Wydawca: Michał Świgoń PROMOHISTORIA Kategoria: Humanistyka Język: polski

Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych ebook

praca zbiorowa

(0)

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 651 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych - praca zbiorowa

Kosowo, Gruzja, Abchazja, Osetia Południowa, Łotwa i Estonia, Krym, Białoruś. Wydarzenia, które nie schodziły z pierwszych stron gazet. Jaka jest geneza i przebieg konfliktów etnicznych w tych krajach i regionach? Czy wiedzą Państwo, że te konflikty toczą się od wieków? Prezentujemy pierwszą w Polsce książkę popularnonaukową, szeroko opisującą i wyjaśniającą tę problematykę.

 

Na podstawowe pytania odpowiada Michał Świgoń z redakcji Histmag.org.

Skąd pomysł na wydanie tej publikacji?

To było pewnego sierpniowego wieczoru 2008, gdy rosyjskie wojska przekroczyły granicę Gruzji i ruszyły w stronę Gori. Maciej Frankowski z zaprzyjaźnionego z „Histmagiem” wydawnictwa ERICA był świadkiem nietypowej sceny. Goszcząc w redakcji jednej z największych ogólnopolskich stacji telewizyjnych usłyszał, jak jeden z dziennikarzy dostał burę za kiepskie przygotowanie materiału. Przełożony polecił mu... strony Histmag.org, gdzie od momentu wybuchu wojny pisaliśmy o tym konflikcie. Duże zainteresowanie materiałami na ten temat (30 000 czytelników, ogromna popularność w serwisie społecznościowym Wykop.pl, cytowania w prasie, liczne wykłady i spotkania) – pokazało nam, że dziennikarstwo internetowe wcale nie musi być gorsze od tego prezentowanego w „tradycyjnych” mediach. Od dłuższego czasu przymierzaliśmy się do wydania własnej książki, wybór tematyki nie był trudny. Tym bardziej, że w przypadku „Źródeł nienawiści” mogliśmy liczyć na duże wsparcie ze strony Wydawnictwa Erica.

W książce opisano historię konfliktów etnicznych w sześciu regionach – Kosowie, Abchazji, Osetii Południowej, krajach bałtyckich, na Białorusi i na Krymie. Skąd taki właśnie dobór tematów?

To przede wszystkim regiony, w których wydarzenia przyciągnęły uwagę mediów i opinii publicznej. Informacje przekazywane przez prasę i telewizję ograniczały się jednak głównie do tego, co działo się „tu i teraz”. Tymczasem konflikty w Kosowie czy Gruzji mają historię liczącą sobie dziesiątki, a nawet setki lat. Historycy z Gruzji, Abchazji czy Serbii w swoich wywodach odwołują się nawet do wydarzeń sprzed dwóch, trzech tysiącleci. W z pozoru poważnych publikacjach pojawiają się np. argumenty na temat tego... gdzie leżał biblijny raj. Chcieliśmy pokazać, że problemy Krymu, czy Osetii Południowej nie zrodziły się na Kremlu za prezydentury Władimira Putina, czy w gabinecie Micheila Saakaszwiliego po tzw. rewolucji róż. Mają one wielowiekowe podłoże, a zarazem, w dużym stopniu, zostały oparte na historycznych mitach i fałszywym przeświadczeniu o „odwiecznej nienawiści”.

Kim są autorzy publikacji?

Prawie wszyscy autorzy są wieloletnimi współpracownikami i redaktorami „Histmag.org”. Zdążyli udowodnić, że potrafią pisać w sposób nie tylko fachowy, ale także przystępny, zachęcający do lektury tysiące lub nawet dziesiątki tysięcy czytelników. To naukowcy i dziennikarze z wykształceniem historycznym lub politologicznym z kilku różnych ośrodków akademickich: Krakowa, Warszawy, Łodzi, Poznania i Katowic. Wśród nich są m.in. wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego i adiunkt w Archiwum Akt Nowych dr Dariusz Wierzchoś a także wykładowca Uniwersytetu Łódzkiego, Sławomir Szczesio.

Na co położyliście największy nacisk podczas jej przygotowywania? Co czyni tę książkę niezwykłą?

Przede wszystkim zajęliśmy się tematami, których dotąd nikt w Polsce nie poruszał. Na temat imperializmu rosyjskiego czy konsekwencji rozpadu ZSRR powstało multum książek, ale nikt nie próbował wyjaśniać tła konfliktów widzianych w skali mikro, może z wyjątkiem nielicznych publikacji poświęconych na przykład Czeczenii. Skupiliśmy się na regionach, narodach i konfliktach, które w Polsce pozostają nieznane, pomimo niedawnego medialnego zainteresowania ich obecną sytuacją. Nasza książka będzie pierwszą publikacją na temat historii Abchazji czy Osetii Południowej, a zarazem jedną z pierwszych popularnonaukowych, zwięzłych prac o historii mieszkańców Krymu czy o podłożu konfliktu w Kosowie.

Poszczególne części książki oparliśmy na bardzo szerokiej bazie merytorycznej. Nasi autorzy, żywo zainteresowani tą problematyką, sięgnęli do licznych źródeł – publikacji naukowych, oficjalnych raportów i opracowań oraz doniesień medialnych. Przeciętnego czytelnika może zaskoczyć fakt, że autorzy oparli się nie tylko o opracowania polskie, angielskie, rosyjskie, ale także o materiały np. autorów szwedzkich, kanadyjskich czy japońskich. Zależało nam na naukowej rzetelności, a także staraliśmy się unikać jak ognia hermetycznego, niezrozumiałego języka naukowych dywagacji. Chcemy, by nasze rozważania zainteresowały nie tylko naukowców czy profesjonalistów, ale i zwykłego Kowalskiego, który chciałby się czegoś o rzeczonych konfliktach dowiedzieć.

Do kogo kierowane są „Źródła nienawiści”?

Zależy nam na tym, by stworzyć kompendium wiedzy dla wszystkich osób, interesujących się tą tematyką – zawodowo (dziennikarze, dyplomaci, urzędnicy, itp.), naukowo (wykładowcy, studenci) i hobbystycznie. Każdy, kto chciałby lepiej zrozumieć procesy zachodzące w Europie Południowej i Wschodniej, znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Opinie o ebooku Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych - praca zbiorowa

Fragment ebooka Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych - praca zbiorowa

Książka dostępna w sprzedaży w przystępnych cenach:

— w wersji elektronicznej — na stronach portalu Histmag.org ‹http://histmag.org›.

— w wersji drukowanej na stronach Instytutu Wydawniczego Erica ‹http://wydawnictwoerica.pl› oraz w wybranych księgarniach i sieciach sprzedaży.

Jeśli korzystasz z publikacji z naruszeniem praw autorskich, zachęcamy do zakupu oryginału i wsparcia jej twórców.

pod redakcją

Kamila Janickiego

z przedmową

prof. dra hab. Artura Kijasa

Redakcja naukowa:

Kamil Janicki

Redakcja językowa:

Kamil Janicki, Michał Świgoń

Korekta:

Joanna Łagoda

Skład i łamanie:

Piotr Pielach

Projekt okładki:

Marek Ciesielczyk

Opracowanie graficzne map:

Marek Ciesielczyk, Piotr Pielach, Kamil Pietrala

Marketing, koordynacja działań promocyjnych:

Michał Świgoń

Źródła nienawiści. Konflikty etniczne w krajach postkomunistycznych

Copyright © 2009 by i-Press Piotr Pielach

Copyright©2012 by Promohistoria Michał Świgoń

All rights reserved

ISBN: 978-83-62329-99-1

Wydanie elektroniczne

Kraków-Warszawa 2012

Instytut WydawniczyERICA

e-mail: wydawnictwoerica@wp.pl

www: http://wydawnictwoerica.pl

Portal internetowy „Histmag.org”

e-mail: redakcja@histmag.org

www: http://histmag.org

i-Press Piotr Pielach

www: http://i-press.pl

Przedmowa

O konfliktach etnicznych w krajach postkomunistycznych napisano dotąd sporo. Zwykle ich przyczyn poszukiwano w państwach o ustroju totalitarnym, w których brak wolności i demokracji oraz nietolerancja nie pozwalały na swobodny rozwój grup i jednostek. Pomimo tego, że ideolodzy marksizmu wielką wagę przywiązywali do zapewnienia materialnego i duchowego rozwoju wszystkich narodów i narodowości, piętnowali ucisk narodowy i nierówność, w praktyce i w życiu codziennym postulatów tych nie udało się zrealizować. W czasach stalinowskich ponadto wiele narodów i narodowości w wyniku deportacji pozbawionych zostało ojczyzny. Niektórym z nich, jak na przykład Tatarom krymskim, niewymienionym w tajnym referacie Nikity Chruszczowa z 25 lutego 1956 roku (wśród narodów represjonowanych przez Stalina), także i w czasach późniejszych nie przyznawano prawa do powrotu do swojego kraju1. Nic dziwnego zatem, że za przyczynę konfliktów powstałych w Europie Wschodniej czy też Środkowo-Wschodniej obwiniano na ogół komunistyczny system polityczny. Jednakże wydarzenia na tym obszarze w końcu XX wieku ukazały, że wiele z napięć na tle narodowościowym ma starszą metrykę. Obejmuje ona często narodowe mity oraz stereotypy przekazywane z pokolenia na pokolenie. W wieku XIX i XX stawały się one ważną częścią składową rodzących się nacjonalizmów. Wraz z upadkiem Związku Sowieckiego nowe suwerenne państwa odkrywały swoją przeszłość i kulturę zarówno od tej dobrej, jak i gorszej strony.

Z całą pewnością prezentowana publikacja różni się od podobnych dotyczących konfliktów etnicznych tym, że jej autorzy nie ograniczają się do XX wieku, lecz często sięgają w głąb historii .Poszukują tam korzeni wzajemnych animozji, niechęci i wrogości narodów i narodowości ze sobą sąsiadujących, bądź skierowanej wobec określonej diaspory, na przykład Rosjan zamieszkujących Estonię i Łotwę, stanowiących znaczącą część populacji lokalnych społeczności.

Upadek w 1991 roku Związku Sowieckiego i poprzedzające go konflikty na Bałkanach unaoczniły, jak wiele spraw społeczno-politycznych, terytorialnych i narodowych, mimo deklaracji i pobożnych życzeń, nie zostało rozwiązanych, bądź też jak dużo, przy często siłowej próbie ich rozstrzygnięcia, popełniono błędów.

Przez wiele lat Związek Sowiecki traktowany był jako państwo, w którym kwestie narodowościowe urzeczywistnione zostały w sposób nieomal modelowy, stanowiący niedościgniony wzór dla innych. Przystępując do przebudowy życia w tym kraju, Michaił Gorbaczow jeszcze w połowie lat 80. XX wieku konstatował, że „ZSRR stanowi przykład naprawdę jedynej w swoim rodzaju cywilizacji w historii ludzkości […]. W moich podróżach po republikach i regionach narodowościowych Związku Radzieckiego” — podkreślał — „spotykając się z ludźmi, za każdym razem na nowo się przekonywałem, że cenią oni i są dumni z tego, że ich narody należą do jednej, wielkiej międzynarodowej rodziny, że są nieodłączną częścią ogromnego i silnego mocarstwa”2. Zaledwie w kilkanaście miesięcy później w Związku Sowieckim doszło do erupcji konfliktów, których ważną przyczyną były zarówno kwestie terytorialne, jak i nabrzmiewające od lat konflikty etniczne. W latach 1988-1991 na terenie całego Związku Sowieckiego miało miejsce około 150 antagonizmów o charakterze narodowym, z czego przynajmniej 20 zakończyło się tragicznie dla uczestników. „Konfliktom narodowościowym” — pisał Włodzimierz Marciniak — „towarzyszyło dążenie do etnicznej sanacji terytoriów uznawanych za historyczne ojczyzny poszczególnych narodów”3. Podobnie rzecz wyglądała z powstałą w listopadzie 1945 roku Federacyjną Republiką Jugosławii. Początkowo powielała ona wzory sowieckie, a po zerwaniu w 1948 roku z Moskwą wkroczyła na drogę tzw. socjalizmu samorządowego, przy zachowaniu szczególnych uprawnień prezydenta republiki, którym od 1953 roku aż do swojej śmierci (4 maja 1980 r.) pozostawał Josip Broz Tito. Choć wielokrotnie dochodziło tam do konfliktów narodowościowych wywołanych między innymi kryzysami ekonomicznymi czy też pomijaniem aspiracji mniejszych grup etnicznych, to dopiero fala demokracji i pluralizmu, która dotarła do Jugosławii w 1989 roku, doprowadziła do wolnych wyborów parlamentarnych i proklamowania niepodległości przez poszczególne republiki związkowe. Nie odbyło się to jednak bez głębokich sprzeczności i wojen, które niosły za sobą akty ludobójstwa nieznane w Europie od czasów II wojny światowej.

Prezentowane w książce prace są próbą odpowiedzi na pytanie, dlaczego, mimo pewnych wysiłków także społeczności międzynarodowej, w cywilizowanej Europie w końcu XX wieku wystąpiły tak bolesne konflikty etniczne i czy winę za to ponoszą wyłącznie reżimy komunistyczne.

Autorzy poszczególnych artykułów, chcąc ukazać źródła nienawiści, sięgają często do czasów bardzo odległych, kiedy kształtowała się mapa etniczna Europy. Dotyczy to z pewnością Kosowa, posiadającego dwie metryki, a tym samym dwie historie — jedną starożytną, sięgającą czasów Dardanów i Ilirii, traktowanych przez Albańczyków za kolebkę albańskiego narodu, oraz drugą serbską, późniejszą, związaną z formowaniem się państwowości serbskiej. Ze względu na serbski monastycyzm, Kosowo słusznie nazywano też serbską Jerozolimą. Śledząc wywody autora, można powiedzieć, że spór między Albańczykami a Serbami nie pojawił się po 1945 roku, lecz ma charakter historyczny, co bardzo rzetelnie zostało udokumentowane.

Podobny charakter mają pozostałe części publikacji. Zich treści wynika, że powstałe wwyniku dezintegracji Związku Sowieckiego suwerenne państwa po 1991 roku znalazły się nie tylko wtrudnej sytuacji gospodarczej. Niektóre znich miały również kłopoty zwłasną tożsamością. Jako przykład niech posłuży Gruzja, jedno znajstarszych, obok Armenii, państw Kaukazu. Bogata historia ikultura, malownicze iatrakcyjne położenie nie uchroniły tego państwa na przełomieXX/XXIwieku przed wojnami etnicznymi, które zakończyły się wojną domową, zniszczeniem wielu budynków iinfrastruktury, co wefekcie doprowadziło do ubóstwa mieszkańców nie tylko stolicy, ale igruzińskiej prowincji. Ponadto Abchazja iOsetia Południowa, stanowiące niegdyś części składowe Królestwa Gruzji, ogłosiły secesję, stając sięde factoodrębnymi państwami. Jednej zprzyczyn konfliktu, który doprowadził do marginalizacji Gruzji we współczesnym świecie, upatruje autor artykułu także i wgruzińskim nacjonalizmie. Niezwykle celne jest tu przytoczenie opinii dobrego znawcy Kaukazu, prof. Davida Marshalla Langa, który zauważył, zresztą nie pierwszy, że „Gruzini wyróżniają się dumą czy nawet pychą opartą na przeświadczeniu owyższości ich własnej kultury iosiągnięć”4. Cecha ta nie bardzo sprzyjała inie sprzyja kształtowaniu właściwych relacji między Gruzinami aAbchazami iOsetyńczykami. Źródeł niepowodzeń polityki integracyjnej prowadzonej przez Gruzję szukać należy zatem także wcharakterze narodowym Gruzinów.

Druga części książki („Gruzja, Abchazja, Osetia Południowa”) jest niezwykle istotna dla rozważań. Odwołując się do literatury przedmiotu tak polsko-, jak i obcojęzycznej przynosi wiele opinii oraz spostrzeżeń oryginalnych i nowych. Ponadto obszerne fragmenty poświęcone Abchazji w polskim piśmiennictwie historycznym mają charakter odkrywczy.

Wszystkie zamieszczone w opracowaniu szkice uważam za cenne i wartościowe. Zawierają one, poza bogatą faktografią, oceny procesów, które w większości nie trafiły jeszcze do podręczników. Każdy z nich poza aparatem naukowym wyposażony jest w bibliografię, co pozwala na pogłębienie znajomości przedstawionej problematyki.

Nie bez pewnej satysfakcji chcę też odnotować trafny dobór tytułów prezentowanych prac. Mimo literackiego charakteru, mają one w sobie coś magicznego, co dodatkowo może zainteresować publikacją Czytelnika.

Prof. dr hab. Artur Kijas

Poznań, 20 maja 2009 r.

Przypisy

1O kulcie jednostki i jego następstwach. ReferatISekretarzaKCKPZRtow.N. S. Chruszczowa naXXZjeździe Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego 25 lutego 1956 r., Warszawa, marzec 1956 (wyłącznie do użytku organizacji partyjnych), s.45-46.

2 M. Gorbaczow, Przebudowa i nowe myślenie. Dla naszego kraju i dla całego świata, Warszawa 1988, s. 156, 160.

3 W. Marciniak, Rozgrabione imperium. Upadek Związku Sowieckiego i powstanie Federacji Rosyjskiej, Kraków 2004, s. 175.

4 D. M. Lang, Dawna Gruzja, Warszawa 1972, s. 17.

Wstęp

Książka ta powstała w sposób odmienny od wielu innych publikacji poświęconych historii i politologii. Nie jest ona efektem sesji naukowej, ani zbiorem wycinków z prac badawczych i doktoratów. „Źródła nienawiści” nie są też klasycznym podręcznikiem do historii. W żadnym razie nie kierujemy ich wyłącznie ani przede wszystkim do środowiska naukowego czy też studentów. To praca pisana od podstaw dla szerokiego grona odbiorców — wszystkich osób zainteresowanych bieżącą sytuacją w Europie i na świecie, chcących lepiej poznać i zrozumieć jej kontekst — zwłaszcza historyczny.

Ubiegły, 2008 rok był niezwykle bogaty w ważne, a zarazem dramatyczne wydarzenia rozgrywające się w państwach byłego bloku wschodniego. Mowa tu, rzecz jasna, przede wszystkim o ogłoszeniu niepodległości przez Kosowo, wojnie w Gruzji oraz odrzuceniu euroatlantyckich aspiracji Ukrainy i Gruzji, które nie uzyskały i zapewne w najbliższych latach nie uzyskają szansy na głębszą integrację ze strukturami NATO i (w znacznie dalszej perspektywie) Unii Europejskiej. Pracując na co dzień jako historycy, politolodzy, a także dziennikarze, mogliśmy obserwować ograniczoność przekazu medialnego i debaty publicznej — nie tylko w Polsce, ale również w innych krajach Zachodu. Sytuacja Kosowa, Abchazji czy Osetii Południowej była na ogół przedstawiana wyłącznie przez pryzmat dzisiejszej sytuacji geopolitycznej: rosyjskiego neoimperializmu, polityki rurociągowej, rywalizacji między Stanami Zjednoczonymi Georga W. Busha a Rosją Władimira Putina realizującą doktrynę ochrony własnych wpływów na obszarze tzw. bliskiej zagranicy. Tymczasem problemy Gruzji, Kosowa, a także wielu innych obszarów i państw sięgają czasów znacznie odleglejszych. Aby zrozumieć wojnę w Osetii Południowej, która rozegrała się w sierpniu ubiegłego roku, należy cofnąć się do poprzedniego konfliktu zbrojnego na tym samym obszarze, jaki rozegrał się dwie dekady temu. Trzeba też spróbować dostrzec znaczenie polityki narodowościowej ZSRR, wielkiej czystki stalinowskiej, a nawet krwawych „wojen pigmejów” (parafrazując Winstona Churchilla) toczonych w latach 20. XX wieku.

Czy można ograniczać zakres naszego zainteresowania do polityki Rosji prowadzonej w ostatnich 5 latach, jeśli np. Abchazowie twierdzą, że ich wojna z Gruzinami trwa od 100 lat, a Osetyjczycy wypominają Gruzinom trzy ludobójstwa, których ci mieli dokonać na ich narodowości w ostatnim wieku? Czy do secesji Kosowa doprowadziło zniesienie autonomii tej prowincji przez Miloševicia, czy raczej zderzenie dwóch mitologii narodowych: serbskiej i albańskiej? Masowe demonstracje Serbów w Belgradzie i innych miastach Europy w lutym ubiegłego roku pozostaną niezrozumiałe, jeśli nie uwzględnimy, że dla Serbów Kosowo to ich narodowa kolebka, wręcz serbska Jerozolima. Nie mniejszą siłę oddziaływania mają mity albańskie.

Pisząc tę książkę chcieliśmy pokazać, że we współczesnych konfliktach gigantyczną rolę odgrywa historia, a przede wszystkim wyobrażenia o historii — często zmitologizowane lub wręcz zakłamane. Wojny w byłej Jugosławii i w Gruzji nigdy nie miałyby tak makabrycznego przebiegu, nie przerodziłyby się w krwawą serię rabunków, mordów i gwałtów, gdyby nie pielęgnowana od lat nienawiść. Przedstawiciele różnych grup narodowościowych często wyrażają przekonanie, że ich spory sięgają niepamiętnych czasów, a ich nienawiść jest odwieczna. Tak oczywiście nie jest, ale skąd biorą się tego typu przeświadczenia?

Nasza książka ma także na celu pokazanie historii prawdziwych ludzi. Nie wielkiej historii i wielkiej polityki, w której Abchazowie, Serbowie, Łotysze czy Tatarzy są tylko pionkami w grze toczonej między mocarstwami, ale przede wszystkim historii tych narodów, narodowości, ludzi i ich wzajemnych relacji. Oczywiście nasza praca nie pomija, wspomnianej powyżej, wielkiej polityki. Poświęcamy jej wiele miejsca, ale nie w oderwaniu od historii widzianej z bliska. Nie tylko historii wojen, ale także współpracy politycznej i przenikania się różnych kultur.

Wybierając tematy zawarte w „Źródłach nienawiści” zastosowaliśmy cztery kryteria. Po pierwsze, wybraliśmy konflikty aktualne, takie które w ostatnich dwóch latach wielokrotnie pojawiały się na czołówkach gazet. Stąd znalazł się w naszej książce np. rozdział poświęcony Łotwie i Estonii, mający objaśniać głośny incydent z 2007 roku związany z usunięciem radzieckiego pomnika i grobów żołnierskich z centrum Tallina. Aktualności tematów Gruzji i Kosowa tłumaczyć nie trzeba. Obecność rozdziału o Krymie też nie powinna dziwić — region ten wzbudził zainteresowanie już przy okazji pomarańczowej rewolucji. Wszystko wskazuje na to, że wobec sporu o stacjonowanie rosyjskiej Floty Czarnomorskiej w Sewastopolu, będziemy o nim wkrótce słyszeć coraz częściej. Białoruś, w której nie rozgrywa się wprawdzie żaden konflikt o podłożu etnicznym, również boryka się ze specyficznym problemem narodowościowym, który rzutuje na jej stosunki z Rosją. Zwrócona ciągle w jej kierunku, stoi jednocześnie w rozkroku między Wschodem i Zachodem, a światowy kryzys gospodarczy może doprowadzić do istotnej zmiany w jej sytuacji politycznej.

Po drugie, celowo opisaliśmy regiony i konflikty mało znane. Oczywiście, każdy z nich trafiał do głównych wydań programów informacyjnych, ale mimo to o historii Białorusi, Krymu, Kosowa czy Abchazji Polacy nie wiedzą niemal nic. Nie mają też możliwości uzyskania dodatkowej wiedzy — np. o Osetii Południowej nie powstała dotąd w Polsce żadna szersza praca, zaś o Abchazji napisano jedynie kilka niewielkich, bardzo ogólnych tekstów o raczej przyczynkarskim charakterze. Nasza książka ma pełnić rolę podręcznego vademecum, które zwięźle prezentuje poszczególne obszary i ich mieszkańców — dawnych i obecnych.

Po trzecie, wybraliśmy państwa wchodzące w skład byłego bloku wschodniego. To zarówno kraje Europy Wschodniej, Bałkanów, jak i Zakaukazia, leżącego na granicy Europy i Azji. Mają one nie tylko wspólną historię i wspólne doświadczenia obcej dominacji, ale dodatkowo podlegają dziś podobnym procesom. Między nacjonalizmem w Serbii i w Gruzji można odnaleźć wiele podobieństw, a wszystkie opisywane obszary stanowią arenę rywalizacji między, uosabianym przez USA, NATO oraz Unię Europejską, Zachodem i Rosją.

Ostatnie kryterium jest prawdopodobnie najważniejsze. W pracy poruszamy temat regionów, w których rozgrywają się obecnie konflikty etniczne. Należy jednak wyjaśnić, że pojęcie konfliktu rozumiemy bardzo szeroko. Nieprzypadkowo w „Źródłach nienawiści”, obok krwawych konfliktów na Kaukazie, pojawiły się też te, których znamiona odnaleźć można nie na polach bitew i w zgliszczach spalonych domów, ale w prasie, ulicznych manifestacjach, politycznych deklaracjach czy wypowiedziach zwykłych ludzi. Konflikt na Łotwie i w Estonii ma charakter wyciszony i nic nie wskazuje na to, by kiedykolwiek mógł przerodzić się w wojnę. Bardziej niepewna jest sytuacja Krymu, ale i tu, o ile secesji półwyspu nie można wykluczyć, o tyle starcie zbrojne Rosji i Ukrainy wydaje się nie do pomyślenia. Całkiem odmienny temat podejmuje autor ostatniego rozdziału książki, który poświęcony jest Białorusi. W państwie tym, jak wspomniano powyżej, nie występuje żaden otwarty konflikt etniczny. Co więcej, dominujący obecnie język rosyjski wyparł niemal kompletnie z użycia język białoruski, a samo istnienie narodu białoruskiego można poddać w wątpliwość. I właśnie jako przeciwwagę dla opisu rozbudzonych, agresywnych nacjonalizmów, przedstawiamy przypadek narodu, którego tożsamość nie miała możliwości w pełni się rozwinąć.

Nawiasem mówiąc warto wspomnieć, że w pracy nad książką staraliśmy się zachować standardy, którym hołdujemy na co dzień, rozwijając portal historyczny „Histmag.org”. Poszczególne artykuły wyszły spod pióra sześciu autorów, pochodzących z różnych ośrodków akademickich i zawodowych, o wykształceniu tak historycznym, jak i politologicznym. Są wśród nich zawodowi redaktorzy, dziennikarze, wykładowcy akademiccy, a także pracownik naukowy jednego z głównych archiwów w Polsce. Stąd różnorodność i otwartość spojrzenia. Jednocześnie autorzy to nasi w większości wieloletni współpracownicy, którzy wielokrotnie udowadniali, że potrafią pisać w sposób przystępny i wciągający. Jak zawsze staraliśmy się o zachowanie najwyższego poziomu rzetelności, ale również o niezwykle ważną w tym przypadku neutralność. Książka ma opisywać i wyjaśniać, ale nie wskazywać winnych i tych, którzy mają rację. Zwykle zresztą każda ze stron omawianych konfliktów ma swoje niemożliwe do obalenia argumenty, a neutralny badacz nie powinien opowiadać się po żadnej z nich.

Książka podzielona została na trzy części. Pierwsze dwie dotyczą Kosowa i Gruzji, trzecia natomiast regionów leżących na styku cywilizacji, pomiędzy Zachodem zintegrowanym w strukturach NATO i Unii Europejskiej, a rosyjską strefą wpływów, określaną w Moskwie mianem bliskiej zagranicy. Każda z tych części (w przypadku trzeciej z nich każdy z rozdziałów), została uzupełniona o wykaz podstawowej literatury. Aby umożliwić wykorzystanie „Źródeł nienawiści” jako pracy naukowej i ułatwić historykom oraz politologom weryfikację zawartych w niej informacji i opinii, tekst opatrzyliśmy przypisami. Zostały one zebrane na końcu każdego rozdziału, tak by nie przeszkadzać w lekturze. Najszerszy aparat bibliograficzny posiada część poświęcona Gruzji — dysproporcja wynika wyłącznie ze szczególnej chęci przybliżenia Czytelnikom literatury traktującej o tych najmniej znanych tematach, tym bardziej że w dużej części jest ona dostępna w wersji elektronicznej.

Nasza publikacja nie zawiera szerszych rozważań o charakterze metodologicznym. Pisaliśmy ją przede wszystkim z myślą o zwykłym odbiorcy, dlatego osoby poszukujące definicji nacjonalizmu, narodu, narodowości czy hipotez na temat powstawania tożsamości zbiorowej albo analizy różnic między nacjonalizmem XIX i XX wieku odsyłamy do licznych prac teoretycznych. Wiele z nich zostało zacytowanych — zarówno w treści głównej, jak i w przypisach.

Kończąc ten i tak zbyt długi wstęp chciałbym podziękować wszystkim osobom, dzięki którym książka ta mogła powstać. Słowa wdzięczności kieruję przede wszystkim do osób, które poświęciły swój czas i wysiłek na czytanie maszynopisu „Źródeł nienawiści”, zasugerowały pewne poprawki i zgłosiły wiele cennych uwag. Myślę w tym miejscu o niemal 20 osobach, które miały styczność z tekstem przed jego publikacją, przede wszystkim zaś o prof. dr. hab. Arturze Kijasie, autorze przedmowy do niniejszej publikacji.

Kamil Janicki

Kraków, 23 maja 2009

Mapa 1. Na mapie oznaczono państwa i obszary omówione w niniejszej książce (ryc. Kamil Pietrala).

Kosowo

Magdalena Rekść

Niewola mitu (do 1980)

Dostępne w wersji pełnej.

Sławomir Lucjan Szczesio

Bałkańska beczka prochu (1980–2009)

Dostępne w wersji pełnej.

Wybrana bibliografia

Dostępne w wersji pełnej.

Gruzja, Abchazja,

Kamil Janicki

Gruzja. Kolebka konfliktów?

Według mitów właśnie tu mieli przybyć Argonauci w poszukiwaniu złotego runa, a Prometeusz, przykuty do jednej z gór masywu okalającego tę krainę, cierpiał za nadmierną miłość do ludzi. Wspominali o niej Strabon, Homer i Pliniusz, a autorzy Biblii chwalili zdolności bojowe tutejszych ludów. Władca jednego z państw tej krainy ochrzcił się już na początku IV wieku, jako jeden z pierwszych monarchów na świecie. Sto lat później rządził tu król, którego śmiało można porównać do wodza Brytów, Artura. Także jego panowanie zostało osnute niezwykłymi legendami i przetrwało w świadomości społecznej po dziś dzień. Na tym nie koniec niezwykłości. Tutaj powstał unikalny i wciąż używany alfabet, a dynastia rządząca tym krajem okazała się prawdopodobnie najdłużej panującą rodziną na świecie. Ster nawy państwowej pozostawał w rękach jej członków przez ponad 1000 lat. Przez ten czas państwo rozpadało się i ponownie scalało, zmieniało swój ustrój, a nawet charakter etniczny, ale w różnych jego częściach wciąż rządził ten sam ród Bagratydów. Warto wspomnieć jeszcze, że w okresie największej świetności państwo zajmujące tę krainę skutecznie rywalizowało z Bizancjum, uzyskując hegemonię w rejonie Kaukazu. Tu też dwa wieki wcześniej niż w Europie rozpoczęła się w kulturze epoka porównywalna z odrodzeniem.

Do dziś wśród mieszkańców tej krainy żywa jest legenda, w świetle której Bóg wybrał ją na idealne, najpiękniejsze na świecie miejsce. Zamierzał pozostawić je dla siebie, ale urzeczony życzliwością i beztroską jednego z ludów, oddał mu raj w posiadanie.

Mowa oczywiście o krainie rozciągającej się na południe od gór Kaukazu, pomiędzy Morzem Czarnym i Kaspijskim. W starożytności zachodnią jej część zajmowała Kolchida, wschodnią zaś Iberia, dla uściślenia określana często mianem Iberii Kaukaskiej. W kilkaset lat później, na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia naszej ery, rejon ten zajęło zjednoczone Królestwo Gruzji. Dzisiaj do spuścizny po nim pretenduje znacznie mniejszy i nękany wieloma problemami kraj — demokratyczna Gruzja.

Pomimo swej niezwykłej historii i kultury ukształtowanej na granicy trzech cywilizacji, a także piękna krajobrazów i mnogości zabytków, państwo to pozostaje niemal nieznane w Europie. Do niedawna w świadomości mieszkańców naszego kontynentu zajmowało ono równie uprzywilejowane miejsce, co dajmy na to Burkina Faso czy Tuvalu. Sytuacja zmieniła się nieco na początku lat 90., przy czym Gruzja dała się poznać jako miejsce, od którego lepiej trzymać się z daleka. Media przez kilka miesięcy rozpisywały się na temat dwóch wojen etnicznych, które wybuchły w autonomicznych regionach Gruzji — Abchazji (sierpień 1992 – wrzesień 1993) i Osetii Południowej (styczeń 1991 – czerwiec 1992). Na krótko zagościł w nich też temat wojny domowej, która przemieniła centrum Tbilisi w pogorzelisko, po czym Gruzja zniknęła, tak z mediów, jak i ze świadomości Europejczyków1.

Kraj pogrążył się w permanentnym kryzysie ekonomicznym. W ciągu pięciu lat między 1989 i 1994 rokiem gospodarka skurczyła się czterokrotnie2, a ceny ropy i gazu wzrosły o 500%3, doprowadzając do upadku całe gałęzie przemysłu. W 1995 roku sytuacja była krytyczna — brakowało pieniędzy na edukację, służbę zdrowia, infrastrukturę. Wydatki na te kwestie spadły poniżej standardów właściwych dla zorganizowanego społeczeństwa. Wielu analityków otwarcie twierdziło, że Gruzja straciła zdolność wypełniania funkcji państwa4.

Wydawało się, że w Gruzji skupiły się niczym w soczewce największe problemy nie tylko Kaukazu, ale współczesnego świata ogółem: rasizm, nacjonalizm, korupcja, bezrobocie, rodzenie się dyktatur5. Sytuację tylko pogarszało strategiczne położenie Gruzji na przecięciu szlaków handlowych i na trasie transportu surowców naturalnych. Podobnie jak w przeszłości, Gruzja ponownie stała się areną rywalizacji mocarstw, czy wręcz swoistego starcia cywilizacji. Dały o sobie znać z zatrważającą intensywnością neoimperialne zakusy Rosji.

Dzięki wsparciu międzynarodowych organizacji finansowych i reformom, które pozwoliły uczynić z usług trzon gospodarki, na przełomie wieków Gruzja wydostała się z kryzysu i weszła na drogę przyspieszonego rozwoju. Rozwiązało to wiele problemów (np. w latach 2001–2006 niemal o połowę spadła liczba osób żyjących poniżej progu ubóstwa6), zarazem jednak zrodziło nowe.

Powrócił temat, który wprawdzie na Zachodzie od dawna nie budził już większego zainteresowania, ale w Gruzji nigdy nie stracił na znaczeniu7 — co najwyżej zszedł z pierwszego planu w ciągu lat kryzysu.

Obie wojny etniczne, które wybuchły w Gruzji na początku lat 90. zostały przez nią przegrane. Abchazja i Osetia Południowa, z których pierwsza za czasów ZSRR cieszyła się statusem republiki autonomicznej, a druga obwodu autonomicznego, odłączyły się od Gruzji, stając się de facto osobnymi państwami. Przy tym nigdy formalnie nie zakończono wojny ani nie podpisano traktatu pokojowego. Napięte status quo utrzymywane było głównie dzięki niejednoznacznej polityce Moskwy. Rosja z jednej strony umożliwiała Osetii Południowej i Abchazji wegetację, z drugiej — nie miała zamiaru uznawać ich niepodległości. Ta charakterystyczna dla byłego imperium polityka „dzielenia i rządzenia” załamała się wraz z rewolucją róż w Tbilisi w 2003 roku. W Gruzji do władzy doszła zdecydowanie antyrosyjska frakcja, z prezydentem Saakaszwilim na czele. Nie tylko coraz przychylniej spoglądała ona na Zachód, ale też postanowiła rozwiązać raz na zawsze problem „zbuntowanych prowincji”. Wtedy właśnie zaczęło rosnąć zainteresowanie Europejczyków Gruzją, która zaczęła pretendować do uczestnictwa w strukturach euroatlantyckich. W Polsce zainteresowanie to przerodziło się w swoistą linię polityczną, szczególnie odkąd prezydent Lech Kaczyński zaczął uznawać przywódcę Gruzji za jednego ze swoich najbliższych partnerów.

Wszyscy Czytelnicy zapewne pamiętają, do czego doprowadziło wpierw medialne, propagandowe i dyplomatyczne, a następnie fizyczne starcie niewielkiej Gruzji z Federacją Rosyjską. W sierpniu 2008 roku wybuchła trwająca zaledwie kilka dni wojna, w efekcie której Abchazja i Osetia Południowa ostatecznie odłączyły się od Gruzji i de facto zostały wchłonięte przez Rosję.

Mapa 7. Gruzja, Osetia Południowa, Abchazja, sąsiednie państwa i republiki Federacji Rosyjskiej na Kaukazie. Mapa poglądowa. (ryc. Marek Ciesielczyk).

Eskalacja konfliktu była dla europejskich (i polskich) mediów i polityków zaskoczeniem, choć centra analityczne, w tym warszawski Ośrodek Studiów Wschodnich, już na wiosnę 2008 roku zapowiadały, że otwarta wojna to kwestia miesięcy lub nawet tygodni8. Społeczność międzynarodowa początkowo opowiedziała się dość jednoznacznie po stronie zasady integralności terytorialnej, tym samym (choć tylko słowami) popierając stanowisko gruzińskie9. Szybko pojawiły się wątpliwości co do tego, kto wywołał wojnę, wszelako sympatie w tym konflikcie do dziś są silniejsze względem Gruzji, niż Rosji.

Cały konflikt został sprowadzony do problemu imperialnych zakusów Moskwy. W dyskusjach polityków, dyplomatów, naukowców i dziennikarzy z trudem dało się wychwycić jakiekolwiek informacje o jego kulturowym czy historycznym tle. Opierając się wyłącznie na mediach należałoby stwierdzić, że spór Gruzinów z Abchazami i Osetyjczykami rozpoczął się w latach 80., wraz z pierestrojką. W większości środków przekazu, przynajmniej w Polsce, nie padały argumenty samych Abchazów i Osetyjczyków. Polscy dziennikarze i politycy pominęli problem istnienia tych narodowości (czy też grup etnicznych), ich dążeń i burzliwej historii. Nie inaczej zresztą było na zachodzie Europy, zarówno w tym roku, jak i w poprzednich. Starczy przypomnieć rezolucję Parlamentu Europejskiego z 1993 roku, w której abchaski ruch narodowy nazwano „ruchem terrorystyczno-separatystycznym”10.

Tymczasem otwarty konflikt abchasko-gruziński na płaszczyźnie politycznej trwał przez cały niemal czas istnienia ZSRR. Oba konflikty przybrały formę zbrojną po raz pierwszy już w okresie międzywojennym. Uproszczeniem byłoby zresztą twierdzenie, że to wtedy się rozpoczęły. Abchazowie uważają, że ich wojna z Gruzinami trwa od przeszło stu lat11, a zarazem z obydwu stron padają argumenty odwołujące się do wydarzeń z epoki średniowiecza, a nawet odległej starożytności. Nie inaczej sprawa wygląda w przypadku konfliktu osetyjsko-gruzińskiego.

W Polsce a priori przyjęto, że Abchazja i Osetia to integralnie gruzińskie, zbuntowane prowincje, zamieszkane przez zdradzieckich Rosjan. Oczywiście zdanie to, celowo przerysowane, zawiera pewne elementy prawdy. Tyle tylko, że jak w przypadku każdego konfliktu etnicznego obie strony mają swoje argumenty, i obie mają „swoją” rację i prawdę. Trzeba bowiem pamiętać, co zresztą postaram się wykazać w dalszej części książki, że Abchazowie i Osetyjczycy poczuwają się do bycia odrębnymi narodami o własnej historii i kulturze. I sama ich odrębność etniczna nie budzi już dzisiaj żadnych wątpliwości.

Na ile miałoby to podstawy lub nie, zarówno Abchazowie, Osetyjczycy jak i Gruzini doszukują się argumentów w dzisiejszym sporze, w wydarzeniach, które miały miejsce za czasów Imperium Bizantyjskiego, migracji starożytnych ludów koczowniczych, wielkiej kolonizacji greckiej czy wojen prowadzonych przez asyryjskich królów rządzących Mezopotamią w II tysiącleciu p.n.e. Przy tym wszystkie strony wielokrotnie, mniej lub bardziej celowo, zakłamywały historię. Szczególnie wyraźne działania w tej mierze prowadzono z pozwoleniem, a nawet z rozkazu władz radzieckich, w epoce stalinizmu.

O roli historii w konfliktach etnicznych pisałem już we wstępie do niniejszej książki. Wydaje się, że w przypadku Osetii Południowej i Abchazji jest ona szczególna12. Oba separatystyczne ruchy opierają się na nacjonalizmach i to właśnie nacjonalizm, a nie np. religia jest siłą, która spaja Abchazów i Osetyjczyków, daje im pretekst do działania i argumenty, uzasadniające walkę o niezależność wobec Gruzji. Ten nacjonalizm, jak każdy zresztą, zbudowany jest na argumentach językowych i historycznych13. Aby zachować odrębność, Abchazowie czują się zmuszeni stale udowadniać, że od zamierzchłych czasów zamieszkują Abchazję i są jej prawdziwie rdzenną ludnością. To samo robią Gruzini, dla których Abchazja stanowi jedną z kolebek ich państwowości i bezdyskusyjnie gruziński region. To oczywiście nie jedyna oś sporu. Według modelu stworzonego przez Anthony’ego Smitha na trzon etniczności, czyli zespół mitów i symboli podstawowych dla tożsamości danej grupy, składają się: wspólna nazwa, wspólne elementy kultury, mity wspólnego pochodzenia, wspólna pamięć historyczna, poczucie solidarności i odwołanie do wspólnego „historycznego” terytorium14. Każdy z tych elementów może być źródłem argumentów w konflikcie etnicznym, szczególnie gdy, tak jak w przypadku konfliktów kaukaskich, na jaw wyjdzie tłumiona dotąd przez imperialną władzę „odwieczna nienawiść”15. W rzeczywistości nienawiść ta nie jest wcale odwieczna, ale tak odczuwają ją i odczytują obie strony16.

Warto przypomnieć słowa gruzińskiego dyplomaty i geografa Rewaza Gaczecziladzego, który stwierdził otwarcie, że obok aparatu państwowego i dziennikarzy to właśnie historycy ponoszą w największym stopniu odpowiedzialność za rozpalenie konfliktu etnicznego na poziomie społeczeństwa w Abchazji. Uderzający jest już sam opis roli, jaką odgrywają adepci tej profesji zdaniem Gaczecziladzego: „stale otwierają stare rany, tak by naród zawsze pozostawał czujny”17. I były ambasador Gruzji w Izraelu chyba nie przesadził w krytyce historyków, jeśli przypomnimy, że np. pierwszy, rządzący przez dwie kadencje prezydent Abchazji był profesorem historii i archeologii18. I że większość nacjonalistycznych „reform” w Abchazji, mających na celu scalenie jej z Gruzją właściwą w czasach radzieckich i później, uzyskiwała oficjalne, naukowe podparcie w różnych, często kompletnie absurdalnych teoriach historycznych. Podobne twierdzenia padają zresztą także z drugiej strony barykady. Zdaniem przewodniczącego Abchaskiego Stowarzyszenia Dziedzictwa Kulturowego, rolą archeologów jest „pokazywanie, że Abchazja jest prawdziwym państwem i była nim od dawna”19.

O charakterze dyskusji „naukowej” świadczą nie tylko argumenty padające z obydwu stron, ale przede wszystkich forma, w jakiej są one wypowiadane. G. Żorzoliani, profesor gruzińskiego Centrum Badawczego Relacji Między Narodami we wstępie do zbioru materiałów opublikowanego w serwisie internetowym „Social research in Georgia” wymienił argumenty, z którymi, w jego opinii, bezdyskusyjnie zgadzają się wszyscy, absolutnie wszyscy gruzińscy historycy20. Stojący z drugiej (abchaskiej) strony profesor George Hewitt w swoich książkach pisze o nie podlegających dalszej weryfikacji i dyskusji argumentach, które są kwestionowane wyłącznie przez wyrachowanych, nieuczciwych historyków gruzińskich, w głębi serca wiedzących, że kłamią21.

Po obu stronach odgórna presja jest gigantyczna. Pewne tezy są wymuszane, jako stanowisko narodowe, a ich przedstawianie i udowadnianie stanowi dowód patriotyzmu22. Takie podejście nie tylko blokuje rozwój nauki, ale czyni z niej broń polityczna i sprowadza historię i archeologię do groteskowej, propagandowej funkcji. Zaraz zobaczymy, do jakich może to prowadzić absurdów.

Oczywiście należy rozróżnić dzisiejszy konflikt etniczny, czerpiący „inspiracje” z argumentów historycznych, od szerszego konfliktu geopolitycznego, w którym obok Gruzinów i Abchazów swoje role odgrywają Rosja, Unia Europejska i Stany Zjednoczone. W tym konflikcie kluczowe znaczenie przypada geografii — wynikającej z położenia na mapie roli gospodarczej i tranzytowej Gruzji i jej „zbuntowanych” prowincji23. To także spór na płaszczyźnie prestiżu i wpływów politycznych. O ile Gruzja, ze wsparciem Zachodu, broni swojej integralności terytorialnej, o tyle Rosja walczy o zachowanie integralności swojej wyłącznej strefy wpływów24. Spór ten oprócz skali globalnej ma także lokalną — stanowi ją rywalizacja trzech regionalnych potęg: Rosji, Iranu i Turcji25. Historia pełni na tych płaszczyznach funkcję pomocniczą, często jedynie maskując realne motywy działań26.

Kolejne rozdziały z konieczności nie przedstawią jednej, prawdziwej wersji historii. W sytuacji, gdy każda strona ma swoje zdanie, a źródła wymuszają stawianie wątpliwych hipotez i mogą być interpretowane na różne sposoby, często nie da się powiedzieć, „jak to naprawdę było”. Dlatego moim celem jest raczej pokazanie różnić między dwiema (a w zasadzie trzema) wizjami historii i zbiorami nacjonalistycznych mitów oraz przedstawienie wspólnych losów Gruzinów, Abchazów i Osetyjczyków od czasów antycznych aż po dzisiaj. Losów, które przez większość dziejów opierały się raczej na kooperacji niż konfrontacji. W swojej pracy starałem się nie okazywać żadnych sympatii dla którejkolwiek ze stron i jestem przekonany, że w tym sporze, jak w każdym konflikcie etnicznym, żadna strona nie jest bez winy.

Nim przejdziemy do rzeczy chciałbym wyczulić Czytelników na kilka szczegółów. W aktualnych, budzących żywe emocje sporach, takich jak te, z którymi mamy do czynienia, często nawet do drobnych i z pozoru nie niosących za sobą głębszych znaczeń słów przywiązuje się wielką wagę. Przykładowo Gruzini zdecydowanie sprzeciwiają się określaniu konfliktu z lat 1992–1993 mianem „wojny abchasko-gruzińskiej” lub „wojny Gruzji z Abchazją”. To bowiem oznaczałoby przyznanie, że Abchazja stanowi osobny podmiot, nie zaś część państwa gruzińskiego. Konflikt zdaniem Gruzinów był wojną domową w Gruzji — pośrednio na taki termin zgodził się ONZ27. Tak samo wielu gruzińskich naukowców sprzeciwia się określaniu Abchazów mianem narodu. Z drugiej strony Abchazowie nie godzą się by nazywać ich separatystami. Niektórych tego typu niuansów sam zapewne nie jestem nawet świadomy lub dostatecznie na nie wyczulony.

Chciałbym też przypomnieć, że problemów Gruzinów, Abchazów i Osetyńców nie można postrzegać jako swoistego obiegu zamkniętego. Kaukaz jako całość jest uznawany za jeden z najbardziej niestabilnych regionów świata. Na obszarze niewiele większym od Polski żyje ponad 100 narodów, często przedzielonych sztucznymi granicami i przez setki lat wystawionych na brutalne próby asymilacji ze strony kilku mocarstw. Nie mniejsza mieszanka występuje w odniesieniu do religii i języków. Tych ostatnich na Kaukazie używa się obecnie wciąż ponad 4028! W samej Gruzji żyją ludzie posługujący się językami z sześciu różnych grup językowych29.

Konflikty w Osetii i Abchazji są do pewnego stopnia reprezentatywnymi przykładami sytuacji na całym Kaukazie. Z drugiej strony — wydarzenia z Inguszetii, Dagestanu czy Czeczenii mogą pomóc w zrozumieniu tego, co dzieje się w interesujących nas rejonach30. Oczywiście, jak nie raz jeszcze zobaczymy, przy wszelkich uogólnieniach trzeba zachowywać pełną ostrożność. Kaukaz to nade wszystko region pełen sprzeczności. Region, który od lat bezskutecznie próbowano zrozumieć i zamknąć w różnego rodzaju teoriach politologicznych. W uproszczeniu często mówiono, że na Kaukazie następuje proces „bałkanizacji”. Tylko co takie stwierdzenie miałoby konkretnie znaczyć? I czy czasem nie jest odwrotnie? Może to na Bałkanach następuje proces, który należałoby porównać do wydarzeń znanych z Kaukazu31?

Przypisy

1 Por. A. Petersen, The 1992–93 Georgia-Abkhazia War: A Forgotten Conflict [in:] „Caucasian Review of International Affairs”, t. 2 (Autumn 2008), s. 195–197, [dostęp: 5 kwietnia 2009], < http://cria-online.org/Journal/5/CRIA_Autumn%2008_Whole%20Issue.pdf>.

2 Dane z raportu Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju: Georgia Country Factsheet [in:] The European Bank for Reconstruction and Development, [dostęp: 9 listopada 2008], <http://www.ebrd.com/pubs/factsh/country/georgia.pdf>; Por. K. Dawisha, B. Parrot, Russia and the New States of Eurasia: The Politics of Upheaval, Cambridge, Cambridge 1995, s. 190.

3 S. Wellisz, Georgia. A Brief Survey of Macroeconomic Problems and Policies, Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, Warsaw 1996, s. 7.

4 Ibidem, s. 11–12.

5 Por. W. Górecki, Abchaskie elity wobec niepodległości, PISM, Warszawa 1996, s. 4.

6 Dane z raportu przygotowanego dla Międzynarodowego Banku Odbudowy i Rozwoju: Progress Report. Economic Development and Poverty Reduction Program, Tbilisi 2006, [dostęp: 9 listopada 2008], <http://siteresources.worldbank.org/INTPRS1/Resources/Georgia_2APR-PRSP(Sept1-2006.pdf).pdf>. Por. Fighting Corruption in Transition Economies: Georgia, OECD Publishing, [Paris] 2005, [dostęp: 12 grudnia 2008], <http://books.google.pl/books?id=UsNtZhcGXnoC>.

7 W raporcie Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w kilka lat po wojnie 90% Abchazów podawało, że doświadczyli skutków wojny: gwałtów, rabunków, mordów na rodzinie. Wśród Gruzinów procent doświadczonych przez wojnę wynosił 42. Te i inne dane statystyczne pokazują, jak silna jest pamięć o konflikcie z początku lat 90. i jak bardzo do dziś oddziaływuje ona na wzajemne relacje grup etnicznych. Zob. ThePeople on War Report.ICRCworldwide consultation on the rules of war, International Committee of the Red Cross, Geneva 1999, passim, [dostęp: 5 kwietnia 2009] <http://www.icrc.org/Web/Eng/siteeng0.nsf/htmlall/p0758/$File/ICRC_002_0758.PDF>.

8 Zob. „Abchazja i Osetia Południowa. Pionki w grze mocarstw? (1992–2009)”.

9 Por. B. Kovrig, Marginality Reinforced [in:] The Legacies of Communism in Eastern Europe, red. Z. Barany i I. Volgyes, The Johns Hopkins University, Baltimore-London 1995, s. 23–41; G. Hewitt, Post-war Developments in the Georgian-Abkhazian Dispute, June 1996, Western bias towards Georgia, [dostęp: 26 grudnia 2008], <http://www.circassianworld.com/postwar.html#5-4>. Por. D. Rayfield, Unholy Trinity, „The New Statesman & Society”, 11 września 1992, s. 12–22.

10 Punkt B w: Resolution on the situation in Georgia (B3-1452, 1474, 1490, 1505, 1516/93), Listopad 1993.

11 W. Górecki, op. cit, s. 12; Por. N. Akaba, Georgian-Abkhazian Conflict: Rooted in the past, resolved in future [in:] „Central Asia and the Caucasus” nr 6 (2000), s. 1, [dostęp: 21 listopada 2008], <http://www.ca-c.org/online/2000/journal_eng/eng06_2000/13.akab.shtml>.

12 Por. S. E. Cornell, Autonomy and Conflict. Ethnoterritoriality and Separatism in the South Caucasus — Cases in Georgia, Uppsala University, Uppsala 2002, s. 129.

13 A. Krylov, Georgians and Abkhazians: Ethnic Origins and an Ethnic Conflict [in:] „Central Asia and the Caucasus” nr 2 (2001), s. 1, [dostęp: 17 listopada 2008], <http://www.ca-c.org/online/2001/journal_eng/cac-02/14.krylen.shtml>; G. Nodia, The Conflict in Abkhazia: National Projects and Political Circumstances [in:] Georgians and Abkhazians: the search for a peace settlement, red. B. Coppieters, G. Nodia, Y. Anchabadze, Bundesinstitut für ostwissenschaftliche und internationale Studien, Köln 1998, part 2–3, [dostęp: 17 listopada 2008] <http://poli.vub.ac.be/publi/Georgians/>; V. Rouvinski, The policy of ethnic enclosure: a study of the role of language in ethnic rivalries in the Caucasus, Institute for Peace Science, Hirosima 2007, s. 11–32, [dostęp: 17 listopada 2008], <http://home.hiroshima-u.ac.jp/~heiwa/Pub/E21/chapter1.pdf>; Por. T. S. Szayna, Polish foreign Policy under Non-Communist Government, Rand note, Santa Monica 1990, s. 27.

14 A. Smith, The Ethnic Origins of Nations, Basil Blackwell, Oxford 1986, s. 109–110.

15 G. Nodia, The Conflict in Abkhazia: National Projects…, part 1–3.

16 S. J. Kaufman, Modern Hatreds: The Symbolic Politics of Ethnic War, Cornell University, 2001, s. 4; Por. T. Giorgobiani, G. Tsiklauri, Autonomies in Georgia: International and Domestic Experience, and Their Future [in:] „Central Asia and the Caucasus” nr 4 (2001), s. 1–2, [dostęp: 26 grudnia 2008], <http://www.ca-c.org/online/2001/journal_eng/cac-04/19.tsiken.shtml>; R. G. Suny, The Making of the Georgian Nation, Indiana University, Bloomington 1994, s. 334.

17 R. Gachechiladze, Geographical Background…. Por. też inne opinie gruzińskie na temat historii i jej roli dzisiaj: G. Gabeskiria, What is called History? [in:] Georgian history — „…Where a Georgians comes to…”, 1999, [dostęp: 12 grudnia 2008], <http://www.nplg.gov.ge/ic/library_e/gabeskiria/19.htm>.

18 W. Górecki, op. cit., s. 11, 14; L. Mironov, „Good Relations With Russia Is What We Want”, wywiad z Vladislavem Ardzinbą, [in:] „Central Asia and the Caucasus” nr 2 (2000), [dostęp: 12 grudnia 2008], <http://www.ca-c.org/online/2000/journal_eng/eng02_2000/17.ardz.shtml>.

19Historical dispute rages over ancient Black Sea land, AFP, 1 stycznia 2007, [dostęp: 24 stycznia 2009], <http://medievalnews.blogspot.com/2007/01/historical-dispute-rages-over-ancient.html>, (materiał niedostępny w serwisie AFP).

20History and history of art, [dostęp: 14 grudnia 2008], <http://social.iatp.org.ge/axal/history.htm#zhorzhol>, (wstęp do sekcji poświęconej konfliktowi gruzińsko-abchaskiemu — zob. więcej w bibliografii); por. G. Zhorzholiani, Historical and Political Roots of the Conflict in Abkhazia/Georgia [in:] History and history of art…

21 G. Hewitt, Abkhazian Conflict: Nine Questions and answers [in:] Circassian World :: Adyghe — Abkhaz History & Culture, [dostęp: 14 grudnia 2008], <http://www.circassianworld.com/Andersen_Hewitt.html>. Bardzo podobną wypowiedź można znaleźć w pracy gruzińskiego historyka A. Menteszaszwilego. O abchaskich argumentach pisał: „tylko kompletna ignorancja i celowa chęć zakłamywania historii może prowadzić do takich wniosków”. A. Menteshashvili, Some national and ethnic problems in Georgia (1918–1922), Tbilisi 1992, s. 6, [dostęp: 26 grudnia 2008], <http://www.georgianweb.com/history/avtandil/politics.html>.

22 Por. V. Rouvinski, op. cit. s. 81.

23 R. Gachechiladze, Geographical Background to a Settlement…, s. 14; G. Smith, The Post-Soviet States: Mapping the Politics of Transition, Arnold, London 2002, s. 171. Por. Report of aUNPOMission to Abkhazia, Georgia and the Northern Caucasus, Unrepresented Nations and Peoples Organization, 12 listopada 1992, s. 4, [dostęp: 1 marca 2009], <http://www.unpo.org/downloads/AbkGeo1992Report.pdf>.

24 E. Fuller, Transcaucasus. Doomed to strategic partnership, „Transition” 15 (1996), s. 29–31.

25 J. Bańbor, J. Berny, D. Kuziel, Konflikty na Kaukazie, Departament Społeczno-wychowawczy MON, Warszawa 1997, s. 3; S. Lakoba, Abkhazia, Georgia and the Caucasus Confederation [in:] Georgians and Abkhazians…

26 Por. S. A. Arutiunov, Ethnicityin the Caucasus: Ethnic Relations and Quasi-Ethnic Conflicts [in:] Circassian World…

27 R. Gachechiladze, Geographical Background to a Settlement…, s. 1.

28 H. Gluck, Metzler Lexikon Sprache, Metzler, Stuttgart-Weimar 1993, s. 8; V. Rouvinski, op. cit. s. 82.

29 V. Rouvinski, op. cit. s. 83.

30 S. E. Cornell, Small Nations and Great Powers: A Study of Ethnopolitical Conflict in The Caucasus, Richmond 2001, s. 1–3, 9 (strony według wydania elektronicznego, przygotowanego przez Taylor & Francis e-Library, 2005).

31 A. Malashenko, Moscow between Yugoslavia and Chechnya: the Kosovo Factor in Russia’s Policy on the Caucasus, „Briefing Papers of the Carnegie Moscow Center”, t. 1, nr 7, lipiec 1999, [dostęp: 26 grudnia 2008], <http://www.carnegie.ru/en/pubs/briefings/48350.htm>; B. Kovrig, op. cit., s. 23–41; Nation-building and ethnic integration in post-soviet societies: An investigation of Latvia and Kazakstan, red. P. Kolstø, Westview, [s. l.] 1999; por. S. Raghavan, op. cit., s. 30–31; Officers Look Back For Clues To Future, [in:] „Washington Post”, 15 stycznia 2007, s. A01, [dostęp: 12 grudnia 2008], <http://www.washingtonpost.com/wp-dyn/content/article/2007/01/14/AR2007011401141.html>.

Kamil Janicki

Abchazja. Historia i mit (do 1864)

Na poszukiwaniach raju życie strwoniły dziesiątki podróżników, a na opisywaniu go — pewnie jeszcze większa liczba pisarzy. Przynajmniej od czasów średniowiecza wierzono, że leżał on gdzieś na Bliskim Wschodzie, w Mezopotamii lub nawet w samej Jerozolimie. Ponoć, zdaniem Kolumba, to odkryty przez niego Nowy Świat miał być rajem, z kolei mormoni po dziś dzień wierzą, że raj mają niemal na wyciągnięcie ręki — znajduje się on rzekomo w Jackson County w stanie Missouri. Okazuje się, iż nie tylko oni mają swoje specyficzne zdanie na ten temat. Dwóch pseudonaukowców, Abchaz i Rosjanin, wydało kilka lat temu książkę pod tytułem Ziemia Adama. Zdaniem wspomnianych badaczy, Lwa Regelsona i Igora Chwarzki, raj w żadnym razie nie jest pojęciem abstrakcyjnym. Istniał realnie w jasno określonym miejscu. Panowie pochylili się nad Biblią i doszli do jedynego, ich zdaniem, możliwego wniosku. Raj leżał w Abchazji. Tu Bóg stworzył Adama, tu też żył Noe. Nie trzeba dodawać, że właśnie w Abchazji ukryto świętego Graala1.

Oczywiście tego typu absurdalne teorie powstają we wszystkich państwach świata, w których ludzie o specyficznych poglądach mają dostęp do maszyn drukarskich. Tyle tylko, że w Abchazji już dawno to, co w historii realne, zlało się z tym, co kompletnie absurdalne. Powyższy przykład warto zachować w pamięci jako swoistą skrajność. Jak wkrótce zobaczymy, nie jedyną.

Kilka słów o geografii

Jedno niewątpliwie przemawia za uznaniem Abchazji za raj. Przyroda. Już starożytni Grecy uznawali Kolchidę, w skład której wchodziły ziemie dzisiejszej Abchazji, za miejsce wartościowe pod względem osadniczym. Nie inaczej było przez kolejne wieki aż do czasów radzieckich. Wtedy to Abchazja stała się jednym z głównych kurortów nadmorskich ZSRR. Tu powstawały dacze dostojników, a cała gospodarka Abchazji, obok uprawy herbaty i cytrusów, skupiła się na turystyce. Każde radzieckie dziecko marzyło o tym, by spędzić wakacje na abchaskiej plaży. Dziś zostały głównie wspomnienia. W przewodnikach po Gruzji Abchazja od lat 90. opisywana jest zwykle w kilku zdaniach, jako niebezpieczny, zniszczony wojną region, którego lepiej nie odwiedzać ze względu na napiętą sytuację polityczną2.

Fot. 11. Abchaski krajobraz. Wioska Bzyb nad rzeką o tej samej nazwie na fotografii wykonanej w 2006 roku.

Jeśli jesteśmy już przy przyrodzie, warto spojrzeć na szerszy obraz i powiedzieć kilka słów o geografii. Gruzja to kraj o bardzo zróżnicowanym układzie terenu, przeorany łańcuchami górskimi i dolinami. Wyraźny podział biegnie zwłaszcza z północy na południe w formie pasma Małego Kaukazu. To jeden z powodów, dla których do dzisiaj społeczeństwo gruzińskie dalekie jest od językowej unifikacji. Z geopolitycznego punktu widzenia kluczowe znaczenie ma też okalający Gruzję od północy łańcuch Kaukazu, który zawsze stanowił dla niej nieprzekraczalną granicę terytorialną — ekspansja Gruzji w czasach jej świetności postępowała we wszystkich kierunkach z wyjątkiem północnego3. Do tych ważnych problemów jeszcze wrócimy.

W najbardziej wysuniętej na zachód części Gruzji (czy też, zdaniem Abchazów, na zachód od granic Gruzji), na podłużnym pasie ciągnącym się wzdłuż północnowschodniego brzegu Morza Czarnego, leży Abchazja. Ta niewielka kraina, wciśnięta między pnące się pod niebo góry i lazurowe morze, zajmuje zaledwie 8 600 km2 — mniej więcej tyle co Cypr, ale mniej niż którekolwiek z polskich województw. Oficjalnie zamieszkuje ją obecnie ok. 200 tys. osób, z których mniej więcej co czwarta żyje w stolicy i nadmorskim porcie Suchumi. Prawdopodobnie około połowę populacji, ponad 90 tys., stanowią etniczni Abchazowie4. Dane te pochodzą ze spisu powszechnego przeprowadzonego w 2003 roku. Cenzus ten jest jednak powszechnie uważany za niewiarygodny. Według szacunków Gruzińskiego Urzędu Statystycznego w 2003 roku Abchazję zamieszkiwało 179 tys. osób, a w 2005 roku — 178 tys. Podobne liczby pojawiają się w niezależnych szacunkach zachodnich ośrodków naukowych5.

Prawdopodobnie większa liczba Abchazów żyje na emigracji, głównie w Turcji, niż w ojczyźnie. Nie istnieją wiarygodne szacunki co do wielkości tej diaspory6.

Od czego zacząć?

Gruzini, jak już wspomniano, uważają się za jeden z najstarszych narodów świata. Swoich korzeni upatrują w dwóch państwach starożytnych: Kolchidzie i Iberii. Kolchida istniała przynajmniej od VI wieku p.n.e., zaś pierwszy król Iberii miał rządzić na przełomie IV i III wieku p.n.e., wkrótce po podboju Persji przez Aleksandra Wielkiego. Gruzini sięgają zresztą do znacznie odleglejszej przeszłości. Konglomerat etniczny, który dał początek dzisiejszym Gruzinom, miał powstać w okresie ruchów ludnościowych po upadku państwa Hetytów, ok. 1200 roku p.n.e., a jego śladów badacze doszukują się nawet w Biblii7.

Gruzini, przeświadczeni o trzech mileniach tradycji państwowych, uważają się za stuprocentowych autochtonów i prawowitych właścicieli całej Gruzji. Nie pozostaje to bez wpływu na ich postawy. W 1966 roku znany historyk Gruzji i Armenii, wykładowca University of London, David Marshall Lang pisał: „Gruzini wyróżniają się dumą, czy nawet pychą, opartą na przeświadczeniu o wyższości ich własnej kultury i osiągnięć. I rzeczywiście, mówi się, że w Gruzji każdy chłop jest księciem albo nosi się jak książę”8.

Mapa 8. Kolchida i Iberia Kaukaska w II w. n.e. (ryc. Kamil Pietrala).

Jeśli przeglądniemy choćby dostępne w Polsce podręczniki dotyczące historii Gruzji, nigdzie nie odnajdziemy alternatywnej wobec gruzińskiej wersji wydarzeń. Tymczasem, zdaniem niewielkiego narodu Abchazów, w starożytności przodkowie Gruzinów wcale nie zamieszkiwali tej części wybrzeża Morza Czarnego. Znajdowały się tam, w ich opinii, siedziby nie mniej starożytnego narodu Abchazów, liczącego sobie co najmniej dwa i pół tysiąca lat!

Można się zastanawiać, czy problem pierwszeństwa odgrywa szczególną rolę akurat w konflikcie gruzińsko-abchaskim. Tak uważali m. in. Wojciech Górecki i Seiichi Kitagawa9. Bardziej przemawia do mnie jednak model przedstawiony przez brytyjskiego profesora, Anthony’ego D. Smitha, i wykładowcę Uniwersytetu w Hiroszimie, Vladimira Rouvinskiego10. W opinii Rouvinskiego konflikt w Abchazji to szablonowy przykład procesu etnicznego ogradzania(ethnic enclosure). Dwie rywalizujące ze sobą grupy etniczne w toku zaognionej debaty wysuwają argumenty odnoszące się do coraz odleglejszej przeszłości, a zarazem do coraz rozleglejszego terytorium. Tak właśnie było i jest w sporze abchasko-gruzińskim.

Zdaniem Abchazów ich naród wywodzi się od starożytnych piratów, Heniochów, a może nawet od Hetytów11, i stanowi rdzenną ludność Abchazji12. W odpowiedzi Gruzini twierdzą, że Heniochowie byli jednym z plemion gruzińskich, natomiast sami Abchazowie przybyli na swoje dzisiejsze terytorium wiele setek lat po Gruzinach, może nawet u schyłku średniowiecza, a w świetle skrajnych teorii — w XVII wieku.

W tego typu dyskusji historia sama w sobie nie dostarcza dostatecznie wielu argumentów, szczególnie gdy etniczne ogradzanie sięga czasów, z których nie zachowały się żadne źródła pisane. Wtedy do walki wkraczają archeologowie, etnografowie, a przede wszystkim — lingwiści13.

Zawiłe ścieżki lingwistyki

Czy Abchazowie i Gruzini mówią spokrewnionymi językami, a zarazem — czy są ze sobą spokrewnieni? Kwestia ta od dziesięcioleci spędza kaukaskim naukowcom sen z oczu. I nic w tym dziwnego, bo o ile historia ma dla grup etnicznych bardzo duże znaczenie, o tyle język w tej części Kaukazu stanowi podstawę identyfikacji14.

Abchazowie mówią językiem należącym do północno-zachodniej grupy języków kaukaskich15. Język abchaski jest blisko spokrewniony z abazyńskim, kabardyńskim, czerkieskim16, a najbliżej z już wymarłym ubyskim17. Do dziś wiele kontrowersji budzą relacje zachodniokaukaskiej grupy językowej z pozostałymi grupami kaukaskimi: kartwelską (czyli południowokaukaską, na którą składają się poszczególne dialekty/języki gruzińskie) i dagestańską (wschodniokaukaską). Wśród abchaskich i proabchaskich lingwistów panuje dość powszechne, a zarazem kontrowersyjne przeświadczenie o pokrewieństwie grup zachodniej i wschodniej, które miałyby nawet tworzyć wspólną grupę języków północnokaukaskich, w opozycji do kartwelskich18.

O ile współcześnie brak bezpośrednich związków języków gruzińskiego i abchaskiego nie ulega raczej wątpliwości, o tyle wiele wskazuje na to, że hipoteza grupy północnokaukaskiej to w dużym stopniu produkt myślenia życzeniowego i przenoszenia dzisiejszej sytuacji (aktywnej współpracy Abchazów z ludami wschodniego Kaukazu w latach 90.) w odległą przeszłość19. Przy tym należy pamiętać, że historia językowa i etniczna Kaukazu składa się głównie z niewiadomych. Właściwie wyłącznie rodowód języków grupy kartwelskiej i ich wzajemne powiązania wydają się stosunkowo jasne20. Jeśli natomiast chodzi o ujęcie ogólne, jeszcze niedawno triumfy święciła absurdalna teoria jafetycka, która swojemu twórcy się… przyśniła21.

Zgoda panuje w kwestiach najbardziej pierwotnych. Większość naukowców przyjmuje, że wszystkie języki kaukaskie wywodzą się ze wspólnego rdzenia. Na tym podstawowym poziomie gruziński i abchaski są ze sobą spokrewnione. Jednak i w tym ujęciu akcenty są różnie rozkładane. Przykładowo, zdaniem współczesnych lingwistów gruzińskich Abchazowie posiadali od bardzo wczesnych czasów swój język (grupa protokaukaska miałaby się podzielić na 3 części już ok. 8–9 tys. lat temu!), tyle tylko że ludzie posługujący się tym językiem zamieszkiwali północno-zachodni Kaukaz, a nie dzisiejszą Abchazję22. W tym miejscu od problemów lingwistycznych przechodzimy do sporów dwóch odrębnych grup o prawo własności do tego samego terytorium.

Mityczna Kolchida. Czy aby na pewno gruzińska?

Całą osobną książkę można by poświęcić na poszukiwanie punktu startowego, w którym rzekomo na arenę dziejową weszli Abchazowie i Gruzini. Aby jednak nie zanudzać czytelników setkami stron hermetycznego i dość bezcelowego wywodu, zatrzymajmy się na chwilę w konkretnym punkcie.

Królestwo Kolchidy. Pierwsza kraina identyfikowana w źródłach pisanych z późniejszą Gruzją a zarazem Abchazją23. Może to wspominana już mnogość mitów i niezwykłość stworzonej w oparciu o nie tradycji sprawia, że Kolchida stała się areną ideologicznej walki Abchazów i Gruzinów. Obejmowała ona swoim terytorium nie tylko dzisiejszą Abchazję, ale także dużą część zachodniej Gruzji i fragment obecnej Turcji. Wiele informacji na temat tego państwa przetrwało do naszych czasów dzięki relacjom Greków. Osadnicy, pochodzący przede wszystkim z Miletu, założyli w Kolchidzie szereg kolonii i punktów handlowych. Jednym z najważniejszych ośrodków było Dioscurias, port morski leżący na miejscu dzisiejszej stolicy Abchazji, Suchumi. W świetle relacji Strabona był to ważny punkt handlowy dla okolicznych plemion, mówiących 70 różnymi językami, żyjących osobno i wrogo do siebie nastawionych. Obraz zarysowany przez greckiego geografa żyjącego w I wieku p.n.e. jest jasnym dowodem etnicznego zróżnicowania mieszkańców Kolchidy24. Dowód ten jest tym silniejszy, jako że inni autorzy, m. in. Herodot i Pliniusz Starszy, przekazali podobne informacje.

Tymczasem Gruzini tradycyjnie określają mieszkańców Kolchidy mianem Kolchów i twierdzą, że byli oni przodkami jednej lub kilku gruzińskich grup etnicznych25. W tych przekonaniach opierają się na autorach greckich, Hekatajosie z Miletu (VI w. p.n.e.) i pseudo-Skylaksie z Kariandy (IV w. p.n.e.), pierwszych, którzy w swoich dziełach wspominali o ludach kaukaskich26. Rzeczywiście pisali oni o Kolchach (Col, Coraxi), odwoływanie się do nich jest jednak znacznym uproszczeniem, ponieważ w różnych źródłach zachowało się łącznie kilkadziesiąt nazw grup etnicznych zamieszkujących starożytną Kolchidę. W większości pozostają one nazwami niezidentyfikowanymi — niemal nie sposób określić, czy dwie nazwy dotyczą dwóch czy jednego ludu, czy część nie stanowi jedynie fantazji autorów i czy jakkolwiek odnoszą się one do realnych, rodzimych nazw czy też zostały stworzone przez Greków i Rzymian.

Pierwsze nazwy, które można bezpośrednio wiązać z Abchazami, pojawiają się dopiero w I wieku n.e. Gruzińscy naukowcy ze swoistym upodobaniem na każdym niemal kroku podkreślają pół tysiąca lat, które dzieli je od pierwszych informacji na temat Kolchów.

Przodków Abchazów naukowcy doszukują się przede wszystkim w grupach ukrywających się pod dwiema z tych nazw: Adyghe i Apsilae27. Przy tym związek między tymi nazwami etnicznymi budzi mnóstwo kontrowersji. Zdaniem Gruzinów Apsilae byli Kartwelami, a jeśli nawet mieli abchaską krew, to ulegli całkowitej asymilacji kulturowej w skutek kontaktu z plemionami gruzińskimi28. Obie grupy, Adyghe i Apsilae, miałyby, ich zdaniem, stosunkowo późno, gdyż dopiero od I wieku n.e., zacząć przemieszczać się z rejonów górskich do nadmorskiej części Kolchidy. Według gruzińskiej wersji Adyghe stopniowo wypychali kartwelskich Sanigów z ich siedzib, a zarazem mieszali się z wcześniejszą, autochtoniczną i (rzecz jasna!) w przeważającej części kartwelską ludnością29.

Fot. 12. Starożytny dolmen (rodzaj megalitycznego grobowca) z rejonu dzisiejszej Abchazji. Obecnie element ekspozycji Muzeum w Suchumi.

Abchazowie na swoje początki spoglądają kompletnie inaczej. Bynajmniej nie wypierają się związków z północnym Kaukazem30, ale nie godzą się na wizję historii, w której byliby jedynie gośćmi w Abchazji. Giorgij Szamba swoje poszukiwania korzeni abchaskiej obecności we właściwej Kolchidzie rozpoczął w czasach, gdy rzekomi proto-Abchazowie biegali jeszcze w skórach — ponad 5 000 lat temu31. Zdaniem Abchazów ich przodkami byli nie tylko Adyghe i Apsilae, ale także Heniochowie, Sanigowie i różne inne ludy Kolchidy32. W odniesieniu do pierwszych dwóch nazw podstawową rolę odgrywa argument językowy — podobieństwo do rodzimej nazwy Abchazów, którzy sami siebie określają mianem Apsua — „ludzie z duszami”.

Obecnie abchaskie środowisko naukowe (czyżby kalkując współczesną rzeczywistość?) uznaje wprawdzie społeczność antycznej Abchazji za wieloetniczny konglomerat33, tyle tylko że w konglomeracie tym nie ma miejsca dla Gruzinów34.

Podstawowa różnica jest oczywista. Zdaniem Abchazów stanowią oni pierwotnych mieszkańców regionu, którego skład etniczny pozostawał niezmienny35. Gruzini z kolei uważają, że Abchazowie przybywali do zamieszkanej przez nich Kolchidy/Gruzji stosunkowo późno, gdyż dopiero u schyłku średniowiecza36. Z perspektywy neutralnego historyka należy przede wszystkim stwierdzić, że brakuje wszelkich podstaw, by Kolchidę nazywać abchaskim lub gruzińskim królestwem. Narody w dzisiejszym rozumieniu wówczas nie istniały37, a sama Kolchida była raczej luźnym związkiem różnych plemion, tak kartwelskich, jak i innych, niż zorganizowanym państwem38.

Na styku imperiów

Już w starożytności dał o sobie znać podstawowy wyznacznik pozycji Kaukazu na przestrzeni całej historii. Był to (i jest) region na pograniczu wojujących ze sobą cywilizacji. Wszystkie kolejne imperia traktowały go jako swoje mniej lub bardziej istotne, z punktu widzenia nieustannej wojny, kresy39. W I wieku p.n.e. zarówno Kolchidę, jak i Iberię zajęli Rzymianie. Gdy imperium to pogrążyło się w kryzysie, jego słabość wykorzystał rosnący w siłę wschodni sąsiad. Persja, od IV wieku rządzona przez dynastię Sasanidów, uzależniła od siebie Iberię Kaukaską. Z kolei Lazyka, państwo sukcesyjne Kolchidy, pozostała w strefie wpływów Imperium Bizantyjskiego40.

Cesarstwo wschodnie (bizantyjskie) swoje wpływy rozszerzało zarówno poprzez siłową ekspansję, jak i przez, aktualną również i dzisiaj, zasadę divide et impera. Szczując na siebie poszczególne plemiona, Konstantynopol wspierał między innymi proto-Abchazów i spokrewnione z nimi grupy etniczne. Ludy kaukaskie wykorzystywał też, niemal nagminnie, w roli najemników oraz sprowadzanych do metropolii niewolników-eunuchów41. Polityka Bizancjum miała na celu osłabienie wyzwoleńczych tendencji w Lazyce, która zaczęła okazywać przesadną samodzielność42. Justynian Wielki nakazał nawet zamordować tamtejszego władcę, Gubaza II43. Również w VI wieku Konstantynopol wsparł powstanie Archontatu Abazgii (Abchazji). Wydzielił się on z Lazyki i wszedł w skład Bizancjum jako osobna prowincja. To pierwsze abchaskie protopaństwo, zdaniem gruzińskich naukowców, było zamieszkane także (lub przede wszystkim) przez Kolchów i Sanigów44.

Rywalizacja Bizancjum z Sasanidami stanowiła swoistą wieczną wojnę, w której pograniczne tereny przechodziły raz we władanie jednej, raz drugiej strony. W momentach słabości Bizancjum traciło Lazykę. Z zajęciem jej przez Persów musiał pogodzić się u schyłku rządów Justynian Wielki, cesarz skądinąd znany raczej z zysków niż ze strat terytorialnych. Także rządzący wiek po nim Herakliusz toczył z Persami ciężkie boje o ziemie dzisiejszej Gruzji. Część historyków gruzińskich to z jego postacią wiąże utworzenie wyżej wspomnianego Archontatu Abchazji45. Sytuację w regionie wywróciło jednak do góry nogami dopiero pojawienie się nowej potęgi — Arabów. Zwycięski marsz uczniów Mahometa pozwolił im w ciągu zaledwie kilkunastu lat opanować całą wschodnią część Imperium Bizantyjskiego. W Tbilisi około 653 roku założono emirat, który początkowo w silnym, a z czasem w coraz słabszym uścisku trzymał całą Iberię46. Arabom nie udało się natomiast rozciągnąć swoich wpływów na Lazykę ani Abchazję — ekspedycja Marwana Ibn Mahammada z 730 roku poniosła sromotną klęskę47.

Wczesne średniowiecze. Gdzie ta Gruzja?

Na kaukaskim pograniczu dwóch imperiów, bizantyjskiego i arabskiego, we wczesnym średniowieczu istniał cały szereg państw. Rodziły się one wskutek nie tyle rywalizacji, co przede wszystkim osłabienia obu potęg. Walki wewnętrzne w kalifacie bagdadzkim, a zarazem spór o kult ikon i rządy regencyjne w Bizancjum tworzyły korzystne warunki dla ruchów odśrodkowych. Na coraz luźniej podporządkowanym imperium wybrzeżu Morza Czarnego w VIII wieku doszło do kolejnej secesji. Około roku 780 Archontat Abchazji oddzielił się od imperium, a jego władca, Leon II, przyjął tytuł króla48. Jak się zdaje, doszło do tego za przyzwoleniem odległego i nękanego własnymi problemami Bizancjum49. Dalej zachowano pozory zależności od Konstantynopola, w rzeczywistości jednak państwo uzyskało status niepodległego.

Moment jego powstania silnie odbił się na abchaskich mitach narodowych. W pierwszym zdaniu deklaracji niepodległości Abchazji z 1999 roku jest mowa o 1 200 latach tradycji państwowych50. Ten zwrot dziejowy podkreślają też niemal wszyscy abchascy historycy średniowiecza i nie tylko51.

W tym czasie, pod koniec VIII wieku, nie istniało jeszcze żadne państwo noszące nazwę Gruzja. Nie znaczy to jednak, że nie rodziła się już gruzińska, tudzież kartwelska, tożsamość. Język gruziński jako jedyny w regionie od V wieku posiadał swój alfabet52. Zarazem ludność mówiącą tym językiem spajała religia. Iberia Kaukaska jako jedno z pierwszych państw w IV wieku przyjęła chrześcijaństwo. W pamięci jej mieszkańców, a przede wszystkim elit, pozostał król Wachtang Gorgaslan, rządzący w drugiej połowie V wieku. Zapewnił on Kościołowi iberyjskiemu autokefalię, czyli względną niezależność od Kościoła bizantyjskiego. Prawdopodobnie to również on przeniósł stolicę państwa ze starożytnej Mcchety, głównego ośrodka iberyjskiego Kościoła, do Tbilisi. Nie zdołał jednak obronić niezależności Iberii. W 522 roku uciekł do Lazyki przed perskim najazdem, a jego państwo zostało podbite53. Tradycje Iberii jednak nie zginęły. Przeciwnie, odcięcie od Bizancjum pozwoliło tutejszej kulturze na dalszy, niezależny rozwój, a ludności na wykształcenie własnej tożsamości w konfrontacji z religią i kulturą Persji. Sporo lat później, w połowie X wieku, podstawy średniowiecznej świadomości gruzińskiej wyjaśnił mnich Giorgij Merczule, biograf św. Grzegorza z Chandzty: „Gruzja składa się z owych rozległych ziem, na których w języku gruzińskim celebruje się nabożeństwa i odmawia wszelkie modlitwy”54. Tak więc spoiwem Gruzinów był po pierwsze ich niezależny Kościół, po drugie zaś język55.

Tym samym, pod pojęciem wczesnośredniowiecznej Gruzji należy rozumieć nie państwo, ale pewien obszar kulturowy56, na którego terenie istniało początkowo wiele państw. Obszar, który do lat 30. VII wieku był politycznie zdominowany przez Persów, a następnie przez Arabów. W VII i VIII wieku do obszaru tego nie należała jednak (a przynajmniej nie w pełni) Abchazja. Podlegała ona pod względem religijnym Konstantynopolowi, a nie gruzińskiemu Katolikosowi z Mcchety. Nabożeństwa w abchaskich kościołach odprawiano w języku greckim. Niewykluczone, że również abchaska dynastia wywodziła się z Bizancjum. Sytuacja zmieniała się stopniowo. W X wieku Abchazja i Lazyka znikają z listy prowincji podlegających zwierzchnictwu patriarchy w Konstantynopolu. Wydaje się, że za cichym przyzwoleniem Imperium w Abchazji grecki język liturgiczny zastąpiono gruzińskim57. Proces ten zapewne zaczął się już w IX wieku i przejawiał stopniowym zastępowaniem Greków Gruzinami na tronach biskupich58. Zarazem zmienić się musiała przynależność episkopalna, choć dokładne relacje między Kościołem Abchazji i Mcchetą pozostają tajemnicą. To, co tajemnicą nie jest, to postępy języka i kultury gruzińskiej w Abchazji.

Abchazja gruzińska czy abchaska?

Zdaniem historyków abchaskich Archontat (a następnie Królestwo) Abchazji był państwem czysto abchaskim, w którym doszło do etnicznej i kulturowej konsolidacji tej narodowości59. Tezy nauki abchaskiej cytował też, dość bezrefleksyjnie, polski badacz, Wojciech Górecki, pisząc, że „wtedy miał się, we współczesnym rozumieniu tego słowa, uformować naród abchaski”60. Jak doskonale wiadomo, narody w dzisiejszym tego słowa rozumieniu są tworem późnej epoki nowożytnej i ich powstanie wiąże się zwykle dopiero z XIX wiekiem61. Dla wcześniejszego okresu stosuje się wiele często nadużywanych terminów, takich jak np. naród polityczny. Nauka gruzińska (ale i abchaska) do epoki średniowiecznej często odnosi termin naród feudalny62.

Dla bezstronnego badacza faktem niepodważalnym jest brak śladów rodzimej, abchaskiej kultury wysokiej we wczesnym średniowieczu. Archontat Abchazji rozwijał się pod wpływem kilku centrów kultury, przede wszystkim Konstantynopola i Mcchety/Tbilisi. Nie zachowały się żadne ślady pisanego języka abchaskiego ani średniowiecznej literatury abchaskiej, choćby przekazywanej ustnie. Wprawdzie w 1963 roku rosyjski lingwista, G. F. Turchaninow, z triumfem ogłosił, że odnalazł wyryte w kamieniu abchaskie inskrypcje średniowieczne, jednak okazało się to dość kiepską mistyfikacją. Mistyfikacją, która do dziś budzi głównie śmiech, bo zdaniem Turchaninowa to nie Fenicjanie czy Grecy, ale właśnie Abchazowie stworzyli podstawę współczesnych alfabetów sylabicznych63! Spory na płaszczyźnie archeologii są zresztą chlebem powszednim stosunków gruzińsko-abchaskich. Starczy wspomnieć twierdzę Anakopia, która była stolicą Archontatu Abchazji. Zdaniem Abchazów stanowiła ona zarazem centrum ich narodowej kultury i tradycji. Gruzini samo istnienie etnicznego państwa abchaskiego w tym okresie nazywają nonsensem, ponieważ dużą część jego mieszkańców stanowić mieli Kartwelowie. Zdaniem Gruzinów, jeśli w Królestwie Abchazji doszło do konsolidacji, to była to konsolidacja narodu gruzińskiego, a nie abchaskiego64. Alhas Argun, zarządzający kompleksem, w którego skład wchodzi Anakopia, zbywa te zarzuty, ale doskonale zna ich przyczynę. — W historii chodzi głównie opolitykę — mówi otwarcie w wywiadach udzielanych zachodnim mediom65.

U schyłku VIII wieku wspomniany uprzednio abchaski król Leon II przeniósł stolicę państwa z Anakopii do Kutaisi — osady o wyraźnie gruzińskim charakterze. Nie ulega większym wątpliwościom, że w tym czasie dwór abchaski posługiwał się już językiem gruzińskim66. Abchazowie moment ten interpretują na różne sposoby. Bądź jako koniec prawdziwie abchaskiej epoki w ich historii, bądź też początek podboju Gruzji przez abchaskich władców lub dobrowolnego zespalania Abchazji z ziemiami gruzińskimi. Dla Gruzinów to z kolei kluczowy etap ich historii — okres jednoczenia gruzińskiego królestwa, który zajął ponad 300 lat. Różnicę w spojrzeniu doskonale pokazuje określenie użyte przez D. Muszeliszwilego, pracownika Instytutu Historii Gruzińskiej Akademii Nauk. W jego opinii Leon II był „wybitną postacią gruzińskiej polityki i kultury”67. Również N. Lomouri z Muzeum Sztuki Gruzińskiej twierdzi, że „Królestwo Abchazji, oceniając po kulturze, języku państwa i Kościoła, a także po polityce, było tak naprawdę etapem w historii gruzińskiej państwowości”68.

Abchazja Gruzją, częścią Gruzji, twórcą Gruzji?

Wspomniana polityka to najlepiej widoczna cecha rozwoju Królestwa Abchazji. Było ono najbardziej prężnym organizmem w regionie i stopniowo zyskiwało dominację, wchłaniając kolejne państewka lub łącząc się z nimi. Moment przyjęcia korony królewskiej przez władców Abchazji zbiega się z włączeniem do tego państwa dawnego hegemona, Lazyki. Zresztą w niektórych źródłach z epoki Królestwo Abchazji nadal było określane mianem Lazyki69. Stopniowo Abchazja objęła cały teren, przez naukę gruzińską określany mianem Gruzji zachodniej. Samo pojęcie Abchazji też się zmieniało — przynajmniej od IX wieku określało terytorium i państwowość w oderwaniu od określonej narodowości/grupy etnicznej. W IX, X wieku nikt nie identyfikował Abchazji z państwem zamieszkanym przez Abchazów. Dla tego okresu Abchazja stanowi synonim Gruzji zachodniej, co przyznają także abchascy historycy70. Nie ulega wątpliwości, że elity Abchazji uległy gruzinizacji71, po czym same zaczęły kreować gruzińską i gruzińskojęzyczną kulturę polityczną. Słowa M. Lordkipanidzego, profesora Uniwersytetu Państwowego w Tbilisi, właściwie rozumiane wydają się odpowiadać prawdzie: „Królowie Abchazji, niezależnie od swojego pochodzenia etnicznego, byli gruzińskimi mężami stanu, którzy budowali i wzmacniali gruzińską państwowość”72. Zresztą, niektórzy Abchazowie wyrażają dziś wyraźne pretensje wobec Leona II. Polskiemu historykowi może to przypominać żale Litwinów wobec Władysława Jagiełły, który zaprzedał Litwę Polakom.

Abchazja skutecznie konkurowała z pozostałymi państewkami obszaru gruzińskojęzycznego. Wyraźnie pomagał jej chaos na wschodzie, gdzie formalnie Arabowie wciąż zachowywali dominację, ale zarazem władza emira Tbilisi w coraz większym stopniu stawała się czysto nominalna73. Rywalizację z Królestwem Abchazji prowadziła przede wszystkim Kachetia oraz twór państwowy nie do końca poprawnie określany mianem Tao-Klardżettii. W Klardżetii i kilku innych państewkach władzę przejął wywodzący się z Armenii i już wówczas szczycący się wielowiekową tradycją ród Bagratydów74. Jedna z jego gałęzi przyjęła na początku X wieku tytuł „królów Kartwelów”.

Zjednoczone Królestwo

Dopiero w 978 roku powstało państwo stanowiące prekursora dzisiejszej Gruzji. Powstało, czego nie kwestionuje żadna ze stron, przy znaczącym udziale czy wręcz dzięki Królestwu Abchazji75. Błędem (lub przynajmniej uproszczeniem) jest natomiast często powtarzane w literaturze stwierdzenie, że to dynastia rządząca Abchazją zjednoczyła Gruzję. Na czele państwa o nazwie Sakartwelo, co oznacza kraj Kartwelów/Gruzinów, stanął Bagrat III. Był on synem Gurgena pochodzącego z bagratydzkiej linii rządzącej Kartlią. Matką Bagrata III była natomiast Guranducht, córka króla Abchazji76. Początkowo nic nie zapowiadało wielkiej roli, jaką miał on odegrać. Droga Bagrata III na szczyt rozpoczęła się, gdy został on adoptowany przez bezdzietnego Dawida III, władcę Tao-Klardżetii. W drodze walk między poszczególnymi księstewkami, z nadania Dawida Bagrat otrzymał Kartlię. W 978 roku przejął też tron Abchazji, której nieudolny i niezdecydowany władca, Teodozjusz III Ślepy, abdykował. Ostatecznie w 1008 roku, po śmierci swojego ojca pełniącego regencję w Kartlii, Bagrat przyjął tytuł gruzińskiego króla królów. W kolejnych latach proces jednoczenia królestwa postępował, w żadnym razie nie była to jednak droga usłana różami.

Mapa 9. Państwa Zakaukazia w czasach Bagrata III — II połowa X wieku (ryc. Marek Ciesielczyk).

Bagrat III bez skrupułów stosował wszelkiego rodzaju metody77. Nie mogąc skłonić swoich kuzynów do podporządkowania się, uwięził ich podstępem. Toczył też ciężkie walki z krewnymi i Bizancjum, które spostrzegłszy nową potęgę na wschodzie, wspierało ruchy odśrodkowe w Gruzji. Bagrat był przede wszystkim królem Abchazji, która zapewniała mu środki i bazę ludnościową do rozszerzania swoich wpływów, ale działał jako władca gruziński wewnątrz gruzińskiego systemu politycznego78. Sam zresztą nie był, przynajmniej po mieczu, Abchazem.

W procesie zjednoczeniowym dużą rolę odegrał gruziński Kościół, któremu Bagrat III przyznał dodatkowe przywileje. Także Bizancjum utwierdziło swoją pozycję — Bagrat nie zamierzał z nim całkowicie zrywać. Nominalnie wciąż uznawał się za władcę podporządkowanego i starał się o bizantyjskie tytuły dworskie79