447 Plan grabieży Polski. Od deklaracji terezińskiej do ustawy 447 - Leszek Sosnowski - ebook

447 Plan grabieży Polski. Od deklaracji terezińskiej do ustawy 447 ebook

Leszek Sosnowski

5,0

Opis

447 - Plan grabieży Polski. Od deklaracji terezińskiej do ustawy 447. W świetle najnowszych raportów

Amerykańska Ustawa 447 obrosła emocjami i zasłużoną złą sławą. Czy naprawdę jest groźna dla stanu majątkowego Rzeczpospolitej? Leszek Sosnowski, amerykański prawnik polskiego pochodzenia sumuje fakty dotyczące tzw. restytucji mienia bezspadkowego.

Przypomina Deklarację Terezińską z roku 2009 i stanowisko Israela Singera, Sekretarza Generalnego Światowego Kongresu Żydowskiego, z kwietnia 1996 r.: „3 miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. Nigdy na to nie zezwolimy. Będziemy ich nękać tak długo, dopóki Polska znów nie pokryje się lodem. Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym.”* (Jewish group threatens Poland over restitution, Reuters, 19 April 1996.)

Deklaracja Terezińska nie definiując mienia bezspadkowego określa je jako nieruchomości osób prywatnych, które należały „do ofiar Holokaustu i innych ofiar nazistowskich prześladowań” z których większość zmarła nie pozostawiając spadkobierców. Nie chodzi więc o rekompensatę dla spadkobierców ofiar, ale niewyobrażalne kwoty pieniężne, które bez podstawy prawnej mielibyśmy przekazać organizacjom żydowskim, nie mającym bezpośrednio niczego wspólnego z ofiarami.

Dziewięć lat po przyjęciu Deklaracji Terezińskiej, w dniu 12 grudnia 2017, Senat Kongresu USA przyjął ustawę „447”. Jak stwierdził pragnący zachować anonimowość urzędnik Departamentu Stanu USA: „Jeśli nie zamierzają słuchać nas jako Żydów, będą musieli słuchać nas jako Amerykanów.”

Czy polskie władze powstrzymają zapędy międzynarodowych organizacji żydowskich?

Czy polski Sejm zainteresował się obywatelskim projektem ustawy anty-447?

Jak wygląda kwestia roszczeń bezspadkowych w świetle prawa międzynarodowego?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 396

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Okładka, projekt graficznyFahrenheit 451

Redakcja i korektaFirma Korektorska UKKLW

Dyrektor projektów wydawniczychMaciej Marchewicz

ISBN 9788380795808

Copyright © Leszek A. Sosnowski Copyright © for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2020

 

WydawcaWydawnictwo Fronda Sp. z o.o.ul. Łopuszańska 3202-220 Warszawatel. 22 836 54 44, 877 37 35 faks 22 877 37 34e-mail: [email protected]

www.wydawnictwofronda.pl

www.facebook.com/FrondaWydawnictwo

www.twitter.com/Wyd_Fronda

 

KonwersjaEpubeum

PRASKA PUŁAPKA

Piach w nasze oczy, cały Synaj piasku By nie powiedział kto, że widzi jasno 

Sól, Rafał Wojaczek

In no country is the question of the restitution of the property of the victims of the Holocaust as complex as it is in Poland.

„The Jerusalem Post”, 1 March 2010

W dniach 26–30 czerwca 2009 r. obradowała w Pradze i w pobliskim Terezinie międzyrządowa Konferencja ds. Mienia Ery Holokaustu1 (Holocaust Era Assets Conference, dalej Konferencja Praska) zorganizowana pod auspicjami Unii Europejskiej i czeskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Podczas tej konferencji 46 delegacji (w tym Stolica Apostolska i Serbia jako obserwatorzy) przyjęło dokument końcowy zatytułowany „Deklaracja Terezińska w sprawie mienia okresu Holokaustu i związanych z tym zagadnień” (ang. Terezin Declaration on Holocaust Era Assets and Related Issues, cytowana dalej jako Deklaracja Terezińska lub Deklaracja). W konferencji tej uczestniczyli też przedstawiciele 24 organizacji pozarządowych (NGO, organizacje przemysłu Holokaustu) zajmujących się odzyskiwaniem mienia pożydowskiego, szerzeniem edukacji o Holokauście itp.

Zwołanie tej konferencji poprzedziły dwuletnie prace przygotowawcze i negocjacje międzyrządowe pomiędzy państwami zaproszonymi (zmuszonymi?) do wzięcia w niej udziału. Początkowo były to państwa uczestniczące dekadę wcześniej w Konferencji Waszyngtońskiej ds. mienia z czasów Zagłady, która obradowała w stolicy USA w grudniu 1998 r. Na zakończenie Konferencji Waszyngtońskiej przyjęto niewiążący prawnie dokument końcowy zatytułowany „Zasady Konferencji Waszyngtońskiej na temat dzieł sztuki skonfiskowanych przez nazistów”2 (Zasady). Zasady te zawierają zbiór postulatów dotyczących odnajdywania, identyfikowania dzieł sztuki oraz ustalania ich właścicieli lub ich prawnych spadkobierców. Dokument ten nie zawiera jednak żadnych wskazówek odnośnie ewentualnych kroków mających na celu przegląd realizacji w praktyce postulatów w nim zawartych przez państwa, które uczestniczyły w ich przyjęciu. Stad też dla kontynuowania zabiegów lobby przemysłu Holokaustu zmierzających do podtrzymywania tematyki roszczeniowej i edukacyjno-propagandowej część uczestników Konferencji Waszyngtońskiej zbierała się na forum utworzonego również w 1998 r. Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Upamiętnienia Holokaustu (International Holocaust Remembrance Alliance – IHRA)3. Tematyka obrad tych forów była jednak ograniczona do kwestii zwrotu dzieł sztuki, przedmiotów religijnych, księgozbiorów itp. oraz kwestii propagowania edukacji na temat Holokaustu.

Aby więc doprowadzić do oczekiwanego przez lobby przemysłu Holokaustu przeglądu realizacji przez uczestników Konferencji Waszyngtońskiej postulatów restytucyjnych zawartych w Zasadach dwie organizacje tego lobby, Claims Conference i World Jewish Restitution Organization (WJRO), spowodowały, iż J. Christopher Kennedy, Specjalny Wysłannik Departamentu Stanu USA ds. Holokaustu rozpoczął w 2007 r. w imieniu Stanów Zjednoczonych i lobby przemysłu Holokaustu konsultacje, głównie z państwami Europy Środkowej i Wschodniej oraz Rosji w sprawie zwołania przeglądowej konferencji międzynarodowej poświęconej realizacji postulatów zawartych w Zasadach. W porozumieniu z rządem Republiki Czeskiej wybrano Pragę na miejsce planowanej na 2009 r. konferencji4.

Jak wynika z materiałów ujawnionych przez Wikileaks Czesi planowali początkowo zorganizować małą konferencję przeglądową poświęconą realizacji postulatów zawartych we wspomnianych powyżej Zasadach. Jednakże na wniosek byłego ambasadora Czech w Waszyngtonie, A. Vondry, a w 2009 r. wicepremiera Czech, polityka aktywnego w relacjach czesko-izraelskich, po konsultacjach ze wspomnianym Ch. Kennedym, zaczęto poszerzać zarówno skład uczestników, jak i tematykę planowanej konferencji. Podczas kolejnych konsultacji w USA, jeszcze w listopadzie 2008 r. przedstawiciele czeskich organizatorów (Milos Pojar, Tomas Kraus i Denisa Haubertova) spotkali się, poza wspomnianym Ch. Kennedym, z reprezentantami między innymi, Claims Conference, American Jewish Committee, World Jewish Congress, American Jewish Joint Distribution Committee oraz z delegatami ocalonych z Holokaustu. Dyplomaci czescy przyjęli wówczas od ambasadora Kennedy’ego „szereg rekomendacji” dotyczących planowanej konferencji5.

Publicznie wciąż jednak utrzymywano, że Konferencja Praska z 2009 r. będzie miała na celu „ocenę działań jakie podjęto w wykonywaniu konkluzji Konferencji Waszyngtońskiej” oraz „nadanie nowego impetu dalszej międzynarodowej współpracy z położeniem nacisku na edukację (nt. Holokaustu – dodane)”6. I ani słowa o mieniu bezdziedzicznym7. Również na spotkaniu Robertem Wexlerem, członkiem Izby Reprezentantów i dyrektorem wykonawczym Federacji Wspólnot (Gmin) Żydowskich na początku grudnia 2008 r., Tomas Kraus informował, iż celem planowanej konferencji będzie poruszenie pozostałych po Konferencji Waszyngtońskiej, ale też sugerował unikanie „kontrowersyjnych zagadnień” oraz powołanie instytucji międzynarodowej mającej udzielać pomocy w odzyskiwaniu dzieł sztuki zagrabionych w czasie II wojny światowej8. I tym razem również nie było ani słowa o mieniu bezdziedzicznym. Ambasada USA w Pradze szczególnie podkreślała w depeszy do Departamentu Stanu, iż „Czesi działają ostrożnie, aby osiągnąć konsensus i mają nadzieję uniknąć pewnych kontrowersyjnych kwestii, takich jak roszczenia ubezpieczeniowe czy problemy dotyczące zrabowanych dzieł sztuki”9. Tak więc w depeszy tej datowanej 9 stycznia 2009 r. nie wymienia się w ogóle kwestii mienia bezdziedzicznego lub nie wskazuje się, że czescy organizatorzy uznają tą tematykę za kontrowersyjny przedmiot obrad planowanej konferencji. Nie wydaje się to być zwykłym przeoczeniem autora depeszy, ponieważ zamieszcza on w niej również informacje, iż czeski wicepremier T. Kraus podkreślał konieczność szybkiego działania „ponieważ jest to ostatnia szansa zrobienia czegoś w czasie, gdy ocalali z Holokaustu są wciąż z nami. Za pięć lat może już nie być żadnych ocalałych”10. Wypowiedź ta wskazuje, iż jeszcze na pięć miesięcy przed rozpoczęciem Konferencji Praskiej jej czescy organizatorzy postrzegali jej tematykę jako ograniczoną do kwestii restytucji zrabowanych dzieł sztuki, przedmiotów kultu religijnego czy archiwaliów, a więc tematyki nie budzącej z powodu ich zasadności większych kontrowersji wśród zaproszonych (lub zmuszonych) do udziału w niej delegacji państwowych. W opinii T. Krausa konferencja miała mieć za cel zajęcie się sprawami roszczeń osób żyjących lub ich prawnych następców (dziedziców). Ze względu na jego pochodzenie z rodziny żydowskiej prześladowanej w okresie Holokaustu, wyksztalcenie prawnicze oraz doświadczenie dyplomatyczne11, trudno podejrzewać T. Krausa o ignorancję lub antyroszczeniową stronniczość w tej sprawie.

W celu przed konferencyjnych konsultacji powołano grupę roboczą pod nazwą Friends of Chair, w skład której weszła między innymi Polska12. Grupa ta konsultowała się w czasie swych prac zarówno z Claims Conference, jak i z WJRO, co w rezultacie doprowadziło do nieplanowanego uprzednio poszerzenia tematyki obrad konferencji.

Oficjalnym początkowym pretekstem do zwołania Konferencji Praskiej był bowiem przegląd realizacji postulatów zawartych w dokumencie końcowym Konferencji Waszyngtońskiej. Zasady natomiast dotyczą zwrotu określonego w nich postaci mienia prawowitym właścicielom lub ich prawowitym następcom prawnym13. Niemniej już i w tym dokumencie podjęto w paragrafie IX, choć jeszcze nieśmiałą, próbę nawiązania do sytuacji bezdziedzicznej własności dziel sztuki14. Nie posunięto się jednak tak daleko, aby postulować ich zwrot jakiemuś konkretnemu podmiotowi, ograniczając się do postulatu poszukiwania w takich przypadkach „sprawiedliwego i satysfakcjonującego rozwiązania problemu”. Nieco dalej idący postulat zamieszczono w dokumencie końcowym kolejnej konferencji poświęconej restytucji dzieł sztuki, która odbyła się w Wilnie w 2000 r.15Tym razem posunięto się o krok dalej, postulując, iż w razie niemożności ustalenia właściciela lub jego następcy własności dzieła sztuki lub dobra kultury należy formalnie uznać „pierwotne żydowskie właścicielstwo” takiego mienia16. I w tym dokumencie również nie wskazano więc, kto konkretnie miałby przejąć takie mienie i w jakiej formie, na przykład faktycznego objęcia własności czy finansowej rekompensaty jego wartości. W żadnym z tych dwóch dokumentów nie pojawia się termin „mienie bezdziedziczne” (ang. heirless property), który później stanie się przedmiotem poważnych kontrowersji między niektórymi uczestnikami planowanej konferencji, przede wszystkim organizacjami przemysłu Holokaustu a delegacją polską.

Nie bez znaczenia jest fakt, że dyskusje przygotowawcze do Konferencji Praskiej, które miały miejsce w Berlinie, Londynie, Paryżu, Wiedniu i Pradze odbywały się głównie w gronie ekspertów reprezentujących organizacje przemysłu Holokaustu z nielicznym udziałem dyplomatów państw mających wziąć udział w tej konferencji17. Aktywny udział wspomnianych ekspertów w pracach przygotowawczych do konferencji został na wniosek Czech sformalizowany poprzez utworzenie pięciu grup zajmujących się odrębnymi zagadnieniami, które miały znaleźć się w dokumencie końcowym konferencji w postaci różnych postulatów. Zagadnieniami dotyczącymi kwestii nieruchomości zajmowała się grupa pracująca pod przewodnictwem delegata brytyjskiego a narzuconym przez lobby przemysłu Holokaustu tematem zajęcia się problemami socjalnymi ocalałych z Holokaustu zajmowała się grupa na czele, której stal przedstawiciel izraelski18.

Dyplomatom reprezentującym państwa uczestniczące w Konferencji Praskiej przedstawiono do rozważenia gotowe „konkluzje ekspertów” zawierające stanowisko organizacji przemysłu Holokaustu. Podczas spotkań w Wiedniu i Pradze obradom przewodniczył przyszły przewodniczący delegacji Stanów Zjednoczonych na Konferencję Praską, ambasador Stuart Eizenstat. Próbował on wówczas doprowadzić do przyjęcia ostatecznego tekstu dokumentu końcowego nadchodzącej konferencji jeszcze przed jej rozpoczęciem. Ponieważ proponowane postulaty mające znaleźć się w dokumencie końcowym konferencji budziły liczne zastrzeżenia poszczególnych delegacji, do przyjęcia takiego tekstu wówczas nie doszło.

Wspomniane powyżej konsultacje z organizacjami przemysłu Holokaustu doprowadziły z czasem do wniesienia pod obrady Konferencji Praskiej prawdziwego i, jak się wydaje, najważniejszego w zamierzeniach lobby przemysłu Holokaustu celu jej obrad. Z późniejszego przebiegu Konferencji Praskiej zdaje się wynikać, iż celem tym miało być doprowadzenia do przyjęcia w dokumencie końcowym konferencji postulatu odpaństwowienia pożydowskiego mienia w postaci nieruchomości, które, zgodnie z prawem wewnętrznym państw europejskich, przeszło na własność państwa jego położenia, i połączenia jego domniemanej wartości z potrzebami socjalnymi ocalałych z Holokaustu Żydów, którzy nie mieli w przyszłości żadnego związku z tym mieniem. Dla zneutralizowania rzucającego się w oczy etnicznego charakteru takiej propozycji ograniczonej wyłącznie do Żydów, dołączono do niej również własność utraconą przez Romów i Sinti (w potocznym j. polskim Cyganów) tradycyjnie wędrownych grup etnicznych będących także ofiarami niemieckiego ludobójstwa, ale niesłynących powszechnie, właśnie ze względu na wędrowny tryb życia, z posiadania wielu nieruchomości, zbiorów czy kolekcji dzieł sztuki.

Forsowany przez lobby przemysłu Holokaustu taki właśnie cel Konferencji Praskiej ujawniony został publicznie przez media promujące roszczenia wysuwane przez lobby przemysłu Holokaustu dopiero tuż przed rozpoczęciem jej obrad. I tak według jednego z nich Konferencja miała położyć „nowy nacisk na natychmiastowe potrzeby żyjących ocalałych i na sposoby użycia procesu kompensacji dla dostarczenia pomocy starzejącym się ocalałym zmagającym się z biedą i trudnościami”19. Rzecz w tym jednak, że, jak wskazano powyżej, podczas poprzednich konferencji nie podjęto żadnych postanowień w tej sprawie, a więc mowa o „nowym nacisku na natychmiastowe potrzeby” wydaje się być czystym zabiegiem propagandowym zmierzającym do stworzenia wrażenia, iż Konferencja Praska miałaby kontynuować jakieś wcześniejsze ustalenia w tym zakresie.

To samo źródło podawało, iż Jiri Schneider, były ambasador Czech w Izraelu i koordynator programu i mediów Konferencji Praskiej, poza wspomnieniem jej przeglądowego charakteru dodał, że jednym z jej „kluczowych celów” będzie przedyskutowanie „programów natychmiastowego dostarczenia pomocy żyjącym ocalałym”20. Potwierdzeniem takiego celu jako głównego celu Konferencji Praskiej może być informacja na temat Deklaracji Terezińskiej umieszczona w stronie internetowej WJRO. W informacji tej z całej treści Deklaracji wybrano tylko omówienie tylko jeden jej fragment, ten poświęcony mieniu bezdziedzicznemu21. Zwraca uwagę fakt, iż w informacji tej WJRO pomija całkowitym milczeniem sytuacje, w których mienie bezdziedziczne przeszło w przewidzianej prawem danego państwa drodze, jak w Polsce, na własność tego państwa. Tym samym pozwala WJRO, które „poluje” na to mienie w Polsce, stwarzać w ogólnym odbiorze wrażenie, że i w Polsce, tak jak w III Rzeszy, mienie to zostało nielegalnie zagrabione przez władze państwowe. Fałsz tej koncepcji jest szerzej omówiony w dalszej części niniejszego opracowania.

„NAZIŚCI?”– „OPA WAR KEIN NAZI”*

* „Dziadek nie był nazistą” (Harald Weltzer, „Opa war kein Nazi. Nationalsozialismus und Holocaust im Familiengedächtnis”, Frankfurt am Main, 2002 to tytuł wydanej w Niemczech książki, w której przedstawiono wyniki badań na podstawie wywiadów rodzinnych wiedze na temat rodzinnej pamięci Niemców. Tytuł mówi sam za siebie. Tekst w j. angielskim pt. „Grandpa Wasn’t a Nazi” można zaleźć na stronie internetowej American Jewish Committee, [online] http://courses.washington.edu/berlin09/Readings/Welzer_Grandpa.pdf.

Ponieważ ani Zasady Konferencji Waszyngtońskiej ani Deklaracja Terezińska nie zawierają definicji ani określenia terminu „naziści”, do którego oba te dokumenty się odwołują, wskazując na nich jako sprawców tragedii Holokaustu, włącznie z grabieżą mienia żydowskiego, powstaje więc pytanie o to, kogo, celem ewentualnej realizacji przedstawionych w nich postulatów, należy zaliczyć do „nazistów”. W polskiej terminologii historycznej i politycznej termin „naziści” używany jest w odniesieniu do okupujących Polskę Niemców, w większości członków NSDAP oraz niemieckich zbrodniczych organizacji politycznych, wojskowych, policyjnych, administracyjnych czy sądowych. W bardziej precyzyjnym znaczeniu termin ten oznacza członków niemieckiej partii NSDAP działającej w III Rzeszy w latach 1929–1945. Na takie rozumienie terminu naziści przez autorów tekstu Deklaracji wskazywać mógłby zakreślony w jej tytule czasokres objęty jej postulatami, jednakże autorzy wyraźnie odnoszą zakres czasowy 1933–1945 nie tyle do czasokresu działania NSDAP, ile do czasokresu trwania Holokaustu (Zagłady). Ogranicza to więc rozumienie terminu „naziści” do osób uznanych za „nazistę” do okresu działalności członków NSDAP w latach 1933–1945. Nadal nie daje to jednak odpowiedzi na pytanie o to, kogo konkretnie należy zaliczyć do „nazistów”. Czy byli to Niemcy czy tylko Niemcy czy również osoby innej narodowości? Odpowiedź na to pytanie jest o tyle istotna, że żydowskie roszczenia do mienia bezdziedzicznego oficjalnie dotyczą mienia zagrabionego.

Jednej z pierwszych odpowiedzi na to pytanie w kontekście żydowskich roszczeń majątkowych udzielił kanclerz Konrad Adenauer w przemówieniu w Bundestagu 27 września 1951, którego tekst był przez wiele tygodni konsultowany z władzami izraelskimi! Oto po przyznaniu, że Żydzi „w Niemczech” i „na terytoriach okupowanych” ucierpieli w czasie narodowego socjalizmu dodał też, że „przytłaczająca większość narodu niemieckiego brzydziła się przestępstwami popełnionymi przeciwko Żydom i nie brała w nich udziału”. Miał też czelność powiedzieć, że „wielu” Niemców okazywało gotowość pomocy swym współobywatelom” (chodzi tu o Żydów – dodane). I co najważniejsze Adenauer stwierdził, iż zbrodnie te zostały popełnione „w imieniu narodu niemieckiego”22, nie precyzując przez kogo. Oznacza to, iż „naziści” to jakaś bliżej nieokreślona grupa osób, która prześladowała Żydów „w imieniu narodu niemieckiego”. Pamiętać jednak należy, że w III Rzeszy legitymacje NSDAP wystawiono dla 10,7 mln osób, „co oznacza, że co piąty dorosły Niemiec należał do partii nazistowskiej”23.

Procesu oddzielania „Niemców” od „nazistów” dokonali wspólnie kanclerz Adenauer i premier Izraela David Ben Gurion podczas ich spotkania w marcu 1960 r. w hotelu Waldorff Astoria w Nowym Jorku. Jak pisze niemiecki autor Rolf Vogel w swojej książce „Deutschland Weg nach Izrael”, Ben Gurion zakomunikował Adenauerowi, że skoro „dzisiejsze Niemcy nie są Niemcami wczorajszymi”24, to w żydowskiej modlitwie za ofiary niemieckiego ludobójstwa w czasie II wojny światowej słowo „Niemcy” zostanie zastąpione słowem „naziści”25. Pozostawia to więc kwestię rozumienia terminu „naziści” do swobodnej, niekoniecznie prawidłowej interpretacji.

O ile jednak rozwiązanie takie satysfakcjonuje Niemców (Niemcy), o tyle zrodziło ono z czasem poważne trudności dla przemysłu Holokaustu, kiedy po 1989 r. zaczął on agresywnie wysuwać roszczenia wobec państw Europy Środkowej i południowo-wschodniej, w tym przede wszystkim wobec Polski. Powstała więc konieczność zredefiniowania terminu „naziści” na potrzeby tej nowej kampanii roszczeniowej, głównie wobec Polski, której nie można udowodnić jakiejkolwiek współpracy z III Rzeszą, inaczej niż wielu innym państwom tego regionu.

Miarodajnym, żeby nie powiedzieć sztandarowym przykładem takiej interpretacji przez stronę bezpośrednio zainteresowaną realizacją roszczeń sprecyzowanych w obu wspomnianych deklaracjach jest definicja przedstawiona przez prezesa Światowego Kongresu Żydów Ronalda Laudera. Oto ona:

„Termin »przez nazistów« odnosi się do nazistów, ich sojuszników i każdej pozbawionej skrupułów jednostki bez względu na miejsce jej działania, która wykorzystała tragiczną sytuację prześladowanych”26.

Taka niezwykle pojemna definicja może odnosić się również do żydowskich policji i żydowskich szabrowników grasujących na przykład w getcie warszawskim, a opisanych przez Emanuela Ringelbluma, do których należeli nie tylko żydowscy policjanci, ale i żydowscy sąsiedzi Żydów zabranych przy pomocy tej policji do deportacji27. „Od razu po zabraniu kogoś sąsiedzi wdzierali się do mieszkania i wszystko pustoszyli. Nazywano to w żargonie okupacyjnym »szabrem«”28. Inny, już współczesny autor również pochodzenia żydowskiego, którego książka zdobyła prestiżowa amerykańską nagrodę National Book Award i National Jewish Book Award, urodzony w Polsce Żyd, specjalista od historii polskich Żydów podczas okupacji niemieckiej, Isaiah Trunk, pisząc o działalności ustanowionego już w 1940 r. Sonderabteilung (Specjalny Oddział policji żydowskiej) w getcie w Łodzi, że miało ono za jedno ze swych zadań konfiskowanie według swojego uznania, na polecenie przewodniczącego łódzkiego Judenratu, Chaima Rumkowskiego lub niemieckiej policji kryminalnej od aresztowanych Żydów „wyrobów przemysłowych, obcej waluty oraz przedmiotów wartościowych (złoto, srebro, diamenty)”29.

Jeszcze innego rodzaju interpretację terminu „naziści” przedstawił David Maria Sassoli, który jako prezydent Parlamentu Europejskiego w styczniu 2020 r. w przemówieniu z okazji 75-lecia wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau stwierdził, iż „[n]aziści byli synami dobrych matek, wywodzili się z kosmopolitycznych europejskich rodzin, które celebrowały Te Deum, których ojcowie wychowali na ludzi o otwartych horyzontach [open minded]”. Ich głównym błędem było, według D. Sassoli to, że „zaniechali zareagować na to, co działo się wokół nich, zająć stanowisko, zrozumieć ich odpowiedzialność”30. A sam obóz Auschwitz-Birkenau określił jako „dziecko naszej historii”31. Wypowiedź ta wydaje się jaskrawym przykładem politycznego zidiocenia elit zachodnioeuropejskich. Przypomnijmy tu, iż młodzież niemiecka, o ile w ogóle śpiewała Te Duem32, to skoszarowana w Hitlerjugend częściej śpiewała hitlerowski hymn Horst–Wessel Lied. Tylko do 1930 r. do Hitlerjugend zwerbowano 25 000 chłopców od 14 lat wzwyż. Wtedy także ustanowiono Deutsches Jungvolk dla chłopców w wieku 10-14 lat. Dziewczęta od 10 do 18 lat mogły wstępować do własnej organizacji Bund Deutscher Mädel. A oto, jakie motta przyświecały niemieckim (a także austriackim) młodzieńcom, o których wspomina Sassoli, określając ich bezosobowo jako „nazistów”: „Krew i honor” (Blut und Ehre), „Żyj wiernie, walcz dzielnie, i umieraj, śmiejąc się,” „Urodziliśmy się, by umrzeć za Niemcy”, „Jesteś niczym – twój naród jest wszystkim”, a dla panienek nazistek było jedno motto: „Bądź wierna, zachowaj czystość, bądź Niemką”. Młodzieńcy naziści z „kosmopolitycznych” domów otrzymywali w nagrodę za wzorowe zachowanie w Hitlerjugend bagnet ze wspomnianym powyżej mottem „Krew i honor” wygrawerowanym na ostrzu. Hitlerjugend było nie tylko przybudówką do hitlerowskiej NSDAP, ale również źródłem rekrutacji do tej partii oraz m.in. do Schutzstaffel, znanego pod skrótem SS.

O takim przygotowaniu młodych Niemców do przyszłego życia dla III Rzeszy pisze, posługując się właściwie terminem „naziści”, skądinąd chronicznie antypolski autor żydowskiego pochodzenia, Milton Meltzer. „Naziści dążyli do uksztaltowania od dzieciństwa młodzież jako rasę «prawdziwych» Niemców. Jest moim obowiązkiem – mówił Hitler – użyć wszelkich środków szkolenia narodu niemieckiego w okrucieństwie i przygotować go do wojny. Działająca przemocą, dominująca, brutalna młodzież to jest to, do czego zmierzam. Młodzież musi mieć wszystkie te cechy. (…) Nie może w niej być żadnej słabości lub delikatności”33. Za czysto politycznie poprawny bełkot uznać więc należy opinię Sassoli o pozytywnej wychowawczej roli niemieckich rodziców w latach 1922–194534. Rezultaty tego wychowania odczuły podczas II wojny światowej liczne narody Europy, w tym przede wszystkim Żydzi i Polacy. Jednym z rezultatów niemieckiego ludobójstwa było właśnie powstanie pożydowskiej własności bezdziedzicznej.

Dobrą ilustracją tego do jakich aberracji może doprowadzić takie swobodne, nieodpowiedzialne szastanie terminem „nazista” świadczyć może obrzucanie się nim w samym żydowskim środowisku. Oto w ramach swoistej dintojry w redakcji „The New Times” nazistką nazwano doświadczoną dziennikarkę pochodzenia żydowskiego, z której poglądami politycznymi nie zgadzała się część jej redakcyjnych współpracowników, co doprowadziło do jej odejścia z tej gazety. W liście rezygnacyjnym do wydawcy NYT ujawniła fakt określania jej nazistką, bo, między innymi, pisała za dużo o… Żydach35.

ZNACZENIE DEKLARACJI W PRAWIE MIĘDZYNARODOWYM, MIĘKKIE PRAWO (SOFT LAW)

We współczesnym prawie międzynarodowym deklaracja nie stanowi źródła prawa międzynarodowego, tzn. nie jest aktem prawa międzynarodowego wymagającym od stron biorących udział w jej podjęciu formalnego wcielenia w życie zawartych w nim postulatów. Deklaracje międzynarodowe zaliczane są do tzw. miękkiego prawa międzynarodowego (soft law), które w przeciwieństwie do tzw. prawa formalnego (hard law) nie stanowią instrumentów prawnie wiążących państwa, które brały udział w ich podjęciu i nie mogą być egzekwowane np. w drodze sądownictwa międzynarodowego, ponieważ zawierają one zazwyczaj aspiracje osiągnięcia jakiegoś celu lub postulaty spodziewanego lub oczekiwanego zachowania, a nie wiążące uczestników forum, na którym je podjęto, decyzje prawnie zobowiązujące państwa do ich realizacji w praktyce. Precyzyjnie określa to J. Gold pisząc, że soft law „wyraża preferencję, a nie zobowiązanie, że państwo powinno postępować lub powstrzymać się od działania w określony sposób”36. Podobne stanowisko zajmuje inny autor specjalizujący się w prawie międzynarodowym, który stwierdza, iż „soft law nie jest prawem lub formalnym źródłem norm prawnych. Instrumenty takie mogą wyrażać trendy lub etap na drodze do formułowania traktatu lub zwyczaju, ale prawo to nie ma mocy wiążącej”37.

Mają one więc przede wszystkim znaczenie polityczne i wyrażają wyłącznie intencje podmiotów prawa międzynarodowego zawarte w danej deklaracji38. Zauważyć należy, iż Deklarację Terezińską określił właśnie jako polityczną przedstawiciel Departamentu Stanu USA na Konferencję Praską, J. Christopher Kennedy, kiedy stwierdził, że jest ona „politycznym dokumentem” tej Konferencji”39.

Omawiając między innymi wpływ deklaracji międzynarodowych uznanych za soft law, w tym Deklaracji Terezińskiej, na realizacje zawartych w nich postulatów, specjalizujący się w prawnych problemach restytucji mienia autor stwierdza, iż według naukowców mają one minimalne znaczenie dla procesu decyzyjnego sądów amerykańskich. I dodaje, że „faktyczne wypełnienie (realizacja?) ducha tych porozumień zależy od dobrej woli właściwych organów podejmujących decyzje w państwach sygnatariuszach”40. W podsumowaniu stwierdza on jednoznacznie: „Jest oczywiste, że podejście »soft law« do tego rodzaju porozumień okazało się całkowitym fiaskiem”41.

Inny prawnik specjalizujący się w prawie międzynarodowym w tym samym kontekście roszczeń opartych na wykonywaniu w praktyce postanowień Deklaracji Terezińskiej podkreśla, iż dokument tego rodzaju należy do rodzaju dokumentów wymagających wprowadzenia przez państwa wewnętrznego ustawodawstwa, aby ich postanowienia mogły być egzekwowane na forum międzynarodowym lub w sądach krajowych. I konkluduje „Tak więc przeciwnie do retoryki, która zazwyczaj ma miejsce w sprawach łączących się z Holokaustem, te porozumienia międzynarodowe, które wymagają dla ich wykonania krajowego ustawodawstwa, nie nakładają żadnych możliwych do wyegzekwowania obowiązków na państwa-sygnatariuszy, nie mówiąc już o jakichś dodatkowych prawach dla ofiar grabieży ery nazistowskiej”42.

Do właściwej interpretacji kwestii mocy obowiązującej Deklaracji Terezińskiej lub jej braku na gruncie prawa polskiego pomocna wydaje się definicja miękkiego prawa międzynarodowego przyjęta przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości:

„Miękkie prawo międzynarodowe (ang. soft law) – termin odnoszący się do norm międzynarodowych, które nie mając charakteru wiążącego, posiadają jednocześnie swoistą doniosłość prawną. Pojęcie to pozwala odróżnić takie nietraktatowe porozumienia jak m.in: rezolucje, wskazówki, rekomendacje (…) od aktów prawnie wiążących (ang. hard law) oraz zwykłych deklaracji politycznych. Soft law daje państwom możliwość zawierania niewiążących porozumień i negocjowania wspólnych zasad czy standardów postępowania, w sytuacji, kiedy nie ma jeszcze woli politycznej, by podjąć wiążące zobowiązania w danym obszarze”43.

W świetle powyższej definicji nie może być wątpliwości, że polska strona nie powinna uznawać Deklaracji Terezińskiej jako aktu prawa międzynarodowego posiadającego moc prawna w stosunku do RP. Stanowisko to znajduje dodatkowe uzasadnienie w fakcie, iż w przypadku Deklaracji nie zaistniał jak na razie przewidywany we wspomnianej definicji Ministerstwa Sprawiedliwości wymóg ewentualnego przekształcenia się aktu „miękkiego” prawa międzynarodowego w akt, który można interpretować jako źródło obowiązującego, czyli „twardego” prawa międzynarodowego. Następuje to bowiem wtedy „kiedy akt prawa miękkiego zmienia lub przynajmniej wpływa na dotychczasową praktykę w taki sposób, by w dłuższym okresie doprowadzić do powstania nowego prawa zwyczajowego powszechnie uważanego za wyraz bezwzględnie obowiązującej normy prawa zwyczajowego”44. Jak dotychczas tylko jedno państwo uznało Deklaracje Terezińską za obowiązujące prawo w odniesieniu do własności bezdziedzicznej. Nie jest więc formalnie możliwe uznanie, w oparciu o definicje miękkiego prawa międzynarodowego uznawane przez polskie Ministerstwo Sprawiedliwości, twierdzenia, iż postulat Deklaracji Terezińskiej, że własność bezdziedziczna „mogłaby w niektórych państwach” być użyta na cele sugerowane w Deklaracji, narzuca Polsce zobowiązanie prawne, moralne czy jakiekolwiek inne do „odpaństwowienia” mienia bezdziedzicznego na rzecz organizacji przemysłu Holokaustu. Żaden bowiem z wymogów wymienionych we wspomnianej definicji Ministerstwa Sprawiedliwości prowadzących do ewentualnego uznania, iż Deklaracja Terezińska zobowiązuje do tego Polskę, nie został jak dotychczas spełniony. Dodatkowym, niezwykle istotnym argumentem na rzecz takiego stanowiska jest fakt, iż to właśnie na wniosek delegacji polskiej na Konferencje Praską wprowadzono do ust. 3 Deklaracji podmiotowe i warunkowe ograniczenie stosowania tego postulatu praktyce przez „niektóre państwa”, tzn. te, które zechcą go uwzględniać w swoim ustawodawstwie lub praktyce prawnej. Jedynym powodem do wprowadzenia takich ograniczeń w ust. 3 Deklaracji był brak zgody delegacji polskiej na koncepcje odpaństwowienia jakiegokolwiek (żydowskiego czy nieżydowskiego) mienia bezdziedzicznego na czyjakolwiek korzyść. Ponieważ organizatorom Konferencji Praskiej oraz lobby przemysłu Holokaustu zależało na jednomyślnym przyjęciu Deklaracji Terezińskiej, nie mieli oni, wobec taj jednoznacznego stanowiska delegacji polskiej innego wyboru, jak wprowadzić do tekstu Deklaracji dwa wspomniane ograniczenia odnoszące się do „odpaństwowienia” mienia bezdziedzicznego. Wreszcie, nie od rzeczy będzie zauważyć, iż podobne ograniczenia podmiotowe i warunkowe nie zostały wprowadzone w odniesieniu do postulatów dotyczących restytucji wszelkich innych, poza mieniem bezdziedzicznym, postaci mienia żydowskiego.

Ponadto to czy konkretna deklaracja zawiera postanowienia dotyczące procedury jej wejścia w życie czy nabrania przez nią mocy prawnej jest istotny dla stwierdzenia, czy nakłada ona na państwo uczestniczące w jej przyjęciu jakiekolwiek zobowiązania prawne. Ma to szczególne znaczenie w przypadku Deklaracji Terezińskiej ponieważ na nieprawdziwym twierdzeniu, iż uczestnicząc w jej podjęciu, Polska przyjęła na siebie konkretne zobowiązanie do przyjęcia, na zasadzie wyjątku wynikającego z rzekomej wyjątkowości Holokaustu (Shoah), aktu prawnego przewidującego możliwość przejęcia w imieniu „Żydów jako grupy” (ang. Jewish people at large) majątku bezdziedzicznego przez organizacje przemysłu Holokaustu niemające żadnego związku z byłym właścicielem, poza związkiem czysto rasowo-religijnym Taką właśnie podstawę dla bezzasadnych prawnie roszczeń żydowskich do mienia bezdziedzicznego przedstawiono w raporcie rządu izraelskiego precyzującym stanowisko Izraela na Konferencji Praskiej. Otóż w sposób kategoryczny stwierdza się w nim, iż „jest to sprawiedliwe i słuszne, że cokolwiek należało do Żydów powinno powrócić do Żydów. Dystrybucja pomiędzy Żydami staje się następnie sprawą samych Żydów pomiędzy nimi”45. Podkreślić tu należy, iż w oficjalnej anglojęzycznej wersji tego dokumentu użyto na określenie Żydów starotestamentowego terminu „Jewish People” a nie powszechnie używanego określenia „Jews”.

Pomimo iż dokument ten upubliczniono z zaznaczeniem, że jest to tylko „projekt”, to należy zauważyć, iż został on przygotowany, o czym jest w nim mowa, pod patronatem dwóch głównych członków delegacji izraelskiej na Konferencję Praską, Aharona Mora i Reuveana Merchava, z przeznaczeniem jako podstawa do dyskusji podczas tej konferencji.

Chodzi tu o odwołanie się do starotestamentowych zasad dziedziczenia praktykowanego na terytorium starobiblijnego Izraela i narzucenia ich jako podstawy do zaakceptowania przez współczesne państwa uczestniczące w Konferencji Praskiej w 2009 r. Owe starotestamentowe zasady dziedziczenia objaśnia w następujący sposób „Słownik biblijny”: „W odróżnieniu od innych starożytnych społeczeństw, w których prawo dziedziczenia należne dzieciom zmarłego mogło zostać przekazane również osobom adoptowanym, prawo Izraelitów uznawało jedynie rodzinne związki krwi”46. Źródła tego prawa, którego zasady chce się obecnie w kwestii mienia bezdziedzicznego narzucić m.in. Polsce poprzez niezgodną z literą Deklaracji Terezińskiej jej interpretację znajdują się „w księgach, opisujących podział Kanaanu między pokolenia i rody Izraelitów w okresie podboju (XIII–XII w. przed Chr.)”47. Jak wyjaśnia autor hasła w Słowniku biblijnym „Głównym celem biblijnego prawa spadkowego było zachowanie terytorialnej integralności rodów i pokoleń, ustanowionej w okresie osiedlenia się w Kanaanie (por. Lb 36,7)”48. Tak więc poprzez akceptacje w ramach swego systemu prawnego takich starobiblijnych, a więc religijnych zasad podziału spadku w ramach plemion izraelickich, współczesna Polska miałaby uznać prawo do „dziedziczenia” mienia bezdziedzicznego przez organizację przemysłu Holokaustu występująca wobec Polski z bezpodstawnymi roszczeniami do mienia bezdziedzicznego w imieniu „narodu/ludu” żydowskiego. Praktycznym „precedensem” ma zaś być casus Niemiec (RFN i NRD) odpowiedzialnych za ludobójstwo podczas II wojny światowej dokonane bez udziału Polski na Żydach i które nie z jakiegoś poczucia winy49, tylko pod wpływem zewnętrznej presji musiały wydać mienie swych wymordowanych ofiar organizacjom przemysłu Holokaustu. Nawiasem mówiąc, do przypisania Polsce i narodowi polskiemu postępowania podobnego (za wyjątkiem komór gazowych, bo tego jeszcze jakoś nie udaje się im przypisać Polakom) do okupanta niemieckiego służą obecnie literackie wyczyny tzw. nowej polskiej szkoły Holokaustu, stanowiące kontynuację starszej daty chorobliwego, agresywnego, antypolonizmu tak zagranicznych, jak krajowych indywiduów i ośrodków mozolnie uprawianego od lat 60. XX w. w celu stworzenia wyimaginowanej podstawy dla bezpodstawnych roszczeń majątkowych wobec Polski.

Wyjaśnienie statusu prawnego Deklaracji Terezińskiej jest więc bardzo istotne, ponieważ argument o rzekomej obowiązującej mocy zawartych w niej postulatów jest powszechnie używany nie tylko w wymierzonej przeciwko Polsce agresywnej propagandzie medialnej i działalności diaspory żydowskiej oraz działającego w jej imieniu tzw. lobby przemysłu Holokaustu50, ale również w wystąpieniach wielu dyplomatów, polityków i ustawodawców amerykańskich, izraelskich oraz europejskich. Niestety dość często argument ten jest również podnoszony w debacie publicznej w Polsce, w wypowiedziach krajowych prawników tych wypowiadających się zarówno za, jak i tych argumentujących przeciwko żydowskim roszczeniom do mienia bezdziedzicznego, a także bywa obecny w mediach działających w Polsce.

RESTYTUCJA – REPRYWATYZACJA – REPARACJE – ODSZKODOWANIA

Niezwykle istotnym elementem rozważań poświęconych kwestii mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego w kontekście postulatu Deklaracji Terezińskiej jest ustalenie znaczenia terminów używanych na opisanie problemów z tym związanych. Ponieważ zarówno w oficjalnych wypowiedziach polityków, tak polskich, jak i izraelskich oraz w szeroko rozumianej publicystyce używa się często zamiennie terminów reprywatyzacja/restytucja oraz odszkodowania należy więc doprecyzować ich znaczenie, aby uniknąć ich mylnego używania zamiennie, które prowadzi do często rozmyślnego zafałszowywania istoty roszczeń do mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego. Należy też podkreślić, iż wspomniane terminy nie zawsze mają identyczne znaczenie w prawie międzynarodowym, w ramach którego sformułowana jest Deklaracja, i w prawie krajowym, według którego spodziewane jest realizowanie w praktyce zawartych w niej postulatów odnoszących się między innymi do mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego.

Nie wdając się w szczegółową analizę prawną, przyjąć można, że termin „restytucja mienia” odnosi się do zwrotu w naturze lub w formie ekwiwalentu pieniężnego prawowitemu właścicielowi lub jego następcom prawnym mienia przejętego przez państwo w drodze nacjonalizacji lub wywłaszczenia. Obecnie w obrocie prawnym w Polsce termin ten jest traktowany równoznacznie z częściej używanym w debacie publicznej terminem „reprywatyzacja”. Natomiast w publikacjach w języku angielskim dotyczących zwrotu mienia, w tym bezdziedzicznego, używa się zazwyczaj terminu „restitution”. W terminologii anglojęzycznej z pojęciem „restitution” łączy się, tak jak i w prawie polskim, wejście w posiadanie lub nabycie własności z naruszeniem prawa w drodze nielegalnegoaktu objęcia jej w posiadanie przez podmiot inny niż dotychczasowy jej prawowity właściciel. W terminologii prawa międzynarodowego „restytucja” oznacza natomiast zwrotzagrabionego podczas działań wojennych mienia publicznego lub prywatnego. Podkreślić należy, że w prawie międzynarodowym inne są zasady określania reparacji w relacjach na poziomie państwo–państwo, a inny charakter ma zaspokajanie roszczeń poszkodowanych osób fizycznych i prawnych, których uprawnienia właścicielskie zostały bezprawnie naruszone przez jakiś podmiot prawa międzynarodowego, głównie agresora naruszającego normy prawa międzynarodowego. Tak więc stosowanie przez lobby przemysłu Holokaustu terminu „restytucja” w stosunku do pożydowskiego mienia bezdziedzicznego należącego do Skarbu Państwa RP nie ma żadnego prawnego ani moralnego uzasadnienia, ponieważ: 1) Polska nie była sukcesorem prawnym III Rzeszy; 2) mienie to stało się bezdziedzicznym z powodu zbrodniczych działań Niemiec na terytorium okupowanej Polski, które zostały przez legalny rząd RP na wychodźtwie nie tylko potępione, ale również uznane za „nieważne i niebyle”; 3) po zakończeniu działań wojennych i okupacji niemieckiej nie było osób, które mogły zgłosić do niego tytuł prawny lub nie uczyniły tego w określonym prawem terminie, gdyż albo zmarły na skutek działań niemieckiego okupanta bez pozostawienia następców prawnych albo „wybrały wolność”, udając się zazwyczaj po zakończeniu wojny do … Niemiec na pobyt stały lub emigrując do np. Palestyny, Australii, Kanady czy Stanów Zjednoczonych51; 4) nie można dokonać, zgodnie ze znaczeniem prawnym tej instytucji, „restytucji” na rzecz nieistniejącego podmiotu uprawnionego do takiego świadczenia. Nadaktywne nastawanie organizacji przemysłu Holokaustu na „podstawianie” ich w miejsce „dziedziców” rzeczywistego zmarłego, który nie pozostawił następców prawnych, jest nie tylko pozbawione jakichkolwiek podstaw prawnych czy moralnych, lecz jest także ewidentnym działaniem zmierzającym do osiągniecia nienależnego wzbogacenia się kosztem Skarbu Państwa RP będącego zarówno z punktu widzenia prawa krajowego, jak i międzynarodowego prawowitym właścicielem tego mienia. Argument lobby przemysłu Holokaustu, iż to właśnie Polska nienależnie wzbogaciła się na mieniu bezdziedzicznym pożydowskim czy czyimkolwiek, traktować należy właśnie tylko jako „skok na kasę” wynikający z plemiennego traktowania mienia, które kiedyś mogło stanowić własność zmarłych bezdziedzicznie członków owego plemienia. Świadomość bezpodstawności takiego roszczenia ze strony lobby przemysłu Holokaustu najlepiej ilustruje fakt dążenia do zrealizowania go w drodze wymuszenia za pomocą jawnych i zakulisowych nacisków nie tylko samego Izraela, ale również mobilizowanych przezeń innych podmiotów, które same uprzednio często zostały przez to lobby zmuszone do uznanie takiego roszczenia ze względu na swą współpracę w przeszłości z III Rzeszą (jak znaczna cześć państw europejskich skupionych obecnie w UE) lub odmawiały w okresie II wojny światowej udzielania pomocy prześladowanym przez Niemców i ich europejskich kolaborantów Żydom, powołując się, jak np. USA52 czy Wielka Brytania, na swe ówczesne rasistowskie przepisy imigracyjne, odmawiając wpuszczenia żydowskich uciekinierów z Europy na swoje lub podległe im terytoria.

Zwraca uwagę fakt, iż nikt nie troszczy się o zbadanie, ilu z tych ocalałych, którzy wyjeżdżali z Polski w latach 1945–1948 mogło, a nie uczyniło tego, złożyć w czasie pobytu w Polsce wnioski o wydanie im mienia, które zakwalifikowane jako bezdziedziczne mogło przysługiwać im jako prawnym następcom osób, które na skutek wydarzeń wojennych uznano uprzednio za zmarłe lub zaginione w czasie II wojny światowej bez pozostawienia następców prawnych. Przytoczmy tu niepoważne, żeby nie powiedzieć idiotyczne wyjaśnienie podawane przez jednego z propagandzistów lobby przemysłu Holokaustu, niejakiego Richarda Z. Chestnoffa, który powołuje się na taką oto pokrętną opinię urodzonego w Polsce arywisty z WJRO, Naftaliego Lavie: „Morderstwa po wojnie ocalałych onieśmielały wielu z tych, którzy mogli szukać zwrotu ich własności. Obawiając się o swoje życie – snuje dalej Lavie – wielu nie podjęło próby odzyskania zwrotu ich mienia”53.

Termin „reparacje” używany jest zazwyczaj w języku polskim jako skrót określenia „reparacje wojenne”. Odnosi się on do finansowej rekompensaty za straty i szkody materialne wyrządzone jednej ze stron konfliktu przez stronę przegrywająca ten konflikt zbrojny, a wynikające z naruszenia przez nią aktów prawa międzynarodowego odnoszących się do konfliktów zbrojnych, dawniej określanego jako prawo wojenne, obecnie objęte szerszym terminem jako prawo humanitarne w konfliktach zbrojnych. Jest to więc wyrównanie materialnych strat spowodowanych przez agresora podczas konfliktu zbrojnego.

Wreszcie termin „odszkodowanie” w terminologii prawa międzynarodowego rozumiany jest jako rekompensata za delikty prawa międzynarodowego wypłacane państwu lub poszkodowanym obywatelom indywidualnym, względnie i państwu, i jednostkom. Odszkodowania wchodzą w grę tylko wtedy, gdy przywrócenie stanu faktycznego (np. zwrot w naturze) jest niemożliwe.

Jak z powyższego wynika, używanie w stosunku do żydowskich roszczeń co do mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego opartych na postulatach Deklaracji Terezińskiej określeń „reparacje” lub „odszkodowania” jest całkowicie nieuprawnione i prowadzi do niewłaściwego rozumienia istoty podstawy tych roszczeń wynikających rzekomo z tekstu Deklaracji.

Posługiwanie się nieadekwatnymi określeniami (terminami) w kontekście Deklaracji Terezińskiej stwarza okazję do bezpodstawnego atakowania stanowiska Polski w kwestii mienia bezdziedzicznego zarówno na szeroko rozumianej arenie międzynarodowej (skoordynowany jednolity rozmyślnie zafałszowany przekaz medialny), jak i rozmyślnego wprowadzania w błąd polskiej opinii publicznej dla pozyskania jej sympatii dla bezzasadnych roszczeń żydowskich w tym zakresie. Przykładem może być rozmyślnie wywołana przez lobby przemysłu Holokaustu i jej polskich kolaborantów kontrowersja po wypowiedziach podczas pikniku politycznego PiS w maju 2019 r. zarówno prezesa tej partii Jarosława Kaczyńskiego, jak i późniejsza wypowiedź (oraz tweet) premiera Mateusza Morawieckiego. Szef PiS mówił, „że Polska żadnych zobowiązań wojennych nie ma. I to zarówno z punktu widzenia prawa, jak i z punktu widzenia elementarnej moralności i przyzwoitości”, nawiązując świadomie lub nie do terminologii używanej przez lobby przemysłu Holokaustu („moralność”, „przyzwoitość”) opierającej się na jednostronnej, pozaprawnej interpretacji Deklaracji Terezińskiej odnośnie do podstaw zawartego w niej postulatu „odpaństwowienia” mienia bezdziedzicznego, ale sam nie wymienił przy tym, kto jest autorem tych roszczeń. Natomiast premier Morawiecki stwierdził, iż „Pamiętamy o tragicznych losach polskiego narodu w trakcie II wojny światowej, dlatego nie będzie zgody na wypłatę odszkodowań z naszej strony”, dodał na Twitterze, że „nigdy się nie zgodzimy na jakiekolwiek wypłaty dla kogokolwiek z tego powodu, jakiekolwiek odszkodowania”. Publikujący te wypowiedzi premiera portal Fakt24.pl skomentował jednoznacznie, choć wciąż używając terminu „odszkodowanie”, wypowiedź M. Morawieckiego, że jest „to chyba pierwsza tak zdecydowana wypowiedz szefa rządu dotycząca kwestii wypłat odszkodowań za mienie bezspadkowe dla Żydów”. Wszelkie wątpliwości powinna rozwiać informacja, że w wypowiedziach tych „chodzi m.in. o budzącą wiele emocji Ustawę 447”54. W innym wystąpieniu premier Morawiecki uznał, iż „gdyby kiedykolwiek do tego doszło [tzn. wydania mienia bezspadkowego – autor], do tej strasznej niesprawiedliwości, gdyby zostałby zamieniony kat i ofiara [tzn. mordercy niemieccy i Polacy – autor], urągałoby to jakimkolwiek zasadom prawa międzynarodowego, ale byłoby to również pośmiertnym zwycięstwem Hitlera i dlatego nigdy na to nie pozwolimy”55.

Oba te stanowiska w pełni zgodne z polskim interesem narodowym i państwowym z powodu swej ogólnikowości oraz użycia terminu „odszkodowania” stworzyły dla przedstawicieli lobby przemysłu Holokaustu okazje do bezpardonowego ataku w ramach, którego pominięto całkowicie fakt, iż intencją obu polskich polityków było publiczne ustosunkowanie się do bezpodstawnych roszczeń w stosunku do mienia bezspadkowego/bezdziedzicznego i zarzucono im, że odmawiają oni w imieniu Polski rozwiązania ogólnego problemu reprywatyzacji, występując dla lepszego efektu propagandowego nie tylko w imieniu Żydów, ale i Polaków. Na łamach „Rzeczpospolitej” Gideon Taylor, występując w imieniu organizacji przemysłu Holokaustu, pozwolił sobie na stwierdzenie, że ostatnie deklaracje polskich polityków „ożywiły szereg przekłamań na temat dochodzenia sprawiedliwości przez wiekowych ocaleńców (sic!) z Holokaustu i inne osoby”56. Mieszając kwestie zasadnej reprywatyzacji z bezpodstawnymi roszczeniami wobec mienia bezdziedzicznego, stwierdza on, iż jednym z mitów jest to, że „występujący z roszczeniami chcą, by Polska wypłaciła im odszkodowania za mienie zabrane przez Niemców”. I od razu zaprzecza: „Nie, nie chcą”, wprowadzając informację, iż chodzi im tylko o „majątek, który został przejęty przez komunistyczny rząd”, czyli znacjonalizowany, a więc nie o mienie bezdziedziczne. To już nie może być pomyłka dyżurnego roszczeniowca, lecz zwykle kłamstwo i w kontekście wypowiedzi J. Kaczyńskiego i premiera M. Morawieckiego jest to oczywista dezinformacja zmierzająca do podważenia polskiego sprzeciwu co do nieuprawnionych roszczeń wobec mienia bezdziedzicznego, łącząc je w jeden pakiet z zasadnymi indywidualnymi roszczeniami do własności przejętej w ramach nacjonalizacji. Czyni to specjalizujący się w sprawach roszczeniowych prawnik amerykański (o którego roli w tym charakterze jest mowa szerzej poniżej). Głos zabrał również prezes Światowego Kongresy Żydowskiego, multimiliarder Ronald Lauder, który ewidentne wypowiedzi obu polskich polityków odnośnie do mienia bezdziedzicznego z powodu ich nieścisłości zarzucił Polakom „niechęć do uznania, że ofiary Holokaustu i ich spadkobiercy mają prawo do odrobiny materialnej sprawiedliwości, jest niefortunna”57. Niestety podobnie zdawał się uważać minister Jacek Czaputowicz, kiedy w telewizyjnym wywiadzie, przyznając lobby przemysłu rację w sprawie ich stanowiska co do jego roszczeń do mienia bezdziedzicznego, mówił w kontekście dyskusji o ustawie reprywatyzacyjnej, iż „Strona amerykańska, izraelska zgłasza pewne postulaty do ustawy reprywatyzacyjnej (…) chodzi o to, kto będzie mógł dziedziczyć, jeśli chodzi o te mienie, które będzie zwracane, czy środki finansowe jako zadośćuczynienie, czy tylko zstępni, czy też może krewni. Strona izraelska tutaj zasadnie twierdzi, że wielu Żydów, którzy zginęli w Holocauście nie ma dzieci, wówczas nie mogliby z tego korzystać”. I dodał również, że „[t]o jest ten główny problem sporu”58.

Organizacje domagające się „własności bezspadkowej” otworzyły – z chciwości, cynicznie – „puszkę Pandory”. Senat Stanów Zjednoczonych to bezrozumnie podstemplował pieczęcią z amerykańskim orłem”.

Paweł Jędrzejewski, Forum Żydów Polskich

MIENIE BEZDZIEDZICZNE

Nowością związaną z tematyką Konferencji Praskiej było dodanie na wniosek izraelskiego delegata Reuvena Merhava59 do projektu dokumentu końcowego Konferencji oficjalnie mającej na celu przegląd realizacji postanowień Konferencji Waszyngtońskiej z 1998 r. punktu dotyczącego mienia bezdziedzicznego i połączonej z tym tematyki czysto socjalnej w formie kwestii zaopatrzenia socjalnego dla osób ocalałych z Holokaustu (ang. Holocaust survivors) oraz „innych ofiar okrucieństw nazistowskich” w Europie60. Jako źródło ewentualnych świadczeń finansowych w tym zakresie zaproponowano w Deklaracji użycie „mienia bezdziedzicznego” (heirless property), tj. takiego, które zgodnie z zasadami prawa rzymskiego, na którym opierają się systemy prawne większości kontynentalnych państw europejskich oraz opartymi na nich stosownych przepisach, określane też jest jako mienie bezspadkowe i które przechodzi w razie braku prawowitych spadkobierców na własność państwa na terenie, którego jest ono położone. Ponieważ w Deklaracji używa się na jego określenie terminu „mienie bezdziedziczne”, dlatego też w poniższym tekście autor posługuje się terminem „mienie bezdziedziczne”, gdy mowa jest o zagadnieniach związanych z Deklaracją, oraz terminem „mienie bezspadkowe” przy omawianiu polskiego prawa dotyczącego tej materii. Ostatnio pojawiła się tendencja zarówno w projektach ustawodawczych wnoszonych do Sejmu w sprawie zabezpieczenia Polski przed bezpodstawnymi roszczeniami do takiego mienia, jak i w publicystyce do posługiwania się w terminem „mienie bezdziedziczne”.

W kontekście postulatów Deklaracji Terezińskiej problematyka prawna dotycząca mienia bezdziedzicznego powinna być rozpatrywana nie tyle w świetle obowiązujących obecnie polskich przepisów prawa cywilnego dotyczących spadkobrania, co raczej w aspekcie prawno-historycznego statusu własności, która w określonych warunkach uznana została za mienie bezdziedziczne. Ma to istotne znaczenia dla odpowiedzi na pytania o okres powstania mienia uznawanego w Deklaracji Terezińskiej za bezdziedziczne oraz jego status w chwili zmiany jego kwalifikacji z mienia prywatnego na status mienia bezdziedzicznego.

Sama Deklaracja ogranicza czasokres, w którym powstać mogło mienie bezdziedziczne objęte w niej postulatem „odpaństwowienia”. W części dotyczącej kwestii nieruchomości Deklaracja precyzuje, że jej postulaty odnośnie do restytucji lub rekompensat wynikających z konfiskat „związanych z Holokaustem dokonanych w dobie Holokaustu w latach 1933–1945 i w jego bezpośredniej konsekwencji…”. Wynika z tego, iż okres ten dla okupowanej Polski zamykać się może co najwyżej pomiędzy 1 września 1939 r. a 8 maja 1945 r., datą zakończenia II wojny światowej. Jest to o tyle istotne, gdyż określenie „i jego bezpośredniej konsekwencji…” stwarzać może i faktycznie stwarza nieuprawniona podstawę do poszerzania skutków „doby Holokaustu” w nieskończoność. Najgroźniejszym przykładem takiej interpretacji omawianej kwestii jest Ustawa 447, która w całkowicie nieuzasadniony w kontekście Deklaracji Terezińskiej sposób stwierdza, że użyty w niej termin „bezprawnie przejęcie lub przekazanie” obejmuje konfiskatę, wywłaszczenie, nacjonalizację, sprzedaż wymuszoną lub przeniesienie oraz sprzedaż lub przekazanie pod przymusem mienia w okresie ery Holocaustu lub w okresie rządów komunistycznych w państwie objętym”61.

Przyjąć więc należy, iż to ostatnie stwierdzenie o okresie „rządów komunistycznych” odnosi się do kwestii nacjonalizacji, która nie ma nic wspólnego z mieniem bezdziedzicznym, bo nie można znacjonalizować, wywłaszczyć lub skonfiskować mienia niemającego konkretnego właściciela lub należącego do Skarbu Państwa kraju przeprowadzającego nacjonalizacje. Tymczasem podczas kolejnych konwentykli lobby przemysłu Holokaustu daje się zaobserwować tendencja do interpretowania „konsekwencji” doby Holokaustu przez poszerzenie ich jako ciągnących się aż do 1989 r. W rezultacie poszerzony też zostaje przedmiotowy zakres roszczeń do m.in. mienia bezdziedzicznego o wszelkie działania mające na celu uznanie jakiegokolwiek mienia, które kiedyś mogło należeć do osób narodowości żydowskiej za mienie bezdziedziczne do okresu ponad 40 lat po zakończeniu II wojny światowej.

Należy tu podkreślić, iż sprowadzanie do wspólnego mianownika okresu Holokaustu i okresu rządów komunistycznych w Europie Środkowo-Wschodniej jest, jak wspomniano powyżej, ze względów historycznych poważnym nieuprawnionym nadużyciem porównania istoty obu tych okresów. Istnieje również istotna różnica prawna pomiędzy podmiotami prawa publicznego odpowiedzialnymi za utratę mienia w czasach Holokaustu i w czasie rządów komunistycznych. Holokaust był zbrodnią przeciwko narodowi żydowskiemu organizowaną przez nazistowskie państwo niemieckie. Rządy komunistyczne po 1945 r. w państwach Europy Środkowej i Wschodniej, konfiskując mienie prywatne w ramach nacjonalizacji, objęły nią wszystkich właścicieli mienia bez względu na ich narodowość.

Deklaracja Terezińska, nie definiując mienia bezspadkowego, określa je opisowo w preambule jako nieruchomości osób prywatnych, które należały „do ofiar Holokaustu (Sho’ah) i innych ofiar nazistowskich prześladowań” w Państwach Uczestniczących (w Konferencji Praskiej – dodane), i które było w okresie Holokaustu przedmiotem „bezprawnych przejęć majątków, takich jak konfiskaty, wymuszone sprzedaże i sprzedaże pod przymusem, które stanowiły element prześladowań tych niewinnych ludzi i grup, z których olbrzymia większość zmarła, nie pozostawiając spadkobierców” (podkr. dodane). Należy tu zwrócić uwagę na fakt, że mowa tu jest o „restytucji” mienia osób, których „olbrzymia większość” nie pozostawiła spadkobierców. Wydaje się, że autorzy tekstu Deklaracji Terezińskiej przejęli te wzory z amerykańskiej koncepcji zastosowanej w latach 40. ub. wieku do uznania a priori, iż wszelkie akty transferu własności żydowskiej w latach 1933–1945 dokonane na terytorium III Rzeszy były bezprawne62. Rozwiązanie takie zakłada, iż w przypadku wysunięcia roszczenia przez organizacje przemysłu Holokaustu nie przeprowadza się żadnego postępowania co do charakteru prawnego transferu konkretnej własności żydowskiej, a wystarczającym dowodem staje się rzeczywisty lub domniemany brak spadkobierców, tzn. osób, które same wysuwają roszczenia do konkretnego obiektu. O ile rozwiązanie takie mogło być do zaakceptowania w stosunku do pokonanej i okupowanej przez aliantów b. III Rzeszy, winnej aktów ludobójstwa na Żydach, o tyle jest ono całkowicie nie na miejscu w przypadku, i tak bezpodstawnych, roszczeń organizacji przemysłu Holokaustu zamierzających zagarnąć mienie uznane za bezdziedziczne do swojej dyspozycji.

Jak wspomniano powyżej termin „restytucja” odnosi się we wszystkich systemach prawnych europejskich wyłącznie do zwrotu w naturze lub w formie ekwiwalentu pieniężnego prawowitemu właścicielowi lub jego następcom prawnym. Niemożliwe jest więc na gruncie prawa krajów europejskich zwrot czegokolwiek osobie zmarłej. Wniosek stąd, że w Deklaracji Terezińskiej celowo użyto terminu „restytucja” zarówno w odniesieniu do uprawnionych roszczeń reprywatyzacyjnych, jak i niczym nieuzasadnionych roszczeń do mienia bezdziedzicznego, aby w ten sposób nadać tym ostatnim jakiś pozór legalności połączony częściowo z celem charytatywnym (pomoc dla żyjących w biedzie ocalonych), ale także z „edukacją” na temat Holokaustu, jakiej przykładem może by tzw. nowa polska szkoła Holokaustu (Zagłady)63. Ze względu na oskarżycielski, a nader często oszczerczy charakter wyników jej działalności nie można wykluczyć, iż głównym celem „badań” jest tworzenie „faktów historycznych” mogących być podstawą do nieuprawnionych wobec Polski roszczeń organizacji przemysłu Holokaustu w sprawie mienia bezdziedzicznego64. Poprzez kreowanie „faktów” historycznych stwarza się wrażenie, szczególnie za granicą w krajach takich jak np. Francja, której obywatele brali aktywny udział w deportacjach Żydów do niemieckich obozów zagłady, że Polacy na terenach okupowanej Polski mordowali Żydów, tyle że na nieco mniejszą skalę niż okupant niemiecki i jego kolaboranci i w ten sposób przyczynili się do powstawania na terytorium Polski pożydowskiego mienia bezdziedzicznego.

Ponieważ określenia dotyczące mienia bezdziedzicznego zawarte w Deklaracji Terezińskiej nie spełniają nawet podstawowych wymagań prawnego określenia przedmiotu roszczeń żydowskich do mienia określanego jako bezdziedziczne, w związku z tym rok później przy ustalaniu dokumentu stanowiącego szczegółowe wskazówki jak lobby przemysłu Holokaustu wyobraża sobie interpretację i realizowanie w praktyce postulatów zawartych w Deklaracji (Guidelines and Best Practices for the Restitution and Compensation of Immovable (Real) Property Confiscated or Otherwise Wrongfully Seized by the Nazis, Fascists and Their Collaborators during the Holocaust (Shoah) Era between 1933–1945, Including the Period of World War II, dalej: Wskazówki) organizatorzy kolejnej konferencji w Pradze w czerwcu 2010 r. postarali się, aby nieco doprecyzować pojęcie mienia bezdziedzicznego. Tym razem określono go jako „…mienie, które zostało skonfiskowane lub odebrane w innej formie oryginalnym właścicielom przez nazistów, faszystów i ich kolaborantów i kiedy jego były właściciel zmarł lub umiera nie pozostawiwszy testamentu nie pozostawiając małżonka lub krewnego uprawnionego do dziedziczenia”65. Ponieważ Polska rozsądnie odmówiła udziału w tej kolejnej konferencji praskiej, wobec tego to precyzyjniejsze określenie mienia bezdziedzicznego nie ma bezpośredniego, podobnie jako to z Deklaracji Terezińskiej, zastosowania w stosunku do naszego kraju.

Dziewięć lat po przyjęciu Deklaracji Terezińskiej, 12 grudnia 2017 r., Senat Kongresu Stanów Zjednoczonych przyjął, i to bez głosowania, prowokacyjnie zatytułowaną ustawę „Ustawa o uczynieniu sprawiedliwości ocalonym z Holokaustu, którzy po dziś dzień nie otrzymali rekompensat” (Justice for Uncompensated Survivors Today, JUST Act of 2017)66. Ustawa ta określana jest powszechnie w języku polskim jako Ustawa 447, a skrót ten pochodzi od numeru, pod jakim przyjęta została przez Senat.

W odniesieniu do Polski każdy wyraz użyty w tytule tej ustawy jest nie tylko chybiony, ale w dodatku prowokujący, ponieważ określa ona w niezgodny ze stanem prawnym sposób sytuację znajdującego się lub położonego na terytorium Polski w dzisiejszych jej granicach mienia, które określa się w niej jako „mienie okresu Holokaustu”. Ponieważ Ustawa 447 nie stanowi głównego przedmiotu poniższej analizy, tylko jedno z jej postanowień jest szerzej omawiane poniżej w rozdziale zatytułowanym „Raport”67.

Ustawa 447 dokonuje, pod presją lobby przemysłu Holokaustu, niemającego pokrycia w tekście samej Deklaracji Terezińskiej, kolejnej po wspomnianych powyżej Wskazówkach rozszerzającej interpretacji rozumienia pojęcia „mienia bezdziedzicznego”. Otóż definiując użyte w Ustawie 447 pojęcia „bezprawnie przejęte lub przetransferowane”, art. 2 ustawy przewiduje, iż odnoszą się one do konfiskat, wywłaszczenia, nacjonalizacji, wymuszonych sprzedaży lub transferów, sprzedaży lub transferów pod presją mających miejsce w państwach objętych (USA odnoszą to między innymi do Polski) „w okresie Holokaustu lub okresu władzy komunistycznej”68.

Ze względu jednak na ścisły związek pomiędzy Deklaracja Terezińską a Ustawą 447 w kwestii mienia bezdziedzicznego należy tu przytoczyć odnośny fragment niezwykle trafnej opinii prawników polsko-amerykańskich opublikowanej po podpisaniu tej ostatniej przez prezydenta D. Trumpa.

W paragrafie zatytułowanym „Restitution for so-called „heirless property” is against the law” autorzy stwierdzają, że „[j]eśli nie ma spadkobierców, mienie nie jest mieniem «nielegalnie przejętym lub przekazanym», jak twierdzi się w Deklaracji Terezińskiej. Takie mienie prawnie przechodzi na rzecz państwa. Tak przewiduje prawo każdego cywilizowanego państwa”. Autorzy tej opinii dodają też w oparciu o system prawa amerykańskiego, że Ustawa 447, wprowadzając nieznane uprzednio prawu amerykańskiemu precedensowe rozwiązanie możliwości rekompensat za mienie bezdziedziczne, oparta jest na „trybalistycznej koncepcji sprzecznej z zachodnią tradycją prawną i zasadami jurysprudencji”69.

Natomiast z polskiego punktu widzenia należy stanowczo podkreślić, że użyte w Ustawie 447 określenie „bezprawnie przejęte lub przetransferowane” nie może się odnosić do pożydowskiego mienia określanego jako „bezdziedziczne” z kilku powodów. Jednym z nich to, iż polski prezydent na wychodźtwie, Władysław Raczkiewicz, już 30 listopada 1939 r. wydal dekret uznający „za nieważne i niebyłe” wszelkie akty prawne i decyzje niemieckiego okupanta dotyczące „przenoszenia (…) lub ograniczenia pod jakąkolwiek inna nazwą zarówno własności publicznej, jak i prywatnej (…) na rzecz obcych państw, obcych obywateli lub obcych osób prawnych oraz osiedlanie w nieruchomościach obywateli obcych państw pod jakimkolwiek tytułem”70. Paragraf ten został zacytowany we fragmencie raportu, przygotowanego przez European Shoah Legacy Institute (ESLI) na potrzeby lobby przemysłu Holokaustu, wśród aktów prawnych wydanych przez polskie władze na wychodztwie w części poświęconej analizie prawodawstwa polskiego dotyczącego restytucji. Ponieważ opuszczono w tym cytacie paragraf 2 tego artykułu, który jednoznacznie odnosi się do własności należącej przede wszystkim do Żydów, w związku z czym należy przedstawić go w pełnym brzmieniu: „Nieważne są również i niebyle akty prawne i zarządzenia władz okupujących terytorium Państwa Polskiego wymienione w ust. 1, gdy wynikają one ze stosowania eksterminacyjnej polityki narodowościowej”71. Tak więc uznane przez państwa koalicji antyhitlerowskiej polskie władze na uchodźctwie nie uznały legalności aktów dokonywanego przez okupanta niemieckiego „bezprawnego przejęcia lub przetransferowania” mienie za mienie niemieckie lub polskie. W myśl postanowień tego dekretu w przypadku niemieckich konfiskat lub innych aktów grabieży mienia żydowskiego zgodnie z polskim prawem tytuł prawny do takiej własności pozostał, w tym przypadku, w rękach ich żydowskich właścicieli.

Ponieważ autorzy wspomnianej opinii prawnej prawników polsko-amerykańskich nie odwołują się w niej do żadnych postanowień traktatowych, w tym obowiązujących w czasie II wojny światowej konwencji dotyczących ochrony mienia prywatnego, warto więc tu przypomnieć, że już od drugiej połowy XIX w. w prawie międzynarodowym uznawano zasadę, iż własność prywatna znajdująca się na terytorium okupowanego państwa nie może być prawnie konfiskowana przez władze okupacyjne. Znalazła ona wyraz między innymi w art. 46 par. 2 regulaminu dotyczącego praw i zwyczajów wojny lądowej stanowiącego Aneks do Konwencji z 1907 r. o tej samej nazwie, który postanawia, iż „[w]łasność prywatna nie podlega konfiskacie”72. Pogwałcenie tego zakazu przez III Rzeszę i jej sojuszników podczas II wojny światowej, między innymi poprzez pozbawianie własności osób narodowości żydowskiej, było aktem nielegalnym i w związku z tym nie mogło być uznane przez inne państwa oraz rządy emigracyjne państw okupowanych, w tym polski rząd w Londynie. Stanowisko rządu londyńskiego w tym zakresie znalazło szczególny wyraz w przystąpieniu Polski do Deklaracji aliantów przeciwko aktom wywłaszczenia popełnianym na terytoriach pod okupacją lub pod kontrolą okupanta z 5 stycznia 1943 r.73, w której uznano, że państwa sygnatariusze mogą uznać za „nieważne” wszelkie akty przeniesienia własności lub innych działań okupanta dotyczących własności na terenach okupowanych przez III Rzesze. Objęto więc tą deklaracją również własności żydowską na tych terytoriach.

Konstruowane na specyficzne potrzeby roszczeniowe lobby przemysłu Holokaustu definicje pojęcia „mienie bezdziedziczne” odbiegają również od przyjętego w polskim ustawodawstwie określenia tego terminu. I tak według art. 935 Kodeksu cywilnego:

„W braku małżonka spadkodawcy, jego krewnych i dzieci małżonka spadkodawcy, powołanych do dziedziczenia z ustawy, spadek przypada gminie ostatniego miejsca zamieszkania spadkodawcy jako spadkobiercy ustawowemu. Jeżeli ostatniego miejsca zamieszkania spadkodawcy w Rzeczypospolitej Polskiej nie da się ustalić albo ostatnie miejsce zamieszkania spadkodawcy znajdowało się za granicą, spadek przypada Skarbowi Państwa jako spadkobiercy ustawowemu”74.

Identycznej treści postanowienie zawierało prawo spadkowe z 8 października 1946 r.75

Natomiast sytuacje tzw. mienia opuszczonego powstałego w czasie trwania II wojny światowej uregulowano w dekrecie z 8 marca 1946 r., który w art. 1.1 postanawiał, iż „wszelki majątek ruchomy i nieruchomy osób, które w związku z wojna rozpoczętą 1 września 1939 r. utraciły jego posiadanie, a następnie go nie odzyskały, jest majątkiem opuszczonym w rozumieniu tego dekretu”76. W tych przypadkach prawo własności przechodziło na rzecz Skarbu Państwa z mocy samego prawa wraz z upływem terminów wyznaczonych na jego odzyskanie bez konieczności wydawania odrębnych decyzji lub wykonywania innych czynności prawnych, oraz co istotne, niezależnie od tego, czy mienie to znajdowało się w posiadaniu państwa czy też innych podmiotów.

PRÓBY USTAWOWEGO DOOKREŚLENIA MIENIA BEZDZIEDZICZNEGO W PRAWIE POLSKIM

Odpowiedzią patriotycznie nastawionej części polityków polskich na bezpodstawne roszczenia wysuwane w sprawie mienia bezdziedzicznego w oparciu o Deklarację Terezińską i bazującą bezpodstawnie na niej Ustawę 447 były i są podejmowane przez władze polskie próby ustawowego zapobieżenia możliwości realizacji w praktyce nieuprawnionych w tym zakresie roszczeń organizacji przemysłu Holokaustu. Jednym z pierwszych projektów tzw. ustaw antyroszczeniowych zawierających próbę zdefiniowania pojęcia mienia bezdziedzicznego w kontekście żydowskich roszczeń do mienia bezdziedzicznego określanego jako pożydowskie trafił do Sejmu w 2019 r. Był to projekt ustawy o ochronie własności państwowej Rzeczypospolitej Polskiej przed roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego77 (tzw. projekt ugrupowania Kukiz’15 zwany również projektem Rzymkowskiego).

Projekt Rzymkowskiego zawierał krótką definicję mienia bezdziedzicznego, która została uznana przez Biuro Studiów i Analiz Sądu Najwyższego jako „nieostra”78. Jednakże po nagłej zmianie przynależności partyjnej przez posła Tomasza Rzymkowskiego79 wycofał on ten projekt i w konsekwencji został on zdjęty z porządku obrad Sejmu.

Należy tu wskazać, iż proponowana w projekcie Rzymkowskiego definicja była niemal identyczna z definicją mienia bezdziedzicznego zamieszczoną w, co prawda nieobowiązujących Polski „Wskazówkach”, ale używaną przez lobby przemysłu Holokaustu do wymuszania na państwach uczestnikach Konferencji Praskiej z 2009 r. przyjęcia aktów legislacyjnych umożliwiających w praktyce w drodze wyjątku „odpaństwowienie” takiego mienia i przekazanie go organizacjom przemysłu Holokaustu do użycia uzyskanych z niego dochodów na uznane przez siebie cele bez kontroli lub wpływu państwa, na którego terytorium są one położone80. W opinii SN81 wyrażono też zastrzeżenie do użytego w uzasadnieniu wniosku, gdy mowa jest o „Żydach, którzy utracili majątek w Polsce podczas II wojny światowej” i brak w nim definicji „ofiar zbrodni nazistowskich”, przy czym w opinii SN nie zauważono, iż projekt ustawy Kukiz’15 miał zapobiec eksploatacji Polski przez organizacje przemysłu Holokaustu, które domagają się pożydowskiego mienia bezdziedzicznego (!) i jednocześnie powołują się na potrzeby socjalne żydowskich ofiar ocalałych z tego, co określane jest okresem Holokaustu.

Wreszcie SN w swej opinii wyraził pogląd, iż zapis projektu o „braku spadkobiercy lub zapisobiercy” pozbawiony jest treści normatywnej, ponieważ „ostatecznym spadkobiercą ustawowym jest bowiem Skarb Państwa”82. Opinia SN koncentruje się jednoznacznie na odniesieniu do obowiązującego obecnie w Polsce rozwiązania prawnego przyjętego w Kodeksie cywilnym i całkowicie pomija fakt, iż projekt ustawy miał na celu prawne zapobieżenie temu, by pod wpływem nacisków zewnętrznych przyjąć w Polsce w drodze wyjątku od zasady sformułowanej w art. 395 k.c., akt prawny jakiego domaga się co najmniej od 2009 r. lobby przemysłu Holokaustu, powołując się na dwa nieobowiązujące formalnie Polski dokumenty, tj. Deklarację Terezińską i Wskazówki, akt przewidujące możliwość wyodrębnienia z całości mienia bezdziedzicznego pozostającego we władaniu Skarbu Państwa RP tej części, którą wspomniane lobby uznaje za należące do narodu żydowskiego (Jewish people) z pominięciem jej aktualnego stanu prawnego w systemie prawnym Polski.

Wydaje się więc, że intencją projektodawców omawianego projektu było nie pozakodeksowe definiowanie czy też redefiniowanie pojęcia mienia bezdziedzicznego, lecz ustawowe wyodrębnienie i objęcie należytą ochroną prawną w ramach istniejącego już mienia bezdziedzicznego tej jego części, która objęta jest w oparciu o niewiążące RP deklaracje międzynarodowe roszczeniami niemającymi podstawy w polskim systemie prawnym. W tym kontekście uwaga SN, że w Polsce „ostatecznym spadkobierca ustawowym jest bowiem Skarb Państwa” pomija fakt, że opiniowany projekt ustawy nie kwestionował lub zmierzał do zmiany tego, że mienie bezdziedziczne przeszło na podstawie wcześniejszych, a potwierdzonych art. 395 k.c., aktów prawa polskiego na własność Skarbu Państwa, lecz ewidentnie miał na celu ochronę tej jego części, która jest przedmiotem roszczeń organizacji przemysłu Holokaustu.

Ponowną próbę zdefiniowania pojęcia mienia bezdziedzicznego podjęto w obywatelskim projekcie „Ustawy o ochronie własności w Rzeczypospolitej Polskiej przed roszczeniami dotyczącymi mienia bezdziedzicznego” złożonym, po uprzednim uzyskaniu formalnego poparcia ok. 200 tys. obywateli RP, w Sejmie na początku 2020 r. Autorzy tego projektu poszerzyli i doprecyzowali proponowaną definicję mienia bezdziedzicznego83 tak, aby odpowiadała ona potrzebie zabezpieczenia na przyszłość tej części majątku narodowego, która jako mienie bezdziedziczne znalazła się w posiadaniu konkretnej gminy lub Skarbu Państwa. Tak więc art. 2 omawianego projektu przewiduje, iż przez mienie bezdziedziczne objęte proponowaną ustawą należy rozumieć:

„znajdujące się na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej mienie opuszczone, porzucone lub przejęte przez Skarb Państwa na podstawie przepisów odrębnych, którego poprzedni właściciele zmarli i nie pozostawili spadkobierców ani zapisobierców, a także mienie, co do którego poprzedni właściciele lub ich spadkobiercy nie złożyli wniosków o ich zwrot w terminach przewidzianych w przepisach odrębnych”84.

Intencją autorów projektu jest tym razem to, „by kwestia pojęcia «mienie bezdziedziczne» nie budziła jakichkolwiek zastrzeżeń interpretacyjnych (…) Pozwoli to wykluczyć przypadki odmiennej interpretacji bądź też zawężanie lub rozszerzanie zakresu pojęciowego tego zwrotu”85. Celem uniknięcia ponownej, nieskorelowanej z celem projektu ustawy opinii prawnej SN i innych właściwych do tego podmiotów oraz podobnych do wyrażonych poprzednio zastrzeżeń legislacyjnych, autorzy tym razem wyraźnie podkreślają, „że w dotychczasowym obrocie prawnym nie istniała potrzeba unormowania ochrony własności w Rzeczypospolitej Polskiej z uwagi na obowiązujący porządek prawny, w tym też porządek prawny Unii Europejskiej. Impulsem do wprowadzeniem przedmiotowego projektu w życie stały się naciski organizacji zagranicznych, poparte przez dyplomację międzynarodową, których podstawą stała się właśnie Deklaracja Terezińska”86. Dlatego też trudno uznać za merytoryczne ustosunkowanie się do opiniowanego przez SN obywatelskiego projektu ustawy uwagę, że „Regulacje dotyczące regulowanej materii [tzn. mienia bezspadkowego – autor] znajdują się więc w Kodeksie cywilnym i mają na celu ochronę interesu publicznego”, ponieważ intencją projektodawców wydawało się być przyznanie szczególnej ochrony tej części mienia bezdziedzicznego, która mogłaby być przedmiotem opierających się na rzekomym wyjątkowym, w porównaniu z resztą tego mienia, statusie jego części w celu wyjęcia go spod wspomnianej w opinii SN zagwarantowanej mu istniejącym prawem ochrony interesu publicznego w drodze wymuszonej presją zewnętrzną ustawy przewidującej możliwość przekazania, na zasadzie wyjątku, do dyspozycji organizacji przemysłu Holokaustu części objętego aktualnie ochroną prawną mienia należącego do Skarbu Państwa RP do dyspozycji i na cele niemające nic wspólnego z polskim interesem społecznym, a w szczególności polskiego Skarbu Państwa87.

Zwrócenie uwagi przez projektodawców na zgodność ich propozycji ustawowej z prawem unijnym jest o tyle istotne, iż prawo unijne uznaje, że sprawy dotyczące regulacji prawnych odnośnie do prawa własności pozostają w wyłącznej kompetencji państw członkowskich UE (o czym szerzej poniżej) i stąd działania lobby przemysłu Holokaustu, aby poprzez interwencje organów UE zmusić państwo członkowskie do ustępstw w sprawie „odpaństwowienia” pożydowskiego mienia bezdziedzicznego są, podobnie jak bezpośrednio kierowane roszczenia tego lobby pod adresem danego państwa, pozbawione jakiejkolwiek podstawy prawnej. Polityczna uległość, „poprawność” polityczna, krytyczne podejście do aktualnych władz konkretnego państwa członkowskiego Unii czy też autentyczne przekonanie posłów UE o konieczności uznania takich roszczeń nie powinny prowadzić do naruszenia przez polskiego ustawodawcę „interesu publicznego”, o którym mówi w swej opinii Sąd Najwyższy RP.

Problemy dotyczące dookreślenia w polskim prawie pojęcia mienia bezdziedzicznego w celu jego ochrony przed nieuprawnionymi roszczeniami ze strony lobby przemysłu Holokaustu częściowo rozwiązuje też komunikat polskiego MSZ przedstawiony w związku z omawianym poniżej raportem Departamentu Stanu opublikowanym na podstawie postanowień Ustawy 447.

Podkreślić należy, że wspomniany Komunikat MSZ nie jest oficjalnym dokumentem rządowym stanowiącym odpowiedź lub co najmniej oficjalny komentarz administracji Stanów Zjednoczonych zawarty w treści raportu, lecz jest on tylko medialną informacją podaną do publicznej wiadomości. Zdaje się przeznaczony głównie dla polskiej opinii publicznej. Niemniej, ponieważ stanowi on pierwszą po wcześniejszym oświadczeniu MSZ po ogłoszeniu wejścia w życie Ustawy 447 publiczną prezentację dotyczącą statusu mienia bezspadkowego w kontekście roszczeń do niego ze strony lobby przemysłu Holokaustu, to zasługuje on na szczególną uwagę. MSZ stwierdza w nim, z nieco przesadną – jak na odpowiedź na otwartą, bezpodstawną ingerencję w sprawy wewnętrzne Polski, nawet w języku dyplomatycznym – grzecznością, iż „pragniemy zaznaczyć, że opinia Departamentu Stanu dotycząca procesu restytucji mienia w Polsce odbiega w niektórych punktach od naszej oceny tego problemu88”. Natomiast w kwestii mienia bezdziedzicznego MSZ nie zajmuje stanowiska, jakie zajął w tej sprawie Sąd Najwyższy a mianowicie fikcji prawnej, że mienie takie obecnie w Polsce nie istnieje obliczonej na odrzucenie poselskich czy obywatelskich projektów ustaw mających na celu zobowiązanie organów państwa do objęcia szczególną ochrona takiego mienie przed nieuprawnionymi roszczeniami lobby przemysłu Holokaustu.

Wręcz przeciwnie treść komunikatu potwierdza istnienie takiego mienia, które, zgodnie z prawem polskim po bezpotomnej śmierci jego właściciela zostaje przejęte „przez gminę ostatniego miejsca zamieszkania danej osoby lub Skarb Państwa”. „Co ważne – stwierdza się w komunikacie MSZ – wszystkie majątki przejęte na rzecz państwa polskiego jako mienie bezdziedziczne służą dziś realizacji celów publicznych, w tym ochronie dóbr kultury i edukacji, w tym w zakresie opieki nad dziedzictwem kultury Żydów Polskich oraz edukacji i upamiętnienia ofiar Holokaustu, na które to cele przeznaczane są w budżecie państwa polskiego bardzo duże środki”89. Tak więc MSZ odwołuje się, bez podawania jakiejś szczególnej definicji mienia bezdziedziecznego, do przepisów Kodeksu cywilnego określających status takiego mienia w prawie polskim. Jednocześnie stwierdza, że rząd RP jest nie tylko świadom istnienia takiego wyodrębnionego mienia, ale też używa pochodzące z niego przychody na realizacje celów postulowanych w Deklaracji Terezińskiej.

MIENIE INNE NIŻ BEZDZIEDZICZNE, WIADOMOŚCI

Natomiast jeśli chodzi o mienie mające udokumentowanych spadkobierców – takie jak wymienione w Deklaracji „nieruchomości, żydowskie cmentarze i miejsca pochówku, skonfiskowane i zrabowane przez nazistów dzieła sztuki, judaika i żydowski majątek kulturalny, materiały archiwalne” oraz „miejsca pamiątek i upamiętnień” – zostało zwrócone lub jest zwracane prawowitym spadkobiercom, a te, które tego wymagają, np. żydowskie kirkuty, otaczane są należytą i nieraz bardzo kosztowną opieką i ochroną przez państwo polskie90. Szeroko prowadzona jest też na poziomie uniwersyteckim edukacja dotycząca okresu Holokaustu w postaci studiów nad Holokaustem oraz judaistyki w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu czy działalności Żydowskiego Instytutu Historycznego oraz Muzeum Polin finansowanych milionowymi dotacjami z budżetu państwa.

Ponieważ bezzasadne żydowskie roszczenia majątkowe dotyczące mienia bezdziedzicznego zainicjowane Deklaracją Terezińską i powtórzone w Ustawie 447, a stanowiące podstawę zuchwałych żądań zawartych zarówno w listach członków obu partii reprezentowanych w Kongresie USA, jak i w postępowaniu administracji prezydenta Donalda Trumpa91 i mniej lub bardziej zawoalowanych zakulisowych naciskach oraz groźbach pod adresem Polski, tak ze strony administracji amerykańskiej oraz lobby i organizacji przemysłu Holokaustu i wspierających je mediów, zasadzają się na postanowieniach tej Deklaracji, powstaje więc zasadnicze pytanie o to, czy uchwalane na forum międzynarodowym deklaracje są, podobnie jak umowy międzynarodowe, wiążącym aktem prawa międzynarodowego dla podmiotów, które uczestniczą w ich podjęciu, a w szczególności, czy w zamiarze autorów jej tekstu taki charakter prawny ma sama Deklaracja Terezińska. Odpowiedź na te pytania pozwala na stwierdzenie czy Deklaracja Terezińska jest aktem prawa międzynarodowego obowiązującym Polskę i w konsekwencji nakładającym na nią jakiekolwiek zobowiązania prawne do realizacji jej postanowień, w tym postulowanych zasad dotyczących mienia bezdziedzicznego.

CZY DEKLARACJA TEREZIŃSKA OBOWIĄZUJE POLSKĘ W SPRAWIE MIENIA BEZDZIEDZICZNEGO?

In Prague no obligation to solve

any issue was assigned.

Tomas Jelinek (czeski negocjator ds. restytucji)

Odpowiedzi na powyższe pytanie szukać należy nie tylko w odpowiedzi na pytanie o charakter prawny deklaracji jako dokumentu prawa międzynarodowego, ale również w tekście samej Deklaracji, której projekt był przygotowywany przy współpracy „setki przedstawicieli rządu i organizacji żydowskich (…) i z prawnikami”92. Należy więc przyjąć, iż tekst ten powinien zawierać ściśle prawniczą terminologię wynegocjowaną w gronie specjalistów w przedmiocie restytucji i w rezultacie ograniczającą do minimum dowolność interpretacji samej Deklaracji, z jaką mamy obecnie do czynienia na bieżące potrzeby organizacji przemysłu Holokaustu.

Niestety, ponieważ nie ma powszechnie dostępnego oficjalnego tłumaczenia na język polski treści Deklaracji Terezińskiej, w dostępnych publicznie jej nieoficjalnych polskich przekładach występują istotne różnice w części dotyczącej interesującego nas statusu prawnego tego dokumentu, tzn. w preambule, w której w wersji angielskiej zaznacza się „niewiążący prawnie charakter tej Deklaracji” dla państw biorących udział w jej podjęciu. Wydaje się więc, iż samo brzmienie tekstu Deklaracji nie powinno pozostawiać żadnych wątpliwości co jej nieobowiązującego charakteru. A jednak…

W określanym jako robocze tłumaczenie Narodowego Instytutu Muzealnictwa i Ochrony Zbiorów, a więc instytucji, która już aktualnie bierze aktywny udział w bezpośredniej realizacji postulatów dotyczących restytucji dzieł sztuki zawartych w Zasadach Konferencji Waszyngtońskiej na temat dzieł sztuki skonfiskowanych przez nazistów, przyjętej 3 grudnia 1998 r., i Deklaracji, a opublikowanym między innymi przez Polską Radę Chrześcijan i Żydów, stwierdza się, iż uczestnicy konferencji uznają „niewiążący prawnie charakter niniejszej Deklaracji”93. W Internecie dostępne jest również tłumaczenie Deklaracji opublikowane przez Stowarzyszenie na Rzecz Deklaracji Terezin 2009, którego statutowym celem jest „realizacja postanowień przedmiotowej Deklaracji na terenie swego działania [w tym przypadku w Polsce – autor] w oparciu o stanowisko Biura Pełnomocnika Prezydium Rady Ministrów do Spraw Dialogu Międzynarodowego z dnia 9 czerwca 2009 roku”. Tekst ten zwraca uwagę na „dobrowolny” (zamiast „niewiążący”) charakterze Deklaracji oraz „wynikającą z niej moralną odpowiedzialność. Słowo „dobrowolny” zamiast „niewiążący” może tu sugerować, iż uczestnicy Konferencji Praskiej albo dobrowolnie (co jest nader wątpliwe na przykładzie Serbii) w niej uczestniczyli lub dobrowolnie przyjęli Deklarację Terezińską. Natomiast trafnie wskazano w nim na zwrot „wynikającą z niej moralną odpowiedzialność”, czyli na niewiążący prawnie charakter tego dokumentu94. Tłumaczenie tej samej treści można równie znaleźć na stronie internetowej polonijnej grupy występującej przeciwko żydowskim roszczeniom wobec Polski i w konsekwencji przeciwko Deklaracji Terezińskiej95 i amerykańskiej Ustawie 447.

Niewłaściwość użycia terminu „dobrowolny” w tłumaczeniu Deklaracji jednoznacznie unaocznia wypowiedź delegata z ramienia Światowej Żydowskiej Organizacji na rzecz Restytucji Mienia (WJRO) Dawida Pelega, który, nawiasem mówiąc, niemal tuż przed rozpoczęciem konferencji zakończył misję ambasadora Izraela w Warszawie96, aby objąć prezesurę WJRO. Zapytany o to, czy „oporne” (albo też „krnąbrne” – ang. recalcitrant) państwa „Europy Wschodniej [chodziło głównie o Polskę i Ukrainę – autor] zmienią ostatecznie zdanie” w sprawie udziału w konferencji i postulatu prawnego uznania przejęcia mienia bezdziedzicznego przez organizacje żydowskie, otwarcie stwierdził, iż jest to możliwe, ponieważ zaangażowanie Departamentu Stanów Zjednoczonych w tym przedmiocie było „bardzo pomocne”97. Przygotowaniom do Konferencji Praskiej towarzyszyły też jawne groźby pod adresem „opornych” krajów. Superaktywny w tych sprawach ówczesny przewodniczący Podkomitetu Izby Reprezentantów ds. Europy i członek delegacji Stanów Zjednoczonych na Konferencję Praską, Robert Wexler, zapowiedział w przededniu konferencji, iż zamierza podczas jej prac wykorzystać bliżej nieokreślone „diplomatic opportunities”, aby naciskać na Polskę i Litwę dla osiągniecia oczekiwanych ustępstw. „Jest wiele spraw, w których współpracują oni [Polska i Litwa – autor] z nami na szczeblu dwustronnym” – zaznaczył Wexler i dodał, iż „nie sugeruje, że zagraża to innym sprawom w naszych stosunkach z tymi krajami, ale rządy Polski i Litwy