Ardeny 1944-1945 - Norbert Bączyk - ebook

Ardeny 1944-1945 ebook

Bączyk Norbert

0,0
35,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Doskonała merytorycznie książka opisująca niemiecką ofensywę przeprowadzoną na froncie zachodnim w końcowym okresie II wojny światowej. Bogata w szerzej nieznane fakty. Nie ogranicza się do relacji z samej bitwy, ale szczegółowo omawia przygotowania do natarcia, strukturę wojsk i polityczne reperkusje toczonych walk. W śledzeniu tej jednej z największych bitew całej wojny, a zarazem największej batalii, jaką stoczyła armia amerykańska w Europie, czytelnikowi pomogą załączone mapy. 24 grudnia na zachodnim brzegu Ourthe, między Hotton i Marche, 116 Dywizja Pancerna wznowiła ataki. Niemcy uderzyli na pozycje 84 DP, a zwłaszcza 334 pułku obsadzającego Hotton. Zaciekłe walki trwały do 26 grudnia. Amerykanie otrzymali wydatne wsparcie 628 batalionu niszczycieli czołgów, wozów bojowych 3 Dywizji Pancernej, lotnictwa i artylerii. Pancerniaków von Waldenburga wzmocniła Brygada Eskorty Wodza. W pewnym momencie czołgi Grupy Bojowej Bayera, ze 116 Dywizji Pancernej, wdarły się na ulice Hotton. Doszło do walk na bardzo małym dystansie. Żołnierze obsługujący działa przeciwpancerne strzelali dopóty, dopóki nie zmiażdżyły ich gąsienice nacierających wozów niemieckich. Obie strony poniosły wysokie straty, ale ostatecznie zaciekły opór obrońców miasta zmusił nacierających do odwrotu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Wstęp

Ran­kiem 16 grud­nia 1944 roku spo­kój, panu­jący nad rzeką Our, sta­no­wiącą natu­ralną gra­nicę mię­dzy Wiel­kim Księ­stwem Luk­sem­burg a Rze­szą Nie­miecką, nagle prze­rwała gwał­towna nawała arty­le­ryj­ska oraz prze­raź­liwe wycie poci­sków rakie­to­wych. Ku ogrom­nemu zdu­mie­niu oko­pa­nych na zachod­nim brzegu żoł­nie­rzy ame­ry­kań­skich, liczne oddziały pie­choty nie­miec­kiej sfor­so­wały Our i runęły na ich pozy­cje. Zaata­ko­wani, choć kom­plet­nie zasko­czeni, sta­wili twardy opór.

Taki był począ­tek jed­nej z naj­więk­szych bitew II wojny –świa­to­wej, która wedle alianc­kich gene­ra­łów – nie miała prawa się zda­rzyć. Wehr­macht, pobity w Nor­man­dii, prze­pę­dzony z Fran­cji, bli­ski zała­ma­nia, rzu­cił armiom sprzy­mie­rzo­nych nowe wyzwa­nie. Zanim rok 1944 dobiegł końca, na sto­sun­kowo nie­wiel­kim obsza­rze Arde­nów wal­czyło ze sobą ponad milion żoł­nie­rzy: trzy grupy armii, pięć armii, pięt­na­ście kor­pu­sów, ponad sześć­dzie­siąt dywi­zji, w tym szes­na­ście pan­cer­nych.

Bitwa w Arde­nach była nie­zwy­kle dyna­miczna, krwawa i skom­pli­ko­wana pod wzglę­dem tak­tycz­nym. Odbiła się sze­ro­kim echem na Zacho­dzie, nato­miast na Wscho­dzie potrak­to­wano ją mar­gi­nal­nie. Do dziś poku­tują na jej temat powierz­chowne opi­nie. Po latach ame­ry­kań­scy gene­ra­ło­wie pró­bo­wali udo­wad­niać, że dzięki wro­giej ofen­sy­wie skró­cono wojnę. Z kolei nie­mieccy ofi­ce­ro­wie uczy­nili z niej kozła ofiar­nego swej klę­ski na fron­cie wschod­nim. To prawda, iż do prze­pro­wa­dze­nia tego natar­cia woj­ska hitle­row­skie zgro­ma­dziły znaczne siły, ale czy rze­czy­wi­ście było to posta­wie­niem wszyst­kiego na jedną kartę, to już zupeł­nie inna sprawa.

W niniej­szym opra­co­wa­niu szcze­gó­łowo opi­sano pro­cesy i decy­zje, które zapro­wa­dziły obie strony na pole bitwy. Bowiem bez orien­ta­cji w ogól­nej sytu­acji stra­te­gicz­nej na jesieni 1944 roku, moż­li­wo­ściach mili­tar­nych czy funk­cjo­no­wa­niu armii III Rze­szy i Sta­nów Zjed­no­czo­nych, trudno byłoby zro­zu­mieć w pełni prze­bieg i zna­cze­nie walk w Arde­nach.

Działania wojenne na obszarze zachodnioeuropejskiego teatru działań wojennych (sierpień–grudzień 1944 roku)

Na prze­ło­mie lipca i sierp­nia 1944 roku, w wyniku pomyśl­nie prze­pro­wa­dzo­nej ope­ra­cji „Cobra”, siły alian­tów prze­ła­mały obronę nie­miecką w zachod­niej Nor­man­dii. Dzięki temu zdo­łały wyjść na wolną prze­strzeń ope­ra­cyjną i nadać swym dzia­ła­niom formę walk manew­ro­wych. Pod­jęta przez Niem­ców 7 sierp­nia próba odcię­cia wkra­cza­ją­cej do Bre­ta­nii ame­ry­kań­skiej 3. Armii gen. Geo­rge’a Pat­tona (ope­ra­cja „Lüttich”) zakoń­czyła się nie­po­wo­dze­niem. Dodat­kowo manewr ten zapo­cząt­ko­wał bitwę pod Fala­ise, w wyniku któ­rej nie­miecka Grupa Armii „B” została czę­ściowo okrą­żona i roz­bita. W cza­sie jej trwa­nia, 15 sierp­nia, woj­ska ame­ry­kań­sko-fran­cu­skie wylą­do­wały w połu­dnio­wej Fran­cji, reali­zu­jąc odcią­ża­jącą dla frontu w Nor­man­dii ope­ra­cję „Dra­goon”. Dzień póź­niej Hitler przy­znał, iż bitwa o Fran­cję została prze­grana i naka­zał stra­te­giczny odwrót za Sekwanę.

Duch bojowy i morale armii nie­miec­kiej ule­gły poważ­nemu zachwia­niu. Pomimo zakoń­czo­nego czę­ścio­wym suk­ce­sem wyco­fa­nia się za Sekwanę, stany oso­bowe poszcze­gól­nych jed­no­stek były bar­dzo niskie. 7. Armia została fak­tycz­nie roz­bita, podob­nie jak wszyst­kie dywi­zje szyb­kie wal­czące w Nor­man­dii w skła­dzie 5. Armii Pan­cer­nej czy Grupy Pan­cer­nej Eber­ba­cha. Woj­ska te, pozba­wione osłony powietrz­nej oraz zaopa­trze­nia, nie były zdolne dłu­żej sta­wiać oporu w cen­tral­nej Fran­cji. 19 sierp­nia w Paryżu wybu­chło powsta­nie, które już po czte­rech dniach wsparły oddziały fran­cu­skiej 2. Dywi­zji Pan­cer­nej gen. Jacques'a Lec­lerca oraz woj­ska ame­ry­kań­skie. 25 sierp­nia, po kilku dniach nego­cja­cji, nie­miecki komen­dant mia­sta, gen. Die­trich von Chol­titz, pod­dał się wraz ze szta­bem. W tym samym cza­sie alianci sfor­so­wali Sekwanę i kon­ty­nu­owali pościg za nie­przy­ja­cie­lem. Także w połu­dnio­wej Fran­cji sytu­acja roz­wi­jała się dla nich pomyśl­nie. 26 sierp­nia zajęto Tulon, zaś dwa dni póź­niej wyzwo­lono Mar­sy­lię. Sta­cjo­nu­jące tam woj­ska nie­miec­kiej Grupy Armii „G”, znacz­nie słab­sze od nie­przy­ja­ciela, cofały się pośpiesz­nie na pół­noc z obawy przed okrą­że­niem. Jedy­nie bez­po­śred­nio nad kana­łem La Man­che sytu­acja była nieco bar­dziej skom­pli­ko­wana, ponie­waż wal­cząca na tym obsza­rze 15. Armia nie­miecka ponio­sła mniej­sze straty. W opar­ciu o nad­brzeżny sys­tem „miast-twierdz” spo­wal­niała ona natar­cie alian­tów.

Wobec wyraź­nego roz­prę­że­nia po stro­nie nie­miec­kiej, w obo­zie sprzy­mie­rzo­nych zapa­no­wała eufo­ria. Spo­dzie­wano się rychłego zakoń­cze­nia wojny. Zaczęto nawet opra­co­wy­wać ope­ra­cję „Ran­kin”, któ­rej celem miało być zaję­cie Ber­lina przez desant powietrzny w chwili cał­ko­wi­tego zała­ma­nia się sił nie­przy­ja­ciela. Pod koniec sierp­nia gen. Geo­rge C. Mar­shall, szef Sztabu Gene­ral­nego ame­ry­kań­skich wojsk lądo­wych, prze­słał do pod­le­głych mu dowód­ców depe­szę zaczy­na­jącą się od słów: „Ponie­waż w każ­dej chwili może dojść do zaprze­sta­nia dzia­łań w woj­nie z Niem­cami, prze­wi­duje się, że mogą zakoń­czyć się one w okre­sie (…) mię­dzy 1 wrze­śnia a 1 listo­pada 1944”.

Na początku wrze­śnia siły alian­tów zbli­żały się już do Nie­miec. Wzdłuż kanału La Man­che nacie­rała 21. Grupa Armii Ber­narda L. Mont­go­mery’ego, 1 wrze­śnia mia­no­wa­nego na sto­pień mar­szałka polnego. Jej pół­nocne ramię skła­dało się z kana­dyj­skiej 1. Armii, nato­miast połu­dniowe two­rzyła bry­tyj­ska 2. Armia. Dywi­zje pie­choty 1. Armii zostały uwi­kłane w prze­wle­kłe walki o porty z siłami wydzie­lo­nymi z 15. Armii, nato­miast dywi­zje pan­cerne pro­wa­dziły pościg za resztą tego nie­miec­kiego zgru­po­wa­nia. Znacz­nie szyb­ciej nacie­rała 2. Armia, już 3 wrze­śnia zaj­mu­jąc sto­licę Bel­gii, Bruk­selę. Zale­d­wie 24 godziny póź­niej wyzwo­lono także mia­sto i port Antwer­pię. Do 10 wrze­śnia Mont­go­mery opa­no­wał fak­tycz­nie całą pół­nocną Bel­gię, ale jego grupa armii była w tym cza­sie roz­cią­gnięta od Hawru po gra­nicę bel­gij­sko-holen­der­ską. Ta sytu­acja, którą dodat­kowo kom­pli­ko­wały pro­blemy z zaopa­trze­niem, wymu­siła na bry­tyj­skim dowódcy krótką pauzę ope­ra­cyjną.

Na połu­dnie od 21. Grupy Armii rów­nie pomyśl­nie pro­wa­dziła swe natar­cie 12. Grupa Armii gen. Omara Bra­dleya. W jej skład wcho­dziły ame­ry­kań­skie 1. Armia gen. Court­neya Hod­gesa i 3. Armia gen. Pat­tona. Już 2 wrze­śnia 7. Kor­pus Armijny 1. Armii, osła­nia­jący połu­dniowe skrzy­dło natar­cia Mont­go­mery’ego, prze­kro­czył gra­nicę bel­gij­ską. W ciągu kilku dni żoł­nie­rze ame­ry­kań­scy roz­bili duże zgru­po­wa­nie nie­miec­kie pod Mons, następ­nie – przez Namur i Liège – dotarli do gra­nicy III Rze­szy1. 3. Dywi­zja Pan­cerna 7. KA prze­kro­czyła ją 13 wrze­śnia w oko­li­cach Akwi­zgranu. 1. Armia zajęła także siłami 7. i 5. Kor­pusu lesi­sty masyw Arde­nów. To wła­śnie tam 4. Dywi­zja Pie­choty wyzwo­liła mia­sto St. Vith, ata­ku­jąc następ­nie z mar­szu umoc­nie­nia Wału Zachod­niego, nazwa­nego swego czasu przez Bry­tyj­czy­ków linią Zyg­fryda. Pie­chu­rzy 4. DP opa­no­wali sieć bun­krów i fak­tycz­nie prze­szli przez nie­miecki sys­tem obrony, ale wobec bra­ków w zaopa­trze­niu, tęże­ją­cego oporu oraz nad­mier­nego roz­cią­gnię­cia swych linii zostali zmu­szeni do zasto­po­wa­nia natar­cia.

Tym­cza­sem na połu­dnie od Arde­nów 3. Armia opa­no­wała Reims, Ver­dun, sfor­so­wała Mozę i kon­ty­nu­owała swą ofen­sywę w kie­runku Metzu i Nancy. To dru­gie mia­sto zostało wyzwo­lone przez woj­ska Pat­tona 15 wrze­śnia, kiedy to dywi­zje pra­wego skrzy­dła jego armii sku­tecz­nie sfor­so­wały Mozelę. Jed­no­cze­śnie 3. Armia dążyła do nawią­za­nia kon­taktu z siłami 6. Grupy Armii gen. Jacoba Deversa, nacie­ra­ją­cej z połu­dnio­wej Fran­cji. Woj­ska te 3 wrze­śnia wyzwo­liły Lyon, zaś osiem dni póź­niej połą­czyły się pod Som­be­mon z oddzia­łami Pat­tona. W ten spo­sób ci Niemcy, któ­rzy nie zdo­łali do 11 wrze­śnia wyco­fać się na wschód, zostali odcięci i wkrótce zmu­szeni do kapi­tu­la­cji. Wobec takiego roz­woju sytu­acji na fron­cie zaczy­nało być oczy­wi­ste, iż Wehr­macht utra­cił zdol­ność do sta­wia­nia oporu, zaś jego ago­nia potrwa jesz­cze naj­wy­żej kilka tygo­dni. Z raportu gen. Dwi­ghta D. Eisen­ho­wera, Naczel­nego Dowódcy SHAEF (Supreme Headqu­ar­ters Allied Expe­di­tio­nary For­ces – Naczel­nego Dowódz­twa Sprzy­mie­rzo­nych Sił Eks­pe­dy­cyj­nych), przy­go­to­wa­nego dla Połą­czo­nego Komi­tetu Sze­fów Szta­bów, a trak­tu­ją­cego m.in. o stra­tach wroga, wyni­kało, że do końca sierp­nia (licząc od 6 czerwca) nie­przy­ja­ciel utra­cił ok. 400 000 żoł­nie­rzy zabi­tych, ran­nych i wzię­tych do nie­woli, przy czym bli­sko połowę tej liczby sta­no­wili jeńcy. Aż 135 000 spo­śród nich schwy­tano w sierp­niu. Dodat­kowo raport odno­to­wy­wał znisz­cze­nie lub zdo­by­cie 1800 czoł­gów i dział pan­cer­nych, 20 000 innych pojaz­dów oraz 1500 dział poto­wych. Ponie­waż w tym samym cza­sie na fron­cie wschod­nim armie nie­miec­kie w samej tylko sile żywej ponio­sły dwu­krot­nie więk­sze straty, to skala pogro­mów, jakich doznały tam­tego lata, daje się porów­nać jedy­nie z klę­skami Armii Czer­wo­nej w 1941 roku. Co wię­cej, raport Eisen­ho­wera nie zawie­rał, bo nie mógł, danych na temat cięż­kich strat nie­przy­ja­ciela z dwóch pierw­szych tygo­dni wrze­śnia, przy­kła­dowo cofa­jąca się z połu­dnio­wej Fran­cji 19. Armia stra­ciła do połowy tam­tego mie­siąca 1316 z 1480 pier­wot­nie posia­da­nych dział.

Jed­nak nie wszystko szło po myśli alian­tów. O ile w pierw­szym tygo­dniu wrze­śnia cofa­jące się w nie­ła­dzie woj­ska nie­miec­kie nie były jesz­cze zdolne do odtwo­rze­nia sta­łej linii frontu, o tyle wspo­mniany już kry­zys zaopa­trze­nia coraz wyraź­niej ogra­ni­czał śmiałe poczy­na­nia sprzy­mie­rzo­nych. Pro­wa­dzące pościg dywi­zje odda­liły się o 500 km od wła­snego zaple­cza logi­stycz­nego, wciąż pozo­sta­ją­cego w Nor­man­dii. Dzia­ła­nia wojenne znisz­czyły fran­cu­ską sieć kole­jową wraz z obsłu­gu­ją­cym ją tabo­rem, przez co paliwo i amu­ni­cję dla nacie­ra­ją­cych dowo­żono pra­wie wyłącz­nie cię­ża­rów­kami. Zada­nie to wyko­ny­wała Strefa Komu­ni­ka­cji dowo­dzona przez gen. Johna Lee, głów­nego kwa­ter­mi­strza frontu euro­pej­skiego. W celu zapew­nie­nia sta­łego dowozu mate­ria­łów na front Ame­ry­ka­nie utwo­rzyli pod koniec sierp­nia tzw. Red Ball Express, jed­no­kie­run­kowe drogi szyb­kiego ruchu zare­zer­wo­wane wyłącz­nie dla pojaz­dów z zaopa­trze­niem. Do ich obsługi wygo­spo­da­ro­wano począt­kowo kilka tysięcy cię­ża­ró­wek, a gdy ich liczba oka­zała się nie­wy­star­cza­jąca, zaczęto je rekwi­ro­wać nawet jed­nost­kom linio­wym. Pomię­dzy 29 sierp­nia a 15 wrze­śnia kie­rowcy „Red Ball Express” zdo­łali dostar­czyć 135 000 ton towa­rów. Jed­nak w tym samym cza­sie roz­ra­sta­jące się szybko siły sprzy­mie­rzo­nych potrze­bo­wały na każdy dzień dzia­łań ok. 25 000 ton (zapo­trze­bo­wa­nie eta­towe). Na sku­tek tego sys­tem zaopa­trze­niowy był prze­cią­żony i nie nadą­żał za potrze­bami. Teo­re­tycz­nie jedna dywi­zja aliancka pobie­rała codzien­nie 600–700 ton towa­rów, przy czym w zależ­no­ści od sytu­acji bojo­wej lwia część tego przy­działu przy­pa­dała na paliwo (pościg) lub amu­ni­cję (cięż­kie walki). Całość wojsk lądo­wych zgła­szała zapo­trze­bo­wa­nie dzienne na 4 miliony litrów ben­zyny! Do tego docho­dziła jesz­cze koniecz­ność dowozu żyw­no­ści dla lud­no­ści dużych miast Fran­cji, zwłasz­cza Paryża. Roz­cią­gnięte linie zaopa­trze­nia spra­wiały, iż nawet pra­cu­jący 20 godzin na dobę kie­rowcy potrze­bo­wali do pię­ciu dni na wyko­na­nie jed­nego peł­nego kursu. Dodat­kowo trans­por­tu­jące paliwo samo­chody same zuży­wały spore jego ilo­ści. Sytu­acji nie popra­wiał nawet prze­cią­gnięty po dnie kanału La Man­che ruro­ciąg PLUTO, ponie­waż jego koń­cówka znaj­do­wała się w Char­tres, skąd i tak paliwo musiano dalej roz­wo­zić cię­ża­rów­kami. Ogra­ni­czone moż­li­wo­ści miało także lot­nic­two trans­por­towe. Lot­ni­ska we Fran­cji były dopiero napra­wiane, zaś przyj­mo­wa­nie na nich trans­por­tow­ców wią­zało się z dodat­ko­wymi pro­ble­mami logi­stycz­nymi. Uży­cie samo­lo­tów było uza­leż­nione od pogody, a pla­no­wane przez alian­tów desanty spa­do­chro­nowe wyklu­czały szer­sze zaan­ga­żo­wa­nie samo­lo­tów w dzia­ła­nia zaopa­trze­niowe. Ponadto na liniach komu­ni­ka­cyj­nych zaczęły sze­rzyć się spe­ku­lanc­two i kra­dzieże, z któ­rymi gen. Lee nie mógł sobie począt­kowo pora­dzić (pro­ce­deru tego nie udało się w pełni zli­kwi­do­wać przez całą wojnę). W takiej sytu­acji wyraźną poprawę mogło przy­nieść jedy­nie opa­no­wa­nie głę­bo­ko­wod­nych por­tów, poło­żo­nych bli­sko linii frontu.

10 wrze­śnia w Bruk­seli odbyła się narada wyż­szych dowód­ców alianc­kich, poświę­cona dal­szemu spo­so­bowi pro­wa­dze­nia ofen­sywy. Jej efek­tem była wydana trzy dni póź­niej dyrek­tywa gen. Eisen­ho­wera, skie­ro­wana do pod­le­głych mu wojsk. Naczelny Dowódca wska­zy­wał w niej na koniecz­ność szyb­kiego opa­no­wa­nia por­tów nad kana­łem La Man­che, co miało popra­wić zaopa­trze­nie. Dodat­kowo dal­szą ofen­sywę nale­żało pro­wa­dzić w ramach „stra­te­gii sze­ro­kiego frontu”, zatem ata­ko­wać i ści­gać nie­przy­ja­ciela na wszyst­kich kie­run­kach, nie­mniej pierw­szeń­stwo w dosta­wach mate­ria­ło­wych przy­znano 21. Gru­pie Armii. Woj­ska Mont­go­mery’ego, wzmoc­nione 1. Armią Powietrz­no­de­san­tową gen. Lewisa Bre­re­tona, miały ude­rzyć na Holan­dię w ramach ope­ra­cji „Mar­ket-Gar­den”, zaś po jej opa­no­wa­niu zaata­ko­wać od pół­nocy Zagłę­bie Ruhry.

Nowa dyrek­tywa odzwier­cie­dlała panu­jące wów­czas w SHAEF opty­mi­styczne nastroje. Pomimo trud­no­ści z zaopa­trze­niem, alianccy dowódcy wie­rzyli, iż nie­przy­ja­ciel został już poko­nany, zaś jesz­cze jedno silne ude­rze­nie dopro­wa­dzi do jego osta­tecz­nego upadku. Eisen­ho­wer naka­zał pro­wa­dzić ofen­sywę sze­ro­kim torem wła­śnie z zamia­rem nie­do­pusz­cze­nia do sta­bi­li­za­cji frontu przez nie­miec­kie nie­do­bitki. Ame­ry­kań­skie armie miały „siłą roz­pędu” wto­czyć się nad Ren i ocze­ki­wać tam na rezul­taty ope­ra­cji „Mar­ket-Gar­den”. Tym­cza­sem opór nie­miecki tężał.

Spe­cjal­nym roz­ka­zem Hitlera fran­cu­skie porty otrzy­mały sta­tus „twierdz” i miały być bro­nione do ostatka. W przy­padku nie­moż­no­ści kon­ty­nu­owa­nia oporu nale­żało je kom­plet­nie znisz­czyć. Mode­lo­wym przy­kła­dem reali­za­cji tego roz­kazu była bitwa o leżący w Bre­ta­nii Brest. Już na początku sierp­nia zagro­ziły mu wkra­cza­jące na pół­wy­sep dywi­zje ame­ry­kań­skiej 3. Armii. Pod­stawą bro­nią­cego się tam gar­ni­zonu była 2. Dywi­zja Strzel­ców Spa­do­chro­no­wych gen. Ramc­kego, legendy nie­miec­kich spa­do­chro­nia­rzy, wete­rana z Krety i Afryki Pół­noc­nej. Gen. Bra­dley naka­zał armii Pat­tona opa­no­wać mia­sto wraz z por­tem, ale nie doce­nił zdol­no­ści orga­ni­za­cyj­nych gen. Ramcke, który zdo­łał na czas zor­ga­ni­zo­wać sku­teczną obronę. Ame­ry­ka­nie rzu­cili do walki 8. KA gen. Troya Mid­dle­tona, w skła­dzie 2., 8. i 29. Dywi­zji Pie­choty (a począt­kowo także 6. Dywi­zji Pan­cer­nej). Cięż­kie boje trwały od 7 sierp­nia do 20 wrze­śnia, kiedy to zli­kwi­do­wano ostatni punkt oporu nie opo­dal mia­sta. Jed­nak zdo­by­cie Bre­stu ozna­czało jedy­nie poło­wiczny suk­ces, ponie­waż port został kom­plet­nie znisz­czony i nie nada­wał się do użytku. Jego ruiny kosz­to­wały alian­tów 10 000 zabi­tych oraz ran­nych żoł­nie­rzy 8. KA. Cho­ciaż Niemcy zostali roz­bici, zaś ich dowódca wzięty do nie­woli, gen. Bra­dley był wstrzą­śnięty fana­tycz­nym opo­rem obroń­ców mia­sta. W trak­cie szturmu przy­znał, iż wyda­nie roz­kazu do ataku było błę­dem. Bitwa o Brest una­ocz­niła alian­tom bez­sen­sow­ność sztur­mo­wa­nia por­tów, które póź­niej dosta­wały się w ich ręce w sta­nie cał­ko­wi­tego znisz­cze­nia.

A jed­nak, pomimo bre­toń­skiej lek­cji, wrze­śniowa dyrek­tywa Eisen­ho­wera naka­zy­wała zdo­by­cie por­tów kanału La Man­che. Była to koniecz­ność, ponie­waż w rękach sprzy­mie­rzo­nych znaj­do­wał się jedy­nie czę­ściowo czynny Cher­bo­urg, nor­mandzki sztuczny port koło Arro­man­ches (drugi sztuczny port został znisz­czony jesz­cze w czerwcu przez sztorm), oraz pośpiesz­nie napra­wiane porty połu­dnio­wej Fran­cji. Dla­tego kana­dyj­ska 1. Armia zaata­ko­wała sil­nie bro­nione porty na pół­nocy, pono­sząc przy tym cięż­kie straty. Hawr został zdo­byty 12 wrze­śnia, Boulo­gne – 22, a Calais – 28. Za każ­dym razem w ręce alian­tów wpa­dały zruj­no­wane, wysa­dzone bądź zami­no­wane mola oraz doki nie nada­jące się do wyko­rzy­sta­nia przez wiele mie­sięcy. W tej sytu­acji zre­zy­gno­wano z ataku na Dun­kierkę, którą Niemcy utrzy­my­wali w swych rękach do 9 maja 1945 roku. Także Ame­ry­ka­nie ogra­ni­czyli się do blo­kady pozo­sta­łych por­tów, leżą­cych bez­po­śred­nio nad otwar­tym Atlan­ty­kiem. Według róż­nych danych, w „twier­dzach” zamknęło się od 95 000 do 200 000 żoł­nie­rzy nie­miec­kich. Do końca wojny gar­ni­zony te oku­po­wały Wyspy Nor­mandz­kie, Lorient, St. Naza­ire, La Rochelle, Ver­don i wła­śnie Dun­kierkę. Pomimo kry­tycz­nej sytu­acji zaopa­trze­nio­wej, nie kapi­tu­lo­wały, utrzy­mu­jąc kon­takt z ojczy­zną za pomocą nie­licz­nych samo­lo­tów i okrę­tów pod­wod­nych. Żoł­nie­rze z Wysp Nor­mandz­kich prze­pro­wa­dzili nawet wio­sną 1945 roku kilka śmia­łych akcji desan­to­wych w Nor­man­dii, mają­cych głów­nie na celu zdo­by­cie pro­wiantu. Roz­kaz Hitlera doty­czący „twierdz” de facto unie­moż­li­wiał siłom sprzy­mie­rzo­nych korzy­sta­nie z por­tów Fran­cji, sta­wia­jąc je w obli­czu dra­stycz­nego kry­zysu zaopa­trze­nia.

Pro­blemy alian­tów mógłby roz­wią­zać port w Antwer­pii, zdo­byty 4 wrze­śnia przez bry­tyj­ską 11. Dywi­zję Pan­cerną w sta­nie pra­wie nie­usz­ko­dzo­nym. Jed­nak Antwer­pię, choć jest to peł­no­mor­ski port głę­bo­ko­wodny, łączy z morzem długa i wąska zatoka, będąca ujściem rzeki Skaldy. We wrze­śniu 1944 roku alianci, wciąż prze­ko­nani o rychłym zwy­cię­stwie, zlek­ce­wa­żyli zna­cze­nie tere­nów flan­ku­ją­cych wej­ście do portu i dali tym samym Niem­com czas na ich umoc­nie­nie. Co prawda już w poło­wie wrze­śnia mar­sza­łek Mont­go­mery naka­zał kana­dyj­skiej 1. Armii oczy­ścić ujście Skaldy, nie­mniej był to roz­kaz nie­moż­liwy do wyko­na­nia w krót­kim cza­sie. 1. Armia wciąż wal­czyła o porty fran­cu­skie i do nowego zada­nia wydzie­liła począt­kowo jedy­nie dwie dywi­zje: pol­ską 1. Dywi­zję Pan­cerną oraz kana­dyj­ską 4. Dywi­zję Pan­cerną. Dodat­kowo jed­nostki te zaata­ko­wały tylko połu­dniowy brzeg zatoki, pod­czas gdy pół­nocny, z braku sił, nie był nie­po­ko­jony. Ude­rzyć na niego mogła bry­tyj­ska 2. Armia, ale mar­sza­łek bry­tyj­ski wołał pro­wa­dzić w tym cza­sie ope­ra­cję desan­tową w Holan­dii. Zakła­dał on, iż jeśli port w Antwer­pii nie zosta­nie uru­cho­miony, alter­na­tywą dla niego może stać się ten w Rot­ter­da­mie. Kal­ku­la­cje te oka­zały się błędne.

Obok zacie­kłej obrony por­tów, także na głów­nym fron­cie oddziały nie­miec­kie zaczęły od dru­giego tygo­dnia wrze­śnia wyka­zy­wać wzrost moż­li­wo­ści bojo­wych. Już 20 sierp­nia, a zatem w chwili, gdy sprzy­mie­rzeni docie­rali do Sekwany, Hitler naka­zał budowę u zachod­nich gra­nic Rze­szy tzw. Twier­dzy Zachód (West­stel­lung), na któ­rej miały zna­leźć opar­cie armie cofa­jące się z Fran­cji. W myśl tego planu przy­stą­piono do pośpiesz­nego przy­wra­ca­nia do użytku for­ty­fi­ka­cji Wału Zachod­niego i czę­ści linii Magi­nota, umac­niano linię Skaldy, Kanału Alberta i Mozeli. Oczy­wi­ście zakres zre­ali­zo­wa­nych do połowy wrze­śnia prac nie był spe­cjal­nie impo­nu­jący, nie­mniej nawet te pro­wi­zo­ryczne umoc­nie­nia oraz pod­dane pobież­nej reno­wa­cji bun­kry oka­zy­wały się czę­sto wystar­cza­jące do odpar­cia ata­ków, zwłasz­cza gdy alianci zaczęli odczu­wać braki paliwa i amu­ni­cji. 4 wrze­śnia na sta­no­wi­sko OBWest (Obe­rbe­fehl­sha­ber West – Naczel­nego Dowódcy Zachod­niego TDW) przy­wró­cono mar­szałka polnego Gerda von Run­stedta. Zastą­pił on na tym sta­no­wi­sku mar­szałka Modela. Wal­ter Model pozo­stał nato­miast dowódcą Grupy Armii „B”, gdyż dotych­czas peł­nił obie te funk­cje i wyraź­nie prze­ra­stało to jego moż­li­wo­ści. Nie­miec­kie woj­ska, wzmac­niane powoli posił­kami z Armii Rezer­wo­wej, prze­szły w tym cza­sie restruk­tu­ry­za­cję. W Holan­dii gen. Kurt Stu­dent, zasłu­żony twórca wojsk powietrz­no­de­san­to­wych, otrzy­mał roz­kaz sfor­mo­wa­nia 1. Armii Spa­do­chro­no­wej. W ciągu kil­ku­na­stu dni, wyko­rzy­stu­jąc wywo­łany kry­zy­sem mate­ria­ło­wym (i przy­go­to­wa­niami do nowej ofen­sywy) bez­ruch czo­ło­wych dywi­zji bry­tyj­skiej 2. Armii, zdo­łał on zor­ga­ni­zo­wać pro­wi­zo­ryczny front. Na zachód od wojsk Stu­denta wal­czyła 15. Armia gen. Gustava von Zan­gena. Z armii tej wydzie­lono część sił do obrony por­tów na pół­noc­nym wybrzeżu Fran­cji, pod­czas gdy reszta jej związ­ków cofała się z pół­noc­nej Bel­gii do Holan­dii poprzez ujście Skaldy. Manewr ten, pomimo total­nej prze­wagi sprzy­mie­rzo­nych na morzu i w powie­trzu, powiódł się, co zresztą zasko­czyło pozy­tyw­nie samych Niem­ców. Pomię­dzy 6 a 23 wrze­śnia na wschodni brzeg Skaldy ewa­ku­owano co naj­mniej 65 000 żoł­nie­rzy, 225 dział i ponad 5000 pojaz­dów mecha­nicz­nych. Jed­no­cze­śnie na połu­dnie od 1. Armii Spa­do­chro­no­wej pozy­cje obronne w oko­li­cach Akwi­zgranu zajęła odtwo­rzona 7. Armia gene­rała Eri­cha Bran­den­ber­gera. Jej moż­li­wo­ści bojowe pozo­sta­wiały wów­czas wiele do życze­nia, ale świa­do­mość obrony wła­snej ojczy­zny w opar­ciu o for­ty­fi­ka­cje Wału Zachod­niego wzmo­gła wolę oporu nie­miec­kich żoł­nie­rzy.

Trzy wymie­nione powy­żej armie wcho­dziły w skład Grupy Armii „B”. Model otrzy­mał roz­kaz obrony ujścia Skaldy, Holan­dii i pół­noc­nej Nad­re­nii, przez którą wio­dła naj­krót­sza droga do Zagłę­bia Ruhry. Należy jed­nak nad­mie­nić, że naj­krót­sza nie zna­czyło naj­ła­twiej­sza. Obroń­com sprzy­jały for­ty­fi­ka­cje, liczne kanały, rzeki oraz kom­pleksy leśne, zatem teren wybit­nie nie­do­godny do wojny manew­ro­wej. Wal­czą­cej na połu­dnie od wojsk Modela Gru­pie Armii „G” rów­nież zaczy­nał sprzy­jać teren. Do połowy wrze­śnia Niemcy cof­nęli się na linię Mozeli, mając za ple­cami jesz­cze lesi­ste Wogezy, a osta­tecz­nie także – na Ren i Wał Zachodni. Grupa Armii „G” składa się w tym cza­sie z 1. Armii gen. Otto von Kno­bels­dorffa, sto­ją­cej nad Mozelą od Luk­sem­burga do Nancy, 5. Armii Pan­cer­nej gen. Hasso von Man­teuf­fla, osła­nia­ją­cej pół­nocne Wogezy i 19. Armii gen. Frie­dri­cha Wiese, wal­czą­cej w połu­dnio­wych Woge­zach. 20 wrze­śnia nowym dowódcą tej grupy armii został gen. Her­mann Balck. Na poprze­dza­ją­cej tę nomi­na­cję audien­cji u Hitlera otrzy­mał on roz­kaz utrzy­ma­nia Alza­cji wraz z Lota­ryn­gią za wszelką cenę. Zie­mie te od 1940 roku były „inte­gralną” czę­ścią Rze­szy (nale­żały do Nie­miec także w latach 1871–1919) i zda­niem nazi­stow­skiego dyk­ta­tora, utrata ich byłaby nie­wąt­pli­wie poważ­nym cio­sem moral­nym. Dla­tego to wła­śnie tam skie­ro­wano trzy nowe bry­gady pan­cerne wraz z dwiema dywi­zjami gre­na­die­rów pan­cer­nych (3. i 15.), ścią­gnię­tymi z Włoch.

Gen. Balck objął nowe dowódz­two w chwili, gdy armia nie­miecka na zacho­dzie po raz pierw­szy od ponad mie­siąca pró­bo­wała prze­jąć ini­cja­tywę na tam­tym tere­nie. 18 wrze­śnia na zachód od Nancy roz­po­częła się 12-dniowa bitwa, toczona mię­dzy czę­ścią sil 3. Armii a 5. Armią Pan­cerną. W jej trak­cie Niemcy wyko­nali kilka gwał­tow­nych kontr­ata­ków, które zakoń­czyły się dla nich nie­po­wo­dze­niem. I cho­ciaż po bitwie pan­cer­nej pod Arra­co­urt 111. Bry­gada Pan­cerna z armii von Man­teuf­fla została zre­du­ko­wana przez alianc­kie myśliwce bom­bar­du­jące oraz arty­le­rię do 80 ludzi i 7 czoł­gów, to jed­nak ta ofiara, podob­nie jak załóg nad­brzeż­nych miast, nie była dla Niem­ców daremna. W trze­cim tygo­dniu wrze­śnia, wobec tęże­ją­cego nie­miec­kiego oporu, nad­mier­nego roz­cią­gnię­cia dywi­zji oraz dra­stycz­nego kry­zysu mate­ria­ło­wego, pro­wa­dzona sze­ro­kim fron­tem ofen­sywa alian­tów zała­mała się.

Ostat­nim akor­dem była dra­ma­tyczna ope­ra­cja „Mar­ket-Gar­den”. Jej plan zapro­po­no­wał i prze­for­so­wał, przy sprze­ci­wie Bra­dleya, mar­sza­łek Mont­go­mery, a wyko­nano ją siłami 1. Armii Powietrz­no­de­san­to­wej i bry­tyj­skiej 2. Armii, wyko­rzy­stu­jąc więk­szość rezerw mate­ria­ło­wych pozo­sta­ją­cych w dys­po­zy­cji sprzy­mie­rzo­nych. U pod­staw tej ope­ra­cji legło fał­szywe zało­że­nie o utra­cie przez Niem­ców zdol­no­ści bojo­wej. Zresztą głów­nym pro­ble­mem alian­tów nie była by­naj­mniej obec­ność w miej­scu lądo­wa­nia 9. oraz 10. Dywi­zji Pan­cer­nych SS. 17 wrze­śnia, w pierw­szym dniu ope­ra­cji „Mar­ket-Gar­den”, te dwie dywi­zje miały siłę grup bojo­wych i wła­śnie jako grupy bojowe wystę­po­wały w ówcze­snych doku­men­tach nie­miec­kich. W 9. Dywi­zji SS „Hohen­stau­fen” słu­żyło wów­czas jedy­nie 6000, a w 10. Dywi­zji SS „Frunds­berg” zale­d­wie 3500 żoł­nie­rzy. Praw­dzi­wym pro­ble­mem alian­tów była szyb­kość reak­cji nie­przy­ja­ciela, który natych­miast ochło­nął z zasko­cze­nia, sta­wił twardy opór i skie­ro­wał na zagro­żony kie­ru­nek znaczne uzu­peł­nie­nia. Wraz z zała­ma­niami pogody, bra­kiem ela­stycz­no­ści dowód­ców dywi­zji 30 Kor­pusu idą­cego na pomoc spa­do­chro­nia­rzom oraz trud­no­ściami tere­no­wymi przy­czy­niło się to do nie­po­wo­dze­nia ope­ra­cji. Do 26 wrze­śnia Niemcy oczy­ścili pół­nocne brzegi dol­nego Renu z wojsk bry­tyj­skich, tym samym uda­rem­nia­jąc zasad­ni­czy cel „Mar­ket-Gar­den”. Pod koniec wrze­śnia w połu­dnio­wej Holan­dii siły wydzie­lone 2. Armii bry­tyj­skiej wbiły się kli­nem w pozy­cje nie­miec­kiej 1. Armii Spa­do­chro­no­wej, ale nie zdo­łały sfor­so­wać Renu. W efek­cie woj­ska Mont­go­mery’ego zostały wplą­tane w cięż­kie, dłu­go­trwałe walki, któ­rych celem było posze­rze­nie klina i wypar­cie nie­przy­ja­ciela za Mozę i Ren.

Pod koniec wrze­śnia alianccy dowódcy zdali sobie sprawę, iż wojna potrwa dłu­żej niż dotych­czas sądzono. Aby usta­lić plany dal­szych dzia­łań, gen. Eisen­ho­wer zwo­łał dwie kon­fe­ren­cje dowód­cze – jedną 22 wrze­śnia, drugą 18 paź­dzier­nika. Pierw­sza z nich doty­czyła głów­nie zna­le­zie­nia recepty na trud­no­ści w zaopa­trze­niu. Naczelny Dowódca pod­kre­ślił, że „nie­odzow­nym warun­kiem wstęp­nym osta­tecz­nego ude­rze­nia w głąb Nie­miec jest uru­cho­mie­nie portu głę­bo­ko­wod­nego”. Dyrek­tywę tę wyko­nać mogła jedy­nie 21. Grupa Armii i czę­ściowo już ją reali­zo­wała. Jed­nak zaan­ga­żo­wa­nie mar­szałka Mont­go­mery’ego w cięż­kie walki w połu­dniowo-zachod­niej Holan­dii odsu­wało w cza­sie pełną kon­cen­tra­cję jego sił na kie­runku Antwer­pii, zda­niem SHAEF naj­waż­niej­szym (choć dopiero teraz zwró­cono na tę kwe­stię nale­żytą uwagę). W paź­dzier­niku, kiedy ambitny „Mar­ket-Gar­den” zakoń­czył się fia­skiem, uparty mar­sza­łek cią­gle szu­kał roz­strzy­gnię­cia nad Renem, co stało się nawet przy­czyną ostrego spię­cia na linii Eisen­ho­wer-Mont­go­mery, zakoń­czo­nego utem­pe­ro­wa­niem na jakiś czas samo­woli bry­tyj­skiego dowódcy. Gen. Eisen­ho­wer pozo­sta­wał zwo­len­ni­kiem natar­cia na sze­ro­kim fron­cie, choć pod­le­głe mu woj­ska musiały już w tym cza­sie racjo­no­wać amu­ni­cję. Ponie­waż nie­wiel­kie zapasy poci­sków do dział i paliwa nie pozwa­lały na natych­mia­stowe wzno­wie­nie ude­rzeń, dla zaosz­czę­dze­nia mate­ria­łów wojen­nych SHAEF naka­zało pauzę ope­ra­cyjną na połu­dnio­wym odcinku frontu. Jed­no­cze­śnie aktywne pozo­sta­wało skrzy­dło pół­nocne. 21. Grupa Armii miała stale pro­wa­dzić ogra­ni­czone dzia­ła­nia zaczepne – aż do oczysz­cze­nia ujścia Skaldy, nato­miast sąsia­du­jąca z nią od połu­dnia 1. Armia ame­ry­kań­ska powinna była okrą­żyć Akwi­zgran (Aachen), prze­ła­mać Wał Zachodni i pod­jąć próbę dotar­cia do Renu.

Poglądy co do spo­sobu pro­wa­dze­nia dzia­łań jesie­nią 1944 roku wykry­sta­li­zo­wały się osta­tecz­nie na dru­giej ze wspo­mnia­nych kon­fe­ren­cji, to jest 18 paź­dzier­nika. Usta­lono, że celem pod­sta­wo­wym alian­tów będzie pobi­cie głów­nych sił nie­miec­kich na lewym brzegu Renu i wypro­wa­dze­nie na sze­ro­kim fron­cie wszyst­kich grup armii nad tę wła­śnie rzekę. Punkt cięż­ko­ści nowej ofen­sywy znaj­do­wać się miał na pół­noc od masywu Arde­nów. Na główną siłę ude­rze­niową wyzna­czono 1. i nowo wpro­wa­dzoną do szyku 9. Armię ame­ry­kań­ską, jed­nak rów­no­cze­śnie miały gwał­tow­nie zaata­ko­wać 3. Armia wraz z 6. Grupą Armii. Roz­po­czę­cie ofen­sywy wyzna­czono na począ­tek listo­pada.

W celu wzmoc­nie­nia zgru­po­wań ude­rze­nio­wych dodat­ko­wymi dywi­zjami, pod­jęto decy­zję o osła­bie­niu pozy­cji 12. Grupy Armii na jej cen­tral­nym odcinku, to jest w Arde­nach. Obszar ten miał być w naj­bliż­szej przy­szło­ści bro­niony jedy­nie skrom­nymi siłami, pod­czas gdy na połu­dnie i pół­noc od niego pla­no­wano zgro­ma­dzić główne masy wojsk, gotowe prze­ła­mać front i dotrzeć do Renu. Eisen­ho­wer oraz Bra­dley świa­do­mie zde­cy­do­wali się osła­bić front w Arde­nach, ponie­waż sądzili, że nie­przy­ja­ciel­skie woj­ska nie są już zdolne do poważ­niej­szych wystą­pień zaczep­nych. Zda­niem obu gene­ra­łów, nawet jeśli Niemcy zechcie­liby prze­pro­wa­dzić jakiś kontr­atak, to odpo­wied­nio wcze­śniej zostałby on wykryty przez wywiad lub roz­po­zna­nie lot­ni­cze. Dodat­kowo uznali, iż dzięki wyso­kiej mobil­no­ści wojsk wła­snych zdo­łają go sto­sun­kowo szybko zli­kwi­do­wać. Jak stwier­dził w swych wspo­mnie­niach gen. Bra­dley: „front w Arde­nach został więc celowo osła­biony, chcia­łem bowiem zapew­nić powo­dze­nie ofen­sywy zimo­wej”.

Aby móc sku­tecz­nie prze­pro­wa­dzić listo­pa­dową ofen­sywę nale­żało posia­dać odpo­wied­nie rezerwy mate­ria­łowe. Tym­cza­sem coraz bar­dziej nara­stał kry­zys w zaopa­trze­niu sił sojusz­ni­czych. Na początku paź­dzier­nika sześć nowych dywi­zji, które przy­były na kon­ty­nent jako kolejne wzmoc­nie­nia, cze­kało bez­czyn­nie w Nor­man­dii z braku środ­ków trans­por­to­wych, umoż­li­wia­ją­cych dowie­zie­nie ich na front. For­ma­cje fron­towe racjo­no­wały zapasy, zaś kwa­ter­mi­strzo­stwo zaczęło alar­mo­wać o prze­wi­dy­wa­nych ter­mi­nach cał­ko­wi­tego wyczer­pa­nia amu­ni­cji. U brze­gów Nor­man­dii na każdy roz­ła­do­wy­wany wła­śnie sta­tek przy­pa­dało 35 ocze­ku­ją­cych na roz­ła­du­nek na redzie. Pracę obsługi por­tów dodat­kowo spo­wal­niały silne sztormy jesienne.

Pomimo rosną­cych pro­ble­mów z zaopa­trze­niem, sprzy­mie­rzeni wciąż lokal­nie ata­ko­wali, wcią­ga­jąc prze­ciw­nika w prze­wle­kłą walkę na wynisz­cze­nie. W opar­ciu o prze­sad­nie opty­mi­styczne raporty wła­snego wywiadu, alianccy gene­ra­ło­wie uznali ówcze­sną sytu­ację Wehr­machtu za kry­tyczną. Dla­tego zda­niem SHAEF stały nacisk, nawet jeśli wyma­gał ogrom­nego wysiłku, był koniecz­no­ścią, bo nie pozwa­lał Niem­com na odtwo­rze­nie swo­ich rezerw stra­te­gicz­nych. Owo prze­ko­na­nie o bli­skim zała­ma­niu nie­przy­ja­ciela było główną przy­czyną rezy­gna­cji z zimo­wej pauzy ope­ra­cyj­nej i spo­wo­do­wało wyda­nie roz­kazu prze­pro­wa­dze­nia nowej ofen­sywy. Dodat­kowo oba­wiano się, że czas pra­cuje na korzyść nie­miec­kich kon­struk­to­rów, mają­cych wkrótce zakoń­czyć prace nad „cudowną bro­nią”. Nie spo­sób było baga­te­li­zo­wać ten pro­blem, zwłasz­cza gdy na Lon­dyn zaczęły spa­dać nie­moż­liwe do zestrze­le­nia rakiety V-2. Za kon­ty­nu­owa­niem ofen­sywy prze­ma­wiały ponadto róż­no­ra­kie względy poli­tyczne.

Pod­czas gdy SHAEF kre­ślił nowe plany, na fron­cie toczyły się cięż­kie boje, począt­kowo głów­nie na pół­noc­nym odcinku zachod­nio­eu­ro­pej­skiego TDW. Walki nad Skaldą trwały nie­prze­rwa­nie od połowy wrze­śnia. Do 23 wrze­śnia pol­ska 1. Dywi­zja Pan­cerna i kana­dyj­ska 4. Dywi­zja Pan­cerna wyparły główne siły nie­miec­kiej 15. Armii z połu­dnio­wych brze­gów ujścia Skaldy, nie­mniej ostatni punkt oporu po tej stro­nie zatoki padł dopiero na początku listo­pada. Z kolei 1 paź­dzier­nika przy­stą­piono do oczysz­cza­nia z nie­przy­ja­ciela pół­noc­nego brzegu. Natar­cie na pół­wy­sep Beve­land Połu­dniowy, sil­nie umoc­niony przez Niem­ców, wyko­nała kana­dyj­ska 2. Dywi­zja Pie­choty. Walki były zażarte i przy­nio­sły poważne straty po obu stro­nach. W nocy z 25 na 26 paź­dzier­nika alianci wysa­dzili na połu­dniu pół­wy­spu desant mor­ski (zło­żony ze wzmoc­nio­nych ele­men­tów bry­tyj­skiej 52. Dywi­zji Pie­choty), co dopro­wa­dziło 30 paź­dzier­nika do likwi­da­cji nie­miec­kiego gar­ni­zonu. Dzień póź­niej zaata­ko­wano wyspę Beve­land Pół­nocny, a 1 listo­pada wyko­nano lądo­wa­nie na wyspie Wal­che­ren, będą­cej ostat­nią nie­miecką pozy­cją blo­ku­jącą dostęp do ujścia Skaldy. Po ośmiu dniach cięż­kich starć wyspę zdo­byto. W ten spo­sób zre­ali­zo­wano wresz­cie dyrek­tywę z 22 wrze­śnia, naka­zu­jącą prze­chwy­ce­nie portu głę­bo­ko­wod­nego. Już wkrótce Antwer­pia miała stać się głów­nym cen­trum zaopa­trze­nio­wym alian­tów na kon­ty­nen­cie, cho­ciaż roz­mi­no­wy­wa­nie zatoki potrwało aż do 28 listo­pada; dopiero tego dnia zawi­nęły do Antwer­pii pierw­sze statki z mate­ria­łami wojen­nymi. Niemcy w dal­szym ciągu pró­bo­wali zakłó­cać dostawy, kie­ru­jąc na kanał La Man­che silną grupę U-bootów, minu­jąc ujście Skaldy oraz wysy­ła­jąc tam ści­ga­cze tor­pe­dowe, moto­rówki wybu­chowe i minia­tu­rowe okręty pod­wodne. Dzia­ła­nia te nie przy­nio­sły im jed­nak, mimo kilku spek­ta­ku­lar­nych akcji, więk­szych korzy­ści, zaś nie­miec­kie straty były wyso­kie. Z kolei sam port w Antwer­pii ostrze­li­wano poci­skami skrzy­dla­tymi V-1 i rakie­tami V-2.

W tym samym cza­sie, gdy kana­dyj­ska 1. Armia toro­wała sobie drogę do morza, 2 paź­dzier­nika ame­ry­kań­ska 1. Armia ude­rzyła na Akwi­zgran. Ta dawna sto­lica pań­stwa Fran­ków była pierw­szym więk­szym mia­stem nie­miec­kim zagro­żo­nym przez Ame­ry­ka­nów, dla­tego Hitler naka­zał bro­nić go do upa­dłego. Alianci zda­wali sobie z tego sprawę i począt­kowo pla­no­wali jedy­nie izo­lo­wać mia­sto, pod­czas gdy główne siły po jego obej­ściu kon­ty­nu­owa­łyby atak na wschód. Jed­nak zawę­że­nie pasa natar­cia wymu­siło szturm. Ame­ry­ka­nie zaata­ko­wali 1. i 30. Dywi­zją Pie­choty oraz 2. Dywi­zją Pan­cerną. 10 paź­dzier­nika nacie­ra­jący okrą­żyli mia­sto. Wkrótce roz­go­rzały cięż­kie walki uliczne, zmie­nia­jąc Akwi­zgran w stertę gruzu. Niemcy wyko­nali kilka kontr­ata­ków w celu prze­rwa­nia blo­kady, ale byli zbyt słabi, toteż odparto je bez więk­szych trud­no­ści. W efek­cie 21 paź­dzier­nika miej­ski gar­ni­zon ska­pi­tu­lo­wał. Jed­nakże twardy opór wojsk hitle­row­skich zablo­ko­wał dal­szy marsz alian­tów na wschód. 1. Armia nie zdo­łała prze­ła­mać reszty umoc­nień Wału Zachod­niego oraz opa­no­wać lasu Hurt­gen, leżą­cego na połu­dnie od Akwi­zgranu. Bitwa o ten las, trwa­jąca z prze­rwami już od połowy wrze­śnia, była jed­nym z naj­bar­dziej mor­der­czych starć całej kam­pa­nii. Ame­ry­ka­nie byli prze­ko­nani, że stały nacisk wyczer­pie obroń­ców, ale fak­tycz­nie ponie­śli tam więk­sze straty niż Niemcy.

Na początku listo­pada siły sprzy­mie­rzo­nych koń­czyły przy­go­to­wa­nia do nowej ofen­sywy. Gen. Eisen­ho­wer skon­cen­tro­wał gros wojsk ude­rze­nio­wych na pół­noc­nym skrzy­dle 12. Grupy Armii. Sto­jące tutaj 1. i 9. Armie miały prze­ła­mać umoc­nie­nia nie­miec­kie, zdo­być las Hürtgen, sfor­so­wać rzekę Roer, następ­nie zaś dotrzeć do Renu na wyso­ko­ści Kolo­nii, czyli na wprost Zagłę­bia Ruhry. SHAEF liczyło, że jeśli główne siły nie­przy­ja­ciela zosta­łyby roz­bite na zachod­nim brzegu Renu, to powsta­łaby korzystna sytu­acja do sfor­so­wa­nia rzeki z mar­szu. Co cie­kawe, tuż przed ofen­sywą gen. Bra­dley naka­zał 1. i 9. Armiom ame­ry­kań­skim zamianę swych pozy­cji. Dotych­czas bowiem doświad­czona w wal­kach 1. Armia zaj­mo­wała sta­no­wi­ska na pół­noc­nym skraju ame­ry­kań­skiej grupy armii, nato­miast w paź­dzier­niku rejon Arde­nów obsa­dziła 9. Armia gen. Wil­liama Simp­sona (ten nowy zwią­zek tak­tyczny utwo­rzono ofi­cjal­nie już 5 wrze­śnia, ale z powodu trud­no­ści prze­wo­zo­wych i powol­nej kon­cen­tra­cji potrze­bo­wano jesz­cze ponad mie­siąca na wpro­wa­dze­nie go do walki). Teraz na roz­kaz Bra­dleya wła­śnie 9. Armia skon­cen­tro­wała się na pół­nocy, mając za swego lewego sąsiada bry­tyj­ską 2. Armię. Ten dzi­waczny manewr wymu­siła obawa, aby mar­sza­łek Mont­go­mery, stale pona­wia­jący żąda­nia pod­po­rząd­ko­wa­nia mu wszyst­kich sił lądo­wych, nie włą­czył w skład 21. Grupy Armii doświad­czo­nych wojsk gen. Hod­gesa. Nato­miast to, że w nie­da­le­kiej przy­szło­ści jakaś armia ame­ry­kań­ska przej­dzie pod komendę bry­tyj­skiego mar­szałka, było już wła­ści­wie pewne. Wielka Bry­ta­nia wyczer­pała bowiem źró­dła rekru­ta­cji dla nowych dywi­zji i Mont­go­mery nie mógł liczyć na dal­sze wspar­cie. Już jesie­nią 1944 roku „wypo­ży­czył” on od Ame­ry­ka­nów 7. Dywi­zję Pan­cerną i 104. Dywi­zję Pie­choty, anga­żu­jąc je w dzia­ła­nia w połu­dnio­wej Holan­dii. Sła­bość Bry­tyj­czy­ków, potę­go­wana ich wplą­ta­niem się w prze­wle­kłe walki na połu­dnie od ujścia Renu, spra­wiła, iż w dyrek­ty­wie z 2 listo­pada SHAEF powie­rzyło ich 2. Armii jedy­nie dzia­ła­nia pomoc­ni­cze na rzecz 12. Grupy Armii.

Tym­cza­sem po zlu­zo­wa­niu 9. Armii, w rejo­nie Arde­nów pozo­stał ścią­gnięty z Bre­ta­nii 8. Kor­pus gen. Mid­dle­tona. Pod­le­ga­jący począt­kowo 3., a póź­niej przej­ściowo wła­śnie 9. Armii, teraz został pod­po­rząd­ko­wany 1. Armii. Na barki gen. Mid­dle­tona spadł obo­wią­zek obsa­dze­nia bli­sko 100 km frontu dość szczu­płymi siłami, ponie­waż zde­cy­do­wana więk­szość wojsk gen. Hod­gesa skon­cen­tro­wała się na pół­nocy. Kor­pus otrzy­mał roz­kaz pro­wa­dze­nia dzia­łań obron­nych. Ode­brano mu przy tym doświad­czone pod Bre­stem dywi­zje, zastę­pu­jąc je nowo nade­sła­nymi ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych lub potrze­bu­ją­cymi odpo­czynku.

W listo­pa­dzie opady desz­czu w zachod­niej Euro­pie osią­gnęły nie noto­wane od lat natę­że­nie. W wielu miej­scach ulewy trwały trzy tygo­dnie bez prze­rwy. Armie alian­tów dosłow­nie ugrzę­zły w bło­cie, lot­nic­two zostało uzie­mione, stale szwan­ko­wało zaopa­trze­nie. Pomimo to naka­zano kon­ty­nu­ować przy­go­to­wa­nia do ofen­sywy, mają­cej w zamy­ślę Eisen­ho­wera wypro­wa­dzić wresz­cie sprzy­mie­rzo­nych nad Ren. For­mal­nie 1. i 9. Armie miały zaata­ko­wać 5 listo­pada, nato­miast 3. Armia – 10. dnia tego mie­siąca. Fatalna pogoda pokrzy­żo­wała te zamie­rze­nia i ter­min ataku grupy pół­noc­nej został odro­czony. W zaist­nia­łej sytu­acji każda z armii otrzy­mała roz­kaz roz­po­czę­cia ataku nie­zwłocz­nie po polep­sze­niu się warun­ków atmos­fe­rycz­nych, w osta­tecz­no­ści nawet bez wspar­cia lot­nic­twa.

8 listo­pada jako pierw­szy ude­rzył Pat­ton. Jego prze­ciw­ni­kiem była nie­miecka 1. Armia, któ­rej pie­chota już pierw­szego dnia bitwy ponio­sła duże straty od zma­so­wa­nego ognia arty­le­rii. Pomimo wyso­kiego stanu wód na Mozeli, 3. Armia sfor­so­wała rzekę i roz­po­częła natar­cie. W odpo­wie­dzi Niemcy, mający trzy­krot­nie mniej żoł­nie­rzy i zale­d­wie 100 pojaz­dów pan­cer­nych, wypro­wa­dzili serię gwał­tow­nych kontr­ata­ków, ale wobec prze­wagi nie­przy­ja­ciela nie przy­nio­sły one trwa­łej poprawy ich sytu­acji. 18 listo­pada okrą­żony został Metz, trzy dni póź­niej opa­no­wany przez ame­ry­kań­ską pie­chotę. Jed­nakże gar­ni­zon mia­sta nie zło­żył broni i wyco­fał się do oko­licz­nych sta­rych fran­cu­skich for­tów. Ich zdo­by­wa­nie trwało do 13 grud­nia.

11 listo­pada na połu­dnie od wojsk Pat­tona zaata­ko­wała 6. Grupa Armii; naj­pierw ame­ry­kań­ską 7. Armią, a od 14. tego mie­siąca także 1. Armią fran­cu­ską. W odpo­wie­dzi gen. Balck naka­zał stop­niowy odwrót 19. Armii. Z powodu spóź­nio­nego manewru jed­nej z dywi­zji nacie­ra­jące czołgi fran­cu­skie wyprze­dziły ucho­dzącą pie­chotę i doko­nały lokal­nego prze­ła­ma­nia frontu. Sytu­acja Grupy Armii „G” była bar­dzo ciężka, ponie­waż jesz­cze w paź­dzier­niku zre­du­ko­wano jej siły poprzez ode­bra­nie 5. Armii Pan­cer­nej i dwóch dodat­ko­wych dywi­zji gre­na­die­rów pan­cer­nych. Już 19 listo­pada woj­ska fran­cu­skiej 1. Armii wyszły nad Ren. 24 listo­pada także 7. Armia osią­gnęła tę rzekę od Karls­ruhe po Stras­bo­urg. Tego samego dnia 2. Dywi­zja Pan­cerna gen. Lec­lerca wyzwo­liła dru­gie ze wspo­mnia­nych miast. W zaist­nia­łej sytu­acji pod koniec listo­pada pobite woj­ska nie­miec­kie zostały zmu­szone do opusz­cze­nia Alza­cji oraz Lota­ryn­gii i wyco­fały się za Ren oraz na linię Wału Zachod­niego, na połu­dnie od Zagłę­bia Saary. Udało się im jed­nak utrzy­mać, poło­żony pomię­dzy Stras­bo­urgiem a Miluzą, tzw. Występ Kol­mar­ski. Alianci począt­kowo zlek­ce­wa­żyli zna­cze­nie tego przed­mo­ścia, co pozwo­liło skon­cen­tro­wa­nej tutaj czę­ści 19. Armii na jego umoc­nie­nie.

Na początku grud­nia, w związku z wyczer­pa­niem ata­ku­ją­cych dywi­zji, dal­sze natar­cia sprzy­mie­rzo­nych na połu­dnio­wym odcinku zachod­nio­eu­ro­pej­skiego TDW zaczęły cza­sowo zamie­rać. Pat­ton i Devers odnie­śli wpraw­dzie suk­ces, odrzu­ca­jąc na wschód Grupę Armii „G”, jed­nak nie zdo­łali jej znisz­czyć. Walki na fron­cie miały przez cały czas bar­dzo zażarty cha­rak­ter. Cho­ciaż obrońcy wyraź­nie ustę­po­wali ata­ku­ją­cym pod wzglę­dem liczeb­nym, nie­miec­kie 1. i 19. Armie wie­lo­krot­nie kontr­ata­ko­wały. Pomimo to w pierw­szych dniach grud­nia Hitler zdy­mi­sjo­no­wał ze sta­no­wi­ska dowódcy 1. Armii gen. von Kno­bels­dorffa. Powo­dem tego zda­rze­nia był fakt, iż 3 grud­nia 95. Dywi­zja Pie­choty 3. Armii zdo­łała uchwy­cić nie­usz­ko­dzony most na rzece Saarze, i po jego prze­kro­cze­niu jed­nym ze swych puł­ków wdarła się w umoc­nie­nia Wału Zachod­niego. Prze­ła­ma­nie Wału gro­ziło kra­chem zamie­rzeń ofen­syw­nych w Arde­nach. Zdy­mi­sjo­no­wano także szefa sztabu Grupy Armii „G”, gen. von Mel­len­thina, a osta­tecz­nie w dru­giej poło­wie grud­nia rów­nież gen. Balcka. Jed­no­cze­śnie z załóg for­tecz­nych nad Renem i 19. Armii sfor­mo­wano nową grupę armii, nazwaną „Ober­r­hein” (Górny Ren). Jej dowódcą został Reichsführer SS Hein­rich Him­m­ler, dążący do sku­pie­nia w swych rękach jak naj­więk­szej wła­dzy, mimo braku jakich­kol­wiek woj­sko­wych kom­pe­ten­cji.

12 listo­pada na pół­nocy dzia­ła­nia zaczepne roz­po­częła 2. Armia bry­tyj­ska. Jej trzy kor­pusy sta­rały się zli­kwi­do­wać ostat­nie pozy­cje nie­miec­kie na zachod­nim brzegu Mozy oraz, wspól­nie z 9. Armią, oczy­ścić z nie­przy­ja­ciela dolny bieg rzeki Roer. Po mie­siącu cięż­kich walk, toczo­nych w bar­dzo trud­nych warun­kach, wyko­nały jedy­nie pierw­sze ze wspo­mnia­nych zadań. Niemcy nato­miast utrzy­mali w swych rękach rejon Roer­mond. Osta­tecz­nie w poło­wie grud­nia mar­sza­łek Mont­go­mery wstrzy­mał dal­sze, skie­ro­wane bez­po­śred­nio na wschód ataki i prze­pro­wa­dził reor­ga­ni­za­cję swo­ich wojsk. Naj­istot­niej­szym ele­men­tem tego manewru było wyco­fa­nie z frontu 30. KA i wyzna­cze­nie go na odwód 21. Grupy Armii. Mar­sza­łek pla­no­wał skon­cen­tro­wa­nie kor­pusu w rejo­nie Nij­me­gen, co wią­zało się z przy­go­to­wa­niami sił bry­tyj­skich do nowych wystą­pień zaczep­nych.

Wresz­cie 16 listo­pada, w jede­na­ści dni póź­niej niż pla­no­wano, 1204 cięż­kich bom­bow­ców ame­ry­kań­skich oraz 1188 bry­tyj­skich doko­nało nalotu, który zapo­cząt­ko­wał ofen­sywę 1. i 9. Armii. Dzia­ła­nia wojenne miały tu wyjąt­kowo dra­ma­tyczny prze­bieg. Niemcy bro­nili się wręcz fana­tycz­nie, sku­tecz­nie wyko­rzy­stu­jąc umoc­nie­nia i dogodny teren. Trudne warunki pogo­dowe utrud­niały uży­cie lot­nic­twa, czołgi wspie­ra­jące pie­chotę tonęły w bło­cie. Na pra­wym skrzy­dle ofen­sywy, w lesie Hürtgen, część wal­czą­cych tam dywi­zji jesz­cze przed jej roz­po­czę­ciem wyczer­pała swe moż­li­wo­ści zaczepne. Tak było na przy­kłada 28. Dywi­zją Pie­choty gen. Nor­mana Coty’ego. Tylko do 13 listo­pada stra­ciła ona w Hürtgen 7500 żoł­nie­rzy, co spra­wiło, że wal­czący z nią Niemcy ochrzcili ją mia­nem „dywi­zji krwa­wego wia­dra”. Wyczer­pana 28. Dywi­zja została prze­nie­siona w Ardeny dla rege­ne­ra­cji sił. Nie lepiej powio­dło się 4. Dywi­zji Pie­choty. Jej straty w „Krwa­wym Hürtgen” mię­dzy 7 listo­pada a 3 grud­nia wynio­sły 7000 ludzi. Także tę jed­nostkę prze­nie­siono wkrótce w Ardeny w celu reor­ga­ni­za­cji.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1. Była to nazwa nie­for­malna. 10 lipca 1939 roku nie­miec­kie Mini­ster­stwo Pro­pa­gandy for­mal­nie zabro­niło uży­wa­nia ter­minu „III Rze­sza”, a 21 marca 1942 r. zle­cono sto­so­wa­nie wyłącz­nie for­mal­nej nazwy „Rze­sza Nie­miecka” (Deut­sches Reich). Jed­nakże pier­wotny ter­min funk­cjo­no­wał w dal­szym ciągu. Rów­nież w tym opra­co­wa­niu jest on sto­so­wany. [wróć]