35,90 zł
Doskonała merytorycznie książka opisująca niemiecką ofensywę przeprowadzoną na froncie zachodnim w końcowym okresie II wojny światowej. Bogata w szerzej nieznane fakty. Nie ogranicza się do relacji z samej bitwy, ale szczegółowo omawia przygotowania do natarcia, strukturę wojsk i polityczne reperkusje toczonych walk. W śledzeniu tej jednej z największych bitew całej wojny, a zarazem największej batalii, jaką stoczyła armia amerykańska w Europie, czytelnikowi pomogą załączone mapy. 24 grudnia na zachodnim brzegu Ourthe, między Hotton i Marche, 116 Dywizja Pancerna wznowiła ataki. Niemcy uderzyli na pozycje 84 DP, a zwłaszcza 334 pułku obsadzającego Hotton. Zaciekłe walki trwały do 26 grudnia. Amerykanie otrzymali wydatne wsparcie 628 batalionu niszczycieli czołgów, wozów bojowych 3 Dywizji Pancernej, lotnictwa i artylerii. Pancerniaków von Waldenburga wzmocniła Brygada Eskorty Wodza. W pewnym momencie czołgi Grupy Bojowej Bayera, ze 116 Dywizji Pancernej, wdarły się na ulice Hotton. Doszło do walk na bardzo małym dystansie. Żołnierze obsługujący działa przeciwpancerne strzelali dopóty, dopóki nie zmiażdżyły ich gąsienice nacierających wozów niemieckich. Obie strony poniosły wysokie straty, ale ostatecznie zaciekły opór obrońców miasta zmusił nacierających do odwrotu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Rankiem 16 grudnia 1944 roku spokój, panujący nad rzeką Our, stanowiącą naturalną granicę między Wielkim Księstwem Luksemburg a Rzeszą Niemiecką, nagle przerwała gwałtowna nawała artyleryjska oraz przeraźliwe wycie pocisków rakietowych. Ku ogromnemu zdumieniu okopanych na zachodnim brzegu żołnierzy amerykańskich, liczne oddziały piechoty niemieckiej sforsowały Our i runęły na ich pozycje. Zaatakowani, choć kompletnie zaskoczeni, stawili twardy opór.
Taki był początek jednej z największych bitew II wojny –światowej, która wedle alianckich generałów – nie miała prawa się zdarzyć. Wehrmacht, pobity w Normandii, przepędzony z Francji, bliski załamania, rzucił armiom sprzymierzonych nowe wyzwanie. Zanim rok 1944 dobiegł końca, na stosunkowo niewielkim obszarze Ardenów walczyło ze sobą ponad milion żołnierzy: trzy grupy armii, pięć armii, piętnaście korpusów, ponad sześćdziesiąt dywizji, w tym szesnaście pancernych.
Bitwa w Ardenach była niezwykle dynamiczna, krwawa i skomplikowana pod względem taktycznym. Odbiła się szerokim echem na Zachodzie, natomiast na Wschodzie potraktowano ją marginalnie. Do dziś pokutują na jej temat powierzchowne opinie. Po latach amerykańscy generałowie próbowali udowadniać, że dzięki wrogiej ofensywie skrócono wojnę. Z kolei niemieccy oficerowie uczynili z niej kozła ofiarnego swej klęski na froncie wschodnim. To prawda, iż do przeprowadzenia tego natarcia wojska hitlerowskie zgromadziły znaczne siły, ale czy rzeczywiście było to postawieniem wszystkiego na jedną kartę, to już zupełnie inna sprawa.
W niniejszym opracowaniu szczegółowo opisano procesy i decyzje, które zaprowadziły obie strony na pole bitwy. Bowiem bez orientacji w ogólnej sytuacji strategicznej na jesieni 1944 roku, możliwościach militarnych czy funkcjonowaniu armii III Rzeszy i Stanów Zjednoczonych, trudno byłoby zrozumieć w pełni przebieg i znaczenie walk w Ardenach.
Na przełomie lipca i sierpnia 1944 roku, w wyniku pomyślnie przeprowadzonej operacji „Cobra”, siły aliantów przełamały obronę niemiecką w zachodniej Normandii. Dzięki temu zdołały wyjść na wolną przestrzeń operacyjną i nadać swym działaniom formę walk manewrowych. Podjęta przez Niemców 7 sierpnia próba odcięcia wkraczającej do Bretanii amerykańskiej 3. Armii gen. George’a Pattona (operacja „Lüttich”) zakończyła się niepowodzeniem. Dodatkowo manewr ten zapoczątkował bitwę pod Falaise, w wyniku której niemiecka Grupa Armii „B” została częściowo okrążona i rozbita. W czasie jej trwania, 15 sierpnia, wojska amerykańsko-francuskie wylądowały w południowej Francji, realizując odciążającą dla frontu w Normandii operację „Dragoon”. Dzień później Hitler przyznał, iż bitwa o Francję została przegrana i nakazał strategiczny odwrót za Sekwanę.
Duch bojowy i morale armii niemieckiej uległy poważnemu zachwianiu. Pomimo zakończonego częściowym sukcesem wycofania się za Sekwanę, stany osobowe poszczególnych jednostek były bardzo niskie. 7. Armia została faktycznie rozbita, podobnie jak wszystkie dywizje szybkie walczące w Normandii w składzie 5. Armii Pancernej czy Grupy Pancernej Eberbacha. Wojska te, pozbawione osłony powietrznej oraz zaopatrzenia, nie były zdolne dłużej stawiać oporu w centralnej Francji. 19 sierpnia w Paryżu wybuchło powstanie, które już po czterech dniach wsparły oddziały francuskiej 2. Dywizji Pancernej gen. Jacques'a Leclerca oraz wojska amerykańskie. 25 sierpnia, po kilku dniach negocjacji, niemiecki komendant miasta, gen. Dietrich von Choltitz, poddał się wraz ze sztabem. W tym samym czasie alianci sforsowali Sekwanę i kontynuowali pościg za nieprzyjacielem. Także w południowej Francji sytuacja rozwijała się dla nich pomyślnie. 26 sierpnia zajęto Tulon, zaś dwa dni później wyzwolono Marsylię. Stacjonujące tam wojska niemieckiej Grupy Armii „G”, znacznie słabsze od nieprzyjaciela, cofały się pośpiesznie na północ z obawy przed okrążeniem. Jedynie bezpośrednio nad kanałem La Manche sytuacja była nieco bardziej skomplikowana, ponieważ walcząca na tym obszarze 15. Armia niemiecka poniosła mniejsze straty. W oparciu o nadbrzeżny system „miast-twierdz” spowalniała ona natarcie aliantów.
Wobec wyraźnego rozprężenia po stronie niemieckiej, w obozie sprzymierzonych zapanowała euforia. Spodziewano się rychłego zakończenia wojny. Zaczęto nawet opracowywać operację „Rankin”, której celem miało być zajęcie Berlina przez desant powietrzny w chwili całkowitego załamania się sił nieprzyjaciela. Pod koniec sierpnia gen. George C. Marshall, szef Sztabu Generalnego amerykańskich wojsk lądowych, przesłał do podległych mu dowódców depeszę zaczynającą się od słów: „Ponieważ w każdej chwili może dojść do zaprzestania działań w wojnie z Niemcami, przewiduje się, że mogą zakończyć się one w okresie (…) między 1 września a 1 listopada 1944”.
Na początku września siły aliantów zbliżały się już do Niemiec. Wzdłuż kanału La Manche nacierała 21. Grupa Armii Bernarda L. Montgomery’ego, 1 września mianowanego na stopień marszałka polnego. Jej północne ramię składało się z kanadyjskiej 1. Armii, natomiast południowe tworzyła brytyjska 2. Armia. Dywizje piechoty 1. Armii zostały uwikłane w przewlekłe walki o porty z siłami wydzielonymi z 15. Armii, natomiast dywizje pancerne prowadziły pościg za resztą tego niemieckiego zgrupowania. Znacznie szybciej nacierała 2. Armia, już 3 września zajmując stolicę Belgii, Brukselę. Zaledwie 24 godziny później wyzwolono także miasto i port Antwerpię. Do 10 września Montgomery opanował faktycznie całą północną Belgię, ale jego grupa armii była w tym czasie rozciągnięta od Hawru po granicę belgijsko-holenderską. Ta sytuacja, którą dodatkowo komplikowały problemy z zaopatrzeniem, wymusiła na brytyjskim dowódcy krótką pauzę operacyjną.
Na południe od 21. Grupy Armii równie pomyślnie prowadziła swe natarcie 12. Grupa Armii gen. Omara Bradleya. W jej skład wchodziły amerykańskie 1. Armia gen. Courtneya Hodgesa i 3. Armia gen. Pattona. Już 2 września 7. Korpus Armijny 1. Armii, osłaniający południowe skrzydło natarcia Montgomery’ego, przekroczył granicę belgijską. W ciągu kilku dni żołnierze amerykańscy rozbili duże zgrupowanie niemieckie pod Mons, następnie – przez Namur i Liège – dotarli do granicy III Rzeszy1. 3. Dywizja Pancerna 7. KA przekroczyła ją 13 września w okolicach Akwizgranu. 1. Armia zajęła także siłami 7. i 5. Korpusu lesisty masyw Ardenów. To właśnie tam 4. Dywizja Piechoty wyzwoliła miasto St. Vith, atakując następnie z marszu umocnienia Wału Zachodniego, nazwanego swego czasu przez Brytyjczyków linią Zygfryda. Piechurzy 4. DP opanowali sieć bunkrów i faktycznie przeszli przez niemiecki system obrony, ale wobec braków w zaopatrzeniu, tężejącego oporu oraz nadmiernego rozciągnięcia swych linii zostali zmuszeni do zastopowania natarcia.
Tymczasem na południe od Ardenów 3. Armia opanowała Reims, Verdun, sforsowała Mozę i kontynuowała swą ofensywę w kierunku Metzu i Nancy. To drugie miasto zostało wyzwolone przez wojska Pattona 15 września, kiedy to dywizje prawego skrzydła jego armii skutecznie sforsowały Mozelę. Jednocześnie 3. Armia dążyła do nawiązania kontaktu z siłami 6. Grupy Armii gen. Jacoba Deversa, nacierającej z południowej Francji. Wojska te 3 września wyzwoliły Lyon, zaś osiem dni później połączyły się pod Sombemon z oddziałami Pattona. W ten sposób ci Niemcy, którzy nie zdołali do 11 września wycofać się na wschód, zostali odcięci i wkrótce zmuszeni do kapitulacji. Wobec takiego rozwoju sytuacji na froncie zaczynało być oczywiste, iż Wehrmacht utracił zdolność do stawiania oporu, zaś jego agonia potrwa jeszcze najwyżej kilka tygodni. Z raportu gen. Dwighta D. Eisenhowera, Naczelnego Dowódcy SHAEF (Supreme Headquarters Allied Expeditionary Forces – Naczelnego Dowództwa Sprzymierzonych Sił Ekspedycyjnych), przygotowanego dla Połączonego Komitetu Szefów Sztabów, a traktującego m.in. o stratach wroga, wynikało, że do końca sierpnia (licząc od 6 czerwca) nieprzyjaciel utracił ok. 400 000 żołnierzy zabitych, rannych i wziętych do niewoli, przy czym blisko połowę tej liczby stanowili jeńcy. Aż 135 000 spośród nich schwytano w sierpniu. Dodatkowo raport odnotowywał zniszczenie lub zdobycie 1800 czołgów i dział pancernych, 20 000 innych pojazdów oraz 1500 dział potowych. Ponieważ w tym samym czasie na froncie wschodnim armie niemieckie w samej tylko sile żywej poniosły dwukrotnie większe straty, to skala pogromów, jakich doznały tamtego lata, daje się porównać jedynie z klęskami Armii Czerwonej w 1941 roku. Co więcej, raport Eisenhowera nie zawierał, bo nie mógł, danych na temat ciężkich strat nieprzyjaciela z dwóch pierwszych tygodni września, przykładowo cofająca się z południowej Francji 19. Armia straciła do połowy tamtego miesiąca 1316 z 1480 pierwotnie posiadanych dział.
Jednak nie wszystko szło po myśli aliantów. O ile w pierwszym tygodniu września cofające się w nieładzie wojska niemieckie nie były jeszcze zdolne do odtworzenia stałej linii frontu, o tyle wspomniany już kryzys zaopatrzenia coraz wyraźniej ograniczał śmiałe poczynania sprzymierzonych. Prowadzące pościg dywizje oddaliły się o 500 km od własnego zaplecza logistycznego, wciąż pozostającego w Normandii. Działania wojenne zniszczyły francuską sieć kolejową wraz z obsługującym ją taborem, przez co paliwo i amunicję dla nacierających dowożono prawie wyłącznie ciężarówkami. Zadanie to wykonywała Strefa Komunikacji dowodzona przez gen. Johna Lee, głównego kwatermistrza frontu europejskiego. W celu zapewnienia stałego dowozu materiałów na front Amerykanie utworzyli pod koniec sierpnia tzw. Red Ball Express, jednokierunkowe drogi szybkiego ruchu zarezerwowane wyłącznie dla pojazdów z zaopatrzeniem. Do ich obsługi wygospodarowano początkowo kilka tysięcy ciężarówek, a gdy ich liczba okazała się niewystarczająca, zaczęto je rekwirować nawet jednostkom liniowym. Pomiędzy 29 sierpnia a 15 września kierowcy „Red Ball Express” zdołali dostarczyć 135 000 ton towarów. Jednak w tym samym czasie rozrastające się szybko siły sprzymierzonych potrzebowały na każdy dzień działań ok. 25 000 ton (zapotrzebowanie etatowe). Na skutek tego system zaopatrzeniowy był przeciążony i nie nadążał za potrzebami. Teoretycznie jedna dywizja aliancka pobierała codziennie 600–700 ton towarów, przy czym w zależności od sytuacji bojowej lwia część tego przydziału przypadała na paliwo (pościg) lub amunicję (ciężkie walki). Całość wojsk lądowych zgłaszała zapotrzebowanie dzienne na 4 miliony litrów benzyny! Do tego dochodziła jeszcze konieczność dowozu żywności dla ludności dużych miast Francji, zwłaszcza Paryża. Rozciągnięte linie zaopatrzenia sprawiały, iż nawet pracujący 20 godzin na dobę kierowcy potrzebowali do pięciu dni na wykonanie jednego pełnego kursu. Dodatkowo transportujące paliwo samochody same zużywały spore jego ilości. Sytuacji nie poprawiał nawet przeciągnięty po dnie kanału La Manche rurociąg PLUTO, ponieważ jego końcówka znajdowała się w Chartres, skąd i tak paliwo musiano dalej rozwozić ciężarówkami. Ograniczone możliwości miało także lotnictwo transportowe. Lotniska we Francji były dopiero naprawiane, zaś przyjmowanie na nich transportowców wiązało się z dodatkowymi problemami logistycznymi. Użycie samolotów było uzależnione od pogody, a planowane przez aliantów desanty spadochronowe wykluczały szersze zaangażowanie samolotów w działania zaopatrzeniowe. Ponadto na liniach komunikacyjnych zaczęły szerzyć się spekulanctwo i kradzieże, z którymi gen. Lee nie mógł sobie początkowo poradzić (procederu tego nie udało się w pełni zlikwidować przez całą wojnę). W takiej sytuacji wyraźną poprawę mogło przynieść jedynie opanowanie głębokowodnych portów, położonych blisko linii frontu.
10 września w Brukseli odbyła się narada wyższych dowódców alianckich, poświęcona dalszemu sposobowi prowadzenia ofensywy. Jej efektem była wydana trzy dni później dyrektywa gen. Eisenhowera, skierowana do podległych mu wojsk. Naczelny Dowódca wskazywał w niej na konieczność szybkiego opanowania portów nad kanałem La Manche, co miało poprawić zaopatrzenie. Dodatkowo dalszą ofensywę należało prowadzić w ramach „strategii szerokiego frontu”, zatem atakować i ścigać nieprzyjaciela na wszystkich kierunkach, niemniej pierwszeństwo w dostawach materiałowych przyznano 21. Grupie Armii. Wojska Montgomery’ego, wzmocnione 1. Armią Powietrznodesantową gen. Lewisa Breretona, miały uderzyć na Holandię w ramach operacji „Market-Garden”, zaś po jej opanowaniu zaatakować od północy Zagłębie Ruhry.
Nowa dyrektywa odzwierciedlała panujące wówczas w SHAEF optymistyczne nastroje. Pomimo trudności z zaopatrzeniem, alianccy dowódcy wierzyli, iż nieprzyjaciel został już pokonany, zaś jeszcze jedno silne uderzenie doprowadzi do jego ostatecznego upadku. Eisenhower nakazał prowadzić ofensywę szerokim torem właśnie z zamiarem niedopuszczenia do stabilizacji frontu przez niemieckie niedobitki. Amerykańskie armie miały „siłą rozpędu” wtoczyć się nad Ren i oczekiwać tam na rezultaty operacji „Market-Garden”. Tymczasem opór niemiecki tężał.
Specjalnym rozkazem Hitlera francuskie porty otrzymały status „twierdz” i miały być bronione do ostatka. W przypadku niemożności kontynuowania oporu należało je kompletnie zniszczyć. Modelowym przykładem realizacji tego rozkazu była bitwa o leżący w Bretanii Brest. Już na początku sierpnia zagroziły mu wkraczające na półwysep dywizje amerykańskiej 3. Armii. Podstawą broniącego się tam garnizonu była 2. Dywizja Strzelców Spadochronowych gen. Ramckego, legendy niemieckich spadochroniarzy, weterana z Krety i Afryki Północnej. Gen. Bradley nakazał armii Pattona opanować miasto wraz z portem, ale nie docenił zdolności organizacyjnych gen. Ramcke, który zdołał na czas zorganizować skuteczną obronę. Amerykanie rzucili do walki 8. KA gen. Troya Middletona, w składzie 2., 8. i 29. Dywizji Piechoty (a początkowo także 6. Dywizji Pancernej). Ciężkie boje trwały od 7 sierpnia do 20 września, kiedy to zlikwidowano ostatni punkt oporu nie opodal miasta. Jednak zdobycie Brestu oznaczało jedynie połowiczny sukces, ponieważ port został kompletnie zniszczony i nie nadawał się do użytku. Jego ruiny kosztowały aliantów 10 000 zabitych oraz rannych żołnierzy 8. KA. Chociaż Niemcy zostali rozbici, zaś ich dowódca wzięty do niewoli, gen. Bradley był wstrząśnięty fanatycznym oporem obrońców miasta. W trakcie szturmu przyznał, iż wydanie rozkazu do ataku było błędem. Bitwa o Brest unaoczniła aliantom bezsensowność szturmowania portów, które później dostawały się w ich ręce w stanie całkowitego zniszczenia.
A jednak, pomimo bretońskiej lekcji, wrześniowa dyrektywa Eisenhowera nakazywała zdobycie portów kanału La Manche. Była to konieczność, ponieważ w rękach sprzymierzonych znajdował się jedynie częściowo czynny Cherbourg, normandzki sztuczny port koło Arromanches (drugi sztuczny port został zniszczony jeszcze w czerwcu przez sztorm), oraz pośpiesznie naprawiane porty południowej Francji. Dlatego kanadyjska 1. Armia zaatakowała silnie bronione porty na północy, ponosząc przy tym ciężkie straty. Hawr został zdobyty 12 września, Boulogne – 22, a Calais – 28. Za każdym razem w ręce aliantów wpadały zrujnowane, wysadzone bądź zaminowane mola oraz doki nie nadające się do wykorzystania przez wiele miesięcy. W tej sytuacji zrezygnowano z ataku na Dunkierkę, którą Niemcy utrzymywali w swych rękach do 9 maja 1945 roku. Także Amerykanie ograniczyli się do blokady pozostałych portów, leżących bezpośrednio nad otwartym Atlantykiem. Według różnych danych, w „twierdzach” zamknęło się od 95 000 do 200 000 żołnierzy niemieckich. Do końca wojny garnizony te okupowały Wyspy Normandzkie, Lorient, St. Nazaire, La Rochelle, Verdon i właśnie Dunkierkę. Pomimo krytycznej sytuacji zaopatrzeniowej, nie kapitulowały, utrzymując kontakt z ojczyzną za pomocą nielicznych samolotów i okrętów podwodnych. Żołnierze z Wysp Normandzkich przeprowadzili nawet wiosną 1945 roku kilka śmiałych akcji desantowych w Normandii, mających głównie na celu zdobycie prowiantu. Rozkaz Hitlera dotyczący „twierdz” de facto uniemożliwiał siłom sprzymierzonych korzystanie z portów Francji, stawiając je w obliczu drastycznego kryzysu zaopatrzenia.
Problemy aliantów mógłby rozwiązać port w Antwerpii, zdobyty 4 września przez brytyjską 11. Dywizję Pancerną w stanie prawie nieuszkodzonym. Jednak Antwerpię, choć jest to pełnomorski port głębokowodny, łączy z morzem długa i wąska zatoka, będąca ujściem rzeki Skaldy. We wrześniu 1944 roku alianci, wciąż przekonani o rychłym zwycięstwie, zlekceważyli znaczenie terenów flankujących wejście do portu i dali tym samym Niemcom czas na ich umocnienie. Co prawda już w połowie września marszałek Montgomery nakazał kanadyjskiej 1. Armii oczyścić ujście Skaldy, niemniej był to rozkaz niemożliwy do wykonania w krótkim czasie. 1. Armia wciąż walczyła o porty francuskie i do nowego zadania wydzieliła początkowo jedynie dwie dywizje: polską 1. Dywizję Pancerną oraz kanadyjską 4. Dywizję Pancerną. Dodatkowo jednostki te zaatakowały tylko południowy brzeg zatoki, podczas gdy północny, z braku sił, nie był niepokojony. Uderzyć na niego mogła brytyjska 2. Armia, ale marszałek brytyjski wołał prowadzić w tym czasie operację desantową w Holandii. Zakładał on, iż jeśli port w Antwerpii nie zostanie uruchomiony, alternatywą dla niego może stać się ten w Rotterdamie. Kalkulacje te okazały się błędne.
Obok zaciekłej obrony portów, także na głównym froncie oddziały niemieckie zaczęły od drugiego tygodnia września wykazywać wzrost możliwości bojowych. Już 20 sierpnia, a zatem w chwili, gdy sprzymierzeni docierali do Sekwany, Hitler nakazał budowę u zachodnich granic Rzeszy tzw. Twierdzy Zachód (Weststellung), na której miały znaleźć oparcie armie cofające się z Francji. W myśl tego planu przystąpiono do pośpiesznego przywracania do użytku fortyfikacji Wału Zachodniego i części linii Maginota, umacniano linię Skaldy, Kanału Alberta i Mozeli. Oczywiście zakres zrealizowanych do połowy września prac nie był specjalnie imponujący, niemniej nawet te prowizoryczne umocnienia oraz poddane pobieżnej renowacji bunkry okazywały się często wystarczające do odparcia ataków, zwłaszcza gdy alianci zaczęli odczuwać braki paliwa i amunicji. 4 września na stanowisko OBWest (Oberbefehlshaber West – Naczelnego Dowódcy Zachodniego TDW) przywrócono marszałka polnego Gerda von Runstedta. Zastąpił on na tym stanowisku marszałka Modela. Walter Model pozostał natomiast dowódcą Grupy Armii „B”, gdyż dotychczas pełnił obie te funkcje i wyraźnie przerastało to jego możliwości. Niemieckie wojska, wzmacniane powoli posiłkami z Armii Rezerwowej, przeszły w tym czasie restrukturyzację. W Holandii gen. Kurt Student, zasłużony twórca wojsk powietrznodesantowych, otrzymał rozkaz sformowania 1. Armii Spadochronowej. W ciągu kilkunastu dni, wykorzystując wywołany kryzysem materiałowym (i przygotowaniami do nowej ofensywy) bezruch czołowych dywizji brytyjskiej 2. Armii, zdołał on zorganizować prowizoryczny front. Na zachód od wojsk Studenta walczyła 15. Armia gen. Gustava von Zangena. Z armii tej wydzielono część sił do obrony portów na północnym wybrzeżu Francji, podczas gdy reszta jej związków cofała się z północnej Belgii do Holandii poprzez ujście Skaldy. Manewr ten, pomimo totalnej przewagi sprzymierzonych na morzu i w powietrzu, powiódł się, co zresztą zaskoczyło pozytywnie samych Niemców. Pomiędzy 6 a 23 września na wschodni brzeg Skaldy ewakuowano co najmniej 65 000 żołnierzy, 225 dział i ponad 5000 pojazdów mechanicznych. Jednocześnie na południe od 1. Armii Spadochronowej pozycje obronne w okolicach Akwizgranu zajęła odtworzona 7. Armia generała Ericha Brandenbergera. Jej możliwości bojowe pozostawiały wówczas wiele do życzenia, ale świadomość obrony własnej ojczyzny w oparciu o fortyfikacje Wału Zachodniego wzmogła wolę oporu niemieckich żołnierzy.
Trzy wymienione powyżej armie wchodziły w skład Grupy Armii „B”. Model otrzymał rozkaz obrony ujścia Skaldy, Holandii i północnej Nadrenii, przez którą wiodła najkrótsza droga do Zagłębia Ruhry. Należy jednak nadmienić, że najkrótsza nie znaczyło najłatwiejsza. Obrońcom sprzyjały fortyfikacje, liczne kanały, rzeki oraz kompleksy leśne, zatem teren wybitnie niedogodny do wojny manewrowej. Walczącej na południe od wojsk Modela Grupie Armii „G” również zaczynał sprzyjać teren. Do połowy września Niemcy cofnęli się na linię Mozeli, mając za plecami jeszcze lesiste Wogezy, a ostatecznie także – na Ren i Wał Zachodni. Grupa Armii „G” składa się w tym czasie z 1. Armii gen. Otto von Knobelsdorffa, stojącej nad Mozelą od Luksemburga do Nancy, 5. Armii Pancernej gen. Hasso von Manteuffla, osłaniającej północne Wogezy i 19. Armii gen. Friedricha Wiese, walczącej w południowych Wogezach. 20 września nowym dowódcą tej grupy armii został gen. Hermann Balck. Na poprzedzającej tę nominację audiencji u Hitlera otrzymał on rozkaz utrzymania Alzacji wraz z Lotaryngią za wszelką cenę. Ziemie te od 1940 roku były „integralną” częścią Rzeszy (należały do Niemiec także w latach 1871–1919) i zdaniem nazistowskiego dyktatora, utrata ich byłaby niewątpliwie poważnym ciosem moralnym. Dlatego to właśnie tam skierowano trzy nowe brygady pancerne wraz z dwiema dywizjami grenadierów pancernych (3. i 15.), ściągniętymi z Włoch.
Gen. Balck objął nowe dowództwo w chwili, gdy armia niemiecka na zachodzie po raz pierwszy od ponad miesiąca próbowała przejąć inicjatywę na tamtym terenie. 18 września na zachód od Nancy rozpoczęła się 12-dniowa bitwa, toczona między częścią sil 3. Armii a 5. Armią Pancerną. W jej trakcie Niemcy wykonali kilka gwałtownych kontrataków, które zakończyły się dla nich niepowodzeniem. I chociaż po bitwie pancernej pod Arracourt 111. Brygada Pancerna z armii von Manteuffla została zredukowana przez alianckie myśliwce bombardujące oraz artylerię do 80 ludzi i 7 czołgów, to jednak ta ofiara, podobnie jak załóg nadbrzeżnych miast, nie była dla Niemców daremna. W trzecim tygodniu września, wobec tężejącego niemieckiego oporu, nadmiernego rozciągnięcia dywizji oraz drastycznego kryzysu materiałowego, prowadzona szerokim frontem ofensywa aliantów załamała się.
Ostatnim akordem była dramatyczna operacja „Market-Garden”. Jej plan zaproponował i przeforsował, przy sprzeciwie Bradleya, marszałek Montgomery, a wykonano ją siłami 1. Armii Powietrznodesantowej i brytyjskiej 2. Armii, wykorzystując większość rezerw materiałowych pozostających w dyspozycji sprzymierzonych. U podstaw tej operacji legło fałszywe założenie o utracie przez Niemców zdolności bojowej. Zresztą głównym problemem aliantów nie była bynajmniej obecność w miejscu lądowania 9. oraz 10. Dywizji Pancernych SS. 17 września, w pierwszym dniu operacji „Market-Garden”, te dwie dywizje miały siłę grup bojowych i właśnie jako grupy bojowe występowały w ówczesnych dokumentach niemieckich. W 9. Dywizji SS „Hohenstaufen” służyło wówczas jedynie 6000, a w 10. Dywizji SS „Frundsberg” zaledwie 3500 żołnierzy. Prawdziwym problemem aliantów była szybkość reakcji nieprzyjaciela, który natychmiast ochłonął z zaskoczenia, stawił twardy opór i skierował na zagrożony kierunek znaczne uzupełnienia. Wraz z załamaniami pogody, brakiem elastyczności dowódców dywizji 30 Korpusu idącego na pomoc spadochroniarzom oraz trudnościami terenowymi przyczyniło się to do niepowodzenia operacji. Do 26 września Niemcy oczyścili północne brzegi dolnego Renu z wojsk brytyjskich, tym samym udaremniając zasadniczy cel „Market-Garden”. Pod koniec września w południowej Holandii siły wydzielone 2. Armii brytyjskiej wbiły się klinem w pozycje niemieckiej 1. Armii Spadochronowej, ale nie zdołały sforsować Renu. W efekcie wojska Montgomery’ego zostały wplątane w ciężkie, długotrwałe walki, których celem było poszerzenie klina i wyparcie nieprzyjaciela za Mozę i Ren.
Pod koniec września alianccy dowódcy zdali sobie sprawę, iż wojna potrwa dłużej niż dotychczas sądzono. Aby ustalić plany dalszych działań, gen. Eisenhower zwołał dwie konferencje dowódcze – jedną 22 września, drugą 18 października. Pierwsza z nich dotyczyła głównie znalezienia recepty na trudności w zaopatrzeniu. Naczelny Dowódca podkreślił, że „nieodzownym warunkiem wstępnym ostatecznego uderzenia w głąb Niemiec jest uruchomienie portu głębokowodnego”. Dyrektywę tę wykonać mogła jedynie 21. Grupa Armii i częściowo już ją realizowała. Jednak zaangażowanie marszałka Montgomery’ego w ciężkie walki w południowo-zachodniej Holandii odsuwało w czasie pełną koncentrację jego sił na kierunku Antwerpii, zdaniem SHAEF najważniejszym (choć dopiero teraz zwrócono na tę kwestię należytą uwagę). W październiku, kiedy ambitny „Market-Garden” zakończył się fiaskiem, uparty marszałek ciągle szukał rozstrzygnięcia nad Renem, co stało się nawet przyczyną ostrego spięcia na linii Eisenhower-Montgomery, zakończonego utemperowaniem na jakiś czas samowoli brytyjskiego dowódcy. Gen. Eisenhower pozostawał zwolennikiem natarcia na szerokim froncie, choć podległe mu wojska musiały już w tym czasie racjonować amunicję. Ponieważ niewielkie zapasy pocisków do dział i paliwa nie pozwalały na natychmiastowe wznowienie uderzeń, dla zaoszczędzenia materiałów wojennych SHAEF nakazało pauzę operacyjną na południowym odcinku frontu. Jednocześnie aktywne pozostawało skrzydło północne. 21. Grupa Armii miała stale prowadzić ograniczone działania zaczepne – aż do oczyszczenia ujścia Skaldy, natomiast sąsiadująca z nią od południa 1. Armia amerykańska powinna była okrążyć Akwizgran (Aachen), przełamać Wał Zachodni i podjąć próbę dotarcia do Renu.
Poglądy co do sposobu prowadzenia działań jesienią 1944 roku wykrystalizowały się ostatecznie na drugiej ze wspomnianych konferencji, to jest 18 października. Ustalono, że celem podstawowym aliantów będzie pobicie głównych sił niemieckich na lewym brzegu Renu i wyprowadzenie na szerokim froncie wszystkich grup armii nad tę właśnie rzekę. Punkt ciężkości nowej ofensywy znajdować się miał na północ od masywu Ardenów. Na główną siłę uderzeniową wyznaczono 1. i nowo wprowadzoną do szyku 9. Armię amerykańską, jednak równocześnie miały gwałtownie zaatakować 3. Armia wraz z 6. Grupą Armii. Rozpoczęcie ofensywy wyznaczono na początek listopada.
W celu wzmocnienia zgrupowań uderzeniowych dodatkowymi dywizjami, podjęto decyzję o osłabieniu pozycji 12. Grupy Armii na jej centralnym odcinku, to jest w Ardenach. Obszar ten miał być w najbliższej przyszłości broniony jedynie skromnymi siłami, podczas gdy na południe i północ od niego planowano zgromadzić główne masy wojsk, gotowe przełamać front i dotrzeć do Renu. Eisenhower oraz Bradley świadomie zdecydowali się osłabić front w Ardenach, ponieważ sądzili, że nieprzyjacielskie wojska nie są już zdolne do poważniejszych wystąpień zaczepnych. Zdaniem obu generałów, nawet jeśli Niemcy zechcieliby przeprowadzić jakiś kontratak, to odpowiednio wcześniej zostałby on wykryty przez wywiad lub rozpoznanie lotnicze. Dodatkowo uznali, iż dzięki wysokiej mobilności wojsk własnych zdołają go stosunkowo szybko zlikwidować. Jak stwierdził w swych wspomnieniach gen. Bradley: „front w Ardenach został więc celowo osłabiony, chciałem bowiem zapewnić powodzenie ofensywy zimowej”.
Aby móc skutecznie przeprowadzić listopadową ofensywę należało posiadać odpowiednie rezerwy materiałowe. Tymczasem coraz bardziej narastał kryzys w zaopatrzeniu sił sojuszniczych. Na początku października sześć nowych dywizji, które przybyły na kontynent jako kolejne wzmocnienia, czekało bezczynnie w Normandii z braku środków transportowych, umożliwiających dowiezienie ich na front. Formacje frontowe racjonowały zapasy, zaś kwatermistrzostwo zaczęło alarmować o przewidywanych terminach całkowitego wyczerpania amunicji. U brzegów Normandii na każdy rozładowywany właśnie statek przypadało 35 oczekujących na rozładunek na redzie. Pracę obsługi portów dodatkowo spowalniały silne sztormy jesienne.
Pomimo rosnących problemów z zaopatrzeniem, sprzymierzeni wciąż lokalnie atakowali, wciągając przeciwnika w przewlekłą walkę na wyniszczenie. W oparciu o przesadnie optymistyczne raporty własnego wywiadu, alianccy generałowie uznali ówczesną sytuację Wehrmachtu za krytyczną. Dlatego zdaniem SHAEF stały nacisk, nawet jeśli wymagał ogromnego wysiłku, był koniecznością, bo nie pozwalał Niemcom na odtworzenie swoich rezerw strategicznych. Owo przekonanie o bliskim załamaniu nieprzyjaciela było główną przyczyną rezygnacji z zimowej pauzy operacyjnej i spowodowało wydanie rozkazu przeprowadzenia nowej ofensywy. Dodatkowo obawiano się, że czas pracuje na korzyść niemieckich konstruktorów, mających wkrótce zakończyć prace nad „cudowną bronią”. Nie sposób było bagatelizować ten problem, zwłaszcza gdy na Londyn zaczęły spadać niemożliwe do zestrzelenia rakiety V-2. Za kontynuowaniem ofensywy przemawiały ponadto różnorakie względy polityczne.
Podczas gdy SHAEF kreślił nowe plany, na froncie toczyły się ciężkie boje, początkowo głównie na północnym odcinku zachodnioeuropejskiego TDW. Walki nad Skaldą trwały nieprzerwanie od połowy września. Do 23 września polska 1. Dywizja Pancerna i kanadyjska 4. Dywizja Pancerna wyparły główne siły niemieckiej 15. Armii z południowych brzegów ujścia Skaldy, niemniej ostatni punkt oporu po tej stronie zatoki padł dopiero na początku listopada. Z kolei 1 października przystąpiono do oczyszczania z nieprzyjaciela północnego brzegu. Natarcie na półwysep Beveland Południowy, silnie umocniony przez Niemców, wykonała kanadyjska 2. Dywizja Piechoty. Walki były zażarte i przyniosły poważne straty po obu stronach. W nocy z 25 na 26 października alianci wysadzili na południu półwyspu desant morski (złożony ze wzmocnionych elementów brytyjskiej 52. Dywizji Piechoty), co doprowadziło 30 października do likwidacji niemieckiego garnizonu. Dzień później zaatakowano wyspę Beveland Północny, a 1 listopada wykonano lądowanie na wyspie Walcheren, będącej ostatnią niemiecką pozycją blokującą dostęp do ujścia Skaldy. Po ośmiu dniach ciężkich starć wyspę zdobyto. W ten sposób zrealizowano wreszcie dyrektywę z 22 września, nakazującą przechwycenie portu głębokowodnego. Już wkrótce Antwerpia miała stać się głównym centrum zaopatrzeniowym aliantów na kontynencie, chociaż rozminowywanie zatoki potrwało aż do 28 listopada; dopiero tego dnia zawinęły do Antwerpii pierwsze statki z materiałami wojennymi. Niemcy w dalszym ciągu próbowali zakłócać dostawy, kierując na kanał La Manche silną grupę U-bootów, minując ujście Skaldy oraz wysyłając tam ścigacze torpedowe, motorówki wybuchowe i miniaturowe okręty podwodne. Działania te nie przyniosły im jednak, mimo kilku spektakularnych akcji, większych korzyści, zaś niemieckie straty były wysokie. Z kolei sam port w Antwerpii ostrzeliwano pociskami skrzydlatymi V-1 i rakietami V-2.
W tym samym czasie, gdy kanadyjska 1. Armia torowała sobie drogę do morza, 2 października amerykańska 1. Armia uderzyła na Akwizgran. Ta dawna stolica państwa Franków była pierwszym większym miastem niemieckim zagrożonym przez Amerykanów, dlatego Hitler nakazał bronić go do upadłego. Alianci zdawali sobie z tego sprawę i początkowo planowali jedynie izolować miasto, podczas gdy główne siły po jego obejściu kontynuowałyby atak na wschód. Jednak zawężenie pasa natarcia wymusiło szturm. Amerykanie zaatakowali 1. i 30. Dywizją Piechoty oraz 2. Dywizją Pancerną. 10 października nacierający okrążyli miasto. Wkrótce rozgorzały ciężkie walki uliczne, zmieniając Akwizgran w stertę gruzu. Niemcy wykonali kilka kontrataków w celu przerwania blokady, ale byli zbyt słabi, toteż odparto je bez większych trudności. W efekcie 21 października miejski garnizon skapitulował. Jednakże twardy opór wojsk hitlerowskich zablokował dalszy marsz aliantów na wschód. 1. Armia nie zdołała przełamać reszty umocnień Wału Zachodniego oraz opanować lasu Hurtgen, leżącego na południe od Akwizgranu. Bitwa o ten las, trwająca z przerwami już od połowy września, była jednym z najbardziej morderczych starć całej kampanii. Amerykanie byli przekonani, że stały nacisk wyczerpie obrońców, ale faktycznie ponieśli tam większe straty niż Niemcy.
Na początku listopada siły sprzymierzonych kończyły przygotowania do nowej ofensywy. Gen. Eisenhower skoncentrował gros wojsk uderzeniowych na północnym skrzydle 12. Grupy Armii. Stojące tutaj 1. i 9. Armie miały przełamać umocnienia niemieckie, zdobyć las Hürtgen, sforsować rzekę Roer, następnie zaś dotrzeć do Renu na wysokości Kolonii, czyli na wprost Zagłębia Ruhry. SHAEF liczyło, że jeśli główne siły nieprzyjaciela zostałyby rozbite na zachodnim brzegu Renu, to powstałaby korzystna sytuacja do sforsowania rzeki z marszu. Co ciekawe, tuż przed ofensywą gen. Bradley nakazał 1. i 9. Armiom amerykańskim zamianę swych pozycji. Dotychczas bowiem doświadczona w walkach 1. Armia zajmowała stanowiska na północnym skraju amerykańskiej grupy armii, natomiast w październiku rejon Ardenów obsadziła 9. Armia gen. Williama Simpsona (ten nowy związek taktyczny utworzono oficjalnie już 5 września, ale z powodu trudności przewozowych i powolnej koncentracji potrzebowano jeszcze ponad miesiąca na wprowadzenie go do walki). Teraz na rozkaz Bradleya właśnie 9. Armia skoncentrowała się na północy, mając za swego lewego sąsiada brytyjską 2. Armię. Ten dziwaczny manewr wymusiła obawa, aby marszałek Montgomery, stale ponawiający żądania podporządkowania mu wszystkich sił lądowych, nie włączył w skład 21. Grupy Armii doświadczonych wojsk gen. Hodgesa. Natomiast to, że w niedalekiej przyszłości jakaś armia amerykańska przejdzie pod komendę brytyjskiego marszałka, było już właściwie pewne. Wielka Brytania wyczerpała bowiem źródła rekrutacji dla nowych dywizji i Montgomery nie mógł liczyć na dalsze wsparcie. Już jesienią 1944 roku „wypożyczył” on od Amerykanów 7. Dywizję Pancerną i 104. Dywizję Piechoty, angażując je w działania w południowej Holandii. Słabość Brytyjczyków, potęgowana ich wplątaniem się w przewlekłe walki na południe od ujścia Renu, sprawiła, iż w dyrektywie z 2 listopada SHAEF powierzyło ich 2. Armii jedynie działania pomocnicze na rzecz 12. Grupy Armii.
Tymczasem po zluzowaniu 9. Armii, w rejonie Ardenów pozostał ściągnięty z Bretanii 8. Korpus gen. Middletona. Podlegający początkowo 3., a później przejściowo właśnie 9. Armii, teraz został podporządkowany 1. Armii. Na barki gen. Middletona spadł obowiązek obsadzenia blisko 100 km frontu dość szczupłymi siłami, ponieważ zdecydowana większość wojsk gen. Hodgesa skoncentrowała się na północy. Korpus otrzymał rozkaz prowadzenia działań obronnych. Odebrano mu przy tym doświadczone pod Brestem dywizje, zastępując je nowo nadesłanymi ze Stanów Zjednoczonych lub potrzebującymi odpoczynku.
W listopadzie opady deszczu w zachodniej Europie osiągnęły nie notowane od lat natężenie. W wielu miejscach ulewy trwały trzy tygodnie bez przerwy. Armie aliantów dosłownie ugrzęzły w błocie, lotnictwo zostało uziemione, stale szwankowało zaopatrzenie. Pomimo to nakazano kontynuować przygotowania do ofensywy, mającej w zamyślę Eisenhowera wyprowadzić wreszcie sprzymierzonych nad Ren. Formalnie 1. i 9. Armie miały zaatakować 5 listopada, natomiast 3. Armia – 10. dnia tego miesiąca. Fatalna pogoda pokrzyżowała te zamierzenia i termin ataku grupy północnej został odroczony. W zaistniałej sytuacji każda z armii otrzymała rozkaz rozpoczęcia ataku niezwłocznie po polepszeniu się warunków atmosferycznych, w ostateczności nawet bez wsparcia lotnictwa.
8 listopada jako pierwszy uderzył Patton. Jego przeciwnikiem była niemiecka 1. Armia, której piechota już pierwszego dnia bitwy poniosła duże straty od zmasowanego ognia artylerii. Pomimo wysokiego stanu wód na Mozeli, 3. Armia sforsowała rzekę i rozpoczęła natarcie. W odpowiedzi Niemcy, mający trzykrotnie mniej żołnierzy i zaledwie 100 pojazdów pancernych, wyprowadzili serię gwałtownych kontrataków, ale wobec przewagi nieprzyjaciela nie przyniosły one trwałej poprawy ich sytuacji. 18 listopada okrążony został Metz, trzy dni później opanowany przez amerykańską piechotę. Jednakże garnizon miasta nie złożył broni i wycofał się do okolicznych starych francuskich fortów. Ich zdobywanie trwało do 13 grudnia.
11 listopada na południe od wojsk Pattona zaatakowała 6. Grupa Armii; najpierw amerykańską 7. Armią, a od 14. tego miesiąca także 1. Armią francuską. W odpowiedzi gen. Balck nakazał stopniowy odwrót 19. Armii. Z powodu spóźnionego manewru jednej z dywizji nacierające czołgi francuskie wyprzedziły uchodzącą piechotę i dokonały lokalnego przełamania frontu. Sytuacja Grupy Armii „G” była bardzo ciężka, ponieważ jeszcze w październiku zredukowano jej siły poprzez odebranie 5. Armii Pancernej i dwóch dodatkowych dywizji grenadierów pancernych. Już 19 listopada wojska francuskiej 1. Armii wyszły nad Ren. 24 listopada także 7. Armia osiągnęła tę rzekę od Karlsruhe po Strasbourg. Tego samego dnia 2. Dywizja Pancerna gen. Leclerca wyzwoliła drugie ze wspomnianych miast. W zaistniałej sytuacji pod koniec listopada pobite wojska niemieckie zostały zmuszone do opuszczenia Alzacji oraz Lotaryngii i wycofały się za Ren oraz na linię Wału Zachodniego, na południe od Zagłębia Saary. Udało się im jednak utrzymać, położony pomiędzy Strasbourgiem a Miluzą, tzw. Występ Kolmarski. Alianci początkowo zlekceważyli znaczenie tego przedmościa, co pozwoliło skoncentrowanej tutaj części 19. Armii na jego umocnienie.
Na początku grudnia, w związku z wyczerpaniem atakujących dywizji, dalsze natarcia sprzymierzonych na południowym odcinku zachodnioeuropejskiego TDW zaczęły czasowo zamierać. Patton i Devers odnieśli wprawdzie sukces, odrzucając na wschód Grupę Armii „G”, jednak nie zdołali jej zniszczyć. Walki na froncie miały przez cały czas bardzo zażarty charakter. Chociaż obrońcy wyraźnie ustępowali atakującym pod względem liczebnym, niemieckie 1. i 19. Armie wielokrotnie kontratakowały. Pomimo to w pierwszych dniach grudnia Hitler zdymisjonował ze stanowiska dowódcy 1. Armii gen. von Knobelsdorffa. Powodem tego zdarzenia był fakt, iż 3 grudnia 95. Dywizja Piechoty 3. Armii zdołała uchwycić nieuszkodzony most na rzece Saarze, i po jego przekroczeniu jednym ze swych pułków wdarła się w umocnienia Wału Zachodniego. Przełamanie Wału groziło krachem zamierzeń ofensywnych w Ardenach. Zdymisjonowano także szefa sztabu Grupy Armii „G”, gen. von Mellenthina, a ostatecznie w drugiej połowie grudnia również gen. Balcka. Jednocześnie z załóg fortecznych nad Renem i 19. Armii sformowano nową grupę armii, nazwaną „Oberrhein” (Górny Ren). Jej dowódcą został Reichsführer SS Heinrich Himmler, dążący do skupienia w swych rękach jak największej władzy, mimo braku jakichkolwiek wojskowych kompetencji.
12 listopada na północy działania zaczepne rozpoczęła 2. Armia brytyjska. Jej trzy korpusy starały się zlikwidować ostatnie pozycje niemieckie na zachodnim brzegu Mozy oraz, wspólnie z 9. Armią, oczyścić z nieprzyjaciela dolny bieg rzeki Roer. Po miesiącu ciężkich walk, toczonych w bardzo trudnych warunkach, wykonały jedynie pierwsze ze wspomnianych zadań. Niemcy natomiast utrzymali w swych rękach rejon Roermond. Ostatecznie w połowie grudnia marszałek Montgomery wstrzymał dalsze, skierowane bezpośrednio na wschód ataki i przeprowadził reorganizację swoich wojsk. Najistotniejszym elementem tego manewru było wycofanie z frontu 30. KA i wyznaczenie go na odwód 21. Grupy Armii. Marszałek planował skoncentrowanie korpusu w rejonie Nijmegen, co wiązało się z przygotowaniami sił brytyjskich do nowych wystąpień zaczepnych.
Wreszcie 16 listopada, w jedenaści dni później niż planowano, 1204 ciężkich bombowców amerykańskich oraz 1188 brytyjskich dokonało nalotu, który zapoczątkował ofensywę 1. i 9. Armii. Działania wojenne miały tu wyjątkowo dramatyczny przebieg. Niemcy bronili się wręcz fanatycznie, skutecznie wykorzystując umocnienia i dogodny teren. Trudne warunki pogodowe utrudniały użycie lotnictwa, czołgi wspierające piechotę tonęły w błocie. Na prawym skrzydle ofensywy, w lesie Hürtgen, część walczących tam dywizji jeszcze przed jej rozpoczęciem wyczerpała swe możliwości zaczepne. Tak było na przykłada 28. Dywizją Piechoty gen. Normana Coty’ego. Tylko do 13 listopada straciła ona w Hürtgen 7500 żołnierzy, co sprawiło, że walczący z nią Niemcy ochrzcili ją mianem „dywizji krwawego wiadra”. Wyczerpana 28. Dywizja została przeniesiona w Ardeny dla regeneracji sił. Nie lepiej powiodło się 4. Dywizji Piechoty. Jej straty w „Krwawym Hürtgen” między 7 listopada a 3 grudnia wyniosły 7000 ludzi. Także tę jednostkę przeniesiono wkrótce w Ardeny w celu reorganizacji.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1. Była to nazwa nieformalna. 10 lipca 1939 roku niemieckie Ministerstwo Propagandy formalnie zabroniło używania terminu „III Rzesza”, a 21 marca 1942 r. zlecono stosowanie wyłącznie formalnej nazwy „Rzesza Niemiecka” (Deutsches Reich). Jednakże pierwotny termin funkcjonował w dalszym ciągu. Również w tym opracowaniu jest on stosowany. [wróć]
