Zuźka D. Zołzik pierwszakiem. Królowa ciastek - Barbara Park - ebook

Zuźka D. Zołzik pierwszakiem. Królowa ciastek ebook

Park Barbara

0,0

Opis

 

Życie Zuźki staje się coraz ciekawsze – ma zostać profesjonalną pomocnicą pani Gruchy w szkolnej stołówce. Będzie pomagała w kuchni! I stała za ladą do wydawania posiłków! A nawet nosiła taką specjalną siateczkę na włosach! Może uda jej się również sprawić swojej klasie miłą niespodziankę?

 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.

Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.

 

Książka dostępna w zasobach:

Miejska Biblioteka Publiczna w Wągrowcu

Biblioteka Publiczna Miasta i Gminy Jarocin (6)

Miejska Biblioteka Publiczna im. Adama Asnyka w Kaliszu

Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna w Słupcy

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 30

Rok wydania: 2010

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



BARBARA PARK

 

 

Przełożyła Magdalena Koziej

Ilustrowała Denise Brunkus

 

Nasza Księgarnia

1Nienormalna

 

Odłożyłam ołówek i się rozejrzałam.

Wszyscy z Sali numer 1 pisali jeszcze w swoich dzienniczkach.

Uśmiechnęłam się przebiegle.

Potem bardzo powoli wychyliłam się z krzesła i sięgnęłam pod ławkę. Podniosłam pokrywkę i spojrzałam na nowiutkie, błyszczące...

- Pudełko śniadaniowe! - wrzasnęła Maja. - Zuźka Zołzik znowu otworzyła swoje pudełko śniadaniowe, panie Straszny! A przecież mówił pan, żeby więcej tego nie robiła, prawda?

Maja to wstrętna skarżypyta, która siedzi obok mnie.

Nic mnie ona nie obchodzi.

Serce zabiło mi bardzo mocno. Jeszcze bardziej się nachyliłam. I schowałam głowę, żeby nauczyciel nie mógł mnie zauważyć.

Ale chyba nie wyszło mi to za dobrze. Bo właśnie wtedy usłyszałam buty pana Strasznego.

- Zuziu? Dlaczego znowu otworzyłaś pudełko śniadaniowe? - zapytał pan Straszny. - Czyż nie upominałem cię przed zaledwie kilkoma minutami, byś do niego nie zaglądała?

Głowę wciąż trzymałam opuszczoną i wlepiałam wzrok w podłogę. Jeden z butów pana Strasznego zaczął tupać.

Myślę, że takie tupanie jest oznaką niezadowolenia.

- Zuziu - odezwał się surowo pan Straszny. - Czy miałaś jakiś powód, by ponownie otworzyć to pudełko?

Zamknęłam oczy i spróbowałam wymyślić szybko taki powód. But pana Strasznego tupnął głośniej. Otworzyłam oczy i spojrzałam na niego. I nagle... hurra!

Olśnienie!

Kątem oka dostrzegłam serwetkę w kąciku pudelka śniadaniowego... i wpadł mi do głowy świetny pomysł!

Szybko chwyciłam serwetkę. I zaczęłam pucować buty pana Strasznego!

- Tak, miałam powód, proszę pana! - zawołałam. - Widzi pan? Chciałam wyczyścić pańskie buty tą serwetką!

Pucowałam i glansowałam z wielkim zapałem.

 

 

- To najmądrzejszy powód, jaki mi przyszedł do głowy - powiedziałam z dumą.

Uśmiechnęłam się do pana Strasznego.

- Czy mógłby pan napluć trochę na serwetkę?

- poprosiłam grzecznie. - Jak się napluje, butki się jeszcze ładniej błyszczą - wyjaśniłam.

Pan Straszny szybko cofnął nogę.

- Nie, Zuziu, nie będę pluł. PROSZĘ, usiądź w ławce - powiedział.

No to usiadłam.

Pan Straszny wpatrywał się we mnie przez dłuższą chwilę.

Zaczęłam się niespokojnie wiercić. Bo gapiący się nauczyciele tak na mnie działają.

Wreszcie pan Straszny znów się odezwał.

- Proszę, byś trzymała się Z DALA od pudełka śniadaniowego - zażądał surowo. - Obowiązuje zasada, że pudelka śniadaniowe można otwierać WYŁĄCZNIE w stołówce.

Westchnęłam ze smutkiem.

- Tak - przyznałam. - Znam tę zasadę, panie Straszny. Ale bardzo długo czekałam na to pudełko. I wczoraj wreszcie mi je przysłano. I dzisiaj po raz pierwszy nie musiałam przynosić do szkoły zwykłej brązowej torebki. I dlatego za każdym razem, gdy patrzę na to nowe pudełko śniadaniowe, jestem bardzo szczęśliwa.

Podniosłam je, by mu pokazać.

- Widzi pan, jakie jest śliczne? - spytałam. - Mama zamówiła je w sklepie ze zdrową żywnością. Są na nim pisklaczki. Widzi je pan?

Wskazałam obrazek.

 

 

- Tego lubię najbardziej - oświadczyłam. Nazywa się sówka. Sówka jest dzieckiem sowy. Dziadek Henryk mi to wyjaśnił.

Wskazałam innego pisklaczka.

- A to orlątko, czyli dziecko orła.

Potem podniosłam wysoko swoje pudełko, żeby wszystkie dzieci z Sali numer 1 mogły je zobaczyć.

- Widzicie pisklaczki, dzieciaki? Są tu sówki, orlątka, kaczuszki i kurczaczki - wytłumaczyłam.

Postawiłam pudełko na ławce. I wyjęłam ze środka termos.

- A widzicie ten termos? - spytałam. - Są na nim obrazki przedstawiające różne ptasie gniazdka. Urocze, prawda?

Maja skrzywiła się z obrzydzeniem.

- Błeee. Kto chciałby pić ze śmierdzących, zafajdanych ptasich gniazd? - mruknęła.

Wykrzywiłam się do niej.

- JA bym chciała, Maja! - warknęłam. - UWIELBIAM pić ze śmierdzących, zafajdanych ptasich gniazd.

Maja wzięła ze swojej ławki numerek stołówkowy i go podniosła.

- No cóż, Zuźka, JA tam wolę sobie kupić drugie śniadanie w stołówce - oświadczyła z dumą. - STOŁÓWKOWE posiłki są o wiele lepsze niż DOMOWE. STOŁÓWKOWE nie czekają przez cały ranek w pudelku i nie robią się nieświeże.

Skrzyżowałam ręce i spojrzałam na nią groźnie.

- To najgłupsza rzecz, jaką słyszałam, Maja! - odpaliłam. - DOMOWE posiłki są o wiele lepsze od STOŁÓWKOWYCH. Bo DOMOWE specjalnie przygotowują nasze mamy!

Pan Straszny zmarszczył brwi.

- No dobrze, dziewczynki, dość już tego! - oświadczył.

Ale Maja dalej się ze mną spierała.