Aladyn i księżniczka złodziei - Paulina Zalecka - ebook
NOWOŚĆ

Aladyn i księżniczka złodziei ebook

Zalecka Paulina

0,0

48 osób interesuje się tą książką

Opis

Kiedy ona chce ukraść ważny dekret, a on pragnie… jej. 

Jasmine, księżniczka złodziei, obrała sobie za cel odnalezienie ukrytego przez sułtana lata wcześniej dekretu – najważniejszego dokumentu państwowego – aby zmienić obowiązujące prawo, według którego kobiety nie mają żadnej wartości społecznej. W dniu napadu na pałac zostaje pojmana. Obecny następca tronu, sułtan Ali, żąda, by dla niego pracowała, a w zamian daruje jej życie. Od ich spotkania w dzieciństwie dziewczyna pała nienawiścią do mężczyzny i całej jego rodziny. Aby jednak zrealizować plan, musi się zgodzić, a dodatkowo… udawać drugą narzeczoną Alego. Co stanie się, gdy Dżafar, jego brat, przejrzy jej intencje?

Aladyn nienawidzi ojca za to, jak traktuje swoich poddanych. Również postanawia odnaleźć dekret, aby zmienić prawo i nie brać za żonę kilku kobiet. Na jego drodze pojawia się kobieta pełna temperamentu i tatuaży – najlepsza złodziejka, o jakiej słyszano. Proponuje jej układ, w który ona nie chce wejść. Ali jednak ani myśli jej wypuszczać, bo zamierza skraść jej serce.

Ali chce swojej Złodziejki.

Jasmine pragnie zostać głową państwa.

Dżafar kroczy za nimi, by pokrzyżować im plany.

 

Ten gorący, a zarazem mroczny retelling sprawi, że spojrzysz na swoje dzieciństwo zupełnie inaczej!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 262

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Aladyn i księżniczka złodziei

PAULINA ZALECKA

Do twojej ukrytej księżniczki, która chciała mieć takiego ojca, jakiego miała Jasmine.

Jesteś wspaniałą królową dzięki sobie. Pamiętaj o tym.

Ostrzeżenie

Książka zawiera sceny przemocy, w tym przemocy psychicznej i fizycznej.

Historia nie nawiązuje do żadnego stanu prawnego, wyznania ani ruchu religijnego – stanowi jedynie wynik wyobraźni autorki. Akcja nie rozgrywa się na żadnym konkretnym terytorium, a wszystkie wydarzenia tutaj zawarte to tylko fikcja literacka, która powstała na potrzeby napisania tej powieści.

Książka nie jest przeznaczona dla osób poniżej osiemnastego roku życia.

Legenda

Zabarii – królestwo o powierzchni ok. 400 tys. km2

Książę Aladyn (Ali) – następca tronu Zabarii

Dżafar – przyrodni brat Alego (różne matki). Przyszły generał wojsk obronnych Zabarii

Sułtan Nagui – ojciec Alego i Dżafara

Fatin – jedna z żon wybrana przez sułtana dla Alego

Jasmine – księżniczka złodziei prawych działających na terenie Zabarii

Hamed – ojciec Jasmine

Malak – książę złodziei złotych działających na terenie Zabarii

Nasir – ojciec Malaka

Salma – matka Malaka

Prolog pierwszy

Jasmine

Piętnaście lat

– Jasmine. – Szept ojca sprawia, że zaciskam mocno pięści po bokach. – Nie powinno cię tu być.

Moja mama za życia kochała jaśmin, dlatego gdy się urodziłam, rodzice dali mi tak na imię. Poza tym to imię oznacza „dar od Boga”, a tata cały czas mówi, że jestem darem za ich wyjątkową miłość. Zaznacza też, że przypominam mu jego żonę. Lubię o niej słuchać, bo nie było dane mi jej poznać. Umarła przy moim porodzie.

Mógł mnie obarczyć winą, że odeszła przeze mnie, jak robi większość mężczyzn w takiej sytuacji. Mógłby mieć żal i oddać mnie do burdelu, ale on naprawdę mnie kochał.

Każdego wieczora, kiedy byłam jeszcze mała, opowiadał mi o tym, jak poznał mamę. Do dziś wspomina, że pokochał ją za odwagę i za to, że potrafiła ogarnąć cały świat własnym sercem.

Cokolwiek to znaczy.

Zawsze, gdy wraca do niej myślami, ma wzrok pełen miłości.

Zupełnie jak wtedy, kiedy patrzy na mnie.

Historia moich rodziców jest wyjątkowa, bo takie rzeczy nie powinny się dziać. Nie tutaj. Nie w tym państwie.

Tutaj kobieta jest ścierką do czyszczenia butów mężczyzn i obiektem do zaspokajania ich seksualnych żądz. Nikim więcej.

Odpadem.

Gorszym sortem.

Lepiej się tutaj obchodzą z psami.

Zgrzytam zębami ze złości, gdy tylko pomyślę o tym, jak mamy tutaj przesrane.

Darzę ogromną miłością tatę za to, że pozwolił mi być sobą i nie traktuje mnie jak dziecko gorszej płci.

– Chcę pomóc – odpowiadam, chowając się za jedną z klatek przykrytą starą folią.

– To niebezpieczne, wracaj – odgania mnie, ale ja nic sobie z tego nie robię.

Rozglądam się po olbrzymim placu przed namiotem cyrkowym.

Ojciec i jego ludzie chcą wykorzystać nieuwagę gapiów i trochę ich okraść. Na takie rozrywki stać głównie najbogatszych.

– Jestem już dużą dziewczynką.

– Wciąż za małą na kradzieże – strofuje mnie, ale to na nic. Pozostaję nieugięta.

– Ale w sam raz na to, bym mogła wyjść za mąż i by jakiś stary dziad kładł na moim dziecięcym ciele swoje łapska. – Unoszę dumnie głowę, dając mu do zrozumienia, że słyszałam jego poranną rozmowę z jednym z jego ludzi.

– Masz uszy jak ten słoń. – Wskazuje dłonią zwierzę w ogromnej klatce.

Moje serce przeszywa sztylet, gdy patrzę, jak te stworzenia cierpią ku uciesze chorych bydlaków.

– Możesz iść, dam sobie radę – zbywam go, bo wiem, że później i tak przyjdzie, by mi wyjaśnić to, co usłyszałam.

Ojciec spogląda na mnie przez kilka nieznośnie długich sekund, po czym odchodzi ze słowami:

– Uważaj na siebie. Nie wychylaj się. Widzimy się za chwilę.

Kiwam mu głową, a kiedy on i jego ludzie znikają za kotarą przesłaniającą wejście do namiotu, ja robię to, po co przyszłam. Wspinam się na wysoki słup, docieram do przymocowanej na jego szczycie skrzynki i wyciągam z niej klucze. Wcześniej widziałam, jak jeden z cyrkowców je tam odnosił.

Zamierzam uwolnić te zwierzęta. Brzydzę się niewolnictwem.

Podchodzę do klatki ze słoniem i szukam właściwego klucza. Kiedy przy piątej próbie zamek zaskakuje, uśmiecham się od ucha do ucha i pozwalam zwierzęciu wyjść. Odwracam się, by ruszyć dalej, ale wtedy czuję mocne uderzenie w policzek. Skóra piecze mnie tak mocno, że aż przykładam do niej dłoń i próbuję się nie rozpłakać.

– Nie wolno wypuszczać zwierząt, niewdzięcznico.

Mam opuszczoną głowę, więc widzę tylko dwie pary czyichś butów. Unoszę wzrok, by spojrzeć na tych, którzy mnie przyłapali. Przede mną stoi dwóch czarnookich, śniadolicych chłopców w kefijach1 i czarnych opiętych koszulach. Próbują mnie wystraszyć groźnymi spojrzeniami.

Parskam, bo mnie się nie da przestraszyć.

– Który z was mnie uderzył? – Wpatruję się w tego wygadanego.

Mierzę go gniewnym spojrzeniem, mimo że wygląda na starszego ode mnie. Dałabym im po osiemnaście–dziewiętnaście lat. Drugi z nieproszonych gości jest cichy i bardziej wycofany. Obserwuje mnie bacznie, stojąc dalej od kolegi.

– Odzywasz się nieproszona?! – Ten gadatliwy unosi rękę, chcąc mi wymierzyć kolejny policzek. Zaskakuję go, bo nie czekam na uderzenie jak każda inna kobieta w tym kraju, lecz łapię go za nadgarstek. Jest w takim szoku, że wyrywa mi dłoń i cofa się o krok.

Jego towarzysz marszczy brwi, zapewne nie rozumiejąc, co wyprawiam.

– Przyjdzie dzień, w którym zapłacisz za to, co uczyniłeś. – Uśmiecham się, spoglądając na słonia, który właśnie opuszcza to przeklęte miejsce.

Chłopak zaciska usta, nie wiedząc, co powiedzieć.

– On może skrócić cię o głowę – odzywa się wreszcie drugi z nich.

Wracam spojrzeniem do tego, który mnie zaatakował.

– To następca tronu. Książę Aladyn – wyjaśnia, na co wyszczekany unosi dumnie głowę.

Robię krok w jego stronę, skracając dzielący nas dystans. Na moje ramiona wdrapuje się złość na tego, który będzie kiedyś rządzić tym państwem.

– Jeżeli myślisz, że przed tobą uklęknę, to się grubo mylisz – syczę, walcząc ze sobą, by go nie uderzyć.

Ten jednak posyła mi szeroki uśmiech i chwyta mnie za włosy z tyłu głowy, zbliżając usta do mojego ucha.

– Mogę sprawić, że będziesz klęczała przede mną już do końca swojego życia, jeśli tylko sobie tego zażyczę, bo twoje zdanie mało mnie interesuje.

Odsuwa się na tyle, by móc patrzeć mi w oczy. Ignoruję ból głowy, który wywołał jego uścisk. Kiedy poluzowuje chwyt, odchylam głowę i walę go czołem prosto w nos.

Książę mnie puszcza, więc uciekam w popłochu. Chowam się za jedną z mniejszych klatek i słucham szaleńczego bicia własnego serca. Wtem rozbrzmiewa koci płacz. Odwracam się do klatki, o którą opierałam się plecami, i mrużę oczy, próbując coś dostrzec w ciemności.

Kolejne zawodzenie.

Ściągam gruby materiał przykrywający klatkę, a moje oczy spotykają się z jasnymi ślepiami małego tygrysa.

Przykładam drżącą dłoń do ust, by nie krzyknąć, bo jest w naprawdę kiepskim stanie.

– Zaopiekuję się tobą, mały – szepczę, szukając odpowiedniego klucza w pęku tych, które wcześniej ukradłam. Kiedy kłódka się otwiera, biorę stworzenie na ręce, zakładam chustę na głowę i uciekam ze swoim nowym przyjacielem do domu.

Wiem, że słyszeliście bajeczkę o Aladynie i księżniczce Dżasminie. Pozwólcie, że opowiem wam, jak było naprawdę.

Byłam zbyt mądra, podstępna, odważna i niebezpieczna, by opowiedzieć o mnie prawdziwą historię, dlatego zrobili ze mnie przesłodzoną księżniczkę, córeczkę tatusia – zwykłą słabą kobietkę sprzeciwiającą się poślubieniu kogoś, kogo nie kocha.

Córeczka tatusia… Chociaż w tym zachowali ziarno prawdy.

Nie mogli pokazać tego, jakie życie wiodłam, by kobiety przypadkiem nie zaczęły się buntować. Żeby w pewnym momencie się nie postawiły i nie zaczęły walczyć o swoją wolność, godność, wybór. Strach przed tym, że mogłybyśmy stać się równe mężczyznom, był zbyt wielki, by pozwolić mi się cieszyć sławą, na jaką zasłużyłam. Stałam się legendą wśród niewiast.

Aladyna zaś wykreowali na odważnego złodziejaszka szukającego przygód.

Gówno prawda.

To on był sułtanem. To on mógł zmienić coś w tym państwie. Miał jednak własne cele. Niestety, okazałam się jednym z nich, lecz ja nie poddaję się tak łatwo.

Opowiem Wam, jak to państwo drżało na myśl, że obejmę panowanie nad nim, chociaż byłam tylko księżniczką… złodziei.

Prolog drugi

Ali

Dziewiętnaście lat

– Gdyby twój ojciec się dowiedział…

– Ale się nie dowie, prawda, bracie? – Patrzę wyczekująco na Dżafara, ale nie musi nic mówić.

Mój przyrodni brat to wierny człowiek. Do tego jest mocno zaangażowany w sprawy bezpieczeństwa, więc wiem, że jego przytyki biorą się z troski o mnie.

– Powinieneś być teraz z Fatin.

Wzdycham rozdrażniony, bo nie lubię wracać do tematu swojej przyszłości, a ojciec ustalił, że to właśnie Fatin nią będzie.

Mój ojciec, wielki sułtan Nagui, lubi układać życie innym – w tym mnie, swojemu pierworodnemu. Męczy mnie stałe wypełnianie jego rozkazów. Wcale się nie cieszę na życie z Fatin. Zaczyna mnie drażnić ta tradycja. Mam dziewiętnaście lat, a kiedy obejmę rządy, zmienią się także zasady obowiązujące w tym państwie.

Jeśli tylko znajdę dekret i zmienię jego zapisy.

– Nie chcę być z Fatin – burczę. Dżafar marszczy brwi, poprawiając kefiję. – To wybranka ojca, nie moja.

– Dobrze wiesz, że musisz pojąć za żonę co najmniej dwie kobiety. Możesz wziąć ich więcej, ale dwie to minimum. Jedną wybiera ci ojciec – tłumaczy dobrze mi znane zasady panujące w kraju. Nic się w nim nie zmieniło z dziada pradziada. Przyszedł czas na mnie.

– I gdzie tutaj jest sens? – Rozkładam ręce z bezsilności. – Albo kochasz jedną prawdziwie, albo żadnej.

Brat patrzy na mnie jak na wariata.

– Aladynie, a po co je kochać? – Odrzuca głowę do tyłu, jakbym go spoliczkował. – Żona ma cię zaspokoić i urodzić ci dziedzica. Od tego są: by służyć.

Zaciskam usta w wąską linię.

W sumie to racja. Nigdy nie widziałem żadnego z mężczyzn zakochanego. Nawet gdyby znalazł się wyjątek, to poświęcałby więcej uwagi jednej z żon, ale każda z nich nadal znałaby swoje miejsce.

Potrząsam głową, bo Dżafar mi w niej miesza.

– Chcę spróbować czegoś, co mają w innych zakątkach świata. – Opuszczam namiot cyrkowy, w którym trwa przedstawienie ku uciesze mojego ojca, i postanawiam trochę się pokręcić po okolicy, zanim pokaz dobiegnie końca i będę zmuszony wrócić do pałacu. – Wiesz, że są kraje, w których mężczyzna wiąże się z jedną kobietą i zakłada z nią rodzinę?

Dżafar drapie się po brodzie.

– Teoretycznie. Założę się, że mimo posiadania żony tam również szukają uciech u innych niewiast.

– Zapewne zdarzają się i tacy, ale chodzi mi o to, że oni sami wybierają, z kim spędzą życie. Zarówno mężczyzna, jak i kobieta.

– Dasz takiej raz poczucie, że coś może, i jej się poprzewraca w głowie – kwituje Dżafar moje wiadomości na temat związków, więc zbywam go machnięciem dłoni i idę przed siebie. On podąża za mną.

Nagle zatrzymuje nas jakiś ruch po prawej stronie.

– Schowaj się – syczę, zmuszając swego towarzysza, by się pochylił.

– Co…

– Cicho.

Wypatruję niewielkiej sylwetki, która zeskoczyła ze słupa. Ktoś podchodzi do klatki, w której zamknięty jest słoń, i szamocze się z kluczami.

– To złodziej. Musimy mu udaremnić próbę kradzieży. – Ciągnę brata za rękę.

Bezszelestnie zbliżamy się do intruza, a moje brwi aż unoszą się ze zdziwienia, kiedy widzę długi czarny kucyk.

Dziewczyna.

Młodsza ode mnie.

Odsuwa się, by zrobić przejście zwierzęciu, a gdy odwraca się w naszym kierunku, instynktownie unoszę dłoń i wymierzam jej policzek.

– Nie wolno wypuszczać zwierząt, niewdzięcznico.

„Niewdzięcznica”. Tak od lat mówimy na kobiety, które nie są wdzięczne za ofiarowane im miejsce w świecie i próbują wyjść poza narzucony im schemat.

Dopiero wtedy zauważam jej piękno.

Te wielkie oczy w kolorze miodu.

Usta w kształcie serca.

Jest… zniewalająca.

Gdy odrywa dłoń od policzka, nie widzę w tych wspaniałych tęczówkach strachu, lecz… Wściekłość?

– Który z was mnie uderzył? – Jad płynący spomiędzy jej warg sugeruje, że to nie jest zwykła dziewczyna.

Być może czarownica.

– Odzywasz się nieproszona?!

Unoszę ramię, by pokazać, gdzie jej miejsce, lecz ona niespodziewanie chwyta za mój nadgarstek.

– Przyjdzie dzień, w którym zapłacisz za to, co uczyniłeś – mówi z uśmiechem, patrząc w dal.

Zaciskam usta, bo pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Nie wiem, co powiedzieć.

– On może skrócić cię o głowę. – Dżafar jak zwykle czujnie stoi na straży porządku. – To następca tronu. Książę Aladyn.

Unoszę dumnie głowę, by wiedziała, z kim ma do czynienia. Na niej jednak nie robi to najmniejszego wrażenia. Kiedy inni dowiadują się, kto przed nimi stoi, padają na kolana i wciskają twarz w brudną ziemię, by oddać mi cześć.

Ale nie ona.

Po raz pierwszy w życiu mi się to… podoba.

Dziewczyna unosi kącik ust, po czym robi krok ku mnie.

– Jeżeli myślisz, że przed tobą uklęknę, to się grubo mylisz.

Posyłam jej szeroki uśmiech i szybko chwytam w garść te piękne włosy.

– Mogę sprawić, że będziesz klęczała przede mną już do końca swojego życia, jeśli tylko sobie tego zażyczę, bo twoje zdanie mało mnie interesuje – szepczę jej do ucha kurewsko podniecony.

Ta bliskość jest obezwładniająca. Jeszcze nigdy nie czułem czegoś takiego.

Poluzowuję chwyt na jej kosmykach, lecz po sekundzie zdaję sobie sprawę z tego, że to był błąd. Dziewczyna odchyla głowę, po czym wymierza mi czołem cios prosto w twarz.

Puszczam ją i łapię się za nos, z którego płynie krew.

Dżafar jest w takim szoku, że nim zdąży zareagować, jej już nie ma.

– O tym ci mówiłem – parska i wyciąga chusteczkę, by mi ją podać. – Raz coś im się uda, a będą myślały, że mogą nami rządzić.

– Chcę jej – oświadczam.

– Co?

– Chcę jej dla siebie.

– Nawet nie wiemy, kto to jest. – Brat spogląda na mnie jak na wariata, a ja już ruszam w kierunku, w którym pobiegła nieznajoma.

– Dowiemy się – odpowiadam pewnym głosem.

Wiem, czego chcę. Chcę tej dziewczyny.

– Naszemu ojcu to się nie spodoba. – Dżafar kroczy za mną, a ja rozglądam się za swoją zgubą.

– Może już iść na tamten świat, brama otwarta – oznajmiam bez cienia uczuć.

– Odwaliło ci, Aladynie. Ta niewiasta narobi problemów.

Chcę tych problemów. Chcę jej w swoim łożu.

Już wiem, kto będzie moją drugą żoną.

– Ukradła mi medalion! – krzyczę, wyczuwszy brak pamiątki po matce.

– Kiedy? Nawet nie było czasu, by mrugnąć.

W ciągu ostatnich pięciu minut wydarzyło się więcej niż przez ostatnie lata mojego życia.

Teraz mam dodatkowy powód, by ją odnaleźć.

Rozdział pierwszy

Jasmine

Siedemnaście lat

Naciągam mocniej chustę na głowę, by nie zwracać na siebie uwagi. Przechodzę między ludźmi, starając się wyłapać tych najbardziej pijanych. Dzisiaj ku radości mężczyzn zorganizowano zabawę, na której mogą pić do woli, bawić się i oglądać taniec brzucha. Co prawda nie tylko oglądać, bo przecież wolno im wszystko, ale zwał, jak zwał.

Parszywe świnie.

Jakiś gość zatacza się od ściany do ściany, śpiewając do księżyca i wychylając kielich do dna. Węszę okazję i bez problemu ją wykorzystuję.

– Och, nie! – jęczę, upadając na chodnik.

Mój cel spogląda na mnie mętnym wzrokiem, a kiedy odrobinę trzeźwieje, potrząsa głową i podchodzi do mnie chwiejnym krokiem.

– Stało się coś, ślicznotko? – bełkocze, próbując się nie przewrócić.

– Chyba skręciłam kostkę. – Masuję nogę w miejscu, które rzekomo mnie boli.

– Pomogę ci wstać. – Czka, podając mi dłoń.

Na to liczę.

Chwytam go za rękę i podnoszę tyłek z ulicy, a następnie udaję, że nie mogę utrzymać równowagi, i łapię go za biodra.

– Schlebiasz mi. – Porusza uwodzicielsko brwiami, gdy niepostrzeżenie wyciągam mu portfel z kieszeni.

– Myślałam, że nie będę mogła na niej ustać. – Chichoczę, dyskretnie chowając zdobycz za pasek spodni. – Dziękuję za pomoc – dodaję i wyswobadzam ramię spomiędzy jego palców. Wtedy kradnę jeszcze złoty zegarek.

– Odprowadzę cię. – Nieznajomy robi krok ku mnie.

– Dobranoc. – Macham mu na pożegnanie i odchodzę żwawym krokiem, lecz pijak usiłuje iść w miarę prosto w moim kierunku.

Mężczyźni są prości w obsłudze.

Naiwni.

Zuchwali.

Nieskomplikowani.

I to oni mają nami rządzić?

Nie mną.

Przez te wszystkie lata dorastania zdążyłam się wiele nauczyć i dowiedzieć, jak chcę spędzić życie. Z pewnością nie będę nałożnicą ani żoną, która rodzi raz po raz dziecko i czeka, aż mąż wróci po pieprzeniu innej, bym mogła mu usługiwać i kłaniać się nisko we własnym domu.

Co to – to nie.

– Byłeś grzeczny? – szepczę, wchodząc do domu, a Rajah wesoło staje na tylnych łapach i liże mnie po twarzy.

Kocham tego tygrysa, od kiedy uratowałam go przed okrutnym losem, opatrzyłam i nakarmiłam. Dałam mu ciepło i swobodę, teraz zaś on wynagradza mi to lojalnością. Strzeże mnie na każdym kroku. Jest jedyną istotą, której mogę ufać.

– Znowu się włóczyłaś, Jasmine? – Ojciec wychodzi zza rogu, wzdychając. Przestaję drapać Rajaha za uchem i podchodzę do niego.

– Pracowałam. – Daję mu całusa w policzek, na co ten chwyta mnie za dłonie.

– Skarbie, mówiłem ci, że ta praca nie jest dla ciebie.

Podnoszę jego podbródek, by patrzył mi w oczy.

– Jest dla mnie, ojcze. To państwo i jego ustrój nie są dla mnie.

– Grozi ci niebezpieczeństwo, gdyby cię złapali…

– Ale nie złapią – przerywam mu, wtulając się w niego.

– Twoja matka by mnie skróciła o głowę, gdyby wiedziała, na co ci pozwalam.

Uśmiecham się promiennie.

– Ona wie, tato. Dlatego nade mną czuwa.

Czuje delikatne cmoknięcie w czoło. Tak opiekuńcze i lekkie jak muśnięcie skrzydeł motyla.

– Dzięki tobie mam wrażenie, że ona nigdy nie umarła, Jasmine.

Odganiam szybkimi mrugnięciami łzy cisnące się do oczu.

– Byłaby z ciebie dumna, tato. Kochasz mnie, dajesz mi wolność, o której kobiety w tym państwie mogą jedynie pomarzyć, i nie traktujesz mnie jak karty przetargowej.

– Wiesz, że będziesz musiała poślubić Malaka.

Wzdycham zirytowana.

Kilka lat temu, po akcji w cyrku, ojciec wrócił do rozmowy o małżeństwie. Od zawsze jestem jego oczkiem w głowie, dlatego ugrałam, że nie będę musiała brać ślubu do dwudziestego roku życia, a mój mąż ma mieć tylko jedną żonę – mnie.

Nie wspomniałam nic o dzieciach, bo nie zamierzam ich rodzić.

– Dobrze, dobrze. – Przewracam oczami, kierując się w stronę sypialni. – Jeszcze mam czas.

– Już pora, byś go do siebie dopuściła.

Staję w pół kroku.

– Ojcze – zaczynam cicho, próbując się nie zdenerwować. – Dam sobie radę. Malak nie jest mi niezbędny do życia.

– Wiesz, że się o ciebie martwię – mówi przepraszającym tonem, rozmasowując mi ramiona. – Kiedy umrę, chcę, byś miała obok siebie kogoś, kto cię ochroni.

– Sama mogę się ochronić.

– Dobrze wiesz, że byłabyś małą rybką w morzu pełnym rekinów – kwituje smutnym tonem. On naprawdę robi to z miłości i troski o mnie. Nie zgadzam się z zasadami panującymi w tym kraju, ale ojciec ma rację. Gdy go zabraknie, rzucą się na mnie hieny i tylko siły potężne wiedzą, do czego to doprowadzi. – Z mężem u boku byłabyś bezpieczna i nieosiągalna dla innych.

– Będę własnością. – Przekraczam próg pokoju, a tygrys staje koło mnie.

– Będziesz bezpieczna. Nie mogę zmienić prawa, a Malak to dobry chłopak – tłumaczy, nie wchodzi jednak za mną do mojej sypialni. Zawsze szanował moje granice.

– W porządku, tato. – Całuję go w policzek, ucinając temat. – Dobrej nocy. Kocham cię.

– A ja ciebie, Jasmine. – Posyła mi pełen miłości uśmiech, po czym się oddala.

Zamykam drzwi i rozbieram się, idąc w stronę łazienki.

– Ojciec nie może zmienić prawa panującego w tym piekle, ale ja zrobię wszystko, by to uczynić – mówię do Rajaha, ściągając medalion, który ukradłam parę lat temu wyszczekanemu następcy tronu.

To moje małe trofeum, które każdego dnia udowadnia mi, że potrafię wiele zdziałać i przechytrzyć mężczyzn. Dlatego go nie sprzedałam.

– Mam nowy cel, tygrysku. – Uśmiecham się, odkładając na stolik zdobyte dzisiaj portfel i zegarek. – Jeżeli mam zginąć, to tylko z tą ideą. Tylko w imię wolności. – Rozczesuję włosy, a następnie upinam je na czubku głowy, by nie zamoczyć ich podczas kąpieli. Rajah podchodzi do mnie i opiera brodę o brzeg wanny. Całuję go w pysk. – Gdybym ja rządziła tym krajem… Wyobrażasz to sobie? – dodaję, a on wytrzeszcza oczy. – Och, nie przesadzaj. – Daję mu pstryczka w nos. – Ja zmieniająca zasady. Kobiety zyskujące niezależność, wolny wybór, możliwość decydowania o swoim losie. – Gestykuluję, namydlając ciało. – Kiedyś podsłuchałam rozmowę pewnych zbirów. Mówili, że jest w tym kraju miejsce, w którym ukryto dekret stworzony kilkadziesiąt czy kilkaset lat temu. Ówczesny sułtan ogłosił, że osoba, która posiądzie ten dokument, będzie mogła legalnie zmienić ustrój i każdy obywatel będzie musiał się temu podporządkować.

Opłukuję ciało, wychodzę z wody i owijam się ręcznikiem.

– Gdybym doszła do władzy, mężczyźni by się zbuntowali. – Wkładam cienką koszulkę nocną, a następnie siadam przed wielkim lustrem i zaczynam szczotkować swoje długie włosy. – Gdybym zaś posiadła ten dekret, kociaku, mogłabym sprawnie ominąć wszystkie bunty, a wojsko sułtana byłoby mi podporządkowane. – Odkładam szczotkę, po czym wchodzę do łoża, a Rajah kładzie się po drugiej jego stronie. – Nikt by mi nie podskoczył. Czujesz to? – Szeroki uśmiech nie schodzi mi z twarzy.

Zamykam oczy i dodaję z westchnieniem:

– Znajdę sposób. Uwolnię się od tego przeklętego systemu i uratuję ten kraj.

Dotychczas żyłam marzeniami i każdego wieczora zasypiałam z tymi słowami na ustach. Nie sądziłam wtedy, że dostanę szansę na ich spełnienie. Na mojej drodze jednak pojawi się pewien problem.

A nawet dwa.

Jasmine

Siedem lat

Biegnę.

Brakuje mi tchu.

Nie zważam jednak na krańcowe zmęczenie ani nawet na to, że nogi zaraz odmówią mi posłuszeństwa. Pokonuję kolejną przeszkodę, przeskakując nad dużą donicą.

– Jasmine! – Nawoływanie ojca sprawia, że przystaję.

Pochylam się, kładę dłonie na kolanach i próbuję wyrównać oddech.

– Już idę! – krzyczę, niemal wypluwając płuca.

Zrywam się z miejsca i kontynuuję bieg.

Muszę trenować, by kiedyś dołączyć do zespołu taty. Nikt nie może mnie złapać.

Podbiegam do ojca i widzę innego mężczyznę oraz chłopca w wieku mniej więcej zbliżonym do mojego. Staję obok taty, nie zrywając kontaktu wzrokowego z chłopakiem.

– Jasmine, przywitaj naszych gości. To przywódca złotych i jego następca, syn Malak.

Kiwam nieznacznie głową na powitanie, a oni robią to samo.

– Gdzie byłaś?

Patrzę na tatę.

– Trenowałam.

– Zgadzasz się na to?

Odwracam głowę w kierunku nieznajomego. Dlaczego w ogóle sobie pozwala na jakieś obiekcje względem mnie?

– Jasmine uwielbia trenować – odpowiada tata bez zająknięcia. – Może dzieci porozmawiają, a my załatwimy interesy na osobności? – Zaprasza gestem mężczyznę do gabinetu.

Gdy odchodzą, chłopak posyła mi zadziorny uśmiech.

– Co trenowałaś? Pieczenie chleba?

Jego głupie parsknięcie sprawia, że zaciskam pięści.

Chętnie bym go uderzyła.

– Biegam. Nie chcę, żeby mnie złapano na… w pracy. – Odchrząkuję, obserwując jego ruchy.

Malak chowa dłonie za plecami i się prostuje.

– Naprawdę myślisz, że będziesz mogła robić to co my?

– Boisz się, że będę lepsza od ciebie? – Unoszę drwiąco brew.

– W twoich snach – parska, a wtedy wpadam na genialny pomysł.

– Możemy to rozstrzygnąć. Wyścig? – Wzruszam niedbale ramionami. – Jesteś starszy, masz przewagę.

– Niezależnie od okoliczności przegrasz.

– Dlaczego?

– Bo jesteś dziewczyną.

Ale. Durna. Odpowiedź.

– Aha – kwituję i gryzę się w język, by nie nazwać go idiotą. – Stąd. – Wskazuję miejsce obok fontanny. – Do tego dużego drzewa. Kto pierwszy dotknie pnia, wygrywa.

– Zgoda.

Stajemy w wyznaczonym punkcie, a mnie serce bije jak szalone. Jego mocne uderzenia zakłócają moje własne myśli.

– Irina, odlicz od trzech i krzyknij „start”! – wołam do kobiety zajmującej się naszym ogrodem.

– Dobrze, panienko! – Irina otrzepuje dłonie z ziemi i zaczyna liczyć. – Trzy, dwa, jeden. Start!

Pruję do przodu tak gwałtownie, że aż poczułam kamienie wbijające się w podeszwy butów. Biegniemy ramię w ramię. Płuca palą mnie żywym ogniem, ale się nie poddaję. Moje ego by ucierpiało, gdybym poległa w wyścigu, który sama zaaranżowałam. Dziesięć metrów przed celem przyśpieszam. Nie wiem, skąd mam jeszcze siły, ale oddaję nogom resztki determinacji. Dotykam pnia tuż przed tym, zanim robi to mój przeciwnik.

Opieram się o drzewo, obserwując Malaka.

Jest zły.

No cóż, chłopcy nie potrafią przegrywać z dziewczynami.

– Dałem ci fory. – Poprawia dłonią grzywkę, a ja wybucham śmiechem.

– Tak sobie tłumaczysz porażkę? Nie oceniam. – Unoszę ręce w geście poddania się i odchodzę do domu.

Malak ma problem. Książę nie może się równać z księżniczką. Zwłaszcza z taką, która jest silniejsza od niego.

Przypisy końcowe

1 Kefija – tradycyjna arabska chusta na głowę wykonana zazwyczaj z bawełny. Źródło: Wikipedia (przyp. aut.).

© Paulina Zalecka

© Wydawnictwo Black Rose, Zamość 2026

ISBN 978-83-68677-25-6

Wydanie pierwsze

Redakcja

Paulina Zyszczak – Zyszczak.pl

Korekta

Kinga Dąbrowicz

Danuta Perszewska

Magda Adamska

Skład i łamanie

Andrzej Zyszczak – Zyszczak.pl

Projekt okładki

Melody M. – Graphics Designer

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Książka ani jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autorki i wydawcy.