Błądzący świat. Absurd i rozsądek w ekonomii i polityce - Grzegorz W. Kołodko - ebook

Błądzący świat. Absurd i rozsądek w ekonomii i polityce ebook

Grzegorz W. Kołodko

0,0
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Nie jest łatwo pisać o sprawach trudnych, a tym bardziej czynić to w sposób przystępny. A tak właśnie jest w przypadku tej książki, wyjaśniającej skomplikowane sprawy, w które wszyscy jesteśmy uwikłani. Ta lektura to fascynująca wędrówka w czasie i przestrzeni – pokazująca, skąd wzięły się otaczające nas problemy i co jest przyczyną splatających się ze sobą konfliktów kulturowych, społecznych, ekonomicznych, ekologicznych, politycznych i militarnych. Autor przedstawia sposoby rozwiązywania nabrzmiałych sprzeczności idei i interesów w Polsce, w Europie, na świecie. Nawet jeśli współczesny świat zaiste błądzi, to wcale nie musi trafić na manowce. Jest lepsze wyjście…

Profesor Grzegorz W. Kołodko – uczony i polityk, profesor nauk ekonomicznych, wykładowca akademicki, jeden z głównych architektów polskich reform gospodarczych. Najczęściej na świecie cytowany współczesny polski ekonomista. W interdyscyplinarnych pracach naukowych zajmuje się polityką rozwoju, długofalowymi zmianami systemowymi, teoretycznymi i praktycznymi problemami globalizacji, ekonomią i polityką gospodarczą posocjalistycznej transformacji. Popularyzator wiedzy, autor i redaktor naukowy ponad 60 książek oraz licznych artykułów, opublikowanych w 28 językach, w tym około 300 po angielsku i ponad 80 po chińsku. Członek Academia Europaea oraz Europejskiej Akademii Nauki, Sztuki i Literatury. Doktor honoris causa i honorowy profesor kilkunastu zagranicznych uniwersytetów.

W 1989 roku uczestniczył w historycznych obradach Okrągłego Stołu, w latach 1989–1991 był członkiem Rady Ekonomicznej Rady Ministrów. Jako wicepremier i minister finansów w latach 1994–1997 dzięki głębokim reformom systemowym doprowadził Polskę do rekordowego tempa wzrostu i do członkostwa w OECD. Pełniąc te stanowiska po raz kolejny w latach 2002–2003, ponownie wprowadził gospodarkę na ścieżkę szybkiego wzrostu i odegrał ważną rolę w integracji Polski z Unią Europejską.

Założyciel i Dyrektor Centrum Badawczego Transformacji, Integracji i Globalizacji TIGER w Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie. Distinguished Professor of Belt and Road School w Beijing Normal University. Wykładał na czołowych amerykańskich uniwersytetach, m.in. Yale, UCLA i Rochester, oraz okazjonalnie na licznych uczelniach w Europie, Ameryce i Azji. Angażowany był jako ekspert organizacji międzynarodowych, m.in. Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Maratończyk (50 ukończonych biegów, najlepszy czas 3:38:22) i podróżnik (zwiedził 172 kraje i Antarktydę). Meloman, autor wystaw fotograficznych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 530

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © Grzegorz W. Kołodko, 2025

Projekt okładki

Prószyński Media

Redakcja

Ewa Barlik

Korekta

Katarzyna Kusojć, Małgorzata Denys

Indeks (w wersji drukowanej)

Jadwiga Witecka

ISBN 978-83-8391-810-5

Warszawa 2025

Wydawca

Prószyński Media Sp. z o.o.

02-697 Warszawa, ul. Rzymowskiego 28

www.proszynski.pl

[email protected]

Profesorowi Andrzejowi K. Koźmińskiemu,

z okazji ćwierćwiecza Centrum Badawczego Transformacji,

Integracji i Globalizacji, TIGER,

z wdzięcznością za nasze liczne intelektualne spory

Wstęp

Aby sformułować takie komentarze jak prezentowane na tych stronach, nie wystarczy sama obserwacja faktów – zarówno jednostkowych zdarzeń, jak i ciągnących się w czasie procesów. Mnóstwo tego, więc materii do analiz nie brakuje. Jeśli skupiają się one na tym, co ważne, i jeśli za nimi idzie właściwa merytoryczna interpretacja, to wiemy i rozumiemy trochę więcej. Jednakże to za mało. Nie doszedłbym do takiego omówienia zagadnień i wynikających z ich zgłębiania konkluzji, gdyby nie permanentne profesjonalne zaangażowanie w studia z zakresu ekonomii, polityki gospodarczej, ekonomii politycznej oraz stosunków międzynarodowych.

Warto też zaglądać – przynajmniej lapidarnie – do nowinek w sferach filozofii, antropologii, kulturoznawstwa, psychologii społecznej, socjologii, politologii i ekologii. Najciekawsze rzeczy dzieją się bowiem na stykach człowieka i społeczeństwa z gospodarką, technologią, kulturą, polityką i środowiskiem naturalnym, a do każdej z tych sfer przykładane jest szkiełko uczonego innej proweniencji. Trzeba wymieniać te szkiełka, aby zrozumieć, co się dzieje na tych stykach, i próbować sprawy interpretować interdyscyplinarnie.

Dziwne byłoby, gdyby przy tej sposobności ani razu się nie pomylić. Cóż, rzadko, bo rzadko, ale się zdarza. Choćby dlatego, że wnioskowanie oparte może być na wadliwych założeniach, albo z tej przyczyny, iż jakieś uwarunkowania zostały nie w pełni uwzględnione. To też jest kształcące, jeśli potrafimy uczyć się na własnych błędach. Tak, lepiej byłoby na cudzych – zwłaszcza jeśli własnych nie starcza – lecz czasami własna pomyłka również się przydaje.

Już kiedyś napisałem, że istotne jest nie tylko to, aby mieć rację. W toczonym sporze, w przedstawianej argumentacji, w prezentowanych wnioskach, w odniesieniu do skuteczności proponowanych działań. Ważne jest, aby tę rację mieć we właściwym miejscu i w odpowiednim czasie. To spostrzeżenie ma szczególne zastosowanie do rozmyślań ekonomicznych i, szerzej, społecznych. Innymi słowy, dobrze jest mieć rację, ale najlepiej ani za późno (to te przypadki mądrego po szkodzie), ani za wcześnie. Właśnie tak; można mieć rację przedwcześnie, a dokładniej wcześniej, niż ją podzielają i doceniają inni. W dalszym toku myśli, którymi się tutaj dzielę, można zauważyć takie sytuacje.

Niekiedy to, co napotykało jeszcze niedawno wątpliwości czy wręcz protesty, obecnie jest akceptowane. Niektórzy są skłonni sobie przypisywać autorstwo poglądów, których wrogami byli wtedy, gdy je publicznie przedstawiałem. Co więcej, znajdą się tu zapatrywania obecnie niepodzielane, które zostaną z czasem zaakceptowane. To problem długodys­tansowca. Sądzę, że akurat tak będzie między innymi w odniesieniu do twierdzeń o nieracjonalności nadmiernej militaryzacji gospodarki i polityki czy przewagi korzyści z przystąpienia do obszaru wspólnej waluty nad jej kosztami (albo, ujmując inaczej, ekonomicznej przewagi przynależności do strefy euro w porównaniu z alternatywną sytuacją pozostawania poza nią).

Sens badań w sferze nauk społecznych polega nie tylko na wyjaśnieniu, co i dlaczego dzieje się akurat tak, a nie inaczej, lecz przede wszystkim na dzieleniu się tą wiedzą z innymi. Największą wartością nauk technicznych jest wdrażanie dokonywanych przez nie odkryć teoretycznych w praktyce. Wartość teoretycznych odkryć nauk społecznych po części polega na wdrażaniu rezultatów badań. Tym razem praktyczne zastosowanie nowych myśli sprowadza się do ich jak najszerszego rozpowszechniania. Po to badamy, aby wpierw samemu zrozumieć i wyjaśnić istotę spraw, ale zaraz potem posiadaną wiedzą podzielić się z innymi – od szerokich rzesz ludzi zainteresowanych tymi sprawami do tych, którzy podejmują decyzje tychże ludzi dotyczące. Zrozumienie zjawisk, których doświadczamy, oraz procesów, w których uczestniczymy, jest wstępnym warunkiem mądrych zachowań i racjonalnego postępowania.

Nauki społeczne różnią się od dyscyplin technicznych. O ile w tych drugich odkrywcy – indywidualni, zespoły badawcze, całe ośrodki i instytuty – skrzętnie chronią istotę odkrytych tajemnic, opatentowując procedury i recepty oraz blokując ich niekontrolowane powielanie, o tyle w naukach społecznych jest inaczej. Najgłębszy sens posiadanych przez nie mądrości polega na ułatwianiu korzystania z nich przez wszystkich, którym wzbogacana wiedza przydać się może do inteligentnych zachowań. Wystarczy, że chronione są prawa autorskie przy okazji publikacji, ale im więcej do nich sięga, tym lepiej.

Szczególnie ciekawy jest tu aspekt pogłębiania wiedzy z zakresu ekonomii i polityki gospodarczej. Jeśli ktoś zaiste odkryje – a może raczej sformułuje – jakąś ważką prawidłowość na tych polach, to nie biegnie z tym do urzędu patentowego, tylko stara się uzyskane wyniki jak najszybciej opublikować. Jak się da, to w jak największych nakładach papierowych albo cyrkulacjach internetowych. W im większej liczbie języków, tym lepiej. Od lat dokładnie tak staram się postępować (https://www.tiger.edu.pl/WYKAZ_PUBLIKACJI.pdf).

Z tych też powodów zastanawiając się nad tym, co się dzieje – w gospodarce, społeczeństwie i polityce, w Polsce, Europie i na świecie, co okala nas na bieżąco, a co będzie za czas jakiś – z określoną częstotliwością pisałem eseje w konwencji popularnonaukowej, które publikował dziennik „Rzeczpospolita”. Ich wybór, uzupełniony o pięć wywiadów, zawiera ta książka. Taka forma narracji może powodować, że niekiedy pojawiają się powtórzenia, ale jeśli to się zdarza, to dlatego, iż każdy esej stanowił całość, tutaj zaś jest kolejnym rozdziałem całej opowieści.

Sądzę, że może ona zaciekawić również dlatego, iż pokazuje dwa równolegle procesy. Pierwszy z nich – najważniejszy – to bieg spraw, ewolucja sytuacji, zmieniający się obraz otaczającej nas rzeczywistości ekonomicznej, ekologicznej, kulturowej, społecznej i politycznej. Drugi proces to autorskie interpretacje tego pierwszego nurtu, nieraz uwikłane w intelektualne i merytoryczne spory z alternatywnymi interpretacjami. Myśl społeczna jest przebogata i – mam nadzieję – ta praca dorzuca do jej ogródka jeszcze jeden kamyczek.

* * *

W ślad za opublikowaną przez Wydawnictwo Prószyński i S-ka trylogią moich książek o świecie – Wędrujący świat (2008), Świat na wyciągnięcie myśli (2010) oraz Dokąd zmierza świat. Ekonomia polityczna przyszłości (2013) – z czasem oddałem pod osąd Czytelników kolejny tom nazwany Świat w matni z prowokacyjnym podtytułem „Czwarta część trylogii” (2022). Recenzując ją, redaktor Rafał Woś zapytywał: „Czy jest to oferta dla bardziej wtajemniczonych? Na to pytanie nie potrafię odpowiedzieć ze stuprocentową pewnością. Z jednej strony Kołodkę tłumaczy się i wydaje od Chin po Amerykę. A ostatnio od wpływowego ekonomisty z politycznych antypodów Kołodki usłyszałem, że jeśli jakiś Polak dostanie ekonomicznego Nobla (medal Banku Szwecji), to będzie nim właśnie autor «Czwartej części trylogii». Jednakże z Kołodką niełatwo jest dialogować. Choć to przecież nie jest zarzut tylko wobec niego, a raczej przekleństwo ludzi, którzy dużo widzieli, dużo przeczytali i czują, że powinni się tym naddatkiem podzielić z otoczeniem. Czy jednak można budować coś w oparciu o jego nowy pragmatyzm, nie podzielając sporej części założeń i diagnoz leżących u podstaw tego systemu? Nie wiem. Wciąż nie wiem. Może odpowiedź na to pytanie przyjdzie wraz z dziewiątą częścią trylogii?” (Kołodko forever, czyli świat w matni, „Dziennik Gazeta Prawna”, 1 kwietnia 2022). Pół roku później, publikując książkę zatytułowaną Wojna i pokój (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2022), odpowiedziałem sarkazmem na sarkazm: „No, to jeszcze nie dziewiąta, ale poniekąd już piąta część trylogii”. Tyle wszak się dzieje, że pierwotna wersja wstępu do tego zbioru przerodziła się w odrębną pracę, skądinąd najkrótszą w moim dorobku książkowym: Trump 2.0. Rewolucja chorego rozsądku (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2025), stając się szóstą pracą z tej globalnej serii. I tak oto oddaję w ręce Czytelników już siódmy tom „trylogii” o świecie. A więc do dziewiątej części coraz bliżej…

I

EKONOMIA – ODPOWIEDZI I PYTANIA

W poszukiwaniu dobrej gospodarki

Kapitalizm nie radzi sobie sam z sobą. Nawet znakomity jego poplecznik, tygodnik „The Economist”, musiał zauważyć, że „na Zachodzie kapitalizm nie działa tak dobrze, jak powinien”. Nie działa, bo nie może, gdyż przeżywa strukturalny kryzys. Niedostatek uczciwej konkurencji, zła regulacja, korupcja polityków i biurokracji, prywata elit biznesowych i finansowych, zachłanność i chciwość do tego stopnia, że w najlepszych szkołach biznesu uczono, iż „greed is good” („chciwość jest dobra”), oszustwa producentów, dystrybutorów i usługodawców od sektora bankowego poprzez motoryzacyjny po farmaceutyczny, nakręcanie konsumpcjonizmu śrubującego kapitalistyczne zyski, sprzedajne media z manipulacjami opinią publiczną, cynizm elit politycznych – to wszystko musiało przynieść zgniłe żniwo.

Przetrwać dziejowy zakręt

Skażony fundamentalizmem rynkowym kapitalizm bez zmiany swej istoty, a więc przyświecającego mu systemu wartości oraz fundamentalnych zasad funkcjonowania, może nie przetrwać obecnego dziejowego zakrętu. To o tyleż ciekawe, co trudne i niebezpieczne, bo od razu wyłania się masa pytań. Co dalej? Co w zamian? Jeśli zaiste postkapitalizm, to jaki? Na czym pożądane zmiany mają polegać, skoro nie ma do czego wracać? Nie można stosować starych technologii do budowy nowego gmachu na nowej planecie. A Ziemia XXI wieku to zgoła inna planeta w porównaniu z tą z poprzednich wieków.

Analiza różnych systemów gospodarczych, w tym określenie ich charakterystyki efektywnościowej, prowadzi do wniosku, że systemy gospodarcze nie są równorzędne w sensie aksjologicznym. Co więcej, nawet w ramach takiego samego systemu ekonomicznego istnieją lepsze i gorsze gospodarki. Dobra gospodarka wykazuje zdolność do długotrwałego i harmonijnego rozwoju podtrzymującego właściwe relacje między teraźniejszością a przyszłością. Ludziom potrzebna jest gospodarka nie w ogóle, ale dobra gospodarka.

Nie ma gospodarowania w oderwaniu od wartości, którym ma ono służyć. Na ścieżce dziejów pojęcie dobra i zła w gospodarce, a także – bo to nie to samo – dobrej i złej gospodarki, głęboko się zmieniło. Dziś bliższe nam są nie tylko takie kategorie jak opłacalność i sprawiedliwość, lecz również spójność społeczna i solidarność, pokoleniowa odpowiedzialność i środowiskowa świadomość.

Dobra gospodarka musi być efektywna i konkurencyjna, ale to tylko środki, których nie należy mylić z celem – zaspokajaniem potrzeb. Dobra gospodarka wymaga dobrej polityki. Dobra polityka zaś polega na tym, aby dawać ludziom nie to, czego chcą, lecz to, czego potrzebują. To imperatyw gospodarki umiaru, którą opisuje i której ma służyć ekonomia umiaru. Nie chodzi tu o narzucanie przez uzurpatorów siłą wymyślonych przez nich wzorców konsumpcji i stylu życia, ale o wpływanie nań w publicznym, demokratycznym dyskursie.

W minionych dekadach wiele szkód w myśli ekonomicznej poczyniła neoliberalna ekonomia, która przyjmuje kilka iluzorycznych założeń. Pierwsze z nich to supozycja, że rynek funkcjonuje w warunkach pełnej konkurencji. W jakimś stopniu zawsze, ale nigdy przy konkurencji doskonałej, ponieważ w ogromnej mierze rynki mają charakter oligopolistyczny – od wielkich sieci handlu detalicznego i linii lotniczych poprzez banki i agencje ubezpieczeniowe po firmy farmaceutyczne i media społecznościowe.

Naciski kręgów neoliberalnych na deregulację w istocie polegają na domaganiu się – i często uzyskiwaniu – pożądanych przez nie przepisów nie tyle pogłębiających środowisko konkurencyjne, ile ułatwiających im maksymalizację własnych korzyści poprzez pogoń za zyskiem (ang. rent seeking). Nie raz i nie dwa deregulacja sprowadza się do ułatwienia wycięcia z rynku relatywnie słabszych konkurentów niewygodnych dla silniejszych firm. W wielu przypadkach sprzyja temu obłudna polityka, która co innego głosi, a co innego robi. To musi ulec zmianie, a sposobem na to jest regulacja w stronę społecznej gospodarki rynkowej oraz uwzględnianie interesów średnich i małych przedsiębiorstw oraz ich interesariuszy.

Suwerenność konsumenta

Nie starcza też racjonalności podmiotów gospodarczych, zarówno przedsiębiorstw, jak i gospodarstw domowych. Racjonalny jest ten, kto działa na własną korzyść, zważywszy na informacje. Często występuje tu asymetria – nierównowaga na korzyść z reguły lepiej poinformowanych producentów i sprzedawców. Nabywcy i konsumenci sensu largo mają słabszą pozycję. Świadomie jest ona dodatkowo pogarszana przez siły manipulujące nabywcami i dezinformujące ich poprzez marketing i reklamę tak, aby sądząc, że działają na własną korzyść, w rzeczywistości dostarczali dochody i generowali zyski komuś innemu. Wtedy szkodzą sobie w porównaniu z hipotetyczną optymalizacją zachowań w warunkach pełnej i zrównoważonej informacji.

Potężne siły triady: władza – kapitał – informacje (albo inaczej: polityka – pieniądze – media) działają jakże często po to, aby człowiek na rynku był nieracjonalny. To potęga obywatelskiego państwa – z jego regulacją rynków – ma temu przeciwdziałać. Rynek, nawet gdyby był w pełni konkurencyjny, nigdy sam z siebie tego syndromu nie rozwiąże. Potrzebna tu jest edukacyjna i instytucjonalna interwencja państwa. To jego obowiązek. Wolność zaiste polega na możliwości dokonywania wyboru, ale autentyczna wolność występuje jedynie wtedy, gdy wyborcy – tu nabywcy i konsumenci – są rzetelnie poinformowani, co kupują i co spożywają.

Trzeba dokonać ogromnego wysiłku w tworzeniu właściwej instytucjonalnej obudowy rynku, aby w jak największym stopniu zbliżyć realia współczesnej gospodarki rynkowej do ideału pełnej konkurencji w warunkach doinformowania podmiotów gospodarujących. Bez postępu na tym polu także suwerenność konsumenta będzie iluzoryczna. Jej warunkiem sine qua non jest świadomość wariantów wyboru i związanej z nimi użyteczności krańcowej. Kierunki niezbędnych na tych polach reform strukturalnych wymagają zasadniczego systemowego i politycznego wzmocnienia publicznych urzędów nadzorujących rzetelną konkurencję i chroniących interesy konsumentów. Słusznie podejmuje się zmierzające ku temu działania zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Unii Europejskiej, chociaż mniej słusznie ich organy jakby chętniej nakładają kary, niekiedy wielomiliardowe, na firmy po drugiej stronie oceanu.

Czego boją się kapitaliści

Nie ma gospodarki światowej bez gospodarek narodowych, nie ma gospodarek narodowych bez sfery mikroekonomicznej. Nie ma makroekonomii bez mikroekonomii. Gospodarka nadal opierać się musi na dominacji prywatnych przedsiębiorstw, tyle że ich funkcjonowanie i ekspansja muszą być przez państwo regulowane w interesie ogólnospołecznym. Celem przedsiębiorcy pozostaje maksymalizacja stopy zwrotu z zaangażowanego kapitału, czemu państwo stosowną obudową instytucjonalną ma sprzyjać, natomiast ma ono utrudniać mu śrubowanie własnych korzyści poprzez rent seeking – wyzysk interesariuszy i przerzucanie na nich części ponoszonych kosztów oraz przechwytywanie w różnych fazach i kanałach dystrybucji dochodów wypracowanych przez kogo innego.

Państwo właściwą regulacją rynków, w tym troską o obieg informacji i walką z dezinformacją, ma zachęcać do rozkwitu przedsiębiorczości i skłaniać do inwestycji, ale zarazem tak wpływać na gospodarowanie, aby było ono zbieżne z makroekonomicznym celem poprawy dobrobytu społeczeństwa. Tam, gdzie możliwe jest instytucjonalne i polityko-gospodarcze zgrywanie interesów akcjonariuszy oraz interesariuszy, należy to konsekwentnie czynić. Dobre praktyki w tym zakresie wnoszą ordoliberalizm i społeczna gospodarka rynkowa.

Kapitaliści, wystraszywszy się fali populizmu, chaotycznych reakcji niektórych polityków i antyestablishmentowych sentymentów, deklarują gotowość jakoby zatroszczenia się o interesy innych, nie tylko swoje. Nie można dać się temu łatwo zwieść, bo to nic innego jak swoista taktyka w obliczu obawy utraty własnej potężnej pozycji. Ogłoszenie przez ponad 180 top-menedżerów wielkich firm na spotkaniu America’s Business Roundtable w sierpniu 2019 roku, że to nie maksymalizacja wartości dla akcjonariuszy jest ich głównym celem, ale satysfakcjonowanie wszystkich interesariuszy, to mydlenie oczu, które ma odsuwać determinację polityki, by zmienić regulacje na bardziej uwzględniające cele społeczne.

Gdy wielki biznes – zwłaszcza ten, który nie ma ani czystych rąk, ani czystego sumienia – słyszy zapowiedzi co do planowanych zmian systemowych i przewartościowań polityki gospodarczej demokratycznych pretendentów do amerykańskiej prezydentury Berniego Sandersa i Elizabeth Warren, która celnie diagnozuje fundamentalne przywary amerykańskiego kapitalizmu jako systemu skorumpowanego i zawodzącego zwykłych ludzi, czy Jeremy’ego Corbyna, lewicowego przywódcę brytyjskich labourzystów, to jest skłonny deklarować niemal przejście na pozycje quasi-socjalistyczne. Na krótko i na papierze. Chyba że…

Imperatyw wielkiej zmiany

Chyba że zaiste nadchodzi kolejna wielka zmiana pod wpływem koincydencji rosnącej oddolnej presji znaczących odłamów społeczeństw niezadowolonych z istniejącego stanu rzeczy i determinacji niektórych światłych przywódców politycznych, że powinno i może być inaczej niż dotychczas, że może być lepiej. Historia zna przecież takie przypadki.

Pod rosnącą presją coraz lepiej zorganizowanego ruchu robotniczego i widma komunizmu, które krążyło po Europie, kapitalizm końca XIX wieku stał się mniej paskudny niż ten z jego początków, acz nadal trzeba było walczyć o zakaz pracy dzieci i ośmiogodzinny dzień pracy.

Później, w latach 60., niebłahym pchnięciem kapitalizmu na nowe, lepsze tory był program amerykańskiego prezydenta Lyndona B. Johnsona Great Society. Było to uwarunkowane zbiegiem masowych protestów przeciwko jaskrawej niesprawiedliwości wyrażającej się w występowaniu olbrzymich obszarów wykluczenia społecznego i biedy oraz dyskryminacji rasowej z jednej strony oraz presji wynikającej z percepcji pozytywnych przykładów płynących z gospodarki socjalistycznej charakteryzującej się pełnym zatrudnieniem, bezpłatną ochroną zdrowia, powszechną edukacją, państwową promocją kultury i bezpieczeństwem na ulicach z drugiej strony. Postępowe zmiany, które wtedy wprowadzono w USA, a które naśladowano również w niektórych innych krajach, z czasem nabierały trwałego charakteru.

Czy podobnie będzie i tym razem? Protestów przeciwko nieakceptowanemu stanowi rzeczy nie brakuje, ale już jakby o nich zapominano. Czy starcza światłych przywódców dążących do autentycznych zmian pro publico bono? Czy mają oni do czego sięgnąć? Czy są idee i programy polityczne, które są dostatecznie atrakcyjne, ale zarazem – co najważniejsze – praktyczne? Czy są nowe teorie ekonomiczne, na których praktyczne programy mogą się oprzeć? Czy uda się je przeforsować, łamiąc konserwatyzm i opór grup specjalnych interesów? To jest okres przełomowy i trzeba bardzo uważać, by ani nie dać się zwieść obłudzie części elit biznesu i polityki, ani nie popaść na bezdroża populizmu.

Jeśli to się uda, to kapitalizm przetrwa, wszelako może to być na tyle nowa jakość, że trzeba będzie nań wymyślić nowy termin. Ale trzeba bardzo uważać, bo dwa razy do tej samej rzeki wejść nie sposób, ale dwa razy wdepnąć w to samo bagno można.

25 listopada 2019

CIĄG DALSZY DOSTĘPNY W PEŁNEJ WERSJI

Spis treści

Wstęp

I. EKONOMIA – ODPOWIEDZI I PYTANIA

W poszukiwaniu dobrej gospodarki

Przetrwać dziejowy zakręt

Suwerenność konsumenta

Czego boją się kapitaliści

Imperatyw wielkiej zmiany

Punkty orientacyjne

Okładka