Złoto, srebro i krew. Historia starożytnego Rzymu - Harney Gareth - ebook
NOWOŚĆ

Złoto, srebro i krew. Historia starożytnego Rzymu ebook

Harney Gareth

0,0

25 osób interesuje się tą książką

Opis

Oto opowieść o tysiącletniej historii starożytnego Rzymu – jednak tym razem opowiadają ją nie wodzowie i poeci, nie kronikarze lub pomniki, lecz najpowszechniejszy i najbardziej trwały przedmiot wytworzony przez cywilizację: monety.

Monety były dla Rzymian czymś więcej niż tylko towarzyszami codzienności. Złote aureusy, srebrne denary i brązowe sesterce stały się kroniką imperium, metalowymi płótnami, na których utrwalano wizerunki bogów i wodzów, a także ich zwycięstwa i marzenia o potędze. Każdy detal – kontury świątyń, imiona boskich patronów, twarze bohaterów cesarstwa – niósł w świat wiadomości, kto wspiął się na szczyt władzy, a kto pogrążył w niesławie.

Gareth Harney zabiera czytelników w niezwykłą podróż po starożytnej historii: od legendy o wilczycy karmiącej bliźnięta Romulusa i Remusa aż po dramatyczny upadek cesarzy. Pisze z rzetelnością historyka i pasją kolekcjonera, łącząc barwną, filmową narrację z opartą na najnowszych odkryciach wiedzą historyczną, pozwalającą spojrzeć na imperium z zupełnie nowej perspektywy. To lektura dla wszystkich: zarówno miłośników historii antycznej, jak i tych, którzy dopiero chcą odkryć Rzym – dla każdego, kto czuje dreszcz, kiedy przeszłość naprawdę ożywa.

 

Dla tych, którzy chcą poznać historię Rzymu w pigułce, a do tego w nowej i angażującej formie, książka Harneya będzie naprawdę warta tych kilku denarów – The Times

Fantastyczna. Moneta to błyskotliwe połączenie historii i mistrzowskiej sztuki opowiadania – Conn Igguldem, bestsellerowy autor cyklu Imperator

Nowatorskie i bardzo przystępne ujęcie historii Rzymu – Philip Matyszak, autor 24 godziny w starożytnym Rzymie

Błyskotliwe połączenie rozrywki i wiedzy o starożytnym Rzymie, które sprawia, że numizmatyka staje się żywa i pasjonująca. – EMMA SOUTHON, autorka Wszystkie trupy prowadzą do Rzymu

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 487

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Moneta: A History of Ancient Rome in Twelve Coins

Copyright © Gareth Harney, 2024 Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026 Copyright © for the Polish translation by Maciej Miłkowski, 2026

Redaktor inicjujący i prowadzący: Adrian Stachowski

Marketing i promocja: Agata Gać, Katarzyna Schinkel-Barbarzak

Redakcja: Katarzyna Dragan

Korekta: Magdalena Owczarzak, Dominika Synowiec

Projekt typograficzny i łamanie: Grzegorz Kalisiak

Fotografie na okładce: Monety: © Gareth Harney, American Numismatic Society, Goldberg Coins, Noonans, Tło: © Monadori Portfolio/Getty Images

Adaptacja okładki i strony tytułowe: Magda Bloch

Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.

ISBN 978-83-68889-21-5

Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 853-99-10redakcja@wydawnictwopoznanskie.plwww.wydawnictwopoznanskie.pl

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Dla ojca, który złożył starożytny Rzym w mojej dłoni

Niech wojenne zniszczenie posągi obali,

Niech gmach zrównają z ziemią batalie najkrwawsze –

Miecz Marsa nie tknie ani pożar nie osmali

Słów, w których żyjesz, w których żyć będziesz już zawsze

SHAKESPEARE, Sonet 551

.

WSTĘP

„Ma dwa tysiące lat”, zaznaczył ojciec, umieszczając na mojej dłoni mały srebrny krążek. Wciąż jeszcze lśnił, był chłodny w dotyku, niewiększy od jednopensówki. Mój młody mózg nie był wówczas w stanie – i wciąż przychodzi mu to z trudem – objąć takich połaci czasu. Moneta była starsza niż obie wojny światowe, starsza niż Shakespeare; kiedy Harold został ugodzony strzałą w oko w bitwie pod Hastings, istniała już od około tysiąca lat.

Szczegóły się nieco zatarły, lecz gdy przyjrzałem się monecie bliżej, udało mi się odczytać litery znanego mi alfabetu. Napis otaczał profil mężczyzny o stanowczym spojrzeniu, które zdawało się sięgać znacznie poza obręb krążka; jakby wybiegało ku następnemu posunięciu. Może jeszcze nie potrafiłem zrozumieć, jak wiekowa jest ta moneta, ale moją uwagę natychmiast przykuł człowiek, którego portret został na niej odciśnięty. Ojciec wkrótce mi wyjaśnił: „To rzymski cesarz Trajan”. Rządził niegdyś imperium rozciągającym się od Szkocji po Irak. Za tę monetę, zwaną denarius, mógłbym wówczas kupić chleb na każdym krańcu tamtego imperium.

Patrząc na ostry profil rzymskiego cesarza, trudno było nie zadać sobie pytania, jak doszło do tego, że stał się on najpotężniejszym człowiekiem starożytnego świata. Jego podobizna spoczywała teraz na mojej dłoni, podczas gdy niegdyś to w jego rękach był los milionów ludzi. Jak wyglądałoby teraz spotkanie z nim? Co pomyślałby o naszej epoce: o dzieciach i rodzicach wpatrujących się w monetę, powtarzających jego imię, wspominających jego dokonania po ponad dwóch tysiącleciach? Im więcej myślałem o wszystkim, czego świadkiem musiał być ten lśniący denar przez stulecia, tym wyraźniej czułem pulsowanie monety w dłoni.

Srebrny denar rzymskiego cesarza Trajana, panującego w latach 98–117 n.e., w dłoni autora.

„Niech to będzie pierwsza moneta w twojej kolekcji”, powiedział ojciec.

Kilka dziesięcioleci i niezliczoną liczbę rzymskich monet później mogę potwierdzić, że w tamtej chwili monety zawładnęły moją wyobraźnią. W mojej dłoni znalazło się okno na świat zaludniony przez niezwykłe postacie, które z jednej strony dysponowały niemal boską władzą, a z drugiej ulegały typowo ludzkim słabościom. Nie istniał w nim prosty podział na bohaterów i łotrów. Każdy triumf splatał się z tragedią, a co najlepsze: nic z tego nie było literackim zmyśleniem, lecz wydarzyło się naprawdę. Wzloty i upadki tych ludzi przypominały opartą na faktach epicką powieść, a wiele najbardziej dramatycznych momentów można było wyczytać właśnie z małych metalowych krążków.

Monety – być może silniej niż jakikolwiek inny przedmiot – oferują nam bezpośrednio uchwytną łączność z czasami zamierzchłymi. Ich wynalezienie w VII wieku p.n.e. przypada na okres niezwykłego przebudzenia ludzkiego intelektu: słusznie zauważono, że wszędzie tam, gdzie człowiek zaczynał racjonalnie myśleć, natychmiast pojawiały się pieniądze1. Od tego czasu pieniądze są naszym bliskim, fizycznie obecnym towarzyszem. Z troską przechowujemy je i nosimy przy ciele. Projektujemy je tak, by się mieściły w dłoni – i aby można je było przekazywać z ręki do ręki, zarówno bliskim, jak i nieznajomym. To wokół pieniędzy ogniskowała się znaczna część międzyludzkich kontaktów na przestrzeni dziejów. Niebawem w relacji człowieka z pieniądzem pojawił się element magiczny: do dziś wrzucamy monety do fontann czy stawów, wypowiadając przy tym życzenie. Wmurowujemy je w fundamenty budynków, nosimy jako amulety, ukrywamy w potrawach i wręczamy jako prezenty.

Monety powstały jako wygodne, masowo produkowane środki wymiany handlowej, szybko jednak stały się czymś więcej. Starożytni traktowali metalowe krążki jak płótno, na którym mogli przedstawiać najważniejsze ideały swojej kultury. O ile Grecy doprowadzili to medium do artystycznej perfekcji, osiągając poziom estetyczny i wykonawczy, jakiego nie widziano ani wcześniej, ani później, o tyle Rzymianie cenili przede wszystkim praktyczną siłę monety jako narzędzia rozpowszechniania własnej cywilizacji. Monety promowały ideę Romanitas – bycia Rzymianinem. Imperium Romanum zbudowano w równej mierze dzięki monetom ze srebra i brązu, jak dzięki żelaznym mieczom legionistów.

Bite przez potężny Rzym na skalę przemysłową monety stały się pierwszym w dziejach ludzkości środkiem masowego przekazu. Dwa tysiące lat przed wynalezieniem prasy drukarskiej skutecznie rozprzestrzeniały idee, wierzenia, wiadomości i propagandę po najdalej położone rubieże imperium. Przeliczając resztę na rzymskim targu, człowiek mógł po raz pierwszy ujrzeć twarz nowego cesarza – okazuje się, że brody znów są w modzie! – albo dowiedzieć się o kolejnym wojskowym triumfie nad noszącymi spodnie barbarzyńcami. Można też było poznać modne bóstwo ze Wschodu; jeśli Mars czy Wenus nie odpowiadali na modlitwy, czemu by nie spróbować zwrócić się do niego?

Starożytne monety wciąż przypominają nam o swojej bliskiej więzi z człowiekiem, choć w moim przekonaniu nie dość wykorzystujemy ich wyjątkowy potencjał odkrywania historii niemal namacalnie. Monety są, z oczywistych względów, niewielkie i trudne do eksponowania. Wiele muzeów na całym świecie posiada olśniewające zbiory, lecz właściwe ich udostępnienie publiczności jest nie lada wyzwaniem. Nic więc dziwnego, że większość instytucji pokazuje zwiedzającym jedynie maleńki ułamek swoich kolekcji.

Z tego samego powodu naukowe badanie monet, zwane numizmatyką, chociaż o całe stulecia poprzedza takie dyscypliny jak archeologia czy antropologia, pozostaje jednym z najmniej przystępnych obszarów akademickich. Literatura fachowa przeznaczona jest głównie dla wtajemniczonych i pełna specjalistycznego żargonu, co często odstrasza potencjalnie zainteresowanych. Nawet pośród historyków numizmatyka uchodzi za nieco ezoteryczny przedmiot badań. Archeolodzy cenią monety jako narzędzia precyzyjnego datowania znalezisk, często jednak redukują ich rolę właśnie do tej funkcji: opisanych kawałków metalu.

Tymczasem dobrze byłoby przyjrzeć się im konkretniej. Monety stanowią bowiem jedno z najbardziej przystępnych wejść w świat historii starożytnej. W przeciwieństwie do innych rzadkich artefaktów, których nie wolno dotykać, przetrwały w milionach egzemplarzy, wiele z nich w dobrym stanie. Łatwo ująć je w dłoń i dostrzec ich znaczenie; współczesne monety funkcjonują – przynajmniej dotąd – tak samo jak w starożytności, w sposób natychmiast rozpoznawalny i dla starszych, i dla młodszych. Monety należały do nielicznych przedmiotów dostępnych wszystkim warstwom społecznym – cenili je zarówno senator, jak i niewolnik. Ich uniwersalizm utrzymuje się do dziś; monety są artefaktem archeologicznym, na który najczęściej natrafiają laicy. Znacznie częściej wykopują je rolnicy, budowlańcy i poszukiwacze skarbów niż archeolodzy. O ile nie przetopiono ich celowo, większość antycznych monet została przypadkowo zgubiona lub też – w czasach przed wynalezieniem bankowości – zakopana w wielkich stosach. Od tamtej pory ludzie stale je odnajdują, w pokaźnych ilościach i nieraz w zaskakujących miejscach, a nieprzebrane mnóstwo skarbów wciąż czeka na odnalezienie. Przetrwało ich tak wiele, że każdy miłośnik historii, pragnący przybliżyć sobie świat klasyczny poprzez kolekcję antycznych monet, ma ku temu realną możliwość. Monety są dziś jedynym wytworem świata starożytnego, który mogą swobodnie gromadzić wszyscy pasjonaci historii na całym świecie.

Tę przystępność dodatkowo zwiększa fakt, iż monety są formą sztuki czysto wizualną: przede wszystkim pokazują wartość nominalną, a jednocześnie pełnią funkcję miniaturowych książeczek obrazkowych z przeszłości, zaprojektowanych tak, by przekraczać granice kulturowe i językowe oraz trafiać do jak najszerszej publiczności. Badając monety, możemy zanurzyć się zarówno w urzekające mity, jak i w brutalną codzienność świata starożytnego. Stanowią one zapis najważniejszych elementów cywilizacji Zachodu, tworząc kronikę rozwoju sztuk i języka, architektury, wojen, rządów i wielu innych dziedzin. Można powiedzieć, że zbieracz starożytnych monet dzięki swojemu hobby nabywa swego rodzaju „klasycznego wykształcenia”: stopniowo odkrywa greckie i łacińskie legendy, poznaje bogów i boginie, odczytuje historie i mity przedstawione na monetach, lokalizuje miasta, w których je wybito, i oczywiście rozróżnia wyryte na nich twarze królów oraz cesarzy niczym twarze dobrych znajomych.

Starożytne monety nie tylko stymulują intelekt, lecz także poruszają czułą strunę wyobraźni i serca. Trzymając taką monetę w dłoni, odczuwamy niemal namacalną więź z całym gronem ludzi, którzy kiedyś też na nią patrzyli – niektórzy tysiące lat temu, inni w ostatnich stuleciach. Być może spoczywała niegdyś w dłoni zaprawionego w bojach legionisty, twardego gladiatora czy przedsiębiorczego kupca. Później mogła trafić do rąk brytyjskiego monarchy albo prezydenta Stanów Zjednoczonych – w obu wypadkach jest to zaskakująco prawdopodobne2. Niepozorny krążek w naszej dłoni jest niczym portal łączący nas nie tylko z jego wytwórcą, lecz także ze wszystkimi jego wcześniejszymi i przyszłymi posiadaczami.

Z ziarna w postaci pierwszego denara, którego podarował mi ojciec, z biegiem lat wyrosła kolekcja rzymskich monet; wraz z nią nieuchronnie rozwijała się moja fascynacja światem, który je wydał. Poszukiwanie informacji o ich pochodzeniu – często równie złożonym, co misternie wyryte na nich wzory – zaprowadziło mnie do zakurzonych bibliotek i wielkich muzeów. Przede wszystkim jednak do samego Wiecznego Miasta, gdzie wybito monety; upamiętnione na nich budowle przetrwały do dziś. Dotarłem też do zrujnowanych już miast, gdzie kiedyś mieszkali ludzie powiązani ze stolicą wspólną walutą. Błąkając się pośród ruin wytwornych niegdyś budynków – podobnie jak trzymając w ręku monetę – łatwo usłyszeć głosy tych, którzy przed wiekami byli przekonani, że ich imperium nigdy nie przeminie. Ze świata klasycznego pozostało tak wiele, że nawet najbardziej gorliwy podróżnik potrzebowałby kilku żyć, by to wszystko zobaczyć. Miałem wielkie szczęście oglądać setki śladów rzymskiej obecności w Europie, na Bliskim Wschodzie, w Afryce Północnej; odwiedziłem przy tym mniej popularne kraje, takie jak Libia czy Albania. Zawsze jednak wracałem do miniaturowego królestwa rzymskich monet z poczuciem, że jestem częścią tej samej historii, co ludzie o nieśmiertelnej sławie: Juliusz Cezar, Kleopatra, Kaligula, Neron czy Hadrian. Wystarczyło wyciągnąć dłoń, żeby dotknąć przeszłości.

W tej książce staram się pokazać, jak ważnym i bezpośrednim źródłem wiedzy o świecie rzymskim mogą być monety. Nie spłowiały ani nie skruszały jak freski, nie spłonęły ani nie uległy zniszczeniu jak delikatne manuskrypty; są trwałe, niezmienne, stanowią „prawdziwe odbicie swojego czasu”3. Wycisnąwszy w metalu twarze swoich władców – ziemskich i boskich – oraz obrazy przypisywanych im czynów, Rzymianie pozostawili nam niemal nienaruszoną kartotekę swoich dokonań. Monety opowiadają historie, a czasem same stają się historią. Jak się wkrótce przekonamy, szokujące elementy, które przywódcy kazali umieszczać na monetach, nieraz prowokowały krytyków do sięgnięcia po pióro, a politycznych rywali – po sztylet.

Dokonania starożytnych Rzymian są dobrze znane z opowieści historyków, szekspirowskich tragedii czy hollywoodzkich superprodukcji. Pozostawione nam przez Rzymian monety pozwalają jednak ujrzeć te historie na nowo, wczuć się w kluczowe momenty rzymskiej historii, jakbyśmy słyszeli o nich po raz pierwszy. Wyryte na nich obrazy przenoszą nas przez tysiąclecia: stajemy się świadkami założenia miasta, obserwujemy chaotyczne konsekwencje najsłynniejszego rzymskiego zamachu, zasiadamy na zapchanym po brzegi Koloseum, podziwiamy symbol niezwyciężonego nowego Boga, a na koniec z przerażeniem śledzimy barbarzyńskie hordy kłębiące się u bram miasta.

Monety zachwyciły mnie, bo nadały nieuchwytnym cudom starożytnej historii namacalną formę. Historia zyskała dzięki nim wagę, barwę i ludzkie oblicze. Mam nadzieję, że czytelnik poczuje to, czytając tę książkę.

Z pewnością nie jest to podręcznik kolekcjonera monet, chociaż jeśli czytelnik zechce zgłębić ten temat lub poszukać pierwszej rzymskiej monety do swojej kolekcji, uznam, że książka w pełni spełniła swoje zadanie. Nie jest to także encyklopedia rzymskiego systemu monetarnego – zresztą zarówno Republika, jak i Cesarstwo Rzymskie biły monety na trzech kontynentach przez niemal tysiąc lat. Z pewnością pojawi się tu wiele numizmatycznych arcydzieł, które szkoda byłoby pominąć, ale dobierając konkretne monety – tłoczone z różnego kruszcu: złota, srebra czy brązu – chciałem dać czytelnikowi jak najpełniejszy obraz rzymskiego systemu walutowego. Książkę można by napisać setki razy na nowo, każdorazowo opowiadając inną historię i dobierając do niej inną monetę. Samo to świadczy o niezrównanym kunszcie rzymskich mennic.

Nie będzie tu zniechęcającego słowniczka fachowych terminów, które trzeba sobie przyswoić, nim wyruszymy w naszą podróż. Badając pochodzenie każdej z monet, poznamy mechanikę jej wytwarzania i dokładnie przyjrzymy się projektowi. Przywoływane historie opierają się na rygorystycznych badaniach historycznych, ale próbuję również oddać coś z ekscytacji i porywów wyobraźni, jakich się doświadcza, gdy trzyma się w dłoni te starożytne artefakty.

Nikomu nie trzeba tłumaczyć, czym jest moneta. Od ponad stu pokoleń monety towarzyszą nam w codziennym życiu; prawdopodobnie jednak nasze pokolenie jest ostatnim, które doświadcza tej fizycznej więzi. Powoli żegnamy się z pieniędzmi w tradycyjnej formie i wkraczamy w nieznaną cyfrową przyszłość. Wierzę, że w tym momencie tym bardziej warto pochylić się nad rolą, jaką monety odegrały w łączeniu ludzi.

Sam starożytny Rzym natomiast nie traci nic ze swego powabu. Produkcje filmowe i telewizyjne wciąż czerpią inspiracje z jego bogatej historii. Chyba nie ma miesiąca, by nie pojawiły się jakieś nowe znaleziska archeologiczne, nowe wystawy czy ustalenia naukowe. Rzymianie raz po raz trafiają do nagłówków gazet.

Mimo to nadal pozostają dla nas trudni do uchwycenia. Gdy patrzymy na nich z dystansu, wydają się nam dziwni, okrutni i irracjonalni – jakby stworzenia z innego świata. W tej książce mam nadzieję postawić czytelnika twarzą w twarz z ich rzeczywistością. Wybierzemy wspaniałe monety stworzone dłońmi Rzymian i umieścimy je we własnych dłoniach. Przyjrzymy się im dokładnie, odczytamy spisane znanym nam alfabetem – pismem równie wyraźnym co w dniu wykucia – rzymskie imiona, próżne przechwałki i uroczyste przysięgi. Zobaczymy, w co Rzymianie wierzyli i co cenili. Poznamy ich największe nadzieje i najciemniejsze lęki. Wiele z nich sami dzisiaj odczuwamy. Najżywiej przemówią do nas jednak rzymskie twarze. Unieśmiertelnione w cennym metalu rysy, wyraziste i trwałe, zdają się należeć do istoty z krwi i kości, która w każdej chwili może się do nas odwrócić i zacząć nam opowiadać historię dawno minionego świata.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

PROLOG

MONETA

W jednym punkcie moneta ma przewagę nad żyjącymi istotami: to, że jest zrobiona z twardego metalu, zapewnia jej „wieczną” egzystencję (...). Moneta nie rośnie, by osiągnąć swoją normalną wielkość; wychodzi gotowa z mennicy i pozostaje sobą; nie wolno jej się zmieniać.

ELIAS CANETTI, Masa i władza1

Srebrny denar wybity przez mincerza Tytusa Karisjusza, 46 rok p.n.e. Awers: Głowa Junony Monety, inskrypcja MONETA. Rewers: Narzędzia do wyrobu monet: obcęgi, górna matryca, dolna matryca i młot.

OSTRZEŻENIE JUNONY

Noc była bezksiężycowa i bezchmurna, idealna do ataku. Rzymscy obrońcy ze szczytu cytadeli nie mieli szans dostrzec ich w ciemnościach. Galom zaś srebrzysta poświata wystarczyła, by odnaleźć drogę przez urwiste klify.

Oblężenie się przedłużało. Minęło kilka miesięcy, odkąd galijskie plemię pod wodzą Brennusa pobiło rzymskie oddziały kilka kilometrów od miasta. Galowie byli tak oszołomieni niespodziewanym triumfem, że wstrzymali się z marszem na Rzym, podejrzewając, iż cała sytuacja jest kunsztownie zastawioną pułapką. To opóźnienie pozwoliło wielu mieszkańcom miasta uciec, a oddziałowi zaprawionych w bojach wojowników ufortyfikować się na Kapitolu – najświętszym z rzymskich wzgórz, siedzibie rzymskich bogów. Ze swojej wysokiej twierdzy ostatni obrońcy patrzyli bezradnie, jak barbarzyńcy pustoszą rzymskie ulice, podpalają świątynie i łupią domostwa. Przerażało ich otaczające morze nieszczęść: krzyki pozostawionych bez opieki, trzask płomieni, huk walących się budynków – jakby zostali „wystawieni przez los, by patrzeć na upadek ojczyzny”2.

Zdawało się, że młody Rzym upadnie, zanim w ogóle zdąży dostrzec swój potencjał.

Miasto zmieniło się w płonącą ruinę, a jego ostatni obrońcy byli otoczeni przez znacznie przeważające liczebnie siły wroga. A jednak trwali w przekonaniu, że zdołają ocaleć. Rzymianom niestraszne były najbardziej nawet niesprzyjające okoliczności. Nie mówiąc już o tym, że wojska Galów nie miały odpowiedniej dyscypliny, niezbędnej do przeprowadzenia długiego oblężenia. Racjonowanie zapasów, zmiana warty, hasła – pojęcia te były brodatym barbarzyńcom zupełnie obce. Podczas plądrowania napastnicy spalili również miejskie zapasy zboża; teraz obozowali na zwęglonych, malarycznych uliczkach zapełnionych gnijącymi ciałami zabitych. Rzymianie zaś – zahartowani przez nieszczęścia i broniący ziemi przodków – byli pewni, że głód i choroby w końcu zmuszą najeźdźców do odwrotu. Wkrótce stało się jasne, że mieli rację.

Zaatakowano ich jednak z zaskoczenia. Galowie ostatecznie zdołali zidentyfikować najsłabsze wejście na cytadelę dzięki temu, że poszli po śladach rzymskiego posłańca, który z łatwością przedarł się przez ich szeregi. Tej nocy, kierując się jedynie światłem gwiazd, mieli tym szlakiem wedrzeć się na cytadelę i położyć kres kiełkującej republice.

Wspinaczka okazała się niezwykle trudna, zwłaszcza po ciemku i z uzbrojeniem. A jednak Galowie wykazali się imponującą jak na nich samokontrolą: wspinali się w ciszy, przekazując sobie broń bez szmeru, służąc jeden drugiemu za podnóżek, gdy wspinali się po nierównej skale. Rzymscy wartownicy nie usłyszeli żadnych oznak zbliżającego się ataku. Nawet ich psy strażnicze, wyczulone na najcichszy hałas, nie drgnęły. Okazało się, że tej nocy mniej oczywiste zwierzę miało odegrać rolę wybawiciela Rzymu.

Wspinając się na szczyt wzgórza, Galowie natknęli się na stado gęsi błąkające się wokół cytadeli. Były to święte ptaki bogini Junony, najważniejszej bogini w rzymskim panteonie, opiekunki miasta. Chociaż oblężonym groziła śmierć głodowa, nie zabito zwierząt. Przeciwnie – dobrze je karmiono. Poświęcenie obrońców niebawem zostało wynagrodzone. Zaniepokojone przez barbarzyńców gęsi zaczęły dziko bić skrzydłami, ich donośne krzyki przecięły nocną ciszę, niczym trąbki sygnałowe wybudziły Rzymian ze snu3. Jako pierwszy na scenę wkroczył słynny i wielokrotnie odznaczany oficer Marek Manliusz. Idącego na czele barbarzyńcę powalił ciosem tarczy, posyłając go w przepaść. Wkrótce nadciągnęli kolejni Rzymianie i następni Galowie zaczęli spadać z urwiska, ciągnąc za sobą swoich towarzyszy. Obrońcy zasypali oszczepami pozostałych barbarzyńców, desperacko trzymających się skały. Przy wtórze gęgających gęsi Junony niebawem wszyscy napastnicy zostali strąceni w ciemność.

Rozgrzani skuteczną obroną Rzymianie wydali znużonym barbarzyńcom decydującą bitwę, która miała zakończyć całe oblężenie. Ich triumf był szybki, krwawy i najpełniejszy z możliwych: Galowie zostali unicestwieni. Dzięki swym świętym gęsiom Junona ocaliła Rzym przed pewnym zniszczeniem. Żona Jowisza, królowa bogów, dowiodła, że jest prawdziwą obrończynią miasta. Natychmiast rozpoczęto odbudowę. Rzym – jak wielokrotnie miało się powtórzyć w jego dziejach – wyszedł z katastrofy jeszcze silniejszy i bardziej niezłomny niż przedtem.

Złupienie Rzymu przez Galów w 390 roku p.n.e. na trwałe wryło się w rzymską pamięć zbiorową. Raczkująca republika, która ledwie nieco ponad stulecie wcześniej pozbyła się królów, została przyparta do muru, lecz przetrwała. Cnoty, które zdefiniowały rzymski charakter: dyscyplina, odwaga, wytrzymałość, pobożność, zostały w tyglu wojny poddane próbie i przyniosły Rzymianom zdecydowane zwycięstwo nad przeciwnikiem. Przez kolejnych 800 lat żaden barbarzyńca nie przekroczył murów miasta.

W miejscu, gdzie odparto nieprzyjacielski atak, wzniesiono wspaniałą świątynię4. Poświęcono ją Junonie jako bogini ostrzegającej Rzymian przed nadchodzącym niebezpieczeństwem. Świątynia Junony Monety, czyli „Ostrzegającej” (od łacińskiego czasownika monere, „ostrzegać”), górowała odtąd ze Wzgórza Kapitolińskiego nad rozrastającym się miastem. Junona Moneta miała nie tylko strzec mieszkańców Rzymu, ale również zapewniać państwu bogactwo. Zapewne dlatego świątynia szybko zyskała drugą funkcję: stała się mennicą Republiki Rzymskiej. To tutaj Rzym miał odcisnąć swoje imię zarówno na monetach zasilających jego gospodarkę, jak i w samych dziejach świata. Z mennicy wypływał lśniący, niemal niekończący się strumień misternie wykonanych monet, liczonych w milionach, niosących ideę Rzymu na cały świat. Wybite w tym budynku monety docierały do najdalszych krańców ziem kontrolowanych przez Rzym, a nawet poza granice imperium. Wykopywano je później w tak odległych miejscach jak Islandia, Indie czy Chiny5.

Przez kolejne stulecia ludzie gromadzący się na Forum – będącym prawdziwym epicentrum rzymskiego świata – mogli unieść wzrok znad trzymanej w ręku monety i spojrzeć na świątynię, w której ją wybito. W rzymskich umysłach te cenne krążki ze złota, srebra i brązu tak silnie związały się z opiekuńczą boginią, iż zaczęto je określać terminem „moneta”. Świątynia Junony Monety w pewnym sensie nadal spoziera w dół na nasze życie. To właśnie od jej imienia pochodzą w wielu językach słowa określające bilon czy sam pieniądz.

MINIATUROWE ARCYDZIEŁA

Każdą starożytną monetę wytwarzano ręcznie. Gdy trzymamy którąś z nich w dłoni i podziwiamy jej kunsztowny projekt, warto pamiętać, że w jej powstanie zaangażowani byli zręczni rękodzielnicy, pozbawieni współczesnych narzędzi czy maszyn. Zachwycając się dziś perfekcyjną inżynierią rzymskich akweduktów albo zdumiewającą złożonością greckiego astronomicznego mechanizmu z Antykithiry, często mimowolnie zakładamy, iż starożytni musieli mieć jakiś sprytny mechaniczny sposób na wykonywanie pracy tak „prostej” jak bicie monet6. W rzeczywistości jednak cały proces odbywał się ręcznie, a sama procedura pozostała zasadniczo niezmienna aż do XVI wieku, kiedy po raz pierwszy zaczęto eksperymentować z mechanicznym tłoczeniem monet.

Zrozumienie w podstawowym zakresie, jak powstawała starożytna moneta, pozwala nam uświadomić sobie, że każdy z tych chłodnych, metalowych krążków kryje w sobie jakąś ludzką opowieść – każdy jest efektem wysiłku, znoju i pomysłowości człowieka. W starożytności, aby wybić monetę, umieszczano czysty krążek metalu (zwany blankiem) pomiędzy dwiema matrycami, a następnie uderzano w niego młotkiem. Dolna matryca, przymocowana ściśle do kowadła, wyciskała awers, a górna, trzymana ręcznie, wyciskała rewers, czyli reszkę. Uderzenie młotem było jednak tylko ostatnią fazą złożonego procesu, wymagającego całego zróżnicowanego zespołu doświadczonych rzemieślników. Bicie starożytnych monet było więc zadaniem kolektywnym.

Historię każdej monety da się prześledzić wstecz aż do etapu wydobycia z ziemi metalu, z którego powstała. Jednym z najokrutniejszych i budzących największy strach losów niewolników w całym antycznym świecie było zesłanie do kopalń – damnatio ad metalla. Całe tysiące niewolników – szacuje się, że w pojedynczej rzymskiej kopalni w Hiszpanii pracowało ich około 60 tysięcy – zmuszano do niekończącego się łupania w skale w niemal całkowitej ciemności ciasnych, dusznych tuneli7. Warunki panujące w kopalniach były tak okrutne, że zesłanie tam traktowano jak opóźniony wyrok śmierci. Cenne metale nie tylko wydobywano bezpośrednio, lecz także rabowano je z podbitych krain. Cesarz Trajan miał po podboju Dacji (dzisiejszej Rumunii) przywieźć do rzymskiego skarbca 225 ton złota i 450 ton srebra. Taka ilość pozwalała na wykucie 31 milionów złotych aureusów i 160 milionów srebrnych denarów8.

Pytanie o to, jak wiele waluty wpuścić na rzymski rynek, było ściśle związane z bieżącymi wydatkami państwa. Niewiele jednak wiemy o biurokracji, która stała za podejmowaniem tego typu decyzji9. Jasne jest natomiast, że bicie monet, jak ujął to jeden z badaczy, „ułatwiło transakcje, zbieranie podatków oraz handel międzynarodowy”. Oczywiście wraz ze wzrostem rzymskiej populacji i poszerzaniem się granic imperium rosło także zapotrzebowanie na walutę10. Kiedy już urzędnik od finansów, konsul albo sam cesarz zdecydował, jaka liczba monet jest potrzebna, odpowiednią ilość cennych kruszców wydzielali nadzorcy rzymskiego skarbca, mieszczącego się w Świątyni Saturna u podnóża Kapitolu. Następnie sztaby odbywały krótką podróż na szczyt wzgórza do mennicy, zapewne pod ścisłym nadzorem. Wnioskując na podstawie sposobów działania mennic średniowiecznych, o których zachowało się więcej materiałów, możemy zakładać, że sztaby metalu przechodziły później przez ręce całej sieci urzędników i rzeczoznawców, dokładnie badających ich czystość. Następnie rzemieślnicy przygotowywali czyste blanki ze złota, srebra lub brązu, odpowiadające określonym standardom wagowym11.

Sztuka rytownika matryc: uderzająco realistyczny portret na przestrzeni zaledwie kilku milimetrów. Dziedzic Hadriana Eliusza Cezara. Denar wybity w 137 roku n.e., z kolekcji autora.

Żadna moneta nie była gotowa, póki nie wyryto na niej odpowiedniego wzorca – swego rodzaju państwowej pieczęci zatwierdzającej jej ważność. Spośród wszystkich rzemieślników zaangażowanych w bicie starożytnych monet najbardziej zdumiewa kunszt rytowników matryc. Pomysłowość i szczegółowość ich projektów, które później odciskano w monetach, niekiedy o średnicy mierzonej w milimetrach, nie przestała zdumiewać jeszcze długo po upadku świata klasycznego. Kiedy cuda Rzymu zaczynały blaknąć w ludzkiej pamięci, sztuka jego mennic pozostawała dobrze znana, inspirując wiele umysłów doby renesansu12. Matryce do obu stron monety wycinano ręcznie. Warto sobie uzmysłowić, co to oznacza: rzemieślnik rył maleńkie obrazy i litery bezpośrednio w twardych matrycach z brązu, używając do tego jedynie najprostszych narzędzi rzeźbiarskich. Trzeba je było wycinać odwrotnie, tak aby odcisnęły się właściwą stroną na samej monecie. Ponieważ żaden rzymski rytownik matryc nie podpisał swoich prac, pozostają oni dziś dla nas anonimowymi mistrzami.

Wszystkiego tego dokonywano bez lupy czy jakichkolwiek innych przyrządów powiększających. Dziś fakt ten wydaje się jeszcze bardziej niezwykły: wiele zachwycających detali na monetach z mojej własnej kolekcji da się odczytać dopiero dzięki mikroskopowej fotografii w wysokiej rozdzielczości. Chociaż wiadomo, że w świecie starożytnym znano prymitywne soczewki – jedna z anegdot mówi, iż cesarz Neron miał używać jakiegoś ich rodzaju, by lepiej widzieć walki gladiatorów – z pewnością były one rzadką ciekawostką13. Można więc przyjąć, że rytownicy matryc pod koniec swojej kariery cierpieli na zaawansowaną krótkowzroczność. Ponadto ogromne naprężenia, jakim poddawano te ręcznie wycinane matryce podczas bicia monety, sprawiały, że wytrzymywały one ledwie kilka tysięcy uderzeń młota – być może tylko jeden dzień pracy – a później pękały bądź ścierały się do niedopuszczalnego do użytku stopnia14. Rytownik musiał więc mieć wówczas gotowy nowy komplet matryc, by nie opóźniać pracy. Badania pokazały, że wypuszczenie na rynek nowej rzymskiej monety wymagało zwykle setek wyrytych matryc do każdej ze stron krążka15.

Gdy przyszedł czas wybijania, metalowe blanki podgrzewano, by stały się miększe. Niemal nie istnieją wizualne ani pisane świadectwa ukazujące pracę mennic; po części ze względu na tajemnicę i bezpieczeństwo całej procedury. Fałszerstwa zdarzały się wystarczająco często, więc nie należało dostarczać fałszerzom instrukcji. Z bardzo nielicznych zachowanych świadectw możemy jednak wywnioskować, że na ostatnim etapie wykuwania monety pracował zespół co najmniej trzech osób. Unikatowy medal z brązu przedstawia jednego człowieka ustawiającego blank na kowadle, drugiego umieszczającego na nim górną matrycę, a trzeciego unoszącego młot, przygotowującego się do uderzenia16. Biorąc pod uwagę olbrzymią produkcję wychodzącą z mennicy, można zakładać, że kilka takich zespołów pracowało równocześnie od świtu do zmierzchu, a może nawet dłużej. Późniejszy średniowieczny kronikarz zauważa, że „młoty mennic nigdy nie ustają, ani w dzień, ani w nocy”17.

Patrząc na zawieszony w powietrzu młot, warto zadać sobie pytanie: kim byli ludzie bijący monety? Przez wiele stuleci w mennicach musiały pracować tysiące osób, mimo to żadna ich relacja ani świadectwo nie dotarły do naszych czasów. Czy to oznacza, że byli zwykłymi niewolnikami, niespecjalnie różniącymi się od tych tyrających w kopalniach? Na szczęście zachowała się inskrypcja wychwalająca grupę robotników pracujących w mennicy w 115 roku n.e.18. Wylicza ona sześćdziesiąt trzy imiona i odnotowuje, czy byli oni liberti, czy servi – wolnymi czy niewolnikami. Nieco ponad połowa oznaczona jest jako ludzie wolni. W epoce wielkiej dynamiki społecznej wielu niewolników mogło mieć nadzieję, że uzyska wolność dzięki dobrej pracy w mennicy. Warunki tam panujące były bez wątpienia niebezpieczne i nieprzyjemne, ale nie była to męczarnia. Wyszkoleni pracownicy działali w małych zespołach – bez szczególnego rozróżnienia między wolnymi a niewolnikami – wspólnie wytwarzali monety, których wykonanie wymagało niezwykłej precyzji. Choć ich głosy zatraciły się w historii, wciąż mówią do nas poprzez niezliczone dzieła sztuki, które krążą po świecie.

MŁOT I KOWADŁO

Jak na ironię intrygujący obraz narzędzi używanych w nieprzerwanej pracy mennicy można zobaczyć na jednej z wybitych w niej monet19. Srebrny denar, pochodzący z 46 roku p.n.e., opatrzony jest imieniem mincerza, Tytusa Karisjusza. Był on jednym z trzech urzędników nadzorujących bicie monet w owym roku. W niezwykle rywalizacyjnym świecie Republiki Rzymskiej posada mincerza stanowiła znakomitą okazję do podniesienia swojej pozycji, zwłaszcza że wiązał się z nią przywilej umieszczenia swego imienia na monetach wybitych w danym roku. Wydaje się, że mincerz mógł wówczas swobodnie zarządzać projektem monet; w epoce cesarskiej ostatnie słowo należało do imperatora – chociaż zagadką pozostaje, w jaki sposób zgłaszał on swoje życzenia mennicy. Choć urząd mincerza należał raczej do niższych w hierarchii, Karisjusz pełnił go z dumą, skoro umieścił na awersie swojej monety samą Junonę Monetę. Bogini opiekuńcza mennicy przedstawiona jest z włosami związanymi w kucyk, w kolczykach w kształcie krzyży i w naszyjniku. Najwyraźniej Tytus uważał, że pracownicy mennicy także zasługują na pewne uwiecznienie, bo na rewersie ukazane są narzędzia niezbędne do wytwarzania monet. Widzimy szczypce, służące do umieszczania rozgrzanych metalowych blanków w odpowiednim położeniu, parę matryc, a także kluczowy dla całej procedury młot. Co ciekawe, górna matryca ozdobiona jest wieńcem laurowym, a podobny wieniec otacza również samą monetę. Symbole triumfu dowodzą, że bicie monet było rzemiosłem uświęconym i ważnym czynnikiem w nieustającym wzroście rzymskiej potęgi.

Chociaż mennica stołeczna pozostała najbardziej prominentną, to nie była jedynym miejscem w imperium, gdzie bito monety. Jak się przekonamy, dowódca prowadzący wieloletnią kampanię z dala od Rzymu mógł potrzebować wybić własną monetę, by zapłacić żołd wojsku. W takich sytuacjach działała przenośna mennica, podążająca za legionem przez wrogie terytoria. Najsłynniejszy jest prawdopodobnie przypadek Juliusza Cezara, który zabierał przenośną mennicę wojskową na swoje wielkie wyprawy. W czasach wojen domowych bywało, że rywalizujące strony biły własną monetę, chcąc w ten sposób legitymizować swoje roszczenia. A kiedy rzymska strefa wpływów się rozszerzała, kolejne miasta, szczególnie na wschodzie, otrzymywały prawo bicia własnej monety. Te „prowincjonalne” monety z brązu lub srebra służyły utrzymaniu lokalnej gospodarki i posiadały lokalnie określony system wartości. Bez tych monet legiony, porty, targowiska – właściwie wszystkie elementy imperium – nie mogłyby normalnie funkcjonować.

Oto ostatni etap wytwarzania monety: precyzyjne uderzenie i donośny brzęk, młot trafia dokładnie w matryce, a moneta przybiera swój kształt. Cały ten gwałtowny wysiłek młociarza – ze wspomnianej wyżej inskrypcji dowiadujemy się, że mężczyzn tych nazywano malliatores – nieraz utrwalony jest na samej monecie w postaci fal uderzeniowych, czyli „linii przypływu” rozchodzących się po metalu. Wielu ludzi, trzymając w ręku starożytną monetę, pyta, dlaczego wzór nie jest idealnie wyśrodkowany, jak na współczesnych monetach. Czasami przesunięcie jest tak duże, że część portretu czy napisu nie mieści się na tarczy. Sam próbowałem wybijać reprodukcje monet za pomocą narzędzi podobnych do starożytnych i mogę zaświadczyć, jak trudno jest utrzymać matrycę idealnie nad blankiem w chwili uderzenia. Dzięki doświadczeniu i skupieniu udało mi się wykuć zaledwie jedną dobrze wyśrodkowaną monetę. Trzeba też brać pod uwagę niszczenie matryc i ekspresowe tempo pracy – niektórzy szacują, że co trzy sekundy wykuwano nową monetę – nic więc dziwnego, że wedle dzisiejszych standardów starożytne monety wydają się niedoskonałe20.

Czasem, gdy uderzenie było zbyt mocne, matryca podskakiwała i odciskała swój wzór na monecie dwukrotnie. Takie egzemplarze określa się mianem „podwójnie odbitych”. Zdarzało się też, że moneta przywierała do górnej matrycy. Jeśli zespół młociarzy nie zauważył tego w porę, awers przyklejonej monety odciskał się na kolejnym blanku zamiast wzoru rewersu. Tak powstawały monety zwane brockage, z lustrzanym odbiciem głowy na dwóch stronach monety. W mennicach stosowano oczywiście środki kontroli sprawdzające dzienny urobek poszczególnych zespołów, ale „błędne” sztuki i tak prześlizgiwały się do obiegu. Współcześni kolekcjonerzy chętnie wyszukują takie niedoskonałe egzemplarze – wszystkie one przypominają nam, że monety wykuwały ludzkie ręce: zmęczone, pracujące w pośpiechu, popełniające błędy. Uzmysławia nam to, że każda starożytna moneta jest niepowtarzalnym dziełem starożytnej sztuki.

Monety produkowane przez Rzym dwa tysiące lat temu są najliczniej zachowaną grupą artefaktów starożytności; do dziś niemal codziennie wyłaniają się ze świeżo zaoranych pól Anglii czy z wysuszonych zboczy izraelskich wzgórz. Mimo to wciąż niewiele wiemy o tym, jak dokładnie je wytwarzano21. Współczesna archeologia eksperymentalna oraz najnowsza spektrometria atomowa dopiero zaczynają odsłaniać tajniki pracy mennic. Wiemy natomiast z całą pewnością, że każda moneta była rezultatem współpracy metalurgów, rzeczoznawców, kowali, artystów, rytowników i robotników. Starożytne monety powstawały masowo, ale każda z nich była zarazem wytworem kunsztownego rzemiosła i małym dziełem sztuki.

WYKUWANIE IDEI

Tysiące dźwięków rywalizuje ze sobą w tej kakofonii. Rozgrzane piece trzeszczą, podsycane podmuchami z miechów. Roztopiony metal pluje iskrami, wylewając się z rozżarzonych tygli. Spośród chmur syczącej pary dobiegają krzyki nadzorców usiłujących wydać swoim zespołom komendy. A ponad wszystkim góruje nigdy niecichnący łomot uderzeń młotów, rozbrzmiewający niczym dzwony w samym sercu Rzymu.

Przycupnięta na świętym wzgórzu, przylegająca do świątyni samego Jowisza, świątynia-warsztat Junony Monety z dumą spogląda na miasto22. Na zatłoczonych ulicach w dole około miliona ludzi co dzień wymienia między sobą bite tutaj monety. Dobija się tam targu, wygrywa i przegrywa stawki w grach hazardowych, kupuje i sprzedaje egzotyczne przedmioty pochodzące z rubieży olbrzymiego imperium. Monety Junony łączą ludzi, których zazwyczaj dzielą całe morza; przechodzą przez ręce bogatych i biednych, wolnych i niewolników, stając się dla wszystkich „powszechną miarą”23. Z brukowanych ulic tej metropolii, rozgałęziających się jak arterie krwiobiegu, monety dotrą do mieszkańców najdalszych nawet prowincji. Za lśniący denar z tutejszej mennicy będzie można kupić piwo w Brytanii albo pieprz w Syrii.

Warsztat w Świątyni Junony Monety odgrywa w rzymskim świecie wiele ról jednocześnie. Jest maszynownią, w której tłoki napędzają turbiny imperium; jest pokojem prasowym, gdzie drukuje się najnowsze nagłówki, które dotrą później do każdego zakątka basenu Morza Śródziemnego. To kulturowe epicentrum: stąd docierają do mas rzymscy bogowie, cesarze i mody. A zarazem Ministerstwo Prawdy, kontrolujące obowiązującą narrację i przez całe stulecia wytwarzające „fakty alternatywne”.

To tutaj Rzym bije złote, srebrne i brązowe monety na bezprecedensową skalę. W mennicy wykuwane są także rzymskie idee. Obok żaru kuźni czuć żar dyskusji nad konkretnymi projektami, ich symboliką i sposobem oddziaływania. W trwałym metalu Rzym odciska swą biografię, obrazową podróż od trudnych początków aż po pełnienie funkcji caput mundi – stolicy świata. To opowieści o chwale i smutku, bohaterstwie i zdradzie. I tak jak monety, na których je wykuwano, każda opowieść ma zawsze dwie strony. Ostatecznie, jak zazwyczaj bywa w historii, najtrafniejszym gatunkiem literackim okaże się tragedia. Będą triumfalne wzloty i katastrofalne upadki – ale nawet gdy świat, który je wydał, dawno już zniknął, same monety trwają, co rusz wyłaniają się z ciemnej ziemi, lśniące i gotowe na nowo opowiadać swoje historie.

Przyjrzyjmy się kilku z nich.

ROZDZIAŁ 1

WILCZYCA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 2

NEMEZIS

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 3

DYKTATOR

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 4

IDY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 5

PAX

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 6

KRÓLOBÓJCY

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 7

ARENA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 8

ZENIT

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 9

FILOZOF

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 10

ROZŁAM

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 11

KRZYŻ

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

ROZDZIAŁ 12

UPADEK

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

PODZIĘKOWANIA

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

SPIS ILUSTRACJI

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.

Zapraszamy do zakupu

PRZYPISY

Motto

1 William Shakespeare, Sonety, przeł. Stanisław Barańczak, a5, Kraków 2003, s. 83. ↩

Wstęp

1 E. Clain-Stefanelli, The Beauty and Lore of Coins, Riverwood 1974, s. 8. ↩

2 Król Jerzy III i jemu współczesny amerykański prezydent, John Adams, byli zapalonymi kolekcjonerami starożytnych monet. Kolekcja Adamsa została sprzedana w 1971 roku, a monety z jego kolekcji – ja sam jestem dumnym posiadaczem jednej z nich – wciąż regularnie pojawiają się na rynku. ↩

3 M. Turner, Faces of Power, Nicholson Museum 2006, s. 5. ↩

Prolog. Moneta

1 Elias Canetti, Masa i władza, przeł. Eliza Borg i Maria Przybyłowska, Czytelnik, Warszawa 1996, s. 209. ↩

2 Tytus Liwiusz, Dzieje od założenia miasta Rzymu, 5.42, przeł. Władysław Strzelecki, Ossolineum, Wrocław 2004, s. 210. ↩

3 Dionizjusz z Halikarnasu, Starożytności rzymskie, 13.7. ↩

4 Tytus Liwiusz, Dzieje od założenia miasta Rzymu, 6.20 i 7.28. ↩

5 Zob. np. Turner, Roman Coins from India, UCL Institute of Archaeology 1989. ↩

6 Mechanizm z Antykithyry, skonstruowany w II w. p.n.e., obejrzeć dziś można w Muzeum Archeologicznym w Atenach. Zob. A. Jones, A Portable Cosmos, Oxford 2017. ↩

7 Pliniusz Starszy w Historii naturalnej (33.21) twierdzi, że 20 000 funtów złota wydobywano rocznie z kopalni złota Las Médulas w północno-zachodniej Hiszpanii. ↩

8 J. Bennett, Trajan: Optimus Princeps, Routledge 2001, s. 101. ↩

9 K. Butcher, M. Ponting, The Metallurgy of Roman Silver Coinage, Cambridge 2014, s. 19. ↩

10 Ch. Howgego, Ancient History from Coins, Routledge 1995, s. 35. ↩

11 L. Yarrow, The Roman Republic: Using Coins as Sources, Cambridge 2021, s. 55. ↩

12 Zob. np. dzieło Imperatorum Romanorum sporządzone przez włoskiego numizmatyka i wszechstronnego uczonego Jacopo Stradę (1507–1588) dla dworu Habsburgów w 1559 roku, zawierające wspaniałe portrety cesarzy rzymskich, inspirowane starożytnymi monetami z jego kolekcji. ↩

13 Zob. Nimrud Lens, British Museum Collection, 90959 oraz Pliniusz Starszy, Historia naturalna, 37.16, przeł. Tadeusz Zawadzki, Ossolineum, Wrocław 1961. ↩

14 J. Wickens, The Production of Ancient Coins, Lawrence University 1996. ↩

15 Zob. Crawford, Roman Republican Coinage, Cambridge 1974. ↩

16 Kunsthistorisches Museum, Wiedeń, dział numizmatów, 32.652. ↩

17 Gomes Eanes de Zurara (1410–1474), Chronicle of the Siege and Capture of Ceuta, 1450. ↩

18 CIL VI.44, dedykowane Herkulesowi Augustowi przez Feliksa, cesarskiego wyzwoleńca nadzorującego prace rzymskiej mennicy. ↩

19 Denar Tytusa Carisiusa, 46 rok p.n.e., Crawford, Roman Republican Coinage, dz. cyt., 464/2. ↩

20 Wickens, dz. cyt. ↩

21 Artykuł Hiker in Israel discovers rare gold coin w internetowej edycji „Coin World”, marzec 2016. ↩

22 A. Carandini, The Atlas of Ancient Rome, Princeton 2017 oraz cyfrowe rekonstrukcje Danila Loginova w History in 3D. ↩

23 Arystoteles, Etyka nikomachejska, 1133b, przeł. Daniela Gromska, PWN, Warszawa 1982. ↩

.