74,00 zł
Prawdopodobnie każdy byłby w stanie opowiedzieć jakąś grimmowską fabułę – czy to opierając się na przekładach z oryginału, czy też na licznych przeróbkach i adaptacjach. Tymczasem biografia tych dziewiętnastowiecznych uczonych stoi niejako w cieniu spisanych przez nich historii. Jacob i Wilhelm przez większość swojego życia byli skromnymi bibliotekarzami, a u jego schyłku nobliwymi profesorami. Ich biografia jest jednak zaskakująco bogata, pełna zwrotów akcji, wpisana w historię Europy i Niemiec. Jacob i Wilhelm cale życie mieszkali razem, pracowali w sąsiadujących ze sobą gabinetach, dzielili bibliotekę, a gdy któremuś zdarzyło się wyjechać, pisali do siebie obszerne listy. Grimmowie w swojej ojczyźnie są postaciami pomnikowymi – to nie tyle baśniopisarze, ile założyciele filologii germańskiej, badacze i zbieracze zabytków kultury, a nawet politycy zaangażowani w obronę liberalnej konstytucji i pierwszy oddolny niemiecki parlament w roku 1848.
Biografia braci Grimm pióra Hansa-Georga Schedego wprowadza czytelnika w zawiłości historii Niemiec w XIX wieku, wszechstronnie ukazując na tym tle życie braci. Szczególną wartość mają liczne źródła, które cytuje autor, m.in. listy i dzieła naukowe, a także ilustracje, w tym portrety wykonane przez młodszego brata Jacoba i Wilhelma. Przekład przygotowała Eliza Pieciul-Karmińska, badaczka i tłumaczka baśni braci Grimm, która również opatrzyła edycję posłowiem i przypisami, dodatkowo przybliżającymi bohaterów polskim czytelnikom.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 377
Rok wydania: 2026
Redaktor prowadzący
Piotr Chojnacki
Redakcja
Łucja Czepulonis
Korekta
Marcin Grabski
Mirosława Kostrzyńska
Projekt okładki i stron tytułowych
Anter-Poligrafia
Na okładce wykorzystano portret Jacoba i Wilhelma Grimmów pędzla Elisabeth Baumann ze zbiorów Alte Nationalgalerie w Berlinie (fot. Wikimedia Commons)
© Copyright by Hans-Georg Schede
© Copyright for the Polish translation by Eliza Karmińska
© Copyright for the Polish edition by Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2026
Państwowy Instytut Wydawniczy
ul. Foksal 17, 00-372 Warszawa
tel. 22 826 02 01
Księgarnia internetowa www.piw.pl
www.fb.com/panstwowyinstytutwydawniczy
Wydanie pierwsze, Warszawa 2026
ISBN 978-83-8442-063-8
Nigdy w dziejach świata – od jego zarania – nie istniało dwoje ludzi, którzy byliby doskonale do siebie podobni, czy to podług ciała, czy podług ducha, jednakowoż w samym środku zasady, że każdy człowiek osobną jest indywidualnością, pojawić się mogą te wyjątki, które wynikają ze wspólnych korzeni, im właśnie zawdzięczając szczególne podobieństwo w pewnych wymiarach życia.
Zdaje mi się, że te wspólne korzenie, ten szlachetny związek, który umacnia i potwierdza nasze człowieczeństwo, swoją największą moc ujawnia właśnie między rodzeństwem – silniejszą nawet niż między rodzicami a dziećmi […]. Rodzice i dzieci dzielą ze sobą tylko pół życia, a rodzeństwo – życie całe […]. Rodzeństwo, jeśli nić żywota człowieczego nie zostanie zbyt wcześnie przecięta, bawi się ze sobą jako dzieci, działa ramię w ramię jako młodzi ludzie, zasiada obok siebie aż po późną starość […].
I tak samo my w tych leniwie płynących latach szkolnych spaliśmy w jednym łóżku i w jednej izdebce, gdzie pracowaliśmy także przy jednym i tym samym stole, w okresie studiów w tej samej izbie stały nasze dwa łóżka i dwa stoły, potem w jednym gabinecie pracowaliśmy przy dwóch stołach, aż wreszcie u schyłku żywota w dwóch sąsiadujących ze sobą pokojach, ale zawsze pod jednym dachem, w nieuszczuplonej i niezakłóconej wspólnocie naszego mienia i naszych książek, z wyjątkiem tych kilku, które każdy z nas musiał mieć na podorędziu i dlatego kupowaliśmy je w dwóch egzemplarzach. Również nasze ostatnie łoża, jak się wydaje, będą znowu stały blisko siebie. Czyż zatem wątpić można, że jesteśmy jednością?
Z Mowy ku pamięci Wilhelma Grimma, wygłoszonej przez Jacoba Grimma w Królewskiej Akademii Nauk w Berlinie 5 lipca 1860 roku, pół roku po śmierci brata
Jacob i Wilhelm Grimmowie urodzili się w Hanau, mieście położonym na wschód od Frankfurtu nad Menem: Jacob Ludwig Carl Grimm 4 stycznia 1785 roku, a Wilhelm Carl Grimm niewiele ponad rok później – 24 lutego 1786 roku. Rok przed Jacobem przyszedł na świat pierworodny syn, Friedrich Herman Georg, który jednak zmarł w wieku trzech miesięcy.
Rodzice braci – Philipp Wilhelm Grimm i Dorothea Grimm z domu Zimmer – wzięli ślub w Hanau w lutym 1783 roku. Ojciec miał wówczas trzydzieści jeden lat, matka – dwadzieścia siedem. Dorothea wywodziła się z rodziny prawniczej osiadłej w Kassel, mieście w północnej Hesji. Z kolei przodkowie ze strony ojca byli duchownymi Kościoła reformowanego w Steinau i Hanau. Kościół ten, założony przez szwajcarskich reformatorów Jana Kalwina i Ulricha Zwingliego, gromadził na tych terenach tradycyjnie wielu zwolenników. Już pod koniec XVI wieku ówczesny hrabia – sam wychowany w wyznaniu reformowanym – pozwolił osiedlić się w Hanau, w dzielnicy Neustadt, holenderskim Flamandom i francuskim Walonom, prześladowanym w swoich ojczyznach z powodów religijnych. Powaga i prostota wyznawców Kościoła reformowanego wpływała także na codzienny tryb życia Grimmów, mimo że ojciec rodziny, Philipp Wilhelm Grimm, wybrał świecki zawód i został prawnikiem.
W 1830 roku Jacob Grimm napisał Selbstbiographie, autobiograficzne sprawozdanie z pierwszych czterdziestu pięciu lat życia. Powstało ono na potrzeby Źródeł do dziejów heskich uczonych, pisarzy i artystów od 1806 do 1830 roku, wydanych w 1831 roku przez Karla Wilhelma Justiego w Marburgu jako dziewiętnasty tom słownika biograficznego gromadzącego życiorysy uczonych z Hesji od czasów reformacji1. O najwcześniejszych latach swojego życia Jacob pisał:
Jako dzieci, choć nikt się nad tym szczególnie nie rozwodził, byliśmy wychowywani w surowym duchu Kościoła reformowanego. Zwykłem postrzegać osoby wyznania luterańskiego jako ludzi obcych, z którymi nie należało się spoufalać, a o katolikach, których łatwo było rozpoznać choćby po ich barwniejszych strojach, miałem wówczas dość szczególne wyobrażenia podszyte lękiem. I do dziś czuję, że jestem w stanie prawdziwie modlić się tylko w najprostszym, skromnie urządzonym kościele reformowanym. To dowodzi, jak silnie pierwsze wrażenia z dzieciństwa kształtują wiarę.
Philipp Wilhelm Grimm od 1778 roku pracował w Hanau, najpierw jako adwokat przy sądzie dworskim, a od 1782 – jako pisarz miejski i powiatowy. Rok po narodzinach Wilhelma otrzymał tytuł sekretarza miejskiego. Rodzina mieszkała wówczas w domu przy Paradeplatz. Niedługo później, w 1787 lub 1788 roku, przeprowadziła się na Langgasse, w bliskie sąsiedztwo ratusza dzielnicy Neustadt. W kwietniu 1787 i w grudniu 1788 roku na świat przyszli bracia Carl Friedrich i Ferdinand Philipp, a w marcu 1790 roku – Ludwig Emil, który w przyszłości zdobył pewną sławę jako malarz. W czerwcu 1791 roku urodził się jeszcze jeden chłopiec, Friedrich, który jednak żył niewiele ponad rok. W tym czasie Grimmowie mieszkali już w Steinau.
Dom przy Paradeplatz 1 w Hanau, w którym urodzili się bracia Grimm (zniszczony 19 marca 1945 roku). Fotografia, około 1939 roku
W Hanau Jacob spędził pięć lat, a Wilhelm – cztery. Niezwykłe jest to, jak wiele wspomnień bracia zachowali z wczesnych lat dzieciństwa. W 1814 roku, w tekście Besinnungen aus meinem Leben (Refleksje o moim życiu), Jacob Grimm zamieścił dokładny opis domu przy Langgasse. Zapamiętał, że matka zwykle siadywała w dziennej izbie na stołeczku przy oknie. Z kolei Wilhelm w 1830 roku, w zwięźle napisanej autobiografii, która również była przeznaczona do publikacji w przywołanych już Źródłach do dziejów heskich uczonych, pisarzy i artystów Justiego, dodawał, że matka z tego właśnie miejsca spoglądała w lustro, które „było umocowane na zewnątrz i w którym można było zobaczyć ludzi idących ulicą”. Zdaniem Wilhelma, był to dość nudny czas. Jacob przypomniał sobie służącą Marie i opiekunkę do dzieci Gretchen, ale nie wymienił żadnych towarzyszy zabaw. Z jego słów wynika, że rodzina żyła w pewnej izolacji. Modlono się przed posiłkami i wieczorem w łóżku przed snem. Matka myła Jacoba przy piecu „często ciepłą wodą i winem”, a przy obcinaniu paznokci chłopiec zwykle odczuwał „coś w rodzaju grozy”. Przyjemniejsze było czesanie i iskanie, gdy mógł wtulić twarz w ciało matki i cieszył się, kiedy jakaś wesz „pstryknęła” pod jej palcami. Kobieta, aby dziecko się nie nudziło, mówiła wówczas: „To był zwykły szeregowy, a teraz muszę poszukać chorążego”. Po całej procedurze wspólnie liczono „poległych”, chcąc się „przekonać, czy byli to prości żołnierze, czy oficerowie”. Chłopiec miał mniej wspomnień związanych z drugim rodzicem, to najmocniej utrwalone dotyczyło pewnego zimowego popołudnia, kiedy ojciec zabrał go do wsi, którą musiał odwiedzić w ramach swoich obowiązków służbowych. Jacob pisał, że gdy zdarzało mu się po latach podróżować zimą, wydawało mu się, że siedzi obok ojca, a cała reszta jego życia jest tylko snem.
Portret Philippa Wilhelma Grimma, ojca braci Grimm, obraz olejny pędzla Georga Carla Urlauba, 1788 rok
Raz w tygodniu jadano obiad u dziadków ze strony matki. Johann Hermann Zimmer był wcześniej radcą kancelaryjnym w Kassel, a gdy przeszedł w stan spoczynku, osiadł wraz z żoną Anną w Hanau. W czasie jednej z takich wizyt mały Jacob, jak pisał później w autobiograficznych wspomnieniach, stał na krześle i wygłaszał kazanie. Jako najstarszy syn był przeznaczony do stanu duchownego i miał iść w ślady dziadka ze Steinau. Ani Jacob, ani Wilhelm nie zdążyli już go poznać, podobnie zresztą jak babci ze strony ojca.
Znacznie więcej wspomnień Jacoba dotyczyło „cioci Schlemmerowej”, u której bywał codziennie i do której był wówczas bardziej przywiązany niż do ojca i matki. Juliane Charlotte Friederike Schlemmer była siostrą ojca, starszą od niego o szesnaście lat. Owdowiała w roku urodzenia Jacoba i od tego czasu mieszkała w sąsiedztwie. Zachowana wycinanka z epoki ukazuje jej stanowczy profil z mocno wysuniętym podbródkiem i długim nosem. Jacob był ulubieńcem ciotki, co w swoich zapiskach poświadcza również Wilhelm. To właśnie ona udzielała chłopcom pierwszych lekcji i cieszyła się u nich niekwestionowanym autorytetem. Już jako człowiek dorosły Jacob potrafił ze szczegółami opisać elementarz, z którego w dzieciństwie uczył się abecadła. Ciotka zleciła przerobienie starego wachlarza z kości słoniowej na wskaźnik, który po zakończonej lekcji umieszczała w książce jako zakładkę. Dla większej precyzji często dodatkowo posługiwała się szpilką, wskutek czego wszystkie litery w książce były mniej lub bardziej podziurawione. Nauka czytania od początku fascynowała Jacoba. Opisując związane z tym wrażenia z wczesnego dzieciństwa, stwierdził, że są one tak żywe w jego pamięci, jak gdyby wszystko działo się zaledwie kilka tygodni wcześniej. Z Jacobem ciocia Schlemmerowa przerabiała także Mały katechizm, czyli „naukę wiary chrześcijańskiej w formie pytań i odpowiedzi”, a posługiwała się przy tym egzemplarzem katechizmu kupionym jeszcze przez pradziadka chłopców. W tym wydaniu kilka kartek było wszytych odwrotnie, a na końcu znajdowała się tabliczka mnożenia z rymowankami, których Jacob, zgodnie z własnym świadectwem, szybko nauczył się na pamięć i już nigdy nie zapomniał.
Pod koniec pobytu w Hanau bracia zdążyli jeszcze zostać uczniami szkoły publicznej. Wilhelm po latach wspominał, jak ramię w ramię z Jacobem maszerowali przez rynek dzielnicy Neustadt, zmierzając na lekcje języka francuskiego. W szkole w jednej izbie tłoczyło się mnóstwo uczniów. „[…] jeden z nich – jak z kolei opisywał Jacob – miał żółty atrament, który sam również ogromnie pragnąłem mieć i którego pozwolił mi zaczerpnąć piórem całą porcję”. Nie wiemy, czy te lekcje zakończyły się wraz z wyprowadzką z Hanau, czy rodzice zabrali dzieci ze szkoły wcześniej.
Juliane Charlotte Friederike Schlemmer, wycinanka z epoki
O Wilhelmie z czasu dzieciństwa Jacob miał niewiele do powiedzenia. Bracia po prostu zawsze byli razem i zawsze razem się bawili, a ta codzienność i monotonia – jak skonstatował po latach – nie pozostawiły wyraźnych śladów.
W czasie, gdy rodzina Grimmów mieszkała jeszcze w Hanau, we Francji wybuchła rewolucja. Zapoczątkowała ona dynamiczne procesy historyczne, które przez całe życie Jacoba i Wilhelma wstrząsały Europą i dogłębnie ją przekształcały, a w różnych okresach prowadziły do dramatycznych zwrotów i wypadków w ich życiu. Początkowo jednak rewolucyjne zmiany nie naruszały idylli dzieciństwa chłopców. Wręcz przeciwnie, najwcześniejszym wydarzeniem historycznym zapamiętanym przez braci był wybór cesarza we Frankfurcie w 1790 roku; fetowanie władcy miało zademonstrować polityczną stabilność ziem niemieckich. Wprawdzie nie mogli oni być naocznymi świadkami elekcji, ale uczestniczyli w uroczystości towarzyszącej odbywającej się w Bergen, mieście nieopodal Frankfurtu, gdzie landgraf heski dla zabezpieczenia wyborów zgromadził wszystkie swoje wojska. Rodzina Grimmów udała się tam, by obejrzeć uroczystą paradę. Przemarsz żołnierzy, ich broń błyszcząca w słońcu i huk armat, który – jak napisał we wspomnieniach Wilhelm – za każdym razem wstrząsał ich powozem, były manifestacją butnego samozadowolenia apologetów dawnego porządku, jednocześnie zaś zwiastowały nadejście nowej epoki, czasów rewolucji i wojen, które przez kolejne ćwierćwiecze miały przeorać Europę.
W 1791 roku Philipp Wilhelm Grimm został naczelnikiem (Amtmann) rodzinnego miasta Steinau, położonego w połowie drogi między Hanau a Fuldą. Od XIV wieku przez sam jego środek przebiegał trakt, via regia, łączący dwa ośrodki targowe – Frankfurt i Lipsk. W XV i XVI wieku Steinau zyskało rangę stolicy administracyjnej hrabstwa Hanau. Osoba sprawująca urząd naczelnika była z tego powodu również najwyższym administratorem okręgu i przedstawicielem władcy, a w ramach swoich czynności służbowych pełniła także funkcje sędziego i notariusza.
Kiedy w połowie stycznia 1791 roku rodzina Grimmów przeprowadziła się do Steinau, miasto liczyło trzy tysiące mieszkańców. Oficjalna siedziba urzędu, w której Grimmowie otrzymali mieszkanie służbowe, była okazałą budowlą, wzniesioną w połowie XVI wieku i otoczoną murem, który okalał wewnętrzny dziedziniec ze studnią i starą lipą, z ogrodem i zabudowaniami gospodarczymi2. Wraz z rodziną Grimmów do Steinau przeprowadziła się ciotka Schlemmerowa, która sprzedała swój dom i dołączyła do gospodarstwa młodszego brata. W kolejnych latach, jak można wnioskować z Refleksji o moim życiu Jacoba, obecność ciotki w domu prowadziła do napięć w relacjach między nią a Dorotheą Grimm. Ciotka rządziła w polu i ogrodzie, podczas gdy matka wzięła we władanie kuchnię. Nawet tam ciotka próbowała jednak wtrącać się w życie rodziny, co było powodem skarg, jakie Dorothea potajemnie kierowała do męża. Ten jednak najwyraźniej unikał konfrontacji ze starszą siostrą.
Jacob i Wilhelm Grimmowie w Steinau, rysunek piórkiem Ludwiga Emila Grimma, około 1829/1830 roku
W Refleksjach o moim życiu Jacob przyznał, że w tamtym czasie potajemnie brał stronę ciotki z powodu jej słabego zdrowia i wyraźnego przywiązania do siebie. Pisał również, że gdy po śmierci ojca jego miłość do matki niepomiernie wzrosła, wcześniejsze uczucia do ciotki stały się przyczyną wyrzutów sumienia. Nie mylą się jednak biografowie, którzy cały okres pobytu braci Grimm w Steinau nazywają ich „rajem dzieciństwa”. To miasto stało się już na całe życie ich Heimat, „małą ojczyzną”, co obaj często podkreślali w późniejszych wspomnieniach. Już jako dorośli wielokrotnie i chętnie odwiedzali to miasto w dolinie górnego biegu rzeki Kinzig – miejsce, gdzie zrodziła się ich miłość do natury. Kiedy w starszym wieku poznawali nowe okolice, zawsze porównywali je z krajobrazem swojego dzieciństwa. Dorastali w zamożnym, reprezentacyjnym domu i nic dziwnego, że czas ten zapisał się na zawsze w ich pamięci. W Refleksjach o moim życiu Jacob stwierdził, że nawet nie będzie próbował opisywać Steinau, bo mógłby na ten temat napisać osobną grubą księgę.
Zimmerowie, dziadkowie ze strony matki, pozostali w Hanau, a rozłąka ta skutkowała ożywioną korespondencją. W listach dziadka można przeczytać pochwały odręcznego pisma Jacoba i jego postępów w nauce. Dziadkowie planowali odwiedziny u wnuków, które jednak nie mogły dojść do skutku, „jak długo działania wojenne nie przyjmą bardziej korzystnego obrotu”. To sformułowanie powraca niczym mantra w pełnych ubolewania listach z Hanau. W korespondencji Johanna Hermanna Zimmera z jego dwoma najstarszymi wnukami (których pisemne odpowiedzi, niestety, prawie w całości zaginęły) Jacob był zawsze głównym adresatem, podczas gdy słowa kierowane do Wilhelma znajdowały się zwykle w postscriptum. Wilhelm wcześnie pogodził się ze swoją rolą „tego drugiego”. Dziadek, pisząc do wnuków, nie pomijał tematów politycznych dotyczących ówczesnej sytuacji w Europie. A gdy dla maluchów, Ferdinanda i Ludwiga, posłał na przykład w prezencie zabawkowe bębenki, Jacob otrzymał od niego plan „niedawnego oblężenia Moguncji” (list z 3 marca 1795 roku) oraz „obiecaną mapę z terenami wydzielonymi linią demarkacyjną” (list z 8 lipca 1795 roku).
W 1792 roku, w wieku siedemdziesięciu czterech lat, zmarła babcia Zimmerowa. W marcu kolejnego roku na świat przyszła jedyna siostra braci Grimm – Charlotte Amalie, o czym rodzina z radością powiadomiła owdowiałego dziadka, co możemy wnioskować z jego listownych reakcji. W lipcu 1794 roku Dorothea Grimm wydała na świat ostatnie dziecko – Georga Eduarda – które umarło jednak wiosną kolejnego roku.
Czego Jacob i Wilhelm Grimmowie nauczyli się w okresie spędzonym w Steinau? „Nie nauczyliśmy się zbyt wiele” – zawyrokował po latach Jacob. Preceptor miejski, czyli opłacany z pieniędzy miasta nauczyciel, niejaki Zinkhahn, przychodził do ich domu co rano i nauczał chłopców zwykle od dziesiątej do dwunastej, a następnie po południu – od czternastej do piętnastej. Uczył ich kaligrafii, łaciny, religii, później także geografii. W trakcie lekcji kaligrafii Jacob buntował się przeciw metodzie stosowanej przez Zinkhahna i posługiwał się nowocześniejszym wzorem pisma, otrzymanym od dziadka, chociaż nauczyciel tego nie akceptował. Jacob ćwiczył się w pisaniu, kopiując teksty „sporządzone ręką ojca”, w ten sposób przejmował jego charakter pisma. Wspominał, że również w sprawach religii więcej się dowiedział z „lektury dziejów biblijnych autorstwa Hübnera oraz dzięki głośnemu czytaniu Biblii u cioci” niż w czasie lekcji Zinkhahna, którego – jak podsumowuje – „nigdy nie lubił, a jedynie szanował. Zinkhahn był pedantyczny i surowy, ale nie miał umiejętności nauczycielskich. Był bardzo uporządkowany, lecz pozbawiony szerokich horyzontów”.
W lekcjach uczestniczyło także młodsze rodzeństwo. Ludwig Emil na zachowanym rysunku uwiecznił zarówno wizerunek nauczyciela, jak i jego stałe powiedzonko „des Deiwels” (do diabła).
Do gospodarstwa rodzinnego – oprócz rodziców, rodzeństwa i ciotki – należeli jeszcze: Marie ze swoją matką staruszką, woźnica Müller oraz służące pracujące w kuchni i przy zwierzętach. Dość szybko bracia musieli przejąć lżejsze prace domowe. Jeszcze dwadzieścia lat później Jacob, pisząc wspomnienia, rozróżniał zadania przyjemne (świniobicie, produkcja kiełbasy, pieczenie ciast) i nieprzyjemne (wielkie pranie, łuskanie fasoli i przebieranie chmielu).
Pod koniec 1795 roku ojciec ciężko się rozchorował. Miejscowy lekarz dość szybko zrozumiał, że nie potrafi wyleczyć prominentnego pacjenta. Wezwano więc doktora spoza miasta i przez jakiś czas rokowania były optymistyczne. Jednak 10 stycznia Philipp Wilhelm Grimm zmarł. W chwili śmierci liczył sobie zaledwie czterdzieści cztery lata.
Preceptor Zinkhahn w czasie lekcji, dziecięcy rysunek ołówkiem i piórem Ludwiga Emila Grimma, około 1800 roku
Po śmierci ojca nastąpiła społeczna degradacja rodziny. Wdowa z sześciorgiem dzieci musiała opuścić służbowe mieszkanie w siedzibie urzędu, by zwolnić miejsce dla kolejnego naczelnika. Rodzina przeprowadziła się do mieszkania czynszowego w Huttische Spital, czyli w budynku zbudowanym na fundamentach dawnego miejskiego szpitala3. To lokum szybko okazało się zbyt ciasne, więc kilka miesięcy później Dorothea Grimm wykupiła część budynku zwanego Alte Kellerei4 przy miejskiej bramie Brückentor. Wraz z młodszymi dziećmi mieszkała tam aż do 1805 roku.
Już kilka dni po śmierci ojca Jacob Grimm napisał list do Henriette Philippine Zimmer, starszej o siedem lat siostry matki, która w Kassel była damą dworu na dworze Wilhelminy Karoliny, landgrafini Hesji-Kassel. Jacob prosił ciotkę, by zaopiekowała się nim i jego rodzeństwem:
Najdroższa Panno Ciociu,
wraz z pozostałymi pięciorgiem dzieci, którym odumarł ojciec, polecam się Cioci dobremu sercu i trosce, a sam jestem przekonany, że nie czynię tą moją prośbą niczego zdrożnego. Wiem, że szczerze współczuje nam Ciocia w naszej wielkiej stracie. Czy mógłbym choćby na jedną godzinę dostąpić zaszczytu i osobiście opowiedzieć Cioci prosto z serca o naszych sprawach? Jak wiele mam Cioci do powiedzenia o mojej ukochanej matce złożonej cierpieniem! Z pewnością będzie Ciocia umiała pocieszyć mnie i wesprzeć dobrą radą […]. W myślach składam pocałunek na Cioci dłoni i polecam siebie oraz moje rodzeństwo dobrotliwej opiece.
Łączę wyrazy szacunku,
siostrzeniec J.L.C. Grimm
Henriette Philippine Zimmer, sztych oparty na rysunku ołówkiem Ludwiga Emila Grimma, około 1808 roku (por. w odniesieniu do tego portretu list Jacoba Grimma do Friedricha Carla von Savigny’ego z 21 maja 1808 roku)
Pomysł tego listu podsunął prawdopodobnie dziadek, który musiał podjąć się funkcji opiekuna dzieci, gdyż owdowiała matka nie miała osobowości prawnej. Z kolei jedenastoletniemu Jacobowi Grimmowi przypadło w udziale zadanie reprezentowania rodziny przed światem. W tej roli odnalazł się bez trudu, nawet jeśli obowiązek zmusił go do niej zbyt wcześnie. Jest to funkcja, którą pełnił do końca swojego życia.
Błagalny list siostrzeńca szybko przyniósł rezultaty. Już trzy dni później landgrafini przekazała dyrekcji kasy rządowej rozporządzenie wypłaty corocznej pensji na rzecz Dorothei Grimm. Pensja wynosiła sto guldenów w walucie frankfurckiej. Dzięki tej skromnej zapomodze życie rodziny mogło toczyć się dalej. Jacob podejmował się także reprezentowania w Steinau interesów ciotki z Kassel i negocjował z jej dłużnikami.
Po śmierci ojca pozycja rodziny wyraźnie osłabła. W maju 1796 roku Jacob z oburzeniem pisał do dziadka, że w Steinau są tacy, którzy szargają pamięć jego ojca. Dziadek uspokajał wnuka, wyjaśniając, że złe języki trafiają się zawsze, a chłopak powinien je zlekceważyć i zachować się tak, jakby niczego nie słyszał. Jacob musiał więc zamilknąć wobec nienawistnych uwag. Z takich doświadczeń wyrosło charakterystyczne dla niego poczucie godności, które towarzyszyło mu przez całe życie.
W grudniu 1796 roku zmarła ciocia Schlemmerowa i od tego czasu rodzina Grimmów była jeszcze bardziej niż dotąd zdana na siebie i pozbawiona wsparcia. W kolejnym roku Jacob przystąpił do konfirmacji w Kościele Świętej Katarzyny w Steinau. Wilhelm konfirmację przyjął dopiero dwa lata później, w miejscowości Großalmerode, z rąk krewnego ze strony matki – Martina Philippa Koppena.
W tak utrudnionych warunkach życia w Steinau dwaj najstarsi bracia nie mogli się już rozwijać stosownie do swoich uzdolnień. A przecież po przedwczesnej śmierci ojca tym bardziej powinni byli się uczyć, by zdobyć profesję, dzięki której będą mogli wesprzeć finansowo matkę i młodsze rodzeństwo. Pod koniec czerwca 1798 roku dziadek zwołał naradę rodzinną w sprawie dalszych losów Jacoba i Wilhelma, na którą przybyła także ciotka Zimmer. Krewni podjęli decyzję, by obu braci wysłać na naukę do gimnazjum w Kassel. Wikt i opierunek na miejscu mieli im zapewnić trzeci podczaszy nadworny Abraham Vollbrecht i jego żona. Vollbrecht za stancję wyznaczył opłatę w wysokości dwustu szesnastu guldenów „według tutejszych pieniędzy” – jak napisał do starszej córki w Kassel Johann Hermann Zimmer. Dorothea Grimm ze swojej strony zaproponowała dwieście guldenów, co stanowiło przecież i tak dwukrotność zapomogi wypłacanej jej na polecenie landgrafini. Szczęśliwie na tej kwocie stanęło.
Johann Hermann Zimmer, dziadek braci Grimm, obraz olejny pędzla Georga Carla Urlauba, 1788 rok
Z wielką starannością i troską dziadek przygotował wyjazd wnuków. Trasa wiodła przez Hanau i Frankfurt, a w podróży należało się spodziewać licznych kontroli wojskowych. Bracia ruszyli w drogę 30 września, a już w pierwszych dniach października przystąpili w Kassel do egzaminów. Wilhelma skierowano do niższej klasy niż Jacoba, co dziadek chłopców w liście do starszej córki z 12 października skomentował następująco:
To, że Wilhelm trafi do niższej klasy, z pewnością nie przypadnie mu do gustu. Sam odniosłem wrażenie, że ten dobry chłopiec ma nieco zbyt wysokie mniemanie o swoich możliwościach, dlatego wykazał się najwyraźniej zbyt dużą lekkomyślnością, zaniedbując pilną naukę. Mam nadzieję, że teraz ambicja zmotywuje go, by podwoić wysiłki i dorównać bratu. Bo przecież nie brak mu oleju w głowie. Jeśli zaś chodzi o Jacoba, to nie podoba mi się, że z pewną satysfakcją spogląda na brata pozostającego w tyle. To nie jest po bratersku. Wprost przeciwnie – Jacob powinien w miarę swoich sił wspierać brata w nadrabianiu zaległości.
Pod koniec listopada 1798 roku, kilka tygodni po tym, jak umieścił swoje najstarsze wnuki w Kassel, Johann Hermann Zimmer zmarł.
Lyceum Fridericianum – gimnazjum, do którego w Kassel uczęszczali Jacob i Wilhelm – zostało powołane w 1779 roku w miejsce tak zwanej szkoły łaciny (Lateinschule)5. Obaj bracia musieli rozpocząć naukę w klasach niższych, niż sugerowałby ich wiek, ale nadrabiając zaległości i przeskakując klasy, ostatecznie przerobili cały program nauczania w połowie przewidzianego czasu. Co więcej, wcześniej zaczęli także studia uniwersyteckie, co było wówczas możliwe, jednak takie tempo okupili ogromnym wysiłkiem i dużym nakładem pracy. Po sześciu godzinach spędzonych w szkole bracia codziennie przez co najmniej cztery, a często i pięć godzin pracowali jeszcze dodatkowo – pobierali prywatne lekcje u ochmistrza Stöhra, który udzielał im korepetycji z łaciny i uczył francuskiego.
Ucierpiała na tym kondycja fizyczna braci. Wilhelm, jak pisał w autobiografii, aż do czasu nauki w Kassel cieszył się świetnym zdrowiem. Jacob w dzieciństwie, gdy mieszkał już w Steinau, ciężko przeszedł ospę. W okresie edukacji szkolnej najwyraźniej nasiliły się u niego dwie inne dolegliwości, które będą mu dokuczać przez resztę życia – bóle głowy i kłopoty ze wzrokiem (był krótkowidzem, ale odmawiał noszenia okularów).
Podjęty wysiłek przyniósł rezultaty w nauce. Szczególnie zauważalne było to w wypadku Jacoba, który stał się prymusem i zbierał nieustannie pochwały nauczycieli. On sam w późniejszym czasie nie oceniał szkoły i nauczycieli tak pozytywnie. Dotyczyło to zwłaszcza „trzeciego” nauczyciela, tak zwanego tertiusa, wymienionego we wspomnieniach z nazwiska. Nathanaelowi Caesarowi chłopiec miał za złe, że ten tylko do niego zwracał się per „on”, w trzeciej osobie, podczas gdy pozostałych kolegów z klasy, którzy pochodzili z Kassel, tytułował uprzejmym „pan”. Na takie nierówne traktowanie, podkreślał Jacob po trzydziestu latach, żaden nauczyciel nigdy nie powinien sobie pozwalać, gdyż jego stosunek do ucznia od razu zaczynają naśladować rówieśnicy. A co do samych lekcji, zbyt wiele czasu – jak podsumowywał Jacob – poświęcano takim przedmiotom, jak geografia, historia naturalna, antropologia, nauka moralności, fizyka, logika i filozofia, a zaniedbywano zajęcia filologiczne i historyczne, które powinny stanowić trzon edukacji młodzieży w gimnazjum. Takie oceny, formułowane już z perspektywy czasu, wynikają oczywiście ze ścieżki zawodowej, którą Jacob ostatecznie wybrał.
Na początku nauki wiele szkolnych inspiracji padło jednak na podatny grunt. Bracia rozwijali swoją pasję kolekcjonerską, której oddawali się jeszcze w Steinau, a w Kassel założyli nowe zbiory, zwłaszcza eksponatów przyrodniczych. Znajdowała się wśród nich nie tylko kolekcja motyli, ale także ptasich jaj. Jacob poważnie myślał o tym, by zostać botanikiem, o czym wspominał jeszcze w 1860 roku w Mowie ku pamięci Wilhelma Grimma, wygłoszonej po śmierci młodszego brata.
Czas wolny, którego nigdy nie było zbyt dużo, bracia spędzali nie tylko na powiększaniu swoich zbiorów, lecz również na rysowaniu. „Właściwie obarczono nas zbyt wielkimi ciężarami, kilka wolnych godzin z pewnością dobrze by nam zrobiło – krytycznie osądzał po latach w Selbstbiographie Jacob Grimm. – Mieliśmy zbyt mało kontaktu z ludźmi i dlatego tę odrobinę wolnego czasu, który pozostawał po wypełnieniu szkolnych obowiązków, przeznaczaliśmy na rysowanie, w czym dość daleko zaszliśmy, chociaż nie mieliśmy wsparcia nauczycieli. I to właśnie te postępy zainspirowały naszego młodszego brata, Ludwiga Emila, który w dorosłości doszedł do pewnej sławy zarówno za sprawą swoich sztychów, jak i obrazów olejnych”.
Coraz mocniej ujawniała się fascynacja braci literaturą, czego świadectwo dał w autobiograficznych ciekawostkach (Denkwürdigkeiten) Paul Wigand, syn nadwornego archiwisty z Kassel i wnuk siostry Johanna Christopha Gottscheda6. Grimmowie przyjaźnili się z nim przez całe życie – zachowało się ponad dwieście listów pisanych przez nich do Wiganda w latach 1802–1859. Wspominał on, że Jacob i Wilhelm w okresie nauki szkolnej byli całkowicie pochłonięci książkami i czytali wszystko, co im wpadło w ręce, niezależnie od tego, czy były to teksty wysokich lotów, czy groszowe powieści. Kieszonkowe zostawiali u antykwariuszy i na aukcjach książkowych, a jeśli nie mogli sobie pozwolić na jakąś książkę, przepisywali ją. W ten sposób stworzyli wielką kolekcję wierszy Matthissona, Tiedgego, Stolberga i wielu innych7. Ponadto uważali, że kopiowanie tekstu to w istocie jego dokładniejsza lektura. Pozostawali wierni tej metodzie przez całe życie i uciekali się do niej zwłaszcza w archiwach i bibliotekach, jeśli trafili na rzadki rękopis. Gdy więc przesłali – każdy z osobna – matce do Steinau życzenia noworoczne, ich rymowana forma mogła być zainspirowana lekturą utworów poetyckich, które akurat czytali. Choć same rymy nie były szczególnie oryginalne.
Pod koniec nauki Wilhelm Grimm zachorował na szkarlatynę, a pewne dolegliwości utrzymywały się także po zakończeniu choroby. Miał kłopoty z oddychaniem i odczuwał ból w piersi. Gdy jego stan znów dramatycznie się pogorszył, zdiagnozowano u niego astmę. Wilhelm przez pół roku nie mógł wychodzić ze swojego pokoju. Doszedłszy tylko jako tako do sił, wbrew radzie dyrektora porzucił szkołę w Kassel i wiosną 1803 roku dołączył do Jacoba, który już od roku studiował na Uniwersytecie w Marburgu.
Uniwersytet w Marburgu został założony w 1527 roku, w okresie reformacji. W tamtym czasie uczelnie bynajmniej nie miały otwierać młodym mężczyznom – o kobietach nie wspominając – drogi do kariery naukowej. Zakładane przez lokalnych władców, służyły jednemu celowi: zapewnieniu kadr niezbędnych do zarządzania ich niewielkimi terytoriami. Uniwersytet w Marburgu u progu XIX wieku liczył około dwustu studentów. Aby utrzymać ich liczbę na umiarkowanym poziomie, landgraf Hesji-Kassel wydał w 1793 roku zarządzenie, by do studiów dopuszczać tylko synów jego „sług”, czyli urzędników zakwalifikowanych do co najmniej siódmej kategorii w hierarchii urzędniczej. Philipp Wilhelm Grimm jako naczelnik miast Steinau i Schlüchtern zgodnie z regulaminem służby cywilnej przynależał do kategorii ósmej, jego synowie mogli więc rozpocząć studia tylko dzięki uzyskanej dyspensie władcy. Wystąpiła o nią z „najuniżeńszą” prośbą „owdowiała naczelnikowa Grimm ze Steinau” i pozwolenie takie dwukrotnie zostało jej „łaskawie udzielone”.
Jacob rozpoczął studia prawnicze, tak bowiem życzyła sobie matka, a ponadto sam czuł się do tego zobowiązany ze względu na dawne plany zmarłego ojca. Philipp Wilhelm Grimm od dziecka ćwiczył Jacoba w nauce paragrafów i spisywał dla niego przypadki z własnej praktyki, aby syn mógł w przyszłości zrobić z nich użytek. Dodatkowym argumentem było to, że studia prawnicze dawały uzasadnione nadzieje na szybkie zatrudnienie.
Nie zmienia to faktu, że Jacob od początku nauki na uniwersytecie żywo interesował się przedmiotem swoich studiów. Gdy na Wielkanoc 1803 roku Wilhelm z ich wspólnym przyjacielem Paulem Wigandem dołączyli do Jacoba, byli zdziwieni, jak bardzo w tak krótkim czasie pogłębiła się wiedza i dojrzał gust literacki starszego z Grimmów. W czasach nauki w gimnazjum bracia – jak z pewną przesadą opisał Wigand – w „czytelniczym i książkowym szale” połykali dziennie jedną powieść Augusta Lafontaine’a8, bardzo cenionego wówczas niemieckiego autora literatury sentymentalnej, którego sami także uważali za najwybitniejszego twórcę literackiej prozy. Ale po krótkim czasie spędzonym przez Jacoba na uczelni jego gust przeszedł gruntowną przemianę. Dzięki profesorom i lekturze pism literackich Jacob odkrył dzieła Ludwiga Tiecka, Johanna Wolfganga Goethego oraz Friedricha Schillera, a także braci Augusta Wilhelma i Friedricha Schleglów – był uważnym czytelnikiem wydawanych przez nich czasopism „Athenäum” i „Europa”. Z ówczesnej korespondencji Grimmów można się dowiedzieć, że do tej lektury przyciągała go przede wszystkim tematyka średniowiecza – epoki, którą w tamtych latach na nowo odkryli romantycy i do której chętnie odwoływali się w twórczości własnej. Gdy Jacob czymś się zafascynował, pozostawał później wierny przedmiotowi swojego zainteresowania. W listach z tego czasu pisał na przykład, że odrzucał propozycje wspólnych spacerów, przedkładając nad nie wędrówki wśród lektur. Zresztą Wilhelm, który oczywiście znowu zamieszkał z bratem, i tak nie mógł zażywać długich przechadzek z powodu utrzymującego się bólu w klatce piersiowej. Na uczelnię chodził wolnym krokiem, zwykle wsparty na ramieniu Wiganda. W autobiografii napisał, że uczęszczał wprawdzie na wszystkie zajęcia przewidziane w programie studiów, lecz nadal musiał się leczyć i utracił już nadzieję, że odzyska pełnię sił. Mimo ograniczeń spowodowanych chorobą Wilhelm w czasach studenckich – zgodnie ze swoim usposobieniem – prowadził o wiele bogatsze życie towarzyskie niż Jacob. Przede wszystkim jednak z wielkim zapałem przyswajał sobie nowe literackie odkrycia brata.
Friedrich Carl von Savigny, sztych Ludwiga Emila Grimma, 1815 rok
Przełomowym wydarzeniem okresu studiów w Marburgu było spotkanie braci z Friedrichem Carlem von Savignym. „Cóż innego mogę powiedzieć o wykładach von Savigny’ego, jak tylko to, że mnie z całą mocą porwały i wywarły najpotężniejszy wpływ na całe moje życie i moje badania” – pisał kilka dekad później w autobiografii, wciąż przepełniony wdzięcznością Jacob. Jedynie sześć lat starszy od Jacoba, von Savigny wywodził się – podobnie jak bracia Grimm – z regionu Hanau, wcześnie również stracił rodziców. Różniło ich jednak pochodzenie, gdyż von Savigny należał do zamożnej arystokratycznej rodziny uchodźców religijnych z Lotaryngii. Członkowie rodu tradycyjnie piastowali wysokie publiczne urzędy, a to otwierało przed młodym człowiekiem wszelkie możliwości edukacji i rozwoju. Friedrich Carl von Savigny już w młodym wieku nawiązał liczne kontakty z najwybitniejszymi osobistościami epoki. W wieku dwudziestu lat uzyskał doktorat, a tym samym prawo do wykładania na uniwersytecie, i postanowił poświęcić się karierze naukowej.
Według ówczesnych standardów nie była to najatrakcyjniejsza ścieżka zawodowa spośród wszystkich dostępnych. Od 1800 roku von Savigny wykładał w Marburgu, najpierw jako docent prywatny (Privatdozent), a od 1803 – po ukazaniu się jego pierwszego ważnego dzieła Das Recht des Besitzes (Prawo własności) – piastował stanowisko profesora nadzwyczajnego nauk prawnych.
Friedrich Carl von Savigny uchodzi za twórcę historycznej szkoły prawa. Kierunkowi temu przyświecała idea, że tradycje prawne nie biorą swojego początku od jakiegoś ponadczasowo obowiązującego autorytetu, lecz można je ująć wyłącznie w odniesieniu do warunków ich powstania i dalszego rozwoju, a więc w kategoriach historycznych – co było wówczas myślą stosunkowo nową. Pokolenie wcześniej Johann Gottfried von Herder9 sformułował tę samą ideę w odniesieniu do twórczości literackiej. Jego zdaniem, każda rzecz ma swój czas i swoją wartość, więc rzekomo uniwersalne, obowiązujące niezmiennie w każdej epoce prawa poezji same w sobie są historyczne, a zatem względne. Również w Getyndze działała szkoła nauk historycznych propagująca podobne myślenie. Gustav Hugo10, podobnie jak później von Savigny, zastosował metodę historyczną do prawa rzymskiego i stwierdził, że prawo rzymskie – w formie przyswojonej przez włoskie prawoznawstwo – w średniowieczu wyparło w Niemczech staroniemieckie prawo zwyczajowe. Friedrich Carl von Savigny przez jeden semestr studiował w Getyndze i tam właśnie uległ tej intelektualnej inspiracji. Jego zainteresowania nie koncentrowały się jednak – jak u innych tamtejszych uczonych – na pragmatycznym korygowaniu i dopasowywaniu prawa stosowanego, lecz na wszechstronnym badaniu mechanizmów historii prawa.
U innych profesorów na Uniwersytecie w Marburgu – Heinricha Beringa, Johanna Christopha Erxlebena, Christiana Roberta, Friedricha Bauera i Philippa Friedricha Weisza – Jacob i Wilhelm uczyli się jedynie praktyki prawnej obrosłej w liczne komentarze i zaliczali wszystkie przewidziane w programie studiów przedmioty, jednak bez większego zapału, a nieraz wręcz z drwiną. Na początku 1805 roku w liście do Ernsta Ottona von der Malsburga, wspólnego kolegi ze szkoły i z uniwersytetu, Wilhelm pisał, że nie może już nawet spojrzeć na Erxlebena, bo się obawia, że wybuchnie śmiechem. Z kolei von Savigny budził w braciach zachwyt. Świadectwem tego nieustającego podziwu jest list Wilhelma Grimma do Paula Wiganda:
Jest on jedynym człowiekiem, którego czczę tak bardzo i do którego żywię bezgraniczne zaufanie. Bez najmniejszego wahania złożyłbym całe moje życie w jego rękach […]. W swojej osobie, obok wielu innych przymiotów, łączy ten spokój, to zawsze pogodne usposobienie, jakie inni ludzie są w stanie osiągnąć dopiero po długim, pełnym trudów życiu. Godny pochwały jest również jego duch oraz jego poczciwa natura! I gdyby jakiś inny człowiek posiadł taką wiedzę i taką przenikliwą inteligencję jak von Savigny, byłbym zirytowany, że taki nadmiar zalet przypadł w udziale jednemu człowiekowi. Podobnie jak czuję się na siłach urzeczywistnić wszystkie moje dotychczasowe plany, tak wobec von Savigny’ego muszę sam przed sobą wyznać, że niepodobna mu dorównać. Jednak jego wzór dodaje mi otuchy, wręcz daje ukojenie, gdyż wiem, że jest on wzorem niedoścignionym.
Miasto uniwersyteckie Marburg, staloryt Ludwiga Rohbocka, około 1850 roku
Seminaria von Savigny’ego różniły się znacznie od zajęć prowadzonych przez jego starszych kolegów po fachu. Inni wykładowcy odczytywali po prostu przygotowane wcześniej materiały, podczas gdy von Savigny mówił z głowy, czasem tylko rzucał okiem na pojedynczą kartkę z notatkami, a słuchaczy włączał w tok wykładu, zadając im pytania. Kwestie bardziej skomplikowane zlecał do opracowania pisemnego, jednocześnie zachęcał studentów, by nie tylko referowali, lecz również badali temat. Pół wieku później w przemówieniu z okazji uroczystości nadania von Savigny’emu tytułu doktora honoris causa uniwersytetu berlińskiego Jacob zaświadczył, że taki styl nauczania – przynajmniej wobec Jacoba i Wilhelma Grimmów – stał się inspiracją i wielką zachętą do dalszych starań i poszukiwań. Jacob w październiku 1850 roku, w laudacji zatytułowanej Das Wort des Besitzes (Słowo własności)11, powiedział:
Nigdy nie zapomnę, jak przyjaźnie zwracał się do nas ten wykładowca, jak spieszył nam z pomocą, jak szlachetna była jego natura, jakie miał przyjemne poczucie humoru i jak inspirującą osobowość. Jeszcze teraz widzę, jak stoi przed nami przy katedrze, a my spijamy każde słowo z jego ust. Moja pierwsza praca pisemna wykonana na jego seminarium dotyczyła zbadania pewnego problemu prawnego – chodziło o zachowek w testamencie. Czy chcą państwo usłyszeć ocenę, jaką otrzymałem od mojego profesora? Jeszcze dzisiaj potrafię ją przytoczyć z pamięci: „Problem został nie tylko w pełni prawidłowo rozstrzygnięty, ale także bardzo dobrze zreferowany”. Nigdy więcej żaden recenzent nie był w stanie sprawić mi większej radości swoją pochwałą. A gdy na Pańskich zajęciach zaczerpnąłem świeżego powietrza, czułem się jakimś sposobem uwolniony z pęt krępujących całą moją naturę. Wracałem z uczelni do mojej małej izdebki raźnym krokiem, a wchodząc po schodach do naszego domu położonego na wzgórzu, przeskakiwałem po kilka stopni12. W tych dniach moja dusza stała Przed panem otworem, a ja byłem gotowy powierzyć Panu całe moje życie.
Jacob Grimm często odwiedzał von Savigny’ego w jego mieszkaniu, by oddać prace domowe. Z czasem między nimi wytworzyła się bardziej osobista relacja. Jacob był wniebowzięty, gdy w bibliotece mistrza odkrył opublikowany czterdzieści pięć lat wcześniej przez Johanna Jakoba Bodmera, profesora z Zurychu, egzemplarz Sammlung von Minneliedern aus dem schwäbischen Zeitpuncte (Zbioru pieśni minnesangu z okresu szwabskiego) – edycji opartej na tak zwanym Codex Manesse, rękopisie z Heidelbergu. Zawarte w zbiorze poezje – a właściwie uwspółcześnione wersje średniowiecznych utworów – Jacob poznał już wcześniej za sprawą innej książki: Minnelieder aus dem Schwäbischen Zeitalter (Pieśni minnesangu z epoki szwabskiej) Ludwiga Tiecka z 1803 roku. Teraz jednak dzięki tomowi z księgozbioru von Savigny’ego Jacob mógł przeczytać te teksty w ich pierwotnym brzmieniu – w języku środkowo-wysoko-niemieckim. Przedmowa Tiecka do jego edycji pieśni wywarła na braciach niezatarte wrażenie, autor bowiem zawarł w niej ideę, że dzieje poezji bezpośrednio odzwierciedlają duchowe dzieje danego narodu. Z czasem pod wpływem tej koncepcji Jacob i Wilhelm zaczęli sami gromadzić „staroniemieckie zabytki”, jak nazywano wówczas świadectwa dawnego piśmiennictwa, aby właśnie na ich podstawie zarysować kiedyś dzieje poezji narodu niemieckiego.
Przez swojego mistrza bracia Grimm poznali Clemensa Brentana. Friedrich Carl von Savigny zaprzyjaźnił się z poetami Clemensem Brentanem i Achimem von Arnimem już w 1799 roku. W kolejnym roku zimą Brentano przebywał przez jakiś czas u von Savigny’ego w Marburgu. Od tego czasu pozostawali w stałym kontakcie, a wiosną 1804 roku von Savigny ożenił się z siostrą przyjaciela – Kunigunde, zwaną Gundą. Prawie całe lato 1804 roku siostry Gundy – Bettine i Meline Brentano – spędziły u państwa von Savignych. Pod koniec sierpnia do Marburga przybył także sam Clemens Brentano ze swoją żoną Sophie Mereau i wynajął mieszkanie przy Reitgasse. Niebawem w ich domu regularnie pojawiali się Jacob i Wilhelm Grimmowie.
Tego samego lata von Savigny wystąpił o urlop na uniwersytecie i pod koniec roku wraz z żoną i ze szwagierką Meline przeprowadził się do Paryża, by w tamtejszej Bibliotece Narodowej rozpocząć studia nad źródłami historycznymi, które były mu niezbędne do napisania planowanej, szeroko zakrojonej historii prawa rzymskiego stosowanego w Niemczech w średniowieczu.
Na przełomie 1804 i 1805 roku Ernst Otto von der Malsburg, wspomniany już przyjaciel Grimmów, który przebywał właśnie u ojca w Paryżu, doniósł braciom, że w stolicy Francji von Savigny znalazł tak dużo materiałów, że zamierza sprowadzić z Marburga pomocnika i w pierwszej kolejności myśli o Jacobie. Rzeczywiście, niedługo później Philipp Friedrich Weisz, kolega von Savigny’ego z uniwersytetu marburskiego, przekazał Jacobowi prośbę, by ten niezwłocznie przyjechał do Paryża i pomógł profesorowi w kwerendzie bibliotecznej.
Gunda von Savigny, z domu Brentano, czytająca przy stole, rysunek ołówkiem Ludwiga Emila Grimma, 1809 rok
Propozycja ta oddalała realizację dawno przygotowywanego planu przeprowadzki Dorothei Grimm do Kassel, jednak Jacob w przynaglających listach do matki i ciotki prosił je o zgodę na wyjazd do Paryża, który uważał za swoją ogromną życiową szansę. W nocy z 27 na 28 stycznia 1805 roku Jacob, który niedawno skończył dwadzieścia lat, wyruszył w podróż do stolicy Francji.
Dziesięć dni później dotarł na miejsce i został serdecznie przyjęty przez von Savignych, o czym po kilku dniach powiadomił listownie matkę i ciotkę. Profesor nie tylko wziął na siebie koszty podróży, ale także zapewnił pomocnikowi mieszkanie i wyżywienie. Na początku marca w liście do brata Jacob pisał, że codziennie – oprócz niedziel – między godziną dziesiątą a czternastą pracuje w bibliotece. Tutejsze zasoby były, zdaniem Jacoba, porównywalne z tymi zgromadzonymi w bibliotece w Getyndze, która była wówczas najlepszą biblioteką Niemiec, pod względem jednak układu i wyposażenia oraz uporządkowania zbiorów biblioteka paryska biła ją na głowę. Kwerenda polegała na porównywaniu rękopisów i sporządzaniu wyciągów z druków oraz znajdujących się w nich odręcznych glos. Później wszystko to opracowywali wspólnie z von Savignym w domu.
Aż do września, czyli do powrotu Jacoba z Francji, bracia wymieniali się listami. Udzieliwszy pierwszych informacji o pracy związanej z publikacją von Savigny’ego, Jacob więcej już do niej nie wracał. Głównym tematem korespondencji było to, co obu najbardziej pociągało od początku studiów w Marburgu: poszukiwanie najnowszych dzieł i powiększanie własnych zbiorów książkowych. Poza tym Jacob opowiadał o Paryżu, lecz czynił to raczej z obowiązku i bez widocznej fascynacji. Miasta jako całości nie uważał za piękne: ulice były, jego zdaniem, wiecznie brudne, często wąskie i kręte, a poza tym brakowało mu okazałych placów dostępnych dla wszystkich mieszkańców. Paryż, w którym wtedy mieszkał, nie był jeszcze miastem znanych nam szerokich bulwarów, bo w obecnym kształcie powstał dopiero w epoce II Cesarstwa. Jacob Grimm poznawał miasto jak z powieści Honoré de Balzaca – ciasne, o chaotycznej zabudowie. Pisał, że Francuzi, podobnie jak Niemcy, często rozmawiali o sprawach trywialnych, ale mieli przy tym śmiertelnie poważne miny, co ich odróżniało od niemieckich sąsiadów. Nisko również cenił francuski teatr. W liście do Wilhelma Grimma z 1 marca 1805 roku zauważał:
S. [von Savigny] zabrał mnie już kilkakrotnie do teatru, ja zaś parę razy się z tego wyłgałem, bo on prawie zawsze chce siedzieć tam, gdzie jest najdrożej […]. Wszystko trwa od siódmej do jedenastej, a czasem aż do północy, i za każdym razem pokazują trzy sztuki. Na dodatek w ogóle nie robią przerw między aktami. Komedie są dość trywialne, tragedie podobają mi się jeszcze mniej, a czasem wręcz nie mogłem na nich powstrzymać się od śmiechu. Sztuki Corneille’a i Racine’a są bez dwóch zdań najlepsze, jednak pomijając te bardzo dobrze wypolerowane, przyjemnie brzmiące wersy, są skrajnie nużące […]. Irytuje mnie także nieustanne klaskanie. Każdy aktor jest oklaskiwany, gdy wchodzi na scenę i gdy z niej schodzi. Dostaje brawa na wejście, nawet jeśli nic jeszcze nie powiedział. Mówiąc krótko, nie mija pięć minut, by nie rozlegały się oklaski – a jeśli aktor coś głośniej krzyknie, owacja jest po prostu gwarantowana.
Niejako mimochodem Jacob odniósł się do wielonarodowej ludności Paryża, gdy stwierdził, że „Maurowie”, Turcy i Grecy prawie już nie rzucają mu się w oczy.
Z korespondencji braci wynika, że Wilhelm zaproponował Jacobowi, by ten pisał z Paryża krótkie sprawozdania na potrzeby „Zeitung für die elegante Welt”(Gazety dla eleganckiej publiczności), z której zwykle czerpali informacje o nowinkach literackich. Jacob, rozejrzawszy się po Paryżu, szybko odrzucił ten pomysł. Skąd miałby wziąć pieniądze na znaczki, by wysyłać dłuższe relacje? Poza tym – jak zauważył – o obrazach i rzeźbach napisano już wystarczająco wiele sądów, zarówno wybitnych, jak i całkiem błahych, plotki dworskie go nie interesowały, na modzie się nie znał, anegdoty musiałby jedynie przepisywać z gazet, a do teatru chadzał zbyt rzadko.
Jacob Grimm z pewnością nie był typem zaangażowanego turysty. Sam jednak chciał być zawsze dokładnie poinformowany o tym, co dzieje się w domu. Z listów Wilhelma dowiedział się, że na jego miejsce wprowadził się Paul Wigand. Od razu uznał, że to się dobrze nie skończy. Miał rację, bo tego chwilowo pustego miejsca we wspólnym lokum braci tak naprawdę nikt inny nie mógł zapełnić. W liście Wilhelma, napisanym 2 lutego, kilka dni po wyjeździe brata, możemy przeczytać:
Drogi Jacobie,
niniejszym rozpoczynam moje sprawozdania z najważniejszych wydarzeń każdego tygodnia, ale nawet jeśli nie zdarzyło się nic ważnego, to Ty z pewnością chętnie o tym poczytasz, jak sam mnie wcześniej zapewniałeś. Jeśli chodzi o pierwsze dni, to nie mam Ci nic szczególnego do powiedzenia, poza tym tylko, że byłem bardzo smutny i ciągle jeszcze jest mi smętnie na duszy, i chce mi się płakać, gdy tylko sobie przypomnę, że wyjechałeś. Gdy odjeżdżałeś, byłem pewien, że serce mi pęknie. To było nie do wytrzymania. Chyba nawet nie wiesz, jak bardzo Cię kocham. Gdy wieczorami byłem sam w domu, miałem wrażenie, że za chwilę wychyniesz z jakiegoś kącika. Ale nie, nikt się nie pojawił.
W kolejnych tygodniach Wilhelm przygotowywał przeprowadzkę matki, o której zdrowie się niepokoił, do Kassel. W marcu Dorothea Grimm sprzedała dom w Steinau, a już w kwietniu nadeszły nowe ekscytujące wieści. W 1803 roku – w następstwie reorganizacji wynikającej z uchwalonego w Ratyzbonie tak zwanego Reichsdeputationshauptschluss13 – w Niemczech zaczął obowiązywać nowy porządek terytorialny. Beneficjentem zmian okazało się landgrafostwo Hesji-Kassel, które zostało wyniesione do rangi księstwa-elektoratu, a landgraf stał się księciem elektorem. Z otrzymanego właśnie wtedy listu ciotki Zimmer Grimmowie dowiedzieli się, że księżna elektorowa rozmawiała z małżonkiem elektorem – o czym sama miała poinformować swoją dwórkę – o Jacobie i Wilhelmie. Książę przeczytał bardzo pięknie napisany list Jacoba z Paryża i nie szczędził pochwał pod adresem braci. Księżna wyraziła nadzieję, że małżonek zatrudni ich u siebie, na co książę odrzekł, że nie zostawi przecież bez zajęcia dwóch tak zmyślnych młodzieńców. Elektor przeczytał list dwukrotnie i zlecił jego lekturę trzem swoim ministrom. Ze słów ciotki wynikało, że próbuje ona kuć żelazo, póki gorące, i stara się zabezpieczyć dla swoich siostrzeńców dwa etaty: asesora przy rządzie oraz sekretarza przy wyższym sądzie apelacyjnym, co elektor zdaje się łaskawie brać pod uwagę. Nadzieje Jacoba, że kwerenda w Paryżu przyniesie mu więcej korzyści zawodowych niż najlepiej zdany egzamin w Marburgu, zdają się bliskie spełnienia.
Widoki na przyszłość były więc korzystne, a myśli braci krążyły wokół innych tematów: na jak długo wystarczy im Büchergeld14, jakie nowe książki należy kupić (wówczas były to na przykład kolejne tomy dzieł Goethego oraz Heinrich von Ofterdingen Novalisa), w jakim stanie dostarczy je poczta, jak są wydrukowane i na jakim papierze, jakie oprawy warto do nich zamówić15. Ernst Otto von der Malsburg, który wiosną miał opuścić Paryż, chciał sprawić Wilhelmowi niespodziankę w postaci dzieł Pierre’a Corneille’a, o czym Jacob natychmiast powiadomił w liście młodszego brata, prosząc go jednak, by nie dał nic po sobie poznać. Nieco później Jacob poinstruował Wilhelma, aby przywiezione przez von der Malsburga książki podarował panu Stöhrowi, ich nauczycielowi francuskiego z czasów szkolnych, dla którego przecież właśnie szukali prezentu, a Jacob na potrzeby własnego księgozbioru kupi po prostu inne wydanie – jeszcze piękniejsze i w lepszej cenie. Poza tym, jak pisał dalej w tej samej sprawie, von der Malsburg wypożyczył komuś pierwszy tom z tej edycji i książka wróciła nieco sfatygowana. Będą więc mogli szczęśliwie pozbyć się tego egzemplarza. Jacob poinstruował jeszcze Wilhelma, żeby powiedział panu Stöhrowi, że ten podniszczony tom najpewniej ucierpiał w podróży.
W taki sposób Grimmowie tworzyli zręby swojej przyszłej biblioteki. Ich ciągłe listowne konsultacje, uzgodnienia, jakie książki powinni mieć i za ile je nabyć, pomagały im – choć może sami w pełni sobie tego nie uświadamiali – złagodzić ból rozstania oraz dodawały otuchy. Braci trapił niepokój, że życie mogłoby rozdzielić ich na stałe. 12 czerwca 1805 roku Jacob pisał do Wilhelma:
To, co najbardziej ucieszyło mnie w Twoim liście, to te wszystkie dzieła Goethego […]. Oczywiście byłoby wskazane, gdybyśmy dostali także jego edycję listów Winckelmanna16 i te inne rzeczy. […] Tutaj musimy zdać się na aukcje. Myślę, że jeśli będziemy działać w ten sposób (bo że chodzi o konkretny plan17, to jasne, a von Savigny już dawno nam to sugerował), pewnego dnia zbierzemy piękne dzieła. I ma się rozumieć, że w przyszłości będziemy mogli na ten cel przeznaczyć więcej środków i zawsze będziemy to robić wspólnymi siłami, gdyż, drogi Wilhelmie, nigdy się nie rozstaniemy, a jeśli któryś z nas zostałby wysłany do pracy w inne miejsce, drugi musi natychmiast za nim podążyć. Jesteśmy tak przyzwyczajeni do naszej braterskiej wspólnoty, że życie w pojedynkę zasmuciłoby mnie na śmierć. Ale żebyśmy się teraz za bardzo nie wzruszyli, od razu Ci powiem, że musimy się mocno postarać o katalog aukcyjny, bo bez niego nie damy rady znaleźć niczego za niewielkie pieniądze.
W liście z 10 sierpnia Wilhelm odpowiedział: „Wszystko, co piszesz, Jacobie, o naszym wspólnym życiu, jest przepiękne i bardzo mnie wzruszyło. To także od zawsze było moim życzeniem, gdyż czuję, że nikt mnie tak nie kocha, a i ja kocham Cię przecież tak samo serdecznie”.
Oprócz prowadzenia stałej korespondencji z Wilhelmem Jacob pilnie śledził działalność obu Schleglów i utrzymywał kontakt listowny z Brentanem, mieszkającym wówczas w Heidelbergu („Prawie wszystkie nowości z Niemiec docierają do mnie z Heidelbergu” – pisał Jacob). W maju Brentano został ojcem córeczki, która niebawem zmarła. Wcześniej żona von Savigny’ego urodziła w Paryżu pierwsze dziecko – Bettine.
Wilhelm w listach do Jacoba zdawał relację ze swoich lektur – czytał wówczas Jeana Paula, Goethego, Winckelmanna. Pisał o śmierci Schillera i dopytywał Jacoba, czy nie mógłby poszukać w paryskich zbiorach manuskryptów starych niemieckich poezji. Być może Jacobowi, jak wierzył Wilhelm, uda się znaleźć coś godnego uwagi, a w Niemczech nieznanego. Takie podejście będzie przyświecać Grimmom w ciągu całego ich wspólnego życia, przez długie lata bowiem żaden z braci nie wyruszył w podróż, która nie służyłaby również pomnożeniu ich prywatnego księgozbioru. Jeśli gdziekolwiek będzie biblioteka przechowująca dawne manuskrypty czy starodruki, to Grimmowie – gdy tylko znajdą się w pobliżu – natychmiast tam zajrzą i będą polować na interesujące teksty.
