99 sposobów na śmierć. I jeszcze więcej na to, jak jej uniknąć - Ashley Alker - ebook + książka

99 sposobów na śmierć. I jeszcze więcej na to, jak jej uniknąć ebook

Ashley Alker

0,0
47,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Czarny humor, medycyna i survival w jednym.

Książka o śmierci, która tak naprawdę jest instrukcją obsługi życia.

Możesz umrzeć na 99 sposobów. Ale jest dobra wiadomość – wielu z nich da się uniknąć. Bakteria pożerająca ciało. Zawał. Trująca roślina. Ukąszenie węża. Zatrucie niepozornym lekiem. Katastrofa lotnicza. Piorun. Seks, którego zdecydowanie lepiej było nie uprawiać.A nawet… woda.

Ashely Alker, lekarka medycyny ratunkowej, każdego dnia spotyka ludzi, którym śmierć zajrzała w oczy. Wie doskonale, jak zaskakująco łatwo można znaleźć się na SOR-ze i co zrobić, żeby tam nie trafić.

W tej przewrotnie zabawnej, chwilami makabrycznej i naszpikowanej fascynującymi faktami książce bierze pod lupę 99 zagrożeń: od chorób zakaźnych, zawałów i udarów przez narkotyki, trucizny i niebezpieczne zwierzęta aż po katastrofy naturalne i zwykłe ludzkie błędy. Wyjaśnia, co naprawdę może cię zabić, czego nie warto się bać i jak zwiększyć swoje szanse na wyjście cało z sytuacji, w której wszystko poszło bardzo, bardzo źle.

Będziesz się śmiać.

Będziesz się bać.

I już nigdy nie spojrzysz tak samo na swoje życie. Bo najlepszy sposób, żeby oszukać śmierć, to wiedzieć, skąd może przyjść.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 506

Data ważności licencji: 10/3/2030

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: 99 Ways To Die

Projekt okładki: Young Jin Lim

Redaktor inicjujący: Monika Mielke

Redaktor prowadzący: Grażyna Muszyńska

Redakcja: Magdalena Hildebrand

Redakcja techniczna: Grzegorz Włodek

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Anna Sośnicka (Lingventa), Renata Kuk

Zdjęcia na okładce:

czaszka i prawa ręka szkieletu © PixelSquid3d/Shutterstock;

tojad © OlgaBartashevich/Shutterstock;

tułów szkieletu © leonello/Getty Images;

Historie pacjentów w niniejszej publikacji są wymyślone i służą wyłącznie celom narracyjnym. Chociaż relacje mogą bazować na doświadczeniach z praktyki klinicznej, szczegóły umożliwiające identyfikację zostały usunięte. Wszelkie podobieństwo do rzeczywistych osób, żyjących lub zmarłych, jest przypadkowe.

Informacje zawarte w książce nie zastępują porad udzielanych przez lekarza. W kwestiach zdrowotnych należy skonsultować się z lekarzem. Rady lekarza należy zasięgnąć także przed rozpoczęciem przyjmowania leku lub zmianą dawki. Każdy czytelnik odpowiada za własne decyzje dotyczące dbania o zdrowie. Autorka i wydawca nie ponoszą odpowiedzialności za żadne niekorzystne efekty, które według osoby ich doświadczającej mogą być następstwem pośredniego lub bezpośredniego wykorzystania informacji zawartych w niniejszej książce.

Odniesienia do zaleceń amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) oraz Departamentu Zdrowia i Opieki Społecznej Stanów Zjednoczonych (HHS) uwzględniają wytyczne wydane przed 1 stycznia 2025 r.

Copyright © 2026 by Ashely Alker

All rights reserved.

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2026

© for the Polish translation by Małgorzata Maruszkin

ISBN 978-83-287-4238-3

MUZA SA

Wydanie I 

Warszawa 2026

– fragment –

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Mojej Mamie, Kathleen Marie Alker.

Najtrudniej mi było napisać właśnie to,

ponieważ byłaś wszystkim.

NARODZINY KSIĄŻKI

Na początku była ewolucja… Jeśli już cię zanudziłam, to może nie takiej książki szukasz, jednak właśnie tej książki potrzebujesz, Drogi Czytelniku.

W 1831 roku Karol Darwin wsiadł na pokład statku, nazwanego na cześć psa myśliwskiego, chcąc odnaleźć szczególny gatunek ptaka zamieszkujący wyspy Galapagos. Statkiem tym był HMS „Beagle”, a ptakiem − zięba, a raczej cała opierzona rodzina, której poznanie zmieniło absolutnie wszystko i jednocześnie nie zmieniło absolutnie niczego.

Darwin uważał, że na przestrzeni pokoleń dziób ptaków zmieniał się zależnie od ich diety. Na przykład kształt i rozmiar dziobu ewoluowały tak, by ptak radził sobie z nasionami, które musiał rozłupywać, aby się pożywić. Dokonywała się zmiana pokoleniowa, ponieważ ptaki o dziobach najlepiej przystosowanych do otwierania łupin mogły utrzymać przy życiu liczniejsze potomstwo i przekazywać kolejnym generacjom materiał genetyczny, obejmujący też kształt dziobu. Coś pięknego, jak presja środowiska i czas kształtowały gatunek. Cały ten proces ewolucyjny nazwano selekcją naturalną.

Dwieście lat później można argumentować, że rozwój człowieka wymknął się tradycyjnej ewolucji. Selekcja naturalna polega na tym, że najgorzej przystosowani wymierają, a co istotne – nie zostawiają potomstwa. Ludzkość sprzeciwiła się takiej polityce i dzięki temu mam co robić.

Jestem akrobatką, której udaje się wykiwać śmierć, i mam na to papiery. Jako lekarka specjalizująca się w medycynie ratunkowej mierzę się ze śmiercią każdego dnia. Kiedy ewolucja odsłania swoje brzydkie oblicze za pomocą piły pozbawionej przycisku bezpieczeństwa lub naładowanego pistoletu trzymanego w kieszeni, do akcji wkracza medycyna ratunkowa. Moją pasją jest publiczna opieka zdrowotna i profilaktyka, więc zajmuję się też edukacją. Dlatego napisałam książkę, która pozwoli unikać wizyt na oddziale ratunkowym, nawet jeśli miałoby to zaszkodzić moim interesom.

Śmierć na 99 sposobów jest odkrywaniem i kreśleniem mapy pozwalającej uniknąć 99 najbardziej przerażających, najciekawszych i najbardziej pechowych dróg prowadzących do śmierci, obejmujących szeroki wachlarz przypadków: od zatrucia przechowywanymi w domu środkami po seks, którego poniewczasie żałujemy. Książka ta nie jest poradnikiem medycznym, ale rozjaśni w głowie bardziej niż przeszukiwanie internetu, gdzie każdy symptom jest błędnie interpretowany jako objaw raka.

Napisałam tę książkę z tego samego powodu, z którego wybrałam medycynę: dzięki Mamie.

Krótko po moich narodzinach zdiagnozowano u niej chłoniaka, odmianę raka, z którą nauka dzisiaj dzielnie walczy i często wygrywa, niemniej wówczas był to wyrok śmierci. Mama usłyszała, że zostało jej sześć miesięcy. Mimo wszystko postanowiła zawalczyć. Cudem wygrała wojnę z chłoniakiem, jednak blizny po terapii przeciwrakowej naznaczyły ją na resztę życia. Skutki uboczne sprawiły, że zanim skończyła pięćdziesiątkę, musiała przejść dwie operacje na otwartym sercu oraz operację guza mózgu, zachorowała też na autoimmunologiczne zapalenie wątroby i nadciśnienie płucne.

Nie mam krewnych związanych ze służbą zdrowia. Żadnej pielęgniarki, ratownika medycznego, naukowca, lekarza – nigdzie, w żadnej familijnej odnodze. Jesteśmy rodziną biznesmenów, z jednym wyjątkiem – artysty cyrkowego.

Kiedy mama chorowała, z trudem nam przychodziło zrozumienie tego, co się dzieje. Lekarze używali niezrozumiałego żargonu, a my przekazywaliśmy dalej pozbawione sensu informacje i robiła się z tego zabawa w głuchy telefon.

W szkole średniej postanowiłam, że porzucę rodzinną tradycję. Zajmę się badaniami naukowymi. Czy może w tym być coś trudnego? Szybko przewijam 13 lat do przodu przez szkołę średnią, studia i rezydenturę: jednak może. Było trudno.

W koledżu zdałam egzaminy z biologii molekularnej, komórkowej i rozwojowej. Zaliczyłam wszystko. Na drugim roku odkryłam, jak to jest przygotowywać się do studiów medycznych, i postanowiłam wystartować w tej supertrudnej konkurencji. Rywalizacja niesłychana. Uwodziły mnie jednak marzenia o tym, jak spełnię się w medycynie, pomagając innym, ale też perspektywa tego, że stanę się medycznym tłumaczem wspierającym rodzinę. Mama szykowała się wówczas do pierwszej operacji na otwartym sercu, która zakończyła się sukcesem.

Kilka lat później studiowałam na Cyprze, na Harvard’s International Institute, uczelni zajmującej się publiczną służbą zdrowia. Po dyplomie wróciłam do domu, a zaraz potem u mamy wykryto guza mózgu. Zostałam jej opiekunką, wydzielałam pigułki i pilnowałam wizyt u lekarza. Na szczęście wiedza dotycząca biologii i służby zdrowia już mi pomagała przekładać z medycznego na ludzki.

Mniej więcej wtedy, gdy mama wróciła do zdrowia po operacji mózgu wykonanej za pomocą noża gamma, zostałam przyjęta na medycynę na George Washington University w Waszyngtonie. To był jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Studia kosztowały majątek, jednak uwielbiałam tak szkołę, jak i przebywanie wśród pasjonatów nauki. Skończyłam studia i zakwalifikowałam się na University of California w San Diego, na specjalizację z medycyny ratunkowej, która była moim pierwszym wyborem, co więcej – wygłosiłam mowę na wręczeniu dyplomów naszemu rocznikowi. Mama już tego nie zobaczyła. Zmarła, kiedy byłam na pierwszym roku. Dla niej żyłam, była moją najlepszą przyjaciółką. Żeby przezwyciężyć wszechogarniający ból, szukałam nowego celu w życiu. Zaczęłam rezydenturę w rodzinnej Kalifornii i szybko się zorientowałam, że wiele osób potrzebuje tłumacza z języka medycznego. Pomagałam znajomym, pacjentom i obcym. Prowadziłam wykłady na TED, mówiłam o umieraniu, pracowałam jako konsultantka amerykańskiego kongresmena, pisałam artykuły o medycynie, doradzałam producentom telewizyjnym i filmowym.

Zamiłowanie do przekładania zawiłości nauki i medycyny na opowieści z codziennego życia doprowadziło mnie do napisania książki o strasznych przyczynach śmierci. Dla większości ta lektura będzie rozrywką pozwalającą wejrzeć w nieznany świat, jednak jeśli dobrze wywiązałam się z zadania, może po prostu ocalić ci życie, Drogi Czytelniku.

INFEKCJE

INFEKCJE BAKTERYJNE

Trąd

Angina

Choroba zjadająca tkanki (martwicze zapalenie powięzi)

Gruźlica

Botulizm

Infekcje superbakteriami

INFEKCJE WIRUSOWE

Ebola

Infekcje koronawirusowe (SARS, MERS i COVID-19)

INFEKCJE PASOŻYTNICZE

Malaria

Choroby przenoszone przez kleszcze

Schistosomatoza

Śpiączka afrykańska (trypanosomatoza afrykańska)

Wągrzyca (cysticerkoza)

Bąblowica (echinokokoza)

Ślepota rzeczna (onchocerkoza)

INFEKCJE BAKTERYJNE

TRĄD

Pewnie słyszeliście o trądzie. Ale właściwie co to takiego? To jedno z tych pytań, na które nie pamiętamy odpowiedzi. Dlaczego przykładając muszlę do ucha, słyszymy ocean? Skąd wziął się skrót OK? No i po co mężczyznom sutki? Opowieści o trądzie znajdujemy i w tekstach religijnych, i we współczesnej literaturze, a ostatnio posłużyły nawet jako inspiracja do wymyślonej choroby szarości w Grze o tron. A więc: czym jest trąd?

To znana od starożytności choroba, nadal występuje w 120 krajach, co rok notuje się 200 tysięcy nowych przypadków, w tym około 150 w Stanach Zjednoczonych. Pojawiła się w czasach, kiedy ludzie nauczyli się rysować na skałach. Osteoarcheologiczne pozostałości w Indiach świadczą o istnieniu trądu 2000 lat przed naszą erą, ale jego ślady występują już w górnym paleolicie.

W średniowieczu trąd był nieco mniej rozpowszechniony, ponieważ wszystkich zabijały inne choroby – na scenę wkroczyła czarna śmierć. W kolejnych wiekach pojawił się znacznie bardziej rozpasany kuzyn trądu – prątek gruźlicy Mycobacterium tuberculosis, który szerząc chorobę, wytwarzał odporność krzyżową na trąd.

Trąd, znany też jako choroba Hansena, wywołują wolno rozwijające się prątki trądu Mycobacterium leprae zakażające skórę, nerwy obwodowe, oczy i błonę śluzową nosa oraz dróg oddechowych. Bakteria rozwija się w określonych komórkach układów nerwowego i krwionośnego, zarazek może czekać nawet 20 lat – taka uśpiona komórka terrorystyczna. Wczesne objawy trądu to pojawienie się jaśniejszych placków na skórze, które niestety bywają mylone z symptomami łagodnego i powszechnie występującego łupieżu pstrego, łatwej do wyleczenia infekcji grzybiczej.

Nieleczony trąd powoduje uszkodzenie nerwów, a to z kolei prowadzi do paraliżu i urazów kończyn pozbawionych czucia. Ciało może usuwać zwyrodniałą tkankę palców rąk i nóg, które stały się bezużyteczne, a zapalenie tkanki skórnej wywołuje plamy i guzowate owrzodzenia. Otarcia oczu prowadzą do ślepoty, a zapalenie śluzówki powoduje zapadnięcie się grzbietu nosa, co skutkuje deformacją nosa typu siodłowego. Śmierć przeważnie nie jest bezpośrednim efektem trądu, lecz rezultatem powikłań takich jak infekcje skóry czy problemy z oddychaniem, ale bywa także wynikiem samobójstwa.

Kiedyś uważano, że ta powodująca potężne zniekształcenia choroba jest wysoce zakaźna, co prowadziło do izolowania chorych na trąd, czyli trędowatych. Ponieważ choroba rozwija się powoli, zarażeni nią ludzie żyli długo, więc tworzono dla nich specjalne kolonie.

Kolonie trędowatych stały się samodzielnymi społecznościami, z konieczności funkcjonującymi całkiem niezależnie. Na Hawajach, na półwyspie Kalaupapa, w 1866 roku utworzono kolonię trędowatych, wysadzając tam dziewięciu mężczyzn i trzy kobiety z zaleceniem, by „jakoś sobie poradzili”. Zsyłani do kolonii trędowatych byli skazani na trwałe, bolesne rozdzielenie z najbliższymi. Musieli zaczynać na nowo, żyjąc w całkowitym odosobnieniu, więc w koloniach powstawały autonomiczne społeczności. W kolonii trędowatych na brazylijskiej Ilha Grande bito własne monety, służące jako wewnętrzny pieniądz. Zanim Ernesto Che Guevara rzucił się w wir rewolucji, poznał jeden z owych mikrokosmosów, co wspominał w Dziennikach motocyklowych. Przepłynął Amazonkę, by otoczyć opieką chorych z kolonii w peruwiańskim San Pablo de Loreto.

Najdziwniejsze jest to, że wciąż nie rozumiemy, w jaki sposób dochodzi do zakażenia trądem. Uważa się, że bakterie są przenoszone drogą kropelkową przez kichanie lub kasłanie, jednak naukowcy nie mają pewności. Wiemy natomiast, że trąd nie jest zbyt zakaźny, nie można się nim zarazić przez przypadkowe dotknięcie, no i atakuje niektóre zwierzęta – na przykład pancerniki i wiewiórkę występującą w Europie i Azji. Długi, bliski kontakt z osobą zarażoną trądem prawdopodobnie sprzyja zakażeniu, podobnie jak zabawy z pancernikiem.

Kiedyś uważano trąd za chorobę genetyczną. Tak nie jest, niemniej pewne predyspozycje genetyczne sprzyjają rozwojowi choroby u niektórych osób. Według amerykańskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom (CDC) 95% ludzi może zwalczyć bakterię dzięki wrodzonej odporności, a zaledwie 5% jest podatne na zarażenie trądem.

W 1920 roku w Carville w stanie Luizjana otwarto placówkę dla chorych na trąd. W 1940 roku pracujący tam lekarze odkryli, że leki przeciwbakteryjne z grupy sulfonów, takie jak Dapson, leczą trąd. Dzisiaj potrafimy trąd wyleczyć, stosując terapię wielolekową, w której skład nadal wchodzi Dapson.

Nawet po odkryciu lekarstwa trąd pozostał chorobą stygmatyzującą. Jeszcze dzisiaj w Indiach działa ponad 700 nieformalnych kolonii trędowatych. Na Hawajach prawa nakazujące izolację trędowatych zniesiono w 1969 roku, jednak wiele osób zesłanych na Kalaupapa wolało do końca życia zostać w społeczności, którą sami stworzyli.

W 2022 roku trąd próbował powrócić do USA i wybrał sobie środkową Florydę. Nie panikuj. Zgłoszono tylko 27 przypadków. Źródłem prawdopodobnie był ssak, lecz nie ten, o którym myślisz. Wyniki badań opublikowane w „New England Journal of Medicine” wykazały występowanie bakterii u ponad 20% pancerników południowych.

Jeśli ciągle masz wysypkę, odwiedź dermatologa, by wykluczyć trąd za pomocą biopsji skórnej. Tylko pamiętaj, że występuje on niesłychanie rzadko, chyba że jesteś wielbicielem pancerników, mieszkasz w środkowej części Florydy i masz predyspozycje genetyczne. Wtedy wysypka może być objawem trądu.

koniec darmowego fragmentu

zapraszamy do zakupu pełniej wersji