LUST. Złota rączka - i 10 innych opowiadań erotycznych wydanych we współpracy z Eriką Lust - Praca Zbiorowa - ebook + audiobook

LUST. Złota rączka - i 10 innych opowiadań erotycznych wydanych we współpracy z Eriką Lust ebook i audiobook

zbiorowa praca

3,6

Opis

Henry pracuje na platformie wiertniczej na Morzu Północnym. Pracuje po 12 godzin dziennie. Po dwóch tygodniach wraca na stały ląd, by odpocząć i spędzać dnie z kumplami. Noce spędza z kobietami - zaspokajając je, uwalnia swoje emocje. Jego zasada jest prosta: nowa noc to nowa kobieta. Tylko raz robi wyjątek. Dla kobiety imieniem Clara.

Złota rączka - i 10 innych opowiadań erotycznych wydanych we współpracy z Eriką Lust: Nowy przyjaciel - Obserwator - Mięso - Facet do towarzystwa - Złota rączka - Czerwony brylant - Szybując pośród chmur - Zniewolona przez mojego pana - Uwiedziona w bibliotece - Feminista - Na tylnym siedzeniu

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 209

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 43 min

Lektor: Alicja Karat

Oceny
3,6 (7 ocen)
3
0
2
2
0

Popularność




Praca zbiorowa

Złota rączka - i 10 innych opowiadań erotycznych wydanych we współpracy z Eriką Lust

Lust

Złota rączka - i 10 innych opowiadań erotycznych wydanych we współpracy z Eriką Lust

tytuł oryginałuHandyman - og 10 andre erotiske noveller i samarbejde med Erika Lust

Zdjęcie na okładce: ShutterstockCopyright © 2020, 2020 Praca zbiorowa i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN:  9788726532128

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Nowy przyjaciel

Barcelona to wielkie miasto. Nie znam tu nikogo oprócz kolegów z nowego miejsca pracy. To od nich dowiedziałam się o kąpielisku na świeżym powietrzu. Znajduje się niedaleko od mojego nowego i wciąż nie do końca umeblowanego mieszkania. Musieli się domyślić, że uwielbiam pływać. Od kiedy pamiętam, przepadałam za wodą. Za pływalniami. Za rzeką w mieście, w którym dorastałam. A zwłaszcza za Morzem Północnym.

W Hiszpanii panuje ciepły klimat. Ubrana w luźną spódnicę jadę ulicą na rowerze. Wciąż trudno mi jest znaleźć drogę w zupełnie nowych miejscach. Kropelki potu spływają mi po udach i zatrzymują się w zgięciach kolan. Kąpielisko znajduje się w spokojnej dzielnicy. Duży, czerwony budynek otoczony wysokimi murami. Przed wejściem nie ma kolejki. Podchodzę do pani w okienku. Informuje mnie, najpierw po hiszpańsku, później po angielsku, że do zamknięcia zostały tylko dwie godziny. Mimo to kupuję bilet.

Jestem jedyną osobą, która kieruje się w stronę przebieralni. Spotykam tam starszą panią i matkę z dwójką dzieci, które właśnie skończyły kąpiel. Pozdrawiają mnie uśmiechami i skinieniem głowy. Wchodzę pod prysznic. Niebieski kostium kąpielowy jest zimny w zetknięciu ze skórą, ale miękki i dobrze przylega do ciała. Kupiłam go przed wyjazdem. Moje opalone nogi zdradzają długość noszonej przeze mnie spódnicy, mimo że dopiero od niedawna tutaj mieszkam. Drzwi prowadzące do przebieralni otwierają się dwa razy, jako ostatnie znikają głosy dzieci z matką. Czuję ssanie w żołądku. Żyję w tym wielkim mieście zupełnie sama.

Kiedy wychodzę nad wodę, razi mnie blask słońca. Osłaniam oczy dłonią i rozglądam się dookoła. Płytki są ciepłe. To miejsce ma swój czar. U dołu schodów widać małe rdzawe zacieki powstałe wskutek wieloletniego codziennego użytkowania. Są dwa baseny. W pierwszym nikogo nie ma i woda jest spokojna. W drugim dostrzegam mężczyznę płynącego kraulem. Między basenami stoi biała budka, w której siedzi ratownik. Ogląda piłkę nożną na telefonie komórkowym, podnosi wzrok i kiwa do mnie dłonią, gdy zauważa, jak schodzę po drabince do basenu, w którym nie ma nikogo. Woda jest chłodna, ale zetknięcie się z nią w tym upale jest przyjemne. Nurkuję, mocząc włosy, które zaczynają przylegać do skóry głowy. Przekręcam się na plecy i unoszę się na powierzchni. Słońce widnieje wysoko na bezchmurnym, błękitnym niebie. Jedynie twarz, piersi i łono wystają mi nieznacznie ponad powierzchnię. Popołudniowe słońce grzeje i zaczynam odczuwać lekkie pieczenie skóry pod kostiumem.

Woda pod powierzchnią drga, zupełnie jak w Danii, gdy byłam dzieckiem i chodziłam na basen. Podobał mi się wtedy Tobias, który był prawdziwym asem w pływaniu. Znajdowałam się daleko poza jego ligą. Nie należałam do osób, na które zwracało się uwagę. Pewnego dnia ukradłam jego kąpielówki i ukryłam je w pudełku pod łóżkiem. Przez długi czas pachniały basenem. Wyjmując je z pudełka, czułam motyle w brzuchu. Kiełkującą seksualność. Moje pierwsze erotyczne marzenia o mnie i Tobiasie zawsze razem. Od tego czasu nigdy nic nie ukradłam.

Jedną stopą dotykam ściany basenu. Z łatwością odbijam się od niej i płynę z powrotem ku środkowi. Woda wciąż jest spokojna i niczym niezmącona. Od czasu do czasu kątem oka zerkam na ratownika, ale on pochłonięty jest oglądaniem meczu. Łatwo rozkładam nogi. Zimna woda opływa moje łydki i wewnętrzną stronę ud i uderza małymi, miękkimi falami o moje łono. Zapadam w króciutką drzemkę, pozwalając, by pochłonęło mnie pożądanie i zadowolenie. Zamknięte powieki stają się ciemnoczerwone od promieni słonecznych. Nie pamiętam, kiedy ostatnio byłam w podobny sposób sama i czułam się tak szczęśliwa.

W pewnym momencie drgania wody wzrastają. Młody mężczyzna, który do tej pory pływał w basenie obok, przeniósł się teraz do mojego. Pozdrawia mnie skinieniem głowy i zaczyna pływać kraulem tam i z powrotem. Nie mogę już dłużej beztrosko unosić się na powierzchni. Przyglądam mu się. Jego wytrenowanym ramionom. Nie rozumiem, dlaczego zmienił basen, i trochę mnie irytuje, że zakłóca mój spokój. Z głową ponad wodą przepływam leniwie kilka długości, dając mu się wyprzedzić wiele razy.

Na koniec nieruchomieję w rogu, utrzymując się rękoma na powierzchni. Potem daję nurka i otwieram oczy. Mężczyzna jest wysportowany i umięśniony. Jego pośladki są napięte, gdy nogi uderzają o wodę. Ponownie wystawiam głowę nad powierzchnię i chwytam się jedną ręką za brzeg basenu. Gdy mężczyzna oddala się ode mnie, przesuwam dłoń w stronę krocza. Gładzę się przez materiał po punkcie G. Kiedy mężczyzna zawraca za drugim razem i odpływa, dłoń wślizguje się za materiał. Pod wodą wyciągam z kostiumu jedną z piersi i masuję ją delikatnie. Moje ciało jest ciepłe. Zwłaszcza moja cipka. Woda jest zimna. Ruchy przyspieszają. Moje policzki są rozpalone i kiedy zamierzam właśnie odwrócić od niego wzrok, on niespodziewanie się zatrzymuje. Patrzy na mnie z przeciwnego końca basenu. Zdejmuje czepek i okularki, ukazując piękną twarz i gęste, ciemne włosy. Wpatruje się we mnie. Moja dłoń przy kroczu zamiera. Czyżby zauważył, co właśnie robię? Odwzajemniam jego długie spojrzenie. To na niego mam ochotę. On patrzy na mnie zbyt długo, żeby było to przypadkowe, i nagle wychodzi z basenu po drabince. Pokonuje drogę wzdłuż krawędzi i zatrzymuje się tuż za mną. Najpierw mówi coś po hiszpańsku. Kiedy widzi, że nie rozumiem, przechodzi na angielski.

– They are closing soon.

Uśmiecham się.

– Thanks.

On także posyła mi uśmiech, po czym zabiera ręcznik z ławki dla widzów i kieruje się w stronę przebieralni. Podpływam do metalowych stopni i podążam w ślad za nim. Przed otworzeniem drzwi do przebieralni dla mężczyzn odwraca się. Dostrzega mnie. Zatrzymuję się. On uśmiecha się nieznacznie i wchodzi. Nie ruszam się z korytarza. Czuję, jak bije mi serce. Poza tym panuje zupełna cisza. Przez wysokie okna na korytarzu widzę błękitne niebo nad Barceloną. Przechodzę obok drzwi do damskiej przebieralni i wchodzę do przebieralni dla mężczyzn. Najpierw spoglądam przez ramię, później ostrożnie uchylam drzwi. Słyszę, jak mężczyzna gwiżdże, jakby wiedział, że nie jest tu sam. Ściany dają pogłos. Rozglądam się. W przebieralni nie ma nikogo poza nim. Przez ułamek sekundy on przechodzi obok szczeliny między drzwiami i futryną, następnie wchodzi pod prysznic. Jego pośladki są nagie, a na ramieniu zwiesza się ręcznik. Czuję wibrowanie w podbrzuszu. Rzucam za siebie jeszcze jedno spojrzenie i wchodzę do środka. Stąpam ostrożnie po płytkach, mimo że nie potrzebuję tego robić. Dochodzi mnie słaby szum prysznica. Na ławce leżą kąpielówki. Biorę je do ręki i wącham. Czuć tę samą słabą woń chloru, którą pamiętam z dzieciństwa. Chciałabym zabrać je do mojego nowego mieszkania i ukryć w pudełku pod łóżkiem. Zrobić coś, czego mi nie wolno, czego nie zrobiłam od czasów nastoletnich. Składam je w kulkę i powoli skradam się do wyjścia, gdy nagle spod prysznica rozlega się wołanie mężczyzny:

– Hey, girl.

Zatrzymuję się. Niemożliwe, żeby mnie zobaczył. Przez moment zastanawiam się, czy się nie przesłyszałam.

– Come here, girl – mówi mężczyzna zdecydowanym, ale kuszącym głosem.

Odkładam kąpielówki i powoli kieruję się w stronę pryszniców.

Wyżłobienia w płytkach pod moimi stopami są miękkie, ale chropowate. Ostrożnie. Zrobiłam coś, czego nie wolno robić. Co się teraz zdarzy? Czuję jeszcze mocniejsze wibracje w podbrzuszu. Mężczyzna stoi nagi pod prysznicem. Białe mydło w płynie spływa po jego ciemnej skórze. Zaczyna się dotykać, przesuwa delikatnie dłonią po penisie. Zatrzymuję się i obserwuję go, mimo że jestem zaskoczona. Właśnie o to chodzi, że mam na niego patrzeć. Nie mówiąc ani słowa, zsuwam ramiączko kostiumu, potem drugie, cały czas patrząc mu prosto w oczy. Przygląda mi się. Moje piersi kołyszą się, oswobodzone z elastycznego materiału. Kręcę biodrami, wysuwając się całkowicie z kostiumu, który opada na ziemię. Mężczyzna uśmiecha się.

– Cute – komentuje.

Idę do niego. On wciąga mnie pod gorącą wodę, chwyta moje piersi i zaczyna pieścić brodawki. Potem odwraca mnie twarzą do ściany i opiera moje dłonie o zimne kafle. Następnie klęka za mną między moimi nogami. Jego dłonie rozwierają moje pośladki, on przybliża twarz i zaczyna pieścić mnie językiem. Czuję się wolna, otwarta, szczęśliwa i przerażona sobą. Moje westchnienia odbijają się echem od wszystkich ścian. Kolana drżą pode mną. W każdej chwili może tu wejść ratownik albo pani z kasy.

Prysznic co chwila automatycznie się wyłącza. Moje podbrzusze pulsuje. Mężczyzna wstaje. Ja przyklękam. On jedną dłonią trzyma mocno moją żuchwę, odchyla głowę. Jego oczy mają nieobecny, ale intensywny wyraz. Gorąca woda spływa po jego ciele na moje.

Spod pryszniców przenosimy się do przebieralni. On prowadzi mnie tuż przed sobą. Pochylam się nad ławką. Mężczyzna gładzi dłońmi moje pośladki, uda, podszczypuje delikatnie moją miękką skórę. Bierze do ręki kąpielówki i kładzie je przede mną.

– Did you want these? – pyta, wskazując na moją zdobycz.

Zbliża się do mnie, wchodząc we mnie od tyłu. Chwytam za ławkę, żeby utrzymać równowagę. Woda kapie z moich wilgotnych włosów, które z każdym jego pchnięciem kiwają się delikatnie tuż przed moją twarzą. Jego dłonie silnie trzymają mnie za biodra. Wykafelkowane ściany dają pogłos za każdym razem, kiedy jego biodra uderzają o moją skórę. Prawie w ogóle ze sobą nie rozmawialiśmy. Nigdy wcześniej nie zrobiłam czegoś podobnego. Jego jęki są głębokie i płyną z gardła. Za każdym razem, kiedy jest bliski orgazmu, zmniejsza tempo i się wstrzymuje.

Za nami leży sterta mat do ćwiczeń i mnóstwo zwiniętych mat do jogi. On chwyta mnie za nadgarstek i prowadzi w tę stronę. Kładę się na brzuchu. On wsuwa jedną z mat do jogi pod moje biodra, tak że moje pośladki leżą nieco uniesione. Czuję za sobą jego ciepłą skórę. Ostrożnie odsuwa włosy z mojej twarzy, a ja przykładam policzek do maty. On ujmuje moją dłoń i prowadzi ją do mojego krocza. Mata do jogi jest miękka, wciąż jest mi bardzo przyjemnie. Mężczyzna przykuca, opierając ciężar na stopach i rozwiera dłońmi moje pośladki.

– Let’s try this – mówi do mnie.

Patrzę prosto na niego i daję przyzwolenie skinieniem głowy. Przygryzam wargę, kiedy powoli wsuwa we mnie prącie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio eksperymentowałam z seksem analnym, poza tym nigdy wcześniej nie odbywało się to z kimś, kogo nie znam. Mężczyzna kładzie się na mnie całym ciężarem, rozstawiając nieco bardziej moje nogi wraz ze swoimi. Wpasowuję się w jego rytm. Najpierw powolny. Potem pchnięcia przybierają na sile i stają się bardziej gorączkowe. Maty pod nami zaczynają się przesuwać. Tym razem się nie wstrzymuje. Poznaję po wydawanych przez niego dźwiękach, że zbliża się szczytowanie. Dochodzi z głośnym okrzykiem. Obydwoje się śmiejemy. Jestem przekonana, że teraz usłyszeli nas wszyscy w tym budynku. On całuje mnie w kark, podnosi się i wychodzi pod prysznic. Moje ciało jest gorące i zadowolone. Pewnymi ruchami przesuwam palcami w kroczu. Wyobrażam sobie, że on wciąż jest we mnie. Moja dłoń jest spocona między gumową matą i moją gorącą skórą. Cały czas myślę o tym mężczyźnie i o sobie. Pożądaniu między naszymi ciałami, ciepłym klimacie, a także o otaczających nas zimnych i wilgotnych żywiołach. Zakazane spotkanie i jego karzące, lecz pociągające zachowanie. Gdy dochodzę, odkrywam, że mężczyzna wyszedł spod prysznica i że właśnie mi się przygląda z pewnej odległości. Bierze z ławki swoje kąpielówki i podchodzi do mnie. Twarz mam rozpaloną, leżę nieruchomo. On kładzie kąpielówki obok i całuje mnie w policzek.

– You can borrow these. Remember to bring them next week – mówi żartobliwie.

Zaczyna się ubierać, jakby był to zupełnie zwykły dzień na pływalni. Wycofuję się do damskiej przebieralni. Zasłaniam dłonią usta, nie wierząc w to, co właśnie zrobiłam. Zamiast się wykąpać, naciągam z powrotem kostium i zaczesuję do tyłu mokre włosy szczotką. Następnie wciągam spódnicę, nakładam sandały, wciąż z uśmieszkiem na ustach.

W kasie nie ma już nikogo. Temperatura na zewnątrz jest taka sama jak wtedy, kiedy przyszłam. Podchodzę do roweru. Kiedy odblokowuję zamek, nagle dochodzi mnie głos mężczyzny. Rozmawia głośno i brzmi na zadowolonego. Kiedy patrzę przez ramię, widzę, jak stoi przed bramą do kąpieliska i rozmawia z ratownikiem. Chyba obydwaj wychodzą do domu. Wyglądają na znajomych. Mężczyzna przenosi na mnie wzrok. Unosi dłoń i macha do mnie.

– Nice to meet you – woła do mnie przez ulicę.

– See you next week.

Uśmiecham się, wsiadam na rower i odmachuję mu, odwracając się. Niewykluczone, że znalazłam nowego przyjaciela. Nagrzane siodełko przyjemnie parzy i lekko szczypie skórę po wewnętrznej stronie ud.

Obserwator

Lea Lind

Moje wysokie, czarne szpilki stukają na chodniku, kiedy skręcam za rogiem w boczną ulicę, przy której mieszka Arif. Czekałam na ten wieczór cały dzień. Podekscytowana wyciągam klucz z kieszeni płaszcza i otwieram drzwi do budynku. Mam ochotę wbiec po schodach, ale się powstrzymuję.

Na trzecim piętrze otwieram drzwi do jego mieszkania. Wszystko tak cudownie nim pachnie. Jest jak egzotyczna przyprawa, w której zostałam zamarynowana.

Choć jesteśmy parą już od kilku lat, nie mieszkamy razem. Żadne z nas tego nie potrzebuje. Jest nam dobrze tak, jak jest. Moje przyjaciółki jednak chyba nie do końca potrafią to zrozumieć.

– Chodzi o to, że on nie chce, czy jak? – dopytują, po czym stwierdzają: – Faceci są czasem trochę dziwni.

Nie rozumieją, że jestem dokładnie tak samo dziwna jak on. Arif i ja trzymamy się tego, by dawać sobie wolność. Nie wolność, dla której się odchodzi. Wolność, dzięki której się zostaje. Żeby związek pozostał nieustannym pragnieniem i nie zmienił się w obowiązek, jak często dzieje się w przypadku wielu par. Trudno to wyjaśnić. Może sama nie do końca to rozumiem. Na pewno nie pojmują tego moje przyjaciółki. Tak mi się przynajmniej wydaje. Z drugiej strony tak naprawdę nigdy nie próbowałam im tego wyjaśniać. Milczę po prostu, słuchając wszystkich pełnych troski i dobrej woli uwag pod moim adresem, mimo że są kompletnie nietrafione. Ja przecież doskonale wiem, na czym stoję z Arifem. A on doskonale wie, na czym stoi w związku ze mną. Nasze ciała i dusze są ze sobą permanentnie zespolone w sposób, bez którego nie potrafimy żyć – i bez którego nie chcemy żyć. Niemniej właśnie dlatego czasem potrzebne jest nam małe urozmaicenie.

Po omacku szukam kontaktu w przedpokoju. Włączam światło, rozpinam płaszcz i wieszam go na wieszaku. W napięciu poprawiam szminkę w odcieniu głębokiej czerwieni i sukienkę w groszki w stylu vintage z głębokim dekoltem. Zatrzymuję wzrok na swoim odbiciu w wiszącym w korytarzu lustrze.

Z niecierpliwością czekam na moment, kiedy znów spojrzę na siebie w sposób, w jaki widzi mnie Arif. Jak na osobę, którą tak naprawdę jestem… Ekshibicjonistkę w całej okazałości.

Wszystko zaczęło się, gdy byłam na pierwszym roku akademii sztuki. Długo przed Arifem.

Na otwartych warsztatach z aktów w Louisianie. W budynku dało się odczuć powiew jesieni, gdy chwyciłam ołówek i zaczęłam przyglądać się dokładnie pięknemu ciału pozującej przede mną kobiety, próbując przenieść je na papier.

Podczas przerwy Laura schyliła się do mnie poufale, zerknęła przez ramię i szepnęła:

– Widziałaś tego faceta w skórzanej kurtce? Nie odrywa od ciebie wzroku.

Ostrożnie odwróciłam głowę. Chciałam spojrzeć na niego tak, by tego nie zauważył. Ale nie udało mi się. Obserwował każdy mój ruch niczym wyczekujący drapieżnik. Uśmiechnęłam się do niego zakłopotana. Na jego twarzy nie pojawił się jednak nawet najmniejszy grymas.

– Daj spokój, chamski jest i tyle – skwitowała Laura. – Do cholery, to przecież nie jest jakaś knajpa na Istedgade! To ma być sztuka...

Jedyną rzeczą, jaką zarejestrowałam, było to, że nie uznałam jego zachowania za niewłaściwe. W ogóle. I to mnie zaskoczyło. Może właśnie dlatego tylko zachichotałam i przyznałam Laurze rację. I może dlatego nadal nie mówię dziewczynom nic o pikantnych szczegółach mojego związku z Arifem. Ogólnie rzecz biorąc, jestem przecież przyzwoita i dobrze wychowana.

Laura szturchnęła mnie lekko.

– Chodź. Powinnyśmy się trochę przewietrzyć, zanim znowu weźmiemy się do pracy – powiedziała.

Ciągnęła mnie za sobą, podczas gdy ja posyłałam mojemu obserwatorowi długie spojrzenia. Próbowałam dociec, dlaczego tak bardzo interesuje się mną, a nie nagą modelką. Co takiego we mnie dostrzegł?

Po warsztatach nigdy więcej nie spotkałam tamtego faceta w skórzanej kurtce. Nie zamieniliśmy nawet słowa. Wyłącznie spojrzenia. Ale mocno wrył mi się w pamięć. Odkrył we mnie osobę, którą jestem. Mimo że zawsze byłam nieśmiała, w sposobie, w jaki mi się przyglądał, było coś szczególnego. Jego spojrzenie nie było oceniające. Ani zachęcające. Po prostu było. I podniecało mnie tak, jak nigdy nie sądziłam, że coś będzie w stanie mnie podniecić. Mnie, która wcześniej zawsze zakrywała twarz dłońmi i chichotała, gdy ktoś za bardzo się zbliżył.

W pewnym sensie wyzwolił mnie seksualnie. Szybko bowiem zorientowałam się, że była to seksualna potrzeba.

Na początku nie wiedziałam, jak mam sobie z nią poradzić. Upijałam się trochę za mocno i tańczyłam na stołach. Zauważyłam jednak, że skutek jest wręcz odwrotny od zamierzonego. Że faceci, którzy mi się przyglądali i którzy odprowadzali mnie do domu, tak naprawdę nie widzieli mnie. Widzieli zmodyfikowaną, nieprawdziwą wersję. A więc nadal byłam w punkcie wyjścia.

Mężczyzna w skórzanej kurtce uświadomił mi, że muszę odkryć i zrozumieć ten wyjątkowy sposób, w jaki ludzie mogą mnie obserwować. W tym celu zgłosiłam się jako modelka do aktu podczas kursu rysowania organizowanego przez szkołę wieczorową AOF.

Na początku było trochę nudno. Spojrzenia uczestników kursu były nieśmiałe i nieprofesjonalne. Albo wręcz przeciwnie, perwersyjne. Jak na przykład wzrok starszego faceta, który wykonywał w moim kierunku wulgarne ruchy językiem za każdym razem, kiedy instruktor nie patrzył. W połowie sezonu miałam ochotę zrezygnować. Musiałam tylko zebrać się na odwagę. Zgodziłam się przecież na całe warsztaty.

Zastanawiałam się, czy nie poprosić Laury, żeby mnie zastąpiła. Sądząc jednak po jej reakcji na faceta w skórze, uznałam, że nie ma szans, by się zgodziła.

Pewnego wieczoru na kursie, gdy po raz kolejny rozebrałam się i pozując w ciszy, rozmyślałam, jak oznajmić instruktorowi, że rezygnuję, ten nagle mnie zaskoczył. Przechadzając się po sali i obserwując rysujących uczestników, coraz częściej odrywał wzrok od ich prac i patrzył na mnie. Nie na moje ciało, nie na jego intymne rejony, skórę czy włosy. Na mnie. Poczułam, jak narasta we mnie to samo podniecające zakłopotanie, którego doświadczyłam w Luisianie pod wpływem spojrzenia faceta w skórze. Przez to coraz trudniej przychodziło mi siedzenie bez ruchu, co przecież było moim zadaniem. Musiałam użyć wszystkich posiadanych umiejętności samokontroli, żeby uspokoić swoje ciało.

W przeciwieństwie do mnie instruktor sprawiał wrażenie równie spokojnego jak wtedy tamten mężczyzna w skórzanej kurtce. Z tą różnicą, że patrzył w sposób zdecydowanie dwuznaczny. Miałam wrażenie, że rzuca mi wyzwanie. Im bardziej dostrzegał, jak działa na mnie jego spojrzenie, tym mocniej skupiał na mnie wzrok, bezlitośnie obnażając moje podniecenie. Arif czytał we mnie jak w otwartej księdze. Dokładnie tak, jak miałam zawsze nadzieję, że komuś w końcu się uda.

Dlatego kiedy zajęcia dobiegły końca, a uczestnicy kursu pakowali swoje rzeczy, bynajmniej nie spieszyłam się z ubieraniem. Instruktor wciąż podążał za mną wzrokiem. Niczym aparat wycelowany w obiekt. W końcu na sali zostaliśmy tylko my troje: Arif, obleśny staruch, który wysuwał do mnie język, i ja. Stary ramol najwyraźniej się nie spieszył. Zanim wyszedł, musiał jeszcze napić się kawy z termosu i posilić kanapką z jajkiem.

– No to do zobaczenia. Jeszcze raz dziękuję za profesjonalny instruktaż – wymamrotał w końcu, wychodząc, skinął Arifowi głową na pożegnanie i – gdy ten nie widział – wystawił w moim kierunku język.

Arif również skinął do niego głową. Ja nie odpowiedziałam. I tak zostaliśmy sami. Delikatnie poprawiłam włosy. Miałam wrażenie, że moje miedziane kosmyki parzą mi palce niczym języki ognia.

Arif milczał. Podparł podbródek prawą dłonią i nadal mi się przyglądał. Wahając się, zmieniałam punkt oparcia. Zachichotałam nerwowo. On jednak nadal nie reagował.

– Nie masz nic do powiedzenia? – zapytałam.

– Mam mnóstwo do powiedzenia – odparł głębokim głosem. – Ale ty przecież chcesz czegoś innego niż słowa. Prawda?

Podniecona kiwnęłam głową.

Podszedł bliżej. Stanął tuż przy mnie. Jego oddech pachniał jabłkiem, które właśnie zjadł. Celnym rzutem umieścił ogryzek w koszu na śmieci.

– Przypominasz mi kobietę z obrazu Gustava Klimta – szepnął, wplatając palce w moje loki.

Po chwili cofnął dłoń i chwycił mnie obiema rękami za biodra. Posadził mnie na katedrze, zdjął mi majtki i wziął mnie dokładnie tak, jak marzyłam, żeby ktoś mnie posuwał – od czasu, gdy facet w skórze uświadomił mi moje ekshibicjonistyczne skłonności.

Nie pracuję już jako modelka do aktów. Arif też odszedł ze szkoły wieczorowej. Dawno temu został właścicielem prestiżowej galerii na Bredgade, a ja ukończyłam akademię sztuki i prowadzę zajęcia z historii i teorii sztuki ze studentami. Ale nadal mamy siebie. I tych, których potrzebujemy, by zaspokoić nasze ekshibicjonistyczne zapędy i potrzebę oglądania.

Z biegiem lat Arif i ja na tyle wrośliśmy w siebie nawzajem, że już nie potrafiliśmy funkcjonować oddzielnie jako obserwator i przedmiot obserwacji. Nasze życie seksualne stało się nudne i utraciło iskrę, która wcześniej przyciągała nas do siebie magnetyczną siłą. A jednak przypadkowa uwaga wypowiedziana pewnego zwyczajnego, niedzielnego popołudnia pozwoliła nam ponownie wzniecić ogień w naszym związku.

– Wydaje mi się po prostu – powiedział Arif – że tęsknię za czasem, kiedy umiałem patrzeć na ciebie z zewnątrz. Mam wrażenie, że już tego nie potrafię. Próbuję... ale... Muszę zobaczyć ciebie, nie widząc jednocześnie siebie samego.

Splótł palce z moimi i pocałował mnie czule w czoło.

– Nie zrozum mnie źle. Pragnę cię. Nadal kocham cię tak samo mocno. Ale... nie wiem, jak to rozwiązać – westchnął.

Ale ja wiedziałam. W każdym razie miałam nadzieję, że wiem.

W następny weekend zaprosiłam do domu jednego z moich studentów pierwszego roku. Tego z włosami jak James Dean, który przez cały semestr posyłam mi na zajęciach wygłodniałe spojrzenia i pożerał wzrokiem mój biust. Jak niesforny dzieciak z dłońmi zanurzonymi wiecznie w puszce z ciastkami. Powiedziałam mu, że potrzebuję pomocy z bibliografią do artykułu, nad którym właśnie pracuję. Zgodził się bez wahania.

Kiedy zadzwonił do drzwi, wpuściłam go i zaprowadziłam do gabinetu. Poprosiłam, by usiadł przed laptopem, i powiedziałam, że pójdę zrobić kawę. Zamiast iść do kuchni, ukradkiem postawiłam przed wejściem składane krzesło, posadziłam na nim Arifa i zostawiłam drzwi uchylone, po czym wróciłam do gabinetu.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.