Wydawca: Wydawnictwo Kobiece Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2018

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 350 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Bossman - Vi Keeland

Niesamowita historia z gorącym szefem w roli głównej!

Reese nie wywarła dobrego wrażenia na świeżo poznanym facecie, który udzielił jej reprymendy na korytarzu jednej z nowojorskich restauracji. Ona relacjonowała nieudaną randkę przyjaciółce, a on zwrócił jej uwagę, że to niestosowne i zaoferował kilka randkowych porad.

Wściekła Reese wróciła do stolika, ale nie mogła oderwać wzroku od seksownego nieznajomego, który, wszystko na to wskazywało, także był na randce. Arogancki przystojniak najwyraźniej postanowił zabawić się kosztem Reese, ponieważ przysiadł się do stolika dziewczyny i odegrał przed nią i jej partnerem rolę przyjaciela z dzieciństwa.

Kiedy wieczór się skończył, Reese myślała, że już nigdy więcej nie zobaczy tego pewnego siebie faceta. Nie spodziewała się, że mężczyzna, który zwrócił jej uwagę, to Chase Parker, jeden z najbogatszych ludzi w Nowym Jorku i… jej nowy szef.

Zakazany związek z seksownym szefem jeszcze nigdy nie był tak gorący!

__

Vi Keeland – bestsellerowa autorka, której książki zawsze znajdują się w czołówkach rankingów „New York Timesa”. Powieści Keeland sprzedały się w liczbie ponad miliona egzemplarzy i trafiły na ponad 50 list bestsellerów. Autorka mieszka w Nowym Jorku z mężem i dziećmi, gdzie przeżywa swoje „i żyli długo i szczęśliwie” z mężczyzną, którego poznała, gdy miała 6 lat.

Opinie o ebooku Bossman - Vi Keeland

Fragment ebooka Bossman - Vi Keeland

Jeśli chcesz wiedzieć,

gdzie leży twoje serce,

spójrz, dokąd wędrują twoje myśli.

– autor nieznany

Rozdział 1

I po co goliłam nogi? Taka strata.

– Jules? Tu Reese. Gdzie ty, do cholery, jesteś? Naprawdę cię potrzebuję. To najgorsza randka, na jakiej kiedykolwiek byłam. Dosłownie zasypiam. Planuję parę razy uderzyć głową w stół, by zachować przytomność. Jeśli nie chcesz, żebym skończyła ranna i zakrwawiona, musisz do mnie zadzwonić i udawać, że stało się coś strasznego. Oddzwoń. Proszę cię. – Zakończyłam połączenie i odetchnęłam sfrustrowana, stojąc w ciemnym korytarzu przed drzwiami damskiej toalety na tyłach restauracji.

Nagle zaskoczył mnie głęboki głos:

– On na pewno się domyśli, chyba że oprócz bycia nudnym jest też idiotą.

– Słucham? – Odwróciłam się i zobaczyłam mężczyznę opartego o ścianę. Skupiał wzrok na ekranie telefonu, pisząc wiadomość. Kontynuował, nie spojrzawszy na mnie.

– To najstarsza sztuczka… Ktoś dzwoni i mówi, że jest nagły wypadek. Możesz się trochę bardziej postarać. W tym miejscu na stolik czeka się dwa miesiące, skarbie. I nie jest tanio.

– Może to on powinien się bardziej postarać. Jego sportowa kurtka ma pod ramieniem dziurę i przez cały wieczór rozmawiał głównie o swojej matce.

– A rozważałaś to, że może się zdenerwował z powodu twojego snobistycznego zachowania?

Oczy niemal wyszły mi z orbit.

– Chcesz porozmawiać o snobizmie? To ty podsłuchujesz moją rozmowę i nieproszony wyrażasz opinie, jednocześnie gapiąc się w telefon. Odkąd zacząłeś gadać, ani razu na mnie nie spojrzałeś.

Palce dupka nagle zamarły. Powoli uniósł głowę, przesuwając wzrokiem od moich kostek do nagich nóg, zatrzymując się na brzegu spódniczki. Następnie przyjrzał się biodrom, skupił się chwilę na piersiach, a na koniec spojrzał mi w twarz.

– Właśnie tak. Tutaj mam oczy.

Odepchnął się od ściany i wyprostował, a światło z korytarza go oświetliło, tak że w końcu po raz pierwszy zobaczyłam go wyraźnie.

Poważnie? Nie tego się spodziewałam. Słysząc jego głęboki, zachrypnięty głos i rozpoznając sarkastyczne nastawienie, miałam w głowie kogoś starszego, w sztywnym garniturze. Ale ten facet był boski. Młody i boski. Ubrany całkowicie na czarno – zwyczajnie, jednak jego wygląd miał charakter. Włosy w kolorze złotego brązu były zmierzwione w sposób, który mówił: „Mam wszystko gdzieś”, ale i tak prezentowały się idealnie. Jego twarz miała silne męskie rysy: kwadratową szczękę o lekkim zaroście na muśniętej słońcem skórze, prosty, wyrazisty nos oraz duże, seksowne, zaspane oczy w kolorze czekolady, które teraz patrzyły na mnie z uwagą.

Nie przerywając kontaktu wzrokowego, uniósł ramiona i założył je za głową.

– Chcesz sprawdzić, jak wyglądam, zanim stwierdzisz, czy jestem wart rozmowy z tobą?

Był naprawdę boski, ale to bez wątpienia dupek.

– To nie jest konieczne, twoje zachowanie już mi dało odpowiedź. Wiem, że nie jesteś.

Opuścił ramiona i się zaśmiał.

– Jak chcesz. Życzę miłego wieczoru, skarbie.

Prychnęłam, ale zerknęłam jeszcze raz na tego pięknego dupka, po czym wróciłam do chłopaka, z którym miałam randkę.

Gdy podeszłam do naszego stolika, Martin siedział z założonymi rękami.

– Przepraszam – powiedziałam. – Była kolejka.

– To mi przypomina zabawną historię. Poszedłem z matką do restauracji, a gdy wyszła do toalety…

Jego głos stał się tylko szumem w tle, gdy ja patrzyłam na telefon, modląc się, by zadzwonił. Niech cię szlag, Jules. Gdzie jesteś, gdy cię naprawdę potrzebuję? Mniej więcej w połowie historii – a przynajmniej tak mi się wydawało – zobaczyłam dupka, którego spotkałam na korytarzu, przechodzącego obok naszego stolika. Uśmiechnął się z wyższością, patrząc na tego gadułę naprzeciwko mnie i na moją minę wyrażającą brak zainteresowania. Zaciekawiona, podążyłam za nim wzrokiem, by zobaczyć, z kim tu przyszedł.

A jakżeby inaczej.

Tleniona blondynka, ładna na trochę zdzirowaty sposób, z ogromnymi cyckami wypływającymi jej z sukienki o dużym dekolcie. Gdy jej facet wrócił, zrobiła do niego maślane oczy, a ja swoimi przewróciłam. A mimo to… nie mogłam się powstrzymać, by od czasu do czasu nie zerknąć w stronę ich stolika.

Kiedy podano nasze sałatki, Martin właśnie mówił o tym, że jego matka przeszła zabieg usunięcia wyrostka robaczkowego, co wyjątkowo mnie znudziło. Musiałam się zagapić, bo facet z korytarza mnie na tym przyłapał. Puścił do mnie oko, wygiął jedną brew i uniósł szklankę w moją stronę.

Dupek.

Skoro już zauważył, to po co ukrywać, że się gapiłam? Był zdecydowanie bardziej interesujący od chłopaka, z którym tu przyszłam. On też się nie krył z tym, że na mnie patrzy. Kiedy kelner zatrzymał się przy jego stoliku, zobaczyłam, jak przystojniak wskazuje w moją stronę i coś do niego mówi. Martin właśnie opowiadał mi jakąś historię o najdroższej mamusi, a ja obejrzałam się za siebie, by zobaczyć, na co dupek mógł wskazywać. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam, że on i jego dziewczyna wstali. Wyczytałam z jego ust, że mówił o dołączeniu do jego dawnej znajomej. A potem ruszyli w naszym kierunku.

Czy powie Martinowi coś z tego, co podsłuchał?

– Reese? To ty?

Co, do diabła?

– Eee… Tak.

– Łał! Kopę lat. – Poklepał się po piersi. – To ja, Chase. – Zanim się zorientowałam, dupek (który najwyraźniej miał na imię Chase) wyciągnął się i zamknął mnie w niedźwiedzim uścisku, po czym wyszeptał mi do ucha: – Graj ze mną. Sprawimy, że twój wieczór stanie się o wiele bardziej ekscytujący, skarbie.

Oszołomiona, byłam w stanie tylko patrzeć, jak skupia się na Martinie i podaje mu dłoń.

– Jestem Chase Parker. Reese i ja znamy się od dawna.

– Martin Ward. – Chłopak skinął głową.

– Martin, możemy się dosiąść? Buttercup i ja nie widzieliśmy się od lat. Chętnie posłucham, co u niej. Nie masz nic przeciwko, prawda?

Mimo że Chase zadał pytanie, nie poczekał na odpowiedź. Zamiast tego po prostu odsunął krzesło dla dziewczyny, z którą przyszedł, i ją przedstawił.

– To jest Bridget… – Spojrzał na nią, oczekując podpowiedzi, a ona szybko mu ją podsunęła.

– McDermott. Bridget McDermott. – Uśmiechnęła się, niewzruszona naszą podwójną randką ani tym, że Chase najwyraźniej nie był w stanie zapamiętać jej nazwiska.

Martin wyglądał na zawiedzionego takim obrotem sytuacji, chociaż wiedziałam, że nie powie tego na głos. Spojrzał na Chase’a, który usiadł, i zapytał:

– Buttercup?

– Tak ją nazywaliśmy. Reese’s Peanut Butter Cup. To moje ulubione słodycze.

Gdy Chase i Bridget usiedli, nastała niezręczna cisza. O dziwo to Martin ją przerwał.

– A więc skąd się znacie?

Mimo że zadał pytanie nam obojgu, chciałam, by to Chase znalazł się w centrum uwagi. To była jego gra.

– Niech Chase opowie, jak się spotkaliśmy. To właściwie całkiem zabawna historia. – Oparłam się łokciami o stół i położyłam podbródek na złączonych dłoniach, w pełni skupiając uwagę na Chasie. Powachlowałam rzęsami i uśmiechnęłam się przebiegle.

Nawet nie mrugnął i po kilku dłuższych chwilach zaczął opowiadać.

– Cóż, tak naprawdę nie tyle pierwsze spotkanie było zabawne, ile to, co nastąpiło później. Moi rodzice rozwiedli się, gdy byłem w ósmej klasie, i musiałem się przenieść do nowej szkoły. Byłem zrozpaczony, dopóki nie poznałem Reese w szkolnym autobusie. Była ładną dziewczyną poza moim zasięgiem, ale stwierdziłem, że nie mam przyjaciół, więc i tak nikt nie będzie ze mnie drwił, jeśli zaproszę ją na randkę, a ona mi odmówi. Więc mimo że Reese jest ode mnie o rok starsza, zapytałem, czy zostanie moją parą na szkolnym balu. Co to był za szok, gdy się zgodziła. W każdym razie byłem młody, buzował we mnie testosteron, uderzył mi do głowy, bo myślałem, że ona będzie pierwszą dziewczyną, którą pocałuję. Wszyscy koledzy w mojej dawnej szkole już zaliczyli pierwszy pocałunek, więc stwierdziłem, że najwyższy czas. Kiedy bal się kończył, wyciągnąłem Buttercup z kiepsko udekorowanej sali gimnastycznej na korytarz, by zapewnić nam trochę prywatności. Oczywiście nie miałem pojęcia, co robić, bo to był mój pierwszy raz. Ale ruszyłem do boju – z miejsca przyssałem się do jej twarzy.

Chase puścił do mnie oko.

– Do tego momentu wszystko było dobrze, prawda, Buttercup?

Nawet nie potrafiłam odpowiedzieć. Osłupiałam, słuchając jego historii. Jednak mój brak reakcji mu nie przeszkadzał, bo szybko wrócił do opowieści.

– Tak czy siak, tutaj historia staje się ciekawsza. Jak już mówiłem, nie miałem doświadczenia, ale się na nią rzuciłem – z ustami, zębami, językiem i tak dalej. Po minucie pocałunek stał się okropnie mokry, ale byłem tak nakręcony, że nie przestawałem. Nie chciałem być pierwszym, który go zakończy. W końcu musieliśmy zaczerpnąć powietrza – dosłownie, bo przecież przyssałem się do jej twarzy – i wtedy dotarło do mnie, dlaczego pocałunek był taki mokry. W jego trakcie Reese dostała krwawienia z nosa i całe nasze twarze były umazane krwią.

Martin i Bridget wybuchnęli śmiechem, a ja byłam zbyt zszokowana, by zareagować.

Chase dotknął mojej ręki.

– Nie wstydź się, Buttercup. To były naprawdę dobre czasy. Pamiętasz?

– Jak długo byliście parą? – zapytał Martin.

Gdy Chase otworzył usta, by odpowiedzieć, dotknęłam go w ten sam protekcjonalny sposób, co on mnie.

– Nie za długo. Zerwaliśmy tuż po tym drugim incydencie.

Bridget klasnęła w dłonie i podskoczyła na krześle jak podekscytowane dziecko.

– Chcę o nim posłuchać!

– Gdy teraz o tym myślę, nie jestem pewna, czy powinniśmy się nim dzielić – stwierdziłam. – Czy to wasza pierwsza randka?

Bridget pokiwała głową.

– Cóż, nie chcę zakładać, że Chase wciąż ma ten problem. Nasz mały incydent wydarzył się wiele lat temu. – Pochyliłam się w stronę Bridget i wyszeptałam: – Z czasem chłopcy nabierają kontroli. Zazwyczaj.

Zamiast się wkurzyć, Chase wyglądał na bardzo zadowolonego z mojej historii. A nawet dumnego. Właściwie w ten sposób minęła nam reszta wieczoru. Chase opowiadał zmyślone historie o naszych młodzieńczych latach, nie bojąc się tego, że zostanie upokorzony, i dzięki temu wszyscy się śmialiśmy. Czasami dodawałam coś do historii, gdy już pozbierałam szczękę z podłogi po tych wszystkich bzdurach.

Niechętnie to przyznaję, ale zaczęłam lubić tego dupka, nawet wtedy, gdy opowiadał historie o moim zakrwawionym nosie i „wypadku z wypchanym stanikiem”. Pod koniec wieczoru zamówiłam kawę, by przedłużyć tę randkę, mimo że wcześniej marzyłam o tym, by ją jak najszybciej zakończyć.

Przed restauracją Martin, Chase i ja podaliśmy parkingowemu nasze bilety. Wolałam kontrolować to, kiedy pierwsza randka się zacznie i skończy, więc postanowiłam spotkać się z Martinem już w restauracji. Oczywiście Bridget przyjechała z Chase’em, jak to na normalnej randce. Gdy czekaliśmy na nasze samochody, Bridget niemal ocierała się o jego bok, trzymając go za ramię. Kiedy podjechało moje błyszczące czerwone audi, nie wiedziałam, jak się ze wszystkimi pożegnać. Wzięłam kluczyki od parkingowego i stanęłam przy otwartych drzwiach samochodu.

– Niezłe auto, Buttercup. – Chase się uśmiechał. – Lepsze niż ten gruchot, którym jeździłaś w szkole, co?

Zachichotałam.

– Najwyraźniej.

Martin stanął przede mną.

– Miło było cię zobaczyć, Reese. Mam nadzieję, że będziemy mogli to jeszcze powtórzyć.

Nie czekałam, aż mnie pocałuje, i pierwsza go przytuliłam.

– Dziękuję za miłą kolację, Martinie.

Gdy się odsunęłam, Chase wziął mnie w ramiona. W przeciwieństwie do przyjacielskiego uścisku, który zaoferowałam Martinowi, Chase przykleił mnie do swojego ciała. Boże, jakie to przyjemne uczucie. A potem stało się coś dziwnego… Owinął sobie wokół dłoni moje długie włosy i zacisnął pięść, odciągając mi głowę do tyłu. Jego wzrok skupił się na moich ustach. Gdy na niego spojrzałam, przez krótką chwilę myślałam, że mnie pocałuje.

Potem się pochylił i złożył pocałunek na moim czole.

– To do zobaczenia na zjeździe absolwentów za rok, co?

Pokiwałam głową, oszołomiona.

– Eee… Jasne. – Gdy mnie wypuścił, spojrzałam na Bridget. – Miło było cię poznać, Bridget.

Niechętnie wsiadłam do swojego samochodu. Poczułam na sobie wzrok wszystkich, więc uniosłam głowę, zapinając pas. Chase przyglądał mi się intensywnie. Wyglądało to tak, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale po kilku chwilach siedzenia w samochodzie czekanie stało się dla mnie dziwne.

Odetchnęłam głęboko, pomachałam im po raz ostatni i odjechałam, rozmyślając, dlaczego czułam się tak, jakbym zostawiała za sobą coś ważnego.

Rozdział 2

Cztery tygodnie później

Sto trzydzieści osiem, sto trzydzieści dziewięć, sto czterdzieści. Pękła ostatnia płytka na suficie, ta w rogu najbliżej okna. To coś nowego. Będę musiała zadzwonić do fachowca, żeby ją wymienił, zanim ona popsuje mi codzienne liczenie i zamiast zmniejszyć mój stres, przyczyni się do jego zwiększenia.

Leżałam na podłodze w sypialni po tym, jak spędziłam wieczór z Bryantem, chłopakiem poznanym w zeszłym tygodniu w supermarkecie (w miejsce zwyczajowego podrywu w barze, który nigdy nie wychodził tak dobrze). Powiedział mi przez telefon, że utknął w pracy i spóźni się godzinę na naszą drugą randkę, co mi nie przeszkadzało, bo byłam zmęczona i nie chciało mi się wstać. Wzięłam głęboki, oczyszczający wdech, zamknęłam oczy i skupiłam się na dźwięku własnego oddechu. Wdech i wydech, wdech i wydech. W końcu odnalazłszy spokój, podniosłam się z dywanu, odświeżyłam makijaż, nalałam sobie kieliszek wina, a potem wzięłam laptopa.

Oglądałam propozycje pracy dla marketingowców w Nowym Jorku, ale po pięciu minutach się znudziłam i weszłam na Facebooka. Jak zwykle. Bo szukanie pracy jest do dupy. Przejrzałam posty moich przyjaciół i zobaczyłam to, co zawsze – zdjęcia jedzenia, dzieci i życia, w które wszyscy mamy uwierzyć. Westchnęłam. Przed oczami przemknęło mi zdjęcie trzymającego w ramionach dziecko chłopaka, z którym chodziłam do szkoły, i natychmiast przypomniałam sobie o facecie, z którym do szkoły nie chodziłam – Chasie Parkerze.

W ciągu ostatniego miesiąca myślałam o moim udawanym koledze z klasy częściej, niż byłam w stanie się przyznać. Pojawiał się w moich myślach dzięki małym rzeczom – słodyczom Reese’s Peanut Butter Cups, które dostrzegłam na półce w sklepie (i które kupiłam pod wpływem impulsu), zdjęciu Josha Duhamela znalezionemu w magazynie „People”, gdy przeglądałam go w poczekalni u dentysty (Chase mógłby być jego bratem – możliwe, że wyrwałam tę stronę), mojemu wibratorowi leżącemu na szufladzie w szafce nocnej (nie zrobiłam tego, ale o tym pomyślałam – w końcu miałam tę wyrwaną stronę i w ogóle).

Tym razem, gdy Chase znowu nawiedził moje myśli, natychmiast wpisałam „Chase Parker” do facebookowej wyszukiwarki. Sapnęłam głośno, gdy zobaczyłam jego zdjęcie. To żałosne, ale moje serce zatrzepotało. Boże, jest nawet przystojniejszy, niż zapamiętałam. Kliknęłam na jego zdjęcie, by je powiększyć. W białym T-shircie, dżinsach z rozdarciem na kolanach i czarnych trampkach wyglądał bardzo na luzie. Pasował mu taki wygląd. Przez bitą minutę podziwiałam jego seksowną twarz, a potem przybliżyłam zdjęcie i zauważyłam napis na koszulce: „Iron Horse Gym”. Siłownia znajduje się na tej samej ulicy co restauracja, w której jedliśmy kolację. Zastanawiałam się, czy mieszka niedaleko.

Tego się niestety nie dowiem. Prywatne informacje o nim były niedostępne. Właściwie zdjęcie profilowe to jedyne, co mogłam zobaczyć. Jeśli chciałabym dowiedzieć się więcej, musiałabym mu wysłać zaproszenie do znajomych. Kusiło mnie, ale zdecydowałam, że tego nie zrobię. Wziąłby mnie za wariatkę, jeśli by zobaczył, że wysyłam zaproszenie facetowi, który miał mnie za sukę (praktycznie mi to powiedział) i z którym spotkałam się podczas randki z kimś innym miesiąc wcześniej.

Jednakże to nie powstrzymało mnie przed zapisaniem jego zdjęcia, bym mogła na nie popatrzeć później. Marzyłam na jawie o Chasie jeszcze przez kilka minut, a potem nawiązałam ze sobą dorosły monolog: Musisz znaleźć pracę. Musisz znaleźć pracę. Został ci jeszcze tylko tydzień w obecnej. Wyjdź z tego cholernego Facebooka.

Podziałało i przez piętnaście minut przeglądałam oferty, szukając czegokolwiek, co brzmiałoby jak marketing związany z kosmetykami albo co byłoby chociaż odrobinę ciekawe. Wiedziałam, że nie powinnam kończyć poszukiwań na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych, na które umówiłam się bardzo szybko, ale nie trafiłam na nic więcej. Gdy zadzwonił dzwonek u drzwi, czułam się przygnębiona myślą, że już nigdy nie znajdę pracy mogącej zastąpić tę, w której pracowałam od siedmiu lat i którą dopiero niedawno pokochałam.

Kiedy otworzyłam, buziak od Bryanta zdecydowanie poprawił mi humor. To dopiero druga randka, ale on z pewnością miał w sobie potencjał.

– Cóż, to bardzo miłe powitanie – wydyszałam.

– Myślałem o nim cały dzień.

Uśmiechnęłam się.

– Wejdź, już prawie jestem gotowa. Muszę tylko wziąć torebkę i odpiąć telefon od ładowarki.

Wskazał na drzwi, które za sobą zamknął.

– Miałaś tu jakieś włamanie czy coś? O co chodzi z tymi dodatkowymi zamkami?

Moje drzwi zamykały się na normalny zamek i trzy dodatkowe zasuwy. Normalnie odpowiedziałabym szczerze, że czuję się bezpieczniej z dodatkowym zamkiem czy dwoma, a potem zostawiła ten temat. Ale Bryant nie był jak większość chłopaków. Naprawdę chciał mnie poznać i jeśli będzie wtrącał się bardziej – a obawiam się, że będzie – zostanę zmuszona się przed nim otworzyć i wyznać rzeczy, na które jeszcze nie byłam gotowa.

Postanowiłam więc skłamać.

– Zarządca budynku ma fioła na punkcie bezpieczeństwa.

Pokiwał głową.

– Cóż, to dobrze.

Kiedy zapinałam w sypialni naszyjnik, krzyknęłam do Bryanta:

– W lodówce jest wino, jeśli chcesz!

– Nie, dziękuję.

Wyszłam z sypialni, a on siedział na kanapie. Mój laptop, wciąż otwarty, stał obok niego.

– A więc gdzie idziemy? – zapytałam, zakładając kolczyki.

– Uznałem, że możemy zdecydować spontanicznie. Chciałem zobaczyć nowy film z Vinem Dieselem. Ale skoro się spóźniłem, to nie będę się kłócić, jeśli nie jesteś jego fanką.

Uśmiechnęłam się do niego

– To dobrze, bo nie jestem. Ja myślałam raczej o nowym filmie na podstawie książki Nicholasa Sparksa.

– Całkiem ostra kara za spóźnienie. To tylko godzina, a nie trzy dni – droczył się ze mną.

Wstał, gdy podeszłam zamknąć klapę laptopa.

– A przy okazji, kim jest ten facet na twojej tapecie?

Zmarszczyłam brwi.

– Jaki facet?

Wzruszył ramionami.

– Wysoki. Ze zmierzwionymi włosami, które na mnie wyglądałyby głupio. Mam nadzieję, że to nie twój były chłopak, z którym się spotykasz w sekrecie. Wygląda jak model z reklamy marki odzieżowej.

Nie miałam pojęcia, o czym mówi, więc otworzyłam laptopa i spojrzałam na ekran. Cholera. Powitał mnie Chase Parker. Kiedy zapisywałam zdjęcie z Facebooka, musiałam przypadkowo ustawić je jako tapetę. Zaczerwieniłam się, widząc przystojną twarz Chase’a. Bryant wciąż czekał na odpowiedź.

– Eee… To mój kuzyn.

To pierwsza rzecz, jaka wpadła mi do głowy. Gdy to powiedziałam, zrozumiałam, że ustawianie w komputerze zdjęcia swojego kuzyna było dziwne. Dlatego próbowałam to naprawić kolejnymi kłamstwami – co było do mnie zupełnie niepodobne.

– Jest modelem. Moja ciocia przysłała mi jego ostatnie zdjęcia z sesji i poprosiła o opinię. Miałam zdecydować, które jest najlepsze, więc pobrałam je na laptopa. Moja przyjaciółka Jules się nimi zachwyciła i ustawiła je jako tapetę. A ja tak kiepsko radzę sobie z technologią, że nawet nie potrafię jej zmienić.

Bryant się zaśmiał i zaakceptował wszystko, co powiedziałam.

O co chodzi z tą moją fascynacją Chase’em Parkerem i tymi zmyślonymi historiami?

W czwartek rano miałam jedną rozmowę kwalifikacyjną, a po południu drugą. Metro było pełne ludzi, klimatyzacja nie działała. To oczywiście oznaczało, że nie pojedzie pospiesznie, tylko normalnie.

Krople potu płynęły mi po plecach, gdy stałam wciśnięta między innych spoconych podróżujących. Potężny facet po mojej prawej miał koszulkę bez rękawów i trzymał się za poręcz na górze. Tuż przed nosem miałam jego owłosioną pachę i poczułam, że dezodorant przestał działać. Po lewej stronie nie było lepiej. Stojąca tam kobieta nie pachniała tak źle, ale cały czas kichała i kaszlała, nie zakrywając ust. Muszę się stąd jak najszybciej wydostać.

Na szczęście przyjechałam na rozmowę kilka minut wcześniej i mogłam się ogarnąć w damskiej łazience. Pot i wilgotne powietrze sprawiły, że rozmazał mi się makijaż, a moje włosy się napuszyły. Oto lipiec w Nowym Jorku. Miałam wrażenie, jakby żar ugrzązł między wszystkimi wysokimi budynkami. Wyjęłam kosmetyczkę, wyciągnęłam z niej spinki oraz szczotkę i zwinęłam kasztanowe włosy w schludnego koka. Makijaż naprawiłam za pomocą wilgotnych chusteczek i to będzie musiało wystarczyć, bo nie wzięłam ze sobą eyelinera. Zdjęłam marynarkę i zauważyłam, że pot przesiąkł przez moją jedwabną bluzkę. Cholera. Nie będę mogła zdjąć marynarki przez całą rozmowę.

Gdy wycierałam pot spod pach wilgotnym papierowym ręcznikiem, do łazienki weszła kobieta. Zauważyła w lustrze, co robiłam.

– Przepraszam. W metrze było bardzo gorąco, a zaraz mam rozmowę kwalifikacyjną – wyjaśniłam. – Nie chcę być spocona i śmierdzieć.

Uśmiechnęła się.

– Też to przeżyłam. W lipcu trzeba się poświęcić i wziąć taksówkę, kiedy jest tak duszno, a ma się bardzo ważną rozmowę.

– Racja. Zdecydowanie tak zrobię, gdy pojadę na kolejną rozmowę po południu. Biuro znajduje się po drugiej stronie miasta, a to jest praca, na której bardziej mi zależy, więc mogę pójść na całość. Pewnie nawet wstąpię do drogerii po dezodorant.

Gdy już się ogarnęłam, siedziałam w holu niemal przez godzinę, zanim zaproszono mnie na rozmowę. To mi dało czas, by w pełni ochłonąć i sprawdzić ich katalogi z najnowszymi produktami. Zdecydowanie potrzebowali nowej kampanii marketingowej. Zrobiłam notatki dotyczące tego, co bym zmieniła, w razie gdyby nadarzyła się taka okazja.

– Pani Annesley? – zawołała uśmiechnięta kobieta, która wyszła z biura. Założyłam marynarkę i podążyłam za nią do środka. – Przepraszam, że musiała pani czekać. Rano mieliśmy nagły wypadek z jednym z naszych największych klientów i musieliśmy się tym natychmiast zająć. – Odeszła na bok, gdy znalazłyśmy się w przestronnym biurze. – Proszę usiąść. Pani Donnelly zaraz przyjdzie.

– Och. Dobrze. Dziękuję.

Myślałam, że to z nią będę rozmawiać.

Kilka minut później zjawiła się dyrektorka marketingu firmy Flora Cosmetics – ta sama kobieta, którą spotkałam w łazience. I widziała, jak myję sobie pachy. Super.

Cieszyłam się, że przynajmniej nie rozpięłam koszuli, kiedy to robiłam. Próbowałam sobie przypomnieć, czy rozmawiałyśmy o czymś poza pogodą. Ale chyba nie.

– Widzę, że już się pani ochłodziła. – Jej ton był biznesowy, nie przyjazny, jak w łazience.

– Tak. Przepraszam za tamto. Upał naprawdę mnie dzisiaj zaskoczył.

Poprawiła jakieś papiery na biurku i zadała pierwsze pytanie, bez żadnej wstępnej pogadanki.

– Dlaczego szuka pani nowej pracy? Tutaj wyczytałam, że obecnie jest pani zatrudniona.

– To prawda. Od siedmiu lat pracuję we Fresh Look Cosmetics. Zaczęłam od razu po studiach jako stażystka w dziale marketingu, a obecnie jestem dyrektorem do spraw marketingu. Jeśli mam być szczera, bardzo mi się w tej firmie podoba. Ale czuję, że uderzyłam w sufit, i czas poszukać nowych możliwości.

– Sufit? Co pani przez to rozumie?

– Cóż, Fresh Look to firma założona i prowadzona przez rodzinę. I chociaż szanuję i podziwiam Scotta Eikmana, założyciela oraz dyrektora zarządzającego, większość wyższych stanowisk zajmują członkowie jego rodziny. Niedawno Derek Eikman został zastępcą dyrektora zamiast mnie – powiedzenie tego na głos pozostawiło w moich ustach gorzki posmak.

– A więc ludzie, którzy na to nie zasługują, są awansowani ze względu na więzy krwi? Czy to dlatego pani odchodzi?

– Między innymi. Ale poza tym już czas ruszyć dalej.

– A może członkowie rodziny Eikmanów lepiej znają się na biznesie, bo dorastali w tym świecie? Może są bardziej wykwalifikowani niż inni pracownicy?

Co ją ugryzło? Taki nepotyzm nie jest nowością. Cholera, połowa zarządu Walmartu to ludzie spokrewnieni z Samem Waltonem, a on nie żyje od dwudziestu lat.

To zdecydowanie nie był odpowiedni moment, by dodać, że w zeszłym roku na pracowniczej imprezie za dużo wypiłam i przespałam się z będącym wtedy kierownikiem do spraw sprzedaży Derekiem Eikmanem. Jednorazowa sytuacja. To był błąd, który popełniłam po pijaku z kolegą z pracy, bo moja posucha trwała rok. Dziesięć minut po fakcie zrozumiałam już, że nie postąpiłam właściwie. A dwa dni później pojęłam, jak wielki to błąd, gdy ten dupek ogłosił swoje zaręczyny z dziewczyną, z którą był wtedy od siedmiu lat. A mnie powiedział, że jest singlem. Kiedy weszłam do jego biura i mu to wytknęłam, odparł, że wciąż możemy się pieprzyć, mimo że jest zaręczony.

Ten facet to zwykła kanalia i za nic nie chciałam dla niego pracować, gdy już został wicedyrektorem. Był zdradliwą świnią, a poza tym nic nie wiedział o marketingu.

– W tym przypadku jestem pewna, że byłam lepszą kandydatką.

Kobieta uśmiechnęła się do mnie sztucznie i złożyła ręce na biurku. Czy powiedziałam coś nie tak w łazience? Chyba nie… Ale jej następne pytanie odświeżyło mi pamięć.

– Proszę mi powiedzieć, dlaczego rozmowa kwalifikacyjna, którą ma pani po południu, jest dla pani ważniejsza? Firma musi być naprawdę niezła, skoro jest pani skłonna zapłacić za taksówkę, by tam dojechać.

Cholera. Zupełnie zapomniałam o tym, co jej powiedziałam. Ale tamta posada naprawdę była tą, którą wolałam bardziej.

Nie wygrzebię się już z tego dołka. Chociaż zachowałam profesjonalizm do końca, wiedziałam, że ona już podjęła co do mnie decyzję.

Gdy rozmowa miała się ku końcowi, do gabinetu zajrzał starszy mężczyzna.

– Kochanie, przyjdziesz jutro na kolację? Twoja matka męczy mnie, bym cię namówił.

– Tato, to znaczy… Danielu, jestem w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej. Czy możemy pogadać o tym później?

– Jasne, jasne. Przepraszam. Wpadnę do ciebie za jakiś czas. – Uśmiechnął się uprzejmie i zahaczył o klamkę, kiedy się żegnał, a potem zniknął.

Szczęka mi opadła, gdy spojrzałam teraz na tę kobietę. Już znałam odpowiedź, ale postanowiłam zapytać:

– Daniel… Donnelly, dyrektor zarządzający Flora Cosmetics, to pani ojciec?

– Tak. I uważam, że zasłużyłam sobie na pozycję dyrektora do spraw marketingu z powodu moich kwalifikacji, a nie dlatego, że jestem jego córką.

Taa, jasne. Strzeliłam sobie w kolano już drugi raz tego dnia, więc nie było sensu przedłużać mojego cierpienia.

Wstałam z krzesła i się pożegnałam.

– Dziękuję za poświęcony mi czas, pani Donnelly.

Potem moje popołudnie tylko się pogorszyło. Właśnie wyszłam z klimatyzowanej taksówki i stanęłam przed budynkiem, gdzie o drugiej miała się odbyć moja rozmowa, gdy zadzwonił mój telefon. Firma, w której tak bardzo chciałam pracować – przez którą zrujnowałam sobie pierwszą rozmowę – dzwoniła, by przekazać, że moja wizyta jest odwołana, bo ktoś już dostał tę posadę.

Świetnie. Po prostu świetnie.

Niedługo potem otrzymałam maila od Flory, w którym dziękowano mi za czas poświęcony na rozmowę, ale zdecydowano się na kogoś innego. A nie było jeszcze drugiej po południu.

Po szybkim prysznicu postanowiłam, że poczekam do piątej i wtedy się narąbię. Co za ambitne plany. Zmarnowałam jeden z niewielu dni, które pozostały mi w starej pracy, na takie gówno. Równie dobrze mogę sobie teraz poprawić humor. Leżałam na podłodze, będąc w trakcie liczenia, jak zawsze, gdy usłyszałam dzwonek telefonu. Podniosłam się, poklepałam materac łóżka i znalazłam komórkę. Kiedy zobaczyłam na wyświetlaczu imię Bryanta, już miałam nie odebrać, bo byłam w złym humorze, ale zrobiłam to w ostatniej chwili.

– Hej. Jak ci poszło na rozmowach? – zapytał.

– Po drodze do domu kupiłam dwie butelki wina. Zgadnij.

– Nie za dobrze, co?

– Można tak powiedzieć.

– Cóż, a wiesz, co możemy z tym zrobić?

– Zdecydowanie. Upić się.

Zaśmiał się, jakbym żartowała.

– Chodziło mi raczej o ćwiczenia.

– Jakiś trening?

– Tak. Pomaga się odstresować.

– Wino też.

– Jasne, ale po ćwiczeniach na drugi dzień czujesz się dobrze.

– A po winie nie pamiętasz poprzedniego dnia.

Zaśmiał się. (Znowu nie żartowałam).

– Jeśli zmienisz zdanie, jadę na siłownię Iron Horse.

– Iron Horse?

– Tak. To na Siedemdziesiątej Drugiej Ulicy. Jestem tam członkiem. Mam przepustkę dla gościa. Możesz ją wykorzystać.

Minął ponad miesiąc od mojego dziwnego spotkania z Chase’em Parkerem, a mimo to nagle rozważałam trening zamiast alkoholu, bo na zdjęciu z Facebooka ten mężczyzna miał na sobie koszulkę z logo siłowni Iron Horse.

– Wiesz co? Masz rację. Może ćwiczenia rzeczywiście pomogą. A jeśli nie, to zawsze mogę się nachlać później.

– Teraz mówisz z sensem.

– Spotkamy się na miejscu. Może być za godzinę?

– Jasne. Do zobaczenia.

Poważnie, ktoś powinien mi zbadać głowę. Wysuszyłam włosy i założyłam najseksowniejszy strój do ćwiczeń, by iść potrenować z facetem, z którym się ostatnio spotykałam, a mimo to mój wysiłek nie był tak naprawdę dla niego. Miałam złudną nadzieję, że spotkam na siłowni gościa, który miał mnie za sukę i spotykał się z posągowymi blondynkami o obfitych piersiach, a nie z dziewczynami mającymi metr pięćdziesiąt pięć, z cyckami w rozmiarze B i z szerokimi biodrami. Przynajmniej miałam dzięki temu wąską talię.

Czterdzieści minut na orbitreku i zaczęłam żałować, że wybrałam ćwiczenia zamiast picia. Bryant podnosił ciężary po drugiej stronie siłowni. Powinnam się cieszyć, że taki miły facet zaprosił mnie na siłownię. Ja jednak byłam pozbawiona oddechu, zawiedziona i spragniona. Dobrze, że schłodziłam dwie butelki wina.

Kiedy skończyłam, Bryant podszedł do mnie i zapytał, czy chcę iść popływać. Nie wzięłam ze sobą stroju kąpielowego, ale powiedziałam, że dotrzymam mu towarzystwa. Gdy poszedł się umyć i przebrać, ja weszłam na bieżnię, by pospacerować i trochę ochłonąć. Dzięki powolnemu tempu mogłam nadrobić lekturę maili w telefonie. Jeden z nich był od firmy rekrutującej – napisali, że znaleźli dla mnie idealną posadę na Bliskim Wschodzie, i pytali, czy jestem chętna odbyć wideorozmowę z potencjalnym pracodawcą. Uznałam tę wiadomość za zabawną, bo zawierała wiele literówek i błędów gramatycznych.

Gdy Bryant się przebrał, poszliśmy razem na pływalnię. Czytałam mu maila, kiedy otwierał mi drzwi.

– W wymaganiach stoi jak byk, że kandydat musi być trzeźwy i zdrowy na umyśle oraz nie może za bardzo dramatyzować. Ludziom w Jemenie chyba przeszkadza zespół napięcia przedmiesiączkowego, nie? – Kiedy szłam, wbijałam wzrok w telefon i nagle na kogoś wpadłam.

– Przepraszam, nie patrzyłam, gdzie…

Zamarłam. Widok stojącego przede mną Chase’a niemal mnie powalił. W duchu pragnęłam go tu spotkać, ale nie myślałam, że to będzie możliwe. Jakie miałam na to szanse? Jeszcze raz obrzuciłam go spojrzeniem, by mieć pewność, że mi się nie przywidział. Ale to był on, we własnej osobie. I wciąż boski. Stał przede mną bez koszulki, mokry, mając na sobie tylko kąpielówki wiszące nisko na biodrach. Przez to wszystko zaczęłam się jąkać.

– Ch… Ch… Ch… – Nie potrafiłam wymówić choćby jednego słowa.

Oczywiście on nie był wytrącony z równowagi ani przez chwilę. Prychnął i się pochylił.

– Jesteś bardzo urocza, gdy wyglądasz na zakłopotaną, Buttercup.

Pamięta mnie.

Pokręciłam głową, próbując się otrząsnąć. Ale to na nic. Był taki wysoki, a ja taka niska, więc chcąc nie chcąc, wbiłam wzrok w jego ciało. Woda spływała mu po wyrzeźbionym kaloryferze. Niczym w transie patrzyłam, jak krople przyspieszają i zwalniają na krzywiznach jego mięśni. Cholera.

Odchrząknęłam i w końcu odpowiedziałam:

– Chase.

Byłam z siebie cholernie zadowolona, że udało mi się tyle wydukać. Chase ściągnął z szyi ręcznik i zaczął wycierać ociekające wodą włosy, przez co jeszcze lepiej widziałam jego ciało. Mięśnie klatki piersiowej wyglądały na wyrzeźbione, idealne. I… O mój Boże, czy to… Cholera jasna. Tak. Jego sutki sterczały z zimna, a jeden z nich był… był… przebity.

– Dobrze cię znowu spotkać, Reese. Nie widzieliśmy się od dziesięciu lat, a teraz wpadamy na siebie dwa razy w ciągu jednego miesiąca.

Dopiero po chwili skojarzyłam, że mówił o naszej zmyślonej historii. Jego komentarz sprawił, że szybciej otrzeźwiałam.

– Tak. Ale ze mnie szczęściara.

– Ja cię znam – wtrącił Bryant.

Wypadło mi z głowy, że stał obok mnie. Cholera, na minutę zapomniałam o wszystkich ludziach na tej planecie. Zmarszczyłam brwi. Czy oni naprawdę się znali?

– Jesteś kuzynem Reese. Tym modelem.

Cholera! Cholera! Cholera! Chciałam się zwinąć w jakiejś norze i umrzeć.

Jednakże Chase (jak to Chase) dopasował się do historii. Spojrzał na mnie z zaciekawieniem i odpowiedział:

– Zgadza się. Jestem kuzyn Chase. Najmłodszy siostrzeniec cioci Bea. A ty kim jesteś?

Bryant wyciągnął rękę, a Chase ją ujął.

– Bryant Chesney. – Potem odwrócił się w moją stronę. – Myślałem, że twoja mama ma na imię Rosemarie. Tak samo jak moja.

Chase wtrącił się i z łatwością wytłumaczył:

– Tak. Ale niektórzy z nas mówią na nią Bea. To przezwisko. Jest uczulona na pszczoły. Została użądlona na rodzinnym grillu. Spuchła jej cała twarz i przez to dzieciaki nazwały ją Bea.

Poważnie, ten facet musi być profesjonalnym kłamcą. Jest tak dobry, że przez niego chyba sama zmieniałam się w kłamczuchę.

Bryant pokiwał głową, jakby to wszystko miało dla niego sens.

– Cóż, miło cię poznać. Pogadajcie sobie, a ja przepłynę kilka długości basenu.

Gdy Bryant ruszył, Chase go zatrzymał.

– Skąd mnie znasz? Ciotce Bea znowu zebrało się na wspominki?

– Nie. Jeszcze nie poznałem żadnego członka rodziny Reese. Ale widziałem twoje zdjęcie na jej laptopie.

– Moje zdjęcie?

– Ustawiła je sobie jako tapetę.

Cofam to, co chwilę temu powiedziałam o norze, w której chciałabym się schować. Teraz zamknęłam oczy i modliłam się, by ziemia się rozstąpiła i pochłonęła mnie na zawsze. Albo żeby jakaś nadnaturalna siła cofnęła czas, bym mogła to wszystko naprawić. Stałam nieruchomo i liczyłam w głowie do trzydziestu, mocno zaciskając powieki. Gdy skończyłam, otworzyłam jedno oko, by sprawdzić, czy Chase zniknął.

– Wciąż tu jestem. – Uśmiechnął się zadziornie.

Zakryłam twarz dłońmi.

– Ale mi wstyd.

– Niepotrzebnie. Nie jesteśmy prawdziwymi kuzynami, więc to, że śnisz o mnie nocami, wcale nie jest dziwne.

– Wcale nie śnię o tobie nocami!

– A więc tylko za dnia gapisz się na moje zdjęcie w laptopie?

– To był wypadek. Wcale nie chciałam ustawić go jako tapety.

Założył ręce na piersi.

– Okej. Kupuję tę wymówkę.

– To dobrze, bo jest prawdziwa.

– Ale jak w takim razie moje zdjęcie znalazło się na twoim laptopie? Nie pamiętam, byś robiła mi zdjęcia na naszej podwójnej randce.

Prychnęłam.

– Podwójnej randce?

– A skoro o tym mowa, co się stało z Edypem? Tak szybko z nim zerwałaś? Muszę przyznać, że chociaż próbowałaś się wykręcić z tej randki w kiepski sposób, to nie myliłaś się co do tego faceta. Był cholernie nudny.

– To prawda.

– A więc kim jest ten nowy głąb?

– Głąb? Nawet go nie znasz.

– Zostawił mnie tu ze swoją dziewczyną. To głąb. Bez wątpienia.

– On ma nas za kuzynów!

– Powiedziałem ci, że nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni.

– Tak, ale… – Zaśmiałam się. – Jesteś dziwny, wiesz o tym?

– Nie dziwniejszy niż kobieta, która jakimś cudem zrobiła zdjęcie doskonałemu nieznajomemu i trzyma je w laptopie, tak by jej chłopak to zobaczył.

– To nie jest mój chłopak. – Nie wiem, dlaczego to powiedziałam. To poniekąd prawda. Ale nie do końca. – Cóż, spotkaliśmy się ze sobą dopiero dwa razy.

– Ach… więc jeszcze z nim nie spałaś.

Nie spałam, ale skąd on to wiedział?

– Czemu tak myślisz?

– Bo nie jesteś typem dziewczyny, która sypia z facetami na pierwszej czy drugiej randce.

– A skąd to wiesz?

– Po prostu wiem.

– No więc jaka dokładnie jest dziewczyna, która sypia z facetami na pierwszej randce?

– Wysyła pewne sygnały: ubiera się w wyzywający sposób, dotyka faceta na randce. Znasz ten typ. Wiem to.

– Czyli ktoś taki jak Bridget? – Ona kleiła się do niego cały wieczór.

Nic nie odpowiedział.

Pomyślałam, że to o dziwo bardzo dżentelmeńskie z jego strony, bo nie potwierdził ani nie zaprzeczył, że spał z Bridget po randce.

– A więc skąd tak naprawdę masz moje zdjęcie? – zapytał zamiast tego.

Postanowiłam powiedzieć mu prawdę. Cóż, w większości.

– Szukałam cię na Facebooku. Chciałam ci podziękować za uratowanie mnie i zadbanie o to, że ten wieczór był udany.

– I wysłałaś mi wiadomość?

– Nie. W zasadzie… poczułam się jak prześladowczyni, więc zmieniłam zdanie.

– I tak ci się spodobało moje zdjęcie, że je zatrzymałaś?

– Chciałam zapisać stronę, w razie gdybym zmieniła zdanie i chciała jednak wysłać tę wiadomość, ale zamiast tego zapisałam zdjęcie. – Poczułam, że rumieniec wkradł się na moją twarz. Zawsze kiepsko kłamałam. Mama powtarzała, że czyta się we mnie jak w otwartej księdze.

O dziwo Chase pokiwał głową. Nie spodziewałam się, że tak łatwo mi odpuści.

– Masz karnet na tej siłowni? Nigdy cię tu nie widziałem.

– Nie, Bryant ma karnet. Zaprosił mnie dzisiaj. Miałam kiepski dzień i chciałam się upić dla rozluźnienia. Wtedy on zasugerował, żebyśmy zamiast tego potrenowali na siłowni.

– Mówiłem. To głąb. Gdybym był Brandonem, zasugerowałbym coś zupełnie innego, by cię odstresować.

– Bryantem.

– Wszystko jedno.

– A co ty byś zasugerował?

– Nic. – Zmienił temat. – Dlaczego miałaś kiepski dzień?

– Byłam dzisiaj na dwóch rozmowach kwalifikacyjnych. Pierwszą spieprzyłam jeszcze przed wejściem do gabinetu, a drugą odwołano, zanim w ogóle pojawiłam się w biurze.

– Nie masz pracy?

– Na razie mam. Ale kończę w następny piątek. To chyba nie był najmądrzejszy ruch, biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynku.

– Czym się zajmujesz?

– Marketingiem. Byłam dyrektorem do spraw marketingu we Fresh Look Cosmetics.

– Jaki ten świat mały. Znam Scotta Eikmana, dyrektora zarządzającego Fresh Look. Czasami gramy w golfa.

– W tym mieście jest osiem i pół miliona ludzi, a mój udawany chłopak z ósmej klasy i niespokrewniony ze mną kuzyn gra w golfa z właścicielem firmy, w której pracuję? To dziwne.

Chase się zaśmiał.

– Scott za rok odchodzi na emeryturę, prawda?

– Tak. Przeprowadza się na Florydę. Ma dwóch synów, którzy pewnie przejmą po nim firmę. – Huh, Derek. Szkoda, że on nie przenosi się na Florydę. Albo na Syberię.

Chase i ja staliśmy obok siebie, odkąd wpadłam na niego w drzwiach prowadzących do basenu. Jakiś facet zastukał w szybę i uniósł puszkę napoju Dr Pepper.

Chase pokazał dwa palce w odpowiedzi, a potem wyjaśnił:

– Założyliśmy się. Pokonałem go, bo przepłynąłem więcej basenów od niego. To moja nagroda.

Uniosłam brew.

– Napój?

– To dobra rzecz. Nie obrażaj Doktora Peppera, bo nie przyniosę go na kolejnego rodzinnego grilla.

Po minucie jego przyjaciel znowu zapukał w szybę. Tym razem machnął ręką w stronę Chase’a, jakby chciał powiedzieć: „Co ci, u diabła, zajmuje tyle czasu?”.

Chase pokiwał głową.

– Powinienem już lecieć. Za pół godziny mamy spotkanie przy obiedzie, a muszę jeszcze wziąć prysznic.

Próbowałam ukryć rozczarowanie.

– Cóż, miło było na ciebie wpaść, kuzynie.

Nasze oczy spotkały się na chwilę. Podobnie jak po kolacji, tak i teraz Chase wyglądał, jakby chciał coś dodać. Zamiast tego obejrzał się przez ramię w stronę basenu, gdzie pływał Bryant, przytulił mnie, owinął sobie moją kitkę wokół dłoni i pociągnął, bym na niego spojrzała.

Na chwilę utkwił wzrok w moich ustach, a potem pocałował mnie w czoło.

– Na razie, kuzynko.

Zrobił kilka kroków w stronę szatni i przystanął, odwracając się do mnie.

– Moja koleżanka jest rekruterką. Może chcesz na nią namiar? Pewnie pomogłaby ci znaleźć jakąś pracę.

– Jasne, bardzo chętnie. Sama nie mam za wiele szczęścia. Dziękuję.

Podałam mu komórkę, a on wpisał własny numer i wysłał na swój telefon wiadomość, żebyśmy mieli do siebie kontakt. Potem zniknął. Natychmiast za nim zatęskniłam. Szanse na to, że znowu wpadnę na niego w tym ogromnym mieście, były równe temu, że trafi mnie piorun.

Minie mniej niż tydzień, zanim zrozumiem, że czasami piorun uderza dwa razy w to samo miejsce.

Rozdział 3

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Karta redakcyjna

Tytuł oryginału:

Bossman

Redaktor prowadzący: Aneta Bujno

Redakcja: Adrian Kyć

Korekta: Monika Pruska

Opracowanie graficzne okładki: Łukasz Werpachowski

Model z okładki: Gilberto Fritsch

Projekt okładki: Sommer Stein, Perfect Pear Creative

Copyright © Bossman by Vi Keeland. Published by arrangement

with Bookcase Literary Agency and Brower Literary & Management.

Copyright © 2018 for Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus

Copyright © for Polish translation by Sylwia Chojnacka

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2018

ISBN 978-83-66074-69-9

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: redakcja@wydawnictwokobiece.pl

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek