Zacisze w Wierzbówce. T. 2. Tam, gdzie kwitną stokrotki - Aleksandra Rak - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Zacisze w Wierzbówce. T. 2. Tam, gdzie kwitną stokrotki ebook i audiobook

Aleksandra Rak

5,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

29 osób interesuje się tą książką

Opis

Wierzbówka staje się miejscem, w którym kobiety odzyskują siebie – powoli, delikatnie, czasem wbrew własnym lękom. Odnowiony dworek, ukryty w cieniu starych wierzb, przyciąga osoby zmęczone życiem, trudnymi decyzjami i własną przeszłością. Kamila z nadzieją spogląda w stronę Pawła, choć jej ciotka, ekscentryczna hrabina Kalina Horyńska, ma zupełnie inne plany wobec siostrzenicy. Helena próbuje pogodzić pracę, opiekę nad Werką, która szaleje z tęsknoty za córką, i dawną miłość, która niespodziewanie puka do drzwi piekarni. Julia, zagubiona i niepewna, uczy się podejmować decyzje, które wcześniej bała się nawet rozważać. Wioletta, wychowana w rodzinie kontrolującej każdy jej ruch, stawia pierwsze samodzielne kroki. Ewa, zmęczona codziennością matki i żony, próbuje wyzbyć się nawyku myślenia o wszystkich poza sobą. W tle pulsuje życie miasteczka – romantyczne uniesienia, rodzinne napięcia, komiczne sytuacje i ciche dramaty, które splatają się w opowieść większą niż pojedyncze biografie.

To historia o dojrzewaniu do odwagi i o sile, która rodzi się z codziennych zmagań, a nie spektakularnych gestów. Bohaterki są jak stokrotki – niepozorne, ale niezwykle wytrzymałe, rosną tam, gdzie nikt ich nie sadzi, i potrafią rozkwitnąć mimo przeciwności losu. Każda z nich odkrywa, że nowy początek nie wymaga rewolucji, lecz uważności na własne potrzeby i cichego przyzwolenia, by wreszcie postawić siebie na pierwszym miejscu. W Zaciszu uczą się pisać własne historie, odzyskiwać głos i budować poczucie wartości, które nie zależy od oczekiwań innych. To opowieść o kobietach, które –choć różne – łączy jedno: pragnienie, by wreszcie żyć tak, jak naprawdę chcą.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 275

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 37 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Agata Góral

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Barbados14

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna powieść, bardzo polecam!
00



Redakcja

Anna Seweryn

Korekta

Urszula Bańcerek

Redakcja techniczna, skład i łamanie

Grzegorz Bociek

Projekt okładki i stron tytułowych

Anna Slotorsz

Opracowanie wersji elektronicznej

Karol Bociek

Ilustracje na okładce

© AminaDesign, lisima, Victoria, Woranuch | stock.adobe.com

Ilustracje w książce powstały za pomocą oprogramowania generatywnej sztucznej inteligencji Midjourney.

Kody QR, które znajdują się przy ilustracjach, zawierają łącze html prowadzące do pliku w formacie MP4 i należy je otwierać na urządzeniu z aktualną przeglądarką oraz dostępem do Internetu.

Wydanie I, Katowice 2026

tekst © Aleksandra Rak, 2026

© Wydawnictwo Dobre Strony

ISBN 978-83-68689-73-0

Wydawnictwo Dobre Strony

ul. Uniwersytecka 13

40-007 Katowice

[email protected]

+48 884 666 213

I kładąc swoją dłoń na twoim policzku, mówię:

Dasz radę. […]

Weź więc głęboki wdech –

być może swój pierwszy –

i zobacz, jak można

Naprawdę.

Marianna Gierszewska Być tak naprawdę

Postaci

Nina Zielińska – na drodze rozwodu i podziału majątku zostaje właścicielką zabytkowego dworku w Wierzbówce. Pojawia się na miejscu pełna optymizmu, chcąc rozpocząć nowe, spokojne życie. Wraz z Kamilą podejmuje decyzję o remoncie i stworzeniu Zacisza.

Kamila Horyńska – Siostrzenica hrabiny zamieszkującej dworek. Jej marzeniem było przywrócenie dawnej świetności rodzinnej posiadłości i otworzenie tam zacisznego miejsca, w którym kobiety potrzebujące pomocy będą mogły dochodzić do siebie. Ze wsparciem Niny przyjmuje do dworku pierwsze mieszkanki.

Hrabina Kalina Horyńska – dawna właścicielka dworku, choć wciąż aktualna lokatorka. Kobieta wprost wyjęta z poprzedniej epoki, pełna ironii i cynizmu. Rozstawia każdego po kątach i zupełnie nie przejmuje się zamieszaniem, jakie wokół siebie wywołuje. Trzykrotnie zamężna, nie wierzy w prawdziwą miłość do grobowej deski.

Monika – z niewiadomych przyczyn zakochana w dworku do szaleństwa. Mały głos rozsądku w chaosie budowanym przez hrabinę, jej opiekunka i powierniczka. Zajmuje się dworkiem i jego mieszkankami, nie tylko je karmiąc, ale też służąc pomocą w każdej możliwej sprawie. Z ogromnym zaangażowaniem włącza się w tworzenie Zacisza.

Helena – wraz z bratem Bogusiem prowadzi piekarnię w Wierzbówce. Jej cynamonki słynne są w całym miasteczku. Zaangażowana w życie mieszkańców, wyciąga pomocną dłoń do każdego. Potajemnie przeżywa swoją utraconą miłość, która niespodziewanie puka z powrotem do drzwi jej serca.

Boguś – młodszy brat Heleny, dla którego siostra poświęciła swoje szczęście. Urodził się jako wcześniak. Maleńki i niedotleniony. Chciałby, by siostra uwierzyła w jego samodzielność odrobinę bardziej.

Paweł – przyjaciel Kamili. Pojawia się zawsze tam, gdzie jest potrzebny, chętnie angażując się we wsparcie dla innych, szczególnie dla Wioletty. Jako radca prawny zostaje wplątany w intrygę rodziny Zbytowskich, którzy chcą wykupić od hrabiny dworek, co powoduje, że powoli oddala się od Kamili, nie chcąc jej ranić.

Wioletta Zbytowska – znajoma Pawła i Kamili. Rodzice zaplanowali jej życie w każdym szczególe. Z jej pomocą planują przejąć dworek i otworzyć w nim kolejny dochodowy rodzinny biznes. Działa jak zaprogramowany robot, wykonując każde polecenie. Po tym, jak niespodziewanie traci przytomność, Paweł proponuje jej, by zamieszkała w Zaciszu…

Julia – pojawia się w Zaciszu niespodziewanie, szukając przestrzeni, by przemyśleć własną przyszłość. Czuje, że jej życie jest zbyt poukładane i zaplanowane, bo nikt nigdy nie zapytał jej, czego tak naprawdę by chciała.

Ewa – szuka w Zaciszu odpoczynku i spokoju od codziennych obowiązków. Wydaje jej się, że rola żony i matki zaczęła ją przytłaczać.

Jadzia – dziewczyna, która ucieka z domu, próbując zyskać odrobinę wolności, gdyż na co dzień mocno kontroluje ją nieco apodyktyczna mama.

Werka – matka Jadzi, która wciąż widzi w swojej jedynaczce małą, chorowitą i odrobinę nieporadną dziewczynkę, którą musi chronić przed całym światem.

Rafał – brat Wioletty, który nie przebiera w środkach, stojąc na straży rodzinnych interesów.

Rozdział 1. Strażnik na posterunku, czyli spokój w Zaciszu w Wierzbówce

Nina zapatrzyła się na Maurycego, dumnie przechadzającego się z rozpostartymi skrzydłami po swoich ogródkowych włościach, które niespodziewanie zagarnął w posiadanie bez wysiłku i czyjejkolwiek zgody. Pewnym, nieco chwiejnym krokiem deptał zaniedbane rabatki hrabiny, jakby próbował sam zaprowadzić porządek wśród roślin, i raz po raz nurkował w chwasty, szukając co smaczniejszych kąsków.

Nagłe stuknięcie długopisu, który wysunął się z jej dłoni i uderzył w stolik, na moment przywróciło Ninę do rzeczywistości. Otrząsnęła się, spoglądając na pustą kartkę z wykaligrafowanym nagłówkiem i westchnęła cicho. Na swoją poprzednią wiadomość nie otrzymała jak dotąd żadnej odpowiedzi, a minęło już kilka tygodni od jej wysłania. Może Rita chciała zerwać tę przypadkową znajomość, która trwała przecież dobrych kilka lat, a nie wiedziała, jak to zrobić, i najwygodniejszym rozwiązaniem było po prostu nie odpisać i czekać, aż Nina się zniechęci?

Wstała od biurka, krzyżując ramiona na piersi, i podeszła do okna, by móc nadal obserwować gąsiora panoszącego się w rabatkach. Mogła spróbować raz jeszcze. Zapytać, czy może Rita nie ma ochoty utrzymywać kontaktu. Mogła po prostu przestać pisać i oczekiwać odpowiedzi. Mogła też odłożyć ten list na później, na bardziej sprzyjającą chwilę, gdy myśli będą swobodnie płynąć. Może wieczorem? Gdy szepty szumiących wierzb znów dolecą do dworku, niesione wiatrem znad stawu? Może podpowiedzą coś sensownego i pomogą rozwiązać ten mętlik w jej głowie, który dręczył ją od dłuższego czasu. Bo o tak wielu sprawach chciała Ricie opowiedzieć, a jednocześnie sama nie potrafiła sensownie ich poukładać i zrozumieć.

Nina zmarszczyła brwi. Wierzba w pobliżu pochylała się lekko, jakby podsłuchiwała jej myśli. Długie zielone gałęzie drżały na wietrze, muskając drewnianą ławkę. Dziewczyna oparła czoło o chłodną szybę, a Maurycy zatrzymał się nagle, wyprostował szyję i wydał z siebie gardłowe niezadowolone gęgnięcie, po czym z pełnym przekonaniem wyrwał kolejną sadzonkę. Nina parsknęła śmiechem.

– Masz rację. Ten ogród to prawdziwa katastrofa – mruknęła. – Chyba czas poszukać dobrego ogrodnika, który zaprowadzi w nim porządek. I najlepiej nie tylko w nim – dodała ciszej, mając na myśli bałagan we własnej głowie.

Odepchnęła się powoli od okna i wróciła do biurka. Pokój pachniał świeżą farbą i drewnem, tym szczególnym zapachem nowego początku, który jeszcze nie zdążył przesiąknąć cudzymi historiami. Opowiadała o nim rodzicom, ze szczegółami, by mogli sobie wyobrazić to wszystko, czego na własne oczy zobaczyć nie byli w stanie. Przynajmniej na razie. Bo przyjdzie czas i na to, by odwiedzili Zacisze i przekonali się, jak piękne miejsce udało się stworzyć w starym, zrujnowanym dotąd dworku. Przyjdzie czas, że poznają Kamilę i hrabinę, i Monikę. I skosztują ciast Heleny. I pospacerują wokół stawu, i usłyszą szepczące wierzby. I rozkochają się w tym miejscu tak samo mocno jak ona.

– Droga Rito… – przeczytała nagłówek listu i prychnęła pod nosem, jakby rozbawiła właśnie samą siebie. – Rito… dlaczego milczysz? Tak powinien brzmieć ten list – stwierdziła i szybkim ruchem zmięła kartkę.

Maurycy rozgęgał się chrapliwie za oknem. Nina, marszcząc brwi, wyjrzała za nim, zaskoczona tą nagłą aktywnością. Gąsior stał na środku trawnika, z zadartą głową i szeroko rozłożonymi skrzydłami, jakby właśnie planował wygłosić mowę odstraszającą intruza za płotem. Bo tego, że ktoś kręcił się przy dworku, mogła być bardziej niż pewna. Maurycy nie zamierzał ustąpić ani o krok. Syknął groźnie i zatrzepotał skrzydłami. Ewidentnie chciał przypomnieć całemu światu, kto tu rządzi.

– Cóż to ptaszysko znów wyczynia?! – Usłyszała zirytowany głos hrabiny, dochodzący z salonu, i uznała, że to najwyższa pora, by wyjrzeć ze swojego pokoju i rozpocząć nowy, pełen emocji dzień w Zaciszu.

– Dobrze, strażniku – mruknęła pod nosem. – Już idę sprawdzić, kogo próbujesz przegonić.

W kuchni pachniało świeżą kawą i drewnem, które wciąż oddawało zapach po niedawnym remoncie, a z salonu dochodziło stukanie filiżanki o spodek i ciche mamrotanie hrabiny, wyraźnie poirytowanej porannym zamieszaniem.

– On mnie kiedyś doprowadzi do zawału – oznajmiła Kalina tonem, który sugerował, że mówi to już co najmniej setny raz. – Gąsior, Nina. Gąsior! Jakby mało było innych problemów. Co też mnie pokusiło, żeby go nie przegonić, gdy jeszcze był na to czas?!

– Może po prostu wyczuł gościa – odparła Nina, zatrzymując się przy drzwiach wyjściowych. – Albo listonosza. Albo… kogokolwiek.

– Albo koniec świata – burknęła hrabina.

Dziewczyna otworzyła drzwi i poranne powietrze wdarło się do środka. Maurycy, który zdążył już podbiec pod furtkę, natychmiast obrócił ku niej łeb, po czym wydał z siebie krótkie, zwycięskie gęgnięcie, jakby meldował wykonanie zadania.

– Paweł? – Zdziwiona przeniosła wzrok na furtkę, za którą dostrzegła znajomą sylwetkę. – Dlaczego nie wchodzisz?

– Nie czuję się zbytnio zachęcony… – Odchrząknął, z niepokojem spoglądając na gąsiora. Złapał przy tym za klamkę furtki i pchnął ją ostrożnie. – To ptaszysko jest gorsze niż pies stróżujący.

– Ale, jak widać, skuteczne. – Nina skrzyżowała ramiona na piersi.

Odwróciła się na pięcie i zniknęła w dworku, ciesząc się, że zaraz hrabina zaprosi gościa do salonu. A nastawiona była równie bojowo… Dlatego nie zamierzała mężczyźnie niczego ułatwiać.

*

Kamila odgarnęła z czoła mokre od potu włosy, które wysunęły się z jej niezbyt starannego koka, odetchnęła z ulgą i przysiadła na bruku. Od kilku godzin próbowała oczyścić kostkę z chwastów i mchu, ale szło jej jak po grudzie. Zrezygnowana rozejrzała się i jęknęła, widząc bałagan wokoło. Zaparła się, że nim przyjdzie lato, doprowadzi ogród do stanu, jaki pamiętała jeszcze za życia dziadków, którzy wkładali całe serce w to, by róże pięły się wysoko, a lawenda pachniała intensywnie. Ciotka Kalina miała zupełnie odmienne podejście do kwiatów i uważała, że albo coś przetrwa bez jej pomocy, albo po prostu zniknie z ogródka raz na zawsze. Tym oto sposobem doprowadziła go do kompletnej ruiny, jak zresztą cały dworek, o którym w Wierzbówce zaczęły już krążyć legendy. Nina znalazła w starej szopie wiekową kosiarkę i po kilkunastu próbach odpalenia jej udało się okiełznać zarośla przed domem, by choć odrobinę mniej odstraszały przechodniów. Okazało się to jednak poważnym błędem, bo odsłoniły płot, który wołał o pomstę do nieba. Tym również miała się zająć Nina, ale najwyraźniej straciła zapał, bo w budynku gospodarczym czekały nietknięte jeszcze oleje do drewna.

– Same tego nie ogarniemy – stwierdziła z żalem i wbiła mordercze spojrzenie w Maurycego, który bez większego trudu wytargał kolejny chwast z rabatki.

Obawiała się, że w podobny sposób potraktuje nowo zasadzone kwiaty, a tego mu na pewno nie podaruje.

– Tak sobie myślę… może znajdziemy kogoś do pomocy? – zapytała Nina, przystając za jej plecami.

– Nie stać nas – odparła cicho, przenosząc spojrzenie na dziewczynę. – Przecież już to liczyłyśmy.

– Żeby zachęcić kogokolwiek do przyjazdu, musimy…

– Nina! – przerwała jej ostro. – Przecież wiem! – Kamila cisnęła w trawę nożykiem i wstała, otrzepując spodnie.

– Poproszę Roberta – zaproponowała.

– Nie możemy się nim wiecznie wysługiwać. Już i tak sporo dla nas zrobił… Zresztą… jemu też musimy przecież jakoś zapłacić.

– Ale może rozłoży nam to na raty… – Nina wzruszyła ramionami. – Znajdziemy wyjście… Zobacz, jak dużo już zrobiłyśmy!

Kamila powtarzała to każdego ranka, próbując wstać z łóżka. Choć początkowo rozpierał ją ogrom szczęścia po ukończonym remoncie, teraz czuła jedynie niepewność, która przywiodła ze sobą odrobinę strachu. Ten zaś rozgościł się w jej sercu na dobre i za nic nie chciał się wyprowadzić. Każdy kolejny poranek wydawał się trudniejszy niż poprzedni. Opuszczały ją siły i zapał, a pobojowisko w ogrodzie tylko potęgowało negatywne emocje.

Przysiadła na chodniku. Czyżby zaczynała tracić serce do tego miejsca?

– Przyjechał Paweł… – obwieściła Nina. – Mam mu powiedzieć, że zniknęłaś?

– Tak. Najlepiej dodaj jeszcze, że weszłam do wierzbowego portalu i gdzieś mnie przeniosło.

– No jeśli o mnie chodzi… to wcale bym się nie zdziwiła – dokończyła Nina z uśmiechem, opierając się o framugę drzwi. – Te stare drzewa mają w sobie coś magicznego.

Kamila prychnęła pod nosem, co zabrzmiało bardziej jak westchnienie.

– Gdyby naprawdę istniał taki portal, już dawno bym przez niego czmychnęła.

– Ale wiesz, że uciekanie przed rozmową nie rozwiąże problemu?

– Gdzie on teraz jest? – Kamila odruchowo wytarła dłonie w spodnie.

– Albo Maurycy wciąż pilnuje go przed furtką, albo twoja ciotka postanowiła go ugościć.

– Z deszczu pod rynnę…

– Nikt go nie zapraszał – stwierdziła Nina z lekką kpiną.

Kobieta wstała z bruku, otrzepując się z drobinek ziemi. W obliczu problemów najłatwiej wziąć nogi za pas, by uniknąć konfrontacji. Złudne poczucie beztroski, chwilowa ulga, brak napięcia… Jednak czy to wszystko jest cokolwiek warte? Czy nie lepiej po prostu usiąść, wyłożyć karty na stół i omówić to, co ciąży na sercu? Tylko czy w tej sytuacji ona i Paweł mieli jeszcze o czym rozmawiać?

– Dobra – westchnęła w końcu Kamila. – Nie ma sensu dłużej go zbywać.

Paweł dzwonił do niej już kilka razy. Napisał również wiadomość, więc świetnie wiedziała, czego od niej oczekiwał. Unikała go, udając, że nie ma jej w mieszkaniu albo w dworku, ale… zdawała sobie sprawę, że to nie mogło trwać wiecznie.

Powlekła się za Niną. Z drżącym sercem przekroczyła próg i rozejrzała się szybko po salonie, by zlokalizować mężczyznę i wyrwać go spod „kurtuazyjnych” krwistoczerwonych szponów Kaliny. Stał przy pianinie, wyraźnie spięty, a ciotka siedziała w fotelu naprzeciwko niego, popijając herbatę z porcelanowej filiżanki i mierząc go spojrzeniem, jakby oceniała wartość obrazu na aukcji.

– A więc… – zaczęła przeciągle – remont skończony. Zacisze rusza, a pan Paweł wciąż krąży wokół dworku jak ćma przy świecy. Zastanawiające…

– Przyszedłem porozmawiać z Kamilą – odparł spokojnie, choć w jego głosie coś drgnęło.

– Oczywiście. – Hrabina uśmiechnęła się słodko. – Mężczyźni zawsze tylko rozmawiają. Z doświadczenia wiem jednak, że rzadko na tym się kończy.

– Ciociu…

Kamila chrząknęła znacząco, a Paweł natychmiast przeniósł na nią spojrzenie. Ulga przemknęła przez jego twarz.

– Już milknę – westchnęła teatralnie Kalina i uniosła ostrzegawczo palec, wskazując Pawła. – Ale słuch mam jeszcze doskonały.

– Chodź do kuchni… – zaproponowała gościowi, ale ciocia jęknęła głośno.

– Och, a ja już zaparzyłam świeżą herbatkę.

– Ciociu… – powtórzyła Kamila ostrzegawczo.

– No idźcie, idźcie. – Machnęła ręką. – Wierzby sprzyjają szczerości. I dramatom.

Paweł uznał, że lepiej nie czekać na dalszy rozwój sytuacji, więc ruszył w stronę wyjścia do ogrodu. Nina zachichotała pod nosem i sama przysiadła się do hrabiny, a Kamila, chcąc nie chcąc, podążyła za mężczyzną, który już czekał na nią na ścieżce prowadzącej do stawu.

Ruszyli powoli w niezręcznym milczeniu. W oddali słychać było tylko nieco stłumione gniewne gęganie Maurycego, który najwyraźniej znów uznał płot za najwyższe zagrożenie.

– Dlaczego nie odbierałaś? – zapytał w końcu Paweł, bez wyrzutów, raczej z troską, na co Kamila skrzyżowała ramiona, jakby samą siebie próbowała objąć i dodać sobie otuchy.

– Miałam dużo na głowie.

– Kamila…

– Naprawdę – przerwała mu. – Remont, Jadzia, Werka, stres. Ciotka, która zaczęła miewać jakieś abstrakcyjne pomysły… i sprowadza tu samych dziwnych specjalistów. Wszystko naraz. Karolina wyjechała. Chce zacząć wszystko od nowa, choć jeszcze nie wie, czy zdecyduje się na rozwód…

– Myślałem, że może jesteś na mnie zła.

– A powinnam być? – wymknęło jej się, ostrzej niż planowała.

Zmarszczył brwi, a Kamila się zawahała. Może nie powinna tak na niego naskakiwać ani niczego wyjaśniać, tylko wysłuchać, jaką miał do niej prośbę, choć przecież nie było to dla niej zagadką. Serce waliło jej jak oszalałe.

– Sporo spraw się… nawarstwiło – stwierdziła i odwróciła wzrok. – Ale odczytałam twoją wiadomość. Czy ona zdaje sobie sprawę, że… ze mną o tym rozmawiasz?

– Chciałem wiedzieć, jakie mamy możliwości, zanim jej cokolwiek zaproponuję.

– Dworek jest po remoncie, miejsca są przygotowane. Jeśli uzna, że… właśnie to jest jej potrzebne, to… – Urwała, bo słowa z trudem przechodziły jej przez gardło. – To drzwi Zacisza stoją przed nią otworem.

Powiedziała to. Wyrzuciła z siebie jak niechciany ciężar, ale… nie poczuła spodziewanego ukojenia. Nogi nagle stały się cięższe, kroki trudniejsze, a oddech płytszy. Marzyła o tym, żeby wrócić do dworku. Natychmiast. Zamknąć się w kuchni, wypić gorącą herbatę w towarzystwie cioci i choć przez chwilę nie myśleć o tym, że Wioletta może zamieszkać w Zaciszu.

– Dziękuję… – odparł z ulgą. – To będzie…

– Choć… wciąż nie rozumiem dlaczego – przerwała mu, bo nie dawało jej to spokoju. Z jakiego powodu Wioletta nie mogłaby wrócić do swojego domu? Przecież to chyba najlepsze miejsce do rekonwalescencji?

Paweł nie odpowiedział od razu. Wyraźnie się zawahał i odwrócił wzrok. Szybko zrozumiała, że odpowiedzi na te pytania nie były tak proste, jak się spodziewała. Poczuła nagłe ukłucie żalu, że wiedział o Wioletcie coś tak… osobistego, coś, o czym zapewne nie mówiła wszystkim dookoła, coś, czym podzieliła się tylko z nim.

– Tak będzie lepiej. Przynajmniej na razie. – Nerwowo poprawił okulary. – Nie wiem, czy mogę o tym mówić. Czy życzyłaby sobie tego…

„Zapewne nie” – pomyślała Kamila, spuszczając wzrok na ubrudzone ziemią trampki, którymi przecierała szlak wśród wiosennych kępek trawy.

– Daj znać, kiedy przyjedzie, żebym mogła przygotować pokój – powiedziała stłumionym głosem, próbując opanować jego drżenie.

– Będzie pierwszym gościem?

– Nie licząc Karoliny. Ale pani Helenka robi nam świetną reklamę, więc kto wie, co się wydarzy. Chciałabym, żeby to miejsce zaczęło tętnić życiem.

– Na pewno tak się właśnie stanie. Potrzeba tylko trochę czasu.

Mówił to tak pewnie, choć trudno było przyznać mu rację, zwłaszcza teraz, gdy sama traciła poczucie sensu. Tak naprawdę bała się jeszcze jednego… Bała się dnia, w którym zabraknie ciotki Kaliny, bo choć na razie trzymała się świetnie, to przecież miała już swoje lata. No i pozostawały wątpliwości w kwestii tego, co może później zdecydować Nina…

Kamila podniosła wzrok na wierzby, leniwie tańczące na wietrze. Niektóre z nich miały tak długie witki, że moczyły je w wodzie. Trochę im nawet pozazdrościła. Nikt ich nie oceniał, nikt niczego od nich nie oczekiwał. Trwały milcząco na swoich stałych miejscach jak nieme powierniczki, a tuż nad ich korzeniami wyrastały przepiękne maluteńkie główki stokrotek, jakby chciały zawołać: „Hej, duża! Pobaw się z nami!”.

– Pojadę do niej od razu i powiem o wszystkim… – Usłyszała głos Pawła.

Był nieco przytłumiony, jakby ktoś przysłonił Kamili dłonią uszy, by jego kolejne słowa nie raniły. Ale pustka, którą poczuła, świadczyła tylko o tym, że nie udało się skutecznie jej ochronić.

*

Kalina siedziała wygodnie w fotelu, z filiżanką herbaty w dłoni, obserwując, jak wiatr porusza firanką w salonowym oknie, a Nina raz po raz podchodziła do wyjścia na taras, śledząc wzrokiem ścieżkę prowadzącą ku stawowi, gdzie zniknęli Paweł i Kamila. Ugniatała nerwowo dłonie i prychała co chwilę pod nosem.

– Poszli pod wierzby – mruknęła hrabina, nie mogąc zrozumieć, jak ta dziewczyna może spacerować w tę i we w tę, nie myśląc o swoich nogach! Toż to na starość dorobi się co najmniej żylaków! – Zawsze tam uciekali, kiedy robiło się poważnie. Klasyka. Romantyczna sceneria zamiast konkretów. Z doświadczenia powiem ci jedno, dziecko… miłość, która ciągle potrzebuje ucieczek i tłumaczeń, rzadko ma szczęśliwe zakończenie.

Nina spojrzała na nią z lekkim zaskoczeniem.

– Myślałam, że ciocia im kibicuje.

Kalina uniosła brew.

– Kibicowałam. Na początku. Ale im dłużej to obserwuję, tym wyraźniej widzę, że oni są z dwóch różnych bajek. On chce ratować cały świat, a ona potrzebuje kogoś, kto będzie tylko jej.

– Paweł chyba się stara… – zauważyła ostrożnie Nina.

– Stara się aż za bardzo – prychnęła hrabina i uniosła filiżankę, by powoli dopić ostatnie krople herbaty. – Ratuje kogoś innego…

Zapadła krótka cisza, przerywana gęganiem Maurycego, który znów buszował w rabatkach.

– Myśli ciocia, że to się rozpadnie? – zapytała Nina półgłosem, zaglądając za firankę.

– Najpierw musiałoby się coś zacząć, żeby móc się rozpaść – burknęła. – Nie wróżę im płomiennej miłości. Widzę raczej długie rozmowy, jeszcze dłuższe wahania i jedno wielkie rozczarowanie. A Kamila nie jest stworzona do półśrodków.

– To co… z tym zrobimy? – Nina zmarszczyła brwi.

Hrabina z cichym stuknięciem odstawiła filiżankę na stolik.

– Czas zacząć się rozglądać za nowym kandydatem na męża mojej siostrzenicy.

– Słucham? – wydusiła dziewczyna, spoglądając gwałtownie na Kalinę, która już przymknęła nieco powieki, jakby przeszukiwała w pamięci znajomych, potencjalnych przyszłych adoratorów. – Żartuje ciocia, prawda?

– Ani trochę. – Kalina uśmiechnęła się przebiegle. – Świat pełen jest porządnych, zdecydowanych mężczyzn. Takich, którzy nie przyciągają kłopotów jak magnes. Kamila nie potrzebuje dramatów.

– A jeśli ona kocha Pawła?

– Miłość bez bezpieczeństwa i zaufania szybko się wypala – odparła tonem znawcy. – Widziałam to już trzy razy. I zawsze zaczynało się od wielkich emocji. Ty chyba również coś nam możesz o tym powiedzieć, prawda?

Nina nieznacznie przełknęła ślinę, zupełnie jakby słowa kobiety uderzyły w czułą strunę jej serca, i odwróciła wzrok za okno.

– Ciocia brzmi, jakby miała gotowy plan…

– Oczywiście, że mam – mruknęła Kalina. – W Wierzbówce jest kilku bardzo interesujących kawalerów. A jak nie tu, to się ich znajdzie gdzieś dalej.

– Kamila się wścieknie…

– Podziękuje mi za chłodny rozsądek.

– A jeśli jednak ciocia się myli?

Kalina wzruszyła ramionami.

– Wtedy postawię im butelkę najlepszego wina, przyznam się do błędu i zatańczę walca na ich weselu. Ale intuicja mnie rzadko zawodzi. – Hrabina uśmiechnęła się pod nosem, jakby już widziała tę scenę oczami wyobraźni. – A poza tym… – dodała po chwili. – Paweł nosi w sobie za dużo cudzych problemów. Związek z nim to wieczna walka o uwagę. Dziś Wioletta, jutro ktoś następny. Kamila zawsze będzie na drugim planie.

Nina zmarszczyła lekko brwi i nieco zaintrygowana przeszła na kanapę, by zająć miejsce naprzeciwko kobiety, która zapatrzona w obraz na jednej ze ścian snuła wizje przyszłości.

– On chyba po prostu chce pomagać… – zagadnęła ją Nina, by zwrócić na siebie uwagę.

– Pomagać można całemu światu, ale ważne, by przy tym kochać tylko jedną kobietę – odparła hrabina łagodniej, lecz stanowczo. – Tego nie da się połączyć bez strat. Zawsze ktoś na tym ucierpi.

Za oknem liście wierzb zaszumiały mocniej, jakby wiatr chciał wtrącić się do rozmowy.

– Kamila zasługuje na kogoś, kto spojrzy na nią i zobaczy dom, a nie misję ratunkową – ciągnęła ciotka. – Kogoś, kto przy niej zwolni, a nie będzie ciągle gdzieś biegł.

– A jeśli Paweł się zmieni?

– On nie widzi jeszcze, że coś traci. A gdy wreszcie to zrozumie, będzie za późno na jakikolwiek ratunek.

Przez chwilę obie milczały. Dobitne słowa rozsiadły się między nimi wygodnie, wprowadzając lekki dyskomfort. Z ogrodu dobiegło głośne gęganie Maurycego i człapanie jego małych łapek po kamiennej ścieżce.

– Wiesz, ten gąsior też długo szukał swojego miejsca, aż w końcu je znalazł i teraz broni go jak skarbu – podsumowała hrabina. – Kamila też powinna mieć kogoś, kto będzie jej strzegł, a nie zostawiał samą w burzy.

– Czyli zaczynamy… rekrutację? – Nina skinęła głową, przystając na pomysł hrabiny, a Kalina roześmiała się niemal bezgłośnie.

– Nazwijmy to raczej poszukiwaniem nowych możliwości.

I choć mówiła to z lekkością, w jej oczach czaiła się determinacja kobiety, która już podjęła decyzję i zakasała właśnie rękawy, by odszukać jak najlepszego kandydata na towarzysza dla swojej siostrzenicy. A teraz był na to idealny moment, dopóki spokój jeszcze gościł w Wierzbówce.

Ożyw obraz

Spis treści

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Cytat

Postaci

Rozdział 1. Strażnik na posterunku, czyli spokój w Zaciszu w Wierzbówce

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie