Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
45 osób interesuje się tą książką
Oficjalnie Watykan nie ma służb specjalnych. Nieoficjalnie od dziesięcioleci prowadzi własną tajną wojnę.
Duchowni przerzucani za żelazną kurtynę. Kremlowscy agenci przenikający do serca Kościoła. Poufne rozmowy papieży z przywódcami Związku Radzieckiego, współpraca z CIA i pieniądze z watykańskiego banku przeznaczane na walkę z komunizmem od Ameryki Południowej po wsparcie polskiej Solidarności.
Na podstawie odtajnionych dokumentów obcych wywiadów Yvonnick Denoël rekonstruuje osiemdziesiąt lat tajnych misji, politycznych rozgrywek i operacji, których ślady miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Prowadzi czytelnika od II wojny światowej przez zimną wojnę aż po kulisy pontyfikatów Benedykta XVI i Franciszka, odsłaniając rolę Watykanu w najważniejszych politycznych rozgrywkach XX i XXI wieku.
Prawdziwa historia Watykanu, którą czyta się jak najlepszy thriller szpiegowski.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 841
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Les Espions du Vatican
© Éditions Nouveau Monde, 2021-24
Published by arrangement with Lester Literary Agency
Copyright © 2024 by Yvonnick Denoël
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026
Copyright © for the Polish translation by Artur Foryt, 2026
Redaktorka nabywająca
Paulina Surniak
Redaktorzy prowadzący
Marek Daroszewski, Agata Ługowska
Marketing i promocja
Agata Gać, Katarzyna Schinkel-Barbarzak
Redakcja
Anna Boland
Korekta
Marta Sałapata-Doskocz, Agnieszka Czapczyk
Skład i łamanie
Mateusz Czekała • czekala.net.pl
Projekt okładki i strony tytułowe
Magda Bloch
Fotografia na okładce
Antonio Masiello | Getty Images
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-69003-18-4
Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o.
ul. Fredry 8, 61-701 Poznań
tel.: 61 853-99-10
redakcja@wydawnictwopoznanskie.pl
www.wydawnictwopoznanskie.pl
Wprowadzenie
Szpiedzy, których nie było
Nieliczni goście, którym dane jest wejść na trzecie piętro Pałacu Apostolskiego, mogą znaleźć tam Sekretariat Stanu, bijące serce watykańskiej administracji. Na początku pontyfikatu Jana Pawła II kręci się tu setka pracowników zatrudnionych w dwóch głównych działach: sekcji spraw zwyczajnych, odpowiedzialnej za wszystkie aspekty wewnętrznego życia Kościoła, oraz papieskim centralnym biurze obsługi spraw zagranicznych, zwanym także sekcją spraw nadzwyczajnych. Razem zajmują jakieś dwadzieścia przepełnionych i zaśmieconych papierami biur, z oknami wychodzącymi na Dziedziniec Świętego Damazego. Sekretariatem kieruje wówczas kardynał Villot, spędzający w nim niekiedy całą noc lub przynajmniej jej część. Nowy papież, Jan Paweł II, utrzymał go na stanowisku. Wtajemniczeni wiedzą, że do biura kardynała przylega łazienka ozdobiona „nieco frywolnymi” dziełami Rafaela…
Pewnego poranka, pod koniec 1978 roku, pojawia się tam dwóch mężczyzn, aby „oszacować kosztorys renowacji instalacji elektrycznej”. Minutanti (zarządcy biura) nie do końca w to wierzą, gdyż nie jest rzeczą normalną, żeby takim osobnikom towarzyszył Camillo Cibin, ale ponieważ ich zadanie polega na zachowaniu dyskrecji, powstrzymują się od komentarza. Cibin jest szefem Vigilanzy (Ufficio Centrale di Vigilanza – Centralny Urząd Nadzoru), czyli watykańskiej służby wewnętrznej. To masywny człowiek o siwiejących skroniach, niewyglądający na kogoś, kto stroi sobie żarty czy traci czas na głupstwa. Pozostaje w bezpośrednim kontakcie ze wszystkimi swymi ludźmi, ale także z karabinierami i innymi włoskimi służbami bezpieczeństwa. W razie potrzeby może szybko zmobilizować setki policjantów i zablokować Plac Świętego Piotra. Nieoficjalnie jest też w ciągłej łączności z rzymską komórką CIA (Central Intelligence Agency – Centralna Agencja Wywiadowcza).
Goście zajmujący się kosztorysem przez tydzień chodzą od biura do biura, sprawdzając szczegółowo wszystkie zakamarki. Zjawiają się również w biurze Gubernatoratu, struktury zarządzającej Państwem Watykańskim. Doprawdy, dużo bieganiny jak na zwykły kosztorys… Jak często się zdarza, języki w kurii zaczynają paplać, aż wreszcie podejrzenia przyjmują konkretną formę – obaj oni należą do włoskich służb specjalnych. Przybyli na żądanie Cibina, aby sprawdzić ewentualną obecność podsłuchu.
Ostatniego dnia zamykają się z Cibinem i kardynałem Villotem w biurze tego drugiego. Aby uzyskać właściwy efekt, zachowują milczenie, powoli wyciągają z torby drobne przedmioty i kładą je na stole konferencyjnym. Jak spokojnie tłumaczy Cibin, który najwyraźniej już wcześniej został o tym powiadomiony, znaleziono jedenaście mikrofonów.
– Te tutaj są sowieckie – wyjaśnia wyższy stopniem. – Różne modele… Niewątpliwie umieszczone zostały w pewnych odstępach czasu, być może przez różne służby ze Wschodu.
– A pozostałe?
– No tak, pozostałe… No więc, Eminencjo, pozostałe są amerykańskie!
Villot wciąż siedzi, blady i milczący. Z roztargnieniem słucha przekazywanych przez Cibina wyjaśnień technicznych. Trzeba pomówić o tym z papieżem. Natychmiast.
Maszyneria fantazji
Nawet dla potęg tego świata Watykan pozostaje znakomitym przykładem maszynerii fantazji. Być może z powodu swojej starożytnej historii, zamiłowania do sekretów czy niespotykanej koncentracji władzy w rękach papieskich, ale także z uwagi na jego niezwykły status. Łączy on w sobie władzę świecką i duchową, zarząd nad miniaturowym państwem i jedną z największych religii na świecie, liczącej 1,3 mld wiernych. Słusznie czy niesłusznie, papieże często posądzani są o dysponowanie wyjątkowymi wpływami na sprawy światowe. Wielu szefów tajnych służb – czy to obawiając się go, czy też mu winszując – poważnie traktuje Watykan jak jedną z „wielkich potęg” wywiadowczych. „Wielka potęga może posłać dziesięciu, dwudziestu, a nawet pięćdziesięciu szpiegów do danego kraju, podczas gdy Kościół w najmniejszym nawet kraju posiada co najmniej kilkuset księży” – wyrażał się z podziwem były agent służb amerykańskich. Z kolei polski pułkownik Tomasz Turowski, były szpieg ze Wschodu, tak właśnie z podziwem opisywał ową potęgę, którą w latach 70. miał szpiegować:
Dwa razy w roku każdy proboszcz opisuje sytuację w swojej parafii, notabli, stan finansów, klimat polityczny i sytuację społeczną. Każdy diakon składa raport biskupowi, który z kolei raportuje nuncjuszowi apostolskiemu, a ten przesyła raporty do Sekretariatu Stanu w Rzymie…1
Nie do końca się mylił – każdy nuncjusz ma dostęp do uprzywilejowanych źródeł informacji, których zazdrości mu wiele tajnych służb. Rzecz jasna, biskupi i miejscowi duchowni świetnie zdają sobie sprawę, co się w ich kraju dzieje. Należy również wziąć pod uwagę księży misjonarzy i siostry zakonne, rozmieszczonych na całym świecie, nawet w regionach, gdzie katolicyzm stanowi znikomą mniejszość. Wreszcie, nuncjusz teoretycznie też jest cennym źródłem informacji w kwestii postępowania miejscowego duchowieństwa. Kiedy parafianie mają o coś pretensje do księdza, ze skargą zwracają się zazwyczaj do nuncjusza.
Ta opinia o wszechobecnej, jeśli nie wszechmocnej, służbie wywiadowczej była w XX wieku powszechnie podzielana, najpierw zarówno przez Hitlera, Mussoliniego, Stalina, jak i przez Roosevelta, a później nawet przez Reagana i Andropowa. Wszyscy ci przywódcy przeznaczali nieproporcjonalnie duże środki na szpiegowanie mikroskopijnego Watykanu. Ich przekonanie w tym zakresie było groteskowe, co będziemy mieli okazję wielokrotnie sprawdzić – przecież większość księży nie ma ze szpiegostwem nic wspólnego! Nigdy w końcu nie byli oni do tego szkoleni. Co do zasady kłamstwo nie ma w praktyce duszpasterskiej racji bytu. Księża działają w miejscach kultu znanych wszystkim, w bardzo rzucającym się w oczy stroju. Jeśli wyjawiane są im w trakcie spowiedzi tajemnice, mają oni zakaz ich ujawniania.
Z drugiej strony, trudno podtrzymywać tezę, że Watykan nigdy nie zajmował się szpiegowaniem. A jednak oficjalna wykładnia Stolicy Apostolskiej jest następująca: „Watykan nie posiada tajnych służb!”. Instytucjonalnie tak faktycznie sprawy się mają. Są oczywiście Gwardia Szwajcarska i żandarmeria, zajmujące się ochroną papieża i bezpieczeństwem wewnętrznym… i tyle. Zatem żaden z naszych rozmówców, różnych narodowości, nie był w stanie opisać organizacji służby wywiadowczej Watykanu. Ich wiedza ograniczała się do prałata zajmującego się kontaktami z tym czy innym wywiadem.
Jest jednak bezsporne, że w XX wieku Stolica Apostolska dała się volens nolens wciągnąć do wielkiej gry, jak nazywa się tajną konfrontację światowych potęg. Watykan stanowił cel wielu operacji w trakcie II wojny światowej, a potem także zimnej wojny. Bardzo jasno zaangażował się w walkę przeciwko komunizmowi, mimochodem niejako akceptując współpracę z organizacjami i osobami mającymi z katolicyzmem niewiele wspólnego. Musiał walczyć z infiltracją zagranicznych agentów, działaniami destabilizacyjnymi lub dezinformacyjnymi, ale także wymieniać się informacjami i docierać się z różnymi służbami specjalnymi, prowadzić oficjalne negocjacje poza kanałami dyplomatycznymi, finansować i zaopatrywać nielegalne ruchy, gromadzić i przekazywać materiały we wrogim środowisku. Musiał też rozważać i rozwiązywać zwykłe sprawy kryminalne, zabójstwa polityczne, sprawy korupcyjne… A ponieważ Kościół nie jest monolitem, ale obejmuje bardzo zróżnicowane organizacje i ruchy, czasami trafiały się też poważne konflikty wewnętrzne, którym trzeba było stawić czoło. Wszystkie te aspekty, wpływające na losy Państwa Kościelnego, stanowią pewien wymiar bezpieczeństwa w zarządzaniu Kościołem. Wymiar ten istnieje w każdym państwie i trzeba, żeby ktoś wziął za niego odpowiedzialność.
Skąd się wzięli „watykańscy szpiedzy”?
Historia służb bezpieczeństwa Kościoła katolickiego sięga głęboko w przeszłość, bowiem przynajmniej do XVI wieku. Według licznych autorów2, właściwym założycielem watykańskiej służby wywiadowczej miał być Antonio Ghislieri – późniejszy papież Pius V (1566–1572). Chcąc przeciwstawić się heretyczce, królowej Anglii Elżbiecie I, oraz poprzeć pretensje do tronu katoliczki Marii Stuart, papież Pius IV powierzył młodemu księdzu Ghislieriemu zadanie zbierania informacji o wszystkim, co Inkwizycja byłaby w stanie osądzić. Jego agenci wykazywali się w tym wielką skutecznością, w pierwszym roku wydając 1200 aktów oskarżenia, zakończonych dwustoma wyrokami skazującymi. W 1551 roku Ghislieri został awansowany na generała Inkwizycji. Utworzył wielką siatkę szpiegów, którzy przetrząsali Rzym oraz infiltrowali domostwa szlachty, tawerny, a nawet domy publiczne. Stworzył tym samym obszerny rejestr ludności rzymskiej, dzięki któremu otrzymał miano „papieża z cienia”. Kierował swego rodzaju tajną policją, zdolną do porwania w biały dzień każdego podejrzanego o herezję i torturowania go do woli. Ghislieri został nawet mianowany kardynałem przez Pawła IV. Jednak po śmierci papieża w 1559 roku ludność rzymska zbuntowała się i zaczęła ścigać jego szpiegów. Pałac Inkwizycji został wzięty szturmem przez tłum, a Ghislieriemu cudem udało się zbiec wraz ze swymi tajnymi archiwami. Kiedy siedem lat później został papieżem, nadszedł czas na rewanż. Na tym okresie odcisnęła piętno mobilizacja przeciwko protestanckiej reformacji, a profil kandydata wydawał się do tego zadania najodpowiedniejszy. Jako Pius V rozbudował on służbę wywiadowczą, którą nazwał Świętym Przymierzem, a jej głównym zadaniem było przeciwdziałanie intrygom „schizmatyckiego” dworu w Londynie.
Z biegiem czasu rzeczywistość szpiegowska, na rzecz lub przeciw Watykanowi, ulegała znacznym zmianom. Niektórzy współcześni autorzy nadal używają terminu „Święte Przymierze”, co stanowi swoisty anachronizm. Wiek XIX jest pod tym względem najlepiej nam znanym okresem, a to dzięki pracom amerykańskiego badacza Davida Alvareza3. Był on w stanie współpracować z jezuitą Robertem Grahamem, praktykiem kontrwywiadu, który sam opublikował kilka artykułów naukowych na temat historycznych przypadków tego zjawiska. W obliczu fermentu rewolucji narodowych papiestwo potrzebowało w XIX wieku silnej służby wywiadowczej, aby neutralizować zagrożenia i spiski. Jej agenci infiltrowali rewolucyjne lub nacjonalistyczne ruchy, współpracowali też ze służbami wywiadowczymi innych konserwatywnych reżimów, takich jak Królestwo Neapolu lub Austria. Szpiegowali również dysydentów kościelnych.
W 1870 roku zapoczątkowana przez Garibaldiego rewolucja pozbawiła papieża Państwa Kościelnego. Strata ta zadała poważny cios papieskim zdolnościom wywiadowczym, między innymi z powodu osłabienia sieci nuncjatur. Watykańskie służby policyjne zostały zredukowane do garstki umundurowanych funkcjonariuszy. Królestwo Włoch objęło Watykan nadzorem za pomocą sieci informatorów na wszystkich szczeblach (służących, urzędników), ich zadaniem było sprawdzanie stanu zdrowia papieża i upewnienie się, że nie pokusi się o ucieczkę. W pierwszej ćwierci XX wieku jedynymi, którzy zajmowali się szpiegowaniem Watykanu, byli Włosi.
Za pontyfikatu Piusa X (1903–1914) powstała nowa siatka zajmująca się szpiegostwem politycznym pod nazwą Sapiniera (Sodalitium Pianum – Sodalicja Piusowa)4. Jej szef, Umberto Benigni, prowincjonalny dziennikarz i tradycjonalistyczny kapłan, został w 1906 roku mianowany podsekretarzem do spraw nadzwyczajnych w Sekretariacie Stanu. Jego zadaniem było pozbycie się z Kościoła agentów „modernizmu”, w celu utrzymania tradycyjnego porządku. Werbował na wszystkich kontynentach tajnych agentów – przechwytywał korespondencję, inwigilował, kopiował kazania i wykłady, słowem – stosował wszelkie możliwe sposoby działania. W porozumieniu z włoską pocztą sprawdzano korespondencję księży i biskupów podejrzanych o polityczny lub teologiczny liberalizm. Profesorowie na uniwersytetach katolickich tracili stanowiska, księża bywali zmuszani do podporządkowania się lub byli przenoszeni do odległych parafii, a nawet zawieszani w obowiązkach, zaś autorzy – umieszczani na Indeksie5… Dochodziło nawet do ekskomuniki najbardziej zbuntowanych. Benigni rozsnuwał swoją sieć wszędzie, ośmielając się nawet infiltrować Kurię Rzymską i apartamenty papieża. Agentów werbowano również w nuncjaturach.
W 1911 roku prasa liberalna zaczęła potępiać Benigniego, który podał się do dymisji, ale zakulisowo kontynuował swoją działalność. Jego ruch został rozwiązany dopiero w 1921 roku. W Sekretariacie Stanu następcą Benigniego został niejaki monsignore Eugenio Pacelli, który w pierwszych rozdziałach tej pracy pojawi się pod imieniem Piusa XII. Niektórzy autorzy nadal używają terminu „Sapiniera” w odniesieniu do dwudziestowiecznych watykańskich siatek szpiegowskich, co ponownie jest jednak błędne.
Podczas I wojny światowej osobisty szambelan i powiernik papieża Benedykta XV – bawarski ksiądz Rudolf Gerlach – okazał się agentem niemieckiego wywiadu. W okresie neutralności Włoch przekazywał on znaczne sumy pieniędzy na wspieranie propagandy niemieckiej w skorumpowanej prasie. Wykorzystywał papieską pocztę dyplomatyczną do korespondencji z niemieckimi służbami. Perspektywa wybuchu skandalu doprowadziła do zatuszowania sprawy – Gerlach został z powrotem odstawiony na granicę szwajcarską. Został też zaocznie skazany na dożywocie6. Ten początkowy sukces niemieckiego wywiadu nie został podczas II wojny światowej zapomniany ani przez aliantów, niekiedy uważających Piusa XII za zbyt umiarkowanego wobec Hitlera, ani przez Niemców, podejmujących usilne próby jego zwerbowania, aby następnie mu grozić…
Pod koniec I wojny światowej Watykan pozostawał niezbyt liczącą się siłą w obszarze wywiadu. Jego wpływy zaczęły rosnąć dopiero od 1929 roku. Zawarte za rządów Mussoliniego traktaty laterańskie przywróciły Stolicy Apostolskiej doczesne funkcjonowanie – tak terytorialne, jak i finansowe. Przekonamy się, że nie był to bynajmniej dar Mussoliniego dla papieża, lecz raczej porozumienie mające na celu obopólne korzyści. Nieprzypadkowo dopiero w latach 1929–1930 Watykan rozpoczął wobec komunistycznej Rosji działania ofensywne, w tym tajne operacje. Wyczekująca postawa i ostrożność z lat 1917–1929 nie zdołały powstrzymać procesu ograniczania wolności religijnej w Rosji i prześladowań katolickiego duchowieństwa. Uświadomienie sobie impasu nastąpiło tuż przed ponownym pojawieniem się możliwości manewru. Lata 30. XX wieku stanowią zatem punkt wyjścia dla naszej historii, będącej przede wszystkim dziejami trwającej trzy czwarte stulecia walki między Międzynarodówką Katolicką a Międzynarodówką Komunistyczną. Z pewnością na początku lat 40. walka z nazizmem zajmowała miejsce centralne, zwłaszcza kiedy po upadku Mussoliniego Rzym został zajęty przez wojska niemieckie. Jednak w skali naszej długiej historii było to tylko tragiczne interludium, które na krótko odwróciło uwagę Watykanu od jego głównego celu – walki z komunizmem.
Pod wieloma względami historia ta jest opowieścią o nierównej walce między totalitarnym imperium z rozbudowanymi tajnymi służbami a małym państwem, znacznie mniej doświadczonym w sekretnych operacjach… Jednak to małe państwo wykazało się zdumiewającą odpornością i znalazło, w osobie Jana Pawła II, przywódcę zdolnego odwrócić bieg wydarzeń i przyczynić się do jego zwycięstwa. Dodać należy – niezaprzeczalnego zwycięstwa, osiągniętego jednak kosztem poważnych kompromisów, pozostawiającego po sobie także zatrute dziedzictwo…
Watykan – instrukcja użycia
Skoro znaczenie i rola wywiadu różnią się w zależności od papieża, a w Watykanie nie ma stałej i skonsolidowanej służby wywiadowczej, to jak zatem zidentyfikować tych, którzy okazjonalnie lub regularnie zajmują się szpiegostwem? Przede wszystkim należy pojąć rolę papieża i organizację Kurii. Termin „Kuria” pochodzi ze starożytnego Rzymu, gdzie oznaczał siedzibę Senatu. Papieże w średniowieczu utrzymywali dwór złożony z kilkuset duchownych i kilkudziesięciu prałatów, również nazywany Kurią. Nazwa ta pozostała na określenie władzy i administracji Watykanu. Ściśle rzecz ujmując, Kościołem katolickim w imieniu papieża rządzi Stolica Apostolska, a nie Watykan, czyli miejsce, w którym się ona mieści. W powszechnym użyciu oba określenia stosuje się jednak wymiennie.
Papież jest biskupem Rzymu. Deleguje bezpośrednie zarządzanie swoją diecezją wikariuszowi. Jest też najwyższym zwierzchnikiem i prawodawcą Kościoła. Określa politykę, doktrynę teologiczną i liturgię, mianuje biskupów, decyduje o wykorzystaniu środków charytatywnych, zarządza finansami, personelem, edukacją religijną itd. Dla świata zewnętrznego jest rzecznikiem Kościoła, szefem dyplomacji i rozmówcą w dialogu z innymi religiami. Papież jest jednocześnie politykiem, dyplomatą, teologiem, menedżerem, gwiazdą medialną i autorytetem moralnym. O tym, na czym się skupi, decydują okoliczności. Tak się też składa, że w XX wieku wielu papieży chciało lub musiało być ściśle zaangażowanych w działalność wywiadowczą i tajne operacje. Kuria jest narzędziem biurokratycznym, za którego pośrednictwem zarządza się Stolicą Apostolską. Jezuici mają własną kurię do zarządzania swoim zakonem. Współczesna watykańska Kuria składa się z Sekretariatu Stanu, dziewięciu kongregacji, trzech trybunałów, jedenastu rad i różnych wyspecjalizowanych urzędów. W odniesieniu do dowolnego rodzaju departamentu lub kongregacji używa się czasami określenia „dykasteria”.
Prawdziwym centrum Watykanu jest Sekretariat Stanu (około 120 osób). Stanowi on władzę centralną, sprawuje bowiem zwierzchnictwo nad wszystkimi innymi. Sekretarz stanu przynajmniej raz dziennie spotyka się z papieżem i przedkłada mu wszystkie pilne sprawy. Pełni zatem rolę filtra, ale także łącznika. Jak już widzieliśmy, pierwsza sekcja, nadzorowana przez zastępcę, kieruje sprawami wewnętrznymi Kościoła. Jest ona podzielona na biura specjalizujące się w poszczególnych językach. Druga sekcja monitoruje relacje z państwami. Jest zorganizowana w biura regionalne. Światła palą się tam do późnych godzin wieczornych, zwłaszcza w tych gabinetach, które pracują bezpośrednio z papieżem. Pomieszczenia są urządzone po spartańsku, zbudowane po II wojnie światowej nad południowo-zachodnim skrzydłem renesansowego budynku, w którym mieści się papieska rezydencja. Pracownicy zapewniają obsługę papieskiego sekretariatu, pomagają mu w przygotowywaniu i tłumaczeniu jego publicznych przemówień oraz podejmują się wszystkich zleconych im przez niego misji specjalnych. Od czasów Piusa XII Sekretariat stał się swoistą superagencją, nadzorującą i kontrolującą wszystkie dykasterie.
Kuria to system, w którym wszystko jest spójne, a niektórzy urzędnicy należą jednocześnie do kilku biur i zasiadają w swoich komisjach. W latach 80. w Watykanie na stałe mieszkało 450 osób, w tym mniej niż 300 obywateli Stolicy Apostolskiej. W Watykanie pracowało łącznie 4 tys. osób: administratorów, bibliotekarzy, rzemieślników, ogrodników, kierowców itp. Kongregacje to komisje kardynałów, do których od Soboru Watykańskiego II dołączono kilku dokooptowanych biskupów. Zbierają się one raz w tygodniu w celu omówienia bieżących spraw.
Księża pracujący w Kurii posiadają wyższe wykształcenie i często posługują się kilkoma językami. Przechodzą jednak z jednego stanowiska na drugie nie tyle ze względu na wiedzę specjalistyczną, co dzięki ich lojalności, z powodu kościelnych korzeni lub układów z przełożonym. Nie powinno zatem dziwić, że księża powoływani na stanowiska kierownicze nie mają żadnego przygotowania do nowych zadań. Nie powinno też dziwić, że księża bez doświadczenia w służbie wywiadowczej podejmują się ryzykownych operacji. Ten brak specjalizacji (dziś już w mniejszym stopniu widoczny) jest źródłem zarówno siły, jak i słabości.
Pomimo umiędzynarodowienia Kurii, zapoczątkowanego przez Pawła VI, a kontynuowanego przez Jana Pawła II, wpływ Włochów wciąż jest bardzo widoczny. Zajmują oni na pełen etat wiele kluczowych stanowisk. Włoski pozostaje głównym językiem roboczym. Wspólna wiara i pobożność nie wykluczają pewnej skłonności do siania pogłosek, a nawet intryg – wszyscy uwielbiają wymieniać się plotkami o tym, co dzieje się w pałacu, o relacjach papieża z jego otoczeniem, a także zgadywać, kto na jakie stanowisko zostanie powołany. Ale prawdziwe sekrety, zwłaszcza te finansowe, są dobrze strzeżone. A najbliższe otoczenie papieża (zazwyczaj) stara się nie paplać bez umiaru.
W kolejności hierarchii, najważniejszą kongregacją jest Kongregacja Nauki Wiary (do 1908 roku nazywana Świętą Inkwizycją), której celem zawsze było usuwanie heretyków i która w związku z tym, w pewnych okresach, pełniła funkcję wywiadu wewnętrznego. Jednocześnie siła jej oddziaływania wydaje się w XX wieku bardziej ograniczona niż w przeszłości: sprowadza się „tylko” do udzielenia nagany, zmuszenia do milczenia lub ekskomunikowania, choć zgodnie z często niejasnymi procedurami. Wybitni teologowie, tacy jak Teilhard de Chardin i Hans Küng, doświadczyli tego osobiście. Każdy sporządzony przez Kurię dokument, mający implikacje doktrynalne, przed rozpowszechnieniem musi zostać przez tę kongregację zatwierdzony.
Kongregacja ds. Kościołów Wschodnich (lub Wschodu) zajmuje w okresie zimnej wojny szczególną pozycję. Kongregacja ds. Biskupów zarządza mianowaniem i nadzorem hierarchów. Kongregacja ds. Ewangelizacji Narodów nadzoruje zakony misyjne. Kongregacja ds. Duchowieństwa jest odpowiedzialna za formację i dyscyplinę duchownych.
Sobór Watykański II dodał do istniejących struktur nowe komórki, zwane niekiedy „nową Kurią”, które często są negatywnie postrzegane przez starsze dykasterie, ze względu na ich kosztowność i nowoczesność działania. Sposób, w jaki papież wykorzystuje Kurię, zmienia się wraz z kolejnymi pontyfikatami. Opowiadając się za silnym przywództwem, Kuria w rzeczywistości dążyła do powiększania własnej władzy. Ściągnęła przez to na siebie znaczne niezadowolenie biskupów i kardynałów, wyrażone podczas Soboru Watykańskiego II, który przyznał im swobodę wypowiedzi. Kurię krytykuje się do dzisiaj między innymi za ślamazarność, nonszalancję i nieznajomość lokalnych warunków.
Od XVI wieku nuncjusze (ambasadorowie) działają w imieniu Watykanu w kontaktach z lokalnymi rządami i kościołami. Większość nuncjuszy to absolwenci Papieskiej Akademii Kościelnej, elitarnej szkoły założonej na początku XVIII wieku. W przypadku braku nuncjusza, czasami wysyłany jest delegat apostolski. Wreszcie, okazjonalnie, rolę polityczną lub dyplomatyczną odgrywają niektóre zakony. Nuncjusze reprezentują papieża wobec obcych rządów i lokalnego duchowieństwa. Czasami są postrzegani przez lokalną hierarchię jako papiescy wywiadowcy, których zadaniem jest szpiegowanie i spiskowanie za ich plecami. W 1945 roku Stolica Apostolska utrzymywała pełnowymiarowe stosunki dyplomatyczne z 41 państwami i była reprezentowana przez delegatów apostolskich w 20 innych. W 2018 roku utrzymywała 183 reprezentacje dyplomatyczne.
Wywiad – ile dywizji?
Czy mając już ogólny obraz struktury Stolicy Apostolskiej, jesteśmy w stanie ustalić, kto odpowiada za wywiad? Możemy pominąć Gwardię Szwajcarską, której jedynym zadaniem jest bezpośrednia ochrona papieża. Dzieli się z nią tym zadaniem Vigilanza, mająca jednak znacznie szerszy zakres obowiązków. Wywodzi się z papieskiej żandarmerii, utworzonej jeszcze w XIX wieku. Liczy około 120 agentów o szerokim zakresie zadań – patroluje Watykan i sprawdza dokumenty gości, utrzymuje bliską łączność z włoską policją oraz prowadzi śledztwa w sprawie kradzieży, włamań i innych przestępstw. W latach 70. w obliczu narastającej liczby ataków i gróźb fizycznych wobec papieża zorganizowano brygadę funkcjonariuszy w cywilu. Na terenie Watykanu Vigilanza może aresztować podejrzanych i postawić ich przed sądem. Stolica Apostolska może sama sądzić sprawców przestępstw popełnionych w Watykanie, ale może również zwrócić się do Włoch o to samo w jej imieniu. W praktyce, jak to zresztą stwierdzimy, Vigilanza wykonuje zadania bardziej oficjalne. Czasami przeprowadza podsłuchy i prowadzi śledztwa w sprawie podejrzanych osób. Instytucja ta podlega bezpośrednio sekretarzowi stanu, co formalnie czyni go szefem wywiadu.
Teoretycznie sekretarz stanu skupia w swoich rękach informacje wywiadowcze przesyłane przez nuncjatury, dochodzenia prowadzone przez Vigilanzę, a także sieci nieoficjalnych emisariuszy działających pod jego zwierzchnictwem. Stanowi to pierwszy krąg podlegający bezpośredniej kontroli. Istnieje też drugi, znacznie szerszy krąg, w którym działają osoby powiązane albo z zakonami (jezuici7, dominikanie, franciszkanie itp.), albo z nowszymi ruchami świeckimi (Opus Dei, Legioniści Chrystusa, Komunia i Wyzwolenie, Sant’Egidio itp.), a nawet z charytatywnymi organizacjami pozarządowymi, stowarzyszeniami, katolickimi think tankami itd. Choć bardzo się od siebie różnią, wszystkie łączy pragnienie pomocy Kościołowi, udostępniania swoich sieci do dyskretnych działań, o których Watykan może twierdzić, że nic o nich nie wie. Ich aktywność może być koordynowana przez daną instytucję lub przez prałata kurialnego, ale bardzo rzadko Sekretariat zajmuje się nimi bezpośrednio, ponieważ nie są one zobowiązane do działania na prośbę Stolicy Apostolskiej. Od czasu do czasu te małe grupy lub sieci samodzielnie podejmują inicjatywy, które zaskakują nawet Watykan. Czasami są napomniane, a czasami pozwala im się działać na własne ryzyko.
Zdarza się również, że papież zarządza pewnymi sprawami i misjami w sposób bezpośredni, najczęściej za pośrednictwem swojego osobistego sekretarza – jego znaczenie nie było dotychczas wystarczająco doceniane, choć oczywiście różniło się w zależności od pontyfikatu. Osobisty sekretarz ściśle współpracuje z papieżem, ma wgląd we wszystkie dokumenty, które przechodzą przez jego biurko, oraz uczestniczy w wielu audiencjach. Może jednak również niezauważony wyjechać na kilka dni z dyskretną misją. Mało znany opinii publicznej, nie jest narażony na duże ryzyko wykrycia.
Tezą tej książki jest założenie, że to papież, świadomie lub nieświadomie, definiuje w trakcie swojego pontyfikatu rolę wywiadu i tajnych operacji. Dlatego wywiad może ulegać w ciągu kilku lat znacznym przeobrażeniom. Ale główni agenci nie znikają – po prostu wracają do kierowniczej lub duszpasterskiej działalności, czekając na swoją reaktywację. Niektórzy nawet dyskretnie kontynuują swoją aktywność, przekonani, że pracują na wielkość Kościoła. Przede wszystkim jednak, od lat 30. do 80. XX wieku, to walka z komunizmem stanowiła nadrzędny imperatyw, górujący nad wszystkimi innymi, usprawiedliwiający wiele ekscesów oraz występków przeciwko moralności…
Zatem, w okresach największej intensywności działań, liczba „watykańskich szpiegów” sięga nie dziesiątek, lecz setek tysięcy. Czy dysponując taką siatką, można działać wśród głównych sił wywiadowczych i wpływać na bieg historii? Czy można oprzeć się działaniom walca tajnych służb bloku komunistycznego i zachować autonomię w obliczu amerykańskiego giganta wywiadu? To główne pytanie niniejszego śledztwa, które skupi się zarówno na szpiegujących Watykan, jak i na księżach, którzy z nimi walczą lub prowadzą tajne operacje.
Niniejsza opowieść ukazuje duchownych i szpiegów (czasem jedną i tę samą osobę), bez żadnego z góry przyjętego zamiaru ich potępienia lub gloryfikowania. Nie jest to w istocie narracja religijna. Jej korzenie tkwią w historii politycznej i geopolitycznej XX wieku, a niekiedy w historii Włoch. Jest to jednak również historia bardzo ludzka, gdzie zaskakująco często przewijają się zdrady, ofiary, zimne kalkulacje, podstępne układy, kompromisy, a czasem i morderstwa. Przekazuje jednak tylko niewielki fragment historii Kościoła. Nie zajmuje się życiem duszpasterskim, debatami teologicznymi ani historią instytucjonalną, zatem pomija przeważającą większość duchownych i ich działania. Jej jedynym celem jest rzucenie światła na mało znany wymiar historii współczesnej, z którym należałoby się obecnie zmierzyć.
I
PACELLI
1
Papież na kryzysowe czasy
„Wreszcie ten stary uparciuch umarł!” – wyrwało się Mussoliniemu w rozmowie ze swoim zięciem, hrabią Ciano, na wieść o śmierci papieża Piusa XI. W swoich dziennikach Ciano daje świadectwo obojętności dyktatora wobec zbliżającego się konklawe, mającego wskazać następcę papieża Rattiego: „Konklawe w najmniejszym stopniu go nie interesuje. Jeśli nowy papież będzie Włochem, to dobrze. Jeśli będzie obcokrajowcem, to jeszcze lepiej”1.
Rzecz jasna, przygotowując się do wojny w Europie, Mussolini i Hitler udawali obojętność, ale w rzeczywistości uważnie śledzili wydarzenia rozgrywające się w Watykanie. Faszystowski przywódca był do tego doskonale przygotowany… Włoskie służby wywiadowcze od dawna przodowały w inwigilacji Watykanu2. Obejmowała ona sprawdzanie korespondencji przechodzącej przez włoską pocztę. Policja Włoch podsłuchiwała również linie telefoniczne biegnące wzdłuż murów Watykanu oraz prywatne linie prałatów i wysokich rangą urzędników rezydujących w Rzymie. Podczas negocjacji traktatów laterańskich w 1929 roku pozwoliło to Mussoliniemu przejrzeć działania swojego rozmówcy i określić, które propozycje były dla papieża akceptowalne. Temu dość skutecznemu inwigilowaniu towarzyszyła ciągła rekrutacja agentów: urzędników watykańskich niskiego szczebla, dziennikarzy i przedsiębiorczych arystokratów, pragnących dorobić na czarno.
Wielu informatorów było jednak niewiarygodnych lub bezproduktywnych. Na przykład „Agent 96”, czyli monsignore Enrico Pucci, był swego rodzaju nieoficjalnym rzecznikiem Stolicy Apostolskiej. Regularnie publikował biuletyn o działalności Watykanu i pracował dla różnych gazet jako ekspert. Widywano go, jak kręcił się po biurach Sekretariatu Stanu, z Gwardią Szwajcarską, w kawiarniach, aczkolwiek z dość miernym skutkiem. Został zwerbowany w 1927 roku przez włoską policję, której przekazywał pogłoski o zdrowiu papieża, plotki z Sekretariatu Stanu itp. Swoje najważniejsze raporty wysyłał bezpośrednio do biura Mussoliniego… i dorabiał na boku, odsprzedając swoje informacje kilku zagranicznym ambasadom! Niewątpliwie chroniony przez jakiegoś monsignore wyższego rangą (ponieważ w Watykanie każdy musi być lojalny wobec jakiejś eminencji), po wojnie Pucci wciąż pozostał aktywny…
Inny informator, tym razem świecki, pracował w komórce szyfrów: Stanislas Caterini dostarczył faszystowskiej policji politycznej OVRA3 (Organizzazione Volontaria per la Repressione dell’Antifascismo – Ochotnicza Organizacja do Zwalczania Antyfaszyzmu) informacje o tajnych kodach Stolicy Apostolskiej. W 1931 roku został zdemaskowany i zwolniony. Większość papieskich żandarmów była w rzeczywistości rekrutowana spośród włoskich sił policyjnych i utrzymywała ze swoimi byłymi kolegami częste kontakty, choćby po to, by podczas podróży papieża organizować jego ochronę. Łatwo było zatem tę żandarmerię infiltrować. W 1939 roku dowództwo nad papieską żandarmerią objął agent OVRA Nicolas Canoli. Ponownie spotkał się ze swym starym towarzyszem, Giovannim Fazio, szefem sekcji specjalnej żandarmerii. Ten faszystowski bojownik dowodził małym oddziałem cywilnym włoskiej żandarmerii, oddanym do dyspozycji Watykanu. Brakowało mu jednak rozwagi, co jest u szpiegów kluczowym grzechem. Po zdemaskowaniu został w 1942 roku zwolniony.
W trakcie wojny żandarmeria miała zatem możliwość monitorowania działań delegacji dyplomatycznych okopanych wewnątrz Państwa Watykańskiego. Większość dyplomatów zakwaterowano w tej samej rezydencji. Papiescy żandarmi dyskretnie wpuszczali do niej agentów OVRA, których następnie przekupieni służący eskortowali do opuszczonych biur dyplomatów. Tam mogli oni otwierać sejfy i fotografować dokumenty oraz księgi szyfrów.
Tym, który koordynował włoskie szpiegostwo w Watykanie i miał dostęp do bliskiego otoczenia Mussoliniego, był Arturo Bocchini. W 1933 roku został mianowany szefem OVRA i wszystkich tajnych służb. To uczyniło go jednym z najpotężniejszych ludzi w reżimie faszystowskim. Był włoskim odpowiednikiem Himmlera, który z kolei podobno wzorował się na jego działaniach, aby zorganizować Gestapo (Geheime Staatspolizei – Tajna Policja Państwowa). Jednak jego współcześni biografowie przypisują mu swego rodzaju humanitaryzm, pod wpływem którego miał łagodzić środki stosowane przez Niemców4. Zmarł pod koniec 1940 roku. W jego pogrzebie uczestniczyli zastępca Himmlera, generał Karl Wolff, oraz Reinhard Heydrich.
Z jednej strony, nie należy przeceniać znaczenia wpływów Watykanu. Sekretariat Stanu to struktura płaska, z niewielką liczbą szczebli hierarchicznych. Nawet między urzędami kultywuje się tam zamiłowanie do tajemnic. Depesze i raporty szybko trafiały do rąk dwóch ówczesnych zastępców sekretarza: Tardiniego (sprawy zagraniczne) i Montiniego (sprawy zwykłe). Obaj czytali wszystko i w razie potrzeby przygotowywali odpowiedzi. Sekretarz stanu Maglione osobiście zajmował się najbardziej wrażliwą dokumentacją. Po jego śmierci w sierpniu 1944 roku Pius XII nie zdecydował się go zastąpić. Lista osób zajmujących się najbardziej wrażliwymi dokumentami jest zatem bardzo krótka.
Z drugiej strony, Watykan także posiadał cenne źródło informacji z samego centrum faszystowskiego reżimu. Francesco Babuscio Rizzo był „doradcą ambasady włoskiej przy Stolicy Apostolskiej”. Był też przyjacielem Tardiniego i przekazywał Sekretariatowi Stanu dokumenty co do zasady zastrzeżone dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Aby nie zdradzić swego źródła, administracja watykańska dbała o to, by nie ujawniać ich pochodzenia. Nie wiadomo, czy działał z własnej inicjatywy, czy na polecenie przełożonego. W każdym razie przecieki te miały miejsce bez zgody ministra.
Sekretariat czerpał informacje nie tylko z własnej sieci dyplomatycznej, lecz także od dyplomatów akredytowanych w Watykanie. A ponieważ nie posiadał on własnego urzędu pocztowego, po przystąpieniu Włoch do wojny papież przyjął ofertę szwajcarskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, aby przekazywać watykańską korespondencję dyplomatyczną w tamtejszej poczcie. Później Sekretariat korzystał również z usług brytyjskich (w przypadku korespondencji kierowanej na obszary imperium kolonialnego) i amerykańskich (obecnie już wiadomo, że FBI [Federal Bureau of Investigation – Federalne Biuro Śledcze] wykorzystywało to do kopiowania wiadomości). Włosi ze swej strony nadal otwierali korespondencję, jeśli tylko mieli ku temu okazję. Jednak szyfrowane kody Watykanu (usprawnione w 1940 roku) okazały się bardziej odporne niż inne.
Niemcy mieli mniejsze możliwości śledzenia wydarzeń w Watykanie i gromadzenia informacji o konklawe. Taras Borodajkewycz, informator SD (Sicherheitsdienst – Służba Bezpieczeństwa [Reichsführera SS]), istotnie został wysłany do monitorowania sytuacji na miejscu, ale żadnych przydatnych informacji nie dostarczył. Niemcy, mniej zaznajomieni z rzymską specyfiką, mieli trudności z oceną wartości potencjalnych źródeł. Pewien oszust zaoferował nawet ambasadzie doprowadzenie do wyboru proniemieckiego kandydata w zamian za 3 mln marek (!). Hitler odmówił…
1 marca 1939 roku 62 kardynałów zebrało się w tajemnicy na konklawe, które miało być najkrótszym przeprowadzonym w pierwszej połowie XX wieku – wystarczyły tylko trzy tury głosowania. Eugenio Pacelli, sekretarz stanu i kamerling (ten, który sprawuje władzę w okresie sede vacante), natychmiast znalazł się wśród faworytów. Świadczą o nim jego umiejętności dyplomatyczne – nie spotkał się z otwartym sprzeciwem ze strony głównych europejskich mocarstw. Będąc niemieckojęzycznym Włochem, zawarł konkordaty we Włoszech i Niemczech i zawsze powstrzymywał się od potępiania reżimów faszystowskiego i nazistowskiego. Potencjalnie mogło to zatem skłonić ku niemu państwa Osi. Był też znanym antykomunistą, wysoko cenionym przez poprzedniego papieża, i nie ukrywał przed Francją i Wielką Brytanią swojej krytyki dyktatur. Dlatego poparły go ich ministerstwa spraw zagranicznych, francuskie Quai d’Orsay i brytyjskie Foreign Office. Krótko mówiąc, każdy widział w nim to, co chciał zobaczyć. W Kościele stanowisko Pacellego było równie jednoczące, zwłaszcza że obiecywał on mianować sekretarzem stanu kardynała Maglionego, swojego najpoważniejszego rywala. Aby zrozumieć ten sukces, trzeba przyjrzeć się jego niemal nieskazitelnej karierze.
Temat błyskotliwy i ściśle chroniony
Urodzony w 1876 roku Eugenio Pacelli rozpoczął swoją karierę kościelną pod najlepszym z możliwych patronatów. Rodzina Pacellich jest utożsamiana z „czarną szlachtą”, czyli rzymskokatolicką arystokracją o skłonnościach kontrrewolucyjnych. Dziadek Eugenia, Marcantonio Pacelli, był świeckim prawnikiem papieskim, absolwentem prawa kanonicznego, który z inicjatywy Piusa IX został mianowany podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Na tym stanowisku z powodzeniem prowadził polowanie na włoskich rewolucjonistów, co zapewniło mu tytuł szlachecki. Był również jednym z założycieli watykańskiego dziennika „L’Osservatore Romano”.
Kuzyn młodego Eugenia, Ernesto Pacelli, był doradcą finansowym papieża Leona XIII. W 1880 roku wraz z innymi członkami katolickiej szlachty założył Banco di Roma, którego był dyrektorem aż do wybuchu wojny. Ernesto, przyjaciel kilku włoskich ministrów, pomógł złagodzić napięcia między Watykanem a rządem włoskim. Pomimo niechęci papieża do finansów, przekonał go również do nabycia udziałów w kilku bankach regionalnych, aby zapewnić katolikom bezpieczną przystań dla ich pieniędzy. W 1913 roku dywidendy z Banco di Roma stanowiły połowę dochodów Watykanu. Ten działający za kulisami finansista odegrał kluczową rolę w odzyskaniu przez Kościół części majątku utraconego przy okazji rozwiązania Państwa Kościelnego oraz w negocjacjach traktatów laterańskich z 1929 roku. Z czasem jednak jego wpływy osłabły. Z kolei jego trzej synowie odgrywali za pontyfikatu ich wuja Piusa XII dyskretną, ale coraz ważniejszą rolę w finansach Watykanu.
Młody Eugenio zdobył wykształcenie w liceum, a następnie w seminarium Collegio Capranica, co stanowiło obowiązkowy etap dla przyszłych eminencji kurialnych. Ze względów zdrowotnych, wbrew zwyczajowi, pozwolono mu zamieszkać z rodziną – znak, że jego familia miała w Watykanie wpływowych przyjaciół. Święcenia kapłańskie przyjął w wieku 24 lat. W 1901 roku, wspierany silnymi rekomendacjami, wstąpił jako uczeń do rzymskiej kongregacji i wkrótce został skierowany do Sekretariatu Stanu, gdzie powierzono mu zadanie odczytywania zaszyfrowanych telegramów. Mając zaledwie 25 lat, został wysłany do Londynu do nowego króla Edwarda VII z kondolencjami papieża po śmierci królowej Wiktorii. W 1903 roku został szefem biura (minutante), odpowiedzialnym za sporządzanie telegramów dla Sekretariatu Stanu. Został zatem wyszkolony i uformowany w samym sercu watykańskiej machiny, w miejscu, gdzie zapadają najważniejsze decyzje.
W 1906 roku współpracował z odpowiedzialnym za sprawy dyplomatyczne Pietro Gasparrim w szczególnie drażliwej kwestii rozdziału Kościoła od państwa francuskiego. Stolica Apostolska zerwała ustawy dyplomatyczne z Francją w 1904 roku, ale zachowała w Paryżu tajnego agenta, monsignore Carlo Montagniniego, „do wszystkiego, co potrzeba będzie Stolicy Apostolskiej”. Montagnini został objęty nadzorem francuskiej policji i wydalony z kraju, w reakcji na opublikowanie antyrepublikańskiego pamfletu przez pewnego paryskiego księdza. Jego archiwa wyciekły z inicjatywy Clemenceau do paryskiej prasy, co doprowadziło do wielkiego skandalu.
Eugenio, mianowany w 1914 roku sekretarzem, brał udział w negocjowaniu konkordatu z Serbią, co stanowiło jego chrzest bojowy na polu dyplomacji. Jego kariera zawodowa przebiegała w napiętej atmosferze – Watykan naznaczony był wówczas radykalnym antymodernizmem, który przejawiał się w jawnym szpiegowaniu personelu kościelnego. Papież miał do dyspozycji fanatycznego, oddanego sprawie czystek prałata: monsignore Umberto Benigni był oficjalnie zastępcą sekretarza Kongregacji do Nadzwyczajnych Spraw Kościelnych… ale za kulisami kierował tajną organizacją Sodalitium Pianum (wspomnianą już Sapinierą). Jednym z jego celów był młody prałat Roncalli, przyszły papież Jan XXIII, który żywił głęboką nieufność w stosunku do watykańskich siatek szpiegowskich.
Jeśli Pacelli przetrwał tę nową formę inkwizycji bez szwanku, to dlatego, że uważano go za wiarygodnego i jest mało prawdopodobne, aby podejrzewano go o liberalizm5. Niektórzy komentatorzy idą dalej i zastanawiają się, czy młody Pacelli nie należał do Sodalitium Pianum. Brakuje co prawda archiwów, które mogłyby ostatecznie rozstrzygnąć tę kwestię, ale korespondencja szefa tej siatki w Belgii6 na to jednak wskazuje… Hipoteza ta z pewnością wyjaśniałaby późniejsze zamiłowanie Piusa XII do intryg i tajnych działań. W każdym razie, po śmierci Piusa X w 1914 roku atmosfera zmieniła się wraz z nowym papieżem Benedyktem XV, który mianował sekretarzem stanu kardynała Gasparriego, mentora Pacellego. Benigni, zanim wstąpił do OVRA, kontynuował swoją działalność prywatnie, jednak nie wydaje się, aby wyrządził on podczas wojny wiele szkód, ponieważ Kuria odsunęła go na bok.
I Pacelli został… następcą kontrowersyjnego monsignore Benigniego! Przeprowadził transformację sprawnie i subtelnie zdystansował się od ultrakonserwatystów, których nowy papież już tak nie cenił.
Ukoronowaniem jego kariery w Sekretariacie było mianowanie Pacellego wiosną 1917 roku nuncjuszem w Bawarii, z rezydencją w Monachium7. Szczupły, o bladej cerze, dysponujący majestatyczną postawą renesansowego księcia, wywarł silne wrażenie na niemieckich wyższych sferach. Pewna felietonistka, cytowana przez Marie Levant, opisała go następująco: „O ascetycznej postawie, jego rysy przywodzą na myśl profil wyrzeźbiony na antycznej kamei, a z rzadka tylko cień przelotnego uśmiechu twarz tę ożywia”.
Po rewolucji Związku Spartakusa w 1920 roku podjęto decyzję o otwarciu nuncjatury w Berlinie, ale Pacelli pozostał w obu nuncjaturach do 1925 roku, wystarczająco długo, aby sfinalizować negocjacje w sprawie konkordatu z Bawarią. Stolica Apostolska była pierwszą obcą potęgą, z którą młoda niemiecka republika nawiązała stosunki dyplomatyczne. W związku z tym Pacelli, pomimo swego młodego wieku, został dziekanem korpusu dyplomatycznego. Po zawarciu konkordatu bawarskiego jego głównym zadaniem było wynegocjowanie, w skomplikowanych realiach okresu powojennego, nowego statusu Kościoła katolickiego w Niemczech.
Watykan ostro krytykował sposób, w jaki w 1918 roku zwycięzcy potraktowali Niemcy. Kierowana przez Gasparriego dyplomacja watykańska wnioskowała o zmniejszenie kwoty reparacji nałożonych na ten pokonany naród (20 mld marek w złocie). Polityka ta czyniła przedstawiciela Watykanu w Berlinie przyjacielem Niemiec, zwłaszcza że Stolica Apostolska popierała integralność terytorialną Rzeszy. W zamian za poparcie Watykan liczył na konkretne postępy w kwestii statusu i przywilejów instytucji kościelnych. Pacelli był zdecydowany jeszcze przed wszystkim innym sfinalizować bawarskie negocjacje. Warto pamiętać, że katolicyzm w Bawarii był i nadal jest w przeważającej większości bardziej tradycyjny i fundamentalistyczny niż w pozostałej części kraju.
W 1922 roku zmarł Benedykt XV, a jego następcą został uczony kardynał Ratti, który objął tron papieski pod imieniem Pius XI i pozostawił Gasparriego na stanowisku. W 1923 roku w odwecie za niepłacenie reparacji wojennych wojska francusko-belgijskie zajęły Zagłębie Ruhry. Wspierały ruchy separatystyczne. W Monachium, w marcu 1924 roku, Pacelli uzyskał dla Kościoła bardzo korzystne porozumienie (swoboda obsadzania biskupstw, hojne państwowe wsparcie finansowe dla Kościoła katolickiego, obowiązkowe nauczanie religii w szkołach itp.). Następnie przeniósł się na cztery lata do Berlina i zagwarantował konkordat z Prusami, co w 1929 roku przyniosło mu kapelusz kardynalski. Lata spędzone w Monachium były zatem dla rozwoju przyszłego papieża przełomowe. To właśnie w tym okresie ten dość nieufny w usposobieniu człowiek poznał osoby mające tworzyć pierwszy krąg wtajemniczonych, któremu powierzone miały być najdelikatniejsze sprawy.
Bliski krąg
W Monachium Pacelli poznał kogoś, kto został jego sekretarzem i odegrał podczas jego pontyfikatu kluczową rolę. Niewysoki astmatyczny Bawarczyk, jezuita Robert Leiber, początkowo uczył Pacellego języka niemieckiego, zanim stał się jednym z jego najbliższych doradców. Jego zadania były i zawsze już pozostaną niejasne – nie pojawiał się w oficjalnym grafiku, ale czytał niemal wszystko, co trafiało na biurko jego szefa i widywał się z nim kilka razy dziennie. Nikomu się nie zwierzał. Felix Morlion, ksiądz i pracujący dla Amerykanów agent wywiadu, opisał w czasie wojny ojca Leibera jako człowieka do tajnych zadań, jego niepowodzenia można było w razie potrzeby zdementować, ponieważ nie piastował on w Watykanie żadnego oficjalnego stanowiska. Niewątpliwie to za pośrednictwem Leibera Pacelli poznał i docenił generała jezuitów Włodzimierza Ledóchowskiego i nawiązał z nim sojusz. Urodzony w polskiej rodzinie arystokratycznej skazanej na zesłanie przez cara jeszcze w XIX wieku, Włodzimierz był bratankiem kardynała Mieczysława Ledóchowskiego, który był prefektem Kongregacji Krzewienia Wiary. On sam został w 1915 roku wybrany na przełożonego generalnego jezuitów. Jeden z jego współbraci, wysłany z misją do Rosji, opisał go następująco:
Był niskim i wątłym mężczyzną o szczupłej ascetycznej twarzy, zapadniętych policzkach, wysokim czole i najbystrzejszych oczach, jakie kiedykolwiek widziałem. Mówił bardzo stanowczo i niemal szorstko, a jednocześnie był bardzo uprzejmym, znakomitym rozmówcą8.
To jemu właśnie Pius XI powierzył utworzenie Papieskiego Instytutu Wschodniego i rosyjskojęzycznego Collegium Russicum. Mówiło się tam po rosyjsku, a studenci ubierali się jak księża prawosławni. Przyszli księża misjonarze kształcili się tam, by z narażeniem życia szerzyć wiarę katolicką między morzami Bałtyckim a Czarnym.
Będąc konserwatystą i zagorzałym antykomunistą, w liście z 1934 roku do wszystkich jezuitów Ledóchowski zasygnalizował nieustępliwą walkę z nowoczesnym ateizmem. Wśród jego agentów byli osiadły w Zurychu Niemiec Karl Stark, kierujący siatką działającą w Niemczech i Francji, oraz francuski ksiądz Joseph Ledit, który podróżował do ZSRS (Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich) i budował swoją siatkę w krajach Wschodu, z osobnym szefem w każdym z nich. We Francji na wezwanie odpowiedział jezuita Joseph Robinne, tworząc we wrześniu 1934 roku biuro Unitas. Kiedy Pacelli został sekretarzem stanu, wiedział już, że jezuici są jedną z tych sił, na których może polegać.
W czasie pełnienia funkcji nuncjatorskiej Pacelli nawiązał także nieoczekiwaną przyjaźń z młodą niemiecką zakonnicą, siostrą Pascaliną Lehnert, młodszą od niego o osiemnaście lat. Poznał ją podczas pobytu w domu opieki dla duchownych Stella Maris w Rorschach w Alpach szwajcarskich, gdzie pracowała. Została jego gospodynią w poselstwie w Monachium i mieszkała z nim aż do śmierci. To, że Pacelli mógł ją zatrudnić, biorąc pod uwagę przepisy kościelne, było niespotykane. Ogłoszony przez Benedykta XV Kodeks Prawa Kanonicznego nakazywał wszystkim duchownym unikanie wspólnego zamieszkiwania z kobietami, których obecność mogłaby wzbudzić podejrzenia, i preferowanie kogoś z rodziny lub starszej kobiety o „cnotliwych obyczajach”. Historia siostry Pascaliny wywołała w Kościele, a tym bardziej poza jego strukturami, wiele dyskusji i kontrowersji. Jednak ich relacja nigdy nie wydawała się skandaliczna – gdyby tak było, wrogowie Pacellego, a następnie zagraniczne służby wywiadowcze, z pewnością by ten fakt wykorzystali. Z drugiej strony, szorstka natura zakonnicy i domniemany wpływ na „jej” eminencję nieuchronnie podsycały fantazje i ostatecznie przyniosły jej pod koniec życia przydomek popessa (papieżyca)9, co było już mocną przesadą. Choć jej świadectwo winno się zawsze rozpatrywać w kontekście innych źródeł, niekiedy oferuje ona unikatowy wgląd w prywatne życie przyszłego papieża.
To dzięki niej znane są nam tragiczne wydarzenia z 1919 roku, które ukształtowały charakter Pacellego – w lutym tłumy komunistów zajęły szturmem Monachium i proklamowały nową Bawarską Republikę Rad. Prawie wszyscy dyplomaci uciekli. Personel nuncjatury też został ewakuowany. Na miejscu pozostali tylko Pacelli, Pascalina i Robert Leiber. W kwietniu 1919 roku bolszewicy zajęli szturmem także ich budynek. Pod gradem kul szyby rozsypywały się w drobny mak. Gdy napastnicy wyważali ciężkie drzwi wejściowe, Pacelli ze szczytu schodów stawił im czoła, a siostra Pascalina stała u jego boku. Pomimo obelg, oboje postawili się wrogiemu tłumowi, szukającemu pieniędzy i żywności, co do których ukrywania podejrzewał prałata. Władze komunistyczne chciały, aby nuncjusz opuścił miasto. Kilka dni później uzbrojona i umundurowana Czerwona Gwardia, a za nią rozwścieczony tłum, ponownie wkroczyli do nuncjatury. Czego konkretnie żądali? Przyjechali, żeby skonfiskować jego samochód! Nuncjusz kazał otworzyć garaż… ale samochód nie chciał odpalić. Wielu autorów uważa, że od tych wydarzeń wziął początek zaciekły antykomunizm Pacellego. Tak czy inaczej, niewątpliwie wzmocniły one jego prestiż w samym Rzymie. Republika długo nie przetrwała. Już 3 maja została obalona przez Freikorps, a na jej miejsce powołano rząd tymczasowy pod przywództwem generała Ludendorffa, szefa wojsk niemieckich z czasów wojny.
Jest jeszcze jedna anegdota przytoczona przez siostrę Pascalinę10, tym razem niesprawdzalna – Monachium to miasto, w którym Adolf Hitler rozpoczął swoją drogę do władzy, budując swój ruch na żyznym podglebiu kryzysu gospodarczego. Rzekomo pewnego wieczoru młody Adolf Hitler, wciąż stosunkowo mało znany, stawił się w rezydencji arcybiskupa Pacellego wraz z listem polecającym od Ludendorffa, w którym ten zachwalał jego odwagę jako kaprala z czasów, kiedy służył on pod jego dowództwem. Hitler przedstawił się jako antykomunistyczny krzyżowiec. Oczarowany nim Pacelli podobno wręczył mu (znowu według siostry Pascaliny) pewną sumę pieniędzy na wsparcie jego sprawy. Spotkanie to, jeśli rzeczywiście miało miejsce, oczywiście nie oznacza, że Pacelli stał się tym samym pronazistowski.
Do tego osobliwego tandemu utworzonego przez Leibera i siostrę Pascalinę wkrótce miała dołączyć trzecia osoba. W 1911 roku przybył do Rzymu młody Amerykanin Francis Spellman, będący świeżo po studiach na Uniwersytecie Fordham w Nowym Jorku. Pragnął zostać kapłanem, ale w przeciwieństwie do jemu podobnych, wybrał na swoje seminarium prestiżowe kolegium amerykańskie w Rzymie, położone w urokliwej dzielnicy Via dell’Umilta. Jego koledzy szybko zdali sobie sprawę, że był jednym z najbardziej ambitnych seminarzystów – dawał się zauważyć (i krytykować) przez swoją skłonność do podchodzenia i przymilania się do każdego monsignore, na którego się natknął. Młody człowiek pragnął zrozumieć mechanizmy władzy w Watykanie – koterie, rywalizacje i nieoficjalne przyjaźnie wkrótce przestały mieć przed nim tajemnice11.
Po otrzymaniu święceń kapłańskich Spellman został w 1916 roku wysłany do Bostonu, do diecezji podlegającej wpływowemu kardynałowi O’Connellowi. Ten ostatni jednak nie tolerował nikogo, kto szukał rozgłosu. Szybko nabrał niechęci do Spellmana i przez dziewięć lat nie szczędził mu upokorzeń. Spellman znosił wszystkie te afronty, akceptował swoją pańszczyznę, by na koniec zostać wezwanym do Rzymu i dołączyć do zespołu w Sekretariacie Stanu. Tam poświęcił całą swoją energię rozwijaniu własnej sieci kontaktów. Początkowo zajmował mało eksponowane stanowisko tłumacza, ale został też asystentem Edwarda Hearna, komisarza europejskiego Rycerzy Kolumba. Ten mało znany opinii publicznej zakon rycerski składał się z bogatych katolików, którzy na całym świecie zbierali fundusze na finansowanie działalności Kościoła. Jednak w 1925 roku finanse Stolicy Apostolskiej były w fatalnym stanie. Zanurzywszy się w świecie, o którym dotąd nie miał pojęcia, Spellman szybko zdał sobie sprawę, że odnalazł swoje powołanie – miał zostać finansistą Watykanu i człowiekiem do tajnych misji. Jego szef Hearn wprowadził go w krąg finansistów i biznesmenów, których podjął się metodycznie pozyskiwać.
Spellman dbał o uwagę zamożnych gości Watykanu. Opiekował się amerykańskimi osobistościami ze świata polityki, bawiącymi przejazdem w Rzymie, korzystając z sieci informatorów w luksusowych hotelach – portierów, którzy zawczasu uprzedzali go o przybyciu dygnitarzy. Regularnie uczestniczył w audiencjach papieskich i będąc utalentowanym fotografem, proponował uwiecznienie tych wydarzeń na kliszach. Dawało mu to możliwość ponownego spotkania się z zamożnymi gośćmi, aby obdarować ich swoimi zdjęciami i ewentualnie oprowadzić po mieście. Stał się w ten sposób niezastąpiony w wąskim gronie bogatych katolików amerykańskich, którzy w rzymskich kręgach arystokratycznych spędzali zimy. Spellman zaprzyjaźnił się z Nicholasem i Genevieve Brady, amerykańskimi magnatami robót publicznych. Pani Brady polubiła młodego księdza i stała się jego pierwszą mecenaską, finansując jego utrzymanie i zapraszając go na spotkania miejscowej śmietanki towarzyskiej.
To pierwsze dokonanie Spellmana przyniosło mu przychylność sekretarza stanu Gasparriego. Młody ksiądz zasugerował panu Brady’emu, aby podarował kardynałowi… limuzynę! Wkrótce potem Brady został kawalerem Orderu Najwyższego Chrystusa, a jego żona została papieską księżną. Historia ta obiegła cały Watykan i nieuchronnie dotarła do uszu Piusa XI. Papież wyraził się głośno w obecności młodego minutante, że jego sekretarz stanu miał zaiste wielkie szczęście… Informacja poszła w świat. Spellman zwrócił się następnie do innego bogatego Amerykanina z propozycją, aby podarował Jego Świątobliwości nie mniej niż… trzy samochody! W ten sposób przywracano właściwą hierarchię12.
Zawiść większości księży w Sekretariacie Stanu sprawiła, że Spellman szybko stał się dla swoich przełożonych niezastąpiony. W 1926 roku był już tytułowany „monsignore”. Pius XI nadał mu przydomek „monsignore Cenny”. Jego styl życia i majątek rosły wykładniczo, do tego stopnia, że w 1929 roku kupił akcje hollywoodzkiego studia Warner za 54 tys. dolarów. Udało mu się przyćmić swego szefa Hearna, którego zastąpił hrabia Enrico Galeazzi, watykański urzędnik będący teraz jego powiernikiem. Spellman bacznie obserwował w Watykanie wszystko i wszystkich. Pielęgnował przyjaźń ze wschodzącą gwiazdą, nuncjuszem w Berlinie, monsignore Pacellim. W tym celu umiejętnie wkradł się w łaski siostry Pascaliny, która sama miała niewielu sojuszników w Watykanie. Kiedy Pacelli został papieżem, Spellman dołączył do jego najbliższego kręgu zaufanych.
W epicentrum władzy
W 1929 roku sprawy nabrały tempa. Brat Eugenia, prawnik i doradca watykański Francesco Pacelli, był głównym łącznikiem między papieżem a faszystowskim reżimem. Utrzymywał bliskie kontakty osobiste z Mussolinim, informując go o wydarzeniach w Watykanie, a papieża – o planach włoskiego rządu. Jego wpływy nie podobały się odpowiedzialnym za Sekretariat osobom, które czuły się marginalizowane.
11 lutego w Pałacu Laterańskim Mussolini i sekretarz stanu Gasparri podpisali porozumienie. Składało się ono z trzech części. Wynegocjowany przez dyplomatów traktat zakończył „kwestię rzymską”, uznając zwierzchnictwo Stolicy Apostolskiej nad Watykanem, a także nad różnymi podlegającymi jej budynkami w Rzymie oraz rezydencją Castel Gandolfo. Konkordat uczynił papieża osobą „świętą i nietykalną”, równą monarchom wywodzącym się z prawa Bożego. W zamian Watykan uznał suwerenną władzę dynastii sabaudzkiej nad Królestwem Włoch. Część finansowa przyznała papieżowi jako rekompensatę za anektowane terytoria odszkodowanie w wysokości 750 mln lirów oraz obligacje oprocentowane na 5% kapitału w wysokości miliarda lirów. Stanowiło to równowartość prawie 1,5 mld dzisiejszych dolarów.
Wreszcie konkordat uczynił katolicyzm religią państwową, gwarantując autonomię i ochronę religii katolickiej – małżeństwo kościelne miało mieć wymiar cywilny, a w szkołach miano nauczać religii.
Mussolini potrzebował moralnego autorytetu papieża w celu wzmocnienia swego reżimu. Wkrótce po dojściu do władzy odłożył więc na bok antyreligijną retorykę, aby zabiegać o względy Watykanu. Zgodził się ratować Banco di Roma, który wówczas pogrążał się w kryzysie – w przypadku jego bankructwa Watykanowi groziła utrata kapitału. W zamian Kościół zobowiązał się do zaprzestania finansowania Włoskiej Partii Ludowej i katolickich związków zawodowych.
Rok później, już po rezygnacji Gasparriego, Eugenio Pacelli został nowym sekretarzem stanu. Decydującą rolę w nominacji odegrał jego brat Francesco.
Jego osobowość odpowiadała profilowi, jakiego poszukiwał Pius XI – powściągliwy i dyskretny, skrupulatny, bardzo pracowity… Jego doświadczenie w negocjacjach konkordatowych, przyjaźnie zawarte zarówno wśród integrystów, jak i „liberałów” powodowały, że stawał się niezastąpiony.
Stanowisko sekretarza stanu, równorzędne z funkcją premiera, pozwalało na spontaniczne zawieranie wielu znajomości i poszerzanie sieci kontaktów. Hrabia Della Torre, redaktor naczelny „L’Osservatore Romano”, stał się jednym z informatorów przyszłego Piusa XII. Należał do grona osób bliskich władzy, których towarzystwo cenili będący na stanowisku w Rzymie dyplomaci, aby im przekazywać prawdziwe lub fałszywe informacje. Nowego sekretarza stanu czekało kilka delikatnych spraw. Pierwszym powodem do niepokoju był fakt, że stosunki z reżimem Mussoliniego dalekie były od ułożonych, tak jak obiecywały traktaty laterańskie. W centrum sporu znajdowała się Akcja Katolicka i inne katolickie organizacje, poddawane ciągłym atakom i zastraszaniu przez reżim i jego popleczników. W 1931 roku Pius XI zamierzał odpowiedzieć encykliką (Non abbiamo bisogno – Nie potrzebujemy), aby potępić totalitarne roszczenia reżimu do edukacji młodzieży. Jej publikacja we Włoszech miała jednak zostać zablokowana przez służby specjalne Duce.
Spellman znalazł wtedy okazję do wykonania swojej pierwszej „tajnej misji” dla Sekretariatu Stanu. Pacelli zlecił mu dostarczenie angielskiego tłumaczenia encykliki do biura Associated Press w Paryżu. Spellman był obserwowany w pociągu przez tajną policję, która nie odważyła się jednak go aresztować. Historia papieskiego wysłannika zmuszonego do potajemnego przekroczenia granicy w celu opublikowania encykliki trafiła na pierwsze strony gazet na całym świecie, znacząco podnosząc prestiż Spellmana. Mimo wszystkich agentów, którzy zinfiltrowali Watykan, faszystowskie służby wywiadowcze nie były w stanie przewidzieć tego nagłego ruchu. Mussolini sądził, że jest informowany o każdym posunięciu papieża, był zatem encykliką zaskoczony i wściekły na swoje służby. Pacelli wkroczył wtedy do akcji i odegrał rolę pacyfisty – wynegocjował z reżimem mozolny kompromis, pozwalający kręgom młodzieży dyskretnie kontynuować swoją działalność. Obie strony były zainteresowane utrzymaniem porozumień laterańskich.
Drugą priorytetową sprawą były stosunki z sowiecką Rosją. Rewolucja bolszewicka zadała rosyjskiemu katolicyzmowi dotkliwy cios. 23 stycznia 1918 roku dekretem Rady Komisarzy Ludowych zakazano nauczania religii, zniesiono subwencje dla świątyń i zakazano przyjmowania datków od wiernych. Kilka miesięcy później majątek rosyjskiej Cerkwi został znacjonalizowany. Jednak po klęsce Niemiec w 1918 roku komunistyczna Rosja znalazła się bez sojusznika na Zachodzie. Francja i Wielka Brytania wsparły działania Białych przeciwko reżimowi komunistycznemu, jak również wojnę Polaków przeciw Rosji.
Doświadczona fermentem rewolucyjnym oraz wewnętrznymi i zewnętrznymi wojnami Rosja pragnęła spokoju. Lenin wprowadził NEP (Nowaja Ekonomiczesjaka Politika – Nowa Polityka Ekonomiczna), podpisał umowę handlową z Wielką Brytanią i wyciągnął rękę na zgodę do Niemiec i Watykanu.
Obiektywnie rzecz ujmując, papież Benedykt XV miał w chronieniu wiary katolickiej w Rosji interes.
W marcu 1922 roku osiągnięto porozumienie w sprawie papieskiej misji humanitarnej. W tym samym roku traktat w Rapallo umożliwił wznowienie stosunków dyplomatycznych między ZSRS a Republiką Weimarską. Oba państwa nawiązały tajną współpracę wojskową, co z kolei zaniepokoiło Francję. Utorowało to drogę do negocjacji między Moskwą a Rzymem. Odbyły się one w Berlinie, a ich organizacją kierował Eugenio Pacelli, tamtejszy nuncjusz apostolski. Spotkania zmieniły się jednak w zabawę w głuchy telefon.
Stanowiło to tym samym przyzwolenie na prześladowania, jak przyznał przyszły papież w liście z końca 1927 roku:
Złudzeniem byłoby żywić nadzieję na osiągnięcie porozumienia z obecnym rządem w Moskwie, którego jedynym celem jest zniszczenie w tym nieszczęsnym i uciskanym kraju wszelkiej wiary. […] Chociaż nikt nie może dziś przewidzieć, kiedy i jak upadnie ten ohydny bolszewicki reżim13.
Rozczarowany Pacelli przyjął więc postawę bardziej agresywną… ale trzeba było jeszcze mieć do tego środki.
Watykanowi brakowało źródeł informacji o Rosji: biskupi byli więzieni lub przebywali na zesłaniu, a księża pozostawali pod ścisłym nadzorem. Cenzura pocztowa uniemożliwiała normalną komunikację z Rzymem. Wielu księży aresztowanych przez władze sowieckie trafiło do więzienia na Wyspach Sołowieckich. Tak naprawdę był to klasztor założony około 1420 roku, położony na wyspie na Morzu Białym. Więźniowie pracowali tam głównie przy wyrębie drewna. Od początku lat 20. XX wieku w więzieniu tym przetrzymywano pierwszych deportowanych księży – tak katolickich, jak i prawosławnych. Latem 1928 roku kilku więźniów cudem uciekło podczas sztormu na tratwie, używając swoich płaszczy jako żagli. Po czterech dniach na morzu uratował ich i zabrał do Anglii norweski statek. Wkrótce potem byli więźniowie opublikowali książkę opisującą ich gehennę pod tytułem Wyspa tortur i śmierci. W odpowiedzi władze sowieckie natychmiast wysłały na Wyspy Sołowieckie oficjalnego pisarza reżimu, Gorkiego, aby napisał na temat tego „wzorcowego więzienia” pochlebny reportaż14.
Dlatego za priorytet uznano utworzenie tajnej organizacji. Konieczne było mianowanie biskupów, aby zapewnić prawowitą władzę i strukturę Kościoła. W połowie XIX wieku, w okresie prześladowań katolicyzmu przez carów, żeby zastąpić uwięzionych duchownych, Watykan wysyłał do Rosji księży przebranych za ulicznych sprzedawców. Dlaczego by tak nie zrobić tego ponownie? Jesienią 1925 roku, w okresie względnej odwilży, Pius XI wysłał francuskiego jezuitę Michela d’Herbigny do Związku Sowieckiego w podróż badawczą na zaproszenie rosyjskiego prawosławnego prałata. Według jego relacji z podróży15, sytuacja była jeszcze poważniejsza niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.
21 kwietnia 1926 roku w Moskwie, przed wschodem słońca, do budynku niewielkiego Kościoła Świętego Ludwika od Francuzów, ukrytego w cieniu Łubianki, siedziby [O]GPU ([Objedinionnoje] Gosudarstwiennoje Politiczeskoje Uprawlenije – [Zjednoczony] Państwowy Zarząd Polityczny) wślizgnęli się jacyś nieznajomi. Wśród nich był wysoki mężczyzna, który zgromadzonym przedstawił się jako d’Herbigny. Był on tajnym wysłannikiem papieża Piusa XI, który powrócił, aby ustanowić sekretną hierarchię Kościoła katolickiego w Rosji. Tuż przed wyjazdem otrzymał sakrę biskupią od Pacellego, aby mógł mianować kolejnych biskupów. Na miejscu nie było jednak tłumu kandydatów.
Jednym z nich był ojciec Pie Eugène Neveu, na stanowisku w Zagłębiu Donieckim, który służył w Rosji od 1907 roku jako kapelan wspólnoty francuskich i belgijskich inżynierów górniczych. Pomimo rewolucji z 1917 roku, która pozbyła się inżynierów, pozostał tam, by z odwagą i przebiegłością stawiać czoła policyjnym prześladowaniom – odpowiadał zatem profilowi niejawnego biskupa. Poproszono więc ambasadora francuskiego o wezwanie pod jakimś pretekstem Neveu do Moskwy. Ledwie dotarł do Kościoła Świętego Ludwika od Francuzów, a Neveu już dowiedział się, że ma zostać pierwszym niejawnym biskupem i zostanie natychmiast wyświęcony. D’Herbigny obawiał się jednak jego wydalenia, gdyby jego działalność została wykryta.
Mimo tego udał się wraz z Neveu do Charkowa, a później już sam do Odessy, Kijowa i Leningradu, gdzie bez problemów udzielił sakry czterem biskupom. Niestety, nawet w tamtych heroicznych czasach tajne operacje były działalnością wymagającą podstawowego przeszkolenia i solidnej dozy szaleństwa. Najwyraźniej jednego i drugiego mu brakowało. Od momentu jego przybycia do Moskwy GPU miało go na celowniku, nadzorowało i pozwalało mu swobodnie działać po to tylko, aby wykryć całą siatkę. Po jego wyjeździe policja zaczęła niejawnych biskupów wyłapywać. Na wolności pozostał tylko biskup Neveu, najwidoczniejszy i najlepiej – dzięki swemu francuskiemu obywatelstwu – chroniony. Mógł on jedynie przez ambasadę francuską poinformować ojca d’Herbigny o katastrofie. Nie wyciągając żadnych wniosków z tej porażki, Watykan wysłał go w trzecią podróż – równie ściśle nadzorowaną i tak samo daremną.
W 1933 roku Frison, ostatni katolicki biskup w ZSRS, przebywając już w areszcie domowym, został oskarżony o demoralizację nieletnich. Oskarżenia o niemoralność były wówczas ulubioną taktyką GPU. Po chwili refleksji monsignore Frison był ostatecznie sądzony pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Niemiec. Ojciec Braun donosił, że został stracony w czerwcu 1937 roku. W latach 1917–1939 aresztowano prawie tysiąc katolickich księży mieszkających na terytorium Rosji. Większość z nich zmarła w więzieniach, obozach koncentracyjnych lub przy pracach przymusowych. Wszystkie instytucje religijne zostały zamknięte. Publikacje o charakterze religijnym zostały zakazane.
Sam fakt, że udało mu się zebrać informacje w terenie, nawiązać kontakty i powrócić żywym, przyniosło d’Herbigny’emu znaczne uznanie Sekretariatu Stanu. W 1930 roku został mianowany przewodniczącym komisji do spraw Rosji, zwanej Pro Russia, i zajął stanowisko prefekta kongregacji. Jednak awans ten przysporzył mu również w Kurii potężnych nieprzyjaciół.
GPU wysłało do Paryża i Rzymu swoich szpiegów. Podejrzewano ich o infiltrację komisji Pro Russia. 28 marca 1930 roku Neveu napisał: „W Moskwie mówi się, że nasi detektywi próbowali przejąć archiwa komisji na rzecz Rosji”. „La Croix” z 28 kwietnia utrzymywał jednak, że pogłoska ta jest bezpodstawna. W Rzymie wokół d’Herbigny’ego byli szpiedzy. W listopadzie 1932 roku w Watykanie wybuchła afera Alexandre’a Deubnera. Był on synem katolickiego męczennika, księdza Jeana Deubnera16, w latach 1923–1932 więzionego, a następnie w 1936 roku zamordowanego. Jego siostra wyszła za mąż za syna Klary Zetkin, jednej z czołowych postaci rewolucji bolszewickiej. Urodzony w 1899 roku Aleksander otrzymał u asumpcjonistów wykształcenie duchowne i w 1926 roku przyjął święcenia kapłańskie. Powierzono mu posługę duszpasterską wśród rosyjskich katolików w Nicei i Cannes. Z uwagi na niestabilny temperament, początkowo przyłączył się do Kościoła prawosławnego, następnie wyraził skruchę i jako pennitent stawił się w Rzymie. D’Herbigny zlecił mu pracę tłumacza. Deubner został szybko oskarżony o agenturę na rzecz GPU i o zabranie dokumentów mogących posłużyć do aresztowania księży w ZSRS. W Polsce sprawę wyolbrzymiono, aby d’Herbigny’ego zdyskredytować. Ojciec Ledóchowski, wszechwładny generał jezuitów, żywił coraz większą niechęć do tego księdza, który w administracji jezuickiej spychał go w cień i miał dostęp do ucha samego papieża.
Sowieckie służby wywiadowcze przygotowały – lub wykorzystały – przeciwko niemu „sprawę z kobietą”, która miała doprowadzić do jego upadku. Ledóchowski wykorzystał tę okazję i doprowadził do jego usunięcia do klasztoru, nie dając mu realnej możliwości obrony przed papieżem17. Czy dał się zwieść sowieckiej dezinformacji, czy też wykorzystał skandal, by usunąć d’Herbigny’ego, którego uznał za zbyt nierozważnego w stosunku do piastowanego stanowiska? Tak czy inaczej, Ledóchowski poruszył również innymi pionkami, takimi jak ojciec Joseph Ledit, który towarzyszył d’Herbigny’emu w drodze do ZSRS. Wykorzystywał też potencjalne sojusze spoza struktur Kościoła.
Przykładowo, istniało EIA (Entente Internationale Anticommuniste – Międzynarodowe Porozumienie Antykomunistyczne), rodzaj anty-III Międzynarodówki, założone przez protestanckiego prawnika z Genewy, Théodore’a Auberta, i rosyjskiego zesłańca, naczelnego lekarza wojskowego Georges’a Lodygenskiego. W latach 20. i 30. Aubert wyróżnił się w „sprawie Conradiego”, w której doprowadził do uniewinnienia mordercy radzieckiego delegata na konferencji w Lozannie w maju 1923 roku (co doprowadziło do poważnego incydentu dyplomatycznego z Moskwą). Opromieniony swoim zwycięstwem, Aubert stworzył w Paryżu organizację międzynarodową mającą na celu zjednoczenie wszystkich „europejskich patriotów” w walce z Kominternem (Kommunisticzjeskij Internacionał – Międzynarodówka Komunistyczna). Zakorzenione na początku w protestantyzmie, EIA stopniowo zbliżało się coraz bardziej do katolicyzmu.
Pod koniec 1929 roku Stolica Apostolska zaostrzyła swoje stanowisko wobec ZSRS. Droga do zbliżenia z Kurią pozostawała wciąż jednak otwarta. Zachowując ostrożność, Watykan nie przekazywał niczego bezpośrednio i preferował korzystanie ze świeckich pośredników. Związkowe skrzydło EIA, a mianowicie MTCR (Mouvement des Travailleurs Chrétiens Russes – Rosyjski Chrześcijański Ruch Robotniczy), zaproponowało wysyłanie przez granicę fińską paczek do ZSRS, z wykorzystaniem pośrednictwa zaprzyjaźnionych marynarzy.
Począwszy od 1933 roku EIA i jego korespondenci utworzyli nieformalną, inspirowaną religią komisję Pro Deo, której przewodził Rosjanin Georges Lodygensky. Komisja ta, składająca się po równo z osób świeckich i duchownych trzech wyznań chrześcijańskich – katolickiego, protestanckiego i prawosławnego – opracowała program pomocy wiernym w Rosji (przesyłanie ikon i tekstów, za pośrednictwem radia) oraz zafundowała sobie ambasadorów. Rozpoczęła również nieoficjalną współpracę z jezuitami, będącymi z komunizmem na sekretnej stopie wojennej.
Ledóchowski widział w Lodygenskim bardziej pomocnika niż pełnoprawnego partnera. W 1936 roku Associated Press ogłosiła, że Watykan tworzy międzynarodową organizację zrzeszającą katolików i protestantów, opartą na istniejących w poszczególnych państwach komitetach Pro Deo. Wywołało to wściekłość Sekretariatu Stanu, który poczuł się zmuszony do wydania dementi, wyjaśniając, że Pro Deo jest organizacją świecką działającą z własnej inicjatywy. Mosty zostały wówczas oficjalnie spalone… ale jezuici zdołali już zabezpieczyć dla tego ruchu najprzydatniejsze kontakty18.
Po aferze d’Herbigny’ego sprawujący już władzę absolutną Stalin uznał Kościół za niebezpieczny i nadal uważnie kontrolował sytuację. W latach 30. i 40. XX wieku rosyjskie służby wywiadowcze postrzegały papiestwo jako centrum dowodzenia międzynarodowej siatki szpiegowskiej, której celem jest kontrowanie działań Międzynarodówki Komunistycznej.
W latach 30. XX wieku trzecim istotnym problemem dla Sekretariatu były Niemcy i stawiany w relacjach z nimi cel w postaci narodowego konkordatu. Znany ze swoich niemieckich sympatii Pacelli wydawał się właściwym człowiekiem do tego zadania, ze względu na powiązania, jakie nawiązał z elitami tego kraju, a zwłaszcza z przywódcami partii katolickiej. Po objęciu władzy w styczniu 1933 roku Hitler polecił swojemu wicekanclerzowi von Papenowi rozpoczęcie rozmów z liderem Chrześcijańskiej Partii Centrum, arcybiskupem Kaasem, w celu wynegocjowania warunków konkordatu. Na tym etapie Hitler potrzebował papieża do legitymizacji swojego reżimu, tak jak przed nim Mussolini… Papież i jego sekretarz stanu, zaślepieni antymarksistowską propagandą Führera, wpadli w jego pułapkę i zaakceptowali zasadę „odpolitycznienia” niemieckiego duchowieństwa w zamian za konkordat, który tym bardziej miał się okazać hojny, im mniej miał być przestrzegany. Prawdopodobnie nadal obaj wierzyli, że konserwatyści będą w stanie utrzymać Hitlera w ryzach, aby stopniowo normalizować reżim, skoro nie skonsolidował on jeszcze w pełni swej władzy. Sprawa została szybko załatwiona, a 20 lipca 1933 roku miała miejsce ceremonia podpisania traktatu. Centrum i Bawarska Partia Katolicka natychmiast uległy samorozwiązaniu. Niemieckich katolików zapewniono o zgodności ich wiary z narodowym socjalizmem. Wraz z uciszeniem duchowieństwa Hitler miał w tej kwestii wolną rękę. Podczas „nocy długich noży” w czerwcu 1934 roku przywódcy katoliccy zostali wymordowani. Prawdziwa kampania prześladowań miała być skierowana przeciwko dygnitarzom Kościoła i katolickim organizacjom.
Mimo ratyfikacji konkordatu we wrześniu 1933 roku, nie osłabła krytyka ze strony niezależnych prałatów. Arcybiskup Monachium, kardynał von Faulhaber, wygłosił serię kazań antyhitlerowskich. Był uważany przez sztab Himmlera za „duchowego przywódcę katolickiego oporu wobec narodowosocjalistycznego państwa”. Kardynał został potępiony przez organ partii narodowosocjalistycznej „Völkischer Beobachter” jako przywódca „ośrodka rozpusty i korupcji”19. Nie mógł też liczyć na jednogłośne poparcie. W okresie międzywojennym w Kurii panoszyły się bardzo zróżnicowane nurty. Na drugim politycznym biegunie Austriak Alois Hudal, rektor kościoła niemieckiego Santa Maria dell’Anima w Rzymie, był bliski ideom nazistowskim, które uważał za zgodne z nauką Kościoła. W 1936 roku opublikował książkę Podstawy narodowego socjalizmu, która wywołała w Kurii skandal.
Na początku 1937 roku papież pragnął zająć zdecydowane stanowisko przeciwko brutalnym działaniom skierowanym ku organizacjom katolickim i kampaniom prasowym przeciw Stolicy Apostolskiej. Napięcia między Berlinem a Rzymem były tak duże, że papież mógł stracić twarz. W styczniu w Rzymie zorganizowano tajną konferencję, na której spotkali się wysoko postawieni prałaci z Niemiec.
Pomimo pogarszającego się stanu zdrowia Pius XI był zdeterminowany i postanowił potajemnie napisać encyklikę przeciwko nazizmowi. Jedynym jego współpracownikiem, który pracował z nim nad tym dokumentem, był Pacelli. Encyklika Mit Brennender Sorge (Z palącą troską), datowana na 14 marca, została potajemnie wydrukowana i rozesłana za pomocą kurierów przemieszczających się poza drogami publicznymi w celu ominięcia policyjnych posterunków kontrolnych, aby bezpośrednio dostarczyć go 26 niemieckim biskupom. Aby uniknąć wszelkiej cenzury, tekst miał być odczytany w całych Niemczech podczas nabożeństwa 22 marca. Ton wypowiedzi był dość umiarkowany, ale jego treść stanowiła bardzo zdecydowane potępienie naruszeń konkordatu i wskazywała na niezgodność ideologii narodowego socjalizmu z katolickimi wartościami.
Akcja spowodowała ogromne zaskoczenie i wściekłość reżimu! Gestapo natychmiast skonfiskowało wszystkie egzemplarze encykliki. Hitler w przemówieniu pierwszomajowym oświadczył, że nie będzie tolerował żadnego kwestionowania swojej władzy. Goebbels nakazał druk propagandowej broszury potępiającej finansowe i seksualne skandale Watykanu. Przekaz był jasny – należało podważyć wizerunek Kościoła. Już w 1935 roku wszczęto kilka procesów i kampanii prasowych przeciwko zakonom oskarżonym o przestępstwa finansowe; inwestowały one w końcu swoje aktywa w obligacje rządu Stanów Zjednoczonych, co stanowiło naruszenie zakazu wywozu kapitału. W maju proces sióstr od Świętego Wincentego à Paulo w Kolonii trafił na pierwsze strony gazet – ujawniono, że zakonnice rzekomo przemycały z kraju pliki banknotów, ukryte pod swymi habitami.
Procesy tego rodzaju kończyły się wysokimi grzywnami, a nawet wyrokiem pracy przymusowej dla siostry Wernery, sekretarki prowincji zakonu. Następnego roku wybuchła jeszcze bardziej żenująca kampania prasowa wokół procesu w Koblencji, w którym 276 franciszkanów zostało oskarżonych o „skandalicznie niemoralne postępowania”. Stygmatyzowano homoseksualizm zakonników, oskarżając ich o akty pedofilii wobec powierzonych ich opiece dzieci. Proces odbył się równie szybko, jak te, które toczyły się w tym samym czasie w Moskwie. Wydaje się, że połączono w tej sprawie kilka osobnych zdarzeń.
W 1937 roku powrócono do postępowań procesowych. W Niemczech aresztowano 1,1 tys. księży, z których 304 deportowano do Dachau. W oczach nazistów sprawa Kościoła katolickiego nie była już jedynie kwestią bezpieczeństwa wewnętrznego, ale stała się aferą międzynarodową, którą należało ściśle kontrolować. Niemieckie służby wywiadowcze, podobnie jak ich rosyjskie odpowiedniki, były przekonane, że papież stoi na czele rozległej siatki wywiadowczej rozciągniętej na cały świat. Postrzegały one Kościół jako ogromną tajną organizację, w której każdy przedstawiciel odgrywał swoją partię w orkiestrze dyrygowanej przez Watykan. Za najniebezpieczniejsze uważano zakony, zwłaszcza jezuitów.
19 marca, kilka dni po Mit Brennender Sorge, Pius XI podpisał nową encyklikę Divini Redemptoris (Boski Odkupiciel), tym razem potępiając ateistyczny komunizm. Miał to być sposób na tymczasowe zrównoważenie szali poprzez odrzucenie za jednym zamachem obu totalitaryzmów.
W następnym roku nadciągnęły ciemne chmury. W 1938 roku Austria znalazła się pod okupacją niemiecką; w listopadzie „noc kryształowa” dała niemieckiej ludności żydowskiej odczuć grozę antysemickiej histerii (spalono 119 synagog, zginęła ponad setka osób, a 20 tys. deportowano). Pius XI odłożył wówczas na bok wszelkie dyplomatyczne względy i otwarcie potępił antysemicką politykę nazistów. Na początku 1939 roku współpracował z pewnym amerykańskim jezuitą nad nową encykliką. Wieść o niej dotarła do niemieckiego duchowieństwa. Nazistowskie służby specjalne miały jednak czas na zwerbowanie wśród miejscowego kleru informatorów.
Ze wszystkich stron konfliktu II wojny światowej nazistowskie Niemcy niewątpliwie miały najwięcej konkurujących ze sobą służb wywiadowczych – można je było znaleźć w Ministerstwie Lotnictwa, Marynarce Wojennej, Ministerstwie Spraw Zagranicznych… i oczywiście w Wehrmachcie i SS (Schutzstaffel – Sztafety Ochronne [NSDAP]). Działalność antywatykańska nie była przez to bardziej skoordynowana niż przeciwko innym. Niech względy Führera pozyska najlepszy!
Już w 1933 roku SD utworzyła niewielką jednostkę szpiegowską do zwalczania religii, przeniesioną w 1934 roku do Berlina i przejętą przez Alberta Hartla, usuniętego ze stanu duchownego byłego księdza, który nie miał oporów przed donoszeniem na swoich przełożonych. Z każdą nową nominacją biskupa lub kardynała jego zespół zbierał wymagane przez ministerstwo lub partię informacje. Najcenniejszym nabytkiem był Joseph Roth, również usunięty ze stanu duchownego były ksiądz, ocierający się o Hitlera jeszcze przed jego dojściem do władzy.
Zespół Hartla rekrutował agentów spośród duchowieństwa, wykorzystując słabości niektórych księży podatnych na szantaż lub po prostu zastraszanych zawoalowaną groźbą represji. Według Hartla, arcybiskup Fryburga Konrad Gröber współpracował z SS, obawiając się ujawnienia jego związku z żydowską kochanką.
Zgodnie z powojennymi przesłuchaniami Hartla, jego departament zwerbował we wszystkich diecezjach od 20 do 30 informatorów, co w skali Niemiec nie jest liczbą powalającą. Co więcej, jeśli opierać się na upomnieniach wysyłanych przez przełożonych, agenci ci dostarczyli niewiele istotnych informacji – maltretowani księża próbowali przede wszystkim wyplątać się z kłopotów, przekazując trywialne informacje okraszone garścią pogłosek20.
Dla Hartla o wiele cenniejsze było pozyskanie w nuncjaturze w Berlinie informatora, który otrzymywał wszystkie raporty od niemieckich biskupów – był nim prawdopodobnie ojciec Werhun, doradca nuncjusza Orsenigo. Hartl w końcu zarzucił sieć na uniwersytety katolickie. Zwerbował przede wszystkim profesora z Wydziału Teologicznego w Paderborn, księdza Josefa Meyera, który zgodził się napisać pracę dowodzącą tezy, że eutanazja niepełnosprawnych nie jest sprzeczna z myślą teologiczną (!).
Aby uzupełnić swoje dochody, jednocześnie oddając się pożytecznej służbie, Hartl publikował pod pseudonimem dzieła o gwałtownie antykatolickiej wymowie, które zyskały pewne uznanie.
Jego gwiazda nie świeciła jednak długo. W 1939 roku jego służba, SD, została połączona z Gestapo, na którego czele stanął Heinrich Müller, dowodzący już własną komórką do monitorowania duchownych, kierowaną przez SS
