Wolf - Magda Mila - ebook + audiobook

Wolf ebook i audiobook

Magda Mila

4,4

45 osób interesuje się tą książką

Opis

Dominujący, drapieżny, zdeterminowany mężczyzna. Zawsze zdobywa to, czego chce i niszczy każdego, kto zagraża jemu i jego najbliższym.
Silna i niezależna kobieta. Staje na jego drodze gotowa zrobić wszystko, by ocalić swoje marzenie.
Rozpoczynają dramatyczną grę. Emocjonalna walka w mrocznym świecie BDSM prowadzi ich do nieznanych zakamarków własnych dusz. Przekraczają granice oraz odkrywają pragnienia i namiętności, o istnieniu których nie mieli pojęcia.
Czy w tak płomiennej rozgrywce ktokolwiek może zwyciężyć? Czy układ, który zawarli zmieni ich życie na zawsze?
"Wolf" to przesiąknięty erotyką świat dominacji i uległości. Powieść rozpoczyna cykl książek Magdy Mila "Dzikie noce".

Ta książka przypomina szaloną jazdę kolejką górską bez trzymanki, gdzie nic nie jest proste, jednoznaczne i oczywiste. Autorka wciąga nas w mroczny i intrygujący świat dominacji i uległości, serwując trudną do opanowania grę, która toczy się o bardzo wysoką stawkę. Najwyższą z możliwych. Kto wygra a kto poniesie klęskę? Przekonajcie się sami. Bezdyskusyjnie najgorętsza premiera roku! - Krystyna Meszka - Literacki Świat Cyrysi

Książka gorętsza niż samo piekło. Magda Mila po raz kolejny udowodniła mi, że potrafi stworzyć gorącą, namiętną historię, która swoim poziomem nie odbiega od zagranicznych bestsellerów. Pozwolicie się wciągnąć w niebezpieczną grę, jaką rozgrywają bohaterowie Wolfa? - Ewelina Nawara - My fairy book world

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 272

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 35 min

Lektor: Magda Mila

Popularność




18+

Książka przeznaczona jest wyłącznie dla dorosłych czytelników, zawiera treści erotyczne oraz pornograficzne

1

JONATAN

Słoneczny poranek zwiastował kolejny, zaskakująco pogodny, kwietniowy dzień. Stałem na tarasie i upajałem się widokiem, który był jednym z powodów mojej inwestycji w starą halę targową oraz przyległe budynki. Patrzyłem na wieżowce warszawskiego śródmieścia, dachy okolicznych kamienic, samochody przeciskające się w wąskich uliczkach kilka pieter niżej. Gwar, zamieszanie, klaksony. Niektórzy dziwili się, dlaczego nie kupiłem nowoczesnego biurowca. Mnie jednak ujął ten stary, zdewastowany, ale dający mnóstwo możliwości budynek i tętniące życiem centrum.

Nowe biuro to kolejny sukces, ale nie potrafiłem się nim cieszyć tak, jak kiedyś. Potarłem twarz dłońmi. Męczyło mnie to napięcie i frustracja. Ja, który nigdy nie miałem wątpliwości, znałem odpowiedź na każde pytanie i zawsze wiedziałem, co robić, teraz nie mogłem znaleźć rozwiązania. Napięcie mnie rozsadzało, buzowało i wibrowało w moim wnętrzu od wielu dni, a ja nie umiałem go ukoić.

Nagle znieruchomiałem. W jednostajny szum budzącego się do życia miasta wdarł się stukot szpilek.

– Już jesteś! – usłyszałem za plecami.

Jej głos zwykle działał na mnie kojąco. Gdy mieliśmy kilkanaście lat i po kolejnym podwórkowym wybryku ukrywaliśmy się w krzakach przed odpowiedzialnością. I teraz, kiedy czasem gubiliśmy się w zawirowaniach dorosłości.

Natasza stanęła obok.

– Warto było! – powiedziała z zachwytem i głęboko wciągnęła do płuc jeszcze chłodne, poranne powietrze.

– Nie byłaś przekonana. – Uśmiechnąłem się.

– Wiem. I jak zwykle z trudem, ale muszę przyznać, że wiesz co robisz. – Natasza odwróciła się i oparła biodra o murek otaczający taras. Przyjrzała mi się uważnie. – Kiepsko wyglądasz.

Westchnąłem. Jeszcze chwilę patrzyłem w dal, potem przeniosłem na nią wzrok. Była zachwycająca. Klasycznie piękna, choć w absolutnie niewymuszony sposób. Długie, ciemne włosy okalały jej szczupłą twarz. Obcisła marynarka i wąska spódnica podkreślały idealną sylwetkę niebywale skutecznej prawniczki. Oczy, zwykle lodowate, gdy rozmawiała o interesach, miażdżyła przeciwnika na sali sądowej, albo wydawała polecenie swojemu niewolnikowi, dla mnie były ciepłe i przyjazne.

– Rozumiem, że poszukiwania wciąż trwają?

Pokręciłem głową.

– Kolejne dwie. Idealne. Ale…

Właśnie. Cholerne “ale”. Czułem się, jak w klatce. Jakbym dotarł do ściany i nie potrafił jej rozbić, a wokół nie było żadnych drzwi, które mógłbym otworzyć, by pójść dalej. Do tej pory byłem spełnionym, zadowolonym z życia człowiekiem. Miałem wszystko – pieniądze, powodzenie w interesach i grono bliskich ludzi, którym ufałem. Zaspokajałem swoje potrzeby z kolejnymi kobietami, które marzyły o tym, by do mnie należeć. Ja zaś mogłem realizować swoje pragnienie kontrolowania ich.

Teraz jednak nie dawało mi to już satysfakcji. Akty seksualne w klubach były chwilowym fizycznym rozładowaniem, a kolejne uległe coraz bardziej mnie irytowały, niezależnie od tego, jak bardzo starały się spełnić moje wymagania.

– Ale nie tego szukasz? – dokończyła za mnie Natasza.

– Po raz pierwszy mam wrażenie, że sam nie wiem, czego chcę.

– I nie potrafisz się z tym pogodzić, co? – Uśmiechnęła się. Przysunęła się bliżej i dotknęła pokrzepiająco mojego ramienia. – Może po prostu powinieneś zmienić otoczenie? Wyjechać na kilka dni do Londynu, może do Attwooda? W weekend moglibyśmy wyskoczyć tam razem.

– Pomyślę. – Jeszcze chwilę wpatrywałem się w panoramę miasta. – Na razie skupmy się na tym, jak zakończyć wreszcie ten proces. – Odwróciłem się.

Weszliśmy do środka i usiedliśmy po dwóch stronach zasypanego papierami biurka.

– Widzę, że część dokumentów już przejrzałeś? – Natasza zaczęła układać kartki w uporządkowane stosy.

– Tak. Wygląda na to, że wygraną mamy w kieszeni, dlatego musimy jeszcze raz wszystko przeanalizować. Końcówka tej sprawy nie powinna być aż tak prosta.

– Cały ty! – Natasza zaśmiała się. – Zastanawiam się tylko, dlaczego tak bardzo ci na tej wygranej zależy.

– Nie cierpię idiotów, dobrze wiesz. – Miałem znacznie poważniejszy powód, by walczyć w sądzie, ale nie zamierzałem się nim dzielić nawet z najlepszą przyjaciółką.

– Leonard nie jest idiotą. – Natasza spojrzała podejrzliwie.

– Nie? A kto postawiłby w głupim zakładzie swój rodzinny dom?

– Rodzinny dom? Przecież on tam nigdy nie mieszkał. Dostał go w spadku, i tyle. Owszem, nieruchomość jest sporo warta, ale w tej chwili to niewielka część majątku Leonarda.

– Jego ojciec poświęcił lata na remont tej willi. Nie zawsze chodzi o pieniądze.

– Myślę, że to kwestia waszej ambicji. – Natasza zmrużyła oczy. – Nie lubisz go i chcesz po prostu być samcem, który wygra. Nawet jeśli nie do końca uczciwie.

– Lubię wygrywać. – Zaśmiałem się. – A uczciwość to sprawa względna. Poza tym mam swoje plany.

– Jakie?

– Mógłbym ją wyburzyć. – Doskonale wiedziałem, jak wielką satysfakcję by mi to dało. – Ale na to pewnie nie zgodzi się konserwator, więc zrobię z niej bardzo ciekawe miejsce.

Natasza pokręciła głową.

– Czasem za tobą nie nadążam, ale okej, kiedyś na pewno wszystko mi opowiesz. Na razie nie dziel skóry na niedźwiedziu i najpierw wygrajmy tę sprawę. – Poklepała dokumenty leżące na biurku.

Przez kolejną godzinę analizowałem z nią jeszcze raz każdy punkt pozwu i dowody, dzięki którym zabytkowy dom w Konstancinie mógł się stać naszą własnością.

– Czyli mamy wszystko. – Natasza zaczęła zbierać swoje notatki. – Jeszcze…

Przerwało jej pikanie wewnętrznej linii. Nacisnąłem przycisk.

– Aleks do ciebie – usłyszałem głos asystentki.

– Niech wejdzie. – Zmarszczyłem brwi.

– Cześć! – Do gabinetu wkroczył mężczyzna, który powinien być teraz setki kilometrów od Warszawy.

Zacisnąłem szczękę.

– Aleks. – Spojrzałem na niego, oczekując wyjaśnień.

– Już wszystko tłumaczę. – Rozsiadł się na krześle obok Nataszy. – Trochę się wszystko posypało, dlatego wróciłem.

– Co się posypało? Miałeś robić standardową obserwację. – Wbiłem w niego lodowate spojrzenie.

– Wiem. Ale to nie do końca się udało. Byli dwa dni w Sopocie, a potem... już nie byli. – Odpowiedź Aleksa niewiele wyjaśniała.

– Chyba żartujecie? – Natasza wodziła wzrokiem między nami. – Śledzicie Oliwię? Oszaleliście? – wydyszała zdenerwowana.

Spojrzałem na nią spokojnie, niewzruszony tym wybuchem.

– Nie śledzimy, tylko obserwujemy.

– Serio? A wiesz, co będzie, gdy ona się o tym dowie?

– Właśnie dlatego ci nie powiedzieliśmy. Co się stało? – Zwróciłem się do Aleksa.

– Przez te dwa dni wszystko było okej, łazili po plaży, jedli, obściskiwali się. Ale potem zniknęli. Od rana nie było ich w hotelu, potem się dowiedziałem, że są wymeldowani.

– I co z tego? Ludzie! Dziewczyna ze swoim chłopakiem spędza nad morzem kilka dni urlopu. Zmienili hotel, popłynęli gdzieś promem, cokolwiek.

Wziąłem głęboki oddech i zacisnąłem usta mieląc w nich przekleństwo.

– Nie jakaś dziewczyna – wycedziłem – tylko moja siostra! Z chłopakiem, któremu w żadnym wypadku nie powinna ufać.

– A którą lubimy, przypomnę ci, Nat – dodał Aleks.

– Jasne, że lubimy – Natasza przytaknęła podniesionym głosem. – Ale to nie znaczy, że macie ją śledzić, bo się z kimś spotyka!

– Dlaczego nie? Też mi się ten Dawid nie podoba. – Aleks wzruszył ramionami.

Natasza spojrzała na niego.

– Żaden facet Oliwii wam się nie podoba, w tym problem. Dajcie im spokój, do cholery, bo dziewczyna wam tego nie wybaczy.

– Chcemy się tylko upewnić, że nie ma złych zamiarów. – Z trudem hamowałem złość. – Oliwia jest jeszcze naiwna i podatna…

– Oliwia ma dwadzieścia pięć lat i jest dorosłą, mądrą kobietą! – prychnęła Natasza.

– Co nie znaczy, że nie trafi na jakiegoś cwaniaka czy manipulanta. Co teraz zamierzasz? – Spojrzałem na Aleksa

– Zostawiłem tam dwóch chłopaków, szukają ich.

– Mam nadzieję, że nie znajdą – mruknęła Natasza. – Były komandos i dwóch mięśniaków śledzących parę na randce, bo nadopiekuńczy braciszek ma paranoje.

Zignorowałem jej słowa. Przekręciłem się w fotelu. Przez chwilę zamyślony wpatrywałem się w okno, stukając palcami w blat biurka.

– Wróć tam i dyskretnie ich poszukaj. Nienawidzę tych jej odwyków od technologii. – Westchnąłem. Niby wiedziałem, dlaczego moja siostra czuła potrzebę wyrwania się co jakiś czas z Warszawy i odcięcia od telefonu czy internetu, ale byłem wściekły, że tym razem robiła to z jakimś facetem, a nie, jak dotychczas, z przyjaciółkami.

– Jasne. – Aleks skinął głową.

– Jesteście chorzy! – Natasza znowu próbowała nas powstrzymać.

– Chory jest facet, który próbuje wykorzystać dziewczynę, szczególnie taką, jak Oliwia.

– Kobietę, i nie wykorzystać, tylko po prostu z nią być.

– Przekonasz się, że mieliśmy rację. Zresztą, kiedy wrócą do Warszawy, to sobie z nim poważnie porozmawiam.

– I co mu zrobisz? Postraszysz go? Jakiś szantażyk?

– Jeszcze nie wiem. – Odchyliłem się i uśmiechnąłem. – Może oddam ci go jako niewolnika?

– Jesteś obrzydliwy. – Natasza wzdrygnęła się i pokręciła głową. – Z was powinnam czasem zrobić niewolników. – Prychnęła, co wywołało nasz wybuch śmiechu. – Rechoczcie. Ale pamiętajcie, narobicie sobie kłopotów, tym bardziej, że nie przypuszczam, by działania Aleksa były w stu procentach legalne. – Pogroziła mu palcem, a potem podniosła się. – Choć oczywiście dzwońcie, gdybym była potrzebna. – Westchnęła i wyszła na korytarz.

– Czy one muszą być tak naiwne? – Patrzyłem na zamykające się za nią drzwi.

– Kim byśmy się wtedy opiekowali? – Zaśmiał się Aleks. – No dobra, a tu jak? – Spoważniał i przyglądał mi się z uwagą. – Wyglądasz jak zwłoki, a nie jak prężny prezes odnoszącej wielkie sukcesy firmy.

– Wszystko okej. Z Leonardem wygramy, a reszta jakoś się kręci.

– A ty?

– Co ja? – Wykrzywiłem twarz w niechętnym grymasie.

– Znalazłeś kogoś? Byłeś gdzieś, w klubie, czy coś?

Pokręciłem głową.

– Człowieku, wykończysz się. Bierz jakąkolwiek dziewczynę i zabaw się, od razu poczujesz się lepiej.

– To tak nie działa.

– Daj spokój, marudzisz. Może wyskoczmy gdzieś razem? W piątek powinienem już wrócić znad morza, a w “Lust” będzie akurat większa impreza. Znajdziemy sobie jakąś słodką ślicznotkę.

– Tak, jak lubisz, co? – Westchnąłem, ale poczułem, jak mój penis drgnął. Nie miałem nic przeciwko trójkątom czy imprezom swingerskim, choć wiedziałem, że to da mi tylko krótkie fizyczne rozładowanie, tak naprawdę niewiele lepsze od tego, co sam mogłem dla siebie zrobić.

– Pomyśl, piątki w “Lust” to też sporo twoich klimatów.

– Dam ci znać. Na razie znajdź Oliwię i dowiedz się, co ten koleś kombinuje.

– Oczywiście, szefie! – Aleks wstał. – Ale pamiętaj, piątek i piękna kobieta między nami. Nie odmawiaj sobie przynajmniej tego.

Gdy wyszedł, głęboko odetchnąłem i poprawiłem ułożenie penisa. Niechętnie musiałem przyznać, że piątkowy wypad z Aleksem mógłby być dobrym pomysłem.

2

INEZ

Taksówka zatrzymała się przed bramą dziewiętnastowiecznego budynku. Kiedyś dziwiłam się, że Michael, mój szef i zarazem przyjaciel, chciał zamieszkać z rodziną w haussmannowskiej kamienicy, zamiast w domu na paryskim przedmieściu, ale później sama postąpiłam podobnie. Mieszkanie w centrum Paryża miało kilka wad, ale zalet było znacznie więcej. Przede wszystkim nie traciłam czasu w korkach. Ba, nawet z zatłoczonego metra korzystałam rzadko, bo do pracy miałam tylko kilka kroków.

Zapłaciłam za kurs i wyskoczyłam z samochodu. Na parterze minęłam żelazne, kratowane drzwi windy – jakoś nigdy takie wynalazki nie budziły mojego zaufania – i przeskakując po dwa stopnie wbiegłam na trzecie piętro. Zadzwoniłam, prawie natychmiast ogłuszył mnie chichot córeczek Michaela i Grace.

– Cześć kochane! – Kucnęłam i uściskałam je. Generalnie nie przepadałam za dziećmi, ale te dziewczynki uwielbiałam. Obie rezolutne i bystre, przypominały mi własne, szczęśliwe i beztroskie, dzieciństwo.

– Już, wystarczy! – Grace złapała je za ręce i delikatnie odsunęła. Pocałowała mnie w policzek, potem machnęła ręką w kierunku salonu. – Michael już rozlewa wino. Zaraz przyjdę, tylko opanuję te potworki. – Zaśmiała się i żartobliwym gestem przegoniła dziewczynki do ich pokoju.

– Cześć, szefie! – Uściskałam przyjaciela. Znałam go już prawie dziesięć lat. Wyłowił mnie z grona najlepszych studentów politechniki i namówił do pracy w swojej firmie. Dostrzegł we mnie potencjał i pomógł go rozwinąć, za co zawsze byłam mu bardzo wdzięczna. Gdyby nie Michael, być może nigdy nie dowiedziałabym się, jak dużo frajdy da mi rozgryzanie zagadnień bezpieczeństwa sieciowego. Dzięki niemu przekonałam się, że byłam w tym świetna, i mogłam jako ekspertka zarabiać duże pieniądze.

– Siadaj, kolacja zaraz będzie gotowa. – Wskazał mi krzesło.

Patrzyłam, jak rozlewa wino do kieliszków. Mimo, że czterdziestkę miał już za sobą, wciąż był bardzo atrakcyjnym facetem. Ani trochę się nie zdziwiłam, gdy kilka lat temu dowiedziałam się o Grace – zakochanej w nim po uszy mojej rówieśniczce. Zresztą od razu bardzo ją polubiłam i z przyjemnością patrzyłam, jak ich miłość kwitnie, mimo dwunastoletniej różnicy wieku.

– Nie wiem, czy dadzą nam spokój – westchnęła Grace, która właśnie weszła do pokoju.

– Mogłaś im puścić jakiś film. – Michael ruszył w kierunku kuchni.

– A jak myślisz, co zrobiłam? Tylko, że one wolą naszego gościa. – Uśmiechnęła się do mnie.

– Mogę z nimi posiedzieć.

– Nie, nie. To ma być wieczór dla dorosłych. Nie chciały zostać z opiekunką i spotykamy się tutaj, a nie w restauracji, więc muszą to zaakceptować. – Grace sięgnęła po kieliszek wina i wypiła z namaszczeniem duży łyk. – Tak, zdecydowanie potrzebowałam wieczoru dla dorosłych – wymamrotała.

Michael przyniósł półmiski z jedzeniem.

– No dobrze, co słychać u mojej czołowej hakerki? – zapytał, gdy usiadł.

– Ekspertki od spraw bezpieczeństwa. Za hakerkę się zwalniam. – Zaśmiałam się.

– Nigdy cię nie wypuszczę ze swoich macek.

– Wypuścisz, już za rok – powiedziała Grace. – Sam mówiłeś, że Inez wraca do Polski, więc raczej się od ciebie uwolni.

– Ale wciąż będzie dla mnie pracowała, prawda?

– Nie ja, tylko moja firma. – Z zadowoleniem pomyślałam o swoich planach, które stawały się coraz bardziej realne. – Będę samodzielna, ale twoje zlecenia zawsze będą miały najwyższy priorytet.

– Chyba, że coś innego stanie się najwyższym priorytetem – Grace odpowiedziała żartobliwym tonem i spojrzała na mnie. – Michael mówił, że spotykasz się z kimś na poważnie. Mów, bo nie dostaniesz deseru – zażartowała.

– Na poważnie? – Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Michaela. – Cztery randki? Serio?

– W twoim przypadku tak. Po piątej pobiegnę po prezent ślubny.

– Dlatego piątej nigdy nie ma. – Zachichotałam. – Nie, to nic poważnego. Nie planuję zmian, jeśli chodzi o życie osobiste.

– Założyłam się z Michaelem, że do Polski wrócisz jako singielka, więc mnie nie zawiedź.

– Nie żartuj, ona potrzebuje faceta, pilnie! – Michael patrzył na żonę.

Obie parsknęłyśmy śmiechem.

– To tylko wam się wydaje, że jesteście tacy niezbędni. Owszem, czasem się przydajecie – Grace mrugnęła do męża – ale generalnie bez was jest dużo łatwiej.

– Właśnie – przytaknęłam. – Ludzie potrzebują przyjaciół i ja mam was. Potrzebują seksu, ale to też, od czasu Tindera, mam w każdej chwili. Cała reszta to niepotrzebne komplikacje, bo Grace już wyczerpała możliwości dobrego trafienia w naszym roczniku. – Znowu zachichotałyśmy jednocześnie. – I ty, jako względnie akceptowalny osobnik, jesteś już zajęty, więc…

– Dobra, rozumiem, możemy już skończyć ten temat. – Michael pokręcił głową, uśmiechnięty, ale i trochę zawstydzony.

Przez resztę wieczoru rozmawialiśmy o wakacyjnych planach i o przedszkolu, do którego dziewczynki pójdą za trzy miesiące.

Grace próbowała jeszcze wrócić do tematu mężczyzn i związków, ale skutecznie się opierałam. Męczyły mnie takie rozmowy. Bo co mogłam powiedzieć? Lubiłam mężczyzn, chętnie spędzałam z nimi czas, w pracy i poza nią. Nawet wolałam ich towarzystwo, ponieważ z kobietami zwykle trudniej było mi się porozumieć. Poza Grace oczywiście, jedyną przyjaciółką. Ale coś więcej? Nie miałam czasu na randki i częste spotkania.

Tak było zawsze – kiedy jako nastolatka siedziałam z nosem w książkach, żeby zaspokoić swoje i ojca ambicje; na studiach, gdy musiałam kończyć każdy rok z pierwszą lokatą; i kiedy zaczęłam w pracy budować swoją pozycję.

Owszem, lubiłam seks, uprawiałam go z jednym czy drugim znajomym lub nieznajomym, ale nigdy nie uważałam tych spraw za zbyt istotne. Kiedy czułam podniecenie albo potrzebowałam bliskości – wtedy świetnie sprawdzał się Tinder. Na dłuższe i poważniejsze relacje nie miałam czasu, ani ochoty. A może po prostu brakowało mi szczęścia w trafieniu na partnera, dla którego znalazłabym obie te rzeczy?

Rozumiałam Grace i Michaela, czasem im trochę wręcz zazdrościłam. Wierzyłam, że miłość istnieje. To ona sprawiała, że ludzie przestawali myśleć o pracy, obowiązkach i komplikacjach. Jednak sama tego nigdy nie poczułam. Nawet dziewictwo straciłam dokładnie dzień po swoich osiemnastych urodzinach, z kolegą z warsztatów programistycznych, równie metodycznie podchodzącego do tych spraw, jak ja.

Dzisiejszy wieczór był jednym z tych, po którym nie miałam ochoty na samotną noc. Krótko przed północą wyszłam od przyjaciół i czekałam na zamówioną taksówkę. Zaczęłam przeglądać kontakty w telefonie. Mogłam pojechać do Bena, faceta od czwartej randki, ale Michael miał rację, piąta byłaby już przesadą. Przeklikałam parę imion, a potem zadzwoniłam do jednego z mężczyzn. Był idealny biorąc pod uwagę mój nastrój – wystarczająco czuły, ale oczekujący niewiele, najwyżej porannego buziaka nad szybko dopijaną kawą. Taki układ najbardziej mi odpowiadał.

Dwie godziny później leżałam na materacu obok Jean’a, w jego maleńkim mieszkaniu. Wciąż lekko dyszałam po właśnie przeżytym orgazmie.

– Jesteś trochę jak maszyna – usłyszałam.

– Że co? – Przekręciłam się na bok i trzepnęłam go poduszką.

– Nie obrażaj się. – Zachichotał. – Ale pieprzysz się... tak jakoś bez emocji.

Zmarszczyłam brwi.

– Dlaczego bez emocji? Przecież jęczę, dyszę, i w ogóle?

– Ale jesteś zawsze taka sama. Nie żebym narzekał, ale wiesz... dzwonisz, przychodzisz, rozbierasz się, pieprzymy się, przytulamy. Zawsze tak samo.

– A jak niby ma być inaczej? Mam się nie rozbierać, czy potem nie przytulać? – Patrzyłam na niego zdezorientowana. – Poza tym, gdzie tu miejsce na emocje? Dwa ciała łączą się i wykonują określone ruchy w celu osiągnięcia przyjemności. – Zmarszczyłam brwi. – Owszem… – dodałam po chwili – jeśli ludzie czują do siebie coś więcej, to może zachowują się inaczej. – Pomyślałam o czułych gestach między Michaelem i Grace. – Ale między nami to czysta kopulacja, Jean. – Spojrzałam na niego mrużąc oczy.

– Wiem, i nie o to mi chodzi.

– Chcesz, żebym była bardziej wyluzowana? Odważniejsza?

– Nie, z tym nie masz problemu. – Pokręcił głową. – Ale mam wrażenie, że cały czas się kontrolujesz, nie idziesz na całość. Jęczysz, dyszysz, ale nie wrzeszczysz na całe gardło.

– Ty też nie! – Zaczęłam się zastanawiać, czy nie wstać i jednak nie wrócić do domu. Coś mu odbiło i zaczynałam się męczyć.

– To był tylko przykład – powiedział zniecierpliwiony. – Dobra, zostawmy to. – Przyciągnął mnie do siebie i objął ramieniem. – I tak lubię cię tu mieć.

– Świetnie. – Odwróciłam się na bok, plecami do niego. Jeszcze chwilę analizowałam jego słowa. Czy rzeczywiście kontrolowałam się w łóżku? Nawet jeśli, co w tym złego? Było mi przyjemnie, miałam orgazm, czasem nawet kilka. A przynajmniej pozwalałam sąsiadom się wyspać. Zresztą, całe moje życie polegało na dyscyplinie i kontroli – bez nich nie byłabym tu, gdzie jestem, i nie żyłabym tak, jak chcę. Choć może trochę powinnam odpuścić, gdy za rok wrócę do Polski i zamieszkam w pięknym domu odziedziczonym po tacie – rozmarzyłam się zasypiając.

3

JONATAN

Siedziałem w swoim gabinecie, rozparty w fotelu, z nogami opartymi o biurko. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Wygrałem, znowu! Żałowałem tylko, że nie widziałem miny Leonarda, gdy odebrał telefon od swojego prawnika. Natasza miała rację, nie lubiłem typa, mimo, że sporo nas łączyło – czasem współpracowaliśmy biznesowo, a z racji podobnych upodobań niekiedy mijaliśmy się w klubach. Jednak Leonard był złym człowiekiem. Chwiejny, łatwo tracił kontrolę – z powodu alkoholu lub innych używek – i potem krzywdził ludzi. Dlatego nim gardziłem. Poza tym był synem swojego ojca – więc pogrążenie go stało się dla mnie tak ważne.

Zresztą powinien się tego spodziewać. Był idiotą, ale nie mógł liczyć na to, że odpuszczę. Wielokrotnie go ostrzegałem, nawet tuż przed podpisaniem dokumentów, które potwierdzały stawkę i zasady zakładu – w razie przegranej Leonard odda mi wart kilka milionów dom, a ja… Cóż, wiedziałem, że nie przegram, bo wcześniej znałem wyniki audytu, które zachwiały giełdowymi notowaniami pewnej firmy. Natasza twierdziła, że to nieuczciwe, ale nie miała racji. To było po prostu sprytne, a Leonard dał się wkręcić jak przedszkolak. Ja wziąłem wszystko i nie chodziło tylko o pieniądze.

Zerknąłem na zdjęcie, które stało na komodzie obok biurka. Obejmująca się para z radością patrząca w obiektyw. Fotografia była czarno-biała, trochę już wyblakła, ale dla mnie stanowiła prawdziwy skarb. Zrobiłem to dla nich.

Czasem zastanawiałem się, co powiedzieliby rodzice o tym, co teraz robiłem i kim byłem. Miałem nadzieję, że byliby dumni. Może nie zawsze postępowałem całkiem uczciwie, ale liczył się cel. Musiałem walczyć i wygrywać, po to, by zapewnić bezpieczeństwo najbliższym.

Zostałem głową rodziny, gdy dowiedziałem się o ich wypadku. Jednego dnia byłem beztroskim nastolatkiem; po długiej i koszmarnej nocy na oddziale ratunkowym, musiałem błyskawicznie dorosnąć i pomóc w wychowywaniu rodzeństwa. Do dziś o nich dbałem, nawet jeśli Oliwia uważała, że dwadzieścia pięć lat to wiek w pełni dojrzały, a Dominikowi w dalekiej Australii wydawało się, że radzi sobie zupełnie sam.

Westchnąłem. Odchyliłem się w fotelu i założyłem ręce za głową. Byłem zadowolony, ale nie czułem takiej euforii, jak kiedyś, w podobnych sytuacjach. To niepokojące, że nawet takie zwycięstwo nie było w stanie wprawić mnie w stan ekscytacji.

Nagle usłyszałem śmiechy w korytarzu, a zaraz potem drzwi do gabinetu otworzyły się. Wpadła przez nie Natasza, jedyna osoba, która pozwalała sobie na wchodzenie tutaj bez uprzedzenia. Podniosłem się i patrzyłem na nią z dumą. Była niesamowitą kobietą i świetną prawniczką, choć teraz przypominała małą dziewczynkę uszczęśliwioną zrobieniem komuś psoty.

– Tak jak ci mówiłam przez telefon, dom jest twój! – Rzuciła na biurko teczkę z dokumentami i opadła na krzesło. – W przyszłym tygodniu formalnie, ale nie mają już szans na podważenie decyzji sądu. Umowa dotycząca zakładu była ważna, i tyle.

– Dziękuję. – Wiedziałem, że wygram, ale to nie znaczy, że nie doceniałem jej roli.

– Nadal uważam, że to nie było całkiem fair, ale ponieważ…

– Ponieważ też go nie znosisz, będziesz opijała ten sukces z równą radością, jak ja. – Zaśmiałem się i podszedłem do barku, z którego wyjąłem butelkę szampana.

– Niestety tak. – Zachichotała. Poczekała, aż naleję trunek do kieliszków, potem wzięła ode mnie jeden i upiła duży łyk. – Może zrobimy sobie wolne? – Wstała i podeszła do przeszklonej ściany. – I zaszalejemy, jak kiedyś? – Odwróciła się w moją stronę i przechyliła lekko głowę.

Zaszalejemy, jak kiedyś? Uśmiechnąłem się. Przypomniałem sobie młodzieńcze wybryki. W trójkę, razem z Aleksem, byliśmy niepokonani, na podwórku i w szkole. I jednocześnie świetnie dbaliśmy o dobrą opinię. Wszyscy, mimo wielu nieobecności, mieliśmy doskonałe oceny. Do tego Aleks swoim urokiem osobistym urabiał matki i nauczycielki, a Natasza – seksapilem – ojców, dozorców i policjantów. Natomiast ja byłem mózgiem, strategiem, ostatnią linią obrony. Trójca idealna.

Spojrzałem na przyjaciółkę i uśmiechnąłem się.

– Szaleństwo bez Aleksa to nie to samo. – Mrugnąłem do niej. – A wróci dopiero pojutrze.

– Oliwia się znalazła? – Natasza na moment spoważniała.

– Tak. Będę musiał z nią porozmawiać, kiedy pojawi się w Warszawie. – Westchnąłem. – Ale teraz nie chcę o tym myśleć i psuć sobie nastroju. Mam pomysł. Pojedziemy obejrzeć naszą zdobycz.

– Jeszcze nie możemy tam wejść, dopiero w przyszłym tygodniu. – Pokręciła głową.

– Coś nas kiedyś powstrzymało? – Zaśmiałem się. – Skocz się przebrać, bo szkoda tych szpilek, i jedziemy.

– Nie mam zamiaru skakać przez płoty i biegać po krzakach!

– Uwierz, że masz. – Lekko ją popchnąłem w stronę drzwi, a potem wyjąłem telefon i zadzwoniłem do zastępcy Aleksa.

Siedzieliśmy w samochodzie i z oddali patrzyliśmy na posiadłość otoczoną dużym ogrodem i wysokim płotem.

– Poważnie? Chcesz się tam włamać? – Natasza zerkała na mnie z obawą. – Ja nie mogę, stracę uprawnienia.

– Nikogo tam nie ma. – Uspokoiłem ją patrząc na opuszczony budynek.

– A jeśli się mylisz?

– Nie mylę się. – Pokręciłem głową. – Ludzie Aleksa wszystko sprawdzili, obserwowali teren od wielu dni. A Miłoszowi udało się nawet wyłączyć dzisiaj alarm. Monitoringu na razie nie ma, to też wiem.

Natasza spojrzała na mnie z przerażeniem.

– Żartujesz?

– Nie. Chyba nie sądzisz, że zostawiłem cokolwiek bez kontroli. Wiedziałem, że dom będzie mój, więc zacząłem już o niego dbać.

– Jesteś stuknięty.

Wyłączyłem silnik i otworzyłem drzwi.

– Obejdziemy całość, z tyłu jest furtka. Chłopcy dorobili mi klucze, i do niej, i do głównych drzwi.

– Zabiję cię, jeśli ktoś nas namierzy.

– Wybronisz się, jak zawsze. – Ruszyłem w stronę krzaków obrastających ogrodzenie, a Nataszy nie pozostało nic innego, jak tylko za mną podążyć. Ufała mi całe życie, więc teraz też nie powinna się wahać.

Kilka minut później przeciskaliśmy się już przez uchyloną furtkę do zaniedbanego ogrodu.

– Trochę inaczej to sobie wyobrażałam – wymamrotała pod nosem Natasza.

– Stary zmarł cztery lata temu. Od tej pory nikt tu nie mieszkał. Leonard przez kilka miesięcy coś remontował, ale potem odpuścił. Chyba nie lubił tego miejsca, a jego siostra mieszka za granicą. Z tego co wiem, w ogóle nie pojawia się w kraju.

– Czyli uwolniłeś go od kłopotu – zachichotała.

– Dokładnie tak. – Uśmiechnąłem się złośliwie.

Ostrożnie skradaliśmy się przez zarośnięty teren. Z coraz większym zafascynowaniem wpatrywałem się w budynek, do którego się zbliżaliśmy. Nie był zbyt duży, miał parter i piętro, w sumie kilkaset metrów kwadratowych. Ale prostokątna bryła była świetnie skomponowana, a półokrągły tylny taras, z którego wyrastały kolumny podtrzymujące balkon o tym samym kształcie, nadawał mu lekkości.

– Zaczynam rozumieć, dlaczego tak walczyłeś o ten dom – wyszeptała Natasza.

Tego nie zrozumiesz, ale nie zamierzam ci nic tłumaczyć – pomyślałem i skinąłem tylko głową w jej stronę.

W środku potrzebowaliśmy chwili, by przyzwyczaić oczy do półmroku panującego w holu. Okna były duże, ale zasłonięte niechlujnie zawieszonymi płachtami folii. Wnętrze było zabałaganione – pod ścianami stały jakieś meble, a po podłodze walały się rozdeptane kartony i pozwijane szmaty.

– Przecież to był piękny, odrestaurowany budynek! Mieszkali tutaj… – Natasza nie kryła zdziwienia.

– Mówiłem ci, Leonard próbował go przerobić na coś innego, niż dom mieszkalny, ale się poddał.

Nataszę nagle olśniło.

– I ty oczywiście wiesz, co planował tu zrobić?

Złapałem ją za rękę i pociągnąłem w kierunku schodów. Prawie bezszelestnie weszliśmy na piętro, gdzie od razu skręciłem w stronę uchylonych drzwi. Pchnąłem je.

– Panie przodem. – Przepuściłem Nataszę.

Weszła do środka i znieruchomiała. Poza kurzem, to pomieszczenie wyglądało na wyremontowane i gotowe... do najbardziej wyuzdanych zabaw.

– Ty...

– Geniuszu? Tak, dziękuję. – Zaśmiałem się.

– Skąd o tym wiedziałeś? – zapytała robiąc kilka kroków w stronę potężnych belek przytwierdzonych do ściany. Przesunęła po nich ręką, potem potrząsnęła zwisającymi łańcuchami, aż ciężko zagrzechotały.

– Zawsze wiem o wszystkim. – Uśmiechnąłem się zarozumiale. – Leonard jest nie tylko idiotą, ale też pijakiem. A gdy wypije za dużo, mówi to, czego nie powinien. Chwalił się swoim, najlepszym w tej części Europy, klubem. Tyle, że wtedy miał go jedynie w wyobraźni.

Natasza z niedowierzaniem kręciła głową.

– A teraz ty go masz. To znaczy… będziesz miał.

– Dokładnie tak. Pamiętasz? Marzyliśmy o tym, a potem taki budynek sam wpada nam w ręce. Chodź! – Znowu złapałem ją za dłoń i pociągnąłem za sobą. Zeszliśmy na parter, a potem węższymi schodkami jeszcze niżej, do piwnic. Pomieszczenia były normalnej wysokości, a przez niewielkie okienka wpadało tu całkiem sporo światła.

– Cały dół będzie twój. – Machnąłem ręką w powietrzu.

– Mam się tu przenieść? – Natasza była kompletnie zaskoczona.

– Najlepszy klub to ten z najbardziej komplementarnymi usługami. A skoro już stworzymy raj dla panów i ich niewolników, to równie dobrze możesz tu robić swoje indywidualne sesje.

– Wszystko przemyślałeś – wyszeptała. Potem z zaciekawieniem zaczęła zaglądać do kolejnych pomieszczeń. – Jak zawsze.

W milczeniu ją obserwowałem. Nie potrzebowałem aprobaty dla swoich pomysłów, chyba, że w sprawę angażowałem majątek koncernu. Teraz już i tak miałem głos Aleksa, który chciał osobiście nadzorować ten projekt, mimo, że sam był bardziej w klimacie swingu niż BDSM. Ale entuzjazm i zaangażowanie Nataszy bardzo by nam pomogły. Czekałem więc na werdykt.

W końcu podeszła i klepnęła mnie w klatkę piersiową.

– Jesteś stuknięty, naprawdę! – Zaśmiała się. – Ale oczywiście wchodzę w to. Na razie nie zrezygnuję ze swojego studia, choć chętnie przystosuję te lochy. – Zachichotała. – Kiedy tylko o tym myślę, mam ochotę kogoś porządnie wychłostać! – Uśmiechnęła się diabolicznie.

– Nie pomogę. – Pokręciłem głową. – Nie poświęcę się nawet dla ciebie. – Przesunąłem dłonią po jej włosach, a potem musnąłem wargami idealnie umalowane usta.

– Wiem. Choć kiedyś było nam całkiem dobrze – westchnęła.

– Kiedyś i całkiem, to słowa kluczowe. – Przytuliłem ją i oboje się zaśmialiśmy.

Dawno temu eksperymentowaliśmy – całą naszą trójkę łączyły pierwsze doświadczenia seksualne, co było dla nas zupełnie naturalne. Przez jakiś czas tworzyliśmy trójkąt idealny – także w seksie, ale potem odkryliśmy własne preferencje i już od wielu lat nie sypialiśmy ze sobą.

– A propos, jak poszukiwania? – Natasza spojrzała mi w oczy.

– Nijak. Chyba się starzeję.

– Biedaku. – Dotknęła mojego policzka. – No dobrze, wracajmy, bo i tak mamy dużo szczęścia, że do tej pory nikt nas tu nie znalazł. – Ruszyła w stronę schodów.

Rozejrzałem się jeszcze. To będzie idealne miejsce – pomyślałem z nadzieją, że będę się kiedyś potrafił nim naprawdę cieszyć.

4

INEZ

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Już wkrótce kolejny tom cyklu „Dzikie noce”:

PATRONATY MEDIALNE:

http://cyrysia.blogspot.com/

www.myfairybookworld.pl

http://kobiecerecenzje365.blogspot.com/

Spis treści:
Okładka
Karta tytułowa
Rozdział 1
JONATAN
Rozdział 2
INEZ
Rozdział 3
JONATAN
Rozdział 4
INEZ
Karta redakcyjna

Copyright © by HabaneroBooks

Autor: Magda Mila

Opracowanie graficzne i projekt okładki:

Alan Kowalski

Zdjęcie na okładce:

sakkmesterke/bigstockphoto.com

Redakcja: Izabela Labe

Korekta: Anna Grygier

Wydanie elektroniczne na podstawie wydania I

Warszawa 2018

ISBN 978-83-951373-9-6

Wydawnictwo HabaneroBooks

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek