Tesla. Geniusz na skraju szaleństwa - W. Bernard Carlson - ebook
NOWOŚĆ

Tesla. Geniusz na skraju szaleństwa ebook

W. Bernard Carlson

4,0

129 osób interesuje się tą książką

Opis

Gdy Pan Tesla mówi o problemach elektrycznych, nad którymi pilnie pracuje, staje się postacią wręcz fascynującą. Z tego, co mówi, nie sposób zrozumieć ani jednego słowa.

 

Nikola Tesla jest w dużej mierze jednym z twórców współczesnego świata. Przyczynił się do rewolucji elektrycznej, która całkowicie zmieniła ludzkie życie na przełomie XIX i XX wieku. Wynalazł radio, dynamo rowerowe, baterię słoneczną i widowiskowy transformator nazwany od jego nazwiska. To w dużej mierze dzięki niemu istnieje nowoczesny świat, który znamy.

 

Tesla był również jednym z najbardziej znanych w ówczesnej Ameryce naukowców. Dbał o swój wizerunek, udzielając wielu wywiadów, opowiadając o swoich wynalazkach i o tym, co jeszcze chciałby stworzyć. Przeprowadzał publiczne pokazy swoich wynalazków, olśniewając widownię wykorzystywaniem prądu. Jego życie naznaczone było również konkurencją z innym wielkim umysłem tamtych czasów – Thomasem Alvą Edisonem, który wykorzystywał i opatentował pod swoim nazwiskiem wiele wynalazków genialnego Serba.

 

W. Bernard Carlson przygląda się Tesli nie tylko pod kątem jego osobowości, ale również szeroko opisując czasy i realia, w których działał. Skupia się również na konkretnych wynalazkach i procesem pracy nad nimi. Pochyla się nad tym, w jaki sposób Tesla pracował, jak próbował w eksperymentalny sposób urzeczywistnić swoje idee, które wielu mogły wydawać się błędne. Opisuje, jak doprowadził do opatentowania niemal trzystu swoich wynalazków. Opierając się na oryginalnych dokumentach, wskazuje, jak Tesla potrafił przyciągać zainteresowanie publiczności, tworząc mity na swój temat i świadomie kreując swój wizerunek ekscentrycznego wizjonera, geniusza na skraju szaleństwa.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 716

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




WSTĘP

KOLACJA W DELMONICO’S

Rok 1894. W Nowym Jorku był upalny letni wieczór. Reporter postanowił, że nadszedł czas, by się spotkać z Czarodziejem.

Reporter nazywał się Arthur Brisbane i był wschodzącą gwiazdą wydawanego przez Josepha Pulitzera „New York World”. Opisywał zagadkę Kuby Rozpruwacza w Londynie, strajki pracowników hut w Pittsburghu i pierwszą egzekucję na krześle elektrycznym w Sing Sing. Brisbane miał oko do szczegółów i potrafił stworzyć opowieść intrygującą sto tysięcy czytelników. Później miał zostać redaktorem „New York Journal” u Williama Randolpha Hearsta, pomóc rozpętać wojnę hiszpańsko-amerykańską i stworzyć dziennikarstwo tabloidowe[1].

Brisbane specjalizował się w tekstach dla nowego niedzielnego wydania „Worlda”. Opisywał premierów i papieży, bokserów i aktorki. Teraz ludzie mówili mu, by napisał o wynalazcy Nikoli Tesli. Jego nazwisko było na ustach wszystkich: „Każdy naukowiec zna jego prace, a każdy głupiec z (…) nowojorskiego towarzystwa zna jego twarz”. Działo się tak nie tylko dlatego, że wynalazki Tesli miały być używane do wytwarzania prądu w budowanej właśnie elektrowni przy wodospadzie Niagara, ale także dzięki temu, że inżynier poddał się działaniu ładunku prądu o napięciu 250 tysięcy woltów, by zademonstrować bezpieczeństwo prądu zmiennego (Alternating current, AC). W czasie takich pokazów Tesla stawał się „najjaśniejszą postacią; światło buchało ze wszystkich porów jego skóry, z koniuszków jego palców i z każdego włosa na jego głowie”. Kilkadziesiąt wiarygodnych osób powiedziało Brisbane’owi, że „nie ma najmniejszych nawet wątpliwości, że mamy do czynienia z wielkim człowiekiem”. „Nasz czołowy elektryk — mówili. — Większy niż Edison”[2]. Brisbane był zaintrygowany. Kim był ten człowiek? Co nim powodowało? Czy z Tesli można stworzyć dobrą opowieść dla tysięcy czytelników?

Reporter słyszał wcześniej, że Czarodziej często jadał kolację w najmodniejszej restauracji Manhattanu, w Delmonico’s przy Madison Square. Tamtejsi kucharze wynaleźli sławne dania, takie jak homar Newberg, kurczak po królewsku czy pieczona Alaska. Lokal jednak jeszcze bardziej niż z kuchni słynął z tego, że był centrum nowojorskiej socjety, miejscem, gdzie należało bywać i być widzianym. To tu właśnie stara arystokracja, członkowie Czterystu Warda McAllistera, jadali obok nuworyszów z Wall Street i rodzącej się klasy średniej. To tu organizowano przyjęcia i bale, tu umawiano się na pokera i na wieczory kawalerskie, to tu panie spotykały się na podwieczorki, to tu po teatrze chadzano na kolację. Bez Delmonico’s — pisał „New York Herald” — „cała społeczna maszyna rozrywki (…) stanęłaby w miejscu”[3]. Czarodziej najwyraźniej posiada ambicję i styl — pomyślał Brisbane. Co nim powodowało?

Brisbane spotkał się tego wieczoru z Teslą w Delmonico’s dość późno. Tesla rozmawiał z Charlesem Delmonikiem, którego pochodzący ze Szwajcarii prastryjowie założyli lokal w roku 1831. Wynalazca, który mieszkał wcześniej w Pradze, Budapeszcie i Paryżu, z łatwością wdawał się w pogawędki z tym wytwornym człowiekiem. Najpewniej tego dnia długo pracował w swoim laboratorium i wstąpił na kolację w drodze powrotnej do swego lokum, znajdującym się za rogiem, w hotelu „Gerlach”.

Reporter skrupulatnie opisał wygląd fizyczny Czarodzieja:

Nikola Tesla jest niemal najwyższym, niemal najszczuplejszym, a z pewnością najbardziej poważnym z bywalców „Delmonico’s”.

Jego oczy osadzone są bardzo głęboko. Są raczej jasne. Zapytałem go, jak może mieć tak jasne tęczówki i być Słowianinem. Odpowiedział, że jego oczy niegdyś były o wiele ciemniejsze, lecz obfite korzystanie z umysłu uczyniło je jaśniejszymi o wiele odcieni (…).

Jest bardzo szczupły, ma ponad 180 centymetrów wzrostu i waży niecałe 65 kilogramów. Ma bardzo duże dłonie — tak jak wielu ludzi wybitnych, przykładem niech będzie Lincoln. Jego kciuki są niezwykle duże, nawet dla kogoś z tak dużymi dłońmi. Są niebywale duże. To dobry znak. Kciuk to intelektualna część dłoni (…)

Nikola Tesla ma głowę rozszerzającą się ku górze niczym wachlarz. Jego głowa ma kształt klina. Jego podbródek jest ostry niczym szpikulec do lodu. Jego usta są zbyt małe. Jego podbródek, choć nie mizerny, nie jest wystarczająco mocny.

Studiując wygląd zewnętrzny Tesli, Brisbane zaczął oceniać jego umysłowość:

Twarzy jego nie da się studiować i oceniać tak jak twarzy innych ludzi, ponieważ nie zajmuje się sferą praktyczną. Przeżywa swe życie w czubku głowy, tam gdzie rodzą się idee, i ma tam na to wiele miejsca. Jego włosy są kruczoczarne i kręcone. Jest nieco pochylony, jak większość tych, którzy nie puszą się jak pawie. Żyje wewnątrz siebie. Jest głęboko zainteresowany swoją pracą. Ma ten bakcyl samozadowolenia i pewności siebie, jaki zwykle łączy się z powodzeniem. Od większości tych, o których się pisze i mówi, różni się tym, że ma coś do powiedzenia.

Tak jak inni reporterzy Brisbane zebrał zwykłe informacje — że Tesla urodził się w roku 1856 w rodzinie serbskiej w Smiljanie, niewielkiej górskiej wiosce na wojskowym pograniczu Monarchii Austro-Węgierskiej[4] (w obecnej Chorwacji), że już jako chłopiec zaczął tworzyć wynalazki i że odbył studia inżynierskie w austriackim Grazu. Żądny kariery Tesla emigrował do Ameryki, przybywając w roku 1884 do Nowego Jorku bez grosza przy duszy.

To właśnie błyskawiczna kariera Tesli po roku 1884 czyniła zeń ciekawy temat dla prasy. Po krótkim okresie pracy dla Edisona Tesla przeszedł na swoje, założył laboratorium i skonstruował nowy silnik na prąd zmienny, wykorzystujący wirujące pole magnetyczne. Mimo że Tesla próbował wytłumaczyć Brisbane’owi zasady, na których opierało się wirujące pole magnetyczne, reporter musiał skonkludować, że była to „rzecz, którą można opisać, lecz której nie sposób zrozumieć”. Zamiast tego Brisbane podkreślił, że przedsiębiorcy finansujący wznoszenie gigantycznej elektrowni wodnej nad Niagarą odrzucili system Edisona oparty na prądzie stałym (DC) i postawili na opracowane przez Teslę metody wytwarzania i przesyłu energii elektrycznej w postaci wielofazowego prądu zmiennego. Prace Tesli dotyczące wytwarzania energii były powszechnie szanowane, Brisbane mógł też jednak dodać, że Tesla wygłaszał odczyty dla członków szanowanych towarzystw naukowych i posiadał tytuły honorowe uniwersytetów Columbia i Yale. W ciągu ledwie dziesięciu lat wynalazca siedzący przed Brisbane’em przeszedł drogę od nieznanego nędzarza do czołowego wynalazcy Ameryki. Oto jedna z wielkich karier od zera do milionera.

Co więc jeszcze osiągnie — pytał Brisbane — jako że Czarodziej miał ledwie 38 lat. Ach, „elektryczność przyszłości” — oto temat, na który Tesla uwielbiał mówić:

Gdy Pan Tesla mówi o problemach elektrycznych, nad którymi pilnie pracuje, staje się postacią wręcz fascynującą. Z tego co mówi, nie sposób zrozumieć ani jednego słowa. Dzieli czas na miliardowe części sekundy i wytwarza energię wystarczającą na wykonanie ogółu pracy w całych Stanach Zjednoczonych. Wierzy, że elektryczność pozwoli rozwiązać kwestię zatrudnienia (…). Wedle teorii pana Tesli jest rzeczą pewną, że w przyszłości najcięższą pracą będzie wciskanie elektrycznych guzików. W ciągu kilku wieków przestępców (…) będzie się skazywało na naciskanie piętnastu elektrycznych guzików dziennie. Jego kompani, od dawna odwykli od pracy, będą patrzeć na jego katorgę ze współczuciem i przerażeniem.

Brisbane przysłuchiwał się w skupieniu Tesli opisującemu swą pracę nad udoskonalaniem nowych lamp elektrycznych wykorzystujących prąd zmienny wysokiej częstotliwości, mających zastąpić edisonowskie żarówki. Jak pisał Brisbane: „Obecny system żarowy w porównaniu z pomysłem Tesli jest równie prymitywny, co zaprzężony w woły wóz z dwoma pełnymi kołami przy nowoczesnej kolei żelaznej”. Czarodziej jednak jeszcze bardziej ekscytował się swymi pomysłami na przesyłanie energii i informacji bez użycia przewodów: „Może pan uznać mnie za marzyciela oderwanego od ziemi — mówił — jeśli powiem panu, na co liczę naprawdę. Powiem: z absolutną pewnością wyglądam przesyłania wiadomości poprzez ziemię bez użycia jakichkolwiek drutów. Żywię też wielką nadzieję na przesyłanie siły elektrycznej tą samą drogą i bezstratnie. Jeśli chodzi o przesyłanie wiadomości poprzez ziemię bez wahania przewiduję powodzenie”.

Reporter rozmawiał z Czarodziejem aż cztery godziny, „jako że wszystko, co mówił, było interesujące — tak sprawy elektryczne, jak i inne”. Tesla mówił o swym dzieciństwie w Serbii i swym zamiłowaniu do poezji. Powiedział Brisbane’owi, że ceni ciężką pracę oraz że małżeństwo i miłość przeszkadzały w odniesieniu sukcesu. Nie wierzył w telepatię ani też „elektryczność psychiczną”, fascynowało go jednak działanie ludzkiego umysłu. „Rozmawiałem z panem Teslą o Smiljanie, aż pierwsze promienie słońca oświetliły sprzątaczki pana Delmonica, szorujące jego marmurowe posadzki”. Pożegnali się po przyjacielsku. Brisbane napisał artykuł na pierwszą stronę, który uczynił z Tesli powszechnie znaną osobistość, sam zaś kontynuował swą karierę, stając się jednym z najbardziej wpływowych amerykańskich redaktorów.

A co się stało z Czarodziejem? Tesla, choć nie mógł tego wiedzieć, latem 1894 roku znajdował się u szczytu sławy. W ciągu poprzednich dziesięciu lat zrobił błyskawiczną karierę i był powszechnie podziwiany przez inżynierów i naukowców. Jak stwierdził londyński „Electrical Engineer”: „Żaden człowiek w naszych czasach nie zdobył jednym ruchem tak powszechnej reputacji naukowej, jak ten uzdolniony młody inżynier elektryk”[5]. Taki błyskotliwy, tak świetnie się zapowiadał; co się więc stało?

W ciągu kolejnej dekady, w latach 1894–1904, Tesla nadal opracowywał wynalazki, budując transformator wysokonapięciowy wysokiej częstotliwości (znany dziś jako cewka Tesli), nowe lampy elektryczne, połączenie maszyny parowej i prądnicy oraz cały szereg innych urządzeń. Dowiedziawszy się, że w latach 1885–1886 Heinrich Hertz wykrył niewidzialne fale elektromagnetyczne, Tesla jako jeden z pierwszych zaczął prowadzić eksperymenty z wykorzystywaniem tych fal do opracowania nowych urządzeń, w tym zadziwiającej sterowanej radiem łódki. Największym marzeniem Tesli było oczywiście przesyłanie energii i wiadomości poprzez ziemię, czyniąc w ten sposób bezużytecznymi istniejące sieci elektryczne, telefoniczne i telegraficzne. Dążąc do realizacji tego marzenia, zbudował eksperymentalne stacje w Colorado Springs i Wardenclyffe na Long Island, nieustannie przekonany, że jego system jest możliwy w praktyce i że wkrótce spadnie na niego deszcz dolarów. Choć już w roku 1899 Tesla śmiało przewidywał, że będzie przesyłał wiadomości przez Atlantyk, jako pierwszy uczynił to Guglielmo Marconi i to on zapisał się w historii jako wynalazca radia. W latach 1903–1905 Tesla nie znajdował już sponsorów, miał kłopoty ze swymi urządzeniami, co ostatecznie doprowadziło go do załamania nerwowego. Choć żył do roku 1943, w roku 1904 najlepsze lata miał już za sobą. Jak napisał w roku 1903 Laurence A. Hawkins: „Dziesięć lat temu, gdyby zapytać opinię publiczną o nazwisko najbardziej obiecującego elektryka, bez wątpienia padłaby odpowiedź »Nikola Tesla«. Dzisiaj nazwisko to wywołuje w najlepszym razie smutek, że postać tak bardzo obiecująca pozostała niespełniona”[6].

Każdy, kto pisze o Tesli, musi odszukać drogę pomiędzy nieuczciwą krytyką a nadmiernym entuzjazmem. Z jednej strony możemy podążyć tropem Hawkinsa i potępiać Teslę za to, że nie doprowadził swych wynalazków do końca po roku 1894, zwłaszcza zaś jego planów dotyczących bezprzewodowego przesyłu energii. Ostatecznie ktoś, kto z taką determinacją dążył do realizacji bezprzewodowej energii i zrewolucjonizowania w ten sposób przemysłu i techniki musiał albo tkwić w błędzie, albo być szaleńcem. To prawda, Tesla miał słuszność w kwestii prądu zmiennego, z pewnością jednak mylił się w kwestii radia, i to dlatego wyprzedził go Marconi. Moim zdaniem jednak takie podejście prowadzi do zwodniczej dychotomii: gdy wynalazcy mają słuszność, zostają okrzyknięci geniuszami. Gdy zaś się mylą, uważa się ich za szaleńców.

Z drugiej strony łatwo jest też sławić Teslę jako kogoś, kogo pod względem wirtuozerii technicznej wyprzedził jedynie Leonardo da Vinci. Tesla ma oddanych fanów, którzy wierzą, że ich idol samodzielnie wynalazł elektryczność i elektronikę[7]. Jak stwierdził jeden z miłośników Tesli na swej stronie internetowej: „Tesla wynalazł praktycznie wszystko. Gdy pracujesz na komputerze, pamiętaj o Tesli. Jego transformator zapewnia wysokie napięcie dla portalu z filmami, który przeglądasz. Prąd do zasilania Twojego komputera pochodzi z zaprojektowanego przez Teslę generatora prądu zmiennego, przesyłany jest przez transformator Tesli i dostaje się do Twojego domu jako trójfazowy prąd Tesli”[8]. Owszem, powinniśmy mieć świadomość, że to Tesla opracował te kluczowe rzeczy, i powinniśmy doceniać rolę, jaką odegrał w rewolucji elektrycznej, która przekształciła społeczeństwa w latach 1880–1920[9]. Czyniąc to jednak, powinniśmy uważać, by nie zmienić Tesli w „nadczłowieka” obdarzonego fantastycznymi zdolnościami intelektualnymi[10].

Poprzednie biografie Tesli zwykle skłaniały się ku wychwalaniu zalet inżyniera[11]. W niniejszej książce pragnę dążyć do równowagi pomiędzy pochwałą a krytyką. Jak wspomniano wyżej, Tesla błyskawicznie osiągnął spektakularny sukces (1884–1894), po którym nastąpił równie gwałtowny upadek (1895–1905). Zadaniem biografa Tesli jest odtworzyć życie wynalazcy w sposób, dzięki któremu jego sukces i jego upadek nabiorą sensu. Czynniki, które umożliwiły danej jednostce sukces, powinny także wyjaśniać jej niepowodzenia. Jednym ze sposobów właściwego wyjaśniania w historii jest symetria — tak by przyjęte ramy tłumaczyły tak sukcesy, jak i porażki.

Co więcej, podczas gdy dotychczasowe biografie skupiały się głównie na osobowości Tesli, w niniejszej książce pragnę się zająć zarówno osobą Tesli, jak i jego dziełami. W całej książce będę się starał znaleźć odpowiedź na trzy podstawowe pytania: „Jak działał Tesla jako wynalazca?”, „Jak działały jego wynalazki?” oraz „Co się działo, gdy przedstawiał swe wynalazki?”. By odpowiedzieć na te pytania, sięgnąłem po korespondencję Tesli, dokumenty jego przedsiębiorstw, akty prawne, publikacje i zachowane przedmioty. Niektórzy czytelnicy mogą być rozczarowani faktem, że nie znajdą tu swojej ulubionej anegdoty o Tesli, a sprawy techniczne ujęte są w stopniu szerszym, niżby chcieli. Jednakże będąc historykiem, muszę przedstawić opowieść o Tesli, opierając się na źródłach, nie zaś na pragnieniach i marzeniach, jakie pragnęlibyśmy projektować na postaci takie jak Tesla. Brisbane miał w wielu aspektach słuszność, pisząc, że jego opowieść miała na celu „dokładne odkrycie tego wielkiego nowego elektryka; zainteresowanie Amerykanów osobowością [Tesli] tak, by mogli z odpowiednią uwagą śledzić jego przyszłe osiągnięcia”.

KONCEPCJE I MOTYWY

By zatem przedstawić historię sukcesu i upadku Tesli, potrzebujemy ram, które pozwolą nam opowieść tę skonstruować. Ponieważ Tesla był wynalazcą, musimy znaleźć sposób myślenia o wynalazczości. Z mojego punktu widzenia nazbyt łatwo kojarzy się wynalazców z czynnikami takimi jak geniusz, tajemnica i szczęście; ja postrzegam wynalazczość jako proces, który można analizować i zrozumieć[12].

Wynalazczość dotyczy działań, za których pomocą tworzy się nowe urządzenia lub procesy służące zaspokajaniu ludzkich potrzeb i życzeń. By to uczynić, wynalazca często musi badać zjawiska naturalne. Czasem wystarczy jedynie dokładnie się przyjrzeć naturze, by odkryć, co będzie działało. Kiedy indziej trzeba dokonać nowych obserwacji dzięki eksperymentom lub umiejętnej manipulacji. Ponieważ natura nie jest skłonna do zdradzania swych tajemnic, można powiedzieć, że wynalazca w pewien sposób „negocjuje” z naturą[13].

Wynalazczość jednak nie jest prostym odkryciem, jak coś skonstruować. Wynalazca musi także połączyć swój wynalazek ze społeczeństwem. W niektórych przypadkach potrzeby są dobrze rozpoznane i społeczeństwo chętnie przyjmuje nowy wynalazek. Jako że koleje w połowie XIX wieku potrzebowały mocniejszych szyn, a wojskowi — mocniejszych luf do dział, w roku 1856 istniało wielkie zapotrzebowanie na nową metodę wytopu stali opracowaną przez Henry’ego Bessemera. Bywa jednak i tak, że to wynalazca musi przekonać społeczeństwo o wartości swego wynalazku. Przykładowo — gdy w 1876 roku Alexander Graham Bell wynalazł telefon, początkowo niewielu było skłonnych go kupić. Firma Bell Telephone Company potrzebowała dziesięcioleci, by przekonać Amerykanów, że telefon powinien się znajdować w każdym domu. Bell i następujące po nim firmy musiały zatem nie tylko coś wynaleźć, ale także stworzyć strategię rynkową, która odzwierciedlała potrzeby użytkowników. W tym to właśnie sensie wynalazcy „negocjują” ze społeczeństwem[14].

Tym, co czyni wynalazczość interesującą, jest fakt, że wynalazcy stoją pomiędzy światem natury a światem społeczeństwa. Z jednej strony muszą być gotowi do zmierzenia się z naturą, by odkryć, co będzie działało. Z drugiej strony wynalazcy muszą także trwać w interakcji ze społeczeństwem, zamieniając swe wynalazki na pieniądze, sławę lub środki. By odnieść sukces, wynalazcy muszą się cechować kreatywnością w obu tych światach — muszą kreatywnie negocjować tak z naturą, jak i ze społeczeństwem.

Poruszając się pomiędzy naturą a społeczeństwem, wynalazcy wypracowują swój światopogląd i metodę twórczą, będące odzwierciedleniem ich osobowości, wykształcenia, doświadczeń i kontekstu, w którym funkcjonują. Wynalazcy znajdują własne sposoby na badanie natury, przemianę dokonanych odkryć w działające urządzenia i w końcu przekonanie innych ludzi, że dzieło jest użyteczne lub cenne. Śledząc historię Tesli, czytelnicy dostrzegą, że na jego podejście wpływ wywarły religijne wykształcenie, relacje z przyjaciółmi i sponsorami oraz zmagania z depresją. Jak stwierdził Thomas Hughes, wynalazcy, tak jak artyści, wykształcają w sobie jedyny w swoim rodzaju styl[15].

Styl Tesli jako wynalazcy można opisać jako nacechowany napięciem pomiędzy ideałem a złudzeniem. Napięcie to zapożyczyłem z alegorii jaskini w „Państwie” Platona[16]. Platon użył tej alegorii celem zilustrowania różnicy pomiędzy ignorancją a oświeceniem, pomiędzy sposobem postrzegania świata i prawdy przez zwykłych ludzi oraz filozofów. By wyjaśnić, że zwykli ludzie posiadali ograniczone rozumienie prawdy, Platon wykreował obraz grupy osób uwięzionych w jaskini, przykutych do krzeseł i z unieruchomionymi głowami, tak że nie mogli obejrzeć się i dostrzec, w jaki sposób do jaskini dostawało się światło (czyli prawda). Uwięzieni w ten sposób spędzali życie na dysputach na temat cieni rzucanych na ścianę jaskini przez ludzi i przedmioty przesuwające się przed znajdującym się za nimi ogniskiem. Dla Platona zatem ludzie zwykli mogli się zajmować jedynie iluzjami. Platoński filozof tymczasem był niczym więzień, który zdołał się uwolnić z więzów i zrozumiał, że rzucane na ścianę cienie nie były prawdziwe, ponieważ mógł dostrzec prawdziwy obraz rzeczywistości — mianowicie że cienie powstały dzięki ogniowi i poruszającym się rzeczom. Filozofowie Platona mogli spojrzeć prosto na ognisko, a nawet na słońce poza jaskinią, by poznać prawdę. Tylko zatem filozofowie, konkludował Platon, mogli posiąść prawdy uniwersalne, ideały.

Jak zobaczymy niżej, Tesla był niczym platoński filozof. Był kimś, kto postanowił poszukiwać i zrozumieć ideały. Jak powiedział jednemu z biografów, zainspirował się powiedzeniem sir Isaaca Newtona: „Po prostu utrzymuję myśl nieprzerwanie w spojrzeniu umysłu, aż objawi mi się jasnym światłem”[17]. Zaprzęgając naturę do swoich wynalazków, Tesla poświęcał wiele czasu i energii na próby określenia fundamentalnej zasady, na której miał oprzeć wynalazek, po czym pracował w celu przekucia tego ideału w pracujące urządzenie. W wypadku jego silnika prądu przemiennego ideałem było wirujące pole magnetyczne; podobnie ideał rezonansu elektromagnetycznego stanowił podstawę urządzeń służących do przesyłu energii elektrycznej bez użycia przewodów.

Tesla kilkukrotnie wypowiadał się na temat swego idealistycznego podejścia do wynalazczości. Oto, jak opisał ją innym inżynierom elektrykom podczas ceremonii wręczenia mu Medalu Edisona w roku 1917:

Świadomie rozwinąłem coś, co uważam za nową metodę realizacji pomysłów i idei wynalazczych, metodę całkowicie przeciwną metodzie czysto eksperymentalnej, której największym i najbardziej skutecznym przedstawicielem jest bez wątpienia Edison. Jeśli konstruuje się urządzenie służące realizacji w praktyce surowej idei, w nieunikniony sposób wiąże się to z pogrążeniem się w szczegółach i defektach aparatu. Wraz z usprawnieniami i przebudowywaniem siła koncentracji słabnie, i traci się z oczu wielką, podstawową zasadę. Uzyskuje się rezultaty, lecz kosztem jakości.

Moja metoda jest odmienna. Nie spieszę się z pracami konstrukcyjnymi. Gdy mam pomysł, natychmiast biorę się do budowania go we własnym umyśle. Zmieniam konstrukcję, dokonuję poprawek, eksperymentuję, puszczam urządzenie w ruch w moim umyśle. Jest dla mnie jednym i całkowicie tym samym uruchamiać moją turbinę w myślach i testować prawdziwą turbinę w warsztacie. Nie ma różnicy, rezultaty są te same. W ten sposób, widzą państwo, jestem w stanie szybko opracować i udoskonalić wynalazek, niczego nie dotykając. Gdy już osiągnę etap, w którym poddałem urządzenie wszelkim możliwym usprawnieniom, jakie zdołam wymyślć, i gdy nie widzę już żadnych niedoskonałości, wówczas konstruuję ostateczny produkt mojego umysłu. Za każdym razem moje urządzenie pracuje tak, jak to obmyśliłem, a moje eksperymenty przebiegają tak, jak je zaplanowałem [kursywa dodana][18].

Podejrzewam, że Tesla wypracował to idealistyczne podejście częściowo ze względu na swe religijne pochodzenie. Jak dowiemy się z Rozdziału 1, ojciec i stryjowie Tesli byli księżmi serbskiego Kościoła prawosławnego, Tesla zaś przejął z tych wierzeń to, że poprzez Syna Bożego, Słowo czy też Logos, całość Stworzenia jest obdarzona podstawową zasadą[19]. W tym sensie Tesla był bardzo podobny do wielkiego brytyjskiego naukowca Michaela Faradaya, którego badania w dziedzinie elektryczności i chemii pozostawały pod wielkim wpływem jego przekonań religijnych. Faraday był członkiem Kościoła sandemanianów, chrześcijańskiego wyznania powstałego w 1730 roku, co dawało mu silne poczucie jedności Boga i natury[20].

Przyjmując idealistyczne podejście do wynalazczości, Tesla wykazywał to, co ekonomista Joseph Schumpeter nazwał racjonalnością subiektywną, przeciwieństwem racjonalności obiektywnej (zob. Rozdział 2). Dla Schumpetera inżynierowie i menedżerowie dokonują stopniowych innowacji poprzez ocenianie istniejących potrzeb, podczas gdy przedsiębiorcy i wynalazcy dokonują radykalnych i przełomowych innowacji poprzez realizację idei płynących z nich samych[21]. Racjonalność obiektywna zakłada, że osoba kształtuje idee w odpowiedzi na bodźce świata zewnętrznego (rynku), racjonalność obiektywna natomiast oznacza, że osoba zmienia świat zewnętrzny tak, by odpowiadał jej wewnętrznym ideom. Jak zobaczymy, w wypadku zarówno wirującego pola magnetycznego, jak i rezonansu elektromagnetycznego idee pochodziły z wewnątrz, Tesla zaś starał się zmienić świat społeczny tak, by urzeczywistnić swoje wynalazki.

Styl Tesli jako idealistycznego wynalazcy był jednocześnie podobny i odmienny od stylu innych wynalazców. Tesla był bardzo podobny do Alexandra Grahama Bella, który nazywał siebie „teoretycznym wynalazcą”, jako że wolał budować i próbować wynalazki w swoim umyśle. Tymczasem Thomas Edison reprezentował styl niemal całkowicie przeciwny, woląc opracowywać swe idee przy użyciu czynników materialnych, szkicując lub budując urządzenia w swoim warsztacie[22].

Odkrywszy ideał stojący za wynalazkiem, Tesla skłonny był go spisać jako artykuł lub patent, a prezentowanie go publicznie sprawiało mu wielką przyjemność. Tesla jednak nie był szczególnie zainteresowany przyziemną pracą przy zmianie swych wynalazków w produkty przynoszące zyski. Co więcej, często odczuwał frustrację, gdy zwykli ludzie nie rozumieli ideałów kryjących się za jego wynalazkami. Z tego powodu sięgał po iluzje, by przekonać ich o wartości swoich dzieł. Tesla doszedł do przekonania, że wraz z rozpoznaniem ideału dla danego wynalazku musiał także stworzyć odpowiednią iluzję — dotyczącą ekscytujących i rewolucyjnych zmian, które jego wynalazek przyniesie społeczeństwu. Poprzez pokazy, artykuły techniczne oraz wywiady w prasie Tesla starał się zdobyć wyobraźnię opinii publicznej oraz przedsiębiorców, którzy mogliby jego wynalazki nabyć i rozwinąć. Iluzje były czymś, dzięki czemu Tesla negocjował ze społeczeństwem i zdobywał środki niezbędne na zmianę swych ideałów w rzeczywiste urządzenia.

Używając określenia „iluzja”, muszę podkreślić, że Tesla nie starał się zwieść potencjalnych sponsorów przy użyciu kłamstw czy też przekazywania im niedokładnych informacji. Chodziło o to, że interakcja pomiędzy wynalazcą a jego sponsorami jest analogiczna do tego, co się dzieje pomiędzy aktorem a widownią: aktor może mówić pewne słowa i wykonywać pewne gesty, ale to publiczność interpretuje wypowiedzi i gesty, by przekształcić je we wrażenia. Czyniąc to, członkowie publiczności łączą to, co daje im wykonawca, z tym, co wiedzą dzięki kulturze[23]. W swych wystąpieniach publicznych Tesla dostarczał słuchaczom informacji właściwego rodzaju — połączenia magii, faktów naukowych i komentarzy społecznych — by doszli do wniosku, że jego wynalazek zmieni świat. Tesla zachęcał ludzi, by w jego wynalazkach widzieli całe nowe światy możliwości. Twierdziłbym nawet, że wszyscy wynalazcy i przedsiębiorcy muszą tworzyć iluzje na temat swoich dzieł — że nigdy nie wiemy, jaki będzie wpływ wynalazku, a zatem dyskusja na temat nowych osiągnięć technicznych często zwraca się w stronę iluzji. Jak trafnie zauważył autor science fiction Arthur C. Clarke: „Każda odpowiednio zaawansowana technologia przypominać będzie magię”[24].

A zatem wykonawcy odnoszą sukces poprzez zaprzężenie natury w nowe urządzenie i połączenie tego urządzenia z nadziejami i życzeniami ludzi. Wielu wynalazców i przedsiębiorców stara się stworzyć odpowiednią iluzję dla nieprzetestowanych technologii i nowatorskich pomysłów biznesowych, jednakże wyjątkowość Tesli polegała na łączeniu wynalazków i pragnień kulturalnych[25]. Niestety, podczas drugiej dekady swej kariery (1894–1904) Tesla — będąc u szczytu sił twórczych — skupiał się bardziej na tworzeniu iluzji niż na przemianie swych ideałów w działające urządzenia. Historia Tesli, jak zobaczymy, była walką pomiędzy ideałem a iluzją.

ROZDZIAŁ 1

IDEALNE DZIECIŃSTWO (1856–1878)

Nasze pierwsze poczynania są czysto instynktowne, wynikają z poruszeń wyobraźni żywej i niezdyscyplinowanej. Gdy rośniemy, uwidacznia się umysł i stajemy się stopniowo coraz bardziej systematyczni i planowi. Jednakże te wczesne impulsy, choć początkowo nieproduktywne, mają ogromne znaczenie i mogą ukształtować nasz los.

NIKOLA TESLA, My Inventions (1919)

Wynalazcy żyją w niezwykłym napięciu. Z jednej strony muszą zachować kontakt ze swymi uczuciami, przeczuciami i porywami — tym, co Tesla nazywa „poruszeniami wyobraźni żywej i niezdyscyplinowanej”, one to bowiem często są źródłem nowych pomysłów i wynalazków. Z drugiej strony wynalazcy mogą zmienić przeczucia w rzeczywisty wynalazek jedynie poprzez połączenie go z szerszym światem rynków i potrzeb, i muszą uczynić to przy pomocy systematycznego myślenia i projektowania. Wynalazcy muszą połączyć to, co subiektywne (wiedzę, która pochodzi z nich samych), z tym, co obiektywne (poznawaną wiedzę o świecie)[26]. Jak więc Tesla nauczył się w dzieciństwie rozwijać swoją wyobraźnię i nie pozwalać rozumowi jej tłumić?

Tę podstawową kwestię twórczego napięcia jesteśmy w stanie prześledzić dzięki temu, że Tesla opisał swój rozwój emocjonalny i intelektualny w opublikowanej w roku 1919 autobiografii[27]. Zanim jednak możemy zająć się jego życiem wewnętrznym, musimy zacząć nasze dociekania od miejsca, gdzie urodził się Tesla, i od tego, kim byli jego rodzice.

OBCY W OBCYM KRAJU

Nikola Tesla urodził się w roku 1856 w Smiljanie w regionie Lika, na terenie dzisiejszej Chorwacji. W tym czasie Chorwacja była pograniczem wojskowym Cesarstwa Austrii, a region ten niekiedy nazywano „Krajiną”. Jednakże ociec Nikoli, Milutin, i matka Đuka byli Serbami, Serbia zaś leży dalej na południe, wówczas na terenie Turcji. Jak to się więc stało, że rodzina Tesli mieszkała w połowie XIX wieku w Chorwacji? Jak radzili sobie z byciem obcymi w obcym kraju?

Jak zauważył Tim Judah, dziennikarz: „Serbowie zawsze byli ludźmi w drodze”[28]. Ci potomkowie Słowian, którzy migrowali na południe z terenu dzisiejszych Niemiec i Polski, co pewien czas przemieszczali się po Półwyspie Bałkańskim, czasem poszukując lepszej ziemi pod uprawę, czasem zaś z powodu przemocy i najazdu. U szczytu potęgi w wiekach XV i XVI Turkowie zajęli większość Bałkanów, zmuszając do przemieszczenia się kilka ludów chrześcijańskich. Turkowie wypchnęli Serbów z ich ojczyzny (współczesnej Serbii i części Kosowa), wskutek czego niektórzy Serbowie trafili do Chorwacji[29]. Pragnąc bronić bałkańskiego pogranicza przed Turkami, władze austriackie zachęcały Serbów do osiedlania się w Chorwacji i wstępowania do armii, jako że Serbowie byli zaprzysięgłymi wrogami Turków. W odróżnieniu od innych części Cesarstwa Austrii Chorwacja pozostawała pod bezpośrednią kontrolą wojska, a co dwunasty męski poddany w regionie był obowiązany służyć w wojsku. W efekcie Austriacy zaczęli traktować Chorwację jako rezerwuar żołnierzy, z którego czerpali siły nie tylko do obrony bałkańskiej granicy, ale także do prowadzenia innych wojen[30].

Przodkowie Tesli opuścili zachodnią Serbię, by się osiedlić w Lice w latach 90. XVII wieku. Serbowie w pocie czoła uprawiali twardą glebę tego górzystego i słabo zaludnionego kraju. Zdaniem Tesli ziemia była tak kamienista, że miejscowi zwykli mawiać: „Gdy Bóg rozrzucał kamienie nad ziemią, niósł je w worku, a nad naszymi stronami worek się rozerwał”[31].

Nazwisko Tesla w języku serbsko-chorwackim ma dwa znaczenia. Zwykle odnosi się do ciosły, czyli niedużej siekierki o ostrzu prostopadłym do drzewca. Może jednak służyć jako określenie osoby z wystającymi zębami, co było cechą charakterystyczną członków rodziny Tesli.

Dziadek Tesli, także noszący imię Nikola, urodził się w Lice w roku 1789. W jego dzieciństwie Austria scedowała Chorwację Napoleonowi i stała się częścią Cesarstwa Francuskiego jako Prowincje Iliryjskie[32]. Tak jak inni Serbowie z Liki dziadek Nikoli robił karierę w wojsku. W czasie wojen napoleońskich znalazł się w armii francuskiej, dosłużył się stopnia sierżanta i poślubił Anę Kalinić, córkę pułkownika.

Po klęsce Napoleona w 1815 roku Prowincje Iliryjskie powróciły do Austrii. By trzymać na oku Turków i pilnować miejscowej ludności chorwackiej i serbskiej, Austriacy nadal zarządzali prowincją jak pograniczem wojskowym. Choć oficjalnym wyznaniem Cesarstwa Austrii był katolicyzm, Austriacy pozwalali Serbom mieć własne prawosławne kościoły na terenie Chorwacji.

W latach po zakończeniu wojen napoleońskich dziadek Nikola powrócił do Liki, gdzie przeszedł z szeregów francuskich na służbę austriacką. Nikola i Ana mieli dwóch synów — Milutina (1819–1879) i Josifa oraz trzy córki: Stankę, Janję i trzecią, której imię zostało zapomniane. Obaj synowie zostali posłani najpierw do niemieckojęzycznej szkoły publicznej, następnie zaś do austriackiej szkoły oficerskiej (być może do Terezjańskiej Akademii Wojskowej w Wiener Neustadt). Josif w tym środowisku radził sobie doskonale i został wykładowcą w austriackiej akademii wojskowej. Będąc uzdolnionym matematycznie, napisał szereg podstawowych prac dotyczących matematyki[33].

W odróżnieniu od ojca i brata, Milutinowi życie wojskowe nie przypadło do gustu. Po otrzymanej reprymendzie za nie dość dobrze wypolerowane mosiężne guziki Milutin opuścił szeregi armii, by zamiast tego zostać duchownym w serbskim Kościele prawosławnym. Wstąpił do prawosławnego seminarium w Plaškach, które ukończył w 1845 roku jako najlepszy alumn w swym roczniku.

Dwa lata później Milutin ożenił się z Đuką (Georginą) Mandić (1822–1892), dwudziestopięcioletnią córką księdza prawosławnego, Nikoli Mandicia z Gračaca. Jak męscy krewni Tesli zwykli robić kariery w wojsku, tak większość mężczyzn z klanu Mandiciów wstępowała w szeregi duchowieństwa. Do grona księży prawosławnych należeli nie tylko ojciec Đuki, ale także jej dziadek i niektórzy bracia. Kilku z nich zrobiło kariery. Brat Nikolai został arcybiskupem Sarajewa i metropolitą serbskiej cerkwi w Bośni, Pajo został pułkownikiem austriackiego sztabu generalnego, Trifun zaś prowadził hotele i został ziemianinem[34].

Wkrótce po poślubieniu Đuki Milutin otrzymał parafię liczącą czterdzieści domostw w Senj nad Adriatykiem. Tam, w kamiennym kościółku wznoszącym się nad stromym urwiskiem, stworzyli dom i tam Đuka urodziła troje dzieci: Danego (1848–1863), Angelinę (ur. 1850) i Milkę (ur. 1852).

W Senju Milutin miał się opiekować wiernymi oraz reprezentować Serbów wobec „obcokrajowców i katolików”. Milutin był wysoki i blady, miał wystające kości policzkowe i rzadką brodę, co nadawało mu poważny wygląd. Jego wierni uważali go za energicznego kaznodzieję, a za swe kazanie pod tytułem „O pracy” został wynagrodzony przez swego biskupa Czerwoną Szarfą. Jako idealistyczny młody kapłan Milutin gotów był występować przeciwko austriackim władzom. W roku 1848 poprosił miejscowego dowódcę wojskowego, by pozwolił serbskim żołnierzom brać udział w niedziele w prawosławnych mszach, Austriak jednak odmówił, nalegając, by Serbowie nadal brali udział w mszach katolickich[35].

Zapewne ze względu na doświadczenia jego ojca w armii Napoleona, światopogląd Milutina łączył myśl postępową z nacjonalizmem. Na wszystkich ziemiach opanowanych przez Napoleona Francuzi obalali stare porządki feudalne i absolutystyczne, zaprowadzając naukę i racjonalizm, promowali edukację poprzez zakładanie szkół średnich (gimnazjów), i inspirowali grupy etniczne do marzeń o autonomii[36]. Żadna z tych nowinek rzecz jasna nie przypadałaby do gustu ani Austriakom, ani też Turkom. Tak jak inni wykształceni Serbowie w połowie XIX wieku Milutin uważał, że kondycja Serbów poprawi się tylko wówczas, jeśli zdołają zachować swe tradycje i stworzyć własny naród, odrębny tak od Austriaków, jak i Turków. Jak napisał w liście z 1852 roku: „Na Boga! Nic nie jest dla mnie bardziej święte od mego Kościoła i od praw i zwyczajów moich przodków, nic tak cenne jak wolność, dobrobyt i rozwój mojego ludu i moich braci, i to dla nich — dla Kościoła, i dla ludu — gdziekolwiek będę, gotów jestem poświęcić swe życie”[37].

Jednakże mimo tego zapału Milutin uważał Senj za trudną parafię. Jego pensja z trudem wystarczała na utrzymanie, a wilgotny nadmorski klimat źle wpływał na jego zdrowie. Dlatego też poprosił o przeniesienie i w roku 1852 skierowano go do kościoła Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Smiljanie w Lice.

Smiljan to tyle co „kraj słodkiej bazylii”. Dla rodziny Tesli nowe miejsce okazało się znacznie bardziej przytulne. Parafia Świętych Piotra i Pawła liczyła mniej więcej osiemdziesiąt domostw (około tysiąca osób). Składała się z białego kościoła wzniesionego u stóp góry Bogdanić, nad bystrym potokiem Vaganac. Kościół, choć malowniczy, był oddalony od siedzib, najbliżsi sąsiedzi mieszkali ponad 3 kilometry dalej. Poza kościołem znajdował się tam duży dom dla rodziny oraz działka żyznej ziemi[38]. By pozwolić Milutinowi na odwiedzanie mieszkańców parafii, pewien turecki pasza z Bośni podarował mu wspaniałego arabskiego ogiera jako nagrodę za pomoc udzieloną miejscowym muzułmanom[39].

W Smiljanie Đuka miała możliwość stworzenia swej rodzinie wygodnego domu. „Moja matka była niezmordowana” — wspominał Tesla.

Pracowała regularnie od czwartej nad ranem do jedenastej wieczorem. Od czwartej do śniadania — które było o szóstej — gdy inni się wylegiwali, ja nie zamykałem oczu, lecz przyglądałem się z głęboką radością matce szybko zajmującej się — niekiedy biegiem — licznymi narzuconymi sobie obowiązkami. Kierowała służbę do obrządzenia zwierząt, doiła krowy, wykonywała sama najróżniejsze prace, nakrywała do stołu, szykowała śniadanie dla wszystkich domowników. Dopiero gdy wszystko było gotowe, wstawała reszta rodziny. Po śniadaniu wszyscy postępowali za przykładem mojej matki. Wszyscy wykonywali swe prace pilnie, w ten sposób osiągali pewne zadowolenie[40].

Z pomocą Đuki znakomicie prowadzącej dom stan zdrowia Milutina się poprawił, tak że mężczyzna wkrótce wygłaszał kazania z dawną werwą. Zaczął też gromadzić bibliotekę, w której znalazły się prace religijne, matematyczne, naukowe i literatura w kilku językach. Recytował z łatwością poezję i przechwalał się, że jeśli któryś z klasycznych tekstów zaginie, będzie w stanie odtworzyć go z pamięci. Najcenniejszym tomem w zbiorach Milutina był egzemplarz „Służebnika”, czyli serbskiego mszału wydrukowanego w Wenecji w roku 1519. Tesla odziedziczył tę księgę po ojcu i zabrał ją ze sobą do Ameryki[41].

Milutin zaczął też pisywać teksty do szeregu serbskich gazet i czasopism, w tym serbskiego dziennika z Nowego Sadu, ukazującego się w Zagrzebiu — „Srbobrana” — oraz serbsko-dalmackiego czasopisma z Zadaru. Lękając się, że analfabetyzm uniemożliwi Serbom postęp społeczny i polityczny, Milutin postulował założenie szkoły, w której Serbowie mogliby pobierać nauki we własnym języku[42]. Odtąd Milutin został kimś w rodzaju reformatora, który szukał sposobów na poprawę codziennego życia Serbów.

DZIECKO ŚWIATŁA

To właśnie w tych szczęśliwych dniach w Smiljanie urodził się Nikola Tesla — o północy z 8 na 9 lipca 1856 roku (starego stylu)[43]. Rodzinna legenda mówi, że w chwili jego urodzin szalała burza z piorunami, napawając lękiem wiejską akuszerkę. Przerażona powiedziała: „Będzie dzieckiem burzy”. Matka jednak odrzekła: „Nie, dzieckiem światła”. Tesla został ochrzczony w domu w dniu narodzin, co mogło oznaczać, że uznano go za słabego zdrowia. Zgodnie z prawem austriackim niemowlę zarejestrowano w 1 Pułku z Liki, 9 Kompanii z Medak, której sztab znajdował się w Raduču; zakładano, że rozpocznie służbę w wieku piętnastu lat[44]. Już jako bardzo małe dziecko Tesla lubił się bawić zarówno ze swym starszym rodzeństwem, jak i z młodszą siostrą Maricą (ur. 1859). Biegali wokół domu i kościoła, goniąc należące do rodziny gołębie, kury, gęsi i owce[45]. Jednakże ulubionym towarzyszem małego Tesli był rodzinny czarny kocur Macak. Kot chodził za Nikolą wszędzie i bardzo często bawił się z malcem w trawie.

To właśnie Macak w pewien suchy zimowy wieczór zapoznał Teslę z elektrycznością. „Gdy głaskałem Macaka po grzbiecie — wspominał — dostrzegłem cud, na którego widok zaniemówiłem z wrażenia. Grzbiet Macaka rozjaśniło światło, a z mojej ręki zaczął tryskać deszcz iskier tak głośnych, że słychać je było w całym domu”. Zaciekawiony Tesla zapytał ojca, co spowodowało powstanie iskier. Zdziwiony początkowo Milutin odpowiedział w końcu: „Cóż, to może być tylko elektryczność, to samo, co widzisz przez drzewa podczas burzy”. Odpowiedź jego ojca, porównanie iskier z błyskawicami, zafascynowała chłopca. Gdy głaskał dalej Macaka, zaczął się zastanawiać: „Czy natura jest gigantycznym kotem? Jeśli tak, to kto głaszcze ją po grzbiecie?”. „To może być tylko Bóg” — doszedł do wniosku.

Po tej pierwszej obserwacji nastąpiło jeszcze jedno niezwykłe wydarzenie. Gdy pokój pogrążył się w mroku i zapalono świece, Macak podniósł się i zrobił parę kroków. „Otrząsał łapy, tak jakby stąpał po mokrej ziemi” — wspominał Tesla w 1939 roku.

Patrzyłem na niego uważnie. Czy coś ujrzałem, czy było to tylko złudzenie? Wytężałem wzrok i dostrzegłem wyraźnie, że jego ciało otaczała poświata niczym aureola świętego!

Nie mogę nazbyt podkreślić znaczenia tej cudownej nocy dla mojej dziecięcej wyobraźni. Dzień po dniu zadawałem sobie pytanie: „Czym jest elektryczność?”, i nie znajdywałem odpowiedzi. Osiemdziesiąt lat minęło od tej chwili, a ja nadal zadaję sobie to samo pytanie, i nie mogę na nie odpowiedzieć[46].

Jak według legendy młodego Jamesa Watta zaintrygowało to, że para podnosi pokrywkę garnka, tak kot Macak jako pierwszy zainspirował Teslę, by ten poświęcił życie badaniu elektryczności.

CZYNNA WYOBRAŹNIA

Już w najmłodszych latach Tesla zaczął majsterkować, inspirowany przez swą matkę Đukę. Podczas gdy okoliczni chłopi korzystali z prymitywnych, niezmienionych od wieków narzędzi, Đuka robiła sobie lepsze urządzenia celem usprawnienia zarządzania domem. Jak zapamiętał jej syn:

Moja matka była wynalazcą w pełni tego słowa znaczeniu i, jak sądzę, osiągnęłaby wielkie rzeczy, gdyby nie była tak oderwana od nowoczesnego życia ze wszystkimi jego możliwościami. Wynajdywała i konstruowała wszelkiego rodzaju narzędzia i urządzenia i tkała najdelikatniejsze rzeczy z wytwarzanej własnymi rękoma przędzy (…). Pracowała niezmordowanie, od świtu po późny wieczór, a większość ubrań i umeblowania domu była produktem jej dłoni. Jeszcze po ukończeniu sześćdziesiątego roku życia jej palce były nadal dość zwinne, by doskonale sobie z tym radzić[47].

Idąc za przykładem matki, młody Tesla zaczął wyrabiać różne rzeczy. Jeden z jego pierwszych wynalazków wiązał się ze staraniem, jak to ujął Tesla, by „zaprząc energię natury w służbę człowieka”. Mając nadzieję na zbudowanie maszyny latającej, Tesla wyposażył jeden koniec wrzeciona w cztery wirniki, na drugim zaś umieścił dysk. Intuicyjnie pojmował, że obracające się wirniki mogą wytworzyć wystarczająco dużą siłę nośną, by unieść całość w powietrze, tak jak we współczesnych śmigłowcach. Napęd zapewnić miały cztery chrabąszcze przywiązane do wirników, jednakże plany Tesli pokrzyżował pewien chłopak, syn emerytowanego oficera austriackiej armii, który ku wielkiej rozpaczy Tesli zjadł owe chrabąszcze. Tesla porzucił projekt i postanowił już nigdy nie dotknąć żadnego owada[48]. Po tej porzuconej machinie latającej nastąpiły inne próby twórcze. Tak jak wielu ciekawych świata chłopców Tesla rozmontowywał zegary mechaniczne, by odkryć, jak trudno było je złożyć na powrót. Zrobił sobie drewniany mieczyk i wyobrażał sobie, że jest wielkim serbskim wojownikiem. „W tym czasie zachwycałem się serbską poezją narodową i podziwiałem czyny bohaterów — wspominał Tesla. — Całymi godzinami powalałem wrogów w postaci snopów zboża, co często zaskarbiało mi poważne lanie od matki”[49].

Na dworze Tesla wydawał się typowym, szczęśliwym chłopcem, jednak wewnątrz budynków jego potężna wyobraźnia niekiedy wymykała się spod kontroli. Jak opisał w swojej autobiografii: „Do wieku ośmiu lat (…) moje uczucia nadchodziły falami i zrywami, nieustannie wahając się od skrajności do skrajności. Moje życzenia były wszechogarniające i niczym łby hydry się mnożyły. Byłem nękany[50] myślami o bólu, śmierci i lęku religijnym. Wpadałem w przesądy i żyłem w nieustannym lęku przed złymi duchami, ogrami i innymi stworami ciemności”.

Co jeszcze bardziej niepokojące, Tesla miał trudności z odróżnieniem wyobrażeń od rzeczywistości.

W chłopięctwie cierpiałem na szczególną dolegliwość w formie pojawiających się obrazów, którym często towarzyszyły rozbłyski światła, które przysłaniały mi widok rzeczywistych przedmiotów i zakłócały me myśli i działania. Były to obrazy rzeczy i scen widzianych wcześniej, nigdy czegoś, co sobie wyobrażałem. Gdy wypowiadano do mnie słowo, pojawiał mi się przed oczami obraz tego, co słowo to oznaczało, i niekiedy bardzo trudno było mi się zorientować, czy to, co widzę, jest rzeczywiste, czy nie. Wywoływało to we mnie wielki niepokój i lęk (…). Wydawały się jedyne w swoim rodzaju, choć zapewne miałem ku temu predyspozycje, jako że mój brat doświadczał podobnych utrapień (…). Z pewnością nie były to halucynacje, jakie produkują umysły chore i udręczone, jako że pod innymi względami byłem normalny i zrównoważony. By uświadomić sobie mój niepokój, wyobraźmy sobie, że byłem świadkiem[51] pogrzebu lub podobnej, nadwerężającej nerwy sceny. Potem w nieunikniony sposób w nocy przed mymi oczyma ukazywał się wyraźny obraz tej sceny i pozostawał, mimo wszelkich mych wysiłków, by go odegnać. Niekiedy pozostawał osadzony w przestrzeni, choć przepychałem przezeń rękę[52].

Niezdolny do kontrolowania tych obrazów Tesla czuł się słaby i bezsilny.

ŚMIERĆ W RODZINIE

Do tych emocjonalnych trudności dochodził fakt, że Tesla żył w cieniu starszego brata Danego, którego rodzice uważali za niezwykle utalentowanego. Jako najstarszy syn Dane miał podążyć w ślady ojca oraz stryjów i zostać duchownym. Jednakże w roku 1863 Dane został zabity przez narowistego ojcowskiego araba; siedmioletni wówczas Nikola był świadkiem tej tragedii[53].

Załamany utratą ulubionego syna Milutin opuścił z rodziną Smiljan i przeniósł się do pobliskiego miasta Gospić, siedziby władz okręgu Lika-Senj i centrum administracyjnego austriackiego pogranicza wojskowego[54]. Tam przez kolejnych szesnaście lat Milutin głosił kazania pod cebulastymi kopułami cerkwi Świętego Jerzego Męczennika. Choć nadal pełnił obowiązki duszpasterskie i katechizował w okolicznych szkołach, pisywał już mniej artykułów i angażował się w mniejszą liczbę spraw. Wyrobił w sobie „dziwny zwyczaj mówienia do siebie, co często przeradzało się w ożywioną rozmowę, a nawet gniewną wymianę zdań”; zmieniał przy tym głos i wydawało się, że rozmowę toczy kilka osób. Milutin nigdy nie doszedł do siebie po śmierci Danego i przedwcześnie zaczęto nazywać go „starym Milovanem”[55].

Dla Tesli śmierć brata i nagła przeprowadzka do Gospicia były poważnym ciosem. Kochał swój wiejski dom i brakowało mu widoku zwierząt w obejściu. Dopiero co ukończył pierwszy rok szkoły w Smiljan, a hałas i ruch większego miasta go przytłaczały. „W naszym nowym domu byłem niczym więzień — pisał — przyglądający się obcym ludziom przez zasłony naszych okien. Moja nieśmiałość była tak wielka, że wolałbym się zmierzyć z rozjuszonym lwem niż jednym z przechadzających się mieszczuchów”[56]. Tesla tak bardzo lubił swą rodzinną wioskę, że gdy składał w Ameryce swe pierwsze wnioski patentowe, napisał o sobie, że pochodzi ze Smiljan w Lice, a nie z Gospicia.

Nagła śmierć brata w nieodwołalny sposób zmieniła stosunki Tesli z rodzicami, a szczególnie z ojcem. Rozpaczający po śmierci Danego, w którym pokładali tak wiele nadziei, Milutin i Đuka nie byli w stanie docenić talentów swego drugiego syna. „Wszystko, co robiłem, miało znaczenie jedynie dlatego, że uzmysławiało rodzicom jeszcze silniej poniesioną stratę — wspominał Tesla. — Dorastałem więc, mając niewiele pewności siebie”. (Rodziną Alexandra Grahama Bella wstrząsnęła głęboko nagła śmierć w 1870 roku jego starszego i młodszego brata, Melville’a Jamesa i Teda; w tym wypadku rodzina Bellów swe nadzieje złożyła w jedynym synu pozostałym przy życiu)[57]. Jak wiele dzieci, Tesla usiłował odzyskać miłość swoich rodziców, starając się być doskonałym. Mając nadzieję, że duchownym zostanie teraz jego drugi syn, Milutin ćwiczył go „wszelkiego rodzaju zadaniami — jak odgadywanie myśli, wskazywanie niedoskonałości w jakimś zwrocie czy wyrażeniu, powtarzanie długich zdań czy też dokonywanie obliczeń bez możliwości notowania. Te codzienne lekcje miały na celu wzmocnienie pamięci i zdolności rozumowania, a zwłaszcza wyrobienie zmysłu krytycznego i bez wątpienia były bardzo korzystne”[58]. Jednakże z tego, jak Tesla opisał je w swoich wspomnieniach, można wyczuć, że traktował to jako swój obowiązek wobec ojca.

Mniej więcej w tym czasie Tesla odkrył uroki czytania w ojcowskiej bibliotece. Milutin jednakże, miast się cieszyć z pasji syna do lektury, popadał w gniew. „Nie pozwalał mi na to, i dostawał ataku gniewu, gdy mnie na tym przyłapał — wyjaśnił Tesla. — Pochował świece, gdy się dowiedział, że czytuję w tajemnicy. Nie chciał, bym zniszczył sobie oczy”. To jednak nie powstrzymało Tesli, który zdołał jakoś zdobyć łój i zrobił z nich własne świece. Przy ich świetle czytywał nocami, niekiedy aż po świt[59].

Do najgorszej chwili z ojcem doszło jednak w pewną niedzielę, gdy Tesla pomagał w kościele, bijąc w dzwony. Jak wspominał w autobiografii: „W mieście była zamożna dama, dobra, choć napuszona kobieta, która zwykła przychodzić do kościoła wymalowana, w sukni z wielkim trenem i ze służbą. Pewnej niedzieli dopiero co skończyłem bicie w dzwony i zbiegłem po schodach dzwonnicy, wpadając do kościoła w chwili, gdy dama wchodziła; wylądowałem na jej trenie, który oderwał się z trzaskiem przypominającym nierówną salwę karabinową, oddaną przez niewyszkolonych rekrutów. Mój ojciec nie posiadał się z gniewu. Wymierzył mi lekki policzek, jedyny raz, kiedy zastosował wobec mnie karę cielesną, ale jeszcze dzisiaj niemal go czuję. Zażenowanie i zamęt, jakie nastąpiły, były nie do opisania”[60].

Niezdolny zadowolić swego ojca Tesla nabrał „wielu dziwnych nawyków, niechęci i przyzwyczajeń” lub też, jak można by to nazwać dzisiaj, obsesji. Wyrobił w sobie głęboką awersję do kobiecych kolczyków i do pereł, choć inną biżuterię tolerował. Nie chciał dotykać włosów innych ludzi i nie znosił niektórych zapachów, takich jak kamfora. „Gdy wrzucam niewielkie skrawki papieru do talerza wypełnionego płynem, zawsze odczuwam w ustach szczególny, okropny posmak — pisał. — Podczas spacerów liczyłem kroki i obliczałem pojemność talerzy na zupę, kubków do kawy i kawałków jedzenia — w przeciwnym wypadku nie potrafiłem się cieszyć posiłkiem. Wszystkie powtarzalne czynności czy działania, jakie wykonywałem, musiały być w ilości podzielnej przez trzy, i jeśli się pomyliłem[61], czułem potrzebę powtarzania, nawet jeśli trwało to godzinami”[62]. Obsesje te trapiły Teslę przez całe życie, choć usilnie się starał zrozumieć ich przyczynę, bez wątpienia utrudniały mu one relacje z innymi ludźmi.

AKT WOLI

Ponieważ jego rodzice byli zrozpaczeni śmiercią Danego i rozczarowani małym Teslą, ten musiał „skupiać uwagę na sobie” i stał się introwertykiem. Choć początkowo cierpiał, wkrótce odkrył, że umiejętność wejrzenia w siebie była wielkim darem i dobrym sposobem na rozwój.

Tesla, spoglądając w głąb siebie, w wieku dwunastu lat przeżył poważną przemianę. Poszukując lektur, natknął się na serbski przekład powieści Abafi z 1836 r., napisanej przez węgierskiego autora Milkósa Jósikę. Akcja powieści toczy się w rodzinnej krainie Jósiki, Siedmiogrodzie, i opisuje czyny księcia Zygmunta Batorego (1572–1613) broniącego swego terytorium przed Węgrami, Turkami i Austriakami. W tym świecie, pełnym „zrujnowanych zamków, dawnych zwyczajów, lśniących zbroi, tureckich paszów oraz zuchwałych intryg dworskich” Jósika umieścił jako głównego bohatera fikcyjnego młodego szlachcica Olivéra Abafiego. Bohater początkowo jest frywolny i niesforny, jednakże wraz z rozwojem akcji powieści urasta moralnie, by w końcu poświęcić się za swego księcia i swój kraj. Jak zauważył pewien ówczesny recenzent, Jósika użył Abafiego w celu ukazania, jak „młodzieniec pochłonięty rozpustą i pogonią za przyjemnością dzięki sile woli i energii zdecydowania przemienia się w jednego z najbardziej szanowanych i wzorcowych bohaterów swego kraju; oto niezłomność zamiaru pozwala przezwyciężyć wszystko”[63].

Zainspirowany przemianą Abafiego Tesla dzięki lekturze obudził w sobie siłę woli i pojął, że jest w stanie sprawować kontrolę nad swymi uczuciami. „Początkowo moje zamierzenia topniały niczym śnieg w kwietniu — wspominał — jednak wkrótce pokonałem moją słabość i odczułem przyjemność, jakiej nie znałem wcześniej — robienia tego, co zamierzyłem. Z czasem to żywe ćwiczenie umysłowe stało się moją drugą naturą. Początkowo moje życzenia musiały być tłumione, z czasem jednak pragnienia i wola stały się identyczne”[64].

Rozwijając siłę woli, Tesla starał się kontrolować prześladujące go wizje. Wizje te — pisał Tesla — „występowały zwykle, gdy znajdywałem się w sytuacji niebezpiecznej lub stresującej, lub też gdy byłem poważnie ożywiony. Niekiedy widywałem, jak powietrze wokół mnie wypełniają języki żywego ognia”. By odpędzić te trapiące go obrazy, Tesla starał się koncentrować na czymś innym, ponieważ jednak widział niewiele świata, wkrótce zabrakło mu substytutów. Teraz jednak odkrył, że lepiej było pracować z tymi obrazami, pozwalać swej wyobraźni działać swobodnie, i w ten sposób je ukierunkowywać.

Wówczas instynktownie zacząłem wyrywać się poza granice niewielkiego światka, który znałem, i ujrzałem nowe sceny. Początkowo były one bardzo niewyraźne i nieokreślone, i znikały, gdy próbowałem skupiać na nich uwagę, krok po kroku jednak udało mi się je utwierdzić. Zyskały na mocy i wyrazistości i wkrótce stały się konkretne i rzeczywiste. Wkrótce odkryłem, że odczuwam największą ulgę, gdy po prostu rozwijałem moje wizje coraz dalej i dalej, cały czas zyskując nowe wrażenia, i w ten sposób zacząłem podróżować — w moim umyśle, rzecz jasna. Każdej nocy (a niekiedy i w ciągu dnia), gdy byłem sam, wyruszałem w moje podróże — oglądałem nowe miejsca, miasta i kraje — żyłem w nich, spotykałem ludzi, zawiązywałem przyjaźnie i, choć to niewiarygodne, były one dla mnie równie cenne co te w prawdziwym życiu, i ani trochę mniej namacalne w swoich przejawach[65].

Choć tego wówczas nie rozumiał, rozwijając samokontrolę i ucząc się ukierunkowywać swoją potężną wyobraźnię, Tesla zaczął zyskiwać umiejętności umysłowe, które miały przysłużyć mu się jako wynalazcy. W przyszłości potrafił nie tylko swobodnie badać nowe pomysły w swym umyśle, ale także miał dość dyscypliny i skupienia, by je kształtować i zmieniać, opracowując w myślach rzeczywiste urządzenia (zob. Rozdział 12)[66].

Wraz z uczeniem się kierunkowania obrazów Tesla wypracował sobie własne racjonalne wyjaśnienie ich przyczyny. Dostrzegł, że niepokojące go obrazy często pochodziły jakby z niego samego, ale były wynikiem czegoś, co widział na świecie. Początkowo sądził, że mógł to być zbieg okoliczności.

Wkrótce jednak przekonałem się, że było inaczej. Wrażenie wizualne, uzyskane świadomie czy nieświadomie, nieodmiennie poprzedzało pojawienie się obrazu. Stopniowo zrodziło się we mnie pragnienie, by odkrywać za każdym razem, co spowodowało pojawienie się obrazu, a zaspokajanie tego pragnienia wkrótce stało się dla mnie koniecznością. Następnym spostrzeżeniem, jakie poczyniłem, było to, że tak samo jak obrazy wynikały z czegoś, co widziałem, tak samo rodziły się moje myśli. Ponownie doświadczyłem tego samego pragnienia określenia obrazu, który spowodował myśl, i to poszukiwanie pierwotnego wrażenia wizualnego stało się wkrótce moją drugą naturą. Mój umysł stał się automatyczny i z biegiem lat zyskałem zdolność niemal nieświadomej natychmiastowej identyfikacji wrażenia wizualnego, które spowodowało daną myśl.

Na podstawie tych spostrzeżeń Tesla zdecydował, że każdą myśl czy działanie można przypisać do jakiegoś rodzaju czynnika zewnętrznego — czegoś, co widział, usłyszał, posmakował czy dotknął. Gdyby tak było, oznaczałoby to, że był „automatem obdarzonym zdolnością poruszania się, który jedynie reaguje na bodźce zewnętrzne działające na organa czuciowe, i zgodnie z nimi myśli, działa i porusza się”. Jako byt cielesny był jedynie maszyną, o której działaniach decydowały polecenia — jak to ujął pewnego razu: „mięsną maszyną”[67]. Jako że ten mechanistyczny punkt widzenia czynił zbytecznymi wolną wolę i duszę, można się zastanawiać, czy Tesla kiedykolwiek omawiał swą teorię z ojcem; takie poglądy bez wątpienia zwiększyłyby jeszcze dystans pomiędzy Milutinem a synem.

Gdy Tesla odzyskał kontrolę nad swym życiem wewnętrznym, zaczął też szukać aprobaty szerzej, w mniejszym zaś stopniu u ojca. Dowodzą tego wydarzenia towarzyszące uzyskaniu przez miasto Gospić nowego wozu strażackiego. Pod kierownictwem młodego kupca mieszkańcy zorganizowali straż ogniową, wyposażoną w mundury oraz czerwono-czarną pompę na kołach. By zademonstrować jej możliwości, strażacy dumnie przemaszerowali uliczkami miasta nad rzekę. Tam szesnastu strażaków zaczęło zaciekle poruszać ramionami ręcznej pompy, jednakże z węża nie popłynęła woda. Przyglądający się temu Tesla przyznał: „Moja znajomość mechanizmu była żadna i nie wiedziałem niemal nic o ciśnieniu powietrza, instynktownie jednak poszukałem końcówki węża w wodzie i dostrzegłem, że jest on zaciśnięty”. Zrozumiawszy, że to właśnie powodowało problem, Tesla wszedł do wody i wyprostował zagięcie na wężu. Pompa natychmiast zaczęła działać i z drugiego końca węża trysnęła woda. Wdzięczni za uratowanie sytuacji strażacy wzięli Teslę na ramiona i okrzyknęli go bohaterem. Tak oto Tesla nauczył się, że rozwiązywanie problemów technicznych mogło przynieść uznanie i aprobatę[68].

NAUKA W GIMNAZJACH

Przybywszy do Gospicia, Tesla trafił na trzy lata do miejscowej szkoły podstawowej, zwanej też realną. W jednej z sal lekcyjnych znalazł modele pokazowe kół wodnych i turbin. Zafascynowany tymi urządzeniami zbudował duplikaty i próbował ich działania w pobliskim strumieniu. Z dumą zaprezentował swoje koła jednemu ze stryjów, ten jednak nie docenił mechanicznych talentów Tesli i zbeształ go za marnowanie czasu na takie zabawy. Mimo to Tesla nadal myślał o turbinach, a gdy przeczytał opis wodospadu Niagara, wymarzył sobie wykorzystanie siły wodospadu przy użyciu ogromnego koła. „Powiedziałem stryjowi, że pojadę do Ameryki i zrealizuję swój plan — wspominał Tesla. — Trzydzieści lat później widziałem realizację moich pomysłów nad Niagarą” (zob. Rozdział 9)[69].

W wieku dziesięciu lat Tesla wstąpił do Gimnazjum Realnego w Gospiciu, dziewiętnastowiecznego odpowiednika gimnazjum. Tak jak ojciec i stryj Josif, Tesla brylował w matematyce. Wykorzystując umiejętność wyobrażania sobie rzeczy, dokonywał szybkich obliczeń, co przyniosło mu pochwały szkolnego matematyka. Choć świetnie sobie radził z liczeniem, trudności sprawiały mu obowiązkowe lekcje rysunku. Było to zaskoczeniem, jako że inni członkowie jego rodziny rysowali z łatwością; Tesla przyczyny swych trudności upatrywał w preferowaniu nieskrępowanego myślenia. Ponadto Tesla był w młodości leworęczny, co mogło mu uniemożliwić wykonywanie zadań często opracowanych dla uczniów praworęcznych. Jego oceny z rysunku były tak niskie, że ojciec musiał interweniować u władz szkolnych, aby umożliwić chłopcu kontynuowanie nauki. Nie dziwi zatem, że w całej swej karierze wynalazcy Tesla unikał sporządzania rysunków, nawet gdy mogłoby mu to pomóc w przekazaniu swych idei innym[70].

W drugiej klasie gimnazjum w Gospiciu obsesją Tesli stała się budowa machiny latającej. Często wyobrażał sobie, że będzie podróżował do odległych miejsc drogą powietrzną, nie wiedział jednak, jak mogło się to stać. Będąc pod wrażeniem tego, jak próżnia wytworzona w cylindrze pompy mogła zassać wodę z rzeki i skierować pod ciśnieniem do strażackiej sikawki, Tesla zmagał się w umyśle ze sposobem połączenia próżni z faktem, że powietrze atmosferyczne pozostaje pod ciśnieniem niecałego kilograma na centymetr kwadratowy[71]. Po wielu tygodniach wysiłków umysłowych Tesla sporządził projekt, który jego biograf John O’Neill opisał następująco:

Doszedł do wniosku, że ciśnienie 1 kilograma powinno obrócić cylinder z dużą prędkością i że może wykorzystać takie ciśnienie, otaczając połowę cylindra próżnią, a drugą połowę wystawiając na działanie ciśnienia atmosferycznego. Zbudował więc drewnianą skrzynkę. W otworze na jednym końcu umieścił bardzo dokładnie pasujący cylinder, tak że skrzynka była szczelna, a z jednej strony cylindra krawędź pudełka stykała się pod kątem prostym. Z drugiej strony cylindra pudełko stykało się płasko. Ustawił je tak, ponieważ pragnął, by ciśnienie powietrza było wywierane pod kątem do powierzchni cylindra, ponieważ wiedział, że będzie to konieczne dla uzyskania obrotu. Gdyby sprawił, że cylinder zacznie się obracać, wówczas potrzebowałby jedynie umocować śmigło do wału umieszczonego w cylindrze, przymocować skrzynkę do pleców i uzyskać ze swej próżniowej skrzynki niewyczerpaną energię, która unosiłaby go w powietrzu[72].

By przetestować swą ideę, Tesla pracowicie zbudował drewniany model. Gdy wypompował powietrze z wewnętrznej części cylindra, wał lekko się obrócił; Tesla nie posiadał się z radości. „Teraz miałem coś konkretnego — pisał później — maszynę latającą wyposażoną ledwie w obrotowy wał, machające skrzydła oraz próżnię o niewyczerpanej energii! Od tego czasu dokonywałem codziennie [w wyobraźni] powietrznych wycieczek w wygodnym i luksusowym pojeździe, który godny byłby króla Salomona”. Oczywiście takie urządzenie byłoby perpetuum mobile; wiele lat później Tesla zrozumiał, że ciśnienie atmosferyczne działało pod kątem prostym do powierzchni cylindra, a delikatny obrót, który zaobserwował, wynikał z nieszczelności jego urządzenia. „Choć wiedzę tę zyskałem stopniowo, była dla mnie bolesnym ciosem” — wspominał Tesla, sugerując, że naprawdę miał nadzieję zbudować maszynę, w której połączyłby marzenia z rzeczywistością[73].

W roku 1870 Tesla ukończył naukę w gimnazjum w Gospiciu, jednakże wtedy właśnie zapadł na „niebezpieczną chorobę, a raczej szereg chorób”, pisał: „mój stan tak bardzo się pogorszył, że lekarze stracili już nadzieję co do mnie”[74]. Można się zastanawiać, czy te nieokreślone dolegliwości były powiązane ze zbyt intensywnymi wizjami, jako że to właśnie mniej więcej w tym czasie (w wieku dwunastu lat) Tesla przezwyciężył je dzięki sile woli i nauczeniu się ukierunkowywania obrazów.

Podczas rekonwalescencji Tesla czytał nieustannie. Ze względu na jego nienasycony apetyt czytelniczy miejscowa biblioteka publiczna posyłała mu tomy jeszcze nieskatalogowane, pozwalając mu je przeczytać i sklasyfikować. Wśród nowych książek znajdował się szereg powieści Marka Twaina. Tesla uznał je za niepodobne do niczego, co czytał wcześniej: „tak pochłaniające, że dzięki nim całkowicie zapominałem o moim beznadziejnym stanie”[75]. Wiele lat później Tesla zaprzyjaźnił się z Twainem i gdy opowiedział mu tę historię, pisarz się rozpłakał.

Odzyskawszy siły, Tesla wznowił naukę w Gimnazjum Realnym w chorwackim Karlovacu (ówcześnie Carlstadt). Mieszkał wówczas u siostry swego ojca, Stanki, i jej męża, pułkownika Bankovicia, „starego żołnierza, weterana wielu bitew”. Położony nad czterema rzekami Karlovac był miejscem ciepłym i wilgotnym, sprzyjającym występowaniu malarii. Zachorował również Tesla i leczył się pokaźnymi dawkami chininy.

Milutin nie ustawał w zamiarze skierowania syna do stanu duchownego, więc posłał go do Karlovaca w ramach przygotowań do seminarium. Perspektywa ta napawała Teslę lękiem; w Karlovacu odkrył, że coraz bardziej fascynuje go fizyka, zwłaszcza zaś zgłębianie tajników elektryczności. Jego ulubionym nauczycielem w gimnazjum był fizyk, który swe lekcje wzbogacał demonstracjami na modelach, z których część sam zbudował. Wśród nich największe wrażenie zrobił na Nikoli radiometr, wynaleziony przez brytyjskiego naukowca Williama Crookesa. Przyrząd, złożony z czterech blaszanych skrzydełek na osi wewnątrz próżniowej bańki, obracał się ku zadziwieniu Tesli w silnym świetle. Wspominając swego nauczyciela demonstrującego to niezwykłe urządzenie, Tesla powiedział: „Nie potrafię przekazać odpowiednio intensywności uczucia, jakiego doświadczałem, przyglądając się pokazom tego tajemniczego zjawiska. Wszelkie wrażenia odbijały się tysięcznym echem w mym umyśle. Chciałem dowiedzieć się więcej o tej cudownej sile”. Dlatego czytał wszystko, co mógł znaleźć o elektryczności, i zaczął eksperymentować z bateriami, cewkami indukcyjnymi i generatorami elektrostatycznymi. Choć kochał te badania, wiedział, że rodzice pragnęli dla niego kariery duchownej. Dlatego też poddał się nieuniknionemu „z bólem serca”[76].

OJCOWSKA OBIETNICA

Po ukończeniu nauki w Karlovacu Tesla zamierzał powrócić do domu w Gospiciu, zanim jednak zdołał to zrobić, otrzymał od ojca wiadomość z nakazem udania się na wycieczkę myśliwską w góry. Jako że jego ojciec łowiectwa nie uznawał, polecenie to bardzo zdziwiło Teslę, który postanowił mimo wszystko wrócić do domu. Tam odkrył, że w miasteczku panuje epidemia cholery, co było przyczyną wysłania tej wiadomości przez Milutina. Po przybyciu do domu Tesla zachorował; przez dziewięć miesięcy był słaby i przykuty do łóżka. Jego stan się pogarszał; jak wspominał, trapiły go „senność, trudności oddechowe i wszelkiego rodzaju choroby, aż wreszcie zamówiono dla niego trumnę”[77].

W czasie jednego szczególnie ciężkiego ataku choroby, gdy Tesla był bliski śmierci, ojciec przypadł do niego i błagał, by zmobilizował wszystkie siły. Przyglądając się bladej i strapionej twarzy ojca, Tesla powiedział: „Może wyzdrowieję, jeśli pozwolicie mi studiować inżynierię”. Choć było to sprzeczne z jego pragnieniami, Milutin nie chciał tracić kolejnego syna. „Pójdziesz do najlepszej szkoły technicznej na świecie” — obiecał solennie ojciec. Tesla wiedział, że ojciec „mówi szczerze. Z serca spadł mu wielki ciężar”. Dzięki tej obietnicy oraz z pewną pomocą ziołowego leku — „gorzkiego wywaru pewnego ziarna” — Tesla wrócił do życia niczym „kolejny Łazarz, ku powszechnemu zdziwieniu”[78].

Choć Tesla bardzo chciał zacząć swą edukację techniczną, przed nim i jego rodziną wyrosła kolejna przeszkoda. Osiągnął wiek, w którym, jak każdy Serb mieszkający w Krajinie, musiał odbyć trzyletnią służbę w austriackiej armii. Choć mógł dzięki temu trafić do pułku podległego jednemu ze szwagrów Milutina, ten ostatni lękał się, że chłopak nie odzyskał sił na tyle, by przetrwać w koszarach. Dlatego też, choć unikanie poboru było ciężkim przestępstwem, Milutin postanowił, że Tesla musi zniknąć z Gospicia i ukryć się w górach, dopóki wraz z braćmi nie wymyśli nowego planu na przyszłość syna. Przez dziewięć miesięcy, od wczesnej jesieni 1874 roku do lata roku następnego, Tesla błąkał się po chorwackich górach, „niosąc ze sobą sprzęt myśliwski i paczkę książek”[79].

Chodząc po lasach, Tesla stał się silniejszy fizycznie i mentalnie. W drodze pracował nad szeregiem wizjonerskich wynalazków. Przykładowo myślał nad przesyłaniem listów i paczek pomiędzy kontynentami za pomocą podmorskiego rurociągu. Poczta miała być wkładana do sferycznych pojemników i przepychana przez rurę dzięki ciśnieniu wody. Choć dokładnie zaplanował, jak jego pompy mogły nadać wysokie ciśnienie wodzie w rurze, nie zdawał sobie sprawy, że im większa prędkość przepływu wody, tym większy opór ścian rurociągu dla przepływającej wody; musiał więc w końcu porzucić ten ciekawy pomysł.

Inny plan zakładał zbudowanie pierścienia wokół równika Ziemi w celu usprawnienia podróży pasażerskich. Dzięki odpowiednim siłom oporu, zdaniem Tesli, możliwe było unieruchomienie pierścienia względem obracającej się Ziemi. Pasażerowie mieli udawać się w górę do pierścienia, czekać, aż pod nimi znajdzie się miejsce docelowe, po czym dostawać się z powrotem na ziemię. Tesla sądził, że pozwoli to ludziom przebywać 1600 kilometrów w godzinę, rozumiał jednakże, że budowa pierścienia była technicznie niemożliwa. Choć projekty te były nie do zrealizowania, zdradzają nam, że Tesla od początku myślał o technologiach o zasięgu globalnym; miało to cechować jego prace nad bezprzewodowym przesyłaniem energii.

Wymyślając te projekty, Tesla zrozumiał zalety swej umiejętności tworzenia w myślach obrazów. Jego wyobraźnia pozwalała mu nie tylko odbywać fantastyczne podróże, ale także kierować jego talent ku tworzeniu nowych maszyn. „Spostrzegłem ku mej radości, że potrafię wizualizować rzeczy z największą łatwością — twierdził później. — Nie potrzebowałem modeli, rysunków ani doświadczeń. Potrafiłem stworzyć sobie obraz wszystkiego w mym umyśle”. Co więcej, praca nad obrazami myślowymi sprawiała, że mógł się skoncentrować nad rozpoznaniem i zgłębianiem stojącego za wynalazkiem ideału[80].

Skąd jednak Tesla wiedział, że ważne było odszukanie ideału, na którym opierał się wynalazek? Podejrzewam, że ta skłonność poszukiwania ideału wynikała z przekonań religijnych, jakich nabył od swego ojca i stryjów, duchownych serbskiej cerkwi prawosławnej.

Jak wszyscy chrześcijanie prawosławni Serbowie wierzą w Trójcę Świętą, że Bóg jest jeden w trzech osobach: Ojcu, Synu i Duchu Świętym. Tak jak w zachodnim chrześcijaństwie wierzą, że poprzez Syna „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” (J 1,14) i że poprzez Wcielenie Jezus żył na ziemi i zginął za nasze grzechy. Jednakże w prawosławnym chrześcijaństwie fakt, że Syn Boży jest Słowem, ma głębsze znaczenie. Jak tłumaczy biskup Timothy Ware (Kalikst):

Druga Osoba Trójcy Świętej to Syn Boży, „Słowo” albo Logos (…). On to został zrodzony na ziemi jako człowiek, z Dziewicy Maryi w mieście Betlejem. Jednakże jako Słowo czy Logos działał także przed Wcieleniem. On jest zasadą porządku i celu, przenikającą wszystkie rzeczy, zbiera je w jedno w Bogu i w ten sposób zmienia wszechświat w „kosmos”, harmonijną i spójną całość. Słowo-Stworzyciel udzieliło każdej rzeczy swego własnego wewnętrznego logosu albo wewnętrznej zasady, która czyni każdą rzecz wyraźnie sobą i która jednocześnie przyciąga i kieruje tę rzecz ku Bogu. Naszym zadaniem jako rzemieślników czy wytwórców jest odnaleźć ten logos tkwiący w każdej rzeczy i dać mu wyraz; staramy się nie zdominować, ale współdziałać[81].

Dla prawosławnego chrześcijanina zatem nie tylko świat materialny jest uporządkowany, ale także wszystko w nim — rzeczy naturalne i stworzone ręką człowieka — posiadają wewnętrzną boską zasadę, logos, który ludzie mogą odkryć. Jednym ze sposobów, w jaki człowiek może oddawać cześć Bogu — jako rzemieślnik, twórca czy wynalazca — jest poszukiwanie logosu we wszystkim. Tak oto prawosławne przekonania o Synu Bożym jako Słowie lub Logosie mogły skłonić Teslę do poszukiwania ideału w swoich wynalazkach.

Tesla, choć w późniejszym życiu deklarował, że jest chrześcijaninem, raczej nie chodził do cerkwi i nie praktykował wiary. Nie oznacza to jednak, że religijne wychowanie nie miało wpływu na jego podejście do wynalazczości. Dorastanie wśród księży prawosławnych (ojca i stryjów) musiało sprawić, że Tesla przejął niektóre aspekty ich światopoglądu. Korzenie jego zainteresowania poszukiwaniem ideału kryjącego się w każdym z wynalazków tkwiły w prawdach ich wiary.

NAUKI Z DOMU

Gdy po pobycie w górach Tesla powrócił do Gospicia, dowiedział się, że ojciec dotrzymał obietnicy i załatwił mu stypendium od Zarządu Pogranicza Wojskowego (Grenzland Verwaltungsbehörde). Stypendium miało wynosić 420 guldenów rocznie przez trzy lata i pozwolić Tesli na naukę w szkole politechnicznej Joanneum w austriackim Grazu. Po ukończeniu studiów Tesla miał być winien władzom wojskowym osiem lat służby[82].

Gdy Tesla szykował się do wyjazdu z Gospicia na studia w Grazu, matka podarowała mu zrobioną przez siebie torbę na ramię. Kolorowa, pięknie haftowana była typowym przykładem wyrobów z ich rodzinnej Liki. Tesla bardzo cenił tę torbę i używał jej na co dzień do końca życia[83].

Traktował ją jako namacalną pamiątkę rodziny i ojczyzny. Możemy także zapytać, jakie niematerialne pamiątki zabierał ze sobą, wyjeżdżając do Grazu. Jako Serbowie mieszkający na austriackim Pograniczu Wojskowym jego dziadkowie nauczyli się, jak przeżyć, będąc obcymi w obcym kraju. Nauczyli się układać z austriackimi władzami i robić otwarte dla nich kariery w kościele i wojsku. Możemy dostrzec, że dzięki pochodzeniu Tesla będzie dobrze przygotowany, by szybko się przystować do życia w Ameryce, że zdobędzie emocjonalne i intelektualne podstawy do zrobienia kariery w Nowym Jorku w latach 80. XIX wieku. Jednocześnie można się zastanawiać, czy dorastanie w gronie autsajderów w Chorwacji sprawiało, że nauczył się ostrożności i podejrzliwości wobec obcych i że z tego powodu jako dorosły często bywał skryty.

Od matki i ojca Tesla przejął cechy, które miały mu się przysłużyć jako wynalazcy. Po matce odziedziczył nie tylko umiejętności mechaniczne, ale także świadomość satysfakcji, jaką sprawia wykonywanie przydatnych rzeczy. Choć jego stosunki z ojcem były napięte, Tesla przyswoił nieco przekonań prospołecznych ojca. Z biegiem lat miał się mniej interesować zarabianiem pieniędzy na swych wynalazkach, w większym zaś stopniu troszczył się o ich przydatność dla ludzkości. Jak ojciec, który miał nadzieję, że wykształcenie i autonomia polityczna poprawią życie Serbów, tak Tesla nabrał przekonania, że jego wynalazki, takie jak sterowana radiem łódź czy bezprzewodowa energia, położą kres wojnom i dadzą początek nowej epoce dobrobytu.

Jednakże przede wszystkim Tesla już jako dziecko wykształcił w sobie intelektualne zdolności niezbędne wynalazcy. Urodził się z niezwykle silną wyobraźnią — tak silną, że niekiedy nie był w stanie odróżnić wyobrażeń od rzeczywistości. Jako nastolatek nauczył się tę wyobraźnię kontrolować, kierować ją w wybraną stronę. Początkowo zajmował się odbywaniem w wyobraźni skomplikowanych podróży, z czasem jednak odkrył, że za pomocą swej wyobraźni może konstruować w myślach nowe maszyny. By to uczynić, nauczył się równowagi pomiędzy popuszczaniem wodzy fantazji a jej dyscyplinowaniem, tak by móc dopracowywać szczegóły nowego urządzenia. Czerpiąc z wychowania prawosławnego, wiedział, że w każdym wynalazku musiała się kryć podstawowa zasada, ideał. Podekscytowany możliwościami wykorzystania tych zasad i wyobrażania sobie nowych technologii Tesla wiedział, że pragnie zostać wynalazcą. Gdy więc zarzucił na ramię chłopską torbę i wyruszył do Grazu, opuszczał swój dom w Lice wyposażony w umiejętności i talenty, które miały mu pozwolić zrealizować swoje marzenie.