Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Książka Trzy dwory. O Pannach z Wilka – prawdziwych, literackich i filmowych powstała z fascynacji niezwykłym splotem życia i sztuki, łączącym pobyt siedemnastoletniego Jarosława Iwaszkiewicza w 1911 roku w mazowieckim dworku w Byszewach i przyjaźni z sześcioma braćmi Świerczyńskimi, jego opowiadanie Panny z Wilka, opublikowane w 1932 roku, którego akcję umieścił w fikcyjnym dworku Wilko zamieszkanym przez sześć sióstr, oraz nominowany do nagrody Oscara film Andrzeja Wajdy Panny z Wilka, będący adaptacją opowiadania, zrealizowany w 1978 roku w dworku w Radachówce. Trzy dwory, trzy epoki czasowe, sześciu chłopców i sześć dziewcząt, prawdziwe wydarzenia, ich literacka transpozycja, a potem jeszcze filmowa na zawsze pozostaną już splecione w jedną całość o enigmatycznych „migotliwych sensach”.
Grażyna Stachówna
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 318
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Sześciu moim przyjaciółkom:
Agnieszce, Aleksandrze, Elżbiecie, Łucji, Małgorzacie, Oldze
(…) wszak docieranie do prawdy naszych przeżyć
jest podróżą bez kresu i podróżą po manowcach. (…)
to, co przeżywamy dziś, po latach we
wspomnieniach staje się zgoła czymś innym, czasami
czymś znacznie bogatszym i ciekawszym, czasami
czymś o wiele mniej ważnym lub zgoła czymś
odwrotnym.
Maria Dąbrowska1
A bliżej poznałem Iwaszkiewiczów w 1935 roku, kiedy miałem siedemnaście lat i byłem u nich w Kopenhadze, na jakimś przyjęciu dyplomatycznym, które wydało mi się strasznie nudne. Powiedziałem Iwaszkiewiczowi, że byłoby mi trudno znieść takie życie, i z tego wziął się jeden z najpiękniejszych jego wierszy…
Paweł Hertz2
Powiedziałeś mi, Pawle, że takiego życia
Nie zniósłbyś ani chwilę. Ale ja mam inne,
Które jak ciężka rzeka skryta pod sklepieniem,
Przemyka się szerokim choć zimnym korytem.
Ukryta – kwitnie wszakże co wiosnę białymi
Kwiatami, które pachną i powoli więdną,
Słońca nie widzą może – ale też tym bardziej
Pełne są znaczeń trudnych, których nie wyrażę.
Nad tym życiem – to wszystko, co widzisz i ludzie
Widzą, jest tylko cieniem, złudzeniem budowy. (…)
I tylko kiedy w nocy oddalą się głosy
Ludzkich śpiewów i skoczna umilknie muzyka,
Z dna wstaje chłód najgłębszy i pełny znaczenia. (…)
Jarosław Iwaszkiewicz3
1Maria Dąbrowska, Odzienniku, w: taż, Dzienniki 1914–1932, wybór, wstęp iprzypisy Tadeusz Drewnowski, Czytelnik, Warszawa 1988, s. 325–326.
2Paweł Hertz, w: Sposób życia. ZPawłem Hertzem rozmawia Barbara Łopieńska, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2016, s. 34.
3Jarosław Iwaszkiewicz, Inne życie, w: tenże, Dzieła. Wiersze, Czytelnik, Warszawa 1958, s. 329.
Moi Dobrodzieje
Serdecznie dziękuję pani prof. dr hab. Małgorzacie Lisowskiej-Magdziarz, która podpowiedziała mi hasło „żeby widzieć, trzeba wiedzieć” izgodziła się, bym to ja opisała życiowo-literacko-filmowy fenomen Panien zWilka.
Moją szczególną wdzięczność kieruję do pani prof. Krystyny Zachwatowicz-Wajdy za życzliwość iudzielone mi wsparcie.
Proszę, by moje podziękowania za bezinteresowną pomoc udzielaną mi wtrakcie pisania tej książki zechcieli przyjąć prof. dr hab. Elżbieta Górska, prof. dr. hab. Krzysztof Loska, prof. dr hab. Tadeusz Lubelski, dr Maciej Stroiński, prof. dr hab. Aleksandra Tokarz, starszy kustosz Krzysztof Wierzchowski, prof. dr hab. Piotr Zwierzchowski (doradcy naukowi), Andrzej A. Wajda (bibliofil filmowy), Monika Czubaczyńska--Szram (dyrektorka Gminno-Parkowego Centrum Kultury iEkologii wPlichtowie), Michał Maj Wieczorek (scenarzysta iwykonawca głównej roli wfilmie Lato wByszewach), dr Grzegorz Gajewski (znawca kawalerii).
Dziękuję panu dr. Romanowi Włodkowi za wszystkie bezcenne wskazówki archiwalne.
Dziękuję panu Mateuszowi Matysiakowi, opiekunowi Archiwum Andrzeja Wajdy przy Muzeum Sztuki iTechniki Japońskiej Manggha wKrakowie, za możliwość poznania zgromadzonych tam cennych dokumentów iżyczliwą pomoc.
Dziękuję pani mgr Agnieszce Polanowskiej, kustoszce zbiorów literackich iarchiwaliów wFilmotece Narodowej, za życzliwą pomoc wdostępie do zbiorów.
Dziękuję pani Agacie Kościelnej-Ratowskiej, dyrektorce Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku, za udostępnienie zdjęć archiwalnych oraz panu Robertowi Papieskiemu, adiunktowi wMuzeum, ipanu Maciejowi Koszewskiemu, kustoszowi, za życzliwą pomoc icenne wskazówki.
Szczególnie jestem wdzięczna rodzinie sześciu braci Świerczyńskich, paniom Bożennie Dereckiej-Dupuis iJoannie Rodziewicz oraz panom Januszowi Świerczyńskiemu iMaciejowi Zygmuntowi Świerczyńskiemu za podzielenie się ze mną informacjami olosach braci ihistorii dworu wByszewach.
Bardzo dziękuję za udostępnienie mi cennych dokumentów rodzinnych: pani Joannie Rodziewicz za nieopublikowane Wspomnienia byszewskie autorstwa Heleny Haliny Kaszuby, córki Józefa Plichty, ostatniego właściciela Byszew, oraz panu Januszowi Świerczyńskiemu za fragmenty nieopublikowanych wspomnień Tak to zapamiętałem… jego Ojca, Macieja Świerczyńskiego, zdjęcia rodzinne ifragmenty nieopublikowanych listów Zofii Kurkiewiczówny do Jarosława Iwaszkiewicza.
Specjalne podziękowanie kieruję do Stowarzyszenia Autorów ZAiKS, które wkwietniu 2024 roku przyznało mi nagrodę im. Krzysztofa Teodora Toeplitza za działalność publicystyczną. Dołączona do niej kwota wystarczyła na opublikowanie tej książki.
Wprowadzenie – „żeby widzieć, trzeba wiedzieć”
W2019 roku, ostatnim roku mojej pracy akademickiej na Uniwersytecie Jagiellońskim wInstytucie Sztuk Audiowizualnych, prowadziłam zajęcia zanalizy dzieła filmowego pod wspólnym hasłem (podpowiedzianym mi przez prof. Małgorzatę Lisowską-Magdziarz): „żeby widzieć, trzeba wiedzieć” pochodzącym zteorii widzenia Ludwika Flecka (filozofa ibiologa1).
Każde widzenie, każdy akt percepcji, nawet ten, który wydaje się empirycznie podstawowy, wymaga antycypującej go wiedzy (…) żeby „coś” widzieć ipoznawać, trzeba zostać tego „czegoś” nauczonym. (…) „czysta, pusta dusza nic nie widzi”, nie potrafi dostrzec gotowych produktów (gotowych postaci do widzenia), ajedynie chaos, który musi zostać uporządkowany poprzez narzucenie przez wspólnotę odpowiedniej interpretacji wramach stylu myślowego2.
Do wspólnego oglądania ze studentami – ipotem rozmów znimi – wybrałam osiem filmów: Powiększenie (1966) Michelangela Antonioniego, Dekalog 4 (1988) Krzysztofa Kieślowskiego, Medeę (1988) Larsa von Triera, Mahabharatę (1989–1990) Petera Brooka, Grę pozorów (1992) Neila Jordana, Ułaskawienie (2018) Jana Jakuba Kolskiego, Pewnego razu… wHollywood (2019) Quentina Tarantino. Na studentach filmoznawstwa największe wrażenie zrobił jednak film Andrzeja Wajdy Panny zWilka (1979) będący adaptacją opowiadania Jarosława Iwaszkiewicza (1932), ponieważ konteksty powstania obu tych dzieł były im zupełnie nieznane. Przyswojenie nowych faktów pozwoliło studentom zobaczyć inną historię ukrytą pod tą oficjalnie prezentowaną wopowiadaniu ifilmie, atakże odkryć istniejące wniej subwersywne sensy iprzesłania.
Późniejsze rozmowy zprzyjaciółmi, zafascynowanymi – tak jak ja – Pannami zWilka wobu wersjach, literackiej ifilmowej, upewniły mnie, że można im poświęcić specjalne monograficzne opracowanie.
1Ludwik Fleck, Patrzeć, widzieć, wiedzieć, w: Style myślowe ifakty. Artykuły iświadectwa, red. Sylwia Werner, Claus Zittel, Florian Schmaltz, Wydawnictwo Instytutu Filozofii iSocjologii PAN, Warszawa 2007, s. 163–185.
2Michał Rydlewski, „Żeby widzieć, trzeba wiedzieć”. Kulturowy wymiar percepcji wzrokowej, Oficyna Wydawnicza Epigram, Bydgoszcz 2016, s. 16 i247.
Rozdział I. Byszewy, 1911 – rodzinne gniazdo
Odtąd ile razy jadę z Łodzi do Warszawy, zawsze, chociaż wiem, że się powtarzam, pokazuję moim towarzyszom podróży las w Dobieszkowie, kościół mariawitów w Dobrej, młyn w Strykowie i objaśniam, jak się tu idzie doliną Moszczenicy do Skoszew, a potem do Byszew. Słuchają mnie z roztargnieniem, bo im to nic nie mówi. A przede mną ożywa cała moja młodość.
Jarosław Iwaszkiewicz1
Ostatnie wakacje przed skończeniem gimnazjum wKijowie siedemnastoletni Jarosław Iwaszkiewicz spędził wByszewach pod Łodzią. Była to jego pierwsza samodzielna wyprawa do Królestwa Polskiego (będącego naówczas pod zaborem rosyjskim) zUkrainy, należącej wtej jej części, gdzie się urodził w1894 roku (Kalnik pod Kijowem), także do Imperium Rosyjskiego. Pisał po latach:
Trzeba sobie zdawać sprawę ztego, że Polska była dla mnie krajem egzotycznym, że opowiadano mi oniej wdzieciństwie jako oczymś dalekim inieosiągalnym, że chwilami przemieniała się dla dziecka wkrainę baśniową, że jej onomastyka brzmiała – co tu dużo gadać – ibrzmi wdniu dzisiejszym jak onomastyka Odysei czy Ramajany2.
Jarosław Iwaszkiewicz, 1912 (fot. Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku)
Wpodróży, która wydawała się Jarosławowi „egzotyczną wyprawą”3, wszystko go zaskakiwało. WWarszawie, przez którą przejeżdżał, dziwiły go tramwaje elektryczne, wiadukt mostu Poniatowskiego, budynek nowej poczty zniebieskim globusem na szczycie, gmach Banku Polskiego, wpociągu podmiejskim do Rogowa – „że wszyscy wokoło mówią bez wyjątku po polsku”, gdy jechał bryczką do Byszew – doskonała „szosowana” droga, „co jeszcze na Ukrainie było podówczas rzadkością”, ito, że furman prowadził konie stępa [powoli – G.S.], bo tam „nie jechało się nigdy stępa powozem”. Co prawda on jechał bryczką, ale na Ukrainie „«państwo» tylko powozem jeździli”. „Itak na każdym kroku cały obyczaj koroniarski wydawał mi się inny, obcy, zdrobniały, zastosowany do szczupłych rozmiarów pól, majątków idomów”4.
Jarosław przedsięwziął podróż do Byszew na zaproszenie swego gimnazjalnego kolegi Józia Świerczyńskiego, entuzjasty sportu, członka Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Patagonia” wKijowie, który na lekcji trygonometrii zaproponował mu „jazdę do nich do Królestwa”5. Byszewy należały do Józefa Plichty (1860–1931), wuja Józia. Wwakacje mieszkała wnich także matka Józia, asiostra Plichty, Helena Świerczyńska (1870–1934), zpięcioma jego braćmi: Wincentym, Janem, Tomaszem, Zygmuntem iTadeuszem6.
Bracia Świerczyńscy, Kijów 1906 (od lewej) Tadeusz, Zygmunt, Tomasz, Jan, Wincenty, Józef (fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)
Jarosław miał przebywać wByszewach na tzw. kondycji, jak się wówczas mawiało, czyli być korepetytorem niektórych znich.
Projekt mi się podobał, ale swoją drogą nie chciało mi się trochę, bo to nędzna zapłata ipracy dużo. ZWickiem zpiątej–szóstej klasy matematykę iłacinę, azJóziem zsiódmej–ósmej rosyjski iza to (ozgrozo) dwadzieścia rubli za lato ipo dziesięć gratyfikacji za każdego zdałego chłopca. Królestwo priwliekło [wabiło – G.S.] ijadę tam zaraz po egzaminach zJózkiem, ale obecnie żałuję swojego postanowienia. Zresztą, co robić?7
Jesienią na egzaminie poprawkowym Wicek oblał matematykę iIwaszkiewicz nie dostał za niego dziesięciu rubli, czyli połowy obiecanej premii, za całą letnią pracę zarobił ich trzydzieści.
Byszewy należały do rodziny Plichtów, „starej izasłużonej szlachty”8 herbu Półkozic, od 1803 roku. Kupił je wtedy Teodor Plichta (1755–1833), majątek kosztował 52 tysiące polskich złotych. Oprócz wsi Byszewy należała do niego sąsiednia wieś Moskwa, kolonia Laski ifolwark Janów. Po Teodorze majątek, wart naówczas 200 tysięcy polskich złotych, odziedziczył w1833 roku jego syn, Jan Plichta, apotem – w1870 – wnuk Włodzimierz. W1911 roku ród Plichtów był już jednak zubożały. Zpól ciągnących się kiedyś, jak „dawne tradycje twierdziły (…) na wiele kilometrów wtę stronę horyzontu (…) aż po samą Łódź”9, zostało niewiele hektarów. Zarządzał nimi Józef Plichta, syn Włodzimierza, pięćdziesięcioletni kawaler pełniący funkcję sędziego gminnego wpobliskich Lipinach, jak się wydawało ostatni zrodu. Aliści w1915 roku Józef ożenił się zZofią Wisłocką, młodszą od niego o25 lat, imiał znią pięcioro dzieci, którym nadał imiona bohaterów uwielbianej przez siebie Trylogii Sienkiewicza: Jan, Andrzej, Aleksandra, Helena iKrystyna10.
Byszewy 1911 lub 1912: (stoją od lewej) Wincenty Świerczyński, Jarosław Iwaszkiewicz, NN, (poniżej) Mieczysław Różycki, Józef Plichta, Tadeusz Świerczyński, Helena Świerczyńska, Tomasz Świerczyński (fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)
Drobiazgowy, niemal fotograficzny opis dworu wByszewach ijego okolic oraz życia rodziny Plichtów znajduje się wnieopublikowanych wspomnieniach córki Józefa, Heleny Haliny Kaszuby (1922–2007)11.
Po latach wKsiążce moich wspomnień Iwaszkiewicz tak opisywał urodę tego miejsca:
Byszewy leżą wobszernej dolinie, położonej wtrójkącie dróg pomiędzy Brzezinami, Łodzią aStrykowem. Cała ta okolica, jak całe Piotrkowskie, jest lekko falista, pola przegradzają rowy ikamienne płoty, apełne wdzięku wzgórza urozmaicają licznie rozsiane zbiorowiska kamieni, pełne jeżyn iinnych jagód. Od czasu do czasu na takim polu, okrytym żytem lub żółtą płachtą łubinu, stoją samotne kształtne drzewa polnych grusz. Na wzgórzach widnieją lasy lub gaiki – zdala widziany lasek wBuczku – albo od czasu do czasu wdole błyskają lustra stawów ze starymi młynami, stawów, gdzie wśród wykrotów drzemią wielkie raki12.
Nad stawem Poperka, leżącym wpołowie drogi między Byszewami iSkoszewami, stał drewniany młyn.
Mam wrażenie, że właśnie ten młyn czarodziejsko wyglądający wmroku nad zarośniętym stawem (…) zapadł mi głęboko wpamięć – ijest pierwowzorem młynów, które tak często spotyka się wmoich opowiadaniach13.
Iwaszkiewicz przyjeżdżał do Byszew w1911, 1912 i1914 roku, apotem jeszcze w1929 i1931. Pobyty te odcisnęły się głębokim piętnem na jego życiu, wspomnieniach itwórczości. Pisał po latach:
Ze wszystkich ludzi idomów, jakie spotkałem wmłodości, najważniejszym stał się dla mnie dom wByszewach, toteż najdłuższy znim utrzymałem kontakt. Znaczenie jego polegało przede wszystkim na tym, że otwierał on przede mną nieznany mi zupełnie świat ziemiańskiego życia…14
Dwór wByszewach zbudował na początku XIX wieku Teodor Plichta wstylu klasycystycznym. Został wzniesiony na planie wydłużonego czworokąta, zgankiem wspartym na czterech okrągłych kolumnach idachem pokrytym drewnianym gontem.
(…) położony jest wśród zielonych łąk wsamym środku owej doliny iza dworem ciągnie się cały szereg okrągłych luster wodnych. (…) Niewiele tradycji rodzinnych pozostało wtym domu – na ścianach wjadalni kilka portretów przodków służyło za cel do smagania batem dla Józia ijego braci, awtak zwanym zielonym pokoju, gdzie iśladu zielonego koloru nie było, leżało na półkach kilka zakurzonych książek15.
Właściciel Byszew, Józef Plichta,
Był to człowiek niezwykły, poważny, mądry jakimś prostym, praktycznym, chłopskim rozumem, zolbrzymim doświadczeniem życiowym iznajomością człowieka, aprzy tym umiejący znakomicie opowiadać wszystko, co widział isłyszał. (…) Nienawidził wszelkiej nieszczerości, ale nieszczerość upatrywał także wkażdym entuzjazmie, wkażdym wysiłku umysłowym, wkażdym zamiłowaniu estetycznym. (…) Wszystko, co było literaturą czy sztuką, skazano na banicję ztego domu. Więcej: ścigano pogardą iszyderstwem16.
Poważał tylko dwa dzieła literackie, Trylogię Sienkiewicza iKlub Pickwicka Dickensa.
W1912 roku Jarosław, już po zdaniu matury aprzed rozpoczęciem wUniwersytecie Świętego Włodzimierza wKijowie studiów prawniczych (których nie ukończył), ponownie spędził lato wByszewach, nauczając braci Świerczyńskich: „iwtym roku, jak wpoprzednim, mieli mnóstwo poprawek odłożonych na jesień”17. Wczasie tego drugiego pobytu opisał tamtejszy dwór wliście do szkolnego kolegi:
Wyobraź sobie wielki biały dom zczterema filarami, ze spadzistym czerwonym dachem. Wtym domu ogromna sień – na prawo – wielka sala jadalna, gdzie co dzień zasiada 12 osób – igdzie autor tej epistoły zjada wielkie czerniny itym podobne podozory. (Ale wyjątkowo znają tu iniektóre jadalne potrawy). Na lewo jest salon zcymbałami, na których już prawdopodobnie prababka pana Plichty grać nie mogła zpowodu rozstrojenia. Ale ja gram. Dalej zsieni – na wprost inne pokoje, mało znaczące ijeszcze mniej interesujące, bo wnich sypiają osoby starsze albo zgoła nikt nie sypia18.
Chłopcy spali „na górce”, wdwu pokojach mieszczących się pod dachem byszewskiego dworu, prowadziły na nią
(…) karkołomne schody, na których nocą ku większemu bezpieczeństwu isnadniejszemu nosów tłuczeniu śpi durne psisko, mienione Afapel19. Otóż na owej górce – zlewej jest pokój pani Świerczyńskiej, azprawej panów Św., Iw. itd. Dwa pokoje. Zajmujemy je tak: ja, Józiek iJanek – jeden, rządca Podczaski, Wicek iTomek – drugi (…). Kładziemy się bardzo wcześnie – azasypiamy późno. Długo wnoc jeszcze latają buty, moje trepki itym podobne poduszki. Kłócimy się idokuczamy sobie, anajwięcej Podczaskiemu, sumujemy wrażenia dnia iukładamy plany jutrzejszego20.
Gdy było bardzo ciepło, chłopcy wytaczali na podwórze wozy drabiniaste wyścielone lebiodą ispali wnich nocami21. Wdrugiej powieści Iwaszkiewicza, Hilary, syn buchaltera, napisanej w1923 roku, pojawia się nagle znamienne zwierzenie narratora:
Ach, Byszewy, Byszewy, najmłodsze, najukochańsze moje lata. Jeszcze dotąd, gdy owas pełen prostoty myślę, łzy mam woczach (…). Gdyśmy zprzyjaciółmi nago na wozach pod niebem obszernym, nieskończonym sypiali, serce me lękało się nadmiaru tonów iprzestrzeni. (…) Jakże naiwne dni owych spędzanie tylekroć na myśl zbłąkaną, zmęczoną przychodzi, gdy zobaczę nad głową roztopione gwiazd oko wnieskończoności nieba22.
Wwierszu Pławienie koni (kąpanie koni wrzece lub jeziorze – jak napisze Iwaszkiewicz: „jedna znajwiększych przyjemności mojej młodości”23) poeta powraca nostalgicznie do lata spędzonego wByszewach iprzywołuje Józia oraz jego młodszego brata Janka:
Gdy przyjdzie lato
zrzucę ubranie
będę zupełnie nagi
siądę na konia
iwjadę wwodę
koń mnie poniesie
na głębię
igdzie nie sięgnie
popłynie
znowu czuć będę
jego muskuły
isłyszeć będę
prychanie
znowu na brzegu
Józio iJanek
brzęczeć łańcuchem
nie przestaną
iwołać dosyć
potopisz konie
icieniem łąki
pomkniemy
nadzy
mokrzy
mocni
pachnący sianem
iwodą źródeł
jak wtedy24
Bracia Świerczyńscy różnili się wiekiem, ale nie temperamentem. Oprócz smagania batem portretów przodków zajmowali się męskimi rozrywkami, dotąd obcymi Jarosławowi, jazdą konną, pławieniem koni, polowaniem, „foot-ballem”, wiosłowaniem, kąpielą wstawach nazywanych źródłami, łowieniem ryb iraków25. Helena Kaszuba relacjonuje:
Najczęściej (…) uganiali po polach, pławili konie „na źródłach”, łapali raki przy młynie, jeździli konno ipolowali zflowerem (…) starsze źrebaki, które wchodziły wokres oprzęgania [przyuczania do uprzęży – G.S.], trzymane były wosobnym ogrodzeniu. Chłopcy uwielbiali jeździć na nich „na oklep”, mieli nawet swoje ulubione koniki izwykłym fortelem, aby się przejechać, było uchylenie wrót okólnika tak, że źrebięta uciekały wpole. Wtedy chłopcy wołali głośno: „źryboki wylazły” ipomagali fornalowi zaganiać je do ogrodzenia, jeżdżąc wkoło rozproszonego stada, niczym amerykańscy kowboje26.
Plichta ijego sześciu siostrzeńców uznali rozmiłowanego wlekturach Jarosława za „młode, dziwaczne czupiradło”27, odbiegające wschodnim akcentem, wyglądem (zwyczaj chodzenia zgołą głową, wsandałach na bose nogi) izachowaniem (czytanie tragedii Schillera) od wzoru młodzieńca uznawanego wByszewach. Nazywali go kpiąco „ojcem Laurentym”, wnawiązaniu do postaci franciszkanina zRomea iJulii Szekspira, iuważali „za jakiegoś niemożliwego dziwaka”28. Jarosław uciekał więc zdworu do ogrodu, zaszywał się na pagórku położonym przy przejściu do lasu, by tam, wyciągnięty na ławce pod leszczyną, oddawać się rozkoszy samotnego czytania. Po latach nazwał obyczaje panujące wByszewach „rodzajem Neandertalu”29, ale twierdził także, że pobyt wtym dworze nauczył go, by nie manifestować spontanicznego entuzjazmu, oraz pozwolił mu zakosztować specyficznej aury.
Dla mnie, wychowanego prawie wyłącznie wśród kobiet, pod opieką matki ipod jej przemożnym wpływem, miało ogromne znaczenie zetknięcie się zatmosferą par excellence męską, areprezentowaną przez pana Plichtę ijego sześciu siostrzeńców30.
We dworze mieszkały jednak także trzy kobiety: pani Helena Świerczyńska, panna Maria Plichcianka (1864–1939), zwana Marylą, niezamężna siostra Józefa Plichty, która prowadziła mu dom, ipanna Zofia, ale dla chłopców zupełnie się one nie liczyły. Czterdziestojednoletnia pani Helena zapewne uważana była przez nich za staruszkę („do mazura staje wczwartą parę pani Świerczyńska, najczęściej zjednym zmłodszych synów, co dość zabawnie wygląda”31), Maryla – za „la follede la maison” (domową wariatkę), „entuzjastka ogołębim sercu ibardzo ograniczonych możliwościach intelektualnych, wybijała się zogólnego tonu; toteż była pośmiewiskiem wszystkich”32, apanna Zofia była po prostu „od szycia”33.
Uderza pobłażliwa pogarda, zjaką Iwaszkiewicz pisał po latach oMarii Plichciance, kobiecie ze złamanym sercem – rodzice nie pozwolili jej poślubić ukochanego mężczyzny, nigdy nie wyszła więc za mąż, ajego listy kazała sobie włożyć do trumny, „co oczywiście zostało spełnione iprzyczyniło się do stworzenia rodzinnej legendy omiłości wiernej aż po grób”34. We wspomnieniach bratanicy zachował się zupełnie inny jej obraz:
Ciocię Marylkę uwielbialiśmy, stanowiła część rodziny, bez której nie wyobrażaliśmy sobie życia. [Była – G.S.] osobą dość tęgą, ookrągłej twarzy, ubraną zawsze na ciemno, zkameą (zwizerunkiem rodziców) zapiętą pod szyją. Miała głos mocny, dźwięczny iciepły wbrzmieniu. Uporządkowana, opanowana itrochę egzaltowana wswojej pobożności (np. posty odprawiała bardzo ściśle, nie jedząc prawie nic ikrasząc potrawy tylko mlekiem), spokojna iłagodna, choć – gdy zachodziła ku temu okazja – uparta. Może była nieco staromodna, żyjąca jakby obok iwłączająca się wsytuacjach różnych zatargów między dziećmi35.
Dla byszewskich chłopców ważne były natomiast, ito bardzo, dwie siostry Kurkiewiczówny, piękne panny zWarszawy, dziewiętnastoletnia Zofia isiedemnastoletnia Helena, które spędzały lato wSkoszewach, sąsiednim dworze należącym do ich krewnych, Wandy iFeliksa Zdzitowieckich. Stały się one ich przyjaciółkami, uczestniczkami wspólnych spacerów, tańców, gry wtenisa ikrokieta oraz oczywiście partnerkami flirtów. Między Jarosławem, Józefem iZofią wytworzył się skomplikowany układ emocjonalny. Obaj młodzieńcy zabiegali ojej względy, każdy na swój sposób – Jarosław jako przyjacielski „artysta-ironista”36, Józef jako przyszły kawalerzysta. Jarosław potem długo korespondował zZofią, wymiana listów zaczęła się już we wrześniu 1911 roku, aJózef się znią ożenił w1919. Równocześnie, jak pisze Radosław Romaniuk, autor znakomitej biografii Iwaszkiewicza:
Świerczyński mógł już być wtym czasie kochankiem Iwaszkiewicza, mógł też stać się nim później. Pewne jest, że był on homoseksualną miłością pisarza zrealizowaną wplanie erotycznym37.
Emocje tamtego byszewskiego lata odezwały się może wiele lat później wwierszu Lato:
Nikt twojego imienia nie powiedział: lato,
Nikt słowem swym nie zajrzał do twojego wnętrza,
Bo twoja treść – monstrancja jest to przenajświętsza
Przedzielona od świata upalną makatą38.
Homoerotyczne fascynacje Iwaszkiewicza zaczęły się budzić wjego okresie gimnazjalnym, co odnotował wKsiążce moich wspomnień. Ich podłożem był zachwyt fizyczną urodą kolegów, wspierany poglądami Oscara Wilde’a(„czytał był Doriana Graya, książkę, na którą chorowało całe nasze pokolenie”39) na temat wykwintnej dekadencji40: „mój złocisty kochany Cezarion”41 (oCesiu Peszyńskim), „ten bardzo ładny chłopiec”42 (oStefku Knabe), „prześliczny chłopiec (…) piękna twarz, nieprawdopodobny wdzięk, uśmiech wiosenny (…) czarowna postać”43 (oKostii Masliejewie). Romaniuk konkluduje:
Rodzący się erotyzm (…), jak często dzieje się wtym wieku, skierował się jednocześnie ku przedstawicielkom płci przeciwnej irówieśnikom, oscylując jednak wstronę tych drugich. (…) Od dzieciństwa otoczony przez kobiety ipod działaniem aury kobiecości Iwaszkiewicz uznawał sferę erotyczną za domenę mężczyzn. (…) Nie przeszkadzało mu to wuwrażliwieniu na urok kobiecości, jednak sferę erotycznych pożądań zaczęły jednoznacznie wypełniać postaci kolegów iprzyjaciół44.
Iwaszkiewicz wspominał po latach byszewski trójkąt jako „nastrój nie dramatycznej miłości, ale pogodnej przyjaźni”45 ipodsumował:
(…) przyjaźń zkobietą, polegająca na długich godzinach zwierzeń imówieniu o„innym” ina niezmiernie rozbudowanej korespondencji, na setkach liliowych liścików (…) są tylko okazją dla niej do mówienia onim – amoże tylko osobie? (…) Aprzyjaźń zprzyszłym wojskowym, wielkim wojskowym, to jakieś zadziwiające budowanie mostów pomimo wszystkiego, co nas dzieli, pomimo wszystkich różnic, zamiłowań, usposobień, charakterów, środowisk, poglądów. (…) ztych zapędów (…) została mi najdłużej trzymająca się myśl otym wielkim iwspaniale zbudowanym blondynie opozornie bezmyślnych oczach, przypominających niektóre kwiaty46.
Pisał znostalgią wpowieści Hilary, syn buchaltera:
Jak dobrze jest mieć siedemnaście lat, mieć doskonały apetyt, zwłaszcza zrana, kiedy to chleb imasło są takie przepyszne, słuchać, jak ciocia Marylka gdera na starą Janową, jak indyki, jak kaczki, jak gołębie na podwórku gaworzą; jak Appel szczeka, kowal kuje, bocian klaszcze – – – ach, tenis ikrokiet, ijabłka dostałe, ipierwsze najtajniejsze uderzenia serca; radość, lęk wśród źródeł, kamieni tajemniczych, na których – pamiętasz, Józek, swoje wykuliśmy litery? Teraz tam już wysoki stoi las47.
Te litery – JI JŚ – zostały wykute przez chłopców na dużym, płaskim głazie, stojącym pionowo przy drodze prowadzącej przez młody sosnowy lasek zdworskiego parku na łąkę. Halina Kaszuba wspomina:
Prowadziliśmy [do niego – G.S.] naszych gości, wierząc, że pokazujemy pamiątkę historii domu irodziny. Po wojnie mój brat Janek pragnął zabrać go na własną działkę pod Warszawą, ale już wtedy nigdzie go nie było48.
Radosław Romaniuk twierdzi, że zupływem lat Józio Świerczyński zamienił się wpamięci Iwaszkiewicza w„homoerotyczny archetyp”, który rzutował później na jego późniejsze związki miłosne49. Więcej nawet, erotyczny trójkąt, jaki utworzył się między Jarosławem, Zofią iJózefem, zaprogramował literackie modele homoseksualnej relacji pojawiające się potem wróżnych dziełach pisarza50. Kobieta stawała się wnich „medium erotycznego zbliżenia” między dwoma mężczyznami51.
Iwaszkiewicz nie tylko nigdy nie zapomniał Józia, ale zmijającymi latami nabierał coraz silniejszego przeświadczenia oznaczeniu Świerczyńskiego wswym życiu. Pisał wdzienniku:
25 grudnia 1974: (…) zupełnie nie wiedziałem, że najważniejszą osobą tamtej epoki był dla mnie Józio. Teraz za późno, nie mogę mu nic powiedzieć, itylko patrzę na te poblakłe iniedobre fotografie, które wyglądają zupełnie jak cienie, jak fantomy52.
23 kwietnia 1975: (…) cała młodość wKijowie [ma za patrona – G.S.] tylko Józia Świerczyńskiego, który wtamtym czasie, zdawało się, nie odgrywał tak wielkiej roli wmym życiu. (…) Bardzo dziwne są te perspektywy starości53.
Jarosław Iwaszkiewicz iJózef Świerczyński, lata dwudzieste(fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)
Przez trzydzieści lat Iwaszkiewicza łączyła zJózefem Świerczyńskim prawdziwa przyjaźń:
(…) rozumieliśmy się doskonale nawzajem inigdyśmy sobie nie przeszkadzali, nie włażąc jeden drugiemu wparadę, nie dając sobie rad, które itak na nic by się nie przydały, nie spierając się nadaremno inie starając się ani być, ani wydawać się innymi, niż byliśmy wrzeczywistości. Zawsze wobec siebie szczerzy, nie ukrywaliśmy swoich popędów (…)54
Przyjaźni nie mąciła „dobroduszna pogarda”55, zjaką pułkownik kawalerii odnosił się do literackich osiągnięć pisarza. „Nie interesował się żadnymi przebierankami, nie wiedział, pod jakimi nazwami występuje wmoich poematach ipowieściach (…)”56. Jedyny dowód potwierdzający, że Józef poznał jakieś utwory Iwaszkiewicza, zachował się wjego liście wysłanym do przyjaciela-autora w1933 roku idotyczy – co niezwykłe – Panien zWilka: „Parę dni temu przeczytałem Pannę [sic! – G.S.] zWilka. Przeczytałem ją zprzyjemnością…”57. Może lektura sprawiła mu przyjemność, ponieważ jest to utwór – według określenia samego Iwaszkiewicza – „tak całkowicie byszewski”58 iJózef to zrozumiał. Może to więc nie przypadek, że zmienił tytuł opowiadania izpanien uczynił pannę. To by też tłumaczyło, dlaczego zupełnie nie docenił Brzeziny: „ale tej drugiej noweli ztej książki to nie warto było pisać”59 (opowiadania zostały opublikowane wjednym tomie) – która wżaden sposób nie łączyła się zjego życiem.
Iwaszkiewicz zadedykował przyjacielowi – „Józefowi Świerczyńskiemu” – swą pierwszą powieść Ucieczka do Bagdadu (napisaną w1916 roku, opublikowaną w192360), „stylizowaną na romans przygodowo-miłosny”61, której półbaśniowa akcja dzieje się na Bliskim Wschodzie ina Ukrainie. Wjej bohaterach można rozpoznać rysy Józefa iJarosława, pierwszego wperskim poecie Dżafisie, drugiego wukraińskim poecie Lwie (miał na drugie imię Leon). Po wielu przygodach itrzech rozmowach omiłości do „wielkiej nieznanej Tajemnicy”62, jakie młodzieńcy przeprowadzili, finał jest taki:
Dżafis chciał pytać, lecz oczy jego spotkały blisko oczy Lwa. Patrzyli wnie głęboko iwmilczeniu. Patrzyli długo ibez końca. Zdawało się, że chcą coś powiedzieć, znaleźć jakieś słowo, nazwać coś, co nie może być nazwane, ale nie mogą. Tylko po chwili położyli sobie ręce na ramionach icicho, spokojnie pocałowali się wusta63.
Drugim utworem dedykowanym „Józefowi Świerczyńskiemu” było opowiadanie Lato (napisane w1923 roku, opublikowane w1986), proza poetycka będąca ekstatycznym opisem lata wogrodzie, gdzie narrator spotyka ukochaną:
Ipo co ujrzałem Ciebie? Tam, pod ciemnych kasztanów iświerków nachylonym rzędem… Byłaś stopiona zblaskiem przedzierającym się smugami przez liście ibyłaś sama jako ta smuga światła. Myślałem, że to nimfa stanęła przede mną naga icudna: – wręku miałaś morelę dojrzałą iwonną, złotą jak twoje ciało isłodką jak twoje usta! Okrólewno! Opanno zaklęta! Osamotny duchu opuszczonego domu!64
WAdamie, przyjacielu tytułowego bohatera powieści Iwaszkiewicza Hilary, syn buchaltera, będącej „szyderczą repliką modernistycznych powieści oartystach”65, można dostrzec przymioty Józia Świerczyńskiego: „poczciwego”, „wiernego przyjaciela”, „promieniejącego prostą dobrocią”, „kochanego przez wszystkich”, lekceważącego twórcze osiągnięcia tytułowego Hilarego, żołnierza walczącego na froncie iginącego wwalce66.
Iwaszkiewicz nadał także rysy Józia Świerczyńskiego bohaterowi pierwszego tomu swej powieści Sława ichwała (1956), Józiowi Royskiemu67: „Zwyczajny sobie chłopak. Bardzo miły oczywiście imoże nawet inteligentny, ale natura zupełnie przeciętna”68. Józio dojrzewa wwojsku, zyskuje męską pewność siebie, ma „ruchy wojskowe, wąsy przystrzyżone, nieregularną, ale bardzo piękną twarz”69, kocha sławną śpiewaczkę Elżbietę Szyller. W1918 roku ginie wpotyczce zUkraińcami, aElżbieta po piętnastu latach wyznaje swemu bratu Edgarowi: „Ty nie masz pojęcia, jakie on miał ciało (…) Ty nie masz pojęcia, co to jest tak sobie myśleć, że to ciało rozsypało się wproch, wnicość, wziemię”70.
Józef Świerczyński, ok. 1914(fot. Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku)
4 lutego 1973 roku Iwaszkiewicz pisał wswym dzienniku:
To zadziwiające, jak do dziś dnia prześladuje mnie wspomnienie tego ciała sprzed sześćdziesięciu przeszło lat, jak czuję nie tylko jego dotknięcie ijego kształt, że tak powiem jego smak (…) Całe duchowe mięso tego ciała tkwi przy mnie inie mogę się od niego oddalić. Od lat obróciło się ono wproch, kości jego nie wiadomo, gdzie są, ale gdy teraz napisałem słowo „kości”, poczułem dreszcz iżądzę zobaczenia tych kości, chociażby tych kości, dotknięcia ich, przytulenia ich do siebie. Ico najdziwniejsze, że nie była to miłość – tyle razy kochałem różnych ludzi, ale właśnie tego człowieka nie kochałem, miałem tylko nabożeństwo do tego tak pięknego ciała71.
Iwaszkiewiczowi ciągle się zdawało, że niedostatecznie uwiecznił Józia Świerczyńskiego wswej twórczości. Po upływie ponad połowy wieku notował wdzienniku – drugi zapis powstał na miesiąc przed śmiercią:
23 kwietnia 1975: Co się tyczy Józka, to trzeba by było kiedyś napisać większy kawałek onim. Pod względem psychologicznym ipod względem spraw seksualnych może by to było interesujące, bo tak zupełnie do niczego niepodobne ibez precedensów72.
6 lutego 1980: Myślę też onapisaniu rozdziału oprzyjaźni zJóziem Świerczyńskim, ale się trochę lękam ekshibicji, bo to taka osobliwa iniespodziewana historia, dla psychologów iseksuologów coś bardzo interesującego73.
Losy sześciu braci Świerczyńskich różnie się ułożyły, obrazują dzieje tamtego pokolenia Polaków, októrym Iwaszkiewicz pisał w1960 roku:
Było to pokolenie akurat wyrastające na przełomie dwóch epok ipłacące srogo za niezrozumienie tych epok czy też za to, że po prostu wtym czasie się urodzili. Zawsze podziw mnie bierze, że ja jakoś wybrnąłem ztych wszystkich okoliczności względnie pomyślnie iże przeżyłem dwie wojny (nawet więcej) idwie rewolucje74.
Bracia Świerczyńscy: Józef, Wincenty, Tadeusz, Zygmunt, Jan. Na zdjęciu brakuje Tomasza, zmarłego w1918 roku (fot. arch. rodzinne Janusza Świerczyńskiego)
Pięciu braci Świerczyńskich zostało żołnierzami. Trzej najstarsi wstąpili do rosyjskich szkół wojskowych, choć noszenie munduru armii któregoś zzaborców uważane było wspołeczeństwie polskim za dyskredytujące. Ale na początku XX wieku, wobec rysującej się coraz realniej szansy odzyskania przez Polskę niepodległości, młodzi mężczyźni zaczęli rozumieć konieczność kształcenia się wsztuce wojennej mającej służyć do stworzenia podstaw polskiej wojskowości. Kiedy Polska powstanie na nowo, musi mieć armię idobrze wyszkolonych oficerów, aszansę na to dawały jedynie uczelnie zaborców. Zdobywanie wiedzy uwrogów wymagało determinacji, bo narażało na wstyd iafronty. Iwaszkiewicz tak to opisał:
Wojskowe zamiłowania [Józefa – G.S.] bardzo raziły Zosię [Kurkiewiczównę – G.S.] icałą jej rodzinę. Dopiero wosiem lat potem, kiedy Świerczyński został oficerem armii polskiej, spożytkowując dla niej swoje zamiłowania iwykształcenie otrzymane jeszcze za czasów pokojowych welizawetgradzkiej szkole kawalerii – Zosia została jego żoną75.
Trzej bracia Świerczyńscy, którzy wczasie pierwszej wojny nosili rosyjskie mundury, wpaździerniku 1918 roku stawili się do służby wnowo powstałym Wojsku Polskim. Brali udział wwojnie polsko-bolszewickiej, potem do 1939 roku byli oficerami wróżnych jednostkach.
Józef (1893–1940) dostał się do niewoli sowieckiej wczasie kampanii wrześniowej 1939 roku. Był jeńcem wStarobielsku, został zamordowany przez funkcjonariuszy NKWD (Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych ZSRR) wiosną 1940 roku wlesie na obrzeżach Charkowa ipogrzebany na terenie dawnej osady Piatichatki. Jego prochy odnaleziono w1995 roku wmasowym grobie polskich oficerów76. W2007 roku decyzją Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego nadano mu pośmiertnie rangę generała brygady. Iwaszkiewicz uwiecznił śmierć Józefa wpoetyckiej formie wAzjatach:
Choć mojej ciszy nic już nie zamąci
Nie rusz mnie. Ja tu dawno wziemi leżę (…)
Wiele mi miejsca nie trza. Leżę gdzie upadłem
Trafiony kulą wkark77.
Wincenty (1894–1940) także był jeńcem wStarobielsku izostał zamordowany przez NKWD78. Postanowieniem Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego w2007 roku uzyskał pośmiertny awans na stopień majora. Jan (1897–1969) po uwolnieniu zsowieckiego obozu pracy wKraju Krasnojarskim wstąpił w1941 roku do Armii Polskiej dowodzonej przez gen. Władysława Andersa, walczył wbitwie oMonte Cassino iwkilku innych strategicznych miejscach. Zdemobilizowany wAnglii w1946, nie wrócił już do Polski, osiedlił się wArgentynie. Tomasz (1898–1918) grał wByszewach na skrzypcach, Iwaszkiewicz pisał, że „jego muzyka wnosiła do całej trzeźwej atmosfery rodziny jakiś akcent bardziej miękki”79. Wstyczniu 1918 roku wstąpił do III Korpusu Polskiego, został ranny na froncie wŁapach (woj. podlaskie)80, wczasie transportu chorych zaraził się tyfusem, zmarł wWarszawie. Jeden tylko Zygmunt (1900–1982) wybrał karierę cywila, został geodetą, zmarł wGdańsku. Tadeusz (1904–1978) był najmłodszym, szóstym synem. Mama Helena, zmęczona rodzeniem chłopców izłakniona córeczki, przez kilka lat ubierała go wsukienki itraktowała jak dziewczynkę, co zapisało się wrodzinnej pamięci Świerczyńskich81 ina starych fotografiach. Został żołnierzem, we wrześniu 1939 roku dostał się do niewoli niemieckiej, oflag II-C Woldenberg (Dobiegniew)82. Wmarcu 1945 roku wstąpił, na krótko, do Ludowego Wojska Polskiego wrandze kapitana. Do końca życia nosił wgłowie kawałek granatu. Zmarł wdomu rencisty wBrzezinach Śląskich83.
Znamiennie ułożyły się też losy Zofii Kurkiewiczówny (1892–1955), panny ze Skoszew. Studiowała wBerlinie wAkademii Handlowej84, gdzie zakochał się wniej jej wykładowca, starszy otrzydzieści lat prof. Werner Sombart, socjolog iekonomista. W1918 roku przyjechał do Warszawy zoświadczynami. Zofia tak opisała to wydarzenie wliście do Iwaszkiewicza:
Pamiętasz mego profesora zBerlina – Sombarta, który mnie zawsze emablował, książkami swymi obdarzał itd. Korespondowaliśmy przez te kilka lat. Wypisywał mi zawsze moc czułości wlistach, ale ja to brałam za taki ojcowski sentyment. Tymczasem mniej więcej dwa miesiące temu Sombart zjawia się unas ioznajmia, że przyjechał po to, aby oznajmić, że pragnie, bym została jego małżonką, że mnie kocha tak, jak nigdy żadnej kobiety nie kochał, że to jego „łabędzi śpiew”, że jest wreszcie Geheimratem [tajnym radcą], że może bywać nawet na dworze, ma piękną willę wgórach Olbrzymich na Śląsku, kilkaset tysięcy rocznego dochodu itd. Wszystko to, plus swoje 52! lata składa umych stóp. Swoją drogą jest jeszcze bardzo przystojny, interesujący, typ bardziej francuskiego niż niemieckiego uczonego, umysł ogromnie żywy, błyskotliwy, głęboki przy tym. Ale żeby być tak naiwnym. Żal mi go było, bo wstrasznym gniewie wyjeżdżał inasza ciekawa korespondencja musiała się zakończyć. Cóż kiedy nie mogę, choć przyznaję, że byłaby to kariera85.
Prof. Sombart posłużył Iwaszkiewiczowi do stworzenia wopowiadaniu Koronki weneckie II (1941) postaci prof. Żalwata, ekonomisty zwarszawskiego uniwersytetu zakochanego wgłównej bohaterce Zosi, którą łączy splot emocji zdwoma młodzieńcami, Oswaldem Sosnowskim inarratorem-pisarzem, ukrywającymi homoseksualną orientację, ale to prof. Żalwat zaważy dramatycznie na jej losach86.
Zofia Kurkiewiczówna, 1913(fot. Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku)
Wlistach do Iwaszkiewicza, które nazywała „piorunochronami duchowymi”87, Zofia opisywała swe życie panny na wydaniu, wokół której krążyło wielu młodych mężczyzn starających się ojej rękę. Wczerwcu 1918 roku ufnie mu wyznawała:
Gdyby kiedyś wrócił Józek ichciał, bym jego była (…) rzuciłabym wszystko, (…) salony złocone izbytki, iposzłabym do Józka. Jarosławie, nie śmiej się, błagam, bo to już nie sentyment pensjonarki, to tajemnica najgłębsza, najserdeczniejsza kobiety, która (…) wie, co kochać znaczy. Ja nie pielęgnowałam uczucia mego do Józka (…) Były czasy, gdy wcale onim nie myślałam. Starałam się zapomnieć. (…) Iwiesz, ja ciągle mam nadzieję, mam przeczucie, że Józka mi zapomnieć iwyrzec się nie wolno. (…) Czy ja naprawdę nikogo prócz Józka kochać nie potrafię?88
Wlipcu napisała:
Józek tydzień temu przyjechał do Warszawy. (…) Czuję, że ja icałe moje życie zmieniło się najzupełniej (…) Dobrze mi, strasznie, strasznie dobrze. AJózek, nie myślałam nigdy, żeby mógł być taki bardzo kochany. Jednak te trzy [od ostatniego spotkania – G.S.] lata dużo dobrego zrobiły89.
Wsierpniu:
Jestem szczęśliwa, aż mi dziwno, tak bardzo szczęśliwa itak mi dobrze. Wnajśmielszych mych marzeniach nie przypuszczałam, żeby wJózku były tak wielkie skarby czy uczucia. Nie poznaję go prawie. (…) to jedno było mym najgorętszym marzeniem, jeśli modliłam się kiedy, to oto jedno tylko90.
25 stycznia 1919 roku Zofia wyszła za mąż za Józefa Świerczyńskiego. Oich zaręczynach Iwaszkiewicz napisał:
Zaręczyny te nie były dla mnie niespodzianką, ale ogromną radością. Od siedmiu lat byłem intymnym powiernikiem obu stron iwidziałem, jakimi odległymi drogami, zjakimi komplikacjami zdążało do siebie, pomimo wszelkie wewnętrzne izewnętrzne przeszkody, tych dwoje ludzi91.
Ślub odbył się wkościele Świętego Zbawiciela wWarszawie92. Zofia towarzyszyła potem mężowi we wszystkich miastach garnizonowych, do których był kierowany. Nie mieli dzieci. Po wojnie zamieszkała we Wrocławiu, czekała na powrót męża, łudząc się nadzieją, że Józef przebywa wAnglii, wieść ojego śmierci ją załamała. Ponownie nawiązała korespondencję zIwaszkiewiczem. Chorowała na serce93, umarła wWarszawie w1955 roku, została pochowana na cmentarzu Powązkowskim94.
Jarosław Iwaszkiewicz ożenił się zAnną Lilpopówną (1897–1979) w1922 roku, małżeństwo trwało 57 lat, był ojcem dwu córek, Marii (1924–2019) iTeresy (1928–2012). Miał wiele romansów homoseksualnych. Zmarł wWarszawie, 2 marca 1980 roku, wwieku 86 lat, został pochowany na cmentarzu wBrwinowie95.
Wczasie pierwszej wojny światowej podczas bitwy pod Brzezinami, niedaleko Łodzi (przełom listopada igrudnia 1914 roku), Byszewy mocno ucierpiały, zdworu znikły stare meble iportrety przodków pocięte kiedyś batami przez braci Świerczyńskich, wparku pochowano poległych, wdrzewach utkwiły niewypały96. WSkoszewach spłonął modrzewiowy dwór Zdzitowieckich izabytkowy kościół97. Ostatnimi właścicielami Byszew były dzieci zmarłego w1931 roku Józefa Plichty. W1940 roku hitlerowcy wyeksmitowali ich zdworu imajątku, przejęła je III Rzesza.
W1945 roku, po zakończeniu drugiej wojny światowej, Byszewy nie zostały zwrócone rodzinie Plichtów, prawowitym właścicielom. We dworze najpierw ulokowano szkołę, apotem przejął go Urząd Bezpieczeństwa, który więził wnim jeńców niemieckich. Kolejnym użytkownikiem budynku było przedsiębiorstwo „Konsumy” Centrali Nasiennej, awreszcie Państwowe Gospodarstwo Rolne. Pozbawiony opieki dwór zaczął ulegać ruinie98. Opisała go wliście do Jarosława Iwaszkiewicza Krystyna Pytel-Irzykowska, nauczycielka zRawy Mazowieckiej, która w1976 roku nawiązała korespondencję zpisarzem.
Na miejscu dawnego majątku Plichtów znajduje się PGR. Dworek ongiś szlachecki, co tu dużo mówić, przedstawia opłakany widok. Nikt wnim nie mieszka, okna bez szyb, zdachu nad kolumnami wyrasta brzózka. Po lewej stronie resztki gruzów po rozebranej przybudówce czy altanie (…). Przed domem na wpół wyschnięty staw zkaczkami, za domem staw, mostek, pagórek zparkiem istarym, pustym wśrodku olbrzymim dębem (…). Całość obejścia dworku niestety zaniedbana, szczególnie ztyłu. (…) byszewianie zPGR przyjęli nas wrogo, nie spuszczali zoka (…) aż padło magiczne słowo: Iwaszkiewicz. Proszę Pana, ludzi odmieniło wokamgnieniu (…), mówią oPanu jak okimś dobrze znanym ibliskim99.
Wstrząśnięty Iwaszkiewicz dopytywał się rozpaczliwie wliście do niej:
Co można zrobić, aby ten dwór ocalić, aby przyśpieszyć jego remont, aby jakoś to zagospodarować? Do kogo mam napisać, czy do konserwatora miasta Łodzi, czy do wojewody łódzkiego?100
Rozpoczęli wspólne starania oodbudowę dworku wByszewach, która zróżnych przyczyn, administracyjnych ifinansowych, niezmiernie się przewlekała.
Przygotowując realizację filmu Panny zWilka, Andrzej Wajda postanowił zawieźć 85-letniego Jarosława Iwaszkiewicza do Byszew. Wkwietniu 1978 roku zapisał wswym Notesie:
Jarosław godzi się pojechać do Byszew, gdzie rzecz miała miejsce, itam pozwoli się sfotografować, opowie otej sytuacji, postaciach itym podobne. Uda się więc zabieg, który tak zachwyca wOgrodach, iwsposób naturalny cofa nas do przeszłości101.
Pojechali 4 czerwca 1978 roku zniedużą ekipą filmową, operatorem był Edward Kłosiński. WDziennikach Iwaszkiewicz tak opisał swoje wrażenia:
(…) Byszewy są wstanie straszliwym, wycięto kasztany iwogóle wszystkie drzewa koło dworu izbudowano tam takie kartonowe mieszkalne domy dla pegeerowców, przed domem szambo isłupy do światła elektrycznego. Sam dom zaczęli odbudowywać iodsłonięto fundamenty – budowali to na polnych kamieniach, ale bardzo solidnie. To wyglądało strasznie, ale lasek za ogrodem śliczny ita górka, na której zawsze czytałem, iten wspaniały stary dąb (…) pięknie przetrwał icała łąka prowadząca do źródeł piękna, różowa od firletek102.
Opłakany stan dworu świadczył odestrukcyjnym upływie czasu, fatalnym zarządzaniu ibarbarzyńskim zniszczeniu. Wajda zmontował – zpomocą Haliny Prugar-Ketling – film dokumentalny otej wizycie Pogoda domu niechaj będzie ztobą… Jarosław Iwaszkiewicz (1979). Stary pisarz chodził ostrożnie, podpierając się laską, po zrujnowanym domu izaniedbanym parku, wspominał znostalgią, co kiedyś tu było – weranda, na której wieczorami paliły się lampy, ławeczki, duży pokój jadalny bez ściany działowej, kasztanowa aleja, wielkie orzechy, krzak bzu, klomby kwiatowe – aco znikło bezpowrotnie izachowało się tylko wjego pamięci iutworach. Mówił do kamery (na zawsze zachował wwymowie kresowe przedniojęzykowo-zębowe ł [ɫ̪]):
To był dla mnie bardzo ważny dom ismutno mi, że wtej chwili tak wygląda (…) Dom mojej młodości. Nie mieszkałem wnim długo, ale on bardzo długo mieszka we mnie. Powraca wwielu moich opowiadaniach, powieściach, rozkład jego wewnętrzny, jego pokoje, jego meble ici ludzie, którzy tutaj mieszkali103.
Iwaszkiewicz nie wspominał wfilmie oJózefie Plichcie ibraciach Świerczyńskich. Powiedział tylko:
Tutaj mieszkali ludzie prości, mili isympatyczni. Masę anegdotek, powiedzeń, słów, które stąd wyniosłem, zabawnych przeżyć ibardzo głębokich przeżyć. Przecież to są czasy bardzo wczesnej mojej młodości, gdzie się spotykałem zksiążkami, zludźmi izuczuciami, pierwszymi uczuciami miłości.
Pisarz wydawał się pogodny, pogodzony zupływem czasu izmianami, jakich on dokonuje.
Stary człowiek musi się pocieszać tym, że wszystkie zmiany są na dobre, bo inaczej bardzo by już był pesymistycznie usposobiony. (…) No, [dom – G.S.] postarzał się po prostu, tak samo jak ija się postarzałem, wszystko się na świecie starzeje iprzemija. Na tym polega nasza [pisarzy – G.S.] funkcja, że zatrzymujemy te przemijające momenty.
Nastrój tego przyjazdu po latach do Byszew można odnaleźć wprzepełnionym smutkiem inostalgią wierszu Iwaszkiewicza Odwiedziny miejsc ulubionych wmłodości, niepozbawionym jednak wfinale nutki optymizmu inadziei.
Wilgotne, zimne igrożące deszczem
Przepływają obłoki – jesienne łabędzie,
Przychodzę tutaj znowu, by zobaczyć jeszcze,
Czy mnie ten zmarły obraz bardzo wzruszać będzie.
Bez smutku ibez żalu oglądam strumienie,
Gdzieśmy niegdyś gromadnie roili się nadzy,
Ściernie runią porosłe, zagaje, kamienie,
Drzewa wgórę wyśmigłe, ścieżki, drogi, miedze.
Dom chyli się do końca, dąb schnie od wierzchołka,
Ogród wlas się zamienił, awoda wszuwary,
Gdzie dawniej staw szeroki, dziś wilgotna łąka
Każdy kąt teraz cichszy, obcy, bardziej szary.
Woda płynąca rzeką uniosła widoki
Dawniejsze, na swej szklistej powłoce odbite,
Nic nie zostało ztego – tylko te obłoki
Zawsze wstado pierzaste ipierzchliwe zbite.
Przeminęło. Zamknięte. Skończone. Na wieki!
Nie wstrzymuję tej wody. Odpływa, odchodzi,
Niechże bieży, gdzie giną wszystkie, wszystkie rzeki,
Stary świat się pochylił, inny dzień się rodzi.
Ikiedy, obcy tutaj, przemierzam ugory,
Patrzę, jak las świerkowy śpi wzielonym futrze,
Niżeli dawną miłość, wyblakłe upiory,
Wolę ten wiatr dzisiejszy imyśli ojutrze104.
Wlatach 1978–1982 we dworze byszewskim przeprowadzono wreszcie remont za siedem milionów złotych. Jego oficjalnym zleceniodawcą był PGR Rogów, ale podjęto go za sprawą Iwaszkiewicza, który miał wtedy wpływy uwładz jako poseł na Sejm PRL iprzewodniczący Polskiego Komitetu Obrońców Pokoju. Pisał wliście do Macieja Świerczyńskiego: „ze skóry wyłaziłem, aby go [dwór wByszewach – G.S.] ocalić iodrestaurować”105. Swoje starania zaniósł nawet „przed wysoki ołtarz”106, czyli rozmawiał zEdwardem Gierkiem, ówczesnym pierwszym sekretarzem PZPR. Remont okazał się jednak fatalny wskutkach: wymieniono fragmenty ścian nośnych idziałowych, przesunięto drewniane schody wsieni, usunięto stare kaflowe piece, założono centralne ogrzewanie. PGR zmienił nazwę na Przedsiębiorstwo Rolniczo-Przemysłowe wŁodzi, Zakład Byszewy, ale nadal nie wiedział, jak ma zagospodarować dwór. Stał więc nieopalany (nie kupiono bowiem koksu), na świeżych tynkach porobiły się wykwity107. Planowano zorganizować wnim świetlicę dla pracowników108, ale dwór zaczął niszczeć na nowo.
Wlatach dziewięćdziesiątych XX wieku Byszewy stały się własnością Agencji Rolnej Skarbu Państwa. Roszczenia do dworu zgłosili spadkobiercy rodziny Plichtów109, ich starania długo pozostawały bezowocne ze względu na brak stosownej ustawy reprywatyzacyjnej. Wdniu 26 stycznia 2009 roku we dworze wybuchł pożar. Jego przyczyną było prawdopodobnie zaprószenie ognia przez nietrzeźwego mężczyznę, który przebywał wjego wnętrzu. Akcję gaśniczą utrudniał zatarasowany dojazd do dworu ibrak dostępu do wody. Spłonęły meble igontowy dach, ocalały mury ifundamenty, które nasiąkły wodą, zalaniu uległ także dębowy parkiet, uszkodzone zostały kominy powyżej parteru110. Wlatach 2010–2012 dzierżawiąca dwór Agencja Nieruchomości Rolnych Oddział Terenowy wWarszawie, Filia Oddziału wŁodzi, odbudowała spalony budynek kosztem około dwu milionów złotych. Roboty budowlane, prace konserwatorskie irestauratorskie przywróciły mu jego pierwotny kształt zXIX wieku. Planowana od dawna muzealna izba pamięci Jarosława Iwaszkiewicza111 jednak nie powstała, atablica pamiątkowa umieszczona wdziesiątą rocznicę śmierci pisarza na fasadzie dworu została zdjęta (przechowuje ją Centrum Kultury iEkologii wPlichtowie). Od 2017 roku przez pewien czas we dworze mieścił się Rodzinny Dom Dziecka.
W2021 roku spadkobiercy rodziny Plichtów – na mocy wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego wWarszawie – stali się na powrót właścicielami dworu wByszewach. Wdokumentalnym filmie Pożegnanie zByszewami (2023) Viktorii Marinov ohistorii dworu ijego mieszkańcach opowiadają wnuczki Józefa Plichty, Ewa Zgórniak iJoanna Rodziewicz, czytane są też wspomnienia jego córki Heleny Kaszuby iJarosława Iwaszkiewicza. Wnuczki stwierdzają zgodnie, że odzyskanie dworu przyszło „za późno” dla nich obu idla całej rodziny nieczującej już związku zrodzinną posiadłością. Prawdopodobnie dwór zostanie sprzedany.
Dworek wByszewach, 2024 (fot. Grażyna Stachówna)
Dąb Jarosław, pagórek istaw, 2024 (fot. Grażyna Stachówna)
Wokół byszewskiego dworu znajduje się zaniedbany park opowierzchni ponad dwu hektarów. Po wojnie wycięto wnim wiele starych drzew. Zabytkiem przyrody jest prawie całkowicie spróchniały ponad sześćsetletni dąb szypułkowy oobwodzie około sześciu metrów, nazwany Jarosławem. Wpołudniowej części parku nadal istnieje wzniesienie, na którym Iwaszkiewicz czytywał książki osłonięty krzewem leszczyny. Zachował się staw, ale zmniejszony iporosły rzęsą.
Gdy Józef Plichta umierał wstyczniu 1931 roku, wezwał do siebie Iwaszkiewicza.
Miał on już tylko jedną prośbę do mnie: abym zaraz, natychmiast, na poczekaniu, kupił od niego Byszewy. Scena była naprawdę tragiczna: pan Józef był już na pół przytomny, ajego żona zpięciorgiem drobnych dzieci sama nie wiedziała, co począć. Pomimo to starałem się wytłumaczyć, że nie mogę tak od razu zgromadzić potrzebnej gotówki, że nie mam pojęcia ogospodarowaniu – aByszewy, ostatnio bardzo zapuszczone, wymagały energicznej ręki – pomimo że przedstawiałem, że nie mogę wykorzystywać wten sposób chorego inieorientującego się już wsprawach materialnych człowieka, który za bezcen oddaje mi rodzinny majątek – chciano wzywać natychmiast rejenta ispisywać akt sprzedaży. Oczywiście do tego nie doszło112.
Helena Kaszuba, córka Józefa Plichty, naówczas dziewięcioletnia, dodaje:
Podobno wczasie tej ostatniej wizyty, tatuś usilnie chciał sprzedać mu [Iwaszkiewiczowi – G.S.] Byszewy? Myślę, że mama iciocia nie wyraziłyby na to zgody – ciocia Maryla miała wByszewach swoje „sumy” idożywocie113.
Urok iaura Byszew zostały zJarosławem Iwaszkiewiczem na zawsze. Opobytach wtym dworze napisał po latach:
Dnie inoce zmieniały się niepostrzeżenie ikażdy dzień, każda noc miały swój zapach, swój dotyk, swój smak, podobny do smaku miłości. Zapadały głęboko wserce, aby się kiedyś odrodzić, pojawić na powierzchni świadomości, pomnożyć moją wiedzę ożyciu. (…) Elementy byszewskie: dwór zkolumnami, „źródła”, łąki, rzeczka, młyn, panny zsąsiedztwa, bliskość dwóch dworów, rozsądny stary wujek, młodzieńcza miłość, młodzieńcza przyjaźń – odnajdują się we wszystkim, co napisałem. (…) Byszewy stały się (…) moją własnością wliteraturze114.
1Jarosław Iwaszkiewicz, Podróże do Polski, red. Paweł Hertz, Wydawnictwo „Alfa”, Warszawa 1987, s. 115.
2Tamże, s. 10.
3Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, Czytelnik, Warszawa 1975, s. 98.
4Wszystkie cytaty tamże, s. 98–99.
5Tamże, s. 94.
6Oojcu chłopców, Józefie Makarym Świerczyńskim (1863–1913) herbu Ostoja, Iwaszkiewicz nie wspomina. Zzawodu był prawnikiem po studiach wZurichu iHeidelbergu, pracował jako inspektor wkijowskim oddziale Warszawskiego Towarzystwa Ubezpieczeń od Ognia. Za: Maciej Świerczyński, Tak to zapamiętałem…, 1983, tekst nieopublikowany, wposiadaniu autorki. Wnekrologu opisano go jako „inspektora ubezpieczeń; inspektora warszawskiego towarzystwa; rejenta”, za: https://www.sejm-wielki.pl/b/psb.34682.2 (dostęp: lipiec 2023).
7Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911–1955, oprac. Agnieszka iRobert Papiescy, Czytelnik, Warszawa 2010, s. 94–95.
8Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 100.
9Tamże.
10Iwaszkiewicz błędnie podaje Barbara, zamiast Krystyna. Tamże, s. 103.
11Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, s. 31–112, tekst nieopublikowany, wposiadaniu autorki.
12Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 99–100.
13Tamże, s. 100.
14Tamże, s. 97.
15Tamże, s. 100.
16Tamże, s. 101–102.
17Tenże, Wspomnienia akademickie, „Twórczość” 2005, nr 2–3, s. 63.
18Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, 2 lipca 1912, w: Jarosław Iwaszkiewicz iUkraina, red. Robert Papieski, Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku, Podkowa Leśna 2011, s. 76.
19Winnych tekstach Iwaszkiewicza: wyżeł Appel lub Apel.
20Jarosław Iwaszkiewicz, List do Romana Sędzikowskiego,dz. cyt., s. 76–77.
21Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 111.
22Tenże, Hilary syn buchaltera, Czytelnik, Warszawa 1975, s. 77.
23Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 111.
24Tenże, Pławienie koni, cz. 2, w: tenże, Liryki, wybrał Autor, uzupełnił Jerzy Lisowski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1988, s. 268–269.
25Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 77.
26Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 142.
27Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 101.
28Tamże.
29Tenże, Podróże do Polski, dz. cyt., s. 10.
30Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 103.
31Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 78.
32Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 101.
33Tenże, List do Romana Sędzikowskiego, dz. cyt., s. 78.
34Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 131.
35Tamże, s. 131–132.
36Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, Wydawnictwo Iskry, Warszawa 2012, t. 1, s. 118.
37Tamże, s. 119.
38Jarosław Iwaszkiewicz, Lato, w: tenże, Liryki, dz. cyt., s. 41.
39Tenże, Hilary syn buchaltera, dz. cyt., s. 10.
40Aleksandra Giełdoń-Paszek, Obywatel Parnasu. Sztuki piękne wżyciu itwórczości Jarosława Iwaszkiewicza, Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego, Katowice 2014, s. 23–33.
41Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911–1955, dz. cyt., s. 33.
42Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 67.
43Tamże, s. 231–232.
44Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt., t. 1, s. 95.
45Jarosław Iwaszkiewicz, Ogrody, w: tenże, Sny, Ogrody, Sérénité, Czytelnik, Warszawa 1985, s. 45.
46Tamże, s. 47.
47Jarosław Iwaszkiewicz, Hilary syn buchaltera, dz. cyt., s. 77.
48Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 54.
49Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt., t. 1, s. 120–121.
50Tamże, s. 122.
51German Ritz, Jarosław Iwaszkiewicz. Pogranicza nowoczesności, tłum. Andrzej Kopacki, Universitas, Kraków 1999, s. 100.
52Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964–1980, oprac. Agnieszka iRobert Papiescy, Czytelnik, Warszawa 211, s. 421.
53Tamże, s. 440 i441.
54Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 113.
55Tamże.
56Tenże, Ogrody, dz. cyt., s. 46.
57Józef Świerczyński, List do Jarosława Iwaszkiewicza, Podbrodzie, 13 marca 1933, Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku, sygn. A.K.J.I. 591/244.
58Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1911–1955, dz. cyt., s. 136.
59Józef Świerczyński, List do Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt.
60Jarosław Iwaszkiewicz, Ucieczka do Bagdadu, Tow. Wydawnicze „Ignis” S. Akc., Warszawa 1923.
61Maria Jędrychowska, Wczesna proza Jarosława Iwaszkiewicza, Polska Akademia Nauk, Oddział wKrakowie, Prace Komisji Historycznoliterackiej nr 37, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk, Wrocław 1977, s. 8.
62Jarosław Iwaszkiewicz, Ucieczka do Bagdadu, dz. cyt., s. 75.
63Tamże, s. 96.
64Tenże, Lato, w: tenże, Utwory nieznane, Czytelnik, Warszawa 1986, s. 13.
65Ryszard Przybylski, Eros iTanatos. Proza Jarosława Iwaszkiewicza 1916–1938, Czytelnik, Warszawa 1970, s. 67.
66Wszystkie cytaty za: Jarosław Iwaszkiewicz, Hilary syn buchaltera, dz. cyt., s. 7, 78, 36, 76, 133.
67Swą „powierzchowność” Józio zawdzięcza także, wedle notatki Iwaszkiewicza, Jurze Mikłucho-Makłajowi, gimnazjalnemu przyjacielowi zabitemu na ganku własnego domu przez ukraińskich chłopów w1918 roku. Za: Andrzej Zawada, Jarosław Iwaszkiewicz, Wydawnictwo „Wiedza Powszechna”, Warszawa 1994, s. 307 i26.
68Jarosław Iwaszkiewicz, Sława ichwała, t. 1, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 12.
69Tamże, s. 59.
70Tenże, Sława ichwała, t. 2, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1989, s. 11.
71Tenże, Dzienniki 1964–1980, dz. cyt., s. 339.
72Tamże, s. 440.
73Tamże, s. 619.
74Tenże, Wspomnienia akademickie, dz. cyt., s. 60.
75Tenże, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 103.
76Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt., t. 2, s. 92.
77Jarosław Iwaszkiewicz, Azjaci, cz. III, w: tenże, Mapa pogody, Czytelnik, Warszawa 1980, s. 9.
78Obaj bracia Świerczyńscy, Józef iWincenty, figurują w: Charków. Księga Cmentarna Polskiego Cmentarza Wojennego, red. Jędrzej Tucholski, Rada Ochrony Pamięci Walk iMęczeństwa, Warszawa 2003, s. 553.
79Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 105.
80Wacław Berka, Opolski czyn zbrojny na Wschodzie 1914–1918, nakładem Komitetu Obywatelskiego Obchodu Dziesiątej Rocznicy Powstania Polskiej Ligi Wojennej Walki Czynnej, Warszawa 1925, s. 109.
81Maciej Świerczyński, Tak to zapamiętałem…, dz. cyt.; Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 139.
82Na liście więźniów Woldenberga figuruje pod numerem 5148, http://woldenberczycy.pl/wp-content/uploads/2018/01/Lista-lubuska-Jencow-Oficerow-Oflagu-IIC.pdf (dostęp: sierpień 2023).
83Maciej Świerczyński, Tak to zapamiętałem…, dz. cyt.
84Radosław Romaniuk, Inne życie. Biografia Jarosława Iwaszkiewicza, t. 2, dz. cyt., s. 136.
85Zofia Kurkiewiczówna, List do Jarosława Iwaszkiewicza, 22 czerwca 1918 – pisownia uwspółcześniona, Muzeum im. Anny iJarosława Iwaszkiewiczów wStawisku, sygn. A.K.J.I. 591/244.
86Aleksander Madyda, Jarosław Iwaszkiewicz jako pisarz autobiografizujący (Na przykładzie opowiadań: „Koronki weneckie I”, „Koronki weneckie II”, „Dzień sierpniowy”, „Tatarak”, „Opowiadanie zpsem”), „Roczniki Humanistyczne” 2018, z. 1, s. 44–52.
87Zofia Kurkiewiczówna, List do Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt.
88Taż, List do Jarosława Iwaszkiewicza, dz. cyt.
89Taż, List do Jarosława Iwaszkiewicza, 16 lipca 1918, tamże.
90Taż, List do Jarosława Iwaszkiewicza, 28 sierpnia 1918, tamże.
91Jarosław Iwaszkiewicz Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 157.
92Relacja pani Bożenny Dereckiej-Dupuis.
93Jarosław Iwaszkiewicz, List z3 kwietnia 1979 do Macieja Świerczyńskiego, w: Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia, red. Anna Król, Wilk&Król Oficyna Wydawnicza, Warszawa 2014, s. 171.
94Nekrolog, „Życie Warszawy” 1955, nr 164, s. 5.
95Ludwika Włodek, Pra. Iwaszkiewiczowie. Opowieść orodzinie, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2021.
96Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 109.
97Andrzej Sznajder, Panny ze Skoszew,https://www.e-kalejdoskop.pl/literatura-a215/panny-ze-skoszew-r897(dostęp: lipiec 2023).
98Historia majątku idworu wByszewach, w: Blog internetowy Macieja Zygmunta Świerczyńskiego, Projekt Genealogiczny, https://projektgenealogiczny.blogspot.com/2023/06/swierczynscy-w-kijowie.html (dostęp: sierpień 2023).
99Krystyna Pytel-Irzykowska, List do Jarosława Iwaszkiewicza, Rawa Mazowiecka, 20 lipca 1976, w: Jarosław Iwaszkiewicz, Krystyna Pytel-Irzykowska.Korespondencja, „Twórczość” 2020, nr 2, s. 95.
100Jarosław Iwaszkiewicz, List do Krystyny Pytel-Irzykowskiej, Stawisko, 29 lipca 1976, tamże, s. 96.
101Andrzej Wajda, 27 kwietnia 1978, Notes nr 68, brak numeracji stron, Archiwum Andrzeja Wajdy przy Muzeum Sztuki iTechniki Japońskiej Manggha, Kraków. Cytaty zNotesów, które znalazły się wich wersji drukowanej, opisuję także dodatkowo: Andrzej Wajda, Notesy 1942–2016. Wybór, t. 1: 1942–1978, przepisali, opracowali iindeksem opatrzyli Tadeusz Lubelski, Agnieszka Morstin, Universitas, Kraków 2024, s. 511.
102Jarosław Iwaszkiewicz, Dzienniki 1964–1980, dz. cyt., s. 539–540.
103Ten idwa następne cytaty pochodzą ze ścieżki dźwiękowej filmu Pogoda domu niechaj będzie ztobą… Jarosław Iwaszkiewicz (1979) wreżyserii Andrzeja Wajdy.
104Jarosław Iwaszkiewicz, Odwiedziny miejsc ulubionych wmłodości, w: tenże, Dzieła. Wiersze, 1958, dz. cyt., s. 376. Dziękuję pani dr Teresie Rutkowskiej za zwrócenie mojej uwagi na ten wiersz.
105Tenże, List z23 lutego 1979 do Macieja Świerczyńskiego, w: Spotkać Iwaszkiewicza. Nie-biografia, dz. cyt., s. 170.
106Tenże, List do Krystyny Pytel-Irzykowskiej, Stawisko, 26 stycznia 1977, w: Jarosław Iwaszkiewicz, Krystyna Pytel-Irzykowska. Korespondencja, dz. cyt., s. 107.
107Paweł Tomaszewski, Gdzie te panny, gdzie to Wilko…, „Odgłosy” 1983, nr 7, s. 1 i7.
108Tadeusz Brzozowski, Dworek wByszewach iPGR, „Odgłosy” 1983, nr 11, s. 11.
109Michał Meksa, Remont dworku wByszewach ispór owłasność, https://lodz.naszemiasto.pl/remont-dworku-w-byszewach-i-spor-o-wlasnosc/ar/c8-1029097 (dostęp: lipiec 2023).
110„Rzeczpospolita”, Spłonął dwór wByszewach, https://www.rp.pl/kultura/art7708811-splonal-dwor-w-byszewach(dostęp: wrzesień 2023); Marcin Bereszczyński, Byszewy: Dworek zabezpieczony, ale tylko na cztery lata, „Dziennik Łódzki” 16 marca 2009, https://dzienniklodzki.pl/byszewy-dworek-zabezpieczony-ale-tylko-na-cztery-lata/ar/94590 (dostęp: wrzesień 2023).
111(B.St.), Na ratunek zabytkom. Wklimacie „Trylogii”…, „Życie Warszawy” 1979, nr 76, s. 3.
112Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 114.
113Helena Halina Kaszuba, Wspomnienia byszewskie, dz. cyt., s. 24.
114Jarosław Iwaszkiewicz, Książka moich wspomnień, dz. cyt., s. 112, 113, 114.
