Boćko - Barbara Rejek - ebook + książka

Boćko ebook

Barbara Rejek

0,0
10,90 zł

lub
Opis

Jest to opowieść o małym bocianie o imieniu Boćko, który odbywa swoją pierwszą wędrówkę z Afryki do Polski.

 

Boćko słyszał wiele o kraju, w którym się urodził, zna język polski i wiele polskich zwyczajów, ale tak naprawdę nie zna swojej ojczyzny, gdyż on i jego rodzina wylecieli z Polski, gdy był jeszcze bardzo mały. „Boćko” to refleksja o tęsknocie za ojczyzną i radości jaka rodzi się w sercu małego bohatera z powodu powrotu do gniazda, w którym się wykluł.

 

Choć mały ptaszek i jego rodzina nie mogą przebywać w Polsce przez cały rok, w sercu czują się Polakami. Ich domem jest Żywkowo, mała miejscowość na północy Polski, jedyna wioska na świecie, w której mieszka więcej bocianów niż ludzi…

 

Boćko” to opowiastka, która zrodziła się z tęsknoty za ojczyzną i chęci ukazania piękna Polski wszystkim malcom, których mamusie i tatusiowie musieli, z różnych względów, wyjechać z kraju w inne części świata, a którzy chcieliby, by ich małe pociechy ukochały Polskę i polskie zwyczaje oraz tradycje  i by nie zapomniały o tym, że taż są małymi Polakami, chociaż nie mieszkają na terenie Polski.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 41




Barbara Rejek
Boćko

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Barbara Rejek „Boćko”

Copyright © by Barbara Rejek, 2016

Copyright © by Wydawnictwo Poligraf, 2016

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2018

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie

 może być reprodukowana, powielana i udostępniana w 

jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Projekt okładki: Izabela Surdykowska-Jurek

Ilustracje i zdjęcia: Barbara Rejek

Skład: Wojciech Ławski

Korekta: Klaudia Dróżdż, Agnieszka Mańko, Karol Rutski

Skład epub, mobi oraz pdf: Kamil Skitek

ISBN: 978-83-8119-269-9

Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, kom. 695-943-706

http://www.psychoskok.pl/http://wydawnictwo.psychoskok.pl/ e-mail:[email protected]

Bardzo trudno zrobić zdjęcie bocianów w locie. 

To jedyne, jakie udało mi się wykonać.

Mamo, czy my już dolatujemy do Polski? – zapytał Boćko. – Tym pytaniem została przerwana cisza lotu pięknych biało-czerwonych ptaków, szybujących wysoko nad ziemią, w niebieskiej przestrzeni nieba. – Mamo? Czy my na pewno lecimy w dobrym kierunku? – dopytywał się mały bocian swojej mamy, dotykając jej czerwonym dzióbkiem. – Mamo, no popatrz na mnie, bo mi coś się zdaje, że tato i wujek Badaś pomylili drogi. Ja wiem, że to moja pierwsza w życiu powrotna podróż do naszej ojczyzny, ale coś musi być nie w porządku. Przecież tyle dni i nocy trwa nasza wędrówka, a mówiłaś, że to nie jest aż tak daleko! – wyszeptała ptaszyna bardzo zmęczonym głosikiem, spoglądając na mamę.

Był to jeden z bardziej słonecznych dni marca tego roku. Stado bocianów odbywało wiosenną podróż migracyjną z Afryki do Polski, to znaczy wracało z ciepłych krajów do swojej ojczyzny, po zimie. Dla większości ptaków była to kolejna podróż w ich bocianim życiu, tę długą trasę, dziesięciu tysięcy kilometrów, dorosłe osobniki znały na pamięć i podróż do Polski nie wydawała im się bardzo długa. Bociany na przodzie, które były przewodnikami lotu, z każdym dniem frunęły szybciej i szybciej, jakoby śpiesząc się na jakieś bardzo ważne wydarzenia. A dzisiejsza podróż odbywała się niczym lotem błyskawicy, jakby naprawdę coś niezwykłego miało się wydarzyć za moment. Pozostałe bociany dostosowywały prędkość lotu do swoich stadnych pilotów. Wszystkie ptaki leciały w ciszy, zanurzone we własnych myślach i skoncentrowane na jednym tylko celu – chciały najprędzej być już w swoim domu, w swoim gnieździe w Polsce. Dla małego bociana była to pierwsza podróż z Afryki do Polski. Tak, pokonał on już w zeszłym roku odległość pomiędzy tymi dwoma kontynentami, ale był wtedy tak malusieńki, że niewiele zapamiętał z tamtej wędrówki.

A oto dom sołtysa w Żywkowie i sam sołtys – pan Adam. 

Gniazdo dla Boćka potrzebuje powiększania do długości trzech metrów. 

I oczywiście potrzebna jest flaga polska na dachu domu: Żywkowo 7. 

Boćko ogromnie cieszył się, że wracał do kraju, w którym się urodził, do kraju, o którym słyszał przez rok cały tyle cudnych opowieści. Jednak pomimo radości, którą odczuwał w swoim małym serduszku, musiał przyznać, że dziś był wyjątkowo zmęczony, przecież frunęli ponad pięć tygodni, a dla takiego malca jak on to naprawdę długo.

– Mamo! Ja już nie mogę, jestem wykończony tym lotem! Mamo, no proszę, odpowiedz mi! – Prawie płacząc, kontynuował swoje ptasie narzekanie mały bocian.

Ptasia mama odwróciła swoją długą bocianią szyję w kierunku syna i rzekła:

– Wiem, kochany, pierwszy raz jest zawsze najtrudniejszy! Ale wiem, że dasz radę, bo wielki z ciebie zuch. Kiedy odlatywaliśmy zeszłej jesieni z Polski, całą drogę ani razu nie zapłakałeś, byłeś wtedy bardzo dzielny a jeszcze taki maciupeńki. Aleś ty wyrósł przez ten rok! Zastanawiam się, czy w ogóle ktoś cię pozna tam w naszym polskim domostwie?

– Mamo! A czy my lecimy do tego samego gniazda, w którym się wyklułem? Ja bardzo chciałbym zobaczyć to miejsce! – zapytał mały bocian, wyraźnie ożywiony i jakby rozbudzony ze snu.

– Tak, Boćku, to jest nasze gniazdo, to jest nasz dom i zawsze będziemy tam powracać! – odpowiedziała mama, z lekka uśmiechając się do siebie samej.

– Mamuś, opowiedz mi, jak ja się urodziłem… – Błagalnym głosem poprosił mały ptaszek.

– Znowu? Chyba ci już opowiadałam o tym tysiąc razy, a może nawet tysiąc sto! Ha? Zapomniałeś, skarbeczku? Zresztą musimy dorównać innym ptakom w locie, bo możemy się zgubić przez tę naszą pogawędkę – powiedziała mama bociana, wskazując swoim długim dziobem na resztę ptaków, które były przed nimi.

– Jeszcze tylko raz, bardzo proszę, mamciu, bo ja chciałbym mieć pewność, że nie pomylę naszego gniazda, jak już będziemy na miejscu! – prosił Boćko, wyraźnie ucieszony z rozmowy ze swoją mamusią.

– No dobrze! Jeszcze tylko ten jeden raz! – zgodziła się mama bocianowa i kontynuowała klekotanie ze swoim dzieciaczkiem. – Urodziłeś się drugiego maja zeszłego roku w gnieździe, w miejscowości zwanej Żywkowo, która jest na północy Polski. Nasze gniazdo jest bardzo duże, ma aż trzy metry i uwierz mi, jest największe w naszej wiosce. Zbudował je twój dziadek, jak jeszcze był młody, ojciec twojego taty i my zaraz po naszym ślubie zamieszkaliśmy w tym wielkim gnieździe, razem z dziadkami. Twój dziadek jest bardzo ważną osobistością w naszej miejscowości, że tak powiem, najważniejszą po sołtysie.

– Po sołtysie? A któż to taki? Nie znam tego bociana – stwierdził Boćko wyraźnie zdziwiony.

– To nie bocian tylko człowiek, nasz gospodarz, u którego mieszkamy, to znaczy na dachu jego domu! Sołtys to taki przewodniczący, który zarządza wioską, a ta nasza osada jest bardzo, ale to bardzo wyjątkowa, bo więcej w niej bocianów niż ludzi. Nie ma takiej drugiej na całym świecie! Nasz sołtys bardzo dba o wszystkie zwierzęta, które tam mieszkają, ale o bociany najbardziej. Wszystkie gniazda są duże i zadbane, bo podróżni z całego kraju przyjeżdżają do nas, żeby zobaczyć miejscowość bocianią i może, żeby troszkę odpocząć od miasta. Ja tam właśnie przyleciałam z ciekawości, bo jak wiesz, urodziłam się w stolicy Polski. – Mama bocian przerwała swoje opowiadanie i patrząc ptaszkowi prosto w oczy, poważnym głosem zadała mu pytanie: – Synku, jakie miasto jest stolicą Polski?

– To jest... Ja wiem, tam gdzie jest ten pomnik Syrenki, to jest Warszawa! – odpowiedział bezbłędnie malec i skinął swoją główkę do przodu trzy razy, na znak, że był pewien trafności swej odpowiedzi.

– Brawo, brawo! Warszawa jest stolicą naszego kraju i właśnie ja się tam urodziłam i wychowałam. To cudowne miasto i każdy, duży i mały, Polak powinien je odwiedzić!

Rodzice Boćka

– Jak będziemy mieli czas tego lata, na pewno polecimy do stolicy Polski. Dziadek Jacek i babcia Zosia, moi rodzice, mają tam gniazdo, a ciocia Basia i twój kuzyn Dociek tam właśnie będą na wakacjach, więc postaramy się ich odwiedzić w Warszawie. Ale wróćmy do opowiadania o tobie i naszym Żywkowie, gdzie ty się urodziłeś, w naszym wielgachnym gnieździe, które z łatwością poznasz, bo dom sołtysa ma na dachu umocowaną polską flagę. Jakie kolory ma flaga polska to mój syneczek doskonale wie! Prawda? – Powtórnie mama bocian zadała pytanie bociankowi.

– Kto by tego nie wiedział?! Flaga polska wygląda prawie jak bocian, ma kolor biały na górze i czerwony na dole, tylko nie ma czarnych piórek jak my! – Bez zająknięcia i z dumą w głosie powiedział Boćko.

– A wiesz, że nasza flaga w Żywkowie to wygląda jak polski bocian biały, bo jest umocowana na długim czarnym drążku, który wygląda jak lotki na naszych skrzydłach. Jak widać w Żywkowie wszystko jest bocianie! – zażartowała mama i dalej opowiadała o narodzinach swego synka. – Ale wracając do twoich narodzin, wszystkie bociany rodzą się przez wyklucie z jajek, zatem ty też się wyklułeś z jajka w naszym gnieździe, które mamy na dachu domu naszego gospodarza. Najpierw byłeś w małym, białym jajeczku, które zmieniało się z czasem, jak ty rosłeś w jego środku. My, twoi rodzice, dbaliśmy o to, żeby nic się nie stało z jajkiem, w którym ty byłeś. I albo ja, albo twój tata siedzieliśmy na nim, żeby ci było ciepło. To pomagało ci rosnąć. Pewnego poranka, gdy jajko było już duże i miało kolor brązowy, usłyszałam jakiś hałas z niego wychodzący. To ty zapukałeś, że jesteś gotowy do wyjścia na zewnątrz. To był wczesny ranek drugiego maja zeszłego roku. Bardzo się ucieszyłam, że w końcu nasze dzieciątko będzie z nami! – wzruszyła się bocianowa. – Jeszcze wtedy nie wiedziałam, czy byłeś chłopcem, czy dziewczynką, ale, że tak powiem, miałam lekkie przeczucie, że ty to właśnie ty – mój śliczny chłopczyk. I tak pukałeś, i pukałeś w skorupkę jajka od wewnątrz przez dłuższy czas… – snuła opowieść mamcia, zerkając na przemian na chmury wokół nich i na małego bocianka.

Bociany żywkowskie czekają na swoje pisklęta. 

Większość z nich wykluje się z jaj w czerwcu, może nawet 1 czerwca, w Dniu Dziecka.

 Pamiętasz, kiedy urodził się Boćko? Tak, drugiego maja, w Święto Flagi Polskiej, to chyba dlatego że on tak bardzo ukochał Polskę.

– Zaczęłam z tobą rozmawiać przez skorupkę, która nas dzieliła, bo chciałam ci powiedzieć, że twój tatuś był akurat na poszukiwaniu jedzonka dla nas i poprosiłam cię, żebyś zaczekał jeszcze, godzinkę albo dwie, zanim on wróci, bo on byłby raczej smutny, gdyby nie zobaczył na własne oczy wyklucia swego pierwszego dziecka. I wiesz, chyba mnie usłyszałeś, bo zaprzestałeś swojego stukania na jakiś czas i jajko skorupki przestało pękać, a może po prostu zmęczyłeś się i usnąłeś na momencik. A może, tak sobie pomyślałam, zdecydowałeś się poczekać do czerwca, kiedy to większość bocianich piskląt się rodzi. Po jakiejś godzinie twój tata, mój mąż, wrócił do gniazda, a ja byłam tak bardzo szczęśliwa, że chyba z wrażenia za głośno zaklekotałam do niego: „Nasze dziecko! Szybko!”. Musiałam cię obudzić, albo ty jednak postanowiłeś wykluć się drugiego maja, w dniu Święta Flagi Polskiej, bo pukanie w jajeczko zaczęło się od nowa i było coraz to szybsze i mocniejsze, aż nagle... Trach! W pękniętej skorupce jajka pokazała się mała główka z czerwoną czuprynką na jej czubku! A po chwili z jajeczka wyszedł mały, biały bocianek ze ślicznym czarno-brązowym dzióbkiem i różowymi nóżkami, uśmiechając się do nas! – Mama bocian przerwała na moment, a Boćko wykrzyknął:

– Mamo, to nie byłem ja! Kto to był?

– Oczywiście, że to byłeś ty! – Bocianowa kontynuowała opowieść o narodzeniu bocianka. – Ja i tato od razu, jak ciebie zobaczyliśmy, równocześnie wykrzyknęliśmy: „Boćko!”. I tak powstało twoje imię i tak już pozostało, bo od samego wyklucia bardzo do ciebie pasowało!

– Ale, mamo, ja nie mam czarno-brązowego dzioba i różowych nóg! – wyklekotał ptaszek, sprawdzając kolory ciała i upierzenia, od nóg do głowy. – Ja przecież mam czerwony dziób i czerwone nogi i tak jestem biały jak ten ptak, co się wam wykluł, ale ja też mam czarne pióra. Zobacz! Czy wyście mnie z tatą z kimś wymienili albo przemalowaliście, jak byłem pisklakiem? Nie podobałem się wam? – Przestraszonym głosem mały ptak zadawał mamie pytania.

To ja sprawdzam, czy są już jakieś jajka bocianie lub pisklęta w gnieździe. 

Bardzo chciałabym spotkać małego Boćka osobiście.

– Oj, głuptasku malutki! – zaśmiała się mama bocianka, czule spoglądając na niego. – Byłeś i zawsze będziesz najpiękniejszym bociankiem dla nas, twoich rodziców! Uwierz mi, nie wymieniliśmy cię z nikim ani nie przemalowaliśmy. Ten mały bociek, co nam się wykluł, to byłeś właśnie ty! Tylko wszystkie małe ptaszki wyglądają troszkę inaczej, gdy się urodzą. Wszystkie bocianki mają czarne dzioby i różowe nóżki, gdy wychodzą z jajka. Zatem to na pewno byłeś ty, najcudowniejszy Boćko na całym świecie, takiego drugiego nie znajdziecie, że tak powiem! Nam bardzo podobał się twój mały, czarny dzióbeczek i przepiękne różowe nóżki. A twoja czerwona czuprynka była i jest wręcz arcydziełem i dzięki niej jesteś wyjątkowy! Jesteś jedynym posiadaczem czerwonych włosów w naszej rodzinie! To była najszczęśliwsza chwila w naszym życiu, kiedy wyklułeś się już z tego swojego jajka, że tak powiem, nasza rodzina bocianów białych była w komplecie! – podsumowała mama długą opowiastkę, cmokając synka w policzek.

– O, zrobiliście mi zdjęcia, jak byłem taki malutki, bo ja chciałbym je zobaczyć? – zapytał mały ptaszek, nie chcąc kończyć rozmowy z mamą.

Pani Bocian spojrzała naprzód. Inne ptaki wyprzedziły ich znacznie, ona i jej syn frunęli na końcu stada. Słońce nie przygrzewało już jak wcześniej, ale z wysokości chmur trudno było ocenić, na jakim poziomie się znajdowało. Ptasia matka jednak wiedziała, że za kilka godzin zapadnie wieczór i że powinni się spieszyć, by na czas wylądować na ich ostatni sejmik bociani. Bocianowa także nie chciała jeszcze kończyć swojej rozmowy z jej małym dzieciaczkiem, gdyż lubiła wracać do wspaniałych chwil jego narodzin. Wiedziała, że w ten sposób pomagała małemu ptaszkowi nie czuć zmęczenia, a ich pogawędka również jej dodawała dodatkowej energii do lotu.

– Boćku! – Po dłuższej chwili milczenia, mama zdecydowała się na kontynuację rozmowy z synkiem. – Ty mnie chyba podbierasz? Przecież historyjkę o swoim narodzeniu słyszałeś sto razy w ciągu ostatniego roku i przecież widziałeś te zdjęcia. Albo ktoś tu się bawi z mamą, albo ktoś nie zjadł śniadania i ma kłopoty z pamięcią? – uśmiechnęła się mama do bocianka.

Oto Boćko narysowany przez Łucję. 

Czy pomożesz Boćkowi i jego mamie w wykonaniu książeczki o pierwszym roku życia naszego superbociana. Jak myślisz, co mógł on robić w Polsce zaraz po urodzeniu? 

Kiedy nauczył się chodzić, a kiedy latać? 

A czy ty pamiętasz, kiedy nauczyłeś się chodzić?

– Coś mi się wydaje, że to pierwsze, bo mój Boćko jest bardzo mądrym ptaszkiem i raczej zawsze wszystko doskonale pamięta! – powiedziała mama do synka ptaszka i popatrzyła na niego pytająco, ciągle machając swymi skrzydłami.

– Wiem, wiem, mamo, ja tylko bardzo lubię słuchać o tym, jak się urodziłem i jak byłem mały, a i ten nasz lot wydaje się szybciej upływać, jak mi tak opowiadasz! Proszę, mów dalej, co się ze mną działo, bo ja może i mam dobrą pamięć, ale naprawdę nic, a nic nie pamiętam z tych dni w Polsce po moim wykluciu i czuję się, jakbym tam miał być po raz pierwszy w życiu! – odpowiedział bocianek.

– Synku, to jak już będziemy w Polsce, to ja jeszcze raz opowiem ci całą twoją historię, o tym jak się urodziłeś i co było potem, to znaczy, kiedy nauczyłeś się chodzić, latać, śpiewać i oczywiście klekotać. Razem możemy zrobić książeczkę o twoim pierwszym roku życia. Ja będę pisała, a ty możesz rysować to, co ci opiszę i to, co sam zobaczysz, na przykład gniazdo, w którym się urodziłeś. Wspaniały jest z ciebie artysta i robisz cudowne rysunki! – mówiła mama z radością i entuzjazmem.

– Podobają ci się, mamo, moje rysunki? – spytał Boćko.

– Najbardziej na świecie! – zaklekotała głośno mamusia.

– Moja pani z przedszkola też mówi, że moje rysunki są ładne i zawsze wiesza je nad swoim biurkiem albo na tablicy, żeby wszyscy je widzieli! – odrzekł zadowolony z siebie ptaszek.

– No widzisz! Rośnie z ciebie malarz albo rysownik! – ciągnęła mama, widząc, że Boćko zaczął się uśmiechać.

– Kto to jest rysownik? – zapytał ptaszek.

– To ktoś taki, kto robi ilustracje do książek, używając ołówka albo kredek, inaczej niż malarz, który maluje obrazy farbą. Co myślisz o tym, Boćko? Ja napiszę książkę o twoim pierwszym roku życia, bo przecież zbliżają się twoje pierwsze urodziny i w Polsce wyprawimy bal urodzinowy dla ciebie i wtedy moglibyśmy tę książkę pokazać całej rodzinie. Tylko nie byłaby ona ciekawa bez ilustracji, dlatego ja poszukuję rysownika do niej. Chciałbyś rozpocząć swoją nową pracę? – Rozbawiona mama zapytała ptaszka.

– Mamo, ja jestem jeszcze za mały, żeby pracować, przecież dorośli pracują a nie dzieci? – powiedział Boćko ze zdziwieniem i popatrzył na mamę, czekając potwierdzenia swoich słów.

– Oczywiście, mój syneczku. Żartuję sobie tak z tobą tylko, ale pomożesz mi troszeczkę z tą książeczką o sobie, dobrze? Wtedy mogę czytać ci ją codziennie i wtedy już nic nie zapomnisz o swoim narodzeniu! – Mama skierowała zapytanie do synka.

– No pewnie, że ci pomogę, ale to nie znaczy, że muszę być rysownikiem jak będę duży? Prawda? Bo ja to bym chyba wolał być superbocianem i pomagać wszystkim w potrzebie! – wykrzyknął bocianek.

– Boćku, jak dorośniesz, możesz być, kim tylko chcesz, sam sobie wybierzesz swój zawód i to, co będziesz chciał robić. Dla nas zawsze będziesz naszym ukochanym synkiem, nieważne, czy ilustratorem, czy żołnierzem, dla nas zawsze będziesz super-Boćkiem z czerwoną czuprynką i uśmiechem na ustach – właśnie tak jak teraz, kochanie! – Mama znowu ucałowała bocianka.

Koniec Wersji Demonstracyjnej

Dziękujemy za skorzystanie z oferty naszego wydawnictwa i życzymy miło spędzonych chwil przy kolejnych naszych publikacjach.

Wydawnictwo Psychoskok