Wielogłowa hydra - Peter Linebaugh - ebook + książka

Wielogłowa hydra ebook

Peter Linebaugh

0,0
55,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Wielogłowa hydra to kronika zapomnianych buntów – opowieść o solidarności ponad granicami i sprzeciwie wobec rodzącego się globalnego kapitalizmu. To książka, która radykalnie zmienia sposób patrzenia na historię: zamiast relacji elit oferuje wielogłosową narrację ludzi „z dołu” – marynarzy, niewolników, robotnic najemnych, heretyków, pracownic seksualnych i piratów.

 

Marcus Rediker i Peter Linebaugh przenoszą czytelnika w burzliwy okres od końca XVI do początku XIX wieku. Ukazują tytułową hydrę – wieloetniczny buntowniczy proletariat walczący z imperialnym porządkiem. Opowiadają o powstaniach, konspiracjach i marzeniach o sprawiedliwszym świecie, a także o brutalnej przemocy, jaka spotykała tych, którzy odważyli się próbować go tworzyć. Wielogłowa hydra to opowieść o ludziach, którzy nie byli biernymi ofiarami historii, lecz jej aktywnymi twórcami. Porywający manifest przekonania, że wolność i równość rodzą się nie tylko na salach parlamentów, lecz wszędzie tam, gdzie zwykli ludzie upominają się o godność i sprawiedliwość.

 

Nasza książka jest spojrzeniem od spodu. Staraliśmy się odzyskać część utraconej historii wieloetnicznej klasy, która odegrała kluczową rolę w powstaniu kapitalizmu i nowoczesnej, globalnej gospodarki. Wiele tematów poruszanych w tej książce jest „niewidzialnych”, w dużej mierze z powodu represji, jakie spadały na przedstawicieli tej klasy: palono ich na stosach, ścinano, wieszano na szubienicach i skuwano kajdanami w pogrążonych w ciemnościach ładowniach statków. Ta niewidzialność to również skutek przemocy abstrakcji typowej dla pisania o historii. „Poważna” historia przez długi czas pozostawała w niewoli państwa narodowego, które większości badań nadal ciągu zapewnia – w dużej mierze niekwestionowane – ramy analizy. Nasza książka opowiada o powiązaniach, które na przestrzeni wieków zwykle negowano, które ignorowano lub których po prostu nie dostrzegano, a mimo to w istotny sposób kształtowały one dzieje świata, w którym wszyscy żyjemy i umieramy.
(fragment książki)

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 728

Rok wydania: 2025

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



*seria historyczna w serii dotychczas ukazały się między innymi:

Andrzej Friszke * Adam Ciołkosz. Portret polskiego socjalisty * Państwo czy rewolucja. Polscy komuniści a odbudowanie państwa polskiego 1892–1920 * Czekanie na rewolucję. Komuniści w II RP 1921—1926

Borys Kagarlicki * Imperium na peryferiach. Rosja i system światowy

Marci Shore * Nowoczesność jako źródło cierpień Tony Judt * Historia niedokończona. Francuscy intelektualiści 1944–1956 * Brzemię odpowiedzialności: Blum, Camus, Aron, i francuski wiek dwudziesty

Adam Leszczyński * Skok w nowoczesność. Polityka wzrostu w krajach peryferyjnych 1943–1980 * Obrońcy pańszczyzny

Eric Hobsbawm * Jak zmienić świat. Marks i marksizm 1840–2011 * Wiek rewolucji. 1789–1848 * Wiek kapitału. 1848–1875 * Wiek imperium. 1875–1914 * Wiek skrajności * O nacjonalizmie

Andrzej Leder * Prześniona rewolucja

Andrzej Mencwel * Stanisław Brzozowski. Postawa krytyczna. Wiek XX * Przedwiośnie czy potop 2. Nowe krytyki postaw polskich

Sönke Neitzel, Harald Welzer * Żołnierze. Protokoły walk, zabijania i umierania

Jan Józef Lipski * Idea Katolickiego Państwa Narodu Polskiego. Zarys ideologii ONR „Falanga”

Howard Zinn * Ludowa historia Stanów Zjednoczonych. Od roku 1492 do dziś

Marcin Napiórkowski * Powstanie umarłych. Historia pamięci 1944–2014

Jan W. Muller * Przeciw demokracji. Idee polityczne XX wieku w Europie

Elizabeth Dunn * Prywatyzując Polskę. O bobofrutach, wielkim biznesie i restrukturyzacji pracy

Sheila Fitzpatrick * Rewolucja rosyjska

Paweł Brykczynski * Gotowi na przemoc. Mord, antysemityzm i demokracja w międzywojennej Polsce

Sarah Bakewell * Kawiarnia egzystencjalistów. Wolność, Bycie i koktajle morelowe

Alicja Urbanik-Kopeć * Anioł w domu, mrówka w fabryce * Chodzić i uśmiechać się wolno każdemu. Praca seksualna w XIX wieku na ziemiach polskich

Marcin Król * Krótka historia myśli politycznej

Piotr M. Majewski * Kiedy wybuchnie wojna? 1938. Studium kryzysu * Niech sobie nie myślą, że jesteśmy kolaborantami. Protektorat Czech i Moraw, 1939—1945 * Brzydkie słowo na „k”. Rzecz o kolaboracji

Aleksandra Leyk, Joanna Wawrzyniak * Cięcia. Mówiona historia transformacji

Joanna Ostrowska * Oni. Homoseksualiści w czasie II wojny światowej * Ślady. Historia pewnego archiwum

Jakub Gałęziowski * Niedopowiedziane biografie. Polskie dzieci urodzone z powodu wojny

Natalia Judzińska * Po lewej stronie sali. Getto ławkowe w międzywojennym Wilnie

Magda Szcześniak * Poruszeni. Awans i emocje w socjalistycznej Polsce

Dariusz Zalega * Chachary. Ludowa historia Górnego Śląska

Anna Dobrowolska * Zawodowe dziewczyny. Prostytucja i praca seksualna w PRL * Nie tylko Chałupy. Naturyzm w PRL

Marcin Kościelniak * Aborcja i demokracja. Przeciw-historia Polski 1956–1993

Paweł Machcewicz * Narodowy komunizm po polsku. „Partyzanci” Moczara

Peter Linebaugh i Marcus Rediker

Wielogłowa hydra. Żeglarze, niewolnicy, pospólstwo i ukryta historia rewolucyjnego Atlantyku

Warszawa 2025

Tytuł oryginału: The MANY-HEADED HYDRA.

Sailors, Slaves, Commoners, and the Hidden History of the Revolutionary Atlantic

Copyright © 2000 by Peter Linebaugh and Marcus Rediker

Published by arrangement with Beacon Press

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2025

Wydanie pierwsze

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Redakcja: Joanna Bednarek

Korekta: Daria Jabłońska

Opieka redakcyjna: Jaś Kapela

Projekt graficzny: Marcin Hernas | tessera.org.pl

Skład, łamanie: Katarzyna Błahuta

Indeks: Rafał Dajbor

Na okładce fragment ilustracji z książki Charlesa Johnsona General History of the Pirates [Ogólna historia piratów], 1724, podpisanej: Ann Bonny i Mary Read skazane za piractwo 28 listopada 1720 r. przez Sąd Wiceadmirała w St Jago de la Vega na wyspie Jamajka.

ISBN 978-83-68267-72-3

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ul. Jasna 10 lok. 3

00-013 Warszawa

[email protected]

wydawnictwo.krytykapolityczna.pl

Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w naszej kawiarni Prześniona (ul. Jasna 10, Warszawa), sklepie internetowym KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) i w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Błaszczyk

Dla Christophera i Bridget Hillów

Wstęp

Spójrzmy najpierw z góry. Rachel Carson pisze: „Ustawiczne prądy wszechoceanu są w pewnym sensie najbardziej majestatycznym jego zjawiskiem. Gdy zastanawiamy się nad nimi, umysł opuszcza natychmiast ziemię i ukazuje nam, niby z innej planety, wirowanie globu, wiatry wprowadzające na jego powierzchnię głębokie zaburzenia lub łagodnie go opływające, wreszcie wpływy słońca i księżyca. Wszystkie te siły kosmiczne są bowiem ściśle związane z wielkimi prądami oceanów, zyskując im określenie, jakie spośród wielu innych najlepiej lubię – prądów planetarnych”*. Na północnym Atlantyku wody przemieszczają się ruchem okrężnym. Prądy oceaniczne (Kanaryjski i Północnorównikowy) płyną z Europy, mijając Afrykę, na Karaiby, by następnie skierować się na północ. Prąd Zatokowy (Golfsztrom) z prędkością trzech węzłów wędruje wzdłuż wybrzeży Ameryki Północnej, gdzie napotyka dwa prądy: Labradorski i Arktyczny, które powodują, że skręca na wschód, jako Prąd Północnoatlantycki, łagodzący klimat północno-zachodniej Europy. O brzegi Land’s End, przylądka na zachodnim krańcu Anglii, rozbijają się fale, których początki sięgają burzliwego wybrzeża Nowej Funlandii. Trasę niektórych z tych fal można nawet prześledzić wstecz do wybrzeży Florydy i Indii Zachodnich. Rybacy na pustych wybrzeżach Irlandii od wieków potrafią interpretować te długie atlantyckie fale. Siła fali oceanicznej jest bezpośrednio związana z prędkością i czasem trwania wiatru, który wprawia ją w ruch, a także z jej „rozciągłością”, to jest odległością od punktu początkowego. Im większa jest ta odległość, tym większa fala. Nic nie może ich powstrzymać. Stają się widoczne dopiero na końcu, kiedy wznoszą się i załamują; przez większość ich długości nic nie zakłóca powierzchni oceanu. W 1769 roku Benjamin Franklin, który pełnił wówczas funkcję poczmistrza generalnego kolonii brytyjskich w Ameryce Północnej, zauważył, że transport przesyłek z Falmouth do Nowego Jorku trwał około dwóch tygodni dłużej niż rejs statków handlowych z Rhode Island do Londynu. Z rozmów z wielorybnikami z Nantucket dowiedział się o istnieniu Prądu Zatokowego: zarówno rybacy, jak i wielorybnicy trzymali się od niego z dala, podczas gdy angielscy kapitanowie parli pod prąd, uważali się bowiem za „zbyt mądrych, by słuchać rad zwykłych amerykańskich rybaków”. Pierwsza w Ameryce mapa Prądu Zatokowego znalazła się w publikacji Franklina Maritime Observations [Obserwacje morskie] z 1786 roku.

*

Odbywające się po okręgu przekazywanie ludzkiego doświadczenia z Europy poprzez Afrykę do obu Ameryk i z powrotem korespondowało z tymi samymi kosmicznymi siłami, które wprawiały w ruch prądy atlantyckie. Siedemnasto- i osiemnastowieczni kupcy, wytwórcy, plantatorzy i urzędnicy królewscy z północno-zachodniej Europy podążali ich nurtem, wytyczając szlaki handlowe, zakładając kolonie i tworząc nową transatlantycką gospodarkę. Do produkcji i transportu kruszców, futer, ryb, tytoniu, cukru i wyrobów przemysłowych angażowali pracowników z Europy, Afryki i obu Ameryk. Jak sami wielokrotnie powtarzali, był to trud na miarę Herkulesa.

Herkules i Jolaos zabijający hydrę lernejską, amfora erytrejska, ok. 525 p.n.e. Ze zbiorów J. Paul Getty Museum, Malibu, Kalifornia.

Klasycznie wykształceni architekci transatlantyckiej gospodarki znaleźli w tym mitycznym herosie, który wsławił się wykonaniem dwunastu wymagających nadludzkiego wysiłku prac, symbol mocy i porządku. Inspiracji szukali u starożytnych Greków i Rzymian. W oczach tych pierwszych – którzy znali go jako Heraklesa – był on zjednoczycielem scentralizowanego państwa; dla tych drugich uosabiał ich własne imperialne ambicje. Prace Herkulesa symbolizowały rozwój gospodarczy: oczyszczenie ziemi z dzikich bestii, osuszenie bagien i rozwój rolnictwa, a także udomowienie zwierząt, ustanowienie handlu i wprowadzenie technologii. Władcy chętnie umieszczali wizerunek Herkulesa na monetach i pieczęciach, tworzono przedstawiające go obrazy i rzeźby, jego postać pojawiała się na fasadach pałaców i łukach triumfalnych. Za jego wcielenia uważali się angielscy królowie Wilhelm III i Jerzy I oraz brat Jerzego II, „Rzeźnik spod Culloden”**1. Z kolei John Adams, późniejszy drugi prezydent Stanów Zjednoczonych, zaproponował w 1776 roku, by godło nowopowstałego w Ameryce państwa przedstawiało Herkulesa na rozdrożu***2. Heros reprezentował postęp: neapolitański filozof Giambattista Vico posłużył się jego postacią, opracowując swoją teorię cykli historii****, natomiast angielski filozof i polityk Francis Bacon powoływał się na niego, rozwijając nowoczesną naukę i sugerując niemal boskie pochodzenie kapitalizmu. Ci sami władcy antytetyczny symbol nieporządku i oporu – potężne zagrożenie dla budowania państwa, imperium i kapitalizmu – znaleźli w wielogłowej hydrze. Drugą z prac Herkulesa było unicestwienie jadowitej hydry lernejskiej. Stworzenie to – pomiot Tyfona (symbolizującego burzę lub huragan) i Echidny (o ciele w połowie kobiecym, w połowie wężowym) – było jednym z potworów, od których roiło się w antycznej mitologii, takich jak Cerber (trójgłowy pies), Chimera (monstrum z głową lwa, ciałem kozy i ogonem węża), Gerion (olbrzym o trzech głowach [a także sześciu rękach i nogach oraz trzech zrośniętych tułowiach]) i Sfinks (o głowie i piersiach kobiety i ciele lwa [oraz skrzydłach orła i ogonie węża zakończonym gadzim łbem]). Kiedy Herkules odcinał jeden z łbów hydry, na jego miejscu wyrastały dwa nowe. Ostatecznie udało mu się ją pokonać dzięki pomocy swojego bratanka, Jolaosa, który wypalał pochodnią miejsce po każdym odciętym łbie. Następnie heros zanurzył swoje strzały w żółci zabitej bestii, co nadało im śmiertelną moc i umożliwiło wykonanie kolejnych prac.

Od początku angielskiej ekspansji kolonialnej w pierwszej dekadzie XVII wieku aż po metropolitalną industrializację dwieście lat później, kiedy władcy chcieli opisać trudności z narzuceniem porządku coraz bardziej globalnym systemom pracy, odwoływali się do mitu o Herkulesie i hydrze. Wywłaszczeni plebejusze, zesłańcy, przestępcy, kontraktowi pracownicy służebni, radykałowie religijni, piraci, robotnicy miejscy, żołnierze, żeglarze i afrykańscy niewolnicy – wszyscy byli dla nich niczym liczne, ciągle odrastające łby tego samego potwora. Ale choć początkowo do produktywnego połączenia tych łbów doprowadzili ich herkulesowi władcy, wkrótce rozwinęły one między sobą nowe formy współpracy, wymierzone przeciwko tym władcom: od zamieszek i strajków po rebelie, powstania i rewolucje. Ich doświadczenie, podobnie jak towary, które produkowali, krążyło wraz z prądami oceanicznymi wokół Atlantyku, często na wschód, z amerykańskich plantacji i skupisk Irlandczyków, dalekomorskimi okrętami z powrotem do metropolii Europy.

W 1751 roku J. J. Mauricius, były gubernator Surinamu, powrócił do Holandii, gdzie oddał się pisaniu poetyckich memuarów. Wspomina w nich o klęsce, którą przynieśli mu Saramakowie, grupa byłych niewolników, którzy uciekli z plantacji i stworzyli w głębi dżungli odcięte od świata społeczności. Gdy zaczęły do nich docierać ekspedycje wojskowe, by znów wziąć ich w niewolę, zaczęli się bronić:

Walczyć musiałeś na ślepo, z wrogiem niewidocznym,Co strzela do ciebie niczym do kaczek na mokradłach.Nawet gdyby zebrać dziesięciotysięczną armię,Która odwagą i strategią dorównywałaby Cezarowi i Eugeniuszowi*****,Znalazłoby się dla niej zadanie: walka z rozrastającą się Hydrą.Praca, której nawet Alkides [Herkules] próbowałby uniknąć.

Mauricius kierował swoje zapiski do innych Europejczyków, zakładając, że sympatyzują z projektem podboju. Samego siebie i innych kolonizatorów obsadzał w roli Herkulesa, natomiast zbiegłych niewolników, którzy ośmielili się rzucić mu wyzwanie, przedstawiał jako hydrę3.

Żołnierze holenderscy i przewodnik w bagnach Surinamu, ok. 1775, w: William Blake, John Gabriel Stedman,

Narrative of a Five Years Expedition against the Revolted Negroes of Surinam

[Relacja z pięcioletniej wyprawy przeciw zbuntowanym murzynom z Surinamu] (1796).

Również Andrew Ure, oksfordzki „filozof manufaktur”******, uznał ten mit za przydatny, gdy w 1835 roku badał burzliwy rozwój przemysłowy Anglii. Pisząc o strajku prządek w Stayleybridge w hrabstwie Lancashire, przywołał postać Herkulesa spieszącego na ratunek Prometeuszowi, który dał ludzkości pierwszą technologię: ogień. Odwołując się do mitu, argumentował za wdrożeniem do produkcji nowej maszyny przędzalniczej, „która myślą, uczuciem i taktem dorównuje doświadczonemu robotnikowi”. Ure nazywa ją nowym „herkulesowym cudem”, który „zdusił Hydrę nierządu”. Pisze, że było to „dzieło przeznaczone do przywrócenia porządku wśród pracowników i umocnienia prymatu Wielkiej Brytanii jako potęgi przemysłowej”. Również Ure postrzegał siebie i innych producentów jako Herkulesa, a robotników przemysłowych, którzy podważali ich władzę – jako hydrę4.

Kiedy w 1702 roku purytański prałat Cotton Mather opublikował dzieło poświęcone historii chrześcijaństwa w Ameryce, drugi rozdział swej pracy, poświęcony kontrowersji antynomicznej z 1638 roku, zatytułował „Hydra Decapita” [Hydra bezgłowa]. „Kościół Boży od niedawna był w tej dziczy, gdy smok wywołał kilka powodzi, aby go pochłonąć”, pisał duchowny. Teologiczny spór o to, co jest ważniejsze: uczynki czy łaska, obalił „wszelki pokojowy porządek”. Kontrowersja wzbudziła podejrzenia wobec osób piastujących urzędy zarówno religijne, jak i polityczne, uniemożliwiła ekspedycję przeciwko indiańskiemu plemieniu Pekotów i zakłóciła wytyczanie działek miejskich. Okazało się, że nieprawomyślne poglądy szczególnie przemawiały do kobiet. Dla Mathera purytańska starszyzna była Herkulesem, zaś hydra składała się z antynomistów, którzy podważali autorytet duchownych i sędziów, podawali w wątpliwość ekspansję imperium, kwestionowali definicję własności prywatnej i podrzędną rolę kobiet5.

Błędem byłoby postrzeganie mitu o Herkulesie i hydrze jako jedynie państwowej dekoracji, klasycznego tropu stosowanego w przemówieniach, ozdoby stroju ceremonialnego czy dowodu na humanistyczne wykształcenie odwołującej się do niego osoby. Na przykład Francis Bacon użył go do stworzenia intelektualnych podstaw biologicznej doktryny potworności i uzasadnienia mordów kryjących się pod eufemizmami łacińskiego pochodzenia, takimi jak debellacja, ekstyrpacja, likwidacja, anihilacja, eksterminacja. Powołanie się na mit nie oznaczało po prostu użycia figury retorycznej ani nawet analitycznego pojęcia. Jak pokażemy, było to nałożenie klątwy i wydanie wyroku śmierci.

Mit hydry wyrażał strach i usprawiedliwiał przemoc klas rządzących, pomagając im budować nowy porządek oparty na podboju i wywłaszczeniach, szubienicach i katach, plantacjach, statkach i faktoriach. Nam, historykom, sugerował jednak coś zupełnie innego: hipotezę. Obraz hydry okazał się poręczny w naszych badaniach wielości, ruchu i powiązań, długich fal i planetarnych prądów przepływu ludzi. Jej liczne głowy stały się dla nas symbolem tłumów zgromadzonych na targach i polach, nabrzeżach i statkach, plantacjach i polach bitew. Owej wielości towarzyszył ruch: hydra odbywała podróże, udawała się na wygnanie lub rozpraszała się w diasporze, niesiona przez wiatry i fale poza granice państwa narodowego. Żeglarze, piloci, zbrodniarze, kochankowie, tłumacze, muzycy, mobilni pracownicy wszelkiego rodzaju nawiązywali nowe i nieoczekiwane kontakty, łącząc się na różne sposoby, które wydawały się przypadkowe, niepewne, przejściowe, a nawet zakrawające na cud.

Nasza książka jest spojrzeniem od spodu. Staraliśmy się odzyskać część utraconej historii wieloetnicznej klasy, która odegrała kluczową rolę w powstaniu kapitalizmu i nowoczesnej, globalnej gospodarki. Wiele tematów poruszanych w tej książce jest „niewidzialnych”, w dużej mierze z powodu represji, które spadały na przedstawicieli tej klasy: palono ich na stosach, ścinano, wieszano na szubienicach i skuwano kajdanami w pogrążonych w ciemnościach ładowniach statków. Ta niewidzialność to również skutek przemocy abstrakcji typowej dla pisania o historii. „Poważna” historia przez długi czas pozostawała w niewoli państwa narodowego, które większości badań nadal zapewnia – w dużej mierze niekwestionowane – ramy analizy. Nasza książka opowiada o powiązaniach, które na przestrzeni wieków zwykle negowano, ignorowano lub których po prostu nie dostrzegano, a mimo to w istotny sposób kształtowały one dzieje świata, w którym wszyscy żyjemy i umieramy.

* Rachel L. Carson, Morze wokół nas, tłum. Tadeusz Borysewicz, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1962, s. 145. [wszystkie przypisy dolne pochodzą od tłumacza]
** Autorzy mają na myśli nie brata Jerzego II, lecz jego syna – księcia Wilhelma Augusta Hanowerskiego (1721-1765), znanego raczej pod przydomkiem „rzeźnika Cumberlanda”.
*** Znany ze Wspomnień o Sokratesie (Άπομνημονεύματα) Ksenofonta, popularny w sztuce zachodniej motyw Herkulesa na rozdrożu ukazywał młodego herosa w chwili dokonywania wyboru między życiem przyjemnym a trudnym i honorowym, symbolizowanymi przez żeńskie personifikacje „niecnoty” (Κακία) i „cnoty” (Ἀρετή).
**** Według Vico dzieje ludzkości stanowiły cykl następujących po sobie epok bogów, bohaterów i ludzi. Herkules symbolizował drugą z nich.
***** Chodzi o Eugeniusza (1663-1736), księcia Sabaudii, wybitnego dowódcę wojskowego Cesarstwa Austriackiego, uczestnika m.in. wojen austriacko-tureckich oraz wojny o sukcesję hiszpańską, uznawanego za jednego z najwybitniejszych wodzów w dziejach świata.
****** Szkocki uczony Andrew Ure (1778-1857) nie miał związków z Oksfordem i był raczej chemikiem i geologiem niż filozofem; określenie „filozof manufaktur” to nawiązanie do tytułu jednej z jego prac z zakresu teorii biznesu The Philosophy of Manufactures: or, An Exposition of the Scientific, Moral, and Commercial Economy of the Factory System of Great Britain [Filozofia manufaktur, czyli omówienie naukowej, moralnej i handlowej ekonomii systemu fabrycznego Wielkiej Brytanii].

Rozdział 1

Wrak Sea-Venture

W dniu 25 lipca 1609 roku Sea-Venture – żaglowiec zmierzający do Wirginii, pierwszej angielskiej kolonii w Nowym Świecie – oddzielił się od pozostałych ośmiu statków, które niespełna dwa miesiące wcześniej wyruszyły konwojem z portu Plymouth w południowo-zachodniej Anglii. Żeglarze obserwujący horyzont z pokładu okrętu dostrzegli zbliżające się niebezpieczeństwo: w ich stronę szybko sunęła burza, a raczej coś, co Indianie z plemienia Carib nazywali hurucane. „Chmury gęstniały nad nami, a wiatry śpiewały i gwizdały w niezwykły sposób”, opisywał ten dzień William Strachey, jeden z pasażerów Sea-Venture.

Z północnego wschodu nadciągnął z rykiem straszliwy i obmierzły sztorm, który czasem uderzał z większą, a czasem z mniejszą gwałtownością, aż w końcu pochłonął wszelkie światło z Nieba; otoczyły nas piekielne ciemności, a czerń nad nami napełniła przerażeniem wszystkich, przytłaczając nasze zmysły i nasilając zgrozę, którą odczuwaliśmy, gdy do naszych uszu docierały okropne wrzaski i świsty wiatrów, a świadomość rozproszenia naszej kompanii sprawiała, że nawet ci najlepiej uzbrojeni i przygotowani byli wstrząśnięci.

Nadciągająca z furią burza „zaskoczyła najodważniejszych ze wszystkich żeglarzy, ścięła im krew w żyłach i powaliła ich na pokład”. Mniej odporni pasażerowie żaglowca krzyczeli ze strachu, lecz ich słowa „dławił wiatr, a jego wycie zagłuszały grzmoty”. Gdy drewniana konstrukcja trzystutonowego statku, mierzącego od dziobu do rufy trzydzieści metrów, zaczęła jęczeć, żeglarze otrząsnęli się z szoku i zabrali do pracy. W szóstkę, niekiedy nawet w ósemkę, wspólnymi siłami starali się panować nad sterem. Inni, chcąc zmniejszyć opór stawiany wiatrom, zwinęli takielunek i żagle. Żeby zredukować obciążenie – a co za tym idzie, zmniejszyć ryzyko wywrotki – wyrzucili za burtę duże ilości bagażu i uzbrojenie. Ze świecami w dłoniach pełzali wzdłuż żeber statku, wypatrując i nasłuchując możliwych przecieków. W miarę możliwości zatykali wszystkie, a kiedy skończył się im pakuły, jako uszczelniacza używali wołowiny. Mimo to woda wdarła się do wnętrza żaglowca, wznosząc się na kilka stóp ponad dwie warstwy beczek stojących w ładowni. Pasażerowie i członkowie załogi wypompowywali ją bez przerwy. Przez „trzy pełne grozy dni” panowały „egipskie ciemności”. Przedstawiciele gminu pozbyli się odzieży i byli „nadzy jak galernicy”. Nawet nieznający pracy fizycznej panowie na zmianę wypompowywali wodę, zaś ci, dla których w danej chwili nie było zajęcia przy pompach, wybierali ją kociołkami i wiadrami. Szacuje się, że podróżujący Sea-Venture ludzie, bez jedzenia i bez chwili spoczynku, usunęli z nieszczelnego statku około dwóch tysięcy ton wody1.

Ilość ta okazała się jednak niewystarczająca. Poziom wody nie obniżał się, a ludzie przy pompach, osiągnąwszy granice swej wytrzymałości, opadli z sił i stracili nadzieję. Gdy wyczerpani żeglarze zrozumieli, że zrobili wszystko, co w ludzkiej mocy, by oprzeć się apokaliptycznej sile huraganu, w obliczu pewnej śmierci znaleźli pociechę w morskim rytuale i odrzucili respekt dla reguł rządzących światem. Łamiąc zasady poszanowania własności prywatnej i wbrew autorytetowi kapitana Christophera Newporta, a także dżentelmenów z Kompanii Wirgińskiej, takim jak sir George Somers i sir Thomas Gates, otworzyli znajdujące się na statku zapasy trunków i w ostatnim akcie solidarności „przypijali jeden do drugiego, żegnając się ze sobą i życząc sobie wzajemnie radośniejszego i szczęśliwego spotkania w bardziej błogosławionym świecie”2.

W dniu 28 lipca Sea-Venture rozbił się między dwiema wielkimi skałami na Bermudach – cudem nikt nie zginął. Stu pięćdziesięciu przemoczonych i przerażonych członków załogi oraz pasażerów i pasażerek, którzy pierwotnie mieli stanowić wsparcie dla nowej plantacji Kompanii Wirgińskiej z Londynu, trafiło na brzeg nieznanego lądu, od dawna uważanego przez żeglarzy za nawiedzoną „Wyspę Diabłów” – siedzibę demonów i potworów, a zarazem upiorne cmentarzysko europejskich statków. Bermudy odkryto w 1505 roku, jednak przez całe szesnaste stulecie żeglarze je omijali. O ich istnieniu wiedziano głównie z relacji kilku marynarzy, renegatów i rozbitków, takich jak Job Hortop, który trafił na galery w hiszpańskich Indiach Zachodnich, lecz zbiegł z niewoli i mijał wyspę w drodze do Londynu, gdzie spisał swoją opowieść. Silvester Jourdain, jeden z pasażerów Sea-Venture, napisał później, że na Bermudach „nie było nic oprócz podmuchów wiatru, burz i złej pogody, które sprawiały, że każdy nawigator i żeglarz unikał ich jak Scylli i Charybdy lub samego diabła”. Aurę niesamowitości miejsce to zawdzięczało w dużej mierze petrelom bermudzkim – lokalnemu gatunkowi nocnych ptaków – których ostre, głuche pohukiwania słyszeli członkowie załóg przepływających statków3.

Jak jednak rozbitkowie wkrótce odkryli, rzeczywistość Bermudów była bardzo odmienna od tych złowrogich wyobrażeń. Wyspa okazała się rajską krainą, w której panowała wieczna wiosna, a obfitość pożywienia czyniła ją „najbogatszym, najzdrowszym i najprzyjemniejszym [miejscem], jakie kiedykolwiek widzieli”. Niedoszli koloniści żywili się czarnymi świniami (nie był to gatunek miejscowy; ich populacja pochodziła od kilku osobników, które wiele lat wcześniej dopłynęły do brzegu wyspy, gdy nieopodal rozbił się przewożący je hiszpański statek), rybami takimi jak strzępiele, papugoryby i lucjany (które można było łowić ręcznie lub za pomocą kija z wygiętym gwoździem), ptactwem, które samo przysiadało na ramionach ludzi, ogromnymi żółwiami (jeden starczał dla pięćdziesięciu osób), a także licznymi odmianami pysznych owoców. Ku wielkiemu zmartwieniu przedstawicieli Kompanii Wirgińskiej warunki panujące na Bermudach „sprawiły, że wielu [pasażerów Sea-Venture] całkiem zapomniało o miejscu, do którego się udawali, lub nie pragnęło opuszczać wyspy, gdzie żyli w takim dostatku, pokoju i swobodzie”. Gdy plebejusze znaleźli krainę obfitości, zaczęli „robić wszystko, by osiąść tam na zawsze”. Czuli, że to właśnie jest owo upragnione „radośniejsze i szczęśliwe spotkanie w bardziej błogosławionym świecie”4.

Reakcje rozbitków nie powinny dziwić, bowiem zapewniano ich, że na końcu swej podróży mogą spodziewać się rajskiej krainy. W 1606 roku Michael Drayton w poemacie „Ode to the Virginian Voyage” [Oda do wyprawy wirgińskiej] podkreślał, że Wirginia to

Jedyny raj na ziemi

Gdzie w zanadrzu natura ma

Zwierzynę, Ryby i Ptactwo;

I choć człek się nie trudzi

Gleba sama owoc rodzi,

Rocznie trzy żniwa da,

A większe niźli pragniesz jest wszystko5.

W 1610 roku Robert Rich w swojej poetyckiej propagandzie pisanej dla potrzeb Kompanii Wirgińskiej dla wygody połączył opis Bermudów i Wirginii:

Strach przed głodem tu nie gości,

Zboże rośnie w obfitości,

Nigdy ryb nie braknie w rzekach.

Słowa te to prawda szczera.

Na koniec Rich zapewniał, że w Wirginii „nigdy nie panuje niedostatek”. Inny propagandysta Kompanii Wirgińskiej – choć wiedział, że takie opisy to fałsz, a w Anglii są ludzie, którzy odrzucają je jako utopijne – podtrzymywał kłamstwa, obiecując potencjalnym robotnikom, że czeka ich sześciogodzinny dzień pracy i „nie będą zalewać się potem dla cudzego zysku”6. Wielu kolonistów, którzy wyruszyli do Wirginii na pokładzie Sea-Venture i innych statków, przepełniał „żar i zapał” związany z „rzymskim Jubileuszem”. Zgodnie z przyjętą przez chrześcijaństwo starotestamentową tradycją (por. Księga Kapłańska 25) obchody roku jubileuszowego łączono z wezwaniem do uwolnienia osób pozostających w niewoli oraz do zwrotu dóbr wywłaszczonym. Bermudy wydawały się idealnym miejscem do realizacji tego biblijnego proroctwa7.

Uwadze Stracheya, udziałowca i sekretarza Kompanii Wirgińskiej, nie uszło pojawienie się u rozbitków „niepokojących, choć skrywanych objawów niezadowolenia”. Początkowo szerzyły się one wśród żeglarzy, lecz szybko rozprzestrzeniły na innych. Niebawem doszło do „rozłamu pomiędzy sercem i ręką”: ci, którzy chcieli nadal bogacić się w Wirginii, popadli w konflikt z tymi, którzy mieli umożliwić im dotarcie na miejsce. Żeglarze i inni stojący po ich stronie argumentowali, że „w Wirginii nie ma się czego spodziewać poza nędzą i znojem, licznymi niedostatkami i skromnym zaopatrzeniem, nie ma tam ani ryb, ani mięsa, ani ptactwa, które tutaj […] dostępne jest bez zmartwienia i wysiłku”. Ich obawy nie były bezpodstawne: w tym samym czasie koloniści w Wirginii zjadali własne skórzane buty i chwytali węże, z wyglądu „przypominali kościotrupy i lamentowali: »konamy z głodu, konamy z głodu…«”. Pewien mężczyzna zabił swoją żonę, po czym poćwiartował i zasolił jej ciało, by się nim żywić. Byli też tacy, którzy wykopywali z grobów zwłoki, chcąc je zjadać. Tymczasem rozbitkowie na Bermudach pragnęli „odpocząć i osiąść tam, gdzie mogli się spodziewać jak najmniej zewnętrznych niedogodności”. Dane demograficzne przyznają im słuszność. Razem z Sea-Venture w konwoju do Wirginii zdążało jeszcze osiem statków z trzystu pięćdziesięcioma osobami na pokładzie. Po dotarciu na miejsce przybysze odkryli, że wśród osadników panuje niezwykle wysoka śmiertelność: w ciągu dwóch lat z pięciuset trzydziestu pięciu zostało ich około sześćdziesięciu. W stupięćdziesięcioosobowej populacji rozbitków na Bermudach straty w ludziach były minimalne. W ciągu dziesięciu miesięcy zmniejszyła się ona zaledwie o trzy osoby: jedna zmarła z przyczyn naturalnych, dwie zamordowano, a dwie kolejne zostały stracone – ale na świat przyszło też dwoje dzieci. Strachey zastanawia się: „Cóż posiada potężniejszą moc przyciągania do siebie licznych osobników leniwych, krnąbrnych i głupich niż swoboda i pełnia zmysłowości?”8.

Nowy Świat jako raj, Theodore de Bry, 1588, w: Thomas Hariot,

A briefe and true report of the new found land of Virginia

[Prawdziwe i zwięzłe świadectwo o nowo odkrytej ziemi Wirginii] (1590).

Aby bronić swojej wolności, część rozbitków „obiecała sobie nawzajem, że nie podejmie żadnych starań”, by opuścić wyspę. Związani tym przyrzeczeniem wycofali się do lasu, by założyć tam własną osadę. Później planowali samodzielnie zasiedlić inną wyspę archipelagu. Początkom angielskiej kolonizacji towarzyszyły zatem strajk i marronage*. Wśród przywódców tych działań znaleźli się żeglarze i religijni radykałowie, prawdopodobnie antynomiści, którzy wierzyli, że łaska Boża postawiła ich ponad prawem. Wysiłki zmierzające do ustanowienia autonomicznej społeczności nie powiodły się, ale „rozłam pomiędzy sercem a ręką” trwał nadal. Stephan Hopkins był uczonym purytaninem i zwolennikiem Roberta Browne’a, który opowiadał się za tworzeniem odrębnych, kongregacyjnych kościołów. Ich zarządzanie miało się opierać nie na autorytecie starszyzny, króla lub państwa, lecz na wzajemnej zgodzie członków poszczególnych zborów. Hopkins, odwołując się do logiki rytuału żeglarzy podczas sztormu, argumentował, że Kompania straciła swą władzę nad pasażerami i załogą w chwili zatonięcia Sea-Venture. Wskazał, że „obfitość wszelkiego rodzaju pożywienia na wyspie jest dowodem Bożej opatrzności” i sprzeciwiał się podróży do Wirginii, gdzie plebejusze byliby niewolnikami spekulantów. Bunt Hopkinsa zdławiono, on sam jednak nie został do końca pokonany, bowiem uszedł z życiem i wygłosił kolejną buntowniczą mowę na pokładzie Mayflower, gdy statek ten zbliżał się do Ameryki w 1620 roku9. Nie była to ostatnia rebelia na Bermudach, której uczestnicy uniknęli kary. W chwili gdy skuwano kajdanami Hopkinsa, kolejni spiskowcy planowali już przejęcie zapasów uratowanych z katastrofy statku i atak na gubernatora Thomasa Gatesa. Chociaż ich plan został ujawniony władzom, opór trwał. Wkrótce potem stracono innego buntownika, który ośmielił się słownie podważać autorytet gubernatora. W rezultacie kilku rozbitków zbiegło do lasu, gdzie – jak narzekał Gates – „żyli jak dzicy”.

Ostatecznie władze postawiły na swoim. Aby kontynuować podróż do Wirginii, zbudowano dwie pinasy – o nazwach Deliverance [Zbawienie] i Patience [Cierpliwość] – które zwodowano 10 maja 1610 roku. Jednak w ciągu czterdziestu dwóch tygodni spędzonych na wyspie żeglarze i część pasażerów – „osobnicy leniwi, krnąbrni i głupi” – zorganizowali pięć spisków przeciwko Kompanii Wirgińskiej i ich przedstawicielom, na co reakcją były dwie pierwsze egzekucje, które wykonano w angielskich koloniach na amerykańskiej ziemi. Jednego mężczyznę powieszono, drugiego zaś zastrzelono, aby stłumić opór i kontynuować dzieło kolonizacji. Gdy pozostali odpływali do Wirginii, dwóch mężczyzn, w tym jeden żeglarz, postanowiło zostać i „dożyć swych dni” na Bermudach. Dołączył do nich trzeci i razem „zaczęli pomnażać swoje skromne wspólne bogactwo […] w braterstwie”10. Mądrość tych, którzy pozostali, znalazła potwierdzenie niecały miesiąc po przybyciu statków do Wirginii, kiedy to sir Thomas Gates wysłał sir George’a Somersa na Bermudy w celu zdobycia żywności. Somers, który miał zapewnić zmagającej się z trudnościami kolonii kontynentalnej zapasy mięsa i ryb na pół roku, nigdy nie wrócił do Wirginii; wkrótce po ponownym wylądowaniu na wyspie i odkryciu jej uroków skonał z powodu „przejedzenia wieprzowiną”. Nie wiemy dokładnie, jaki los spotkał poszczególnych członków załogi i pasażerów Sea-Venture, którzy popłynęli z Bermudów do Wirginii, lecz – pamiętając wysoką śmiertelność w kontynentalnej osadzie – można przypuszczać, że wielu z nich zmarło wkrótce po przybyciu. Jednak „trzecia dostawa” (jak to określił gubernator Wirginii John Smith) okazała się na tyle liczna, że młoda plantacja zdołała przetrwać11.

Rozbicie Sea-Venture i dramatyczne bunty wszczynane przez rozbitków ukazują motywy przewodnie wczesnych dziejów Atlantyku. Wydarzenia te – choć istotną rolę odegrali w nich zarówno żeglarze, jak i religijni radykałowie – nie pasują ani do narracji o morskiej potędze Anglii, ani do opowieści o heroicznej walce o wolność religijną. Jest to raczej historia o początkach kapitalizmu i kolonizacji, o światowym handlu i budowaniu imperiów. Przy okazji jest to również opowieść o wykorzenianiu ludzi i ich wędrówkach, o tworzeniu się i przemieszaniu transatlantyckiej siły roboczej, o wyzysku i oporze wobec wyzysku, o „zalewaniu się potem”, o współpracy między różnymi rodzajami ludzi, których cele bywały przeciwstawne: jednym chodziło o zysk, drugim – o przetrwanie. Jest to także opowieść o alternatywnych sposobach życia oraz o oficjalnym stosowaniu przemocy i terroru, aby powstrzymać realizację tych sposobów lub je zniszczyć – aby przezwyciężyć powszechne przywiązanie do „swobody i pełni zmysłowości”.

Wielu innych dostrzegło przed nami historyczne znaczenie opowieści o rozbiciu Sea-Venture. Jednym z pierwszych – a z pewnością najbardziej wpływowym – był William Szekspir, który z pierwszej ręki czerpał wiadomości na temat losu rozbitków, gdy w latach 1610-1611 pisał swoją sztukę noszącą tytuł Burza. Już wcześniej zajmowały go relacje odkrywców, kupców i kolonizatorów, którzy agresywnie łączyli kontynenty Europy, Afryki i obu Ameryk, rozwijając światowy handel. Co więcej, znał takich ludzi osobiście, a nawet polegał na nich w kwestii swojego utrzymania. Podobnie jak wielu jego mecenasów i dobroczyńców – na przykład Henry Wriothesley, hrabia Southampton – sam Szekspir inwestował w Kompanię Wirgińską12. Jego sztuka zarówno opisywała rosnące zainteresowanie angielskiej klasy rządzącej osadnictwem i eksploatacją Nowego Świata, jak i je promowała. W następnej części książki omówimy, odwołując się do wraku Sea-Venture, cztery główne tematy związane z początkami i rozwojem angielskiego kapitalizmu atlantyckiego na początku XVII wieku: wywłaszczenie, walkę o alternatywne sposoby życia, wzorce współpracy i oporu oraz narzucenie dyscypliny klasowej. Historia o rozbitkach z Sea-Venture kryje w sobie bogatszą opowieść o powstaniu kapitalizmu i początku nowej epoki w dziejach ludzkości13.

Wywłaszczenie

Katastrofa Sea-Venture nastąpiła w kluczowym momencie imperialnej rywalizacji i rozwoju kapitalizmu. Utworzenie Kompanii Wirgińskiej odzwierciedlało – i przyspieszyło – fundamentalną zmianę układu sił, która dokonała się na początku XVII wieku, gdy leżące u wybrzeży Atlantyku państwa północno-zachodniej Europy (Francja, Holandia i Anglia) rzuciły wyzwanie śródziemnomorskim monarchiom i miastom-państwom: Hiszpanii, Portugalii, Algierowi**, Królestwu Neapolu i Republice Weneckiej, a z czasem przejęły od nich rolę sił dominujących na kontynencie oraz – stopniowo – również na świecie. Szybsze, lepiej uzbrojone i wymagające mniejszej liczebnie załogi północnoeuropejskie żaglowce – najbardziej wyrafinowane osiągnięcie inżynieryjne tamtych czasów – uzyskały przewagę nad śródziemnomorskimi galerami. Klasa rządząca Anglii była szczególnie chętna, by rywalizować z państwami Półwyspu Iberyjskiego w podboju Nowego Świata i wzbogacić się przy tym. W 1606 roku grupa angielskich inwestorów utworzyła zatem Kompanię Wirgińską, która – według jej głównego kronikarza, Wesleya Franka Cravena – była „przede wszystkim organizacją biznesową dysponującą dużym kapitałem. Zapewnili go spekulanci, których interesowały głównie zyski ze swoich inwestycji”. Gdyby nie ta kumulacja kapitału na rzecz nowej organizacji handlu światowego, nigdy nie doszłoby do wyprawy Sea-Venture14.

Propagandyści Kompanii Wirgińskiej zorganizowali w całej Anglii szeroko zakrojoną kampanię publiczną na rzecz kolonizacji, tłumacząc, dlaczego ich prywatna kapitalistyczna inicjatywa jest dobra dla kraju. Przedstawiali wiele tez, przekonując na przykład, że imperatywem wszystkich dobrych angielskich protestantów powinna być pomoc w nawracaniu dzikusów w Ameryce na chrześcijaństwo oraz walka z ich katolickimi wrogami za granicą. Utrzymywali również, że każdy mieszkaniec Anglii ma obowiązek przyczyniać się do chwały swojego kraju i powiększenia angielskiego panowania. Jednak najdonośniej i najbardziej natarczywie rozbrzmiewał wysuwany przez nich argument, jakoby kolonizacja stanowiła rozwiązanie problemów społecznych targających Anglią. Kompania – powtarzali do znudzenia – służy dobru publicznemu dzięki usuwaniu z Anglii „mrowia bezczynnych ludzi” i wysyłaniu ich do pracy w Wirginii. Richard Hakluyt, główny propagandysta programu angielskiej kolonizacji, lansował tę tezę przez dwadzieścia lat. Nowy Świat to idealne miejsce dla „niesfornych młodzieńców odrzucających religię”, dla osób wywłaszczonych przez zbyt wysokie czynsze, dla wszystkich cierpiących „skrajne ubóstwo” – krótko mówiąc, dla tych, którzy „nie mogą żyć we własnym domu”. Chociaż nie znamy nazwisk ani pochodzenia większości ludzi na pokładzie Sea-Venture, wiemy, że wywłaszczeni stanowili wśród nich sporą grupę. W 1609 roku Kompania Wirgińska zwróciła się do burmistrza Londynu, radnych miejskich i spółek, które tam działały, z propozycją „uwolnienia miasta i przedmieść od roju zbytecznych mieszkańców, których obecność sprawia, że w królestwie szerzą się śmierć, głód i wszelkie inne plagi”. Robert Rich, jeden z dżentelmenów, który znalazł się na Bermudach jako rozbitek, pisał o „tych, którzy wiodą wśród nas żywot włóczęgów”, zaś anonimowy autor z kręgu sir Thomasa Gatesa (być może nawet sam Gates) narzekał na „wszetecznych łapserdaków, którzy trafili na pokład statku, nie wiedząc, jak żyć w Anglii”15.

Powstanie Kompanii Wirgińskiej – a patrząc szerzej, całego kapitalizmu – było efektem wielu powiązanych ze sobą zmian społecznych i gospodarczych, które nastąpiły w Anglii pod koniec XVI i na początku XVII wieku. To właśnie one sprawiły, że w 1609 roku do Wirginii wyruszył konwój statków z Sea-Venture na czele, a wkrótce potem Szekspir rozpoczął pisanie Burzy. Do zmian tych należą: przejście w rolnictwie od upraw na własne potrzeby do komercyjnych pastwisk, zwiększenie się liczby pracowników najemnych, wzrost populacji w miastach, ekspansja tak zwanego systemu nakładczego*** w rzemiośle, rozwój handlu światowego, instytucjonalizacja rynków oraz ustanowienie systemu kolonialnego. Zmiany te miały jedną wspólną przyczynę o dalekosiężnych konsekwencjach: grodzenie pól. To ono spowodowało usunięcie tysięcy ludzi z gruntów rolnych, które dotąd użytkowali wspólnie. Stopniowo przemieszczano ich do wiosek, miast i – za morze. Wywłaszczenie było źródłem pierwotnej akumulacji kapitału oraz siłą, która przekształciła ziemię i pracę w towary. W ten sposób niektórzy robotnicy rolni stali się „siłą roboczą” na pokładzie Sea-Venture. Szekspir przedstawił prawdę o wywłaszczeniu w Burzy, w scenie, w której Kaliban – w spisie osób dramatu występujący jako „dziki i pokraczny niewolnik”**** – dochodzi własnych roszczeń do ziemi przeciwko swojemu panu, arystokracie Prosperowi:

Całą tę wyspę mam w spadku po matce,

Tyś mi ją zabrał.

Była to kluczowa kwestia tej epoki. Gdy właściciele ziemscy wywłaszczali europejskich robotników rolnych, a europejscy kupcy – rdzennych mieszkańców obu Ameryk, holenderski prawnik Hugo Grotius pytał: „Czy jakikolwiek naród może […] odkryć to, co należało do kogoś innego?”. Kto posiadał Bermudy? Do kogo należała Ameryka? Kto był właścicielem Afryki? Czyją wyspą była Anglia? Ponieważ narody świata przez całą historię uparcie trzymały się niezależności ekonomicznej, która wynika z posiadania własnych środków utrzymania – czy to ziemi, czy innej własności – europejscy kapitaliści musieli siłą wywłaszczyć ludzi z ojczyzn zamieszkiwanych przez ich przodków, aby móc ich wykorzystać jako siłę roboczą w nowych projektach gospodarczych realizowanych w nowych warunkach geograficznych. Wywłaszczanie i relokacja ludności to proces trwający na całym świecie od pięciuset lat. Kompania Wirgińska, której okrętem flagowym był Sea-Venture, pomagała w zorganizowaniu pasa transmisyjnego między wywłaszczaniem w Starym Świecie a wyzyskiem w Nowym Świecie.

Jak doszło do wywłaszczenia w Anglii? Była to operacja długa, powolna i brutalna. Począwszy od średniowiecza, lordowie stopniowo likwidowali własne prywatne armie i rozpuszczali swoją feudalną czeladź. Na początku XVI wieku władcy Anglii zamknęli klasztory, wyeliminowali wędrownych kaznodziejów, sprzedawców odpustów i członków zakonów żebraczych oraz zniszczyli średniowieczny system dobroczynności. Być może najważniejsze ze wszystkich były działania podjęte przez dużych właścicieli ziemskich pod koniec XVI i na początku XVII wieku, gdy zareagowali oni na nowe możliwości rynkowe – zarówno w kraju, jak i w skali międzynarodowej. Radykalnie zmienili wówczas praktyki rolnicze, ogradzając grunty orne, eksmitując drobnych rolników i wysiedlając wiejskich dzierżawców. Tysiącom mężczyzn i kobiet odebrano możliwość uprawy ziemi, odmawiając dostępu do wspólnych (dotąd) gruntów. Pod koniec XVI wieku liczba osób pozbawionych własności była dwunastokrotnie większa niż sto lat wcześniej. W XVII wieku grodzeniami objęto prawie jedną czwartą ziemi uprawnej w Anglii. Dzięki współczesnym zdjęciom lotniczym i wykopaliskom udało się zlokalizować ponad tysiąc opuszczonych wiosek i przysiółków, co potwierdza kolosalne rozmiary wywłaszczenia ludności chłopskiej. Opublikowana w 1516 roku Utopia Thomasa More’a stanowiła po części satyrę na ten proces, jednak ponieważ jej autor sam był posiadaczem ogradzanych gruntów, w swej krytyce musiał zachować powściągliwość. Również Szekspir miał związki z grodzeniami. Posiadał połowę udziałów w dzierżawie dziesięcin w Welcombe, gdzie znajdowało się otwarte pole, które William Combe postanowił ogrodzić w 1614 roku. Szekspir nie miał obiekcji wobec tej propozycji, ponieważ jego dochody nie uległyby zmniejszeniu, zaprotestowali jednak ludzie, którzy w rezultacie mieli zostać wywłaszczeni. W akcie sprzeciwu zasypali oni rowy, wykopane wcześniej pod ogrodzenia. Combe przybył konno, by skonfrontować się z diggerami i wyklinał ich jako „łajdaków i sługusów purytanów”. Jednak Thomas Green, przywódca diggerów, powrócił następnego dnia z kobietami i dziećmi, by kontynuować protest. Zwrócił się z petycją do Lorda Najwyższego Sędziego oraz do Tajnej Rady i ostatecznie uzyskał zgodę na usunięcie ogrodzeń16.

Większość robotników rolnych miała mniej szczęścia. Nie mogąc znaleźć zatrudnienia, które zapewniłoby im dochód, nie posiadając ziemi, kredytu ani zajęcia, ci nowi proletariusze zostali zepchnięci na drogi i bezdroża, na których podlegali bezlitosnemu okrucieństwu ówczesnych przepisów regulujących stosunki pracy oraz kodeksu karnego, którego surowość nie miała sobie równych w czasach nowożytnych. W Anglii główne akty prawne wymierzone przeciwko rabusiom, włamywaczom i złodziejom powstały w XVI i na początku XVII wieku, gdy przestępczość stała się integralnym elementem miejskiego życia. Przepisy wymierzone we włóczęgów uprawomocniały tymczasem stosowanie przemocy fizycznej wobec wywłaszczonych. Za panowania Henryka VIII (1509-1547) włóczęgów poddawano karze chłosty, obcinano im uszy lub wieszano (jeden z kronikarzy szacował ich liczbę na 75 tysięcy)17. Gdy królem był Edward VI (1547-1553), karano ich wypaleniem na piersi piętna w formie litery „V” i dwuletnią niewolą. Za czasów Elżbiety I (1558-1603) oprócz chłosty skazywano ich na galery lub wysyłano do domów poprawczych*****. W kodeksie karnym opracowanym za Edwarda VI środki przewidziane wobec osób pozbawionych własności były niewiele mniej okrutne. Również celem Statutu Rzemieślniczego (The Statute of Artificers) i Ustawy o Ubogich (The Poor Law) było ustanowienie przepisów regulujących pracę najemną18.

„Bezpańscy” mężczyźni i kobiety stanowili charakterystyczny element Anglii czasów końca panowania Tudorów i początków dynastii Stuartów. Ich obecność wywoływała zawirowania swoiste dla tamtej epoki. A. L. Beier widział we włóczęgach „wielogłowego potwora podobnego do hydry, który gotów jest zniszczyć państwo i porządek społeczny”. Opis ten odzwierciedla argumenty filozofa i Prokuratora Generalnego Francisa Bacona, któremu własne doświadczenie kazało uznać takich ludzi za „nasienie zagrożenia i tumultu w państwie”. Połączenie wywłaszczania, eksploatacji przemysłowej (poprzez górnictwo i system nakładczy) oraz bezprecedensowej mobilizacji wojskowej zaowocowało w Anglii za czasów Tudorów ogromnymi regionalnymi buntami: Powstaniem Kornwalijskim (rok 1497), Powstaniem w Lavenham (rok 1525) i Rebelią w Lincolnshire (rok 1536) – a także tak zwaną Pielgrzymką Łaski (rok 1536), Rebelią Modlitewników (rok 1549)****** i Powstaniem Ketta (rok 1549). Wszystkie one wybuchły na wsi. Z kolei powstania miejskie nasiliły się pod koniec XVI wieku. Były to kolejno: bunt w więzieniu Ludgate (rok 1581), „bożonarodzeniowe zamieszki żebracze” w 1582 roku, o wywołanie których oskarżano żebraków, zamieszki w Zielone Świątki 1584 roku, powstanie tynkarzy (rok 1586), zamieszki filcarzy (rok 1591) oraz dwa bunty, do których doszło w Southwark – najpierw wytwórców świec w roku 1592, a następnie maślarzy trzy lata później. Już same nazwy wskazują na ich charakter: były to walki rzemieślników o zachowanie swoich swobód i zwyczajów. Kiedy w 1596 roku oksfordzcy plebejusze podczas buntu w Enslow Hill zawiązali sojusz z londyńskimi czeladnikami, Bacon i prokurator generalny Edward Coke poddali jednego z przywódców ruchu torturom, przekonując, że każdy atak na grodzenia jest równoznaczny ze zdradą stanu. Do największej rewolty doszło w 1607 roku w Midlands, częściowo w rodzinnym hrabstwie Szekspira, który pod wpływem tych wydarzeń napisał tragedię Koriolan. To właśnie podczas owej rebelii tych, którzy podjęli bezpośrednie działania przeciwko ogradzaniu, po raz pierwszy nazwano lewelerami******. Żywiołowy opór przeciwko wywłaszczeniom spowolnił tempo ogradzania, opóźnił obniżkę płac i położył podwaliny pod ustępstwa i kompromisy, w których błędnie widzimy przejawy „paternalizmu Tudorów”, jak gdyby stanowiły one bezinteresowny dar władców, płynący z ich rodzicielskiej dobroci19.

Kiedy nadszedł czas, by usystematyzować i przeanalizować efekty wywłaszczenia, sir John Popham, główny sędzia Ławy Królewskiej Sądu Najwyższego w latach 1592-1607 i czołowy organizator Kompanii Wirgińskiej, sklasyfikował trzydzieści odmian „łotrów i żebraków” oraz podzielił je na pięć głównych grup. Pierwszą z nich stanowili uliczni kramarze, kotlarze i domokrążcy – zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Ich drobne transakcje handlowe stanowiły podstawę proletariackiej mikroekonomii. Na drugą składali się byli żołnierze i żeglarze, zwolnieni ze służby bądź ranni podczas jej pełnienia – lub tacy, którzy się pod nich podszywali. Ich praca stanowiła podstawę ekspansjonistycznej makroekonomii kraju. Do trzeciej zaliczały się resztki ocalałej podstruktury feudalnej dobroczynności: pośrednicy, nadzorcy, sprzedawcy odpustów. Czwartą tworzyli ówcześni artyści uliczni: kuglarze, fechmistrze, minstrele, treserzy tańczących niedźwiedzi, atleci i aktorzy prezentujący skecze. Piąta grupa to według Pophama oszuści rzekomo biegli w „wiedzy przebiegłej” – odczytujący charakter z dłoni lub twarzy – a także wróżbici i „osoby nazywające siebie Uczonymi”, zaspokajający intelektualne i filozoficzne potrzeby ludzi. Wreszcie jego preambuła wymieniała „wszystkich włóczęgów i plebejskich robotników, sprawnych na ciele, którzy wałęsają się i odmawiają pracy za rozsądne wynagrodzenie, jakie jest opodatkowane lub powszechnie przyznawane w takich częściach kraju, w których takie osoby mieszkają lub przebywają, a nie zarobkują w inny godziwy sposób, aby się utrzymać”. W ten sposób pod ustawowe pojęcie „zatwardziałego łotra i żebraka” podpadały wszystkie osoby znajdujące się poza systemem zorganizowanej pracy najemnej, a także te, których działalność składała się na kulturę, tradycję i autonomiczne samozrozumienie tego zmiennego, krytycznego i niestabilnego proletariatu. Marks i Engels nazywali wywłaszczonych „wielobarwnym tłumem”20.

Wywłaszczanie i opór napędzały proces kolonizacji. To one dostarczyły pasażerów na pokład Sea-Venture i wielu innych statków przemierzających Atlantyk w pierwszej połowie XVII wieku. Niektórzy wyjeżdżali dobrowolnie, ponieważ utrata ziemi sprawiła, że desperacko starali się „zacząć od początku”, jednak wielu innych opuszczało Anglię nie z własnej woli, lecz w następstwie rewolty w Midlands – z powodów, o których tak pisał Bacon: „Albowiem najpewniejszym sposobem zapobiegania Buntom [jest] odebranie im Substancji. Bowiem jeśli Paliwo jest przygotowane, trudno rzec, skąd nadejdzie Iskra, która sprawi, że wybuchnie Pożar”. Wśród argumentów za kolonizacją Irlandii w 1594 roku lub Wirginii w 1612 roku wysuwano i takie, że jest to sposób na wywiezienie „wybujałego pospólstwa” i „usunięcie z Miasta […] buntowniczej substancji”. Zaczątkiem tego myślenia była Ustawa o żebrakach (Beggars Act) z 1597 roku (39 Eliz. c. 4), na mocy której „włóczęgów i łotrów”, którzy popełnili przestępstwa (głównie przeciwko mieniu), przewożono do kolonii, gdzie czekała ich praca na plantacjach, stanowiących, jak to ujął Hakluyt „więzienia bez murów”. Trafiali tam głównie więźniowie z Londynu, lecz również z innych części Anglii. Pierwszym znanym z nazwiska angielskim przestępcą skazanym na odbycie kary w Ameryce był czeladnik farbiarza, który w 1607 roku został przewieziony do Wirginii po tym, jak zabrał towary należące do swojego mistrza, a następnie zbiegł z domu poprawczego. W ślad za nim wysłano tysiące kolejnych21.

Alternatywy

Stronnicy Kompanii Wirgińskiej wiedzieli, że wywłaszczenie stworzyło „mrowie bezczynnych ludzi”, którzy kiedyś byli utrzymywani dzięki użytkowaniu wspólnych gruntów. Kupiec, inwestor i publicysta Robert Gray wspominał czasy, gdy

dobra wspólne naszego Kraju były wolne i otwarte dla ubogiego Pospólstwa, ponieważ ziemi wystarczało dla każdego człowieka, tak że żaden nie musiał wkraczać ani oddzielać się od innego, co sprawiało, że w tamtych czasach nie mieliśmy wielkiej potrzeby podążania za dziwnymi doniesieniami ani szukania dzikich przygód, wiedząc, że dla każdego mamy zasobów w ilości nie tylko wystarczającej, lecz nawet ponad miarę.

Choć pogląd Graya, że wywłaszczanie i grodzenie były spowodowane wyłącznie wzrostem populacji i przeludnieniem, jest tendencyjny, rozumiał on, że wielu ludzi w Anglii wiodło kiedyś inne życie – bardziej swobodne ‒ ponieważ dysponowało wystarczającą ilością dóbr, a nawet cieszyło się ich obfitością. Kiedy plebejusze z pokładu Sea-Venture postanowili osiedlić się na Bermudach zamiast płynąć do Wirginii, wyjaśnili urzędnikom Kompanii Wirgińskiej, że wolą dostatek, komfort i swobodę korzystania ze wspólnych gruntów niż nędzę i niewolniczą harówkę, która czeka na nich w kolonii22.

Zainspirowany działalnością rozbitków, Szekspir głównym tematem Burzy uczynił alternatywne sposoby życia. Jedną z postaci tej sztuki jest stary Gonzalo, mądry doradca królewski, który – gdy trafia wraz ze swoim władcą i innymi arystokratami na Bermudy – rozmyśla o idealnym „państwie” (commonwealth), które mógłby ustanowić na wyspie, „gdyby taka była do obsadzenia”:

Wszystko urządziłbym w państwie odwrotnie

Niż zwykle bywa. Zabroniłbym handlu,

Zniósł sądownictwo i zakazał szkół;

Nikt by nie wiedział, co znaczy bogactwo,

Ubóstwo, służba, kontrakt albo spadek,

Działka czy miedza, pole czy winnica;

Nikt nie używałby metalu, zboża,

Wina, oliwy; nie byłoby pracy,

Za to mężczyźni wszyscy i kobiety

Żyliby w stanie błogiej niewinności,

Bez żadnej władzy.

Następnie rozwija swą wizję:

Wspólną własnością byłby plon natury

Zrodzony przez nią bez trudu i potu.

Zdrady, oszustwa, miecze, włócznie, działa

Byłyby zbędne, gdyż sama przyroda

Zaspokajałaby swą obfitością

Potrzeby mego niewinnego ludu.

Jego państwo, podsumowuje, byłoby tak doskonałe, że „zbladłby Złoty Wiek”23.

Pasażerowie Sea-Venture, podobnie jak Szekspir, czerpali swoje wyobrażenia na temat alternatywnych sposobów życia z różnych źródeł. Był wśród nich klasyczny mit Złotego Wieku, biblijna opowieść o ogrodzie Edenu („stan błogiej niewinności”, o którym wspomina Gonzalo), a także szeroki wachlarz popularnych tradycji: antynomicznych (nieobecność prawa, przestępstwa czy sądu), anarchistycznych (brak państwa, a zatem niemożność popełnienia zdrady państwowej), pacyfistycznych („miecze, włócznie, działa byłyby zbędne”), egalitarystycznych („nikt by nie wiedział, co znaczy bogactwo, ubóstwo”) oraz obraz idylli zbieracko-łowieckiej (bez górnictwa lub konieczności uprawy roli). W społeczeństwie nieznającym takich pojęć jak „spadek” i „służba” nie byłoby ani arystokracji, ani pracy najemnej. Tradycje te znano z widowisk przedstawiających „świat na opak”, z udziałem odzianych w wielobarwne stroje błaznów – w Burzy taką postacią jest Trinculo – pośród sztandarów, koni, dzieł sztuki i ekstrawagancji dworskiego karnawału. Spajały one pogańskie rytuały, tradycje chłopskie i utopijne miejsca „nie z tego świata” (alterae terrae, takie jak Bermudy) w nowe, inkluzywne, spektakularne formy rozrywki. George Ferrers, lord of misrule podczas uroczystości na dworze Edwarda VI w 1552 roku, miał na sobie emblemat przedstawiający „dziwaczną bestię” i głoszący: „wąż siedmiogłowy zwany hydrą to główny zwierz w mym herbie”******. Komiczne alegorie, takie jak baśń o Kukanii („krainie pieczonych gołąbków”), wywodzące się ze średniowiecznej satyry, utrzymywały przy życiu pewien rodzaj utopii, ukazując wizję próżniaczej przyjemności i absolutnej sytości24.

Uprawy niwowe w Laxton w Anglii, 1632.

Booke of Survaye of the Manor of Laxton

[Księga inspekcji dworu w Laxton] (1635).

Najbardziej bezpośrednią alternatywą było oczywiście doświadczenie wspólnoty gruntowej, z jej brakiem własności prywatnej, sugerowanym przez słowa takie jak „pole” i „miedza” – w oryginale odpowiadają im terminy tilth i bourn. Tilth to słowo o dawnym fryzyjskim rodowodzie, odnoszące się do orki lub bronowania – czyli do konkretnych prac związanych z uprawą ziemi – co odróżniało je od innych terminów dotyczących gruntów, takich jak pasture [pastwisko], forest [las] czy waste [nieużytek]. Wizja świata nieznającego pojęcia „pola” budziła skojarzenia z powrotem do sposobu użytkowania terenów leśnych, który wciąż utrzymywał się w Anglii, a zwłaszcza w Irlandii. Angielscy zdobywcy zaczęli już wówczas wycinkę lasów, niszcząc w ten sposób społeczeństwo oparte na więzach pokrewieństwa, w którym dzielono się podstawowymi zasobami. Bourn to nowszy termin oznaczający granicę między polami. Często stosowano go w XVI wieku na południu Anglii, był zatem powiązany z grodzeniami. Osoby wywłaszczone nie tylko odczuwały żal z powodu niemożności kontynuowania dawnego stylu życia, lecz również nadal miały go w żywej pamięci, a także zachowały wiedzę na temat rolnictwa na nieogrodzonych polach i wspólnego użytkowania gruntów. Tak więc dla wielu ludzi świat, w którym nie istnieje „działka czy miedza, pole czy winnica” nie był idealnym marzeniem, ale dobrze znaną rzeczywistością, utraconą całkiem niedawno.

Co dokładnie miał na myśli gubernator Thomas Gates, gdy narzekał, że zbuntowani rozbitkowie z Sea-Venture wycofali się do lasu i żyją „jak dzicy”? Jak żyli dzicy? Dla Gatesa – i całego pokolenia współczesnych mu Europejczyków – bezklasowe, bezpaństwowe, egalitarne społeczeństwa Ameryki stanowiły silnie przemawiające do wyobraźni przykłady alternatywnych sposobów życia. Robert Gray, rzecznik Kompanii Wirgińskiej, często powtarzał o rdzennych Amerykanach: „nie ma wśród nich meum ani tuum”. Jak odkrył William Strachey, koncepcja własności prywatnej była im obca, nie znali też pojęcia pracy jako takiej. Jak pisał, Indianie z Wirginii „przez większą część roku lenili się”. Być może się lenili, jednak nie głodowali. Sir Henry Colt pisał w 1631 roku, że w St. Christopher w Indiach Zachodnich spotkał „wielu nagich Indian, i choć ich brzuchy są nieproporcjonalnie duże, to jednak widać, że ta kraina zapewnia im pod dostatkiem pożywienia”. Takie odkrycia rozpalały zbiorową wyobraźnię Europy, inspirując niekończące się dyskusje – prowadzone przez mężów stanu, filozofów i pisarzy, a także wywłaszczonych – na temat ludów, które żyły bez własności, pracy, panów i królów25.

Opowieści o tych alternatywnych społeczeństwach w Ameryce sprowadzali do Europy żeglarze – setki, a wkrótce tysiące rzeczywistych odpowiedników Rafaela Hythlodaya, żeglarza, który powrócił z Nowego Świata, aby opowiedzieć historię zawartą w Utopii Thomasa More’a. Na żeglarskich opowieściach i „dziwnych doniesieniach” o alterae terrae polegali zarówno przedstawiciele kultury wysokiej, jak i ludzie z nizin społecznych. Były marynarz, który przez dwanaście lat żył wśród Indian w Brazylii, służył później u Michela de Montaigne’a; ten człowiek, „prosty i nieuczony” był niewątpliwie autorem „wiarygodnego świadectwa”, a jego opowieści wpłynęły na koncepcję ludzkich możliwości rozwijaną przez jego pana26. Dzięki tym i innym opowieściom, które krążyły po miastach portowych takich jak Londyn, Szekspir czytał i słyszał o tym, że w Ameryce można znaleźć „złoty świat bez znoju” i miejsca „bez prawa, bez ksiąg i bez sędziów”. Kilka wieków później Rudyard Kipling odwiedził Bermudy i stwierdził, że wielu pomysłów do Burzy musiał dostarczyć Szekspirowi jakiś „pijany marynarz”27. Żeglarze łączyli w swoich opowieściach komunizm pierwotny Nowego Świata z plebejskim „kommonizmem” Starego, co – przynajmniej częściowo – wyjaśnia ich wiodącą rolę „wywrotowców” w wydarzeniach, jakie nastąpiły po rozbiciu się Sea-Venture na Bermudach w 1609 roku.

Wspólne użytkowanie ziemi nie wszędzie odbywało się tak samo, a wspólne grunty nie zawsze były jednolitym ekosystemem z ustalonym prawem własności. Ich charakter zmieniał się w zależności od czasu i miejsca, o czym dobrze wiedział William Strachey i wielu innych. Strachey wyjaśniał, że „to, co Bóg stworzył na Ziemi w postaci natury, było na początku wspólne jej mieszkańcom”, a w rdzennych Amerykanach, których napotkał – i określał mianem „ludzi natury” – dostrzegł podobieństwo do swoich własnych przodków, starożytnych Piktów i Brytów, z czasów, nim ujarzmili ich Rzymianie. W średniowiecznej Anglii istniał szczególny system rolnictwa – tak zwany układ niwowy (open-field system) ‒ wraz z towarzyszącymi mu przepisami regulującymi wspólne użytkowanie ziemi. Wydaje się, że stosowano go z powodzeniem w Sudbury w stanie Massachusetts, dopóki nie zwrócił się przeciw niemu atak prywatnej akumulacji28. Jednak korzystanie ze wspólnych gruntów było czymś więcej niż tylko specyficznie angielską praktyką agrarną z jej amerykańskimi wariantami; ta sama koncepcja leżała u podstaw takich zjawisk jak clachan, sept i rundale******, organizacji wsi w Zachodniej Afryce i tradycyjnego rolnictwa ugorowego rdzennych Amerykanów – innymi słowy, pojawiała się na tych wszystkich obszarach Ziemi, które pozostały niesprywatyzowane, nieogrodzone, nieutowarowione i dowartościowywały ludzką wzajemność w jej różnych przejawach. Szekspir, choć wiedział, jak naprawdę wyglądała walka o alternatywny sposób życia na Bermudach, zdecydował się zastąpić prawdziwe miejsce literacką utopią ze snu. Inni inwestorzy z Kompanii Wirgińskiej postępowali podobnie: brutalnie dążyli do realizacji własnej utopii – wymierzonej przeciwko tym, którzy próbowali wieść życie w „dostatku, pokoju i swobodzie”.

Wioska południowoalgonkiańska, 1588. Hariot,

A briefe and true report of the new found land of Virginia

.

Współpraca i opór

Historię Sea-Venture można przedstawić jako mikrokosmos różnych form ludzkiej współpracy. Po pierwsze – współpracy żeglarzy (później zaś wszystkich innych obecnych na pokładzie ludzi) podczas huraganu, gdy starali się sterować statkiem, zwijali żagle, opróżniali ładownie i wypompowywali przeciekającą przez kadłub wodę. Po katastrofie okrętu, gdy rozbitkowie znaleźli się na lądzie, nastąpiła reorganizacja i poszerzenie zakresu tej współpracy – po części przeprowadzili ją przywódcy Kompanii Wirgińskiej, a po części dokonała się ona przeciw nim. Budowano szałasy z liści palmy, by móc się gdzieś schronić, i wspólnie zdobywano pożywienie, polując, zajmując się zbieractwem – w tym również zbieraniem padliny – i łowiąc ryby. Plebejusze, którzy za przykładem żeglarzy jeszcze na pokładzie zakwestionowali porządek władzy, po wylądowaniu na wyspie kontynuowali współpracę, zawiązując pięć spisków, organizując strajk i marronage. Równolegle do działań tej zorganizowanej opozycji przedstawiciele Kompanii Wirgińskiej realizowali własny projekt współpracy: wycinka drzew cedrowych miała zapewnić budulec na nowe łodzie, którymi można by przewieźć rozbitków do Wirginii. Dramatyczne napięcia między wywrotowymi i oficjalnymi formami współpracy dają się wyczuć w relacji Williama Stracheya z życia na Bermudach w latach 1609-1610.

Współpraca łączyła wielu różnych ludzi z różnym doświadczeniem zawodowym: żeglarzy, robotników, rzemieślników i plebejuszy. Wśród pasażerów Sea-Venture znaleźli się nawet dwaj rdzenni Amerykanie – Namuntack i Matchumps – którzy po wizycie w Anglii wracali do Powatanów zamieszkujących okolice Zatoki Chesapeake29. Ten oparty na współpracy opór skłonił Szekspira do przedstawienia w Burzy spisku, który zawiązali niewolnik Kaliban, błazen Trinculo i żeglarz Stefano. Połączył ich plan zabicia Prospera i przejęcia kontroli nad wyspą. Kaliban uosabia żywioł afrykański i indiański, a także irlandzki i angielski, podczas gdy Trinculo i Stefano reprezentują dwa główne typy mieszkańców Anglii wywłaszczonych za czasów sędziego Pophama. „W biedzie trzeba nieraz dzielić łóżko, diabli wiedzą z kim”, stwierdza Trinculo, gdy dołącza do Kalibana pod gabardynowym płaszczem, szukając schronienia przed burzą, wcześniej jednak dziwi się: „A to co znowu? Człowiek czy ryba?”. Kiedy zjawia się Stefano, przygląda się temu, co uważa za wielonogie stworzenie, i zastanawia się, czy nie odkrył właśnie jakiegoś nowego rodzaju istoty: „To jakiś czworonożny potwór, żyjący widać na tej wyspie”. Nie jest to oczywiście ani ryba, ani potwór, ani hybryda (słowo to pierwotnie stosowano w kontekście hodowli świń******; w odniesieniu do ludzi po raz pierwszy użył go w 1620 roku Ben Jonson, pisząc tak o młodych Irlandkach) – to raczej symbol początku współpracy między członkami „wielobarwnej gromady” robotników. Kaliban obiecuje wykorzystać swoje zbieracko-łowieckie umiejętności, aby pokazać Trinculowi i Stefanowi, jak przetrwać w obcym dla nich kraju i gdzie znaleźć żywność, słodką wodę, sól i drewno. Ich współpraca ostatecznie przeradza się w spisek i bunt zbliżony do tych, w które angażowali się rozbitkowie z Sea-Venture na Bermudach, zanim ich pokonano30.

Powiedzieliśmy, że spotkanie Kalibana i Trincula pod gabardynowym płaszczem to początek wielobarwnej gromady – motley crew. Powinniśmy wyjaśnić znaczenie tego terminu. Na dworze królewskim w renesansowej Anglii słowem „motley” określano wielobarwną szatę – często czapkę noszoną przez błazna, któremu król pozwalał z siebie drwić, a nawet mówić sobie prawdę w oczy. Jako błazeńskie insygnium strój ten kojarzył się z karnawałem: czasem nieporządku i subwersji, a przy tym swoistym zaworem bezpieczeństwa. W szerszym znaczeniu słowo motley mogło również odnosić się do pstrokatego zgromadzenia ludzi, których obszarpane odzienie sprawiało, że stanowili interesujący widok. Ów wielobarwny tłum (motley crowd) to z dużym prawdopodobieństwem łachmaniarze lub „lumpenproletariat” (niemieckie słowo lumpen oznacza „łachmany”). Chociaż opisujemy i podkreślamy wielorasowy charakter tej wielobarwnej gromady (motley crew), ważne, aby podczas lektury pamiętać również o związkach tego terminu z odwróceniem porządku i ubóstwem.

Wywłaszczanie odbywało się nie tylko w Anglii, lecz również w Irlandii, Afryce, na Karaibach i w Ameryce Północnej. Ludzie, których uczyniło ono proletariuszami, pracowali jako wykwalifikowani nawigatorzy i żeglarze na pierwszych statkach przemierzających Atlantyk, jako niewolnicy na amerykańskich plantacjach oraz jako uliczni kuglarze, pracownice seksualne i służba w Londynie. Anglia włączyła się w handel niewolnikami – niezbędny dla rozwoju kapitalizmu – w roku 1563, rok przed narodzinami Szekspira. Pierwszych ghańskich niewolników sprowadził na wyspę John Lok w 1555 roku. Nauczyli się oni tam angielskiego, aby wrócić do Ghany, gdzie pełnili funkcję tłumaczy handlarzy niewolników. W latach 1562-1563 John Hawkyns z dużym zyskiem sprzedał Hiszpanom trzystu niewolników na Haiti. Na drugą wyprawę po niewolników królowa Elżbieta udostępniła mu statek z załogą. W masce****** Bena Jonsona z 1606 roku – The Masque of Blacknesse [Maska czerni] – Okeanos zadaje afrykańskiej rzece Niger niewinne pytanie: „Gdzież jest kres twych herkulesowych trudów / Co rozciągają się na te spokojne i błogosławione brzegi?”. Szekspir – który spośród wielu mitologicznych postaci to Herkulesa darzył szczególnym podziwem – mógłby pomóc udzielić odpowiedzi na to pytanie: w 1607 roku, gdy statki niewolnicze Dragon i Hector stały na kotwicy u wybrzeży Sierra Leone, ich załogi grały Hamleta i Ryszarda II. Lucas Fernandez, „nawrócony Murzyn (negro), szwagier miejscowego króla Borei”, przetłumaczył sztuki dla odwiedzających statki afrykańskich kupców31. W 1618 roku, wkrótce po premierze Burzy, grupa angielskich handlarzy niewolników pod nazwą The Company of Adventurers of London Trading to Gynney and Bynney, której król Jakub I nadał przywilej, zbudowała pierwszą stałą angielską faktorię w Afryce Zachodniej32.

Kaliban, Trinculo i Stefano to w ujęciu Szekspira nędzne indywidua, a ich sojusz jest wręcz komiczny, lecz w rzeczywistości tego rodzaju spiski nie budziły śmiechu: kiedy Drake****** urządzał najazdy na hiszpańskie wybrzeża Nowego Świata******, jego zwiadowcami byli cimarrons, zbiegli niewolnicy pochodzenia afrykańskiego i indiańskiego, którzy mieli znakomite rozeznanie w terenie33. Jak widzieliśmy, bunty, które faktycznie wybuchały na Bermudach – podsycane ideami demokratycznymi, antynomicznymi i komunistycznymi – miały bardziej zróżnicowany i złożony charakter, były trwalsze i groźniejsze, a ich uczestnicy byli inteligentniejsi niż to ukazywał Szekspir. Zapewne nie miał wyboru. Prawo wprowadzone niedługo przed tym, jak przystąpił do pisania Burzy, zabraniało obecności na scenie jakichkolwiek rozważań teologicznych, co utrudniało przedstawianie argumentów dysydentów religijnych, jak na przykład Stephana Hopkinsa, który swoją koncepcję wolności wywodził właśnie z boskiego źródła. Kanony z 1604 roku wymagały również, aby wszystkie angielskie kongregacje uznały zgodność ze Słowem Bożym każdego z Trzydziestu Dziewięciu Artykułów Kościoła Anglii. Artykuł trzydziesty siódmy stwierdzał, że „Prawo Królestwa karze ohydne i ciężkie przestępstwa chrześcijan śmiercią”, zaś trzydziesty ósmy, że „Bogactwa i dobra chrześcijan nie są wspólne, co wynika z prawa majątkowego oraz tytułu własności, a czym szczycą się kłamliwie pewni anabaptyści”******.

Zarówno samych buntowników z Sea-Venture, jak i współpracę wynikającą z „dzielenia łóżka diabli wiedzą z kim” w Burzy przedstawia się jako coś pokracznego. Swoją sztuką Szekspir wpłynął na ewolucję poglądów klasy rządzącej na temat ludowego buntu. Pogląd ten dobrze streszcza anonimowy autor pracy The Rebel’s Doom [Zguba buntownika], napisanej pod koniec XVII wieku historii angielskich powstań. Twierdził on, że wczesne bunty w królestwie wynikały prawie wyłącznie z „Nielojalności i Nieposłuszeństwa Najwybitniejszych osobistości Narodu”, lecz po buncie chłopskim, zwanym powstaniem Wata Tylera, do którego doszło w 1381 roku, „czereda [tym samym słowem – the rabble – Prospero nazwał Kalibana, Stefana i Trincula] niczym Potworna Hydra, wznosząc swoje bezkształtne głowy, zaczęła syczeć przeciwko Królewskiej Władzy i Autorytetowi swoich Suwerenów”. Strajki, bunty, ucieczki oraz akty nieposłuszeństwa wobec władzy i autorytetu suwerennej Kompanii Wirgińskiej po katastrofie statku na Bermudach odgrywały ważną, a nawet decydującą rolę w przebiegu kolonizacji, jak pokażą późniejsze dzieje Bermudów i Wirginii.

Dyscyplina klasowa

Na pokładzie Sea-Venture „znaleźli się wszyscy główni Komisarze, którzy powinni z powodzeniem zarządzać Kolonią [tj. Wirginią]” i którzy jako rozbitkowie znaleźli się na Bermudach, a sir Thomas Gates został upoważniony przez Kompanię Wirgińską do wprowadzania stanu wyjątkowego według własnego uznania. Jednak mimo to dżentelmeni mieli duże trudności z wyegzekwowaniem swojej władzy, ponieważ huragan i katastrofa statku zniwelowały różnice klasowe. Reakcją urzędników Kompanii Wirgińskiej na opór i chęć życia w alternatywny sposób było uniemożliwienie realizacji opcji wspólnotowej oraz przywrócenie dyscypliny klasowej poprzez znój i terror – nowe sposoby życia i umierania. Kompania reorganizowała pracę i wymierzała karę śmierci34.

Szekspir, zawsze wrażliwy na problemy, z jakimi borykali się inwestorzy Kompanii Wirgińskiej (do których sam należał), poruszył w Burzy kwestie władzy i dyscypliny klasowej. Na pokładzie statku Gonzalo konfrontuje się z żeglarzem, który podczas sztormu ośmiela się wydawać rozkazy arystokratom. A oto komentarz Gonzala na temat aroganckiego członka załogi:

Wielką otuchą napełnia mnie ten gbur; nie widać po nim oznak przyszłego topielca, jako że z gęby wygląda na kompletnego szubienicznika. Dopilnuj, Fortuno, aby go powieszono! Niech przeznaczony mu stryczek stanie się naszą liną kotwiczną, bo liny tego statku na niewiele się zdadzą. A jeśli bosman nie stworzony na wisielca, to nasza sprawa diabła warta.

Dopóki statkowi grozi niebezpieczeństwo, dopóty Gonzalo nie może, rzecz jasna, wyciągnąć żadnych konsekwencji z tego werbalnego nieposłuszeństwa, przypomina sobie więc plebejskie przysłowie „co ma wisieć, nie utonie” i pociesza się, że buntownik trafi w przyszłości na szubienicę. Szekspir mimochodem ukazuje, jak ważne były dalekomorskie żaglowce („klejnoty naszej ziemi”, jak nazwał je jeden z urzędników Kompanii Wirgińskiej) i sami żeglarze. Zaleca przy tym, by oba te elementy znajdowały się pod ścisłą kontrolą władców nadzorujących proces kolonizacji. Zarówno statek, jak i żeglarz byli niezbędni do międzynarodowej akumulacji kapitału poprzez transport dóbr – do których, jak widzieliśmy, zaliczano również wywłaszczonych ludzi mających, jako siła robocza, ów nowy kapitał stwarzać. Publiczne egzekucje stanowiły jedno z kluczowych narzędzi tej kontroli.

Hydra, którą miał zabić Herkules. Edward Topsell,

Historie of Serpents

[Historia węży] (1608).

Kiedy Gonzalo modli się do Fortuny, aby sprawiła, że stryczek przeznaczony bosmanowi stanie się liną kotwiczną, która ocali życie członkom klasy rządzącej, dobitnie ukazuje łączące ich faktycznie związki. Sir Walter Raleigh miał podobne doświadczenie, gdy eksplorował brzegi Wenezueli: „W końcu zapadła decyzja, by powiesić pilota, i gdybyśmy dobrze znali drogę powrotną w nocy, z pewnością byłoby już po nim, ale nasze własne potrzeby wystarczająco przemawiały za ocaleniem mu życia”. Stryczek stanowił przeznaczenie części proletariatu, ponieważ represje były niezbędne do organizacji i funkcjonowania transatlantyckich rynków pracy, morskich i innych, oraz do tłumienia radykalnych idei – jak to miało miejsce na Bermudach. W 1611 roku, w którym odbyła się premiera Burzy, w samym tylko hrabstwie Middlesex (które już wtedy obejmowało najludniejsze parafie Londynu) skazano na szubienicę około stu trzydziestu osób, z czego dziewięćdziesiąt osiem faktycznie powieszono, co znacznie przekraczało roczną średnią, która wynosiła około siedemdziesięciu egzekucji. W następnym roku pod zarzutem herezji spaleni zostali na stosie Bartholomew Legate i Edward Wrightman, zwolennicy purytańskiego separatysty Roberta Browne’a, za naukami którego podążał też wspomniany wcześniej Stephan Hopkins. Jeszcze surowsze kary stosowano na morzu: każdego żeglarza, którego po raz trzeci przyłapano na spaniu podczas wachty, przywiązywano do grotmasztu i obciążano mu ramiona koszem pełnym kul. Jeśli popełnił to przewinienie po raz czwarty, wieszano go na bukszprycie z sucharami i nożem, by sam podjął decyzję, czy woli umrzeć z głodu, czy odciąć linę, ryzykując utonięciem. Członka załogi złapanego na kradzieży wieszano za pięty za burtą, dopóki kołysanie statku nie sprawiło, że jego głowa zamieniała się w krwawą miazgę. Szekspir unikał przedstawiania w swojej sztuce takich drastycznych realiów, lecz zarówno on, jak i jego przyjaciele z Kompanii Wirgińskiej dobrze wiedzieli, że są one niezbędne dla kapitalistycznej kolonizacji35.

Wymierzanie w okrutny sposób kary śmierci stanowiło tylko jedną z form egzekwowania dyscypliny klasowej na pokładzie Sea-Venture. Inny jej przejaw miał długotrwałe skutki dla kolonialnej Wirginii, a wręcz dla całego atlantyckiego imperium Anglii. Wywodził się on z Niderlandów, gdzie pod koniec XVI wieku Maurycy Orański, namiestnik Zjednoczonych Prowincji, opracował nowe formy dyscypliny dla swojego wojska. W przyszłości miały się one okazać centralnym elementem „rewolucji wojskowej”. Maurycy przeprojektował procesy pracy żołnierzy, dzieląc ruchy wojska na części składowe i łącząc je w celu wytworzenia nowego rodzaju kooperacji, wydajności i zbiorowej siły36. W latach 1610-1611 sir Thomas Gates i sir Thomas Dale wprowadzili te idee w Wirginii, a stamtąd, za sprawą przyszłego gubernatora Daniela Tuckera, trafiły one na Bermudy. Ostateczną podstawę tego nowego sposobu organizowania kooperacji wojskowej stanowił terror, którego narzędziami były szubienica i bicz (pewnego poranka, jeszcze przed śniadaniem, Tucker osobiście wychłostał czterdziestu mężczyzn). Obecność tych środków – oraz ich niezbędność dla zachowania panującego porządku – można dostrzec w dynamice społecznej i politycznej pierwszych lat istnienia Wirginii. W tym okresie prawie wszyscy przywódcy kolonii – Gates, De LaWarr, Dale, Yeardley i inni – byli „wychowankami tej samej wojskowej uczelni: Niderlandów”.37

Opór, którego pierwsze przejawy dały o sobie znać już na Bermudach, nie osłabł w Wirginii. Koloniści odmawiali pracy, buntowali się i często uciekali do Powatanów, pobliskiego plemienia Indian. Utrzymywała się „burza niezgody: każdy, kto przeceniał własną wartość, chciał być dowódcą; każdy, kto nie doceniał wartości innych, nie zgadzał się, by nim dowodzili”. Rezultatem były „samowola, bunt i furia [które] uderzyły do głowy zuchwałemu i niesfornemu pospólstwu”. Żołnierze, żeglarze i tubylcy zawiązywali spiski, by przemycać broń i narzędzia z magazynów Kompanii Wirgińskiej i organizowali „nocne bazary”, na których sprzedawano przywłaszczone towary. Wielu zarządców Wirginii borykało się wcześniej z tymi samymi problemami w Irlandii, gdzie angielscy żołnierze i osadnicy opuszczali plantacje, by dołączyć do Irlandczyków. Pewien anonimowy obserwator tak opisywał rok 1609 w Wirginii: „W ten Czas głodu wielu naszych zbiegło do Dzikusów i nigdy później żadnych wieści o nich nie mieliśmy”. Napotkawszy tubylców, niejeden uciekinier rozpoczynał rozmowę od pilnego pytania w ich języku: „Mowchick woyawgh tawgh noeragh kaquere mecher?” („Jestem bardzo głodny, co mógłbym zjeść?”). Zimą na przełomie 1609 i 1610 roku Jamestown opuścił co siódmy osadnik. Henry Spelman, młodzieniec, który wcześniej przez pewien czas przebywał wśród Powatanów, by nauczyć się ich języka, w 1609 roku ponownie z nimi zamieszkał, „albowiem cierpieliśmy z powodu niedostatku prowiantu”. Głód nie był jedynym powodem, który skłaniał angielskich kolonistów do dezercji. Ucieczki do Indian zdarzały się regularnie „od momentu osiedlenia się w 1607 roku aż do całkowitego zerwania stosunków między Anglikami a tubylcami po masakrze, do której doszło w 1622 roku”. Kapitan John Smith wiedział, że tym, co przede wszystkim przyciąga zbiegów, jest możliwość „bezczynnego życia wśród dzikusów”. Niektórzy z tych, którzy sami żyli „jak dzicy” na Bermudach, zdawali się to potwierdzać38.

Sytuacja ta przyczyniła się do opracowania dokumentu zatytułowanego Laws Divine, Moral, and Martial [Prawa Boże, Moralne i Wojenne], usankcjonowanego przywilejem królewskim z 1609 roku, tak zwanej Drugiej Karty Wirginii. Do jego powstania przyczynił się Francis Bacon, który według Stracheya był „najszlachetniejszym zwolennikiem Wirgińskich Plantacji, od początku (wraz z innymi lordami i hrabiami) głównym doradcą, który dokładał starań, by je rozkrzewiać i prowadzić”. Jak już wspomniano wcześniej, dokument ten upoważniał sir Thomasa Gatesa do ogłoszenia stanu wyjątkowego, by wyegzekwować dyscyplinę w kolonii, dzięki czemu nowi udziałowcy Kompanii mieli możliwość bogacenia się. Gates wprowadził nowe prawo w życie nazajutrz po przybyciu do Wirginii; kontekst opracowania pierwszych dziewiętnastu artykułów stanowiły spiski, które podważyły jego rządy na Bermudach, oraz obfitość, beztroska i swobody, jakie zapewniała wyspa. Prawa te charakterem przypominały stan wojenny: ustanawiały wojskową dyscyplinę pracy i surowe represje za opór. Trzydzieści siedem artykułów dotyczyło różnych form karania – w tym chłosty i galer – z czego dwadzieścia pięć przewidywało karę śmierci. Ostatnie sekcje Praw Bożych, Moralnych i Wojennych były adaptacją „przepisów wojskowych z holenderskiej księgi, którą przywiózł ze sobą Thomas Dale”. Jednym z głównych celów nowego prawa było oddzielenie angielskich osadników od tubylców39.

Ludzie, do których – pomimo restrykcji wprowadzonych przez Dale’a – uciekali koloniści, określali siebie mianem Tsenacommacah******. W istocie była to luźna federacja trzydziestu kilku małych grup Algonkinów. Ich najważniejszy wódz, Wahunsonacock – którego Anglicy, biorąc nazwę plemienia za imię własne, nazywali Powatanem – pochodził z plemienia Pamunkey. Był to „mężczyzna wysoki, kształtnej budowy, którego wygląd nasuwał skojarzenia z siewcą”. Liczył około sześćdziesięciu lat, jego ciało było „bardzo sprawne i wytrzymałe i mógł znieść każdy wysiłek”. Obszar, na którym panował, zamieszkiwało czternaście tysięcy ludzi. Tereny te porastały lasy mieszane i przecinały liczne drogi wodne należące do zlewni Zatoki Chesapeake. Indianie uprawiali ogrody i prowadzili gospodarkę opartą na zbieractwie i łowiectwie. Polowali na mulaki białoogonowe, niedźwiedzie, dzikie indyki, gęsi, przepiórki, kaczki, łowili ryby (śledzie, alozy, jesiotry i węgorze)oraz skorupiaki (kraby, małże, ostrygi, omułki), zbierali owoce, jagody, orzechy, a także uprawiali kukurydzę, fasolę i dynię. Odżywiali się lepiej niż Europejczycy. W skład konfederacji Powatanów wchodziły niewielkie społeczności, w których nie istniała własność ziemi, podziały klasowe ani struktury państwowe, wszyscy jednak składali daninę Wahunsonacockowi, „staremu szczwanemu lisowi”. Ich specjalizacja gospodarcza była znikoma, a podejmowane przez nich próby handlu – skromne. Byli samowystarczalni. Organizacja ich społeczności miała charakter matrylinearny, a zarówno mężczyźni, jak i kobiety cieszyli się swobodą seksualną poza małżeństwem. Choć sprzymierzone plemiona były w stanie wystawić łącznie około tysiąca pięciuset wojowników, nie podlegali oni żadnej polityczno-wojskowej biurokracji. Nawet Wahunsonacock trudnił się tym, co zwykli ludzie, a wszyscy zwracali się do niego po imieniu, nie używając tytułów. Wszystko to, co wymieniał Gonzalo jako rzeczy, których nie chciał mieć w swojej utopii, było również nieobecne w społecznościach Powatanów – z tą różnicą, że uprawiali oni kukurydzę. Angielscy osadnicy opuszczający kolonię, głównie w poszukiwaniu żywności, stykali się z innym stylem życia, który wielu z nich najwyraźniej przypadł do gustu. Decydowali się zostać „białymi Indianami”, „czerwonoskórymi Anglikami”, lub – jako że kategorie rasowe nie były jeszcze ukształtowane – Anglo-Powatanami40. Jednym z nich był Robert Markham, żeglarz, który razem z kapitanem Christopherem Newportem odwiedził te strony podczas pierwszej podróży po Wirginii (maj–czerwiec 1607 roku), skończył zaś odrzuciwszy wszystko, co angielskie: „nawrócony” na kulturę Algonkinów, przyjął imię Moutapass41.