99,00 zł
Szeroko zakrojona, kompletna i niepokojąca opowieść o ograniczeniach amerykańskiej potęgi.
Wojna w Wietnamie położyła się cieniem na zbiorowej świadomości Amerykanów i światowej opinii publicznej.. Choć ostatni amerykański śmigłowiec opuścił Sajgon ponad pięćdziesiąt lat temu, w Stanach Zjednoczonych wciąż nie cichnie spór o to, czy tę wojnę w ogóle dało się wygrać.
Książka Geoffreya Wawro, bazująca na tysiącach stron dokumentów wojskowych, dyplomatycznych i wywiadowczych, stanowi wyczerpujące omówienie tego konfliktu. Autor przedstawia jego historyczne tło i kulisy. W porażających szczegółach opowiada o bezowocnych kampaniach, braku strategii i cynizmie polityków. Wojnę przedłużali prezydenci i generałowie, którzy obawiali się politycznych konsekwencji porażki. Ostatecznie ani dziesiątki tysięcy poległych żołnierzy, ani miliony ton bomb nie zdołały zapobiec upadkowi rządu Wietnamu Południowego i nie przechyliły szali zwycięstwa na stronę Amerykanów.
Wstrząsająca opowieść o największej wojskowej porażce Ameryki, która obala mity i wyjaśnia wiele nieporozumień. Lektura obowiązkowa. — Max Boot, autor „The Road Not Taken”
Na podziw zasługuje skrupulatność Wawro dotycząca każdego aspektu wojny: od ukształtowania terenu po taktykę, od logistyki i systemów uzbrojenia po wyposażenie żołnierzy. Autor zaznajamia czytelnika nawet z ich żargonem, który nadawał tej potwornej wojnie ludzkiego wymiaru. Wszystko to sprawia, że na kartach książki chaotyczne bitwy ożywają. Efekt jest tak sugestywny, że niemal można poczuć zapach napalmu. — Sean McMeekin, autor „Wojny Stalina”
Wojna w Wietnamie, choć zakończona przed pięćdziesięcioma laty, wciąż rzuca się cieniem na świadomość Amerykanów. Wawro napisał błyskotliwą i przejmującą opowieść o tym konflikcie i jego skutkach. Książka jest bardzo rzeczowa pod względem militarnym i politycznym, ale też pełna empatii dla ofiar. Nie pozostawia nic do dodania. – Rana Mitter, autor „Forgotten Ally”
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 1046
Dla Sherry Zhang
ARW
Armia Republiki Wietnamu (południowowietnamska)
CAP
pluton do działań mieszanych (
combat action platoon
)
CBWPd
Centralne Biuro ds. Wietnamu Południowego (główna komórka polityczna i militarna Wietkongu)
CIDG
nieregularna cywilna grupa obronna (
civilian irregular defense group
)
CINCPAC
Naczelny Dowódca na Pacyfiku (Commander in Chief, Pacific Fleet)
CORDS
Biuro Wsparcia Operacji Cywilnych i Rozwoju Rewolucyjnego (Civil Operations and Revolutionary Development Support)
DEROS
przewidywany termin zwolnienia ze służby za granicą (
date eligible for return from overseas
)
DIA
Agencja Wywiadowcza Departamentu Obrony (Defense Intelligence Agency)
DIOCC
Okręgowe Centrum Wywiadu i Koordynacji Operacyjnej (District Intelligence and Operation Coordinating Center)
DRW
Demokratyczna Republika Wietnamu (Wietnam Północny)
FANK
Khmerskie Narodowe Siły Zbrojne (wspierane przez Stany Zjednoczone) (Forces Armées Nationales Khmères)
GRUNK
Królewski Rząd Jedności Narodowej Kampuczy (wspierany przez Chiny) (Gouvernement royal d’union nationale du Kampuchéa)
IPWK
Infrastruktura Polityczna Wietkongu
JCS
Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (Joint Chiefs of Staff)
JUSPAO
Połączone Biuro Spraw Publicznych Stanów Zjednoczonych (Joint United States Public Affairs Office)
LAW
jednostrzałowy granatnik przeciwpancerny (
light antitank weapon
)
LPR
Ludowa Partia Rewolucyjna (partia polityczna Wietkongu)
LSS
Ludowe Siły Samoobrony (południowowietnamska milicja)
MACV
Dowództwo Wsparcia Militarnego w Wietnamie (Military Assistance Command, Vietnam)
MONEVAL
ocena miesięczna (
monthly evaluation
)
NATO
Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (North Atlantic Treaty Organization)
NFW
Narodowy Front Wyzwolenia (fasadowa organizacja komunistyczna na rzecz zjednoczenia Wietnamu)
NSC
Rada Bezpieczeństwa Narodowego (National Security Council)
PIOCC
Prowincjonalne Centrum Wywiadu i Koordynacji Operacyjnej (Provincial Intelligence and Operation Coordinating Center)
PRU
Prowincjonalna Jednostka Rozpoznawcza (szwadrony śmierci działające w ramach programu Feniks) (Provincial Reconnaissance Unit)
RD
wioska utrzymywana w ramach programu Rozwoju Rewolucyjnego (ufortyfikowana osada na terytorium Wietnamu Południowego) (
Revolutionary Development hamlet
)
RPG
ręczny granatnik przeciwpancerny (
rocket-propelled grenade
)
SAM
pocisk ziemia–powietrze (
surface-to-air missile
)
SDS
Studenci na Rzecz Demokratycznego Społeczeństwa (Students for a Democratic Society)
SEATO
Organizacja Paktu Azji Południowo-Wschodniej (Southeast Asian Treaty Organization)
SR/SL
Siły Regionalne/Ludowe (milicja południowowietnamska przez Amerykanów nazywana w skrócie „ruff-puffs” od Regional Forces/Popular Forces)
TOC
Centrum Operacji Taktycznych (Tactical Operations Centre)
USAID
Agencja Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego (United States Agency for International Development)
USIA
Agencja Informacyjna Stanów Zjednoczonych (United States Information Agency)
USIS
Służba Informacyjna Stanów Zjednoczonych (United States Information Service)
VNAF
Siły Powietrzne Wietnamu Południowego (Vietnamese Air Force)
WAL
Wietnamska Armia Ludowa (północnowietnamska)
WK
Wietkong (południowowietnamscy komuniści)
WPd
Wietnam Południowy
WPn
Wietnam Północny
WSB
Wojskowa Służba Bezpieczeństwa (agencja wywiadowcza ARW)
Wojna w Wietnamie była kwestią wyboru. Aby ją zrozumieć, musimy się pogodzić z tym niezaprzeczalnym faktem. Nikt nie sprowokował Stanów Zjednoczonych do tego konfliktu. Także zimnowojenna „doktryna powstrzymywania” oraz „teorii domina” nie wymagały militarnej interwencji USA. Gdyby Wietnam Południowy wpadł w ręce komunistycznej rebelii, ani Chińczycy, ani północni Wietnamczycy nie planowali „wylądować na plażach Waikiki”, jak z fantazją ostrzegał wiceprezydent Lyndon Johnson w 1961 roku. Stany Zjednoczone nie prowadziły tej wojny w samoobronie czy w imię wartości demokratycznych. Do zaangażowania się w konflikt i pozostania w Wietnamie motywowała je jedynie obawa przed tym, że wydadzą się słabym państwem.
John F. Kennedy był pierwszym prezydentem, który w pełni zrozumiał zagrożenie, jakie Wietnam stanowił nie dla Stanów Zjednoczonych, ale dla niego samego. Tak jak Eisenhower obawiał się łowców czerwonych czarownic senatora McCarthyego, tak Kennedy i Johnson bali się, że w środowiskach konserwatywnych przylgnie do nich łatka liberalnych „gołębi”. Ten sam strach kazał Johnsonowi zintensyfikować wysiłek wojenny. Nixona z kolei przerażała wizja, że stanie się „pierwszym prezydentem, który przegrał wojnę”.
Od samego początku była to wojna osobliwa, nierozerwalnie związana z rządowymi debatami i politycznymi kalkulacjami, które ją wywołały. Pierwszą nutę zagrał Kennedy, gdy po cichu wysłał żołnierzy do Wietnamu, mając nadzieję, że uda się utrzymać stan rzeczy, tj. granicę na 17. równoleżniku, dopóki nie zostanie wybrany na drugą kadencję w 1964 roku. Potem planował „zbadać wszystkie opcje”, w tym wycofanie wojsk. Potencjalni przeciwnicy w wyścigu do prezydentury wyśmiewali ostrożność Kennedy’ego w kwestii Wietnamu. Po zamachu na prezydenta w 1963 roku byli jeszcze bardziej surowi wobec jego następcy, Lyndona Bainesa Johnsona1.
Pocieszenia dla nowego prezydenta raczej nie stanowiła iście amerykańska ironia tkwiąca w fakcie, że w wyborach w 1964 roku pokonał Barry’ego Goldwatera głównie dlatego, że społeczeństwo obawiało się, iż Goldwater wciągnie kraj w wojnę w Wietnamie. Tymczasem niemal natychmiast po zaprzysiężeniu Johnsona z prawej strony sceny politycznej podniosły się na nowo nawoływania o eskalację działań. Ronald Reagan zażądał „pełnej mobilizacji” i blokady portu w Hajfongu: „Nie rozumiem, jak państwo tak wielkie jak nasze, zaangażowane w wojnę z państwem tak niewielkim, może utrzymywać, że potrwa ona dziesięć lub dwadzieścia lat. Powinniśmy tam wkroczyć i szybko załatwić sprawę”. Richard Nixon ostrzegał, że Wietnam stanie się problemem podczas wyborów prezydenckich w 1968 roku, jeśli Johnson „nie zakończy wojny zwycięstwem”. Istnym koszmarem na jawie, który męczył Johnsona przez resztę jego kadencji, była wizja walki o reelekcję przeciwko jednemu z politycznych „jastrzębi”, „podczas gdy Ho Chi Minh gania ulicami Sajgonu”2.
W latach sześćdziesiątych XX wieku nic nie mogło się równać z bogactwem Stanów Zjednoczonych. Odpowiadały one za 40 procent światowego PKB. Obecnie wskaźnik ten wynosi około 15 procent. Amerykańska zamożność w połączeniu z amerykańską pewnością siebie sprawiały, że wszystko wydawało się możliwe. Prezydent Kennedy obiecał przecież w 1962 roku, że do końca dekady Amerykanie wyślą człowieka na Księżyc. Tak też się stało: amerykańscy astronauci udali się na pierwszy spacer po srebrnym globie w 1969 roku. Jeśli chodzi o sprawy militarne, to podczas II wojny światowej Stany Zjednoczone zapewniły aliantom paliwo i sprzęt oraz wysłały 16 milionów żołnierzy do Europy i Azji. Bez ich zaangażowania nie udałoby się pokonać Niemców i Japończyków. Nikt się nie spodziewał, że Wietnam Północny, który zbroił dwudziestoletnią rebelię w Wietnamie Południowym, może stanowić większy problem. Był to rzekomo, jak prychnął prezydent Johnson, „mały, obdarty kraj czwartej kategorii”3.
Mimo to walka z Wietnamem Północnym wymagała od Stanów Zjednoczonych ostrożności. Politycy obu partii byli co prawda stanowczy w kwestii komunizmu, lecz wojna koreańska, toczona w latach 1950–1953, sprawiła, że prezydenci stali się wyjątkowo powściągliwi. Siły, na których czele stali Amerykanie, praktycznie wygrały wojnę koreańską już w październiku 1950 roku, ale właśnie wtedy Mao Zedong niespodziewanie wysłał do Korei 300 000 chińskich żołnierzy. Krótka wojna przeobraziła się w długi konflikt, który rozwścieczył Amerykanów i zmusił prezydenta Harry’ego Trumana do rezygnacji z ubiegania się o kolejną kadencję. Wojnę zakończono bez formalnego traktatu pokojowego, za to z garnizonem amerykańskich żołnierzy stale stacjonującym na 38. równoleżniku.
Kiedy prezydent Johnson w 1965 roku rozważał wysłanie piechoty, lotnictwa i marynarki do Wietnamu, myślał przede wszystkim o wojnie koreańskiej. Pogrążyła ona prezydenta Trumana, a jego następca, Dwight Eisenhower, zakończył ją, dopiero grożąc użyciem broni jądrowej. Wprowadzenie ambitnych i kosztownych programów Johnsona, tj. Wielkiego Społeczeństwa i Walki z Ubóstwem, wymagało, aby konflikt w Wietnamie skończył się jak najszybciej i był jak najtańszy. Johnson chciał przede wszystkim zapobiec chińskiej interwencji, która przedłużyłaby wojnę i pochłonęła fundusze przeznaczone na tak ważne dla niego programy krajowe. Podobnie jak wcześniej Eisenhower i Kennedy, Johnson najchętniej umyłby ręce, jeśli chodzi o konflikt wietnamski. Ale nie odważył się tego zrobić.
Konsekwencje byłyby poważne. Lęk przed komunizmem rozpalany przez senatora McCarthy’ego wygasł zaledwie w 1954 roku, a Waszyngton w latach sześćdziesiątych wciąż znajdował się w uścisku „antychińskiego lobby” rozognionego zwycięstwem Mao Zedonga nad Czang Kaj-szekiem w 1949 roku. Wydawane przez Henry’ego Luce’a popularne pisma „Time” i „Life”, które kształtowały światopogląd zapracowanych Amerykanów, rozpowszechniały opinie owego lobby. Do najważniejszej z nich należało przekonanie o konieczności zapobieżenia kolejnym zwycięstwom komunizmu w Azji. Amerykańscy wyborcy oczekiwali również, że ich politycy będą twardzi. Może nie chcieli Goldwatera, ale nie chcieli też przegrać. Nie istniał scenariusz, w którym wycofanie wojsk z Wietnamu byłoby łatwe.
Ostatecznie Johnson rozpoczął amerykańską wojnę w Wietnamie w dziwacznych okolicznościach. Aby prowadzić ją niskim kosztem, nie dając Chinom pretekstu do interwencji, zdecydował się na zastosowanie „stopniowanego nacisku” na Wietnam Północny. Zamiast przytłoczyć wroga potęgą militarną, stopniowo zwiększał skalę ataków sił powietrznych i lądowych. Teoretycznie każda taka intensyfikacja miała uzmysławiać Wietnamowi Północnemu bezcelowość oporu wobec najbogatszego mocarstwa świata, które – jak Wietnamczycy mieli wywnioskować – dopiero się rozkręca. Johnson nie wymyślił tej strategii sam. Opracowali ją dla niego doradcy odziedziczeni po Kennedym, głównie sekretarz obrony Robert McNamara, sekretarz stanu Dean Rusk oraz doradca ds. bezpieczeństwa narodowego McGeorge Bundy.
Johnson liczył, że stopniowany nacisk uspokoi Chińczyków i Sowietów, dając im do zrozumienia, że USA nie zamierzają całkowicie zniszczyć Wietnamu Północnego. Miał nadzieję, że jego decyzja o nieatakowaniu neutralnych państw, Laosu i Kambodży, wykorzystywanych jako schronienie i znajdujących się na szlaku północnowietnamskich wojsk oraz zaopatrzeniowym prowadzącym do Wietnamu Południowego, posłuży jako dowód, że Waszyngton nie pragnie niczego ponad „wolny i niezależny Wietnam Południowy”. Rzecz jasna, strategia stopniowanego nacisku poskutkowała jedynie przekonaniem Hanoi, Pekinu i Moskwy, że Waszyngton nie działa na poważnie. Supermocarstwo wzbraniające się przed inwazją czy choćby ciężkimi bombardowaniami Wietnamu Północnego oraz obawiające się nieprzychylnej reakcji na atak na „neutralne” terytoria Laosu i Kambodży, który zamknąłby Szlak Ho Chi Minha, było bowiem niczym bokser walczący jedną ręką z drugą przywiązaną za plecami.
Niestety w Wietnamie Południowym nigdy nie zastosowano strategii stopniowanego nacisku. Sojusznik USA w tej wojnie zetknął się z amerykańską machiną wojenną w całej jej niszczycielskiej okazałości: od bombowców B-52 i baterii artylerii polowej, przez śmigłowce szturmowe i ataki powietrznomobilne, po „operacje herbicydowe” z użyciem preparatu Agent Orange, które zatruły tamtejszą ziemię i w dużym stopniu ogołociły ją z bujnej roślinności. Jeśli Wietnamczycy z Południa żywili do Amerykanów jakąś sympatię, to wyparowała ona na polu bitwy, która objęła cały kraj i doprowadziła do śmierci pół miliona cywilów, zadanej głównie amerykańską bronią.
Kontrast między respektem i powściągliwością, z jaką traktowano Wietnam Północny, a pożogą przemocy wznieconą w Wietnamie Południowym uwypuklił jeden z największych grzechów wojny, czyli brak strategii. Kennedy postrzegał ten konflikt nie jako wojnę, ale jako problem, którym trzeba się zająć. Johnson z kolei uważał, że jest to wojna, którą należy zręcznie kontrolować. „Będę sterował nią z Waszyngtonu” – powiedział w 1965 roku i nigdy nie zmienił swojego podejścia.
Ani Kennedy, ani Johnson nie opracowali zwycięskiej strategii i nie wymyślili żadnego sposobu, by powiązać działania militarne z rezultatami politycznymi. Prezydenci mówili o walce na rzecz utworzenia wolnego Wietnamu Południowego, ale wiedzieli – a po roku lub dwóch latach wojny wiedziała o tym także większość Amerykanów – że naród południowowietnamski jest podzielony i skorumpowany ponad wszelką miarę. W efekcie nie było żadnej sensownej strategii, żadnego skutecznego sposobu, by przejść od wojny do pokoju w realiach, w których komuniści z Wietkongu budzili większy strach i respekt niż rząd w Sajgonie.
W 1965 roku generał William „Westy” Westmoreland zaczął wypełniać tę strategiczną lukę własną koncepcją „znajdź i zniszcz” (search and destroy). Rozumował w następujący sposób: wobec braku odpowiednich sił i prerogatyw niezbędnych do pokonania Wietnamu Północnego oraz przeprowadzenia inwazji na neutralne terytoria należy zniszczyć wroga, zabijając jak najwięcej partyzantów. Hanoi w rezultacie osiągnie „punkt przecięcia”, tj. stan, w którym liczba partyzantów poległych z rąk Amerykanów przewyższy liczbę nowych rekrutów Wietkongu i agentów służb wywiadowczych Wietnamu Północnego.
Amerykańskie wojsko „znajdowało i niszczyło” północnowietnamskich partyzantów w latach 1965–1969. W świetle kolosalnej nieskuteczności tej strategii – tylko około 10 procent operacji zakończyło się faktycznym namierzeniem przeciwnika – liczba ofiar po stronie komunistów była ponurym potwierdzeniem skuteczności amerykańskiej siły ognia. Szacuje się, że podczas wojny amerykańskie ataki lądowe i powietrzne zadały śmierć milionowi żołnierzy wroga.
Mimo to strategia „znajdź i zniszcz” nie przyniosła oczekiwanych rezultatów, gdyż Wietnam Północny dysponował 2,4 miliona młodych mężczyzn w wieku poborowym, a co roku liczba ta zwiększała się o 120 000 osób. Ponadto do Wietkongu stale zaciągali się także rekruci ze skorumpowanego i dysfunkcyjnego Wietnamu Południowego. Niepowodzenie strategii wynikało również z faktu, że administracja Johnsona i jego generałowie nie docenili, jak bardzo Wietnam Północny różni się od Stanów Zjednoczonych. Te były bowiem zamożną zachodnią demokracją, która zmęczyła się Wietnamem, gdy tylko stał się on dla niej bolesnym ciężarem. Wietnam Północny był z kolei państwem autorytarnym, walczącym o zjednoczenie i rewolucję w kraju. Jego cele i energia, wspierane zasobami Moskwy i Pekinu, były nieograniczone.
Operacje „znajdź i zniszcz” okazały się porażką, bo zamiast ochronić Wietnam Południowy, dosłownie go zniszczyły. W czasie wojny Stany Zjednoczone przeprowadziły defoliację na obszarze równym jednej siódmej terytorium Wietnamu Południowego, zniszczyły niezliczone wioski i wywołały falę 5 milionów uchodźców wewnętrznych. Westmoreland pozostał niewzruszony. W 1967 roku, zapewniając dziennikarza, że te straty zadawane de facto sojusznikowi mają swój cel, pytał retorycznie: „To zmniejsza liczebność wroga, prawda?”.
Nieludzkie podejście Westmorelanda do wojny świetnie ilustrowało, dlaczego prezydent Kennedy wykazywał się dużą ostrożnością, jeśli chodzi o wysłanie wojsk do Wietnamu. Uważał, że „generałom należy się przyglądać. Sam fakt, że są wojskowymi, nie sprawia, że ich opinia na temat spraw wojskowych jest cokolwiek warta”. Kennedy skarżył się, że ilekroć sytuacja amerykańskiej armii stawała się kryzysowa, żądania generałów – dotyczące pieniędzy, personelu i infrastruktury – zawsze rosły. Westmoreland zabetonował Wietnam Południowy, zbudował porty kontenerowe i bazy lotnicze oraz rozmieścił artylerię polową w całym kraju, jednak ani przez chwilę nawet nie zbliżył się do zwycięstwa. Prowadził wojnę, opierając się na sprawności operacyjnej, a nie na strategii. Skupiał się całkowicie na planowaniu, wdrażaniu oraz prowadzeniu kosztownych i nieskutecznych operacji, zupełnie nie uwzględniając w ich ramach realistycznego zakończenia wojny i trwałego pokoju4.
Krytycy twierdzili wówczas, i nadal podtrzymują to przekonanie, że gdyby tylko Johnson pozwolił Westmorelandowi zrobić więcej, tj. zaatakować Laos i Kambodżę, najechać i zniszczyć Wietnam Północny, wojnę można by wygrać. Argumenty takie – pozornie przekonujące – nie mają racji bytu. W rzeczywistości administracja Johnsona rozważyła wszystkie te opcje i odrzuciła je nie z powodu ostrożności prezydenta, ale dlatego że każda z nich wydawała się niewykonalna.
Wojna w Wietnamie szybko stała się tak wymagająca, że w systemie wyczerpały się wolne zasoby, które pozwoliłyby rozpocząć działania w Kambodży, Laosie lub Wietnamie Północnym. Stało za tym wiele przyczyn. Wszystkie omówiono w tej książce. Powszechnie uważa się, że szczytowa liczebność amerykańskich wojsk w Wietnamie w 1969 roku, wynosząca 543 000 żołnierzy, przekładała się na ogromną siłę. Wcale tak jednak nie było. W rzeczywistości potrzeby związane z logistyką, utrzymaniem sprzętu i zaplecza były tak duże, że oddziały bojowe zasilało zaledwie 80 000 żołnierzy. W 1968 roku, gdy Westmoreland poprosił o przysłanie kolejnych rekrutów, sekretarz obrony Robert McNamara, przytłoczony ciężarem wojennych wymagań, obliczywszy całkowitą liczbę amerykańskich żołnierzy zaangażowanych w wojnę w Wietnamie na ziemi, na morzu i w powietrzu, tak odpowiedział generałowi: „Dowodzone przez pana oddziały w Azji Południowo-Wschodniej liczą 1,2 miliona ludzi, a tylko 50 000 czy 60 000 z nich bierze udział w walce”. Gdy uwzględnimy wysoki stosunek liczby żołnierzy stacjonujących na tyłach do żołnierzy frontowych, zobaczymy wyraźnie, że amerykańskie wojska nigdy nie były w stanie skutecznie walczyć w samym Wietnamie Południowym, a co dopiero w Laosie, Kambodży i Wietnamie Północnym5.
Podczas 90 procent operacji przeprowadzonych w Wietnamie Południowym Amerykanie nie zdołali nawet zlokalizować wroga, który na rozległym obszarze Laosu i Kambodży byłby jeszcze bardziej nieuchwytny. Siły powietrzne okazały się mniej przydatne, niż przewidywano. Podczas wojny w Wietnamie Laos, przez który przebiegał Szlak Ho Chi Minha, stał się najintensywniej bombardowanym krajem w dziejach. Te naloty nie przeszkodziły jednak Wietnamowi Północnemu w przerzucaniu wojsk i zaopatrzenia do Wietnamu Południowego. Podołać temu zadaniu mogły jedynie siły lądowe, ale nigdy nie było ich wystarczająco dużo. Amerykańscy podatnicy utrzymywali ponad milion południowowietnamskich żołnierzy. Złożone z nich oddziały wysłano do Laosu, aby zamknęły Szlak Ho Chi Minha i pokazały skuteczność „wietnamizacji wojskowej”. Zamiast tego ich klęska ujawniła rzeczywisty stan południowowietnamskiej armii i opłakany poziom jej dowództwa.
Nie obyło się również bez problemów finansowych. Na ekspansję wojny w Wietnamie po prostu brakowało pieniędzy. Stany Zjednoczone były bogate, lecz nie na tyle, by pozwolić sobie zarówno na nowe programy federalne pod szyldem reform Wielkiego Społeczeństwa prezydenta Johnsona – inicjatywy większej nawet niż Nowy Ład Roosevelta – jak i na kosztowną zagraniczną wojnę. Nawet gdyby Johnson i jego republikański następca postawili na zbrojenia zamiast na wydatki socjalne, cena wojny w Wietnamie, i to przy uwzględnieniu obniżonych kosztów proponowanych przez Johnsona, okazałaby się horrendalna. Objęłaby bowiem pół miliona żołnierzy, 12 000 helikopterów, 2000 samolotów odrzutowych, a także całą Siódmą Flotę z jej marynarzami, okrętami oraz samolotami. A to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Koszty codziennego zużycia paliwa, części zamiennych, amunicji i opieki medycznej były ogromne, a wyszkolenie oraz wyposażenie 3,5 miliona południowowietnamskich żołnierzy i członków milicji pochłaniało kolejne miliardy dolarów.
Wydatki na wojnę napędzały inflację w Stanach Zjednoczonych, która wzrosła dwukrotnie w latach 1965–1967, a następnie podwoiła się ponownie w 1970 roku. Konflikt w Wietnamie doprowadził do powstania ogromnych deficytów budżetowych, znacznego zmniejszenia amerykańskich rezerw złota i osłabienia gotowości obronnej USA. To ostatnie wynikało z faktu, że środki zgromadzone na różnych kontach Pentagonu (przeznaczone na NATO, Koreę, międzykontynentalne pociski balistyczne, prace badawczo-rozwojowe) z konieczności naruszono, aby pokryć niekończące się koszty wojny w Wietnamie. Mówiąc krótko, nie dało się rozszerzyć teatru wojny bez szkody dla amerykańskiej gospodarki i bezpieczeństwa narodowego. Krytycy, którzy optowali za ekspansją i zaostrzeniem działań wojennych, nigdy nie zadali sobie trudu, by wyjaśnić, skąd wziąć na to pieniądze i żołnierzy. Tak właśnie działa polityka, a ostatnio także „rewizjonizm historyczny”.
Książka ta w skrócie przedstawia okoliczności decyzji prezydenta Johnsona o wysłaniu wojsk lądowych do Wietnamu i szczegółowo analizuje lata walk prowadzonych tam przez Amerykanów. Skupia się w równym stopniu na wojnie Nixona, jak i Johnsona, jako że oba te etapy były tak samo krwawe oraz istotne. W wyborach w 1968 roku Nixon startował przeciwko ówczesnemu wiceprezydentowi Hubertowi Humphreyowi, który stanął do wyścigu prezydenckiego po tym, jak sam Johnson, zdruzgotany wojną, odmówił ubiegania się o drugą kadencję. Nixon zarzucał Humphreyowi to samo co Johnsonowi, tj. „gradualizm” i dążenie do „zakamuflowanej kapitulacji”, oraz obiecał, że on spisze się lepiej. Jeden z kampanijnych sloganów Nixona głosił: „Jeszcze nigdy nie wykorzystano tak potężnej siły militarnej, ekonomicznej i dyplomatycznej tak nieskutecznie jak w Wietnamie”.
Prezydentura Nixona rozpoczęła się jednak od podstępu równie haniebnego jak wiele innych w podejrzanej karierze tego polityka, który ze strony swoich przeciwników doczekał się przezwiska Tricky Dick1. W październiku 1968 roku Johnson był bliski przypieczętowania porozumienia pokojowego. Nixon celowo zniweczył te plany, gdy otworzył nieoficjalny kanał komunikacji z prezydentem Wietnamu Południowego, Nguyen Van Thieu, i przekonał go, by nie zawierał pokoju. Poprzez pośredników Thieu otrzymał zapewnienie, że Nixon załatwi mu lepszy układ niż Johnson czy Humphrey.
Ten akt niepohamowanej ambicji, który wymagał złożenia kolejnej zupełnie niepotrzebnej ofiary z poległych i rannych Amerykanów, doprowadził do elekcji Nixona po zaciętym wyścigu oraz uniemożliwił Humphreyowi sprawienie „październikowej niespodzianki”, która przechyliłaby szalę zwycięstwa na jego stronę. W rezultacie teraz to Nixon musiał zakończyć wojnę i ujawnić swój „tajny plan”.
Ów tajny plan przewidywał uchylenie wszystkich zakazów wydanych przez Johnsona, tj. zakazu bombardowania Wietnamu Północnego oraz zakazu inwazji na Laos i Kambodżę, a także naprawę stosunków z Moskwą i Pekinem w celu rozluźnienia ich relacji z Hanoi. W czasie wojny, w której zbyt wiele pieniędzy przeznaczono na stosunkowo mało istotną kwestię Azji Południowo-Wschodniej, Nixon i Kissinger poszli na znaczne ustępstwa wobec Mao Zedonga, który z całą bezwzględnością przyglądał się, jak od 45 do 80 milionów jego rodaków umiera w wyniku czystek i głodu. W nadziei, że Mao ograniczy chińskie wsparcie dla Hanoi, Nixon zaoferował mu perspektywę normalizacji stosunków dyplomatycznych i politykę „jednych Chin”, z której Kissinger potulnie usunął wszelkie wzmianki o sojuszu wojskowym Ameryki z Tajwanem. Podjęta przez Nixona próba rozszerzenia wojny na państwa neutralne naruszała nieprzekraczalne granice. Kongres odmówił finansowania operacji lądowych w Laosie i Kambodży, a amerykańscy obywatele rozpoczęli protesty na niespotykaną dotąd skalę, gdy Nixon dokonał inwazji na ten drugi kraj w 1970 roku. Gwałtownych protestów nie ostudziły wprowadzone przez Nixona ostrożne zasady regulujące użycie siły przez wojska amerykańskie, niemal tak restrykcyjne jak te Johnsona.
Innym nieszczególnie przydatnym elementem „tajnego planu” Nixona okazało się „odamerykanizowanie” wojny, które jego sekretarz obrony nazwał „wietnamizacją”. Proces ten miał być przeprowadzony ostrożnie i z zachowaniem rozwagi. Gdy jednak Amerykanie przeczytali o bitwie o Wzgórze Hamburgerowe w 1969 roku i innych podobnych wydarzeniach, brutalna taktyka i ofiary poniesione w ewidentnie przegranej sprawie oburzyły ich do tego stopnia, że Nixon poczuł się zmuszony do wycofania sił amerykańskich w sposób nagły i gwałtowny, skutecznie niwecząc wietnamizację i skazując Wietnam Południowy na niechybną klęskę.
Wszystkie te machinacje, służące jedynie Nixonowi, doprowadziły do demoralizacji wojska. „Wojna nie do wygrania” Johnsona wystarczająco obniżyła morale żołnierzy, ale wniwecz obróciło je dopiero oficjalne porzucenie przez Nixona planu zwycięstwa na polu bitwy na rzecz „honorowego pokoju” i „kupienia czasu Wietnamowi Południowemu”.
Rzekome wielkie możliwości militarne za kadencji Nixona zawsze leżały w sterze czystej fantazji. Odziedziczona przez niego „wyłącznie wietnamska” armia była ciekawym zjawiskiem. Ani Johnson, ani Nixon nie odważyli się zmobilizować miliona wyszkolonych amerykańskich rezerwistów, armia w Wietnamie polegała więc wyłącznie na poborowych i „ochotnikach” – młodych mężczyznach, którzy sami zgłaszali się do zadań niebojowych, aby uniknąć powołania do jednostek biorących udział w walkach. Te ostatnie w 88 procentach zasilali szeregowi z poboru. Demoralizacja amerykańskich sił rozpoczęła się w 1969 roku, kiedy już wszyscy uważali wojnę za bezcelową. Wzrosła narkomania wśród żołnierzy, pogorszyły się stosunki rasowe, a jednostki bojowe zamiast „znajdź i zniszcz” zaczęły stosować taktykę „znajdź i zejdź z drogi”. Oficerów i podoficerów, którzy próbowali zmusić żołnierzy do walki, ignorowano, a czasem nawet mordowano (najczęściej za pomocą granatu odłamkowego, fragmentation granade, stąd do teraz w języku angielskim umyślne zabójstwo przełożonego w wojsku określa się słowem fragging). Jak się przekonamy, próba zreformowania wadliwego systemu, którą Nixon podjął w 1970 roku za pomocą loterii poborowej, tylko pogorszyła sytuację.
Mroczna tajemnica wietnamskiego planu Nixona polegała na tym, że chodziło w nim przede wszystkim o wycofanie zdemoralizowanych amerykańskich sił zbrojnych z Wietnamu, zanim ulegną całkowitemu rozpadowi lub poniosą serię katastrofalnych klęsk na polu bitwy albo wręcz w swoich bazach. Środki bezpieczeństwa i czujność sił zbrojnych w 1970 roku rozluźniły się do tego stopnia, że dowódcy i politycy obawiali się masakry amerykańskich poborowych z rąk komunistów.
Wojna wietnamska, rozpatrywana z szerokiej perspektywy we wszystkich jej fazach, mówi nam wiele o arogancji i ograniczeniach władzy. W porównaniu z II wojną światową czy nawet wojną koreańską konflikt w Wietnamie pochłaniał znikomy odsetek amerykańskiego PKB – zaledwie 3 procent w 1967 roku. W efekcie decydenci doszli do wniosku, że mogą zjeść ciastko i mieć ciastko. W rzeczywistości jednak było to niemożliwe. Koszty wojny stale rosły, a potrzebne fundusze można było uzyskać tylko poprzez podnoszenie podatków i kanibalizowanie budżetu obronnego. Media i opinia publiczna zwróciły się przeciwko wojnie, co jeszcze bardziej utrudniło jej eskalację.
Najbardziej uderzającą dla historyka cechą tego konfliktu jest nonszalancja, z jaką prowadzono go od początku do końca. Kennedy odwlekał rozwiązanie problemu wietnamskiego. Wojna nie zdążyła stać się dla niego udręką tylko dlatego, że zginął od pocisków zamachowca w 1963 roku. Johnson silił się na twardy ton, zapowiadając obrazowo, że USA szybko przybiją skórę upolowanej zwierzyny do ściany, ale w rzeczywistości prowadził wojnę skrępowaną rygorystycznymi zasadami użycia siły, ograniczeniami ekonomicznymi i brakiem przekonania, o co tak naprawdę chodzi w tym konflikcie oraz według jakiej strategii należy go rozegrać. Nixon obiecał przełamanie impasu w Azji Południowo-Wschodniej dzięki zapowiadanym przez niego „wielkim posunięciom”, ale ostatecznie napotkał te same ograniczenia polityczne i finansowe, które wiązały ręce Johnsonowi. Nixon zgodził się w końcu na układ pokojowy podobny do tego, który jego poprzednik wynegocjował cztery lata wcześniej. Wobec wielkiej liczby zabitych i rannych oraz miliardów dolarów wydanych za rządów Nixona było to doprawdy skandaliczne „osiągnięcie”.
Wojna w Wietnamie to opowieść o Ameryce u szczytu jej potęgi. Historia, która wywołuje niepokój, ale pozwala też wiele zrozumieć. Stany Zjednoczone bardzo niechętnie decydowały się na interwencję w wojnach światowych pierwszej połowy XX wieku. Naród postrzegał wojnę jako katastrofę pod każdym względem. Po 1945 roku USA stały się bardziej skłonne do udziału w konfliktach zbrojnych. Częściowo wynikało to z pychy, a częściowo z faktu, że podczas zimnej wojny kwestia bezpieczeństwa narodowego stała się orężem politycznym. Politycy musieli wykazywać się twardą bezwzględnością. W przeciwnym razie narażali się na ośmieszenie i porażkę. Bogactwo kraju, jego potęga i antykomunistyczne nastawienie spowodowały, że na początku lat sześćdziesiątych zwykli Amerykanie zaczęli popierać pomysł interwencji za granicą. Wietnam obnażył słabość Kongresu, pokazał znaczenie roli prezydenta oraz jak wielką władzę miały opinia publiczna, biurokracja i wojsko, a także z jaką łatwością te trzy siły mogły prowadzić oraz przeciągać nawet najbardziej nierozważne wojny, doprowadzając do katastrofalnych rezultatów.
Czyli Chytry Wacek – wulgarne nawiązanie do imienia Richarda Nixona (przyp. tłum.). [wróć]
Ameryka zaangażowała się w sprawy Wietnamu Południowego w mało obiecujących okolicznościach. Chiny wpadły w ręce komunistów Mao Zedonga w 1949 roku. Korea Północna niemal zajęła Koreę Południową w 1950 roku. Wreszcie Francja, której dziesięcioletnią wojnę o utrzymanie tzw. Indochin Francuskich finansowały Stany Zjednoczone, nagle opuściła Azję Południowo-Wschodnią w 1954 roku. W Wietnamie pozostawiła po sobie dwa państwa: komunistyczny Wietnam Północny ze stolicą w Hanoi oraz niekomunistyczny Wietnam Południowy zarządzany z Sajgonu. Wietnam Północny miał wszystkie atuty: legendarnego przywódcę, bazę przemysłową, zahartowaną w boju armię, porywające przesłanie i granicę lądową z Chinami. Wietnam Południowy z kolei mógł wyliczać właściwie tylko swoje słabości: niepopularne władze, gospodarkę opartą na rolnictwie, trudne do utrzymania granice lądowe, niezbyt inspirujący przekaz i armię zrekrutowaną ze starych francuskich sił kolonialnych. Długie granice Wietnamu Południowego z Laosem i Kambodżą, wielkie obszary dzikiej przyrody dawnych Indochin Francuskich były po prostu zbyt rozległe, aby można było ich bronić. Francuzi pozostawili je we władaniu słabych monarchii oraz zaopatrywanych przez Chiny komunistycznych „armii leśnych”, które już walczyły o władzę, tj. Czerwonych Khmerów w Kambodży i Pathet Lao w Laosie.
Gdy Francja opuszczała Indochiny, prezydentem USA był sześćdziesięciotrzyletni Dwight Eisenhower. Niektórzy z jego doradców wojskowych naciskali na niego, by interweniował w Dien Bien Phu, gdzie w 1954 roku rozegrała się decydująca bitwa przesądzająca o ostatecznej klęsce Francuzów. Marynarka wojenna i siły powietrzne USA chciały zbombardować wojska wietnamskie oblegające oddziały francuskie, ale armia dowodzona przez generała Matthew Ridgwaya przypomniała Ike’owi amerykańską zasadę obowiązującą od czasów wojny w Korei, która brzmiała: „żadnych wojen lądowych w Azji”. Kontynent słynął bowiem z wabienia wojsk na pewną śmierć na swoich nierozwiniętych terytoriach. Eisenhowerowi powiedziano, że gdyby w Indochinach rzeczywiście potrzebne były wojska lądowe, to nigdy nie uda się zgromadzić ich wystarczająco dużo, aby wyszarpać zwycięstwo na tak rozległym teatrze wojny rewolucyjnej6.
Prezydent ustąpił, ale obawiając się antykomunistów skupionych wokół senatora Joe McCarthy’ego z Wisconsin, przekazał pomoc wojskową i gospodarczą Wietnamowi Południowemu, pokazując tym samym, że poważnie traktuje komunistyczne zagrożenie. Eisenhower planował zrobić dla Wietnamu Południowego na tyle dużo, żeby McCarthy nie zawracał mu głowy, ale nic więcej. Wietnam Południowy zmagał się z wieloma poważnymi problemami, Ike zaś nie chciał być uwiązany do tego państwa w przypadku jego upadku, który zawsze stanowił realną możliwość.
Wietnam Północny miał bogatą historię. Leżał w Tonkinie, najbardziej zaludnionej i rozwiniętej części Indochin. Jego stolica, Hanoi, była najwspanialszym miastem kolonialnym w Azji. Państwu przewodził sześćdziesięcioczteroletni Ho Chi Minh – skromny, uprzejmy, nieszukający rozgłosu i podziwiany przez Wietnamczyków za założenie narodowego ruchu niepodległościowego Viet Minh i wypędzenie Francuzów.
Wietnam Południowy z kolei nie miał historii. Znajdował się na południowym krańcu Półwyspu Indochińskiego, który francuscy imperialiści celowo nazywali Kochinchiną, aby w ten sposób negować istnienie narodowości wietnamskiej. Jego stolicą był Sajgon, całkowicie nowe miasto zbudowane w delcie rzeki w pobliżu cypla obmywanego przez Morze Południowochińskie. Na przeciwległym krańcu, w północnej części Wietnamu Południowego, leżał Annam, gdzie dumni mieszkańcy starszych miast, takich jak Hue i Da Nang, patrzyli spode łba na nowobogackich z Sajgonu. Przywódcą Wietnamu Południowego był odziedziczony po Francuzach marionetkowy cesarz Bao Dai, który po zaledwie roku ustąpił miejsca swojemu przebiegłemu premierowi Ngo Dinh Diemowi. Ten zaś w 1955 roku wygnał cesarza z kraju i przekształcił monarchię w republikę, na której czele sam stanął jako prezydent. Piędziesięcioczteroletni Diem był surowym, gorliwym katolikiem w tętniącym życiem kraju, w którym wierni tego wyznania, powszechnie uważani za francuskich kolaborantów, nigdy nie stanowili więcej niż 20 procent społeczeństwa.
Diem nie wywarł dobrego wrażenia na Eisenhowerze. Mimo to Ike przed opuszczeniem urzędu wspomógł Wietnam Południowy ponad miliardem dolarów. W 1956 roku w obu Wietnamach miały się odbyć wybory, które wyłoniłyby prezydenta zjednoczonego kraju. Eisenhower zdawał sobie sprawę, że cieszący się powszechnym szacunkiem „Wujek Ho” z łatwością by je wygrał. Poinstruował więc Diema, aby anulował wybory i ogłosił niepodległość Wietnamu Południowego. Zakładał bowiem, że bardziej zaludniony komunistyczny Wietnam Północny po prostu wchłonąłby mniej zaludniony Wietnam Południowy – mniejsza o to, czy w uczciwy czy nieuczciwy sposób. Nie byłaby to w każdym razie właściwa historia założycielska państwa oddanego „demokracji” i działającego pod kuratelą „wolnego świata”.
Kiedy Diem odwołał wybory, 10 000 „uśpionych” partyzantów Viet Minhu, którzy przez dwa lata w spokoju oczekiwali na ogólnokrajowe głosowanie, wznowiło walkę w Wietnamie Południowym o zjednoczenie kraju pod rządami Hanoi.
Gdy prezydent John F. Kennedy objął urząd w 1961 roku, był przerażony stanem rzeczy, który odziedziczył po Eisenhowerze. Diem w latach pięćdziesiątych żył na wygnaniu w seminarium katolickiego Towarzystwa Maryknoll w Lakewood w stanie New Jersey, kreując się przed politykami i dziennikarzami na obiecującego człowieka czynu. Okazało się jednak, że nie sprawdza się w tej roli. Kennedy co prawda początkowo wychwalał go jako „cudotwórcę”, reprezentującego „trzecią siłę” męża stanu, nieskażonego powiązaniami z Francuzami czy komunistami, lecz żadne z tych określeń nie miało wiele wspólnego z prawdą. Diem był niepopularnym, żyjącym w celibacie purytańskim samotnikiem, otoczonym członkami rodziny i poplecznikami, z których większość nie umiała się oprzeć pokusom korupcji oraz tyranii7.
Miliard dolarów przekazany przez Eisenhowera ufundował masową rozbudowę Armii Republiki Wietnamu (ARW). Kennedy kontynuował finansowanie, a do pomocy wysłał dodatkowo tysiące amerykańskich doradców wojskowych. Za Eisenhowera w Wietnamie stacjonowało 700 doradców. Kennedy zwiększył ich liczebność o 15 000 osób. Wszystko to powinno było wystarczyć do pokonania działających na terytorium Wietnamu Południowego partyzantów Viet Minhu. Diem uderzył w otoczony szlachetną aurą Viet Minh najpierw na poziomie werbalnym, przemianowując go na Wietkong (WK). Nazwa ta ma pejoratywny wydźwięk i oznacza „wietnamskiego komucha”. Następnie zmniejszył jego liczebność o 80 procent, do około 2000 osób, przeprowadzając brutalną wieloletnią „kampanię denuncjacji komunistów”. Ten podpowiedziany przez Amerykanów program masowych więzień, tortur i masakr, który wdrożono podczas drugiej kadencji Eisenhowera, przyniósł niepożądany skutek w postaci zwiększenia atrakcyjności Wietkongu. Diem uwięził 20 000 ludzi, zabił tysiące innych, doprowadzając w ten sposób ostatecznie do wzmocnienia, a nie zniszczenia Wietkongu8.
Pod koniec lat pięćdziesiątych Diem wydał rozkaz unicestwienia całych wiosek, co do których istniały podejrzenia, że podlegają Wietkongowi. Jedną z nich była Huong Dien, gdzie zamordowano 92 osoby, z czego dwie trzecie stanowiły kobiety i dzieci. Diem upoważnił władze prowincji do wykonywania wyroków śmierci na więźniach bez procesu sądowego, wyłącznie na podstawie podejrzeń. Zarządził „sprzątanie” w krytycznych obszarach wokół Sajgonu, takich jak Bien Hoa. Operacje te obejmowały wydłubywanie oczu, odcinanie języków, podpalanie dłoni i stóp, a także wystawianie na widok publiczny zdekapitowanych ciał. Niektórych „szczęśliwców” oszczędzono tylko po to, żeby zmusić ich do przyznania się do winy w ramach pokazówek, podczas których musieli pluć na portrety Ho Chi Minha i flagę Viet Minhu, deptać je i palić. Były to wciąż dumne symbole narodowego oporu wobec Francuzów w każdej części Wietnamu. Ponadto oskarżeni musieli na kolanach błagać miłosiernego Diema o łaskę. Prezydent nakazał też zbezczeszczenie wojskowych pomników i grobów żołnierzy Viet Minhu. Tym sposobem jeszcze bardziej zraził do siebie rodaków.
Przez pięć lat kraj był areną nieokiełznanej przemocy i wyrównywania rachunków. Lokalni włodarze traktowali „prawa o przeciwdziałaniu zdradzie”, stanowiące sedno kampanii Diema, jako wygodny pretekst do eliminowania lub pozbawiania majątku wrogów, wierzycieli bądź rywali. Większość ofiar miała niewielki związek z komunistami lub zgoła nie miała żadnego. Wielu autentycznych komunistów natomiast ukrywało się w wioskach i rządzie. Arbitralność tych działań wzmagała poczucie niepewności i braku bezpieczeństwa unoszące się nad Wietnamem Południowym, a także potęgowała wrażenie, że rządy Diema są słabe. Brytyjski powieściopisarz Graham Greene nazwał Diema „patriotą zrujnowanym przez Zachód”9.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Charles Trueheart, Diplomats at War, University of Virginia Press, Charlottesville 2024, s. 275. [wróć]
U.S. Viet Nam War Efforts, „CQ Almanac”, 1966, wyd. 2 („Congressional Quarterly”, Washington 1967), s. 378–389; Viet Nam War Grows, Becomes Major Issue, „CQ Almanac”, 1965, wyd. 21 („Congressional Quarterly”, Washington 1966), s. 449–457; H.R. McMaster, Dereliction of Duty, Harper Collins, New York 1997, s. 289. [wróć]
David Halberstam, The Best and the Brightest, Random House, New York 1972, s. 512. [wróć]
Robert Dallek, JFK’s Second Term, „The Atlantic”, czerwiec 2003. [wróć]
Andrew F. Krepinevich Jr., The Army in Vietnam, Johns Hopkins University Press, Baltimore 1986, s. 176, 197–198. [wróć]
Fredrik Logevall, Embers of War, Random House, New York 2012, s. 464–465. [wróć]
Charles Trueheart, Diplomats at War, University of Virginia Press, Charlottesville 2024, s. 18–19. [wróć]
Frances Fitzgerald, Fire in the Lake, Little, Brown, Boston 1972, s. 88–90; Neil Sheehan, A Bright Shining Lie, Vintage, New York 1989, s. 192. [wróć]
National Archives and Records Administration (NARA), RG 472, MACV, TET Documents, karton 1, 24.05.1968, MACV, J2, wrzesień 1967, Hanois Control and Direction of Enemy Efforts in South Vietnam; Fitzgerald, s. 103; Sheehan, s. 187–188; Trueheart, s. 19. [wróć]
Tytuł oryginału: Vietnam War: A Military History
Copyright © 2024 by Geoffrey Wawro
This edition published by arrangement with Basic Books, an imprint of Basic Books Group, a division of Hachette Book Group, Inc., New York, NY, USA. All rights reserved.
Copyright © for the Polish e‑book edition by REBIS Publishing House Ltd., Poznań 2024
Informacja o zabezpieczeniach
W celu ochrony autorskich praw majątkowych przed prawnie niedozwolonym utrwalaniem, zwielokrotnianiem i rozpowszechnianiem każdy egzemplarz książki został cyfrowo zabezpieczony. Usuwanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.
Redakcja: Agnieszka Horzowska
Redakcja merytoryczna: dr Jarema Słowiak
Mapy
© 2024 by Patti Isaacs
Fotografia na okładce
© Bettmann/Getty Images
Wydanie I e‑book (opracowane na podstawie wydania książkowego: Wojna w Wietnamie, wyd. I, Poznań 2026)
ISBN 978-83-8338-567-9
WYDAWCA
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o.
ul. Żmigrodzka 41/49, 60-171 Poznań, Polska
tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40
e-mail: [email protected]
www.rebis.com.pl
Konwersję do wersji elektronicznej wykonano w systemie Zecer
