Wszystkie nasze pozycje - Piotr Sitnik - ebook
lub
Opis


Wszystkie nasze pozycje” Piotra Sitnika to zbiór wierszy, w których autor skupia się na kruchości więzi międzyludzkich, meandrach psychiki człowieka zmęczonego codziennością, a także w zawoalowany sposób wyraża zniesmaczenie wydarzeniami politycznymi.

Od gorzkich historii z dzieciństwa poprzez ulotne wybuchy euforii po rozczarowanie światem ludzkich uczuć, kończąc na ucieczce w świat wyimaginowany – autor zabiera czytelnika w podróż po skrajnych emocjach. Utrata przyjaciela, metamorfoza ukochanej osoby, alienacja istotnych grup społecznych na scenie politycznej, zabieranie głosu mniejszościom, kapryśne podejście do seksu i ludzkiej fizjologii – w tym maglu sprzecznych nastrojów uwypuklony zostaje wszędobylski sceptycyzm i ironia, celebracja śmieszności i ułomności wszystkiego, co ludzkie.

Inne tematy poruszane w tomiku przez Piotra Sitnika to m.in.: krytyka rozwoju umysłowego współczesnego pokolenia, krytyka nurtów myślowych deklarujących odkrycie odpowiedzi na najważniejsze pytania ludzkiego istnienia i tęsknota za lepszym życiem, które trudno zdefiniować w obliczu braku odpowiednich punktów odniesienia.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI
PDF

Liczba stron: 30


Piotr Sitnik

Wersja Demonstracyjna

Wydawnictwo Psychoskok

Piotr Sitnik „Wszystkie nasze pozycje”

Copyright © by Wydawnictwo Psychoskok Sp. z o.o. 2016 Copyright © by Piotr Sitnik, 2016

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana, powielana i udostępniana w jakiejkolwiek formie bez pisemnej zgody wydawcy.

Skład: Wydawnictwo Psychoskok

Projekt okładki: Robert Rumak

Zdjęcie okładki © Fotolia - meihe

Korekta profesjonalna: Ryszard Krupiński

ISBN: 978-83-7900-602-1

Wydawnictwo Psychoskok sp. z o.o.

ul. Spółdzielców 3, pok. 325, 62-510 Konin

tel. (63) 242 02 02, 695-943-706

wydawnictwo.psychoskok.pl e-mail:wydawnictwo@psychoskok.pl

„Statystyczny Polak”

Czasem spluwam na bok

Pędem kurczę się

Staczam mózg na bezdroża

Na rozstajach trzęsę głową

                                    artystycznie.

Przed seksem zawsze wkładam jej Polskę między nogi

By nie zapomnieć pisać ją z wielkiej litery

Masz czternaście lat do wyboru

Czternaście nabojów

Czternastu pedofilów w dwudziestu niedojebanych szeregach

Cały świat potrzebuje chleba z masłem

Przytulmy swoje nienarodzone dzieci

Przerżnąłeś w życie

Rzyć przerosła nasze możliwości

Czasem spluwam na bok

Pędem kurczę się

Staczam mózg na bezdroża

Na rozstajach trzęsę głową

                                    artystycznie.

„Lubię banalne powtórzenia”

Pisałem zawsze po to

                             by cię odrzucać

                             by cię łaskawie z powrotem przyjmować.

Dwoje zbłąkanych dzieci pod latarnią

Pod skorupą marzeń patrzyliśmy w górę

Gdzie widziałaś matkę

                            ja składałem oczy w martwym pocałunku.

Wracaliśmy do domu, wracałem do domu by pisać

Nieobliczalna normalna

                           Twarz pół-ekstremalna

Wracałaś do domu, wracaliśmy…

Powroty powtarzane notorycznie zamazują percepcję

Czy powrotem są oczy skąpane w pomylonej miłości?

Czy początkiem są kości miłości tworzące mdłości?

Składamy się z ciągłych powtórzeń, początków szczątków.

„Czekanem przez torbę”

Dzisiaj w bloku wszystko kwadratowe

Kubeł na śmieci otwiera się poczwórnie

Ściany tańczą po suficie w wiedeńskim walcu

Marzec staje się faktem

Powtórnie więc patrzę przez okno

I nic. Okno znika gdzieś w dali, w nicości

Zaczyna biec przed siebie, tuż za mną, z pogardą wytyka mnie wzrokiem

Ulica płynie pod prąd rwącym potokiem

Kiedyś nauczę cię różnicy między „dla” a „do”

Nie do ciebie piszę notki samobójcze

Gdy czekanem celujesz w lewe oko

Ja patrzę niedbale na mecz futbolowy w niewielkim oknie z kratami

„Eteryczny”

Cześć

Zamknęłaś na pewno drzwi dobrze cichutko na pewno na głucho?

Wysłałaś na ostatni marsz swe myśli brudne okrutne grzeszne nieduże?

Dzwoniłaś do księdza brodatego nieładnego kopulującego?

To cześć.

Ona nie słucha.

Ona patrzy na świat oczami skruchy

Pomiędzy murem a ścianą zawsze postawi linię

Ona nie słucha.

Załóżmy swoje własne czterdziestogodzinne radio

Ostatnie czterdzieści godzin przed śmiercią

Chcę słyszeć jak zamykasz drzwi i jak rozmawiasz z moimi wcieleniami

Chcę zawisnąć w eterze na westchnień kilka

           Na westchnień kilka z twojej piersi wykrzyczanych

„Już nie proszę”

On tutaj nie stoi z zamiłowania

Ona nie czeka na kolejny cud

Bóg już nie wstanie, nie odkupi cnót

Wrót do przecenionego zmartwychwstania

Stoją we dwoje, słońce świeci

Dzieci na drodze w krzywym dwuszeregu

W biegu omijają suche płatki śniegu

Między dwojgiem strach boi się wzniecić

Na horyzoncie przed nami gdzieś hen rozpostarta

Karta z abonamentem na szczęśliwe życie

Elicie nie przystoi słów niewypowiedzianych

Krzyczeć głucho i niemo, na miłości szczycie

Nie bierzemy się za rękę, nie chcemy świateł

Razów tyle żeśmy unikali wzroku

Kroku nie dotrzymam w największym amoku

Przeskoczę twoje serce, nie prosząc o litość

„Ambitnie zgoła”

W przerwach między krzyżówkami

Rozkazuję zabijać niewiernych maczetami

Ambitnie zgoła.

Nie lubię czytać swoich nekrologów

                         na skrawkach przędzy.

Nie cierpię czcić ołtarzy przebrzmiałych półbogów

                          co tylko drwią z nędzy.

Spróbujmy zamienić

             czyny bezwstydne naszych niepokornych dzieci

na chwilę spokoju. Na dzień święty.

Gdy patrzymy na czerwone transparenty

Nikt nie dorysuje choćby białych kropek

Choćby twarzy nienarodzonych płodów

Choćby symbolu moherowych ciotek

Tylko spojrzenia dwa, spojrzenia w bok nieczyste

Kiedyś będzie normalnie, gdy zabraknie schodów

Do pokoju i prawdy; gdzie nad niebem rozpięty

Sztandar sprawiedliwości bezprawnie zawiśnie

Pokażę ci palcem, skąd wracają bezbrzeżne pomysły

W dniu świętym, dniu przeklętym, co jak czar nie pryśnie

Między zamachami na święte ideały

Idę do kościoła na trzy zdrowaśki

Ambitnie zgoła.

Umrzemy przykładnie na rozkaz milionów