Wznieciliśmy mrok. Historia mówiona polskiej sceny metalowej w latach 80. i 90. - Marcin Lisiecki - ebook + książka
NOWOŚĆ

Wznieciliśmy mrok. Historia mówiona polskiej sceny metalowej w latach 80. i 90. ebook

Marcin Lisiecki

0,0

Opis

W szarej rzeczywistości PRL-u, w prowincjonalnych piwnicach i domach kultury, pod czujnym okiem milicji, rodziła się jedna z najsilniejszych scen metalowych w Europie Środkowo–Wschodniej. Wznieciliśmy mrok to opowieść o społeczności, która stworzyła własną, mroczną i niepodległą kulturę, i o muzyce jako przestrzeni wolności.

Mimo braku sprzętu i pieniędzy, polski metal wypracował swój własny, unikalny styl, który zdobył uznanie na całym świecie. O początkach ciężkiego grania opowiada chór ponad sześćdziesięciu głosów – muzycy Kata, Vadera, TSA, Imperatora, czy Dead Infection, jak również animatorzy podziemia i fani, których zaangażowanie tworzyło tę scenę od podstaw.

Książka dla wszystkich na tyle starych, by pamiętać czasy, gdy o nowościach dowiadywano się z trzeszczącego Radia Luxembourg, a kasety przegrywało się od kolegów. To zarówno historia sentymentalna o hartowaniu się polskiego metalu –buncie przeciwko systemowi, szkole i kościelnym normom – jak i o brutalnych realiach starć z milicją, ZOMO czy skinheadami.

Ten mrok wciąż płonie!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 293

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Jackowi, Kamilowi i Marcinowi — kolegom z nasielskiej Utopii

Wstęp

Znamy się mało… więc może ja bym powiedział parę słów o sobie najpierw.

Rejs (1970)

Miło mi powitać pana w naszym instytucie. Pozwoli pan, że się przedstawię. Jestem profesorem.

Hydrozagadka (1970)

– „Szum lasu” raz!

– „Szum lasu”? Sam bym się napił. Gdzie byliście, kumotrze, przez ostatnie dwa lata? Sprzedaż napojów sfermentowanych wstrzymano aż do odwołania.

Kingsajz (1988)

– We dwóch pójdzie łatwiej z zawalidrogą. Dzień dobry.

– Dzień dobry. A skąd się pan tu wziął?

– Wskoczyłem z tyłu i jechałem kawałek na gapę.

– Z nieba mi pan spadł! Do piły!

– Jeszcze wczoraj tędy jechałem i nie było…

– Widocznie w nocy poległo… A do Hopli daleko stąd?

– Ooohooo… Ale do eleganckiej drogi pana podwiozą.

– Jak do eleganckiej, to do eleganckiej…

Siekierezada (1986)

– Widzisz coś?

– Nic nie widzę…

– Daj popatrzeć…

– I co widzisz?

– Nic nie widzę…

– No widzisz…

Rozmowy kontrolowane (1991)

Moja historia mroku

Odkąd pamiętam, muzyka była zawsze obecna w moim rodzinnym domu w Nasielsku. W radiu leciały ówczesne hity, a mama i wujek znali je na pamięć i uwielbiali śpiewać. Od najmłodszych lat nie lubiłem Kocham cię, kochanie moje Maanamu i Jesteś lekiem na całe zło Krystyny Prońko, które często gościły na antenie, gdy musiałem wstawać do przedszkola. Do dziś źle mi się kojarzą i nie mogę się do nich przekonać. Później odkryłem stary adapter mamy ze zbiorem płyt bigbitowych oraz nagrania taty – Genesis, Hall & Oates, Mike Oldfield, Fleetwood Mac… – i to były chyba pierwsze momenty świadomego słuchania.

Z inną muzyką, a przede wszystkim z widokiem młodzieży subkulturowej zetknąłem się podczas kolonii w okolicy Siemiatycz w 1987 roku. Miałem wtedy dziewięć lat i zobaczyłem punków z kolorowymi irokezami. Prosili nas, głównie chłopaków, o przypinki. Rok później, w Zakopanem, również podczas kolonii, jeden z moich starszych kolegów narysował kolorową ilustrację do nazwy ich grupy, bodajże „Szkieletory”. Pośrodku kartki była postać przypominająca Eddiego z okładek Iron Maiden – wtedy o tym nie wiedziałem – która zabijała dwie pozostałe rozmieszczone po bokach. Wszystkie trzymały proporczyki z hasłami: maszkaron z napisem „heavy metal”, a pozostałe „jazz” i „blues”.

Kolejne spotkanie z tą estetyką nastąpiło kilka dni później, gdy ten sam kolega puszczał nam fragmenty Jump in the Fire Metalliki z kasety kupionej w jednym z zakopiańskich sklepów. Samego odsłuchu nie pamiętam, ale duże wrażenie zrobiła na mnie okładka z postacią rogatego potwora – to do tej pory jedna z moich ulubionych tego zespołu.

Utworem formatywnym dla mojego zainteresowania muzyką – zelektryzował mnie wówczas – był puszczany w telewizji lat 80. teledysk do Money for Nothing Dire Straits (z albumu Brothers in Arms, 1985). Kilka lat później podobne emocje wzbudziły we mnie teledyski do Empire Queensrÿche (z albumu Empire, 1990) i Kill Me(To Lemmy) Magnus (z albumu Alcoholic Suicide, 1994) emitowane przez jeden z prywatnych kanałów telewizyjnych na początku lat 90. Wydaje mi się, że mogłem już wtedy znać Sztywny Pal Azji, Kobranockę, Kult, TSA i AC/DC.

Zasiane w Zakopanem ziarno mroku zaczęło szybko kiełkować – kilka miesięcy później starszy o pięć lat kolega z bloku pokazał mi swoje kasety. Oprócz T. Love czy Dr. Hackenbusha miał też Die Toten Hosen i Toy Dolls, na które chyba nie zwróciłem większej uwagi. Z jakichś powodów ani wtedy, ani później punk nie robił na mnie wrażenia. Przyciągnęły mnie raczej Stos, Kat, Wilczy Pająk i Dragon ze składanki Polish Heavy Metal ‘87 (Polmark, 1987)oraz Alive! Turbo (Polmark, 1988). Chwilę po tym pojawiło się Kill’Em All (1983) Metalliki i moja pierwsza płyta winylowa – Keeper of the Seven Keys II (1988) Helloween. Mniej więcej w tym czasie usłyszałem o istnieniu Napalm Death i o tym, co mogą grać, ale nie miałem możliwości dotarcia do wydawnictw. Edukacja postępowała stosunkowo szybko, jej zakres był jednak wciąż ograniczony.

Wynikało to przede wszystkim z niskiej dostępności kaset w nasielskich sklepach i tego, że niewiele znałem osób słuchających metalu. Oprócz płyty Helloween, którą kupiłem sam, resztę musiałem zamawiać przez kogoś, kto akurat miał dostęp do ludzi i miejsc z nagraniami w Pułtusku i Warszawie. W ten sposób wszedłem w posiadanie Blackout Scorpions (1982) i Kings of Metal Manowar (1988) – pierwszych moich kaset z kolorowymi okładkami. Pozostałe mogłem pożyczyć i przesłuchać, a w najlepszym wypadku przegrać na taśmy ojca. Koledzy z klasy w podstawówce – Jacek, Kamil i Marcin – słuchali podobnej muzyki i może stało się to jedną z przyczyn zawiązania się między nami wieloletniej przyjaźni. Do szkoły chodzili też inni fani metalu, dysponujący, co było wówczas szczególnie istotne, dostępem do kaset z warszawskiej „Dziupli”, toteż niebawem miałem możliwość przesłuchania King Diamond i Running Wild z „pirackiego” okresu.

Zmiany, jakie zaszły w Nasielsku na początku lat 90. – przynajmniej te spośród nich, które odnotowałem – dotyczyły wzrostu liczby miejsc z kasetami, przede wszystkim jednak dotarł do mnie thrash metal w innym wydaniu niż Metallica, czyli Kreator. Nawet jeśli nadal słuchałem Helloween, Manowar czy Iron Maiden, to znacznie bardziej niż heavy metal zaczynał mi odpowiadać właśnie ten rodzaj grania. Jeśli zaś chodzi o polskie zespoły, to jeszcze w szkole podstawowej w przestrzeń moich muzycznych poszukiwań wdarł się Kat, pozostając na podium przez długie lata.

Mimo lokalnych źródeł gros nowości docierało do mnie przez brata ciotecznego, który studiował w Białymstoku – przywiózł stamtąd między innymi Gothic (1991) i Shades of God (1992) Paradise Lost oraz The Astral Sleep (1991) i Clouds (1992) Tiamat. Poza tym dużo dawały wyjazdy do rodziny na Opolszczyznę, gdzie zdobyłem na przykład Rust in Peace (1990) Megadeth, Arise (1991) Sepultury czy Ride the Lightning (1984) Metalliki. Niebawem thrash został zastąpiony przez death metal – głównie Death, Deicide i Cannibal Corpse – chociaż z powodu braku dostępu do nowości i większej liczby nagrań słuchałem wszystkiego, co mi wpadło w ręce. Nawet jeśli wciąż ceniłem Pink Floyd, Deep Purple, Led Zeppelin i wczesne Black Sabbath, to w miarę możliwości wybierałem przy tym zespoły grające coraz bardziej ekstremalnie. Wyjątkiem był Kiss – nie lubię ich od pierwszego odsłuchu. Pamiętam, że zainteresowany okładką Destroyer (1976) kupiłem ich kasetę i zasnąłem z nudów w trakcie jej słuchania.

W pierwszej połowie lat 90. zaczęły docierać do mnie różnorodnymi kanałami informacje o trendach muzycznych, na przykład doom i black metalu, a także nowościach, które starałem się pozyskać. Głównymi źródłami była Warszawa oraz bazary w Pułtusku i Nasielsku, gdzie niekiedy zdarzały się pirackie kasety metalowych zespołów. Dużą rolę odegrał kolega z rodzinnego miasta, dzięki któremu poznałem między innymi francuską Massacrę, Mercyful Fate, Obituary, Celtic Frost, Mayhem, Bathory’ego, Samael, Pandemonium, Christ Agony – nie pamiętam już, skąd miał to wszystko.

Pocztą pantoflową dotarły do mnie nagrania Imperatora, Vadera, Sirrah, Tenebris, Hazael, Holy Death czy Taranis. Ważną rolę odgrywały również dema okolicznych zespołów, między innymi Neolithic i Groan z Mławy czy Manitou z Ostrołęki, które zachęciły mnie do korespondowania z zespołami i kupowania ich nagrań. Chyba żaden z moich bliskich kolegów nie prowadził wtedy korespondencji z polskim podziemiem metalowym, choć niektórzy musieli mieć znajomych, którzy dostarczali ciekawe i nieznane materiały, na przykład pierwsze demo szwajcarskiego Damnatory. Zdarzało mi się podczas wizyt w różnych regionach Polski kontaktować z lokalnymi zespołami i spotykać z nimi, spisawszy adresy i numery telefonów z „Metal Hammera” i zinów. Zresztą do dziś pamiętam, jak podczas odwiedzin rodziny w Brzegu na Opolszczyźnie przypadkowo spotkałem się z ówczesnym basistą Sirrah, a później z całym zespołem na „domówce” – jeszcze przed wydaniem Did Tomorrow Come… (1997).

Trafiały się drobne wydarzenia związane z występami lokalnych rockmanów, ale ani w latach 80., ani 90. nie grano w Nasielsku metalu. Wyjątkiem był koncert zespołu Utopia, który założyliśmy z kolegami bodajże w roku 1995. Odbył się on, grany wspólnie z rockową White Ant i punkowym Dementi, w nasielskim kinie „Niwa” z okazji święta wiosny. Oprócz kilku własnych utworów wykonaliśmy cover For Whom the Bell Tolls Metalliki (z albumu Ride the Lightning, 1984). W skład Utopii wchodzili wspomniani już Jacek (perkusja) i Marcin (gitara), Kamil (gitara i śpiew) oraz ja na basie.

Zespół niebawem się rozpadł (zostawiwszy po sobie między innymi kasetę VHS, z której nagranie ktoś później zamieścił na YouTubie), ale z jego istnieniem wiązała się typowa dla tamtych lat opowieść o miejscach prób. W naszym wypadku była to salka w lokalnej jednostce wojskowej, która posiadała podstawowe wyposażenie. Oprócz możliwości korzystania z tego miejsca – i wysłuchiwania uciszających nas żołnierzy – mogliśmy dzięki wojskowemu sprzętowi zorganizować wspomniany koncert. Dodam, że salką prób w pierwszych dniach naszego grania opiekował się koleś chyba z Częstochowy, bodajże członek Danger Drive, który wspominał, że w 1993 grał przed Sepulturą. Był wtedy w trakcie przygotowań chusty na wyjście do cywila i widzieliśmy się może dwa razy. Podarował mi wtedy kasetę, Chaos A.D. (1993) Sepultury.

Brak wydarzeń muzycznych w Nasielsku wymagał wyjazdów, głównie do klubów w Warszawie. Miałem okazję zobaczyć w stolicy wiele polskich i zagranicznych kapel metalowych. Nie udało mi się wybrać do pobliskiego Ciechanowa na S’thrash’ydło, o którym słyszałem na początku lat 90. Nie mogłem znaleźć nikogo chętnego na wyjazd, a samotna wyprawa wydawała mi się zbyt ryzykowana. Dodam, że moje muzyczne wyjazdy wpisały się w ostatnią fazę przemocy koncertowej, czyli jej zanik. Mnie samemu nic się raczej nie przytrafiło, mimo że czasem podróżowałem w pojedynkę, ale napotykani współpasażerowie byli pełni obaw, wspólnie staraliśmy się więc dołączyć do większej grupy, która mogłaby zapewnić bezpieczeństwo.

Muzyka od najmłodszych lat była dla mnie ważna i starałem się, żeby jak najczęściej mogła mi towarzyszyć. Pamiętam, że do brzmienia i estetyki metalowej nie musiałem się przekonywać – zawierały w sobie coś, co od razu mnie przyciągnęło. Stały się „moje”, jeśli tak to można ująć, od pierwszego ujrzenia okładki Metalliki, a jeszcze bardziej od chwili odsłuchu nagrań polskich zespołów z kaset kolegi. W metalu poruszały mnie przede wszystkim agresywne, hałaśliwe brzmienie, tempo i towarzyszące im emocje, które u niektórych wzbudzały niechęć, a mnie od najmłodszych lat odpowiadały.

Natężenie dźwięku, coraz to bardziej ekstremalne, stanowiło dla mnie sprawę najważniejszą, na którą dopiero później nałożyły się kwestie tożsamościowe, to znaczy zostanie metalowcem i dołączenie do kręgu, którego uczestnicy podzielali moją fascynację tą estetyką. Zresztą w Nasielsku – jak w znacznej liczbie małych miejscowości w Polsce – zakup koszulki albo plakatu stał się możliwy dopiero w pierwszej połowie lat 90. Wcześniej trzeba było albo zrobić je samemu, albo korzystać z pomocy znajomych lub rodziny z innych części kraju, a i to często w ograniczonym stopniu. Wszystko to pozwalało na powolne zdobywanie informacji o zespołach, nowościach muzycznych, a przede wszystkim śledzenie rozwoju i rozkwitu sceny metalowej.

Słuchanie metalu wpisało się też w narastający we mnie bunt, związany nie tyle nawet z niezgodą na panujący ustrój polityczny i „świat” starszego pokolenia, ile zorientowany na kontestację wyobrażeń, jakie legły u ich podstaw. Może dlatego nie „załapałem” się na punka, bo metal sięgał moim zdaniem głębiej w struktury myślenia i ludzkie lęki, dotykając przy tym kwestii wiary, tabu, mitów czy folkloru. Do tego doszło zainteresowanie filozofią, które zdominowało moją edukację i późniejsze zawodowe zainteresowania.

Mój bunt polegał na „dotykaniu” i pokazywaniu spraw skrzętnie skrywanych, a przez to mocniej oddziałujących, głównie lęków, które w najtrwalszy sposób kształtowały relacje i sposoby wartościowania. W kształtowaniu tej postawy dużą rolę, oczywiście pośrednią, odgrywał Roman Kostrzewski, wokalista Kata, którego z jednej strony postrzegałem jako ikonę polskiego metalu, z drugiej zaś – inspirację czy też impuls do własnych poszukiwań. Nigdy nie lubiłem ślepego podążania za kimkolwiek. Non serviam.

Po co pisać o mroku?

Zasadność badania polskiego metalu i pisania o nim wydaje się bezsprzeczna, zarówno jeśli chodzi o zbieranie historii mówionej tej sceny, jak i jej analizę jako fenomenu społeczno-kulturowego. W związku z tym wspólnie z Michałem Rauszerem przygotowaliśmy projekt Historia mówiona punka i metalu w Polsce, który zakłada badanie dwóch odrębnych scen muzycznych i ukształtowanych wokoło nich subkultur. Każdy z nas przygląda się jednemu ze środowisk muzycznych, które na dalszych etapach postaramy się skonfrontować ze sobą, aby zarysować szerszy obraz Polski subkulturowej. Zależy nam na wyjściu poza fanowskie ujęcie, by w zamian skoncentrować się na systemowym opisaniu zjawiska przy wykorzystaniu metod właściwych etnografii, antropologii, kulturoznawstwu, folklorystyce czy socjologii. Niniejsza książka to opracowany wynik badań prowadzonych w formie wywiadów z uczestnikami sceny metalowej w Polsce lat 1980–1999. Innymi słowy jest to opowieść o polskim metalu oparta na odbytych przeze mnie rozmowach i kwerendzie wśród archiwaliów.

Przedstawienie obrazu polskiej sceny metalowej do końca lat 90. bierze się też z potrzeby udokumentowania doświadczeń osób, które w tym okresie ją współkształtowały i w niej uczestniczyły – nie tylko muzyków, ale też menedżerów, wydawców nagrań i zinów, organizatorów koncertów i wielu innych, którzy w sposób aktywny lub tylko fanowski angażowały się w muzykę metalową. Każda z tych opowieści jest niezwykle cenna, pokazują one bowiem rozbieżności i podobieństwa w reakcjach na konkretne bodźce i zdarzenia. Dodam, że w trakcie prowadzenia wywiadów, a następnie opracowywania danych pojawiła się konieczność podzielenia etapów rozwoju polskiej sceny metalowej na dwie osobne części: do końca lat 90. i po roku 2000, w obu wypadkach mamy bowiem do czynienia z odmiennymi zjawiskami ekonomicznymi, społecznymi i kulturowymi, które w moim przekonaniu wymagają osobnego ujęcia.

W niniejszej książce rekonstruuję historię polskiej sceny metalowej do końca lat 90., opierając się na relacjach świadków, nie aspirując do pełnej syntezy zjawiska, staram się jednak wskazać szereg prawidłowości czy też schematów rozwojowych – zmieniają się miejsca, aktorzy i lokalne konfiguracje, sama jednak dynamika zjawiska wykazuje się pewną rytmicznością. Analiza uwydatnia zarazem znaczną regionalizację polskiej sceny – nie istniał jednolity, ogólnopolski model praktyk metalowych, a scena rozwijała się równolegle w wielu ośrodkach, często niezależnych od siebie. Wspólna była ogólna idea uprawiania muzyki metalowej, natomiast zakres dostępnych inspiracji, wzorców estetycznych oraz sposobów ich recepcji różnił się w zależności od obszaru i lokalnych uwarunkowań kulturowych.

Jedną z kluczowych cech wczesnego rozwoju polskiej sceny metalowej był fakt, że większość inicjatyw muzycznych powstawała w dużej mierze z dala od głównych ośrodków kultury, w przestrzeniach funkcjonujących na marginesie oficjalnego obiegu. Uczestnicy tamtego okresu wyraźnie uwypuklają w swoich relacjach motyw oddolności, gdyż metal kształtował się jako rezultat indywidualnych praktyk twórczych, lokalnych sieci wymiany. Znamienne jest także przeświadczenie o ówczesnym potencjale nowego, bardziej radykalnego gatunku muzycznego.

Proces ten nie toczył się w izolacji, pozostawał wpisany w szerszy krajobraz kulturowy Polski ostatnich lat PRL-u, w którym obecne były zarówno modele zachodnie, jak i praktyki rozwoju kultury popularnej właściwe krajom należących do bloku wschodniego, co zazwyczaj umyka w potocznych narracjach. Z uwagi na ten kontekst sytuacja Polski przedstawiała się znacznie lepiej niż w innych państwach, gdzie inicjatywy muzyczne nie miały większych szans na rozwój. Dość wspomnieć o zespołach z lat 70., które zapisały się w historii rocka i zyskały rozpoznawalność poza granicami naszego kraju, choćby Breakout, SBB, Perfect czy Maanam.

Celem tej analizy nie jest zatem powielanie schematu, wedle którego geneza metalu w Polsce miałaby być prostym rezultatem przeniesienia wzorców z Wielkiej Brytanii czy Stanów Zjednoczonych. Tego rodzaju ujęcie jest metodologicznie nieadekwatne, pomija bowiem złożoność lokalnych procesów twórczych i ich zakorzenienie w realiach społeczno-politycznych bloku wschodniego. Metal w Polsce nie powstawał wszak w społecznej czy kulturowej próżni; już wtedy funkcjonowały w kraju ruchy kontrkulturowe oraz liczne zespoły rockowe i bluesowe, które nawet jeśli nie były bezpośrednimi prekursorami metalu, to stanowiły punkt odniesienia dla formującego się nowego gatunku.

Wczesne polskie zespoły dążyły do gry bardziej agresywnej, intensywnej i energetycznej niż dominujące wówczas formy rocka, choć nie dysponowały jeszcze kategorią terminologiczną, która pozwalałaby to nazwać. Określenie „heavy metal” pojawiło się dopiero wtórnie, porządkując zjawisko, które już zaistniało jako spontaniczna praktyka muzyczna i forma kontestacji estetycznej. W rezultacie historia tej sceny jawi się nie tyle jako linearny ciąg wpływów i następujących po sobie etapów rozwoju, ile raczej układ nieciągły, pełen pęknięć, zakłóceń, zwrotów oraz chwilowych regresów. Relatywna stabilizacja form organizacji i wzorców działania pojawia się dopiero w drugiej połowie lat 90. wraz z otwartym dostępem do nowości i możliwością uczestnictwa w koncertach zespołów, które wyznaczały globalne trendy.

Analiza materiału pozwala dostrzec wyraźne zróżnicowanie pokoleniowe. W kolejnych fazach rozwoju sceny pojawiały się grupy uczestników dysponujące odmiennymi zasobami kulturowymi oraz gustem muzycznym. Inaczej funkcjonowali ci, którzy zaczynali interesować się metalem na początku lat 80., mając już doświadczenie w słuchaniu i/lub graniu bluesa, jazzu, rocka czy rocka progresywnego, a inaczej ci, którzy w trakcie tej dekady dopiero zaczynali interesować się muzyką w ogóle. Wiele osób z wcześniejszego pokolenia stopniowo wycofywało się z aktywności, często pod wpływem „dorosłego życia”, natomiast uczestnicy urodzeni w latach 70. i 80. wnosili nowe postawy i odmienne praktyki kulturowe.

Istotnym elementem kształtowania się polskiej sceny metalowej było wreszcie jej nieustanne przenikanie się z innymi sektorami muzyki, zwłaszcza rockowym, punkowym, alternatywnym czy awangardowym. Przykład Torunia – gdzie obok takich formacji jak Republika czy Bikini szybko zawiązało się środowisko metalowe, a wspólne przestrzenie prób sprzyjały wymianie impulsów twórczych – stanowi ilustrację tego procesu. Podobne zależności obecne były w Łodzi (Brak, Moskwa, Imperator), Białymstoku, gdzie metal stykał się z punkiem, oraz Warszawie, gdzie z kolei krzyżowały się nurty nowofalowe i reggae. W biografiach muzyków i odbiorców poszczególne sceny często nakładały się na siebie, a granice między nimi okazywały się płynne i negocjowalne.

Proponując Czytelnikom książkę o rodzimej scenie metalowej, starałem się pogodzić wymogi uporządkowanej narracji z chęcią uwydatnienia złożoności samego fenomenu. Muzyka metalowa i kształtująca się wokół niej subkultura wytworzyły wiele specyficznych typów zachowań oraz sposobów i kanałów komunikacji. Akcentując społeczny i kulturowy wymiar sceny metalowej, zależało mi na ukazaniu sposobów konsolidowania się słuchaczy tej muzyki i postawy, którą streszczam w stwierdzeniu: „Wszyscy jesteśmy fanami”. „Fan mroku” stał się dla mnie figurą antropologiczną, w której zbiegają się uwrażliwienie na intensywne doznania, potrzeba wspólnoty i zarazem poczucia własnej odrębności. Na kolejnych stronach będę argumentował za tym, że polski metal nie był jedynie kopią Zachodu, lecz oryginalnym fenomenem kulturowym o bogatej, wielogłosowej historii, w dużej mierze zapisanej w pamięci jego uczestników.

Bohaterowie i bohaterki opowieści w porządku alfabetycznym

Irena „Rosa” Bol (Stos) – Jaworzno

Jan Bol (Stos) – Jaworzno

Dariusz „Daray” Brzozowski (Vesania, Black River, Breathing Hell, Hunter, Masachist, Proces, Symbolical, Dante, Neolithic, Prônd, Pyorrhoea, Subterfuge, ex-Vader, Dimmu Borgir) – Legionowo

Adam „ATF Sinner” „Perun V” Buszko (Hate) – Warszawa

Arkadiusz Choncer (Nightmare) – Kutno

Tomasz „Kaman” Dąbrowski (Faust) – Wyszków

Tomasz Dobrzeniecki (Hazael) – Płock

„Jaro” (Dead Infection) – Białystok

Marcin Garyga (Hellspawn) – Wieluń

Jerzy „U.reck” Głód (Lux Occulta) – Dukla

Krzysztof „Axer” Golec – Lidzbark Warmiński

Rafał „Kiszka” Grabek (Epitome) – Rzeszów

Artur „Paluch” Grassmann (Squash Bowels) – Białystok

Jarosław „Gronos” Gronowski (Dragon) – Katowice

Tomasz „Hal” Halicki (ex-Abused Majesty, ex-Dead Infection, Evil Machine, Hermh, Via Mistica, Vader) – Białystok

Filip „Heinrich” Hałucha (Vesania, ex-Decapitated, Prônd, Rootwater, UsSun) – Legionowo

Krzysztof „Mały” Hofer (Markiz de Sade) – Białystok

Grzegorz „McButelka” Kopcewicz (SS-20, Butelka, Git Planeta) – Toruń

Bartłomiej „Hetzer” Kostrzewa (Asgaard) – Lewin Brzeski

Arkadiusz Kowalski – Łódź

Bartłomiej „Bart” Krysiuk (Hermh, ex-Batuszka, Patriarkh)

Piotr „Berial” Kuzioła (ex-Slaughter, Betrayer) – Koszalin

Wojciech Lis („Najświętszy Napletek Chrystusa ‘zine”) – Tarnobrzeg

Marek Łoza (Destroyers) – Bytom

Grzegorz „Levi” Łukowski (Neolith) – Lesko

Piotr Mańkowski (Wolf Spider) – Poznań

Mariusz „Maryś” Matuszewski (Alastor, The Thing) – Kutno

Paweł „Paul” Mazur (Pandemonium) – Łódź

Sebastian „Semi” Michałowski (Evil Machine, audycja Huta Zwierzyniecka 4) – Białystok

Paweł Midera (Mordor) – Częstochowa

Remigiusz „Remo” Mielczarek (ex-Artrosis, Sacriversum) – Łódź

Łukasz Myszkowski (Sparagmos, Antigama) – Warszawa

Janusz Niekrasz (TSA) – Opole

„Nitro” (ex-North, Eteritus) – Toruń

Artur Nojbert – Nasielsk

Krzysztof „Fazee” Oset (ex-Kat, Dragon) – Katowice

Maciej Pasiński (Sirrah, Qip, Scald, Pincer Consortium) – Opole

Piotr Piecak (Iscariota) – Sosnowiec

Bartosz Rojewski (Rotting Corpse, Sirrah) – Opole

Piotr Sabarański (Parricide) – Chełm

Marcin „Rzywiec” Skarba (audycja 3Winyle) – Ostrowiec Świętokrzyski

Tomasz „Skaya” Skuza (Quo Vadis) – Szczecin

Arkadiusz Stelmasiak (Battery, The Thing, Spin, Wine Cellar) – Kutno

Grzegorz Szturo („Psycho zine”) – Ciechanów

Przemysław „Szymon” Szymaniak (Tenebris) – Łódź

Robert „Rob Bandit” Szymański (Magnus) – Wrocław

Jarek Szubrycht (Lux Occulta) – Dukla

Michał Szul (Messenger) – Sanok

Piotr „Bariel” Tomczyk (Imperator) – Łódź

Piotr „Anioł” Wącisz (Corruption, Virgin Snatch) – Sandomierz

Jędrzej Wijas – Szczecin

Piotr „Peter” Wiwczarek (Vader) – Olsztyn

Leszek Wojnicz-Sianożęcki (Holy Death) – Kraków

Piotr Wójcik (Dagdy Music, Nirnaeth) – Cieszyn

Piotr Zin (Dopelord) – Lublin

Tomasz Żyżyk (Sirrah) – Opole

A także wiele innych osób, które pozostaną anonimowe.

Rozdział 1

Przebudzenie mroku

Każdy pretekst jest dobry, by wyrównać bilans termiczny.

Czterdziestolatek, odc. 10 (1975)

Wydaje mi się, że to, co my robimy, ma więcej sensu, niż myślałam.

Daleko od szosy, odc. 7 (1977)

Zaraz, zaraz, zaraz, spokojnie. Obiecałem, że te drzwi otworzę? To otworzę.

Widział pan tę rączkę? Jeszcze nikogo nie zawiodła

Dom, odc. 6 (1981)

– No, to co robimy teraz?

– Jest wiele możliwości.

– Jakich?

– Bardzo wiele, multum.

– No, ale jakich?

– Możemy iść tu albo tu.

– No to chodźmy tam.

Złote runo (1996)

Proces kształtowania się w Polsce sceny metalowej przebiegał pod koniec lat 70. nieco innymi torami niż w krajach zachodnich, a także odmiennie od pozostałych państw należących do bloku wschodniego, gdzie często funkcjonowały znacznie bardziej dotkliwe ograniczenia w rozwoju kultury rocka. Rozmowy z osobami, które współkształtowały podówczas krajową scenę metalową, oddają barwny, wielowymiarowy obraz utkany ze wspomnień wspólnych doświadczeń, młodzieńczego szału, poczucia twórczego fermentu, a przede wszystkim uczestnictwa w czymś wyjątkowym, co z perspektywy lat będą określali jako innowację, przełom, a także istotny budulec tożsamości.

Opisanie tych doświadczeń w celu uwydatnienia specyfiki samego zjawiska nieuchronnie prowadzi do pytania o jego początki. Próba ustalenia punktu „narodzin” polskiego metalu jest kusząca nie tylko z perspektywy historycznej, lecz także tożsamościowej, gdyż wiedza o źródłach wzmacnia poczucie odrębności, a niekiedy wręcz wyjątkowości fanów. Zdarza się jednak, że tego rodzaju poszukiwania prowadzą nie tyle na manowce, ile – ujmując rzecz metaforycznie – na rozległy brzeg. Stojąc na nim, można odnieść wrażenie, że znaleźliśmy się oto w „punkcie zero”, który zdaje się wyłaniać niejako ex nihilo i promieniować życiodajną, kulturotwórczą energią, jeśli jednak rozejrzymy się uważniej – z filozoficzną i antropologiczną wrażliwością – dostrzeżemy, że głębiej na plaży leżą używane już łódki, a nieopodal otwierają się liczne ścieżki w głąb lądu. Jedne z nich urywają się nagle, inne biegną dalej, a wprawne oko rozpozna również ślady dawnych szlaków – wciąż obecnych, nawet jeśli częściowo zatarły się pod naporem nowszych, może bardziej praktycznych.

Analogicznie wygląda kwestia narodzin gatunków muzycznych, zwłaszcza metalu – nie sposób wskazać jednego momentu początkowego czy zespołu, który wydeptał pierwszą ścieżkę. Z perspektywy czasu zawsze okazuje się, że istniało coś „wcześniej”, coś „obok”: inspiracja, wzór, zapomniany trop, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się odległe, a jednak okazują się istotne dla późniejszych przemian. Pamiętajmy, że ta opowieść dotyczy ścieżek i szlaków biegnących w naszej okolicy kulturowej – tych, które sami zaczęliśmy wydeptywać czy wręcz rozjeżdżać – nie zaś muzycznych autostrad dominujących w odległych od naszego regionach.

Tło muzyczne towarzyszące narodzinom ostrzejszej odmiany rocka w Polsce przełomu lat 70. i 80. było złożone. Z jednej strony nieistniejący już wtedy Niemen Enigmatic (1969–1971), Nurt (Wrocław, 1970–1975) czy Test (1971–1976) – pierwszy w kraju zespół jednoznacznie hard rockowy; w tym samym czasie rozpadały się Breakout (1968–1982), Dżamble (Kraków, 1966–1981) i SBB1, Skaldowie (Kraków, 1965) po wydaniu Stworzenia świata, części drugiej (1977) zakończyli przygodę z rockiem progresywnym, zaś Budka Suflera nagrywała kontrowersyjny album Na brzegu światła2. Z drugiej – powstawały grupy współkształtujące ówczesną scenę muzyczną: Klan, Exodus, Cytrus, Ogród Wyobraźni, Oddział Zamknięty, Kombi, Maanam, Perfect czy Porter Band…

Nawet jeśli zespoły te oscylowały między jazz-rockiem, blues-rockiem a rockiem progresywnym, to trudno uznać je za bezpośredni punkt odniesienia dla kształtującego się w Polsce hard rocka, często stanowiły wręcz jego przeciwieństwo. Równolegle zawiązały się kluczowe dla polskiego punka formacje: Deadlock, Kryzys, Tilt. W rodzącym się twardym graniu ważne miejsce zajmowały zdobywające popularność pod koniec lat 70. Mech3 oraz Rekonstrukcja4. Jednak to nie te grupy wyznaczyły nową ścieżkę w polskiej muzyce rockowej.

Zanim nastał mrok

Opowieść rozpocznę od Opola – miasta, które pod koniec lat 50. XX wieku zdołało wyraźnie zaznaczyć się na artystycznej mapie Polski, głównie dzięki wydarzeniom związanym z teatrem Jerzego Grotowskiego. To pewnego rodzaju symbol, że jedna ze światowych rewolucji teatralnych rozegrała się nie w wielkich stolicach Europy ani też w Stanach Zjednoczonych, lecz w niedużym wówczas mieście południowo-zachodniej Polski. Do połowy lat 60. Opole było wręcz mekką światowej awangardy teatralnej, choć to już zupełnie inna historia…

Kilka lat po działalności Teatru 13 Rzędów w Opolu powstała kolejna formacja artystyczna – tym razem o profilu muzycznym – która znacząco odmieniła nastroje i percepcję rocka w Polsce. Na scenę wkroczyło, a raczej wbiegło TSA, elektryzując publiczność nowym brzmieniem, odmiennym wyglądem i niekonwencjonalnym zachowaniem. Janusz Niekrasz, basista formacji, wspomina: „Mało było wówczas zespołów, które ostro grały. Breakout, Romuald i Roman, Nurt to były zespoły rocka progresywnego, Test – może i pierwszy hard rock w Polsce, ale w latach 70. to myśmy grali ostrzej, prosto, bez kompromisów”.

Innowacyjność brzmienia TSA wynikała z przekraczania dotychczasowych formatów rocka przy jednoczesnym osadzeniu ich w ewolucji gatunku. Zespół nie działał w próżni – inspirował się zachodnim hard rockiem, głównie brytyjskim, ale także popularnym w Polsce blues rockiem, a nawet jazzem. Ten ostatni trafił w krąg zainteresowań Niekrasza już w okresie jego edukacji muzycznej, choćby w Wojewódzkim Domu Kultury w Opolu, równolegle zaś budziła się w nim fascynacja cięższym graniem i potrzeba jej twórczego wyrażenia.

„Słuchaliśmy Black Sabbath, AC/DC, Deep Purple, Nazareth i zespołów, które były wtedy na topie, i nimi się przede wszystkim inspirowali – kontynuuje Niekrasz. – Andrzej Nowak bardziej interesował się Breakoutami i bluesem, natomiast ja i Stefan Machel szliśmy w stronę hard rocka – Black Sabbath, AC/DC, Led Zeppelin”. Wraz ze wspólnym słuchaniem nagrań i rozmowami o muzycznych fascynacjach zaczęło pojawiać się u muzyków TSA coś, co można uznać za wczesny etap formowania się subkulturowej tożsamości. Nawet jeśli nie identyfikowali się jeszcze z metalem, bo ten nie istniał jako odrębna scena, to intuicyjnie przyswajali odmienny styl grania i specyficzny sposób bycia.

Niekrasz dodaje: „Inspiracje przychodziły z Zachodu. Andrzej i Stefan robili show na scenie, rozbierali się do pasa, podczas występów muzyka pchała nas do szaleństwa, do okazywania emocji nie tylko samą grą, ale i zachowaniem”. Wkrótce do muzyki TSA dołączyła krytyka sytuacji społeczno-politycznej końca lat 70. i początku 80.:

Muzyką i tekstami próbowaliśmy się temu przeciwstawiać. Grało się muzykę z Zachodu, ale przemycało w tekstach „mądrości”, żeby ludzie zastanawiali się nad tym, gdzie i w jakich warunkach żyją. Myśmy chcieli grać rocka, opartego na rock’n’rollu, czasami na bluesie. Muzykę wesołą, ale z przesłaniem. Myśmy kształtowali się w specyficznych warunkach i to wpływało na nas. Na Zachodzie tego nie było.

To właśnie ten splot czynników – nowe brzmienie, ekspresja sceniczna oraz wyczuwalny sprzeciw wobec otaczającej rzeczywistości – przyczynił się do sukcesu TSA i wprowadzenia charakterystycznego polskiego idiomu do rozwijającego się w kraju hard rocka. Potrzeba odmienności wzbudzała głód wyrazistej muzyki i własnej subkultury, która odróżniałaby się zarówno od hipisów, jak i równolegle formującego się punka.

Pierwsze rozbłyski mroku

Potrzeba „ostrzejszego grania”, fascynacja bardziej radykalnymi formami ekspresji – zarówno muzycznej, jak i wizualnej – oraz stopniowy spadek popularności hard rocka w Polsce sprowokowały zamaszysty krok w stronę rodzącego się wówczas heavy, a wkrótce także thrash metalu. Zanim jednak te tendencje nabrały kształtu, na polskiej scenie pojawiło się kilka zespołów, które wpisały się w czas przełomu, łącząc w sobie elementy dotychczasowych „starszych” form rocka z „młodym” heavy metalem. Wśród nich wymienić należy między innymi: Stos (Jaworzno, 1979), Kat (Katowice, pod koniec 1979), Turbo (Poznań, 1980), Lord Vader (wcześniej: Fatum; Bydgoszcz, 1980), Vincent (wcześniej: Vincent Van Gogh; Wrocław, 1981) i Test Fobii (później: Kreon; Wrocław, 1982).

O pierwszych muzycznych fascynacjach, które stały się zaczynem tej nowości, opowiada Irena Bol, wokalistka Stosu: „Zakładając zespół, mieliśmy po czternaście lat. Byliśmy dzieciakami. U mnie w pokoju na słomianej makatce wisiały wtedy zdjęcia ABBY i Boney M. Chciałam śpiewać…”. W tej wypowiedzi – podobnie jak w wielu innych relacjach – powraca charakterystyczny schemat wchodzenia w świat ciężkiego grania: początkowa fascynacja muzyką popularną, później stopniowe odkrywanie nowych brzmień dzięki kontaktom z rówieśnikami i starszymi kolegami, którzy wprowadzali w odmienne, bardziej radykalne muzycznie środowiska.

W otoczeniu Ireny wkrótce pojawili się ludzie, którzy podsunęli jej nowe dźwięki – szybsze, ostrzejsze i bardziej elektryzujące. Najpierw Gary Glitter, potem Uriah Heep, Rainbow i Black Sabbath. Ten nowy świat – początkowo „zakazany”, jak podkreśla – bardzo szybko ją wciągnął: „U mnie to był zakazany temat. W ogóle nie było mowy, żeby słuchać takiej muzyki. Mamusia posłała mnie w różowej sukience do szkoły muzycznej na akordeon i pianinko… Cokolwiek ostrzejszego było wykluczone”. W podobnym tonie wypowiada się Jan Bol, perkusista Stosu: „We wszystkich nas siedziało to, żeby grać mocniej, ostrzej – w tym kierunku szły nasze gusty”.

Oboje wskazują na nieco odmienne inspiracje muzyczne. Janowi bliżej było do ciężkiego brzmienia Black Sabbath, Irena skłaniała się raczej ku melodyjnemu rockowi progresywnemu Uriah Heep. W obu przypadkach pewną rolę odgrywał element młodzieńczego buntu wymierzony zarówno w oczekiwania rodziców, jak i szerzej – społeczeństwa. To właśnie energia sprzeciwu była jednym z fundamentów rodzącej się subkultury.

W rozmowach z muzykami Stosu pojawia się także świadomość współuczestniczenia w procesie narodzin polskiego heavy metalu. Jan wspomina, że zaczynali jako grupa hard rockowa, która stopniowo przechodziła w heavy metal. Podkreśla, że pod koniec pierwszego etapu brakowało im odpowiedniej nazwy na to, co zaczynało się wyłaniać. Nie był to już hard rock, lecz jeszcze nie w pełni uformowany heavy metal. Jego zdaniem „to przyszło” dopiero na początku lat 80., a w dużej mierze ukształtowało się na Górnym Śląsku: „Śląsk i metal – jakoś naturalnie ludzi tam ciągnęło do metalu; w Niemczech takim miastem było Essen”5.

Szybki wzrost popularności heavy metalu w Polsce w pierwszej połowie lat 80. spowodował pojawienie się w różnych regionach coraz większej liczby fanów tego gatunku, co doprowadziło do wyodrębnienia się subkultury metalowców. W tym okresie powstało wiele zespołów – jedne bardziej, inne mniej znaczące dla rozwoju sceny – między innymi gdański Jaguar, warszawskie Fatum i Lessdress, wrocławski Open Fire, poznańskie Non Iron i Wilczy Pająk (później: Wolf Spider), ciechanowski Smirnoff, krakowskie Voo Doo, zabrzański Super Box, raciborskie 666XHE oraz białostocki Markiz de Sade. Listę zamykają zespoły wpisujące się w bardziej agresywne odmiany metalu, szybko zyskujące popularność na świecie: Hammer z Karpacza, bytomscy Destroyers, katowicki Dragon, a zwłaszcza łódzki Imperator i olsztyński Vader.

Nawet jeśli zespoły te grały muzykę agresywną jak na dotychczasowe standardy, to ścieżki ich rozwoju wcale nie odbiegały od tych, którymi kroczyli poprzednicy. Także i w wypadku metalowców pierwsze muzyczne fascynacje skupiały się wokół blues- i hard rocka, psychodelii, rocka progresywnego, a nawet popu. O początkowych doświadczeniach muzycznych w Poznaniu opowiada Piotr Mańkowski z Wilczego Pająka: „Rock zagościł u mnie w postaci Queen, Pink Floyd i Genesis, ale znaczenie miały też projekty bardziej popowe, jak Electric Light Orchestra. Łaknęliśmy wtedy wszystkiego! Trochę później pojawiło się ostrzejsze granie i poszedłem w kierunku Accept i Judas Priest”.

O odmiennych doświadczeniach opowiada gitarzysta Dragona, Jarosław Gronowski, wskazując na wpływy lokalnej śląskiej sceny blues-rockowej:

Zaliczam się do pokolenia, które rozpoczęło przygodę z muzyką od bluesa i hard rocka, gatunków, które wówczas się przenikały. Pod koniec lat 70. fascynowano się też jazz-rockiem, czego przykładem może być „biała płyta” SBB [SBB (SBB 1), debiut SBB z 1974 roku– M.L.] czy Krzak [Katowice, 1972 – M.L.]. Szukaliśmy wówczas cięższego brzmienia, ale nie było jeszcze sprecyzowanego spojrzenia na subkultury, wszystko się mieszało, muzyka też była bardzo ciekawa, jak choćby progresywny zespół Exodus…

Na tej fali powstała Muzyka Młodej Generacji6 i wnet ewoluowała w kierunku metalu, który rozwinął się na Śląsku troszeczkę wcześniej – jak Kodeks, a nawet Kat, którzy zaczęli grać w początkach lat 80., już wtedy występując choćby na przeglądach w Domu Młodzieży w Katowicach lub w Bytomiu.

Na Śląsku powstało tego multum i ja też, mając czternaście–piętnaście lat, załapałem się na jazz rockowe zespoły. Byli dużo starsi ode mnie – mieli już po osiemnaście lat – więc jako najmłodszy w zespole raczej akompaniowałem, niż grałem. Faza grania na gitarze przy ognisku mnie ominęła, zostałem od razu rzucony na głęboką wodę – w granie rozczapierzonymi palcami po gryfie i dziwne harmonie, metrum i tempa. Ale pierwotnie nie było mowy o tym, że istnieje coś takiego jak metal; zakładając pierwszy zespół – korzeniami wrośnięty w śląskiego bluesa – nie miałem takiej świadomości.

Z jego opowieści wyłania się obraz muzycznej płynności końca lat 70. i początku 80. – czasu, gdy nie istniały jeszcze wyraźne granice między subkulturami, a młodzi muzycy chłonęli wszystko: jazz- -rocka, bluesa, progresję, a później także wyłaniający się metal. Oto jak wspomina fascynacje zachodnim popem i hard rockiem Marek Łoza z Destroyers:

Zacząłem słuchać muzyki dopiero w podstawówce, ale wtedy jeszcze raczej Bee Gees, Suzi Quatro i powszechnie znanych przebojów; potem zainteresowałem się zespołem Kiss, ale dopiero w liceum miałem znajomych, którzy słuchali metalu. Potem to już poszło – Judas Priest, Iron Maiden… Mój kolega kupował płyty w Katowicach, na „Szaberplacu”, i to on „zarażał” mnie wtedy nowościami. Pamiętam, jak przywiózł Killers, drugą płytę Iron Maiden (1981), i mówi: „To »żelazna dziewica«”, a ja na to: „Co to za durna nazwa? Co ty za zespoły wymyślasz?”. Nikt ich u nas jeszcze nie znał.

O nieco innych inspiracjach i o specyfice łódzkiego środowiska rockowego mówi Piotr Tomczyk, gitarzysta i wokalista Imperatora:

Fascynacja zaczęła się pod koniec podstawówki. Najpierw AC/DC i jakiś hard rock, a pod koniec szkoły chciałem już zakładać kapelę. Pamiętam, że pojawiało się wtedy mocniejsze granie – Uriah Heep, Deep Purple, AC/DC. Kumpel z klasy, który miał ZK 140 [magnetofon szpulowy – M.L.], puszczał nieznane mi nowości, ale tak naprawdę pierwszy raz zetknąłem się z tego rodzaju muzyką w piątej, może czwartej klasie podstawówki. Pojechałem na kolonie, a że panowała wówczas taka moda, to jeden koleś wypisywał mazakiem na koszulkach hasło hard rock fantazyjnym fontem. Pamiętam, że jak wróciłem do domu, to tata zapytał: „Co to jest ten hard rock?”. Starsi kumple na koloniach śpiewali też piosenkę o Kissach, którą pamiętam do dziś: „Kiss to ludzie bez litości / Kiss to ludzie bez miłości / Kiss to grupa dzikich ludzi / Dzisiaj Kissów nic nie nudzi”.

Potem pojawiła się pierwsza (dziś wiem, że to nie do końca prawda) fala „naszego” rocka z Perfectem, Republiką i TSA na czele… Fascynowałem się też Beatlesami, podobnie jak mój basista, „Mefisto” [Maciej Dymitrowski (Imperator) – M.L.]. W siódmej klasie miałem nawet zdjęcie na „młodego Lennona”, czyli na tle ludzi z klasy (taką miałem wówczas ksywkę, bo strasznie lubiłem gości z Liverpoolu), byłem więc od początku z tych bardziej beatlesowych, a nie rollingstonsowych. Mając dwanaście–trzynaście lat, słuchałem też trochę kapel w rodzaju Ultravox, Depeche Mode czy nowej fali, ominęła mnie za to fascynacja Queensami.

Później, kiedy miałem piętnaście lat, pojawiły się Restless and Wild Accept (1982), no i oczywiście Kill’Em All Metalliki (1983). W pierwszej klasie liceum z rozszerzonym francuskim na Bałutach podszedł do mnie o trzy lata starszy koleś – bo miałem jakiegoś badge’a, bodajże UFO – i mówi: „Słuchaj, jest dzisiaj audycja o dwudziestej trzeciej i będzie puszczana płyta Headhunter zespołu Krokus (1983). Oni tam grają początek na dwie stopy. Musisz słuchać. W poniedziałek cię przepytam”. Obiecałem, że będę, i dotrzymałem słowa; do dziś jest moim bardzo dobrym przyjacielem, ale już się nie przepytujemy.

Jego opowieść uwidacznia zwłaszcza proces stopniowego zanurzania się młodych ludzi w kulturze muzycznej – od Beatlesów przez Ultravox i Depeche Mode po AC/DC i pierwsze zetknięcia z metalem. To przykład charakterystycznego dla lat 80. „poszerzania wrażliwości”, które wynikało z ograniczonego, lecz intensywnie wykorzystywanego dostępu do muzyki, głównie dzięki sieci znajomych, domowym magnetofonom i audycjom w radiu.

Z relacji osób uczestniczących w narodzinach polskiego metalu wyłania się obraz spójny, choć niejednorodny. Za rozbieżności odpowiada zwłaszcza miejsce zamieszkania. Prym wiódł Górny Śląsk, miejsce o stosunkowo łatwiejszym dostępie do zachodniej muzyki, lepiej zaopatrzonych domach kultury, a niekiedy także zakładach pracy, które udostępniały sale prób wyposażone w przyzwoity jak na owe czasy sprzęt muzyczny. Szczególną rolę odegrała działająca w Katowicach od 1971 roku Hala Widowiskowo-Sportowa „Spodek”, gdzie w latach 70. i na początku 80. odbyły się koncerty rockowe i hard rockowe o kluczowej randze. Obok infrastruktury ważne było także środowisko: silna lokalna scena bluesowo-jazzowo-rockowa oddziałująca na młodych muzyków, którzy niebawem zaczęli zakładać pierwsze zespoły heavymetalowe.

Wspólnym mianownikiem relacji moich rozmówców jest to, że ich pierwszy kontakt z muzyką metalową był zazwyczaj dziełem przypadku, a fascynacja zaczynała się od pojedynczego albumu lub osoby, która „zaraziła” nowym brzmieniem. Mieszanka czynników systemowych, lokalnych i osobistych stwarzała warunki do narodzin polskiej sceny metalowej.

Dalsza część w wersji pełnej

1 SBB rozwiązuje się w 1980 roku po blisko dekadzie aktywności i reaktywuje z przerwami w latach 90.

2 Kontrowersyjność polega na nagraniu wspólnie ze Skaldami (Droga ludzi) i Breakoutem (Żagiel Ziemi) „tryptyku olimpijskiego”, który miał promować Olimpiadę Sportową w Moskwie w 1980 roku.

3 Wcześniej: Zjednoczone Siły Natury „Mech”. Współzałożyciel zespołu, Robert „Robert Lor” Millord (Robert Milewski), był między innymi autorem tekstów Ostatni tabor i Noce szatana.

4 Zespół otrzymał główną nagrodę podczas III Ogólnopolskiego Festiwalu Muzyki Młodej Generacji w Jarocinie w 1982 roku.

5 Z Essen w Niemczech pochodzi m.in. Kreator.

6 Inicjatywa promująca szeroko pojmowaną muzykę rockową pod koniec lat 70. W 1979 roku została wydana kaseta Muzyka Młodej Generacji z nagraniami trzech zespołów: Krzak, Kombi i Exodus.

Marcin Lisiecki, Wznieciliśmy mrok. Historia mówiona polskiej sceny metalowej w latach 80. i 90.

Warszawa 2026

Copyright © by Marcin Lisiecki, 2026

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-68823-19-6

Redakcja: Filip Szałasek

Korekta: Filip Szałasek, Jolanta Gomółka

Indeks: Marcin Lisiecki, Rafał Dajbor

Opieka redakcyjna: Jaś Kapela

Projekt okładki: Anna Malesińska

Książka dostępna również jako e-book

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ul. Jasna 10 lok. 3

00-013 Warszawa

krytykapolityczna.pl/wydawnictwo

[email protected]

Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w kawiarni Łoskot x Prześniona (ul. Jasna 10, Warszawa), księgarni internetowej KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) i w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Spis treści

Wstęp

Bohaterowie i bohaterki opowieści w porządku alfabetycznym

Rozdział 1. Przebudzenie mroku

Karta redakcyjna

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Spis treści

Dedykacja

Meritum publikacji

Strona redakcyjna