Wojna w Wietnamie. Historia militarna - Geoffrey Wawro - ebook + książka

Wojna w Wietnamie. Historia militarna ebook

Wawro Geoffrey

0,0
99,00 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Szeroko zakrojona, kompletna i niepokojąca opowieść o ograniczeniach amerykańskiej potęgi.

Wojna w Wietnamie położyła się cieniem na zbiorowej świadomości Amerykanów i światowej opinii publicznej.. Choć ostatni amerykański śmigłowiec opuścił Sajgon ponad pięćdziesiąt lat temu, w Stanach Zjednoczonych wciąż nie cichnie spór o to, czy tę wojnę w ogóle dało się wygrać.

Książka Geoffreya Wawro, bazująca na tysiącach stron dokumentów wojskowych, dyplomatycznych i wywiadowczych, stanowi wyczerpujące omówienie tego konfliktu. Autor przedstawia jego historyczne tło i kulisy. W porażających szczegółach opowiada o bezowocnych kampaniach, braku strategii i cynizmie polityków. Wojnę przedłużali prezydenci i generałowie, którzy obawiali się politycznych konsekwencji porażki. Ostatecznie ani dziesiątki tysięcy poległych żołnierzy, ani miliony ton bomb nie zdołały zapobiec upadkowi rządu Wietnamu Południowego i nie przechyliły szali zwycięstwa na stronę Amerykanów.

Wstrząsająca opowieść o największej wojskowej porażce Ameryki, która obala mity i wyjaśnia wiele nieporozumień. Lektura obowiązkowa. — Max Boot, autor „The Road Not Taken”
Na podziw zasługuje skrupulatność Wawro dotycząca każdego aspektu wojny: od ukształtowania terenu po taktykę, od logistyki i systemów uzbrojenia po wyposażenie żołnierzy. Autor zaznajamia czytelnika nawet z ich żargonem, który nadawał tej potwornej wojnie ludzkiego wymiaru. Wszystko to sprawia, że na kartach książki chaotyczne bitwy ożywają. Efekt jest tak sugestywny, że niemal można poczuć zapach napalmu. — Sean McMeekin, autor „Wojny Stalina”
Wojna w Wietnamie, choć zakończona przed pięćdziesięcioma laty, wciąż rzuca się cieniem na świadomość Amerykanów. Wawro napisał błyskotliwą i przejmującą opowieść o tym konflikcie i jego skutkach. Książka jest bardzo rzeczowa pod względem militarnym i politycznym, ale też pełna empatii dla ofiar. Nie pozostawia nic do dodania. – Rana Mitter, autor „Forgotten Ally”

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 1046

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Dla Sherry Zhang

Wykaz nazw i skrótów

ARW

Armia Repu­bliki Wiet­namu (połu­dnio­wo­wiet­nam­ska)

CAP

plu­ton do dzia­łań mie­sza­nych (

com­bat action pla­toon

)

CBWPd

Cen­tralne Biuro ds. Wiet­namu Połu­dnio­wego (główna komórka poli­tyczna i mili­tarna Wiet­kongu)

CIDG

nie­re­gu­larna cywilna grupa obronna (

civi­lian irre­gu­lar defense group

)

CINC­PAC

Naczelny Dowódca na Pacy­fiku (Com­man­der in Chief, Paci­fic Fleet)

CORDS

Biuro Wspar­cia Ope­ra­cji Cywil­nych i Roz­woju Rewo­lu­cyj­nego (Civil Ope­ra­tions and Revo­lu­tio­nary Deve­lop­ment Sup­port)

DEROS

prze­wi­dy­wany ter­min zwol­nie­nia ze służby za gra­nicą (

date eli­gi­ble for return from over­seas

)

DIA

Agen­cja Wywia­dow­cza Depar­ta­mentu Obrony (Defense Intel­li­gence Agency)

DIOCC

Okrę­gowe Cen­trum Wywiadu i Koor­dy­na­cji Ope­ra­cyj­nej (District Intel­li­gence and Ope­ra­tion Coor­di­na­ting Cen­ter)

DRW

Demo­kra­tyczna Repu­blika Wiet­namu (Wiet­nam Pół­nocny)

FANK

Khmer­skie Naro­dowe Siły Zbrojne (wspie­rane przez Stany Zjed­no­czone) (For­ces Armées Natio­na­les Khmères)

GRUNK

Kró­lew­ski Rząd Jed­no­ści Naro­do­wej Kam­pu­czy (wspie­rany przez Chiny) (Gou­ver­ne­ment royal d’union natio­nale du Kampuchéa)

IPWK

Infra­struk­tura Poli­tyczna Wiet­kongu

JCS

Kole­gium Połą­czo­nych Sze­fów Szta­bów (Joint Chiefs of Staff)

JUSPAO

Połą­czone Biuro Spraw Publicz­nych Sta­nów Zjed­no­czo­nych (Joint Uni­ted Sta­tes Public Affa­irs Office)

LAW

jed­no­strza­łowy gra­nat­nik prze­ciw­pan­cerny (

light anti­tank weapon

)

LPR

Ludowa Par­tia Rewo­lu­cyjna (par­tia poli­tyczna Wiet­kongu)

LSS

Ludowe Siły Samo­obrony (połu­dnio­wo­wiet­nam­ska mili­cja)

MACV

Dowódz­two Wspar­cia Mili­tar­nego w Wiet­na­mie (Mili­tary Assi­stance Com­mand, Viet­nam)

MONE­VAL

ocena mie­sięczna (

mon­thly eva­lu­ation

)

NATO

Orga­ni­za­cja Trak­tatu Pół­noc­no­atlan­tyc­kiego (North Atlan­tic Tre­aty Orga­ni­za­tion)

NFW

Naro­dowy Front Wyzwo­le­nia (fasa­dowa orga­ni­za­cja komu­ni­styczna na rzecz zjed­no­cze­nia Wiet­namu)

NSC

Rada Bez­pie­czeń­stwa Naro­do­wego (Natio­nal Secu­rity Coun­cil)

PIOCC

Pro­win­cjo­nalne Cen­trum Wywiadu i Koor­dy­na­cji Ope­ra­cyj­nej (Pro­vin­cial Intel­li­gence and Ope­ra­tion Coor­di­na­ting Cen­ter)

PRU

Pro­win­cjo­nalna Jed­nostka Roz­po­znaw­cza (szwa­drony śmierci dzia­ła­jące w ramach pro­gramu Feniks) (Pro­vin­cial Recon­na­is­sance Unit)

RD

wio­ska utrzy­my­wana w ramach pro­gramu Roz­woju Rewo­lu­cyj­nego (ufor­ty­fi­ko­wana osada na tery­to­rium Wiet­namu Połu­dnio­wego) (

Revo­lu­tio­nary Deve­lop­ment ham­let

)

RPG

ręczny gra­nat­nik prze­ciw­pan­cerny (

roc­ket-pro­pel­led gre­nade

)

SAM

pocisk zie­mia–powie­trze (

sur­face-to-air mis­sile

)

SDS

Stu­denci na Rzecz Demo­kra­tycz­nego Spo­łe­czeń­stwa (Stu­dents for a Demo­cra­tic Society)

SEATO

Orga­ni­za­cja Paktu Azji Połu­dniowo-Wschod­niej (Southe­ast Asian Tre­aty Orga­ni­za­tion)

SR/SL

Siły Regio­nalne/Ludowe (mili­cja połu­dnio­wo­wiet­nam­ska przez Ame­ry­ka­nów nazy­wana w skró­cie „ruff-puffs” od Regio­nal For­ces/Popu­lar For­ces)

TOC

Cen­trum Ope­ra­cji Tak­tycz­nych (Tac­ti­cal Ope­ra­tions Cen­tre)

USAID

Agen­cja Sta­nów Zjed­no­czo­nych ds. Roz­woju Mię­dzy­na­ro­do­wego (Uni­ted Sta­tes Agency for Inter­na­tio­nal Deve­lop­ment)

USIA

Agen­cja Infor­ma­cyjna Sta­nów Zjed­no­czo­nych (Uni­ted Sta­tes Infor­ma­tion Agency)

USIS

Służba Infor­ma­cyjna Sta­nów Zjed­no­czo­nych (Uni­ted Sta­tes Infor­ma­tion Service)

VNAF

Siły Powietrzne Wiet­namu Połu­dnio­wego (Viet­na­mese Air Force)

WAL

Wiet­nam­ska Armia Ludowa (pół­noc­no­wiet­nam­ska)

WK

Wiet­kong (połu­dnio­wo­wiet­nam­scy komu­ni­ści)

WPd

Wiet­nam Połu­dniowy

WPn

Wiet­nam Pół­nocny

WSB

Woj­skowa Służba Bez­pie­czeń­stwa (agen­cja wywia­dow­cza ARW)

Wprowadzenie

Wojna w Wiet­na­mie była kwe­stią wyboru. Aby ją zro­zu­mieć, musimy się pogo­dzić z tym nie­za­prze­czal­nym fak­tem. Nikt nie spro­wo­ko­wał Sta­nów Zjed­no­czo­nych do tego kon­fliktu. Także zim­no­wo­jenna „dok­tryna powstrzy­my­wa­nia” oraz „teo­rii domina” nie wyma­gały mili­tar­nej inter­wen­cji USA. Gdyby Wiet­nam Połu­dniowy wpadł w ręce komu­ni­stycz­nej rebe­lii, ani Chiń­czycy, ani pół­nocni Wiet­namczycy nie pla­no­wali „wylą­do­wać na pla­żach Waikiki”, jak z fan­ta­zją ostrze­gał wice­pre­zy­dent Lyn­don John­son w 1961 roku. Stany Zjed­no­czone nie pro­wa­dziły tej wojny w samo­obro­nie czy w imię war­to­ści demo­kra­tycz­nych. Do zaan­ga­żo­wa­nia się w kon­flikt i pozo­sta­nia w Wiet­na­mie moty­wo­wała je jedy­nie obawa przed tym, że wyda­dzą się sła­bym pań­stwem.

John F. Ken­nedy był pierw­szym pre­zy­den­tem, który w pełni zro­zu­miał zagro­że­nie, jakie Wiet­nam sta­no­wił nie dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych, ale dla niego samego. Tak jak Eisen­ho­wer oba­wiał się łow­ców czer­wo­nych cza­row­nic sena­tora McCar­thy­ego, tak Ken­nedy i John­son bali się, że w śro­do­wi­skach kon­ser­wa­tyw­nych przy­lgnie do nich łatka libe­ral­nych „gołębi”. Ten sam strach kazał John­sonowi zin­ten­sy­fi­ko­wać wysi­łek wojenny. Nixona z kolei prze­ra­żała wizja, że sta­nie się „pierw­szym pre­zy­den­tem, który prze­grał wojnę”.

Od samego początku była to wojna oso­bliwa, nie­ro­ze­rwal­nie zwią­zana z rzą­do­wymi deba­tami i poli­tycz­nymi kal­ku­la­cjami, które ją wywo­łały. Pierw­szą nutę zagrał Ken­nedy, gdy po cichu wysłał żoł­nie­rzy do Wiet­namu, mając nadzieję, że uda się utrzy­mać stan rze­czy, tj. gra­nicę na 17. rów­no­leż­niku, dopóki nie zosta­nie wybrany na drugą kaden­cję w 1964 roku. Potem pla­no­wał „zba­dać wszyst­kie opcje”, w tym wyco­fa­nie wojsk. Poten­cjalni prze­ciw­nicy w wyścigu do pre­zy­den­tury wyśmie­wali ostroż­ność Ken­nedy’ego w kwe­stii Wiet­namu. Po zama­chu na pre­zy­denta w 1963 roku byli jesz­cze bar­dziej surowi wobec jego następcy, Lyn­dona Bainesa John­sona1.

Pocie­sze­nia dla nowego pre­zy­denta raczej nie sta­no­wiła iście ame­ry­kań­ska iro­nia tkwiąca w fak­cie, że w wybo­rach w 1964 roku poko­nał Barry’ego Gol­dwa­tera głów­nie dla­tego, że spo­łe­czeń­stwo oba­wiało się, iż Gol­dwa­ter wcią­gnie kraj w wojnę w Wiet­na­mie. Tym­cza­sem nie­mal natych­miast po zaprzy­się­że­niu John­sona z pra­wej strony sceny poli­tycz­nej pod­nio­sły się na nowo nawo­ły­wa­nia o eska­la­cję dzia­łań. Ronald Reagan zażą­dał „peł­nej mobi­li­za­cji” i blo­kady portu w Haj­fongu: „Nie rozu­miem, jak pań­stwo tak wiel­kie jak nasze, zaan­ga­żo­wane w wojnę z pań­stwem tak nie­wiel­kim, może utrzy­my­wać, że potrwa ona dzie­sięć lub dwa­dzie­ścia lat. Powin­ni­śmy tam wkro­czyć i szybko zała­twić sprawę”. Richard Nixon ostrze­gał, że Wiet­nam sta­nie się pro­ble­mem pod­czas wybo­rów pre­zy­denc­kich w 1968 roku, jeśli John­son „nie zakoń­czy wojny zwy­cię­stwem”. Ist­nym kosz­ma­rem na jawie, który męczył John­sona przez resztę jego kaden­cji, była wizja walki o reelek­cję prze­ciwko jed­nemu z poli­tycz­nych „jastrzębi”, „pod­czas gdy Ho Chi Minh gania uli­cami Saj­gonu”2.

W latach sześć­dzie­sią­tych XX wieku nic nie mogło się rów­nać z bogac­twem Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Odpo­wia­dały one za 40 pro­cent świa­to­wego PKB. Obec­nie wskaź­nik ten wynosi około 15 pro­cent. Ame­ry­kań­ska zamoż­ność w połą­cze­niu z ame­ry­kań­ską pew­no­ścią sie­bie spra­wiały, że wszystko wyda­wało się moż­liwe. Pre­zy­dent Ken­nedy obie­cał prze­cież w 1962 roku, że do końca dekady Ame­ry­ka­nie wyślą czło­wieka na Księ­życ. Tak też się stało: ame­ry­kań­scy astro­nauci udali się na pierw­szy spa­cer po srebr­nym glo­bie w 1969 roku. Jeśli cho­dzi o sprawy mili­tarne, to pod­czas II wojny świa­to­wej Stany Zjed­no­czone zapew­niły alian­tom paliwo i sprzęt oraz wysłały 16 milio­nów żoł­nie­rzy do Europy i Azji. Bez ich zaan­ga­żo­wa­nia nie uda­łoby się poko­nać Niem­ców i Japoń­czy­ków. Nikt się nie spo­dzie­wał, że Wiet­nam Pół­nocny, który zbroił dwu­dzie­sto­let­nią rebe­lię w Wiet­namie Połu­dnio­wym, może sta­no­wić więk­szy pro­blem. Był to rze­komo, jak prych­nął pre­zy­dent John­son, „mały, obdarty kraj czwar­tej kate­go­rii”3.

Mimo to walka z Wiet­na­mem Pół­noc­nym wyma­gała od Sta­nów Zjed­no­czo­nych ostroż­no­ści. Poli­tycy obu par­tii byli co prawda sta­now­czy w kwe­stii komu­ni­zmu, lecz wojna kore­ań­ska, toczona w latach 1950–1953, spra­wiła, że pre­zy­denci stali się wyjąt­kowo powścią­gliwi. Siły, na któ­rych czele stali Ame­ry­ka­nie, prak­tycz­nie wygrały wojnę kore­ań­ską już w paź­dzier­niku 1950 roku, ale wła­śnie wtedy Mao Zedong nie­spo­dzie­wa­nie wysłał do Korei 300 000 chiń­skich żoł­nie­rzy. Krótka wojna prze­obra­ziła się w długi kon­flikt, który roz­wście­czył Ame­ry­ka­nów i zmu­sił pre­zy­denta Harry’ego Tru­mana do rezy­gna­cji z ubie­ga­nia się o kolejną kaden­cję. Wojnę zakoń­czono bez for­mal­nego trak­tatu poko­jo­wego, za to z gar­ni­zo­nem ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy stale sta­cjo­nu­ją­cym na 38. rów­no­leż­niku.

Kiedy pre­zy­dent John­son w 1965 roku roz­wa­żał wysła­nie pie­choty, lot­nic­twa i mary­narki do Wiet­namu, myślał przede wszyst­kim o woj­nie kore­ań­skiej. Pogrą­żyła ona pre­zy­denta Tru­mana, a jego następca, Dwi­ght Eisen­ho­wer, zakoń­czył ją, dopiero gro­żąc uży­ciem broni jądro­wej. Wpro­wa­dze­nie ambit­nych i kosz­tow­nych pro­gra­mów John­sona, tj. Wiel­kiego Spo­łe­czeń­stwa i Walki z Ubó­stwem, wyma­gało, aby kon­flikt w Wiet­na­mie skoń­czył się jak naj­szyb­ciej i był jak naj­tań­szy. John­son chciał przede wszyst­kim zapo­biec chiń­skiej inter­wen­cji, która prze­dłu­ży­łaby wojnę i pochło­nęła fun­du­sze prze­zna­czone na tak ważne dla niego pro­gramy kra­jowe. Podob­nie jak wcze­śniej Eisen­ho­wer i Ken­nedy, John­son naj­chęt­niej umyłby ręce, jeśli cho­dzi o kon­flikt wiet­nam­ski. Ale nie odwa­żył się tego zro­bić.

Kon­se­kwen­cje byłyby poważne. Lęk przed komu­ni­zmem roz­pa­lany przez sena­tora McCar­thy’ego wygasł zale­d­wie w 1954 roku, a Waszyng­ton w latach sześć­dzie­sią­tych wciąż znaj­do­wał się w uści­sku „anty­chiń­skiego lobby” roz­ognio­nego zwy­cię­stwem Mao Zedonga nad Czang Kaj-sze­kiem w 1949 roku. Wyda­wane przez Henry’ego Luce’a popu­larne pisma „Time” i „Life”, które kształ­to­wały świa­to­po­gląd zapra­co­wa­nych Ame­ry­ka­nów, roz­po­wszech­niały opi­nie owego lobby. Do naj­waż­niej­szej z nich nale­żało prze­ko­na­nie o koniecz­no­ści zapo­bie­że­nia kolej­nym zwy­cię­stwom komu­ni­zmu w Azji. Ame­ry­kań­scy wyborcy ocze­ki­wali rów­nież, że ich poli­tycy będą twar­dzi. Może nie chcieli Gol­dwa­tera, ale nie chcieli też prze­grać. Nie ist­niał sce­na­riusz, w któ­rym wyco­fa­nie wojsk z Wiet­namu byłoby łatwe.

Osta­tecz­nie John­son roz­po­czął ame­ry­kań­ską wojnę w Wiet­na­mie w dzi­wacz­nych oko­licz­no­ściach. Aby pro­wa­dzić ją niskim kosz­tem, nie dając Chi­nom pre­tek­stu do inter­wen­cji, zde­cy­do­wał się na zasto­so­wa­nie „stop­nio­wa­nego naci­sku” na Wiet­nam Pół­nocny. Zamiast przy­tło­czyć wroga potęgą mili­tarną, stop­niowo zwięk­szał skalę ata­ków sił powietrz­nych i lądo­wych. Teo­re­tycz­nie każda taka inten­sy­fi­ka­cja miała uzmy­sła­wiać Wiet­na­mowi Pół­noc­nemu bez­ce­lo­wość oporu wobec naj­bo­gat­szego mocar­stwa świata, które – jak Wiet­nam­czycy mieli wywnio­sko­wać – dopiero się roz­kręca. John­son nie wymy­ślił tej stra­te­gii sam. Opra­co­wali ją dla niego doradcy odzie­dzi­czeni po Ken­ne­dym, głów­nie sekre­tarz obrony Robert McNa­mara, sekre­tarz stanu Dean Rusk oraz doradca ds. bez­pie­czeń­stwa naro­do­wego McGe­orge Bundy.

John­son liczył, że stop­nio­wany nacisk uspo­koi Chiń­czy­ków i Sowie­tów, dając im do zro­zu­mie­nia, że USA nie zamie­rzają cał­ko­wi­cie znisz­czyć Wiet­namu Pół­noc­nego. Miał nadzieję, że jego decy­zja o nie­ata­ko­wa­niu neu­tral­nych państw, Laosu i Kam­bo­dży, wyko­rzy­sty­wa­nych jako schro­nie­nie i znaj­du­ją­cych się na szlaku pół­noc­no­wiet­nam­skich wojsk oraz zaopa­trze­nio­wym pro­wa­dzą­cym do Wiet­namu Połu­dnio­wego, posłuży jako dowód, że Waszyng­ton nie pra­gnie niczego ponad „wolny i nie­za­leżny Wiet­nam Połu­dniowy”. Rzecz jasna, stra­te­gia stop­nio­wa­nego naci­sku poskut­ko­wała jedy­nie prze­ko­na­niem Hanoi, Pekinu i Moskwy, że Waszyng­ton nie działa na poważ­nie. Super­mo­car­stwo wzbra­nia­jące się przed inwa­zją czy choćby cięż­kimi bom­bar­do­wa­niami Wiet­namu Pół­noc­nego oraz oba­wia­jące się nie­przy­chyl­nej reak­cji na atak na „neu­tralne” tery­to­ria Laosu i Kam­bo­dży, który zamknąłby Szlak Ho Chi Minha, było bowiem niczym bok­ser wal­czący jedną ręką z drugą przy­wią­zaną za ple­cami.

Nie­stety w Wiet­na­mie Połu­dnio­wym ni­gdy nie zasto­so­wano stra­te­gii stop­nio­wa­nego naci­sku. Sojusz­nik USA w tej woj­nie zetknął się z ame­ry­kań­ską machiną wojenną w całej jej nisz­czy­ciel­skiej oka­za­ło­ści: od bom­bow­ców B-52 i bate­rii arty­le­rii polo­wej, przez śmi­głowce sztur­mowe i ataki powietrz­no­mo­bilne, po „ope­ra­cje her­bi­cy­dowe” z uży­ciem pre­pa­ratu Agent Orange, które zatruły tam­tej­szą zie­mię i w dużym stop­niu ogo­ło­ciły ją z buj­nej roślin­no­ści. Jeśli Wiet­nam­czycy z Połu­dnia żywili do Ame­ry­ka­nów jakąś sym­pa­tię, to wypa­ro­wała ona na polu bitwy, która objęła cały kraj i dopro­wa­dziła do śmierci pół miliona cywi­lów, zada­nej głów­nie ame­ry­kań­ską bro­nią.

Kon­trast mię­dzy respek­tem i powścią­gli­wo­ścią, z jaką trak­to­wano Wiet­nam Pół­nocny, a pożogą prze­mocy wznie­coną w Wiet­namie Połu­dnio­wym uwy­pu­klił jeden z naj­więk­szych grze­chów wojny, czyli brak stra­te­gii. Ken­nedy postrze­gał ten kon­flikt nie jako wojnę, ale jako pro­blem, któ­rym trzeba się zająć. John­son z kolei uwa­żał, że jest to wojna, którą należy zręcz­nie kon­tro­lo­wać. „Będę ste­ro­wał nią z Waszyng­tonu” – powie­dział w 1965 roku i ni­gdy nie zmie­nił swo­jego podej­ścia.

Ani Ken­nedy, ani John­son nie opra­co­wali zwy­cię­skiej stra­te­gii i nie wymy­ślili żad­nego spo­sobu, by powią­zać dzia­ła­nia mili­tarne z rezul­ta­tami poli­tycz­nymi. Pre­zy­denci mówili o walce na rzecz utwo­rze­nia wol­nego Wiet­namu Połu­dnio­wego, ale wie­dzieli – a po roku lub dwóch latach wojny wie­działa o tym także więk­szość Ame­ry­ka­nów – że naród połu­dnio­wo­wiet­nam­ski jest podzie­lony i sko­rum­po­wany ponad wszelką miarę. W efek­cie nie było żad­nej sen­sow­nej stra­te­gii, żad­nego sku­tecz­nego spo­sobu, by przejść od wojny do pokoju w realiach, w któ­rych komu­ni­ści z Wiet­kongu budzili więk­szy strach i respekt niż rząd w Saj­go­nie.

W 1965 roku gene­rał Wil­liam „Westy” West­mo­re­land zaczął wypeł­niać tę stra­te­giczną lukę wła­sną kon­cep­cją „znajdź i zniszcz” (search and destroy). Rozu­mo­wał w nastę­pu­jący spo­sób: wobec braku odpo­wied­nich sił i pre­ro­ga­tyw nie­zbęd­nych do poko­na­nia Wiet­namu Pół­noc­nego oraz prze­pro­wa­dze­nia inwa­zji na neu­tralne tery­to­ria należy znisz­czyć wroga, zabi­ja­jąc jak naj­wię­cej par­ty­zan­tów. Hanoi w rezul­ta­cie osią­gnie „punkt prze­cię­cia”, tj. stan, w któ­rym liczba par­ty­zan­tów pole­głych z rąk Ame­ry­ka­nów prze­wyż­szy liczbę nowych rekru­tów Wiet­kongu i agen­tów służb wywia­dow­czych Wiet­namu Pół­noc­nego.

Ame­ry­kań­skie woj­sko „znaj­do­wało i nisz­czyło” pół­noc­no­wiet­nam­skich par­ty­zan­tów w latach 1965–1969. W świe­tle kolo­sal­nej nie­sku­tecz­no­ści tej stra­te­gii – tylko około 10 pro­cent ope­ra­cji zakoń­czyło się fak­tycz­nym namie­rze­niem prze­ciw­nika – liczba ofiar po stro­nie komu­ni­stów była ponu­rym potwier­dze­niem sku­tecz­no­ści ame­ry­kań­skiej siły ognia. Sza­cuje się, że pod­czas wojny ame­ry­kań­skie ataki lądowe i powietrzne zadały śmierć milio­nowi żoł­nie­rzy wroga.

Mimo to stra­te­gia „znajdź i zniszcz” nie przy­nio­sła ocze­ki­wa­nych rezul­ta­tów, gdyż Wiet­nam Pół­nocny dys­po­no­wał 2,4 miliona mło­dych męż­czyzn w wieku pobo­ro­wym, a co roku liczba ta zwięk­szała się o 120 000 osób. Ponadto do Wiet­kongu stale zacią­gali się także rekruci ze sko­rum­po­wa­nego i dys­funk­cyj­nego Wiet­namu Połu­dnio­wego. Nie­po­wo­dze­nie stra­te­gii wyni­kało rów­nież z faktu, że admi­ni­stra­cja John­sona i jego gene­ra­ło­wie nie doce­nili, jak bar­dzo Wiet­nam Pół­nocny różni się od Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Te były bowiem zamożną zachod­nią demo­kra­cją, która zmę­czyła się Wiet­namem, gdy tylko stał się on dla niej bole­snym cię­ża­rem. Wiet­nam Pół­nocny był z kolei pań­stwem auto­ry­tar­nym, wal­czą­cym o zjed­no­cze­nie i rewo­lu­cję w kraju. Jego cele i ener­gia, wspie­rane zaso­bami Moskwy i Pekinu, były nie­ogra­ni­czone.

Ope­ra­cje „znajdź i zniszcz” oka­zały się porażką, bo zamiast ochro­nić Wiet­nam Połu­dniowy, dosłow­nie go znisz­czyły. W cza­sie wojny Stany Zjed­no­czone prze­pro­wa­dziły defo­lia­cję na obsza­rze rów­nym jed­nej siód­mej tery­to­rium Wiet­namu Połu­dnio­wego, znisz­czyły nie­zli­czone wio­ski i wywo­łały falę 5 milio­nów uchodź­ców wewnętrz­nych. West­mo­re­land pozo­stał nie­wzru­szony. W 1967 roku, zapew­nia­jąc dzien­ni­ka­rza, że te straty zada­wane de facto sojusz­ni­kowi mają swój cel, pytał reto­rycz­nie: „To zmniej­sza liczeb­ność wroga, prawda?”.

Nie­ludz­kie podej­ście West­mo­re­landa do wojny świet­nie ilu­stro­wało, dla­czego pre­zy­dent Ken­nedy wyka­zy­wał się dużą ostroż­no­ścią, jeśli cho­dzi o wysła­nie wojsk do Wiet­namu. Uwa­żał, że „gene­ra­łom należy się przy­glą­dać. Sam fakt, że są woj­sko­wymi, nie spra­wia, że ich opi­nia na temat spraw woj­sko­wych jest cokol­wiek warta”. Ken­nedy skar­żył się, że ile­kroć sytu­acja ame­ry­kań­skiej armii sta­wała się kry­zy­sowa, żąda­nia gene­ra­łów – doty­czące pie­nię­dzy, per­so­nelu i infra­struk­tury – zawsze rosły. West­mo­re­land zabe­to­no­wał Wiet­nam Połu­dniowy, zbu­do­wał porty kon­te­ne­rowe i bazy lot­ni­cze oraz roz­mie­ścił arty­le­rię polową w całym kraju, jed­nak ani przez chwilę nawet nie zbli­żył się do zwy­cię­stwa. Pro­wa­dził wojnę, opie­ra­jąc się na spraw­no­ści ope­ra­cyj­nej, a nie na stra­te­gii. Sku­piał się cał­ko­wi­cie na pla­no­wa­niu, wdra­ża­niu oraz pro­wa­dze­niu kosz­tow­nych i nie­sku­tecz­nych ope­ra­cji, zupeł­nie nie uwzględ­nia­jąc w ich ramach reali­stycz­nego zakoń­cze­nia wojny i trwa­łego pokoju4.

Kry­tycy twier­dzili wów­czas, i na­dal pod­trzy­mują to prze­ko­na­nie, że gdyby tylko John­son pozwo­lił West­mo­re­lan­dowi zro­bić wię­cej, tj. zaata­ko­wać Laos i Kam­bo­dżę, naje­chać i znisz­czyć Wiet­nam Pół­nocny, wojnę można by wygrać. Argu­menty takie – pozor­nie prze­ko­nu­jące – nie mają racji bytu. W rze­czy­wi­sto­ści admi­ni­stra­cja John­sona roz­wa­żyła wszyst­kie te opcje i odrzu­ciła je nie z powodu ostroż­no­ści pre­zy­denta, ale dla­tego że każda z nich wyda­wała się nie­wy­ko­nalna.

Wojna w Wiet­na­mie szybko stała się tak wyma­ga­jąca, że w sys­te­mie wyczer­pały się wolne zasoby, które pozwo­li­łyby roz­po­cząć dzia­ła­nia w Kam­bo­dży, Laosie lub Wiet­na­mie Pół­noc­nym. Stało za tym wiele przy­czyn. Wszyst­kie omó­wiono w tej książce. Powszech­nie uważa się, że szczy­towa liczeb­ność ame­ry­kań­skich wojsk w Wiet­na­mie w 1969 roku, wyno­sząca 543 000 żoł­nie­rzy, prze­kła­dała się na ogromną siłę. Wcale tak jed­nak nie było. W rze­czy­wi­sto­ści potrzeby zwią­zane z logi­styką, utrzy­ma­niem sprzętu i zaple­cza były tak duże, że oddziały bojowe zasi­lało zale­d­wie 80 000 żoł­nie­rzy. W 1968 roku, gdy West­mo­re­land popro­sił o przy­sła­nie kolej­nych rekru­tów, sekre­tarz obrony Robert McNa­mara, przy­tło­czony cię­ża­rem wojen­nych wyma­gań, obli­czyw­szy cał­ko­witą liczbę ame­ry­kań­skich żoł­nie­rzy zaan­ga­żo­wa­nych w wojnę w Wiet­na­mie na ziemi, na morzu i w powie­trzu, tak odpo­wie­dział gene­ra­łowi: „Dowo­dzone przez pana oddziały w Azji Połu­dniowo-Wschod­niej liczą 1,2 miliona ludzi, a tylko 50 000 czy 60 000 z nich bie­rze udział w walce”. Gdy uwzględ­nimy wysoki sto­su­nek liczby żoł­nie­rzy sta­cjo­nu­ją­cych na tyłach do żoł­nie­rzy fron­to­wych, zoba­czymy wyraź­nie, że ame­ry­kań­skie woj­ska ni­gdy nie były w sta­nie sku­tecz­nie wal­czyć w samym Wiet­na­mie Połu­dnio­wym, a co dopiero w Laosie, Kam­bo­dży i Wiet­na­mie Pół­noc­nym5.

Pod­czas 90 pro­cent ope­ra­cji prze­pro­wa­dzo­nych w Wiet­na­mie Połu­dnio­wym Ame­ry­ka­nie nie zdo­łali nawet zlo­ka­li­zo­wać wroga, który na roz­le­głym obsza­rze Laosu i Kam­bo­dży byłby jesz­cze bar­dziej nie­uchwytny. Siły powietrzne oka­zały się mniej przy­datne, niż prze­wi­dy­wano. Pod­czas wojny w Wiet­na­mie Laos, przez który prze­bie­gał Szlak Ho Chi Minha, stał się naj­in­ten­syw­niej bom­bar­do­wa­nym kra­jem w dzie­jach. Te naloty nie prze­szko­dziły jed­nak Wiet­na­mowi Pół­noc­nemu w prze­rzu­ca­niu wojsk i zaopa­trze­nia do Wiet­namu Połu­dnio­wego. Podo­łać temu zada­niu mogły jedy­nie siły lądowe, ale ni­gdy nie było ich wystar­cza­jąco dużo. Ame­ry­kań­scy podat­nicy utrzy­my­wali ponad milion połu­dnio­wo­wiet­nam­skich żoł­nie­rzy. Zło­żone z nich oddziały wysłano do Laosu, aby zamknęły Szlak Ho Chi Minha i poka­zały sku­tecz­ność „wiet­na­mi­za­cji woj­sko­wej”. Zamiast tego ich klę­ska ujaw­niła rze­czy­wi­sty stan połu­dnio­wo­wiet­nam­skiej armii i opła­kany poziom jej dowódz­twa.

Nie obyło się rów­nież bez pro­ble­mów finan­so­wych. Na eks­pan­sję wojny w Wiet­na­mie po pro­stu bra­ko­wało pie­nię­dzy. Stany Zjed­no­czone były bogate, lecz nie na tyle, by pozwo­lić sobie zarówno na nowe pro­gramy fede­ralne pod szyl­dem reform Wiel­kiego Spo­łe­czeń­stwa pre­zy­denta John­sona – ini­cja­tywy więk­szej nawet niż Nowy Ład Roose­velta – jak i na kosz­towną zagra­niczną wojnę. Nawet gdyby John­son i jego repu­bli­kań­ski następca posta­wili na zbro­je­nia zamiast na wydatki socjalne, cena wojny w Wiet­na­mie, i to przy uwzględ­nie­niu obni­żo­nych kosz­tów pro­po­no­wa­nych przez John­sona, oka­za­łaby się hor­ren­dalna. Obję­łaby bowiem pół miliona żoł­nie­rzy, 12 000 heli­kop­te­rów, 2000 samo­lo­tów odrzu­to­wych, a także całą Siódmą Flotę z jej mary­na­rzami, okrę­tami oraz samo­lo­tami. A to zale­d­wie wierz­cho­łek góry lodo­wej. Koszty codzien­nego zuży­cia paliwa, czę­ści zamien­nych, amu­ni­cji i opieki medycz­nej były ogromne, a wyszko­le­nie oraz wypo­sa­że­nie 3,5 miliona połu­dnio­wo­wiet­nam­skich żoł­nie­rzy i człon­ków mili­cji pochła­niało kolejne miliardy dola­rów.

Wydatki na wojnę napę­dzały infla­cję w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, która wzro­sła dwu­krot­nie w latach 1965–1967, a następ­nie podwo­iła się ponow­nie w 1970 roku. Kon­flikt w Wiet­na­mie dopro­wa­dził do powsta­nia ogrom­nych defi­cy­tów budże­to­wych, znacz­nego zmniej­sze­nia ame­ry­kań­skich rezerw złota i osła­bie­nia goto­wo­ści obron­nej USA. To ostat­nie wyni­kało z faktu, że środki zgro­ma­dzone na róż­nych kon­tach Pen­ta­gonu (prze­zna­czone na NATO, Koreę, mię­dzy­kon­ty­nen­talne poci­ski bali­styczne, prace badaw­czo-roz­wo­jowe) z koniecz­no­ści naru­szono, aby pokryć nie­koń­czące się koszty wojny w Wiet­na­mie. Mówiąc krótko, nie dało się roz­sze­rzyć teatru wojny bez szkody dla ame­ry­kań­skiej gospo­darki i bez­pie­czeń­stwa naro­do­wego. Kry­tycy, któ­rzy opto­wali za eks­pan­sją i zaostrze­niem dzia­łań wojen­nych, ni­gdy nie zadali sobie trudu, by wyja­śnić, skąd wziąć na to pie­nią­dze i żoł­nie­rzy. Tak wła­śnie działa poli­tyka, a ostat­nio także „rewi­zjo­nizm histo­ryczny”.

Książka ta w skró­cie przed­sta­wia oko­licz­no­ści decy­zji pre­zy­denta John­sona o wysła­niu wojsk lądo­wych do Wiet­namu i szcze­gó­łowo ana­li­zuje lata walk pro­wa­dzo­nych tam przez Ame­ry­ka­nów. Sku­pia się w rów­nym stop­niu na woj­nie Nixona, jak i John­sona, jako że oba te etapy były tak samo krwawe oraz istotne. W wybo­rach w 1968 roku Nixon star­to­wał prze­ciwko ówcze­snemu wice­pre­zy­den­towi Huber­towi Hum­ph­rey­owi, który sta­nął do wyścigu pre­zy­denc­kiego po tym, jak sam John­son, zdru­zgo­tany wojną, odmó­wił ubie­ga­nia się o drugą kaden­cję. Nixon zarzu­cał Hum­ph­rey­owi to samo co John­sonowi, tj. „gra­du­alizm” i dąże­nie do „zaka­mu­flo­wa­nej kapi­tu­la­cji”, oraz obie­cał, że on spi­sze się lepiej. Jeden z kam­pa­nij­nych slo­ga­nów Nixona gło­sił: „Jesz­cze ni­gdy nie wyko­rzy­stano tak potęż­nej siły mili­tar­nej, eko­no­micz­nej i dyplo­ma­tycz­nej tak nie­sku­tecz­nie jak w Wiet­na­mie”.

Pre­zy­den­tura Nixona roz­po­częła się jed­nak od pod­stępu rów­nie hanieb­nego jak wiele innych w podej­rza­nej karie­rze tego poli­tyka, który ze strony swo­ich prze­ciw­ni­ków docze­kał się prze­zwi­ska Tricky Dick1. W paź­dzier­niku 1968 roku John­son był bli­ski przy­pie­czę­to­wa­nia poro­zu­mie­nia poko­jo­wego. Nixon celowo zni­we­czył te plany, gdy otwo­rzył nie­ofi­cjalny kanał komu­ni­ka­cji z pre­zy­den­tem Wiet­namu Połu­dnio­wego, Nguyen Van Thieu, i prze­ko­nał go, by nie zawie­rał pokoju. Poprzez pośred­ni­ków Thieu otrzy­mał zapew­nie­nie, że Nixon zała­twi mu lep­szy układ niż John­son czy Hum­ph­rey.

Ten akt nie­po­ha­mo­wa­nej ambi­cji, który wyma­gał zło­że­nia kolej­nej zupeł­nie nie­po­trzeb­nej ofiary z pole­głych i ran­nych Ame­ry­ka­nów, dopro­wa­dził do elek­cji Nixona po zacię­tym wyścigu oraz unie­moż­li­wił Hum­ph­rey­owi spra­wie­nie „paź­dzier­ni­ko­wej nie­spo­dzianki”, która prze­chy­li­łaby szalę zwy­cię­stwa na jego stronę. W rezul­ta­cie teraz to Nixon musiał zakoń­czyć wojnę i ujaw­nić swój „tajny plan”.

Ów tajny plan prze­wi­dy­wał uchy­le­nie wszyst­kich zaka­zów wyda­nych przez John­sona, tj. zakazu bom­bar­do­wa­nia Wiet­namu Pół­noc­nego oraz zakazu inwa­zji na Laos i Kam­bo­dżę, a także naprawę sto­sun­ków z Moskwą i Peki­nem w celu roz­luź­nie­nia ich rela­cji z Hanoi. W cza­sie wojny, w któ­rej zbyt wiele pie­nię­dzy prze­zna­czono na sto­sun­kowo mało istotną kwe­stię Azji Połu­dniowo-Wschod­niej, Nixon i Kis­sin­ger poszli na znaczne ustęp­stwa wobec Mao Zedonga, który z całą bez­względ­no­ścią przy­glą­dał się, jak od 45 do 80 milio­nów jego roda­ków umiera w wyniku czy­stek i głodu. W nadziei, że Mao ogra­ni­czy chiń­skie wspar­cie dla Hanoi, Nixon zaofe­ro­wał mu per­spek­tywę nor­ma­li­za­cji sto­sun­ków dyplo­ma­tycz­nych i poli­tykę „jed­nych Chin”, z któ­rej Kis­sin­ger potul­nie usu­nął wszel­kie wzmianki o soju­szu woj­sko­wym Ame­ryki z Taj­wa­nem. Pod­jęta przez Nixona próba roz­sze­rze­nia wojny na pań­stwa neu­tralne naru­szała nie­prze­kra­czalne gra­nice. Kon­gres odmó­wił finan­so­wa­nia ope­ra­cji lądo­wych w Laosie i Kam­bo­dży, a ame­ry­kań­scy oby­wa­tele roz­po­częli pro­te­sty na nie­spo­ty­kaną dotąd skalę, gdy Nixon doko­nał inwa­zji na ten drugi kraj w 1970 roku. Gwał­tow­nych pro­te­stów nie ostu­dziły wpro­wa­dzone przez Nixona ostrożne zasady regu­lu­jące uży­cie siły przez woj­ska ame­ry­kań­skie, nie­mal tak restryk­cyjne jak te John­sona.

Innym nie­szcze­gól­nie przy­dat­nym ele­men­tem „taj­nego planu” Nixona oka­zało się „oda­me­ry­ka­ni­zo­wa­nie” wojny, które jego sekre­tarz obrony nazwał „wiet­na­mi­za­cją”. Pro­ces ten miał być prze­pro­wa­dzony ostroż­nie i z zacho­wa­niem roz­wagi. Gdy jed­nak Ame­ry­ka­nie prze­czy­tali o bitwie o Wzgó­rze Ham­bur­ge­rowe w 1969 roku i innych podob­nych wyda­rze­niach, bru­talna tak­tyka i ofiary ponie­sione w ewi­dent­nie prze­gra­nej spra­wie obu­rzyły ich do tego stop­nia, że Nixon poczuł się zmu­szony do wyco­fa­nia sił ame­ry­kań­skich w spo­sób nagły i gwał­towny, sku­tecz­nie niwe­cząc wiet­na­mi­za­cję i ska­zu­jąc Wiet­nam Połu­dniowy na nie­chybną klę­skę.

Wszyst­kie te machi­na­cje, słu­żące jedy­nie Nixo­nowi, dopro­wa­dziły do demo­ra­li­za­cji woj­ska. „Wojna nie do wygra­nia” John­sona wystar­cza­jąco obni­żyła morale żoł­nie­rzy, ale wni­wecz obró­ciło je dopiero ofi­cjalne porzu­ce­nie przez Nixona planu zwy­cię­stwa na polu bitwy na rzecz „hono­ro­wego pokoju” i „kupie­nia czasu Wiet­na­mowi Połu­dnio­wemu”.

Rze­kome wiel­kie moż­li­wo­ści mili­tarne za kaden­cji Nixona zawsze leżały w ste­rze czy­stej fan­ta­zji. Odzie­dzi­czona przez niego „wyłącz­nie wiet­nam­ska” armia była cie­ka­wym zja­wi­skiem. Ani John­son, ani Nixon nie odwa­żyli się zmo­bi­li­zo­wać miliona wyszko­lo­nych ame­ry­kań­skich rezer­wi­stów, armia w Wiet­na­mie pole­gała więc wyłącz­nie na pobo­ro­wych i „ochot­ni­kach” – mło­dych męż­czy­znach, któ­rzy sami zgła­szali się do zadań nie­bo­jo­wych, aby unik­nąć powo­ła­nia do jed­no­stek bio­rą­cych udział w wal­kach. Te ostat­nie w 88 pro­cen­tach zasi­lali sze­re­gowi z poboru. Demo­ra­li­za­cja ame­ry­kań­skich sił roz­po­częła się w 1969 roku, kiedy już wszy­scy uwa­żali wojnę za bez­ce­lową. Wzro­sła nar­ko­ma­nia wśród żoł­nie­rzy, pogor­szyły się sto­sunki rasowe, a jed­nostki bojowe zamiast „znajdź i zniszcz” zaczęły sto­so­wać tak­tykę „znajdź i zejdź z drogi”. Ofi­ce­rów i pod­ofi­ce­rów, któ­rzy pró­bo­wali zmu­sić żoł­nie­rzy do walki, igno­ro­wano, a cza­sem nawet mor­do­wano (naj­czę­ściej za pomocą gra­natu odłam­ko­wego, frag­men­ta­tion gra­nade, stąd do teraz w języku angiel­skim umyślne zabój­stwo prze­ło­żo­nego w woj­sku okre­śla się sło­wem frag­ging). Jak się prze­ko­namy, próba zre­for­mo­wa­nia wadli­wego sys­temu, którą Nixon pod­jął w 1970 roku za pomocą lote­rii pobo­ro­wej, tylko pogor­szyła sytu­ację.

Mroczna tajem­nica wiet­nam­skiego planu Nixona pole­gała na tym, że cho­dziło w nim przede wszyst­kim o wyco­fa­nie zde­mo­ra­li­zo­wa­nych ame­ry­kań­skich sił zbroj­nych z Wiet­namu, zanim ule­gną cał­ko­wi­temu roz­pa­dowi lub poniosą serię kata­stro­fal­nych klęsk na polu bitwy albo wręcz w swo­ich bazach. Środki bez­pie­czeń­stwa i czuj­ność sił zbroj­nych w 1970 roku roz­luź­niły się do tego stop­nia, że dowódcy i poli­tycy oba­wiali się masa­kry ame­ry­kań­skich pobo­ro­wych z rąk komu­ni­stów.

Wojna wiet­nam­ska, roz­pa­try­wana z sze­ro­kiej per­spek­tywy we wszyst­kich jej fazach, mówi nam wiele o aro­gan­cji i ogra­ni­cze­niach wła­dzy. W porów­na­niu z II wojną świa­tową czy nawet wojną kore­ań­ską kon­flikt w Wiet­na­mie pochła­niał zni­komy odse­tek ame­ry­kań­skiego PKB – zale­d­wie 3 pro­cent w 1967 roku. W efek­cie decy­denci doszli do wnio­sku, że mogą zjeść ciastko i mieć ciastko. W rze­czy­wi­sto­ści jed­nak było to nie­moż­liwe. Koszty wojny stale rosły, a potrzebne fun­du­sze można było uzy­skać tylko poprzez pod­no­sze­nie podat­ków i kani­ba­li­zo­wa­nie budżetu obron­nego. Media i opi­nia publiczna zwró­ciły się prze­ciwko woj­nie, co jesz­cze bar­dziej utrud­niło jej eska­la­cję.

Naj­bar­dziej ude­rza­jącą dla histo­ryka cechą tego kon­fliktu jest non­sza­lan­cja, z jaką pro­wa­dzono go od początku do końca. Ken­nedy odwle­kał roz­wią­za­nie pro­blemu wiet­nam­skiego. Wojna nie zdą­żyła stać się dla niego udręką tylko dla­tego, że zgi­nął od poci­sków zama­chowca w 1963 roku. John­son silił się na twardy ton, zapo­wia­da­jąc obra­zowo, że USA szybko przy­biją skórę upo­lo­wa­nej zwie­rzyny do ściany, ale w rze­czy­wi­sto­ści pro­wa­dził wojnę skrę­po­waną rygo­ry­stycz­nymi zasa­dami uży­cia siły, ogra­ni­cze­niami eko­no­micz­nymi i bra­kiem prze­ko­na­nia, o co tak naprawdę cho­dzi w tym kon­flik­cie oraz według jakiej stra­te­gii należy go roze­grać. Nixon obie­cał prze­ła­ma­nie impasu w Azji Połu­dniowo-Wschod­niej dzięki zapo­wia­da­nym przez niego „wiel­kim posu­nię­ciom”, ale osta­tecz­nie napo­tkał te same ogra­ni­cze­nia poli­tyczne i finan­sowe, które wią­zały ręce John­sonowi. Nixon zgo­dził się w końcu na układ poko­jowy podobny do tego, który jego poprzed­nik wyne­go­cjo­wał cztery lata wcze­śniej. Wobec wiel­kiej liczby zabi­tych i ran­nych oraz miliar­dów dola­rów wyda­nych za rzą­dów Nixona było to doprawdy skan­da­liczne „osią­gnię­cie”.

Wojna w Wiet­na­mie to opo­wieść o Ame­ryce u szczytu jej potęgi. Histo­ria, która wywo­łuje nie­po­kój, ale pozwala też wiele zro­zu­mieć. Stany Zjed­no­czone bar­dzo nie­chęt­nie decy­do­wały się na inter­wen­cję w woj­nach świa­to­wych pierw­szej połowy XX wieku. Naród postrze­gał wojnę jako kata­strofę pod każ­dym wzglę­dem. Po 1945 roku USA stały się bar­dziej skłonne do udziału w kon­flik­tach zbroj­nych. Czę­ściowo wyni­kało to z pychy, a czę­ściowo z faktu, że pod­czas zim­nej wojny kwe­stia bez­pie­czeń­stwa naro­do­wego stała się orę­żem poli­tycz­nym. Poli­tycy musieli wyka­zy­wać się twardą bez­względ­no­ścią. W prze­ciw­nym razie nara­żali się na ośmie­sze­nie i porażkę. Bogac­two kraju, jego potęga i anty­ko­mu­ni­styczne nasta­wie­nie spo­wo­do­wały, że na początku lat sześć­dzie­sią­tych zwy­kli Ame­ry­ka­nie zaczęli popie­rać pomysł inter­wen­cji za gra­nicą. Wiet­nam obna­żył sła­bość Kon­gresu, poka­zał zna­cze­nie roli pre­zy­denta oraz jak wielką wła­dzę miały opi­nia publiczna, biu­ro­kra­cja i woj­sko, a także z jaką łatwo­ścią te trzy siły mogły pro­wa­dzić oraz prze­cią­gać nawet najbar­dziej nie­roz­ważne wojny, dopro­wa­dza­jąc do kata­stro­fal­nych rezul­ta­tów.

Czyli Chy­try Wacek – wul­garne nawią­za­nie do imie­nia Richarda Nixona (przyp. tłum.). [wróć]

Rozdział 1

Parodia wielkiej strategii

Ameryka zaan­ga­żo­wała się w sprawy Wiet­namu Połu­dnio­wego w mało obie­cu­ją­cych oko­licz­no­ściach. Chiny wpa­dły w ręce komu­ni­stów Mao Zedonga w 1949 roku. Korea Pół­nocna nie­mal zajęła Koreę Połu­dniową w 1950 roku. Wresz­cie Fran­cja, któ­rej dzie­się­cio­let­nią wojnę o utrzy­ma­nie tzw. Indo­chin Fran­cu­skich finan­so­wały Stany Zjed­no­czone, nagle opu­ściła Azję Połu­dniowo-Wschod­nią w 1954 roku. W Wiet­na­mie pozo­sta­wiła po sobie dwa pań­stwa: komu­ni­styczny Wiet­nam Pół­nocny ze sto­licą w Hanoi oraz niekomu­ni­styczny Wiet­nam Połu­dniowy zarzą­dzany z Saj­gonu. Wiet­nam Pół­nocny miał wszyst­kie atuty: legen­dar­nego przy­wódcę, bazę prze­my­słową, zahar­to­waną w boju armię, pory­wa­jące prze­sła­nie i gra­nicę lądową z Chi­nami. Wiet­nam Połu­dniowy z kolei mógł wyli­czać wła­ści­wie tylko swoje sła­bo­ści: nie­po­pu­larne wła­dze, gospo­darkę opartą na rol­nic­twie, trudne do utrzy­ma­nia gra­nice lądowe, nie­zbyt inspi­ru­jący prze­kaz i armię zre­kru­to­waną ze sta­rych fran­cu­skich sił kolo­nial­nych. Dłu­gie gra­nice Wiet­namu Połu­dnio­wego z Laosem i Kam­bo­dżą, wiel­kie obszary dzi­kiej przy­rody daw­nych Indo­chin Fran­cu­skich były po pro­stu zbyt roz­le­głe, aby można było ich bro­nić. Fran­cuzi pozo­sta­wili je we wła­da­niu sła­bych monar­chii oraz zaopa­try­wa­nych przez Chiny komu­ni­stycznych „armii leśnych”, które już wal­czyły o wła­dzę, tj. Czer­wo­nych Khme­rów w Kam­bo­dży i Pathet Lao w Laosie.

Gdy Fran­cja opusz­czała Indo­chiny, pre­zy­den­tem USA był sześć­dzie­się­cio­trzy­letni Dwi­ght Eisen­ho­wer. Nie­któ­rzy z jego dorad­ców woj­sko­wych naci­skali na niego, by inter­we­nio­wał w Dien Bien Phu, gdzie w 1954 roku roze­grała się decy­du­jąca bitwa prze­są­dza­jąca o osta­tecz­nej klę­sce Fran­cu­zów. Mary­narka wojenna i siły powietrzne USA chciały zbom­bar­do­wać woj­ska wiet­nam­skie oble­ga­jące oddziały fran­cu­skie, ale armia dowo­dzona przez gene­rała Mat­thew Rid­gwaya przy­po­mniała Ike’owi ame­ry­kań­ską zasadę obo­wią­zu­jącą od cza­sów wojny w Korei, która brzmiała: „żad­nych wojen lądo­wych w Azji”. Kon­ty­nent sły­nął bowiem z wabie­nia wojsk na pewną śmierć na swo­ich nie­roz­wi­nię­tych tery­to­riach. Eisen­ho­werowi powie­dziano, że gdyby w Indo­chi­nach rze­czy­wi­ście potrzebne były woj­ska lądowe, to ni­gdy nie uda się zgro­ma­dzić ich wystar­cza­jąco dużo, aby wyszar­pać zwy­cię­stwo na tak roz­le­głym teatrze wojny rewo­lu­cyj­nej6.

Pre­zy­dent ustą­pił, ale oba­wia­jąc się anty­ko­mu­ni­stów sku­pio­nych wokół sena­tora Joe McCar­thy’ego z Wiscon­sin, prze­ka­zał pomoc woj­skową i gospo­dar­czą Wiet­na­mowi Połu­dnio­wemu, poka­zu­jąc tym samym, że poważ­nie trak­tuje komu­ni­styczne zagro­że­nie. Eisen­ho­wer pla­no­wał zro­bić dla Wiet­namu Połu­dnio­wego na tyle dużo, żeby McCar­thy nie zawra­cał mu głowy, ale nic wię­cej. Wiet­nam Połu­dniowy zma­gał się z wie­loma poważ­nymi pro­ble­mami, Ike zaś nie chciał być uwią­zany do tego pań­stwa w przy­padku jego upadku, który zawsze sta­no­wił realną moż­li­wość.

Wiet­nam Pół­nocny miał bogatą histo­rię. Leżał w Ton­ki­nie, naj­bar­dziej zalud­nio­nej i roz­wi­nię­tej czę­ści Indo­chin. Jego sto­lica, Hanoi, była naj­wspa­nial­szym mia­stem kolo­nial­nym w Azji. Pań­stwu prze­wo­dził sześć­dzie­się­ciocz­te­ro­letni Ho Chi Minh – skromny, uprzejmy, nie­szu­ka­jący roz­głosu i podzi­wiany przez Wiet­namczyków za zało­że­nie naro­do­wego ruchu nie­pod­le­gło­ścio­wego Viet Minh i wypę­dze­nie Fran­cu­zów.

Wiet­nam Połu­dniowy z kolei nie miał histo­rii. Znaj­do­wał się na połu­dnio­wym krańcu Pół­wy­spu Indo­chiń­skiego, który fran­cu­scy impe­ria­li­ści celowo nazy­wali Kochin­chiną, aby w ten spo­sób nego­wać ist­nie­nie naro­do­wo­ści wiet­nam­skiej. Jego sto­licą był Saj­gon, cał­ko­wi­cie nowe mia­sto zbu­do­wane w del­cie rzeki w pobliżu cypla obmy­wa­nego przez Morze Połu­dnio­wo­chiń­skie. Na prze­ciw­le­głym krańcu, w pół­noc­nej czę­ści Wiet­namu Połu­dnio­wego, leżał Annam, gdzie dumni miesz­kańcy star­szych miast, takich jak Hue i Da Nang, patrzyli spode łba na nowo­bo­gac­kich z Saj­gonu. Przy­wódcą Wiet­namu Połu­dnio­wego był odzie­dzi­czony po Fran­cu­zach mario­net­kowy cesarz Bao Dai, który po zale­d­wie roku ustą­pił miej­sca swo­jemu prze­bie­głemu pre­mie­rowi Ngo Dinh Die­mowi. Ten zaś w 1955 roku wygnał cesa­rza z kraju i prze­kształ­cił monar­chię w repu­blikę, na któ­rej czele sam sta­nął jako pre­zy­dent. Pię­dzie­się­ciocz­te­ro­letni Diem był suro­wym, gor­li­wym kato­li­kiem w tęt­nią­cym życiem kraju, w któ­rym wierni tego wyzna­nia, powszech­nie uwa­żani za fran­cu­skich kola­bo­ran­tów, ni­gdy nie sta­no­wili wię­cej niż 20 pro­cent spo­łe­czeń­stwa.

Eisen­ho­wer i sekre­tarz stanu John Foster Dul­les witają pre­zy­denta Wiet­namu Połu­dnio­wego Ngo Dinh Diema pod­czas jego ofi­cjal­nej wizyty w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, maj 1957. Ike nie był pod wra­że­niem swo­jego gościa, ale i tak prze­ka­zał Wiet­na­mowi Połu­dnio­wemu miliard dola­rów pomocy, aby uspo­koić ame­ry­kań­skich anty­ko­mu­ni­stów. (Natio­nal Archi­ves)

Diem nie wywarł dobrego wra­że­nia na Eisen­ho­we­rze. Mimo to Ike przed opusz­cze­niem urzędu wspo­mógł Wiet­nam Połu­dniowy ponad miliar­dem dola­rów. W 1956 roku w obu Wiet­namach miały się odbyć wybory, które wyło­ni­łyby pre­zy­denta zjed­no­czo­nego kraju. Eisen­ho­wer zda­wał sobie sprawę, że cie­szący się powszech­nym sza­cun­kiem „Wujek Ho” z łatwo­ścią by je wygrał. Poin­stru­ował więc Diema, aby anu­lo­wał wybory i ogło­sił nie­pod­le­głość Wiet­namu Połu­dnio­wego. Zakła­dał bowiem, że bar­dziej zalud­niony komu­ni­styczny Wiet­nam Pół­nocny po pro­stu wchło­nąłby mniej zalud­niony Wiet­nam Połu­dniowy – mniej­sza o to, czy w uczciwy czy nie­uczciwy spo­sób. Nie byłaby to w każ­dym razie wła­ściwa histo­ria zało­ży­ciel­ska pań­stwa odda­nego „demo­kra­cji” i dzia­ła­ją­cego pod kura­telą „wol­nego świata”.

Indo­chiny po 1954 roku

Kiedy Diem odwo­łał wybory, 10 000 „uśpio­nych” par­ty­zan­tów Viet Minhu, któ­rzy przez dwa lata w spo­koju ocze­ki­wali na ogól­no­kra­jowe gło­so­wa­nie, wzno­wiło walkę w Wiet­na­mie Połu­dnio­wym o zjed­no­cze­nie kraju pod rzą­dami Hanoi.

Gdy pre­zy­dent John F. Ken­nedy objął urząd w 1961 roku, był prze­ra­żony sta­nem rze­czy, który odzie­dzi­czył po Eisen­ho­we­rze. Diem w latach pięć­dzie­sią­tych żył na wygna­niu w semi­na­rium kato­lic­kiego Towa­rzy­stwa Maryk­noll w Lake­wood w sta­nie New Jer­sey, kreu­jąc się przed poli­ty­kami i dzien­ni­ka­rzami na obie­cu­ją­cego czło­wieka czynu. Oka­zało się jed­nak, że nie spraw­dza się w tej roli. Ken­nedy co prawda począt­kowo wychwa­lał go jako „cudo­twórcę”, repre­zen­tu­ją­cego „trze­cią siłę” męża stanu, nie­ska­żo­nego powią­za­niami z Fran­cu­zami czy komu­ni­stami, lecz żadne z tych okre­śleń nie miało wiele wspól­nego z prawdą. Diem był nie­po­pu­lar­nym, żyją­cym w celi­ba­cie pury­tań­skim samot­ni­kiem, oto­czo­nym człon­kami rodziny i poplecz­ni­kami, z któ­rych więk­szość nie umiała się oprzeć poku­som korup­cji oraz tyra­nii7.

Miliard dola­rów prze­ka­zany przez Eisen­ho­wera ufun­do­wał masową roz­bu­dowę Armii Repu­bliki Wiet­namu (ARW). Ken­nedy kon­ty­nu­ował finan­so­wa­nie, a do pomocy wysłał dodat­kowo tysiące ame­ry­kań­skich dorad­ców woj­sko­wych. Za Eisen­ho­wera w Wiet­na­mie sta­cjo­no­wało 700 dorad­ców. Ken­nedy zwięk­szył ich liczeb­ność o 15 000 osób. Wszystko to powinno było wystar­czyć do poko­na­nia dzia­ła­ją­cych na tery­to­rium Wiet­namu Połu­dnio­wego par­ty­zan­tów Viet Minhu. Diem ude­rzył w oto­czony szla­chetną aurą Viet Minh naj­pierw na pozio­mie wer­bal­nym, prze­mia­no­wu­jąc go na Wiet­kong (WK). Nazwa ta ma pejo­ra­tywny wydźwięk i ozna­cza „wiet­nam­skiego komu­cha”. Następ­nie zmniej­szył jego liczeb­ność o 80 pro­cent, do około 2000 osób, prze­pro­wa­dza­jąc bru­talną wie­lo­let­nią „kam­pa­nię denun­cja­cji komu­ni­stów”. Ten pod­po­wie­dziany przez Ame­ry­ka­nów pro­gram maso­wych wię­zień, tor­tur i masakr, który wdro­żono pod­czas dru­giej kaden­cji Eisen­ho­wera, przy­niósł nie­po­żą­dany sku­tek w postaci zwięk­sze­nia atrak­cyj­no­ści Wiet­kongu. Diem uwię­ził 20 000 ludzi, zabił tysiące innych, dopro­wa­dza­jąc w ten spo­sób osta­tecz­nie do wzmoc­nie­nia, a nie znisz­cze­nia Wiet­kongu8.

Pod koniec lat pięć­dzie­sią­tych Diem wydał roz­kaz uni­ce­stwie­nia całych wio­sek, co do któ­rych ist­niały podej­rze­nia, że pod­le­gają Wiet­kon­gowi. Jedną z nich była Huong Dien, gdzie zamor­do­wano 92 osoby, z czego dwie trze­cie sta­no­wiły kobiety i dzieci. Diem upo­waż­nił wła­dze pro­win­cji do wyko­ny­wa­nia wyro­ków śmierci na więź­niach bez pro­cesu sądo­wego, wyłącz­nie na pod­sta­wie podej­rzeń. Zarzą­dził „sprzą­ta­nie” w kry­tycz­nych obsza­rach wokół Saj­gonu, takich jak Bien Hoa. Ope­ra­cje te obej­mo­wały wydłu­by­wa­nie oczu, odci­na­nie języ­ków, pod­pa­la­nie dłoni i stóp, a także wysta­wia­nie na widok publiczny zde­ka­pi­to­wa­nych ciał. Niektó­rych „szczę­śliw­ców” oszczę­dzono tylko po to, żeby zmu­sić ich do przy­zna­nia się do winy w ramach poka­zó­wek, pod­czas któ­rych musieli pluć na por­trety Ho Chi Minha i flagę Viet Minhu, dep­tać je i palić. Były to wciąż dumne sym­bole naro­do­wego oporu wobec Fran­cu­zów w każ­dej czę­ści Wiet­namu. Ponadto oskar­żeni musieli na kola­nach bła­gać miło­sier­nego Diema o łaskę. Pre­zy­dent naka­zał też zbez­czesz­cze­nie woj­sko­wych pomni­ków i gro­bów żoł­nie­rzy Viet Minhu. Tym spo­so­bem jesz­cze bar­dziej zra­ził do sie­bie roda­ków.

Przez pięć lat kraj był areną nie­okieł­zna­nej prze­mocy i wyrów­ny­wa­nia rachun­ków. Lokalni wło­da­rze trak­to­wali „prawa o prze­ciw­dzia­ła­niu zdra­dzie”, sta­no­wiące sedno kam­pa­nii Diema, jako wygodny pre­tekst do eli­mi­no­wa­nia lub pozba­wia­nia majątku wro­gów, wie­rzy­cieli bądź rywali. Więk­szość ofiar miała nie­wielki zwią­zek z komu­ni­stami lub zgoła nie miała żad­nego. Wielu auten­tycz­nych komu­ni­stów nato­miast ukry­wało się w wio­skach i rzą­dzie. Arbi­tral­ność tych dzia­łań wzma­gała poczu­cie nie­pew­no­ści i braku bez­pie­czeń­stwa uno­szące się nad Wiet­na­mem Połu­dnio­wym, a także potę­go­wała wra­że­nie, że rządy Diema są słabe. Bry­tyj­ski powie­ścio­pi­sarz Gra­ham Gre­ene nazwał Diema „patriotą zruj­no­wa­nym przez Zachód”9.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Char­les Tru­ehe­art, Diplo­mats at War, Uni­ver­sity of Vir­gi­nia Press, Char­lot­te­sville 2024, s. 275. [wróć]

U.S. Viet Nam War Efforts, „CQ Alma­nac”, 1966, wyd. 2 („Con­gres­sio­nal Quar­terly”, Washing­ton 1967), s. 378–389; Viet Nam War Grows, Beco­mes Major Issue, „CQ Alma­nac”, 1965, wyd. 21 („Con­gres­sio­nal Quar­terly”, Washing­ton 1966), s. 449–457; H.R. McMa­ster, Dere­lic­tion of Duty, Har­per Col­lins, New York 1997, s. 289. [wróć]

David Hal­ber­stam, The Best and the Bri­gh­test, Ran­dom House, New York 1972, s. 512. [wróć]

Robert Dal­lek, JFK’s Second Term, „The Atlan­tic”, czer­wiec 2003. [wróć]

Andrew F. Kre­pi­ne­vich Jr., The Army in Viet­nam, Johns Hop­kins Uni­ver­sity Press, Bal­ti­more 1986, s. 176, 197–198. [wróć]

Fre­drik Loge­vall, Embers of War, Ran­dom House, New York 2012, s. 464–465. [wróć]

Char­les Tru­ehe­art, Diplo­mats at War, Uni­ver­sity of Vir­gi­nia Press, Char­lot­te­sville 2024, s. 18–19. [wróć]

Fran­ces Fit­zge­rald, Fire in the Lake, Lit­tle, Brown, Boston 1972, s. 88–90; Neil She­ehan, A Bri­ght Shi­ning Lie, Vin­tage, New York 1989, s. 192. [wróć]

Natio­nal Archi­ves and Records Admi­ni­stra­tion (NARA), RG 472, MACV, TET Docu­ments, kar­ton 1, 24.05.1968, MACV, J2, wrze­sień 1967, Hanois Con­trol and Direc­tion of Enemy Efforts in South Viet­nam; Fit­zge­rald, s. 103; She­ehan, s. 187–188; Tru­ehe­art, s. 19. [wróć]

Tytuł ory­gi­nału: Viet­nam War: A Mili­tary History

Copy­ri­ght © 2024 by Geof­frey Wawro

This edi­tion publi­shed by arran­ge­ment with Basic Books, an imprint of Basic Books Group, a divi­sion of Hachette Book Group, Inc., New York, NY, USA. All rights rese­rved.

Copy­ri­ght © for the Polish e‑book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2024

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­cja: Agnieszka Horzow­ska

Redak­cja mery­to­ryczna: dr Jarema Sło­wiak

Mapy

© 2024 by Patti Isa­acs

Foto­gra­fia na okładce

© Bet­t­mann/Getty Ima­ges

Wyda­nie I e‑book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Wojna w Wiet­na­mie, wyd. I, Poznań 2026)

ISBN 978-83-8338-567-9

WYDAWCA

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań, Pol­ska

tel. +48 61 867 47 08, +48 61 867 81 40

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer