Tajne służby Watykanu - Yvonnick Denoël - ebook + książka
NOWOŚĆ

Tajne służby Watykanu ebook

Yvonnick Denoel

0,0

45 osób interesuje się tą książką

Opis

Oficjalnie Watykan nie ma służb specjalnych. Nieoficjalnie od dziesięcioleci prowadzi własną tajną wojnę.

Duchowni przerzucani za żelazną kurtynę. Kremlowscy agenci przenikający do serca Kościoła. Poufne rozmowy papieży z przywódcami Związku Radzieckiego, współpraca z CIA i pieniądze z watykańskiego banku przeznaczane na walkę z komunizmem od Ameryki Południowej po wsparcie polskiej Solidarności.

Na podstawie odtajnionych dokumentów obcych wywiadów Yvonnick Denoël rekonstruuje osiemdziesiąt lat tajnych misji, politycznych rozgrywek i operacji, których ślady miały nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Prowadzi czytelnika od II wojny światowej przez zimną wojnę aż po kulisy pontyfikatów Benedykta XVI i Franciszka, odsłaniając rolę Watykanu w najważniejszych politycznych rozgrywkach XX i XXI wieku.

Prawdziwa historia Watykanu, którą czyta się jak najlepszy thriller szpiegowski.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 841

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ty­tuł ory­gi­nału: Les Espions du Va­ti­can

© Édi­tions No­uveau Monde, 2021-24

Pu­bli­shed by ar­ran­ge­ment with Le­ster Li­te­rary Agency

Co­py­ri­ght © 2024 by Yvon­nick De­noël

Co­py­ri­ght © Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o., 2026

Co­py­ri­ght © for the Po­lish trans­la­tion by Ar­tur Fo­ryt, 2026

Re­dak­torka na­by­wa­jąca

Pau­lina Sur­niak

Re­dak­torzy pro­wa­dzący

Ma­rek Da­ro­szew­ski, Agata Łu­gow­ska

Mar­ke­ting i pro­mo­cja

Agata Gać, Ka­ta­rzyna Schin­kel-Bar­ba­rzak

Re­dak­cja

Anna Bo­land

Ko­rekta

Marta Sa­ła­pata-Do­skocz, Agnieszka Czap­czyk

Skład i ła­ma­nie

Ma­te­usz Cze­kała • cze­kala.net.pl

Pro­jekt okładki i strony ty­tu­łowe

Magda Bloch

Fo­to­gra­fia na okładce

An­to­nio Ma­siello | Getty Ima­ges

Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie.

ISBN 978-83-69003-18-4

Wy­daw­nic­two Po­znań­skie sp. z o.o.

ul. Fre­dry 8, 61-701 Po­znań

tel.: 61 853-99-10

re­dak­cja@wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl

www.wy­daw­nic­two­po­znan­skie.pl

Wpro­wa­dze­nie

Szpie­dzy, któ­rych nie było

Nie­liczni go­ście, któ­rym dane jest wejść na trze­cie pię­tro Pa­łacu Apo­stol­skiego, mogą zna­leźć tam Se­kre­ta­riat Stanu, bi­jące serce wa­ty­kań­skiej ad­mi­ni­stra­cji. Na po­czątku pon­ty­fi­katu Jana Pawła II kręci się tu setka pra­cow­ni­ków za­trud­nio­nych w dwóch głów­nych dzia­łach: sek­cji spraw zwy­czaj­nych, od­po­wie­dzial­nej za wszyst­kie aspekty we­wnętrz­nego ży­cia Ko­ścioła, oraz pa­pie­skim cen­tral­nym biu­rze ob­sługi spraw za­gra­nicz­nych, zwa­nym także sek­cją spraw nad­zwy­czaj­nych. Ra­zem zaj­mują ja­kieś dwa­dzie­ścia prze­peł­nio­nych i za­śmie­co­nych pa­pie­rami biur, z oknami wy­cho­dzą­cymi na Dzie­dzi­niec Świę­tego Da­ma­zego. Se­kre­ta­ria­tem kie­ruje wów­czas kar­dy­nał Vil­lot, spę­dza­jący w nim nie­kiedy całą noc lub przy­naj­mniej jej część. Nowy pa­pież, Jan Pa­weł II, utrzy­mał go na sta­no­wi­sku. Wta­jem­ni­czeni wie­dzą, że do biura kar­dy­nała przy­lega ła­zienka ozdo­biona „nieco fry­wol­nymi” dzie­łami Ra­fa­ela…

Pew­nego po­ranka, pod ko­niec 1978 roku, po­ja­wia się tam dwóch męż­czyzn, aby „osza­co­wać kosz­to­rys re­no­wa­cji in­sta­la­cji elek­trycz­nej”. Mi­nu­tanti (za­rządcy biura) nie do końca w to wie­rzą, gdyż nie jest rze­czą nor­malną, żeby ta­kim osob­ni­kom to­wa­rzy­szył Ca­millo Ci­bin, ale po­nie­waż ich za­da­nie po­lega na za­cho­wa­niu dys­kre­cji, po­wstrzy­mują się od ko­men­ta­rza. Ci­bin jest sze­fem Vi­gi­lanzy (Uf­fi­cio Cen­trale di Vi­gi­lanza – Cen­tralny Urząd Nad­zoru), czyli wa­ty­kań­skiej służby we­wnętrz­nej. To ma­sywny czło­wiek o si­wie­ją­cych skro­niach, nie­wy­glą­da­jący na ko­goś, kto stroi so­bie żarty czy traci czas na głup­stwa. Po­zo­staje w bez­po­śred­nim kon­tak­cie ze wszyst­kimi swymi ludźmi, ale także z ka­ra­bi­nie­rami i in­nymi wło­skimi służ­bami bez­pie­czeń­stwa. W ra­zie po­trzeby może szybko zmo­bi­li­zo­wać setki po­li­cjan­tów i za­blo­ko­wać Plac Świę­tego Pio­tra. Nie­ofi­cjal­nie jest też w cią­głej łącz­no­ści z rzym­ską ko­mórką CIA (Cen­tral In­tel­li­gence Agency – Cen­tralna Agen­cja Wy­wia­dow­cza).

Go­ście zaj­mu­jący się kosz­to­ry­sem przez ty­dzień cho­dzą od biura do biura, spraw­dza­jąc szcze­gó­łowo wszyst­kie za­ka­marki. Zja­wiają się rów­nież w biu­rze Gu­ber­na­to­ratu, struk­tury za­rzą­dza­ją­cej Pań­stwem Wa­ty­kań­skim. Do­prawdy, dużo bie­ga­niny jak na zwy­kły kosz­to­rys… Jak czę­sto się zda­rza, ję­zyki w ku­rii za­czy­nają pa­plać, aż wresz­cie po­dej­rze­nia przyj­mują kon­kretną formę – obaj oni na­leżą do wło­skich służb spe­cjal­nych. Przy­byli na żą­da­nie Ci­bina, aby spraw­dzić ewen­tu­alną obec­ność pod­słu­chu.

Ostat­niego dnia za­my­kają się z Ci­bi­nem i kar­dy­na­łem Vil­lo­tem w biu­rze tego dru­giego. Aby uzy­skać wła­ściwy efekt, za­cho­wują mil­cze­nie, po­woli wy­cią­gają z torby drobne przed­mioty i kładą je na stole kon­fe­ren­cyj­nym. Jak spo­koj­nie tłu­ma­czy Ci­bin, który naj­wy­raź­niej już wcze­śniej zo­stał o tym po­wia­do­miony, zna­le­ziono je­de­na­ście mi­kro­fo­nów.

– Te tu­taj są so­wiec­kie – wy­ja­śnia wyż­szy stop­niem. – Różne mo­dele… Nie­wąt­pli­wie umiesz­czone zo­stały w pew­nych od­stę­pach czasu, być może przez różne służby ze Wschodu.

– A po­zo­stałe?

– No tak, po­zo­stałe… No więc, Emi­nen­cjo, po­zo­stałe są ame­ry­kań­skie!

Vil­lot wciąż sie­dzi, blady i mil­czący. Z roz­tar­gnie­niem słu­cha prze­ka­zy­wa­nych przez Ci­bina wy­ja­śnień tech­nicz­nych. Trzeba po­mó­wić o tym z pa­pie­żem. Na­tych­miast.

Ma­szy­ne­ria fan­ta­zji

Na­wet dla po­tęg tego świata Wa­ty­kan po­zo­staje zna­ko­mi­tym przy­kła­dem ma­szy­ne­rii fan­ta­zji. Być może z po­wodu swo­jej sta­ro­żyt­nej hi­sto­rii, za­mi­ło­wa­nia do se­kre­tów czy nie­spo­ty­ka­nej kon­cen­tra­cji wła­dzy w rę­kach pa­pie­skich, ale także z uwagi na jego nie­zwy­kły sta­tus. Łą­czy on w so­bie wła­dzę świecką i du­chową, za­rząd nad mi­nia­tu­ro­wym pań­stwem i jedną z naj­więk­szych re­li­gii na świe­cie, li­czą­cej 1,3 mld wier­nych. Słusz­nie czy nie­słusz­nie, pa­pieże czę­sto po­są­dzani są o dys­po­no­wa­nie wy­jąt­ko­wymi wpły­wami na sprawy świa­towe. Wielu sze­fów taj­nych służb – czy to oba­wia­jąc się go, czy też mu win­szu­jąc – po­waż­nie trak­tuje Wa­ty­kan jak jedną z „wiel­kich po­tęg” wy­wia­dow­czych. „Wielka po­tęga może po­słać dzie­się­ciu, dwu­dzie­stu, a na­wet pięć­dzie­się­ciu szpie­gów do da­nego kraju, pod­czas gdy Ko­ściół w naj­mniej­szym na­wet kraju po­siada co naj­mniej kil­ku­set księży” – wy­ra­żał się z po­dzi­wem były agent służb ame­ry­kań­skich. Z ko­lei pol­ski puł­kow­nik To­masz Tu­row­ski, były szpieg ze Wschodu, tak wła­śnie z po­dzi­wem opi­sy­wał ową po­tęgę, którą w la­tach 70. miał szpie­go­wać:

Dwa razy w roku każdy pro­boszcz opi­suje sy­tu­ację w swo­jej pa­ra­fii, no­ta­bli, stan fi­nan­sów, kli­mat po­li­tyczny i sy­tu­ację spo­łeczną. Każdy dia­kon składa ra­port bi­sku­powi, który z ko­lei ra­por­tuje nun­cju­szowi apo­stol­skiemu, a ten prze­syła ra­porty do Se­kre­ta­riatu Stanu w Rzy­mie…1

Nie do końca się my­lił – każdy nun­cjusz ma do­stęp do uprzy­wi­le­jo­wa­nych źró­deł in­for­ma­cji, któ­rych za­zdro­ści mu wiele taj­nych służb. Rzecz ja­sna, bi­skupi i miej­scowi du­chowni świet­nie zdają so­bie sprawę, co się w ich kraju dzieje. Na­leży rów­nież wziąć pod uwagę księży mi­sjo­na­rzy i sio­stry za­konne, roz­miesz­czo­nych na ca­łym świe­cie, na­wet w re­gio­nach, gdzie ka­to­li­cyzm sta­nowi zni­komą mniej­szość. Wresz­cie, nun­cjusz teo­re­tycz­nie też jest cen­nym źró­dłem in­for­ma­cji w kwe­stii po­stę­po­wa­nia miej­sco­wego du­cho­wień­stwa. Kiedy pa­ra­fia­nie mają o coś pre­ten­sje do księ­dza, ze skargą zwra­cają się za­zwy­czaj do nun­cju­sza.

Ta opi­nia o wszech­obec­nej, je­śli nie wszech­moc­nej, służ­bie wy­wia­dow­czej była w XX wieku po­wszech­nie po­dzie­lana, naj­pierw za­równo przez Hi­tlera, Mus­so­li­niego, Sta­lina, jak i przez Ro­ose­velta, a póź­niej na­wet przez Re­agana i An­dro­powa. Wszy­scy ci przy­wódcy prze­zna­czali nie­pro­por­cjo­nal­nie duże środki na szpie­go­wa­nie mi­kro­sko­pij­nego Wa­ty­kanu. Ich prze­ko­na­nie w tym za­kre­sie było gro­te­skowe, co bę­dziemy mieli oka­zję wie­lo­krot­nie spraw­dzić – prze­cież więk­szość księży nie ma ze szpie­go­stwem nic wspól­nego! Ni­gdy w końcu nie byli oni do tego szko­leni. Co do za­sady kłam­stwo nie ma w prak­tyce dusz­pa­ster­skiej ra­cji bytu. Księża dzia­łają w miej­scach kultu zna­nych wszyst­kim, w bar­dzo rzu­ca­ją­cym się w oczy stroju. Je­śli wy­ja­wiane są im w trak­cie spo­wie­dzi ta­jem­nice, mają oni za­kaz ich ujaw­nia­nia.

Z dru­giej strony, trudno pod­trzy­my­wać tezę, że Wa­ty­kan ni­gdy nie zaj­mo­wał się szpie­go­wa­niem. A jed­nak ofi­cjalna wy­kład­nia Sto­licy Apo­stol­skiej jest na­stę­pu­jąca: „Wa­ty­kan nie po­siada taj­nych służb!”. In­sty­tu­cjo­nal­nie tak fak­tycz­nie sprawy się mają. Są oczy­wi­ście Gwar­dia Szwaj­car­ska i żan­dar­me­ria, zaj­mu­jące się ochroną pa­pieża i bez­pie­czeń­stwem we­wnętrz­nym… i tyle. Za­tem ża­den z na­szych roz­mów­ców, róż­nych na­ro­do­wo­ści, nie był w sta­nie opi­sać or­ga­ni­za­cji służby wy­wia­dow­czej Wa­ty­kanu. Ich wie­dza ogra­ni­czała się do pra­łata zaj­mu­ją­cego się kon­tak­tami z tym czy in­nym wy­wia­dem.

Jest jed­nak bez­sporne, że w XX wieku Sto­lica Apo­stol­ska dała się vo­lens no­lens wcią­gnąć do wiel­kiej gry, jak na­zywa się tajną kon­fron­ta­cję świa­to­wych po­tęg. Wa­ty­kan sta­no­wił cel wielu ope­ra­cji w trak­cie II wojny świa­to­wej, a po­tem także zim­nej wojny. Bar­dzo ja­sno za­an­ga­żo­wał się w walkę prze­ciwko ko­mu­ni­zmowi, mi­mo­cho­dem nie­jako ak­cep­tu­jąc współ­pracę z or­ga­ni­za­cjami i oso­bami ma­ją­cymi z ka­to­li­cy­zmem nie­wiele wspól­nego. Mu­siał wal­czyć z in­fil­tra­cją za­gra­nicz­nych agen­tów, dzia­ła­niami de­sta­bi­li­za­cyj­nymi lub dez­in­for­ma­cyj­nymi, ale także wy­mie­niać się in­for­ma­cjami i do­cie­rać się z róż­nymi służ­bami spe­cjal­nymi, pro­wa­dzić ofi­cjalne ne­go­cja­cje poza ka­na­łami dy­plo­ma­tycz­nymi, fi­nan­so­wać i za­opa­try­wać nie­le­galne ru­chy, gro­ma­dzić i prze­ka­zy­wać ma­te­riały we wro­gim śro­do­wi­sku. Mu­siał też roz­wa­żać i roz­wią­zy­wać zwy­kłe sprawy kry­mi­nalne, za­bój­stwa po­li­tyczne, sprawy ko­rup­cyjne… A po­nie­waż Ko­ściół nie jest mo­no­li­tem, ale obej­muje bar­dzo zróż­ni­co­wane or­ga­ni­za­cje i ru­chy, cza­sami tra­fiały się też po­ważne kon­flikty we­wnętrzne, któ­rym trzeba było sta­wić czoło. Wszyst­kie te aspekty, wpły­wa­jące na losy Pań­stwa Ko­ściel­nego, sta­no­wią pe­wien wy­miar bez­pie­czeń­stwa w za­rzą­dza­niu Ko­ścio­łem. Wy­miar ten ist­nieje w każ­dym pań­stwie i trzeba, żeby ktoś wziął za niego od­po­wie­dzial­ność.

Skąd się wzięli „wa­ty­kań­scy szpie­dzy”?

Hi­sto­ria służb bez­pie­czeń­stwa Ko­ścioła ka­to­lic­kiego sięga głę­boko w prze­szłość, bo­wiem przy­naj­mniej do XVI wieku. We­dług licz­nych au­to­rów2, wła­ści­wym za­ło­ży­cie­lem wa­ty­kań­skiej służby wy­wia­dow­czej miał być An­to­nio Ghi­slieri – póź­niej­szy pa­pież Pius V (1566–1572). Chcąc prze­ciw­sta­wić się he­re­tyczce, kró­lo­wej An­glii Elż­bie­cie I, oraz po­przeć pre­ten­sje do tronu ka­to­liczki Ma­rii Stu­art, pa­pież Pius IV po­wie­rzył mło­demu księ­dzu Ghi­slie­riemu za­da­nie zbie­ra­nia in­for­ma­cji o wszyst­kim, co In­kwi­zy­cja by­łaby w sta­nie osą­dzić. Jego agenci wy­ka­zy­wali się w tym wielką sku­tecz­no­ścią, w pierw­szym roku wy­da­jąc 1200 ak­tów oskar­że­nia, za­koń­czo­nych dwu­stoma wy­ro­kami ska­zu­ją­cymi. W 1551 roku Ghi­slieri zo­stał awan­so­wany na ge­ne­rała In­kwi­zy­cji. Utwo­rzył wielką siatkę szpie­gów, któ­rzy prze­trzą­sali Rzym oraz in­fil­tro­wali do­mo­stwa szlachty, ta­werny, a na­wet domy pu­bliczne. Stwo­rzył tym sa­mym ob­szerny re­jestr lud­no­ści rzym­skiej, dzięki któ­remu otrzy­mał miano „pa­pieża z cie­nia”. Kie­ro­wał swego ro­dzaju tajną po­li­cją, zdolną do po­rwa­nia w biały dzień każ­dego po­dej­rza­nego o he­re­zję i tor­tu­ro­wa­nia go do woli. Ghi­slieri zo­stał na­wet mia­no­wany kar­dy­na­łem przez Pawła IV. Jed­nak po śmierci pa­pieża w 1559 roku lud­ność rzym­ska zbun­to­wała się i za­częła ści­gać jego szpie­gów. Pa­łac In­kwi­zy­cji zo­stał wzięty sztur­mem przez tłum, a Ghi­slie­riemu cu­dem udało się zbiec wraz ze swymi taj­nymi ar­chi­wami. Kiedy sie­dem lat póź­niej zo­stał pa­pie­żem, nad­szedł czas na re­wanż. Na tym okre­sie od­ci­snęła piętno mo­bi­li­za­cja prze­ciwko pro­te­stanc­kiej re­for­ma­cji, a pro­fil kan­dy­data wy­da­wał się do tego za­da­nia naj­od­po­wied­niej­szy. Jako Pius V roz­bu­do­wał on służbę wy­wia­dow­czą, którą na­zwał Świę­tym Przy­mie­rzem, a jej głów­nym za­da­niem było prze­ciw­dzia­ła­nie in­try­gom „schi­zma­tyc­kiego” dworu w Lon­dy­nie.

Z bie­giem czasu rze­czy­wi­stość szpie­gow­ska, na rzecz lub prze­ciw Wa­ty­ka­nowi, ule­gała znacz­nym zmia­nom. Nie­któ­rzy współ­cze­śni au­to­rzy na­dal uży­wają ter­minu „Święte Przy­mie­rze”, co sta­nowi swo­isty ana­chro­nizm. Wiek XIX jest pod tym wzglę­dem naj­le­piej nam zna­nym okre­sem, a to dzięki pra­com ame­ry­kań­skiego ba­da­cza Da­vida Alva­reza3. Był on w sta­nie współ­pra­co­wać z je­zu­itą Ro­ber­tem Gra­ha­mem, prak­ty­kiem kontr­wy­wiadu, który sam opu­bli­ko­wał kilka ar­ty­ku­łów na­uko­wych na te­mat hi­sto­rycz­nych przy­pad­ków tego zja­wi­ska. W ob­li­czu fer­mentu re­wo­lu­cji na­ro­do­wych pa­pie­stwo po­trze­bo­wało w XIX wieku sil­nej służby wy­wia­dow­czej, aby neu­tra­li­zo­wać za­gro­że­nia i spi­ski. Jej agenci in­fil­tro­wali re­wo­lu­cyjne lub na­cjo­na­li­styczne ru­chy, współ­pra­co­wali też ze służ­bami wy­wia­dow­czymi in­nych kon­ser­wa­tyw­nych re­żi­mów, ta­kich jak Kró­le­stwo Ne­apolu lub Au­stria. Szpie­go­wali rów­nież dy­sy­den­tów ko­ściel­nych.

W 1870 roku za­po­cząt­ko­wana przez Ga­ri­bal­diego re­wo­lu­cja po­zba­wiła pa­pieża Pań­stwa Ko­ściel­nego. Strata ta za­dała po­ważny cios pa­pie­skim zdol­no­ściom wy­wia­dow­czym, mię­dzy in­nymi z po­wodu osła­bie­nia sieci nun­cja­tur. Wa­ty­kań­skie służby po­li­cyjne zo­stały zre­du­ko­wane do garstki umun­du­ro­wa­nych funk­cjo­na­riu­szy. Kró­le­stwo Włoch ob­jęło Wa­ty­kan nad­zo­rem za po­mocą sieci in­for­ma­to­rów na wszyst­kich szcze­blach (słu­żą­cych, urzęd­ni­ków), ich za­da­niem było spraw­dza­nie stanu zdro­wia pa­pieża i upew­nie­nie się, że nie po­kusi się o ucieczkę. W pierw­szej ćwierci XX wieku je­dy­nymi, któ­rzy zaj­mo­wali się szpie­go­wa­niem Wa­ty­kanu, byli Włosi.

Za pon­ty­fi­katu Piusa X (1903–1914) po­wstała nowa siatka zaj­mu­jąca się szpie­go­stwem po­li­tycz­nym pod na­zwą Sa­pi­niera (So­da­li­tium Pia­num – So­da­li­cja Piu­sowa)4. Jej szef, Umberto Be­ni­gni, pro­win­cjo­nalny dzien­ni­karz i tra­dy­cjo­na­li­styczny ka­płan, zo­stał w 1906 roku mia­no­wany pod­se­kre­ta­rzem do spraw nad­zwy­czaj­nych w Se­kre­ta­ria­cie Stanu. Jego za­da­niem było po­zby­cie się z Ko­ścioła agen­tów „mo­der­ni­zmu”, w celu utrzy­ma­nia tra­dy­cyj­nego po­rządku. Wer­bo­wał na wszyst­kich kon­ty­nen­tach taj­nych agen­tów – prze­chwy­ty­wał ko­re­spon­den­cję, in­wi­gi­lo­wał, ko­pio­wał ka­za­nia i wy­kłady, sło­wem – sto­so­wał wszel­kie moż­liwe spo­soby dzia­ła­nia. W po­ro­zu­mie­niu z wło­ską pocztą spraw­dzano ko­re­spon­den­cję księży i bi­sku­pów po­dej­rza­nych o po­li­tyczny lub teo­lo­giczny li­be­ra­lizm. Pro­fe­so­ro­wie na uni­wer­sy­te­tach ka­to­lic­kich tra­cili sta­no­wi­ska, księża by­wali zmu­szani do pod­po­rząd­ko­wa­nia się lub byli prze­no­szeni do od­le­głych pa­ra­fii, a na­wet za­wie­szani w obo­wiąz­kach, zaś au­to­rzy – umiesz­czani na In­dek­sie5… Do­cho­dziło na­wet do eks­ko­mu­niki naj­bar­dziej zbun­to­wa­nych. Be­ni­gni roz­snu­wał swoją sieć wszę­dzie, ośmie­la­jąc się na­wet in­fil­tro­wać Ku­rię Rzym­ską i apar­ta­menty pa­pieża. Agen­tów wer­bo­wano rów­nież w nun­cja­tu­rach.

W 1911 roku prasa li­be­ralna za­częła po­tę­piać Be­ni­gniego, który po­dał się do dy­mi­sji, ale za­ku­li­sowo kon­ty­nu­ował swoją dzia­łal­ność. Jego ruch zo­stał roz­wią­zany do­piero w 1921 roku. W Se­kre­ta­ria­cie Stanu na­stępcą Be­ni­gniego zo­stał nie­jaki mon­si­gnore Eu­ge­nio Pa­celli, który w pierw­szych roz­dzia­łach tej pracy po­jawi się pod imie­niem Piusa XII. Nie­któ­rzy au­to­rzy na­dal uży­wają ter­minu „Sa­pi­niera” w od­nie­sie­niu do dwu­dzie­sto­wiecz­nych wa­ty­kań­skich sia­tek szpie­gow­skich, co po­now­nie jest jed­nak błędne.

Pod­czas I wojny świa­to­wej oso­bi­sty szam­be­lan i po­wier­nik pa­pieża Be­ne­dykta XV – ba­war­ski ksiądz Ru­dolf Ger­lach – oka­zał się agen­tem nie­miec­kiego wy­wiadu. W okre­sie neu­tral­no­ści Włoch prze­ka­zy­wał on znaczne sumy pie­nię­dzy na wspie­ra­nie pro­pa­gandy nie­miec­kiej w sko­rum­po­wa­nej pra­sie. Wy­ko­rzy­sty­wał pa­pie­ską pocztę dy­plo­ma­tyczną do ko­re­spon­den­cji z nie­miec­kimi służ­bami. Per­spek­tywa wy­bu­chu skan­dalu do­pro­wa­dziła do za­tu­szo­wa­nia sprawy – Ger­lach zo­stał z po­wro­tem od­sta­wiony na gra­nicę szwaj­car­ską. Zo­stał też za­ocz­nie ska­zany na do­ży­wo­cie6. Ten po­cząt­kowy suk­ces nie­miec­kiego wy­wiadu nie zo­stał pod­czas II wojny świa­to­wej za­po­mniany ani przez alian­tów, nie­kiedy uwa­ża­ją­cych Piusa XII za zbyt umiar­ko­wa­nego wo­bec Hi­tlera, ani przez Niem­ców, po­dej­mu­ją­cych usilne próby jego zwer­bo­wa­nia, aby na­stęp­nie mu gro­zić…

Pod ko­niec I wojny świa­to­wej Wa­ty­kan po­zo­sta­wał nie­zbyt li­czącą się siłą w ob­sza­rze wy­wiadu. Jego wpływy za­częły ro­snąć do­piero od 1929 roku. Za­warte za rzą­dów Mus­so­li­niego trak­taty la­te­rań­skie przy­wró­ciły Sto­licy Apo­stol­skiej do­cze­sne funk­cjo­no­wa­nie – tak te­ry­to­rialne, jak i fi­nan­sowe. Prze­ko­namy się, że nie był to by­naj­mniej dar Mus­so­li­niego dla pa­pieża, lecz ra­czej po­ro­zu­mie­nie ma­jące na celu obo­pólne ko­rzy­ści. Nie­przy­pad­kowo do­piero w la­tach 1929–1930 Wa­ty­kan roz­po­czął wo­bec ko­mu­ni­stycz­nej Ro­sji dzia­ła­nia ofen­sywne, w tym tajne ope­ra­cje. Wy­cze­ku­jąca po­stawa i ostroż­ność z lat 1917–1929 nie zdo­łały po­wstrzy­mać pro­cesu ogra­ni­cza­nia wol­no­ści re­li­gij­nej w Ro­sji i prze­śla­do­wań ka­to­lic­kiego du­cho­wień­stwa. Uświa­do­mie­nie so­bie im­pasu na­stą­piło tuż przed po­now­nym po­ja­wie­niem się moż­li­wo­ści ma­newru. Lata 30. XX wieku sta­no­wią za­tem punkt wyj­ścia dla na­szej hi­sto­rii, bę­dą­cej przede wszyst­kim dzie­jami trwa­ją­cej trzy czwarte stu­le­cia walki mię­dzy Mię­dzy­na­ro­dówką Ka­to­licką a Mię­dzy­na­ro­dówką Ko­mu­ni­styczną. Z pew­no­ścią na po­czątku lat 40. walka z na­zi­zmem zaj­mo­wała miej­sce cen­tralne, zwłasz­cza kiedy po upadku Mus­so­li­niego Rzym zo­stał za­jęty przez woj­ska nie­miec­kie. Jed­nak w skali na­szej dłu­giej hi­sto­rii było to tylko tra­giczne in­ter­lu­dium, które na krótko od­wró­ciło uwagę Wa­ty­kanu od jego głów­nego celu – walki z ko­mu­ni­zmem.

Pod wie­loma wzglę­dami hi­sto­ria ta jest opo­wie­ścią o nie­rów­nej walce mię­dzy to­ta­li­tar­nym im­pe­rium z roz­bu­do­wa­nymi taj­nymi służ­bami a ma­łym pań­stwem, znacz­nie mniej do­świad­czo­nym w se­kret­nych ope­ra­cjach… Jed­nak to małe pań­stwo wy­ka­zało się zdu­mie­wa­jącą od­por­no­ścią i zna­la­zło, w oso­bie Jana Pawła II, przy­wódcę zdol­nego od­wró­cić bieg wy­da­rzeń i przy­czy­nić się do jego zwy­cię­stwa. Do­dać na­leży – nie­za­prze­czal­nego zwy­cię­stwa, osią­gnię­tego jed­nak kosz­tem po­waż­nych kom­pro­mi­sów, po­zo­sta­wia­ją­cego po so­bie także za­trute dzie­dzic­two…

Wa­ty­kan – in­struk­cja uży­cia

Skoro zna­cze­nie i rola wy­wiadu róż­nią się w za­leż­no­ści od pa­pieża, a w Wa­ty­ka­nie nie ma sta­łej i skon­so­li­do­wa­nej służby wy­wia­dow­czej, to jak za­tem zi­den­ty­fi­ko­wać tych, któ­rzy oka­zjo­nal­nie lub re­gu­lar­nie zaj­mują się szpie­go­stwem? Przede wszyst­kim na­leży po­jąć rolę pa­pieża i or­ga­ni­za­cję Ku­rii. Ter­min „Ku­ria” po­cho­dzi ze sta­ro­żyt­nego Rzymu, gdzie ozna­czał sie­dzibę Se­natu. Pa­pieże w śre­dnio­wie­czu utrzy­my­wali dwór zło­żony z kil­ku­set du­chow­nych i kil­ku­dzie­się­ciu pra­ła­tów, rów­nież na­zy­wany Ku­rią. Na­zwa ta po­zo­stała na okre­śle­nie wła­dzy i ad­mi­ni­stra­cji Wa­ty­kanu. Ści­śle rzecz uj­mu­jąc, Ko­ścio­łem ka­to­lic­kim w imie­niu pa­pieża rzą­dzi Sto­lica Apo­stol­ska, a nie Wa­ty­kan, czyli miej­sce, w któ­rym się ona mie­ści. W po­wszech­nym uży­ciu oba okre­śle­nia sto­suje się jed­nak wy­mien­nie.

Pa­pież jest bi­sku­pem Rzymu. De­le­guje bez­po­śred­nie za­rzą­dza­nie swoją die­ce­zją wi­ka­riu­szowi. Jest też naj­wyż­szym zwierzch­ni­kiem i pra­wo­dawcą Ko­ścioła. Okre­śla po­li­tykę, dok­trynę teo­lo­giczną i li­tur­gię, mia­nuje bi­sku­pów, de­cy­duje o wy­ko­rzy­sta­niu środ­ków cha­ry­ta­tyw­nych, za­rzą­dza fi­nan­sami, per­so­ne­lem, edu­ka­cją re­li­gijną itd. Dla świata ze­wnętrz­nego jest rzecz­ni­kiem Ko­ścioła, sze­fem dy­plo­ma­cji i roz­mówcą w dia­logu z in­nymi re­li­giami. Pa­pież jest jed­no­cze­śnie po­li­ty­kiem, dy­plo­matą, teo­lo­giem, me­ne­dże­rem, gwiazdą me­dialną i au­to­ry­te­tem mo­ral­nym. O tym, na czym się skupi, de­cy­dują oko­licz­no­ści. Tak się też składa, że w XX wieku wielu pa­pieży chciało lub mu­siało być ści­śle za­an­ga­żo­wa­nych w dzia­łal­ność wy­wia­dow­czą i tajne ope­ra­cje. Ku­ria jest na­rzę­dziem biu­ro­kra­tycz­nym, za któ­rego po­śred­nic­twem za­rzą­dza się Sto­licą Apo­stol­ską. Je­zu­ici mają wła­sną ku­rię do za­rzą­dza­nia swoim za­ko­nem. Współ­cze­sna wa­ty­kań­ska Ku­ria składa się z Se­kre­ta­riatu Stanu, dzie­wię­ciu kon­gre­ga­cji, trzech try­bu­na­łów, je­de­na­stu rad i róż­nych wy­spe­cja­li­zo­wa­nych urzę­dów. W od­nie­sie­niu do do­wol­nego ro­dzaju de­par­ta­mentu lub kon­gre­ga­cji używa się cza­sami okre­śle­nia „dy­ka­ste­ria”.

Praw­dzi­wym cen­trum Wa­ty­kanu jest Se­kre­ta­riat Stanu (około 120 osób). Sta­nowi on wła­dzę cen­tralną, spra­wuje bo­wiem zwierzch­nic­two nad wszyst­kimi in­nymi. Se­kre­tarz stanu przy­naj­mniej raz dzien­nie spo­tyka się z pa­pie­żem i przed­kłada mu wszyst­kie pilne sprawy. Pełni za­tem rolę fil­tra, ale także łącz­nika. Jak już wi­dzie­li­śmy, pierw­sza sek­cja, nad­zo­ro­wana przez za­stępcę, kie­ruje spra­wami we­wnętrz­nymi Ko­ścioła. Jest ona po­dzie­lona na biura spe­cja­li­zu­jące się w po­szcze­gól­nych ję­zy­kach. Druga sek­cja mo­ni­to­ruje re­la­cje z pań­stwami. Jest zor­ga­ni­zo­wana w biura re­gio­nalne. Świa­tła palą się tam do póź­nych go­dzin wie­czor­nych, zwłasz­cza w tych ga­bi­ne­tach, które pra­cują bez­po­śred­nio z pa­pie­żem. Po­miesz­cze­nia są urzą­dzone po spar­tań­sku, zbu­do­wane po II woj­nie świa­to­wej nad po­łu­dniowo-za­chod­nim skrzy­dłem re­ne­san­so­wego bu­dynku, w któ­rym mie­ści się pa­pie­ska re­zy­den­cja. Pra­cow­nicy za­pew­niają ob­sługę pa­pie­skiego se­kre­ta­riatu, po­ma­gają mu w przy­go­to­wy­wa­niu i tłu­ma­cze­niu jego pu­blicz­nych prze­mó­wień oraz po­dej­mują się wszyst­kich zle­co­nych im przez niego mi­sji spe­cjal­nych. Od cza­sów Piusa XII Se­kre­ta­riat stał się swo­istą su­per­a­gen­cją, nad­zo­ru­jącą i kon­tro­lu­jącą wszyst­kie dy­ka­ste­rie.

Ku­ria to sys­tem, w któ­rym wszystko jest spójne, a nie­któ­rzy urzęd­nicy na­leżą jed­no­cze­śnie do kilku biur i za­sia­dają w swo­ich ko­mi­sjach. W la­tach 80. w Wa­ty­ka­nie na stałe miesz­kało 450 osób, w tym mniej niż 300 oby­wa­teli Sto­licy Apo­stol­skiej. W Wa­ty­ka­nie pra­co­wało łącz­nie 4 tys. osób: ad­mi­ni­stra­to­rów, bi­blio­te­ka­rzy, rze­mieśl­ni­ków, ogrod­ni­ków, kie­row­ców itp. Kon­gre­ga­cje to ko­mi­sje kar­dy­na­łów, do któ­rych od So­boru Wa­ty­kań­skiego II do­łą­czono kilku do­ko­op­to­wa­nych bi­sku­pów. Zbie­rają się one raz w ty­go­dniu w celu omó­wie­nia bie­żą­cych spraw.

Księża pra­cu­jący w Ku­rii po­sia­dają wyż­sze wy­kształ­ce­nie i czę­sto po­słu­gują się kil­koma ję­zy­kami. Prze­cho­dzą jed­nak z jed­nego sta­no­wi­ska na dru­gie nie tyle ze względu na wie­dzę spe­cja­li­styczną, co dzięki ich lo­jal­no­ści, z po­wodu ko­ściel­nych ko­rzeni lub ukła­dów z prze­ło­żo­nym. Nie po­winno za­tem dzi­wić, że księża po­wo­ły­wani na sta­no­wi­ska kie­row­ni­cze nie mają żad­nego przy­go­to­wa­nia do no­wych za­dań. Nie po­winno też dzi­wić, że księża bez do­świad­cze­nia w służ­bie wy­wia­dow­czej po­dej­mują się ry­zy­kow­nych ope­ra­cji. Ten brak spe­cja­li­za­cji (dziś już w mniej­szym stop­niu wi­doczny) jest źró­dłem za­równo siły, jak i sła­bo­ści.

Po­mimo umię­dzy­na­ro­do­wie­nia Ku­rii, za­po­cząt­ko­wa­nego przez Pawła VI, a kon­ty­nu­owa­nego przez Jana Pawła II, wpływ Wło­chów wciąż jest bar­dzo wi­doczny. Zaj­mują oni na pe­łen etat wiele klu­czo­wych sta­no­wisk. Wło­ski po­zo­staje głów­nym ję­zy­kiem ro­bo­czym. Wspólna wiara i po­boż­ność nie wy­klu­czają pew­nej skłon­no­ści do sia­nia po­gło­sek, a na­wet in­tryg – wszy­scy uwiel­biają wy­mie­niać się plot­kami o tym, co dzieje się w pa­łacu, o re­la­cjach pa­pieża z jego oto­cze­niem, a także zga­dy­wać, kto na ja­kie sta­no­wi­sko zo­sta­nie po­wo­łany. Ale praw­dziwe se­krety, zwłasz­cza te fi­nan­sowe, są do­brze strze­żone. A naj­bliż­sze oto­cze­nie pa­pieża (za­zwy­czaj) stara się nie pa­plać bez umiaru.

W ko­lej­no­ści hie­rar­chii, naj­waż­niej­szą kon­gre­ga­cją jest Kon­gre­ga­cja Na­uki Wiary (do 1908 roku na­zy­wana Świętą In­kwi­zy­cją), któ­rej ce­lem za­wsze było usu­wa­nie he­re­ty­ków i która w związku z tym, w pew­nych okre­sach, peł­niła funk­cję wy­wiadu we­wnętrz­nego. Jed­no­cze­śnie siła jej od­dzia­ły­wa­nia wy­daje się w XX wieku bar­dziej ogra­ni­czona niż w prze­szło­ści: spro­wa­dza się „tylko” do udzie­le­nia na­gany, zmu­sze­nia do mil­cze­nia lub eks­ko­mu­ni­ko­wa­nia, choć zgod­nie z czę­sto nie­ja­snymi pro­ce­du­rami. Wy­bitni teo­lo­go­wie, tacy jak Te­il­hard de Char­din i Hans Küng, do­świad­czyli tego oso­bi­ście. Każdy spo­rzą­dzony przez Ku­rię do­ku­ment, ma­jący im­pli­ka­cje dok­try­nalne, przed roz­po­wszech­nie­niem musi zo­stać przez tę kon­gre­ga­cję za­twier­dzony.

Kon­gre­ga­cja ds. Ko­ścio­łów Wschod­nich (lub Wschodu) zaj­muje w okre­sie zim­nej wojny szcze­gólną po­zy­cję. Kon­gre­ga­cja ds. Bi­sku­pów za­rzą­dza mia­no­wa­niem i nad­zo­rem hie­rar­chów. Kon­gre­ga­cja ds. Ewan­ge­li­za­cji Na­ro­dów nad­zo­ruje za­kony mi­syjne. Kon­gre­ga­cja ds. Du­cho­wień­stwa jest od­po­wie­dzialna za for­ma­cję i dys­cy­plinę du­chow­nych.

So­bór Wa­ty­kań­ski II do­dał do ist­nie­ją­cych struk­tur nowe ko­mórki, zwane nie­kiedy „nową Ku­rią”, które czę­sto są ne­ga­tyw­nie po­strze­gane przez star­sze dy­ka­ste­rie, ze względu na ich kosz­tow­ność i no­wo­cze­sność dzia­ła­nia. Spo­sób, w jaki pa­pież wy­ko­rzy­stuje Ku­rię, zmie­nia się wraz z ko­lej­nymi pon­ty­fi­ka­tami. Opo­wia­da­jąc się za sil­nym przy­wódz­twem, Ku­ria w rze­czy­wi­sto­ści dą­żyła do po­więk­sza­nia wła­snej wła­dzy. Ścią­gnęła przez to na sie­bie znaczne nie­za­do­wo­le­nie bi­sku­pów i kar­dy­na­łów, wy­ra­żone pod­czas So­boru Wa­ty­kań­skiego II, który przy­znał im swo­bodę wy­po­wie­dzi. Ku­rię kry­ty­kuje się do dzi­siaj mię­dzy in­nymi za śla­ma­zar­ność, non­sza­lan­cję i nie­zna­jo­mość lo­kal­nych wa­run­ków.

Od XVI wieku nun­cju­sze (am­ba­sa­do­ro­wie) dzia­łają w imie­niu Wa­ty­kanu w kon­tak­tach z lo­kal­nymi rzą­dami i ko­ścio­łami. Więk­szość nun­cju­szy to ab­sol­wenci Pa­pie­skiej Aka­de­mii Ko­ściel­nej, eli­tar­nej szkoły za­ło­żo­nej na po­czątku XVIII wieku. W przy­padku braku nun­cju­sza, cza­sami wy­sy­łany jest de­le­gat apo­stol­ski. Wresz­cie, oka­zjo­nal­nie, rolę po­li­tyczną lub dy­plo­ma­tyczną od­gry­wają nie­które za­kony. Nun­cju­sze re­pre­zen­tują pa­pieża wo­bec ob­cych rzą­dów i lo­kal­nego du­cho­wień­stwa. Cza­sami są po­strze­gani przez lo­kalną hie­rar­chię jako pa­pie­scy wy­wia­dowcy, któ­rych za­da­niem jest szpie­go­wa­nie i spi­sko­wa­nie za ich ple­cami. W 1945 roku Sto­lica Apo­stol­ska utrzy­my­wała peł­no­wy­mia­rowe sto­sunki dy­plo­ma­tyczne z 41 pań­stwami i była re­pre­zen­to­wana przez de­le­ga­tów apo­stol­skich w 20 in­nych. W 2018 roku utrzy­my­wała 183 re­pre­zen­ta­cje dy­plo­ma­tyczne.

Wy­wiad – ile dy­wi­zji?

Czy ma­jąc już ogólny ob­raz struk­tury Sto­licy Apo­stol­skiej, je­ste­śmy w sta­nie usta­lić, kto od­po­wiada za wy­wiad? Mo­żemy po­mi­nąć Gwar­dię Szwaj­car­ską, któ­rej je­dy­nym za­da­niem jest bez­po­śred­nia ochrona pa­pieża. Dzieli się z nią tym za­da­niem Vi­gi­lanza, ma­jąca jed­nak znacz­nie szer­szy za­kres obo­wiąz­ków. Wy­wo­dzi się z pa­pie­skiej żan­dar­me­rii, utwo­rzo­nej jesz­cze w XIX wieku. Li­czy około 120 agen­tów o sze­ro­kim za­kre­sie za­dań – pa­tro­luje Wa­ty­kan i spraw­dza do­ku­menty go­ści, utrzy­muje bli­ską łącz­ność z wło­ską po­li­cją oraz pro­wa­dzi śledz­twa w spra­wie kra­dzieży, wła­mań i in­nych prze­stępstw. W la­tach 70. w ob­li­czu na­ra­sta­ją­cej liczby ata­ków i gróźb fi­zycz­nych wo­bec pa­pieża zor­ga­ni­zo­wano bry­gadę funk­cjo­na­riu­szy w cy­wilu. Na te­re­nie Wa­ty­kanu Vi­gi­lanza może aresz­to­wać po­dej­rza­nych i po­sta­wić ich przed są­dem. Sto­lica Apo­stol­ska może sama są­dzić spraw­ców prze­stępstw po­peł­nio­nych w Wa­ty­ka­nie, ale może rów­nież zwró­cić się do Włoch o to samo w jej imie­niu. W prak­tyce, jak to zresztą stwier­dzimy, Vi­gi­lanza wy­ko­nuje za­da­nia bar­dziej ofi­cjalne. Cza­sami prze­pro­wa­dza pod­słu­chy i pro­wa­dzi śledz­twa w spra­wie po­dej­rza­nych osób. In­sty­tu­cja ta pod­lega bez­po­śred­nio se­kre­ta­rzowi stanu, co for­mal­nie czyni go sze­fem wy­wiadu.

Teo­re­tycz­nie se­kre­tarz stanu sku­pia w swo­ich rę­kach in­for­ma­cje wy­wia­dow­cze prze­sy­łane przez nun­cja­tury, do­cho­dze­nia pro­wa­dzone przez Vi­gi­lanzę, a także sieci nie­ofi­cjal­nych emi­sa­riu­szy dzia­ła­ją­cych pod jego zwierzch­nic­twem. Sta­nowi to pierw­szy krąg pod­le­ga­jący bez­po­śred­niej kon­troli. Ist­nieje też drugi, znacz­nie szer­szy krąg, w któ­rym dzia­łają osoby po­wią­zane albo z za­ko­nami (je­zu­ici7, do­mi­ni­ka­nie, fran­cisz­ka­nie itp.), albo z now­szymi ru­chami świec­kimi (Opus Dei, Le­gio­ni­ści Chry­stusa, Ko­mu­nia i Wy­zwo­le­nie, Sant’Egi­dio itp.), a na­wet z cha­ry­ta­tyw­nymi or­ga­ni­za­cjami po­za­rzą­do­wymi, sto­wa­rzy­sze­niami, ka­to­lic­kimi think tan­kami itd. Choć bar­dzo się od sie­bie róż­nią, wszyst­kie łą­czy pra­gnie­nie po­mocy Ko­ścio­łowi, udo­stęp­nia­nia swo­ich sieci do dys­kret­nych dzia­łań, o któ­rych Wa­ty­kan może twier­dzić, że nic o nich nie wie. Ich ak­tyw­ność może być ko­or­dy­no­wana przez daną in­sty­tu­cję lub przez pra­łata ku­rial­nego, ale bar­dzo rzadko Se­kre­ta­riat zaj­muje się nimi bez­po­śred­nio, po­nie­waż nie są one zo­bo­wią­zane do dzia­ła­nia na prośbę Sto­licy Apo­stol­skiej. Od czasu do czasu te małe grupy lub sieci sa­mo­dziel­nie po­dej­mują ini­cja­tywy, które za­ska­kują na­wet Wa­ty­kan. Cza­sami są na­po­mniane, a cza­sami po­zwala im się dzia­łać na wła­sne ry­zyko.

Zda­rza się rów­nież, że pa­pież za­rzą­dza pew­nymi spra­wami i mi­sjami w spo­sób bez­po­średni, naj­czę­ściej za po­śred­nic­twem swo­jego oso­bi­stego se­kre­ta­rza – jego zna­cze­nie nie było do­tych­czas wy­star­cza­jąco do­ce­niane, choć oczy­wi­ście róż­niło się w za­leż­no­ści od pon­ty­fi­katu. Oso­bi­sty se­kre­tarz ści­śle współ­pra­cuje z pa­pie­żem, ma wgląd we wszyst­kie do­ku­menty, które prze­cho­dzą przez jego biurko, oraz uczest­ni­czy w wielu au­dien­cjach. Może jed­nak rów­nież nie­zau­wa­żony wy­je­chać na kilka dni z dys­kretną mi­sją. Mało znany opi­nii pu­blicz­nej, nie jest na­ra­żony na duże ry­zyko wy­kry­cia.

Tezą tej książki jest za­ło­że­nie, że to pa­pież, świa­do­mie lub nie­świa­do­mie, de­fi­niuje w trak­cie swo­jego pon­ty­fi­katu rolę wy­wiadu i taj­nych ope­ra­cji. Dla­tego wy­wiad może ule­gać w ciągu kilku lat znacz­nym prze­obra­że­niom. Ale główni agenci nie zni­kają – po pro­stu wra­cają do kie­row­ni­czej lub dusz­pa­ster­skiej dzia­łal­no­ści, cze­ka­jąc na swoją re­ak­ty­wa­cję. Nie­któ­rzy na­wet dys­kret­nie kon­ty­nu­ują swoją ak­tyw­ność, prze­ko­nani, że pra­cują na wiel­kość Ko­ścioła. Przede wszyst­kim jed­nak, od lat 30. do 80. XX wieku, to walka z ko­mu­ni­zmem sta­no­wiła nad­rzędny im­pe­ra­tyw, gó­ru­jący nad wszyst­kimi in­nymi, uspra­wie­dli­wia­jący wiele eks­ce­sów oraz wy­stęp­ków prze­ciwko mo­ral­no­ści…

Za­tem, w okre­sach naj­więk­szej in­ten­syw­no­ści dzia­łań, liczba „wa­ty­kań­skich szpie­gów” sięga nie dzie­sią­tek, lecz se­tek ty­sięcy. Czy dys­po­nu­jąc taką siatką, można dzia­łać wśród głów­nych sił wy­wia­dow­czych i wpły­wać na bieg hi­sto­rii? Czy można oprzeć się dzia­ła­niom walca taj­nych służb bloku ko­mu­ni­stycz­nego i za­cho­wać au­to­no­mię w ob­li­czu ame­ry­kań­skiego gi­ganta wy­wiadu? To główne py­ta­nie ni­niej­szego śledz­twa, które skupi się za­równo na szpie­gu­ją­cych Wa­ty­kan, jak i na księ­żach, któ­rzy z nimi wal­czą lub pro­wa­dzą tajne ope­ra­cje.

Ni­niej­sza opo­wieść uka­zuje du­chow­nych i szpie­gów (cza­sem jedną i tę samą osobę), bez żad­nego z góry przy­ję­tego za­miaru ich po­tę­pie­nia lub glo­ry­fi­ko­wa­nia. Nie jest to w isto­cie nar­ra­cja re­li­gijna. Jej ko­rze­nie tkwią w hi­sto­rii po­li­tycz­nej i geo­po­li­tycz­nej XX wieku, a nie­kiedy w hi­sto­rii Włoch. Jest to jed­nak rów­nież hi­sto­ria bar­dzo ludzka, gdzie za­ska­ku­jąco czę­sto prze­wi­jają się zdrady, ofiary, zimne kal­ku­la­cje, pod­stępne układy, kom­pro­misy, a cza­sem i mor­der­stwa. Prze­ka­zuje jed­nak tylko nie­wielki frag­ment hi­sto­rii Ko­ścioła. Nie zaj­muje się ży­ciem dusz­pa­ster­skim, de­ba­tami teo­lo­gicz­nymi ani hi­sto­rią in­sty­tu­cjo­nalną, za­tem po­mija prze­wa­ża­jącą więk­szość du­chow­nych i ich dzia­ła­nia. Jej je­dy­nym ce­lem jest rzu­ce­nie świa­tła na mało znany wy­miar hi­sto­rii współ­cze­snej, z któ­rym na­le­ża­łoby się obec­nie zmie­rzyć.

I

PA­CELLI

1

Pa­pież na kry­zy­sowe czasy

„Wresz­cie ten stary upar­ciuch umarł!” – wy­rwało się Mus­so­li­niemu w roz­mo­wie ze swoim zię­ciem, hra­bią Ciano, na wieść o śmierci pa­pieża Piusa XI. W swo­ich dzien­ni­kach Ciano daje świa­dec­two obo­jęt­no­ści dyk­ta­tora wo­bec zbli­ża­ją­cego się kon­klawe, ma­ją­cego wska­zać na­stępcę pa­pieża Rat­tiego: „Kon­klawe w naj­mniej­szym stop­niu go nie in­te­re­suje. Je­śli nowy pa­pież bę­dzie Wło­chem, to do­brze. Je­śli bę­dzie ob­co­kra­jow­cem, to jesz­cze le­piej”1.

Rzecz ja­sna, przy­go­to­wu­jąc się do wojny w Eu­ro­pie, Mus­so­lini i Hi­tler uda­wali obo­jęt­ność, ale w rze­czy­wi­sto­ści uważ­nie śle­dzili wy­da­rze­nia roz­gry­wa­jące się w Wa­ty­ka­nie. Fa­szy­stow­ski przy­wódca był do tego do­sko­nale przy­go­to­wany… Wło­skie służby wy­wia­dow­cze od dawna przo­do­wały w in­wi­gi­la­cji Wa­ty­kanu2. Obej­mo­wała ona spraw­dza­nie ko­re­spon­den­cji prze­cho­dzą­cej przez wło­ską pocztę. Po­li­cja Włoch pod­słu­chi­wała rów­nież li­nie te­le­fo­niczne bie­gnące wzdłuż mu­rów Wa­ty­kanu oraz pry­watne li­nie pra­ła­tów i wy­so­kich rangą urzęd­ni­ków re­zy­du­ją­cych w Rzy­mie. Pod­czas ne­go­cja­cji trak­ta­tów la­te­rań­skich w 1929 roku po­zwo­liło to Mus­so­li­niemu przej­rzeć dzia­ła­nia swo­jego roz­mówcy i okre­ślić, które pro­po­zy­cje były dla pa­pieża ak­cep­to­walne. Temu dość sku­tecz­nemu in­wi­gi­lo­wa­niu to­wa­rzy­szyła cią­gła re­kru­ta­cja agen­tów: urzęd­ni­ków wa­ty­kań­skich ni­skiego szcze­bla, dzien­ni­ka­rzy i przed­się­bior­czych ary­sto­kra­tów, pra­gną­cych do­ro­bić na czarno.

Wielu in­for­ma­to­rów było jed­nak nie­wia­ry­god­nych lub bez­pro­duk­tyw­nych. Na przy­kład „Agent 96”, czyli mon­si­gnore En­rico Pucci, był swego ro­dzaju nie­ofi­cjal­nym rzecz­ni­kiem Sto­licy Apo­stol­skiej. Re­gu­lar­nie pu­bli­ko­wał biu­le­tyn o dzia­łal­no­ści Wa­ty­kanu i pra­co­wał dla róż­nych ga­zet jako eks­pert. Wi­dy­wano go, jak krę­cił się po biu­rach Se­kre­ta­riatu Stanu, z Gwar­dią Szwaj­car­ską, w ka­wiar­niach, acz­kol­wiek z dość mier­nym skut­kiem. Zo­stał zwer­bo­wany w 1927 roku przez wło­ską po­li­cję, któ­rej prze­ka­zy­wał po­gło­ski o zdro­wiu pa­pieża, plotki z Se­kre­ta­riatu Stanu itp. Swoje naj­waż­niej­sze ra­porty wy­sy­łał bez­po­śred­nio do biura Mus­so­li­niego… i do­ra­biał na boku, od­sprze­da­jąc swoje in­for­ma­cje kilku za­gra­nicz­nym am­ba­sa­dom! Nie­wąt­pli­wie chro­niony przez ja­kie­goś mon­si­gnore wyż­szego rangą (po­nie­waż w Wa­ty­ka­nie każdy musi być lo­jalny wo­bec ja­kiejś emi­nen­cji), po woj­nie Pucci wciąż po­zo­stał ak­tywny…

Inny in­for­ma­tor, tym ra­zem świecki, pra­co­wał w ko­mórce szy­frów: Sta­ni­slas Ca­te­rini do­star­czył fa­szy­stow­skiej po­li­cji po­li­tycz­nej OVRA3 (Or­ga­niz­za­zione Vo­lon­ta­ria per la Re­pres­sione dell’An­ti­fa­sci­smo – Ochot­ni­cza Or­ga­ni­za­cja do Zwal­cza­nia An­ty­fa­szy­zmu) in­for­ma­cje o taj­nych ko­dach Sto­licy Apo­stol­skiej. W 1931 roku zo­stał zde­ma­sko­wany i zwol­niony. Więk­szość pa­pie­skich żan­dar­mów była w rze­czy­wi­sto­ści re­kru­to­wana spo­śród wło­skich sił po­li­cyj­nych i utrzy­my­wała ze swo­imi by­łymi ko­le­gami czę­ste kon­takty, choćby po to, by pod­czas po­dróży pa­pieża or­ga­ni­zo­wać jego ochronę. Ła­two było za­tem tę żan­dar­me­rię in­fil­tro­wać. W 1939 roku do­wódz­two nad pa­pie­ską żan­dar­me­rią ob­jął agent OVRA Ni­co­las Ca­noli. Po­now­nie spo­tkał się ze swym sta­rym to­wa­rzy­szem, Gio­van­nim Fa­zio, sze­fem sek­cji spe­cjal­nej żan­dar­me­rii. Ten fa­szy­stow­ski bo­jow­nik do­wo­dził ma­łym od­dzia­łem cy­wil­nym wło­skiej żan­dar­me­rii, od­da­nym do dys­po­zy­cji Wa­ty­kanu. Bra­ko­wało mu jed­nak roz­wagi, co jest u szpie­gów klu­czo­wym grze­chem. Po zde­ma­sko­wa­niu zo­stał w 1942 roku zwol­niony.

W trak­cie wojny żan­dar­me­ria miała za­tem moż­li­wość mo­ni­to­ro­wa­nia dzia­łań de­le­ga­cji dy­plo­ma­tycz­nych oko­pa­nych we­wnątrz Pań­stwa Wa­ty­kań­skiego. Więk­szość dy­plo­ma­tów za­kwa­te­ro­wano w tej sa­mej re­zy­den­cji. Pa­pie­scy żan­darmi dys­kret­nie wpusz­czali do niej agen­tów OVRA, któ­rych na­stęp­nie prze­ku­pieni słu­żący eskor­to­wali do opusz­czo­nych biur dy­plo­ma­tów. Tam mo­gli oni otwie­rać sejfy i fo­to­gra­fo­wać do­ku­menty oraz księgi szy­frów.

Tym, który ko­or­dy­no­wał wło­skie szpie­go­stwo w Wa­ty­ka­nie i miał do­stęp do bli­skiego oto­cze­nia Mus­so­li­niego, był Ar­turo Boc­chini. W 1933 roku zo­stał mia­no­wany sze­fem OVRA i wszyst­kich taj­nych służb. To uczy­niło go jed­nym z naj­po­tęż­niej­szych lu­dzi w re­żi­mie fa­szy­stow­skim. Był wło­skim od­po­wied­ni­kiem Him­m­lera, który z ko­lei po­dobno wzo­ro­wał się na jego dzia­ła­niach, aby zor­ga­ni­zo­wać Ge­stapo (Ge­he­ime Sta­at­spo­li­zei – Tajna Po­li­cja Pań­stwowa). Jed­nak jego współ­cze­śni bio­gra­fo­wie przy­pi­sują mu swego ro­dzaju hu­ma­ni­ta­ryzm, pod wpły­wem któ­rego miał ła­go­dzić środki sto­so­wane przez Niem­ców4. Zmarł pod ko­niec 1940 roku. W jego po­grze­bie uczest­ni­czyli za­stępca Him­m­lera, ge­ne­rał Karl Wolff, oraz Re­in­hard Hey­drich.

Z jed­nej strony, nie na­leży prze­ce­niać zna­cze­nia wpły­wów Wa­ty­kanu. Se­kre­ta­riat Stanu to struk­tura pła­ska, z nie­wielką liczbą szcze­bli hie­rar­chicz­nych. Na­wet mię­dzy urzę­dami kul­ty­wuje się tam za­mi­ło­wa­nie do ta­jem­nic. De­pe­sze i ra­porty szybko tra­fiały do rąk dwóch ów­cze­snych za­stęp­ców se­kre­ta­rza: Tar­di­niego (sprawy za­gra­niczne) i Mon­ti­niego (sprawy zwy­kłe). Obaj czy­tali wszystko i w ra­zie po­trzeby przy­go­to­wy­wali od­po­wie­dzi. Se­kre­tarz stanu Ma­glione oso­bi­ście zaj­mo­wał się naj­bar­dziej wraż­liwą do­ku­men­ta­cją. Po jego śmierci w sierp­niu 1944 roku Pius XII nie zde­cy­do­wał się go za­stą­pić. Li­sta osób zaj­mu­ją­cych się naj­bar­dziej wraż­li­wymi do­ku­men­tami jest za­tem bar­dzo krótka.

Z dru­giej strony, Wa­ty­kan także po­sia­dał cenne źró­dło in­for­ma­cji z sa­mego cen­trum fa­szy­stow­skiego re­żimu. Fran­ce­sco Ba­bu­scio Rizzo był „do­radcą am­ba­sady wło­skiej przy Sto­licy Apo­stol­skiej”. Był też przy­ja­cie­lem Tar­di­niego i prze­ka­zy­wał Se­kre­ta­ria­towi Stanu do­ku­menty co do za­sady za­strze­żone dla Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych. Aby nie zdra­dzić swego źró­dła, ad­mi­ni­stra­cja wa­ty­kań­ska dbała o to, by nie ujaw­niać ich po­cho­dze­nia. Nie wia­domo, czy dzia­łał z wła­snej ini­cja­tywy, czy na po­le­ce­nie prze­ło­żo­nego. W każ­dym ra­zie prze­cieki te miały miej­sce bez zgody mi­ni­stra.

Se­kre­ta­riat czer­pał in­for­ma­cje nie tylko z wła­snej sieci dy­plo­ma­tycz­nej, lecz także od dy­plo­ma­tów akre­dy­to­wa­nych w Wa­ty­ka­nie. A po­nie­waż nie po­sia­dał on wła­snego urzędu pocz­to­wego, po przy­stą­pie­niu Włoch do wojny pa­pież przy­jął ofertę szwaj­car­skiego Mi­ni­ster­stwa Spraw Za­gra­nicz­nych, aby prze­ka­zy­wać wa­ty­kań­ską ko­re­spon­den­cję dy­plo­ma­tyczną w tam­tej­szej po­czcie. Póź­niej Se­kre­ta­riat ko­rzy­stał rów­nież z usług bry­tyj­skich (w przy­padku ko­re­spon­den­cji kie­ro­wa­nej na ob­szary im­pe­rium ko­lo­nial­nego) i ame­ry­kań­skich (obec­nie już wia­domo, że FBI [Fe­de­ral Bu­reau of In­ve­sti­ga­tion – Fe­de­ralne Biuro Śled­cze] wy­ko­rzy­sty­wało to do ko­pio­wa­nia wia­do­mo­ści). Włosi ze swej strony na­dal otwie­rali ko­re­spon­den­cję, je­śli tylko mieli ku temu oka­zję. Jed­nak szy­fro­wane kody Wa­ty­kanu (uspraw­nione w 1940 roku) oka­zały się bar­dziej od­porne niż inne.

Niemcy mieli mniej­sze moż­li­wo­ści śle­dze­nia wy­da­rzeń w Wa­ty­ka­nie i gro­ma­dze­nia in­for­ma­cji o kon­klawe. Ta­ras Bo­ro­daj­ke­wycz, in­for­ma­tor SD (Si­cher­he­its­dienst – Służba Bez­pie­czeń­stwa [Re­ichs­füh­rera SS]), istot­nie zo­stał wy­słany do mo­ni­to­ro­wa­nia sy­tu­acji na miej­scu, ale żad­nych przy­dat­nych in­for­ma­cji nie do­star­czył. Niemcy, mniej za­zna­jo­mieni z rzym­ską spe­cy­fiką, mieli trud­no­ści z oceną war­to­ści po­ten­cjal­nych źró­deł. Pe­wien oszust za­ofe­ro­wał na­wet am­ba­sa­dzie do­pro­wa­dze­nie do wy­boru pro­nie­miec­kiego kan­dy­data w za­mian za 3 mln ma­rek (!). Hi­tler od­mó­wił…

1 marca 1939 roku 62 kar­dy­na­łów ze­brało się w ta­jem­nicy na kon­klawe, które miało być naj­krót­szym prze­pro­wa­dzo­nym w pierw­szej po­ło­wie XX wieku – wy­star­czyły tylko trzy tury gło­so­wa­nia. Eu­ge­nio Pa­celli, se­kre­tarz stanu i ka­mer­ling (ten, który spra­wuje wła­dzę w okre­sie sede va­cante), na­tych­miast zna­lazł się wśród fa­wo­ry­tów. Świad­czą o nim jego umie­jęt­no­ści dy­plo­ma­tyczne – nie spo­tkał się z otwar­tym sprze­ci­wem ze strony głów­nych eu­ro­pej­skich mo­carstw. Bę­dąc nie­miec­ko­ję­zycz­nym Wło­chem, za­warł kon­kor­daty we Wło­szech i Niem­czech i za­wsze po­wstrzy­my­wał się od po­tę­pia­nia re­żi­mów fa­szy­stow­skiego i na­zi­stow­skiego. Po­ten­cjal­nie mo­gło to za­tem skło­nić ku niemu pań­stwa Osi. Był też zna­nym an­ty­ko­mu­ni­stą, wy­soko ce­nio­nym przez po­przed­niego pa­pieża, i nie ukry­wał przed Fran­cją i Wielką Bry­ta­nią swo­jej kry­tyki dyk­ta­tur. Dla­tego po­parły go ich mi­ni­ster­stwa spraw za­gra­nicz­nych, fran­cu­skie Quai d’Or­say i bry­tyj­skie Fo­re­ign Of­fice. Krótko mó­wiąc, każdy wi­dział w nim to, co chciał zo­ba­czyć. W Ko­ściele sta­no­wi­sko Pa­cel­lego było rów­nie jed­no­czące, zwłasz­cza że obie­cy­wał on mia­no­wać se­kre­ta­rzem stanu kar­dy­nała Ma­glio­nego, swo­jego naj­po­waż­niej­szego ry­wala. Aby zro­zu­mieć ten suk­ces, trzeba przyj­rzeć się jego nie­mal nie­ska­zi­tel­nej ka­rie­rze.

Te­mat bły­sko­tliwy i ści­śle chro­niony

Uro­dzony w 1876 roku Eu­ge­nio Pa­celli roz­po­czął swoją ka­rierę ko­ścielną pod naj­lep­szym z moż­li­wych pa­tro­na­tów. Ro­dzina Pa­cel­lich jest utoż­sa­miana z „czarną szlachtą”, czyli rzym­sko­ka­to­licką ary­sto­kra­cją o skłon­no­ściach kontr­re­wo­lu­cyj­nych. Dzia­dek Eu­ge­nia, Mar­can­to­nio Pa­celli, był świec­kim praw­ni­kiem pa­pie­skim, ab­sol­wen­tem prawa ka­no­nicz­nego, który z ini­cja­tywy Piusa IX zo­stał mia­no­wany pod­se­kre­ta­rzem stanu w Mi­ni­ster­stwie Spraw We­wnętrz­nych. Na tym sta­no­wi­sku z po­wo­dze­niem pro­wa­dził po­lo­wa­nie na wło­skich re­wo­lu­cjo­ni­stów, co za­pew­niło mu ty­tuł szla­checki. Był rów­nież jed­nym z za­ło­ży­cieli wa­ty­kań­skiego dzien­nika „L’Osse­rva­tore Ro­mano”.

Ku­zyn mło­dego Eu­ge­nia, Er­ne­sto Pa­celli, był do­radcą fi­nan­so­wym pa­pieża Le­ona XIII. W 1880 roku wraz z in­nymi człon­kami ka­to­lic­kiej szlachty za­ło­żył Banco di Roma, któ­rego był dy­rek­to­rem aż do wy­bu­chu wojny. Er­ne­sto, przy­ja­ciel kilku wło­skich mi­ni­strów, po­mógł zła­go­dzić na­pię­cia mię­dzy Wa­ty­ka­nem a rzą­dem wło­skim. Po­mimo nie­chęci pa­pieża do fi­nan­sów, prze­ko­nał go rów­nież do na­by­cia udzia­łów w kilku ban­kach re­gio­nal­nych, aby za­pew­nić ka­to­li­kom bez­pieczną przy­stań dla ich pie­nię­dzy. W 1913 roku dy­wi­dendy z Banco di Roma sta­no­wiły po­łowę do­cho­dów Wa­ty­kanu. Ten dzia­ła­jący za ku­li­sami fi­nan­si­sta ode­grał klu­czową rolę w od­zy­ska­niu przez Ko­ściół czę­ści ma­jątku utra­co­nego przy oka­zji roz­wią­za­nia Pań­stwa Ko­ściel­nego oraz w ne­go­cja­cjach trak­ta­tów la­te­rań­skich z 1929 roku. Z cza­sem jed­nak jego wpływy osła­bły. Z ko­lei jego trzej sy­no­wie od­gry­wali za pon­ty­fi­katu ich wuja Piusa XII dys­kretną, ale co­raz waż­niej­szą rolę w fi­nan­sach Wa­ty­kanu.

Młody Eu­ge­nio zdo­był wy­kształ­ce­nie w li­ceum, a na­stęp­nie w se­mi­na­rium Col­le­gio Ca­pra­nica, co sta­no­wiło obo­wiąz­kowy etap dla przy­szłych emi­nen­cji ku­rial­nych. Ze wzglę­dów zdro­wot­nych, wbrew zwy­cza­jowi, po­zwo­lono mu za­miesz­kać z ro­dziną – znak, że jego fa­mi­lia miała w Wa­ty­ka­nie wpły­wo­wych przy­ja­ciół. Świę­ce­nia ka­płań­skie przy­jął w wieku 24 lat. W 1901 roku, wspie­rany sil­nymi re­ko­men­da­cjami, wstą­pił jako uczeń do rzym­skiej kon­gre­ga­cji i wkrótce zo­stał skie­ro­wany do Se­kre­ta­riatu Stanu, gdzie po­wie­rzono mu za­da­nie od­czy­ty­wa­nia za­szy­fro­wa­nych te­le­gra­mów. Ma­jąc za­le­d­wie 25 lat, zo­stał wy­słany do Lon­dynu do no­wego króla Edwarda VII z kon­do­len­cjami pa­pieża po śmierci kró­lo­wej Wik­to­rii. W 1903 roku zo­stał sze­fem biura (mi­nu­tante), od­po­wie­dzial­nym za spo­rzą­dza­nie te­le­gra­mów dla Se­kre­ta­riatu Stanu. Zo­stał za­tem wy­szko­lony i ufor­mo­wany w sa­mym sercu wa­ty­kań­skiej ma­chiny, w miej­scu, gdzie za­pa­dają naj­waż­niej­sze de­cy­zje.

W 1906 roku współ­pra­co­wał z od­po­wie­dzial­nym za sprawy dy­plo­ma­tyczne Pie­tro Ga­spar­rim w szcze­gól­nie draż­li­wej kwe­stii roz­działu Ko­ścioła od pań­stwa fran­cu­skiego. Sto­lica Apo­stol­ska ze­rwała ustawy dy­plo­ma­tyczne z Fran­cją w 1904 roku, ale za­cho­wała w Pa­ryżu taj­nego agenta, mon­si­gnore Carlo Mon­ta­gni­niego, „do wszyst­kiego, co po­trzeba bę­dzie Sto­licy Apo­stol­skiej”. Mon­ta­gnini zo­stał ob­jęty nad­zo­rem fran­cu­skiej po­li­cji i wy­da­lony z kraju, w re­ak­cji na opu­bli­ko­wa­nie an­ty­re­pu­bli­kań­skiego pam­fletu przez pew­nego pa­ry­skiego księ­dza. Jego ar­chiwa wy­cie­kły z ini­cja­tywy Cle­men­ceau do pa­ry­skiej prasy, co do­pro­wa­dziło do wiel­kiego skan­dalu.

Eu­ge­nio, mia­no­wany w 1914 roku se­kre­ta­rzem, brał udział w ne­go­cjo­wa­niu kon­kor­datu z Ser­bią, co sta­no­wiło jego chrzest bo­jowy na polu dy­plo­ma­cji. Jego ka­riera za­wo­dowa prze­bie­gała w na­pię­tej at­mos­fe­rze – Wa­ty­kan na­zna­czony był wów­czas ra­dy­kal­nym an­ty­mo­der­ni­zmem, który prze­ja­wiał się w jaw­nym szpie­go­wa­niu per­so­nelu ko­ściel­nego. Pa­pież miał do dys­po­zy­cji fa­na­tycz­nego, od­da­nego spra­wie czy­stek pra­łata: mon­si­gnore Umberto Be­ni­gni był ofi­cjal­nie za­stępcą se­kre­ta­rza Kon­gre­ga­cji do Nad­zwy­czaj­nych Spraw Ko­ściel­nych… ale za ku­li­sami kie­ro­wał tajną or­ga­ni­za­cją So­da­li­tium Pia­num (wspo­mnianą już Sa­pi­nierą). Jed­nym z jego ce­lów był młody pra­łat Ron­calli, przy­szły pa­pież Jan XXIII, który ży­wił głę­boką nie­uf­ność w sto­sunku do wa­ty­kań­skich sia­tek szpie­gow­skich.

Je­śli Pa­celli prze­trwał tę nową formę in­kwi­zy­cji bez szwanku, to dla­tego, że uwa­żano go za wia­ry­god­nego i jest mało praw­do­po­dobne, aby po­dej­rze­wano go o li­be­ra­lizm5. Nie­któ­rzy ko­men­ta­to­rzy idą da­lej i za­sta­na­wiają się, czy młody Pa­celli nie na­le­żał do So­da­li­tium Pia­num. Bra­kuje co prawda ar­chi­wów, które mo­głyby osta­tecz­nie roz­strzy­gnąć tę kwe­stię, ale ko­re­spon­den­cja szefa tej siatki w Bel­gii6 na to jed­nak wska­zuje… Hi­po­teza ta z pew­no­ścią wy­ja­śnia­łaby póź­niej­sze za­mi­ło­wa­nie Piusa XII do in­tryg i taj­nych dzia­łań. W każ­dym ra­zie, po śmierci Piusa X w 1914 roku at­mos­fera zmie­niła się wraz z no­wym pa­pie­żem Be­ne­dyk­tem XV, który mia­no­wał se­kre­ta­rzem stanu kar­dy­nała Ga­spar­riego, men­tora Pa­cel­lego. Be­ni­gni, za­nim wstą­pił do OVRA, kon­ty­nu­ował swoją dzia­łal­ność pry­wat­nie, jed­nak nie wy­daje się, aby wy­rzą­dził on pod­czas wojny wiele szkód, po­nie­waż Ku­ria od­su­nęła go na bok.

I Pa­celli zo­stał… na­stępcą kon­tro­wer­syj­nego mon­si­gnore Be­ni­gniego! Prze­pro­wa­dził trans­for­ma­cję spraw­nie i sub­tel­nie zdy­stan­so­wał się od ul­tra­kon­ser­wa­ty­stów, któ­rych nowy pa­pież już tak nie ce­nił.

Uko­ro­no­wa­niem jego ka­riery w Se­kre­ta­ria­cie było mia­no­wa­nie Pa­cel­lego wio­sną 1917 roku nun­cju­szem w Ba­wa­rii, z re­zy­den­cją w Mo­na­chium7. Szczu­pły, o bla­dej ce­rze, dys­po­nu­jący ma­je­sta­tyczną po­stawą re­ne­san­so­wego księ­cia, wy­warł silne wra­że­nie na nie­miec­kich wyż­szych sfe­rach. Pewna fe­lie­to­nistka, cy­to­wana przez Ma­rie Le­vant, opi­sała go na­stę­pu­jąco: „O asce­tycz­nej po­sta­wie, jego rysy przy­wo­dzą na myśl pro­fil wy­rzeź­biony na an­tycz­nej ka­mei, a z rzadka tylko cień prze­lot­nego uśmie­chu twarz tę oży­wia”.

Po re­wo­lu­cji Związku Spar­ta­kusa w 1920 roku pod­jęto de­cy­zję o otwar­ciu nun­cja­tury w Ber­li­nie, ale Pa­celli po­zo­stał w obu nun­cja­tu­rach do 1925 roku, wy­star­cza­jąco długo, aby sfi­na­li­zo­wać ne­go­cja­cje w spra­wie kon­kor­datu z Ba­wa­rią. Sto­lica Apo­stol­ska była pierw­szą obcą po­tęgą, z którą młoda nie­miecka re­pu­blika na­wią­zała sto­sunki dy­plo­ma­tyczne. W związku z tym Pa­celli, po­mimo swego mło­dego wieku, zo­stał dzie­ka­nem kor­pusu dy­plo­ma­tycz­nego. Po za­war­ciu kon­kor­datu ba­war­skiego jego głów­nym za­da­niem było wy­ne­go­cjo­wa­nie, w skom­pli­ko­wa­nych re­aliach okresu po­wo­jen­nego, no­wego sta­tusu Ko­ścioła ka­to­lic­kiego w Niem­czech.

Wa­ty­kan ostro kry­ty­ko­wał spo­sób, w jaki w 1918 roku zwy­cięzcy po­trak­to­wali Niemcy. Kie­ro­wana przez Ga­spar­riego dy­plo­ma­cja wa­ty­kań­ska wnio­sko­wała o zmniej­sze­nie kwoty re­pa­ra­cji na­ło­żo­nych na ten po­ko­nany na­ród (20 mld ma­rek w zło­cie). Po­li­tyka ta czy­niła przed­sta­wi­ciela Wa­ty­kanu w Ber­li­nie przy­ja­cie­lem Nie­miec, zwłasz­cza że Sto­lica Apo­stol­ska po­pie­rała in­te­gral­ność te­ry­to­rialną Rze­szy. W za­mian za po­par­cie Wa­ty­kan li­czył na kon­kretne po­stępy w kwe­stii sta­tusu i przy­wi­le­jów in­sty­tu­cji ko­ściel­nych. Pa­celli był zde­cy­do­wany jesz­cze przed wszyst­kim in­nym sfi­na­li­zo­wać ba­war­skie ne­go­cja­cje. Warto pa­mię­tać, że ka­to­li­cyzm w Ba­wa­rii był i na­dal jest w prze­wa­ża­ją­cej więk­szo­ści bar­dziej tra­dy­cyjny i fun­da­men­ta­li­styczny niż w po­zo­sta­łej czę­ści kraju.

W 1922 roku zmarł Be­ne­dykt XV, a jego na­stępcą zo­stał uczony kar­dy­nał Ratti, który ob­jął tron pa­pie­ski pod imie­niem Pius XI i po­zo­sta­wił Ga­spar­riego na sta­no­wi­sku. W 1923 roku w od­we­cie za nie­pła­ce­nie re­pa­ra­cji wo­jen­nych woj­ska fran­cu­sko-bel­gij­skie za­jęły Za­głę­bie Ruhry. Wspie­rały ru­chy se­pa­ra­ty­styczne. W Mo­na­chium, w marcu 1924 roku, Pa­celli uzy­skał dla Ko­ścioła bar­dzo ko­rzystne po­ro­zu­mie­nie (swo­boda ob­sa­dza­nia bi­skupstw, hojne pań­stwowe wspar­cie fi­nan­sowe dla Ko­ścioła ka­to­lic­kiego, obo­wiąz­kowe na­ucza­nie re­li­gii w szko­łach itp.). Na­stęp­nie prze­niósł się na cztery lata do Ber­lina i za­gwa­ran­to­wał kon­kor­dat z Pru­sami, co w 1929 roku przy­nio­sło mu ka­pe­lusz kar­dy­nal­ski. Lata spę­dzone w Mo­na­chium były za­tem dla roz­woju przy­szłego pa­pieża prze­ło­mowe. To wła­śnie w tym okre­sie ten dość nie­ufny w uspo­so­bie­niu czło­wiek po­znał osoby ma­jące two­rzyć pierw­szy krąg wta­jem­ni­czo­nych, któ­remu po­wie­rzone miały być naj­de­li­kat­niej­sze sprawy.

Bli­ski krąg

W Mo­na­chium Pa­celli po­znał ko­goś, kto zo­stał jego se­kre­ta­rzem i ode­grał pod­czas jego pon­ty­fi­katu klu­czową rolę. Nie­wy­soki ast­ma­tyczny Ba­war­czyk, je­zu­ita Ro­bert Le­iber, po­cząt­kowo uczył Pa­cel­lego ję­zyka nie­miec­kiego, za­nim stał się jed­nym z jego naj­bliż­szych do­rad­ców. Jego za­da­nia były i za­wsze już po­zo­staną nie­ja­sne – nie po­ja­wiał się w ofi­cjal­nym gra­fiku, ale czy­tał nie­mal wszystko, co tra­fiało na biurko jego szefa i wi­dy­wał się z nim kilka razy dzien­nie. Ni­komu się nie zwie­rzał. Fe­lix Mor­lion, ksiądz i pra­cu­jący dla Ame­ry­ka­nów agent wy­wiadu, opi­sał w cza­sie wojny ojca Le­ibera jako czło­wieka do taj­nych za­dań, jego nie­po­wo­dze­nia można było w ra­zie po­trzeby zde­men­to­wać, po­nie­waż nie pia­sto­wał on w Wa­ty­ka­nie żad­nego ofi­cjal­nego sta­no­wi­ska. Nie­wątp­li­wie to za po­śred­nic­twem Le­ibera Pa­celli po­znał i do­ce­nił ge­ne­rała je­zu­itów Wło­dzi­mie­rza Le­dó­chow­skiego i na­wią­zał z nim so­jusz. Uro­dzony w pol­skiej ro­dzi­nie ary­sto­kra­tycz­nej ska­za­nej na ze­sła­nie przez cara jesz­cze w XIX wieku, Wło­dzi­mierz był bra­tan­kiem kar­dy­nała Mie­czy­sława Le­dó­chow­skiego, który był pre­fek­tem Kon­gre­ga­cji Krze­wie­nia Wiary. On sam zo­stał w 1915 roku wy­brany na prze­ło­żo­nego ge­ne­ral­nego je­zu­itów. Je­den z jego współ­braci, wy­słany z mi­sją do Ro­sji, opi­sał go na­stę­pu­jąco:

Był ni­skim i wą­tłym męż­czy­zną o szczu­płej asce­tycz­nej twa­rzy, za­pad­nię­tych po­licz­kach, wy­so­kim czole i naj­by­strzej­szych oczach, ja­kie kie­dy­kol­wiek wi­dzia­łem. Mó­wił bar­dzo sta­now­czo i nie­mal szorstko, a jed­no­cze­śnie był bar­dzo uprzej­mym, zna­ko­mi­tym roz­mówcą8.

To jemu wła­śnie Pius XI po­wie­rzył utwo­rze­nie Pa­pie­skiego In­sty­tutu Wschod­niego i ro­syj­sko­ję­zycz­nego Col­le­gium Rus­si­cum. Mó­wiło się tam po ro­syj­sku, a stu­denci ubie­rali się jak księża pra­wo­sławni. Przy­szli księża mi­sjo­na­rze kształ­cili się tam, by z na­ra­że­niem ży­cia sze­rzyć wiarę ka­to­licką mię­dzy mo­rzami Bał­tyc­kim a Czar­nym.

Bę­dąc kon­ser­wa­ty­stą i za­go­rza­łym an­ty­ko­mu­ni­stą, w li­ście z 1934 roku do wszyst­kich je­zu­itów Le­dó­chow­ski za­sy­gna­li­zo­wał nie­ustę­pliwą walkę z no­wo­cze­snym ate­izmem. Wśród jego agen­tów byli osia­dły w Zu­ry­chu Nie­miec Karl Stark, kie­ru­jący siatką dzia­ła­jącą w Niem­czech i Fran­cji, oraz fran­cu­ski ksiądz Jo­seph Le­dit, który po­dró­żo­wał do ZSRS (Zwią­zek So­cja­li­stycz­nych Re­pu­blik So­wiec­kich) i bu­do­wał swoją siatkę w kra­jach Wschodu, z osob­nym sze­fem w każ­dym z nich. We Fran­cji na we­zwa­nie od­po­wie­dział je­zu­ita Jo­seph Ro­binne, two­rząc we wrze­śniu 1934 roku biuro Uni­tas. Kiedy Pa­celli zo­stał se­kre­ta­rzem stanu, wie­dział już, że je­zu­ici są jedną z tych sił, na któ­rych może po­le­gać.

W cza­sie peł­nie­nia funk­cji nun­cja­tor­skiej Pa­celli na­wią­zał także nie­ocze­ki­waną przy­jaźń z młodą nie­miecką za­kon­nicą, sio­strą Pas­ca­liną Leh­nert, młod­szą od niego o osiem­na­ście lat. Po­znał ją pod­czas po­bytu w domu opieki dla du­chow­nych Stella Ma­ris w Ror­schach w Al­pach szwaj­car­skich, gdzie pra­co­wała. Zo­stała jego go­spo­dy­nią w po­sel­stwie w Mo­na­chium i miesz­kała z nim aż do śmierci. To, że Pa­celli mógł ją za­trud­nić, bio­rąc pod uwagę prze­pisy ko­ścielne, było nie­spo­ty­kane. Ogło­szony przez Be­ne­dykta XV Ko­deks Prawa Ka­no­nicz­nego na­ka­zy­wał wszyst­kim du­chow­nym uni­ka­nie wspól­nego za­miesz­ki­wa­nia z ko­bie­tami, któ­rych obec­ność mo­głaby wzbu­dzić po­dej­rze­nia, i pre­fe­ro­wa­nie ko­goś z ro­dziny lub star­szej ko­biety o „cno­tli­wych oby­cza­jach”. Hi­sto­ria sio­stry Pas­ca­liny wy­wo­łała w Ko­ściele, a tym bar­dziej poza jego struk­tu­rami, wiele dys­ku­sji i kon­tro­wer­sji. Jed­nak ich re­la­cja ni­gdy nie wy­da­wała się skan­da­liczna – gdyby tak było, wro­go­wie Pa­cel­lego, a na­stęp­nie za­gra­niczne służby wy­wia­dow­cze, z pew­no­ścią by ten fakt wy­ko­rzy­stali. Z dru­giej strony, szorstka na­tura za­kon­nicy i do­mnie­many wpływ na „jej” emi­nen­cję nie­uchron­nie pod­sy­cały fan­ta­zje i osta­tecz­nie przy­nio­sły jej pod ko­niec ży­cia przy­do­mek po­pessa (pa­pie­życa)9, co było już mocną prze­sadą. Choć jej świa­dec­two winno się za­wsze roz­pa­try­wać w kon­tek­ście in­nych źró­deł, nie­kiedy ofe­ruje ona uni­ka­towy wgląd w pry­watne ży­cie przy­szłego pa­pieża.

To dzięki niej znane są nam tra­giczne wy­da­rze­nia z 1919 roku, które ukształ­to­wały cha­rak­ter Pa­cel­lego – w lu­tym tłumy ko­mu­ni­stów za­jęły sztur­mem Mo­na­chium i pro­kla­mo­wały nową Ba­war­ską Re­pu­blikę Rad. Pra­wie wszy­scy dy­plo­maci ucie­kli. Per­so­nel nun­cja­tury też zo­stał ewa­ku­owany. Na miej­scu po­zo­stali tylko Pa­celli, Pas­ca­lina i Ro­bert Le­iber. W kwiet­niu 1919 roku bol­sze­wicy za­jęli sztur­mem także ich bu­dy­nek. Pod gra­dem kul szyby roz­sy­py­wały się w drobny mak. Gdy na­past­nicy wy­wa­żali cięż­kie drzwi wej­ściowe, Pa­celli ze szczytu scho­dów sta­wił im czoła, a sio­stra Pas­ca­lina stała u jego boku. Po­mimo obelg, oboje po­sta­wili się wro­giemu tłu­mowi, szu­ka­ją­cemu pie­nię­dzy i żyw­no­ści, co do któ­rych ukry­wa­nia po­dej­rze­wał pra­łata. Wła­dze ko­mu­ni­styczne chciały, aby nun­cjusz opu­ścił mia­sto. Kilka dni póź­niej uzbro­jona i umun­du­ro­wana Czer­wona Gwar­dia, a za nią roz­wście­czony tłum, po­now­nie wkro­czyli do nun­cja­tury. Czego kon­kret­nie żą­dali? Przy­je­chali, żeby skon­fi­sko­wać jego sa­mo­chód! Nun­cjusz ka­zał otwo­rzyć ga­raż… ale sa­mo­chód nie chciał od­pa­lić. Wielu au­to­rów uważa, że od tych wy­da­rzeń wziął po­czą­tek za­cie­kły an­ty­ko­mu­nizm Pa­cel­lego. Tak czy ina­czej, nie­wąt­pli­wie wzmoc­niły one jego pre­stiż w sa­mym Rzy­mie. Re­pu­blika długo nie prze­trwała. Już 3 maja zo­stała oba­lona przez Fre­ikorps, a na jej miej­sce po­wo­łano rząd tym­cza­sowy pod przy­wódz­twem ge­ne­rała Lu­den­dorffa, szefa wojsk nie­miec­kich z cza­sów wojny.

Jest jesz­cze jedna aneg­dota przy­to­czona przez sio­strę Pas­ca­linę10, tym ra­zem nie­spraw­dzalna – Mo­na­chium to mia­sto, w któ­rym Adolf Hi­tler roz­po­czął swoją drogę do wła­dzy, bu­du­jąc swój ruch na ży­znym pod­gle­biu kry­zysu go­spo­dar­czego. Rze­komo pew­nego wie­czoru młody Adolf Hi­tler, wciąż sto­sun­kowo mało znany, sta­wił się w re­zy­den­cji ar­cy­bi­skupa Pa­cel­lego wraz z li­stem po­le­ca­ją­cym od Lu­den­dorffa, w któ­rym ten za­chwa­lał jego od­wagę jako ka­prala z cza­sów, kiedy słu­żył on pod jego do­wódz­twem. Hi­tler przed­sta­wił się jako an­ty­ko­mu­ni­styczny krzy­żo­wiec. Ocza­ro­wany nim Pa­celli po­dobno wrę­czył mu (znowu we­dług sio­stry Pas­ca­liny) pewną sumę pie­nię­dzy na wspar­cie jego sprawy. Spo­tka­nie to, je­śli rze­czy­wi­ście miało miej­sce, oczy­wi­ście nie ozna­cza, że Pa­celli stał się tym sa­mym pro­na­zi­stow­ski.

Do tego oso­bli­wego tan­demu utwo­rzo­nego przez Le­ibera i sio­strę Pas­ca­linę wkrótce miała do­łą­czyć trze­cia osoba. W 1911 roku przy­był do Rzymu młody Ame­ry­ka­nin Fran­cis Spel­l­man, bę­dący świeżo po stu­diach na Uni­wer­sy­te­cie For­dham w No­wym Jorku. Pra­gnął zo­stać ka­pła­nem, ale w prze­ci­wień­stwie do jemu po­dob­nych, wy­brał na swoje se­mi­na­rium pre­sti­żowe ko­le­gium ame­ry­kań­skie w Rzy­mie, po­ło­żone w uro­kli­wej dziel­nicy Via dell’Umilta. Jego ko­le­dzy szybko zdali so­bie sprawę, że był jed­nym z naj­bar­dziej am­bit­nych se­mi­na­rzy­stów – da­wał się za­uwa­żyć (i kry­ty­ko­wać) przez swoją skłon­ność do pod­cho­dze­nia i przy­mi­la­nia się do każ­dego mon­si­gnore, na któ­rego się na­tknął. Młody czło­wiek pra­gnął zro­zu­mieć me­cha­ni­zmy wła­dzy w Wa­ty­ka­nie – ko­te­rie, ry­wa­li­za­cje i nie­ofi­cjalne przy­jaź­nie wkrótce prze­stały mieć przed nim ta­jem­nice11.

Po otrzy­ma­niu świę­ceń ka­płań­skich Spel­l­man zo­stał w 1916 roku wy­słany do Bo­stonu, do die­ce­zji pod­le­ga­ją­cej wpły­wo­wemu kar­dy­na­łowi O’Con­nel­lowi. Ten ostatni jed­nak nie to­le­ro­wał ni­kogo, kto szu­kał roz­głosu. Szybko na­brał nie­chęci do Spel­l­mana i przez dzie­więć lat nie szczę­dził mu upo­ko­rzeń. Spell­man zno­sił wszyst­kie te afronty, ak­cep­to­wał swoją pańsz­czy­znę, by na ko­niec zo­stać we­zwa­nym do Rzymu i do­łą­czyć do ze­społu w Se­kre­ta­ria­cie Stanu. Tam po­świę­cił całą swoją ener­gię roz­wi­ja­niu wła­snej sieci kon­tak­tów. Po­cząt­kowo zaj­mo­wał mało eks­po­no­wane sta­no­wi­sko tłu­ma­cza, ale zo­stał też asy­sten­tem Edwarda He­arna, ko­mi­sa­rza eu­ro­pej­skiego Ry­ce­rzy Ko­lumba. Ten mało znany opi­nii pu­blicz­nej za­kon ry­cer­ski skła­dał się z bo­ga­tych ka­to­li­ków, któ­rzy na ca­łym świe­cie zbie­rali fun­du­sze na fi­nan­so­wa­nie dzia­łal­no­ści Ko­ścioła. Jed­nak w 1925 roku fi­nanse Sto­licy Apo­stol­skiej były w fa­tal­nym sta­nie. Za­nu­rzyw­szy się w świe­cie, o któ­rym do­tąd nie miał po­ję­cia, Spel­l­man szybko zdał so­bie sprawę, że od­na­lazł swoje po­wo­ła­nie – miał zo­stać fi­nan­si­stą Wa­ty­kanu i czło­wie­kiem do taj­nych mi­sji. Jego szef He­arn wpro­wa­dził go w krąg fi­nan­si­stów i biz­nes­me­nów, któ­rych pod­jął się me­to­dycz­nie po­zy­ski­wać.

Spel­l­man dbał o uwagę za­moż­nych go­ści Wa­ty­kanu. Opie­ko­wał się ame­ry­kań­skimi oso­bi­sto­ściami ze świata po­li­tyki, ba­wią­cymi prze­jaz­dem w Rzy­mie, ko­rzy­sta­jąc z sieci in­for­ma­to­rów w luk­su­so­wych ho­te­lach – por­tie­rów, któ­rzy za­wczasu uprze­dzali go o przy­by­ciu dy­gni­ta­rzy. Re­gu­lar­nie uczest­ni­czył w au­dien­cjach pa­pie­skich i bę­dąc uta­len­to­wa­nym fo­to­gra­fem, pro­po­no­wał uwiecz­nie­nie tych wy­da­rzeń na kli­szach. Da­wało mu to moż­li­wość po­now­nego spo­tka­nia się z za­moż­nymi go­śćmi, aby ob­da­ro­wać ich swo­imi zdję­ciami i ewen­tu­al­nie opro­wa­dzić po mie­ście. Stał się w ten spo­sób nie­za­stą­piony w wą­skim gro­nie bo­ga­tych ka­to­li­ków ame­ry­kań­skich, któ­rzy w rzym­skich krę­gach ary­sto­kra­tycz­nych spę­dzali zimy. Spel­l­man za­przy­jaź­nił się z Ni­cho­la­sem i Ge­ne­vieve Brady, ame­ry­kań­skimi ma­gna­tami ro­bót pu­blicz­nych. Pani Brady po­lu­biła mło­dego księ­dza i stała się jego pierw­szą me­ce­na­ską, fi­nan­su­jąc jego utrzy­ma­nie i za­pra­sza­jąc go na spo­tka­nia miej­sco­wej śmie­tanki to­wa­rzy­skiej.

To pierw­sze do­ko­na­nie Spel­l­mana przy­nio­sło mu przy­chyl­ność se­kre­ta­rza stanu Ga­spar­riego. Młody ksiądz za­su­ge­ro­wał panu Brady’emu, aby po­da­ro­wał kar­dy­na­łowi… li­mu­zynę! Wkrótce po­tem Brady zo­stał ka­wa­le­rem Or­deru Naj­wyż­szego Chry­stusa, a jego żona zo­stała pa­pie­ską księżną. Hi­sto­ria ta obie­gła cały Wa­ty­kan i nie­uchron­nie do­tarła do uszu Piusa XI. Pa­pież wy­ra­ził się gło­śno w obec­no­ści mło­dego mi­nu­tante, że jego se­kre­tarz stanu miał za­iste wiel­kie szczę­ście… In­for­ma­cja po­szła w świat. Spel­l­man zwró­cił się na­stęp­nie do in­nego bo­ga­tego Ame­ry­ka­nina z pro­po­zy­cją, aby po­da­ro­wał Jego Świą­to­bli­wo­ści nie mniej niż… trzy sa­mo­chody! W ten spo­sób przy­wra­cano wła­ściwą hie­rar­chię12.

Za­wiść więk­szo­ści księży w Se­kre­ta­ria­cie Stanu spra­wiła, że Spel­l­man szybko stał się dla swo­ich prze­ło­żo­nych nie­za­stą­piony. W 1926 roku był już ty­tu­ło­wany „mon­si­gnore”. Pius XI nadał mu przy­do­mek „mon­si­gnore Cenny”. Jego styl ży­cia i ma­ją­tek ro­sły wy­kład­ni­czo, do tego stop­nia, że w 1929 roku ku­pił ak­cje hol­ly­wo­odz­kiego stu­dia War­ner za 54 tys. do­la­rów. Udało mu się przy­ćmić swego szefa He­arna, któ­rego za­stą­pił hra­bia En­rico Ga­le­azzi, wa­ty­kań­ski urzęd­nik bę­dący te­raz jego po­wier­ni­kiem. Spel­l­man bacz­nie ob­ser­wo­wał w Wa­ty­ka­nie wszystko i wszyst­kich. Pie­lę­gno­wał przy­jaźń ze wscho­dzącą gwiazdą, nun­cju­szem w Ber­li­nie, mon­si­gnore Pa­cel­lim. W tym celu umie­jęt­nie wkradł się w ła­ski sio­stry Pas­ca­liny, która sama miała nie­wielu so­jusz­ni­ków w Wa­ty­ka­nie. Kiedy Pa­celli zo­stał pa­pie­żem, Spel­l­man do­łą­czył do jego naj­bliż­szego kręgu za­ufa­nych.

W epi­cen­trum wła­dzy

W 1929 roku sprawy na­brały tempa. Brat Eu­ge­nia, praw­nik i do­radca wa­ty­kań­ski Fran­ce­sco Pa­celli, był głów­nym łącz­ni­kiem mię­dzy pa­pie­żem a fa­szy­stow­skim re­żi­mem. Utrzy­my­wał bli­skie kon­takty oso­bi­ste z Mus­so­li­nim, in­for­mu­jąc go o wy­da­rze­niach w Wa­ty­ka­nie, a pa­pieża – o pla­nach wło­skiego rządu. Jego wpływy nie po­do­bały się od­po­wie­dzial­nym za Se­kre­ta­riat oso­bom, które czuły się mar­gi­na­li­zo­wane.

11 lu­tego w Pa­łacu La­te­rań­skim Mus­so­lini i se­kre­tarz stanu Ga­sparri pod­pi­sali po­ro­zu­mie­nie. Skła­dało się ono z trzech czę­ści. Wy­ne­go­cjo­wany przez dy­plo­ma­tów trak­tat za­koń­czył „kwe­stię rzym­ską”, uzna­jąc zwierzch­nic­two Sto­licy Apo­stol­skiej nad Wa­ty­ka­nem, a także nad róż­nymi pod­le­ga­ją­cymi jej bu­dyn­kami w Rzy­mie oraz re­zy­den­cją Ca­stel Gan­dolfo. Kon­kor­dat uczy­nił pa­pieża osobą „świętą i nie­ty­kalną”, równą mo­nar­chom wy­wo­dzą­cym się z prawa Bo­żego. W za­mian Wa­ty­kan uznał su­we­renną wła­dzę dy­na­stii sa­baudz­kiej nad Kró­le­stwem Włoch. Część fi­nan­sowa przy­znała pa­pie­żowi jako re­kom­pen­satę za anek­to­wane te­ry­to­ria od­szko­do­wa­nie w wy­so­ko­ści 750 mln li­rów oraz ob­li­ga­cje opro­cen­to­wane na 5% ka­pi­tału w wy­so­ko­ści mi­liarda li­rów. Sta­no­wiło to rów­no­war­tość pra­wie 1,5 mld dzi­siej­szych do­la­rów.

Wresz­cie kon­kor­dat uczy­nił ka­to­li­cyzm re­li­gią pań­stwową, gwa­ran­tu­jąc au­to­no­mię i ochronę re­li­gii ka­to­lic­kiej – mał­żeń­stwo ko­ścielne miało mieć wy­miar cy­wilny, a w szko­łach miano na­uczać re­li­gii.

Mus­so­lini po­trze­bo­wał mo­ral­nego au­to­ry­tetu pa­pieża w celu wzmoc­nie­nia swego re­żimu. Wkrótce po doj­ściu do wła­dzy odło­żył więc na bok an­ty­re­li­gijną re­to­rykę, aby za­bie­gać o względy Wa­ty­kanu. Zgo­dził się ra­to­wać Banco di Roma, który wów­czas po­grą­żał się w kry­zy­sie – w przy­padku jego ban­kruc­twa Wa­ty­ka­nowi gro­ziła utrata ka­pi­tału. W za­mian Ko­ściół zo­bo­wią­zał się do za­prze­sta­nia fi­nan­so­wa­nia Wło­skiej Par­tii Lu­do­wej i ka­to­lic­kich związ­ków za­wo­do­wych.

Rok póź­niej, już po re­zy­gna­cji Ga­spar­riego, Eu­ge­nio Pa­celli zo­stał no­wym se­kre­ta­rzem stanu. De­cy­du­jącą rolę w no­mi­na­cji ode­grał jego brat Fran­ce­sco.

Jego oso­bo­wość od­po­wia­dała pro­fi­lowi, ja­kiego po­szu­ki­wał Pius XI – po­wścią­gliwy i dys­kretny, skru­pu­latny, bar­dzo pra­co­wity… Jego do­świad­cze­nie w ne­go­cja­cjach kon­kor­da­to­wych, przy­jaź­nie za­warte za­równo wśród in­te­gry­stów, jak i „li­be­ra­łów” po­wo­do­wały, że sta­wał się nie­za­stą­piony.

Sta­no­wi­sko se­kre­ta­rza stanu, rów­no­rzędne z funk­cją pre­miera, po­zwa­lało na spon­ta­niczne za­wie­ra­nie wielu zna­jo­mo­ści i po­sze­rza­nie sieci kon­tak­tów. Hra­bia Della Torre, re­dak­tor na­czelny „L’Osse­rva­tore Ro­mano”, stał się jed­nym z in­for­ma­to­rów przy­szłego Piusa XII. Na­le­żał do grona osób bli­skich wła­dzy, któ­rych to­wa­rzy­stwo ce­nili bę­dący na sta­no­wi­sku w Rzy­mie dy­plo­maci, aby im prze­ka­zy­wać praw­dziwe lub fał­szywe in­for­ma­cje. No­wego se­kre­ta­rza stanu cze­kało kilka de­li­kat­nych spraw. Pierw­szym po­wo­dem do nie­po­koju był fakt, że sto­sunki z re­żi­mem Mus­so­li­niego da­le­kie były od uło­żo­nych, tak jak obie­cy­wały trak­taty la­te­rań­skie. W cen­trum sporu znaj­do­wała się Ak­cja Ka­to­licka i inne ka­to­lic­kie or­ga­ni­za­cje, pod­da­wane cią­głym ata­kom i za­stra­sza­niu przez re­żim i jego po­plecz­ni­ków. W 1931 roku Pius XI za­mie­rzał od­po­wie­dzieć en­cy­kliką (Non ab­biamo bi­so­gno – Nie po­trze­bu­jemy), aby po­tę­pić to­ta­li­tarne rosz­cze­nia re­żimu do edu­ka­cji mło­dzieży. Jej pu­bli­ka­cja we Wło­szech miała jed­nak zo­stać za­blo­ko­wana przez służby spe­cjalne Duce.

Spel­l­man zna­lazł wtedy oka­zję do wy­ko­na­nia swo­jej pierw­szej „taj­nej mi­sji” dla Se­kre­ta­riatu Stanu. Pa­celli zle­cił mu do­star­cze­nie an­giel­skiego tłu­ma­cze­nia en­cy­kliki do biura As­so­cia­ted Press w Pa­ryżu. Spel­l­man był ob­ser­wo­wany w po­ciągu przez tajną po­li­cję, która nie od­wa­żyła się jed­nak go aresz­to­wać. Hi­sto­ria pa­pie­skiego wy­słan­nika zmu­szo­nego do po­ta­jem­nego prze­kro­cze­nia gra­nicy w celu opu­bli­ko­wa­nia en­cy­kliki tra­fiła na pierw­sze strony ga­zet na ca­łym świe­cie, zna­cząco pod­no­sząc pre­stiż Spel­l­mana. Mimo wszyst­kich agen­tów, któ­rzy zin­fil­tro­wali Wa­ty­kan, fa­szy­stow­skie służby wy­wia­dow­cze nie były w sta­nie prze­wi­dzieć tego na­głego ru­chu. Mus­so­lini są­dził, że jest in­for­mo­wany o każ­dym po­su­nię­ciu pa­pieża, był za­tem en­cy­kliką za­sko­czony i wście­kły na swoje służby. Pa­celli wkro­czył wtedy do ak­cji i ode­grał rolę pa­cy­fi­sty – wy­ne­go­cjo­wał z re­żi­mem mo­zolny kom­pro­mis, po­zwa­la­jący krę­gom mło­dzieży dys­kret­nie kon­ty­nu­ować swoją dzia­łal­ność. Obie strony były za­in­te­re­so­wane utrzy­ma­niem po­ro­zu­mień la­te­rań­skich.

Drugą prio­ry­te­tową sprawą były sto­sunki z so­wiecką Ro­sją. Re­wo­lu­cja bol­sze­wicka za­dała ro­syj­skiemu ka­to­li­cy­zmowi do­tkliwy cios. 23 stycz­nia 1918 roku de­kre­tem Rady Ko­mi­sa­rzy Lu­do­wych za­ka­zano na­ucza­nia re­li­gii, znie­siono sub­wen­cje dla świą­tyń i za­ka­zano przyj­mo­wa­nia dat­ków od wier­nych. Kilka mie­sięcy póź­niej ma­ją­tek ro­syj­skiej Cer­kwi zo­stał zna­cjo­na­li­zo­wany. Jed­nak po klę­sce Nie­miec w 1918 roku ko­mu­ni­styczna Ro­sja zna­la­zła się bez so­jusz­nika na Za­cho­dzie. Fran­cja i Wielka Bry­ta­nia wsparły dzia­ła­nia Bia­łych prze­ciwko re­żi­mowi ko­mu­ni­stycz­nemu, jak rów­nież wojnę Po­la­ków prze­ciw Ro­sji.

Do­świad­czona fer­men­tem re­wo­lu­cyj­nym oraz we­wnętrz­nymi i ze­wnętrz­nymi woj­nami Ro­sja pra­gnęła spo­koju. Le­nin wpro­wa­dził NEP (No­waja Eko­no­mi­cze­sjaka Po­li­tika – Nowa Po­li­tyka Eko­no­miczna), pod­pi­sał umowę han­dlową z Wielką Bry­ta­nią i wy­cią­gnął rękę na zgodę do Nie­miec i Wa­ty­kanu.

Obiek­tyw­nie rzecz uj­mu­jąc, pa­pież Be­ne­dykt XV miał w chro­nie­niu wiary ka­to­lic­kiej w Ro­sji in­te­res.

W marcu 1922 roku osią­gnięto po­ro­zu­mie­nie w spra­wie pa­pie­skiej mi­sji hu­ma­ni­tar­nej. W tym sa­mym roku trak­tat w Ra­pallo umoż­li­wił wzno­wie­nie sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych mię­dzy ZSRS a Re­pu­bliką We­imar­ską. Oba pań­stwa na­wią­zały tajną współ­pracę woj­skową, co z ko­lei za­nie­po­ko­iło Fran­cję. Uto­ro­wało to drogę do ne­go­cja­cji mię­dzy Mo­skwą a Rzy­mem. Od­były się one w Ber­li­nie, a ich or­ga­ni­za­cją kie­ro­wał Eu­ge­nio Pa­celli, tam­tej­szy nun­cjusz apo­stol­ski. Spo­tka­nia zmie­niły się jed­nak w za­bawę w głu­chy te­le­fon.

Sta­no­wiło to tym sa­mym przy­zwo­le­nie na prze­śla­do­wa­nia, jak przy­znał przy­szły pa­pież w li­ście z końca 1927 roku:

Złu­dze­niem by­łoby ży­wić na­dzieję na osią­gnię­cie po­ro­zu­mie­nia z obec­nym rzą­dem w Mo­skwie, któ­rego je­dy­nym ce­lem jest znisz­cze­nie w tym nie­szczę­snym i uci­ska­nym kraju wszel­kiej wiary. […] Cho­ciaż nikt nie może dziś prze­wi­dzieć, kiedy i jak upad­nie ten ohydny bol­sze­wicki re­żim13.

Roz­cza­ro­wany Pa­celli przy­jął więc po­stawę bar­dziej agre­sywną… ale trzeba było jesz­cze mieć do tego środki.

Wa­ty­ka­nowi bra­ko­wało źró­deł in­for­ma­cji o Ro­sji: bi­skupi byli wię­zieni lub prze­by­wali na ze­sła­niu, a księża po­zo­sta­wali pod ści­słym nad­zo­rem. Cen­zura pocz­towa unie­moż­li­wiała nor­malną ko­mu­ni­ka­cję z Rzy­mem. Wielu księży aresz­to­wa­nych przez wła­dze so­wiec­kie tra­fiło do wię­zie­nia na Wy­spach So­ło­wiec­kich. Tak na­prawdę był to klasz­tor za­ło­żony około 1420 roku, po­ło­żony na wy­spie na Mo­rzu Bia­łym. Więź­nio­wie pra­co­wali tam głów­nie przy wy­rę­bie drewna. Od po­czątku lat 20. XX wieku w wię­zie­niu tym prze­trzy­my­wano pierw­szych de­por­to­wa­nych księży – tak ka­to­lic­kich, jak i pra­wo­sław­nych. La­tem 1928 roku kilku więź­niów cu­dem ucie­kło pod­czas sztormu na tra­twie, uży­wa­jąc swo­ich płasz­czy jako ża­gli. Po czte­rech dniach na mo­rzu ura­to­wał ich i za­brał do An­glii nor­we­ski sta­tek. Wkrótce po­tem byli więź­nio­wie opu­bli­ko­wali książkę opi­su­jącą ich ge­hennę pod ty­tu­łem Wy­spa tor­tur i śmierci. W od­po­wie­dzi wła­dze so­wiec­kie na­tych­miast wy­słały na Wy­spy So­ło­wiec­kie ofi­cjal­nego pi­sa­rza re­żimu, Gor­kiego, aby na­pi­sał na te­mat tego „wzor­co­wego wię­zie­nia” po­chlebny re­por­taż14.

Dla­tego za prio­ry­tet uznano utwo­rze­nie taj­nej or­ga­ni­za­cji. Ko­nieczne było mia­no­wa­nie bi­sku­pów, aby za­pew­nić pra­wo­witą wła­dzę i struk­turę Ko­ścioła. W po­ło­wie XIX wieku, w okre­sie prze­śla­do­wań ka­to­li­cy­zmu przez ca­rów, żeby za­stą­pić uwię­zio­nych du­chow­nych, Wa­ty­kan wy­sy­łał do Ro­sji księży prze­bra­nych za ulicz­nych sprze­daw­ców. Dla­czego by tak nie zro­bić tego po­now­nie? Je­sie­nią 1925 roku, w okre­sie względ­nej od­wilży, Pius XI wy­słał fran­cu­skiego je­zu­itę Mi­chela d’Her­bi­gny do Związku So­wiec­kiego w po­dróż ba­daw­czą na za­pro­sze­nie ro­syj­skiego pra­wo­sław­nego pra­łata. We­dług jego re­la­cji z po­dróży15, sy­tu­acja była jesz­cze po­waż­niej­sza niż kto­kol­wiek mógłby przy­pusz­czać.

21 kwiet­nia 1926 roku w Mo­skwie, przed wscho­dem słońca, do bu­dynku nie­wiel­kiego Ko­ścioła Świę­tego Lu­dwika od Fran­cu­zów, ukry­tego w cie­niu Łu­bianki, sie­dziby [O]GPU ([Ob­je­di­nion­noje] Go­su­dar­stwien­noje Po­li­ti­cze­skoje Upraw­le­nije – [Zjed­no­czony] Pań­stwowy Za­rząd Po­li­tyczny) wśli­zgnęli się ja­cyś nie­zna­jomi. Wśród nich był wy­soki męż­czy­zna, który zgro­ma­dzo­nym przed­sta­wił się jako d’Her­bi­gny. Był on taj­nym wy­słan­ni­kiem pa­pieża Piusa XI, który po­wró­cił, aby usta­no­wić se­kretną hie­rar­chię Ko­ścioła ka­to­lic­kiego w Ro­sji. Tuż przed wy­jaz­dem otrzy­mał sa­krę bi­sku­pią od Pa­cel­lego, aby mógł mia­no­wać ko­lej­nych bi­sku­pów. Na miej­scu nie było jed­nak tłumu kan­dy­da­tów.

Jed­nym z nich był oj­ciec Pie Eu­gène Ne­veu, na sta­no­wi­sku w Za­głę­biu Do­niec­kim, który słu­żył w Ro­sji od 1907 roku jako ka­pe­lan wspól­noty fran­cu­skich i bel­gij­skich in­ży­nie­rów gór­ni­czych. Po­mimo re­wo­lu­cji z 1917 roku, która po­zbyła się in­ży­nie­rów, po­zo­stał tam, by z od­wagą i prze­bie­gło­ścią sta­wiać czoła po­li­cyj­nym prze­śla­do­wa­niom – od­po­wia­dał za­tem pro­fi­lowi nie­jaw­nego bi­skupa. Po­pro­szono więc am­ba­sa­dora fran­cu­skiego o we­zwa­nie pod ja­kimś pre­tek­stem Ne­veu do Mo­skwy. Le­d­wie do­tarł do Ko­ścioła Świę­tego Lu­dwika od Fran­cu­zów, a Ne­veu już do­wie­dział się, że ma zo­stać pierw­szym nie­jaw­nym bi­sku­pem i zo­sta­nie na­tych­miast wy­świę­cony. D’Her­bi­gny oba­wiał się jed­nak jego wy­da­le­nia, gdyby jego dzia­łal­ność zo­stała wy­kryta.

Mimo tego udał się wraz z Ne­veu do Char­kowa, a póź­niej już sam do Ode­ssy, Ki­jowa i Le­nin­gradu, gdzie bez pro­ble­mów udzie­lił sa­kry czte­rem bi­sku­pom. Nie­stety, na­wet w tam­tych he­ro­icz­nych cza­sach tajne ope­ra­cje były dzia­łal­no­ścią wy­ma­ga­jącą pod­sta­wo­wego prze­szko­le­nia i so­lid­nej dozy sza­leń­stwa. Naj­wy­raź­niej jed­nego i dru­giego mu bra­ko­wało. Od mo­mentu jego przy­by­cia do Mo­skwy GPU miało go na ce­low­niku, nad­zo­ro­wało i po­zwa­lało mu swo­bod­nie dzia­łać po to tylko, aby wy­kryć całą siatkę. Po jego wy­jeź­dzie po­li­cja za­częła nie­jaw­nych bi­sku­pów wy­ła­py­wać. Na wol­no­ści po­zo­stał tylko bi­skup Ne­veu, naj­wi­docz­niej­szy i naj­le­piej – dzięki swemu fran­cu­skiemu oby­wa­tel­stwu – chro­niony. Mógł on je­dy­nie przez am­ba­sadę fran­cu­ską po­in­for­mo­wać ojca d’Her­bi­gny o ka­ta­stro­fie. Nie wy­cią­ga­jąc żad­nych wnio­sków z tej po­rażki, Wa­ty­kan wy­słał go w trze­cią po­dróż – rów­nie ści­śle nad­zo­ro­waną i tak samo da­remną.

W 1933 roku Fri­son, ostatni ka­to­licki bi­skup w ZSRS, prze­by­wa­jąc już w aresz­cie do­mo­wym, zo­stał oskar­żony o de­mo­ra­li­za­cję nie­let­nich. Oskar­że­nia o nie­mo­ral­ność były wów­czas ulu­bioną tak­tyką GPU. Po chwili re­flek­sji mon­si­gnore Fri­son był osta­tecz­nie są­dzony pod za­rzu­tem szpie­go­stwa na rzecz Nie­miec. Oj­ciec Braun do­no­sił, że zo­stał stra­cony w czerwcu 1937 roku. W la­tach 1917–1939 aresz­to­wano pra­wie ty­siąc ka­to­lic­kich księży miesz­ka­ją­cych na te­ry­to­rium Ro­sji. Więk­szość z nich zmarła w wię­zie­niach, obo­zach kon­cen­tra­cyj­nych lub przy pra­cach przy­mu­so­wych. Wszyst­kie in­sty­tu­cje re­li­gijne zo­stały za­mknięte. Pu­bli­ka­cje o cha­rak­te­rze re­li­gij­nym zo­stały za­ka­zane.

Sam fakt, że udało mu się ze­brać in­for­ma­cje w te­re­nie, na­wią­zać kon­takty i po­wró­cić ży­wym, przy­nio­sło d’Her­bi­gny’emu znaczne uzna­nie Se­kre­ta­riatu Stanu. W 1930 roku zo­stał mia­no­wany prze­wod­ni­czą­cym ko­mi­sji do spraw Ro­sji, zwa­nej Pro Rus­sia, i za­jął sta­no­wi­sko pre­fekta kon­gre­ga­cji. Jed­nak awans ten przy­spo­rzył mu rów­nież w Ku­rii po­tęż­nych nie­przy­ja­ciół.

GPU wy­słało do Pa­ryża i Rzymu swo­ich szpie­gów. Po­dej­rze­wano ich o in­fil­tra­cję ko­mi­sji Pro Rus­sia. 28 marca 1930 roku Ne­veu na­pi­sał: „W Mo­skwie mówi się, że nasi de­tek­tywi pró­bo­wali prze­jąć ar­chiwa ko­mi­sji na rzecz Ro­sji”. „La Croix” z 28 kwiet­nia utrzy­my­wał jed­nak, że po­gło­ska ta jest bez­pod­stawna. W Rzy­mie wo­kół d’Her­bi­gny’ego byli szpie­dzy. W li­sto­pa­dzie 1932 roku w Wa­ty­ka­nie wy­bu­chła afera Ale­xan­dre’a Deub­nera. Był on sy­nem ka­to­lic­kiego mę­czen­nika, księ­dza Je­ana Deub­nera16, w la­tach 1923–1932 wię­zio­nego, a na­stęp­nie w 1936 roku za­mor­do­wa­nego. Jego sio­stra wy­szła za mąż za syna Klary Ze­tkin, jed­nej z czo­ło­wych po­staci re­wo­lu­cji bol­sze­wic­kiej. Uro­dzony w 1899 roku Alek­san­der otrzy­mał u asump­cjo­ni­stów wy­kształ­ce­nie du­chowne i w 1926 roku przy­jął świę­ce­nia ka­płań­skie. Po­wie­rzono mu po­sługę dusz­pa­ster­ską wśród ro­syj­skich ka­to­li­ków w Ni­cei i Can­nes. Z uwagi na nie­sta­bilny tem­pe­ra­ment, po­cząt­kowo przy­łą­czył się do Ko­ścioła pra­wo­sław­nego, na­stęp­nie wy­ra­ził skru­chę i jako pen­ni­tent sta­wił się w Rzy­mie. D’Her­bi­gny zle­cił mu pracę tłu­ma­cza. Deub­ner zo­stał szybko oskar­żony o agen­turę na rzecz GPU i o za­bra­nie do­ku­men­tów mo­gą­cych po­słu­żyć do aresz­to­wa­nia księży w ZSRS. W Pol­sce sprawę wy­ol­brzy­miono, aby d’Her­bi­gny’ego zdys­kre­dy­to­wać. Oj­ciec Le­dó­chow­ski, wszech­władny ge­ne­rał je­zu­itów, ży­wił co­raz więk­szą nie­chęć do tego księ­dza, który w ad­mi­ni­stra­cji je­zu­ic­kiej spy­chał go w cień i miał do­stęp do ucha sa­mego pa­pieża.

So­wiec­kie służby wy­wia­dow­cze przy­go­to­wały – lub wy­ko­rzy­stały – prze­ciwko niemu „sprawę z ko­bietą”, która miała do­pro­wa­dzić do jego upadku. Le­dó­chow­ski wy­ko­rzy­stał tę oka­zję i do­pro­wa­dził do jego usu­nię­cia do klasz­toru, nie da­jąc mu re­al­nej moż­li­wo­ści obrony przed pa­pie­żem17. Czy dał się zwieść so­wiec­kiej dez­in­for­ma­cji, czy też wy­ko­rzy­stał skan­dal, by usu­nąć d’Her­bi­gny’ego, któ­rego uznał za zbyt nie­roz­waż­nego w sto­sunku do pia­sto­wa­nego sta­no­wi­ska? Tak czy ina­czej, Le­dó­chow­ski po­ru­szył rów­nież in­nymi pion­kami, ta­kimi jak oj­ciec Jo­seph Le­dit, który to­wa­rzy­szył d’Her­bi­gny’emu w dro­dze do ZSRS. Wy­ko­rzy­sty­wał też po­ten­cjalne so­ju­sze spoza struk­tur Ko­ścioła.

Przy­kła­dowo, ist­niało EIA (En­tente In­ter­na­tio­nale An­ti­com­mu­ni­ste – Mię­dzy­na­ro­dowe Po­ro­zu­mie­nie An­ty­ko­mu­ni­styczne), ro­dzaj anty-III Mię­dzy­na­ro­dówki, za­ło­żone przez pro­te­stanc­kiego praw­nika z Ge­newy, Théo­dore’a Au­berta, i ro­syj­skiego ze­słańca, na­czel­nego le­ka­rza woj­sko­wego Geo­r­ges’a Lo­dy­gen­skiego. W la­tach 20. i 30. Au­bert wy­róż­nił się w „spra­wie Con­ra­diego”, w któ­rej do­pro­wa­dził do unie­win­nie­nia mor­dercy ra­dziec­kiego de­le­gata na kon­fe­ren­cji w Lo­zan­nie w maju 1923 roku (co do­pro­wa­dziło do po­waż­nego in­cy­dentu dy­plo­ma­tycz­nego z Mo­skwą). Opro­mie­niony swoim zwy­cię­stwem, Au­bert stwo­rzył w Pa­ryżu or­ga­ni­za­cję mię­dzy­na­ro­dową ma­jącą na celu zjed­no­cze­nie wszyst­kich „eu­ro­pej­skich pa­trio­tów” w walce z Ko­min­ter­nem (Kom­mu­ni­sti­czje­skij In­ter­na­cio­nał – Mię­dzy­na­ro­dówka Ko­mu­ni­styczna). Za­ko­rze­nione na po­czątku w pro­te­stan­ty­zmie, EIA stop­niowo zbli­żało się co­raz bar­dziej do ka­to­li­cy­zmu.

Pod ko­niec 1929 roku Sto­lica Apo­stol­ska za­ostrzyła swoje sta­no­wi­sko wo­bec ZSRS. Droga do zbli­że­nia z Ku­rią po­zo­sta­wała wciąż jed­nak otwarta. Za­cho­wu­jąc ostroż­ność, Wa­ty­kan nie prze­ka­zy­wał ni­czego bez­po­śred­nio i pre­fe­ro­wał ko­rzy­sta­nie ze świec­kich po­śred­ni­ków. Związ­kowe skrzy­dło EIA, a mia­no­wi­cie MTCR (Mo­uve­ment des Tra­va­il­leurs Chrétiens Rus­ses – Ro­syj­ski Chrze­ści­jań­ski Ruch Ro­bot­ni­czy), za­pro­po­no­wało wy­sy­ła­nie przez gra­nicę fiń­ską pa­czek do ZSRS, z wy­ko­rzy­sta­niem po­śred­nic­twa za­przy­jaź­nio­nych ma­ry­na­rzy.

Po­cząw­szy od 1933 roku EIA i jego ko­re­spon­denci utwo­rzyli nie­for­malną, in­spi­ro­waną re­li­gią ko­mi­sję Pro Deo, któ­rej prze­wo­dził Ro­sja­nin Geo­r­ges Lo­dy­gen­sky. Ko­mi­sja ta, skła­da­jąca się po równo z osób świec­kich i du­chow­nych trzech wy­znań chrze­ści­jań­skich – ka­to­lic­kiego, pro­te­stanc­kiego i pra­wo­sław­nego – opra­co­wała pro­gram po­mocy wier­nym w Ro­sji (prze­sy­ła­nie ikon i tek­stów, za po­śred­nic­twem ra­dia) oraz za­fun­do­wała so­bie am­ba­sa­do­rów. Roz­po­częła rów­nież nie­ofi­cjalną współ­pracę z je­zu­itami, bę­dą­cymi z ko­mu­ni­zmem na se­kret­nej sto­pie wo­jen­nej.

Le­dó­chow­ski wi­dział w Lo­dy­gen­skim bar­dziej po­moc­nika niż peł­no­praw­nego part­nera. W 1936 roku As­so­cia­ted Press ogło­siła, że Wa­ty­kan two­rzy mię­dzy­na­ro­dową or­ga­ni­za­cję zrze­sza­jącą ka­to­li­ków i pro­te­stan­tów, opartą na ist­nie­ją­cych w po­szcze­gól­nych pań­stwach ko­mi­te­tach Pro Deo. Wy­wo­łało to wście­kłość Se­kre­ta­riatu Stanu, który po­czuł się zmu­szony do wy­da­nia de­menti, wy­ja­śnia­jąc, że Pro Deo jest or­ga­ni­za­cją świecką dzia­ła­jącą z wła­snej ini­cja­tywy. Mo­sty zo­stały wów­czas ofi­cjal­nie spa­lone… ale je­zu­ici zdo­łali już za­bez­pie­czyć dla tego ru­chu naj­przy­dat­niej­sze kon­takty18.

Po afe­rze d’Her­bi­gny’ego spra­wu­jący już wła­dzę ab­so­lutną Sta­lin uznał Ko­ściół za nie­bez­pieczny i na­dal uważ­nie kon­tro­lo­wał sy­tu­ację. W la­tach 30. i 40. XX wieku ro­syj­skie służby wy­wia­dow­cze po­strze­gały pa­pie­stwo jako cen­trum do­wo­dze­nia mię­dzy­na­ro­do­wej siatki szpie­gow­skiej, któ­rej ce­lem jest kon­tro­wa­nie dzia­łań Mię­dzy­na­ro­dówki Ko­mu­ni­stycz­nej.

W la­tach 30. XX wieku trze­cim istot­nym pro­ble­mem dla Se­kre­ta­riatu były Niemcy i sta­wiany w re­la­cjach z nimi cel w po­staci na­ro­do­wego kon­kor­datu. Znany ze swo­ich nie­miec­kich sym­pa­tii Pa­celli wy­da­wał się wła­ści­wym czło­wie­kiem do tego za­da­nia, ze względu na po­wią­za­nia, ja­kie na­wią­zał z eli­tami tego kraju, a zwłasz­cza z przy­wód­cami par­tii ka­to­lic­kiej. Po ob­ję­ciu wła­dzy w stycz­niu 1933 roku Hi­tler po­le­cił swo­jemu wi­ce­kanc­le­rzowi von Pa­pe­nowi roz­po­czę­cie roz­mów z li­de­rem Chrze­ści­jań­skiej Par­tii Cen­trum, ar­cy­bi­sku­pem Ka­asem, w celu wy­ne­go­cjo­wa­nia wa­run­ków kon­kor­datu. Na tym eta­pie Hi­tler po­trze­bo­wał pa­pieża do le­gi­ty­mi­za­cji swo­jego re­żimu, tak jak przed nim Mus­so­lini… Pa­pież i jego se­kre­tarz stanu, za­śle­pieni an­ty­mark­si­stow­ską pro­pa­gandą Füh­rera, wpa­dli w jego pu­łapkę i za­ak­cep­to­wali za­sadę „od­po­li­tycz­nie­nia” nie­miec­kiego du­cho­wień­stwa w za­mian za kon­kor­dat, który tym bar­dziej miał się oka­zać hojny, im mniej miał być prze­strze­gany. Praw­do­po­dob­nie na­dal obaj wie­rzyli, że kon­ser­wa­ty­ści będą w sta­nie utrzy­mać Hi­tlera w ry­zach, aby stop­niowo nor­ma­li­zo­wać re­żim, skoro nie skon­so­li­do­wał on jesz­cze w pełni swej wła­dzy. Sprawa zo­stała szybko za­ła­twiona, a 20 lipca 1933 roku miała miej­sce ce­re­mo­nia pod­pi­sa­nia trak­tatu. Cen­trum i Ba­war­ska Par­tia Ka­to­licka na­tych­miast ule­gły sa­mo­roz­wią­za­niu. Nie­miec­kich ka­to­li­ków za­pew­niono o zgod­no­ści ich wiary z na­ro­do­wym so­cja­li­zmem. Wraz z uci­sze­niem du­cho­wień­stwa Hi­tler miał w tej kwe­stii wolną rękę. Pod­czas „nocy dłu­gich noży” w czerwcu 1934 roku przy­wódcy ka­to­liccy zo­stali wy­mor­do­wani. Praw­dziwa kam­pa­nia prze­śla­do­wań miała być skie­ro­wana prze­ciwko dy­gni­ta­rzom Ko­ścioła i ka­to­lic­kim or­ga­ni­za­cjom.

Mimo ra­ty­fi­ka­cji kon­kor­datu we wrze­śniu 1933 roku, nie osła­bła kry­tyka ze strony nie­za­leż­nych pra­ła­tów. Ar­cy­bi­skup Mo­na­chium, kar­dy­nał von Faul­ha­ber, wy­gło­sił se­rię ka­zań an­ty­hi­tle­row­skich. Był uwa­żany przez sztab Him­m­lera za „du­cho­wego przy­wódcę ka­to­lic­kiego oporu wo­bec na­ro­do­wo­so­cja­li­stycz­nego pań­stwa”. Kar­dy­nał zo­stał po­tę­piony przez or­gan par­tii na­ro­do­wo­so­cja­li­stycz­nej „Völ­ki­scher Be­obach­ter” jako przy­wódca „ośrodka roz­pu­sty i ko­rup­cji”19. Nie mógł też li­czyć na jed­no­gło­śne po­par­cie. W okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym w Ku­rii pa­no­szyły się bar­dzo zróż­ni­co­wane nurty. Na dru­gim po­li­tycz­nym bie­gu­nie Au­striak Alois Hu­dal, rek­tor ko­ścioła nie­miec­kiego Santa Ma­ria dell’Anima w Rzy­mie, był bli­ski ideom na­zi­stow­skim, które uwa­żał za zgodne z na­uką Ko­ścioła. W 1936 roku opu­bli­ko­wał książkę Pod­stawy na­ro­do­wego so­cja­li­zmu, która wy­wo­łała w Ku­rii skan­dal.

Na po­czątku 1937 roku pa­pież pra­gnął za­jąć zde­cy­do­wane sta­no­wi­sko prze­ciwko bru­tal­nym dzia­ła­niom skie­ro­wa­nym ku or­ga­ni­za­cjom ka­to­lic­kim i kam­pa­niom pra­so­wym prze­ciw Sto­licy Apo­stol­skiej. Na­pię­cia mię­dzy Ber­li­nem a Rzy­mem były tak duże, że pa­pież mógł stra­cić twarz. W stycz­niu w Rzy­mie zor­ga­ni­zo­wano tajną kon­fe­ren­cję, na któ­rej spo­tkali się wy­soko po­sta­wieni pra­łaci z Nie­miec.

Po­mimo po­gar­sza­ją­cego się stanu zdro­wia Pius XI był zde­ter­mi­no­wany i po­sta­no­wił po­ta­jem­nie na­pi­sać en­cy­klikę prze­ciwko na­zi­zmowi. Je­dy­nym jego współ­pra­cow­ni­kiem, który pra­co­wał z nim nad tym do­ku­men­tem, był Pa­celli. En­cy­klika Mit Bren­nen­der Sorge (Z pa­lącą tro­ską), da­to­wana na 14 marca, zo­stała po­ta­jem­nie wy­dru­ko­wana i ro­ze­słana za po­mocą ku­rie­rów prze­miesz­cza­ją­cych się poza dro­gami pu­blicz­nymi w celu omi­nię­cia po­li­cyj­nych po­ste­run­ków kon­tro­l­nych, aby bez­po­śred­nio do­star­czyć go 26 nie­miec­kim bi­sku­pom. Aby unik­nąć wszel­kiej cen­zury, tekst miał być od­czy­tany w ca­łych Niem­czech pod­czas na­bo­żeń­stwa 22 marca. Ton wy­po­wie­dzi był dość umiar­ko­wany, ale jego treść sta­no­wiła bar­dzo zde­cy­do­wane po­tę­pie­nie na­ru­szeń kon­kor­datu i wska­zy­wała na nie­zgod­ność ide­olo­gii na­ro­do­wego so­cja­li­zmu z ka­to­lic­kimi war­to­ściami.

Ak­cja spo­wo­do­wała ogromne za­sko­cze­nie i wście­kłość re­żimu! Ge­stapo na­tych­miast skon­fi­sko­wało wszyst­kie eg­zem­pla­rze en­cy­kliki. Hi­tler w prze­mó­wie­niu pierw­szo­ma­jo­wym oświad­czył, że nie bę­dzie to­le­ro­wał żad­nego kwe­stio­no­wa­nia swo­jej wła­dzy. Go­eb­bels na­ka­zał druk pro­pa­gan­do­wej bro­szury po­tę­pia­ją­cej fi­nan­sowe i sek­su­alne skan­dale Wa­ty­kanu. Prze­kaz był ja­sny – na­le­żało pod­wa­żyć wi­ze­ru­nek Ko­ścioła. Już w 1935 roku wsz­częto kilka pro­ce­sów i kam­pa­nii pra­so­wych prze­ciwko za­ko­nom oskar­żo­nym o prze­stęp­stwa fi­nan­sowe; in­we­sto­wały one w końcu swoje ak­tywa w ob­li­ga­cje rządu Sta­nów Zjed­no­czo­nych, co sta­no­wiło na­ru­sze­nie za­kazu wy­wozu ka­pi­tału. W maju pro­ces sióstr od Świę­tego Win­cen­tego à Paulo w Ko­lo­nii tra­fił na pierw­sze strony ga­zet – ujaw­niono, że za­kon­nice rze­komo prze­my­cały z kraju pliki bank­no­tów, ukryte pod swymi ha­bi­tami.

Pro­cesy tego ro­dzaju koń­czyły się wy­so­kimi grzyw­nami, a na­wet wy­ro­kiem pracy przy­mu­so­wej dla sio­stry Wer­nery, se­kre­tarki pro­win­cji za­konu. Na­stęp­nego roku wy­bu­chła jesz­cze bar­dziej że­nu­jąca kam­pa­nia pra­sowa wo­kół pro­cesu w Ko­blen­cji, w któ­rym 276 fran­cisz­ka­nów zo­stało oskar­żo­nych o „skan­da­licz­nie nie­mo­ralne po­stę­po­wa­nia”. Styg­ma­ty­zo­wano ho­mo­sek­su­alizm za­kon­ni­ków, oskar­ża­jąc ich o akty pe­do­fi­lii wo­bec po­wie­rzo­nych ich opiece dzieci. Pro­ces od­był się rów­nie szybko, jak te, które to­czyły się w tym sa­mym cza­sie w Mo­skwie. Wy­daje się, że po­łą­czono w tej spra­wie kilka osob­nych zda­rzeń.

W 1937 roku po­wró­cono do po­stę­po­wań pro­ce­so­wych. W Niem­czech aresz­to­wano 1,1 tys. księży, z któ­rych 304 de­por­to­wano do Da­chau. W oczach na­zi­stów sprawa Ko­ścioła ka­to­lic­kiego nie była już je­dy­nie kwe­stią bez­pie­czeń­stwa we­wnętrz­nego, ale stała się aferą mię­dzy­na­ro­dową, którą na­le­żało ści­śle kon­tro­lo­wać. Nie­miec­kie służby wy­wia­dow­cze, po­dob­nie jak ich ro­syj­skie od­po­wied­niki, były prze­ko­nane, że pa­pież stoi na czele roz­le­głej siatki wy­wia­dow­czej roz­cią­gnię­tej na cały świat. Po­strze­gały one Ko­ściół jako ogromną tajną or­ga­ni­za­cję, w któ­rej każdy przed­sta­wi­ciel od­gry­wał swoją par­tię w or­kie­strze dy­ry­go­wa­nej przez Wa­ty­kan. Za naj­nie­bez­piecz­niej­sze uwa­żano za­kony, zwłasz­cza je­zu­itów.

19 marca, kilka dni po Mit Bren­nen­der Sorge, Pius XI pod­pi­sał nową en­cy­klikę Di­vini Re­demp­to­ris (Bo­ski Od­ku­pi­ciel), tym ra­zem po­tę­pia­jąc ate­istyczny ko­mu­nizm. Miał to być spo­sób na tym­cza­sowe zrów­no­wa­że­nie szali po­przez od­rzu­ce­nie za jed­nym za­ma­chem obu to­ta­li­ta­ry­zmów.

W na­stęp­nym roku nad­cią­gnęły ciemne chmury. W 1938 roku Au­stria zna­la­zła się pod oku­pa­cją nie­miecką; w li­sto­pa­dzie „noc krysz­ta­łowa” dała nie­miec­kiej lud­no­ści ży­dow­skiej od­czuć grozę an­ty­se­mic­kiej hi­ste­rii (spa­lono 119 sy­na­gog, zgi­nęła po­nad setka osób, a 20 tys. de­por­to­wano). Pius XI odło­żył wów­czas na bok wszel­kie dy­plo­ma­tyczne względy i otwar­cie po­tę­pił an­ty­se­micką po­li­tykę na­zi­stów. Na po­czątku 1939 roku współ­pra­co­wał z pew­nym ame­ry­kań­skim je­zu­itą nad nową en­cy­kliką. Wieść o niej do­tarła do nie­miec­kiego du­cho­wień­stwa. Na­zi­stow­skie służby spe­cjalne miały jed­nak czas na zwer­bo­wa­nie wśród miej­sco­wego kleru in­for­ma­to­rów.

Ze wszyst­kich stron kon­fliktu II wojny świa­to­wej na­zi­stow­skie Niemcy nie­wąt­pli­wie miały naj­wię­cej kon­ku­ru­ją­cych ze sobą służb wy­wia­dow­czych – można je było zna­leźć w Mi­ni­ster­stwie Lot­nic­twa, Ma­ry­narce Wo­jen­nej, Mi­ni­ster­stwie Spraw Za­gra­nicz­nych… i oczy­wi­ście w We­hr­mach­cie i SS (Schutz­staf­fel – Szta­fety Ochronne [NSDAP]). Dzia­łal­ność an­ty­wa­ty­kań­ska nie była przez to bar­dziej sko­or­dy­no­wana niż prze­ciwko in­nym. Niech względy Füh­rera po­zy­ska naj­lep­szy!

Już w 1933 roku SD utwo­rzyła nie­wielką jed­nostkę szpie­gow­ską do zwal­cza­nia re­li­gii, prze­nie­sioną w 1934 roku do Ber­lina i prze­jętą przez Al­berta Har­tla, usu­nię­tego ze stanu du­chow­nego by­łego księ­dza, który nie miał opo­rów przed do­no­sze­niem na swo­ich prze­ło­żo­nych. Z każdą nową no­mi­na­cją bi­skupa lub kar­dy­nała jego ze­spół zbie­rał wy­ma­gane przez mi­ni­ster­stwo lub par­tię in­for­ma­cje. Naj­cen­niej­szym na­byt­kiem był Jo­seph Roth, rów­nież usu­nięty ze stanu du­chow­nego były ksiądz, ocie­ra­jący się o Hi­tlera jesz­cze przed jego doj­ściem do wła­dzy.

Ze­spół Har­tla re­kru­to­wał agen­tów spo­śród du­cho­wień­stwa, wy­ko­rzy­stu­jąc sła­bo­ści nie­któ­rych księży po­dat­nych na szan­taż lub po pro­stu za­stra­sza­nych za­wo­alo­waną groźbą re­pre­sji. We­dług Har­tla, ar­cy­bi­skup Fry­burga Kon­rad Gröber współ­pra­co­wał z SS, oba­wia­jąc się ujaw­nie­nia jego związku z ży­dow­ską ko­chanką.

Zgod­nie z po­wo­jen­nymi prze­słu­cha­niami Har­tla, jego de­par­ta­ment zwer­bo­wał we wszyst­kich die­ce­zjach od 20 do 30 in­for­ma­to­rów, co w skali Nie­miec nie jest liczbą po­wa­la­jącą. Co wię­cej, je­śli opie­rać się na upo­mnie­niach wy­sy­ła­nych przez prze­ło­żo­nych, agenci ci do­star­czyli nie­wiele istot­nych in­for­ma­cji – mal­tre­to­wani księża pró­bo­wali przede wszyst­kim wy­plą­tać się z kło­po­tów, prze­ka­zu­jąc try­wialne in­for­ma­cje okra­szone gar­ścią po­gło­sek20.

Dla Har­tla o wiele cen­niej­sze było po­zy­ska­nie w nun­cja­tu­rze w Ber­li­nie in­for­ma­tora, który otrzy­my­wał wszyst­kie ra­porty od nie­miec­kich bi­sku­pów – był nim praw­do­po­dob­nie oj­ciec We­rhun, do­radca nun­cju­sza Or­se­nigo. Hartl w końcu za­rzu­cił sieć na uni­wer­sy­tety ka­to­lic­kie. Zwer­bo­wał przede wszyst­kim pro­fe­sora z Wy­działu Teo­lo­gicz­nego w Pa­der­born, księ­dza Jo­sefa Mey­era, który zgo­dził się na­pi­sać pracę do­wo­dzącą tezy, że eu­ta­na­zja nie­peł­no­spraw­nych nie jest sprzeczna z my­ślą teo­lo­giczną (!).

Aby uzu­peł­nić swoje do­chody, jed­no­cze­śnie od­da­jąc się po­ży­tecz­nej służ­bie, Hartl pu­bli­ko­wał pod pseu­do­ni­mem dzieła o gwał­tow­nie an­ty­ka­to­lic­kiej wy­mo­wie, które zy­skały pewne uzna­nie.

Jego gwiazda nie świe­ciła jed­nak długo. W 1939 roku jego służba, SD, zo­stała po­łą­czona z Ge­stapo, na któ­rego czele sta­nął He­in­rich Mül­ler, do­wo­dzący już wła­sną ko­mórką do mo­ni­to­ro­wa­nia du­chow­nych, kie­ro­waną przez SS