Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Piotr Wójcik, uznany dziennikarz ekonomiczny, analizuje politykę handlową administracji prezydenta Donalda Trumpa, ukazując jej ideologiczne fundamenty i kontrowersyjne skutki dla globalnego porządku. Autor śledzi ewolucję światowego systemu gospodarczego, obnażając mechanizmy podważane przez trumpistów, oraz precyzyjnie punktuje ich cele strategiczne.
Wójcik dowodzi, że zarzuty trumpistów wobec obecnego ładu – od manipulacji danymi po błędną metodologię – są nie tylko nieuczciwe, ale i szkodliwe. Zamiast wzmacniać USA, proponowana strategia grozi osłabieniem ich pozycji międzynarodowej, erozją zaufania do dolara i destabilizacją sojuszy. Książka przekonuje, że te błędy odbiją się echem także w Europie i Polsce.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 110
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
NIEBAWEM W SERII „PŁOMIENIE”
Paweł Jędral, Co poprzedza masakrę?
[biopolityka w wojnie w Gazie]
Weronika Grzebalska, Na rozdrożu
[o obronności]
Justyna Drath, Szkoła przetrwania
[o edukacji]
Artur Troost, Utracony kompas
[o kondycji zachodniej lewicy]
Działania Donalda Trumpa wprawiają w osłupienie ekspertów w dziedzinie ekonomii i wyglądają na co najmniej nie do końca przemyślane. Chociaż sprawiają wrażenie całkowicie chaotycznych, to są takie wyłącznie na poziomie taktyki. Szczególnie na początku drugiej kadencji Trump, niczym rozwścieczony i ciężko zraniony bokser, zadawał ciosy na lewo i prawo, mając nadzieję, że w końcu którymś trafi, co mogło wyglądać na dość szalone. W gruncie rzeczy takie nie było, to po prostu modus operandi niejednego tygrysa biznesu zza oceanu: obstawiają oni wybraną liczbę bardzo ryzykownych opcji, z głęboką wiarą w to, że któraś z nich okaże się trafiona i przyniesie takie zyski, że z nawiązką pokryją one straty z pozostałych inwestycji. Większość z nich przegrywa, bankrutuje – i już o nich nie słyszymy. O większości tak naprawdę nawet się nie dowiadujemy. Głośno jest tylko o garstce tych, którym się uda trafić, przez co powstaje złudzenie, że są geniuszami. Nie są. Jeśli można o nich coś dobrego powiedzieć, to tyle, że są odważni. Szkoda, że często nadmiernie. Donald Trump, który sam ma już na koncie bankructwo, jako prezydent USA przyjął dokładnie tę samą taktykę, doskonale mu znaną z nowojorskiego biznesu.
Na poziomie strategii wszystko jest jednak doskonale przemyślane. Nie przez Trumpa, rzecz jasna, on po prostu wykonuje to, czego nauczył się od swoich protoplastów, wśród których jednym z najważniejszych jest Zoltan Pozsar, amerykański ekonomista węgierskiego pochodzenia, były doradca Departamentu Skarbu Stanów Zjednoczonych i były dyrektor w banku Credit Suisse. Teoretycy trumpizmu krótko po pandemii obwieścili koniec dotychczasowego porządku globalnego i wpadli na to, w jaki sposób USA mogłyby stworzyć nowy właściwie samodzielnie. Trumpiści uznali, że nowy porządek globalny potencjalnie może być znacznie mniej korzystny dla Amerykanów, zatem administracja w Waszyngtonie powinna go zacząć aktywnie kreować. Oczywiście trumpiści doskonale wiedzą, że dotychczasowy system, nazywany przez nich Breton Woods II, nie był niekorzystny dla USA. Po prostu chcą zrobić wszystko, żeby jego następca, Breton Woods III, nie dawał Amerykanom mniejszych przywilejów niż dotychczas, więc dokonali klasycznej ucieczki do przodu, by zawczasu zapewnić ich sobie jak najwięcej.
Trump jako wykonawca tych idei jak na razie radzi sobie znacznie lepiej niż ci wszyscy przegrani bokserzy biznesu z Wall Street, o których nigdy nie usłyszymy, bo musieli ogłosić upadłość niemal na początku działalności. Nie wynika to jednak z jego geniuszu, tylko z pozycji negocjacyjnej. Jako prezydent USA może spokojnie rozdawać ciosy nawet najbliższym partnerom handlowym, obserwując reakcje i w razie oporu na jakiś czas się wycofywać, żeby później wrócić z ofertą nieco mniej radykalną. A ponieważ na tle tych wcześniejszych nie wygląda ona już tak drastycznie, często jest akceptowana. O ile wytrawny negocjator zaczyna od bardzo wysokiej stawki, Trump zaczyna od stawki znacznie przekraczającej maksimum jego oczekiwań. Jego zapowiedzi o planach wchłonięcia Kanady chyba nikt nie potraktował serio. Takie działania żadnej innej głowie państwa nie uszłyby na sucho, Trump jednak nie jest pierwszą lepszą głową państwa. Jest prezydentem globalnego hegemona, za którym stoi największa gospodarka świata, globalna waluta rezerwowa, hegemonia jego rodzimych przedsiębiorstw w usługach streamingowych i chmurowych, przodownictwo w wyścigu technologicznym oraz – przede wszystkim – najsilniejsza armia świata.
Trzeba pamiętać, że trumponomika jest ściśle związana z potęgą militarną Stanów Zjednoczonych. Teoretycy trumponomiki wprost zaproponowali, żeby Waszyngton w negocjacjach handlowych nawet z najbliższymi partnerami – a właściwie szczególnie z nimi – wykorzystywał armię USA jak swoją kluczową walutę. Jeśli partnerzy handlowi nie zgodziliby się na zmianę warunków, to najpierw należało próbować zmienić je jednostronnie, a ostatecznie po prostu straszyć całkowitym zwinięciem parasola bezpieczeństwa. Ewentualnie robić jedno i drugie jednocześnie. W ten sposób U.S. Army stało się dolarem 2.0, o ile nie dolarem do potęgi. Mieszkańcom Europy, a szczególnie obywateli państw naszego regionu, od trzech dekad przekonanych o priorytecie wartości w świecie Zachodu, takie podejście może się wydawać jak z innej epoki. Jednak dla amerykańskiego wielkiego biznesu tak daleko posunięty cynizm jest zupełnie normalny.
Niektóre z dotychczasowych efektów strategii teoretyków trumpizmu oraz taktyki przyjętej już przez samego Trumpa mogą zwiastować jego ostateczny sukces. Dla nowojorskiego showmana, który wcześniej był wyśmiewany lub oskarżany przez liberalne elity o przeróżne – prawdopodobnie prawdziwe – występki, byłoby to piękne ukoronowanie kariery zawodowej. Nadal jest jednak możliwe, że Trump zaliczy drogę od zera do bohatera i z powrotem. Początkowe sukcesy nie przesądzają, że za trzy lata wciąż będzie zwycięzcą. W trumpizmie jest zaszyta pułapka na ludzi, którzy zdecydowali się zastosować ten ryzykowny model działania. Co więcej, ta pułapka jest z nim nierozerwalnie związana – jest logicznym elementem całej tej metody. Tak gwałtowne wprowadzanie barier handlowych w długim terminie może przynieść USA wiele korzyści, jednak w krótkiej perspektywie może doprowadzić wiele grup społecznych za oceanem do głębokiej pauperyzacji. Szczególnie tych grup, które stoją za zwycięstwem republikanów w wyborach w 2024 roku. Obecny prezydent USA może się zdziwić, że to właśnie jego wyborcy jako pierwsi staną na przysłowiowych barykadach. Kto trumpizmem wojuje, od trumpizmu może zginąć. Oczywiście w przenośni.
System zwany Breton Woods powstał podczas kilkutygodniowej konferencji w amerykańskim mieście o tej samej nazwie, w hotelu Mount Washington w lipcu 1944 roku. Zwycięscy alianci uznali, że przedwojenny światowy ład ekonomiczny miał ogromny wpływ na wybuch II wojny światowej. Podczas Wielkiego Kryzysu lat 30. dotknięte nim państwa zaczęły stosować politykę „zubożania sąsiada”, która polegała na celowej deprecjacji swojej waluty. Dzięki osłabieniu kursu wymiany własnego pieniądza można było więcej eksportować do pobliskich krajów, gdyż rodzime towary stawały się bardziej atrakcyjne cenowo. To pobudzało własną gospodarkę, jednocześnie pogłębiając recesję w państwach sąsiednich. Takiej negatywnej rywalizacji walutowej alianci chcieli po wojnie uniknąć – zwłaszcza Amerykanie i Brytyjczycy, bo to oni stali za wykreowaniem powojennego ładu. Kluczową rolę odegrali tu Amerykanin Harry Dexter White (jak ujawniono po jego śmierci, szpieg ZSRR, co akurat w tej sprawie nie miało znaczenia) oraz Brytyjczyk John Maynard Keynes.
Fundamentem systemu miały być wolny handel – intensywnie promowany przez utworzony w tym celu na omawianej konferencji Międzynarodowy Fundusz Walutowy – oraz nowy porządek walutowy oparty na dolarze. Sam dolar miał natomiast opierać się na złocie, żeby inne podmioty systemu mogły mu zaufać. Dolar zatem, jak planowano, miał stać się globalną walutą transakcyjną, a posiadającym go państwom przysługiwało prawo wymiany go na złoto w stałej relacji 35 dol. za uncję. Był to więc pośredni powrót do przedwojennego parytetu złota, któremu II RP hołdowała jeszcze długo po tym, jak inni machnęli na niego ręką, co było prawdopodobnie jedną z wielu przyczyn słabości ówczesnej Polski. Różnica była taka, że przed wojną poszczególne waluty były bezpośrednio oparte na złocie, a po wojnie opierał się na nim jedynie dominujący w świecie Zachodu dolar.
Waluty pozostałych państw należących do systemu były natomiast zależne od dolara. Musiały utrzymywać stały kurs walutowy w bardzo wąskim, jednoprocentowym paśmie wahań. Gdy kurs wychodził poza ten przedział, państwo było zobowiązane do interweniowania na rynku, by przywrócić ich odpowiednią wartość – m.in. poprzez skup amerykańskich obligacji lub waluty, ewentualnie poprzez ich sprzedaż, w zależności od tego, czy krajowa waluta nadmiernie się osłabiała czy umacniała. Nowy porządek walutowy był koncepcją White’a, której Keynes nie popierał, ale trzeba uczciwie przyznać, że w ówczesnych realiach nie był to pomysł nierozsądny. W teorii mechanizm ten miał nie tylko stabilizować kursy walut, lecz także automatycznie likwidować zbyt duże nadwyżki handlowe poszczególnych państw.
W czasach powojennych funkcjonowało to całkiem nieźle, gdyż zdemolowane państwa Europy nie notowały żadnych nadwyżek handlowych. Wszystko kupowały za Oceanem, zresztą w dużej mierze za dolary z Planu Marshalla. W tym czasie ogromne nadwyżki handlowe co roku notowali Amerykanie, co nie tworzyło szczególnych napięć strukturalnych, gdyż to oni emitowali główną walutę świata, którą każdy mógł wymienić na złoto. Co prawda niektóre państwa Europy musiały co jakiś czas dewaluować swoje waluty, by je osłabić adekwatnie do notowanego deficytu – Francja robiła to regularnie – ale MFW, który miał to kontrolować, zwykle finalnie szedł im na rękę.
Problemy zaczęły się mniej więcej w latach 60., gdy powojenni sojusznicy USA stanęli na nogi i to oni zaczęli więcej eksportować, niż importować. Prym wiodły Niemcy i Japonia. USA z kolei zaczęły znacznie więcej wydawać za granicą, niż kupować. Wtedy waluty amerykańskich sojuszników stały się zbyt słabe w stosunku do dolara, co prowadziło do nierównowagi handlowej. W 1961 roku to Niemcy po raz pierwszy musiały dokonać aprecjacji marki. W 1969 roku po raz drugi. Japonia w tym okresie nie musiała zrobić tego ani razu, co mogło być jedną z przyczyn kolapsu Breton Woods, ale Tokio jeszcze za to będzie musiało zapłacić. Gdy Amerykanie na potęgę zaczęli kupować za granicą, dolarów było już tak wiele w obiegu, że powoli stawało się oczywiste, że wymienialność waluty USA na złoto jest czysto umowna. W 1965 roku prezydent Francji Charles de Gaulle na konferencji prasowej zaatakował ówczesny system:
„Dzięki temu, że wiele państw akceptuje dolary jako równowartość złota w celu zrekompensowania deficytów amerykańskiego bilansu płatniczego, Stany Zjednoczone mogą zadłużać się u innych krajów bez jakichkolwiek opłat” – stwierdził.
Wystąpienie de Gaulle’a, chociaż głośne, niewiele zmieniło, bo system już wtedy i tak chwiał się w posadach. Większe znaczenie miała polityka gromadzenia złota przez rządzoną nim Francję. System zawaliłby się wcześniej, gdyby nie to, że Niemcy Zachodnie nadal grzecznie godziły się nie tylko nie chomikować złoto, ale także nadal masowo kupować obligacje dolarowe. W dłuższej perspektywie niewiele to dało i USA były zmuszone stopniowo ograniczać poziom pokrycia dolarów złotem. Gdy cena złota na rynkach prywatnych wyraźnie przekroczyła rynkową cenę dolara, wiadomo już było, że zasady ustanowione w Breton Woods istnieją wyłącznie dlatego, że nikt nie ma pomysłu, jak się ich pozbyć.
Wreszcie miarka się przebrała i kolejne kraje zaczęły de facto opuszczać system. W maju 1971 roku Niemcy Zachodnie zapowiedziały zakończenie kupowania dolarów, a w sierpniu tego samego roku Francja i Wielka Brytania zażądały oddania należnego im złota ulokowanego w USA. 15 sierpnia w Camp David spotkali się prezydent USA Richard Nixon, szef Rezerwy Federalnej Arthur Burns i sekretarz skarbu John Connally. Podczas spotkania Nixon wydał szereg rozporządzeń mających chronić dolara przed krachem, w tym nakaz zawieszenia wymienialności na złoto, co rozpoczęło powolny rozpad systemu Breton Woods. W grudniu 1971 roku w Instytucie Smithsona w Waszyngtonie spotkała się G10, do której należały państwa Europy Zachodniej, Kanada, Japonia i USA. Ustanowiły one nowy standard złota na poziomie 38 dol. za uncję, jednak FED i administracja Nixona nie utrzymywały dyscypliny w zakresie podaży waluty, więc kolejne państwa Grupy stopniowo zaczęły jednostronnie oficjalnie wypowiadać uczestnictwo w Breton Woods i wprowadzać płynny kurs swoich walut, co zostało ostatecznie uzgodnione w Porozumieniu Jamajskim w 1976 roku.
Dalsza część w wersji pełnej
Piotr Wójcik
Trumponomika [O ekonomii Donalda Trumpa]
Warszawa 2026
Copyright © by Piotr Wójcik, 2026
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-68823-07-3
Redakcja: Aleksandra Marczuk
Korekta: Joanna Kłos
Opieka redakcyjna: Patryk Walaszkowski
Współpraca redakcyjna: Vendula Czabak
Projekt graficzny serii: Marcin Hernas | tessera.org.pl
Wydawnictwo Krytyki Politycznej
ul. Jasna 10, lok. 3
00-013 Warszawa
krytykapolityczna.pl/wydawnictwo
Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w kawiarni Łoskot x Prześniona (ul. Jasna 10, Warszawa), księgarni internetowej KP (krytykapolityczna.pl/wydawnictwo) oraz w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.
Okładka
Karta tytułowa
Spis treści
1 Wstęp
2 Kształtowanie się systemu
Powojenny system Breton Woods
Karta redakcyjna
Okładka
Strona tytułowa
Spis treści
Meritum publikacji
Imprint
![Trumponomika [o ekonomii Donalda Trumpa] - Piotr Wójcik - ebook + książka](https://files.legimi.com/images/d502a8854d9411917a0d57a592da250a/w200_u90.jpg)