Zabójczy urok blondynki - Danka Braun - ebook
Opis

Do ekskluzywnego hotelu pod Jasłem przyjeżdża na urlop grupka znajomych. Wśród gości jest Robert Orłowski z rodziną oraz słynąca z miłosnych podbojów piękna młoda lekarka Anka Sosnowska, której towarzyszy narzeczony, i jego szesnastoletni syn Patryk.
W hotelu zaczynają się dziać zdumiewające  rzeczy. Anka znajduje w torebce martwą mysz, a w łóżku ucięty łeb psa. Kilka dni później dochodzi do morderstwa. Podejrzanym jest syn Roberta Orłowskiego. Ojciec rozpoczyna prywatne śledztwo, aby poznać prawdę. Wkrótce morderca uderza ponownie…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 440

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © by Danka Braun

Copyright © by Grupa Wydawnicza

Literatura Inspiruje Sp. z o. o., 2015

Wszelkie prawa zastrzeżone

All rights reserved

Książka ani żadna jej część nie mogą być publikowane ani w jakikolwiek inny sposób powielane w formie elektronicznej oraz mechanicznej bez zgody wydawcy.

Redakcja:Agnieszka Brach

Korekta:Justyna Jakubczyk

Skład: Marek Zinkiewicz

Projekt graficzny okładki i stron tytułowych:

Ilona Gostyńska-Rymkiewicz

ISBN 978-83-65223-37-1

Słupsk/Warszawa 2015

Wydawnictwo Prozami Sp. z o. o.

zamowienia@literaturainspiruje.pl

www.prozami.pl

www.literaturainspiruje.pl

Skład wersji elektronicznej: Marcin Kapusta

konwersja.virtualo.pl

Mojej cudownej przyjaciółceMarzannie Radziszewskiej –pierwszej czytelniczcei recenzentce moich książek

Ściągawka dla czytelnika

Mark Biegler – austriacki dziennikarz o polskich korzeniach

Marta Kruczkowska – narzeczona Marka

Robert Orłowski – neurochirurg, ojciec biologiczny Marty

Renata Orłowska – bizneswoman, żona Roberta

Krzysiek Orłowski – lekarz stażysta, syn Roberta i Renaty

Aga Orłowska – żona Krzyśka

Iza Orłowska – uczennica, córka Roberta i Renaty

Nicole – koleżanka Izy

Anka Sosnowska – niespełniona lekarka, „kolekcjonerka” męskich serc

Jan Woźniak – biznesmen, właściciel hotelu w Jaśle

Gabriela Gajda – dyrektor hotelu Jana Woźniaka

Vick Jurgen vel Wiktor Szewczyk – ojczym Marka

Tina Jurgen – siostra Marka

Jola Richardson – narzeczona Vicka Jurgena

Bert Richardson – syn Joli

Marian Lewandowski – biznesmen, narzeczony Anki

Patryk Lewandowski – licealista, syn Mariana

Kazimierz Sosnowski – ojciec Anki

Janina Sosnowska – żona Kazimierza

Adam – kardiolog, przyjaciel Orłowskich

Bożena – okulistka, żona Adama

Ludmiła Wrona – sąsiadka Anki

Klaudia – siostrzenica Wronowej

Głowacka – sąsiadka Anki

Ćwikowie – sąsiedzi Anki

Komisarz Szpak – policjant z Jasła

Komisarz Bieda – policjant z Krakowa

Waldek – chłopak Anki

Gretchen Biegler – macocha Marka

Berta – była narzeczona Marka

Ares – pies Patryka

Prolog

Aparatura szpitalna swym monotonnym śpiewem daje znać, że jeszcze żyję. Leżę sama w separatce, doglądana przez dyżurne pielęgniarki i lekarzy. Co jakiś czas zjawia się jakiś znajomy, żeby odbębnić odwiedziny przy łóżku umierającej. Tak, to prawda – umieram. To tylko kwestia czasu… Od kilku dni leżę w śpiączce, podpięta do kroplówek i medycznej maszynerii. W wężowisku plastikowych rurek czekam na śmierć.

Oczy mam zamknięte, ale słyszę i czuję obecność innych. Nachylają się nade mną, rozmawiają z personelem o moim stanie zdrowia, czasami dotykają mojej ręki. Wśród nich jest morderca.

Gdybym nie pojechała wtedy do Jasła, to prawdopodobnie by do tego nie doszło. Chociaż… nie wiadomo. Wierzę w przeznaczenie, ale inne niż to powszechnie pojmowane. Każdy z nas wykuwa sobie los własnym zachowaniem, swoimi decyzjami i wyborami, jednak pewne cechy charakteru i skłonności zostają nam przekazane przez geny naszych przodków. To one decydują o naszym wyglądzie, niektórych zaletach i wadach. Rodząc się, nie jesteśmy jedynie białą kartą zapisywaną przez środowisko i wychowanie. W tym znaczeniu wierzę w przeznaczenie. Doprowadziło mnie ono do szpitalnego łóżka, ale ja również w pewnym stopniu się do tego przyczyniłam – swoim postępowaniem napisałam sobie epilog życia.

Teraz żałuję. Gdybym wiedziała, co mnie czeka, zweryfikowałabym swoje decyzje. Ale jest już za późno.

Szkoda, że muszę umierać.

Rozdział 1

– Mamo, daleko jeszcze do tego Jasła? – zapytała czarnowłosa dziewczynka w okularach.

– Jesteśmy dopiero w połowie drogi. Iza, nie bądź taka niecierpliwa – odparła jej matka.

W najnowszym modelu dodge’a ram jechał Robert Orłowski z rodziną, czyli czworgiem dorosłych i dwiema trzynastoletnimi dziewczynkami – Izą, córką Orłowskich, i Nicole, przyszywaną wnuczką matki Roberta.

Robert Orłowski, senior rodziny, z zawodu neurochirurg, miał już skończone pięćdziesiąt lat, ale nikt nie dałby mu nawet czterdziestki. Wszyscy znajomi uważali go za fenomen natury. Nie tylko nadal młodo wyglądał i był przystojniejszy od George’a Clooneya, do którego zresztą często go porównywano, to jeszcze natura obdarzyła go nieprzeciętną inteligencją. Oprócz tego był wyjątkowym szczęściarzem… w każdym razie tak uważali jego znajomi. Wszystkie te atrybuty w jakimś stopniu przyczyniły się do jego sukcesu. Pierwsze małżeństwo z majętną Amerykanką doprowadziło go do bogactwa, a talent w chirurgii i pracowitość – do wysokiej pozycji w sferze zawodowej.

W samochodzie obok Orłowskiego siedział jego młodszy klon. Krzysiek jednak w przeciwieństwie do ojca wyglądał dosyć poważnie jak na swoje 24 lata. Był uderzająco podobny do ojca, ale nie miał tej łatwości w pozyskiwaniu przyjaciół i przyjaciółek, jaka cechowała Roberta. Miał za to wyższe od niego IQ, bo aż 160.

Druga żona Roberta, Renata, nie była klasyczną pięknością. Uroda jej była mocno podrasowana przez wyroby przemysłu kosmetycznego, ale kobieta miała w sobie to coś, co nie pozwalało mężczyznom, nawet dużo młodszym, przejść obok niej obojętnie. Ona również – tak jak mąż – wyglądała młodo – była średniego wzrostu, miała zgrabną sylwetkę, a włosy koloru kasztanowego z mahoniowym odcieniem upinała w efektowny koński ogon.

Synowa Orłowskich, Aga, była natomiast wysoką blondynką o nordyckiej urodzie. Zaawansowana ciąża zniekształciła nieco jej figurę i rysy twarzy, ale pomimo lekkiej opuchlizny żona Krzyśka nadal była ładną kobietą.

– Kris, zimno mi. Czy można wyłączyć klimatyzację? – zwróciła się do męża.

Robert, który prowadził samochód, dostosował się do życzenia synowej. Krzysiek natomiast wzruszył tylko ramionami i dalej oglądał widok za oknem.

– Może przykryć cię pledem? – zapytała synową Renata.

– Nie trzeba. Wystarczy, że klimatyzacja została przykręcona.

– Mówiłem ci, żebyśmy zostali w domu – burknął młody Orłowski. – Gdy się jest w ciąży, trzeba odmówić sobie niektórych przyjemności. W dziewiętnastym wieku kobiety przez całą ciążę nie pokazywały się publicznie.

– Krzysiu, przestań gadać głupstwa. Mamy teraz dwudziesty pierwszy wiek. Niestety muszę stwierdzić z przykrością, że mężczyźni nigdy nie zrozumieją kobiet. Z prawdziwym równouprawnieniem będziemy mieć do czynienia dopiero wtedy, gdy medycyna wymyśli sposób, żeby mężczyźni też mogli zachodzić w ciążę i rodzić dzieci – zaperzyła się Renata.

– Hm, jak to sobie wyobrażasz, Malutka? Chcesz przeszczepić nam macicę? – z uśmiechem zauważył Robert.

– Jeśli Schwarzenegger potrafił zajść w ciążę, to może kiedyś będzie to możliwe. Medycyna czyni cuda.

Tę wizjonerską dysputę przerwał sygnał dzwonka telefonu Krzyśka. Chłopak odebrał, a reszta rodziny przysłuchiwała się rozmowie. Rozłączył się po kilku minutach.

– Spóźnią się, dopiero przekroczyli granicę.

– Kiedy Marta rano dzwoniła, wyczułam, że jest w złym humorze. Chyba się pokłóciła z Markiem. Nie wiesz o co? – dopytywała Renata.

– Mamo, jesteś strasznie ciekawska – zauważył z wyrzutem Krzysiek.

– Jak każda kobieta. To cecha charakterystyczna dla naszej płci.

– Szkoda, że tę waszą ciekawość ograniczyłyście tylko do sfery damsko-męskiej. W innych dziedzinach, jak na przykład w nauce, jesteście mało ciekawskie – burknął.

– Krzysiek, rodząc cię, nie przypuszczałam, że wydam na świat męskiego szowinistę! – oburzyła się Renata.

– Na pewno znowu poszło o dziecko – Robert zmienił temat.

– O jakie dziecko? Przecież oni nie mają dziecka.

– Właśnie! A Mark chciałby je mieć.

– No tak, prawdziwy mężczyzna powinien wybudować dom, posadzić drzewo i spłodzić syna. A kobieta musi później sprzątać ten dom, grabić liście z drzew i zmieniać pieluchy – zauważyła sarkastycznie Renata. – Wcale się nie dziwię, że Marta jeszcze nie marzy o małżeństwie.

– Marka stać i na sprzątaczkę, i na ogrodnika, i na niańkę. Wystarczy, gdy Marta urodzi dziecko – mruknął Robert.

– A ty, tatku, chciałbyś być podwójnym dziadkiem? – zapytała Iza.

– Czemu nie.

– Przecież już niedługo pan nim zostanie – wtrąciła Aga. – Zresztą Marta nie traktuje pana jak ojca, jest pan dla niej tylko dawcą genów.

Robert nie odpowiedział. Spojrzał z irytacją w lusterko na synową. „Tej dziewczyny nie da się lubić”, przeleciało mu przez myśl. Nawet Renata, przyjaźnie nastawiona do całego świata, z trudem zmuszała się, żeby nie okazywać jej niechęci.

Orłowski uśmiechnął się na wspomnienie Marty. Nie mógł się doczekać ich spotkania. Tęsknił za dziewczyną, nie widzieli się już dwa miesiące. Marta Kruczkowska pojawiła się w jego życiu niedawno, dwa lata temu, a mimo to traktował ją na równi z resztą swojej rodziny. Przez 25 lat nie wiedział o jej istnieniu, dopiero po śmieci jej matki dowiedział się z listu, który mu zostawiła, że jest ojcem biologicznym Marty. Przeżycia sprzed dwóch lat na tyle zbliżyły Roberta i Martę, że dziewczyna stała się częścią rodziny Orłowskich. Robert żałował, że ona nie mieszka z nimi w Krakowie, tylko ze swoim przyjacielem w Wiedniu.

– Ciekawa jestem, jak wygląda teraz pan Janek. Może zrobili mu w więzieniu tatuaż? – zastanawiała się na głos Iza.

Dziewczynka była bardzo podobna do ojca. Miała ciemne falujące włosy związane z tyłu głowy w kucyk i wielkie czarne oczy, takie jak ojciec. Tylko okulary korekcyjne trochę ćmiły ich piękno.

Towarzysząca jej Nicole była wysoką jak na swój wiek blondynką o niebieskich oczach przekazanych jej genetycznie przez matkę Szwedkę.

– Wujku, Iza powiedziała, że ona też dałaby się zamknąć na pół roku w więzieniu, żeby tylko mieć tatuaż – wtrąciła.

Mówiła dość dobrze po polsku, chociaż języka swojego ojca nauczyła się niedawno. Była to zasługa Izy i przyszywanej babci, Barbary Orłowskiej, która kilka lat wcześniej poślubiła dziadka Nicole. Peter, pasierb męża Orłowskiej, chociaż był synem Polki, nie nauczył córki polskiego.

– Nicole, ty wstrętna skarżypyto! Nie odezwę się do ciebie przez całą drogę – oburzyła się Iza. Po chwili dodała: – Ciekawa jestem, czy znęcali się nad nim klawisze. I czy zgwałcono go pod prysznicem.

– Cholera! Iza, zabroniłem ci czytać książki dla dorosłych!

– To z filmów. Z serialu „Skazany na śmierć” – mruknął Krzysiek.

– Przecież nie pozwoliłem jej oglądać takich filmów w telewizji!

– Ona nie oglądała go w telewizji, tylko prawdopodobnie ściągnęła z internetu.

– Renata, miałaś się zajmować córką, do cholery! Nieraz ci już mówiłem, że jeśli nie potrafisz pogodzić zabawy w bizneswoman z rolą matki, to musisz zrezygnować ze swojego szmacianego biznesu – powiedział szorstko.

– Tatku, przesadzasz. Skończyłam trzynaście lat. W moim wieku Jadwiga była już królową Polski i żoną Jagiełły.

– Co, myślisz o zamążpójściu? Może ty też chciałabyś mieć męża w wieku Jagiełły? – droczył się brat.

– Czemu nie? Na przykład pan Janek. Gdybym wyszła za niego za mąż, to, tatku, miałbyś zięcia starszego od siebie.

– Faktycznie… Woźniak, ten stary satyr, zawsze lubił młode dziewczyny. Tato, musisz na niego uważać. Jeszcze trochę, a zacznie oglądać się za Izą i Nicole.

– Przestańcie bajdurzyć – mruknął Robert. – Zostawcie Woźniaka w spokoju.

– Po co my w ogóle jedziemy do tego starego dziwkarza? Moglibyśmy od razu pojechać nad Solinę i pożeglować.

– Krzysiek, dlaczego nie lubisz pana Janka? Ja go bardzo lubię – stwierdziła Iza. – Zawsze jest wesoły i dowcipny. Fajnie, że tam jedziemy. Nikt z naszych znajomych nie siedział nigdy w więzieniu.

– Przestańcie mówić o panu Woźniaku jak o przestępcy. Miał pecha, że wszedł w spółkę z nieodpowiednim człowiekiem, i dlatego wylądował w więzieniu. Ale to porządny człowiek – w rozmowę włączyła się Renata.

– Porządny, bo pożyczył ci pieniądze – odparował jej syn.

– A żebyś wiedział! Nie tylko mi pożyczył, ale jeszcze pomógł je odzyskać.

– Pomógł ci je odzyskać, bo znał ukraińskich egzekutorów. To jeszcze jeden dowód na to, że zawsze miał do czynienia ze światkiem przestępczym.

– Cóż, gdy się robi grube interesy, to trzeba znać różnych ludzi. I nie wolno być taką naiwną kretynką jak ja, żeby dawać Ukraińcom towar na kredyt. Nie pozwolę powiedzieć nikomu nic złego na Jana Woźniaka. Tobie też, Krzysiu. Z przyjemnością spędzę urlop w jego nowym domu.

– Byliście kiedyś u niego w Jaśle? – zapytał Krzysiek.

– Nie. Dopiero niedawno kupił ten dom.

– Kto tam będzie ze znajomych oprócz nas i Marty z Markiem?

– Tylko Adam i Bożena. Zaprosił też jakichś swoich przyjaciół, ale nie znam ich – poinformował syna Robert.

– Co my będziemy robić w takiej dziurze jak Jasło?!

– Krzysiek, nie bądź ignorantem. Jasło jest pięknym miastem. Nie słyszałeś o Karpackiej Troi?! O muzeum?

– Cóż, może jakoś wytrzymamy tam przez tydzień – westchnął Krzysiek. – Ale potem jedziemy w Bieszczady.

Po godzinie dotarli na miejsce. Na widok „domu” Jana Woźniaka wszystkim „opadła szczena”, jak później stwierdziła Iza. Dom okazał się dwupiętrowym hotelem SPA, z ekskluzywnymi pokojami, restauracją, kortem tenisowym i dwoma basenami, w tym jednym krytym.

Gospodarz przywitał ich na podjeździe. Był to postawny mężczyzna, dobrze po pięćdziesiątce, o sympatycznej twarzy i wesołych oczach. Świeża opalenizna kontrastowała z białą sportową koszulą.

Pierwsza z samochodu wypadła Iza i rzuciła się Woźniakowi na szyję.

– Panie Janku, ma pan zrobiony więzienny tatuaż?

– Oczywiście, że mam. Każdy porządny więzień musi mieć tatuaż.

– Panie Janku, jak tam jest w więzieniu? Czy tak jak pokazują na filmach? Biją więźniów? Zgwałcili pana pod prysznicem? – rzucała pytanie za pytaniem, nie czekając na odpowiedź.

Jan Woźniak roześmiał się głośno.

– Puść mnie, Iza, muszę przywitać się z resztą Orłowskich.

Uwolnił się z objęć dziewczynki i podał rękę starszemu Orłowskiemu.

– Cześć Janek – powiedział Robert. – Uważaj, za chwilę Iza ci się oświadczy. Chce iść w ślady królowej Jadwigi i szuka odpowiedniego wiekiem męża.

– Iza, ale ja jestem tylko zwykłym kryminalistą, nie pedofilem – powiedział ze śmiechem Woźniak, po czym odwrócił się w stronę Orłowskiej. – Renata, wyglądasz jak milion dolarów. Rewelacyjnie! Zresztą jak zwykle.

– Ty, Janku, też wyglądasz dobrze. „Państwowe wczasy” chyba dobrze ci służyły, bo schudłeś, nabrałeś krzepy. Wyglądasz na wypoczętego – powiedziała z uśmiechem. – Naprawdę.

Dołączyła do nich para w średnim wieku – ładna filigranowa blondynka w okularach i średniego wzrostu mocno szpakowaty szatyn o przerzedzonych już włosach i zaokrąglonym brzuchu.

– Adamowi też by się przydał krótki pobyt w więzieniu, może by wreszcie trochę schudł. Od kilku lat się odchudza. Ciągle muszę mu gotować kapuściankę, a efektów nadal nie widać – powiedziała kobieta.

– Bożenko, kochanego ciała nigdy za dużo – odparł zarzut gospodarz.

– Za dużo, bo już mu brzuch wypływa ze spodni.

– Wiesz, Janek, ale trochę nas zaskoczyłeś swoim „domem w Jaśle”. Dlaczego nie pochwaliłeś się, że kupiłeś hotel? Zmieniasz branżę? Z pigularza w hotelarza? – zapytał Robert.

Cóż, lubię nowe wyzwania. – Jan uśmiechnął się do niego.

Ruszyli zadbaną alejką w stronę budynku, podziwiając piękne klomby z egzotyczną roślinnością. Hotel robił wrażenie. Elegancka elewacja w ciepłym kolorze ochry była ozdobiona brązowymi okiennicami i pruskim murem. Obszerny wyłożony brązową dachówką dach z licznymi jaskółkami obiecywał gościom nocleg w wygodnych i przytulnych mansardach. Budynek mało przypominał polskie budowle tego typu, podobny był pod względem architektonicznym do niemieckich i austriackich moteli.

Weszli do środka. Najpierw gospodarz oprowadził ich po hotelu, demonstrując ofertę obiektu. Pokazał jadalnię, salę telewizyjną, bibliotekę, kawiarnię… Pochwalił się zapleczem kuchennym i zaprowadził do pomieszczeń przeznaczonych do rekreacji. Oprócz sporych rozmiarów krytego basenu goście zobaczyli jacuzzi, saunę, solarium, siłownię i gabinety kosmetyczne. Był nawet salon fryzjerski.

– Widzę, że można nieźle zarobić, siedząc w więzieniu – mruknął Krzysiek, rozglądając się wokół.

– Żebyś wiedział – odparł z uśmiechem gospodarz.

– Kiedy odbędzie się oficjalne otwarcie?

– Nie spieszy mi się. Może w sierpniu. Na razie „rekreować się” będą moi znajomi. Kiedy przyjedzie twoja córka?

– Janku, zapamiętaj! Marta nie lubi, gdy nazywa się ją moją córką. Niedługo powinni dojechać – powiedział Robert. – Tylko my będziemy w takim wielkim obiekcie?

– Przyjedzie jeszcze mój znajomy z synem i narzeczoną. Może dojadą też ludzie, których on zaprosił. Nie znam ich. Teraz pokażę wam wasze pokoje. Musicie się rozpakować.

Woźniak zaprowadził ich do przygotowanych pokoi. Tu również dało się odczuć dobry gust i dbałość o klienta. Pokoje były stosunkowo duże, wygodne i elegancko urządzone – dwuosobowe, ze schludnymi łazienkami i małymi balkonikami. W każdym pokoju zainstalowano telewizor, radio i odtwarzacz płyt CD. W małżeńskich sypialniach stały duże łoża, a w pokoju zajmowanym przez dziewczynki – dwa pojedyncze łóżka.

Młody chłopak pracujący jako portier i boy przyniósł ich bagaże. Robert wręczył mu suty napiwek. Pół godziny później wszyscy zeszli na taras. Delektowali się smakiem zimnego piwa i ciepłymi pocałunkami lipcowego słońca. Kiedy do siedzących przy stole podeszła młoda ładna długowłosa blondynka ubrana w szorty, gospodarz ją przedstawił.

– Poznajcie dyrektorkę hotelu, Gabrysię.

– Jan, miałeś mnie tak nie nazywać! Obiecałeś! – zaprotestowała z uśmiechem dziewczyna. – Błagam, proszę mówić do mnie Gabi. Rodzice wyrządzają dziecku największą krzywdę, gdy nie zastanawiają się dobrze nad konsekwencjami nieodpowiedniego doboru imienia. Moje prześladuje mnie od przedszkola.

– Prawie każdemu nie podoba się jego imię – skomentowała Renata, podając Gabi rękę.

Dziewczyna usiadła obok Woźniaka. Widać było, że jej rola nie ograniczała się tylko do funkcji pani dyrektor.

– Dostałem Gabrysię razem z hotelem. Muszę przyznać, że to dobry nabytek. Sprawuje się całkiem nieźle – powiedział rubasznie Woźniak, po czym dodał: – Zna się dobrze na hotelarstwie.

– Tato, chcę podwyżkę. Już teraz muszę zacząć oszczędzać. Też chcę na starość kupić sobie młodą dziewczynę… z hotelem. – Uśmiechnął się ironicznie Krzysiek.

Renata przesłała synowi ostrzegawcze spojrzenie. Woźniak miał poczucie humoru, ale taki żart był nie na miejscu. Mężczyzna jednak się nie obraził.

– Małe sprostowanie, nabyłem hotel z dziewczyną, a nie odwrotnie – odparł z uśmiechem. – Młody Orłowski jak zwykle zazdrości mi pieniędzy. I dziewczyn.

– Panie Janie, małe sprostowanie. Zazdroszczę panu tylko pieniędzy. Dziewczyn na razie nie muszę sobie kupować.

– Jak ci nie wstyd myśleć o innych dziewczynach kilka miesięcy po ślubie? Ja zacząłem o nich myśleć dopiero wtedy, gdy zaliczyłem srebrne wesele. Powinieneś przeprosić swoją żonę, młody człowieku.

– Ma pan rację, starszy człowieku. – Twarz Krzyśka przybrała ironiczny wyraz. – Przepraszam cię za swój nietakt, moja żono.

Warkot podjeżdżającego samochodu przerwał ich słowną potyczkę.

– To na pewno Marta – Robert zerwał się od stołu i ruszył na spotkanie córki.

Nie uszedł daleko, bo na taras wbiegła dziewczyna i rzuciła się Orłowskiemu na szyję.

– Robert! Ale się stęskniłam za tobą! – zawołała. – Przepraszam, za wami – poprawiła się, patrząc na resztę rodziny.

Nie przestając obejmować Roberta, podeszła do stołu. Przywitała się, całując Renatę, Izę i Krzyśka w policzki. Jego żonie podała tylko rękę. Potem podobnie przywitała się z pozostałymi.

– Gdzie Mark?

– Wyjmuje bagaże.

Po chwili na werandzie pojawił się młody mężczyzna. Mark Biegler był przystojny, ale w inny sposób niż obaj Orłowscy. Oni mieli urodę amantów filmowych, Mark – filmowego twardziela. Był wysokim wysportowanym blondynem o brązowych oczach, które bystro spoglądały spod ciemnych brwi. Jego bujna czupryna błyszczała w słońcu jak wypolerowane złoto. Modny dwudniowy ciemny zarost mylnie sugerował, że ufarbowano mu włosy, ale jasny kolor włosów zawdzięczał matce naturze plus dużej dawce słońca, a nie fryzjerowi.

– Witam wszystkich – powiedział, twardo akcentując słowa. Mimo że mówił dobrze po polsku, nadal miał austriacki akcent.

Mark i Marta tworzyli piękną parę. Dziewczyna, dla kontrastu, była brunetką z włosami długimi prawie do pasa. Klasyczne rysy twarzy i wielkie czarne oczy, takie same jak wszystkich Orłowskich (oprócz Renaty), czyniły z niej prawdziwą piękność. Jej figura wzbudzała zazdrość u niejednej kobiety i śniła się po nocach niejednemu mężczyźnie.

– No, to możemy wreszcie zjeść obiad – oznajmił gospodarz. – Wszyscy na was czekamy. Chodźmy do jadalni. Bagażami zajmie się mój pracownik.

– Marta, powiedz, o co się pokłóciliście. Cały czas boczycie się na siebie – powiedziała Renata.

Razem z Robertem siedziała w sypialni Marty i Marka. Dziewczyna rozpakowywała walizki, a Orłowska jej w tym pomagała.

– Mark nie pozwala mi pracować.

– Jak fajnie umiesz manipulować faktami! – oburzył się Mark. – Nie pozwalam ci się rozbierać przed kamerą, a nie pracować!

– A jak ty potrafisz kłamać! To nieprawda, wcale nie chcę się rozbierać, tylko wziąć udział w reklamie.

– W reklamie czego? Środków antykoncepcyjnych? – dopytywała Renata.

– Szamponu.

– Przeciwłupieżowego?

– Nie, koloryzującego.

– Każą ci włosami przysłonić gołe piersi?

– Ależ skąd. To wymysł Marka.

– Wymysł?! A co to jest?! – zaperzył się Mark, nerwowo wskazując na okładkę kolorowego austriackiego periodyku przeznaczonego dla mężczyzn.

Robert wziął czasopismo do ręki i zaczął przyglądać się okładce; Renata nachyliła się nad nim i też popatrzyła na zdjęcie. Przedstawiało Martę ubraną w skąpe bikini, klęczącą na brzegu morza i zmysłowo patrzącą w oko kamery. Dziewczyna wyglądała wyjątkowo pięknie.

– O rany! Marta, wyglądasz tu niesamowicie! – Renata wydała okrzyk zachwytu. – Patrząc na ciebie na tym zdjęciu, wcale nie dziwię się lesbijkom.

– No wiesz, Renata! – Tym razem okrzyk oburzenia wyrwał się jednocześnie i Robertowi, i Markowi.

– Czego chcecie? Jest piękną dziewczyną.

– Wygląda na tym zdjęciu, jakby przygotowywała się do pozycji na pieska. Jej poza i spojrzenie są tak jednoznaczne, że niepotrzebny jest żaden komentarz. I jest prawie naga! Tylko brodawki ma ledwo przysłonięte! – Mark aż pienił się ze złości. – Robert, pozwoliłbyś na to swojej żonie?! Chciałbyś, żeby miliony facetów śliniły się nad jej zdjęciem?!

– Nie. Masz rację, Mark.

Renata usiadła w fotelu, założyła nogę na nogę i spojrzała na mężczyzn, uśmiechając się trochę ironicznie.

– Moi panowie, czy to nie hipokryzja z waszej strony? Lubicie ślinić się na widok cudzych kobiet, to dlaczego nie pozwalacie tego robić innym na widok waszych? Gdybym miała taką figurę i urodę jak Marta, to nawet chwili bym się nie zastanawiała, tylko zbijała majątek na swoim wyglądzie.

– Więc dobrze się składa, że nie masz ani figury, ani urody Marty, bo na to na pewno bym ci nie pozwolił.

– Robert, doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie mam tak doskonałej figury ani urody jak Marta, dlatego nie musisz mi tego przypominać – w głosie Renaty pojawił się chłód. – Ale to nie oznacza, że się nie podobam mężczyznom. Czy mam ci udowodnić, że stać mnie jeszcze na młodego kochanka? – Wstała z fotela. – Chyba poproszę Janka o osobny pokój.

– Uważaj, Robert, bo będziesz miał szlaban na seks do końca pobytu w Jaśle – powiedział ze śmiechem Mark.

Słowa mężczyzny trochę rozładowały sytuację, nawet Marta się uśmiechnęła.

– O Boże! Zrobiłaś się ostatnio bardzo drażliwa. Trzeba uważać na każde słowo, żeby cię nie urazić – burknął Orłowski.

– Owszem, musisz uważać na swoje słowa. Wymagam więcej taktu i szarmanckości, gdy zwracasz się do mnie – odparła Renata, wzruszając ramionami.

Wszyscy ponownie zebrali się na tarasie, jedynie dziewczynki poszły popływać w basenie. Mężczyźni popijali zimne piwo, a kobiety zimne drinki. Towarzyszyła im Gabi.

– Co to za człowiek, który ma tu przyjechać? – zapytał Robert.

– Znajomy z Warszawy. Ma sieć aptek w Warszawie i na wybrzeżu. Współpracujemy trochę ze sobą. Ostatnio się zakochał i ma zamiar znowu się ożenić.

– Jakie to typowe, duże pieniądze i nowa, młoda żona – burknęła Renata. – Jest takie powiedzenie: mężczyźni zawdzięczają swój sukces pierwszej żonie, a drugą żonę sukcesowi.

– Malutka, to znaczy, że ciebie zawdzięczam pieniądzom Betty, tak? Hm, nie wiedziałem, że jesteś tak wyrachowana.

– W twoim przypadku jest trochę inaczej, ciebie dotyczy jedynie pierwsza część tego powiedzenia. – Renata wzruszyła ramionami. – Wyjątek potwierdza regułę.

– Renata, akurat przypadek mojego znajomego również należy do wyjątków. Marian wcale nie zawdzięcza sukcesu swojej pierwszej żonie, ponieważ zrobił pieniądze sam, bez jej pomocy. I wcale jej nie zostawił, ona to zrobiła. Popełniła samobójstwo. Syn zastał ją w wannie z podciętymi żyłami. Miał dziesięć lat, kiedy to się stało. Długo nie mógł dojść do siebie. Próbował iść w ślady matki, ledwo go odratowali. Teraz ma szesnaście lat.

Nad stolikiem zawisła cisza. Przerwała ją Renata.

– Zostawić dziesięcioletnie dziecko, odbierając sobie życie! – Kręciła z niedowierzaniem głową. – Musiała być w głębokiej depresji albo cierpieć na jakąś inną chorobę psychiczną.

– Chyba tak. Marian nie lubi o tym mówić, bo obaj to ciężko przeżyli. Znam go od kilku lat, ale teraz jest nie do poznania! Zakochany po uszy. Na prezent ślubny postanowił kupić narzeczonej szpital, bo ona jest lekarką. Chce sprawić jej niespodziankę. Co miłość do kobiety może zrobić z mężczyzną…

– Aha, to dlatego nas tu zaprosiłeś – zauważył Robert. – Facet chce wiedzieć, jak prowadzi się tego typu placówkę.

– Małe sprostowanie. Nie zaprosiłem was ze względu na niego, to on nalegał, żeby tu przyjechać, gdy dowiedział się o tobie i twojej klinice.

Niedługo po tej rozmowie usłyszeli nadjeżdżający samochód, a po chwili na tarasie pojawił się mężczyzna przed pięćdziesiątką i młody chłopak, któremu towarzyszył pies kundel. Zwierzak niespokojnie zaszczekał zaniepokojony nowym otoczeniem. Chłopak, starając się uspokoić psa, pogłaskał go pieszczotliwie.

Ojciec był niewysokiego wzrostu i szczupłej postury. To, co zostało mu na głowie z włosów, było ciemnego koloru. Również schludnie przystrzyżona broda nie miała śladów siwizny. Energiczne ruchy świadczyły, że nie lubi bezczynności.

Chłopak mało przypominał ojca. Był dużo wyższy od niego. Chociaż miał cerę piegowatą jak indycze jajo i rude włosy, nie był brzydki, a to dzięki regularnym rysom i dużym zielonym oczom. Robił wrażenie trochę zagubionego.

– Dzień dobry! Takie piękne popołudnie, a państwo je marnujecie, żłopiąc piwo? – powiedział na powitanie mężczyzna.

– My, kobiety, wypraszamy sobie! Żadne piwo, my żłopiemy margaritę – odparowała Renata.

Nowo przybyły przedstawił się, podając rękę wszystkim siedzącym przy stole. Marian Lewandowski był pogodnym człowiekiem, od razu spodobał się Renacie. Jego syn Patryk swoją młodzieńczą niezgrabnością również wzbudził w niej sympatię.

– Sami jesteście, bez narzeczonej? – zapytał gospodarz.

– Zaraz przyjdzie, rozmawia z kimś przez telefon.

Chwilę później narzeczona Mariana pojawiła się na tarasie. Jej wejście wywołało u wszystkich zebranych duże poruszenie. Była piękną wysoką blondynką z burzą gęstych długich włosów, z nogami po szyję i figurą seksbomby. Ale to nie jej uroda zrobiła takie wrażenie. Mężczyźni zaczęli się kręcić nerwowo na swoich krzesłach, a Renata i Bożena zmarszczyły brwi z niezadowoleniem. Na twarzy dziewczyny również widać było zaskoczenie.

– Poznajcie państwo moją narzeczoną, Anię Sosnowską.

Po słowach Lewandowskiego dziewczyna niespodziewanie się roześmiała.

– Szczurku, nie musisz mnie przedstawiać. Prawie wszyscy mnie tu znają. – Rozglądała się po siedzących przy stole. – Panowie znają mnie trochę lepiej – Uśmiechnęła się drwiąco. Oczy jej spoczęły na Marku. – Tylko pana nie miałam przyjemności poznać. Ale nic straconego, może to nadrobimy w bliskiej przyszłości? – Spojrzała na Renatę. – Nie poznałam też młodszej pani Orłowskiej, bo starszej pani byłam już przestawiona – mówiąc to, przesłała jej złośliwy uśmiech.

– Witam, pani Anko – powiedziała zimno Renata. – Tak to już jest na tym świecie, że zawsze znajdzie się jakaś młodsza i piękniejsza od nas. Dotyczy to nawet pani. – Na widok Marty, która w tym momencie wróciła z toalety, dodała: – Marta, właśnie mówiliśmy o tobie.

Zdezorientowany Lewandowski nie wiedział, co się dzieje. Stał w milczeniu, z pytającym spojrzeniem.

– Szczurku, potem ci wszystko wytłumaczę. Ale muszę przyznać, że świat jest mały, a życie lubi płatać wyjątkowe niespodzianki. Wyjątkowo niespodziewane niespodzianki. – Po chwili, lekko się uśmiechając do mężczyzny, Anka powiedziała: – Szczurku, przypominam ci, że ja tylko obiecałam zastanowić się, czy wyjdę za ciebie. Proszę, nie nazywaj mnie narzeczoną.

Lewandowski nerwowo opróżnił szklankę z piwem, nie wiedząc, jak pokonać skrępowanie. Renata obserwowała go w milczeniu, zastanawiając się, jak miły i inteligentny mężczyzna może zachowywać się tak nieporadnie. Tymczasem Anka zwróciła się do Woźniaka.

– Janek, nie wiedziałam, że to ty jesteś teraz właścicielem tego hotelu. Prawdę mówiąc, spodziewałam się zastać tu kogoś innego.

– A ja nie spodziewałem się, że jesteś teraz narzeczoną Mariana. Ale uważam, że powinniście się najpierw rozpakować. Pozwólcie, że zaprowadzę was do waszych pokoi. – Woźniak wstał z ratanowego fotela. – Chodźmy, miejmy to za sobą.

Woźniak i nowo przybyli goście wyszli z tarasu. Za nimi udała się też Gabriela.

– Powiedzcie, co tu jest grane? – zapytał Mark. – Co to za dziewczyna?

– Skieruj to pytanie do panów – odparła Renata. – Widzę, że nikt nie kwapi się naświetlić Markowi i Marcie okoliczności, więc ja to zrobię. Wszyscy obecni tu panowie należą do licznego grona wielbicieli wdzięków pięknej Anki. Wszyscy oni mieli szczęście być przez nią szczodrze obdarowani jej względami. Inaczej mówiąc, wszyscy ją rżnęli.

– Co?! Wszyscy?! – Mark wybuchnął śmiechem. – Ale numer! Nawet ty, Robert?

Orłowski nerwowo poruszył się w fotelu.

– Mark, nie egzaltuj się tak bardzo, nie naraz. Nie są aż tak nowocześni, jeszcze nie dorośli do takiej orgietki – dodała sarkastycznie Renata. – Każdy rżnął ją w swoim czasie. Niestety nie znam kolejności. Ostatni chyba Woźniak.

– Renata, przestań! – warknął Robert.

– Co przestań?! – Oczy Orłowskiej ciskały błyskawice. Po chwili trochę się uspokoiła. – Kiedyś oglądałam bardzo stary przedwojenny film „Błękitny anioł” z Marleną Dietrich. Notabene, każdy facet powinien go zobaczyć. Pokazuje upadek mężczyzny spowodowany miłością do nieodpowiedniej kobiety. Patrząc dziś na Lewandowskiego, stwierdzam z przykrością, że to prawda, gdy mówią, że mózg faceta mieści się w jego rozporku.

Pół godziny później na taras wrócił Woźniak z obiema dziewczynami. Anka skończyła już trzydziestkę, ale bardziej pasowało do niej określenie dziewczyna niż kobieta, a to przez jej wygląd – długie, bujne blond włosy, szczupłą sylwetkę i młodzieżowe ubranie. Chociaż w rzeczywistości była starsza od Gabi o kilka lat, wyglądała na młodszą.

Anka, jakby nigdy nic, usiadła przy stole.

– Mój przyjaciel przeprasza państwa, ale wezwano go pilnie w interesach. Wyjechał na jakiś czas… Musi, biedactwo, strawić w odosobnieniu szok, jaki tu przed chwilą przeżył. Ale wróci. Ja całkiem fajnie się bawię, więc zostałam, Patryk również i Ares. – Spojrzała na Renatę. – Czy ktoś też chce jeszcze zrejterować?

– Dopiero przyjechaliśmy. My również dobrze się bawimy – odparła Orłowska.

– To fajnie. Jak się państwo dobrze zastanowicie, to przyznacie mi rację, że wyświadczyłam wam wszystkim przysługę. Panowie, chyba nie żałują, prawda? Żona Krzysia powinna być mi wdzięczna, że zrobiłam z niego wspaniałego kochanka. – Oczy skierowała teraz na Bożenę. – Pani ordynator przejrzała na oczy i zrozumiała, że ona również może się podobać młodszym mężczyznom, a starsza pani Orłowska dowiedziała się, że mąż ją bardzo kocha. – Wygięła usta w uśmiechu. – Poświadczam to z całą stanowczością. Robert tylko raz dał się zbałamucić, nie chciał repety. I ciągle myślał o pani.

– Anka, nie przeginaj – warknął Orłowski.

– Robert, cóż mi możesz teraz zrobić? – Wzruszyła ramionami. – Jestem gościem Janka, a on nie ma do mnie pretensji. Chociaż mógłby mieć. Ale dobrze wie, że się nie nadaję na Penelopę. Zresztą powiedziałam mu to w więzieniu, podczas widzenia. Krzysiek również chyba się na mnie nie gniewa. Prawda, Krzysiu? Adamowi też już przeszło. Tylko biedny Szczurek musi dojść do siebie – uśmiechnęła się czarująco. – À propos, znam fajny dowcip. Ile czasu potrzebuje mężczyzna po pięćdziesiątce na seks? Janek, Robert, Adam? Hm, nie wiecie? No to wam powiem – trzy godziny. Godzinę proszą, godzinę próbują i potem przez godzinę przepraszają.

Krzysiek i Mark parsknęli śmiechem, reszta zebranych nie zareagowała.

– Przepraszam, jeśli uraziłam niektórych panów. Ja naprawdę nie jestem wredna z natury, to tylko moje hobby. Prawda Krzysiu?

– Anka, powiedz, dlaczego nazywasz swojego narzeczonego Szczurkiem? – zapytał Krzysiek, chcąc rozładować sytuację. – A nie, na przykład, Misiaczkiem?

– Czy on wygląda na Misiaczka? Taki chudy i mały. Szczury to najinteligentniejsze zwierzęta. Gdyby były trochę większe, to one panowałyby na Ziemi, nie człowiek.

Przyjazd Anki sprawił niemałe zamieszanie. Pod każdym względem. Mężczyźni, po pierwszym szoku, szybko okrzepli i dostosowali się do niecodziennej sytuacji. Obie kobiety również musiały zaakceptować jej towarzystwo, bo bojkot świadczyłby, że dziewczyna nadal im zagraża, a żadna z nich nie zamierzała jej dać tej satysfakcji.

Anka od razu wzięła w swoje ręce stery „kaowca” w towarzystwie. Nazajutrz, z samego rana, zarządziła pływackie wyścigi. Pogoda była idealna do spędzania czasu w basenie, bo było słonecznie i upalnie. Większość z gości z ochotą przystąpiła do zawodów. Tylko Aga ze względu na ciążę nie weszła do basenu, i Gabi, bo nie umiała pływać. Oraz Renata.

Widać było, że Marta i Anka rywalizują ze sobą. Każda chciała być w centrum męskiego zainteresowania i pokazać, że to ona jest tą ładniejszą i zgrabniejszą. Ubrane w skąpe bikini obie prezentowały się wspaniale. Obie miały figury seksbomby: duże piersi, wąską talię i zgrabne długie nogi. Jedna – długowłosa blondynka, druga – długowłosa brunetka, reprezentowały całkiem inny typ urody, ale i jedna, i druga były wyjątkowo piękne. Obie mogły z powodzeniem startować w konkursie Miss World, a jury miałoby duży dylemat, która z nich jest piękniejsza. Marta zachwycała klasycznymi rysami twarzy, ale Anka, z wyzywającym spojrzeniem swych dużych brązowych oczu, bardziej rozpalała męską wyobraźnię. Jeśli w kwestii urody mogły być wątpliwości, która jest ładniejsza, to w sferze sprawności fizycznej Marta zdecydowanie wyprzedzała swą rywalkę. Lepiej pływała, była bardziej zwinna w grze w piłkę wodną i w tenisie. Jej nieżyjący ojciec, nauczyciel WF-u, zaszczepił w niej zamiłowanie do sportu. Z rodziny Orłowskich tylko ona i Robert, ojciec biologiczny Marty, lubili wysiłek fizyczny, reszta stroniła od sportu. Krzysiek towarzyszył Robertowi w joggingu, ćwiczył na siłowni, jeździł na rowerze, a zimą na nartach, ale robił to, żeby sprawić przyjemność ojcu, nie dla własnej potrzeby. Iza, podobnie jak brat, zmuszała się, by sprostać oczekiwaniom Roberta. Renata natomiast do niczego się nie zmuszała – nie lubiła sportu i wcale się z tym nie kryła.

– Jestem za stara, żeby robić coś, co nie sprawia mi przyjemności, i nie mam najmniejszego zamiaru dostosowywać się do mojego męża. Musi zaakceptować mnie taką, jaką jestem, albo znaleźć sobie, zamiast mnie, jakąś sportsmenkę – mawiała często.

Teraz również nie robiła tego, co wszyscy, tylko siedziała na tarasie pod parasolem i czytała skandynawski kryminał.

– Renata, dlaczego się nie opalasz, tylko siedzisz pod parasolem? – zapytał Jan Woźniak.

– Grzeczne dziewczynki opalają się w jednoczęściowym stroju kąpielowym, niegrzeczne dziewczynki w topless, a mądre dziewczynki opalają się w cieniu – odpowiedziała znad książki.

Woźniak się roześmiał.

– Ty zawsze masz odpowiednią ripostę.

– Nie ja to wymyśliłam, przeczytałam to kiedyś na Facebooku.

– Ale dlaczego nie ściągniesz z siebie tej szmaty? – popatrzył z niesmakiem na jej pareo. – Dlaczego nie zademonstrujesz swojego kostiumu kąpielowego, tylko okręcasz się tą ścierą?

Renata odłożyła książkę na stół i uśmiechnęła się do Woźniaka.

– Bo mam coś takiego jak instynkt samozachowawczy. Mimo że jestem stara, to nadal jestem kobietą. Byłoby głupotą pokazywać swój cellulit, gdy obok prezentują swe wdzięki tak piękne dziewczyny.

– Nie przesadzaj, daj popatrzeć. Kiedy wiatr zawiał i odsłonił co nieco, to nie zauważyłem żadnego cellulitu. A nogi masz całkiem fajne.

– Ale to stare nogi. Jak ci nie wystarczają nogi Gabrieli, to popatrz sobie na Martę i Ankę.

– Nogi Anki znam na pamięć. – Spojrzał w stronę dziewczyny. – Widzę za to, że ona chce wszystkim przypomnieć, jak wyglądają jej cycuszki – powiedział ze śmiechem.

Rzeczywiście, Anka, która dotychczas opalała się, leżąc na leżaku, właśnie zdjęła biustonosz.

– Ciekawy jestem, czy Marta też ściągnie stanik – zastanawiał się Jan.

– Zwariowałeś?! Myślisz, że Mark by jej na to pozwolił?

– Masz rację, ten jej Austriak obserwuje ją jak głodny rottweiler soczysty befsztyk. Oczu z niej nie spuszcza. Biedna Anka za wszelką cenę chce zwrócić jego uwagę i ciągle jej się to nie udaje. Nawet ściągnęła „cyckonosz”.

Biust Anki przyciągnął oczy wszystkich, nie tylko mężczyzn. Iza i Nicole patrzyły na jej nagie piersi z wyrazem zdziwienia. Młody Lewandowski również.

Robert, który nadszedł ze szklanką zimnego piwa, zmarszczył brwi.

– Anka, promienie słoneczne są niebezpieczne dla piersi, radzę ci nałożyć biustonosz – mruknął.

– Ale ja chcę mieć równą opaleniznę, nie znoszę bladych placków na ciele.

– To opalaj się w solarium. Tu są dzieci.

– Robert, nie do twarzy ci w masce moralisty – burknęła. – Czy nigdy wcześniej nie spotkaliście na europejskich plażach opalających się topless kobiet? Wśród Niemców to normalne, prawda Mark?

– Widzę, że dla ciebie Niemiec i Austriak to to samo. – Mark wzruszył ramionami. – Zgadzam się z Robertem, trzeba chronić brodawki przed słońcem.

Dziewczyna wzruszyła ramionami, ale założyła z powrotem stanik.

Po obiedzie część wczasowiczów postanowiła spalić zjedzone kalorie na korcie tenisowym. Robert z Anką rozegrali mikst deblowy z Markiem i Martą. Adam usiadł na leżaku i obserwował grających. Widać było, że kibicuje Ance, bo nagradzał brawami tylko jej dobre zagrywki, u innych ich nie zauważał.

Dziewczynki z Patrykiem pluskały się w basenie, przy akompaniamencie poszczekiwania Aresa. Bożena położyła się w swoim pokoju, żeby zdrzemnąć się chwilę.

Renata znowu czytała książkę, leżąc na leżaku pod drzewem. Letnie słońce usiłowało się przedostać przez liście gałęzi i przeszkodzić jej w czytaniu. Zmieniła pozycję, żeby zdobyć więcej cienia.

Podszedł do niej Woźniak.

– Chodź na mały spacerek. Daj spokój z tym czytaniem, będziesz to robić w Krakowie.

– W Krakowie nie mam czasu na czytanie. Ale z przyjemnością się przespaceruję, jeszcze nie widziałam całego obiektu. Ta książka jest tak nudna, że lepiej się czyta skład zupy pomidorowej z torebki.

Wstała z leżaka i w dwójkę ruszyli alejką w stronę zagajnika. Posiadłość była rozległa, rozciągała się na przestrzeni dwóch kilometrów. Oprócz budynku głównego, basenu i kortu tenisowego do włości Woźniaka należał również leżący pół kilometra dalej mały lasek i sporych rozmiarów staw. Alejka wyłożona była żwirem, dlatego Renacie nie było zbyt wygodnie iść w klapkach na koturnach, ale nie narzekała, tylko uważnie stawiała nogi. Idąc, wdychała aromat lata – zapach trawy i polnych kwiatów, woń krzewów i drzew. W zaroślach zagajnika zauważyła błyszczącą podświetloną promieniami popołudniowego słońca zielonkawą taflę wody. Łagodny wiatr marszczył jej gładką powierzchnię. Staw był stosunkowo duży, przygotowany do pływania kajakami, ale przede wszystkim miał on być swoistą enklawą dla miłośników wędkarstwa. Zarybieniem zajął się już poprzednik Woźniaka, a jedynymi rybami były pstrągi. Amatorzy wędkowania mogli je łowić bez karty wędkarskiej.

W wodną toń wdzierała się sporych rozmiarów drewniana kładka, tworząc małe molo. Zbudowano ją dla wędkarzy, ale pomyślano również o tych wczasowiczach, którzy lubią tylko siedzieć nad wodą i niekoniecznie wędkować, dlatego wstawiono dla nich dodatkowo dwie wygodne drewniane ławki. Na jednej z nich leżało kilka wędek i pudełko z przynętą.

Renata usiadła jednak nie na ławce, tylko na kładce. Ściągnęła klapki, podkasała pareo i spuściła nogi. Zamknęła oczy.

Jan usiadł obok niej. Chwilę milczeli, zasłuchani w melodię odgłosów leśnej społeczności. Śpiew ptaków, brzęczenie much i komarów zlewały się ze sobą, tworząc swoistą polifonię dźwięków. W oddali dwie żaby głośno kumkały, sprzeczając się ze sobą, a od strony drzew dolatywało ćwierkanie jakiegoś ptaka. Plusk wody sprawił, że Renata się ocknęła. Otworzyła oczy. To pstrąg przepłynął obok, nieświadomy niebezpieczeństwa, bo Jan wziął do ręki wędkę z zamiarem złapania czegoś na kolację.

– Janek, nie zabijaj mi tutaj żadnej ryby. Jest tak cicho i spokojnie, że człowiek czuje się jak w raju. Niech inne stworzenia też tego zakosztują. Nie profanuj tego miejsca.

– Dostosuję się do pani życzeń. – Mówiąc to, odłożył wędkę.

– Powiedz, jak tam było? Bardzo ciężko?

– A jak myślisz? – odpowiedział dopiero po chwili.

– Dlaczego wziąłeś całą winę na siebie? Przecież wiadomo, że to Vick Jurgen stał za tym wszystkim? Dlaczego go osłaniałeś? To kawał drania.

– Widać miałem swoje powody – uciął temat rozmowy. – Ale Renata, nie wychylaj się tak bardzo, bo możesz wpaść do stawu. Jest tu głęboko.

– Umiem już pływać.

– Słyszałem, że wreszcie się tego nauczyłaś. Dobrze. To bardzo potrzebna umiejętność, gdy ma się do czynienia z wodą, a wy przecież często żeglujecie. Chciałem nauczyć pływania Gabi, ale mi się nie udało. Panicznie boi się wody.

– Może topiła się kiedyś w dzieciństwie jak ja? Też miałam uraz do wody, ale się go pozbyłam.

– Gabrysia nigdy się nie topiła. Jej lęk przed wodą jest tak irracjonalny, że trudno to zrozumieć. To przypomina jakąś fobię. Nawet płytka woda wzbudza w niej przerażenie.

Renata spojrzała na Woźniaka. Nie odwracając wzroku, zapytała:

– Janek, dlaczego to robisz? Dlaczego zadajesz się z coraz młodszymi kobietami? Ona nie ma jeszcze trzydziestu lat. – Odpowiedziało jej milczenie. – Przecież takie związki nic nie dają oprócz chwilowej satysfakcji w łóżku. Powinieneś znaleźć sobie kobietę, która byłaby również przyjaciółką, a nie jedynie kochanką. Przecież ona jest z tobą dla twoich pieniędzy! Przepraszam, jeśli cię uraziłam, ale zauważyłam, jak ta dziewczyna patrzy na Krzyśka.

– Chyba twojemu synowi nie za bardzo układa się w małżeństwie? – Mężczyzna znowu zmienił temat. – Nie jest szczęśliwy z żoną, to widać. Gdy spotykał się z Wiką, to cały promieniał. Byli tacy zakochani w sobie. Szkoda, że się rozstali, pasowali do siebie.

Renata głośno westchnęła.

– Cóż, to była jego decyzja. Odradzaliśmy mu to małżeństwo, ale on się uparł. Chciał, żeby jego dziecko miało ojca od narodzin, nie tak jak on, dopiero w wieku dziesięciu lat. – Renata zamyśliła się. – Kiedyś, wcześniej czy później, trzeba zapłacić za swoje błędy. Bardzo lubiliśmy Wikę. Wszyscy… Ale ty mi tutaj nie zmieniaj tematu. Kiedy się wreszcie ustatkujesz? Chyba już się wyszumiałeś, bo od twojego rozwodu minęło parę dobrych lat. – Spojrzała mężczyźnie w oczy. – Janek, każdy potrzebuje bliskiej osoby. Samotność jest paskudna, nie wypełnią jej pieniądze. Czy masz zamiar ożenić się z jakąś podfruwajką w wieku swojej córki?

– Moja córka jest starsza od Gabi – powiedział, przesyłając Renacie kpiący uśmieszek. – Ale druga jest kilka lat młodsza. Cóż, każdy podstarzały facet lubi w łóżku młodziutkie mięsko, to działa lepiej niż viagra.

Renata nie skomentowała tych słów. Ani się nie oburzyła, ani nie roześmiała, tylko patrzyła na mężczyznę w milczeniu. Woźniak poczuł się nieswojo. Spoważniał.

– Nie potrzebuję przyjaciółki. Już ją mam. Jest nią moja żona – powiedział cicho.

– To dlaczego się z nią rozwiodłeś?

– Tak jest lepiej – zamyślił się. – Jesteśmy teraz lepszą parą przyjaciół niż przedtem. Nie ma wyrzutów, nie ma kłótni, nie ma zazdrości… Moja żona nie potrzebuje seksu, nigdy nie potrzebowała. Zdarzają się takie kobiety… Pod każdym innym względem jest ideałem. Ja nadal potrzebuję kobiety do łóżka. Kiedyś, na starość, może znowu razem zamieszkamy. Ale na razie lepiej jest, gdy mieszkamy osobno. Zawsze w niedzielę jemy wspólnie obiady, spędzamy razem wszystkie święta. Młodsza córka jest dopiero w liceum. – Spojrzał na Renatę. – Wiesz, że moja żona co drugi dzień przyjeżdżała do mnie, do więzienia z obiadem? Do Tarnowa, bo tam siedziałem. Nie ma prawa jazdy, jeździła autobusem.

Renata nie wiedziała, co powiedzieć. Znowu zapatrzyła się w wodę.

– Idzie tu twój mąż. On nadal jest o ciebie bardzo zazdrosny.

Orłowska odwróciła oczy. Z daleka ujrzała sylwetkę Roberta.

– Nie bądź śmieszny. Robert miałby być zazdrosny o ciebie? – Zaraz zorientowała się, że zabrzmiało to trochę niegrzecznie. – Przecież jestem dla ciebie za stara. Nie jestem młodym mięskiem.

– No wiesz, czasami dobrze jest urozmaicić menu. Gdy ciągle się je młodą, soczystą polędwiczkę, to od czasu do czasu przychodzi ochota na ziemniaki z kwaśnym mlekiem – powiedział ze śmiechem.

Robert wszedł na kładkę.

– Malutka, uważaj, żebyś nie wpadła do wody, bo cię zjedzą żaby.

– A ty dlaczego nie jesteś w orszaku Anki? – zapytała. – Kto wygrał mecz?

– Gdy grałem z Anką, przegraliśmy, bo siły były nierówne, ale gdy zagrałem miksta razem z Martą, to wygraliśmy. Przyszedłem po was, ponieważ padło hasło, żeby iść dziś wieczorem na dancing.

– To oczywiście pomysł Anki?

– Powiedzmy, że nas wszystkich. Malutka, nie psuj zabawy.

Zaraz po kolacji wszyscy goście Woźniaka wsiedli do hotelowego busa i pojechali do Jasła na dancing. Wyjazd nieco się opóźnił z powodu Renaty, która długo się przygotowywała. Jej motto brzmiało: lepiej przyjść spóźnioną niż brzydką. Na dancing zabrano nawet dziewczynki, przeszczęśliwe, że Robert im na to pozwolił. Tylko Ares był niezadowolony, bo zamknięto go w sypialni Patryka.

W restauracji czekał na nich specjalnie przygotowany duży stół. Orkiestra przywitała przybyłych skoczną muzyką.

Zaczęły się tańce. Na parkiecie królowały ponownie Anka i Marta, ale tym razem dołączyła do nich Renata. Tańczyła chyba lepiej od dziewcząt. Dziś wyglądała wyjątkowo młodo i atrakcyjnie. Ubrana w krótką mocno wydekoltowaną szafirową sukienkę zwracała uwagę wszystkich mężczyzn na sali, nawet tych całkiem młodych. Najwięcej tańczyła z Jankiem Woźniakiem, ale później przyplątał się do niej jakiś miejscowy młodzieniec. Tańczyła z nim kilka razy, dopóki Robert go nie przepędził.

Początkowo panowie nie prosili Anki do tańca, więc musiała zadowolić się towarzystwem Patryka. Jednak po godzinie zarządziła białe tango i wyciągnęła na parkiet Krzyśka. Ten wcześniej cały czas bawił się z Gabi, gdy tymczasem Aga siedziała samotnie przy stole, czasami tylko tańcząc coś wolnego z Woźniakiem.

– Cholera, nie jestem trędowata, nie bójcie się swoich żon! – powiedziała Anka, po czym zwróciła się do kobiet. – Nie zjem żadnego z nich. Nie lubię odgrzewanych potraw.

Panowie, mając błogosławieństwo swoich połowic, zaczęli z nią tańczyć. Pierwszy poprosił ją Adam. Prawdę mówiąc, nie za bardzo jej pasowało, gdy po przerwie ponowił zaproszenie, ale nie wypadało jej odmówić.

Anka zatańczyła z wszystkimi oprócz Marka. Austriak albo zabawiał Martę, albo rozmawiał z mężczyznami, nie spuszczając oczu z narzeczonej. Widać było, że pomimo dwuletniej znajomości nadal jest w niej zakochany po uszy.

Ance się to nie podobało. Szybko skorzystała z okazji, gdy Marta wyszła do toalety, i sama poprosiła Marka do tańca. Akurat zagrano wolny utwór. Dziewczyna wtuliła się w mężczyznę. Austriak nie odsunął się, tylko uśmiechnął z pobłażaniem. Poruszali się powoli w takt muzyki, oddalając w kąt sali. Dziewczyna ocierała się o partnera, zmysłowo patrząc mu w oczy. Lekko rozchyliła usta, oblizując je koniuszkiem języka. Wygięła biodra do przodu, wsuwając nogę między jego kolana.

– Nic to nie da – powiedział z uśmiechem, patrząc jej prosto w oczy. – Nie dokooptuję do rzeszy twoich kochanków.

– Dlaczego? Nie podobam ci się? Nie lubisz blondynek? – zapytała z lekkim uśmieszkiem, znowu oblizując wargi.

– Umiem być wierny. – On też się uśmiechał.

– Czasami mała przygoda wzmacnia związek. Przykładem są Orłowscy.

– Ja uważam inaczej.

– Jak długo jesteście razem?

– Dwa lata.

– I nigdy jej nie zdradziłeś?

– Nigdy.

– A ona?

– Też nie.

– Dlaczego jesteś tego tak pewny? Może było coś między nią i tym fotografem? Widziałam jej zdjęcie na okładce. Trzeba przyznać, że facet robi genialne zdjęcia. Podobno zaproponował jej sesję zdjęciową i obiecał zrobić z niej topową fotomodelkę.

– Skąd o tym wiesz?

– Iza mi powiedziała. Prawie każda dziewczyna marzy o takiej karierze i prawie każda zrobiłaby wszystko, żeby to osiągnąć. Marta również.

– Myślisz, że mówiąc to, zaciągniesz mnie do łóżka? – zapytał, uśmiechając się kpiąco.

– Naświetlam ci tylko, o czym marzą dziewczyny. Nie oszukujmy się, karierę najłatwiej zrobić, przechodząc przez łóżko wpływowego faceta. Mogę się założyć, że ten fotograf nie ma żadnych problemów ze znalezieniem dziewczyny. A na pewno jest mało ciekawy wizualnie.

– Skąd wiesz? Znasz go? – ironiczny uśmieszek nadal nie schodził z ust Marka.

– Jego nie znam, ale znam życie.

– Wracajmy do stołu. Wróciła Marta. – Mark przestał tańczyć.

Kiedy doszli na swoje miejsca, Marty już nie było, porwał ją do tańca jakiś tubylec. Anka tym razem wyciągnęła na parkiet Adama.

Przy stole siedzieli obaj Orłowscy i Woźniak. Zaczęli żartować z Marka.

– I co, dasz się zgwałcić Ance? – zapytał ze śmiechem Robert.

– Nie jestem taki łatwy jak ty. Nie puszczam się z pierwszą lepszą, na mnie trzeba zasłużyć – odpowiedział z powagą.

– Jakbym słyszał moją żonę. To u niej pobierałeś nauki moralności?

Około jedenastej Aga ogłosiła wszem i wobec, że czuje się źle i ze względu na swój stan chce wrócić szybko do hotelu. Nie wiadomo, czy faktycznie była zmęczona, czy powodem było ignorowanie jej przez męża tańczącego nieustannie z Gabi. Chcąc nie chcąc, Krzysiek musiał dostosować się do życzeń brzemiennej małżonki. Niezadowolone dziewczynki również musiały z nimi wracać.

– Patryk, ty też wracaj do hotelu, trzeba wypuścić psa – zarządziła Anka. – Nie musisz mnie pilnować. Nie martw się, nie ma tu nikogo, z kim mogłabym się przespać.

– Anka, uważaj na słowa – zwrócił jej uwagę Robert. – Tu są dzieci.

– Ale zrobiłeś się świętoszkowaty na starość! – odpaliła z ironią. – Jeśli masz na myśli swoją córkę, to jej już nic nie zaskoczy. Wczoraj złapałam ją, jak przeglądała „Kamasutrę”.

Robert zmarszczył brwi i surowo spojrzał na Izę. Dziewczynka zmieszała się, ale to nie przeszkadzało jej przesłać Ance nienawistnego spojrzenia.

– Skąd wzięłaś tę książkę?

– Tatku, znalazłam ją na półkach w bibliotece. Nie wiedziałam, co to za książka. Myślałam, że dla dzieci, bo z obrazkami.

Jan Woźniak głośno się roześmiał, widząc jednak minę Roberta, zaraz spoważniał.

– Nie zdążyłem sprawdzić, jakie książki są na półkach w bibliotece – powiedział tonem usprawiedliwienia.

Młodzież z pewnym ociąganiem podniosła się ze stołków i pojechała wraz z młodymi małżonkami do hotelu. Pozostali wrócili do poprzednich czynności, czyli do tańców i picia.

Renata i Marta wyszły z lokalu, żeby trochę się przewietrzyć. Wieczór był bardzo przyjemny, ciepły i bezwietrzny. Niebo skrzyło się gwiazdami, obiecując nazajutrz słoneczny poranek. Kobiety wolno spacerowały alejką obok restauracji.

– Noc stworzona dla zakochanych – zauważyła Renata. – Powinnaś spacerować z Markiem, a nie ze mną.

– Ale on woli pić wódkę i prowadzić męskie rozmowy.

– Zauważyłam, że nadal się boczycie na siebie. Dlaczego?

– Nie chce