Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2013

Weekend na Lazurowym Wybrzeżu ebook

Sharon Kendrick

(0)

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Weekend na Lazurowym Wybrzeżu - Sharon Kendrick

 

Zara nieoczekiwanie znalazła się jako gość na wytwornym przyjęciu. Przyciągnęła uwagę sławnego rosyjskiego oligarchy Mikołaja Komarowa, który dostrzegł w niej coś, co wyróżniało ją spośród eleganckiego tłumu. Komarow wie, że każda kobieta ma swoją cenę, jednak nigdy dotąd nie spotkał takiej - zbyt dumnej, niezależnej i upartej, by można ją było kupić. Zara staje się dla niego prawdziwym wyzwaniem...

Opinie o ebooku Weekend na Lazurowym Wybrzeżu - Sharon Kendrick

Fragment ebooka Weekend na Lazurowym Wybrzeżu - Sharon Kendrick

Sharon Kendrick

Weekend na Lazurowym Wybrzeżu

Tłumaczenie: Janusz

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Zara przejrzała się w wysokim lustrze i zamrugała z niedowierzaniem na widok tej wytwornej, seksownej nieznajomej. Ostatnio wyglądała raczej jak wół roboczy niż jak prawdziwa kobieta. Prawdę mówiąc, nie przypominała sobie, by kiedykolwiek prezentowała się aż tak efektownie!

Intensywnie zielona, obcisła atłasowa suknia, uwydatniająca pełne kształty, była odległa o lata świetlne od jej zwykłego ubioru: dżinsów i porozciąganego podkoszulka. Jednakże różnica nie ograniczała się do stroju. Makijaż sprawił, że oczy Zary nad wysokimi kośćmi policzkowymi wydawały się ogromne i przepastnie czarne, a włosy – zazwyczaj związane w koński ogon – upięła w elegancki kok, odsłaniając kształtną szyję. W naszyjniku i kolczykach lśniły sztuczne diamenty. Zmrużyła oczy, zastanawiając się, czy nie wygląda nieco zbyt pretensjonalnie.

Pohamowała odruch, by nerwowo obgryźć wymanikiurowane paznokcie, i spojrzała na przyjaciółkę, która klęczała przy niej i upinała fałdy sukienki.

– Emmo… nie dam rady – wyjąkała bezradnie. – Nie uda mi się wkręcić na to przyjęcie. Jestem kelnerką, a nie bywalczynią wytwornych imprez. Nie zwrócę na siebie uwagi tego jakiegoś tajemniczego rosyjskiego miliardera, z którym chcesz nawiązać kontakt ze względów zawodowych. I nie potrafię nosić tego stroju. Czuję się w nim prawie naga!

Emma wyjęła z ust szpilkę.

– Bzdury! Oczywiście, że sobie poradzisz. Obie odniesiemy z tego korzyść. Ja zyskam szansę, by zademonstrować zaprojektowaną przeze mnie kreację jednemu z najbogatszych ludzi na świecie, a ty będziesz miała okazję po raz pierwszy od Bóg wie jak dawna wyjść gdzieś wieczorem. Mikołaj Komarow posiada domy towarowe w każdym dużym mieście na świecie i gustuje w pięknych kobietach. Niewątpliwie pragnie, żebym zaprojektowała ubiory dla niego lub stroje dla jego najnowszej kochanki, tylko jeszcze o tym nie wie!

Zara zerknęła na zdjęcie owego rosyjskiego oligarchy w otwartym magazynie ilustrowanym. Jego osobliwie intensywny wzrok zdawał się wwiercać w nią niczym promienie lasera. Ogarnęły ją jeszcze większe wątpliwości.

– Czyli mam mu dać twoją wizytówkę?

– A dlaczego nie?

– Chyba nie wypada na towarzyskim przyjęciu poruszać kwestii zawodowych?

– Nonsens, w świecie biznesu wszyscy to robią – odparła Emma. – Poza tym miło spędzisz czas wśród ludzi. Kiedy ostatnio ci się to zdarzyło?

Pytanie przyjaciółki trafiło w sedno. Istotnie, w trakcie wielomiesięcznej śmiertelnej choroby ukochanej przybranej babki Zara niemal nie wychodziła z domu – chyba że do pobliskiego sklepu spożywczego albo apteki. Wdzięczność dla tej kobiety, która nie będąc nawet jej krewną, zaopiekowała się nią po śmierci rodziców, sprawiła, że bez namysłu rzuciła studia i poświęciła się jej pielęgnowaniu, zaś w wolnych chwilach pracowała jako kelnerka w firmie kateringowej matki Emmy.

Po śmierci babki poczuła się samotna i opuszczona. Nie potrafiłaby już powrócić do dawnego beztroskiego studenckiego życia. Miała długi do spłacenia i nie chciała stracić otrzymanego w spadku małego domku. Przyszłość jawiła jej się w ciemnych, ponurych barwach.

– Dlaczego więc, Zaro, nie miałabyś się trochę rozerwać? Przez jedną noc odegrasz rolę Kopciuszka i zapomnisz w tańcu o wszystkich troskach, a zarazem oddasz mi olbrzymią przysługę.

Zara uśmiechnęła się cierpko. Gdybyż tak łatwo dało się pozbyć trosk, świat byłby o wiele prostszy. Jednak przyjaciółka w gruncie rzeczy miała rację. Lepiej miło spędzić czas, niż strawić kolejną noc na zamartwianiu się stertą niezapłaconych rachunków.

Wyprostowała się i rzuciła ostatnie spojrzenie w lustro.

– Dobrze, pójdę na to przyjęcie w sukni, którą zaprojektowałaś. Postaram się dobrze bawić i przywyknąć do sytuacji, że ten jeden raz nie podaję szampana na tacy, tylko go piję. Podejdę do tego rosyjskiego oligarchy i wręczę mu twoją wizytówkę. Zadowolona?

– Naturalnie! Uprzedziłam pozostałe kelnerki i spodobał im się ten pomysł. A teraz już idź!

Ściskając w ręku zwitek banknotów otrzymanych od przyjaciółki, Zara wyszła z niewielkiej pracowni na ulicę. W ten letni wieczór było jeszcze widno, a powietrze Londynu przesycał zapach kwiatów. Złapała taksówkę i wsiadła do niej, zanim zdążyła się rozmyślić, choć ten plan wydawał jej się z każdą chwilą coraz bardziej szalony.

Gdy zajechała przed ambasadę, jej niepokój jeszcze wzrósł. A jeśli zdemaskują ją jako oszustkę – pospolitą kelnerkę usiłującą wkręcić się na wytworne przyjęcie? Z pewnością rozpęta się awantura i ją wyrzucą. Jednakże mężczyzna przy drzwiach, który odebrał od niej zaproszenie, nie wyraził żadnych obiekcji; obrzucił ją tylko spojrzeniem pełnym podziwu. Wzięła głęboki oddech i weszła do obszernej, pięknie oświetlonej sali balowej.

Kryształowe żyrandole rzucały tęczowe blaski na lśniący, pusty jeszcze parkiet taneczny ozdobiony szkarłatnymi różami w olbrzymich wazonach. Na podium grał już kwartet smyczkowy. Zerknęła na pozostałych gości. Prezentowali się wspaniale, zwłaszcza kobiety. Miały prawdziwą diamentową biżuterię, były piękne i wytwornie ubrane. Czy ten bogaty Rosjanin naprawdę zwróci uwagę na jej sukienkę uszytą przez młodą ambitną studentkę projektowania mody, skoro wokoło tyle jest kosztownych kreacji stworzonych przez najświetniejszych krawców?

Pochwyciła spojrzenia kilku mężczyzn, którzy obejrzeli się za nią. Czyżby podejrzewali w niej intruza? Nagle nabrała pewności, że ta szalona eskapada zakończy się katastrofą. W panice chwyciła kieliszek szampana z tacy niesionej przez kelnerkę, z którą pracowała podczas licznych imprez, i wypiła długi łyk. Alkohol trochę ją pokrzepił i uspokoił, podobnie jak porozumiewawcze mrugnięcie koleżanki i rzucone szeptem powitanie.

Jednakże po chwili znów ogarnął ją niepokój, gdyż jakimś szóstym zmysłem wyczuła, że jest obserwowana.

Nie popadaj w paranoję! – zganiła się w duchu.

Lecz to wrażenie nasiliło się. Odwróciła się i jej spojrzenie przykuł mężczyzna stojący na drugim końcu sali.

Wbrew sobie nie potrafiła oderwać od niego wzroku, tak bardzo wyróżniał się spośród tłumu innych wytwornych gości. Miał złociste włosy, lodowato błękitne oczy i usta o wyrazie twardym, a zarazem zmysłowym. Zdała sobie sprawę, że skądś go zna, i po chwili przeniknął ją nerwowy dreszcz, gdy przypomniała sobie fotografię rosyjskiego oligarchy Mikołaja Komarowa, z powodu którego się tutaj znalazła i z którym ma nawiązać znajomość.

Wydawał się jeszcze urodziwszy niż na zdjęciu, i jeszcze bardziej onieśmielający. Jego mocne, jakby rzeźbione rysy i zimny błysk oczu przywiodły jej na myśl diament.

Nienagannie skrojony garnitur uwydatniał szerokie ramiona, muskularny tułów, wąskie biodra i długie nogi. Był wysokim mężczyzną i stał nieruchomo; przypominał raczej posąg niż żywego człowieka. Ale posągi nie emanują taką aurą pierwotnej, nieposkromionej męskości ani nie przyglądają się nikomu tak przenikliwie, jak Komarow przyglądał się jej. Poczuła się zniewolona tym chłodnym, a jednocześnie palącym spojrzeniem i z wrażenia zabrakło jej tchu.

Z drugiego końca sali Mikołaj pochwycił jej wzrok. Przywykł wprawdzie do tego, że kobiety stale się na niego gapią, ale nie w ten sposób. Ta dziewczyna przypominała wylęknioną łanię wpatrującą się jak zahipnotyzowana w groźnego myśliwego.

Kim ona jest, u licha? Zwrócił na nią uwagę, gdy tylko weszła do sali w obcisłej zielonej sukni, i odtąd ją obserwował. Coś nieokreślonego wyróżniało ją spośród tłumu przesadnie wystrojonych kobiet. Zastanawiał się, dlaczego ignorowała wszystkich gości i tylko uśmiechała się nieco nerwowo do kelnerek.

Zmierzył ją leniwym wzrokiem konesera. W przeciwieństwie do większości obecnych tu kobiet jej twarz nie była sztywna od botoksu, a włosy miały naturalny połysk młodości. Lecz podziw Komarowa wzbudziły przede wszystkim zachwycające, kusząco bujne kształty dziewczyny. W niczym nie przypominała wymizerowanych, wiecznie odchudzających się rzekomych piękności. Powiódł spojrzeniem po jej nagich ramionach o jedwabiście lśniącej skórze i zatrzymał je dłużej na dekolcie odsłaniającym górę ponętnych jędrnych piersi, jakby stworzonych do tego, by je pieścić.

Odstawił niemal pełny kieliszek szampana na tacę przechodzącej kelnerki i posłał nieznajomej zachęcający uśmiech, a następnie czekał z niezmąconą pewnością na nieuniknione. Ona zaraz podejdzie do niego z miną wyrażającą pełne nadziei oczekiwanie.

Lecz ku jego zaskoczeniu nie zrobiła tego. Co więcej, po chwili wahania odwróciła się do niego plecami i ruszyła w przeciwnym kierunku. Przez moment nie mógł w to uwierzyć. Naprawdę go zignorowała!

Teraz poczuł się jeszcze bardziej zaintrygowany. Obudził się w nim instynkt myśliwego – zazwyczaj uśpiony, ponieważ współczesne kobiety wolą same ścigać niż być ścigane. Czy ta dziewczyna z nim igra? Drgnął gwałtownie, niczym marionetka, której sznurki szarpnęła niewidzialna ręka, i podążył za nieznajomą.

Zara, przemierzając salę balową, poczuła mrowienie na plecach i serce zabiło jej mocno. Nie miała paranoi ani sobie tego nie uroiła: ów onieśmielająco przystojny Rosjanin rzeczywiście szedł za nią. Zadrżała z lęku. Czyżby się domyślił, że wtargnęła tutaj niepowołana i zamierza ją wyrzucić? A zatem powinna jak najszybciej wyjść. Wróci do domu autobusem, zadzwoni do Emmy i zawiadomi ją, że ten zwariowany plan, od początku niemający żadnych szans powodzenia, zakończył się fiaskiem. Idea, by podejść do tego mężczyzny i wręczyć mu wizytówkę przyjaciółki, wydała jej się nagle szczytem głupiej bezceremonialności. Jak mogła choćby przez chwilę myśleć, że się na to odważy?

Zaryzykowała zerknięcie za siebie i stwierdziwszy, że on zniknął gdzieś w tłumie gości, jeszcze przyspieszyła kroku, na ile pozwoliły jej na to niepraktycznie wysokie obcasy. Schowała się za marmurową kolumną i pozostała tam, póki nie doszła do wniosku, że go zgubiła. Kiedy w końcu wyszła ze swojej kryjówki, istotnie nigdzie nie dostrzegła Komarowa. Stłumiła nieoczekiwane ukłucie rozczarowania i uznała, że teraz może już bezpiecznie wymknąć się z przyjęcia…

– Zaczekaj!

Zamarła, gdy władczy głos o cudzoziemskim akcencie wdarł się w chaotyczny wir jej myśli. Instynkt upewnił ją, że to ten Rosjanin o niebezpiecznej urodzie półboga. Zignoruj go, powiedziała sobie. Udaj, że nie usłyszałaś, i po prostu idź dalej.

Zrobiła krok naprzód, lecz zaraz ponownie zastygła bez ruchu, gdy zapytał łagodnie:

– Uciekasz przede mną?

Miała ochotę odpowiedzieć mu opryskliwie i wywołać awanturę. Wiedziała jednak, że musi zachować się, jak gdyby nigdy nic. Przywołała na twarz coś, co miała nadzieję wyglądało na uśmiech osoby pewnej siebie, odwróciła się powoli i rzekła z pozornym spokojem, choć serce szaleńczo waliło jej w piersi:

– Dlaczego miałabym przed panem uciekać?

– Cóż, to zależy – mruknął, przyglądając jej się ostentacyjnie.

Mimo woli zareagowała zmysłowym dreszczem na jego bezwstydnie taksujące spojrzenie i pojęła, że ten mężczyzna jest naprawdę groźny. Flirtował z nią w sposób wprawiający ją w kompletne zakłopotanie. Nie pozostało jej jednak nic innego, jak tylko podjąć tę grę i udawać wyrafinowaną kobietę z towarzystwa, na jaką wyglądała dzięki eleganckiej sukni i makijażowi – chociaż w głębi duszy poczuła się wylękniona i zagubiona niczym mała dziewczynka.

– Tak? – odrzekła, otwierając szeroko oczy. – Od czego?

Na twarzy Mikołaja pojawił się wyraz nieskrywanej satysfakcji. Teraz już lepiej – o wiele lepiej. Przed chwilą niemal uwierzył, że ona naprawdę zamierza go spławić. Nigdy coś takiego go nie spotkało. Wiedziano o nim powszechnie, że unika jak ognia wszelkich trwalszych związków, lecz zarazem mistrzowsko potrafi zdobywać kobiety. Teraz skonstatował z przyjemnością, że z bliska ta dziewczyna wygląda jeszcze ponętniej.

– Od tego, czy umiesz sprostać oczekiwaniom wymagającego mężczyzny – powiedział przeciągle.

Te aroganckie słowa tak oburzyły Zarę, że przez moment zapomniała, że miała tylko zademonstrować Komarowowi suknię zaprojektowaną przez przyjaciółkę. Przyjrzała się jego kosztownemu wieczorowemu garniturowi, za którego cenę można by prawdopodobnie wyżywić przez kilka miesięcy czteroosobową rodzinę. Potem pomyślała o stercie rachunków za lekarstwa, które zostały jej do zapłacenia, i poczuła, że narasta w niej bunt. Poza tym zdała sobie sprawę, że lepiej poddać się oburzeniu niż oszałamiającemu wpływowi, jaki ten urodziwy Rosjanin wywierał na jej zmysły.

– Większość mężczyzn nie zachowuje się tak obcesowo wobec kobiety już przy pierwszym spotkaniu – zripostowała oschle.

Jego niebieskie oczy błysnęły szelmowsko.

– Czyżbyś uważała za oczywiste, że spotkamy się ponownie? Nie sądzisz, że to z twojej strony przejaw nadmiernego zadufania? A może przywykłaś do tego, że każdy mężczyzna natychmiast ulega twojemu urokowi i pragnie znów cię ujrzeć?

Zara miała ochotę się roześmiać. Jej doświadczenie w kontaktach z mężczyznami było w rzeczywistości nadzwyczaj nikłe. Jeszcze zabawniejsza wydała jej się myśl, że mieliby „ulegać jej urokowi” – a zwłaszcza ten zniewalająco przystojny mężczyzna, który niewątpliwie żyje w całkowicie odmiennym równoległym wszechświecie.

– Nigdy niczego nie uważam za oczywiste – odparła. – I staram się unikać jakichkolwiek uogólnień dotyczących przeciwnej płci.

Usłyszał w jej głosie surową nutę, co jeszcze bardziej podsyciło jego zaciekawienie.

– Wyczuwam w tobie wyraźną dezaprobatę – rzekł.

Zarę ogarnął jeszcze większy lęk. Instynkt podpowiadał jej, by odeszła, lecz inny, potężniejszy instynkt zatrzymał ją na miejscu. Dostrzegła lodowaty błysk w błękitnych oczach Komarowa i serce na moment zamarło jej w piersi.

– Wobec kogo? – wyjąkała.

– Wobec mnie, miłaja maja.

– Jak mogłabym pana oceniać, skoro zupełnie się nie znamy?

– Masz rację – przyznał. – Ale temu łatwo zaradzić. – Uśmiechnął się przelotnie, ciekawy, czy jego nazwisko coś jej powie, i przedstawił się: – Jestem Mikołaj Komarow.

Zara ze ściśniętym gardłem pomyślała, że powinna teraz wyznać mu spokojnie: „Właściwie już wcześniej to wiedziałam. Wiedziałam również, że jest pan bardzo bogatym i wpływowym człowiekiem, właścicielem sieci domów towarowych, i że ma pan liczne piękne kochanki. A tak się składa, że moja przyjaciółka to utalentowana projektantka mody. Podoba się panu ta sukienka? To jej dzieło. Czy mogę dać panu jej wizytówkę? Może zechciałby pan obejrzeć kolekcję uszytych przez nią strojów?”. Jednak widząc jego intensywne spojrzenie, pojęła, że się na to nie zdobędzie. Czyżby zamarzyła skrycie o flircie z tym mężczyzną? Czy zapragnęła udawać, że naprawdę jest wytworną kobietą, za jaką się przebrała, a nie spłukaną kelnereczką, która tylko wyświadcza przysługę przyjaciółce?

– Jest pan… Rosjaninem – rzekła powoli.

– Bardzo trafne spostrzeżenie – wycedził Mikołaj.

Poczuł ukłucie rozczarowania. Czyli nie przypadkiem gapiła się na niego w sali balowej. Słyszała o nim – dałby za to głowę. Zbyt często widywał w oczach ludzi ów wyraz skrywanego rozpoznania, by teraz się pomylić. Ale właściwie dlaczego miałby się czuć tym zaskoczony albo zawiedziony? Wiedział przecież, że kobiety zawsze uprawiają oszukańcze gry, uwielbiają podstępy. Robią niewinne miny i łżą w żywe oczy, a czasem podejrzewał, że w końcu zaczynają nawet wierzyć w swoje kłamstwa.

– Znasz wielu Rosjan? – zapytał.

– Nie, dotąd nie znałam żadnego – odparła z nerwowym uśmieszkiem.

Ciekawe, czy poczułby się zbulwersowany, gdyby poznał prawdę o niej? Wpatrzyła się w jego twarz, usiłując odgadnąć, czy jest człowiekiem dobrym, czy złym. A może po prostu nieokiełznanie namiętnym, który przywykł brać od kobiet wszystko, czego zapragnie?

– A jak ty się nazywasz? – spytał.

Spojrzenie jego błękitnych oczu przeniknęło przez jej mury obronne i przez moment poczuła pokusę, by podać mu zmyślone nazwisko. Ale właściwie dlaczego miałaby to zrobić? Przecież nigdy więcej go nie spotka.

– Zara – odpowiedziała łamiącym się głosem. – Zara Evans.

– Piękne imię – rzekł w zadumie, przyglądając się uroczemu drżeniu jej warg. – Pasuje do pięknej kobiety.

Zarumieniła się na ten rzucony od niechcenia komplement. Chyba od wieków żadnego nie słyszała, a już na pewno nikt nigdy nie nazwał jej piękną. Wiedziała jednak, że nie może ulec czarowi Komarowa. Prawdopodobnie mówił takie rzeczy mnóstwu kobiet, by tym łatwiej je zdobyć. Pragnęła odpowiedzieć jakąś ciętą ripostą, lecz zamiast tego zdołała tylko wyjąkać:

– Dzięki…

I natychmiast się za to znienawidziła.

– Mogę przynieść ci drinka, Zaro?

Potrząsnęła głową.

– Nie, dziękuję, już jednego wypiłam.

– Och, z pewnością możesz sobie pozwolić na następnego – rzekł z uśmiechem rozbawienia, spoglądając jej w oczy.

Stwarzał wrażenie, jakby zaczynało ich łączyć coś bardziej intymnego, i Zara natychmiast się opamiętała. Do licha, co ona wyprawia? Nie znalazła się tutaj po to, by z nim flirtować, a skoro nie ośmieliła się wcisnąć mu wizytówki Emmy, powinna się po prostu ulotnić – gdyż ten mężczyzna jest niebezpieczny.

– Właściwie muszę już iść – odparła.

– Dlaczego?

– Ponieważ… – zająknęła się, na próżno szukając przekonującego pretekstu do opuszczenia przyjęcia, na które dopiero co przybyła.

– W istocie nie masz żadnego powodu, prawda? – rzekł, widząc jej wahanie, które wydało mu się dziwnie pociągające. – Nie teraz, gdy gra muzyka, a ja odczuwam nieodpartą chęć, by z tobą zatańczyć. Chodźmy.

Ku przerażeniu Zary ujął ją za rękę i poprowadził przez tłum. Chociaż, być może, przerażenie to niewłaściwe słowo, przyznała w duchu, gdy ludzie rozstępowali się przed nimi. Odczuwała raczej podekscytowanie. Zaczerwieniła się, uświadomiwszy sobie, że goście w sali przyglądają im się. Dopiero kiedy oboje znaleźli się na parkiecie tanecznym tuż przed podium dla muzyków, odważyła się unieść głowę i spojrzeć na niego.

– Nie możemy… – wyszeptała.

– Przestań protestować i po prostu zatańcz ze mną – przerwał jej, spoglądając na nią z chłodnym wyzwaniem. – Wiesz dobrze, że tego chcesz.

Najgorsze, że miał rację. W głębi duszy pragnęła, by wziął ją w ramiona, a gdy to uczynił, westchnęła urywanie. Obejmował ją w tańcu władczym, a jednocześnie leniwie pieszczotliwym gestem, i przez moment miała wrażenie, jakby dotykał nie jedwabiu sukni, tylko jej nagiej skóry.

– Odpręż się – polecił cicho.

– Jak mogę się odprężyć, skoro wszyscy na nas patrzą?

– Ignoruj ich albo przywyknij do tego. Mężczyźni przyglądają się nam, ponieważ mi zazdroszczą, a kobiety pragnęłyby znaleźć się na twoim miejscu.

Zara wątpiła, by pierwsza część tej uwagi była prawdziwa. Dlaczego mężczyźni mieliby zazdrościć Mikołajowi? Zwłaszcza że jest tutaj mnóstwo bogatych i utytułowanych kobiet, które niewątpliwie tańczyłyby z nim z wprawą i spokojną pewnością siebie, podczas gdy ona niepokoiła się, czy niezgrabnie nie nadepnie mu na stopę niebezpiecznie ostrym obcasem pantofla.

Jednakże muzyka rozbrzmiewała kusząco, a jeszcze bardziej kuszące było to, jak przyciągnął ją do siebie i poczuła żar jego muskularnego ciała.

– Wciąż wydajesz się spięta – zauważył, gdy przeniknął go przemożny dreszcz pożądania.

– Nie tańczę zbyt często – wyznała.

– Dlaczego?

Zastanowiła się nad najlepszą odpowiedzią. Nawet gdyby w ciągu ostatnich miesięcy nie była przykuta w domu przez chorobę babci, takie wirowanie w tańcu w sali balowej wydawałoby jej się dosyć staroświeckie.

Jednak w sposobie, w jaki obejmował ją w tańcu, nie było niczego staroświeckiego. Sprawiało to raczej wrażenie czegoś pierwotnego i nadzwyczaj zmysłowego. Ośmieliła się znowu podnieść na niego wzrok. Wydawał się sporo starszy od niej. Na jego twarzy o rzeźbionych rysach odbijało się doświadczenie, a usta miały nieco cyniczny wyraz.

– Ponieważ… – urwała.

– Widzisz, nie potrafisz odpowiedzieć. Zresztą, teraz o wiele bardziej od twoich słów interesuje mnie mowa twojego ciała.

– To oburzająca zuchwałość!

Przysunął usta do jej ucha.

– Wiem – szepnął. – Ale przy tobie czuję się zuchwały. I wiem, że ty przy mnie również.

– Nie – wyjąkała.

– Owszem, nie zaprzeczaj. Miej odwagę to przyznać.

Zakończ ten taniec, powiedziała sobie, coraz bardziej niepewna i zagubiona. Wyjdź z sali. On nie będzie próbował cię zatrzymać, nie zaryzykuje wywołania sceny.

Ale nie potrafiła się na to zdobyć, gdy muzyka kołysała ją łagodnie, a bliskość Mikołaja pobudzała jej zmysły. W końcu przemogła się jednak i z ociąganiem odsunęła się od niego.

– Naprawdę muszę już iść.

Skinął głową, lecz nie chciał się jeszcze z nią rozstać – choć nie całkiem wiedział dlaczego. Zwykle to on dyktował warunki i decydował, kiedy odejdzie.

– Dobrze. Odwiozę cię do domu. Nie protestuj… chyba że masz na zewnątrz swój samochód.

Zastanowiła się, czy nie udać, że jedna z tych lśniących czarnych limuzyn zaparkowanych przed ambasadą należy do niej, lecz to kłamstwo łatwo mogłoby zostać zdemaskowane. Potrząsnęła głową.

– Nie, przyjechałam taksówką.

Z wahaniem rozważyła jego propozycję. To mogła być okazja, aby przed pożegnaniem dać mu wizytówkę Emmy.

– A gdzie ty mieszkasz? – spytała.

– Mam dom po drugiej stronie tego parku.

– Dobrze. Ale ponieważ ja mieszkam trochę dalej, więc twój kierowca może najpierw odwieźć ciebie, a dopiero potem zawieźć mnie.

Komarow wcale nie pragnął takiego nagłego zakończenia wieczoru z Zarą, która nieoczekiwanie rozpaliła jego zmysły. Ostatnimi czasy pracował ciężko nad najnowszym projektem biznesowym i całkiem zaniedbał seks. A jego ostatnia kochanka znużyła go ciągłymi żądaniami, by „ożenił się z nią jak z uczciwą kobietą”. Czy na świecie jest choćby jedna uczciwa kobieta? – pomyślał gorzko. W zadumie spojrzał na Zarę.

– Jedźmy – mruknął.