Zew Cthulhu - H.P. Lovecraft - ebook + audiobook

Zew Cthulhu ebook i audiobook

H.P. Lovecraft

5,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

„Zew Cthulhu” autorstwa H.P. Lovecrafta to klasyka grozy, w której stopniowo odsłania się przerażająca prawda o pradawnym bycie śpiącym w głębinach oceanu. Tropem tajemniczych zapisków, kultów i obłędu czytelnik odkrywa wizję kosmosu obojętnego wobec człowieka.

To hipnotyzująca opowieść o strachu przed niepoznawalnym, która na długo pozostaje w pamięci. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 60

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 1 godz. 55 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Wojciech Żołądkowicz

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Mariusz_216

Nie oderwiesz się od lektury

Mega klimat!
00



ROZDZIAŁ 1:GROZA WYRYTA W GLINIE

Sądzę, że najbardziej miłosierną rzeczą na świecie jest to, iż ludzki umysł nie potrafi spiąć w spójną całość wszystkiego, co w sobie mieści. Żyjemy na spokojnej wyspie nieświadomości – wśród czarnych, bezdennych wód bezkresu. Nie było nam dane zapuszczać się daleko. Nauki, każda ciągnąca w swoją stronę, wyrządziły nam jak dotąd niewiele krzywdy. Lecz przyjdzie dzień, gdy złączenie rozproszonych strzępów wiedzy odsłoni przed nami tak przerażające horyzonty rzeczywistości i tak straszliwe miejsce, jakie w niej zajmujemy, że albo rozpadniemy się w obłędzie pod ciężarem tego objawienia, albo uciekniemy przed śmiercionośnym oświeceniem w spokój i schronienie nowej, ciemnej epoki.

Teozofowie przeczuwali zatrważający majestat kosmicznego cyklu, w którym nasz świat i rasa ludzka są tylko chwilowym incydentem. Wzmiankowali o dziwnych bytach, dobierając słowa, które – gdyby nie zasłaniał ich mdły optymizm – zmroziłyby krew w żyłach. Lecz ten jeden przebłysk zakazanych eonów, ten, który zaciska mi gardło, gdy o nim myślę, i doprowadza do obłędu, gdy o nim śnię – nie przyszedł od nich. Ten przebłysk, podobnie jak większość przebłysków prawdy, pojawił się wskutek przypadkowego złożenia rzeczy z pozoru niepowiązanych: w tym przypadku pożółkłej notki prasowej i zapisków zmarłego profesora. Mam nadzieję, że nikt więcej nie podejmie podobnej próby. Tak długo jak będę żył, nigdy świadomie nie dołożę kolejnego kawałka do tej ohydnej układanki. Sądzę zresztą, że profesor także zamierzał milczeć na temat tego, co wiedział. I że zniszczyłby swoje notatki, gdyby nagła śmierć nie pochwyciła go wcześniej.

Moja wiedza w tej sprawie sięga zimy 1926–27 roku – czasu śmierci brata mojego dziadka, George’a Gammella Angella, emerytowanego profesora języków semickich na Brown University w Providence, w stanie Rhode Island. Profesor Angell uchodził powszechnie za autorytet w dziedzinie starożytnych inskrypcji i nieraz zwracali się do niego dyrektorzy najznamienitszych muzeów; jego odejście w wieku dziewięćdziesięciu dwóch lat odbiło się szerokim echem. W Providence zaś poruszenie było tym większe, że przyczyna jego śmierci pozostawała niejasna. Profesor zasłabł, wracając z przystani promu z Newport. Jak mówili świadkowie, upadł nagle chwilę po tym, gdy potrącił go rosły czarnoskóry mężczyzna o marynarskim wyglądzie – jeden z tych, którzy wychodzą z ciemnych podwórek na stromym zboczu wzgórza, skrótami prowadzącymi z nabrzeża w głąb miasta. Lekarze nie potrafili stwierdzić żadnej widocznej dolegliwości. Po długiej, pełnej zakłopotania naradzie orzekli, że przyczyną była nieuchwytna zmiana w sercu, wywołana gwałtowną wspinaczką pod tak stromą górę u człowieka w tak sędziwym wieku. Wtedy nie widziałem powodu, by podważać ten werdykt – z czasem jednak zacząłem rozumieć coś jeszcze. Coś, czego dziś wolałbym nie wiedzieć.