Wazowie. Historia burzliwa i brutalna - Herman Lindqwist - ebook
Opis

Pierwsza tak szczegółowa, a jednocześnie napisana przystępnym językiem kronika dynastii Wazów

Autor poświęcił badaniom dynastii Wazów ponad 20 lat, a pracując nad książką odwiedził wszystkie ważne miejsca w Europie związane z jej panowaniem

Autor zadaje kłam powszechnemu przekonaniu Szwedów, że są narodem ludzi grzecznych
i wspierających demokrację, przytaczając liczne przykłady brutalności i nieobliczalności dynastii – np. w osobie Gustawa Wazy.

Jak doszło do małżeństwa Jana III Wazy z królewną polską Katarzyną Jagiellonką? Jak wyglądał dzień Zygmunta III Wazy? Jaką rolę dla Polski odegrała niezwykle inteligenta siostra króla Zygmunta, Anna Wazówna? Wazowie to pierwsza książka o panowaniu tej dynastii, którą czyta się jak powieść. Autor ze swadą, często ironicznym dystansem, ale i z dużą znajomością rzeczy, opowiada historię przywołując liczne anegdoty i podania.

Dynastia Wazów panowała w Szwecji i Polsce w XVI i XVII wieku. Władzę i bogactwo zdobyła dzięki politycznemu sprytowi oraz brakowi zahamowań w stosowaniu przemocy – Lindqvist pisze o tym wprost. Kiedy Gustaw Waza został regentem Szwecji, nie posiadał zaplecza politycznego. Jego rodzina została stracona podczas Krwawej łaźni sztokholmskiej. Udało mu się jednak zbudować królestwo, które uważa się za początek nowożytnej Szwecji. Ogłosił przyjęcie luteranizmu, przeprowadził reformę Kościoła, powołał armię narodową, zezwolił na stworzenie instytucji państwowych. Jego potomkowie rządzili przez wiele pokoleń Szwecją oraz Polską. Obecnie niemal każda europejska dynastia królewska jest w jakimś stopniu spokrewniona z Wazami, w tym angielska królowa Elżbieta.

Wazowie to fascynująca historia rodu, a zwłaszcza jego dążenia do utrzymania i pomnożenia władzy. Pełna dramatycznych zdarzeń, wielkich osobowości, dotkliwych zdrad i namiętnych związków. Olbrzymia jej część jest poświęcona polskiej linii Wazów. Opowiada barwnie o relacjach polsko-szwedzkich za panowania Wazów, a przy okazji przypomina jak rozległym, nowoczesnym i pełnym różnic kulturowych krajem była w tym czasie Polska.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 598

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Tytuł oryginału DE VILDA VASARNA – EN VÅLDSAM HISTORIA
Przekład EMILIA FABISIAK
Wydawca KATARZYNA RUDZKA
Redaktor prowadzący ADAM PLUSZKA
Redakcja MAGDALENA TYTUŁA
Korekta JAN JAROSZUK, BEATA WÓJCIK
Projekt okładki, opracowanie graficzne i typograficzne ANNA POL
Grafika na okładce © Marek Skupiński
Łamanie | manufaktu-ar.com
Książka ukazała się dzięki dofinansowaniu Swedish Arts Council
De vilda Vasarna – en våldsam historia Copyright © Herman Lindqvist, 2016 First published by Albert Bonniers Förlag, Stockholm, Sweden Published in the Polish language by arrangement with Bonnier Rights, Stockholm, Sweden and Macadamia Literary Agnecy, Warsaw, Poland Copyright © for the translation by Emilia Fabisiak Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018
Warszawa 2018 Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-65973-10-8
Wydawnictwo Marginesy ul. Forteczna 1a 01-540 Warszawa tel. 48 22 839 91 27 e-mail: redakcja@marginesy.com.pl
Konwersja: eLitera s.c.

Dla Liliany – to ona otworzyła przede mną drzwi do Polski

I

ŚLADAMI PRZODKÓW PRZEZ ZDRADY I MORDY DO KRÓLEWSKIEJ KORONY

RÓD WAZÓW – RACZEJ BRUTALNY NIŻ ZNAMIENITY

WOJOWNICZY BISKUP, KTÓRY ZOSTAŁ REGENTEM

GUSTAW ERIKSSON DOTARŁ WRESZCIE do posiadłości ojca w Räfsnäsie, sześć kilometrów na północ od Mariefredu. Nie odważył się podjechać bliżej Sztokholmu. Tutaj zamierzał się ukryć. Czuł się zmęczony, wystraszony i zagubiony. Przede wszystkim jednak zły, tak wściekły, jak może być tylko ktoś, kto ma w herbie snopek. Nic nie wskazywało na to, że chodzący nerwowo po majątku dwudziestoczteroletni wzburzony młodzieniec o rudoblond włosach przejdzie do historii. Albo że stanie się kimś wielkim. A już na pewno że będzie najsławniejszym i powszechnie znanym królem Szwecji. Był mocnej budowy ciała, ale nie aż tak wysoki, jak o nim później pisano – podczas badań w 1945 roku ustalono, że mierzył tylko 173 centymetry wzrostu. Miał niskie, lekko cofnięte czoło i wysuniętą, ciągle jeszcze gładką brodę. Znajdował się w Räfsnäsie zupełnie sam, ponieważ jego najbliżsi, rodzice, siostry, kuzyni i przyjaciele, pojechali do Sztokholmu na uroczystość koronacji duńskiego władcy Chrystiana II na króla Szwecji. Chcieli, żeby jechał z nimi. Zaproszono wszystkich. Mówiono, że amnestia nie pominie nikogo. Wszystko zostanie zapomniane. Słowa „wszyscy” i „wszystko” obejmowały zarówno buntowników przeciwko królowi Chrystianowi i unii kalmarskiej, jak i to, co się działo podczas toczonych bojów. „Wszyscy” zaproszeni to w głównej mierze członkowie rodów szlacheckich.

Jednak Gustawa Erikssona cechowała dobra pamięć, a do tego młodzieniec nikomu nie ufał. Charakteryzowała go podejrzliwość, która z biegiem czasu tylko się nasiliła. Został na miejscu mimo usilnych starań dziewięćdziesięcioletniego eksarcybiskupa Jakoba Ulfssona, który próbował zachęcić go do udziału w uroczystościach. Mieszkający w klasztorze kartuzów w Mariefredzie, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się zamek Gripsholm, leciwy już biskup obiecywał, że wstawi się za Erikssonem u króla, ale Gustaw pozostał niewzruszony.

Przez dwa dni trwały uroczystości na terenie i wokół twierdzy w Sztokholmie, największego w tamtych czasach zamku w Szwecji, który później zyskał przydomek Tre Kronor (Trzy Korony). Stara twierdza, w części zbudowana w XIII wieku, została poważnie uszkodzona podczas oblężenia Sztokholmu. Cechował ją raczej surowy styl średniowiecza niż renesans. Zamek przysposobiono do obrony, a nie do przyjęć i zabawy. Teraz zjechali tu możni panowie, rycerze, członkowie Rady Królewskiej i biskupi, a także ich orszaki składające się z żon, córek, synów, dworzan i służby. Lało się wino, grały szałamaje, jęczały struny lir korbowych, piszczały flety, a bębenki wybijały rytm. Dymiły ogniska, nad którymi niespiesznie pieczono woły nadziewane delikatesami. Błaźni i grajkowie już się trochę zmęczyli i zachrypli. Wielu sztokholmczyków zalegało na ziemi. Miejskie gospody i oberże zapraszały przez całą dobę. Dopóki pieniło się piwo oraz póki serwowano wino i strawę, mnóstwo ludzi kręciło się na Stortorget[1] i wokół zamku w wyśmienitych nastrojach. Na wąskich uliczkach panował ścisk, bo oprócz mieszkańców Sztokholmu przebywało w mieście wielu przyjezdnych z prowincji i obwoźnych kupców, którzy musieli cały czas uważać na biegające luzem świnie, kury, parchate psy i krowy. Na niskich, porośniętych trawą dachach pasły się kozy. Dzwony kościelne biły częściej niż zwykle, bo oprócz codziennych nabożeństw odprawiano dodatkowe msze koronacyjne.

Wszyscy fetowali króla Chrystiana, którego ukoronowano w Storkyrkan[2] nowymi insygniami władzy i namaszczono zgodnie z obowiązującym rytuałem Kościoła katolickiego przez przywróconego na stanowisko arcybiskupa młodego Gustawa Trolle. Będąca w dziewiątym miesiącu ciąży nowa, dziewiętnastoletnia królowa Szwecji Elżbieta Austriaczka (Izabela Habsburżanka), siostra habsburskiego cesarza, przebywała w Danii. Podczas mowy koronacyjnej król przysięgał, że będzie rządził Szwecją zgodnie z miejscowym prawem i zamierza korzystać z pomocy rodowitych Szwedów. Zapewniał, że ochroni Kościół i ludzi bezbronnych, oraz gwarantował zachowanie wszystkich dotychczasowych przywilejów. Wkrótce jego obietnice okażą się tak nietrwałe jak piana na piwie z beczki.

Wstąpienie na tron i przyjęcie korony szwedzkiej przez Chrystiana II umożliwiło odbudowanie unii kalmarskiej i ponowne utworzenie największego pod względem powierzchni królestwa ówczesnej Europy, obejmującego Danię, Norwegię, Islandię, Grenlandię, Wyspy Owcze i Szwecję z Finlandią. W Szwecji rządził król mocno związany z najpotężniejszymi państwami Europy. Szwagrem Chrystiana był Karol V Habsburg, dziedziczny władca siedemnastu koron królewskich i książęcych, w którego posiadłościach „słońce nigdy nie zachodziło”.

Śmierć Stena Sture Młodszego na zamarzniętym jeziorze Mälaren podczas transportu z pola bitwy pod Åsunden, niedaleko Torpa Stenhus. Malarz obrazów historycznych Carl Gustaf Hellqvist namalował obok Stena Sture ten sam miecz, który trzyma w dłoni Valdemar Atterdag na obrazie przedstawiającym pobieranie podatku pożarowego w Visby sto pięćdziesiąt dziewięć lat wcześniej.

Wydawało się, że zgromadzeni w Sztokholmie goście już zapomnieli o wojnie i o dwudziestosiedmioletnim regencie Stenie Sture Młodszym, który zmarł ledwo dziewięć miesięcy wcześniej w drodze do Sztokholmu, po tym jak atakujący Duńczycy odstrzelili mu nogę w kolanie. Skończył się zbrojny bunt przeciwko Duńczykom. Dwa miesiące wcześniej wdowa po Stenie Sture, dwudziestosześcioletnia matka sześciorga dzieci Kristina Gyllenstierna została zmuszona do poddania zamku w Sztokholmie, którego obroną przez wiele miesięcy kierowała z wyjątkową odwagą i pomysłowością. Amnestia obejmowała zarówno ją, jej ludzi, jak i wszystkich innych, którzy stawiali opór Chrystianowi. Ponadto Kristinie Gyllenstiernie obiecano rekompensatę w postaci zamku Hörningsholm na wyspie Mörkö z widokiem na szlak wodny Södertäljeleden w Södermanlandzie oraz miejscowość Eksjö w Smålandzie. Gwarantowano też, że w Finlandii zachowa zamek Tavastehus wraz z całą dzielnicą oraz starą posiadłość królewską Kumo. Chrystian II rozkazał co prawda spalić zamek Hörningsholm, ale został on szybko odbudowany i stoi na swoim miejscu do dziś.

Sten Sture Młodszy i Kristina Gyllenstierna, przyrodnia siostra matki Gustawa Erikssona, byli o krok od zdobycia szwedzkiego tronu. Wielu czyniło starania, by Sten Sture został następnym królem Szwecji. Popierano go za granicą i w kraju. Zakonnice w klasztorze w Vadstenie nazywały Kristinę Gyllenstiernę „naszą księżną”. Jako świeżo upieczona wdowa uznała więc za swój obowiązek stanąć na czele powstania przeciwko Duńczykom i do samego końca bronić zamku w Sztokholmie. Obecnie jej posąg stoi na zewnętrznym dziedzińcu zamku w stolicy Szwecji – wzniesiono go w 1912 roku jako wyraz uznania dla jej zasług. Ale wtedy zaliczała się do gości na przyjęciu koronacyjnym w dość zniszczonym i zrujnowanym zamku, który jednak udekorowano i odświętnie ustrojono.

Uroczystości trwały dwa dni. Przyjechali prawie wszyscy: cała ówczesna szlachta, możnowładcy świeccy i kościelni, radni ze sztokholmskiego ratusza, czołowi kupcy, czyli pełny zbiór ludzi, którzy coś w tamtych czasach w Szwecji znaczyli. Wszak miała się odbyć pierwsza od dwudziestu trzech lat koronacja. Regalia wnieśli duńscy i niemieccy możni. Szwedzcy goście wiwatowali na cześć króla Chrystiana, licząc na to, że nowy władca pasuje ich na rycerzy albo przydzieli im atrakcyjne, czyli dochodowe urzędy. Niestety, rycerskiej godności nie nadano żadnemu ze Szwedów, tylko Duńczykom i Niemcom. Król stwierdził później, że w czasie jego koronacji żaden szwedzki poddany nie zasłużył sobie na pasowanie, ponieważ kraj został zdobyty siłą. Kolejny policzek dla Szwedów stanowiło nominowanie przez króla duńskich biskupów Jensa Beldenaka i Didrika Slaghecka do Rady Królewskiej, mimo że prawo nie zezwalało obcokrajowcom na obejmowanie tej funkcji.

Podczas poprzedniej ceremonii koronacyjnej w roku 1497, kiedy król duński Jan przyjął w Sztokholmie koronę Szwecji, wielu przedstawicieli szlachty zostało pasowanych na rycerzy, między innymi Erik Johansson, ojciec Gustawa Erikssona, a także zaledwie pięcioletni Sten Sture Młodszy, który tym samym stał się najmłodszym w historii szwedzkim rycerzem. Nastoletniego wówczas Chrystiana uznano dziedzicznym księciem Szwecji, następcą tronu. W czasie swojej koronacji został uhonorowany – wysłannik cesarza zawiesił na jego piersi Order Złotego Runa, najwspanialsze odznaczenie dynastii burgundzkiej. Król czuł z tego powodu tak wielką dumę, że wkrótce potem zatrudnił samego mistrza Lucasa Cranacha starszego, żeby namalował jego portret z orderem na szyi. Szwedzcy możnowładcy klęczeli przed namaszczanym na króla Duńczykiem. Mieszczanie sztokholmscy, którzy tak długo walczyli z najeźdźcami, złożyli się na wystawny prezent koronacyjny: ważący pięć kilogramów puchar ze złoconego srebra. Do pucharu włożono sześćdziesiąt węgierskich guldenów, kwotę, za którą można było kupić dwieście beczek piwa. Oczekiwania rosły, przyszłość rysowała się w jasnych barwach.

NA TRZECI DZIEŃ, W ŚRODĘ 7 LISTOPADA 1520 ROKU, świąteczny nastrój gwałtownie prysnął. Heroldowie królewscy ogłaszali na ulicach, że wszyscy wielmoże mają wrócić na zamek. Wzywano szlachtę świecką i duchownych, członków Rady Królewskiej, burmistrza Sztokholmu i innych mieszczan, jak również Kristinę Gyllenstiernę do stawienia się w porze obiadu w wielkiej sali. Zjawili się wszyscy. Czyżby uroczystość miała się przedłużyć? Jak król chciał ich teraz ugościć? Zamknięto bramy. Nikt nie mógł opuścić sali, ale też nikt nie mógł wejść do środka.

Kristina Gyllenstierna. Najstarszym jej wizerunkiem jest ten posąg znajdujący się obok ołtarza w katedrze w Västerås. Kristina była żoną Stena Sture Młodszego.

Usłyszano hałasy i walenie w zamkową bramę. Wpuszczenia do środka gwałtownie domagał się mocno spóźniony członek Rady Królewskiej i rycerz, lagman[3] Erik Johansson, szlachcic ze snopkiem w herbie, pan na Rydboholmie i sześciu innych wielkich majątkach ziemskich, w tym na Räfsnäsie. W zamku znajdowała się już jego rodzina, czyli żona Cecylia Månsdotter (Eka) i trzy córki – Małgorzata, Marta i Emerencja. Erik Johansson żądał, by i jemu pozwolono wejść. Duńscy knechci nie chcieli otworzyć, powołując się na „rozkaz króla”. Erik Johansson dobitnie wyjaśnił, że jest potomkiem jedenastu członków Rady Królewskiej i przynajmniej jednego regenta, krewnym wielu innych wielmożów, jeżeli zatem stojący na straży przy bramie natychmiast go nie wpuszczą, czeka ich straszna i bolesna kara. Znajdujący się nieopodal gapie słyszeli prawdopodobnie, jak członek Rady Królewskiej wykrzykuje: „wy bladysyny, marchy, padalce, hundsfoty, psiajuchy, mendy”. Tak brzmiały przekleństwa, którymi Erik często ozdabiał swoje wypowiedzi. Duńczycy nie rozumieli samych słów, ale na pewno docierał do nich sens tych niewybrednych epitetów. Nie było wątpliwości, że Erik Johansson nie rzuca słów na wiatr, wszyscy znali jego skłonność do brutalnego traktowania tak poddanych, jak i przeciwników. Pozwolono mu więc wejść. Jako ostatniemu.

Syn Erika Johanssona, Gustaw, to jedyny przedstawiciel rodziny, którego tam brakło. Nienawidził duńskiego króla. Naturalnie nie z przyczyn patriotycznych, ponieważ w tamtych czasach nie myślano jeszcze tymi kategoriami. Powody były osobiste. Chrystian oszukał Gustawa Erikssona. W 1518 roku, w trakcie negocjacji pokojowych z regentem Stenem Sture, Gustawa i pięciu innych wysoko urodzonych Szwedów, których wyznaczono na gwarantów trwałości rozejmu, niespodziewanie uprowadzono do Danii. Gustawowi przyszło żyć w wygodnym areszcie domowym u dalekich duńskich krewnych na zamku Kalø w południowej Jutlandii. Rok później udało mu się uciec do Lubeki, gdzie zaprzyjaźnił się z burmistrzem i zawarł wiele znajomości, które w przyszłości okazały się niezwykle cenne. „Niewola” w Danii i pobyt w Lubece to jedyne zagraniczne doświadczenia młodego Gustawa Erikssona. Wrócił do Szwecji w czasie, gdy wojska Chrystiana po ciężkich walkach zdobyły Sztokholm.

Lubeka cieszyła się wtedy sławą jednego z najważniejszych i odnoszących największe sukcesy miast handlowych w Europie, z rozległymi kontaktami na kontynencie i powiązaniami z pierwszymi koloniami w innych częściach świata. Jednak w ostatnich latach Dania zdradzała coraz większe ambicje, by ukrócić monopol Hanzy w handlu na Morzu Bałtyckim i wprowadzić Kopenhagę do czołówki miast handlowych. A zatem wspieranie szwedzkiego oporu przeciwko Duńczykom i rozbijanie w ten sposób unii kalmarskiej leżało w interesie Lubeki.

Erik Johansson (Waza), ojciec Gustawa Wazy, sportretowany przez Lorensa Pascha dwieście pięćdziesiąt lat później, kiedy opera autorstwa Gustawa III spopularyzowała postać Gustawa Wazy. W rzeczywistości Erik Johansson był członkiem Rady Królewskiej i bezwzględnym panem feudalnym.

W Europie rozkwitał renesans. W północnych Niemczech rozpowszechniano pisma Marcina Lutra krytykujące Kościół katolicki. W Rzymie Michał Anioł po skończeniu przed paru laty pracy nad sklepieniem kaplicy Sykstyńskiej zajął się budową nowego kościoła Świętego Piotra. Starzejący się Leonardo da Vinci, który gościł we Francji na dworze króla Franciszka I, projektował fantastyczne machiny wojenne. Przywiózł tam swój obraz Mona Lisa. Tworzyli również tacy mistrzowie jak: Rafael i Tycjan, Dürer, Holbein czy Cranach.

Gustaw Eriksson, który kształcił się krótko i dość powierzchownie, pochłaniał wiedzę o europejskiej polityce i kulturze, oglądając przy tym wiele interesujących „podobizn i malunków” oraz „liczne konterfekty, landszafty i budowle”, jak wiele lat później napisze jego siostrzeniec Per Brahe. W Lubece przeczytał bullę papieską nakładającą ekskomunikę na Stena Sture i jego zwolenników. Tekst bulli przybito do drzwi kościoła Mariackiego i innych świątyń.

W styczniu 1520 roku Chrystian II rozpoczął zmasowany atak na Szwecję. Licząca kilka tysięcy żołnierzy zaciężnych z Danii, Niemiec, Francji i Szkocji armia wkroczyła do południowych dzielnic. Zbuntowani Szwedzi mieli zostać ponownie siłą wtłoczeni do unii kalmarskiej. Chrystian II zamierzał odzyskać prawo do korony szwedzkiej należne mu jako potomkowi królów Szwecji, ojca Jana i dziadka Chrystiana I, przyznane podczas koronacji w 1497 roku, gdy ogłoszono go dziedzicem tronu szwedzkiego.

Bunt Szwedów pod przewodnictwem Stena Sture Starszego wybuchł w roku 1501, a rebelię kontynuował Sten Sture Młodszy, którego oddziały liczące dziesięć tysięcy żołnierzy starły się z Duńczykami w Västergötlandzie.

Wiemy, jak to się skończyło. Sten Sture Młodszy zmarł z powodu odniesionych ran. Szwedzcy wielmoże jeden po drugim przechodzili na stronę duńskiego króla. W marcu 1520 roku dziesięciu szwedzkich członków Rady Królewskiej postanowiło uznać Chrystiana królem Szwecji. Bunt tlił się już tylko w regionach Dalarna i Värmland.

W maju Chrystian zjawił się na wyspie Dalarö na czele potężnej floty, która płynęła przez archipelag, paląc i plądrując. Chciał jeszcze raz przeprowadzić oblężenie Sztokholmu. Na statku królewskim znajdowali się zakładnicy, których wzięto razem z Gustawem Erikssonem, przede wszystkim biskup Hemming Gadh, dawniej szczerze nienawidzący Duńczyków autor słynnej mowy Oratio contra Danos. Teraz jednak zarówno on, jak i pozostali uwięzieni stali się wiernymi poddanymi i orędownikami duńskiego króla.

Gustaw Eriksson opuścił Lubekę na pokładzie statku „Korpen” (Kruk) i wylądował w Szwecji 31 maja, kiedy duńskie wojska najeźdźcze posuwały się zwycięsko w kierunku Sztokholmu. Teraz przebywał w Räfsnäs i czekał na dalszy rozwój sytuacji.

Można się było spodziewać, że ojciec Gustawa zrobi awanturę przy bramie zamku w Sztokholmie. Jego gwałtowny charakter i brutalność często prowadziły do bójek. Kilka lat wcześniej ze swoimi ludźmi włamał się do kościoła w Ekerö, splądrował go i zdewastował. On sam lub jego ludzie gwałcili służące i katowali chłopów. Pewnego razu kazał zabić kłusownika w posiadłości Rydboholm, kiedy indziej wymyślił napad na Bielkego, członka Rady Królewskiej. Po zabójstwie kłusownika Erik Johansson został zobowiązany przez sąd, by „już nigdy nie kazał ich [chłopów – red.] tłuc, młócić i traktować jak bezrozumne leśne zwierzęta, Rusków lub śmiertelnych wrogów”. Nie minęło kilka lat, gdy znów został postawiony przed sądem za to, że groził śmiercią Hansowi Bagge i oskarżał go o kradzież. W księdze sądowej miasta Sztokholm można przeczytać, że wyciągnął miecz i ponownie groził Hansowi śmiercią, zanim na dobre wyszedł z budynku sądu.

Erik Johansson zasiadał wprawdzie w Radzie Królewskiej jako dwunasty z rodu od czasów średniowiecza i przez kilka lat panował na zamku Kastelholm na Wyspach Alandzkich, jednak uzyskał te stanowiska nie z powodu swoich horyzontów intelektualnych, tylko dzięki koneksjom rodzinnym ze Stenem Sture Starszym (brat matki) i Stenem Młodszym (brat żony), dzięki majątkowi i posiadłościom ziemskim w Smålandzie, Östergötlandzie, Södermanlandzie i Upplandzie, koligacjom z możnymi rodami, z których pochodzili członkowie Rady Królewskiej – około dwudziestoma rodzinami arystokratycznymi, których co najmniej dwa pokolenia po 1276 roku uczestniczyły w pracach Rady Królewskiej: Leijonhufvudami (trzech członków), Stenbockami (trzech), Banérami (trzech), Flemingami (czterech), Gyllenstiernami (pięciu), Ekami (dziewięciu), Brahe’ami (dziewięciu), Sture’ami (dziewięciu), Bonde’ami (dwunastu), Wazami (dwunastu), Oxenstiernami (trzynastu), Bielke’ami (siedemnastu), Natt och Dagami (siedemnastu), Sparre’ami (dwudziestu siedmiu) i innymi. Do tych dwudziestu rodów należało siedemdziesiąt procent ziem będących własnością szlachty i większość lenn.

Blask zaszczytów przynależnych jego kręgom społecznym raczej omijał Erika Johanssona, bo – jak pisała jego siostrzenica – był „człowiekiem prostackim i głupim”, małym, zacinającym się, durnowatym pajacem. Znawca średniowiecza Hans Gillingstam przedstawiał go jako „niezwykle słabe ogniwo swojego znakomitego rodu”.

RÓD WAZÓW – RACZEJ BRUTALNY NIŻ ZNAMIENITY

HISTORYCZNIE RZECZ BIORĄC, NIE BYŁ TO RÓD ludzi wybitnych, choć wzmianki o jego antenatach pojawiają się w dziejach państwa bardzo wcześnie. Można znaleźć więzy pokrewieństwa pomiędzy Gustawem Erikssonem a takimi postaciami historycznymi jak król Karol Knutsson Bonde czy Birger Jarl (krewny matki Gustawa). Niektórzy genealogowie twierdzą, że korzenie rodu prowadzą aż do króla Eryka IX Świętego i Swerkera Młodszego. Cała szwedzka warstwa szlachecka obejmowała w tamtych czasach zaledwie pięćset osób, więc nie ma się co dziwić, że z czasem rodziny możnowładców połączyła gęsta sieć powiązań.

Od wielu pokoleń przodkowie Gustawa Erikssona służyli królom duńskim, to znaczy sprzyjali królowi sprawującemu władzę i stwarzającemu najlepsze możliwości wzmocnienia pozycji i bogactwa ich rodu. Wielu protoplastów Gustawa wywodziło się z Danii, niektórzy pochodzili od Niemców bałtyckich (Scherembeke, von Vitzen, von Thienen). Przez trzy pokolenia ktoś z rodziny zawsze nosił duńsko brzmiące imię Christiern, choć w późniejszych podręcznikach do historii stale występuje ono w szwedzkiej formie i jest transkrybowane jako Krister. W linii żeńskiej mamy takie duńskie nazwiska rodowe jak Krummedige, Bilde i Rönnow. Dzięki tym kobietom interesy gospodarcze Wazów rozszerzały się na terytorium Danii.

Snopek pojawił się w herbie przodków Gustawa Wazy kilka pokoleń wcześniej. Od XIV wieku zmieniał się wielokrotnie. W najstarszej wersji był rozcapierzonym czubkiem lancy, później przypominał kolejno wiązkę chrustu i faszynę, aż zamienił się w dorodny snop żyta.

Już od XIV wieku przedstawiciele rodu byli wojownikami i wójtami. W tamtym okresie ojciec rodu nazywał się Scherembeke i jako wójt sprawował władzę nad zamkiem w Sztokholmie do roku 1317, kiedy to zlecono mu trzymanie straży przy uwięzionych książętach Eryku i Waldemarze na zamku w Nyköpingu. Rodzina Scherembeke i protoplaści Gustawa Erikssona o imieniu Christiern mieli w herbie snopek. Nie do końca wiadomo, co on symbolizował. Czasami wyglądał jak czubek kopii turniejowej, tak zwany grot z wąsami, czasami jak wiązka słomy albo ozdobne okucie zamka, jak to określił któryś z badaczy. Dużo później, bo w roku 1540, zasiadający już na tronie królewskim Gustaw Waza polecił umieścić w pieczęci herbowej snop przypominający naręcze gałęzi, jakiego używano na zamkach podczas oblężenia i natarcia. W XIX wieku przybrał on postać bardziej pokojową i zaczął przypominać snopek zboża lub wiązkę chrustu.

PIERWSZY ZNANY PRZEDSTAWICIEL RODU TO określany jako giermek Nils Kettilsson (1355–1378), który w połowie XIV wieku pełnił funkcję lagmana w okręgu Frötuna i wójta na zamku w Sztokholmie. Dzięki małżeństwu z pochodzącą z bogatego domu Christiną Jonsdotter udało mu się zgromadzić spory majątek w postaci posiadłości ziemskich w Upplandzie i Södermanlandzie. Jego dzieci wżeniły się w wyższą szlachtę, jedna z córek była babcią króla Karola Knutssona Bonde, a więc od końca XIV wieku ktoś ze snopkiem w herbie zasiadał w Radzie Królewskiej i piastował inne prestiżowe stanowiska; na rycerzy pasowano już prawie wszystkich.

Do czasów Gustawa Erikssona najznamienitszym i najsłynniejszym przedstawicielem rodu pozostawał syn Nilsa Kettilssona, Krister (Christiern) Nilsson, mężczyzna bezwzględny, brutalny i porywczy, pasowany na rycerza w roku 1396 podczas uroczystości składania hołdu włacy unii Erykowi Pomorskiemu na błoniach przy kamieniach Mora (szwedz. Mora stenar) i aktywny politycznie w pierwszej połowie XV wieku. To on wprowadził swój ród do warstwy rządzącej krajem, do Rady Królewskiej i wyższej szlachty. Przez pewien czas cieszył się sławą najbardziej zaufanego człowieka króla Eryka i pełnił funkcję drotsa, czyli namiestnika królewskiego rządzącego Szwecją pod nieobecność króla. Robił, co mógł, żeby nie dać się wplątać w chłopskie powstanie pod wodzą Engelbrekta, ostatecznie jednak przegrał walkę o władzę z Karolem Knutssonem Bonde, w wyniku czego stracił zamek i posiadłości ziemskie. Dopiero nowy król Krzysztof Bawarski przyznał mu zadośćuczynienie w postaci zamku lennego w Wyborgu w południowo-wschodniej Finlandii, gdzie Krister Nilsson zmarł w 1442 roku. Jego trumnę przewieziono do klasztoru szarych braci (franciszkanów) w Sztokholmie.

WOJOWNICZY BISKUP, KTÓRY ZOSTAŁ REGENTEM

PASOWANI NA RYCERZY SYNOWIE KRISTERA (Christierna) Nilssona zasiadali w Radzie Królewskiej, ale opuścili ten świat dość młodo. Na szczęście jeden z nich, Karl Kristiernsson (Waza), zdążył spłodzić synów. Później bywało o nich głośno, szczególnie o Kettilu Karlssonie, który nauki pobierał na zagranicznych uniwersytetach, a w wieku dwudziestu pięciu lat został biskupem Linköpingu. Jego wykształcenie i stan duchowny nie przeszkadzały mu czynnie uczestniczyć w krwawej walce o władzę. W 1464 roku udało mu się skrzyknąć grupę chłopów z Dalarny i z ich pomocą odnieść zwycięstwo nad Chrystianem I w okrutnej bitwie pod Harakerem w Västmanlandzie, podczas której biskup wywijał mieczem z taką samą gracją jak kiedy indziej pastorałem. Po tym zwycięstwie Kettil został mianowany regentem. Niestety niespełna rok później zachorował na zarazę i umarł w wieku zaledwie trzydziestu jeden lat. Pochowano go przed głównym ołtarzem katedry w Linköpingu.

Brat Kettila, Erik Karlsson, przejawiał taką samą jak zmarły biskup żądzę władzy i pragnienie najwyższych stanowisk. U boku duńskiego króla walczył najpierw przeciwko Karolowi Knutssonowi Bonde, a potem przeciwko rodowi Sture. Sam się mianował naczelnikiem państwa. Zuchwałym manewrem próbował zwyciężyć ród Sture. Według Kroniki Karola w stanie upojenia władzą napisał taki oto wierszyk dla żony Iliany Oxenstierny:

Umiłowana żono,

Wszystko pięknie się układa:

Szwecja mi do stóp upada.

Bądź najlepszej teraz myśli,

Bo śpiewają o mnie pieśni.

Otoczy cię blask i honor,

Szwedzkiego tronu splendor.

Chyba lepiej wojował, niż pisał wiersze, ale wyraźnie widać, że grał o wszystko. Przeprowadził tyleż brawurowy, co nieudany zamach na ród Sture, po którym musiał na łeb na szyję uciekać do Danii. Wrócił w 1471 roku podczas bitwy pod Brunkebergiem, tyle że stanął po stronie przegranych. Później pogodził się ze Stenem Sture. Gwałtowna śmierć Erika Karlssona wpisuje się w rodzinną tradycję. Otóż pewnego razu on i jego ludzie wtargnęli do domu księdza w Överselö w Södermanlandzie. Doszło do bijatyki ze służbą księdza, w wyniku której Erik Karlsson został postrzelony tak pechowo, że kilka dni później zmarł. Miał wtedy trzydzieści trzy lata. Wyrokiem sądu ksiądz musiał w ramach zadośćuczynienia zbudować ołtarzyk nad grobem zabitego awanturnika, wstąpić do zakonu i zamieszkać w klasztorze Krokek przy granicy z Östergötlandem, gdzie ciążył nad nim obowiązek codziennej modlitwy za duszę zmarłego. Ten ostatni element pokuty wydawał się w najwyższym stopniu potrzebny, zważywszy na burzliwe życie Erika Karlssona Wazy.

Dziadek po mieczu Gustawa Erikssona, Johan Kristersson, zamierzał zrobić karierę duchowną. Rozpoczął studia w Lipsku, ale szybko zrezygnował i podążył ścieżką wydeptaną przez przodków: został członkiem Rady Królewskiej i panem lennym na zamku w Västeråsie, wykazując się nawet jak na tę rodzinę niezwykłą zawziętością w sporach spadkowych i nabywaniu dóbr ziemskich. Jeśli sprawy nie szły po jego myśli, sięgał po argumenty siły. Posiadłość Rydboholm wniosła do rodziny jego żona Birgitta Gustavsdotter (Sture).

Wujek Gustawa Erikssona, Krister Johansson, kontynuował tradycję rodzinną: nie tylko zasiadał w Radzie Królewskiej i sprawował władzę wójta na zamku w Kalmarze, ale również słynął z awanturnictwa. Pewnego razu został skazany za wybicie szyb w oknach siedziby cechu Vårfru w Sztokholmie. Innym razem oskarżono go o poważne naruszenie miru domowego w posiadłości biskupa Linköpingu.

Jego syn Gustaw Kristersson odziedziczył po ojcu gwałtowny charakter. Podczas biesiady szlacheckiej wdał się w bójkę, w czasie której został poważnie zraniony nożem. Szczęśliwie udało mu się wrócić do zdrowia, ale jakiś czas później wplątał się w spór o spadek i własnoręcznie zabił pięciu mężczyzn. Umarł, mając zaledwie dwadzieścia trzy lata.

ANI GUSTAW ERIKSSON, ANI ŻADEN z jego kuzynów nie używali przydomka Waza czy to ustnie, czy na piśmie. Przedstawiał się po prostu jako Gustaw Eriksson, później król Göstaff, czasami Gostaff, co można odczytywać jako nawiązanie do wyrażenia göternas stav, czyli „z pnia Gotów” – to określenie w XVI i XVII wieku świadczyło o najwyższym statusie. Połączenie imienia z przydomkiem: Gustaw Waza (Gustaf Wasa) spopularyzował Gustaw III, który czuł ogromną dumę z tego, że jest „trzecim Gustawem” po Gustawie Wazie i Gustawie II Adolfie. Gustaw III był jednym ze współtwórców pierwszej szwedzkiej opery Gustaf Wasa, która odniosła wielki sukces sceniczny. Odtąd Gustawa Erikssona już we wszystkich podręcznikach historii nazywano Gustawem Wazą. Następni królowie Szwecji nie używali nazwisk. Ani Eryk XIV Waza, ani Jan III Waza. Nie mówiąc już o Gustawie III Holsteinie-Gottorpie czy Karolu XII Pfalzu ani tym bardziej Karolu XVI Gustawie Bernadotte. Nawet w jego paszporcie nie pojawia się nazwisko Bernadotte.

W domach nienależących do rodziny królewskiej nazywano dzieci imieniem nadanym podczas chrztu i nazwiskiem składającym się z imienia ojca z dodatkiem -dotter w przypadku córki lub -sson w przypadku syna (jak Gustaw Eriksson). Żeby odróżnić tych wszystkich znanych „-ssonów” od siebie, historycy dodają zazwyczaj znak herbowy umieszczony w nawiasach po patronimikum, czyli po nazwisku utworzonym od imienia ojca, na przykład Kettil Nilsson (Waza).

Podobno w Sztokholmie doszło do spotkania młodego Gustawa Erikssona (Wazy) i władcy unii kalmarskiej Jana. Król wróżył chłopcu świetlaną przyszłość. Obraz J.A.G. Ackego.

Obowiązek używania nazwisk nałożono na szlachtę w roku 1626 po utworzeniu Izby Rycerskiej (szwedz. Riddarhuset). Większość starszych rodów postanowiła przyjąć za nazwiska symbole widniejące w ich herbach lub na pieczęciach. Wtedy pojawiły się takie nazwiska jak Oxenstierna, Sparre, Bielke, Natt och Dag, Gyllenstierna i Svinhufvud.

Znaczna część przodków Gustawa Erikssona przez dwieście lat walczyła bezpardonowo i bezlitośnie o powiększenie swoich posiadłości ziemskich i majątku. Czołowi przedstawiciele rodu Wazów nie bywali w zasadzie trybunami ludowymi, z nielicznymi wyjątkami należeli do popleczników Danii i prawie nigdy nie dążyli do zjednoczenia narodu. Jeżeli się bili, to dla własnych interesów i władzy. Dlatego zazwyczaj uważali, że rozsądniej będzie wspierać duńskiego króla, ponieważ Dania (z Norwegią, Islandią, Grenlandią i Wyspami Owczymi, Gotlandią, Skåne, Blekinge, Hallandem, Jämtlandem i Härjedalen, no i, rzecz jasna, terytoriami w Inflantach) była silniejsza, bardziej rozwinięta i bogatsza od Szwecji. W momencie utworzenia unii Dania miała też więcej ludności, ponad milion mieszkańców, podczas gdy w Szwecji w 1520 roku odnotowano niecały milion, wliczając około dwudziestu tysięcy Finów.

Wazowie zmieniali stronę tylko wtedy, gdy decyzje, polityka i nominacje duńskiego króla negatywnie wpływały na ich rodzinę. Po zakończeniu sporu zazwyczaj potrafili się pogodzić z królem. Dopóki rodzina i krewni cieszyli się przywilejami i mogli powiększać swoją władzę i majątek, pozostawało dla nich bez znaczenia, czy król jest Duńczykiem, Niemcem czy Szwedem. Wiele szwedzkich rodów szlacheckich prowadziło interesy, które kwitły dzięki duńskiej polityce, wymianie handlowej i flocie. Zawsze gdy pojawiały się zagrożenia dla obrotu towarowego, które dotykały na przykład handlu przygranicznego lub przemysłu wydobywczego w Dalarnie, poddani się mobilizowali i wybuchała rebelia.

GUSTAW WZRASTAŁ W ŚRODOWISKU, w którym o własne interesy walczyło się, uciekając się do przemocy, oszustw, kłamstw i hipokryzji. Dotrzymywano obietnic tylko wtedy, gdy przynosiło to jakieś korzyści. Wszystkie decyzje dawało się cofnąć, a przeszkody na drodze do celu należało usuwać – najpierw kłamstwem i podstępem, a jeśli to nie pomogło, używając brutalnej siły.

Gustaw nauczył się tego na dworze Stena Sture od samego mistrza Hemminga Gadha, który studiował w Rostoku i zwiedził całą ówczesną Europę. Piastował stanowisko szambelana na dworze słynnego papieża Aleksandra VI Borgii i na własne oczy obserwował trawiące Watykan grzech i porubstwo. Mówiono też, że młody szambelan Gadh miał konkubiny i że często widywano go w karczmach i burdelach. Cechowała go biegłość w sztuce wojennej, dowodził więc wojskiem podczas wielu bitew i szturmów. Natrząsał się ze wszystkiego i z wszystkich. To od niego Gustaw nauczył się retoryki.

Hemming Gadh ubarwiał swój język prześmiewczymi przekleństwami w trzech językach, a przekazywana przezeń Gustawowi wiedza o państwie jakby słowo w słowo powielała słynny traktat Machiavellego Książę, który wprawdzie powstał właśnie w tym czasie, ale został opublikowany dopiero w 1532 roku. Wiadomo jednak, że Machiavelli należał do kręgu znajomych papieża Aleksandra VI i jego syna Cezara Borgii, a zatem Hemming Gadh mógł spotkać Machiavellego w Watykanie i wysłuchiwać wygłaszanych przez niego prawd.

Hemming Gadh został następcą biskupa Linköpingu, ten zaś zmarł nagłą śmiercią w 1501 roku, a według plotek rozpowszechnianych przez Duńczyków zginął właśnie z rąk Gadha. Z powodu tych podejrzeń papież nigdy nie zatwierdził nowego nominata, a kolejny obłożył go nawet ekskomuniką z powodu prowadzenia niejasnych interesów za kościelne pieniądze. Nie przeszkodziło to jednak Gadhowi pozostać bliskim współpracownikiem Stena Sture i ważnym graczem politycznym. Funkcję członka Rady Królewskiej pełnił od roku 1501.

Hemming Gadh wrócił właśnie do Sztokholmu jako wierny sługa duńskiego króla. Jego negocjacje z Kristiną Gyllenstierną przyczyniły się w dużym stopniu do zwycięstwa Chrystiana II i zajęcia przez niego zamku w Sztokholmie. Gadh od razu został wysłany do Finlandii, żeby pokonać wrogów duńskiego króla w Åbo, Wyborgu i Raseborgu, co mu się znakomicie udało.

II

SZTOKHOLMSKA KRWAWA ŁAŹNIA

BRUTALNE EGZEKUCJE

WŚRODĘ 7 LISTOPADA 1520 ROKU wielka sala na zamku w Sztokholmie przeobraziła się z pełnej radości i nadziei sali balowej w poczekalnię skazanych na śmierć. Śmiechy i radość ucichły. Zapanował w niej strach, dało się słyszeć płacz i lament.

Do głosu doszedł Gustaw Trolle. Oto godzina zemsty. Czas zapłaty za wieloletnie krzywdy i zniewagi, szansa na zmiażdżenie wrogów i powetowanie strat. Król Chrystian II i jego duńscy doradcy byli na miejscu. W sali zgromadzono prawie wszystkich szwedzkich wielmożów, najpotężniejszych i najbogatszych, najbardziej wykształconych i doświadczonych mężczyzn i kobiety; szlachtę, ludzi Kościoła, członków Rady Królewskiej, burmistrza i radnych Sztokholmu, pisarzy, klerków, nauczycieli i kanoników. Jeden z pisarzy, diakon Olaus Petri, pełniący funkcję kanclerza biskupa Matthiasa Gregerssona, notował wszystko, co widział i słyszał. Biskup Strängnäs Gregersson (Lillie) do końca pozostał kanclerzem regenta Stena Sture. Olaus Petri niedawno przyjechał do Szwecji po uzyskaniu tytułu magistra na uniwersytecie w Wittenberdze.

Trzydziestodwuletni arcybiskup Gustaw Trolle pojawił się u boku króla przystrojony w najbardziej szykowną kapę, z błyszczącym pierścieniem biskupim na palcu. Kiedy jego lodowate spojrzenie znad mocno zaciśniętych warg omiatało salę, większość zgromadzonych domyśliła się, co ich czeka. Niewielu możnowładców potraktowano w Szwecji z równą brutalnością jak arcybiskupa Gustawa Trolle. Winni znajdowali się na sali. Trolle liczył sobie zaledwie dwadzieścia pięć lat, gdy otrzymał nominację arcybiskupią. Studiował w Kolonii i Rzymie, gdzie uzyskał błogosławieństwo papieża i zgodę na sformowanie własnej gwardii składającej się z czterystu kawalerzystów. Natychmiast po powrocie do domu popadł w konflikt ze Stenem Sture Młodszym, który uważał, że arcybiskupi nie powinni dysponować więcej niż trzydziestoma jeźdźcami. Wszyscy biskupi stawali się automatycznie członkami Rady Królewskiej i stanowili zazwyczaj sam kwiat inteligencji państwa. Biskupi jako jedyni odbywali solidne studia i szczycili się dyplomami niemieckich, francuskich albo włoskich uniwersytetów.

Chrystian II (Tyran) z Orderem Złotego Runa. Było to najwyższe odznaczenie państwowe Hiszpanii – ustanowione w 1430 roku, istnieje do dziś. Królowi bardzo zależało, żeby order był widoczny na portrecie (choć nie jest to podobizna pędzla Lucasa Cranacha, tylko dzieło nieznanego malarza).

Trolle i Sture byli młodzi, wyjątkowo żądni władzy i ambitni. Walczyli o wpływy w sposób bezwzględny. Sten Sture oskarżył Gustawa Trolle o spiskowanie z duńskim królem przeciwko rodowi Sture. Sten uważał, że broniony przez czterystu żołnierzy biskupi zamek Almarestäket w Upplands-Bro ma strategiczne znaczenie. Twierdził, że blokuje on drogę pomiędzy Sztokholmem a bastionem Sture w Dalarnie, dlatego zaatakował twierdzę, chcąc zlikwidować zagrożenie. Biskupa pobito i uwięziono, jego siedzibę splądrowano, drogocenne relikwie ukradziono, a następnie budowlę zrównano z ziemią, „żeby już nigdy żaden zdrajca nie znalazł w niej schronienia”, jak to określił Sten Sture. Odtąd w miejscu dumnego niegdyś zamku arcybiskupa świecił pustką porośnięty trawą pagórek.

Skatowany i wystraszony Gustaw Trolle został usunięty ze stanowiska arcybiskupa. Oczywiście szukał pomocy w Danii i u papieża: wszak dokonano bezprecedensowej agresji na Kościół katolicki, wysoki urząd i pozycję arcybiskupa. Papież wydał bullę nakładającą ekskomunikę na Stena Sture, a gdy armia Chrystiana II wkroczyła do Szwecji, u boku króla maszerował Gustaw Trolle – Chrystian II przywrócił go na stanowisko arcybiskupa.

7 listopada 1520 roku arcybiskup dostał szansę dokonania zemsty. Jego sekretarz, kanonik Jon, odczytał akt oskarżenia zawierający wszystkie krzywdy i niesprawiedliwości, które dotknęły Gustawa Trolle. Arcybiskup domagał się finansowego odszkodowania za zniszczoną twierdzę, ukradzione dobra, ból i cierpienie, a także żądał odsetek od utraconych dochodów kościelnych. Dzisiejsi historycy twierdzą, że arcybiskup rościł sobie pretensje do kwoty mniej więcej dziesięć razy wyższej od wszystkich dochodów królestwa w tamtym czasie. Ponadto domagał się zatrzymania i ukarania winnych.

Kanonik Jon wyczytał osiemnaście nazwisk osób, które najbardziej przyczyniły się do cierpień Gustawa. Na czele listy figurował oczywiście Sten Sture Młodszy, a kolejne miejsca zajmowali: jego teściowa Sigrid Eskilsdotter (Banér, babcia Gustawa Erikssona ze strony matki) i wdowa po Stenie Sture (Kristina Gyllenstierna), Joakim Brahe (szwagier Gustawa Erikssona) oraz trzech burmistrzów i radnych miasta Sztokholm – wszyscy zwolennicy rodu Sture. Oskarżano ich nie tylko o przyczynienie się do obrażeń na ciele arcybiskupa podczas jego dwuletniego osadzenia w więzieniu, ale również o ograbienie i zniszczenie twierdzy arcybiskupa i splądrowanie majątku kościelnego w katedrze w Uppsali, o kradzież pieniędzy, „fuzji i szpad”, zbroi, bydła, złota i srebra.

Następnie sekretarz Trollego odczytał treść bulli papieskiej nakładającej ekskomunikę na Stena Sture i jego popleczników i uznającej ich przestępstwa przeciwko Kościołowi za przejaw herezji.

Zapadła cisza, którą przerwał Chrystian, pytając Trollego, czy skłaniałby się do ugody, czy też domaga się wyegzekwowania litery prawa. Trolle zażądał wymierzenia sprawiedliwości i egzekwowania prawa. Chciał zapłaty. Solidnego zadośćuczynienia.

Przedstawiciele najwyższej szwedzkiej szlachty i najważniejsi mieszkańcy Sztokholmu słuchali tego, drżąc ze strachu. Wszyscy wiedzieli, że za herezję prawo przewiduje tylko jedną karę: śmierć. Najlepiej spalenie na stosie. Ciszę przerwały najpierw szepty i pomruki, a potem coraz głośniejsze pokrzykiwania i protesty.

Na środek wyszła dwudziestosześcioletnia wdowa po Stenie Sture, Kristina Gyllenstierna. Powiedziała, że nie można wskazać konkretnej osoby winnej tego, co się stało, odpowiedzialnej za zniszczenie zamku i usunięcie arcybiskupa ze stanowiska. Decyzję podjęto na spotkaniu wielmożów 23 listopada 1517 roku i wszyscy się pod nią podpisali. Była to uchwała podjęta w myśl zasady, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. „Mam na to dowód, jest dokument” – powiedziała Kristina Gyllenstierna.

Wybuchło zamieszanie, rozległy się okrzyki, wreszcie znaleziono dokument. Król i arcybiskup mogli na nim odczytać nazwiska wszystkich uczestniczących w podejmowaniu decyzji o uwięzieniu Gustawa Trolle i zburzeniu jego zamku. Do dokumentu przytroczono pieczęcie wszystkich podpisanych. Na tej podstawie stworzono listę osób, które miały zostać aresztowane.

Ponieważ papież wydał bullę nakładającą ekskomunikę zarówno na Stena Sture, jak i jego popleczników, wszyscy zostali oskarżeni o herezję. To prawda, że król ogłosił edykt o amnestii obejmującej czyny podejmowane podczas powstania i przeciwko arcybiskupowi – ale się okazało, że powstańcy to heretycy. Sprawa leżała więc w gestii Kościoła i król nie mógł się do niej mieszać.

Żadna z osób, które zawiesiły swoją pieczęć pod dokumentem, nie zdołała się wyprzeć uczestniczenia w podejmowaniu decyzji. Z wyjątkiem, ma się rozumieć, biskupa Linköpingu Hansa Braska. Według Olausa Petriego, który był obecny w czasie narady, Brask oderwał swoją pieczęć i wyciągnął spod niej karteczkę, na której napisano: „Do przytwierdzenia pieczęci zmuszono mnie i zobligowano”. Biskup Brask cechował się dalekowzrocznością. To on kiedyś napisał: „Nie potrafi rządzić, kto udawać nie umie”.

Dyskusje trwały do późnej nocy. W końcu otwarto drzwi sali zamkowej. Do środka weszli dwaj duńscy rycerze, Sören Norby i Klaus Bille, oraz straż królewska z płonącymi pochodniami w rękach. Sören Norby był dowódcą duńskiej floty, w nieodległej przyszłości miał zostać panem lennym na Gotlandii i Olandii oraz właścicielem zamku w Kalmarze. Pośród głośnych krzyków i płaczu wyprowadzono wymienionych z nazwiska przedstawicieli szlachty i biskupów, mieszczan i kobiety. Żołnierze co rusz wracali i wyprowadzali kolejne osoby. Zatrzymani spędzili noc w zamkniętych pokojach zamku, niektórych sprowadzono do lochów więziennych w piwnicach.

Stortorget na Starym Mieście przekształcono w miejsce egzekucji – dla tych, których skazano na ścięcie, był pieniek, dla tych, którzy mieli zawisnąć, szubienice. Mieszkańców miasta wezwano do stawienia się w południe na placu, by obejrzeć egzekucję. Pomiędzy zamkiem a Stortorget ustawiono straże. Przyprowadzono skazanych. Na pierwszy ogień poszli najwyżsi rangą: Vincentius – biskup Skary i Matthias Gregersson – biskup Strängnäs, dla którego pracował Olaus Petri. Następni skazani to przedstawiciele szlachty, rycerze i mieszczanie, których wleczono na miejsce kaźni, popychając i obdzielając szturchańcami. Olaus Petri napisał później: „Szli w milczeniu jak owce prowadzone na rzeź”.

Egzekucję rozpoczęto natychmiast. Skazańcom nie pozwolono nawet na przyjęcie komunii świętej. Sztokholmczycy zamarli z przerażenia i strachu. Nikt nie oponował, nikt nie próbował interweniować. Obok pieńka stanął jeden z żołnierzy duńskich, żeby zdejmować martwym skazańcom pierścienie z palców i łańcuchy rycerskie z szyi oraz zabierać inne kosztowności.

Pieczęć biskupa Braska. Podobno biskup ukrył w jej wnętrzu karteczkę ze słowami: „Do przytwierdzenia pieczęci zmuszono mnie i zobligowano”. Nie ma dowodów na prawdziwość tej historii, pierwotna pieczęć się nie zachowała.

Jako pierwszego ścięto biskupa Matthiasa, czyli osobę, która prowadziła intensywne działania na rzecz ponownego sprowadzenia Chrystiana do Szwecji. Pochodzący z Niemiec kat, Jörgen Homuth, położył odciętą głowę na ziemi, między nogami denata, co według Olausa Petriego nie poruszyło nikogo oprócz skazańców. Potem zaś zajął się czternastoma arystokratami, trzema burmistrzami i czternastoma rajcami sztokholmskiego ratusza. W dalszej kolejności znaleźli się zwykli mieszczanie. Olaus Petri podaje nazwiska pięćdziesięciu osób, między innymi członka Rady Królewskiej Erika Abrahamssona (Leijonhufvuda), który na początku 1520 roku przeszedł na stronę duńskiego króla. Poleciały też głowy Erika Johanssona (ojca Gustawa Wazy) i jego szwagra, Joakima Brahe, a także dwóch braci Kristiny Gyllenstierny. Następni skazańcy to zwykli ludzie, jak na przykład Simon Skräddare, Nils Långe, Påvel Skinnare, Anders Köttmånglare. Osobom wysoko urodzonym przysługiwało prawo do bycia ściętym mieczem o szerokim ostrzu, mniej prominentnym skazanym musiał wystarczyć topór, a pospólstwo trafiało na szubienicę. Koszmar trwał trzy dni, wyrok śmierci wykonano na grupie ponad osiemdziesięciu osób. „Stryczek był ciągle zajęty, z rzadka tylko pusty” – pisze Olaus Petri. Biskup Olaus Magnus zanotował, że uśmiercono osiemdziesiąt dwie osoby. Biorąc pod uwagę wszystkie pogromy i masowe morderstwa z lat wcześniejszych konfliktów zbrojnych w Szwecji i Europie, nie mówiąc już o późniejszych rzeziach przeprowadzonych na całym świecie, osiemdziesiąt dwie osoby nie wydaje się czymś imponującym. Ale ówczesny Sztokholm był niewielkim miastem zamieszkanym przez blisko sześć tysięcy mieszkańców. Zatem tych osiemdziesięciu dwóch straconych stanowiło mniej więcej półtora procenta całej populacji. Przy dzisiejszej liczbie mieszkańców odpowiada to liczbie dwudziestu jeden tysięcy ludzi.

Zrozumiałe więc mogą być szok i odraza wobec Duńczyków – odczuwało je wiele kolejnych generacji Szwedów. Niedługo po sztokholmskiej krwawej łaźni Chrystianowi nadano w Szwecji przydomek Tyran. Według niepotwierdzonych informacji król oglądał niektóre z tych egzekucji z okna ratusza.

BRUTALNE EGZEKUCJE

NIE STRACONO ŻADNEJ KOBIETY. Po tymczasowym uwięzieniu na zamku w Sztokholmie kobiety z najmożniejszych rodów przewieziono pod eskortą do Danii. Znajdowała się wśród nich Kristina Gyllenstierna, jej dwaj mali synowie Nils i Svante, a także jej teściowa. Wywieziono również matkę Gustawa Erikssona Cecylię Månsdotter (Eka) oraz jego trzy siostry, Małgorzatę, żonę Joakima Brahe, Martę i Emerencję. Tylko nieliczne wróciły do Szwecji. Ostatnia z sióstr Gustawa, Anna, zmarła kilka lat wcześniej jako zakonnica w klasztorze w Vadstenie.

Po kilku dniach odór gnijących ciał unosił się nad pobliskimi uliczkami. „A martwe ciała od czwartku aż do soboty zalegały na rynku. Widok krwi ściekającej rynsztokami razem z wodą i ekskrementami z położonego wyżej rynku budził żałość i lament”.

W niedzielę na wyspie Södermalm, w miejscu, gdzie obecnie znajduje się kościół Świętej Katarzyny, ułożono wielki stos i na nim spalono wszystkie ciała. Przywieziono tam również wydobyte z grobu zwłoki Stena Sture Młodszego i jego najmłodszego syna, Gustawa, który zmarł nieco wcześniej w tym samym roku jako roczne dziecko. Ponieważ regent został ekskomunikowany, jego truchło nie mogło spoczywać w poświęconej ziemi. Należało dokładnie przestrzegać litery prawa kościelnego. Nie wiadomo jednak, dlaczego ciało małego chłopca również nie mogło spoczywać na cmentarzu przy klasztorze czarnych mnichów. Obok kościoła Świętej Katarzyny znajduje się dziś tablica nagrobna ku czci Stena Sture Młodszego.

Większość straconych łączyły z rodem Sture więzy krwi, zatrudnienie lub inne powiązania. Wielu z nich, w tym ojciec Gustawa Wazy, wcześniej należało do zwolenników Stena Sture, później jednak stanęło po stronie Chrystiana i pomogło mu zdobyć władzę.

Następnego dnia w zaułkach Sztokholmu donośnie rozbrzmiewało bicie kościelnych dzwonów, które nawoływały na msze żałobne za dusze zmarłych. Zewsząd dochodziły płacz, lament i rozpaczliwe krzyki wdów, gdy wójtowie wkraczali do domów, żeby zabrać z nich beczki i skrzynie z kosztownościami i dobytkiem, ponieważ prawo stanowiło, że majątek osób, na których wykonano karę śmierci, podlegał przepadkowi na rzecz Korony. Cofnięto nadania i przywileje uzyskane przez straconych. Stały się one własnością skarbu państwa.

Chrystian wydawał się niewzruszony całą sytuacją. Już kilka dni po masakrze urządził w sztokholmskim ratuszu ogromne przyjęcie. Jego młoda żona powiła właśnie czwarte dziecko, córkę Doroteę. W drodze do wystawnie udekorowanego ratusza zaproszeni goście przechodzili przez Stortorget, którego kocie łby nadal oblepiała zakrzepła krew. Podczas urządzonego z przepychem balu król spoglądał z zadowoleniem i przejęciem, jak jego goście, nowo mianowani duńscy i niemieccy burmistrzowie i radni, dziarsko tańczą ze swoimi żonami.

Po zakończeniu przyjęcia król niespiesznie wyruszył w drogę do domu, a przejeżdżając przez kolejne dzielnice Szwecji, zaprowadzał porządek i, we własnym przekonaniu, przywracał spokój. Mimo wcześniejszych obietnic na większość najważniejszych stanowisk w Szwecji powołał obcokrajowców. Prawie wszystkie zamki lenne objęli duńscy i niemieccy wójtowie.

Gustaw Waza zamówił tę planszę w Antwerpii w 1524 roku, żeby zilustrować okrucieństwo Chrystiana II Tyrana podczas sztokholmskiej krwawej łaźni. Żaden król nie dorównywał Gustawowi w umiejętnym korzystaniu z propagandy werbalnej i wizualnej.

W trakcie całego przejazdu na południe pojawiały się doniesienia o kolejnych rzeziach i krwawych pogromach. W Vadstenie, do której według kroniki klasztornej król dotarł podczas „okropnej i osobliwej pogody” w okolicy Bożego Narodzenia, w wyjątkowo okrutny sposób stracono dwóch uczestników powstania w Östergötlandzie. Ich ciała rozpłatano żywcem, a następnie poćwiartowano na maleńkie kawałki. W Jönköpingu ścięto głowy braciom Perowi i Lindormowi Ribbingom, a także, jak podają kronikarze, dwóm małoletnim synom tego ostatniego, ośmiolatkowi i pięciolatkowi. Przeora i wielu zakonników klasztoru w Nydali utopiono, spychając do przerębla.

Król skierował posłańca do Finlandii, dokąd wcześniej wysłano biskupa elekta Hemminga Gadha z misją zaprowadzenia porządku. Najnowszy rozkaz monarchy brzmiał: zabić Gadha! Najwyraźniej Chrystian nie ufał starcowi, który wielokrotnie już okazał się nielojalny. Jego głowa poszła pod topór na zamku Raseborg w pobliżu miasteczka Ekenäs, gdzie do dziś mówi się o „pagórku Gadha”, czyli miejscu, w którym dokonał się los biskupa.

III

UCIECZKA GUSTAWA ERIKSSONA DO DALARNY

NARODOWO-ROMANTYCZNA SAGA

BIEG WAZÓW

SUKCESY I ZASADZKI

OPOWIEŚCI O TYM, CO SIĘ zdarzyło w listopadzie 1520 roku w Sztokholmie, obiegły kraj tak prędko, jak tylko było to możliwe w czasach, gdy najszybszy posłaniec pędził konno przez lasy lub przemieszczał się łodzią. Dlatego do majątku Räfsnäs pod Mariefredem wieści dotarły dopiero po tygodniu. Nowinę przywiózł sługa zabitego Joakima Brahe, „dziad z Traneviku”. Wyrwał się z rąk kata w ostatniej chwili, ponieważ knechci zaczęli wyłapywać służbę dopiero wtedy, gdy rozpoczęły się egzekucje panów. Sługa Joakima Brahe zdążył uciec.

Gustaw Waza miał dwadzieścia cztery lata i został na świecie sam jak palec. Jego rodziców, rodzeństwo, a także najbliższych krewnych i przyjaciół w brutalny sposób zabito lub wywieziono z kraju. Na skutek tego Gustaw stracił też należne mu z racji dziedziczenia posiadłości ziemskie i cały majątek. Nie dość, że został ograbiony, to jeszcze poszukiwali go ludzie króla. W każdej chwili mógł się spodziewać knechtów, którzy dostali rozkaz zajęcia Räfsnäsu.

Był wprawdzie wysoki i silny, ale nie grzeszył odwagą. Dużo później przypisano mu wiele bohaterskich czynów i sukcesów wojskowych, o jakich chyba nawet sam nie słyszał. W XIX wieku w okresie rozkwitu narodowego romantyzmu twierdzono, że Gustaw niósł proporzec królewski podczas bitwy z Duńczykami pod Brännkyrką w 1518 roku. Współcześni historycy wojskowości kwestionują te informacje, ponieważ proporce królewskie tradycyjnie trzymali doświadczeni i szanowani rycerze. Dwudziestoczteroletniemu giermkowi Gustawowi brakowało doświadczenia wojskowego. W późniejszym okresie, gdy rozgorzała walka przeciwko Duńczykom, Gustaw nigdy nie stał na czele oddziałów. Zachowywał się odpowiedzialnie: sam trzymał się z tyłu, a na pierwszą linię wysyłał wyszkolonych dowódców.

Gustawa jak wielu przedstawicieli tego rodu na przestrzeni wieków cechowała ogromna porywczość. Potrafił wybuchać i ciskać najgorsze przekleństwa, w gniewie rzucał w rozmówcę pogrzebaczem lub jakimś ciężkim przedmiotem, ale w sprawach dotyczących polityki, strategii, a szczególnie własnych finansów umiał zachować daleko idącą ostrożność i staranność, z ogromną zręcznością przygotowując każdy krok. Przezorność wielokrotnie ratowała go z różnych opresji. Był dzieckiem szczęścia i udało mu się zachować to trudne do zdefiniowania „coś” przez całe życie. Siostrzeniec Gustawa, Per Brahe, napisał później w dziennikach, że Gustawowi szczęściło się we wszystkim, nie tylko w trudnych sytuacjach życiowych, ale również gdy grał w kości, polował czy łowił ryby. Cesarz Napoleon świetnie rozumiał znaczenie tej „właściwości” i kiedy potrzebował kogoś na ważne stanowisko, zwykle pytał kandydatów: „Który z was jest w czepku urodzony? No bo nie ma sensu przydzielać delikatnego zadania komuś, kto zawsze ma pecha”.

Dwudziestoczteroletni Gustaw czuł większe przerażenie i wściekłość niż kiedykolwiek dotąd. Zamierzał się zemścić za to, co zrobiono jemu i całej rodzinie, ale najpierw potrzebował schronienia. Zastanawiał się, gdzie mógłby je znaleźć. Dalarna przyszła mu do głowy prawie od razu. W tej dzielnicy nie uświadczysz królewskich twierdz, zamków ani dworów, a tym samym żadnych oddziałów króla. Dalarnę zamieszkiwali posiadający własne gospodarstwa chłopi lub górnicy zajmujący się wydobyciem i przetwórstwem żelaza. Z Bergslagenu pochodziły najważniejsze szwedzkie produkty eksportowe: miedź i żelazo. Ludzie od dawien dawna trzymali w domach broń. Sprawnie posługiwali się długimi łukami i kuszami, z których posyłano charakterystyczne krótkie, ciężkie strzały. Są one nadal w herbie regionu. Ród Sture zwracał się do Dalarny o wsparcie. Przodek Gustawa, biskup Kettil Karlsson, odniósł zwycięstwo nad Duńczykami, dowodząc tamtejszym pospolitym ruszeniem. Możliwe, że Gustaw przypominał sobie słowa Hemminga Gadha: „Duńczyk, Jutlandczyk, Niemiec i diabeł, wszyscy jednako truchleją przed chłopem z Dalarny”. Już w XII wieku w norweskiej Sadze o Sverre wspomniano o mieszkańcach osady Siljan: „trudno się dorozumieć z ludźmi tak nieokrzesanymi”. Tym razem jednak nawet obywatele Dalarny pojednali się z Chrystianem i wysłali na koronację swoich przedstawicieli, którzy składali hołdy namaszczonemu właśnie królowi.

Wtedy Szwecja była zupełnie innym krajem niż dziś: nie tyle państwem jednolitym czy kierowanym centralnie, ile raczej związkiem miast i dzielnic, z których każda przechowywała pamięć o własnych tradycjach i dziejach, w każdej posługiwano się odrębnym dialektem, czasem były one tak bardzo różne od siebie jak obce języki. Mieszkańcy Smålandu, Dalarny czy Södermanlandu czuli się bardziej Smålandczykami, mieszkańcami Dalarny czy Södermanlandu niż Szwedami. Powoli jednak zaczynał się rodzić język szwedzki jako język narodowy, gdy braciszkowie z klasztoru w Vadstenie zajęli się tłumaczeniem na szwedzki literatury łacińskiej. Pierwszy w Skandynawii uniwersytet w Uppsali powstał w 1477 roku. W kraju zaczynały pracować maszyny drukarskie. W roku 1526 ukazało się drukowane wydanie szwedzkiej wersji Nowego Testamentu i od tego momentu w całej Szwecji księża głosili słowo Boże, posługując się językiem w wersji ogólnokrajowej (szwedz. rikssvenska). Pod rządami rodu Sture i po bitwie pod Brunkebergiem w 1471 roku zaczęły się formować zręby państwowości szwedzkiej, rodził się kraj zarządzany przez regenta, który za siedzibę obrał sobie najważniejszą twierdzę w państwie, zamek w Sztokholmie. Gustaw Eriksson dopełnił tego dzieła w trakcie swoich pięćdziesięcioletnich rządów.

Po krwawej łaźni sztokholmskiej Gustaw Eriksson szczerze nienawidził Chrystiana II. Odczuwał dojmującą żądzę zemsty za osobistą stratę i to zdeterminowało życie tego młodego szlachcica. Prawdopodobnie nie wiedział wtedy, że walka przeciwko Chrystianowi już trwa. Szlachta i chłopi ze Smålandu, Västergötlandu i Dalslandu chwycili za broń i wystąpili przeciwko oddziałom wiernym królowi. Gustaw Eriksson nie był więc osamotniony w dziele zbrojnego oporu. Tyle że bunty wybuchające w poszczególnych dzielnicach kraju miały różne podłoże. W Smålandzie nikt się za bardzo nie przejął wieściami o panach ze Sztokholmu, którzy musieli dać głowy pod topór. Kara śmierci i egzekucje w tamtych czasach zdarzały się codziennie. Gniew Smålandczyków wzbudziły nowe podatki, a szczególnie nakaz natychmiastowego rozbrojenia chłopów. Mieszkańcy regionów przygranicznych od dawien dawna dysponowali bronią. Protesty w Västergötlandzie i Dalslandzie miały podobne tło.

W XVI wieku rzadko opuszczano swoją wieś. Chłopi stanowili zdecydowaną większość mieszkańców Szwecji. Zaledwie pięć procent ludności kraju mieszkało w małych miasteczkach. Największym miastem pozostawał Sztokholm, ale i w nim mieszkali chłopi. Na dachach niskich domostw pasły się kozy. Tuż za murami miasta wypasano krowy. Nie tak dawno mieszkańcom Starego Miasta zakazano hodowania świń w piwnicach lub na strychach swoich domów. Mogli trzymać krowy, ale tylko jeśli pozostawały „zamknięte na noc w zagrodzie”.

Jedynym wyjściem dla Gustawa Erikssona wydawała się ucieczka do Dalarny, mimo że wcześniej nigdy tam nie był. Dalarna zyskała status regionu bez mała autonomicznego. Jej mieszkańcy cieszyli się prawami niedostępnymi dla innych, przyznano im ulgi podatkowe i prawo wybierania samorządu. Znajdowali tam azyl banici z innych dzielnic chcący pracować w kopalniach. Górnicy, niezaliczający się ani do chłopów, ani do mieszczan, tworzyli stan wolnych ludzi. Zakładali kooperatywy, które zarządzały kopalniami i nadzorowały dymarki. Przy niektórych pracach stanowili jeden współpracujący ze sobą zespół, przy innych każdy pracował na własny rachunek. Górnik sam wydobywał i wytapiał rudę, używając węgla, który sam zdobył. W Bergslagenie i Dalarnie mieszkało około trzydziestu tysięcy charakternych i nieustępliwych chłopów oraz górników niechętnie podporządkowujących się rozkazom królów i reprezentujących ich wójtów.

GUSTAWOWI ERIKSSONOWI ODEBRANO WSZYSTKO. Gdyby mu się nie udało w Dalarnie, musiałby uciekać za granicę, do norweskiego Trondheimu, a stamtąd statkiem do Lubeki.

Zebrał więc tyle pieniędzy, ile zdołał, osiodłał konia i w towarzystwie jednego sługi ruszył w drogę. Zapewne, jak typowy szlachcic, zaopatrzył się w sztylet i miecz, a może nawet kuszę. Z prowadzonych dużo później zapisków siostrzeńca, Pera Brahe, wynika, że Gustaw ubierał się „po męsku i władczo”, zawsze zgodnie z najnowszą modą. Powtarzane w późniejszych opowieściach i legendach twierdzenie, że chodził „po lasach i chatach ubrany w łachmany z samodziału”, jest chyba tylko fantazją. Gustaw zamierzał zaskarbić sobie prestiż, jakim cieszył się w Dalarnie ród Sture, nie mógł więc podróżować samotnie w stroju z samodziału na chudej szkapie z siodłowatym garbem na grzbiecie.

Jak porozumiewał się z ludźmi z Dalarny? W XVI wieku ogromne różnice dzieliły młodego szlachcica żyjącego na dworze regenta od prostych chłopów z lasu. Per Brahe pisze wprawdzie, że Gustaw potrafił znaleźć wspólny język, „wiedział, jak dopasować słowa do każdego, mężczyzny i kobiety, duchownego i świeckiego, dostojnego i prostego, wedle jego stanu i przymiotów”. Teraz jednak jego kariera dopiero się zaczynała, a ludność Dalarny nic o nim nie wiedziała. Nie piastował żadnego oficjalnego stanowiska, nie był ani rycerzem, ani członkiem Rady Królewskiej, tylko młodym nieopierzonym szlachcicem, giermkiem z Upplandu.

Czy mieszkańcy Dalarny mogli go zrozumieć – czy on ich rozumiał? Dwudziestoczterolatkowi z centrum Sztokholmu nawet dziś byłoby niełatwo stanąć na wzgórzu obok kościoła gdzieś w Dalarnie i przekonywać chłopów, żeby opuścili domy i poszli z nim na wojnę z rządem. Najprawdopodobniej taki przybysz ze stolicy zostałby potraktowany z największą podejrzliwością. Może ktoś zadzwoniłby nawet pod numer 112.

Według Pera Brahe Gustawa Erikssona cechowało jeszcze kilka innych przymiotów: świetna pamięć, nigdy niczego nie zapominał (doskonale pamiętał nazwiska i twarze), a przy tym znakomita orientacja przestrzenna – raz przejechał jakąś trasę i już potrafił nią wrócić.

NARODOWO-ROMANTYCZNA SAGA

PRZYGODY GUSTAWA WAZY PODCZAS dwóch pierwszych miesięcy w Dalarnie są częścią szwedzkiego dziedzictwa kulturowego. Opowieści o wyczynach młodego Gustawa to w większości legendy, które tworzył on sam, tyle że u schyłku życia. Z czasem te historie pęczniały, obrastały w szczegóły, by osiągnąć apogeum pod koniec XIX wieku, w czterechsetlecie jego urodzin. W czasach, gdy czerwone rumieńce narodowego romantyzmu na twarzach handlarzy nabierały sinawego odcienia, a podstawowym pokarmem patriotyzmu stał się poncz sprzedawany w butelkach z matowego szkła, w akompaniamencie donośnych wiwatów i orkiestr dętych odsłaniano pomniki wszędzie tam w Dalarnie, gdzie Gustaw Eriksson przebywał, mógł przebywać, a nawet nigdy nie spędził w nich ani minuty, co nie oznaczało, że nie mógł być. Często recytowano przy tym napuszone wiersze w stylu C.W. Böttigera:

Kwiaty przed nim zakwitały

plon jak kobierzec utkany,

on nam wyostrzył strzały,

on nam zerwał kajdany.

Żadne z wydarzeń historycznych nie wpłynęło na rozwój turystyki w Szwecji tak jak przygody Gustawa Erikssona w Dalarnie. Pierwsza wersja legendy pojawiła się czterdzieści lat po tych zdarzeniach – był to zapis jego własnych słów w kronice Pedera Svarta (1560 rok). Wydaje się, że kronikarz za cel obrał sobie nadanie blasku młodzieńczym wyczynom starzejącego się ojca narodu. Peder Svart był biskupem Västerås przez kilka lat przebywającym bardzo blisko króla, istnieje więc prawdopodobieństwo, że widział, jak król dyktuje swoje opowieści. Gustaw chciał, żeby naród tak właśnie zapamiętał jego drogę od pokonanego, zrujnowanego i ratującego się ucieczką młodego szlachcica do bojownika o wolność, wybawcy i ojca narodu. W każdym kolejnym stuleciu pojawiały się nowe szczegóły i przygody Gustawa w Dalarnie, opowieść rozrastała się; dodawano do niej humorystyczne czy dosadne detale, aż w końcu weszła do programu szwedzkiej szkoły powszechnej jako lektura obowiązkowa.

Choć dzisiejsza wersja tej opowieści jest raczej bajką, zawiera trochę prawdy. Nikt nie może przecież zakwestionować faktu, że pod koniec listopada 1520 roku, gdy przerażony dwudziestoczteroletni Gustaw Eriksson wyruszył w drogę, był zubożałym młodzieńcem, pozbawionym normalnej sieci wsparcia, wpływowych krewnych i dobrych warunków finansowych, wisiała nad nim kara śmierci i ścigali go ludzie króla. Uciekł do Dalarny, czyli miejsca, którego nigdy wcześniej nie odwiedzał i gdzie jego rodzina nie posiadała żadnego majątku.

Niespełna dwa miesiące później został namiestnikiem Dalarny, a po siedmiu miesiącach zdobył tytuł regenta Szwecji. Po kolejnych niecałych dwóch latach, w wieku dwudziestu siedmiu lat, został królem Szwecji. Nic dziwnego, że ten błyskawiczny sukces zostawił ślady w zbiorowej wyobraźni, i można zrozumieć, że właśnie o tym wyczynie z taką lubością opowiadał w jesieni życia założyciel dynastii Wazów, gdy jego najstarszy syn szykował się do sukcesji, a pozostali jako książęta panowali nad najpiękniejszymi dzielnicami kraju.

Póki co Gustaw zbliżał się do Dalarny bardzo ostrożnie. Na początek nawiązał kontakt z Andersem Perssonem w Rankhyttanie, którego pobieżnie poznał w czasie studiów w Uppsali. Kronika podaje, że jedna ze służących odkryła wyszywany złotymi nićmi kołnierz szlachcica pod płaszczem z samodziału i ostrzegła gospodarza. Anders Persson śmiertelnie się przestraszył i nie odważył się dać schronienia człowiekowi, którego uważał za ściganego przestępcę, wysłał więc uciekającego Gustawa Erikssona do Ornäs do zamożnego górnika Arenta Perssona. Okazało się jednak, że na niego też nie można liczyć. Podobno wygadał się przed wójtem, że poszukiwany przez ludzi króla Gustaw Eriksson znajduje się w Ornässtuganie.

Żona Arenta Perssona, Barbro Stigsdotter, dowiedziała się, że wójt otrzymał rozkaz pojmania Gustawa, więc – jak podaje kronika – pomogła młodzieńcowi w ucieczce przez ubikację na pięterku. Podobno sama trzymała linę, po której Gustaw zjechał dziesięć metrów w dół, dała mu konia, sanie i parobka oraz poradziła udać się do Svärdsjö, kilkadziesiąt kilometrów na północ, do księdza Jona. Nic zatem dziwnego, że ufundowano jej pomnik w miejscu, w którym podobno się urodziła – w Lodstöparbo nad jeziorem Ljustern, niedaleko Säteru. Wyryto na nim napis:

Ku pamięci Barbro Stigsdotter

niewiasty wielkiego serca i gorących uczuć patriotycznych

monument ten wznieśli

wdzięczni mieszkańcy Dalarny.

Legenda mówi, że pomnik stoi obok posadzonego jej ręką dębu, zwanego Barbroeken, który obecnie jest pod ochroną. Dzisiaj można zwiedzać muzeum Ornäsloftet, około dziesięciu kilometrów od Falun; w przeważającej części to ten sam budynek co w XVI wieku, choć w tamtych czasach domów nie malowano na czerwono i nie zdobiły ich okna z ołowianymi szprosami jak dziś, a większość belek i desek została od owych zdarzeń przynajmniej raz wymieniona.

Po różnych perypetiach Gustaw dotarł do Rättviku. Zastanawia, iż tak często kronikarz wspomina, że Gustawa Erikssona otaczał wianuszek sympatyzujących z nim kobiet albo że ratowały go niewiasty rezolutne i obdarzone siłą fizyczną. Jednak żadnej nie przypisuje roli jego metresy. To trochę dziwne, że Gustaw jest jedynym przedstawicielem swojej klasy społecznej, z którym nie kojarzono żadnych kochanek i dzieci z nieprawego łoża. Tego samego nie można już powiedzieć ani o jego ojcu, ani o synach.

PRZYBYSZ ODPOCZYWAŁ NA PLEBANII W SVÄRDSJÖ przez tydzień, a potem dzięki pomocy księdza przez rozległe lasy Dalarny przedostał się aż do Rättviku. Zwołał ting[4] i opowiedział chłopom o poczynaniach Duńczyków. Jego słowa nie przestraszyły ich na tyle, żeby chcieli się do niego przyłączyć. Woleli poczekać na to, co zrobią inne parafie leżące nad jeziorem Siljan. Wieść o pobycie uciekiniera w Dalarnie dotarła za to do Henrika von Melenada, wójta zamku w Västerås, poplecznika króla. Wydał więc rozkaz schwytania lub zabicia Gustawa Erikssona. Plan się nie powiódł. Gustaw dotarł do Mory.

Przemówienie Gustawa Wazy do chłopów z Dalarny, widziane oczami twórcy obrazów historycznych Johana Gustafa Sandberga (1836). Mieszkańcy Mory byli głęboko sceptyczni wobec nikomu nieznanego gołowąsa z Upplandu.

W okresie świąt Bożego Narodzenia 1520 roku ścigany skrzyknął okoliczną ludność na ting. Pojawił się na nim w tradycyjnym ubraniu z Dalarny, wszedł na kurhan i wygłosił płomienne przemówienie, w którym przypomniał chłopom okrutnego wójta Jösse Erikssona z Västeråsu i barbarzyńskie zachowanie wojsk duńskich. Ostrzegł zgromadzonych, że będzie jeszcze gorzej. „Mianujcie mnie swoim naczelnikiem, to stanę na czele powstania przeciwko ciemiężycielowi” – miał wykrzyknąć. Dziewiętnastowieczny historyk Anders Fryxell, który podobno sobie tylko znanym sposobem dotarł do tekstu przemówienia Gustawa Erikssona, cytuje długie fragmenty tej mowy, ozdobione szczegółami meteorologicznymi. Pisze tak: „Wiszące w samym środku dnia bardzo nisko nad znajdującą się na południu górą Esundsberget słońce promieniowało blaskiem na pokrytą śniegiem okolicę. Wiał rześki północny wiatr”. Fryxell dodaje, że mieszkańcy Dalarny uznawali wiatr z północy za dobry znak. „Jego policzki były gładkie, a loki lśniące”. Mieszkańcy Mory sceptycznie przyglądali się szlachetnie urodzonemu młodzieńcowi z Upplandu, o twarzy pokrytej chłopięcym zarostem i otoczonej miękkimi lokami, który żądał, żeby dla niego zaryzykowali życie i zdrowie. Za kogo się uważał? Wielu jednak nie rozumiało jego słów, bo w tym regionie używano własnego języka. Można się o tym przekonać, czytając napis na cokole posągu wzniesionego w Morze staraniem Andersa Zorna. Jän Gustaf Eriksson täled a Morkarrum 1520 reited Dalfolk mörkjä 1903. Gärdi Zornim, co znaczy: „W miejscu, w którym Gustaw Eriksson przemawiał do mieszkańców Mory w roku 1520, ludność Dalarny wzniosła ten pomnik w roku 1903. Dzieło Zorna”.

Miejscowa ludność potraktowała przybysza nieprzychylnie. „Przecież obowiązuje pokój z Danią. Wznowiono kontakty handlowe. Wszystko jest w porządku. O czym ten elegancik w ogóle mówi?” – te i inne pytania zapewne krążyły wśród zebranych. Zażądano, żeby odjechał. Natychmiast.

Istnieje wiele opowieści o tym, gdzie się przez kolejne dni ukrywał. Miejscem najbardziej atrakcyjnym turystycznie jest pewna piwnica w Utmelandzie nad zatoką Saxviken na jeziorze Siljan, niedaleko kościoła w Morze. Chłop imieniem Tomt-Mats Larsson mieszkał tam podobno w podpiwniczonym domku, w którym schronił się uciekający Gustaw. W pewnej chwili gospodyni, która akurat warzyła świąteczny napój piwny, zauważyła na podwórzu drużynę knechtów. Szybko pokazała Gustawowi drogę do piwnicy, zamknęła klapę i przesunęła na nią kadź z brzeczką piwną. Podobno knechci weszli do chałupki, ale szukali zbiega we wszystkich kątach tak nieporadnie, że nie zorientowali się, gdzie się ukrywa, i go nie znaleźli. W XVIII wieku opowiadano o piwniczce w pobliżu Mory, zwanej królewską piwniczką, ponieważ „król Gustaw się w niej ukrywał, gdy wieś przeszukiwali ścigający go Duńczycy”. Po pewnym czasie chatka zniknęła, ale piwniczka nadal istnieje, a w trzechsetlecie śmierci Gustawa Wazy została przekształcona w najkosztowniejszy ze wszystkich pomników króla w Szwecji. Przeprowadzono narodową zbiórkę pieniędzy, architekt i profesor Królewskiej Akademii Sztuki Fredrik Wilhelm Scholander zaprojektował pomnik z kamienia i szkła, który stał się ośrodkiem kultu dla szwedzkich nacjonalistów sławiących pamięć Wazy.

Budynek ma 9,2 metra długości, 6,6 metra szerokości i 8,9 metra wysokości. Postument wykonano z granitu, a elewację z piaskowca. Dach zwieńcza świetlik, którego rogi wykończono iglicami, a kalenice dwoma złotymi snopkami. Na fryzie umieszczono herby dzielnic Szwecji. Nad portalem znajduje się napis: Beatus qui timet Dominum, czyli: „Błogosławiony, kto się boi Pana”, jedno z haseł wyborczych Gustawa Wazy. Stare drewniane schodki do piwnicy zamieniono na kamienne.

Po uiszczeniu niewielkiej opłaty każdy może dziś zejść do piwnicy, żeby obejrzeć wyłożone cegłą ściany ciasnej i pustej piwniczki i pooddychać tym samym zatęchłym powietrzem, jakim prawdopodobnie oddychał kiedyś Gustaw Waza. Nie ma tam nic z tamtych czasów, prawdopodobnie z wyjątkiem samego otworu w podłodze, przez który uciekinier zszedł do kryjówki. Gustaw nie bardzo mógł się wpatrywać w ceglane ściany, bo wtedy w pomieszczeniu brakowało oświetlenia.

Na ścianach budynku wisi często reprodukowany obraz olejny namalowany przez jednego z inicjatorów wzniesienia pomnika, profesora Johana Fredrika Höckerta, przedstawiający Gustawa Erikssona, jak schodzi do piwnicy, patrząc na dzielną panią Margit, która właśnie chwyta za kadź z brzeczką piwną, a za eleganckimi, inkrustowanymi ołowianymi szprosami okiennymi widać nadciągającą gromadę jeźdźców. W rzeczywistości zarówno ta chatka, jak i wszystkie inne w tamtych czasach, nie miała okien.

Na innej ścianie wisi namalowany przez profesora Edvarda Bergha nastrojowy pejzaż Ornäsloftet, miejsca, w którym zaczęły się przygody w Dalarnie, a na kolejnej ze ścian umieszczono obraz króla Karola XV Utsigt af byn Sälen [Widok na wieś Sälen] – w tej wsi Gustaw Eriksson spędził ostatnią noc w Dalarnie jako zbieg.