Wszyscy jesteśmy sterowani - Paweł Olearczyk - ebook
Wydawca: Novaeres Kategoria: Dla dzieci i młodzieży Język: polski Rok wydania: 2012

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 16000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 329 Przeczytaj fragment ebooka

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wszyscy jesteśmy sterowani - Paweł Olearczyk

Codziennie każdy z nas podejmuje niezliczoną ilość decyzji. Od bardzo błahych, jaki kolor bielizny założyć, do bardziej poważnych, na przykład czy oświadczyć się dzisiaj Dominice, czy może jeszcze zaczekać? Ciężko stwierdzić, czy o naszych wyborach decydujemy sami, czy też wpływa na nie ktoś inny.

 

Bohaterem powieści jest młody chłopiec, który stara się żyć przykładnie i porządnie. Niestety, życie postawi go wkrótce w sytuacji, która zmusi go do wybrania między dobrem a złem. A jak wiadomo, granica między tymi dwoma jest czasami bardzo niewyraźna. Co więcej, w życiu chłopca pojawią się osoby, które będą chciały podjąć te decyzje za niego…

Opinie o ebooku Wszyscy jesteśmy sterowani - Paweł Olearczyk

Fragment ebooka Wszyscy jesteśmy sterowani - Paweł Olearczyk




Strona redakcyjna


Rozdział I

Nick był zwyczajnym chłopcem, który wiódł zwyczajne życie w zwyczajnym miasteczku, o tak zwyczajnej nazwie, że nie ma sensu jej przytaczać. Mieszkał też w całkiem normalnym domu, chodził do normalnej szkoły i spotykał normalnych – a przynajmniej tak mu się wydawało – ludzi. Czas również spędzał normalnie, tak jak większość jego rówieśników. Poświęcał go między innymi na normalne w jego normalnym wieku – czyli takim nie ujemnym i również niezbyt dodatnim, jakim jest na przykład dwieście lat – rozrywki. Zaliczały się do nich: normalna gra na komputerze, normalne wędrowanie po internecie, normalna nauka – bo nie wynalazł żadnych rewolucyjnych metod w tej kwestii – oraz wiele innych normalnych zajęć.

Jedyną rzeczą, jaka odróżniała go od jego rówieśników, było to, że mieszkał z matką. Nie byłoby to jeszcze samo w sobie coś nienormalnego, gdyby nie fakt, że w tym domu oprócz jego i matki nie przebywał nikt. Nick nie był głupim dzieckiem, dlatego pewną normalną liczbę lat temu domyślił się, że musiał kiedyś mieć tego ojca bądź ma go nadal. Zadał więc matce pytanie, dość normalne jak na inne dzieci i dość nienormalne jak na niego, bo wcześniej o nic takiego nie pytał.

Ich rozmowa wyglądała wtedy mniej więcej tak:

– Mamusiuuu... – zaczął.

– Tak, syneczku? – zapytała mamusia, która nie spodziewała się dalszej treści wypowiedzi synusia.

– Gdzie jest tatuś? – dokończył stanowczo i bez wahania.

Klaudia Agent – bo tak nazywała się matka Nicka – była mądrą kobietą. Doskonale wiedziała i zdawała sobie sprawę z tego, że syn zorientuje się, iż model ich rodziny różni się od standardowego „dwa plus jeden”, i kiedyś poruszy tę kwestię. W związku z tym już jakiś czas temu przygotowała sobie przemówienie, które wygłosi do dziecka w wyżej wspomnianej sytuacji. Jedynym, co ją trapiło i czego nie mogła być pewna, to dzień, w którym przyjdzie jej tą przemowę wygłosić. Fakt, że stało się to dziś, tak ją zaskoczył, że doskonale dopracowany i przećwiczony monolog, który nosiła w głowie od ładnych paru lat, po prostu wystraszył się i z tej głowy uciekł. Nie było wiadomo, czy przez nos, czy przez uszy, czy też może „tylnym wyjściem awaryjnym”. Wiadomo było tylko, że go nie ma. Nie stanowiło to jednak zbyt wielkiego problemu dla tak silnej psychicznie osoby jak Klaudia, której już nieraz w życiu przyszło improwizować. Mimo drżącego serca łagodnym głosem zawołała synka, by usiadł jej na kolanach, i powiedziała:

– Nickuś... – zaczęła.

– Tak, mamo? – dopytywał zaciekawiony chłopiec.

– Jesteś już na tyle duży, że mogę ci powiedzieć. – Westchnęła. – Otóż, mój drogi syneczku... Rafał, bo tak miał na imię twój tatuś, jest tutaj z nami cały czas. Jak wiesz, na początku, zanim wybudowaliśmy ten dom, mieszkaliśmy u dziadków. Byłeś jednak wtedy jeszcze taki malutki, że nic z tamtego okresu nie pamiętasz. Tatuś przyjeżdżał z dziadkiem codziennie na budowę pomagać i nadzorować pracę robotników. Pewnego dnia, gdy dom był już prawie skończony i brakowało tylko kilku barierek na balkonach, tatuś i ja przyjechaliśmy tutaj razem z tobą. Dzień dobiegał powoli końca, a robotnicy kończyli swoją pracę. Tatuś rozglądał się po strychu i wyobrażał sobie, jak to będzie, gdy dom zostanie w pełni umeblowany i ukończony. Nagle usłyszał, że robotnicy się zbierają i gdy jeden z nich krzyknął do niego: „Do widzenia!”, tata zapytał go, czy nie wie, gdzie jesteś, bo chciałby ci pokazać twój przyszły pokój. Robotnik powiedział, że chyba bawisz się na balkonie. Tata szybko uświadomił sobie, że na kilku balkonach brakuje barierek, i ruszył w pośpiechu do najbliższego z nich. Na pierwszym, do którego dotarł, barierki nie było. Nie było tam też ciebie. Był jednak zbyt przerażony, aby spojrzeć w dół i sprawdzić, czy nie było cię na tym balkonie, zanim przybiegł. Pobiegł do następnego, tym razem z poręczą, ale znowu bez ciebie. Biegał od jednego do drugiego i z każdym następnym był coraz bardziej zestresowany i zdenerwowany. Obiegł wszystkie na pierwszym i drugim piętrze, jednak na żadnym cię nie znalazł. Nie wiedział już wtedy, co robić. Po chwili uświadomił sobie, że przecież został jeszcze jeden malutki balkon na strychu. I to właśnie tam widział cię po raz ostatni. Mimo iż wiedział, że jest tam barierka gwarantująca ci bezpieczeństwo, pędził najszybciej, jak mógł. Gdy wbiegał z wielkim impetem po schodach, potknął się i sturlał z kilku stopni. Szybko wstał i otrzepał spodnie z kurzu i pyłu, jaki gromadzi się przy budowie domu. Gdy w końcu dobiegł na strych, okazało się, że tam jesteś. Odetchnął z ulgą i wziął cię radośnie na ręce. Ja byłam tam, na tym balkonie, z tobą wtedy i przyglądałam się z zaciekawieniem, skąd u tatusia taki nagły przypływ miłości. Powiedziałam w końcu do niego coś w stylu: „No, puść go w końcu, bo mi go udusisz”. Tatuś oddał mi ciebie. Ponieważ był bardzo zdyszany i zmęczony, oparł się o poręcz. Niestety, nie opierał się zbyt długo, bo zaraz, w momencie gdy dotknął balustrady swoim ciałem, ta zaczęła przechylać się do tyłu, a on razem z nią. Trwało to może kilka sekund, zanim zaczął spadać z balkonu. Barierka zachwiała się tak nagle i tak gwałtownie, że Rafał nie był w stanie zachować równowagi. Prawdopodobnie wyszedłby z tego tylko trochę połamany, gdyby nie fakt, że spadł zaraz pod wyjeżdżającą z naszego ogrodu furgonetkę z robotnikami. Zadzwoniłam po karetkę. Niestety, kiedy przyjechała, było już za późno. Mimo wszystko wierzę, że skoro tatuś zginął tutaj, w naszym domu, to... – zatrzymała się na chwilę i otarła bardzo dużą łzę, która w tym momencie spłynęła jej po policzku – ...to jego duch ciągle gdzieś tkwi w murach i przygląda się nam, a czasami nawet pomaga. – Teraz nie wytrzymała już i zaczęła głośno płakać i krzyczeć przez łzy. – Tak bardzo mi go brakuje! Czuję się taka samotna!

Ku jej zaskoczeniu milczący podczas całej opowieści Nick przemówił.

– Nie martw się, mamusiu, przecież masz jeszcze mnie. Razem jakoś sobie poradzimy – mówił z ogromnym spokojem.

– Wiem, syneczku, wiem – powiedziała, przytulając go mocniej niż przedtem. – Mówienie o tatusiu bardzo wzrusza mamusię. Dlatego proszę, abyś mnie więcej o niego nie pytał – stwierdziła, nagle zmieniając ton głosu na bardzo stanowczy.

– Dobrze – odpowiedział spokojnie Nick.

Dzieciak zszedł jej z kolan w milczeniu i udał się do swojego pokoju. Matka, zaciekawiona, co teraz będzie robił, poszła za nim i przystawiła ucho do drzwi. Uspokoiła się, gdy usłyszała dźwięk, jaki wydawała najnowsza gra komputerowa, którą mu kupiła. Nie wiedziała jednak, że po drugiej stronie drzwi czai się mały geniusz, może nawet mądrzejszy od niej. Choć gra naprawdę wydawała dźwięki, to on, nie chcąc martwić matki, włączył ją tylko po to, aby zagłuszyć swój płacz w poduszkę.

Wyglądało na to, że Nick posłuchał prośby matki, bo od tamtego czasu słowo „ojciec” nie padło już z jego ust. Tylko raz doszło do pewnego incydentu. Nick nie mówił o ojcu przy matce, ale ona nie zabroniła mu opowiadać o nim jego kolegom. Skończyło się to tym, że kiedyś Nick zaprosił do siebie na noc grupkę przyjaciół. Około północy głosy w pokoju, w którym spali, ucichły i pani Agent wybrała się na oględziny. Znalazła ich śpiących na podłodze przy zgaszonym świetle. Nie było im potrzebne, ponieważ wszędzie stały zapalone świece. Klaudia domyśliła się szybko, co takiego robili, jeśli tylko Nick napomknął im o duchu swego taty. Postanowiła ich nie budzić, bo nie chciała znowu roztrząsać tematu ojca. Rankiem chłopcy byli wyjątkowo spokojni i nie wyglądało na to, aby po wczorajszych doznaniach było z nimi coś nie w porządku. Matka pozostawiła ten incydent bez komentarza. Od tamtej pory, gdy Nick spraszał kolegów na noc, bardziej skrupulatnie przyglądała się temu, co wyrabiają. Ku jej zaskoczeniu takie zdarzenie już nigdy nie miało miejsca.

„Może rzeczywiście coś wtedy wywołali i teraz się boją” – pomyślała. Chwilę później przyszło jej do głowy, że nawet jeśli tak było, to dobrze, bo – jak widać – nic im się nie stało, a więcej takich głupot wyprawiać nie będą.