Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
357 osób interesuje się tą książką
Słońce Toskanii, włoskie wesele i mężczyzna, którego nigdy nie miała już zobaczyć.
Daniel był najlepszym przyjacielem jej brata, a Mila zakochała się w nim, choć wiedziała, że ich związek może wszystko skomplikować. Sześć lat temu przekonał ją, że do siebie nie pasują i nie mają wspólnej przyszłości. Zostawił po sobie złamane serce, bolesne wspomnienia i uczucia, które nigdy tak naprawdę nie wygasły.
Kiedy los ponownie stawia ich na swojej drodze podczas rodzinnego wesela w malowniczej Toskanii, Mila jest przekonana, że przeszłość nie ma już nad nią władzy.
Myli się.
Niektóre uczucia potrafią przetrwać lata. Zwłaszcza te, których nigdy nie udało się naprawdę zakończyć.
Tylko czy prawda, którą Daniel ukrywał przez cały ten czas, nie zniszczy ich po raz drugi?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 144
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
WESELE, TEQUILA I…
TYLKO NIE ON!
NANA BEKHER
Copyright: Nana Bekher, 2026
Copyright: Oliwia Krakowiak, 2026
Wydanie 1
ISBN 978-83-969648-4-7
Redakcja: Kinga Skalska, Laura Klimek
Korekta: Kinga Skalska, Oliwia Krakowiak
Skład do wersji elektronicznej: Malwina Fidyk
Niniejszy utwór jest fikcją literacką. Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci (żyjących obecnie albo w przeszłości) oraz miejsc czy zdarzeń losowych jest czysto przypadkowe.
Kopiowanie, przetwarzanie, rozpowszechnianie tych materiałów w całości lub w części bez zgody autora jest zabronione.
PODZIĘKOWANIA
Z całego serca dziękuję moim wspaniałym patronkom za wsparcie, zaangażowanie i pomoc w promocji tej historii. Dziękuję za każdą poświęconą jej chwilę i za to, że jesteście jej częścią.
Patronki:
kikiksiazki, zaczytana_graficzka, siedzewksiazkach, bookie.rina, karolina_autorka, halyna_and_books, justynaczyta.pl, mirelamarcinek, zaczytana_mama_emilka, do_zaczytania.
ROZDZIAŁ 1
MILA
– Ale ci zazdroszczę!
Ashley westchnęła, po czym upiła spory łyk kawy.
– Będziesz popijać wino w Toskanii, a ja tu oszaleję w tej robocie.
Prychnęłam lekko.
– Nie przesadzaj. Mówiłaś, że twoja szefowa jedzie na urlop, więc będziesz mieć spokój. Poza tym ja wcale nie będę aż tyle wypoczywać.
– Jesteś pewna, że to wesele nie będzie transmitowane?
– Znając moją przyszłą bratową, gdyby mogła, zaprosiłaby prezydenta.
Ashley zaśmiała się głośno.
– Na bogato.
Potrząsnęłam głową.
– Nawet mi nie mów – mruknęłam. – Na samą myśl, że mam założyć sukienkę w tym całym herbacianym różu, robi mi się niedobrze.
Skrzywiłam się.
– No tak. Ty kochasz czerń i ciemny fiolet.
– Wyobrażasz to sobie?
– Będziesz wyglądać słodko jak… cukierek – zachichotała.
– Tequili im braknie – bąknęłam.
– Dlatego powinnaś zaprosić Liama – rzuciła.
I znowu się zaczyna.
Przewróciłam oczami.
– A może pojedziesz ty? Liam na pewno byłby zachwycony.
– Ale Liam jest zakochany w tobie.
– Ja w nim nie i dlatego to naprawdę głupi pomysł, żeby go zapraszać.
– On chyba nie uważa go za głupi.
– Trudno.
Ashley westchnęła i oparła się wygodniej na krześle.
– W ogóle cię nie rozumiem. Od dwóch lat jesteś singielką, twój ostatni związek trwał trzy miesiące, a odrzucasz takiego faceta jak Liam.
Sięgnęłam po kubek z kawą.
– Czyli jakiego?
– Mila, proszę cię – mruknęła. – Zaradny, ułożony, przystojny. Ma własną firmę, nie zachowuje się jak dupek i od pół roku próbuje wyciągnąć cię na kolację.
– Widocznie powinien poszukać sobie kogoś bardziej zainteresowanego.
– Albo ty wreszcie powinnaś dać mu szansę.
Uniosłam brew.
– Naprawdę nie masz dziś ciekawszego tematu?
– Mam. Zastanawiam się tylko, ilu jeszcze facetów odprawisz z kwitkiem.
Parsknęłam cicho.
– Nie przesadzaj.
– Nie przesadzam. Liam nie jest pierwszym.
– Bo nie każdy, kto zaprasza mnie na kawę, od razu musi zostać moim mężem.
– Nie. Ale większość ludzi przynajmniej daje sobie szansę sprawdzić, czy coś z tego będzie.
Odwróciłam wzrok i spojrzałam przez okno kawiarni.
– A jeśli wiem, że nie będzie?
– Skąd?
– Po prostu wiem.
Ashley przez chwilę milczała.
– Czasem mam wrażenie, że ty nawet nie próbujesz.
Zacisnęłam mocniej palce na kubku.
– To tylko Liam.
– O nie, Mila. – Pokręciła głową. – Chodzi o każdego faceta, który pojawił się w twoim życiu przez ostatnie kilka lat.
– Psychologiem też już zostałaś?
– Nie, ale znam cię ponad dziesięć lat i jestem twoją przyjaciółką. Czasami wygląda to tak, jakbyś z góry zakładała, że żadna relacja nie ma sensu.
Na moment zapadła cisza.
– Może po prostu nie spotkałam odpowiedniej osoby – powiedziałam w końcu.
Ashley spojrzała na mnie uważnie.
– A może nadal nie zapomniałaś o tej niewłaściwej?
Przełknęłam nerwowo ślinę. Ashley znała odpowiedź na to pytanie równie dobrze jak ja. Była jedyną osobą, która wiedziała, jak bardzo tamta historia mnie zabolała. I jedyną, która od sześciu lat uparcie twierdziła, że nigdy tak naprawdę się z nią nie uporałam.
Na szczęście nie zdążyła powiedzieć nic więcej. Jej spojrzenie nagle powędrowało gdzieś ponad moim ramieniem, a po chwili na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
– O wilku mowa.
Zmarszczyłam brwi.
– Co?
Odwróciłam się i od razu go zauważyłam.
Liam właśnie wszedł do kawiarni. Wysoki, ciemnowłosy i najwyraźniej w doskonałym humorze. Kiedy nasze spojrzenia się spotkały, uniósł rękę w geście powitania.
– Nie waż się – mruknęłam pod nosem.
Ashley zachichotała.
– Ja nic nie robię.
– Właśnie że robisz.
– Przysięgam, że tym razem nie maczałam w tym palców.
Kilka sekund później Liam zatrzymał się przy naszym stoliku.
– Cześć. – Uśmiechnął się, patrząc na nas.
– Cześć – odpowiedziałam.
– Hej i od razu się żegnam – oznajmiła nagle Ashley, dopijając resztkę kawy. – Muszę wracać do biura.
Posłałam jej ostrzegawcze spojrzenie. Oczywiście zignorowała je.
Pospiesznie chwyciła torebkę, po czym zostawiła mnie samą z Liamem.
– Mogę?
Wskazał wolne krzesło. Skinęłam głową.
– Ciężki dzień? – Popatrzył na mnie uważnie.
– Da się przeżyć.
– To dobrze.
Zmarszczyłam lekko brwi.
– Ty za to wyglądasz, jakbyś właśnie wygrał na loterii.
Uśmiechnął się szerzej.
– Aż tak widać?
– Trochę.
Zaśmiał się i odchylił na krześle.
– Dzisiaj rano podpisaliśmy umowę.
– Jaką umowę?
– Pamiętasz ten stary budynek po magazynach przy River Street?
Skinęłam głową.
– Udało nam się go kupić.
– Założę się, że masz na niego konkretny plan.
Wziął głęboki wdech, jakby miał mi przedstawić niemal całą prezentację.
– Chcemy zrobić tam centrum dla dzieci i młodzieży.
Uniosłam brwi.
– Centrum?
– Kilka sal tanecznych, zajęcia sportowe, sztuki walki, pracownie artystyczne. Takie miejsce, gdzie dzieciaki będą mogły spędzać czas po szkole i rozwijać swoje zainteresowania.
– Świetny pomysł, ale pewnie kosztowny.
– Nawet bardzo, ale mnie też kiedyś ktoś dał szansę. Pomyślałem, że może warto zrobić to samo dla kogoś innego.
– Trzymam kciuki za powodzenie.
– Dzięki.
Przez chwilę obracał w dłoniach kubek z kawą.
– A ty jesteś już spakowana?
Skrzywiłam się.
– Nawet mi nie przypominaj.
– Aż tak źle?
– Mam zabrać tyle ubrań i butów, że chyba będę musiała wysłać je osobnym lotem.
– Nietypowe to wesele.
– Włosi przywiązują ogromną wagę do rodziny, wesel i wspólnego świętowania.
– Zaczynam rozumieć.
– A Chiara do tego ma liczną, głośną rodzinę, więc już mi migreny dostaję.
Pokręcił głową z rozbawieniem.
– To ci nie zazdroszczę. Jak długo tam będziesz?
– Dwa tygodnie. O ile przetrwam.
Zaśmiał się, dopił kawę, a kilka minut później pożegnaliśmy się przed kawiarnią.
– Miłego lotu, Mila.
– Dzięki.
– I mimo wszystko postaraj się, choć trochę dobrze bawić.
– Niczego nie obiecuję.
Zaśmiał się.
– Właśnie tego się obawiałem.
Patrzyłam jeszcze chwilę, jak odchodzi, a potem ruszyłam w przeciwnym kierunku. Liam był dobrym człowiekiem. Zabawny, inteligentny, ambitny. Dokładnie takim, którego Ashley bez wahania wybrałaby dla mnie. Tyle że za każdym razem, gdy próbowałam wyobrazić sobie nas razem, nie czułam absolutnie nic. I właśnie dlatego Liam zasługiwał na kogoś, kto patrzyłby na niego inaczej niż ja.
Mój telefon niespodziewanie zawibrował. Wyciągnęłam go z torebki i uśmiechnęłam się, widząc imię brata. Znając Austina, dzwonił właśnie po to, żeby po raz setny upewnić się, że naprawdę przylecę do Toskanii.
– Hej, Austin – odebrałam połączenie.
– Hej, siostra. Gotowa do wyjazdu?
Skrzywiłam się.
– Powiedzmy.
– Ale się cieszysz – rzucił ironicznie.
– Wiesz, że nie jestem zwolenniczką takich imprez.
– Wiem, ale wiem też, że jesteś kochającą siostrą, która będzie wspierać brata, bo nie mamy nikogo więcej z rodziny.
– Ojciec jednak nie przyjedzie? – zapytałam niepewnie.
Mama zmarła, gdy miałam osiem lat. Ojciec praktycznie był w domu nieobecny. Kilka lat temu związał się z podróżniczką Suzanne i często zmienia miejsce pobytu. Nie miałam pojęcia, gdzie teraz mieszkał.
– Jest gdzieś w Kenii z tą swoją podróżniczką i powiedział, że nie uda mu się wyrwać.
Prychnęłam.
– Bardzo się przejął.
– Jak to ojciec – skwitował. – Jego wybór. Dla mnie najważniejsze, że będziesz ty i Daniel.
Zamarłam.
– Da… Daniel? – wolałam się upewnić, czy się nie przesłyszałam.
– No tak.
Serce zabiło mi mocniej.
– Daniel będzie na weselu?
– No tak.
– Nie wiedziałam, że nadal utrzymujecie kontakt.
– Daniel kilka miesięcy temu wrócił do Kansas. Widzieliśmy się parę razy, był nawet u nas w Sienie.
– Nie miałam pojęcia… – niemal szepnęłam.
– Wiem, że nie przepadaliście za sobą, ale postaraj się jakoś to przetrwać.
Gdybyś tylko znał prawdę…
– Jasne, spróbuję.
– To będziemy w kontakcie. Przyjadę po ciebie na lotnisko.
– Dzięki. Do zobaczenia.
Rozłączyłam się i przez kilka sekund patrzyłam nieruchomo na ekran telefonu.
Daniel…
Po sześciu latach byłam przekonana, że już nigdy więcej go nie zobaczę. Najwyraźniej bardzo się myliłam.
ROZDZIAŁ 2
MILA
Przez resztę dnia nie mogłam skupić się na niczym innym niż na tym, że na weselu będzie Daniel. Gdyby nie chodziło o mojego brata, nie pojawiłabym się tam. Minęło sześć lat, ale moje serce nadal pamiętało.
Niestety.
Tego wieczoru wyjątkowo długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, bezskutecznie próbując uciszyć gonitwę myśli. Dopiero nad ranem udało mi się na chwilę zamknąć oczy. Efekt był taki, że następnego dnia wyglądałam jak własny cień. Nawet podwójne espresso nie było w stanie uratować sytuacji.
W pracy działałam jak na autopilocie. Przez pół dnia odpowiadałam na maile i prowadziłam rozmowy z kandydatami, ale moje myśli co chwilę uciekały gdzieś daleko od biura. Kiedy wybiła piąta, byłam wykończona bardziej niż po najcięższym tygodniu pracy. Ledwo zdążyłam schować laptopa do torby, gdy zadzwonił telefon.
Moja przyjaciółka.
– Hej, Ashley. Co tam? – odezwałam się, odbierając połączenie.
– Hej! Jesteś już po pracy?
– Na szczęście tak.
– Pomyślałam, że zjemy razem kolację.
– W sumie… to dobry pomysł. Zgłodniałam po całym dniu pracy
– To spotkajmy się za pół godziny w Willow Bistro.
– Okej, będę.
Rozłączyłam się i schowałam telefon do torebki.
Kilkanaście minut później opuściłam biuro. Na szczęście korki nie były dziś aż tak duże, dzięki czemu bez problemu dotarłam do Willow Bistro.
Ashley już na mnie czekała. Siedziała przy stoliku przy oknie i przeglądała menu. Kiedy mnie zauważyła, uniosła wzrok.
– Zamówiłam już wino – oznajmiła zamiast powitania.
Usiadłam naprzeciwko niej.
– Wino? – Uniosłam brwi. – Co się stało?
– Lepiej nie pytaj.
– No mów.
Westchnęła ciężko.
– Moja szefowa pokłóciła się z mężem i nie jedzie na urlop. Do tego przeniosła mnie z mojego działu i zawaliła totalnie robotą.
– Ashley, może to już czas, żeby zmienić pracę – zasugerowałam delikatnie.
– Co miesiąc próbuję, ale szefowa twierdzi, że nie poradzą sobie beze mnie.
Prychnęłam.
– Oczywiście, że będzie tak mówić, żeby cię zatrzymać, ale musisz w końcu pomyśleć o sobie. Poza tym pamiętasz, że Liam proponował ci u siebie pracę.
– Myślałam, że coś będzie między wami i…
Przewróciłam oczami.
– Ashley, błagam. Uważam, że powinnaś skorzystać z jego propozycji. Znasz się na marketingu lepiej niż połowa ludzi w Portland.
Dziewczyna przez chwilę milczała.
– Może masz rację.
– Na pewno mam rację.
Na moment między nami zapadła cisza, a potem Ashley podniosła na mnie wzrok.
– Mam wrażenie, że i u ciebie coś się wydarzyło.
Jakby inaczej…
Upiłam spory łyk wina i odstawiłam kieliszek. Przez chwilę wróciłam wspomnieniami do wczorajszej rozmowy z Austinem, by upewnić się, że dobrze zapamiętałam, co mi powiedział.
Oczywiście, że pamiętałam. Nie przyśniło mi się to. Ta informacja skutecznie rozbiła mi dzień.
– Daniel będzie na weselu – powiedziałam wprost.
Ashley uniosła brwi.
– Daniel? Ten Daniel?
Przytaknęłam.
– O cholera… – mruknęła. – Ale chyba można było się tego spodziewać.
– Nie wiedziałam, że nadal mają ze sobą kontakt. A podobno Daniel wrócił w rodzinne strony i nawet już był u Austina w Sienie.
– Wiesz, kiedyś byli jak bracia.
– Wiem.
Westchnęłam bezradnie.
– Ale jak się trzymasz?
Zawahałam się. Wiedziałam, że to, co teraz czuję i tak będzie niczym w porównaniu z tym, co się wydarzy, gdy stanę z nim twarzą w twarz.
– Na razie w miarę dobrze.
Ashley przez chwilę nic nie powiedziała. Po prostu patrzyła na mnie uważnie.
– Myślałam, że już się z tym pogodziłam – przyznałam cicho. – A potem Austin wspomniał jego imię i nagle poczułam się tak, jakby minęło najwyżej kilka tygodni.
– Wiesz… możesz się jeszcze wycofać.
Pokręciłam głową.
– Mila, przemyśl to.
– Ashley, nie mogę. Nie widziałam się z Austinem od kilku miesięcy. Nie opuszczę go w dniu jego ślubu.
Ashley przytaknęła powoli.
– Czyli polecisz.
– Tak – odparłam pewnie.
– Nawet jeśli Daniel będzie spał kilka pokoi dalej?
Na samą myśl ścisnęło mnie w żołądku.
– Tak.
A tego już nie byłam taka pewna.
Przez chwilę siedziałyśmy w milczeniu.
– Po prostu pamiętaj, że nic nie musisz – odezwała się w końcu Ashley. – Nie musisz z nim rozmawiać. Nie musisz niczego wyjaśniać. Nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku.
Powoli pokiwałam głową.
– Wiem.
Uśmiechnęła się lekko.
– Dobrze.
Przez resztę wieczoru rozmawiałyśmy już o wszystkim, tylko nie o Danielu. Śmiałyśmy się, plotkowałyśmy i narzekałyśmy na pracę. Ashley jak zwykle potrafiła
skutecznie odwrócić moją uwagę od problemów. Dzięki niej wróciłam do domu w nieco lepszym nastroju, choć gdzieś z tyłu głowy nadal czekała świadomość, że z każdym dniem jestem coraz bliżej Toskanii.
Kilka kolejnych dni minęło mi zaskakująco szybko. Praca, pakowanie walizek i wiadomości od Austina skutecznie zajmowały większość mojego czasu.
Zanim się obejrzałam, nadszedł dzień wylotu. Stojąc na lotnisku z kubkiem kawy w dłoni, po raz pierwszy naprawdę dotarło do mnie, że już niedługo zobaczę mojego brata.
I Daniela…
ROZDZIAŁ 3
MILA
Podróż dłużyła mi się niemiłosiernie. Przez część lotu próbowałam czytać książkę, później obejrzałam jakiś film, a resztę czasu spędziłam, wpatrując się w chmury za oknem i starając się nie myśleć o tym, co czeka mnie we Włoszech.
Kiedy samolot wylądował, odetchnęłam z ulgą. Po ostatnich dniach spędzonych na pakowaniu, załatwianiu spraw w pracy i przygotowaniach do wyjazdu miałam wrażenie, że ten dzień nigdy nie nadejdzie.
Odebrałam walizkę i ruszyłam w stronę wyjścia. Terminal był pełen ludzi, ale znalezienie Austina nie sprawiło mi większego problemu. Stał niedaleko jednej z kawiarni i rozmawiał przez telefon. Kiedy mnie zauważył, od razu się uśmiechnął. Po chwili zakończył rozmowę i ruszył w moją stronę.
– W końcu jesteś – powiedział, mierząc mnie wzrokiem.
Odstawiłam walizkę i mocno go przytuliłam.
Nie widzieliśmy się od paru miesięcy i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi starszego brata.
– Ciebie też miło widzieć – mruknęłam.
Austin zaśmiał się i odsunął ode mnie.
– Jak lot?
– Następnym razem ty mnie odwiedzasz.
– Wyglądasz na zmęczoną.
Prychnęłam pod nosem.
– Przez ostatni tydzień przyczyniłeś się do tego.
– Powiedz tylko, że zabrałaś spinkę. Chiara pytała mnie dziś o to trzy razy.
Przewróciłam oczami.
Sięgnęłam do torebki, wyciągnęłam niewielkie pudełko i otworzyłam je.
– Zadowolony?
Skinął głową.
– Bardzo.
Spojrzałam na ozdobę. Delikatne perełki połączone były ze złotymi listkami i drobnymi kryształkami. Musiałam przyznać, że była ładna, ale po prostu kompletnie nie w moim stylu.
– Całe szczęście założę ją tylko raz – fuknęłam.
– Będziesz pięknie wyglądać, siostrzyczko.
Uśmiechnął się i cmoknął mnie w czoło.
– Chodź. Zanim dojedziemy do domu, Chiara zdąży zadzwonić jeszcze ze trzy razy.
– Aż tak za mną tęskni?
– Chce mieć pewność, że nie zgubiłaś się po drodze.
Pokręciłam głową z rozbawieniem i ruszyłam za nim na parking.
Nieco ponad godzinę później wjechaliśmy na teren posiadłości położonej wśród toskańskich wzgórz tuż pod samą Sieną. Zabraliśmy moje bagaże i skierowaliśmy się w stronę wejścia. Nie zdążyłam jednak zrobić nawet kilku kroków, gdy drzwi wejściowe otworzyły się z hukiem.
– Mila!
Chiara niemal zbiegła po schodach.
Przytuliła mnie, zanim zdołałam cokolwiek powiedzieć.
– Cześć.
– Tak się cieszę, że już jesteś.
– Ja też się cieszę, że cię widzę.
Naprawdę tak było. Nie utrzymywałyśmy regularnego kontaktu, ale Chiara była jedną z tych osób, których po prostu nie dało się nie lubić.
– Jak podróż?
– Całkiem okej.
– W takim razie Austin pokaże ci twój pokój, a ja poproszę panią Marię, żeby przygotowała ci coś do jedzenia.
– Panią Marię? – powtórzyłam.
– Dba o to, żebyśmy nie umarli z głodu – odparł Austin z uśmiechem.
Przytaknęłam.
– Ach, okej. Nie wiedziałam, że macie gosposię.
– Od jakiegoś czasu.
Kilka minut później Austin wniósł moją walizkę na piętro. Otworzył drzwi do jednego z pokoi. Pomieszczenie było przestronne i jasne, a z balkonu rozciągał się widok na ciągnące się po horyzont toskańskie wzgórza i rzędy cyprysów.
– To twój pokój.
Uśmiechnęłam się.
– Jest piękny.
– Wiedziałem, że ci się spodoba.
Austin postawił walizkę przy ścianie.
– Rodzina Chiary zajmie parter i kilka pokoi w drugim skrzydle domu, a Daniel dostanie sypialnię naprzeciwko twojej.
Spojrzałam na drzwi po drugiej stronie korytarza. Były zamknięte.
– Jeszcze go nie ma? – zapytałam możliwie obojętnym tonem.
– Przylatuje jutro po południu.
Poczułam ulgę tak dużą, że aż zrobiło mi się głupio. Przynajmniej miałam jeszcze trochę czasu.
– Austin, miałabym do ciebie prośbę.
– Co takiego?
– Dałoby się przenieść mnie do domku gościnnego?
Zmarszczył brwi.
– Dlaczego? Nie podoba ci się pokój?
Wzruszyłam ramionami.
– Jest super, ale w domu zaraz będzie mnóstwo ludzi. Poza tym znasz mnie. Lubię mieć trochę spokoju.
– Jak ty możesz nie lubić tłumów? Przecież pracujesz jako rekruterka.
– Właśnie dlatego. Przez cały dzień rozmawiam z ludźmi. Chciałabym chociaż przez te kilka dni odetchnąć.
Austin przez chwilę mi się przyglądał.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– Chiara będzie zawiedziona.
– Przeżyje.
Parsknął śmiechem.
– Pewnie tak.
Westchnął głęboko, po czym skinął głową.
– Dobra. Jeśli ci na tym zależy, nie ma problemu. Domek stoi pusty.
– Dzięki.
– Maria ci go przygotuje, a ja zaniosę twoje bagaże.
– Super.
Austin objął mnie ramieniem i przytulił.
– Cieszę się, że jesteś – szepnął.
Gdy wyszedł z pokoju, jeszcze raz spojrzałam na drzwi naprzeciwko. Może przesadzałam. Ale jeśli istniał choć jeden sposób, żeby trochę utrudnić losowi krzyżowanie naszych ścieżek, zamierzałam z niego skorzystać.
Reszta popołudnia upłynęła mi na rozpakowywaniu walizek i poznawaniu kolejnych członków rodziny Chiary. Jej krewni okazali się dokładnie tacy, jakich sobie wyobrażałam. Głośni, energiczni i niesamowicie serdeczni. Zanim zdążyłam zapamiętać imiona połowy z nich, zostałam poczęstowana domowymi wypiekami, wypytana o życie w Portland i zaproszona do odwiedzenia Włoch przynajmniej trzy razy. Austin tylko się śmiał, obserwując moje zmagania.
