Wielka Trwoga - Marcin Zaremba - ebook + książka

Wielka Trwoga ebook

Marcin Zaremba

0,0
97,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Narodowa histeria, która prowadzi do wstrząsających zbrodni.

W powojennej Polsce panuje wszechobecny strach. Strach przed głodem, przemocą, chorobą i kolejną wojną. Przed władzą, sąsiadem, obcym i własną przyszłością. Wielka Trwoga Marcina Zaremby to opowieść o społeczeństwie, które wychodzi z wojny głęboko okaleczone – fizycznie, moralnie i psychicznie.

To rekonstrukcja zapomnianego krajobrazu pierwszych lat po światowym konflikcie: kraju ruin, chaosu i niepewności, pełnego czerwonoarmistów, bandytów, dezerterów, sierot i wygnańców. Książka ukazuje Polskę, w której przemoc, grabieże i gwałty są codziennością, a pytania o jutro – o jedzenie, dach nad głową, pracę czy granice państwa – spędzają sen z powiek milionom ludzi. Zaremba kreśli obraz społeczeństwa rozbitego, zastraszonego i pozbawionego poczucia stabilności.

Wielka Trwoga to nie tylko przełomowa praca historyczna, ale także porywająca narracja o emocjach, lękach i doświadczeniach ludzi żyjących pomiędzy wojną a pokojem. To jedna z najważniejszych prób zrozumienia, że wojna tak naprawdę nie kończy się w chwili złożenia broni, i tego, jak długo żyje się w jej cieniu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 1102

Data ważności licencji: 5/7/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Joli, oczywiście

Projekt okładki

Marcin Słociński

Fotografia na okładce

© PAP

Wybór fotografii

Daniel Lis

Opieka redakcyjna

Maciej Gablankowski

Natalia Hońca, Urszula Ilnicka-Gębarowska (wyd. II)

Opieka promocyjna

Agnieszka Madeja

Adiustacja

Anna Kopeć-Śledzikowska / Wydawnictwo JAK

Korekta

Barbara Gąsiorowska / Wydawnictwo JAK, Anna Kopeć-Śledzikowska / Wydawnictwo JAK

Joanna Kłos (wyd. II)

Indeks

Anna Kopeć-Śledzikowska / Wydawnictwo JAK

Copyright © by Marcin Zaremba 2026

ISBN 978-83-8427-570-2

Znak Horyzont

www.znakhoryzont.pl

Książki z dobrej strony: www.znak.com.plWięcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.plSpołeczny Instytut Wydawniczy Znak, 30-105 Kraków, ul. Kościuszki 37Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, email: [email protected]

Wydanie II, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Wykaz skrótów

AAN – Archiwum Akt Nowych w Warszawie

AHM – Archiwum Historii Mówionej

AIPN – Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie

AK – Armia Krajowa

AP – Archiwum Państwowe

AŻIH – Archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego

BCh – Bataliony Chłopskie

CAW – Centralne Archiwum Wojskowe

CKOS – Centralny Komitet Opieki Społecznej

CKŻP – Centralny Komitet Żydów w Polsce

CUP – Centralny Urząd Planowania

DRnK – Delegatura Rządu na Kraj

GG – Generalne Gubernatorstwo (czasem Generalna Gubernia, niem. Generalgouvernement für die besetzten polnischen Gebiete)

GZPW WP – Główny Zarząd Polityczno-Wychowawczy Wojska Polskiego

KG MO – Komenda Główna Milicji Obywatelskiej

KRN – Krajowa Rada Narodowa

MAP – Ministerstwo Administracji Publicznej

MBP – Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego

MIiP – Ministerstwo Informacji i Propagandy

MPiOS – Ministerstwo Pracy i Opieki Społecznej

MZO – Ministerstwo Ziem Odzyskanych

NKWD – Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł – Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych

NSZ – Narodowe Siły Zbrojne

NZW – Narodowe Zjednoczenie Wojskowe

PKWN – Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego

PPR – Polska Partia Robotnicza

PSL – Polskie Stronnictwo Ludowe

PSZ – Polskie Siły Zbrojne

PUR – Państwowy Urząd Repatriacyjny

UB[P] – Urząd Bezpieczeństwa [Powiatowy]

UNRRA – United Nations Relief and Rehabilitation Administration – Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy

WiN – Wolność i Niezawisłość

Od tej chwili zaczął się strach,

a wraz z nim przyszło zastanowienie.

Albert Camus, Dżuma

Wstęp

„Przedstrach”

■ Dziwny to czas – powojnie. Trudny do jednoznacznego zaszufladkowania. Można w nim odnaleźć uniwersalną – zdaniem Rogera Caillois – parę dopełniających się opozycji: święto, karnawał, wielkie nadzieje i poczucie klęski, biedę, strach1.

Powojenna rzeczywistość pełna była sprzeczności, ewoluowała. Zakończenie II wojny światowej przyniosło naturalne „odradzanie życia”, radość2. Konstanty Ildefons Gałczyński pisał w tym czasie: „sześć lat po świecie tułał się człowiek i nagle: Polska i harfa eolska po prostu cud jak z nut”. Ludzie cieszyli się z ocalenia, łączyli z rodzinami, rozkręcali własne interesy, podejmowali trud odbudowy3. „Niedawno byłem w Warszawie – relacjonował swoje wrażenia z pobytu w stolicy Stefan Kisielewski. – Na gruzach ruch – jak diabli. Handel – aż huczy. Praca – wre. Humor – nie brakuje go nigdzie. Tłum tętniący życiem przewala się po ulicach – nikomu by nie przyszło do głowy na myśl, że to wszystko ludzie – pogorzelcy, ocaleni z trudem katastrofy i mieszkający w warunkach zaiste nieludzkich”4. Polacy świętowali i bawili się. Nastał czas karnawału.

Wszystkie oznaki powrotu do normalności – szyby w oknach, woda w kranach, odgruzowana ulica, jadący nią tramwaj – cieszyły jak nigdy przedtem. Ówczesną atmosferę dobrze oddaje jedna ze scenek z ulic Warszawy. Latem 1945 r. ulicą Ząbkowską ciągnął kondukt pogrzebowy. „Kondukt jak kondukt, za karawanem gromadka ludzi w żałobie. Nagle z głębi ulicy Ząbkowskiej (na pewno z zajezdni na Kawęczyńskiej) wynurzył się tramwaj. Żywy, czerwony tramwaj warszawski, nieodzowny element odradzającego się krajobrazu naszego miasta. Widok tramwaju wywołał powszechny entuzjazm. Przechodnie na chodnikach zatrzymywali się, inni biegli w stronę wozu wiwatując głośno i klaszcząc. I, o dziwo, kondukt żałobny zatrzymał się, odprowadzający zmarłego odwrócili się ku tramwajowi i wreszcie porwani ogólnym nastrojem zaczęli także klaskać”5.

Polska roku 1945 była krajem świętującym podczas narodowych, państwowych i kościelnych uroczystości. Na wsi masowo organizowano zabawy i wesela. Jak donosił wojewoda pomorski, ludzi ogarnął „pęd do urządzania zabaw”6. W 1948 r. chłopski pamiętnikarz z Krakowskiego zanotował:

Uspokojenie po przeżyciach wojennych powoli wracało. Ludzie nabrali humoru, zwłaszcza młodzież zawsze chętna do zabawy zaczęła urządzać prawie co niedziela tańcówki. Przy dźwiękach skrzypiec w takt prostej melodii tańczono aż do zmęczenia. Niekiedy zdziwiony świt spostrzegał chłopców w koszulach mokrych od potu, w tumanach kurzu wydobywającego się [spod] nóg, wirujących zapamiętale w takt polki, oberka lub sztajerka. Niedługo w tej dziedzinie zaznaczył się postęp, bo nauczono się tańczyć nowoczesne przeboje (mocno zdeformowane)7.

Szaleństwo zabawy ogarnęło też miasta. Nigdy później nie tańczono tak często na ulicach, placach i parkach jak właśnie wówczas. Inteligencka młodzież preferowała organizowane po domach prywatki, szkolne potańcówki, w wakacje rozjeżdżała się po Polsce8. „A przedwczoraj byłem znowu na balu”9 – zapisał Jan Józef Szczepański, wówczas student. W nabrzmiałym pogromami, straszliwie upalnym lipcu 1946 r. w Warszawie – jak donosił „Express Wieczorny” – brzegi Wisły dosłownie „oblepione” były „tysiącznymi rzeszami plażowiczów”10. Można mówić także o obyczajowym rozprzężeniu, zbliżenie seksualne nagle stało się bardzo łatwe. Koniec wojny skłaniał do zawierania małżeństw i prokreacji. Na drugą połowę lat czterdziestych przypada początek powojennego boomu demograficznego, którego szczyt nastąpił w pierwszych latach następnej dekady. Wreszcie to także czas ostatnich przed Październikiem wielkich nadziei politycznych, związanych z misją Stanisława Mikołajczyka i oczekiwaną ingerencją Zachodu, który przepędzi Sowietów. Czas nadziei.

Miał on jednak swój rewers, swoją opozycję, swój cień – czas strachu i trwogi.

Wielką Trwogą nazwał Georges Lefebvre stan szczególnego natężenia chłopskich niepokojów, jakie objęły niektóre regiony Francji w przededniu wielkiej rewolucji11. Dominował wówczas strach przed głodem, ale także włóczęgami i „zbójami”. Krążyły plotki o arystokratycznych spiskach, które rzekomo doprowadziły do spekulacyjnej zwyżki cen żywności lub miały sprowadzić obce wojska. W obliczu zagrożenia „głodowym spiskiem” duże połacie kraju ogarnęła zbiorowa panika. Splot obaw, stanowej nienawiści połączony z nadziejami na poprawę chłopskiego losu spowodował wielki zryw ludowej przemocy. Za falą plotek przyszła inna: napadów na zamki i pałace senioralne, przepędzania włóczęgów, głodowych tumultów i antysemickich zamieszek. Podobnych lokalnych trwóg było w dziejach Europy bez liku. Wiele z nich odnotował Jean Delumeau w książce Strach w kulturze Zachodu XIV–XVIII w.12

Oczywiście Polska w 1945 r. różniła się od Francji z 1789 r. Tutaj ludowa nienawiść, podszyta wrogością etniczną, w mniejszym stopniu miała charakter stanowy, choć w stosunku polskich chłopów do kolektywizacji dostrzec można strach przed nową, importowaną wersją pańszczyzny. Miejsce „zbójów” i włóczęgów zajęli powojenni szabrownicy i bandyci. Mimo tych i innych różnic stan ówczesnych emocji, napięć lękowych i niepokojów pozwala – jak sądzę – na stwierdzenie, że zaraz po wojnie mieliśmy nie tylko czas karnawału i nadziei, ale także czas Wielkiej Trwogi.

Cele i motywy

Pierwszym celem tej książki jest przedstawienie możliwie pełnej panoramy polskich strachów i lęków w okresie tużpowojennym. Czego ludzie się bali? Co budziło ich niepokój? Rozpoznanie i opisanie tych emocji oraz one, nie zaś wydarzenia czy działania, które je wywołały, są dla mnie najważniejsze. Innymi słowy, bardziej interesować mnie będą uczucia ludzi patrzących na publiczną egzekucję niż ona sama. Pisząc o braku bezpieczeństwa wywołanego represjami, trudno od nich abstrahować, jak również od całej polityki strachu prowadzonej przez władze. Jednak w tej pracy punkt ciężkości zostanie świadomie przeniesiony z historii wydarzeniowej czy instytucjonalnej na sferę społecznych emocji.

Narodziny modelu wzorowanego na radzieckim systemie władzy generowały powstanie „scentralizowanego” strachu. Jednak zwłaszcza w dwóch pierwszych latach po wyzwoleniu większość ludzi cierpiała z powodu strachów – nazwijmy je – „zdecentralizowanych”13. Należały do nich strach przed: radzieckimi maruderami i napadami rodzimych bandytów, głodem, tyfusem, niepewnością związaną z zapewnieniem sobie dachu nad głową, bezrobociem. Samo wyliczenie tych zagrożeń jest relatywnie proste, większy problem stanowi dynamika emocji z nimi związanych. Stworzenie przestrzennej i czasowej mapy polskich powojennych strachów to ważny postulat badawczy. Pozwoliłaby ona zobaczyć np., jak wędrowały pogłoski i w których miastach dochodziło do inflacyjnej paniki. Staram się taką mapę odtworzyć, choć z powodu rozproszenia bazy źródłowej i lakoniczności przekazów nie zawsze jest ona kompletna.

Ambicje tej książki nie kończą się na skatalogowaniu typów strachów ani powojennych lęków. Utrzymujący się wysoki poziom poczucia braku bezpieczeństwa miał konsekwencje społeczne, objawiał się falą pogłosek, paniką, różnymi formami przemocy. Słowem, ważne jest dla mnie nie tylko to, czego się ludzie bali, ale też jak to wyrażali i jak starali się swój strach zminimalizować. Pokazanie tych mentalnych i behawioralnych manifestacji strachu oraz strategii radzenia sobie z nim to drugi cel tej książki.

Tuż po wojnie mamy do czynienia z dwoma zjawiskami: z jednej strony erupcją zagrożeń różnego rodzaju, poczuciem niepewności i tymczasowości, z drugiej strony z osłabieniem, zwłaszcza w początkowym okresie, kontroli społecznej, a z nim strachu przed karą. Poczucie bezkarności rosło z powodu braku nowych instytucji potrafiących skutecznie wypełnić funkcje przedwojennej organizacji państwowej. Taki stan możemy określić mianem anarchii. Nagromadzenie strachu w szczególnych okolicznościach rozpadu i przełomu w połączeniu z poczuciem bezkarności może prowadzić do przemocy względem innych grup społecznych i etnicznych. Powojenny chaos i anarchia, poczucie tymczasowości skłaniały do jednoczenia się w opozycji do Żydów, Niemców, Ukraińców czy Białorusinów. Moim zdaniem jedną z najważniejszych przyczyn ówczesnych pogromów i linczów należy widzieć w ówczesnej kondycji psychicznej Polaków. Przesycony trwogą klimat emocjonalny w połączeniu z zanikiem kontroli społecznej tworzył motywację do uczestnictwa w aktach nienawiści i przemocy lub ich popierania. Koncentrując się na strachu i strategiach jego pokonania, służących jednocześnie rozwiązaniu problemów powojennego życia codziennego, możemy dostrzec potężną siłę kształtującą ówczesną rzeczywistość. Atmosfera pełna napięcia i strachu generowała zachowania agresywne. Olbrzymie znaczenie miała również lekcja przemocy wyniesiona przez Polaków z wojny oraz wcześniejsze uprzedzenia, zresztą również bazujące na lęku. Książka ta powstała z pragnienia zrozumienia mechanizmów tego typu zachowań zwłaszcza wobec Żydów. To jej trzeci cel.

Nie należy go jednak mylnie interpretować jako próby usprawiedliwienia Polaków za popełnione przez nich zbrodnie na Żydach, Białorusinach, Niemcach czy Ukraińcach. Książka powstała w duchu historii rozumiejącej, które to słowo nie jest synonimem usprawiedliwienia.

Mogę wymienić dwa główne motywy, które skłoniły mnie do zajęcia się zagadnieniem trwogi i strachu. Pierwszy wypływa z przekonania, że te emocje są nieodłączną częścią ludzkiej egzystencji. I że historia zajmująca się tylko wydarzeniami, z pominięciem emocjonalnego znaczenia przydawanego im przez ludzi, sama się ogranicza, pozostając w tyle za innymi naukami społecznymi. To uczucie odstawania zaczęło narastać po 11 września 2001 r., od kiedy księgarnie zaczęła zalewać fala książek poświęconych strachowi. Temat stał się modny, także dla socjologów i psychologów społecznych, którzy wcześniej rzadko czynili zeń przedmiot badań14. W tej lawinie publikacji brakowało jednak prac z zakresu historii najnowszej15.

Drugim motywem było uczucie niedosytu związane z obrazem okresu powojennego. Przed rokiem 1989 dominowały w nim radosne barwy entuzjazmu związanego z budową nowego porządku. Po tej dacie w większości opracowań odnajdziemy kolory zdecydowanie ciemniejsze i koncentrację na wydarzeniowej historii politycznej. Ten przechył był naturalny, nie zamierzam go deprecjonować. Warto jednak zwrócić uwagę na jego niezamierzone skutki, które już dawno przewidział nestor historyków społecznych George M. Trevelyan, gdy pisał: „Bez historii społecznej historia gospodarcza jest jałowa, a historia polityczna – niezrozumiała”16. Niezbędne usuwanie białych plam pociągnęło za sobą ograniczenie badań do sfery polityki. W efekcie prowadziło to do rozpatrywania zjawisk społecznych poza całościowym kontekstem życia społecznego, czarno-białego postrzegania powojennej rzeczywistości, uproszczenia obrazu społeczeństwa polskiego jakoby zastygłego w heroicznym oporze. Retoryczne pytanie brzmi, gdzie są nowe prace np. o: reformie rolnej, procesie demobilizacji, rewolucji w strukturze społecznej, sytuacji polskich kobiet w czasie wojny i po jej zakończeniu, sierotach i opiece społecznej, kulturze popularnej i zmianach obyczajowych wynikających z wojny. Niedostatek nie jest już tak dojmujący w odniesieniu do tematu wojennych i powojennych przesiedleń, choć o konsekwencjach migracji do miast ciągle jeszcze wiemy niewiele.

Uważam, że nadszedł czas na odpolitycznienie powojennej przeszłości, na pochylenie się nad zjawiskami społecznymi, nad codziennym życiem Polaków. Przestrzenią niemal zupełnie nieprzedstawioną przez badaczy pozostaje świat zbiorowych wyobrażeń, opinii i emocji. Naszym, historyków, zadaniem jest opowiadanie historii ludzkiej, a zatem powinniśmy również zapytać o emocje, spróbować odtworzyć te najważniejsze, zastanowić się, z czym się wiązały i jaki miały wpływ na dalsze zachowania i postawy ludzi. Wydarzenia nabiorą pełni, staną się bardziej zrozumiałe, gdy osadzimy je w kontekście. Tego jestem pewien.

Źródła i inne problemy

Pewność co do sensu zajmowania się społecznymi emocjami nie powinna maskować niepewności w zakresie metodologii i bazy źródłowej. Powiedzmy wprost: Przedstrach – tytuł niniejszego wstępu – nie ma charakteru wyłącznie retorycznego. Jest także wyrazem autentycznych obaw autora związanych ze stawaniem oko w oko ze strachem jako przedmiotem badań. Zagrożeń jest wiele. Już samo łączenie różnych nauk społecznych: socjologii, psychologii i historii, jest trudne, jeśli nie karkołomne. Każda z tych dyscyplin kieruje się innymi prawami, każda wytworzyła odrębny język, metodologię, inne kwestionariusze pytań. Często powtarzany postulat łączenia np. historii z socjologią w praktyce może się zakończyć bolesnym szpagatem, niemniej jestem przekonany, że warto podjąć to ryzyko. Inne zagrożenie związane jest z pytaniem o sposób badania strachu w przeszłości. Socjolodzy i psycholodzy społeczni nie wypracowali jak dotąd żadnego interesującego szablonu, który mógłby być użyty przez historyka. Od dawna strach jest przedmiotem zainteresowania mediewistów, jednak specyfika dwudziestowiecznego materiału źródłowego utrudnia wykorzystanie tych doświadczeń. Pozostaje – choć wiem, że nie zabrzmi to zachęcająco – metoda prób i błędów.

Kolejny problem wiąże się z naturą strachu. Gdy wielokrotnie referowałem na różnych forach przedmiot swoich zainteresowań, często byłem pytany o konkrety, o tak dla historyka ważne fakty. Przyzwyczajeni do uprawiania historii wydarzeniowej czy instytucjonalnej, nie wypracowaliśmy metodologii badania czegoś tak amorficznego jak strach. Iluzoryczny i chimeryczny, rzadko pozostawia po sobie ślady. W praktyce problem konkretyzował się w pytaniu, czego tak naprawdę szukam. Strach zawsze jest doświadczeniem jednostki. Niewiele jest przeżyć równie osobistych. Nie ma strachu zbiorowego bez wcześniejszego przeżycia jednostkowego. Społeczny strach tworzy się wówczas, gdy osobiste doświadczenia wielu osób zachodzą w tym samym czasie i miejscu. Kiedy dziesiątki, setki, tysiące i miliony boją się tego samego i w tym samym czasie. Bywało – także po wojnie – że taki strach manifestował się zbiorową paniką, zachowaniami ucieczkowymi, wzmożonym wykupem towarów. Prawdziwy problem pojawia się wówczas, gdy za uczuciem strachu nie szły żadne jednostkowe ani zbiorowe działania. Maria Janion, mówiąc kiedyś o niewyrażalności śmierci i niewyrażalności istnienia, stwierdziła, że „są ogromne obszary nienazwane i niewyrażone”17. Są nimi także strach i lęk.

Rozważmy strach przed władzą. Najbardziej powszechną reakcją na zagrożenie z jej strony jest wycofanie. Pytanie: jak to wykazać na materiale historycznym? Rozpad struktur formacji opozycyjnych jest na pewno jakimś wskaźnikiem. Niewystarczającym, jeśli pamiętamy, że mówimy o przeżyciach milionów ludzi. Ponieważ nikt rozsądny nie pisał, że się boi przykładowo „bezpieczeństwa”, dlatego trudno o egzemplifikację tej kategorii powojennego strachu. W takiej sytuacji czasami nie pozostaje nic innego, jak położyć większy nacisk na opis instrumentów strachu, np. języka polityki strachu uprawianej przez rządzących, wierząc, że reakcje rządzonych są w obliczu opresji uniwersalne. Podobnie jest z bodaj najważniejszym strachem, jakim jest strach przed głodem. Po wojnie – jak zawsze w historii – najczęściej głodowali ludzie biedni, zwykle niewykształceni, a zatem niepozostawiający po sobie wspomnień czy listów. Nierzadko jedynym dowodem ich stanu emocjonalnego mogą być zachowania: strajki i protesty głodowe. To jednak mało, żeby dowieść braku poczucia bezpieczeństwa związanego z niedostatkiem żywności, tym bardziej że tego rodzaju formy niezadowolenia można interpretować dwojako, również jako wyraz oporu społecznego. Z tych chociażby przyczyn strach i lęk to „wielcy nieobecni” badań historycznych. Dlatego fundamentalną sprawą jest kwestia źródeł.

Tropy strachu można odnaleźć w osobistym zapisie: dziennikach, pamiętnikach, listach. Gdy manifestuje się on zbiorowym działaniem, trwogą, wyraża się pogłoską, zachowaniami ucieczkowymi, paniką, grupową przemocą, masowym wykupywaniem towarów. Wtedy dowodów na jego istnienie możemy szukać również w różnego rodzaju dokumentach urzędowych. Jeśli chodzi o tę pierwszą kategorię źródeł, to zachowało się względnie wiele dzienników (m.in. Marii Dąbrowskiej, Jarosława Iwaszkiewicza, Adama Kamińskiego, Zygmunta Klukowskiego, Joanny Konopińskiej, Anny Kowalskiej, Wacława Kubackiego, Zofii Nałkowskiej, Hugona Steinhausa, Jana Józefa Szczepańskiego)18. Problem w tym, że wszystkie zostały napisane przez intelektualistów mających specyficzny ogląd rzeczywistości. Sprawę w pewnej mierze ratują pamiętniki, niestety, większość spisana po wielu latach rzadko mówi o nastrojach i emocjach. Dotyczy to zwłaszcza wspomnień, których autorami są mężczyźni. Kobiety zwykle lepiej radzą sobie z nazywaniem uczuć, a zatem i strachu19. Na jego temat wiele znajdziemy w pamiętnikach chłopów zebranych przez Krystynę Kersten i Tomasza Szarotę w czterotomowej publikacji20. Pisane niemal na gorąco w 1948 r., na ogłoszony przez Instytut Prasy „Czytelnik” konkurs, stanowią kapitalne źródło do poznania wielu aspektów ówczesnego życia polskiej wsi, w tym także sfery zbiorowych wyobrażeń i niepokojów jej mieszkańców. Wadą chłopskich pamiętników jest wynikający z autocenzury autorów brak wiarygodnych refleksji o ich strachu politycznym.

Fundamentalnym źródłem do poznania społecznych emocji okazały się biuletyny Głównego Urzędu Cenzury (od grudnia 1947 Biuro „B” II Departamentu MBP) oparte na fragmentach prywatnej korespondencji. Cenzura Wojenna, powołana jako odrębny wydział rozkazem Naczelnego Dowództwa Wojska Polskiego 8 października 1944 r., instytucjonalnie podlegała Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego21. Początkowo dysponująca czterema oddziałami, błyskawicznie się rozrastała wraz z rosnącym zasięgiem władzy ludowej. W czerwcu 1945 r. istniało już 11 wojewódzkich i 17 powiatowych oddziałów, w których pracowało wówczas ponad 300 cenzorów22. W listopadzie 1944 r. przeczytali oni 700 tys. listów i telegramów23. Do 1 maja 1945 r. opracowali blisko 4 mln 400 tys. listów i ponad 178 tys. telegramów, z czego tylko część stanowiła korespondencja do i od żołnierzy24.

Zdecydowana większość tych listów zawierała treści, które cenzorzy uznali za obojętne. „Ujemne wypowiedzi” podzielili na 12 kategorii. Przykładowo należały do nich wypowiedzi o charakterze „antyrządowym, profaszystowskim, prowokacyjne: siejące nastroje defetystyczne” (do maja 1945 r. funkcjonariusze cenzury odnotowali ponad 19 tys. listów tej treści), dyskredytujące WP i Armię Czerwoną (8142 listów), „o reakcyjnych elementach i ugrupowaniach AK, NSZ i inne” (6860), „o nieporządkach w kraju: bandytyzmie, grabieżach, głodzie, epidemiach, drożyźnie, spekulacji, katastrofach, wybuchach” (51 972), o dezercji (944), „o represjach, grupowych represjach wśród ludności cywilnej, pracy organów BP, uprzedzeniach o aresztowaniach, rewizjach i poszukiwaniach” (6323)25.

Listy wykorzystywano na dwa sposoby. Po pierwsze, w pracy operacyjnej „bezpieczeństwa”, w likwidowaniu struktur podziemia, przy wyłapywaniu dezerterów. Po drugie, jako materiał do analizy nastrojów społecznych. Z listów uznanych za interesujące cenzorzy dokonywali wypisów, które zbierano w „Doniesieniach specjalnych”, przeznaczonych początkowo dla Bolesława Bieruta, Edwarda Osóbki-Morawskiego i Stanisława Radkiewicza. Z czasem do tego grona dołączył Władysław Gomułka. Dziś są one doskonałym źródłem informacji także dla nas. Cenzura przeprowadziła badanie socjologiczne na niespotykaną skalę, segregując, a następnie opracowując wybrane fragmenty korespondencji. Na dobrą sprawę tylko dzięki „ciężkiej pracy” cenzorów (w kwietniu 1945 r. średnio w całym kraju jeden cenzor opracowywał w ciągu 8 godzin 276 listów) możemy się dowiedzieć o strachu przed bandytyzmem czy głodem.

Nie ma jednak róży bez kolców. Po pierwsze, biuletyny zawierają tylko wybór najbardziej spektakularnych fragmentów listów. Bardzo rzadko załączano je w całości. Po drugie, obraz rzeczywistości, jaki się z nich wyłania, jest przesadnie przeczerniony. Ludzie (a może Polacy w szczególności26) częściej siadają do pisania listu, gdy spotka ich coś strasznego, gdy chcą się poskarżyć, wyżalić. Po trzecie, chyba wszyscy żołnierze, a także wiele osób cywilnych zdawali sobie sprawę, że ich listy są czytane27. Na kopertach i kartach pocztowych przybijano wówczas pieczątkę „Sprawdzono przez cenzurę wojskową”. A zatem nie można np. z liczby „ujemnych wypowiedzi” wnosić o stopniu legitymizacji nowej władzy. Po czwarte, z ponad 2600 raportów przygotowanych przez GUC do sierpnia 1946 r. udało mi się odszukać zaledwie kilkanaście. Prawdopodobnie reszta została zniszczona podczas kolejnych fal brakowania akt, zwłaszcza w 1956 r. Po piąte, instytucjonalny rozwój cenzury został przerwany dekretem Rady Ministrów z 22 czerwca 1945 r., znoszącym cenzurę korespondencji pocztowej. Nie zrezygnowano wprawdzie z czytania listów pisanych do i od żołnierzy ani z lektury korespondencji międzynarodowej28, niemniej w wyniku reorganizacji niektóre powiatowe oddziały cenzury zostały zlikwidowane, a stan osobowy oddziałów wojewódzkich uległ uszczupleniu. Zmiany musiały jednak poprawić efektywność cenzorów, przejrzeli oni bowiem tylko w ciągu trzech bardzo ważnych przedreferendalnych miesięcy (kwiecień–czerwiec) 1946 r. blisko 9 mln listów. W tym czasie GUC przygotował 49 „Doniesień specjalnych”29. Niestety, żadne z nich nie ocalało.

To, co się zachowało z lat 1944–1946, będę obficie cytował, dostosowując jedynie interpunkcję do współczesnych zasad. Ponieważ listy były pisane bez zamiaru upublicznienia, dane nadawców i adresatów zachowam dla siebie.

Inną kategorię źródeł wykorzystanych w tej pracy stanowią materiały urzędowe. Nie ma sensu wymieniać wszystkich zespołów archiwalnych, ich listę zamieszczam na końcu książki. Zwrócę tylko uwagę, że z racji specyfiki nowej władzy – braku etosu biurokratycznego, niskiego poziomu kadr – raporty, informacje, doniesienia pisane przez jej funkcjonariuszy cechuje bardzo niski poziom merytoryczny.

Spośród dotychczas niewykorzystanych źródłowo przez historyków materiałów chciałbym wskazać na raporty Komend Wojewódzkich Milicji Obywatelskiej. Ich zawartość również bywa różna, niemniej ich perspektywa spojrzenia jest bliższa codzienności niż inne urzędowe relacje i sprawozdania.

Analizę nastrojów społecznych na nieporównanie wyższym poziomie znajdziemy w materiałach podziemia. Z kolei ich jakość systematycznie się pogarsza bądź to z powodu rezygnacji z działalności w konspiracji wielu jej uczestników, bądź to z powodu aresztowań.

Wreszcie prasa. Istnieje stereotyp, że może ona służyć jedynie poznaniu ideologii nowego reżimu, nie odzwierciedla bowiem – co zresztą jest prawdą – poglądów obozu przeciwnego. Można jednak znaleźć w niej wiele cennych informacji o życiu codziennym po wojnie, choć należy pamiętać, że całościowy obraz powojennej rzeczywistości wyłaniający się z prasy nosi silne znamiona retuszu.

Plan książki

Wielka Trwoga była czymś spontanicznym i nietrwałym, trudno znaleźć punkty pozwalające rozpocząć spójną analizę. Przygotowaniu pola służą trzy początkowe rozdziały, które definiują kluczowe pojęcia, ukazują genezę niektórych powojennych niepokojów i dowodzą, że Wielka Trwoga nie wybuchłaby, gdyby nie graniczne doświadczenie wojny.

Zasadnicza część książki – otwiera ją rozdział Chaos– zbiera kilka wątków tematycznych, które łączy moment turbulencji wywołanych przejściem frontu w 1944 i 1945 r. Szaber i bandytyzm omówione zostały w dwóch oddzielnych częściach. Dużo miejsca poświęciłem pladze maruderów radzieckich i narodzinom bałkanizacji. Jeden z rozdziałów: Ludzie z demobilu, pozornie odbiega tematyką od pozostałych, jako że poświęcony jest nie stricte emocjom, ale ludziom – „ludziom zbędnym”. Strach tych ludzi, jak również strach przed nimi, współtworzył klimat Wielkiej Trwogi.

Od polityki strachu prowadzonej przez nowy reżim przechodzę do jej konsekwencji psychospołecznych, m.in. tymczasowości. Po wojnie niemałej części Polaków doskwierało poczucie zawieszenia i braku stabilizacji. Jednak nie wszystkie lęki wynikały z bieżącej polityki władz. Nie można zapomnieć o głodzie, drożyźnie, chorobach zakaźnych, wybuchach epidemii.

Końcowa część książki: Fobie etniczne, poświęcona jest polskim lękom przed obcymi. Najwięcej miejsca zajmuje analiza mitu mordu rytualnego. Strach przed żydowskim kanibalizmem okazał się bowiem – moim zdaniem – jednym z podstawowych czynników, które doprowadziły do wybuchu pogromów w Polsce powojennej. Choć ich całościową genezę trzeba widzieć jako wyraz i zarazem konsekwencję Wielkiej Trwogi.

O czym jest i o czym nie jest ta książka

Ta książka mówi o psychicznej atmosferze powojnia, o tym, czego ludzie się bali i jak sobie ze swoim strachem radzili. Odtworzenie tego klimatu posłuży do wyjaśnienia zbiorowych postaw, genezy licznych wówczas zaburzeń i protestów, głodowych zamieszek i antysemickich pogromów.

Jej zakres czasowy obejmuje lata 1944–1947. Żadna znana w historii trwoga nie trwała trzy lata. Ludzie nie są w stanie żyć tak długo pod przygniatającym ciężarem strachu. Także po wojnie mamy dni, tygodnie nasilonego poczucia braku bezpieczeństwa, po których następowały okresy odprężenia. Mimo to zdecydowałem się tak, a nie inaczej wyznaczyć granice chronologiczne mojej pracy, ponieważ lata 1944–1947 stanowią okres, z jednej strony rozpoczynający się wkroczeniem Armii Czerwonej na ziemie polskie, z drugiej – zamknięty wyborami w styczniu 1947 r. I choć strach i trwoga nie rządziły wtedy niepodzielnie, to jednak w tym właśnie czasie mamy do czynienia z powtarzającymi się podobnymi falami niepokoju, licznymi wybuchami paniki i występującymi tylko w tym okresie antysemickimi pogromami. Rok 1948 – rok ogłoszenia początku kolektywizacji, przyspieszenia procesu stalinizacji – otwiera już nowy rozdział w dziejach polskiego strachu.

Podtytuł niniejszej książki brzmi Ludowa reakcja na kryzys. Genezy ówczes­nych zachowań zbiorowych nie można wyjaśnić jednoczynnikowo. Niemniej wiele z nich wyrastało z mentalności chłopskiej. Jeśli zgodzimy się, że powojenny strach i lęk silniejsze były na wsi, to powstaje pytanie, czym to tłumaczyć. Z jednej strony na pewno osłabieniem w czasie wojny, w niektórych regionach wręcz rozpadem, infrastruktury instytucjonalnej, a z nią osłabieniem lub zanikiem kontroli społecznej. Z drugiej strony korzenie tego strachu mogły być głębsze, tkwiły w chłopskim fatalizmie, charakterystycznym elemencie wzoru kultury chłopskiej.

Przykładem jest powojenna fala pogłosek. Kariera tej formy komunikacji społecznej rozpoczęła się już w czasie wojny, zresztą nie tylko w Polsce, także w krajach, które trudno uznać za chłopskie (np. w Niemczech, Stanach Zjednoczonych). Jej przyczyn można szukać w niedostatku informacji, poczuciu zagrożenia i pragnieniu wyjaśniania plotką zawiłości świata. Plotka i pogłoska to jednak również swoiste narzędzia transmisji społecznej w kulturze chłopskiej, reprodukującej się przede wszystkim dzięki przekazowi ustnemu30. Inny jej rys stanowi często bezkrytyczne przyjmowanie różnorodnych relacji. Także eksplozję myślenia magicznego, która według mnie legła u źródeł antysemickich pogromów, można wiązać z mentalnością tradycyjną i typową dla niej dużą rolą wierzeń i praktyk magicznych31. Nie ma chyba sporu co do tego, że do szabru i bandytyzmu pchała ludzi nieprawdopodobna wręcz bieda, zachęcał brak kontroli społecznej, motywowała wojenna demoralizacja. Szabrem parali się również miastowi, np. we Lwowie, w Radomiu, Warszawie. W Polsce zjawisko nabrało charakteru masowego, a większość szabrowników, przynajmniej początkowo, rekrutowała się właśnie ze wsi. Tłumaczyć to można charakterystycznym – zdaniem antropologów – stanem świadomości społecznej ludności chłopskiej, opartym na podwójnej etyce: obowiązku bezwzględnej uczciwości wobec grupy własnej i braku zahamowań, jeśli idzie np. o kradzież, wobec grupy obcej. A gdy tym obcym był Żyd, a po wojnie Niemiec, to ich zabicie i okradzenie poczytywano sobie wręcz za zasługę, za odzyskanie tego, co się należy. W zjawisku szabru można także widzieć przejaw wiejskiego terytorializmu.

Także powojenną przemoc (pomijam tę zorganizowaną przez instytucje państwa: NKWD i UB) trudno nazwać nowoczesną w rozumieniu Zygmunta Baumana32. Nie powstała w umysłach biurokratów, nie została racjonalnie zaplanowana. Była w dużej mierze spontaniczna i niezorganizowana. Jeśli brać pod uwagę antysemickie pogromy, w których istotną rolę odegrał mit mordu rytual­nego, to bardziej pasuje do niej przymiotnik „tradycyjna”.

Pisząc o powojennej Wielkiej Trwodze, nie twierdzę tym samym, że wojna była dla Polaków sielanką. Jej znaczeniu i społecznym konsekwencjom poświęcony jest trzeci rozdział niniejszej książki. Zdaję sobie sprawę z faktu, że rok 1945 stanowił istotną cezurę w sferze ludzkich wrażeń, doznań i reakcji psychicznych. Kończyła się II wojna światowa, a z nią pewna epoka w dziejach polskiego strachu. Po wojnie źródła zagrożeń były zasadniczo inne niż w czasie jej trwania, strach zaś mniejszy, rzadziej osiągający pułap okupacyjnej psychozy. Polacy nie musieli już patrzeć w niebo w obawie przed bombardowaniem, mieszkańcom miast nie groziły łapanki. Paraliżujący strach o własne życie i los najbliższych mimo wszystko przestał być przeszywającym codzienność uczuciem większości Polaków. Lęk, groza, strach – tego najczęściej doświadczali w czasie wojny. Uczuciami dojmującymi po jej zakończeniu były niepokój, obawa i trwoga.

Jest to książka o polskiej trwodze, choć wiem, że powojennego strachu doświadczyli nie tylko Polacy. Białorusi, Niemcy, Ukraińcy, Żydzi bali się także. Nie ma takiej miary, która by pozwoliła sprawdzić, czyje poczucie zagrożenia było większe: Żyda przed pogromem czy Polaka przed Urzędem Bezpieczeństwa, polskiej, ukraińskiej czy niemieckiej rodziny przed wysiedleniem i poniewierką. Była to „upiorna dekada” – by użyć określenia Jana Tomasza Grossa33. Nie twierdzę, że polski strach był wówczas wyjątkowy. Koncentrując się na nim, możemy jednak dostrzec ważne siły kształtujące powojenną rzeczywistość, dotrzeć do źródeł ówczesnych konfliktów i napięć, także tych międzyetnicznych.

Uproszczeniem byłoby twierdzić, iż tylko strach i trwoga wypełniały powojenną „psychologiczną przestrzeń życiową” 34. Nie każdy ich doświadczał, a jeśli już, to nie zawsze w równym stopniu i niekoniecznie w tym samym czasie. Podobnie jak w przedrewolucyjnej Francji, także polska trwoga nie rozlała się równomiernie po wszystkich regionach kraju. Bywało, że w jednych „powódź” jeszcze trwała, gdy w innych mieszkańcy już cieszyli się poczuciem bezpieczeństwa. Wydaje się, że mniejszy niepokój występował na terenach rdzennie polskich, wcześniej włączonych do III Rzeszy. Można to próbować tłumaczyć relatywnie mniejszymi zniszczeniami i lepszym stanem aprowizacji np. w Wielkopolsce. Być może w grę wchodziły tradycje pozaborowe, większy konformizm mieszkańców, przywiązanie do porządku prawnego. Ze względu na grasujące bandy, przemarsze wojsk, rekwizycje oraz niebezpieczeństwo pacyfikacji strach i trwogę przeżywano na prowincji intensywniej i częściej niż w miastach, zwłaszcza większych. Tym między innymi różni się okres powojenny od czasów okupacji, kiedy to wieś była nie tylko względnie bezpieczniejsza i stanowiła ochronę dla „spalonych” członków podziemia, ale także mniej głodna. Również nie wszystkie środowiska społeczne miały do czynienia ze strachem w równym stopniu. Prawdopodobnie inteligencja, nawykła do racjonalnej oceny rzeczywistości, rzadziej wchodziła z nim w dialog niż inne, gorzej wyedukowane grupy społeczne, oczywiście z wyłączeniem tych jednostek i środowisk, które trwały w konspiracji albo obawiały się represji i szykan ze względu na pochodzenie (np. ziemiaństwa, przedsiębiorców, przedwojennych elit politycznych).

Tradycje

Koncepcja Wielkiej Trwogi pozwala – jak sądzę – rozwiązać problemy, przed którymi stawali badacze np. powojennych stosunków polsko-żydowskich. Jednak nie nazwałbym jej oryginalną, ponieważ w istocie modyfikuje ona i łączy istniejące wcześniej poglądy i tradycje badawcze. Długą listę myślicieli, wobec których zaciągnąłem dług, otwierają wymienieni historycy francuscy Georges Lefebvre i Jean Delumeau. To lektura ich książek zainspirowała mnie do zajęcia się problematyką strachu. Za kanoniczne zaś uznaję prace Krystyny Kersten, stanowiące wzór wolnego od wartościowania sposobu uprawiania historii. Nie można także pominąć jej wielkiego wkładu w poznanie i zrozumienie okresu powojennego35. Podobne znaczenie miały dla mnie liczne publikacje Andrzeja Paczkowskiego o aparacie przemocy36. Pierwszy o strachu w czasie wojny pisał w swojej książce o życiu codziennym okupowanej Warszawy Tomasz Szarota37. Wielka Trwoga pozwala sobie być kontynuacją także jego rozważań.

O powojennych stosunkach polsko-żydowskich ukazało się wiele publikacji, gdyby nie ustalenia ich autorów, unosiłbym się na powierzchni tematu jak korek. Mam tu na myśli przede wszystkim prace Anny Cichopek o pogromie krakowskim38 oraz Bożeny Szaynok39, Stanisława Meduckiego i Zenona Wrony o pogromie kieleckim40.

Bardzo wiele zawdzięczam badaniom Łukasza Kamińskiego. Jego książka o powojennym oporze społecznym jest według mnie najlepszą pracą z historii społecznej tego okresu, jaka ukazała się po roku 198941.

Niniejsza książka nie jest polemiką z Janem Tomaszem Grossem, którego Strach ukazał się, gdy już prowadziłem badania nad peerelowskim strachem42. Przeciwnie – jego prace oceniam wysoko i wiele z nich skorzystałem. Są jednak sprawy, co do których nie zgadzam się z autorem Strachu43. Uważam, że w swoich rozważaniach o przyczynach przemocy wobec ludności żydowskiej ze strony Polaków nie dość miejsca poświęcił kondycji psychicznej i materialnej tych ostatnich, antysemityzm traktując jako niezbędne i wystarczające wyjaśnienie agresji wobec Żydów, która była wypadkową wielu czynników.

Niniejsza książka wyrasta z tradycji szkoły Marcina Kuli, który zaszczepił we mnie zainteresowanie problematyką społeczną, przekonanie o wartości łączenia socjologii z historią.

Podziękowania

Nie doszłoby do powstania tej publikacji, gdyby nie kilka okoliczności. Mój „przestrach” przed zajmowaniem się strachem przełamał Marcin Kula. Był on też czytelnikiem rękopisu, za co mu bardzo dziękuję. Słowa podziękowania składam również Błażejowi Brzostkowi, Jerzemu Kochanowskiemu, Łukaszowi Krzyżanowskiemu, Jolancie Tokarskiej-Bakir, Antoniemu Sułkowi, Bożenie Szaynok oraz Joannie Wawrzyniak, którzy także zgodzili się przeczytać całość przed publikacją i podzielić się ze mną uwagami. Fragmenty oceniali też: Andrzej Friszke, Joanna Hytrek-Hryciuk, Bartosz Kaliski, Adam Leszczyński, Piotr Osęka, Andrzej Paczkowski, Krzysztof Persak, Dariusz Stola, Paweł Śpiewak, Marek Wierzbicki. Rozdziały prezentowałem na seminariach i konwersatoriach: Andrzeja Paczkowskiego w Instytucie Studiów Politycznych PAN, Włodzimierza Borodzieja, Jerzego Kochanowskiego i Marcina Kuli w Instytucie Historycznym UW oraz Jerzego Jedlickiego w Instytucie Historii PAN. Wskazówki źródłowe i uwagi udzielane przy tych okazjach bardzo mi pomogły.

Zakres tej publikacji z pewnością byłby mniejszy, gdyby nie pomoc Komitetu Badań Naukowych i grant [Nr 1 H01g 031 27 pt. „Strach w Polsce Ludowej (1944–1989)”], który został mi udzielony, oraz dwumiesięczne stypendium w wiedeńskim Instytucie Nauk o Człowieku, gdzie dzięki Fundacji Andrew W. Mellona mogłem w 2005 r. zbierać materiały. Nieocenione okazały się też wywiady z więźniami obozu w Mauthausen udostępnione mi przez Piotra Filipkowskiego i Jarosława Pałkę z Archiwum Historii Mówionej.

Pierwszym recenzentem i redaktorem Wielkiej Trwogi była moja żona – bez jej lektury nie odważyłbym się tej książki pokazać komukolwiek. Przez kilka lat żyłem strachem i w strachu. Siłą rzeczy odczuła to moja rodzina. Bardzo jej dziękuję za cierpliwość.

■ W labiryncie strachu

■ Historyk rozpoczynający badania nad strachem sam zaczyna go odczuwać. Z sześciu podstawowych emocji, do których zaliczają się radość, zmartwienie, złość, zdziwienie, obrzydzenie i strach, na temat tego ostatniego powstała największa literatura, dziesiątki teorii i wysublimowanych badań. Wydostać się z tego labiryntu można, tylko pomijając boczne korytarze, kurczowo trzymając się nici przewodniej. Będzie nią przybliżenie najważniejszych pojęć oraz refleksja nad funkcją strachu w życiu społecznym i konsekwencjami jego narastania. Na koniec spróbuję wskazać różnice między Wielkim Strachem a Wielką Trwogą.

Większość psychologów zgadza się co do kluczowych definicji i widzi w strachu swoisty stan emocjonalny, wywoływany obecnością konkretnego i bezpośredniego zagrożenia lub oczekiwaniem na nie1. Strach jest reakcją na bodźce zewnętrzne. Gdy stajemy w jego obliczu, doświadczamy wewnętrznego poczucia skrajnego poruszenia, wstrząsu, często poprzedzonego zaskoczeniem, a jego przyczyną jest uświadomienie sobie niebezpieczeństwa. Rzucamy się wówczas do ucieczki lub stajemy do walki. W naszym organizmie zachodzi szereg reakcji, które psycholodzy nazywają współczulnymi: przyspieszona czynność serca, wydzielanie adrenaliny i cukru we krwi, drżenie ciała, wzmożone pocenie się. Intensywny strach może się skończyć nawet śmiercią. W czasie ataków irackich pocisków scud w 1991 r. w Izraelu około 100 osób zmarło z powodu ataku serca wywołanego najprawdopodobniej strachem i napięciem2.

Niewykluczone, że niektóre lęki odziedziczyliśmy w genach: atawistyczny strach przed ciemnością, przed pająkami i wężami oraz przed śmiercią. O zarządzanie strachem naukowcy podejrzewają fragment naszego mózgu zwany ciałem migdałowatym. Jego uszkodzenie może powodować, że przestajemy się bać3. Nie oznacza to jednak, że z każdym rodzajem strachu się rodzimy. Większości musimy się nauczyć. By omawiane uczucie wystąpiło, wcześniej w naszej pamięci musi zostać zapisane wspomnienie zagrożenia. Jak twierdzą psycholodzy, musi dojść do powstania trwałych asocjacji pomiędzy początkowo obojętnym bodźcem zwiastującym zagrożenie (tzw. bodźcem warunkowym) a określonym czynnikiem awersyjnym lub bólowym (tzw. bodźcem bezwarunkowym). Asocjacje te, odciśnięte w pamięci emocjonalnej, determinują szybkie reakcje obronne, które w sposób powtarzalny zachodzą nawet wtedy, gdy działa jedynie sygnał niebezpieczeństwa4. Wówczas nawet minimalny impuls i niewielkie ryzyko przekłada się na strach, który może się stać stałym elementem życia. Przykład zaczerpnięty z historii: jeśli zapowiedź wojny potraktujemy jako bodziec warunkowy, a za bezwarunkowy uznamy bolesne doświadczenia wojenne, to zauważymy, że psychiczne skojarzenie tych bodźców skutkowało w powojennej Polsce reakcją obronną w postaci panicznego wykupywania towarów. Niekiedy wystarczało jedno konfrontacyjne przemówienie, w którym nawet nie było ani słowa o wojnie, aby wystąpił – jak pisano w raportach różnego rodzaju – „run na sklepy”. Stopień zagrożenia w odczuciu człowieka lub grupy ludzi jest jednak nie tylko wypadkową indywidualnych bądź grupowych doświadczeń negatywnych (zarówno naszych, jak i cudzych, przekazywanych nam w formie ostrzeżenia), lecz także cech osobowości, temperamentu5, co może także powodować różnice w reakcjach na to samo zagrożenie. Innymi słowy: jedni mogą reagować tak, drudzy inaczej.

Ponieważ zagrożenie może być odczuwane przez wielu ludzi w tym samym czasie, np. strach przed chorobą zakaźną, możemy mówić o występowaniu strachu zbiorowego. Gdy dochodzi do nagłego, niepohamowanego i nieuzasadnionego strachu, mamy do czynienia z paniką. Może ona ogarnąć zarówno małe, jak i duże grupy; jednostki dotknięte paniką mogą się znajdować w fizycznej bliskości lub być rozproszone6. Zwykle jej wybuchy trwają od 15 do 30 minut, z rzadka godzinę lub dłużej7.

W opisie „choroby” powinna się też znaleźć szczególna łatwość zarażenia. Strachem można się zarazić szybciej niż grypą. Zwykle „infekcja” rozchodzi się w dół hierarchii społecznej8, od osób mających autorytet w danej grupie, uznawanych za dobrze poinformowane itp. Stąd tak dużą rolę w powstawaniu paniki odgrywają Angstträgerzy, np. dziennikarze, naukowcy, kolejarze, kapłani, policjanci. Zresztą ta prawidłowość dotyczy wszystkich zachowań zbiorowych, w tym również prześladowań religijnych i etnicznych. W tej książce szerzej omawiam wiele przykładów paniki, tu wymienię tylko dwa. Panika zapanowała w Stanach Zjednoczonych po nadaniu w radiu w 1938 r. sztuki Herberta G. Wellsa Wojna światów. Drugi przykład dotyczy mieszkańców stolicy Francji: w 1946 r. Paryżanie wpadli w panikę, ponieważ usłyszeli w radiu audycję o rzekomym nadciąganiu katastrofy jądrowej. W obu wypadkach w ciągu niespełna kilkudziesięciu minut paniką zaraziły się miliony ludzi.

Osoby ulegające panice charakteryzuje odporność na racjonalną argumentację, skłonność do ucieczki i gotowość do naśladowania. Łatwiej wpadają w nią ludzie „po przejściach”, którzy przeżyli traumę, żyjący w czasach niepewnych, kryzysowych, gdy coś wisi w powietrzu. Wcześniejsze przeżycia lękowe nie uodparniają na reakcje paniczne. Przeciwnie, im większa początkowa dawka strachu, tym większa późniejsza podatność na panikę. W kontekście dalszych rozważań warto zapamiętać tę prawidłowość, ponieważ wojenne doświadczenia lat 1939–1945 zaowocowały różnorakimi objawami paniki w okresie powojennym. W razie wyczerpania psychicznego i fizycznego w stale powtarzającym się zagrożeniu może wystąpić zobojętnienie na niebezpieczeństwo lub depresja. Podobna reakcja może zachodzić po przebytym już strachu. W okolicznościach przedłużającego się dużego zagrożenia stany mobilizacji i apatii przeplatają się i nawracają. Znów, wybiegając nieznacznie naprzód, powiedzmy, że podobna huśtawka nastrojów społecznych wystąpiła w Polsce w pierwszych latach powojennych.

Dzisiaj media chętnie podchwytują i upubliczniają, a niekiedy nawet fabrykują najróżniejsze zagrożenia, nierzadko posługując się stereotypami. Powstały tą drogą społeczny niepokój Stanley Cohen, socjolog z London School of Economics, określił mianem „paniki moralnej”. Wzbudzanie i podtrzymywanie napięcia lękowego – np. w razie ptasiej grypy czy choroby szalonych krów – służy odwróceniu społecznej uwagi od konkretnych problemów i złożoności życia codziennego. Władzom politycznym może pomagać zdobyć argument legitymizacyjny, jeśli wykażą, że potrafią przeciwdziałać niebezpieczeństwu9. Powstanie i podtrzymywanie stereotypu żydokomuny w dwudziestoleciu międzywojennym możemy chyba traktować jako jeden z przykładów zjawiska opisanego przez Cohena.

Postnowoczesną panikę moralną różni od wcześniejszych rodzajów paniki zasięg globalny – to zasługa Internetu i telewizji. Co chwila przez świat przetaczają się kolejne epidemie strachu10. Wskazuje się nowe rodzaje obaw społecznych, charakterystycznych dla rozwiniętych społeczeństw przemysłowych. Nasz niepokój budzą zmiany klimatu, kryzys paliwowy, terroryzm. Agencje bezpieczeństwa na całym świecie ogłaszają alerty: czerwony, pomarańczowy i żółty – kolory naszego strachu. Ulrich Beck w Społeczeństwie ryzyka, pracy uważanej za celną diagnozę współczesności, widzi nowe zagrożenia: awarie elektrowni jądrowej, niezdrową żywność, globalne ocieplenie, kryzys finansowy11. Niepoko­je, trwogi i lęki możemy uznać za emanację ducha epoki. Wedle zasady: powiedz mi, czego się boisz, a powiem ci, z jakiej epoki jesteś, i vice versa. Strach odzwierciedla złożoną tkankę relacji międzyludzkich, system wartości, przekonania i poziom cywilizacyjny. Ludzie bali się różnych zjawisk w zależności od miejsca i czasu. Nie oznacza to jednak, że dziś boją się bardziej niż w przeszłości i że strach jest jakimś szczególnym znakiem początków XXI w. Socjolog Kenneth Thompson twierdzi, że panika stała się cechą charakterystyczną współczes­ności12. Nie tu miejsce, by polemizować z tą tezą, dość powiedzieć, że świadczy ona o historycznej ignorancji.

W przeszłości najważniejszym nosicielem wirusa strachu była pogłoska. Żadna „porządna” panika się bez niej nie rozpoczęła. Bywa, że pogłoska staje się emanacją strachu. Klaus Thiele-Dohrmann nazywa ją wentylem ludzkich lęków i agresji13. Może przybrać formę nierozumnej radości i szaleńczej nadziei. Najczęściej jednak jest zapowiedzią nieszczęścia. Dobrze jej służy klimat załamania i klęski. Nieprzypadkowo wkrótce po Pearl Harbor Stany Zjednoczone zalała fala fear rumors. W całym roku 1942 stanowiły one jedną czwartą wszystkich krążących po USA pogłosek14. Pokrywa się to więc z obserwacją Jeana Delumeau, który zwrócił uwagę, że „pogłoska rodzi się na uprzednim pokładzie nagromadzonych niepokojów i wynika z przygotowania psychicznego, stworzonego przez zbiegnięcie się rozmaitych zagrożeń lub nieszczęść, których skutki się kumulują”15. Rozchodzenie się pogłoski to także rozprzestrzenianie się strachu.

Lęk uważa się za ogólniejszy, wysublimowany stan emocjonalny. W jego wypadku niebezpieczeństwo ma charakter czegoś nieokreślonego, jest produkowane lub wyolbrzymiane z powodu czynników psychicznych. Strach zawsze odnosi się do określonych obiektów lub zdarzeń i jest proporcjonalny do zagrożenia. Lęk zostaje spotęgowany ponad miarę, powstaje w wyobraźni, w sumieniu jako reakcja na odczucia wewnętrzne. Jest skryty, nieuświadomiony. Wywołuje w nas uczucie niepewności, bezradności, bezsilności. Łączy się z oczekiwaniem przyszłości, która nie wiadomo co przyniesie16. Dlatego często współwystępuje z poczuciem tymczasowości. W obliczu społecznego zagrożenia lęk jest emocją o mniejszym nasileniu od strachu, aczkolwiek zwykle trwa dłużej. Jego przeciągające się działanie również bywa śmiertelne. Adrenalina, wydzielana stale w niewielkich ilościach, może nieznacznie uszkodzić serce, zwiększając ryzyko choroby wieńcowej17. Różnicę między strachem a lękiem obrazowo objaśniła Karen Horney: „Gdy matka boi się, że jej dziecko umrze, a ma ono tylko krostę albo niewielki katar, mówimy o lęku, ale jeśli boi się wtedy, gdy dziecko jest poważnie chore, nazwiemy jej reakcję strachem. Jeżeli ktoś boi się, gdy tylko znajdzie się na większej wysokości lub wtedy, gdy musi omówić zagadnienie dobrze mu znane, nazywamy jego reakcję lękiem; jeżeli natomiast ktoś boi się, bo zabłądził wysoko w górach w czasie gwałtownej burzy, mówimy o strachu”18.

Posługując się sformułowaniem Antoniego Kępińskiego, można powiedzieć, że w strachu człowiek wie, co mu grozi (lęk przedmiotowy), w lęku człowiek nie wie, czego się obawia (lęk podmiotowy)19.

Mimo tych różnic lęk i strach łączy pokrewieństwo silne do tego stopnia, że często oba pojęcia traktowane są wymiennie. W praktyce nierzadko nie sposób ustalić, gdzie kończy się strach, a zaczyna lęk. Zdarza się, że pierwszy niezauważalnie przechodzi w drugi. Weźmy za przykład emocje związane z głodem, które, werbalizowane na przednówku, możemy określić mianem strachu, wyrażającym się w nieuświadamianym chomikowaniu żywności w okresie prosperity – i lęku zarazem.

Jak w tym kontekście zdefiniować trwogę? Na ogół widzi się w niej stan nasilonego strachu i może dlatego, traktowana jako jego synonim, nie budzi większego zainteresowania psychologów. Ma ona jednak również wiele z lęku, przede wszystkim łączy ją z nim pewna nieokreśloność, niepewność. Nieoceniony Jean Delumeau pisał: „Strach ma określony przedmiot, któremu można stawić czoło. Trwoga nie, i jest przeżywana jako bolesne oczekiwanie na niebezpieczeństwo tym groźniejsze, że nie zostało w sposób jasny zidentyfikowane: stanowi ona globalne poczucie braku bezpieczeństwa. Jest więc trudniejsza do zniesienia niż strach”20. Istnieje jednak coś, co wydaje się różnić lęk od trwogi. Lęk trudno przeżywać zbiorowo, jest indywidualny, subiektywny. Choć psychologowie wyróżniają różne odmiany lęku społecznego, mają jednak na myśli nieuświadomioną obawę jednostki przed np. publicznymi wystąpieniami21, a nie lęk grupy ludzi odczuwany w tym samym miejscu i czasie. Za synonim lęku zbiorowego możemy uznać właśnie trwogę.

Strach, lęk i trwoga zaliczane są do emocji negatywnych. Kojarzą się nam z czymś nieprzyjemnym, niekiedy bolesnym i złym. Mają jednak do spełnienia również pozytywne funkcje. Strach można porównać do czerwonej lampki i sygnału alarmowego, który stawia załogę statku w stan pogotowia w momencie zagrożenia. Nie jest nim wówczas nawet najbardziej upiorne światło i świdrujący dźwięk, lecz groźba huraganu, góry lodowej czy rafy. Tam czai się niebezpieczeństwo. Ta lampka, czytaj: strach, skłania jednostkę, grupę do podjęcia działania, walki lub ucieczki przed zagrożeniem. Gdybyśmy nie znali strachu, nie wykształcilibyśmy zdolności do samoobrony. Nie przetrwalibyśmy jako gatunek.

Niektórzy filozofowie twierdzą, że lęk stanowi wyraz odwiecznej conditio humana. „Im mniej ducha, tym mniej lęku (...) a im jest on głębszy, tym głębszy jest naród” – pisał Søren Kierkegaard w Pojęciu lęku i dodawał: „im więcej lęku, tym więcej zmysłowości”. Lęk jako niezbędne dopełnienie ludzkiego losu jest konieczny do rozwoju emocjonalności i moralności22. Jego brak kojarzy się nam z Piotrusiem Panem, ułudą, niedojrzałością. Patrząc na sprawę dialektycznie, szczęście bez cienia strachu traci swój smak i walor23.

Socjolodzy długo nie dostrzegali pozytywnych funkcji strachu. Mimo że bibliografia prac z zakresu socjologii emocji liczy już ponad dwieście stron24, refleksji nad miejscem czynnika strachu w życiu społecznym jest niewiele. Na tę lukę w badaniach zwrócił uwagę Vladimir Shlapentokh w książce Fear in Contemporary Society. Its Negative and Positive Effects. „Moje doświadczenia w ZSRR – przyznaje rosyjski socjolog – pozwoliły mi zapoznać się z kompleksową naturą strachu. Przede wszystkim zobaczyłem, jak strach może demoralizować ludzi, jak może degradować nawet wysublimowaną osobowość i najbliższe ludzkie relacje”25. Ten rodzaj strachu, generowanego przez państwo totalitarne, Shlapentokh nazywa „scentralizowanym”. Społeczeństwa demokratyczne cierpią z powodu wielu „zdecentralizowanych” strachów: przed bezrobociem, dyskryminacją (rasową, etniczną, religijną, genderową), bankructwem i niemożnością zapłacenia za opiekę szpitalną, edukację, i oczywiście przed przestępczością kryminalną.

Bazując na swoich doświadczeniach, Shlapentokh dowodzi, że strach jest jednym z filarów porządku społecznego. Historia socjologii nie odnotowała podobnej afirmacji strachu i jego pozytywnej roli. Co najmniej od przełomowej publikacji z 1937 r. amerykańskiego socjologa Talcotta Parsonsa The Structure of Social Action dominujący paradygmat głosi, że źródeł ładu społecznego należy szukać w internalizacji wartości i norm w dzieciństwie i kolejnych stadiach socjalizacji. Przekonanie, że Społeczne tworzenie rzeczywistości – by użyć tytułu klasycznej książki Petera Bergera i Thomasa Luckmanna – następuje w procesie społecznego wytwarzania i uzgadniania znaczeń, weszło na trwałe do podręczników socjologii i psychologii społecznej. Zdaniem rosyjskiego socjologa rola państwa z jego formalną kontrolą, a także strachu przed nią nie została doceniona, natomiast przeceniono znaczenie internalizacji pozytywnych wartości w podtrzymaniu porządku społecznego. Wielu ludzi internalizuje przecież postawy i zachowania negatywne: pijaństwo, narkomanię, przemoc, ksenofobię, korupcję, antyintelektualizm. Rola tych czynników ujawnia się, gdy ludzie odkrywają, że znajdują się poza kontrolą, np. państwowych instytucji26. Istnienie zewnętrznej kontroli i strachu przed nią oczywiście nie eliminuje patologii z życia społecznego, niemniej nie pozwala, by stały się dominujące. Rozpad ładu społeczno-instytucjonalnego w wyniku jakiejś katastrofy, najczęściej wojennej, uwalnia poczucie bezkarności i w konsekwencji rodzi narastający chaos i anarchię. Taki stan społeczny stanowi doskonałe podglebie do rozwoju zachowań aspołecznych: przestępczości, ludowych tumultów i linczów, wzrostu przemocy w relacjach społecznych, w tym m.in. skierowanej przeciw mniejszościom religijnym, etnicznym. Jedna z tez tej książki głosi, że u podstaw zachowań patologicznych po II wojnie światowej w Polsce leżały wojenna demoralizacja oraz chaos i anarchia pierwszych powojennych miesięcy, a nawet lat. Ograniczony, niemniej istniejący strach przed państwem posiadającym legitymację społeczną może więc mieć skutki pozytywne.

Na tym lista pozytywów się nie kończy. Tylko chęć osiągnięcia sukcesu może dorównać strachowi w mobilizacji ludzi. Ta jego zdolność była zresztą często wykorzystywana i nadużywana przez rządzących we wszystkich systemach politycznych w historii. Napoleon powiedział przecież: „Są tylko dwie rzeczy, które potrafią naprawdę zjednoczyć ludzi: strach oraz interes”. W kampaniach politycznych czarny PR: demonizowanie przeciwników i rozbudzanie przed nimi strachu, bywa równie skuteczny jak prezentowanie własnego programu. W różnego rodzaju akcjach prospołecznych (np. walce z paleniem) padają apele mające przestraszyć ich odbiorców. Na poziomie mikro, w życiu rodzinnym, strach i lęk „od zawsze” podtrzymywały patriarchalną dominację mężczyzn. Lęk przed samotnością, strach przed rozwodem stanowią również dziś ważne spoiwo związków partnerskich. Konformizm występuje tylko w duecie z lękiem. Lekarze posługują się strachem, żeby nakłonić pacjentów do zaakceptowania i przestrzegania zalecanego trybu leczenia27.

Potocznie strach otacza czarna legenda, jednak bywa on nam potrzebny. Niektórzy nawet go poszukują, widząc w jego przezwyciężaniu coś podniecającego, zastrzyk adrenaliny. Postnowoczesna kultura dostarcza mnóstwa filmów, gier komputerowych, sportów ekstremalnych, które zaspokajają tę potrzebę strachu. Ale istnieje pewien trudny do określenia poziom dopuszczalnego strachu. Jeśli przekroczona zostaje dawka możliwa do zniesienia, rodzi się patologia. W atmosferze strachu łatwiej o ślepe posłuszeństwo, ludzie pozbywają się skrupułów, przestają działać hamulce moralne.

Przedłużający się strach traktowany jest jako rodzaj choroby. Simone Weil pisała: „Bezpieczeństwo jest istotną potrzebą duszy. Bezpieczeństwo oznacza, że z wyjątkiem rzadkich i krótkich przypadkowych zbiegów okoliczności dusza nie ugina się pod ciężarem obawy lub strachu. Jeżeli obawa lub strach trwają długo, stają się dla duszy śmiertelną prawie trucizną. Przyczyną ich może być zarówno groźba bezrobocia czy policyjnego ucisku, jak obecność okupanta, groźba najazdu i każde inne nieszczęście, które wydaje się przekraczać siły ludzkie. (...) Ciągła obawa jest zawsze chorobą; nawet jeżeli występuje w formie utajonej i choćby tylko z rzadka dawała się odczuć w sposób dotkliwy. Ciągła obawa powoduje częściowy paraliż duszy”28.

To jednak nie koniec zarzutów pod adresem strachu.

Jedna z koncepcji psychologicznych głosi, że jest on źródłem agresji. Część badaczy, za Zygmuntem Freudem i Konradem Lorenzem, wskazuje na biologiczne uwarunkowania zachowań agresywnych i tzw. instynkt agresji, ukształtowany w toku ewolucji. Drugi kierunek skupia autorów akcentujących psychospołeczne aspekty mechanizmów ich powstawania. Między innymi psycholog Rowell L.Huesmann w Aggressive Behavior: Current Perspectives zwraca uwagę na proces uczenia się jako podstawę kształtowania zachowań antyspołecznych i agresywnych. Warto zapamiętać tę opinię w kontekście wzrostu liczby zachowań agresywnych, np. wobec mniejszości etnicznych w wyniku doświadczeń II wojny światowej. Wreszcie inna, rozpowszechniona wśród psychologów koncepcja głosi, że jednym ze sposobów pokonywania lęku i radzenia sobie ze strachem wynikającym z poczucia zagrożenia jest agresja. Tezę o nierozłączności lęku i gniewu spotykamy wielokrotnie w pracach Antoniego Kępińskiego. Takie emocje jak lęk i strach mogą prowadzić do ucieczki. Kiedy jednak człowiek nie ma już gdzie uciekać, kiedy nie ma już żadnej możliwości poza samoagresją albo atakowaniem innych, wtedy lęk może prowadzić do zachowań, które mają zredukować postrzegane zagrożenie. Jeżeli strach ten jest wystarczająco silny, następuje albo przemieszczenie agresji, albo zmiana jej postaci. Przemieszczenie agresji polega na jej skierowaniu na inny obiekt, którego zaatakowanie spotyka się z relatywnie mniejszą karą. Zmiana postaci agresji polega na jej zastąpieniu inną reakcją agresywną, zagrożoną mniejszą karą29.

Strach rodzi niechęć, wrogość, nienawiść, uprzedzenia. Kogoś, kto budzi w nas strach, nie lubimy, niekiedy nienawidzimy. Gdy nie ma strachu, nie ma nienawiści, może być tylko obojętność, lekceważenie lub tylko pogarda30. Wyniki najnowszych eksperymentów psychologów społecznych dowodzą, że rasizm jest bezpośrednio powiązany z naszym lękiem przed kontaktem z „innymi”. Niewykluczone, że także i ten lęk ma uwarunkowania biologiczne31.

Strach odegrał podwójną rolę – bezpośrednią i pośrednią – w genezie wielu konfliktów etnicznych. Bezpośrednią, najbardziej oczywistą, gdy jedna grupa etniczna odczuwała realny strach przed inną. Rzymianie odczuwali strach przed barbarzyńcami; w epoce nowożytnej Europejczycy przed Turkami; w czasie I wojny Francuzi przed Niemcami itp. Propagandziści katoliccy i protestanccy w czasie wojen religijnych, nazistowscy i stalinowscy w XX w. najpierw wzbudzali strach, by potem mobilizować do nienawiści. Pod jego wpływem nasze myśli i działania zostają ukierunkowane na usunięcie wroga. Celem przemocy etnicznej jest wówczas grupa, która stanowi największe zagrożenie.

Trudno jednak tłumaczyć realnym i bezpośrednim niebezpieczeństwem akty przemocy wobec mniejszości etnicznych i religijnych, np. noc św. Bartłomieja w 1572 r. czy „nasze” pogromy w Jedwabnem, Radziłowie w 1941 r. albo w Kielcach w 1946 r. Pogromy w 1941 r. można częściowo wyjaśniać chęcią zemsty, zakorzenionym antysemityzmem, antycypacją oczekiwań Niemców, których się bano, jednak nie zagrożeniem ze strony Żydów, ofiar pogromów. W takich sytuacjach, w których mniejszość nie stanowi rzeczywistego zagrożenia, możemy mieć do czynienia z pośrednim działaniem strachu. W czasach niepokojów wywoływanych katastrofami różnego rodzaju (głodem, wojną, kryzysem gospodarczym, bezrobociem, rewolucją) zwiększa się myślenie magiczne, wyolbrzymiana jest moc sprawcza czynników w istocie trzeciorzędnych. Te urojeniowe wyolbrzymienia jeszcze potęgują reakcje lękowe, które na zasadzie błędnego koła prowadzą do dalszego wyolbrzymiania rzekomego zagrożenia32. Strach ma wielkie oczy – mówi przysłowie. Gdy jest wojna, głód czy choćby tylko kryzys finansowy, cały świat przybiera formy tajemnicze i groźne. Wtedy rodzą się demony. Jan Mitarski pisał: „Lęk, zwłaszcza dłużej trwający, prowadzić może do regresji – powrotu do bardziej pierwotnych sposobów zachowania i potęgować drzemiącą w człowieku skłonność do archaicznego, magicznego myślenia”33. Rozkwitają wtedy legendy głoszące, że odpowiedzialność za katastrofę ponoszą „inni”. Nieprzypadkowo w dobie obecnego kryzysu finansowego odnotowano w badaniach narastającą wrogość wobec cudzoziemców34. Wzrost poczucia zagrożenia – konsekwencja ataków z 11 września 2001 r. – spowodował wśród Amerykanów tzw. nowy nacjonalizm35. Po katastrofie lotniczej pod Smoleńskiem 10 kwietnia 2010 r., w której zginął polski prezydent, na fali patriotycznego uniesienia pojawiły się głosy o odpowiedzialności agentów Moskwy.

Ludzie żyjący w stanie ciągłego zagrożenia czują się osaczeni, niepewni, często także sfrustrowani. Ponieważ zwykle nie rozumieją złożonych przyczyn sytuacji, w jakiej się znaleźli, poszukują winnych. Potrzebują kozła ofiarnego, żeby odpędzić złe siły bądź zwyczajnie „coś zrobić”, gdy wydaje się, że nic zrobić nie można. Czasami chcą wyładować nagromadzoną agresję, przenosząc ją na „obcych”. Stanem trwogi i koncepcją przeniesienia możemy częściowo tłumaczyć akty przemocy skierowane przeciwko Białorusinom i Żydom w powojennej Polsce, gdy obie mniejszości nie stanowiły zagrożenia wobec polskiej grupy większościowej. Historia dostarcza zresztą wielu podobnych przykładów, a jednym z ważniejszych może być wygnanie Żydów z Hiszpanii, które nastąpiło – przypomnijmy – w okresie przedłużającej się recesji pod koniec XV w. Już dawno temu Fernand Braudel wskazał na korelację między ruchami koniunktury ekonomicznej i demograficznej a prześladowaniami, pogromami, wypędzaniem i przymusowymi konwersjami, które składają się na dzieje martyrologii Żydów36. Krach na wiedeńskiej giełdzie w maju 1873 r. (rozpoczął tzw. długi kryzys) okazał się ważnym katalizatorem antysemityzmu w monarchii Habsburgów. Pionier badań nad uprzedzeniami Gordon W. Allport, posiłkując się analizami innych badaczy, wskazywał na istnienie podobnych zależności między pogorszeniem koniunktury w przemyśle bawełnianym na południu Stanów Zjednoczonych a wybuchami antymurzyńskich linczów37. Lęk wywoływały zmiany modernizacyjne, procesy transformacji, kiedy znany świat odchodził do lamusa, a przyszłość jawiła się jako nieokreślona i niepewna. Na tym polegała rola nacjonalizmów w XIX w. Ernest Gellner dowodził, że łagodziły one bóle porodowe nowoczesności38. Wzrost dystansu międzyetnicznego, wywołanego lękiem, następował także w efekcie przyspieszonych zmian demograficznych, urbanizacji, gwałtownego napływu emigrantów. Imigracja na tereny Królestwa Polskiego tzw. litwaków, rosyjskich Żydów (przełom XIX i XX w.), zbiegła się z narodzinami polskiego, nowoczes­nego antysemityzmu. Podobnie powrót do zniszczonego wojną kraju polskich Żydów z Rosji wiosną 1946 r. mógł być jednym ze stymulatorów lęku Polaków. Współczesność dostarcza wielu podobnych przykładów reakcji antyemigranckich sprzęgniętych z obawami grupy większościowej przed bezrobociem, kulturową obcością przybyszy, zalewem przez „obcy żywioł”. Najlepszym symbolem tego strachu jest mur na granicy Meksyku i USA.

Jednak odruchem strachu, charakterystyczną konsekwencją kryzysu państwa i społeczeństwa, nie da się wyjaśnić wszystkiego. Geneza prześladowań religijnych, etnicznych ma wiele źródeł i nie zawsze zbiorowy niepokój jest najważniejszy. Często chodzi raczej o psychiczne tło tego typu zachowań. Akty nietolerancji wobec mniejszości zdarzały się również w okresach względnej stabilizacji. Marie-Françoise Baslez, badaczka prześladowań w starożytności, zwraca uwagę, że wybuchy przemocy przeciwko chrześcijanom nie są dokładnie zsynchronizowane z inwazjami, wojnami domowymi czy innymi klęskami39. Nowe światło na mechanizmy rządzące przemocą etniczną i dyskryminacją mogą rzucić analizy Rogera D. Petersena, który – co ważne z punktu widzenia niniejszych rozważań – swoją uwagę skierował na emocje. Wytypował czterech „oskarżonych”: strach, nienawiść, żal (użyte słowo resentment można tłumaczyć również jako urazę), wściekłość. Postawił pytanie, który z nich w największym stopniu przyczynił się do konfliktów etnicznych w XX w. w Europie Środkowej i Południowej. Jego zdaniem największą rolę odegrały urazy, lecz kluczem strachu da się wytłumaczyć tylko niektóre formy przemocy etnicznej40. Bez wątpienia niezbędny jest również klucz kulturowy: wcześniejsze antagonizmy religijne, ugruntowane stereotypy i ideologie, urazy i uprzedzenia. Niemniej, moim zdaniem, zwłaszcza w momentach trwogi i niepokoju rozrastają się one jak mięśnie po sterydach.

Kategoria trwogi najczęściej jest wykorzystywana do opisu zachowań zbiorowych, takich właśnie jak pogromy, prześladowanie czarownic, ruchawki chłopskie. W XIX w. historia trwóg jakby się urywa. Przynajmniej badacze dziejów najnowszych o nich nie wspominają, sądząc zapewne, że są typowe dla przednowoczesności. Większą popularnością cieszy się wśród historyków pojęcie Wielkiego Strachu. Z polskich autorów użył go ostatnio Andrzej Wyrobisz, analizując eksplozję homofobii, czyli irracjonalnego strachu przed homoseksualizmem w Wenecji i Florencji w XV w.41 O Wielkim Strachu mówi się także w odniesieniu do bliższej nam historii. W ten sposób nazywana bywa druga połowa lat trzydziestych w ZSRR oraz okres okupacji sowieckiej na polskich Kresach Wschodnich w latach 1939–1941. W literaturze anglosaskiej zarówno wspomniany francuski, przedrewolucyjny fenomen, jak i późniejsze określane są mianem Great Fear. W odniesieniu do historii najnowszej Stanów Zjednoczonych pojęcie to pojawia się w co najmniej dwóch kontekstach. Rzadziej w odniesieniu do rasistowskich uprzedzeń społeczeństwa amerykańskiego42; najczęściej w ten sposób określa się falę rosnącego poczucia zagrożenia przed Związkiem Radzieckim na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych XX w. Wypłynął na niej, doprowadzając istniejące lęki i niepokoje Amerykanów do stanu niemal antykomunistycznej histerii, senator Joseph McCarthy43.

Powiedzmy wprost: zdefiniować różnice między Wielkim Strachem a Wielką Trwogą nie jest łatwo, o ile w ogóle to możliwe. Przyczyną jest choćby to, że na dobrą sprawę mamy do czynienia z metaforami, o czym świadczą cudzysłowy, w jakie autorzy często biorą interesujące nas pojęcia. Ta metaforyczność sugeruje ich silną mgławicowość i nieokreśloność, utrudniającą konkretne przybliżenia. Trudność stanowi także ich pokrewieństwo i bliskość znaczeniowa, która czyni z nich nieomal synonimy. Jeśli dla porządku warto je rozdzielić, to jednak trzeba pamiętać, że granice są nieostre, a definicje mocno uogólnione.

Przez Wielki Strach rozumiem taką sytuację społeczną, w której dominuje jeden silny, konkretny, paraliżujący strach, zwykle prowadzący do rozpadu więzi społecznych. Już Pitirim Sorokin, socjolog rosyjski, zwracał uwagę, że w takich okolicznościach ludzie koncentrują wszystkie procesy poznawcze na zagrożeniu (głodzie, terrorze itp.), z czym łączy się rosnący brak wrażliwości na wszystko, co zewnętrzne. Dominującą reakcją jest raczej ucieczka niż walka, czemu towarzyszy postępująca atomizacja społeczna44. Wielki Strach nie jest związany z chaosem i rozpadem struktur państwa. Przeciwnie, władza w tych okresach jest silna atmosferą strachu i często ją wykorzystuje bądź nawet współtworzy. Z tych względów wydaje się, że pojęcie to bardziej nadaje się do opisów ludzkich emocji w czasach prześladowań, dyktatury, okresów nasilonych represji i terroru, np. wielkiej czystki w ZSRR, rewolucji kulturalnej w Chinach, okupacji Polski w czasie II wojny światowej; wyraźniej dotyczy społeczeństw przynajmniej częściowo zmodernizowanych i zurbanizowanych niż chłopskich.

Z kolei Wielką Trwogę możemy spróbować zdefiniować jako szczególny rodzaj zbiorowego napięcia lękowego, które manifestuje się masowymi zaburzeniami, tumultami bądź paniką. Mamy tu do czynienia nie z jednostkami sparaliżowanymi strachem, lecz z tłumem, zbiegowiskiem. Przywództwo jest zwykle nieokreślone i tymczasowe, władza zaś słaba bądź niezainteresowana zaprowadzeniem porządku. Najbardziej prawdopodobny czas wybuchu trwogi przychodzi po gwałtownym załamaniu się dotychczasowego ładu społecznego, zwykle w efekcie takiej katastrofy, jak głód, epidemia, wojna czy rewolucja. Dla trwogi kluczowy jest moment zawieszenia, rozpadu, bezkrólewia i związanej z tym niepewności co do przyszłości. Osłabienie politycznego centrum oznacza zanik barier instytucjonalnych, co u jednych wywołuje radosne poczucie bezkarności, u innych potęguje lęk. Trwoga jest spokrewniona z lękiem. Kojarzy się z atmosferą niepewności, często nieokreślonymi i nieuchwytnymi obawami, pogłoskami i tym różni się od strachu, który zawsze ma przedmiot określony. Choć atmosferę trwogi mogą współtworzyć konkretne strachy, to jednak jest ona czymś więcej niż sumą strachów jednostkowych. Należy w niej widzieć fakt społeczny, który swoje manifestacje znajduje w krążących pogłoskach, panice, pogromach i linczach, głodowych protestach itp. Od Wielkiego Strachu odróżnia Wielką Trwogę także to, że jest dwuznaczna. Pisał o tym Jean Delumeau: „Jest przeczuciem tego, co niezwykłe, i oczekiwaniem na nowość; szaleństwem nicości i nadzieją na pełnię. Jest jednocześnie lękiem i pragnieniem. (...) Sprowadzona do płaszczyzny psychicznej trwoga, zjawisko naturalne człowiekowi, motor jego ewolucji, jest pozytywna, kiedy przewiduje zagrożenia, które choć nieokreślone, są tym niemniej rzeczywiste. Pobudza istotę do zmobilizowania się. Ale niepokój zbyt długo odczuwany może równie dobrze wytworzyć stan dezorientacji i nieprzystosowania, uczuciowe oślepienie, niebezpieczne rozprzestrzenienie się domeny wyobraźni, może uruchomić mechanizm wsteczny poprzez ustanowienie wewnętrznego klimatu braku niebezpieczeństwa. Jest szczególnie niebezpieczna, kiedy przybiera kształt trwogi obarczonej poczuciem winy. Gdyż ten, kto pada jej ofiarą, zwraca wówczas przeciwko sobie siły, które powinny być zmobilizowane przeciwko agresjom zewnętrznym, i staje się sam swoim głównym obiektem lęku”45.

Bodaj tylko ze względu na tradycję badawczą pojęcie Wielkiej Trwogi bardziej pasuje do opisu zachowań społeczeństw chłopskich niż nowoczesnych. Jeśli chodzi o historię Polski, to trwogą była rabacja galicyjska w 1846 r. Do tej kategorii możemy także zaliczyć zjawisko antyżydowskich pogromów, jakie ogarnęły północne Mazowsze i region białostocki w czerwcu i lipcu 1941 r.

Moim zdaniem z tak rozumianą Wielką Trwogą mieliśmy do czynienia w Polsce w latach 1944–1947. Po ucieczce Niemców w niektórych regionach kraju zapanował chaos. Instytucje państwa rozpoczynały swoją działalność powoli i długo pozostawały słabe, pozbawione kapitału społecznego. Duże odłamy społeczeństwa znajdowały się w stanie powojennej anomii. Dominowało poczucie tymczasowości i zawieszenia. Z jednej strony Polacy żyli olbrzymimi nadziejami na nowe życie po wojnie, z drugiej – doskwierały im lęk i niepewność co do przyszłości. Radość z zakończenia okupacji zakłócały realne zagrożenia, m.in.: głód, Armia Czerwona, „bezpieczeństwo”, bandytyzm. Lęk i strach generowały też procesy migracyjne nie tylko te przestrzenne, ale również pionowe, związane z rewolucyjnymi przeobrażeniami struktury społecznej. Kumulujący się strach skłaniał jednostki do podejmowania protestów, strajków głodowych. Swoistą receptą na brak bezpieczeństwa była przynależność do grup bandyckich i szabrowniczych. W sytuacji trwogi rodziły się demony, krążyły przepowiednie, apokaliptyczne plotki, rozpowszechniała się wiara w mord rytualny. Agresja przenoszona z „Sowietów” (NKWD, Armia Czerwona, UB) przekierowana była na ludność żydowską. Tak oto w labiryncie strachu znaleźli się wszyscy.

Dalsza część w wersji pełnej

Przypisy

Wstęp

1 R. Caillois, Żywioł i ład, tłum. A. Tatarkiewicz, PIW, Warszawa 1973.

2 H. Świda-Ziemba, Człowiek wewnętrznie zniewolony. Mechanizmy i konsekwencje minionej formacji – analiza psychosocjologiczna, Zakład Socjologii Moralności i Aksjologii Ogólnej Instytut Stosowanych Nauk Społecznych UW, Warszawa 1997, s. 125.

3 Ostatnio na temat „prywatnej odbudowy” zob. T. Markiewicz, Prywatna odbudowa Warszawy, w: Zbudować Warszawę piękną...O nowy krajobraz stolicy (1944–1956), red. J. Kochanowski, Trio, Warszawa 2003, s. 213–264.

4 S. Kisielewski, Ci z Warszawy, „Przekrój”, 6 V 1945.

5 A. Pacho, Życie silniejsze, Czytelnik, Warszawa 1966, s. 15.

6Sprawozdanie wojewody pomorskiego za miesiąc listopad 1945 roku, w: Rok 1945. Województwo Pomorskie. Sprawozdania pełnomocników rządu i wojewody, red. E. Borodij, J. Kutta, R. Kozłowski, Naczelna Dyrekcja Archiwów Państwowych, Warszawa 1997, s. 140.

7Wieś polska 1939–1948. Materiały konkursowe, oprac. K. Kersten, T. Szarota, t. 2, PWN, Warszawa 1968, s. 312.

8 H. Świda-Ziemba, Urwany lot, WL, Kraków 2003, s. 77–81.

9 J.J. Szczepański, Dzienniki 1945–1956, t. 1, WL, Kraków 2009, s. 52.

10„Express Wieczorny”, 29 VII 1946.

11G. Lefebvre, The Great Fear of 1789: Rural Panic in Revolutionary France, Schocken Books, New York 1989.

12 J. Delumeau, Strach w kulturze Zachodu XIV–XVIII w., tłum. A. Szymanowski, PAX, Warszawa 1986.

13V. Shlapentokh, Fear in Contemporary Society. Its Negative and Positive Effects, Palgrave Macmillan, New York 2006, s. 6.

14 Na brak zainteresowania zagadnieniami strachu ze strony socjologii i psychologii społecznej zwrócił uwagę V. Shlapentokh. Nietrudno się z nim zgodzić, zaglądając np. do polskiej czterotomowej Encyklopedii socjologii (Oficyna Naukowa, Warszawa 1998–2002) czy oksfordzkiego Słownika socjologii i nauk społecznych (PWN, Warszawa 2004).

15 W pewnej mierze lukę wypełniają prace: J. Bourke, Fear. A Cultural History, Virago Press, London 2006; Angst im kalten Krieg, red. B. Greiner, Ch.T. Müller, D. Walter, Hamburger Edition, Hamburg 2009. Z najnowszych polskich prac zob. Z.M. Osiński, Lęk w kulturze społeczeństwa polskiego w XVI–XVII wieku, DiG, Warszawa 2009.

16 G.M. Trevelyan, Historia społeczna Anglii, tłum. A. Klimowicz, PIW, Warszawa 1961, s. 15.

17O, i tak, z profesor Marią Janion rozmawia Barbara N. Łopieńska, „Wysokie Obcasy”, 16 X 2004.

18 M. Dąbrowska, Dzienniki 1914–1965 w 13 tomach, t. 5, PAN, Warszawa 2009; J. Iwaszkiewicz, Notatki 1939–1945, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1991; idem, Dzienniki 1911–1955, Czytelnik, Warszawa 2007; A. Kamiński, Diariusz podręczny 1939–1945, IPN, Warszawa 2001; Z. Klukowski, Zamojszczyzna, t. 2: 1944–1959, Ośrodek Karta, Warszawa 2007; J. Konopińska, Tamten wrocławski rok. Dziennik 1945–1946, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 1987; W. Kubacki, Dziennik (1944–1958), Czytelnik, Warszawa 1971; Z. Nałkowska, Dzienniki 1945–1954, t. 6, cz. 1, Czytelnik, Warszawa 2000; H. Steinhaus, Wspomnienia i zapiski, Oficyna Wydawnicza Atut, Wrocław 2002; J.J. Szczepański, Dzienniki 1945–1956, op. cit.

19 Do podobnych wniosków doszła Barbara Szacka, analizując wyniki badań autobiograficznych. „Kobiety polskie, tak samo jak niemieckie, są bardziej niż mężczyźni skoncentrowane na zagrożeniach i elementarnych potrzebach, których zaspokojenie jest warunkiem przeżycia rodziny i dzieci” (B. Szacka, II wojna światowa w pamięci rodzinnej, w: P.T. Kwiatkowski i in., Między codziennością a wielką historią. Druga wojna światowa w pamięci zbiorowej społeczeństwa polskiego, Scholar, Gdańsk – Warszawa 2010, s. 117).

20Wieś polska 1939–1948, oprac. K. Kersten, T. Szarota, PWN, Warszawa, kolejne lata opublikowanych tomów: t. 1 1967, t. 2 1968, t. 3 1970, t. 4 1971.

21 Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Warszawie (dalej AIPN), Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (dalej PKWN), Resort Bezpieczeństwa Publicznego (dalej RBP), sygnatura 31. Sprawozdanie Kierownika Wydziału Cenzury Wojennej, 4 XI 1944, karta 1–2.

22 AIPN, Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego (dalej MBP) 3378, k. 10–20. Sprawozdanie z pracy Wydziału C.W. Ministerstwa B.P. za cały okres swojej pracy od X 1944 do 1-go V 1945.

23 J. Kochanowski, Listonosz nie doniósł, „Polityka”, 15 IV 1995; idem, Lubelskie czarne gabinety. Sprawozdania cenzury wojennej z 1944 roku, „Polska 1944/1945–1989. Studia i Materiały” 1999, z. 4, s. 325–337; M.J. Drygas, Perlustracja, „Karta” 2011, nr 68, s. 89–125.

24 AIPN, MBP 3378, k. 10–20. Sprawozdanie z pracy Wydziału C.W. Ministerstwa B.P. za cały okres swojej pracy od X 1944 do 1-go V 1945.

25 AIPN, MBP 3378, k. 11, 12.

26 Ostatnio Piotr Szarota zwrócił uwagę na charakteryzującą Polaków „normę negatywności” – postrzeganie świata społecznego jako złego: idem, Polaków zmagania z uśmiechem, w: Społeczeństwo po przejściach. Polityka a jakość życia, red. K. Skarżyńska, U. Jakubowska, Wydawnictwo Instytutu Psychologii PAN, Warszawa 2009, s. 143–156.

27 W dyskusji podczas okręgowego zjazdu nauczycieli w Warszawie w lipcu 1945 r. jakaś nauczycielka zauważyła: „cóż to za wolność i demokracja, jeśli ja, pisząc list do matki, godzinę zastanawiać się muszę nad tym, co wolno, czego nie wolno napisać” (IPN, Zespół Wolność i Niezawisłość [dalej WiN] 92, k. 87. Raport WiN-u z sierpnia 1945).

28 Kto i kiedy złamał prawo i podjął w MBP decyzję o czytaniu jednak wszystkich listów, nie jest dla mnie jasne. Bez wątpienia od tej pory biuletyny specjalne stały się jeszcze bardziej utajnione. Prawdopodobnie dlatego później z taką skrupulatnością były niszczone.

29 AIPN, MBP 3353, k. 2–7. Raport o pracy Głównego Urzędu Cenzury za kwiecień, maj, czerwiec 1946.

30 K. Dobrowolski, Chłopska kultura tradycyjna, w: idem, Studia nad życiem społecznym i kulturą, Ossolineum, Wrocław – Warszawa – Kraków 1966, s. 85.

31Ibidem, s. 90–92.

32 Por. Z. Bauman, Nowoczesność i zagłada, Fundacja Kwartalnika Masada, Warszawa 1992.

33 J.T. Gross, Upiorna dekada. Trzy eseje o stereotypach na temat Żydów, Polaków, Niemców i komunistów 1939–1948, Universitas, Kraków 1998.

34 Autorem pojęcia „psychologiczna przestrzeń życiowa” jest Kurt Lewin (A Dynamic Theory of Personality, New York – London 1935). Do polskiej literatury historycznej wprowadził je T. Szarota, Okupowanej Warszawy dzień powszedni, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 455.

35 Wybrane publikacje K. Kersten: Narodziny systemu władzy. Polska 1943–1948, Wydawnictwo Krąg, Warszawa 1985; Polacy, Żydzi, komunizm. Anatomia półprawd 1939–68, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1992; Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 1944–1956, „Aneks”, Londyn 1993; Pisma rozproszone, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2005.

36 M.in. A. Paczkowski, Polacy pod obcą i własną przemocą, w: S. Courtois i in., Czarna księga komunizmu. Zbrodnie, terror, prześladowania, tłum K. Wakar i in., Prószyński i S-ka, Warszawa 1999.

37 T. Szarota, Okupowanej Warszawy..., op. cit.

38 A. Cichopek, Pogrom Żydów w Krakowie 11 VIII 1945, ŻIH, Warszawa 2000.

39 B. Szaynok, Pogrom Żydów w Kielcach 4 VII 1946, Bellona, Warszawa 1992.

40