Biskupianie - Jan Bzdęga - ebook

Biskupianie ebook

Jan Bzdęga

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Bibliteka Publiczna Miasta i Gminy Gostyń

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 126

Rok wydania: 1984

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

JAN BZDĘGAZ DOMACHOWA

BISKUPIANIE

WSZELKIE PRAWAZASTRZEŻONE

 

 

ILUSTRACJE WYKONAŁ: ART. MAL. W. BORATYŃSKINUTY SPISAŁ: J. BARANOWSKI

SKŁAD GŁÓWNY WIELKOPOLSKI ZW. TEATRÓW LUDOW. W POZNANIUCZCIONKAMI DRUKARNI SPÓŁKOWEJ W KOŚCIANIE

1936

 

Słowo wstępne

Zdawałoby się, że silna fala idąca przed wojną od zachodu i niwelizująca wszelkie oznaki kultury swojskiej, na żadne nie napotyka zapory i całą ogarnie Wielkopolską. Jednakże stało się inaczej. Lud nasz przywiązany nietylko do wiary praojców, ale i do dawnych ubiorów, zdołał przeciwstawić się sile tej fali niweczącej iv wielu ośrodkach, a mianowicie na Biskupiźnie, tej barwnej oazie najcharakterystyczniejszego stroju wielkopolskiego, koncentrującego się iv Krobi i promieniującego na całą okolicę iv obrębie kilku mil. Tam do dziś dnia nietylko starsza generacja, lecz i młodzież i dzieci z rozkoszą i dumą stroją się iv fałdziste, różnokolorowe suknie i motyliste czepki, ręcznie haftowane. Kto ze strojem tym pragnie się bliżej zapoznać, a niema okazji wyjazdu na Biskupiznę, niechaj podąży do Muzeum Wielkopolskiego, gdzie iv Zbiorach Ludoznawczych im. Heleny i Wiesławy Cichowicz podziwiać może w witrynie (nr. 50) aż 7 stroi kobiecych i męskich, co jeden to wspanialszy.

Cóż piękniejszego jak wycieczka do Krobi iv niedzielę na nabożeństwo iv starej świątyni ukrytej wśród drzew pięknego parku dawne pamiętającego dzieje. A gdy iv dodatku szczęście dopisze i ślubny pokaże się orszak, wówczas prawdziwa to rozkosz dla oka spragnionego widoku naszych przepięknych dawnych strojów ludowych.

Któż więcej potrafi rozmiłować się iv pięknie tego stroju jak nie rodowity Biskupianin? Któż lepiej potrafi scharakteryzować zwyczaje, obyczaje i stare ludu tego obrzędy, jak nie syn tej ziemi?

Słusznie więc też zajął się mozolnem spisaniem i opracowaniem życia ludu Biskupiańskiego rodowity Biskupianin ze starej łam od lat osiadłej rodziny Bzdęgów, Jan Bzdęga z Domachowa.

Jan Bzdęga przepojony miłością do Biskupizny daje nam opis całego bytowania Biskupian iv jak najprzystępniejszej formie, wnikając we wszystkie tajniki życia swej braci.

Zapoznaje nas nietylko ze strojem, zwyczajami i obrzędami, lecz także z ich dialektem, co niezmiernie jest ciekawe. Aby pracę swą uczynić jeszcze przystępniejszą i więcej pouczającą, poprosił o współpracę kolegów swych, młodego artystę malarza p. W. Boratyńskiego, który całym szeregiem ilustracyj pracę tę ozdobił oraz organistę z Domachowa p.J. Baranowskiego, który zebrał i spisał najulubieńsze melodje Biskupian śpiewane czy to z okazji śrendzin, wesel lub innych uroczystości.

Praca u» tej podana formie bardzo jest wartościową i niezmiernie pożądaną dla ludoznawstwa naszego. Ukazuje się ona wchwili, gdy regjonalizm coraz potężniejsze zdobywa sobie prawa obywatelstwa, i z pewnością przyczyni się do zapoznania szerokiego kola miłośników ludu naszego z tym malowniczym, a trochę zapomnianym zakątkiem Wielkopolski.

 

(Wiesława Cichowicz)Współtwórczyni Zbiorów Ludoznawczychim. Heleny i Wiesławy Cichowicz w Poznaniu.

Poznań, dnia 18. IV. 36.

„Hej! z młodych lot, huloł jo ci rod...“(wyimek z piosenki biskupiańskiej)

 

Demokracja jest kłamstwem, jeżeli w narodzie brak oświaty!Bez oświaty niema siły!

Bez siły niema zwycięstwa!

ZAPISUJCIE SIĘ NA CZŁONKÓW I CZYTELNIKÓW T. C. L.

Ilustracje strojów biskupiańskich, umieszczone w niniejszym opisie, wydał autor w formie pocztówek, które można nabywać w księgarniach i u wydawcy

Mapka Biskupizny

 

Biskupizna, to piękny zakątek Wielkopolski, w powiecie gostyńskim, obejmująca kilkanaście wiosek, należących do parafij Krobia i Domachowo. Nazwa tej okolicy wywodzi się stąd, że obszar ten był związany specjalnemi węzłami organizacyjnemi z biskupami poznańskimi, jako proboszczami krobskimi, którzy do dziś mają w Krobi swoją letnią rezydencję.

Na mapie naszej zaznaczyliśmy wioski, które należały niegdyś do Klucza biskupiego, przez podkreślenie. Wioski, na mapie naszej nie podkreślone a leżące wewnątrz zakreślonej granicy, zachowują także zwyczaje i obyczaje sąsiednich Biskupian, chociaż same do Klucza biskupiego nie należały. Wieś Wymysłowo jest zamieszkała dziś przez kolonistów niemieckich i przybyszów-Polaków z innych stron, którzy zwyczajów i obyczajów Biskupian nie zachowują.

W ostatnim czasie Biskupizna zaczęła ciekawić szersze koła badaczy i miłośników naszej ludowości. Jednak badacze, którzy przyjeżdżają zazwyczaj z innych stron, zapoznają się z Biskupizną bardzo powierzchownie i przypatrują się jej przeważnie przez bardzo krótki czas. Zdania ich i opinje są wskutek tego często mało dokładne i dlatego autor, rodem z tejże Biskupizny, pragnie podzielić się z czytelnikiem temi wiadomościami i wrażeniami, jakie przeżył osobiście.

 

„Hej z młodych lot“

Taniec-Wiwat (1)

 

Krzciny i Jan Krzciciel

Opis zwyczajów i obyczajów biskupiańskich rozpocznę od obrzędu „Krzcin“ to znaczy zwyczajów, zachowanych przy Chrzcie św. Zwyczaje te nie różnią się naogół od zwyczajów, przyjętych na ziemiach Polski.

Przyjście na świat latorośli biskupiańskiej powoduje taki sam „rewetes“ i radość jak i gdzieindziej. Ojciec dumny ze syna — rodzina mówi „to jakby ktoś tysiąc złotych przyniósł do izby“ — matka uradowana córą, cieszy się, że będzie' miała pomoc w kuchni i przy „inwyntorzu“ — choć mówią „to jakby ktoś tysiąc złotych wyniósł z izby“. Potem wybieranie i zapraszanie kumotrów. Trzeba dbać, by dziecko miało dobry charakter i ładne było, a to po „krzasnych“ ma dziedziczyć. „Krzasnym“ dla chłopca musi być dobry śpiewak. Po powrocie z kościoła kładą maleństwo, w poduszkach rozumie się, pod stół, by było pokorne, mówiąc „zabraliśmy poganina (pogankę) a przynieśliśmy chrześcijanina (chrześcijankę)“. Kumotrowie wkładają pod poduszki w łóżku matki „wiązarki“ z prezentem, najczęściej w gotówce.

Uroczystość „krzcin“ nie obejdzie się bez przekąski i wypitku, bo inaczej by się dziecko nie „chowało“ (nie urosło). Popołudniu zjeżdżają się zaproszeni krewni a wtedy najczęściej tematem ich rozmów jest dopiero co ochrzcony biskupianin lub biskupianka, o której mówią: Jak jest mała, to ją czesz

Jak urośnie, to ją strzeż,

Jak przydzie do rozumu,

Dej pieniendzy komu,

Żeby ją wzlół z domu.

„Śpiewka“, tak bardzo ulubiona przez biskupian, rozlega się nad kołyską maleństwa. Na myśl o nieporadnem nowonarodzonem maleństwie śpiewają pieśń o biednej sierotce(3):

 

Wolno — smętnie

 

 

 

Biedna sierotka poszła do nieba, a zła macocha do piekła. Piosenka ta ma opinję bardzo starej. Pod okiem troskliwej matki rośnie przyszła lub przyszły dzielny biskupianin. Pierwszym jego występem publicznym niejako, będzie „majenie“ (strojenie) z starszą bracią wrót i całego obejścia w wigilję św. Jana Chrzciciela. „Korony" z modraków, łabuzie (tatarak) ze stawu, gałązki lipowe i bzowe służą do ozdoby, a przedewszystkiem do ochrony dobytku przed złem i „ciotami" (czarownicami). Wszystko to jednak ma znaczenie dziś symboliczne, ponieważ wiara w moc ciot i t. p. zanika. Dorastając, bierze udział, stosownie do wieku, w zwyczajach i obyczajach swoich ojców.

Wcześnie kończą się beztroskie łatą dziecięce. Już jako 14-letni wyrostek pracuje biskupianin przy sianokosach, pomagając w miarę sił starszym. Łąki biskupiańskie leżą przeważnie zdała od wsi — odległości od 4--7 km nie są rzadkością przez co praca przy sianokosach nabiera swoistego uroku przez niecodzienny krajobraz, jaki się przedstawia oczom pracujących. A przy pracy rozlega się śpiew, w którym dzielnie sekunduje starszym dorastająca młodzież. Bardzo często są sianokosy także okazją do bliższego zapoznania się młodzieży między sobą, zwłaszcza, że sąsiedzi zwykle sobie przy pracy tej pomagają. Niejedna dorodna para biskupiańska poznała się bliżej przy sianokosach.

Śrendziny

Jak na całym Bożym świecie, tak i u nas pobierają się i to w zależności od stanu swego. Gospodarska córka t gospodarzem, „pateracka z paterokiem“ (to niby biedniejsi). To już tak pewnie Pan Bóg przykazał, a u nas jest tak „z downa z downości“, choć trafi się i inaczej. Jak się chłopak i dziewucha „mocno mają ku sobie", to on posyła faktorów „na wywiady“, ale jeszcze nie urzędowo. Jeśli rodzice się nie sprzeciwiają — a rodziców wola święta — wysyłają rodzice przyszłego młodego pana do rodziców panny swatów, dobrych „godaczy" — by umieli jak najwięcej „wycyganić“ majątku - co nieraz przychodzi bardzo trudno u sknerów. Gdy nareszcie „żyniaczka ubita“, wyznaczają dzień zrękowin (najczęściej świąteczny) po dawnemu śrendzinami zwany. „Nadobny“ młodzian wybiera sobie jako drużbę najbliższego krewnego lub dobrego przyjaciela i w naznaczonym dniu po południu jadą konno na śrendziny. Na wyjezdnem ze wsi z radości śpiewają taką śpiewkę:

 

 

Musiałaś jedyno co umieć,

Że jo cie nie mogę zapomnieć

Tra la la la la, tra la la la la,

Że jo cie nie mogę zapomnieć.

Zapomniołem siostrę i brata,

A ciebie nie mogę trzy lata

Tra la la la la, tra la la la la,

A ciebie nie mogę trzy lata.

Zapomniołem matkę i ojca,

A ciebie nie mogę bez końca,

Tra la la la la, tra la la la la,

A ciebie nie mogę bez końca.

Zapomniołem całom rodzinę,

A ciebie nie mogę godzinę,

Tra la la la la, tra la la la la,

A ciebie nie mogę godzinę.

Zapomniołem wszystko z żałości,

A ciebie nie mogę z miłości.

Tra la la la la, tra la la la la,

A ciebie nie mogę z miłości.(5)

Śpiewka rozlega się po całej wsi. Ludzie życzliwi zasyłają im „Szczenść Boże“, a źli i zazdrośni, jak to wszędzie są: „Niech kark skrenci“.

Tak długo gadają i obmawiają — aż śpiewka ucichnie za wsią.

Przy wjeździe do wsi panny znów śpiewają, ale na inną nutę:

Mój koń nieborok

Trzy dni nic nie jodł,

Napasę go, napoje, za mój półtorok.

Jak go napasę, wsionde na niego,

Pojade jo do dziewczencia, do serca mygo.

Jak tam zajade,

Z niom sie rozmówię

Dziewczę moje, daj mu buzi, bo ci odjade.

Choć mi ódjedziesz, płakać nie byde,

Przydzie inkszy, bydzie milszy, ten moim bydzie.(6)

To dopiero we wsi ruch! Przez „uliczkę” (furtka w płocie), przez płot ciekawi wyglądają i dalej plotkować: Co za jedni, skąd, do kogo i po co? Nawet Burki i gęsi są niespokojne, bo kundle podczas wesela muszą być zamknięte, by nie wyły, a gęsiska wyczuwają zbliżającą się śmierć. Pójdą przecież na pieczeń.

Młodzieńcy tak długo przed domostwem panny śpiewają, aż im ktoś otworzy wrota i zaprosi, co rychło się dzieje, bo radzi ich przyjąć. Parobki gospodarzy odbierają gościom konie i zaprowadzają je do stajni, troskliwie o nie dbając, bo wiedzą, że przy okazji „śrendzin” też sobie popiją. Goście jakoś „nijako” się czują, a przedewszystkiem „nadobny” młodzieniec, bo to dla niego „wielga” chwila się zbliża. Na zaproszenie rodziców, ociągając się, wchodzą w progi i pochwalają Pana Boga. Na prośby nie siadają, tylko drużba występuje z przemową: „Przezocni i drodzy Państwo! Z daleka myśmy tu przybyli. podróżą som my strudzyni, ale wpierw nim usiondzimy, o jedno słowo Wos prosimy. Słyszeliśmy u nos na wschodzie o Waszej córki cnotach i urodzie. Przyjaciel mój przybył się Wom pokłonić i Wos, Drodzy Państwo Rodzice, o jej renke prosić.”

Starzy kiwają głowami na to „ładne godanie” i dziwią się, skąd oni o zaletach córki ich wiedzą.

Potem młodzian mówi: „Przybyłem do Wos, Drogi Panie Ojcze i Droga Pani Matko, do nóg się Wom pokłonić i prosić Wos o renke Waszej nadobnej Kasi”.

Na to im przychylnie ojciec: „Co jest od Boga to jest tyż i od ludzi! Jeżeli Wy młodzi jesteście sobie mili, to jo ni mom nic naprzeciw Waszymu pobraniu się. A ty Matko co na to mówisz? — „Jo jestem tego zdania co i Ty” — odpowiada żona, „W takim razie zgoda między nami, zawołej Matka córkę. Po niewoli nie kce jej wydawać”. A ładna Kasia, która całą rozmowę podsłuchała pode drzwiami w drugiej izbie, wchodzi ze spuszczoną głową (niby się wstydzi), a liczka jej się rumienią, miętosi fartuch i powoli, jakby wstydliwie, wita się z gośćmi.

„Słuchej jeno, moja córko — mówi do niej ojciec — oto młodzieniec ten kce nom cie zabrać, prosił nos włośnie o twoją renke. Rób. córko kochano, jak uwożosz! My z matką naprzeciwko nic nie momy, a wienc powiedz, co ty myślisz, pójdziesz za niego? — „tak!“ — szepce, jeszcze bardziej się rumieniąc. Uradowany młodzieniec dziękuje rodzicom, całując ich po rękach, potem oboje klękają przed rodzicami, którzy ich serdecznie błogosławią.

Akt zaręczyn jest dokonany. Od tego czasu on jest panem młodym, ona panną młodą, oboje państwem młodym.

Siadają teraz wszyscy do stołu, a matka przynosi na talerzu jabłko, rozkrajane na dwie połowy, które młodzi państwo smacznie zjadają (to pewnie jest przypomnieniem rajskiego jabłka). Matka zastawia stół potrawami, a drużba z pod pazuchy wydobywa flachę miodówki i tak przy „jodle“ i napitku („jodło“ — potrawy) gwarzą do wieczora. Wieczorem przybywają rodzice pana młodego, serdecznie witani, przywożąc więcej trunku, bo trunek na śrendziny i wesele

 

Muzyka biskupiańska — „Duda i skrzypek”

 

daje pan młody. Przybywa też grono krewnych, a troskliwy o gości drużba sprowadza skrzypka, aby się nie nudzono. Młodzi dziarsko tańczą „wiwata", a starzy „przodek", na zmianę, aż do białego dnia.

Wśród „tydnia" (tygodnia) idą państwo młodzi do księdza proboszcza do pacierza (na katechizm) i dają na zapowiedzie. Na każdą niedzielę w czasie zapowiedzi panna młoda wdziewa innego koloru „spódnik" (suknię). Pan młody nosi w tym czasie przy kapeluszu zieloną wstążeczkę z rozmarynem i zielony „świtek" (wstążeczka krawat) przy kołnierzyku. Po pierwszej zapowiedzi jeżdżą państwo młodzi spraszać gości na wesele, obiecując starym, że się dobrze „wkupią", a młodym, że się suto „wykupią". Ślub odbywa się u zamożnych w poniedziałek lub wtorek, u biedniejszych w środę lub czwartek, bo od tych dni trwa wesele aż do czwartku w nocy. Bawić się w piątek jest grzechem.

Wesele

Wesela odbywają sie najczęściej w jesieni lub na wiosnę.

W dzień ślubu, który odbywa się przed południem na mszy św., zakupionej na intencję nowożeńców, zjeżdżają się do domu weselnego goście już od samego rana. Gości przyjmuje drużba i półdrużba, serdecznie len witając i częstując wódką; gospodarzy zaś wprowadzają uroczyście z muzyką która się składa z „dudy“ (dudziarz) i skrzypka. „Honorowi“ gospodarze sypią dudziarzowi do rogu groszem, za co tenże siarczyściej „rżnie“. Goście zasiadają do stołów zastawionych plackiem, chlebem i kawą, a usługują im druhna i drużba, „bo to ich służba“. Gdy goście wstaną od stołu, drużba wygłasza następującą przemowę: „Kochani zebrani goście weselni! W imieniu Państwa Młodych i ich Drogich Rodziców składam Wom najserdeczniejsze podziękowanie, iż raczyliście przybyć, aby uczcić te gody małżyńskie. Zebraliśmy się tu, aby nowożyńców do kościoła zaprowadzić i wspólnie z kapłanem błogosławieństwo dla nich u Boga uprosić. Do Wos zaś, Państwo Młodzi, kilku słowami się zwrocom; uprzytomnijcie sobie, iż wstympujecie do stanu małżyńskiego, pełnygo trudu i boleści. O tym pamientej Ty, Młody Panie, a zapomnij o swym kawalerskim stanie, bo widzisz przed sobą te, która ma być twoją przyszłą i wierną żoną. Opuściła ona ojca i matkę, aby ci na drodze życia towarzyszyć; przyjmij wienc ją jako wierną i kochającą żonę. Ty zaś, Panno Młoda, pojmiesz dziś małżonka przez Boga ci przeznaczonygo i przez Ciebie umiłowanygo. Pamientej, iż dobra żona jest „głowy menża korona“; żegnej wienc Panno Młodo te domowe kąciki i zabierej sie do stanu małżyńskiego i sakramyntu najświentszego. Ukorzcie wienc Państwo Młodzi serca Wasze u stóp Drogich Rodziców i proście Ich o błogosławieństwo. Niech Wom Bóg błogosławi! Wiwat! na długi wiek, na dobre lata i na szczeńśliwe pożycie!“

 

Drużba

 

Wymowniejszy drużba i taką potrafi wygłosić przemowę: