69,99 zł
NIEZNANA HISTORIA II WOJNY ŚWIATOWEJ
Latem 1941 roku niemieckie wojska otoczyły Leningrad i na prawie trzy lata całkowicie odcięły miasto od dostaw żywności. Z głodu zmarło wtedy co najmniej 750 tysięcy osób – niemal co trzeci mieszkaniec miasta.
Można było temu zapobiec.
Gdy w ogromnym pośpiechu ewakuowano znajdujące się w Ermitażu największe dzieła sztuki, nikt nie myślał o ochronie drogocennych nasion, przechowywanych w Instytucie Roślin po drugiej stronie ulicy. Zasoby, które zgromadzono w pierwszym w historii banku nasion, mogły uratować nie tylko Leningrad, ale wystarczyłyby do wyeliminowania głodu na całym świecie.
O tym, jak bezcenny był to skarb, wiedzieli nie tylko pracujący tam naukowcy, ale też Niemcy, którzy za wszelką cenę chcieli przejąć kolekcję. W mieście, w którym na ulicach ludzie umierali z głodu, botanicy chronili przed kradzieżą i szczurami tony żywności. Stawką były nie tylko lata ich pracy, ale i los przyszłych pokoleń.
*
Opierając się na dotychczas niepublikowanych źródłach, Simon Parkin opowiada niezwykłą i wzruszającą historię ludzi, którzy pozostali w Instytucie Roślin w najciemniejszych dniach oblężenia i ryzykowali życie w imię nauki.
Bogato i skrupulatnie udokumentowana relacja z mało zbadanego fragmentu historii XX wieku. – „Guardian”
Epicka historia o niezwykłym wyborze etycznym… Simon Parkin analizuje szaloną i heroiczną decyzję podjętą podczas oblężenia Leningradu, by chronić bioróżnorodność kosztem ludzkiego życia… – „The New York Times”
Simon Parkin barwnie opowiada tragiczną, ale inspirującą historię poświęcenia Nikołaja Wawiłowa i jego zespołu... Wykorzystuje dzienniki i listy botaników, a także późniejsze relacje ustne, żeby wiernie oddać pełen napięcia obraz tej wstrząsającej historii.– „Kirkus Review”
Zdumiewająca historia, znakomicie opowiedziana… Jest równie poruszająca, co wciągająca. – Jonathan Dimbleby, autor „Endgame1944”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 465
Data ważności licencji: 1/22/2032
Tytuł oryginałuThe Forbidden Garden of Leningrad
Copyright © Simon Parkin 2024First published in 2024 by Sceptre, an imprint of Hodder & StoughtonPublished by the agreement with Lutyens & Rubinstein LLP and Book/lab Literary Agency, Poland
Copyright © for the translation by Magda Papuzińska
Projekt okładkiMagda Kuc
Fotografia na okładce© Mary Evans / BE&W
Konsultacja historycznadr hab. prof. UKEN Marek Herma
Redaktorka nabywającaMilena Rachid Chehab
Redaktorka prowadzącaDominika Ziemba
Redakcja językowaKatarzyna Kośmicka / Book Flow
KorektaDamian Pawłowski / Book Flow
IndeksZofia Puchała
Koordynatorka produkcjiMaria Król
Opieka promocyjnaBogna Piechocka
ISBN 978-83-8427-211-4
Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl
Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków
Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]
Wydanie I, Kraków 2026
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Dla Huey i Jeda.Obyście zawsze żyli w pokojui oby nigdy nie brakło wam chleba
Pójdziemy na stos. Zginiemy.
Ale nigdy nie wyrzekniemy się naszych przekonań.
Nikołaj Wawiłow, marzec 1939
Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: „Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!” – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda?
List św. Jakuba 2, 15–161
Blokada Leningradu – rosyjskiego miasta, które obecnie nazywa się tak jak przed I wojną światową: Sankt Petersburg – trwała prawie dziewięćset dni. Była to najdłuższa blokada jakiegokolwiek miasta w udokumentowanej historii ludzkości. Według ostrożnych szacunków pochłonęło blisko ćwierć miliona ofiar, cztery razy więcej niż obie bomby atomowe zrzucone na Nagasaki i Hiroszimę łącznie. W 1942 roku zniknęła co trzecia osoba mieszkająca w mieście. Większość zmarła z głodu, czy „dystrofii”, jak radzieckie władze eufemistycznie określały przyczynę zgonu. Zakazany ogród Stalina zawiera wyraziste opisy skutków skrajnego niedożywienia dla ciała i psychiki człowieka, łącznie ze śmiercią.
Niniejsza praca jest reportażem historycznym. Opisane tu wydarzenia nie zostały wymyślone, zaczerpnięto je z dzienników, listów, pamiętników, przekazów mówionych, gazet i innych materiałów źródłowych opartych na wspomnieniach różnych uczestników i bohaterów wydarzeń. Cytaty i dialogi przytaczane przez uczestnika lub świadka wiele lat po zdarzeniu należy jednak traktować raczej jako impresje niż dosłowne wypowiedzi. W przypadku rozbieżności między źródłami przyjęto wersję czasowo najbliższą opisywanemu wydarzeniu.
Co do nazw roślin, szczególnie dzikich odmian i chwastów, którymi Leningradczycy żywili się latem 1942 roku, obok zwyczajowych rosyjskich nazw używanych w tamtym czasie zamieszczono dla jasności terminy łacińskie. Pełna lista odniesień i źródeł znajduje się na końcu książki.
PiotrogródMarzec 1921
Pociąg wjechał na stację w PiotrogrodzieI i zatrzymał się z lekkim szarpnięciem. Wysiadł z niego trzydziestotrzyletni mężczyzna w otoczeniu może dwudziestu młodych naukowców. Mieli za sobą spędzoną w chłodzie i męczącą podróż z Moskwy przez wciąż jeszcze zimowy krajobraz, mimo że nadchodziła wiosna. Za oknami pociągu pokryte śniegiem wzgórza łączyły się w oddali z mroźnym niebem, tak że trudno było wypatrzyć linię horyzontu. Przez większość drogi widok pozostawał niezmienny – jak stop-klatka w filmie. Tylko chwilami białą ciszę przerywał podmuch wiatru, a pokryte lodem gałęzie brzóz pochylały się i wyginały jak tancerze w widmowym balecie. Teraz na peronie mężczyźni i kobiety przeciągali się, ziewali i rozprostowywali plecy.
Nikołaj Wawiłow czuł się swobodnie na łonie natury, gdzie spędził większość życia jako naukowiec botanik. A jednak dobrze było się znaleźć w tym mieście; po długim okresie oczekiwania dotrzeć do znanego na całym świecie centrum sztuki i nauki.
Krzepki i wysoki naukowiec wyglądał imponująco. Szczyty oraz pustynie w Iranie albo górskie płaskowyże w Tadżykistanie badał zwykle ubrany w trzyczęściowy garnitur, koszulę z białym kołnierzykiem, pod krawatem i w filcowej fedorze na głowie. Ciemne włosy zaczesywał do tyłu, by odsłonić wysokie czoło i ostre rysy, które upodabniały go do rzeźby. Prezentował się okazale, gdy spoglądał ze wzgórza na okolicę, wyprostowany i muskularny. Tutaj, na peronie, ktoś przechodzący dostateczne blisko mógłby zauważyć na szorstkich od wieloletniej pracy w terenie dłoniach zgrubiałą skórę – dyskretną oznakę jego głębokiego i trwałego związku z ziemią.
Wawiłow zaczął zawiadywać grupą młodszych kolegów. Niektórzy spośród nich byli jego dawnymi studentami na prowincjonalnym uniwersytecie w Saratowie, gdzie rozpoczęła się ich – trwająca już tydzień – podróż. Świadczyło to o jego sile jako nauczyciela i charyzmie jako przywódcy. Nie dopuszczał, żeby hierarchia i czyjś status wywierały nadmierny wpływ na charakter wzajemnych kontaktów. I do rektora, i do studenta zwracał się z taką samą serdecznością i z takim samym szacunkiem, a ludzie z chęcią za nim podążali. Teraz wszyscy razem wyładowywali ciężkie pudła wypełnione książkami naukowymi, dokumentami oraz sprzętem, a także torby i skrzynki z kolekcją rzadkich nasion, które Wawiłow gromadził specjalnie na tę okazję.
Panowała atmosfera gorączkowego oczekiwania. Wawiłow, jasna gwiazda wschodząca na firmamencie rosyjskiej nauki, otrzymał niedawno nominację na stanowisko dyrektora Biura Botaniki Stosowanej i Hodowli Roślin – instytutu botanicznego zajmującego się badaniem flory i życia roślin założonego w 1894 roku. Przyjechał do Piotrogrodu uzbrojony nie tylko w książki, narzędzia i próbki nasion, ale też w ambitny plan, któremu młodzi ludzie gotowi byli poświęcić życie – marzenie, by przekształcić niedoinwestowany instytut roślinII w pierwszy na świecie bank nasion. Placówka miała służyć ich bezpiecznemu przechowywaniu, by w przyszłości móc je wykorzystywać w rolnictwie, badaniach naukowych i ochronie przyrody. Instytut, jak kilka miesięcy wcześniej Wawiłow napisał w liście do przyjaciela, miał być ni mniej, ni więcej tylko „skarbcem wszystkich znanych roślin, uprawnych i dzikich”1.
By wcielić swoją wizję w życie, Wawiłow już wcześniej zaczął organizować zagraniczne wyprawy w poszukiwaniu rzadkich nasion, które następnie przywożono do Rosji. Okazy znajdujące się w bagażu grupy miały zatem dołączyć do tych, które już zgromadzono w instytucie roślin, i razem stać się zaczątkiem nowej kolekcji o historycznym znaczeniu. A gdy tylko zespół botaników poszukiwaczy się tutaj zagospodaruje, znów wyruszą w dzicz, aby penetrować najodleglejsze zakątki planety i zbierać nasiona w najbardziej niedostępnych zakamarkach świata. Przywiozą je tutaj, do najsłynniejszego i najwspanialszego miasta Rosji. Następnie Wawiłow razem z zespołem rozpocznie eksperyment: wykorzysta zgromadzone nasiona do wyhodowania hybryd o najbardziej pożądanych cechach genetycznych. W efekcie powstaną nowe odmiany zdolne do przetrwania w zróżnicowanych warunkach klimatycznych. To będzie drugi etap jego wielkiego planu: doprowadzić do powstania nadzwyczajnych roślin uprawnych, które pozwolą wyeliminować na świecie głód.
Cel był wzniosły, ale niezwykle aktualny – w Rosji, jak kraj długi i szeroki, panował wtedy powszechny głód. Konsekwencją ostatniej wojny światowej był wewnętrzny konflikt, który doprowadził do załamania krajowej produkcji i dystrybucji żywności, a także odciął ludność od pomocy międzynarodowej. Wojna pogłębiła i uwydatniła luki w rosyjskiej gospodarce; inflacja, spekulacja, załamanie dostaw żywności i przyspieszony kryzys polityczny wzmogły społeczne niezadowolenie. Strajki i grabieże stały się początkiem niepokojów, a ich kulminacją były dwie rewolucje komunistyczne, w wyniku której władzę przejęli ostatecznie bolszewicy z wielkim wodzem rewolucji Włodzimierzem Leninem na czele.
Bolszewicy znacjonalizowali własność prywatną i stworzyli tak zwaną armię aprowizacyjną, która napadała na rosyjskie wioski i grabiła chłopskie zapasy żywności, by dostarczać je ludności miejskiej. Ci, którzy stawiali opór lub u których znaleziono ukryte zapasy zboża czy innych zasobów, byli karani śmiercią na miejscu. Ten usankcjonowany przez państwo bandytyzm doprowadził do wojny domowej, a problemy wywołane przez człowieka pogłębiły susza i nieurodzaj. Gdy więc młodzi botanicy wynosili bagaże z pociągu, w całym kraju setki tysięcy ludzi umierały z głodu2.
Przed dworcem Wawiłow zorganizował wozy konne, na które załadowano dobytek przywieziony pociągiem. Zdumieni członkowie zespołu byli pod wrażeniem zdolności organizacyjnych szefa. Potem cała grupa weszła do wymęczonego, ogarniętego zawieruchą miasta. Po zamachu stanu Lenin wyjechał do Moskwy i pozostawił Piotrogród pogrążony w potwornym głodzie, napięciach politycznych i konfliktach ideologicznych. Jeśli rewolucja była pijacką imprezą, to teraz miasto przeżywało dotkliwego kaca. Usługi miejskie przestały działać, służby się rozsypały, wiele domów pozbawiono ogrzewania i wody. Znany niegdyś jako kolebka pozytywnych przemian Piotrogród – który wkrótce na cześć przywódcy rewolucji przyjmie nazwę Leningrad – przeobraził się w cmentarzysko. W mieście, przez które przetoczyło się polityczne trzęsienie ziemi, powiewały wyblakłe, postrzępione sztandary rewolucji.
Wawiłow, gdy przyjmował nowe stanowisko, wiedział, że miasto zmaga się z ogromnymi trudnościami. Ale chęć zrealizowania wizji pierwszego na świecie banku nasion przeważyła nad obawą przed ryzykiem. Poza tym, jak to ujął w liście do przyjaciela: „nie samym chlebem człowiek żyje”. A jednak nie doszacował skali trudności, jakie piętrzyły się przed mieszkańcami. Piotrogród „umiera na moich oczach”, pisał grafik Mścisław Dobużyński, który w seriach litografii starał się oddać „straszny, bezludny i bolesny widok”3. W tym samym miesiącu, w którym przybył Wawiłow, rosyjski pisarz Maksym Gorki pisał do swojego angielskiego przyjaciela po piórze Herberta George’a Wellsa, że ludzie już prawie nie mają co jeść. „Można bez żadnej przesady powiedzieć, że wkrótce w Piotrogrodzie zapanuje głód”, przepowiadał.
Wawiłow i jego ekipa szli Newskim Prospektem, główną arterią miasta, podziwiając wspaniałe, choć pogrążone w melancholii otoczenie. W pociągu botanicy jeszcze żartowali, że bolszewicy w swoim zapale do zmieniania nazw placów i pomników zechcą może w hołdzie dla botanicznych zainteresowań Wawiłowa przechrzcić główną ulicę miasta na „Aleję Chromosomów Homologicznych”, teraz jednak ponura rzeczywistość uderzała w nich z pełną mocą. Wszędzie kręcili się posępni ludzie, z pochylonymi głowami i plecami wygiętymi w znak zapytania jakby postawiony po frazie „Co teraz będzie”. Długie kolejki głodnych mieszkańców czekały na racje spleśniałego chleba i mrożonych podrobów. „Jeszcze się na zachodzie ziemskie słońce pali/ I dachy miast w jego promieniach świecą/ A tu już biała domy krzyżem znaczy w dali/ I kruki obwołuje, i kruki już lecą”, pisała poetka Anna Achmatowa4.
Grupa zbliżała się do Newy. Wytworne mosty przecinały błyszczące wody rzeki, łącząc poszatkowane dzielnice miasta. Przeszli na Wyspę Wasilewską i wreszcie dotarli do biur instytutu roślin, które wtedy mieściły się przy Nabrzeżu Makarowa w wielkim sześciopiętrowym budynkuIII z wewnętrznym dziedzińcem5. Kilka lat wcześniej właściciel urządził w tym gmachu kino na sto pięćdziesiąt miejsc, połączone z salą widowiskową, sceną i foyer. Wydawało się, przynajmniej z zewnątrz, że instytut jest w dobrym stanie.
Wawiłow czuł jednak niepokój. Jego poprzednik – profesor Robert Regel – zmarł niedawno na tyfus, gdy czekał na wyjazd na wieś, gdzie miał się spotkać z rodziną. W liście napisanym niedługo przed śmiercią poinformował Wawiłowa, że instytutowi brakuje pieniędzy na funkcjonowanie. Regel był wybitnym naukowcem i miał silne zasady moralne. Niewielkimi środkami, którymi mógł dysponować, zarządzał najlepiej, jak potrafił. W trakcie swojej kadencji pisał do naukowców w całej Rosji i prosił o próbki lokalnych nasion do badań. Zgromadził blisko czternaście tysięcy odmian pszenicy, jęczmienia, owsa, żyta oraz innych roślin – była to solidna kolekcja o znacznej wartości naukowej6. Regel uprzedzał jednak swojego następcę, że przez lata niedofinansowania budynek niszczał, a pracownicy stopniowo odchodzili.
Mimo ostrzeżeń Wawiłow i jego zespół byli kompletnie nieprzygotowani na spustoszenie, jakie zobaczyli po wejściu do gmachu. Najpierw uderzyło w nich lodowate powietrze w korytarzu. Rury od centralnego ogrzewania popękały, przez co temperatura wewnątrz spadła poniżej zera. Mijali kolejne pomieszczenia i odnosili wrażenie, że biura zostały splądrowane przez wyjątkowo bezmyślnego intruza7. Na sprzęcie laboratoryjnym i papierach zalegały warstwy brudu i kurzu. Krzesła i biurka porąbano na opał, więc mebli właściwie nie było. Kręciło się tam jeszcze kilku osamotnionych techników laboratoryjnych, ale czuli się przygnębieni i pozbawieni przywództwa; brakowało im celu i obowiązków, nie byli już częścią żadnego planu.
Wawiłowa najbardziej bolał widok otwartych, pustych puszek, w których wcześniej przechowywano nasiona zgromadzone przez Regela. Zbiory zostały zjedzone przez wygłodniałych pracowników lub szabrowników. Jeden z przyjezdnych młodych badaczy napisał w dzienniku, że zastali „obraz prawie całkowitego zniszczenia”8. Botanicy odziedziczyli trupa porzuconego przedsięwzięcia. „Mamy milion problemów”9, podsumował Wawiłow w wysłanym w tym samym tygodniu liście do przyjaciela.
Botanik stał zatem pośrodku sprofanowanego sanktuarium nauki, w głodującym mieście, gdzie zamierzał rozpocząć nowe życie – i namówił do tego innych. Dostrzegł jednak iskierkę nadziei i pewne możliwości. Być może zdołają na ruinach wybudować coś nowego i lepszego? Obiecał sobie, że znajdzie nową siedzibę, ogrzewaną, z meblami i miejscem na laboratoria doświadczalne. A pod miastem wygospodaruje tereny na uprawy i szklarnie, gdzie on i jego uczniowie będą mogli testować wyniki eksperymentów. Zadanie wydawało się potężne, ale naukowiec był gotowy do walki.
Bez względu na to, ile czasu miałoby potrwać naprawianie zniszczeń i urzeczywistnianie wizji, Wawiłow i jego zespół zadeklarowali, że instytut roślin nigdy więcej nie popadnie w takie zaniedbanie. A jeśli ich wielkie ambicje przyniosą owoce i uda im się wspólnie stworzyć pierwszą w historii ludzkości żywą bibliotekę nasion, to każde z nich będzie chronić ten skarb bez względu na cenę.
I W latach 1914–1924 Sankt Petersburg nosił nazwę Piotrogród, ponieważ podczas I wojny światowej uznano, że dotychczasowa nazwa jest zbyt niemiecka.
II Początkowo ośrodek był znany jako Instytut Botaniki Stosowanej i Nowych Upraw. W 1930 roku jego nazwę zminiono na Wszechzwiązkowy Instytut Hodowli Roślin, a w 1992 roku został przemianowany na Всероссийский институт Растеневодства (WIR)[Wszechrosyjski Instytut Uprawy Roślin].Dla wygody w tej książce nazywamy go po prostu instytutem roślin.
III W budynku, w którym mieścił się pierwszy Instytut Botaniki Stosowanej, obecnie działa Hotel River Palace.
Odkrywca znika
UkrainaSierpień 1940
1
Był 6 sierpnia 1940 roku.
Promienie słońca przebijały się przez chmury, kiedy Nikołaj Wawiłow i jego zespół zbierali się przed hostelem młodzieżowym w mieście Czerniowce w południowo-zachodniej Ukrainie. Na przeciwnym skraju kontynentu wojska Adolfa Hitlera zajęły już Francję i szykowały się do inwazji na Wielką Brytanię, a walki myśliwców zakłócały niebo nad spokojnymi hrabstwami. Botanicy tego ranka niewiele jednak myśleli o odległej, zagranicznej wojnie. Atmosferę wypełniało napięcie wywołane oczekiwaniem na przygodę. Ten grupowy nastrój był zasługą charyzmatycznego i energicznego pięćdziesięciodwuletniego lideraI.
Niewiele rzeczy budziło w Wawiłowie takie emocje jak wyprawa w nieznane okolice. Był z natury odkrywcą; „Jeśli masz w kieszeni dziesięć rubli, ruszaj w podróż”, zachęcał często przyjaciół1. Tego dnia jego normalną ekscytację jeszcze potęgowało poczucie misji: poszukiwania i zbierania nowych odmian roślin, które zostaną umieszczone w banku nasion. Bank w ciągu ostatnich dwudziestu lat stał się znany na całym świecie. Wyprawy były dla Wawiłowa niczym płukanie piasku dla poszukiwaczy złota. Każdego ranka przyświecało mu to samo podniecające pytanie: „Jakie białe plamy w zbiorach zdołamy uzupełnić do wieczora?”.
Dwadzieścia trzy lata wcześniej, niedługo po przybyciu do miasta znanego później jako Leningrad, Wawiłow wyszukał i załatwił dla instytutu nowy budynek, dziewiętnastowieczny trzypiętrowy carski pałac, wystarczająco duży, by pomieścić pierwszy bank nasion. Gmach, zaprojektowany przez architekta Iwana Jefimowa, mieścił się pod godnym pozazdroszczenia adresem, przy ulicy Hercena 42 i 44II, tuż obok Placu Świętego Izaaka. Stał się bazą, z której Wawiłow i jego ludzie wkrótce zaczęli wyruszać w świat w poszukiwaniu rzadkich nasion, bulw, korzeni i cebulek. Zgromadzony materiał należało posortować, skatalogować i umieścić w banku.
Misja wymagała pilnych działań. Konflikty na świecie, klęski żywiołowe, niszczenie siedlisk – wszystko to mogło doprowadzić do wyginięcia poszczególnych odmian roślin. Gdyby tak się stało, te gatunki i ich unikatowy charakter byłyby bezpowrotnie utracone; żadne genetyczne manipulacje nie zdołałyby ich przywrócić do życia. Wyginięcie niezbadanych odmian oznaczałoby utratę szansy na wynalezienie leków, które mogłyby uratować świat, czy na wdrożenie superupraw pozwalających ochronić przed głodem całe narody.
Pomysł utworzenia banku nasion był nowatorski, a znaczenie przechowywania materiału genetycznego roślin – jeszcze nie w pełni zrozumiałe. Niektórzy uznawali projekt Wawiłowa za ekstrawagancki sposób na stratę czasu i pieniędzy. On się jednak nie zrażał; w ciągu dziesięciu lat od przyjazdu wraz z zespołem poczynił znaczne postępy w realizacji zaplanowanej misji – nie tylko odtworzono pierwotną kolekcję, która została zjedzona przez poprzedników w latach rewolucji, ale i znacząco ją powiększono. Do 1933 roku botanicy zgromadzili co najmniej sto czterdzieści osiem tysięcy gatunków nasion i bulw. Motywacją były dla nich nawracające w Rosji fale głodu, który wyraźnie i drastycznie pokazywały związek między teoretyczną pracą naukową a praktycznym dążeniem do zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego.
Bank nasion zyskał światową sławę. W tym samym roku dziennikarz londyńskiego „The Times” pisał, że było to: „żywe muzeum… nieporównywalne z żadnym innym zbiorem na świecie”2. Naukowcy zaczęli nazywać projekt po prostu „światową kolekcją roślin”3, a instytut stał się jedyną w swoim rodzaju biblioteką ziemskiej flory, zawierającą taką ilość potencjalnego życia, że po zasianiu wszystkiego, uprawieniu i zebraniu wystarczyłoby to do wyżywienia populacji Leningradu, całego Związku Radzieckiego i wszystkich innych części świata.
Wawiłow, nim przyjechał na Ukrainę, zdążył już poprowadzić sto pięćdziesiąt wypraw do sześćdziesięciu czterech krajów i niezliczonych miast. Przemierzył świat od Etiopii po Kazachstan, od Tokio po Los Angeles, od Sierra Madre po Jedwabny Szlak. Obecna podróż w Karpaty nie była tak daleka jak wiele jego egzotycznych ekspedycji, ale to wcale nie oznaczało, że była mniej ważna. Wierzył, że kilka tysięcy lat temu ówcześni wędrowcy przynieśli ze sobą do Europy ziarna pszenicy z północno-wschodniej Afryki. Być może, myślał, gdzieś w paśmie gór przetrwały rośliny pochodzące od tych, które w czasach pierwszych faraonów żywiły ludzi w Egipcie i Babilonii. Każda starożytna odmiana pszenicy, jeśli wytrzymała setki lat w chłodach stepów, nadawałaby się idealnie do wypełnienia misji, jaka przyświecała Wawiłowowi: wyhodowania superroślin uprawnych4, które byłyby zdolne do wydawania plonów w nieprzyjaznym klimacie północnych regionów Związku Radzieckiego.
Przed hostelem Wawiłow zarzucił na ramiona pusty plecak. Sądził bowiem, że do wieczora zapełni go nasionami i okazami roślin.
2
Doświadczenie życiowe nie osłabiło dziecięcej wiary Wawiłowa w cuda. Znany brytyjski biolog profesor Cyril Darlington powiedział kiedyś: „Gdziekolwiek Wawiłow się pojawiał, wnosił ze sobą słoneczną jasność i odwagę”5. Rosjanin miał charyzmę i przyciągał do siebie ludzi; amerykański noblista Hermann Muller pisał o nim: „był człowiekiem dającym życie, budującym życie i kochającym życie bardziej niż ktokolwiek, kogo znam”6. Wydarzenia ostatnich dwunastu miesięcy dały mu się jednak we znaki; międzynarodowa sława i wysoka pozycja wepchnęły go – wbrew jego woli – w mroczny świat polityki ery stalinowskiej. Stres odbijał się na jego zdrowiu. Jeden z kolegów zauważył, że z oczu botanika zniknął „dawny blask”, a wraz z nim – „zwykła, nieco ironiczna wesołość”. Portier w instytucie roślin spostrzegł, że szef po wdrapaniu się na wysokie schody przed recepcją budynku dostaje zadyszki7.
– To serce, przyjacielu – wyznał mu pewnego razu Wawiłow.
Choć cechowało go pogodne usposobienie, to teraz coraz częściej się złościł. Napady gniewu szybko mijały, ale pozostawiały go z poczuciem zakłopotania i wstydu. „Hamulce mi puściły”, tłumaczył się raz po raz współpracownikom8.
Wawiłow w momencie wyjazdu do Czerniowców miał nie tylko wielką kolekcję nasion, ale też trzy domy – w Moskwie, Leningradzie oraz Puszkinie9 – i wiódł życie, którego zazdrościli mu botanicy z całego świata. Zawiść kolegów po fachu była tylko jedną z przyczyn, przez które podupadł na zdrowiu i kilkukrotnie próbował złożyć rezygnację ze stanowiska dyrektora banku nasion. Od dłuższego czasu kilka dni wolności od napastliwych wrogów i praca, którą kochał, dawały mu więcej radości niż cokolwiek innego. W ten ciepły, napawający optymizmem poranek zaraźliwa lekkość ducha udzieliła się całej grupie10.
Pomagało mu to, że przebywał wśród ludzi, których darzył przyjaźnią: botaników i innych naukowców. Wielu z nich poznał, gdy jeszcze byli studentami. Wawiłow przyciągał do siebie wiernych zwolenników i potrafił ich przy sobie zatrzymać. W rozmowie poświęcał im całą uwagę i wtrącał pochlebne komentarze. Jego „inteligentne jasne oczy”11 sprawiały, że nawet ulotne spotkania stawały się dla wielu ludzi niezapomnianym przeżyciem. W instytucie roślin zgromadził zespół pełnych zapału, zaangażowanych osób, z których każda była oddana zarówno szefowi, jak i realizacji jego wizji. „Bardzo mi przypomina Mozarta. Mimo swojego światowego obycia jest niezwykle bezpośredni i towarzyski”, pisał do żony Gawrił Zajcew, dyrektor jednej z dużych stacji badawczych instytutu roślin w Azji Środkowej.
Duma Wawiłowa z banku nasion wynikała również z uznania, jakim darzył współpracowników. Mawiał, że każdy z nich jest „królem” bądź „królową”12 w swojej specjalności. W przeciwieństwie do Stalina i jego popleczników Wawiłow nie interesował się rodowodami kolegów i koleżanek; nie było dla niego istotne, czy pochodzili oni z „czystych” chłopów, czy może z zamożniejszych środowisk – okoliczności narodzin to przecież kwestia przypadku. Obserwował cechy charakteru współpracowników i starał się pielęgnować ich talentyIII. W 1931 roku podziwiał raporty pisane przez kolegę, jego byłego studenta, który teraz kierował stacją polarną instytutu. Zachęcał go, by przelewał na papier więcej swoich myśli i obserwacji.
Głupio robisz, że nie piszesz więcej. Masz idealny styl, no i sporą wiedzę. Musisz pisać, musisz ująć w słowa swoje pomysły, musisz się przebić przez ten lód… Powinieneś codziennie spędzać trzy godziny na pisaniu, tak samo jak codziennie jesz i pijesz… Wkrótce zaczną cię obserwować zarówno z północnego, jak i z południowego bieguna13.
Niewiele osób z ekipy Wawiłowa przejawiało takie zaangażowanie jak Wadim Lechnowicz, taksonom roślin, który trzynaście lat wcześniej odnalazł w instytucie nie tylko powołanie, ale także partnerkę – a nawet żonę – w osobie Olgi Woskresieńskiej. Wawiłow odkrył Lechnowicza, młodego mężczyznę z bujną brodą, w radzie miasta, gdzie ten wówczas pracował. Już na ich pierwszym spotkaniu namówił go do badań nad ziemniakami – mówił, że jeśli chodzi o znaczenie dla ludzkości, jest to żywność druga po chlebie14. Lechnowicz zgodził się na propozycję Wawiłowa i dołączył do jego zespołu. Szybko awansował od asystenta w laboratorium do obecnego stanowiska starszego badacza, na którym najpierw został specjalistą od topinamburu, a potem właśnie od ziemniaka15.
Podczas podróży do Ukrainy Lechnowicz chętnie dzielił pokój z Wawiłowem. W dyrektorze banku nasion, podobnie jak większość kolegów, widział kogoś w rodzaju świętego awanturnika16. Gdy obudził się tego ranka, zobaczył, że szef siedzi przy biurku obok drzwi i robi notatki na nadchodzący dzień. Wawiłow był poliglotąIV – czytał dzieła osiemnastowiecznego botanika Karola Linneusza w łacińskim oryginale – i dysponował niewyczerpanymi zasobami energii. Na wyprawach zwykle odpoczywał bardzo krótko; pracował po osiemnaście godzin na dobę17. Jak napisał jeden z kolegów, miał „umysł, który nigdy nie spał, a pod względem wytrzymałości fizycznej niewielu mogło się z nim równać”18. Często mawiał, że życie jest krótkie i trzeba się spieszyć19.
Podczas tej podróży Lechnowicz dostrzegł jednak w zachowaniu szefa nową nutę niepokoju, tak jakby denerwował się, że może mu zabraknąć czasu na realizację pozostałych planów.
Tego dnia mieli do przejechania jakieś sto pięćdziesiąt kilometrów w głąb Karpat, w okolice wsi Putyła. Wawiłow zamierzał jechać w pierwszym aucie z szefem Departamentu Ziemskiego. Grupa dysponowała aż trzema samochodamiV, ale i tak nie wystarczyło miejsca dla wszystkich, którzy chcieli się zabrać. Część pracowników instytutu musiała zostać, żeby zmieścili się miejscowi goście20, ale Lechnowicz znalazł się w grupie szczęśliwców – miał towarzyszyć profesorowi nadzwyczajnemu z lokalnego uniwersytetu w jednym z dwóch pozostałych pojazdów, w „starym gracie z łysymi oponami”, należącym do ludowego komisarza rolnictwa Ukrainy.
Konwój ruszył w drogę, a ci, którzy się nie zmieścili, machali na pożegnanie. Auta zaczęły się wspinać po niewysokich wzniesieniach i zmierzały w stronę gór. Normalnie podróż trwałaby trzy godziny, ale Lechnowicz dobrze wiedział, że pod wodzą Wawiłowa może to zająć znacznie więcej czasu. Założyciel banku nasion, jadąc przez nieznane okolice, przyciskał nos do szyby i przyglądał się chwastom, drzewom i uprawom na przydrożnych polach. Raz po raz kazał kierowcy zatrzymywać auto, bo chciał przyciąć kawałek jakiejś rośliny i włożyć go do małej torebki z wilgotnej tkaniny. Przy tej metodzie zbierania próbek szansa trzymania się rozkładu jazdy była naprawdę nieduża.
Wkrótce Lechnowicz poczuł, że samochód przechyla się na bok i mocno trzęsie. Kierowca zwolnił i stanął, podczas gdy reszta konwoju potoczyła się dalej. Szofer wysiadł, obejrzał samochód, potem otworzył drzwi, by poinformować pasażerów, że w oponach jest kilka dziur, prawdopodobnie z winy ukrytych w kurzu gwoździ od końskich podków. Oznajmił, że nic się nie da zrobić – muszą zawrócić.
W drodze powrotnej Lechnowicz dostrzegł, że z naprzeciwka nadjeżdża szybko inny czarny pojazd, wzniecając kłęby kurzu. Gdy auto znalazło się blisko, zobaczył w środku czterech mężczyzn. Człowiek na siedzeniu pasażera dał kierowcy Lechnowicza znak, by się zatrzymał, i samochody stanęły obok siebie.
– Gdzie jest akademik Wawiłow? – zapytał przez otwarte okno nieznajomy.
Lechnowicz odpowiedział zgodnie z prawdą, opisał planowaną trasę wyprawy, po czym zapytał, dlaczego tamtego to interesuje.
– Zabrał z Moskwy ważne dokumenty dotyczące eksportu zboża – usłyszał w odpowiedzi. – Te papiery są teraz pilnie potrzebne – dodał mężczyzna i tajemniczy samochód odjechał. Spotkanie nie wydało się Lechnowiczowi niczym niezwykłym ani niebezpiecznym. Jeśli już, to pokazało, że zadania instytutu roślin są na tyle ważne, by Moskwa po dokumenty Wawiłowa wysyłała całą delegację. Uznał to za dobry znak. Po powrocie do hostelu Lechnowicz poszedł do pokoju i bez żadnych złych przeczuć czekał na powrót szefa.
3
Zamiłowanie Wawiłowa do poszukiwania roślin, przez które potrafił on godzinami, w upale przedzierać się przez chaszcze, nie było czysto naukowe. Wynikało z dążenia do osiągnięcia z tej pracy namacalnej korzyści – pokonania głodu. Dążenie to częściowo miało swoje korzenie w nieodległych wspomnieniach biedy, przez pokolenia nieodłącznej towarzyszki jego własnej rodziny. Dziadek Wawiłowa – tak jak jego liczni przodkowie – należał do stanu mużyków, ubogich rosyjskich chłopów, ale już ojciec z pozycji chłopca na posyłki wspiął się na stanowisko kierownika sklepu kupieckiego, aż w końcu został właścicielem fabryki. W ten sposób ów bystry mężczyzna – ale jednak samouk – wyprowadził rodzinę z poddaństwa, zapewnił jej względny komfort życia oraz dobrobyt, który otworzył przed dziećmi możliwości edukacyjne i zaszczepił w nich chęć dążenia do sukcesu.
Wszyscy z rodzeństwa Wawiłowa interesowali się naukami ścisłymi. Jedna z sióstr została lekarzem, druga bakteriologiem, a młodszy brat – fizykiem. Jego samego fascynacja światem przyrody pociągnęła ku biologii. W 1906 roku rozpoczął studia w Moskiewskiej Akademii Rolniczej imienia TimiriaziewaVI. Nauczył się tam wytężonej pracy, bo wykłady na akademii rozpoczynały się 15 września i trwały – bez żadnych przerw czy świąt – do 15 lipca następnego roku. Po okresie intensywnej nauki następowały dwa miesiące praktyk na farmie lub w stacji badawczej – harmonogram zajęć był naprawdę wyczerpujący.
Już na tym wczesnym etapie zainteresowanie Wawiłowa genetyką roślin miało charakter praktyczny. Pracę licencjacką21 napisał o niszczycielskim wpływie ślimaków na uprawy rolne na polach wokół Moskwy. Marzył, żeby jego teoretyczne rozprawy znalazły praktyczne zastosowanie – dowiedział się, że rosyjscy chłopi osiągają najniższe w całej Europie plony z hektara, że zbierają mniej niż połowę tego, co rolnicy we Francji, i prawie jedną trzecią tego, co Niemcy.
Rozumiał, że wysokość plonów w połowie zależy od jakości nawozu stosowanego do odżywiania roślin, a w jednej czwartej od metody uprawy. Ostatnia część zależała jednak od jakości ziarna siewnego.
Młody biolog dostrzegł w tym szansę: gdyby zdołał ulepszyć ziarno – sprawić, by wyrastające z niego rośliny były wydajniejsze, lepiej się adaptowały i miały wyższą odporność – wtedy rosyjscy rolnicy mogliby osiągać plony dorównujące tym z zagranicy.
4
W 1913 roku Wawiłow przebywał w Anglii, gdzie studiował razem z pionierami genetyki: Rowlandem Biffenem na Uniwersytecie w Cambridge i Williamem Batesonem w londyńskim Instytucie Johna Innesa. Miał okazję pracować w prywatnej bibliotece Karola Darwina – przesiadywał tam w otoczeniu kurzu i listów o doniosłym historycznym znaczeniu. Bateson, który osiem lat wcześniej ukuł termin „genetyka”, wywarł głęboki wpływ na myślenie Wawiłowa22; szczególnie inspirująca okazała się hipoteza, że rolnicy w minionych wiekach przeoczyli potencjalnie wartościowe odmiany pszenicy, żyta, jęczmienia i innych zbóż. Bateson wierzył, że te zlekceważone rośliny mogły przechować bezcenny materiał genetyczny, który – zgodnie z teorią Gregora Mendla, że rośliny, jak ludzie, nie nabywają cech w wyniku okoliczności, w jakich dorastają, ale dziedziczą je po przodkach – można by wprowadzić do dzisiejszych upraw.
Zauroczony teorią Batesona Wawiłow został poszukiwaczem botanicznych skarbów. Organizował liczne wyprawy, by zbierać i katalogować od dawna udomowione odmiany pszenicy, jęczmienia, grochu, soczewicy i innych roślin uprawnych, znane jako „odmiany lokalne”. Szukał też ich dzikich kuzynów, którzy, jak mniemał, mogli się okazać przydatni w eksperymentach mających na celu wyhodowanie supernasion. Jak sam wyjaśnił: „Żeby nasze prace nad wyselekcjonowaniem nowych gatunków uprawnych (…) miały charakter naukowy (…) musimy dotrzeć do najstarszych regionów rolniczych na świecie, gdzie kryją się klucze do zrozumienia ewolucji”23.
W 1916 roku Wawiłow zorganizował swoją pierwszą większą ekspedycję – była poświęcona badaniu zbóż w północnym Iranie24. Pięć lat później odwiedził Stany Zjednoczone. W 1923 zebrał tysiąc próbek roślin w Mongolii25, a w następnym roku jako pierwszy Europejczyk prowadził karawanę przez Afganistan. W 1926 odwiedził kraje śródziemnomorskie – między innymi Włochy – potem Środkowy Wschód i dalej: zachodnie Chiny, Japonię, Tajwan, Koreę, Kubę, Jukatan, Peru, Boliwię, Argentynę, Urugwaj, Trynidad oraz Portoryko26.
Twarz Wawiłowa zbrązowiała w czasie tych podróży. Czuł gorące powiewy wiatru w afgańskich dolinach, szelest ulewy w brazylijskich lasach deszczowych, suchy, duszący upał etiopskich równin. Choć jego popularność rosła, on sam w czasie podróży zachowywał pokorę i otwarte serce. Gdy przyjeżdżał w nowe miejsce, uczył się lokalnego języka i traktował tubylców jak równych sobie, od których można się wiele dowiedzieć, chociażby dlaczego niektóre nasiona uznano za zdatne do uprawy w tym regionie i klimacie27.
Nie chodziło mu o korzyści, ale o zaspokojenie naukowej ciekawości. W tym duchu okazy, które zbierał, otrzymywał za darmo i przyjmował z wdzięcznością albo płacił za nie z funduszy wyprawy. Podejmował wysiłek, by uczyć się lokalnych dialektów; irańscy farmerzy, po persku dehqan, byli zachwyceni, gdy – posługując się nieskazitelną perszczyzną – opowiadał im o wczesnych praktykach rolniczych. Nasiona, kolce i pestki egzotycznych owoców wysyłał pocztą do Leningradu. Gdy podróżował nad brzegami Amazonki, chwytał motyle o ogromnych, misternie ubarwionych skrzydłach, starannie je zabezpieczał i wysyłał do domu razem z paczkami nasion28. Nawet gdy wkroczył w wiek średni, wciąż podchodził do problemów „z młodzieńczą ciekawością i optymizmem”29. Zawsze podczas wypraw utrzymywał kontakt z pracownikami instytutu – wysyłał do banku nasion pocztówki, na których opisywał odnalezione odmiany roślin30.
Pionierska praca Wawiłowa w połączeniu z jego chęcią współpracy z międzynarodowymi badaczami (często mówił, że instytut musi „istnieć globalnie”31 – takiego terminu używał, by podkreślić korzyści wynikające z międzynarodowej renomy) przyniosła mu wreszcie mnóstwo prestiżowych nagród. W Wielkiej Brytanii został wybrany do Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Londynie, Królewskiego Towarzystwa Naukowego w Edynburgu, Brytyjskiego Stowarzyszenia Biologów oraz na honorowego członka Towarzystwa Linneusza i Towarzystwa Ogrodniczego.
W Stanach Zjednoczonych przyjęto go do Nowojorskiego Towarzystwa Geograficznego i został honorowym członkiem Amerykańskiego Stowarzyszenia Botanicznego. Otrzymał honorowe tytuły naukowe i doktoraty honoris causa w Niemczech, Indiach, Czechosłowacji i Bułgarii. W 1932 roku Rowland Biffen oświadczył, że dzięki Wawiłowowi Związek Radziecki stał się światowym liderem w dziedzinie uprawy roślin – dał pouczający przykład, jak państwa mogą chronić swoje społeczeństwa przed niedożywieniem i głodem32.
Do 1934 roku Wawiłow założył ponad czterysta instytutów badawczych i liczne stacje w całym Związku Radzieckim. Jego czasopismo „Biuletyn o Botanice Stosowanej, Genetyce i Hodowli Roślin” stało się wiodącym tytułem w tej dziedzinie, cieszącym się uznaniem w kraju i za granicą. Wawiłow często dostawał artykuły z pierwszej ręki od autorów, których nazywał przyjaciółmi33. Jako charyzmatyczny i rozchwytywany wykładowca stał się również najsłynniejszym na świecie i najbardziej wpływowym odkrywcą w dziedzinie biologii. Niezmordowanie poszukiwał prawdy, a jego osiągnięcia można uznać za ucieleśnienie samej istoty ducha nauki.
5
Nie wszyscy jednak pozostawali pod urokiem Wawiłowa i jego teorii. Jeden z jego byłych uczniów, wiejski ogrodnik Trofim Denisowicz Łysenko, okazał się zwolennikiem teorii Jeana-Baptiste’a de Lamarcka z początków dziewiętnastego wieku mówiącej, że organizmy w ciągu swojego życia mogą nabywać cech pod wpływem otoczenia i owe cechy przechodzą później na następne pokolenia. Inżynieria genetyczna i banki nasion nie są więc do niczego potrzebne, a nawet, jak twierdził Łysenko, stanowią jedynie stratę czasu i pieniędzy. By osiągnąć zamierzone cele, wystarczy po prostu wytrenować rośliny. Proces ten nazwał wernalizacją.
Odkrywcza teoria Łysenki spotkała się z aprobatą przywódcy kraju, Stalina, do którego przemówił pomysł, jakoby rośliny – tak jak robotników – można było przekształcić aktem woli politycznej. Spodobało mu się też, że Łysenko, w przeciwieństwie do Wawiłowa, wywodził się bezpośrednio z chłopów, a jego teorie nie opierały się na akademickich doświadczeniach laboratoryjnych. Na dodatek w czasach, gdy miliony Rosjan i Ukraińców umierały z głodu, częściowo spowodowanego słabym urodzajem, Łysenko obiecał Stalinowi, że w ciągu trzech lat zaspokoi zapotrzebowanie na ulepszone odmiany roślin uprawnych34. Było to o siedem lat szybciej niż szacowany przez Wawiłowa termin osiągnięcia zamierzonych rezultatów.
Stalin odczuwał presję, by złagodzić skutki straszliwego trzyletniego głodu, do jakiego doprowadziła jego polityka w 1932 roku. Kiedy więc na konferencji w 1935 roku Łysenko wygłosił przemowę, w której obrzucił błotem elitę naukową i obiecał błyskawiczne rozwiązanie problemów produkcji i dystrybucji żywności w Związku Radzieckim, szybko zyskał poparcie. Jeszcze zanim skończył mówić, sowiecki przywódca wstał z miejsca i zawołał: „Brawo, towarzyszu Łysenko, brawo!”VII.
Wawiłow uważnie śledził prace Łysenki, choć podejrzewał, że wyłaniający się konkurent manipuluje wynikami eksperymentów, by podeprzeć swoje teorie. Studentów Wawiłowa śmieszyła oczywista zdolność Łysenki do „stworzenia wielbłąda z nasion bawełny i baobabu z kurzego jaja”35. Niemniej Łysenko, popychany wiatrem łaski Stalina, wyprzedził swojego byłego nauczyciela w sowieckiej hierarchii.
Wawiłow już pod koniec lat dwudziestych zaczął odczuwać wymierzony w niego silny sprzeciw. Stanowiło to następstwo tak zwanej rewolucji kulturalnej, podczas której Stalin atakował elity intelektualne, by uciszyć ludzi o odmiennych poglądach, mogących zagrozić jego reżimowi. Pojawienie się Łysenki na polityczno-historycznej scenie przyspieszyło rozłam w środowisku; bank nasion coraz częściej uznawano za nieprzynoszące żadnych korzyści marnotrawstwo państwowych środków. „Rolnictwo praktycznie nie stało się łatwiejsze z powodu upychania tego [kolekcji nasion] w szafach instytutu”36, oświadczył Wiaczesław Mołotow, formalny szef rządu. Inni krytykowali wyprawy Wawiłowa jako nic więcej niż kosztowne luksusowe wycieczki turystyczne37. „Żeby zgromadzić trzysta tysięcy okazów do swojej kolekcji światowych zasobów roślinnych, Instytut Hodowli Roślin musiał wydać miliony na zorganizowanie dziesiątek wycieczek do wszystkich zakątków starego i nowego świata. I jakie z tego wyniknęły korzyści dla uprawy roślin? Żadne”38, pisał jeden z ówczesnych krytyków.
A jednak to Wawiłow zdobył międzynarodową sławę i zachodni dziennikarze opisywali jego ekspedycje. Podczas podróży zaprzyjaźniał się z dygnitarzami i przywódcami na całym świecie. To jego osiągnięcia uhonorowano na łamach „New York Timesa”. Pewien angielski biolog napisał o swoim rosyjskim koledze: „Jego umysł, który nie zasypia, niezmordowane ciało, ambitne plany, nawet jego efektowne popisy na scenie – to wszystko świadczy o charakterze godnym Napoleona”39. W stalinowskiej Rosji jednak uznanie wyrażane przez tak wielu zagranicznych autorów i intelektualistów mogło szybko sprowadzić kłopoty.
Wawiłow podejrzewał, że bliskie związki z zachodnią nauką ściągnęły na niego podejrzliwość sowieckich służb bezpieczeństwa. W listach do amerykańskiego przyjaciela Harry’ego Harlana zaczął w zawoalowany sposób sygnalizować, że robi się niebezpiecznie40. Wszędzie wokół niego nauka wydawała się coraz mocniej upolityczniona. Spotykał się z krytyką, że zatrudniając ludzi w banku nasion, nie zwraca uwagi, jakie mają pochodzenie społeczne i czy należą do partii41. Współpracownik Łysenki Izaak Prezent potępił Williama Batesona, mentora Wawiłowa, jako „faszystę” i „rasistę”. Celem tych skandalicznych oskarżeń było zszarganie reputacji Wawiłowa przez powiązanie z nazwiskiem przyjaciela42.
Kolekcja nasion również szybko stała się obiektem ataków. W październiku 1937 roku w radzieckim dzienniku „Prawda” opublikowano artykuł, w którym utrzymywano: „Ekspedycje [Wawiłowa] pochłonęły ogromne sumy pieniędzy należących do ludu. Musimy stwierdzić, że w praktyce wartość kolekcji nie usprawiedliwia tych wydatków”43. Bliska przyjaciółka Wawiłowa, biolożka Anaida Atabiekowa, została usunięta ze stanowiska w Akademii im. Timiriaziewa za prowadzenie „buntowniczych” eksperymentów, czyli badanie wpływu promieni rentgenowskich na materię roślinną. Gdy Stalin zaczął zamykać w więzieniach intelektualistów jako „wrogów państwa” i zgodnie z komunistycznymi zasadami zsyłać ich do obozów pracy na „reedukację”, Wawiłow zastanawiał się, jak długo jeszcze w tak opresyjnej atmosferze zdoła kierować instytutem roślin.
Badaniom poświęcał się tak dalece, że stał się nieostrożny. Nie docenił politycznej wagi swoich zagranicznych kontaktów. Nawet po podpisaniu w sierpniu 1939 roku paktu Ribbentrop-Mołotow – porozumienia, według którego Wielka Brytania stała się wrogiem Związku Radzieckiego – nadal współpracował z brytyjskimi genetykami. Kilka miesięcy przed wyprawą do Ukrainy zgodził się na propozycję biologa Cyrila Darlingtona, żeby przetłumaczyć na angielski najnowszą pracę, która powstała w banku roślin na temat genetyki44. W tym samym czasie stos korespondencji między Leningradem i Londynem rósł w teczce Wawiłowa prowadzonej przez Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych, czyli NKWD.
Wawiłow wiedział, że swoimi działaniami drażni władzę. Z poczuciem narastającej paranoi zaczął dzwonić do domu za każdym razem, gdy wyjeżdżał z jednego miejsca i docierał do kolejnego45. Ale wciąż miał niesłabnące przekonanie, że o naukowych badaniach i naukowej współpracy powinna decydować nauka, nie polityka. Na spotkaniu zespołu w marcu 1939 roku wygłosił mowę, która świadczy, że za wszelką cenę był gotów trzymać się podstawowych zasad naukowych dociekań: „Pójdziemy na stos. Spłoniemy. Ale nie wyrzekniemy się naszych przekonań”, powiedział46.
Kilka miesięcy później wyjechał na kolejną ekspedycję, a w tym czasie Łysenko zastąpił swoimi ludźmi dwudziestu siedmiu doświadczonych naukowców, którzy tworzyli radę naukową instytutu roślin. Po powrocie Wawiłow złożył rezygnację; uznał, że w tych warunkach nie może nadal kierować jednostką47, ale rezygnacja została odrzucona. To nie on miał decydować, czy nadal będzie pracownikiem banku nasion, czy nie.
6
Było już ciemno, gdy Wadim Lechnowicz i profesor Fatich Bachtejew wrócili z obiadu na mieście do hostelu. Nie odczuwali zaniepokojenia, bo ich szef często wracał późno z wypraw po nasiona. Lechnowicz podszedł do portiera przy bramie i zapytał, czy widział Wawiłowa. Strażnik odparł, że tak, botanik wrócił chwilę wcześniej, ale gdy wyjmował rzeczy z auta, pojawił się inny samochód z paroma mężczyznami w środku, którzy zażądali, by pojechał z nimi na pilną rozmowę telefoniczną z Moskwą. Jak skomentował portier, Wawiłow wyruszył w takim pośpiechu, że zostawił na chodniku plecak48.
Lechnowicz i Bachtejew odebrali więc rzeczy szefa i poszli do siebie, by czekać na jego powrót. Wyjęli próbki, które Wawiłow zebrał tego dnia, i sprawdzili, czy nic się nie zniszczyło. Wśród zgromadzonych roślin znaleźli ziarno, którego nie rozpoznali. Czy mogła to być odmiana pszenicy przyniesiona do Europy z Egiptu cztery lub pięć tysięcy lat temu?
Około północy rozległo się pukanie do drzwi. Do pokoju weszli dwaj młodzi mężczyźni. Jeden podał Lechnowiczowi kartkę z liścikiem napisanym i podpisanym bez wątpienia ręką Wawiłowa:
W związku z nagłym wezwaniem do Moskwy proszę przekazać wszystkie moje rzeczy osobie, która dostarczy tę notatkę. 6 sierpnia 40, godzina 23:15. N. Wawiłow49
Nieznajomy wyjaśnił, że Wawiłow jest już na lotnisku i czeka na samolot do Moskwy. Botanicy w pośpiechu zbierali więc jego rzeczy, zastanawiając się głośno, czego szef może potrzebować w tej niespodziewanej wyprawie, a co powinno zostać i trafić z powrotem do Leningradu. Przybysze, coraz bardziej zniecierpliwieni, upierali się, że Wawiłow potrzebuje wszystkich swoich rzeczy – nic nie może zostać.
Botanicy spakowali torby i wynieśli bagaż Wawiłowa na zewnątrz, do podstawionego auta. Za kierownicą siedział trzeci mężczyzna. Lechnowicz zorientował się, że w pojeździe jest za mało miejsca, żeby obaj, on i Bachtejew, mogli wyruszyć z rzeczami na lotnisko, więc Lechnowicz zgodził się zostać. Jego kolega podszedł do samochodu i wyciągnął rękę, by otworzyć drzwi.
– Nie szkoda wam czasu na tę jazdę? – zapytał ostro nieznajomy z Moskwy50.
– Pan żartuje? – odparł Bachtejew. Czuł, że przynajmniej jeden uczestnik ekspedycji powinien się spotkać z Wawiłowem przed jego odlotem. Inaczej skąd mieliby wiedzieć, co robić przez pozostałe dni wyprawy? Gdy Bachtejew chwycił klamkę, obcy mężczyzna wymierzył mu gwałtowny cios w głowę. Botanik, odepchnięty od samochodu, stracił równowagę i ciężko wylądował plecami na ziemi. Zanim zdążył się pozbierać, rozległo się trzaskanie kolejno zamykanych drzwi i pojazd pośpiesznie zniknął w mroku nocy, zabierając bagaż Wawiłowa oraz oficerów Kobstewa i Kozłowa, agentów NKWDVIII.
Dalsza część w wersji pełnej
I Nikołaj Wawiłow urodził się 25 listopada 1887 roku.
II Obecnie ulica Bolszaja Morskaja. Po upadku ZSRR ulicom i placom przywrócono nazwy sprzed rewolucji.
III Jako urodzony mentor Wawiłow inwestował nie tylko w młodych ludzi ze Związku Radzieckiego, ale również w studentów z Zachodu. Był mistrzem między innymi Amerykanina Johna Niederhausera, który później (w 1990 roku – przyp. tłum.) otrzymał World Food Prize, oraz Brytyjczyka Johna Gregory’ego Hawkesa. Ten ostatni brał udział w rodzinnych wycieczkach Wawiłowów w okolice Leningradu, był przez nich zapraszany na obiady i do opery.
IV Wawiłow mówił płynnie po angielsku, francusku i niemiecku, potrafił się też porozumieć po hiszpańsku i włosku.
V Według jednego ze źródeł były to radzieckie auta podobne do Fordów sedanów. Gdyby tak rzeczywiście było, to prawdopodobnie chodziło o GAZ M1, samochód osobowy produkowany w Rosji od 1936 roku na podzespołach Forda Model A.
VI Znana również jako Pietrowski Instytut Rolniczy i Moskiewski Instytut Rolniczy.
VII Podczas innej konferencji, na której mieli przemawiać i Łysenko, i Wawiłow, Stalin pochwalił występ tego pierwszego, a potem, gdy Wawiłow stanął na mównicy, opuścił salę.
VIII Kobstew i Kozłow to nazwiska widniejące w nakazie aresztowania wydanym 7 sierpnia 1940 roku, dzień po zatrzymaniu Wawiłowa w Ukrainie.
1
Podano za:
Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie z języków oryginalnych
(Biblia Tysiąclecia), oprac. zespół biblistów polskich, wyd. 5, Poznań 2008.
Prolog
1
List do G.S. Zajcewa, 1920, cyt. za: I.G. Loskutov,
Vavilov and his Institute. A history of the wond collection of plant genetic resources in Russia
, Rome 1999, s. 18.
2
E. Kolchinsky,
Nikolai Vavilov in the years of Stalin’s „Revolution from Above” (1929–1932)
, „Special Issue: Contemporary Russian Scholarship on the History of Science in Russia” 2014, t. 56, nr 4, s. 334.
3
Cyt. za: S. Volkov,
St. Petersburg. A Cultural History
, New York, s. 224.
4
A. Achmatowa,
Czym gorsze to stulecie od poprzednich?
, w: tejże,
Poezje wybrane
, tłum. S. Pollak, Warszawa 1970, s. 83 (Biblioteka Poetów).
5
A.A. Fiedotowa, N.P. Gonczarow,
Бюро по прикладной ботанике в годы Первой мировой войны
(Instytut botaniki stosowanej w latach I wojny światowej), Sankt Petersburg 2014, s. 7.
6
I.G. Loskutov,
Vavilov and his Institute
, s. 2–7.
7
M. Popovsky,
The Vavilov Affair
, Connecticut 1984, s. 32.
8
Tamże.
9
Tamże.
Rozdział I: Odkrywca znika
1
G. Golubev,
The Great Sower. Pages from the Life of the Scientist
, tłum. V. Sternik,Moscow 1987, s. 137.
2
Plant Breeding in Russia
, „The Times”, 4 grudnia 1933.
3
Zob. np. N. Roll-Hansen,
Wishful Science. The Persistence of T.D. Lysenko’s Agrobiology in the Politics of Science
, w:
Intelligentsia Science. The Russian Century 1860–1960
, Chicago 2008, s. 166–188.
4
Research Report of the All-Union Plant Institute
, WIR, 1945, s. 5.
5
Tamże.
6
List Hermanna Mullera do M. Popowskiego z 16 lipca 1966, archiwum osobiste Jurija Wawiłowa, cyt. za: I.G. Loskutov,
Vavilov and his Institute
,Rome 1999, s. 54.
7
M. Popovsky,
The Vavilov Affair
, s. 119.
8
Tamże.
9
J.G. Hawkers, D.R. Harris,
Preface. N.I. Vavilov Centenary Symposium
, „Biological Journal of the Linnean Society” 1990, t. 39, nr 1, s. 6.
10
M. Popovsky,
The Vavilov Affair
, s. 127.
11
Tamże, s. 17, słowa Lidii Pietrownej.
12
S. Reznik, Y. Vavilov,
The Russian Scientist Nicolai Vavilov
, cyt. za: N. Vavilov,
Five Continents
, Rome 1997, s. xxi.
13
N.I. Vavilov,
From the epistolary heritage, 1929–1940
, Moscow, s. 120, 133, 135 (Scientific Legacy of Nikolai Ivanovich Vavilov, 10).
14
V. Senin,
Листья вырастут вновь
[Liście znów wyrosną], Leningrad 1979.
15
Wadim Stiepanowicz Lechnowicz, teczka osobowa, WIR.
16
Zob. np. esej G.P. Nabhana, w: M. Del Curto,
Seeds of the Earth. The Vavilov Institute
, Arles 2017,s. 54.
17
M. Popovsky,
The Vavilov Affair
, s. 19.
18
Cyt. za:
N.I. Vavilov centenary symposium
, red. J.G. Hawks, London 1990, s. 5.
19
Tamże.
20
F.C. Bachtejew,
Николай Иванович Вавилов. 1887–1943
[Nikołaj Iwanowicz Wawiłow. 1887–1943],Nowosybirsk, s. 215–216.
21
M. Baranski,
Nikolai Ivanovic Vavilov
, „Embryo Project Encyclopaedia”, 2014,
https://embryo.asu.edu
, (dostęp: październik 2025).
22
The history of plant science and microbial science at the John Innes Centre
, www.jic.ac.uk (dostęp: listopad 2025).
23
N.I. Vavilov,
The process of evolution in cultivated plants
, 6th International Congress of Genetics, t. 1., Ithaca–New York 1932, s. 331–342.
24
N.I. Vavilov centenary symposium
, s. 4.
25
M. Del Curto,
Seeds of the Earth
, s. 4.
26
N.I. Vavilov,
Five Continents
, s. 17 i n.
27
F.K. Bachtejew,
Николай Иванович Вавилов
, s. 215–216.
28
G. Golubev,
The Great Sower
, s. 115.
29
Cyt. za:
N.I. Vavilov centenary symposium
, s. 5.
30
Nikołaj Rodionowicz Iwanow, teczka osobowa, WIR.
31
Tamże.
32
M. Popovsky,
The Vavilov Affair
, s. 88.
33
N.I. Vavilov,
Five Continents
, s. viii.
34
G.P. Nabhan,
Where Our Food Comes From
, s. 180
35
M. Popovsky,
The Vavilov Affair
, s. 52.
36
V. Soyfer,
Lysenko and the Tragedy of Soviet Science
, tłum. L. Gruliow, R. Gruliow, New Brunswick 1994, s. 69.
37
E. Kolchinsky,
Nikolai Vavilov in the years of Stalin’s
, s. 4.
38
Yakovlev,
On the Theories of True Geneticists
, „Socialist Reconstruction of Agriculture”, nr 12, s. 55–56.
39
S. Harland, C. Darlington,
Prof. N.I. Vavilov, For.Mem. R.S.
, „Nature” 1945, nr 156, s. 621–622.
40
G.P. Nabhan,
Where Our Food Comes From
, s. 181.
41
E. Kolchinsky,
Nikolai Vavilov in the years of Stalin’s
, s. 337.
42
I. Prezent,
Pseudoscientific Theories in Genetics
, „Vernalization”, nr 2, 1939.
43
Cyt. za: Ż.A. Miedwiediew,
Взлет и падение Лысенко. История
биологической дискуссии в СССР (1929–1966)
[Wzlot i upadek Łysenki. Historia biologicznych kontrowersji w ZSRR, 1929–1966], Moskwa 1993, s. 348.
44
S. Ings,
Stalin i naukowcy. Historia geniuszu i szaleństwa
, tłum. K. Kurek, Warszawa 2017, s. 301.
45
H. Savitsky,
My remembrance of N.I. Vavilov
, rękopis niepublikowany.
46
Ż.A. Miedwiediew,
Взлет и падение Лысенко
,s. 58.
47
S.I. Wawiłow,
Очерки и воспоминанья
[Eseje i wspomnienia], Moskwa 1979, s. 367.
48
F.K. Bachtejew, mowa wygłoszona 24 listopada 1965 roku w Moskiewskim Towarzystwie Badaczy Przyrody.
49
Notatka w posiadaniu W.S. Lechnowicza, WIR.
50
F.K. Bachtejew, dz. cyt.
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Od autora
Prolog
Część pierwsza
Rozdział I. Odkrywca znika
Przypisy
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Dedykacja
Epigraf
Spis treści
Meritum publikacji
Przypisy
