Twój Carter - Whitney G. - ebook + audiobook + książka
BESTSELLER

Twój Carter ebook i audiobook

G. Whitney

4,4

39 osób interesuje się tą książką

Opis

Zabawna i wzruszająca powieść królowej romansów – Whitney G.!

Carter i Arizona przyjaźnią się od czwartej klasy podstawówki. A może od piątej? To kwestia sporna. W dzieciństwie byli największymi wrogami, a ich relacja zaczęła się od dokuczania sobie na szkolnych korytarzach. Dziś on jest kobieciarzem, który nie musi się zbytnio starać, żeby zaciągać kobiety do łóżka. Ona prowadzi arkusz kalkulacyjny mający pomóc jej podjąć decyzję, czy to odpowiedni moment, żeby przenieść znajomość z chłopakiem na „kolejny poziom”. Są nierozłączni, oczywiście poza sypialnią. Nigdy nie było między nimi przyciągania. Do czasu…

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 314

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 41 min

Lektor: Whitney G

Oceny
4,4 (1154 oceny)
682
291
132
42
7
Sortuj według:
juulkaaa25

Z braku laku…

Mam wrażenie, ze w książę są momentami jakieś luki w tekście, jakby autorka nie wiedziała co ma dalej napisać. Książka nie porywa.
60
wissienka

Nie polecam

bardzo bardzo pusta książka, kompletnie o niczym, język jakim posługuje się autorka to coś pomiędzy wczesnymi gimnazjum a późnym gimnazjum..
50
Gosia243

Całkiem niezła

nie chciało mi się czytać do końca hmmm niewiem dlaczego
21
oligatorka22

Nie polecam

Audiobook maskara , a co do treści to porażka po walce w połowie książki porzuciłam ją.
10
madlenna1

Z braku laku…

Słaba
10

Popularność




Dla Tamishy Draper

– jesteś dosłownie NAJLEPSZĄ PRZYJACIÓŁKĄ na świecie…

Dziękuję za wieczne posiadówki w Starbucksie i rozmowy, które doprowadziły do powstania tej książki!

(Tak, wiem, że to Ty wymyśliłaś tytuł, i jestem Ci za niego wdzięczna…).

(I nie, Chrisie Draperze, nie wspomnę o Tobie tylko dlatego, że jesteś jej mężem… LOL).

Prolog

Carter

Wciąż pamiętam – tak wyraźnie, że aż włos się jeży na głowie – prawdziwy początek ściemy. Przynajmniej w moim życiu.

Miałem dziesięć lat, a moi rodzice, „Jamesowie zam. przy Joyce Avenue 1100”, urządzali w domu zbiórkę dobroczynną. W samym środku kolacji za tysiąc dolarów od talerzyka mój ojciec postanowił wygłosić niepotrzebną mowę.

Stał tam – metr dziewięćdziesiąt wzrostu, rasowo amerykańskie niebieskie oczy i jeszcze bardziej rasowa chciwość – i rozprawiał o swoim pragnieniu zainwestowania w zdrowsze menu dla dzieciaków w szkole. Chciał również dołożyć cegiełkę do rozwoju lepszych wzorców dyscypliny, ponieważ zna pewne dziecko (chodziło o mnie), które za żadne skarby świata nie potrafi trzymać się z dala od kłopotów.

Te wywody nie zasługiwały jeszcze na miano ściemy – ale kolejne już tak. Wznosząc toast za obecnych sponsorów, uniósł kieliszek i powiedział:

– Uważam was wszystkich za przyjaciół. A jeśli nie zaliczasz się do ich grona, to znaczy, że należysz do rodziny, a rodzina jest wieczna. Mówię to dlatego, że w pamięci wyryły mi się słowa mojego świętej pamięci ojca, które towarzyszą mi od wielu lat: „Niektórzy pojawiają się w naszym życiu z jakiegoś powodu, inni zostają na jeden sezon, a jeszcze inni – do grobowej deski”.

Odpowiedziały mu gromkie brawa, wiwaty i płynące z głębi serca: „Prawda… prawda”, a potem jakiś starszy mężczyzna nachylił się do mnie ze słowami:

– Twój ojciec ma rację, wiesz? Zapamiętaj wszystko, co przed chwilą powiedział.

– A co powiedział?

– Powiedział, że niektórzy pojawiają się w naszym życiu z jakiegoś powodu, inni zostają na jeden sezon, a jeszcze inni do grobowej deski. – Uśmiechnął się. – Zapamiętaj to dobrze i postaraj się kierować w życiu tą maksymą. – Mrugnął do mnie i odszedł.

Wtedy tego nie wiedziałem, ale ojciec i jego chwilowy wyznawca w zasadzie przewidzieli moją przyszłość…

Parę lat po wygłoszeniu tej mowy ojciec chyba stwierdził, że stracił „powód”, by zabawić dłużej w życiu mamy i moim, bo nas zostawił. Kilka kolejnych lat później mama stwierdziła, że jej „sezon” na macierzyństwo dobiegł końca i ma dość bycia matką, a prawdziwe powołanie odnajdzie w barach i kasynach. Jeśli chodzi o „do grobowej deski”, to przychodziła mi na myśl tylko jedna osoba…

Czwarta klasa

Carter

Szanowna Panno Carpenter,

przepraszam, że wczoraj na lekcji byłem niegrzeczny. Nie chciałem narobić takiego bałaganu i przykro mi, że stłukłem Pani najlepsze pióra, ale nie jest mi przykro, że nienawidzę Arizony Turner. Jest brzydka i za dużo gada. Nie wiem, czemu nigdy nie wysyła jej Pani do dyrektora tak jak mnie. Też zasługuje na karę i mam nadzieję, że jutro umrze, żebym już więcej nie musiał oglądać jej i jej paskudnej gęby.

Z poważaniem

Carter

Uśmiechnąłem się i podałem list mamie z nadzieją, że tym razem jest dobrze i nie każe mi go pisać od nowa.

Miałem po dziurki w nosie tarapatów, w które wpędzała mnie Arizona, śmiejąc się do rozpuku. Myślała, że jest taka mądra, bo zna odpowiedzi na wszystkie zadania na klasówkach, ale ja też je znałem. Zwłaszcza że wiedziałem, gdzie nasza nauczycielka trzyma klucz odpowiedzi, i na długiej przerwie zawsze go podwędzałem.

Moi rodzice osobiście znali rodziców Arizony, bo ciągle byli wzywani do szkoły i musieli wysłuchiwać, jak to jej „dokuczam” i „doprowadzam do łez”, ale nikt mi nie wierzył, że to ona zaczyna.

„To ona zawsze zaczynała…”

– Carter… – Mama wzięła głęboki oddech i pokręciła głową. – Ten liścik jest straszny. Gorszy od trzech wcześniejszych.

– Niby dlaczego? Tym razem nie ma w nim ani jednego przezwiska. Napisałem tylko, że chcę, żeby umarła.

– Nie sądzisz, że ranisz jej uczucia za każdym razem, gdy nazywasz ją brzydką?

– Bo jest brzydka.

– Nie jest brzydka. – Do pokoju wszedł tata. – Ten aparat na zęby może i nie dodaje jej uroku, ale ogólnie rzecz biorąc, jest bardzo ładna.

– Poważnie? – Mama spiorunowała go wzrokiem, a on się roześmiał.

– Wybacz. – Podszedł i poklepał mnie po plecach. – Nieładnie wyzywać kogoś od brzydkich, synu. Bez względu na to, jak go nie cierpisz. Nie możesz pozwalać się prowokować tej Arizonie. Już piąty raz w tym roku pakujesz się w tarapaty.

– Ósmy – poprawiła go mama. – W zeszłym tygodniu zepchnął ją w locie z huśtawki.

Tata spojrzał na mnie.

– A tym razem co zrobiłeś?

Nie odpowiedziałem. Wbiłem tylko wzrok w podłogę.

– Wstał z ławki w środku klasówki z matematyki i powiedział „Nienawidzę cię, Arizona” – odparła mama. – A następnie zabrał biednej dziewczynce test, zmiął go w kulkę i rzucił przez salę do kosza… Spudłował i strącił na podłogę ulubione szklane pióra nauczycielki.

Tata pokręcił głową, wzdychając.

– Po prostu przestań się odzywać do tej dziewczynki, okej? Nawet na nią nie patrz. Musisz nauczyć się ją ignorować, bez względu na wszystko. Coś mi mówi, że i tak nie zostanie w twoim życiu „do grobowej deski”. Jest tylko „sezonowa”, więc niedługo z niego zniknie, wierz mi.

– Cieszę się, że wreszcie podchodzisz do tego jak dorosły. – Mama przedarła na pół mój list i skupiła uwagę na mnie. – A teraz usiądziesz i napiszesz miły liścik do nauczycielki i jeszcze milszy do Arizony, w którym obiecasz, że już nigdy więcej nie będziesz jej dokuczał. I pomyśl nad jakimiś miłymi słowami. Może coś o tych ładnych sukienkach, które zawsze nosi?

Jęknąłem, ale sięgnąłem po długopis i zacząłem pisać.

Musiałem napisać jeszcze pięć wersji, bo kazała mi wykreślić słowa „głupia”, „nienawidzę” i „umrzyj”, ale około północy udało mi się wreszcie stworzyć ideał. I obiecałem sobie, że po tym, jak wręczę jutro Arizonie list, już nigdy więcej się do niej nie odezwę…

Następnego dnia w szkole z samego rana położyłem liścik z przeprosinami na biurku nauczycielki, pomaszerowałem do ostatniego rzędu i klapnąłem na krzesełku. Potem wyjąłem pracę domową z matmy i próbowałem rozwiązać jeszcze parę zadań przed dzwonkiem.

Policzyłem na palcach, ile to jest cztery razy siedem, i nagle zobaczyłem, że Arizona zajmuje miejsce obok mnie.

– Dzień dobry, Carter – powiedziała.

Udałem, że jej nie słyszę.

– Carter? – Stuknęła mnie w ramię, a ja zapisałem wynik dwadzieścia osiem.

– Halo? – Stuknęła mnie jeszcze mocniej. – Carter? Carter?!

– CO?! – W końcu na nią spojrzałem.

– Czy przypadkiem nie masz dziś czegoś dla mnie? Czegoś miłego i ważnego? – Wyszczerzyła swoje zakute w metal zęby.

„Fuj. Jest taka brzydka…”

– Nie.

– Twoja mama nie kazała ci napisać mi kolejnego liściku z przeprosinami? – Skrzyżowała ręce na piersi. – Bo rano powiedziała przez telefon mojej mamie zupełnie co innego.

– No cóż, twoja mama musi być głucha i głupia, bo nic ci nie napisałem.

– Co? – Wstrzymała oddech. – Cofnij to, bo powiem pani!

– No to leć! – Wzruszyłem ramionami, czekając, aż podniesie rękę i jak zawsze na mnie naskarży.

Ale tego nie zrobiła. Tylko się na mnie gapiła. Potem sięgnęła do kieszeni i rzuciła mi na ławkę złożoną kartkę. Miałem ochotę zmiąć ją w kulkę i cisnąć jej w twarz, jak powinienem był to zrobić wczoraj, ale zamiast tego otworzyłem i przeczytałem.

Drogi Carterze,

jest mi przykro, że wczoraj źle się przeze mnie zachowałeś i stłukłeś pióra panny Carpenter, ale nie jest mi przykro, że Cię NIENAWIDZĘ. Jesteś brzydki i za dużo gadasz. To dlatego zawsze wpędzam Cię w tarapaty, bo nie umiesz się zamknąć i myślisz, że wszystko wiesz, A WCALE TAK NIE JEST! Naprawdę mam nadzieję, że niedługo wpadniesz pod autobus, bo jesteś do bani. BARDZO do bani.

Bez poważania

Arizona

Tego samego dnia zostaliśmy najlepszymi przyjaciółmi…

Kawałek nr 1: Blank space (3:47)

Carter

Teraźniejszość

Seks już mi nie wystarcza…”

Kręciłem głową, gdy moja obecna dziewczyna, Emily, biegała wokół mnie na plaży. Ubrana w jaskrawoczerwone bikini ochlapywała mnie z uśmiechem wodą, ściągając na nas zazdrosne spojrzenia okolicznych facetów. Gdy od czasu do czasu odpowiadałem jej uśmiechem, odczepiała od nadgarstka aparat fotograficzny, stawała przy mnie, unosiła go wysoko nad nami i wołała: „Czas na selfie! Najsłodsza para pod słońceeem!”.

Jeśli mam być szczery, z zewnątrz ta kobieta była chodzącym ideałem: oszałamiająca piękność o jasnozielonych oczach, pełnych, miękkich ustach, zaraźliwym śmiechu, który rozweseliłby największego ponuraka, i poczuciu humoru zbliżonym do mojego. Miała żywiołową osobowość, która z miejsca przemieniała każdego obcego w serdecznego przyjaciela, a za zamkniętymi drzwiami jej apetyt na seks niemal dorównywał mojemu.

Ale na tym kończyły się jej zalety, a ja niestety dowiedziałem się o tym dużo za późno.

Parę miesięcy po tym, jak zaczęliśmy się spotykać na poważnie, objawił się jej prawdziwy charakter. Po pierwsze, odkryłem, że jej żywiołowa natura wcale nie jest „naturalna”, ale stanowi efekt uboczny zażywania adderallu bez recepty, który często przedawkowywała. Po drugie, kiedy nie byliśmy razem, regularnie co godzinę wysyłała mi wiadomości o treści „Tęsknię, kotek. Gdzie jesteś?”. Jeśli nie odpisywałem w ciągu trzech minut, zasypywała mnie lawiną esemesów pod tytułem „Umarłeś? CZY.TY.UMARŁEŚ?!”.

I po trzecie oraz ostatnie, co przelewało czarę goryczy i już wiedziałem, że prędzej czy później zakończę ten związek, znalazła sobie nowy, dziwny jak diabli fetysz: przed seksem i po nim lubiła chodzić po sypialni na czworaka, mrucząc jak kotka. Dochodząc, nawet miauczała.

Wiedziałem, że na dłuższą metę po prostu tego nie zdzierżę…

– Hej! – Emily ochlapała mnie wodą, wyrywając z zamyślenia. – O czym tak dumasz?

– O wielu rzeczach… – przyznałem.

– I dlatego mi się podobasz, Carter. – Uśmiechnęła się. – Zawsze jesteś taki pogrążony w myślach, zadumany… – Uniosła nad nami aparat. – Zadumane selfie!

– Dobra… – Odczekałem, aż cyknie fotkę. – Wracamy już?

– Daj mi jeszcze pięć minut! Chcę wejść głębiej i jeszcze raz poczuć fale na piersiach.

Skinąłem głową i patrzyłem, jak zanurza się w oceanie, przywołując mnie gestem, ale tylko posłałem jej wymuszony uśmiech i zostałem na brzegu. Wciąż zachodziłem w głowę, czemu nie potrafię być z nikim dłużej niż sześć miesięcy – czemu nigdy nie wystarczało mi sił, by zostać choćby jeszcze chwilkę.

– Okej! – Emily przybiegła na brzeg. – Możemy już wracać, jeśli chcesz. Wiem, co naprawdę chodzi ci po głowie, Carter… – Złapała mnie za krocze. – Miau…

„Chryste…”

Odsunąłem jej dłoń i złapałem ją w swoją, ruszając w drogę powrotną do mnie.

– Może skoczymy jutro do Everglades? – zaproponowała.

– Może porozmawiamy o tym jutro… Bo szczerze mówiąc, musimy porozmawiać.

– Oooo. – Ścisnęła moją dłoń. – Ktoś tu chyba nareszcie się przede mną otworzy i opowie o swoich mrocznych, głęboko skrywanych sekretach…

– Nie mam żadnych mrocznych, głęboko skrywanych sekretów.

– No cóż, czy ta rozmowa, czegokolwiek ma dotyczyć, może nie odbywać się w Gayle’s?

– Słucham? – Spojrzałem na nią i uniosłem brew. – Czemu nie?

– Bo chociaż wiem, że smakuje ci tamtejsza kuchnia, mnie zresztą też, samego miejsca nie cierpię. Nie lubię tam siedzieć, wiesz?

– Nie bardzo…

– Po prostu nie czuję się tam jak w „naszej” specjalnej miejscówce. Każda para musi mieć swoje wyjątkowe miejsce „OMG”. A właśnie, myślałam sobie, że musimy publikować na Facebooku więcej wspólnych fotek. Jutro wrzucę te, które dziś zrobiliśmy. Co sądzisz o takim opisie: „OMG, mój chłopak zrobił mi niespodziankę i zabrał na wycieczkę na plażę”? #kocha mnie, #nie bądźcie zazdrośni, #zawsze tyle na mnie wydaje.

– Plaża jest darmowa…

Zignorowała mój komentarz i paplała dalej. Wyczerpawszy temat naszych profili w mediach społecznościowych, zaczęła się wygrażać, że mnie dziś zajeździ, ale po powrocie do mojego mieszkania zwaliła się na łóżko i zasnęła.

Odetchnąłem z ulgą, wziąłem sobie piwo z lodówki i oparłem się o blat. Musiałem obmyślić nasze jutrzejsze zerwanie. Miało być krótkie, szybkie i rzeczowe.

„Nie chodzi o ciebie, tylko o mnie…” „Po prostu nie jestem pewien, czy jestem mężczyzną, którego szukasz…” „Okej, chodzi o to całe chore udawanie kotki…” Nie, nie… Muszę być bardziej dyplomatyczny… Hmmm…

Odpaliłem Google i wpisałem: „Dziesięć najlepszych sposobów na zerwanie”, ale wyszukiwarka się zawiesiła i zamiast zagłębić się w lekturze, odebrałem telefon. Dzwoniła moja najlepsza przyjaciółka, Arizona.

– Halo? – powiedziałem.

– Miaaaaau… – szepnęła. – Miaaau… Miau!

– Pieprz się, Ari.

Roześmiała się.

– Jesteś zajęty? Nie przeszkadzam w czymś?

– Zupełnie nie. – Wszedłem do sypialni i zastukałem w ścianę, żeby zobaczyć, czy Emily się obudzi. – Przed chwilą wróciłem z plaży. Emily ścięło z nóg, gdy tylko weszliśmy do mieszkania.

– Czyżby zjadła za dużo kocimiętki? Mnie to się bez przerwy zdarza.

– Ari, masz jakiś cholerny interes czy tylko tak sobie dzwonisz?

– Mam. – Zaśmiała się. – Mam.

– To może zechciałabyś mnie oświecić, zanim się rozłączę?

– Taa… Chyba dziś prześpię się wreszcie ze Scottem.

– Okej. W takim razie idź i prześpij się wreszcie ze Scottem.

– Nie, nie, nie… – powiedziała poważniejszym tonem. – Po prostu nie jestem pewna, czy powinnam, wiesz? Czuję, że…

– Że co?

– Że to nie jest dobry pomysł ani właściwa pora.

Westchnąłem. Arizona zawsze musiała przeprowadzać wiwisekcję, zanim zdecydowała się z kimś przespać. Wszystko musiało być wycenione pod względem stopy ryzyka i zwrotu, aż po „intensywność pocałunków”, „średnią długość i jakość randek” oraz „potencjał długoterminowego związku”. Choć się tego wypierała, wiedziałem, że ma w telefonie arkusz kalkulacyjny z tymi wszystkimi absurdalnymi współczynnikami, który zakładała każdemu nowemu facetowi.

– Posłuchaj – powiedziałem. – Jeśli nie chcesz się z nim przespać, nie rób tego. Powiedz mu, że nie jesteś jeszcze gotowa.

– A myślisz, że nie będzie miał żadnego ale? Jesteśmy razem osiem miesięcy.

– Co? – Prawie zakrztusiłem się piwem. – To już osiem miesięcy?

– Widzisz? Właśnie w tym sęk. I wiem, że on liczy, że to będzie ta noc, bo robiłam takie aluzje, ale… sama nie wiem. Nie jestem pewna, czy jest wart ryzyka. Nie chcę się znowu sparzyć…

– Sekunda. – Pokręciłem głową. – Gdzie teraz jesteś?

– W mieszkaniu Scotta.

– A jego gdzie wywiało?

– Poszedł do apteki po prezerwatywy.

– Przynajmniej ma chłop serce we właściwym miejscu… – Przewróciłem oczami. – Ale tak serio, jeśli nie jesteś stuprocentowo pewna, po prostu powtórz mu to, co właśnie powiedziałaś mnie. Będzie musiał zrozumieć.

– A jeśli nie zrozumie?

– Znajdź kogoś, kto zrozumie.

– Dobra – odparła. – Wciąż myślisz o zerwaniu w weekend z Emily, czy dasz temu jeszcze szansę?

– Nie. – Podszedłem do drzwi sypialni i zamknąłem je, zanim dokończyłem odpowiedź. – To definitywnie koniec. To już nie jest to i mam po dziurki w nosie kłótni, jej wariactw i konieczności meldowania się co godzinę.

– To już twoje czwarte zerwanie w tym roku. Chyba pora odpocząć trochę od dziewczyn.

– Bez obaw – stwierdziłem. – Wreszcie zaakceptowałem, że nie jestem stworzony do związków, a od jutra mój status singla będzie znany wszem wobec. W każdym razie muszę nacieszyć się wolnością i użyć życia, zanim zaczną się studia prawnicze.

– Czyli mówisz, że na lato zamieniasz się w dziwkarza?

– Sugeruję. – Uśmiechnąłem się. – Jest różnica.

– Naprawdę nie… Och, muszę kończyć! Scott właśnie przyjechał, więc zadzwonię jutro. Na razie!

Rozłączyłem się i wyjąłem kolejne piwo z lodówki. Gdy zamykałem drzwi, koło ucha świsnął mi talerz i roztrzaskał się o ścianę.

– Co do… – Odwróciłem się i zobaczyłem czerwoną twarz Emily. – Co, do cholery, jest z tobą nie tak?

– Ze mną? – Cisnęła w moją głowę następnym talerzem, ale znowu spudłowała. – Co jest nie tak ze mną? Co, do cholery, jest nie tak z tobą?!

– Tylko jedno z nas używa obecnie talerzy jako potencjalnego narzędzia mordu…

– Zamierzasz jutro ze mną zerwać? Na kilka dni przed rozdaniem dyplomów?

– Jeśli potwierdzę, przestaniesz rzucać moimi cholernymi talerzami?

Cisnęła kolejnym, ale wylądował obok kuchenki.

– Myślałam, że pojedziemy razem na wakacje! Obmyśliłam setki pomysłów na selfie i seks, a ty to wszystko odrzucasz? Ot tak? – Jeszcze nigdy tak szybko nie mówiła. – Wiem, że bez przerwy do ciebie wypisuję, ale to tylko dlatego, że się martwię i bardzo cię lubię, i studiuję dziennikarstwo, więc widuję rzeczy, od których włos się jeży na głowie… Ludzie umierają każdego dnia, Carter. Każdego. Dnia.

– Okej… – Pokręciłem głową. – Ile dokładnie adderallu się dziś nałykałaś?

– Abstrahując od naszej idealnej przyszłości, zrywasz ze mną, a ja dowiaduję się o tym z twojej rozmowy telefonicznej z kimś innym? To chore, Carter! Bardziej niż chore!

– Masz rację. – Uniosłem lekko ręce w geście poddania. – I bardzo cię za to przepraszam, ale tak, jutro z tobą zrywam. A w zasadzie teraz… – Postanowiłem spróbować opcji dyplomatycznej numer jeden. – Nie chodzi o ciebie, tylko o mnie…

– Ty tak na poważnie?

Pora na opcję dyplomatyczną numer dwa.

– Po prostu nie jestem mężczyzną, którego szukasz.

Przez dłuższą chwilę milczała, piorunując mnie wzrokiem z niedowierzaniem. Miałem nadzieję, że nie będzie próbowała mi tego wyperswadować, bo musiałbym sięgnąć po mniej dyplomatyczne środki i uchylać się przed kolejnymi talerzami.

– Wiesz co? – Odłożyła resztę talerzy, założyła torebkę na ramię i podeszła do mnie. – Powinnam była już dawno to przewidzieć; powinnam była wiedzieć, że nie obnażysz przede mną swojej duszy tak jak ja przed tobą.

– Możesz bez problemu tu przenocować – odparłem, zadowolony, że zaczęła przyjmować sprawę do wiadomości. – Nie powiedziałem, że cię wyrzucam. A jutro mogę cię odwieźć do domu.

– Och! To teraz zgrywasz dżentelmena?! – syknęła. – Błagam! Na dole czeka na mnie najlepszy przyjaciel.

– W takim razie… Przykro mi, że nam nie wyszło.

– Wcale nie jest ci przykro – odparowała, podchodząc bliżej. – Nie jest ci wcale przykro, bo tak naprawdę nie chcesz mieć dziewczyny, Carter. Nigdy nie chciałeś, a wiesz dlaczego? – Z jej ust wyrwało się ciche mruknięcie i byłem już bardziej niż pewny, że zakończenie tego związku wyjdzie mi na dobre.

– Zapytaj mnie dlaczego. – Pchnęła mnie w ramię. – Zapytaj, dlaczego nie potrzebujesz cholernej dziewczyny!

– Dlaczego nie potrzebuję dziewczyny, Emily…?

– Bo już ją masz… Zawsze miałeś… – Pchnęła mnie mocniej. – A nazywa się Arizona Turner.

Uniosłem brew, skołowany.

– Więc pieprzcie się oboje i mam nadzieję, że twój minikutas…

– Wczoraj, kiedy go ujeżdżałaś, był ogromny.

– Jak tam sobie chcesz! Pieprz. Się. Carter. – Trąciła mnie ramieniem w drodze do bocznych drzwi.

Parę razy przekręciła kluczyk i zaczęła szarpać gałkę.

– Musisz wyjść przed drzwi frontowe – powiedziałem, nie ruszając się z miejsca. – Nowe zamki, pamiętasz?

– A, tak. Zupełnie zapomniałam. Mówiłam ci, że podobają mi się te nowe, które wybrałeś? – Podeszła do drzwi frontowych i otworzyła je, odwracając się przez ramię. – Bardzo mi się podobają, są takie artystyczne i unikatowe. Przypomnij mi, ile za nie zapłaciłeś?

Spojrzałem na nią pustym wzrokiem.

– No cóż… – warknęła, wracając do trybu wkurzenia. – Żegnaj, Carterze Jamesie. I jeszcze raz PIEPRZ SIĘ… czymś szorstkim i ściernym!

Sekundę później rozległo się nieuchronne trzaśnięcie drzwi.

Poszedłem do sypialni, żeby zobaczyć, czy czegoś nie zdemolowała, nie odcisnęła na czymś piętna swojej zemsty, i okazało się, że moje obawy były słuszne.

Zdjęcia, które wcześniej wisiały na ścianie – jedyne fotografie rodziców, jakie miałem – walały się po podłodze. Jakimś cudem udało jej się nawet bezszelestnie pootwierać szuflady biurka i wszystko z nich wywalić.

„Czemu ciągle sobie to robię?”

Rozdrażniony, ale szczęśliwy, że tę noc spędzę sam, odłożyłem wszystko na miejsce, w pierwszej kolejności wieszając zdjęcia.

Gdy skończyłem wrzucać z powrotem do szuflad długopisy i ołówki, w mojej kieszeni zadzwonił telefon. Znowu Arizona.

– Tak? – Przyłożyłem aparat do ucha. – Mam ci wyjaśnić, jak uprawia się seks? Wiem, że w twoim świecie zdążył odejść do lamusa, ale to naprawdę żadna filozofia…

– Scott mnie rzucił!

– Słucham?

– Rzucił. Mnie! – fuknęła. – Ale wiesz co? Zadzwonię i opowiem ci wszystko jutro, jak się uspokoję. Nie chcę, żeby Emily oskarżyła nas o seks przez telefon.

– Emily właśnie wyszła. – Zacząłem szukać kluczyków. – Możemy rozmawiać.

– O Boże, no to słuchaj! – To były jej ostatnie niechaotyczne słowa.

Za każdym razem, gdy opowiadała o jakimś rozstaniu, zanim dawało się coś zrozumieć, wpadała w korkociąg przekleństw i jęków pod tytułem „Co za cholerny dupek”, „Nie zasługiwał na mnie!” i „Jeszcze zatęskni!”.

– Ari… – powiedziałem, gdy po raz enty nazwała go dupkiem. – Po prostu powiedz, co się stało.

– Dobra… – Wzięła głęboki oddech. – Wrócił z prezerwatywami i zanim się obejrzałam, całowaliśmy się półnadzy i było już blisko wiesz czego, bardzo blisko… Ale znowu naszły mnie wątpliwości, więc kazałam mu przestać, mówiąc, że nie jestem gotowa. Powiedziałam, że potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby mieć pewność, że robię dobrze. A potem dodałam: „A poza tym Carter uważa, że powinnam…”.

– Hola, hola, hola – przerwałem jej, w końcu lokalizując kluczyki. – Wspomniałaś o mnie?

– Tak, a co w tym złego? Powtórzyłam mu to, co mi powiedziałeś o stuprocentowej pewności, zanim się z kimś prześpię. A on na to: „Okej, w takim razie to koniec. Wynoś się w cholerę”.

– Nie kazał wynosić ci się w cholerę, Ari. Przesadzasz.

– Kazał! – Znowu się uniosła. – Tak się składa, że kiedy wychodziłam, powiedział, że skoro zawsze muszę prosić cię o radę, to po prostu powinnam się przespać z tobą.

Cisza.

Oboje jednocześnie wybuchliśmy histerycznym śmiechem.

– Bez urazy – powiedziałem, nie przestając się śmiać. – Ale przenigdy bym się z tobą nie przespał, a już na pewno nie wytrzymałbym z tobą w związku.

– Chciałeś powiedzieć, że to ja nie wytrzymałabym z tobą. Jesteś nie tylko najgorszym chłopakiem w historii, lecz także zupełnie nie w moim typie.

– Właśnie. – Uruchomiłem w telefonie aplikację namierzającą rozmówcę. – Ociekanie seksem, wspaniałe umięśnienie i umiejętność zaciągnięcia do łóżka na pierwszej randce każdej kobiety to przymioty, które jakimś cudem skreślają mnie u ciebie.

– Serio? Czy ty w ogóle siebie słyszysz? – prychnęła. – Błagam. A tak na marginesie, moje przymioty są dużo lepsze i przesiewają podobnych tobie facetów, którym tylko jedno w głowie: inteligencja, dowcip i talenty, które nie ograniczają się do pracy językiem.

– Zapomniałaś o swojej największej zalecie.

– Czyli?

– Na stałe przyklejona do czoła etykietka z napisem „Niezainteresowana bzykankiem”.

Roześmiała się i usłyszałem ciche pukanie.

– Poczekaj chwilę. – Przyłożyłem telefon do piersi i podszedłem do drzwi z nadzieją, że to nie Emily.

To nie była ona.

To była Ari z zapuchniętymi, czerwonymi oczami i całym dobrodziejstwem inwentarza.

– Czy skoro nie ma Emily, to mogę przenocować u ciebie na sofie? – zapytała, wchodząc do środka. – Bez sensu wracać o tej porze taki kawał do domu i jestem na ciebie trochę obrażona, że nie zaproponowałeś chociaż, że mnie odwieziesz, skoro powiedziałam, że Scott mnie wyrzucił. Wiesz, że jego mieszkanie nie jest tak daleko stąd.

– Szczerze, to właśnie szukałem kluczyków, żeby po ciebie pojechać. – Rozłączyłem się.

– Jasne. – Jej wzrok spoczął na moim ramieniu. – Zrobiłeś sobie następny tatuaż? – Dotknęła rękawa, wodząc palcami po moim najnowszym nabytku: kolejnym łacińskim napisie na przerośniętym drzewku cyprysowym. – Kiedy?

– W zeszłym tygodniu. Mówiłem ci, że się nad tym zastanawiam.

– Zastanawiam, a nie robię. – Znowu powiodła po nim palcami. – Podoba mi się. Ale przez resztę życia będziesz musiał chodzić do pracy w garniturach. Nikt nie będzie chciał zatrudnić prawnika z rękawem tatuaży.

– To ty tak twierdzisz. – Wyjąłem koc z szafki w przedpokoju i jej go podałem. – Możesz zająć moją sypialnię. Ja się prześpię tutaj. Muszę pomyśleć.

– O tym, jak zerwać z Emily?

– Nie, to już załatwione. Podsłuchała naszą rozmowę i rzuciła mnie chwilę przed twoim telefonem.

– Wow. Co za fatalny dzień dla nas obojga… – Zmarszczyła brwi, ale zaraz wróciła jej zwykła wesołość. – Może skoczymy w sobotę na późne śniadanie w Gayle’s?

– Jasne. Południe?

– A możemy o pierwszej? – Ruszyła w stronę sypialni. – W południe umówiłam się na depilację bikini.

– Czemu depilujesz jedyną część swojego ciała, której nikt nigdy nie ogląda?

– Ja ją oglądam.

– Hmmm. A więc to dlatego postanowiłaś odłożyć dzisiejszy seks ze Scottem? Bo masz bobra i nie chciałaś, żeby go zobaczył?

– Słucham? Coś ty powiedział?

– Znam cię, Ari. – Uśmiechnąłem się złośliwie. – I na pewno dosłyszałaś… To prawdziwy powód?

– Carter…

– Znamy się od jakieś piątej klasy podstawówki.

– Czwartej.

– Na jedno wychodzi – odparłem, zauważając lekki rumieniec na jej policzkach. – Możesz mi powiedzieć. Nie będę oceniał. Tylko zasugeruję, żebyś regularnie woskowała bobra, zamiast czekać z tym do ostatniej chwili.

– Nawet gdybym miała bobra – powiedziała, przewracając oczami – a nie mam, na pewno nie byłby to główny powód, dla którego w ostatniej chwili zrezygnowałabym z seksu; zwłaszcza ze swoim chłopakiem.

– To dobrze – odparłem. – Bo większość facetów – facetów takich jak ja – naprawdę nie zwraca na to uwagi. A biorąc pod uwagę, że najpewniej czeka cię kolejny ośmiomiesięczny celibat, chcę tylko zaoszczędzić ci pieniędzy. Może zamiast wydawać je na to sobotnie woskowanie, zainwestuj w lepszy wibrator?

Trzasnęła drzwiami sypialni, a ja śmiałem się, dopóki nie zasnąłem.

Kawałek nr 2: Wildest dreams (3:54)

Arizona

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Prolog
Czwarta klasa
Kawałek nr 1: Blank space (3:47)
Kawałek nr 2: Wildest dreams (3:54)
Kawałek nr 3: All too well (3:42)
piąta klasa
Kawałek nr 4: Sad beautiful tragic (4:13)
Kawałek nr 5: Sparks fly (3:23)
Kawałek nr 6: Breathless (3:49)
Kawałek nr 7: Eyes open (3:59)
Dziewiąta klasa
Kawałek nr 8: Both of us (4:21)
Kawałek nr 9: Tell me why (3:13)
Kawałek nr 10: The best day (3:55)
Kawałek nr 11: I KNEW YOU WERE TROUBLE (1:55)
Dziesiąta klasa
Kawałek nr 12: The moment I knew (4:09)
Kawałek nr 13: The last time (4:56)
Kawałek nr 14: Speak now (3:42)
Kawałek nr 15: Everything has changed (3:43)
Jedenasta klasa
Kawałek nr 16: Love story (3:27)
Kawałek nr 17: Come in with the rain (5:12)
Kawałek nr 18: Crazier (3:08)
Kawałek nr 19: I’m only me when I’m with you (2:22)
Dwunasta klasa
Kawałek nr 20: All you had to do was stay (4:49)
Kawałek nr 21: I should’ve said no (2:44)
Pierwszy rok studiów
Kawałek nr 22: Two is better than one (3:58)
Trzy tygodnie po wyjeździe
Kawałek nr 23: Treacherous (3:39)
Kawałek nr 24: Half of my heart (4:15)
Kawałek nr 25: Come back… Be here (2:58)
Kawałek nr 26: We are never ever getting back together (3:53)
Ponad trzy miesiące po wyjeździe…
Kawałek nr 27: Begin again (5:03)
Kawałek nr 28: How you get the girl (4:32)
Kawałek nr 29: I wish you would (3:44)
Kawałek nr 30: Shake it off (3:18)
Kawałek nr 31: You’re not sorry (3:22)
Kawałek nr 32: You belong with me (3:37)

TYTUŁ ORYGINAŁU:

Sincerly, Carter

Sincerly, Arizona

Redaktorka prowadząca: Agnieszka Nowak

Redakcja: Olga Gorczyca-Popławska

Korekta: Ida Świerkocka

Projekt okładki: Marta Lisowska

Zdjęcie na okładce: © Drobot Dean / Stock.Adobe.com

Copyright © Whitney Gracia Williams, 2015

Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo Kobiece Łukasz Kierus, 2022

Copyright © for the Polish translation by Edyta Świerczyńska, 2021

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2021

ISBN 978-83-67137-63-8

Bądź na bieżąco i śledź nasze wydawnictwo na Facebooku:

www.facebook.com/kobiece

Wydawnictwo Kobiece

E-mail: [email protected]

Pełna oferta wydawnictwa jest dostępna na stronie

www.wydawnictwokobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek