o Trójcy w sposób jednoznaczny. Dzisiaj nawet nie wszyscy religioznawcy uświadamiają sobie fakt, że odkrycie to stanowiło potężne ogniwo w łańcuchu argumentów prowadzących do antytrynitaryzmu. Kościół katolicki pojął niebezpieczeństwo opublikowania tego przekładu Nowego Testamentu i w roku 1546 Sobór trydencki obłożył go anatemą, zaś papież Paweł IV napiętnował samego Erazma przydając mu miano „przywódcy heretyków”.

Odrodzenie zatem zaczęło się od sięgania do swych pogańskich korzeni, a skończyło na sięgnięciu do korzeni chrześcijaństwa; ten dziwny konglomerat powrotu do starożytności i do Biblii zaowocował pchnięciem cywilizacji europejskiej na zupełnie inne tory.

Ludzie Odrodzenia przeżywali też swoje rozterki. Była to walka między indywidualizmem, któremu jednak zwykle towarzyszy uczucie samotności i słabości, a melancholią za uciekającymi gdzieś czasami wspólnoty. Te sprzeczne uczucia zaważyły też na obliczu samej reformacji: z jednej strony Luter i Kalwin uosabiają ową indywidualność, z drugiej strony anabaptyści w rodzaju Marcina Müntzera czy Jakuba Huttera to utopiści pragnący tworzyć wspólnotę – jerozolimską komunę.

Nastroje społeczne i ekonomia. Wiek XVI charakteryzuje się początkiem gospodarki rynkowej, a wraz z jej rozwojem pojawieniem się kapitału. Prym wiodą tu kupcy i bankierzy. Dzięki nim zaś bogacą się coraz liczniejsze i ludniejsze miasta, zwłaszcza w Italii, Niderlandach i Niemczech. Owi pierwsi kapitaliści na ogół nie mieli najlepszego zdania o przedstawicielach kleru – uważali ich za pasożytów, niechętnym okiem patrzyli na ich zbyt daleko idące wpływy w miastach, a zazdrosnym wręcz na ich bogactwa. Oliwy do ognia dolewali sami ówcześni dostojnicy kościelni, częściej widywani na wystawnych ucztach, polowaniach, w zbrojnym rynsztunku, niż przy ołtarzu. Gdy do tego dodamy panującą wśród nich symonię i pełne zeświecczenie, nie dziwi, że stopniowo niechęć do nich ogarniała niemal wszystkie warstwy społeczne. W Niemczech z podobnych powodów uprzedzenie do kleru przejawiali już nie tylko mieszczanie, ale również szlachta, a nawet chłopi, zaś liczne napady na klasztory i dobra kościelne najlepiej wyrażały stosunek tych ostatnich do Kościoła.

Również rodzący się nacjonalizm był jednym z czynników przyczyniających się do sukcesu reformacji, bowiem i on miał na ogół oblicze antyklerykalne. Renesans odrodził zainteresowanie własną kulturą i językami narodowymi. Lud coraz częściej domagał się kazań i Biblii w języku narodowym, a rozpowszechniająca się umiejętność czytania sprawiała, że zaczęto uświadamiać sobie pojęcie wspólnoty interesów, co z czasem przybrało postać nowożytnych państw narodowych. W miarę jak rządzący postrzegali swą władzę jako autonomiczną i absolutną, równocześnie uświadamiali sobie, że rzymska władza papieska stanowi dla nich konkurencję. Swoim antyklerykalizmem stosunkowo łatwo zarażali poddanych.

W kontekście tematu należałoby zwrócić uwagę na jeszcze jedno zjawisko charakteryzujące właściwie cały wiek XVI – wszechogarniające uczucie strachu i lęku. Chociaż te stany psychiczne towarzyszą człowiekowi każdej epoki, ale w omawianym przez nas okresie zauważa się wyraźnie ich nasilenie. Liczne tego przyczyny sprowadzają się do jednego mianownika – lęku przed śmiercią.

Winą za to zjawisko po części możemy obarczyć samo Odrodzenie, bowiem gdy w średniowieczu śmierci oczekiwano z rezygnacją, ale równocześnie ze spokojem i ufnością, o tyle w Odrodzeniu, gdy tak wiele się mówi i pisze o samym człowieku, hołduje doczesności i kultywuje witalizm – starość i w konsekwencji śmierć są czymś porażającym. Dominuje strach przed wszystkim co zagraża życiu, a nieszczęściem epoki było to, że zagrażało mu istotnie wiele. Rozpoczął się wówczas proces niekorzystnych zmian klimatycznych, a działo się to w czasach, gdy zbiory dobre lub złe stanowiły o „być albo nie być” całych społeczeństw. Coraz powszechniejszym zjawiskiem stawał się więc głód. Powodowały go, oprócz klęsk nieurodzaju, również nadmierny przyrost naturalny i zniszczenia wojenne. Głód, na przykład w Niemczech, stawał się zjawiskiem stałym. W miastach, dokąd napływały coraz większe rzesze uciekinierów, a także ubogich i żebraków, w czasie klęski głodu ludzie po prostu umierali na ulicach. Wycieńczone organizmy były z kolei podatne na różnego rodzaju choroby i epidemie. W następstwie biedy i głodu mnożyły się rabunki, rozboje, bunty. Wśród tego ogromu nieszczęść i bezprawia załamywała się u wielu wiara w człowieka i jego możliwości. Przyczynę tego stanu rzeczy upatrywało się również w upadku moralnym Kościoła – ówczesne rozluźnienie obyczajów zarówno wśród kleru, jak i zakonników wprost szokowały współczesnych.

Początek wieku XVI zbiegł się z ostatnimi latami pontyfikatu osławionego Aleksandra VI Borgii. Swoje życie poświęcił on wzbogacaniu swych licznych nieślubnych dzieci oraz wynoszeniu rodziny Borgia na stanowiska udzielnych władców. Nie zdradzał przy tym większego zainteresowania sprawami religii. Doprowadził za to do spalenia na stosie mnicha dominikańskiego, Savonarolę, który wydał na siebie wyrok śmierci piętnując publicznie nieobyczajne życie papieża i jego dworu. Po nim nastąpił wyjątkowo wojowniczy papież Juliusz II (1503 – 1513), który nadał sobie to imię na cześć... rzymskiego cezara. Uprawiał wzorem poprzedników nepotyzm, zadbał też, aby gromadka jego nieślubnych dzieci zawarła korzystne małżeństwa z najprzedniejszymi rodami Europy. Kolejny z kolei papież Leon X (1513 – 1521), za którego pontyfikatu wystąpił Luter, kierował się wypowiedzianą przez siebie maksymą: „Pozwólcie nam używać papiestwa, skoro Bóg je nam dał”. Nic zatem dziwnego, że lud uznawał często trapiące go nieszczęścia i lęki za karę bożą spadającą nań z powodu win Kościoła i uważał, że mogą się one jeszcze przeobrazić w ognisty dzień sądu, o ile nie zaprzestanie on swych niecnych praktyk. Papiestwo nie budziło wówczas zachwytu, wkrótce reformatorzy z łatwością przykleją mu łatkę Antychrysta. Nastroje społeczne stanowiły więc kolejny katalizator prowadzący do reformacji.

Czynniki polityczne. Wiek XVI to również czas formowania się nowożytnej państwowości. W Europie Zachodniej monarchia stanowa wchodzi stopniowo w okres kryzysu i zaniku. Następuje zmierzch państwa feudalnego: miejsce monarchii stanowej wypełnia kształtująca się stopniowo monarchia absolutna, pojawia się państwo scentralizowane. Odradzające się prawo rzymskie kształtowało pojęcie suwerenności państwa, zaś zwolennicy monarchii absolutnej uważali, że prawo rzymskie wyznacza Kościołowi rolę służebną wobec państwa. Nie mogło tu być mowy o politycznej autonomii Kościoła. Monarchowie zabiegali więc zarówno o ograniczenie swobód Kościoła, jak i podporządkowania go państwu.

Jak łatwo się można domyślić, procesy te i poglądy nie tylko stały się źródłem wielu konfliktów, ale też stanowiły pożywkę dla wszelkiej maści antyklerykałów. Coraz też bardziej niechętnym okiem zaczęto spoglądać na olbrzymie posiadłości Kościoła wyjęte spod ich jurysdykcji. Krytycznie oceniano wzmagający się jego fiskalizm, bowiem Kuria Rzymska uwikłana w świecką politykę podwyższyła na początku XVI wieku i tak już wysokie opłaty ściągane ze wszystkich krajów katolickich. Nic zatem dziwnego, że hasła reformatorów żądających sekularyzacji dóbr kościelnych trafiały na podatny grunt.

Czynniki religijne. Kościół katolicki od samego swego początku, tzn. od IV w. n. e., kiedy to cesarz Konstantyn upaństwowił chrześcijaństwo, stał się obiektem krytyki różnych grup heterodoksyjnych. Tak też działo się przez całe średniowiecze. Jednak na przełomie XV i XVI wieku w obliczu narastających konfliktów społecznych, a także wzrastającego niezadowolenia samych wierzących z powodu szerzącego się zepsucia i demoralizacji w Kościele, również część jego oficjalnych przedstawicieli dostrzegała potrzebę dokonania poważnych reform. Tymczasem papiestwo skupione na walce o hegemonię w Italii i Europie Zachodniej nie dostrzegło niebezpieczeństwa i nie widziało takiej potrzeby. Nadto zwołanie soboru wiązało się dla papiestwa z niemiłym wspomnieniem prób poruszania na nim teorii koncyliaryzmu, głoszącej wyższość soboru powszechnego nad papieżem.

Fiasko Soboru laterańskiego i próby reform ze strony Kościoła przyczyniły się również do tego, że po stronie reformacji stanęła niebawem część duchowieństwa i zakonników.

Nie ulega kwestii, że wybuch buntu religijnego był nieunikniony. Czekano jedynie na tego, kto zapali lont. Girolamo Aleandro, nuncjusz papieski w Niemczech, pisał w roku 1516 do papieża, że wiele ludzi czeka tylko na odpowiedniego człowieka, który by pomógł im przeciwstawić się Rzymowi. Tak też się wkrótce stało i to właśnie na terenie Niemiec, bowiem na przełomie XV i XVI wieku tutaj skupiły się wszystkie problemy społeczne i polityczne nurtujące ówczesną Europę Zachodnią. Marcin Luter już od roku 1512, wykładając teologię na Uniwersytecie Wittenberskim, zaznaczał jej opozycyjność wobec teologii rzymskiej. Skrystalizowane tam poglądy wyłożył później w Komentarzu do Listu Pawła do Rzymian, jednym z jego najcelniejszych traktatów teologicznych. Tego rodzaju krytyka, dość powszechna wówczas na uniwersytetach niemieckich, nie robiła jednak na oficjalnych czynnikach Kościoła żadnego wrażenia. Zaprotestowano przeciwko niej dopiero wówczas, gdy uderzyła w materialne interesy Kościoła.

Watykan w XVI wieku był największym i najwspanialszym pałacem w całej Europie, a jego rozbudowa i utrzymanie, jak również utrzymanie licznego dworu papieskiego, wymagało kolosalnych sum. W celu ich uzyskiwania papież Leon X chwytał się różnych sposobów: mianował kardynałów, którzy musieli ten zaszczyt sowicie opłacić, sprzedawał kosztowne dyspensy, prowadził akcje sprzedawania listów odpustowych, czyli glejtów z papieską pieczęcią, za które nabywca otrzymywał już nie tylko w Rzymie, ale w dowolnym miejscu odpust zupełny dla siebie lub wskazanych zmarłych. Jak mówiły rozliczne wierszyki, odpust taki sprawiał, że:

Ledwie wrzucimy pieniążki do puszki, a już nam z czyśćca wyskoczą duszki.

W roku 1517 dochody ze sprzedaży odpustów w Niemczech miały być przeznaczane na budowę bazyliki Św. Piotra w Rzymie oraz spłatę długów zaciągniętych przez arcybiskupa Alberta z Moguncji u bankierskiej rodziny Fuggerów. Propagandą całej akcji miał się zająć Jan Tetzel, mnich niepopularnego wówczas zakonu dominikanów. Zapewniał on wiernych bez żenady, że za określone kwoty odpuszczone im będą nawet najcięższe grzechy. Tetzel zjawił się w diecezji wittenberskiej wkrótce po tym, gdy elektor sąsiedniej Saksonii, Fryderyk Mądry, nie mogąc ścierpieć, że jego poddani napełniają nie jego, lecz papieskie kiesy, wypędził go ze swych posiadłości. I wówczas to właśnie, 31 października

1517 roku, wystąpił Marcin Luter ogłaszając swe słynne, potępiające odpusty, tezy. Kwestionując teologiczne podstawy tej polityki Luter umacniał równocześnie linię polityczną swego księcia. Odrzucił on i uznał za bluźniercze twierdzenie, iż można kupić przebaczenie za grzechy. Uważał, że może to uczynić z własnej woli jedynie Chrystus na podstawie wiary danego człowieka. Odpis swych tez Luter przesłał arcybiskupowi Moguncji oraz przyjaciołom w Erfurcie i Norymberdze. I tu okazała się potęga ówczesnego środka masowego przekazu – druku. Już w grudniu jego tezy ukazały się w Lipsku i Bazylei, a zaraz na początku 1518 roku czytały je całe Niemcy.

W tamtym czasie Luter w ogóle nie myślał o zerwaniu z Rzymem. Była to reakcja zakonnika, członka Kościoła, wynikająca z rozczarowania zakończonego fiaskiem Soboru laterańskiego. Rozpętała się jednak burza, na którą tylko czekali książęta i mieszczanie niemieccy, pozbawiani na rzecz Kościoła co najmniej 1/3 dochodów. Z kolei dominikanie, będący w ustawicznym sporze z augustianami, nie omieszkali o całym wydarzeniu poinformować Stolicę Apostolską. Papież Leon X początkowo zbagatelizował sprawę, uznając ją za wybryk „pijanego mnicha”. Kiedy jednak Luter począł wysuwać kolejne twierdzenia, sytuacja zaczęła się zaogniać. Jeżeli nie pochwycono wówczas Lutra i nie postawiono go przed sądem, to zawdzięczał on to głównie sytuacji politycznej, jaka się wówczas wykształciła. Kiedy bowiem jasne się stało, że dni cesarza Maksymiliana są policzone, Rzym podjął energiczne starania, aby udaremnić wybór jego wnuka Karola, który już rządząc Hiszpanią i Niderlandami, byłby panem Europy. Należało zatem pozyskiwać elektorów, szczególnie Fryderyka, głównego kontrkandydata Karola i namiestnika cesarstwa w okresie bezkrólewia. A ponieważ elektor już od dawna wspierał Lutra, więc nie należało tej sprawy zadrażniać. Być może ta zwłoka pozwoliła na utrwalenie się reformacji luterańskiej, ponieważ Luter znakomicie ten czas wykorzystał intensywnie pracując.

W roku 1520 wyszły spod jego pióra trzy ważne broszury, które szybko rozprzestrzeniając się po całych Niemczech przymnażały mu zwolenników: Do szlachty chrześcijańskiej narodu niemieckiego o naprawie społeczeństwa chrześcijańskiego, gdzie przyznawał prymat władzy świeckiej nad kościelną i wzywał książąt niemieckich, aby stanęli na czele reformy Kościoła; O babilońskiej niewoli Kościoła, w której gwałtownie wystąpił przeciwko papieżowi i duchowieństwu oraz uznał, że istnieją tylko trzy sakramenty: chrzest, pokuta i eucharystia; O wolności chrześcijanina, wracała ona do zagadnień usprawiedliwienia przez wiarę, zaznaczała, że chrześcijanin wolny jest tylko w dziedzinie duchowej, natomiast w życiu społecznym musi podporządkować się istniejącej władzy, chyba że wejdzie ona w jawny konflikt z prawem bożym – broszurę tę przesłał papieżowi.

Tym razem reakcja Rzymu była ostra. 15 czerwca 1520 roku papież podpisał bullę (tylko podpisał, bowiem nigdy jej nie przeczytał) Exsurge Domine, w której uroczyście wyklęto Lutra, a jego dzieła nakazano spalić. Nie wszyscy jednak elektorzy zdecydowali się na jej ogłoszenie. Kiedy Marcin Luter uświadomił sobie, że został ekskomunikowany, postanowił dokonać pewnego symbolicznego gestu. Zapowiedział mianowicie publicznie, że 10 grudnia w miejscu, gdzie pali się odzież po zadżumionych, zostanie spalona księga prawa kanonicznego. Jej zniszczenie oznaczało odrzucenie zwierzchności Rzymu wraz z jego prawami, wedle których zarządzał. Było to już oficjalne zerwanie z Kościołem katolickim. Przy okazji wrzucił też doręczoną mu właśnie bullę, symboliczny gest wskazujący jaką wagę będzie odtąd przywiązywał do całej instytucji papieskiej.

Liczba zwolenników Lutra w Niemczech rosła lawinowo i obejmowała wszystkie warstwy społeczeństwa. Sytuacja stawała się napięta, Rzym naciskał na młodego cesarza Karola V, aby uwięził Lutra. Ten nie mógł tego uczynić bez zgody stanów, gdyż Luter odwołał się od bulli papieskiej do cesarza i sejmu Rzeszy. 16 kwietnia 1521 roku doszło do słynnego spotkania w Wormacji: Luter stanął w obliczu cesarza. Kiedy nakazano mu wyrzec się swoich poglądów odpowiedział, nie jak zwykło się to czynić po łacinie, lecz po niemiecku:

Dopóki mnie nie pokonacie świadectwem Biblii lub rozumem, nie zaprę się, gdyż nie wierzę ani w papieża, ani w sobory (...). Przy tym stoję, nie mogę inaczej. Tak mi dopomóż Bóg. Amen.

Luter się nie ukorzył, ani nie odwołał swoich poglądów. Wobec niebezpieczeństwa jakie nad nim zawisło, jego protektor, elektor saski Fryderyk Mądry, upozorował porwanie i ukrył go w zamku w Wartburgu. Spędził tam Luter niemal rok i mimo częstych stanów depresji w jakie popadał, zajmował się dalszą pracą publicystyczną. Dokonał przy tym epokowego dla historii kultury niemieckiej dzieła – przekładu Nowego Testamentu na język niemiecki.

Tymczasem zwolennik Lutra, Andreas von Karlstadt, dość energicznie wprowadzał w Wittenbergi jego nauki. Wraz z grupą swych stronników pozamykał klasztory, rozpędził mnichów i księży, pousuwał ołtarze i obrazy, skonfiskowany zaś majątek kościelny przekazał na pomoc ubogim.

Te posunięcia wyzwoliły również i inne, dużo bardziej radykalne siły. W saksońskim mieście Zwickau pojawiła się grupa tzw. proroków zwikawskich, a jednym z jej głównych przywódców był Tomasz Münzer. Wywołali oni rozruchy o podłożu społeczno­-religijnym. Luter w lot pojął płynące stąd niebezpieczeństwo dla młodej reformacji, która mogła odnieść sukces tylko przy poparciu czynników politycznych – władców i możnowładców – ci zaś z obawy przed radykalnymi nastrojami społecznymi mogli tego poparcia odmówić. Skłoniło to Lutra do wyjścia z ukrycia i potępienia „proroków”.

W tym czasie Luter uporządkował też swój nowo powstały Kościół od strony doktrynalnej i liturgicznej. Zniósł ostatecznie celibat, zreformował mszę, wprowadził komunię pod dwiema postaciami, usunął z kościołów obrazy. W roku 1525 poślubił byłą zakonnicę Katarzynę von Bora, z którą miał sześcioro dzieci. Równocześnie coraz ostrzej wypowiadał się przeciwko radykalizacji żądań społecznych.

Nie zapobiegło to jednak powstaniu ludowemu, które w latach 1524-1526 przeobraziło się w wojnę chłopską. Ruch antyfeudalny chłopów niemieckich domagał się głównie powrotu do dawnych przywilejów: wspólnego użytkowania pastwisk, lasów, wolności polowania czy rybołówstwa. Teraz jednak na czele chłopów stanął Tomasz Münzer i do postulatów społecznych dołączył hasła religijne. Jego zdaniem wystąpienie Lutra zapowiada, że wkrótce nastąpi paruzja, czyli powtórne przyjście Chrystusa. Wówczas zapanuje na świecie nowy, sprawiedliwy porządek rzeczy. Za nadrzędny cel reformacji uznał więc przygotowanie gruntu pod ten porządek, zaczynając od przebudowy ładu społecznego. Uważał, że dokonać tego należy drogą rewolucji. W swych naukach występował przeciwko całej hierarchii duchowej i świeckiej. Nie uznawał nawet nabożeństw – według niego wystarczy, gdy wierzący ograniczy się do czytania Biblii i śpiewania psalmów. Odrzucał także chrzest niemowląt: człowiek powinien być świadomy tego aktu, a zatem musi to być osoba dorosła. Stąd też zwolennicy Müntzera byli pierwszymi, których określono mianem anabaptystów (anabaptiso – chrzczę powtórnie).

Müntzer w oparciu o takie teksty biblijne, jak np. Dzieje Apostolskie 2,44-45:

Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby

– głosił komunistyczną ideę wspólnoty dóbr. Powstanie szybko obejmowało coraz to większe połacie Niemiec, chociaż w zasadzie nie przekroczyło Łaby. Powstańcom chłopskim sprzyjał również plebs miejski, więc początkowo odnosili duże sukcesy zdobywając liczne miasta. Wkrótce wojna ta stała się bardzo zacięta i krwawa. Napadano na zamki i klasztory, tych ostatnich w samej Turyngii splądrowano blisko siedemdziesiąt, a we Frankonii

– ponad pięćdziesiąt. Panowie feudalni wobec wystąpień swych poddanych okazywali się równie mściwi i okrutni.

Zatrwożony sytuacją Luter wyraźnie wypowiedział się przeciwko powstańcom. W broszurze Przeciw morderczym i rozbójniczym bandom chłopskim nawoływał wojska książęce do bezlitosnego eliminowania rebeliantów. Luter patrzył na to zjawisko realistycznie: zwycięstwo tego rodzaju sił prowadziłoby prostą drogą do anarchii i całkowitej destabilizacji życia społecznego. Poza tym łatwo było przewidzieć jaki będzie ostateczny wynik walki wojska i rycerstwa ze źle zorganizowanymi, nie przedstawiającymi specjalnej wartości pod względem wojskowym uczestnikami chłopsko­-plebejskiego powstania. 15 maja 1525 roku oddziały chłopskie poniosły druzgocącą klęskę pod Frankenhausen. Müntzer dostał się do niewoli i zginął wśród wyjątkowo wyrafinowanych mąk. Odtąd chłopi ponosili same klęski, a do roku 1526 zostali całkowicie rozbici. Zwycięzcy mścili się straszliwie: wielu przywódców i tysiące uczestników wojny ginęło z ręki kata, co najczęściej poprzedzone było torturami. Dziesiątki wsi, których mieszkańców posądzano o udział bądź współpracę z powstańcami, spalono, a ciężary na rzecz feudałów zwiększono. Natomiast stanowisko Lutra sprawiło, że reforma luterańska się umocniła, została przy tym upolityczniona, a on sam zyskał opinię reformatora, z którym władcy mogą wchodzić w układy.

Rozprawienie się z chłopami nie uspokoiło jednak Niemiec. Reformacja dokonywała rozłamu, któremu trudno już było zapobiec. Sprzyjali jej książęta niemieccy, marzący o sekularyzacji dóbr kościelnych. Lutrowi dopomagała otwarta wojna między cesarzem a papieżem. Kiedy zaś po zawarciu pokoju cesarz Karol V i książęta katoliccy zażądali w 1529 roku na sejmie w Spirze przywrócenia stanu sprzed reformacji, mniejszość pod przewodnictwem Filipa Heskiego gwałtownie się temu sprzeciwiła – złożono uroczysty protest, na tyle głośny, że od tego czasu zwolenników reformacji zaczęto nazywać „protestantami”. Protestację spiską podpisało również 14 miast niemieckich. W roku 1531 książęta protestanccy utworzyli w Schmalkalden w Hesji związek obronny, zwany stąd Związkiem Szmalkaldzkim. Jednak nie związek ten, pokonany zresztą kilkanaście lat później przez cesarza, zadecydował o ostaniu się protestantyzmu, lecz... Turcy, a konkretnie niebezpieczeństwo, jakie groziło Europie z ich strony. Właśnie ta groźba uchroniła wówczas stojące na krawędzi wojny domowej Niemcy. Habsburgowie – cesarz Karol V i jego brat, król rzymski Ferdynand – zagrożeni postępującą armią Sulejmana Wspaniałego poczynili ustępstwa wobec protestantów, byleby tylko ich pozyskać przeciw Turcji.

Pod koniec lat 30. XVI wieku luteranie poczuli się już na tyle mocni i bezpieczni, że przestali się interesować możliwościami kompromisu z Kościołem katolickim. Każda ze stron usztywniała swe stanowisko i unikała jakiegokolwiek dialogu. W tej sytuacji zwołany w roku 1555 do Augsburga sejm ustanowił pokój religijny, na mocy którego protestanci uzyskali podstawy prawne do swego funkcjonowania. Ustalono też wówczas modus vivendi pomiędzy wyznaniami na zasadzie cuius regio eius religio (czyja władza, tego religia). Odtąd książęta mieli decydować za lud o najlepszej dla nich religii. Krótko mówiąc o wolności religijnej w naszym współczesnym pojęciu nie mogło być mowy. Układ ten jednak przekreślił marzenia Kościoła katolickiego o hegemonii w Europie. Z czasem luteranizm utrwalił się w społeczeństwie niemieckim.

Sekularyzacja dóbr kościelnych wzmocniła książąt protestanckich, ale też i zasada „czyja władza, tego religia” dostarczyła im potężnego atutu w utrwalaniu swej pozycji. Poza Niemcami jednak luteranizm zakorzenił się na stałe jedynie w Skandynawii.

W kontekście początków reformacji ciekawe stają się wzajemne stosunki dwóch jego głównych bohaterów: Erazma i Lutra. W samej rzeczy były to dwie zupełnie przeciwstawne sobie postacie. Erazm, humanista w pełnym tego słowa znaczeniu, łagodny, dobrotliwy, dążył do ewolucyjnych zmian w duchu chrześcijańskich zasad moralnych. Luter natomiast to osoba gwałtowna, apodyktyczna. W jednym ze swych listów pisał:

Nie godzę się, aby nauka moja mogła podlegać czyjemukolwiek osądowi, nawet anielskiemu. Kto nie przyjmuje mojej nauki, nie może dojść do zbawienia.

Luter wielbił pewność, wzdragał się przed wątpliwościami, uważał też, biorąc rozbrat z humanizmem chrześcijańskim, że rozum nie ma nic wspólnego z wiarą, którą trzeba postawić ponad wszystko.

Z początku, póki obaj zgodnie krytykowali nadużycia i zepsucie w Kościele, łączyła ich nić sympatii, wkrótce jednak została ona zerwana. Gdy po ogłoszeniu Tez Lutra Erazm mimo wszystko wyrażał potrzebę dialogu, każda ze stron – Luter i Rzym – oskarżała go o wygodny neutralizm i tchórzostwo. Nieadekwatność poglądów Erazma i Lutra najlepiej wyraził Melanchton:

Czego żądamy od teologii? Tylko dwóch rzeczy: pociechy wobec śmierci i wobec Sądu Ostatecznego. I Luter nam je daje. Natomiast nauka o moralności i ogładzie to już rzecz Erazma.

Konflikt między obydwoma rozgorzał wokół wolnej woli, ale był to również konflikt między Odrodzeniem a reformacją. Luter uznawał wolną wolę za fikcję, uważając, że człowiek nie może nic zrobić od siebie, co by mogło mu zapewnić zbawienie, bowiem o tym decyduje wyłącznie wiara i ofiara okupu Jezusa. Dla humanistów i moralizatorów był to policzek. Erazm pisał do Lutra:

Jeśli wola nie jest wolna, to nie można przypisywać grzechu, gdyż grzech nie istnieje, jeśli nie jest popełniany dobrowolnie.

Drogi ich rozeszły się na zawsze. Erazm przeczuwał, że siły zachowawcze Kościoła katolickiego oraz tego typu reformatorzy doprowadzą jedynie do stanu wojny i nie mylił się.

Reformacja, biorąc za jej umowny początek wystąpienie Lutra, zaczęła się szerzyć po wielu krajach Europy, co nie znaczy, że przybierała ona wszędzie kształt zaproponowany przez Lutra. Byli i inni reformatorzy. Jednym z nich był Jan Kalwin. Studiował w Paryżu i Orleanie, gdzie uzyskał tytuł doktora prawa. Wyjaśnia to jego późniejsze częste odwoływania się do prawa w teologii. Miał krytyczny stosunek do filozofii, a jeżeli jednak mistrzem był mu Arystoteles, to jedynie dlatego, że Kalwin był bezwzględnym zwolennikiem silnej organizacji państwowej. W Paryżu zetknął się z naukami Lutra, a w roku 1534, mając wówczas 25 lat, zerwał z Kościołem katolickim. Wkrótce w obawie o życie opuścił Francję. Schronił się najpierw w Strasburgu, a następnie w Bazylei. Później wyruszył do północnej Italii, gdzie zagościł u Renaty, księżnej Ferrary, sympatyzującej z reformacją. W roku 1536 zaproszony przez zagorzałego reformatora Guillaume Farela udał się do Genewy, aby pomóc mu ugruntowywać w tym mieście zachodzące przemiany religijne. Zatargi z radą miejską z powodu zbyt radykalnych, dyktatorskich posunięć Kalwina i przymuszania ludności do przyjęcia nowego wyznania, zmusiły go do opuszczenia miasta. W międzyczasie jednak zwolennicy Farela i Kalwina przejęli władzę w Genewie, przeciwnicy zostali straceni, a Kalwina zachęcono do powrotu. Przybył on do Genewy 13 września 1541 roku, by pozostać w tym mieście już do śmierci. Tu starał się realizować zasady wyłożone w swej głównej pracy zatytułowanej Institutio Christianae religionis (Nauka religii chrześcijańskiej). Dzieło to wielokrotnie w ciągu całego swojego życia przerabiał i uzupełniał, niemniej jego zasadnicze zręby już wówczas istniały. Chociaż wyłożona tam doktryna była w głównej mierze jedynie usystematyzowaniem tego, co głosili wcześniej inni reformatorzy, niemniej był to w sumie całkiem nowy, zwarty system teologiczny. Kalwin na sposób niemal talmudyczny roztrząsa wiele kwestii dotyczących życia chrześcijańskiego, ale podaje je w sposób apodyktyczny, nie dopuszczający do jakiejkolwiek dyskusji. Twierdził, że „otrzymał od Boga większą dozę światła niż inni”. Uznał dwa sakramenty: chrzest i eucharystię. Kult kalwiński nacechowany był surowością i prostotą – bez obrazów, rzeźb i ozdób, uproszczona została oprawa muzyczna. Kult ten, głównie z powodu swego zintelektualizowania, nie cieszył się zbytnią popularnością wśród mas ludowych i ograniczał się na ogół do mieszczaństwa. Kalwinizm wyróżnia się przede wszystkim dwiema podstawowymi zasadami: zasadą predestynacji, czyli odwiecznego przeznaczenia, oraz zasadą popierania pracy w określonym zawodzie na chwałę bożą. Ta druga, gdy jeszcze dodamy do tego przyzwolenie Kalwina na pobieranie procentów, wyjaśnia równocześnie popularność tej doktryny w środowisku mieszczańskim. Pierwsza natomiast zasada, będąca centralną myślą Kalwina, naucza, że Bóg z góry przeznaczył jednych do zbawienia a drugich do potępienia. Moralność chrześcijańska nie polega więc na zdobywaniu sobie zasług, natomiast dobre uczynki są dowodem, że zbawienie już zostało osiągnięte, a ten kto je spełnia należy do grona wybranych. „Ludzie zostają potępieni nie dlatego, że grzeszą, ale grzeszą dlatego, że Bóg ich potępił” – pisał Kalwin.

Kalwin stworzył w Genewie syntezę Kościoła i państwa, a podstawą prawną pod te rządy teokratyczne były przygotowane pod jego nadzorem Ustawy kościelne (Ordonnances Ecclesiastiques). Przyjęto je w 1541 roku. Wynikało z nich, że Kościół stoi przed państwem, ale ponieważ Kościół i państwo mają służyć Bogu, więc muszą ze sobą ściśle współpracować. Kościołem mieli rządzić pastorzy, natomiast władze świeckie reprezentowali seniorzy. Z kolei nad dyscypliną społeczeństwa czuwał konsystorz składający się zarówno z pastorów, jak i seniorów. Ponieważ konsystorz dysponował dużą władzą i podlegali mu wszyscy, wywoływał lęk nie mniejszy niż inkwizycja w krajach katolickich, tym bardziej, iż są podstawy aby wierzyć, że zachęcał ludzi do szpiegowania i donosicielstwa. Życie członków gminy było poddane bezwzględnej kontroli. Nic zatem dziwnego, że kalwinizm uważany jest za prekursora nowożytnego totalitaryzmu. Kalwin był zdecydowanym wrogiem wolności sumienia i tolerancji. Jakakolwiek krytyka spotykała się z ekskomuniką, wygnaniem, a jeśli przeciwko temu protestowano – karą śmierci. Głośnym echem, budzącym protesty wielu ówczesnych postępowych osób, rozeszła się wieść o spaleniu z jego polecenia na stosie w roku 1553 jednego z najwybitniejszych umysłów epoki, uczonego, odkrywcy płucnego krążenia krwi, ale zarazem teologa kwestionującego dogmat Trójcy – Michała Serveta. Jego radykalne hasła społeczne i antytrynitaryzm sprawiły, że Kalwin, aby go pochwycić, poszedł nawet na współpracę z katolicką inkwizycją. Podobny los spotkał z jego powodu wiele innych, chociaż mniej znanych osób.

Kalwin zmarł 27 maja 1564 roku po długich cierpieniach, prawdopodobnie z powodu nowotworu. Ciało jego, zaszyte w grube płótno, pochowano zgodnie z jego wolą bez przemówień i śpiewu, nie postawiono mu też żadnego nagrobka. Umierając jednak zostawił swój Kościół bez wątpienia najlepiej zorganizowanym i najsilniejszym spośród wszystkich Kościołów reformowanych. Stał się on wkrótce najpotężniejszym nurtem w reformacji europejskiej, powstrzymując tym samym ekspansję luteranizmu. Niebawem zaznaczył się silnie w dziejach Francji, Niderlandach i Szkocji. We Francji właśnie kalwini, zwani tu hugenotami, stanowili w tym kraju istotę ruchu reformatorskiego i to mimo gwałtownego zwalczania go. Kalwinizm szerzył się tutaj nie tylko wśród mieszczaństwa, ale również wśród magnaterii i zamożnej szlachty, której odpowiadała doktryna oporu wobec „tyrana”, a więc możliwość uniezależnienia się tej warstwy od króla. Nic dziwnego, że wkrótce we Francji wybuchła wojna domowa o podłożu religijnym. W pamięci potomnych zachowała się szczególnie Noc św. Bartłomieja z 23 na 24 sierpnia 1572 roku, gdzie na umówiony znak – odgłos dzwonów kościelnych – lud paryski dokonywał masakry zaproszonych na wesele królewskie hugenotów. Wydarzenie to wstrząsnęło Europą. Niemniej należy pamiętać, że każda ze stron rodzącego się wówczas konfliktu religijnego charakteryzowała się dużą dozą nietolerancji, nienawiści i okrucieństwa. Najlepszym tego przykładem było brutalne tępienie przez kalwinów anabaptystów w Niderlandach. Działo się tak, jak podsumował tę epokę Richard Mackenney:

Wielu z tych, co poszło na stos, mogłoby skazać na podobny los swych przeciwników, gdyby mieli polityczną przewagę.

Z kolei początek dziejów Kościoła anglikańskiego wiąże się z osobą króla Henryka VIII oraz uchwaleniem przez parlament angielski w 1534 r. Aktu supremacji, uznającego króla i jego następców głową tamtejszego Kościoła. Na króla przeszły papieskie uprawnienia i dochody. Wzmacniało to niepomiernie władzę monarchy. W konsekwencji rozwiązano zakony, odrzucono w duchu reformatorskim celibat duchownych, naukę o czyśćcu i odpustach, kult obrazów, relikwii i świętych. Przełożono Biblię na język narodowy, a podczas sprawowania obrzędów posługiwano się językiem angielskim. Komunię zaczęto udzielać pod dwiema postaciami. Liturgia jednak i hierarchia kościelna pozostały w swej istocie katolickie. Anglikanizm miał przede wszystkim wpływ na polityczne oblicze Europy: uszczuplił mianowicie dochody papiestwa, a więc i ograniczył jego możliwości oddziaływania, a także zadecydował o wyprawie na Anglię w 1588 roku hiszpańskiej Niezwyciężonej Armady, ogromnej floty wojennej wysłanej przez ultrakatolickiego króla Filipa II. Zadanie jej druzgocącej klęski przerwało sen o ponownym zapanowaniu katolicyzmu nad światem, pozwoliło też z czasem zbudować Anglikom swoje wielkie zamorskie imperium.

Istniały też i takie grupy religijne, zwane „protestanckim podziemiem”, które były zgodnie prześladowane zarówno przez Kościół katolicki, jak i Kościoły reformowane. Najbardziej znani spośród nich byli anabaptyści i antytrynitarze.

Anabaptyści (z jęz. łac. „powtórnie chrzczeni») zostali tak nazwani odkąd uczniowie Lutra: Storch, Müntzer i Karlstad z jednej z podstawowych jego tez, a mianowicie, że człowieka usprawiedliwiają przed Bogiem nie dobre uczynki i sakramenty, lecz wiara, wyciągnęli wniosek, iż chrzest nieświadomych niczego dzieci nie zbawia je. Ponieważ stanowi wyraz oddania się Bogu, wymaga zatem dojrzałej decyzji podjętej przez dojrzałą osobę. Toteż radykalne te grupy odrzuciły chrzest dzieci, udzielając go powtórnie osobom dorosłym. Drugim rysem charakterystycznym anabaptystów były hasła powrotu do zasad pierwotnego Kościoła, przez co głównie rozumiano zrównanie stanów i zaprowadzenie komunizmu, czyli rezygnację z własności prywatnej na rzecz prowadzenia wspólnej gospodarki. Trzecią charakterystyczną ich cechą była nadzieja na mające wkrótce nadejść lepsze czasy wraz z paruzją, czyli powtórnym przyjściem Chrystusa. Te cechy zadecydowały, że większość anabaptystów wywodziła się z biedoty miejskiej i wiejskiej – kręgów najbardziej dotkniętych wszelkimi kryzysami. Radykalne hasła i status społeczny nie dawał im jednak większych szans na uzyskanie formalno­-prawnej zgody na ich działanie. Sami z kolei anabaptyści dzielili się na dwie skrajne grupy: jedna reprezentowała pacyfizm – odrzucała wojnę, służbę wojskową i piastowanie funkcji państwowych, druga odwrotnie – wojownicza, przemocą i gwałtem pragnęła przyspieszyć nowy porządek na ziemi. W grupie tej górę wzięły tendencje millenarystyczne i apokaliptyczne. To właśnie jej przedstawiciele przyłączyli się do zbuntowanych chłopów w Niemczech, a gdy ponieśli klęskę podjęli w latach 30. XVI wieku ponowną próbę dojścia do władzy i ustanowienia porządku teokratycznego. Na czele buntu stanął Jan z Lejdy i opanował w 1534 roku miasto Munster. Po wygnaniu z miasta wszystkich luteran i katolików ogłosił się on mesjanistycznym królem dającym początek Nowej Jerozolimie. W praktyce jego rządy były wyjątkowo despotyczne, między innymi przewidziano karę śmierci dla każdego opozycjonisty lub osoby „bluźniącej”, co można było szeroko interpretować. W końcu po blisko półtorarocznym istnieniu tej tzw. komuny monasterskiej, miasto zostało wskutek zdrady zdobyte. Pochwycono Jana i jego najbliższych towarzyszy. Po okrutnych torturach zostali oni powieszeni w metalowych klatkach, a ciała pozostawiono aż do całkowitego zgnicia. Podobną próbę przewrotu podjęli anabaptyści w 1535 roku w Amsterdamie, gdzie dwaj ich przywódcy: Jan de Greel, uczestnik komuny monasterskiej oraz Jakub z Kampen, uczeń Jana z Lejdy, doprowadzili do wybuchu powstania. Ono również zostało krwawo stłumione. W całych Niemczech i Niderlandach rozpoczęły się ostre prześladowania anabaptystów, utrwalił się też ich negatywny wizerunek, a niechęć do nich starano się przelać na ich pokojowo usposobione grupy. Zresztą po tych wszystkich klęskach nawet wojowniczy anabaptyści, którym udało się wyjść cało z pogromów, przyłączali się do swoich, nie mieszających się do polityki i opowiadających się za pacyfizmem współwyznawców. Spośród tych wspólnot szczególnie dwie się wyróżniały: bracia morawscy i mennonici.

Fundamenty pod wspólnotę braci morawskich położył Jakub Hutter. Tworzyli oni coś na wzór samowystarczalnego zakonu, gdzie wzorem franciszkańskim własność prywatną uznano za wroga miłości. Każdy musiał wyuczyć się jakiegoś rzemiosła, a kierujący wspólnotą wyznaczali pracę poszczególnym jej członkom. Ze względu na swoją apolityczność a równocześnie pracowitość przyjęli ich na teren południowo­-wschodnich Moraw Lichteinsteinowie.

Mennonici natomiast stanowili grupę anabaptystów, którzy w 1537 roku obwołali we Fryzji swym przywódcą byłego księdza katolickiego Menno Simonsa. Prześladowani z kolei za odmowę służby państwowej i wojskowej oraz odmawiania przysięgi znajdowali licznych zwolenników w Niemczech i Niderlandach. Menno Simons napominał swych uczniów:

Odrodzeni nie ruszają na wojnę i nie walczą. Są dziećmi pokoju, które zamieniły miecze na lemiesze, a włócznie na sierpy, i ani chcą słyszeć o wojnie.

Mennonici pochodzili głównie z kręgów ludowo­-plebejskich. Idea tego wyznania tworzona była zresztą szczególnie dla potrzeb społecznych ludności wiejskiej, żyjącej w izolacji i odrębności w stosunku do pozostałej ludności.

Pisząc o tzw. podziemiu protestanckim nie sposób pominąć antytrynitarzy, chociażby z tego względu, że ich poglądy staną się niebawem kręgosłupem doktrynalnym braci polskich.

Antytrynitaryzm sięga swymi początkami pierwszych wieków Kościoła. Najogólniej rzecz biorąc jest to pogląd przeciwstawiający się dogmatowi Trójcy Świętej. Jej rzecznicy w dobie reformacji podważali równość Osób boskich, a niekiedy w ogóle odmawiali Duchowi Świętemu osobowości. Antytrynitaryzm wymagał pewnego przygotowania intelektualnego i jego teoretycy istotnie należeli do osób dobrze wykształconych. Niemniej posłuch znajdowali wśród anabaptystów, szczególnie tych, którzy wypędzeni w roku 1525 z Zurychu przenieśli się do północnej Italii. Dużo w tej mierze czyniły żarliwe kazania Bernardino Ochina oraz krążące potajemnie pisma Michała Serveta. W połowie XVI wieku antytrynitarze ci zaczęli tworzyć dla swego ruchu zręby organizacyjne. W roku 1546 czterdziestu spośród nich, wywodzących się ze szlachty włoskiej, założyło w Vicenzy, w okręgu weneckim, towarzystwo naukowe. Jego celem miało być przedyskutowywanie zasad reformacji oraz założenie, że z Biblii przyjmować się będzie jedynie to, co nie kłóci się z rozumem. W latach 1546 – 1549 spotykano się tam dość regularnie na tajnych zebraniach, a na rok 1550 postanowiono zwołać synod w samej Wenecji, na którym by ustalono ujednoliconą treść doktryny, tak aby mogła ona obowiązywać wszystkich wyznawców. W tym trwającym 40 dni synodzie uczestniczyło sześćdziesięciu uczestników (po dwóch z każdej gminy). Liczba uczestników ma tu swoją wymowę, świadczy bowiem o zasięgu tego ruchu i sprzyjającej im wokół atmosfery. Wkrótce jednak inkwizycja zmusiła antytrynitarzy, jak i w ogóle wolnomyślicieli, do opuszczenia Italii. Wielu z nich znalazło schronienie na terenie Szwajcarii, szczególnie w Bazylei. Jednym z nich był Leliusz Socyn. Chociaż sprzyjał reformacji, to jednak żaden z reprezentowanych przez nią systemów nie zadowalał go. Dzielił się swymi wątpliwościami, stając się przez to coraz bardziej przez wszystkich podejrzany. Wkrótce nie tylko, że znalazł się w grupie z Vicenzy, ale zaczął jej przewodzić. Korespondował zarówno z Kalwinem, jak i innymi znanymi reformatorami, wysuwając swoje wątpliwości. Trudno im się było uporać z jego zarzutami, zaczęto więc ostrzegać go przed zbyt racjonalistycznym wgłębianiem się w kwestie teologiczne. Szczególnie kłopotliwe były jego pytania dotyczące Trójcy. W końcu zaczął on szerzyć antytrynitaryzm, a po spaleniu Serveta coraz ostrzej atakować Kalwina. Kiedy jednak dostrzegł zbierające się nad nim czarne chmury, wycofał się w zacisze domowe i oddał swoim studiom. Zmarł przedwcześnie w maju 1562 roku. Nie pozostawił po sobie większego dzieła, ale jego liczne traktaty wyraźnie występowały przeciwko dogmatowi Trójcy, głosząc, że nigdzie w Biblii nie ma o niej mowy, nie znali tego słowa ani apostołowie ani ich następcy, i że jest to termin ukuty przez filozofów. Ponadto uznał, że pojęcie Trójcy jest niezgodne z rozumem. Wśród innych potajemnych zwolenników tej doktryny znalazł się Bernardino Ochino, pełniący wśród Włochów w Zurychu funkcję kaznodziei. Po wydaniu w 1563 roku w Bazylei jego Dialogów, w których dopatrzono się wielu „heretyckich” twierdzeń, wydalono go z Zurychu. Tułał się po wielu miastach, przebywał między innymi w Krakowie. Jego Dialogi, chociaż pisane w formie często zawoalowanej, podkreślały jednak antytrynitaryzm jego myśli religijnej, a przez radykalne zerwanie z tradycją kościelną torowały drogę racjonalizmowi religijnemu. Matteo Gribaldi natomiast, wybitny profesor prawa wykładający na uniwersytecie w Padwie, nie tylko utrzymywał kontakty z grupą z Vicenzy, ale otwarcie głosił antytrynitaryzm, wydawał też wiele pism i zalecał De Trinitatis erroribus Serveta. Był obecny w Genewie podczas procesu Serveta, a po jego egzekucji nie krył swego oburzenia na Kalwina. Działalność Gribaldiego i jego zapatrywania wywarły duży wpływ na ukształtowanie się poglądów innych później znanych antytrynitarzy, takich jak: Alciati, Gentile i Blandrata. Wszyscy trzej, a także Leliusz, w swych wymuszonych okolicznościami wędrówkach, trafiali również do Polski. Z kolei zapiski Leliusza uzyskał w spadku i przejął się ich treścią jego bratanek, Faust Sozzini (Socyn), który już nie tylko otarł się o Polskę,ale tu zamieszkał i pozostał aż do śmierci. Antytrynitaryzm zdobywał sobie pewną popularność wśród wykształconej szlachty. Tak działo się między innymi w Siedmiogrodzie, gdzie dzięki jej wpływom zyskał nawet podstawy prawne i stał się obok katolicyzmu, luteranizmu, kalwinizmu oraz tolerowanego prawosławia, oficjalnie uznaną religią.

Tak więc w połowie XVI wieku zasięg władzy papieskiej wydatnie zmalał: odpadły duże połacie Niemiec, szereg kantonów Szwajcarii, Holandia, państwa skandynawskie, Anglia. Już nigdy nie odzyskano tych utraconych pozycji. Kościół katolicki uświadamiał sobie potrzebę zarówno podjęcia kontrofensywy, jak i wewnętrznej odnowy. Kroki te podjął dopiero papież Paweł III (1534-1549). Zmiany rozpoczął od kolegium kardynalskiego, wykluczając z jego grona ludzi świeckich, a przyjmując zdecydowanych przeciwników reformacji. Najdonioślejszym jego posunięciem w walce z reformacją było zatwierdzenie w 1540 roku założonego przez pochodzącego podobnie jak Servet z kraju Basków Ignacego Loyolę – Towarzystwa Jezusowego (Societatis Jesu). Jezuici swą siłę zawdzięczali prowadzeniu rozległej sieci szkół, dobrym opanowaniem sztuki dyplomacji, zręcznym docieraniem do osób wpływowych, możnowładców i królów (m. in. w charakterze spowiedników). Wkrótce zakon otrzymał niemal nieograniczoną swobodę działania w całej Europie, a nawet misjach zamorskich. Z kolei w 1542 roku Paweł III powołał na wzór hiszpańskiej inkwizycji Święte Oficjum (Sacrum Officium) złożone z sześciu kardynałów nadzorujących działalność sędziów – dominikanów. Święte Oficjum często posługiwało się torturami dla wymuszenia zeznań i równie często posyłało na stos. Utrzymywano też licznych szpiegów i korzystano z donosów. Wkrótce działalność Świętego Oficjum zaowocowała zahamowaniem, a następnie upadkiem reformacji w Italii.

Ale też za pontyfikatu Pawła III doszło wreszcie do tak długo oczekiwanego soboru powszechnego. Zwołano go do Trydentu w roku 1545. Z licznymi przerwami trwał on niemal 20 lat. Sobór trydencki zamknął swe obrady za Piusa IV w 1563 roku. Sukcesem papiestwa było usunięcie na dłuższy okres czasu idei koncyliaryzmu, czyli wyższości soboru nad papieżem. Wielu ludzi sądziło wówczas, że uchwały soborowe przywrócą jedność świata chrześcijańskiego. Ci jednak srodze się zawiedli. Uchwały soborowe zdecydowanie usztywniły stanowisko Kościoła. Trydenckie wyznanie wiary zachowało wszystko to, co było atakowane przez reformatorów: uznano nadal tradycję za równoważne z Biblią źródło wiary, potwierdzono naukę o odpustach, czyśćcu, sakramentach, kapłaństwie i celibacie. Potępiono i całkowicie przeciwstawiono się wszelkim tezom i doktrynom Kościołów reformowanych. Równocześnie przeprowadzono reformy mające za zadanie ukrócić nadużycia w Kościele. Zwrócono uwagę na podniesienie moralnych i umysłowych kwalifikacji duchowieństwa. Księżom nałożono obowiązek regularnego wygłaszania kazań, a biskupom przebywania w ich diecezjach oraz wizytowania podległego im kleru. Aby podwyższyć poziom wykształcenia duchowieństwa polecono zakładać seminaria duchowne. 26 stycznia 1564 roku Pius IV podpisał dekrety soborowe i przystąpił do ich realizacji. Nakazał przygotowanie do druku Katechizmu trydenckiego jako podstawowego podręcznika religii dla niższego duchowieństwa. Ogłosił też Trydenckie wyznanie wiary (Professio fidei tridentinae) jako podstawę religii rzymsko­-katolickiej obowiązującą wszystkich wiernych Kościoła.

Sobór trydencki postawił zatem na walkę z reformacją. Kościół stawał się wojujący, wkraczał w okres zwany powszechnie „kontrreformacją”.