Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
W tomiku poezji "Bliski człowiek" Paweł Drąg zabiera czytelnika w podróż drogą życia, gdzie na każdym przystanku słowa przypominają o znaczeniu miłości i wiary, o wartości prawdy, ale także o doświadczeniu samotności we własnym umyśle. Przekornie dodaje z otuchą, że kiedy bliska osoba odchodzi z codziennej historii, może pozostać obecna w poezji pisanej o codzienności. Podając liczne przykłady zaczerpnięte z natury i otaczającego świata, poeta zauważa, że po doznanej stracie najważniejsze jest odnaleźć siebie w teraźniejszości – w czymś drobnym i niepozornym. Bo kiedy umiera ktoś bliski, znika ta znajoma pamięć, która nie zapisze już przyszłości. Między wierszami autor zastanawia się nad kondycją współczesnej poezji, równocześnie podejmując polemikę w różnych przestrzeniach literackich i ukazując przy tym piękno języka staropolskiego w jego rodzimym brzmieniu.
Poeta nie tworzy jedynie monologu rozważań nad przemijaniem, lecz zachęca czytelnika do przywołania własnego wspomnienia bliskiego człowieka. Jednocześnie wyraża nadzieję, że takich przywołanych osób nie będzie zbyt wiele.
„Tutaj zniknął bliski człowiek (…)” – ów incipit wystarczy, by pomyśleć: kimkolwiek był, dokądkolwiek odszedł i czymkolwiek się stał.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 58
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Jakie będzie bez Was życie?
Nie będzie szczęścia, Bratku?
Radości, Stokrotko?
Co pokażemy, Fiołku,
bez Twojej skromności?
A co, Tulipanie,
wyrazimy bez zgody?
Nie będziemy kochać
bez Ciebie, Różo?
Może macie w łodydze
czy w płatkach korony zło,
jak w wierszach Baudelaire’a1
ma człowiek, który milczy?
Elegia to samotności,
kiedy żadna niedziela
nie pachnie jak kwiaty2
i Baczyński zawsze umiera,
żyjąc krótko.
Niezapominajko,
jedyna jesteś bez winy –
może głowa nie zrozumie,
nie odbędą się rozmowy,
bo który odchodzi,
bez słowa wypowie
twoje imię,
prośbę pamięci –
nie zapomnij omnie.
1 Zob. Ch. Baudelaire, Kwiaty zła, przeł. A. Lange, Z. Trzeszczkowska, Wydawnictwo Armoryka, Sandomierz 2024.
2 Por. K.K. Baczyński, Elegia III [Były pachnące niedziele jak kwiaty…], [w:] [Juwenilia], t. 1: Rękopisy 1938, Biblioteka Narodowa, sygn. Rps 7966 II, https://polona.pl/item-view/b2fe2f35-33b2-4609-8098-d724434aaf18?page=74; data dostępu: 17.10.2025.
Co ty wiesz o bólu,
psychodennie współczulny
swojaku nocyceptorów.
Miej te swoje skale i oceny,
piątki nie do zniesienia
i dziesiątki nie do wyobrażenia.
Twoje są wykrzywione twarze,
reumatyczne stawy,
porody i rwy kulszowe.
Tępe, piekące, zapalne –
łatwe do opisania,
trudne do przeżycia.
Nowo tworzone
od dużego palucha
po samiutki czubek myśli.
A mierzcie, dolorymetry1,
na siłę i w punkt
przyciskane do ciała,
w triumfie anhedonii2,
ile doli3 mamy w sobie.
Ty bądź sobą, aż do bólu,
a ja pozostanę tylko takim,
którego wszystko boli
w analgezyjnym4 świecie.
1 Dolorymetr (od łac. dolor – ból) – w medycynie urządzenie służące do mierzenia natężenia bólu, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Dolorymetr; data dostępu: 17.10.2025.
2 Anhedonia (fr. anhédonie) – utrata zdolności do odczuwania przyjemności i radości, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Anhedonia; data dostępu: 17.10.2025
3 Dol– jednostka natężenia bólu, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Dol_(jednostka); data dostępu: 17.10.2025.
4 Analgezja – zniesienie odczucia bólu, pot. znieczulenie, zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Analgezja; data dostępu: 17.10.2025.
Kiedy zaczęliśmy wierzyć?
Jako praludzie
w szałasach z gałęzi,
kiedy ciało drżało od grzmotu,
z tego na górze – nieba?
A może chwilę wieku później,
kiedy pierwszy ogień
poruszył po ścianie jaskini
cień właśnie umarłego?
Kto jako pierwszy
i w jakim celu
wypowiedział prawróżbę
z kości wołu?
Kto pierwszy okrył ramiona
skórą jelenia i ogłosił,
że owa grota, gdzie są naskalne
malowidła niedźwiedzi,
będzie pierwszą świątynią –
miejscem nietykalnej relikwii?
Kiedy zebrano pierwszą rodzinę
w kręgu wyciosanego totemu
i przemówiono głosem jej praprzodka,
że oto magia figurki uwięzi
ducha zmarłego o poranku,
chyba że córa głowy rodu
odda siebie kapłanowi?
Tak to jest z wiarą
i z artefaktami wiary –
toporem możemy ściąć drzewo,
ale i człowieka na ofiarę
kultu bożka Księżyca.
Od pokoleń piszemy upaniszady,
dając rady o istnieniu,
że ono nie ma początku
i że tako nie ma końca.
A rodzimy się przecież
każdy od początku
i umieramy bez wyjątku
wszyscy na koniec.
Tylu samotnych,
a my tak w samotnościach
jakby prawie sami.
Może i mówimy zazwyczaj
w tym samym języku,
ale jakoś nie znajdujemy
na stałe wspólnego.
I te nasze robinsonady,
po które wyruszamy razem,
a przecież na osobne wyspy.
W moim umyśle
jestem sam jeden,
przez całe życie, panie Freud.
Może pomoże psychoanaliza,
katartyczna rozmowa
mojej prawdy mózgu
z moim wymyślonym ja?
Mam jeszcze ciutkę więcej
neuronów od nicienia
czy całej muszki owocówki,
więc trochę pan posiedzi
i trochę ja poleżę,
bo trochę tu potrwa
odchodzenie od samotności.
Wyparcie poczucia winy
całej ludzkości,
która nie pamięta,
że można istnieć
autobiograficznie zapomnianym,
że da się rozwielitce przeźroczystej
do wrażliwego zajrzeć wnętrza.
Widzieć pracę jelit
i rodzące życie
pod bijącym sercem,
i że nie ma wcale
poznawczego umierania,
kiedy jeden przyjmuje drugiego
we własnym umyśle.
