Angielskie święta - Sharon Kendrick - ebook
Opis

Sycylijski milioner i arystokrata Niccolo da Conti nie może się pogodzić z faktem, że druhną na ślubie jego siostry jest dziewczyna, która kiedyś pozowała toples do zdjęć. Jednocześnie to właśnie ona – Alannah Collins – wzbudza w nim emocje, jakich nie odczuwał przy żadnej innej kobiecie. Liczy, że szybko pojawi się okazja, by Alannah trafiła do jego łóżka – na przykład wspólne święta w romantycznym otoczeniu. Bardzo się jednak myli co do niej…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 144

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Sharon Kendrick

Angielskie święta

Tłumaczenie:

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Książę Niccolò da Conti nienawidził ślubów, świąt Bożego Narodzenia i miłości. Jednak najbardziej cierpiał, gdy ludzie nie wykonywali bez szemrania jego poleceń.

Musiał jakoś wyładować niezbyt dobrze mu znane poczucie frustracji. Od dłuższej chwili krążył niespokojnie po minimalistycznie umeblowanym apartamencie nowojorskiego hotelu. Rozpościerający się z okien widok był niemal bajkowy, choć gwiazdy i rozświetlone wieżowce na tle ciemniejącego nieba wydawały się tylko skromną dekoracją w porównaniu z niezliczoną ilością świątecznych lampek.

Jednak Niccolò nie tylko nie ulegał świątecznej atmosferze, ale miał jeszcze dodatkowe powody do wściekłości. Jego jedyna siostra okazała się tak bardzo nieposłuszna, że nie potrafił nad tym przejść do porządku dziennego.

– Nie życzę sobie… – Przerwał na chwilę, by uspokoić oddech, bo poczuł, jak raptownie skacze mu ciśnienie. – Nie życzę sobie, żeby twoją druhną była modelka topless. Długo i ciężko pracowałem na szacunek i dobre imię. Czy ty w ogóle rozumiesz, co do ciebie mówię, Michela?! Nigdy na to nie pozwolę, po moim trupie!

Michela obserwowała go spokojnie z drugiego krańca pokoju.

– Nie masz w tej sprawie nic do gadania, Niccolò – odparła. – To mój ślub i to ja wybieram druhny. Koniec dyskusji.

– Tak uważasz? – Zacisnął usta, czując, że znów ogarnia go wściekłość. – W takim razie zastanowię się, czy zapłacę za twoje wesele.

– Mój narzeczony jest bogaty. Zapłaci za wszystko, jeżeli zdecydujesz się na taki drastyczny krok. – Zawahała się na moment. – Chociaż z drugiej strony, jeśli dziennikarze się dowiedzą, że Niccolò da Conti nie chce zapłacić za ślub jedynej siostry tylko dlatego, że nie podoba mu się druhna… W dzisiejszych czasach to dość niezwykłe postępowanie i myślę, że oburzy nawet największych tradycjonalistów.

Niccolò zacisnął dłonie w pięści, a potem szybko rozprostował palce. Wielka szkoda, że w tym apartamencie nie było worka treningowego, na którym mógłby się wyładować. Świat na ogół spełniał jego życzenia, a w dodatku nikt nigdy nie podawał ich w wątpliwość. Nie dość, że Alekto Sarantos zachowywał się jak primadonna, to teraz jeszcze ta sprawa z Alannah Collins.

Siostra jest naprawdę samolubna i niewdzięczna, pomyślał. Chyba zapomniała, ile musiał poświęcić dla rodziny. Problem w tym, że wciąż traktował Michelę jak małą dziewczynkę, którą trzeba się opiekować. Zawsze pilnował, by tragedia, którą przeżył, nie miała wpływu na jej życie. Jego starania zakończyły się sukcesem. Właśnie miała wejść do jednej z najpotężniejszych włosko-amerykańskich rodzin w Nowym Jorku. Czekała ją bezpieczna i spokojna przyszłość, o czym zawsze marzył. Nie pozwoli, by cokolwiek zakłóciło ten wielki dzień.

A już na pewno nie Alannah Collins.

Już sama myśl o tej małej bezczelnej gąsce burzyła się w nim krew, a przecież zawsze uważał, że świetnie kontroluje swoje emocje. Co więcej, często się tym szczycił. Panna Collins, oprócz złości, budziła w nim niestety pożądanie.

– Nie wierzę, że miała czelność tu przyjechać.

– Cóż, zaprosiłam ją – natychmiast odparła Michela.

– Myślałem, że ostatnio widziałyście się w szkole. W tej potwornie drogiej szkole.

– Cały czas byłyśmy w kontakcie – wyjaśniła po chwili wahania. – Często do siebie dzwoniłyśmy, a kiedy byłam w Anglii, zawsze ją odwiedzałam. W zeszłym roku przyleciała do Nowego Jorku i zrobiłyśmy sobie wspaniałą wycieczkę po wyspach Florydy. Było świetnie, jak za starych czasów. Zrozum, już w szkole była moją najlepszą przyjaciółką. Wiele razem przeszłyśmy.

– A dlaczego ja nic o tym nie wiem? Ukrywałaś przede mną tę przyjaźń, a teraz, w przeddzień ślubu, stawiasz mnie przed faktem dokonanym. Taka osoba ma odegrać jedną z głównych ról na twoim weselu?! Co ludzie powiedzą?

– I ty się dziwisz, że ci nic nie mówiłam? Właśnie takiej reakcji się spodziewałam.

– A co na to Lucas?

– To wszystko stare dzieje, Niccolò. Większość ludzi w Stanach nie słyszała o magazynie „Biusty małe i duże”. Zresztą już dawno nie wychodzi. No tak, wiem, że ktoś wrzucił na YouTube’a filmik z sesji zdjęciowej…

– Co takiego?! – wykrzyknął.

– To żadna pornografia, zwłaszcza w porównaniu z niektórymi muzycznymi klipami. Właściwie mogłyby go oglądać nawet przedszkolaki. Poza tym Alannah już dawno się tym nie zajmuje. Tak naprawdę nic o niej nie wiesz. Teraz jest…

– Zerem! – znów krzyknął, a w miarę, jak rosło jego zdenerwowanie, sycylijski akcent stawał się coraz wyraźniejszy. – Zerem, które nawet nie powinno się zbliżać do przyzwoitych ludzi. Kiedy wreszcie zrozumiesz, że Alannah to…

– Ojej, ojej – przerwał mu ktoś chłodnym tonem.

Kobieta weszła do pokoju bez pukania. Niccolò, który zamierzał wygłosić długą i płomienną tyradę, nagle zapomniał języka w gębie. W pierwszej chwili nawet nie poznał Alannah. Wciąż była nieziemsko zgrabna i piękna, ale nikt nie mógłby jej zarzucić, że wygląda wyzywająco.

Była ubrana w dżinsy i białą koszulę ze stójką, ale nawet tak skromny strój nie był w stanie ukryć wspaniałej figury. Gęste czarne i lśniące włosy sięgały do ramion. Chabrowe oczy uważnie obserwowały Niccolò, który z trudem zebrał myśli. A już prawie udało mu się zapomnieć, że miała nieskazitelną porcelanową cerę i pełne, pięknie wykrojone usta. Jak mógł nie pamiętać, że dzięki domieszce irlandzkiej krwi Alannah Collins miała wybuchowy temperament. Dzieciństwo bez ojca, którego nigdy nie poznała, zahartowało ją i nauczyło walczyć o swoje.

Gdy się poruszyła, zauważył błysk szafirowej broszki w kształcie ważki. I chociaż Niccolò był wściekły, nic nie mógł poradzić na to, że widok Alannah tak bardzo go podniecał. Sprawiał, że myślał o rzeczach, o których nie chciał myśleć, a przede wszystkim o seksie.

– Chyba usłyszałam swoje imię – stwierdziła Alannah. – Czy w czymś wam przeszkodziłam? Mam wyjść i wrócić za chwilę?

– Możesz wyjść, kiedy ci się żywnie podoba – odparł chłodno. – I wcale nie musisz wracać.

Uniosła brodę i rozciągnęła usta w uśmiechu, ale jej wzrok pozostał chłodny.

– Czarujący jak zawsze. Już prawie zapomniałam, że nadałeś słowu „zniewaga” zupełnie nowe znaczenie.

Poczuł, jak pulsują mu skronie i rośnie ciśnienie. Najchętniej zmiażdżyłby jej usta pocałunkiem i zmusił, by cofnęła te bezczelne słowa. Zmusił, by bez końca wykrzykiwała jego imię.

Do diabła z tą jej irytującą pewnością siebie i specyficznym poczuciem moralności. Do diabła z tym pięknym i kuszącym ciałem. Wielu mężczyzn przeszłoby boso po potłuczonym szkle, byle tylko móc jej dotknąć.

– Proszę o wybaczenie, ale nie poznałem cię, bo jesteś ubrana.

Sprawił jej przykrość, ale zamiast wstydu poczuł złośliwą satysfakcję. A jednak można ją zranić, sprawić, by cierpiała tak bardzo, jak kiedyś jego rodzina.

Jednak Alannah szybko doszła do siebie.

– Nie zamierzam się w to bawić – powiedziała i zwróciła się do Micheli: – Jesteś gotowa do przymiarki sukni?

Michela skinęła potakująco, ale wciąż nerwowo zerkała na brata.

– Proszę, bądźcie dla siebie mili i zachowujcie się przyzwoicie przynajmniej do końca wesela. Zróbcie to dla mnie. Przecież potem już nigdy się nie zobaczycie.

Niccolò zauważył, że Alannah przygląda mu się badawczo. Hipokrytka, która zgrywa niewiniątko, pomyślał. Wiadomo, jaka byłaby reakcja niektórych szacownych gości weselnych, gdyby wyszło na jaw, że druhną została kobieta, która pozuje w rozbieranych sesjach. W pamięci szczególnie mocno utkwiło mu jedno zdjęcie. Alannah w stroju szkolnej drużyny hokejowej masuje zmysłowo nabrzmiewające sutki. Ze złością zacisnął zęby. Jak ma uzmysłowić tej kobiecie, że jest persona non grata?

– Możesz zostawić nas na chwilę samych, mia sorella? – zwrócił się do siostry. – Na pewno uda nam się razem rozwiązać tę kwestię w taki sposób, by wszyscy byli zadowoleni.

Michela spojrzała z wahaniem na przyjaciółkę, jednak Alannah skinęła głową i powiedziała:

– W porządku, mogę zostać sam na sam z twoim bratem. O ile wiem, nie gryzie.

Gdy Michela wychodziła z pokoju, Niccolò poczuł, że jest coraz bardziej spięty. Zastanawiał się, czy Alannah chciała go celowo sprowokować. Och, bardzo chętnie by ją ugryzł.

– Na co czekasz, Niccolò? – ponagliła go. – Pokaż, do czego jesteś zdolny. Wyrzuć to wszystko, co ci leży na duszy. Oczyśćmy atmosferę i sprawmy, by Michela miała tak piękny ślub, na jaki zasługuje.

– Przynajmniej w jednym się zgadzamy – warknął. – Moja siostra rzeczywiście zasługuje na wszystko, co najlepsze. Dlatego jej ślubu nie powinna zakłócić obecność kobiety o wątpliwej reputacji. Zawsze byłaś dzikuską, jeszcze zanim zaczęłaś rozbierać się przed kamerą. Nie chcę, by większość mężczyzn skupiła się na tobie zamiast na młodej parze. Nie chcę, by cię rozbierali wzrokiem. To niedopuszczalne.

– Podziwiam twoje podejście do małżeństwa. Niezwykłe, biorąc pod uwagę, że wciąż jesteś singlem. – Uśmiechnęła się chłodno. – Wyraźnie masz obsesję na punkcie mojej przeszłości, ale tylko ty jeden.

– Obsesję?! – krzyknął. – Nie pochlebiaj sobie. Przez te wszystkie lata ani razu o tobie nie pomyślałem. – Miał nadzieję, że jest dobrym kłamcą. Nigdy jej nie zapomniał i zdecydowanie zbyt często marzył o jej miękkim ciele i słodkich pocałunkach. Często budził się zlany potem, gdy wracały wspomnienia, do czego między nimi doszło. No, prawie doszło. – Nie wiedziałem, że jesteś w kontakcie z Michelą. Wolałbym, żebyś na zawsze zniknęła z jej życia.

Alannah patrzyła na niego spokojnie, nie reagując na ostre słowa. Nie pozwoli się sprowokować bez względu na okoliczności. Doskonale zdawała sobie sprawę, że spokój, choćby nawet udawany, jest najlepszą bronią.

Wiedziała, że oskarżał ją o zły wpływ na jego ukochaną siostrę. W artykułach prasowych, które o nim czytała, często podkreślano, że Niccolò da Conti nigdy nie zapomina. Jasno wyrażał swoją wolę, promieniał pewnością siebie i poczuciem władzy. Gdy wchodził do jakiegoś pomieszczenia, wszyscy odruchowo milkli. Podobno potrafił zdobyć każdą kobietę samym spojrzeniem. Ale jakim prawem mnie osądza? – pomyślała gniewnie. Tylko dlatego, że jeden jedyny raz popełniłam błąd, którego do tej pory żałuję?

Lecz teraz była już inną osobą.

Jego oceniające spojrzenie wyprowadzało ją z równowagi. Tak długo walczyła, by zaczęto ją postrzegać w zupełnie inny sposób. Dążyła do perfekcji. A teraz on zamierza to wszystko zniszczyć! Powinna mu powiedzieć, by zachował swoje opinie dla siebie, bo nie jest ich ciekawa.

Powinna, ale nie mogła się skupić, bo jej wzrok nieustannie wędrował do Niccolò. Ciekawe, czy specjalnie rozpiął dwa guziki koszuli? Czy to była manifestacja erotyzmu, która już kiedyś sprowadziła ją na manowce?

Serce biło jej jak szalone, policzki niemal paliły. Może go nie lubiła, może uważała za nieznośnego tyrana, ale nadal pragnęła najbardziej na świecie. Bezskutecznie próbowała wyrzucić z pamięci to, do czego kiedyś doszło między nimi. Owszem, był to tylko jeden taniec i jeden pocałunek, a jednak nie doświadczyła nigdy niczego bardziej zmysłowego. W porównaniu z Niccolò wszyscy mężczyźni wydawali jej się mdli, nijacy. Gdy się z nimi całowała, była równie podniecona, co całując ukochanego misia.

Wielka szkoda, że nie roztył się albo nie wyłysiał. Niestety nadal był zabójczo przystojny, bez grama tłuszczu, atletyczny i pełen energii. Z pewnością kobiety wciąż się za nim oglądały na ulicy.

Nie widziała go dziesięć lat, a to przecież cała wieczność. Nauczyła się walczyć o siebie, bo bardzo długo mężczyźni traktowali ją jako seksualny obiekt. Gdy z nią rozmawiali, zamiast patrzeć w oczy, gapili się na biust.

Wiele się w tym czasie wydarzyło. Choroba, a później śmierć matki, uzmysłowiły Alannah, że nie ma już nikogo bliskiego na tym świecie.

Pod wpływem tej myśli usiadła i zrobiła bilans życia. Postanowiła wycofać się ze świata modelingu i spróbować czegoś nowego. Nie było łatwo, ale nigdy się nie poddała. Próbowała odbudować swoją pokiereszowaną przez los psychikę. Teraz nosiła głowę wysoko, była silna i dumna, ale w głębi duszy wciąż czuła się jak zagubiona i przestraszona dziewczynka. To prawda, popełniła wiele błędów, ale drogo za nie zapłaciła i stała się nowym, odmienionym człowiekiem. Za nic nie pozwoli, by Niccolò da Conti bezkarnie ją obrażał.

Nagle spokój prysł jak bańka mydlana, a oczy Alannah zapłonęły buntowniczo.

– Podczas gdy ty jesteś bielszy niż śnieg? – spytała sarkastycznie. – Ostatnio czytałam, że niezbyt ładnie rozstałeś się z pewną wpływową Norweżką. Podobno jesteś z tego znany. Dziennikarz rozpisywał się o twojej bezduszności graniczącej z okrucieństwem, co akurat mnie jakoś nie dziwi.

– Nie jestem okrutny, tylko szczery – odpowiedział ostrożnie. – Niektóre kobiety nie rozumieją, że każdy związek po jakimś czasie się wypala. Niestety Lise była jedną z nich. – Spojrzał na Alannah. – Miło wiedzieć, że tak pilnie czytasz plotki na mój temat. – Uśmiechnął się złośliwie. – Pewnie bogaci faceci robią na tobie wrażenie, bo dla pieniędzy posuniesz się bardzo daleko. Ciekawe, czy śledzisz kroniki towarzyskie, by wiedzieć, komu się ostatnio powiodło na giełdzie.

Alannah trochę się spięła. Czyżby sugerował, że przez te lata uważnie śledziła jego poczynania? Chciał, by czuła się podle, ale nie pozwoli na to.

– I kto to mówi? – odbiła piłeczkę. – Czy to nie ty przyjaźnisz się z sułtanem Kurhastanu? A kiedy wybierasz się na kolację z jakąś arystokratką, to dziwnym trafem można o tym przeczytać we wszystkich tabloidach. Dziennikarze lubią zamieszczać zdjęcia twoich partnerek, które następnego poranka szlochają rzewnie pod drzwiami pokoju hotelowego, w którym spędziliście razem noc. I ty masz czelność prawić mi kazania i uczyć moralności, mimo że nic nie wiesz o moim życiu?

– I niech tak zostanie. Najlepiej zrobisz, gdy będziesz się trzymała z dala od całej rodziny da Contich. To jak, ubijemy interes?

– Co takiego? – wykrzyknęła zdumiona.

– Nie udawaj niewiniątka, jesteś już dużą dziewczynką i coś tam wiesz o życiu. Skoro musimy porozmawiać, zróbmy to w bardziej cywilizowany sposób. – Wskazał ręką barek. – Napijesz się czegoś? Przecież imprezowe dziewczyny uwielbiają szampana.

Nie daj się sprowokować, napomniała się w duchu.

– Przykro mi, że zniszczę stereotypy, na których zafiksował się twój mózg, ale nie przepadam za szampanem. Poza tym w ogóle nie chcę z tobą pić, bo to sugerowałoby jakąś zażyłość. Po prostu powiedz, co masz do powiedzenia. Tylko się pośpiesz, bo obiecałam Micheli, że pójdę z nią na przymiarkę sukni ślubnej.

Przez chwilę nie odpowiadał, tylko rozparł się wygodnie na sofie i skrzyżował ramiona. Zresztą nie musiał nic mówić, bo jego oczy miotały błyskawice. Była w nim jakaś niezłomność. Wyglądał imponująco, jakby pragnął przypomnieć Alannah, z kim miała do czynienia.

– Oboje dobrze wiemy, jak łatwo można rozwiązać ten problem. Po prostu ustąp, i będzie po sprawie. Michela wychodzi za bardzo bogatego i wpływowego mężczyznę, więc musi w spokoju przygotować się do nowej życiowej roli. Nie tylko zostanie żoną, ale za jakiś czas najpewniej również matką. Jej dzieci będą się wzorować na przyjaciołach rodziny, a zatem…

– Zatem co? – spytała, chociaż dobrze wiedziała, co chciał powiedzieć.

– Miałyby się wzorować na przykład na tobie? Wolałbym, żebyś trzymała się z daleka od moich siostrzenic i siostrzeńców.

– Jak śmiesz mnie oceniać? – spytała, walcząc o zachowanie spokoju, lecz zdradził ją drżący głos.

– Dam ci dobrą radę. Powiedz Micheli, że zmieniłaś zdanie i nie będziesz jej druhną.

– Za późno! – krzyknęła, unosząc dłonie. – W pokoju czeka na mnie sukienka, w której jutro wystąpię. – I dodała tonem pogawędki: – No wiesz, z czerwonego jedwabiu, bo przecież zbliżają się święta.

– Po moim trupie. Wybij to sobie z głowy.

Powiedział to bardzo spokojnym głosem, ale tak nieustępliwym, że Alannah aż się wystraszyła, szybko jednak przywołała się do porządku. Miałaby się poddać? Jeżeli raz wkroczysz na tę ścieżkę, trudno będzie zawrócić, powiedziała sobie w duchu. Ludzie pokroju Niccolò da Contiego już zawsze będą ci pokazywać, gdzie twoje miejsce.

– Uważasz, że jestem aż tak zepsuta?

– Nie. Po prostu zbłądziłaś i nie potrafisz kontrolować swojej seksualności. Nie życzę sobie, by plotkowano, że na ślubie mojej siostry pojawiła się celebrytka z popularnego magazynu dla panów.

– Przecież nikt…

– Tak, tak, Michela też próbowała mnie przekonać, że nikt cię nie pozna – przerwał jej niecierpliwie. – To oczywista bzdura. Wielu facetów kolekcjonuje pisemka, dla których się rozbierałaś. Najstarsze wydania obecnie są warte tysiące dolarów. No i właśnie się dowiedziałem, że filmik z twoim udziałem jest bardzo popularny na YouTubie. – Patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. – Nieważne, jak bardzo jesteś ubrana czy rozebrana, wciąż masz idealnie piękne ciało, które rozpala męską wyobraźnię. Każdy mężczyzna na twój widok myśli tylko o jednym.

Niestety trafił ją w czuły punkt. Inteligentny i okrutny Niccolò podkopał jej wiarę w siebie. Znów poczuła się nie jak kobieta, ale jako seksualny obiekt.

Teraz nikt nie namówiłby jej do rozebrania się przed kamerą. Prędzej by umarła, niż wypięła pupę do obiektywu. Tak, kiedyś to robiła, ale miała ważne powody. Niestety Niccolò da Conti nigdy by ich nie zrozumiał.

– To się stało twoją drugą naturą, Alannah, zupełnie jak nałóg, z którym trudno walczyć. Zasycha na tobie jak błoto.

Spojrzała na niego ze złością. Czy on nie rozumie, że nadal ponosiła konsekwencje swoich wyborów? Jasne, że nie rozumie. Widział tylko to, co chciał zobaczyć. Brakowało mu wyobraźni, by wejść w cudzą skórę. Bogaty i uprzywilejowany, a co za tym idzie zarozumiały i arogancki, z wyższością patrzy na innych ludzi.

Miała ochotę mocno nim potrząsnąć i poradzić, by rozejrzał się wokół i zobaczył, jak wygląda prawdziwe życie. Chętnie starłaby z jego twarzy ten wyraz wyższości, sprawiła, by przestał myśleć, kim była kiedyś, i zobaczył, kim jest teraz. Rozumiała, dlaczego Michela zawsze się obawiała reakcji brata. Nic dziwnego, że ledwie opuściła progi ekskluzywnej szwajcarskiej szkoły, zaczęła się buntować. Alannah znalazła się w tej szkole tylko dlatego, że jej matka była tam pielęgniarką.

– Dla mnie najważniejsza jest opinia Micheli. To jej dzień i to ona wybrała mnie na druhnę. Zjawię się na jutrzejszej uroczystości, chyba że mnie uwięzisz w lochu.

– Może lepiej przejdźmy do rzeczy – zaproponował.

– Nie, chętnie posłucham, co masz jeszcze do powiedzenia.

– Daj spokój, nie jesteś pierwszą naiwną. Na pewno jest coś, co szczególnie lubisz.

– Na przykład co? Śmieszny dzwonek w komórce?

– Bardzo zabawne, ale nie o to mi chodzi. Jestem bogaty. Opłaci ci się powiedzieć Micheli, że zmieniłaś zdanie.

– Proponujesz mi pieniądze w zamian za to, że nie będę druhną Micheli? – Spojrzała na niego z niedowierzaniem.

– Czemu nie? – Uśmiechnął się chłodno. – Jak wynika z mojego doświadczenia, jeśli czegoś naprawdę pragniesz, na pewno to zdobędziesz. Cały problem polega na tym, by wynegocjować dobrą cenę, a ty, jak sądzę, jesteś dobra w takich negocjacjach.

– To ordynarne przekupstwo.

– Spójrz na to bez emocji – zaproponował.

– Kiedy Michela skarżyła się, jak bardzo ją kontrolujesz, myślałam, że przesadza. Byłam w błędzie.

– Nie oczekuję pochwał na temat mojego charakteru. Zastanów się, dlaczego złożyłem ci tę ofertę.

– Bo twoje musi być zawsze na wierzchu.

– Bo Michela jest dla mnie wszystkim – powiedział gniewnie, przypominając sobie, jak bardzo musiał chronić siostrę przed grzechami rodziców. Gdy z Sycylii leciał z matką, która była wtedy w ciąży z Michelą, nie wiedzieli, jaka czeka ich przyszłość. Niccolò miał wtedy tylko dziesięć lat, ale nagle stał się głową rodu da Contich. Trudno sprostać takim oczekiwaniom. – Nie mam rodziny poza Michelą. Zrobiłbym dla niej wszystko.

– Skoro tak, to daj jej wolność, na którą zasługuje. Cieszę się, że znalazła w sobie dość odwagi, by ci się sprzeciwić. Wyjadę dopiero po ślubie. Musisz się z tym pogodzić.

Patrzyli na siebie bez słowa. Był na nią wściekły, bo sprawiła, że zapragnął wziąć ją w ramiona i pokazać, kto tu naprawdę rządzi. Gdy podszedł do Alannah, jej oczy nagle pociemniały. Ona nadal mnie pragnie, zrozumiał. Może nie tak bardzo, jak ja pragnę jej, ale spojrzenie Alannah było bardzo wymowne.

A przecież pożądanie i seks to najpotężniejsza broń. Mężczyzna może kontrolować kobietę, która go pragnie.

– Przemyśl moją propozycję, dobrze? Spotkamy się na kolacji i dokończymy rozmowę.

– Ale… – Zmrużyła oczy.

– Co takiego?

– Wiesz… – Wzruszyła ramionami. – Michela mówiła, że nie będzie cię na kolacji i zobaczymy się dopiero jutro. Podobno masz do załatwienia pilne interesy. Chodzi o ten apartamentowiec w Londynie.

– Tak powiedziała? – Uśmiechnął się. – Interesy mogą poczekać, teraz mam na głowie ważniejsze sprawy. – I rzeczywiście, kiedy patrzył na Alannah, zupełnie zapominał o bogatych klientach. – Jak to mówią? Trzymaj swoich przyjaciół blisko, ale wrogów jeszcze bliżej. A ja z wielu powodów chcę być bardzo blisko ciebie, Alannah. I wcale nie żartuję. Lepiej w to uwierz.

Tytuł oryginału: Christmas in Da Conti’s Bed

Pierwsze wydanie: Harlequin Mills & Boon Limited, 2014

Redaktor serii: Marzena Cieśla

Opracowanie redakcyjne: Marzena Cieśla

Korekta: Anna Jabłońska

© 2014 by Sharon Kendrick

© for the Polish edition by HarperCollins Polska sp. z o.o., Warszawa 2016

Wydanie niniejsze zostało opublikowane na licencji Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone, łącznie z prawem reprodukcji części lub całości dzieła w jakiejkolwiek formie.

Wszystkie postacie w tej książce są fikcyjne.

Jakiekolwiek podobieństwo do osób rzeczywistych – żywych i umarłych – jest całkowicie przypadkowe.

Harlequin i Harlequin Światowe Życie Ekstra są zastrzeżonymi znakami należącymi do Harlequin Enterprises Limited i zostały użyte na jego licencji.

HarperCollins Polska jest zastrzeżonym znakiem należącym do HarperCollins Publishers, LLC. Nazwa i znak nie mogą być wykorzystane bez zgody właściciela.

Ilustracja na okładce wykorzystana za zgodą Harlequin Books S.A.

Wszystkie prawa zastrzeżone.

HarperCollins Polska sp. z o.o.

02-516 Warszawa, ul. Starościńska 1B, lokal 24-25

www.harlequin.pl

ISBN 978-83-276-2527-4

Konwersja do formatu EPUB: Legimi Sp. z o.o.