Bliski człowiek - Drąg Paweł - ebook

Bliski człowiek ebook

Drąg Paweł

0,0

Opis

W tomiku poezji "Bliski człowiek" Paweł Drąg zabiera czytelnika w podróż drogą życia, gdzie na każdym przystanku słowa przypominają o znaczeniu miłości i wiary, o wartości prawdy, ale także o doświadczeniu samotności we własnym umyśle. Przekornie dodaje z otuchą, że kiedy bliska osoba odchodzi z codziennej historii, może pozostać obecna w poezji pisanej o codzienności. Podając liczne przykłady zaczerpnięte z natury i otaczającego świata, poeta zauważa, że po doznanej stracie  najważniejsze jest odnaleźć siebie w teraźniejszości – w czymś drobnym i niepozornym. Bo kiedy umiera ktoś bliski, znika ta znajoma pamięć, która nie zapisze już przyszłości. Między wierszami autor zastanawia się nad kondycją współczesnej poezji, równocześnie podejmując polemikę w różnych przestrzeniach literackich i ukazując przy tym piękno języka staropolskiego w jego rodzimym brzmieniu.  
Poeta nie tworzy jedynie monologu rozważań nad przemijaniem, lecz zachęca czytelnika do przywołania własnego wspomnienia bliskiego człowieka. Jednocześnie wyraża nadzieję, że takich przywołanych osób nie będzie zbyt wiele.   
 „Tutaj zniknął bliski człowiek (…)” – ów incipit wystarczy, by pomyśleć: kimkolwiek był, dokądkolwiek odszedł i czymkolwiek się stał.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 58

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Będzie to wina kwiatów

Jakie będzie bez Was życie?

Nie będzie szczęścia, Bratku?

Radości, Stokrotko?

Co pokażemy, Fiołku,

bez Twojej skromności?

A co, Tulipanie,

wyrazimy bez zgody?

Nie będziemy kochać

bez Ciebie, Różo?

Może macie w łodydze

czy w płatkach korony zło,

jak w wierszach Baudelaire’a1

ma człowiek, który milczy?

Elegia to samotności,

kiedy żadna niedziela

nie pachnie jak kwiaty2

i Baczyński zawsze umiera,

żyjąc krótko.

Niezapominajko,

jedyna jesteś bez winy –

może głowa nie zrozumie,

nie odbędą się rozmowy,

bo który odchodzi,

bez słowa wypowie

twoje imię,

prośbę pamięci –

nie zapomnij omnie.

1 Zob. Ch. Baudelaire, Kwiaty zła, przeł. A. Lange, Z. Trzeszczkowska, Wydawnictwo Armoryka, Sandomierz 2024.

2 Por. K.K. Baczyński, Elegia III [Były pachnące niedziele jak kwiaty…], [w:] [Juwenilia], t. 1: Rękopisy 1938, Biblioteka Narodowa, sygn. Rps 7966 II, https://polona.pl/item-view/b2fe2f35-33b2-4609-8098-d724434aaf18?page=74; data dostępu: 17.10.2025.

Co ty wiesz obólu

Co ty wiesz o bólu,

psychodennie współczulny

swojaku nocyceptorów.

Miej te swoje skale i oceny,

piątki nie do zniesienia

i dziesiątki nie do wyobrażenia.

Twoje są wykrzywione twarze,

reumatyczne stawy,

porody i rwy kulszowe.

Tępe, piekące, zapalne –

łatwe do opisania,

trudne do przeżycia.

Nowo tworzone

od dużego palucha

po samiutki czubek myśli.

A mierzcie, dolorymetry1,

na siłę i w punkt

przyciskane do ciała,

w triumfie anhedonii2,

ile doli3 mamy w sobie.

Ty bądź sobą, aż do bólu,

a ja pozostanę tylko takim,

którego wszystko boli

w analgezyjnym4 świecie.

1 Dolorymetr (od łac. dolor – ból) – w medycynie urządzenie służące do mierzenia natężenia bólu, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Dolorymetr; data dostępu: 17.10.2025.

2 Anhedonia (fr. anhédonie) – utrata zdolności do odczuwania przyjemności i radości, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Anhedonia; data dostępu: 17.10.2025

3 Dol– jednostka natężenia bólu, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Dol_(jednostka); data dostępu: 17.10.2025.

4 Analgezja – zniesienie odczucia bólu, pot. znieczulenie, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Analgezja; data dostępu: 17.10.2025.

Kiedy zaczęliśmy wierzyć?

Kiedy zaczęliśmy wierzyć?

Jako praludzie

w szałasach z gałęzi,

kiedy ciało drżało od grzmotu,

z tego na górze – nieba?

A może chwilę wieku później,

kiedy pierwszy ogień

poruszył po ścianie jaskini

cień właśnie umarłego?

Kto jako pierwszy

i w jakim celu

wypowiedział prawróżbę

z kości wołu?

Kto pierwszy okrył ramiona

skórą jelenia i ogłosił,

że owa grota, gdzie są naskalne

malowidła niedźwiedzi,

będzie pierwszą świątynią –

miejscem nietykalnej relikwii?

Kiedy zebrano pierwszą rodzinę

w kręgu wyciosanego totemu

i przemówiono głosem jej praprzodka,

że oto magia figurki uwięzi

ducha zmarłego o poranku,

chyba że córa głowy rodu

odda siebie kapłanowi?

Tak to jest z wiarą

i z artefaktami wiary –

toporem możemy ściąć drzewo,

ale i człowieka na ofiarę

kultu bożka Księżyca.

Od pokoleń piszemy upaniszady,

dając rady o istnieniu,

że ono nie ma początku

i że tako nie ma końca.

A rodzimy się przecież

każdy od początku

i umieramy bez wyjątku

wszyscy na koniec.

Tylu samotnych

Tylu samotnych,

a my tak w samotnościach

jakby prawie sami.

Może i mówimy zazwyczaj

w tym samym języku,

ale jakoś nie znajdujemy

na stałe wspólnego.

I te nasze robinsonady,

po które wyruszamy razem,

a przecież na osobne wyspy.

Na kanapie Freuda

W moim umyśle

jestem sam jeden,

przez całe życie, panie Freud.

Może pomoże psychoanaliza,

katartyczna rozmowa

mojej prawdy mózgu

z moim wymyślonym ja?

Mam jeszcze ciutkę więcej

neuronów od nicienia

czy całej muszki owocówki,

więc trochę pan posiedzi

i trochę ja poleżę,

bo trochę tu potrwa

odchodzenie od samotności.

Wyparcie poczucia winy

całej ludzkości,

która nie pamięta,

że można istnieć

autobiograficznie zapomnianym,

że da się rozwielitce przeźroczystej

do wrażliwego zajrzeć wnętrza.

Widzieć pracę jelit

i rodzące życie

pod bijącym sercem,

i że nie ma wcale

poznawczego umierania,

kiedy jeden przyjmuje drugiego

we własnym umyśle.