Tajemnica Jacoba - Beata Andrzejczuk - ebook + książka

Tajemnica Jacoba ebook

Beata Andrzejczuk

4,8

Opis

Dalsze losy ulubionych bohaterów polskich nastolatek: Natalii i Maksyma!

Natalia skończyła właśnie trzeci rok studiów, Maksym rozpoczął pracę. W ich życiu pojawia się mający wiele sekretów Jacob. Czy Natce uda się odkryć je wszystkie? Czy tajemniczy chłopak zmieni coś w ich związku? Czy wielka miłość przetrwa? Kim jest Emily i Emma? Jaką rolę odegra w całej historii ogrodowy krzew – „wędrująca” hortensja? Wciąż mylne tropy, wielkie wzruszenia, porywy

i tęsknoty serca.

Powieść o wielkiej miłości i pokonywaniu przeszkód pełna zaskakujących zwrotów akcji!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 320

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Rozdział pierwszy

bjęła go i mocno przytuliła. Potrzebowała jego bliskości. Odkąd Maksym rozpoczął pracę, Natalia rzadko go widywała. Jego ojciec, Piotr Górski, biznesmen mieszkający w Stanach i zarządzający dużym przedsiębiorstwem, otworzył we Wrocławiu filię i powierzył synowi jej prowadzenie. Liczył na rozwój i być może otwarcie kolejnych. Firma zajmowała się kwestiami związanymi z matematyką i informatyką. Natalia na tych dziedzinach akurat się zupełnie nie znała. Niedawno skończyła studia licencjackie na AWF-ie, ale przed nią były kolejne dwa lata nauki i obrona pracy magisterskiej. Teraz rozpoczęła jednak wakacje.

– Musisz tak dużo pracować? – spytała, czule zaglądając mężowi w oczy. – Czuję się osamotniona.

– Przecież rozmawialiśmy o tym – odparł. – Wyjaśniłem ci, jak to będzie na początku wyglądało – dodał. – Zgodziłaś się.

– Wiem, wiem, ale i tak jest mi smutno. – Przytuliła się do niego mocno. – Może wybiorę się gdzieś? – myślała głośno. – Nie bardzo wiem, co mam z sobą?

– Sądzę, że to bardzo dobry pomysł. – Gładził ją po włosach. – Możesz gdzieś pójść z Zuzą, Blanką. A może odwiedzicie waszą przyjaciółkę Monikę? – zaproponował.

– Siostra wiecznie się szwenda z Witoszem. No chyba że jest akurat na niego wściekła, ale wtedy lepiej do niej bez noża nie podchodź. – Jej twarz rozweseliła się na chwilę. – Monika po pracy jest już zmęczona. Blanka albo jest z Marcelem, albo siedzi przy kompie i wysyła CV. Mają też skoczyć na kilka dni nad morze.

– Nie będzie robić magisterskich? – zdziwił się.

– Jeśli nawet, to zaocznie – wyjaśniła. – Musi pracować. Nie stać jej na dzienne.

– No tak – odparł ze zrozumieniem. – Natalia... – westchnął głęboko i zmilkł.

– Słucham? – Podniosła na niego zaciekawiony wzrok.

Nie wiedział, jak ma jej o tym powiedzieć. Zbyt długo zwlekał, a teraz musiał postawić ją przed faktem dokonanym. Podjął decyzję za nich dwojga już jakiś czas temu i nie czuł się z tym dobrze. Nie potrafił odmówić ojcu. Wyraził zgodę spontanicznie. A przecież do tej pory wszystkie decyzje podejmowali razem. To dlatego ociągał się z wyjawieniem jej prawdy. Bał się, że będzie jej przykro. Kochał ją bezgranicznie, od lat wciąż tak samo mocno, a może i z każdym dniem głębiej i silniej. Miał pełną świadomość, że gdyby powiedział jej o prośbie ojca, na pewno zgodziłaby się i byłoby to ich wspólne postanowienie.

– Muszę ci coś powiedzieć – odezwał się, nie spuszczając z niej wzroku.

– Co takiego? – Popatrzyła na niego z niepokojem w oczach.

– Obiecałam coś ojcu – powiedział poważnie.

– Ale co? – Jej niebieskie oczy zrobiły się większe niż zazwyczaj.

– Wiem, że powinienem ciebie najpierw zapytać o zdanie, ale wyraziłem zgodę zupełnie automatycznie. – Wziął jej twarz w swoje dłonie. – Przepraszam, kochanie.

– No, dobrze już – odparła – ale powiedz w końcu, o co chodzi.

– Będziemy mieli gościa – wyjaśnił.

– Nie widzę w tym żadnego problemu. – Wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się.

– Na dłużej – dodał i przyglądał się jej reakcji.

Patrzył na tę kruchą istotę, którą pragnął się opiekować przez całe życie i chronić ją.

– Na dłużej? – spytała. – To znaczy na ile?

– Myślę, że na jakieś dwa miesiące – odpowiedział, wciąż nie spuszczając z niej wzroku. – I on przylatuje już jutro.

Natalia była zaskoczona tym, co przed chwilą usłyszała. Nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby zaprosił gościa na kilka dni bez ustalania tego z nią. Nie potrafiła jednak zrozumieć, jak jej mąż mógł zaprosić kogoś na dwa miesiące i nawet nie zapytać jej o zdanie.

Maksym dostrzegł zdenerwowanie Natalii, choć chciała je ukryć. Znał każdy jej grymas. Próbowała się opanować, ale kąciki jej ust drżały.

– Kto to jest? – zapytała chłodno.

– Syn przyjaciela mojego ojca, Jacob – wyjaśnił. – Usiądź, porozmawiamy.

Odepchnęła go od siebie lekko i ruszyła w kierunku kanapy. Osunęła się na nią. Podążył za nią. Usiadł na wprost niej. Chciał ją chwycić za rękę, ale wycofała swoją dłoń. Był zły na siebie. Jak mógł zrobić jej coś takiego?

– Zamieniam się w słuch – powiedziała lodowatym tonem.

– Sam niewiele wiem – wyznał. – Gdy przebywałem w Stanach, to czasem się spotykaliśmy z Jacobem. Nasi ojcowie się przyjaźnią. W sumie spoko gość. Wtedy jeszcze się uczył. Miał dziewczynę o imieniu Emma. Z tego, co powiedział mi ojciec, Jacob przerwał naukę i nie jest już z Emmą. Podobno ma problemy – opowiadał. – Rodzice zdecydowali, że najlepiej dla niego by było, aby na jakiś czas opuścił Stany i oderwał się od wszystkiego. Ojciec więcej nie chciał powiedzieć. Stwierdził, że powinien nas wtajemniczyć w szczegóły sam Jacob, ale byśmy mu dali trochę czasu i nie naciskali zbytnio. Zapytał, czy przez jakiś czas Jacob mógłby być naszym gościem, i wtedy ja automatycznie się zgodziłem – wyjaśnił i przyglądał się uważnie Natalii. Przygryzała dolną wargę, ale jej twarz rozjaśniła się już trochę. Nie była taka spięta.

– Postawiłeś mnie przed faktem dokonanym. – Wzruszyła ramionami. – I tak już nic nie można zrobić.

Sama podziwiała się za opanowanie. Zapewne kiedyś kłóciłaby się z nim, a może nawet wybiegła zapłakana. Fakt, było jej przykro, że tak się zachował, że nie zapytał jej o zdanie. Zdarzyło się to chyba po raz pierwszy, odkąd byli małżeństwem. Uśmiechnęła się na wspomnienie przeszłości.

– Kto go przywiezie, skoro będziesz w pracy? – spytała.

– Ma wziąć taksówkę i przyjechać sam. Adres zna – odparł Maksym. – Ma być koło jedenastej. W związku z tym prosiłbym cię, byś w okolicach tej godziny była w domu. Później możesz wyjść. Dorobiłem dla Jacoba klucze. Leżą w drugiej szufladzie komody.

– A więc i to przede mną ukryłeś? – Znów spojrzała na niego chłodno. – Nie boisz się, że nas okradnie bądź zrobi coś złego? – zapytała zatroskana.

– Biorę to na siebie. – Wstał i usiadł obok niej. – Natalia, kochanie, przepraszam. To się więcej nie powtórzy.

Słyszał, jak głośno westchnęła. Był z niej naprawdę dumny. Dojrzewała na jego oczach. Z pączka rozwinął się cudowny kwiat – jego żona. Pomyślał, że jakoś jej to wszystko wynagrodzi. Wciąż był zły sam na siebie za to, że bez zapytania jej o zdanie podjął decyzję o goszczeniu Jacoba przez tak długi czas. Znał go tak naprawdę niezbyt dobrze. Ot, spotykali się od czasu do czasu. Grali razem w kosza. Wybierali się na przejażdżki motocyklowe. Jacob wówczas bezgranicznie zakochany był w Emmie. Maksym nawet poznał ją. Była miła, poukładana. Wydawało się, że stanowią dobraną parę. Jeszcze raz spojrzał na żonę. Układała się do snu. Jego serce zalała fala czułości.

Natalia położyła głowę na poduszce. Pomyślała, że to przecież nie koniec świata. Gość przyleci na dwa miesiące i odleci z powrotem. W końcu nie musi go niańczyć. Powoli mijał jej smutek i złość na Maksyma. Przypomniało jej się, jak przed ślubem o wszystkim decydował za nią, czy jej się to podobało, czy nie. Ba! Nawet wbrew jej woli, bo uważał, że tak będzie lepiej dla nich. Ponownie uśmiechnęła się do wspomnień. Przyszło jej na myśl, że pewnie od czasu do czasu będzie wychodził z jej męża dawny Maksym. No bo inaczej chyba się nie da. Za takiego, upartego, zarozumiałego, przecież wyszła. Takiego pokochała. Wprawdzie obiecał jej, że po ślubie wszystkie ważne decyzje będą podejmować wspólnie, ale cóż! Teraz czekała na niego z bijącym sercem. A jutro będzie, co ma być.

Rozdział drugi

acob wysiadł z taksówki i stanął przed okazałym domem. Był wściekły na swojego ojca, że ma tu spędzić jakiś czas. Matkę także obarczał winą, bo nie stanęła w jego obronie, tylko w milczeniu potakiwała głową, przysłuchując się mężowi.

– Jeśli nie polecisz do Polski, nie przemyślisz sobie paru spraw, nie dostaniesz ani grosza więcej – ojciec mówił podniesionym głosem, chodząc nerwowo po pokoju i spoglądając z wyższością na swojego syna. – Ja nie po to całe życie ciężko pracowałem, byś roztrwaniał pieniądze. To jest twoja ostatnia szansa. Polecisz tam. Przemyślisz swoje życie i wrócisz, aby wziąć się do pracy. Jednocześnie zdobędziesz wykształcenie.

– Zrobię, co zechcę! – krzyknął Jacob.

– To rób, co chcesz! – zakończył dyskusję ojciec. – Ale opuść ten dom. I na nic nie licz!

Jacob w pierwszym odruchu, zerwał się z fotela. Ruszył w stronę drzwi, otworzył je z impetem i trzasnął nimi z całych sił. Wybiegł z domu, wsiadł na motocykl i ruszył z piskiem opon. Jechał długo i szybko. Po prostu przed siebie. Wypełniała go złość. Jakim prawem ojciec ma mu mówić, co ma robić, a czego nie?! Nie był w końcu małym chłopcem! Przeżył dramat! Chciał zapomnieć. Ale ojciec nic nie rozumiał, nic a nic. Jacob wciąż tylko słyszał, że ma zdobyć wykształcenie i poprowadzić firmę ojca. Nie chciał takiego ustabilizowanego, nudnego życia. Przynajmniej nie teraz. Sam nie wiedział, czemu zmienił zdanie. Poleciał do tej cholernej Polski. Może być ciekawie. A potem się zobaczy.

Nacisnął dzwonek domofonu i czekał dłuższą chwilę. Drzwi otworzyły się. Na podwórko wyszła średniego wzrostu blondynka o niebieskich oczach.

– Tak? – zapytała.

– Jestem Jacob – przedstawił się.

– A więc to ty – skwitowała i otworzyła bramę. – Ja mam na imię Natalia. Jestem żoną Maksyma – powiedziała. – Wejdź.

Pomyślał, że jest całkiem ładna. Ale nie z takimi kobietami ostatnio przebywał. Nie takie go interesowały.

– Normalnie mieszka jeszcze z nami pani Jadzia – odezwała się blondynka. – Prowadzi dom. Ale teraz ma urlop.

Szedł za nią i myślał, że nic go to wszystko właściwie nie obchodzi.

– Tu będzie twój pokój. – Otworzyła drzwi. – Salon jest na dole – dodała. – Zresztą widziałeś. Kuchnia też. Łazienkę masz tutaj. – Wskazała ręką drzwi. – Jest tylko do twojej dyspozycji. Aha, i klucze. – Wyciągnęła w jego stronę rękę. – Rozgość się. Lodówka jest pełna. Ciepłe posiłki, gdy nie ma pani Jadzi, jadamy na mieście albo zamawiamy. Jeśli cię nie będzie, to zostawimy ci i odgrzejesz sobie w mikrofalówce – dodała. – To chyba tyle.

– Dzięki – burknął, wszedł do pokoju i zamknął drzwi

Gdy Jacob zniknął z pola widzenia, Natalia pomyślała, że to niezły drań. Był przystojny, ale wyglądał na kogoś, kto robi, co chce. Jej zdaniem nie posiadał podstawowych manier. Starała się być dla niego miła, ale miała ochotę walnąć w drzwi i powiedzieć mu parę słów do słuchu. Zacisnęła jednak zęby i zeszła do salonu. No, pięknie urządził ją jej mąż. Raczej nie będzie tak spokojnie, jak sobie to wyobrażała.

Usiadła na kanapie, wzięła ze stolika laptop i otworzyła go. Przejrzała wiadomości, weszła na YouTube’a i odsłuchała kilka ulubionych utworów. Zastanawiała się, co zrobić z czasem. Zadzwonić do Zuzki? Do Blanki już dzwoniła tego dnia, jeszcze przed przyjazdem Jacoba, ale okazało się, że przyjaciółka właśnie szykuje się do wyjazdu nad morze. Pozazdrościła jej. Ona tego roku miała spędzić z Maksymem dwa tygodnie w Juracie. Z wcześniej zaplanowanego wyjazdu do Jelsy musieli zrezygnować. Wprawdzie mąż proponował jej, żeby gdzieś wyjechała, odpoczęła, ale wiedziała, że teraz, gdy jest Jacob, nie zostawi go samego w ich wspólnym domu. Wszystko, tylko nie to. Jeszcze gotów spalić wszystko albo zrobić coś równie głupiego.

Gdy tak rozmyślała, usłyszała dźwięk komórki. Odebrała pospiesznie telefon.

– Cześć, kochanie – dobiegł ją głos Maksyma. – I jak tam?

– Właściwie nijak – odparła.

– Jest już Jacob?

– Jest.

– I co robi?

– Zamknął się w pokoju. Pewnie śpi.

– Nie przypadł ci do gustu? – dopytywał się.

– Maksym, widziałam go przez kwadrans. Nie wiem, jaki jest – skłamała, nie chcąc go martwić. – Był całkiem sympatyczny, ale zmęczony po podróży – powiedziała i natychmiast pomyślała, że w tym momencie przegięła. Postanowiła jednak, że o wszystkim porozmawia z Maksymem, gdy wróci z pracy. Zresztą, tak właściwie nie było o czym rozmawiać.

– Na pewno się dogadacie – uspakajał ją Maksym. – Wiesz, z jednej strony to się cieszę, że on jest – dodał.

– Wyjaśnij mi, proszę, dlaczego, jeśli masz chwilę czasu.

– Przecież wiesz, że się o ciebie martwię. Wolałbym, byś sama nie poruszała się po Wrocławiu ze względu na tego grasującego bandziora. Napadł już na cztery kobiety. Wciąż go nie złapali.

– Nie poruszam się sama, a gdy wracam późno, to biorę taksówkę.

– No tak, ale w domu będziesz bezpieczniejsza, jeżeli ktoś jeszcze jest – wyjaśnił.

– Maksym, ty masz jakąś obsesję! – Rozbawił ją. – Zapomniałeś, że wieczorem ty już ze mną jesteś?

– No oczywiście... Ale i tak będę spokojniejszy.

Natalia usłyszała na schodach kroki. Jacob zszedł z góry, przysłuchując się ich rozmowie. Podszedł do lodówki, otworzył ją, przeglądał przez chwilę produkty, potem kilka wyciągnął na blat.

– Jacob się obudził – poinformowała Natalia męża.

– To dobrze – odparł. – Dasz mu na chwilę telefon?

– Jasne.

– Natalia, kocham cię i tęsknię – usłyszała jeszcze.

– Przecież widziałeś mnie rano. – Uśmiechnęła się do siebie.

– I tak będę pędził do ciebie na skrzydłach.

– Raczej na motocyklu. – Roześmiała się. – Jacob! – zawołała, wyciągając w jego stronę rękę z telefonem. – Maksym chce z tobą zamienić dwa słowa.

Chłopak podszedł do niej i wziął komórkę. Obserwowała go. Miał jasne, krótko przystrzyżone włosy i ciemną karnację. Był wysoki. Minimum metr osiemdziesiąt pięć. Dobrze zbudowany, o sportowej sylwetce. Pomyślała, że musi ćwiczyć. Ubrany był w luźne, wojskowe spodnie i zielony T-shirt podkreślający kolor jego oczu. Gdy przyjechał, nie zauważyła, że właśnie takiej są barwy. Z Maksymem rozmawiał zupełnie inaczej niż z nią. Spostrzegła, że jest bardziej pogodny i dużo rozmowniejszy. Kilka razy roześmiał się, a potem spoważniał i powiedział coś w stylu: „No jasne. Nie martw się. Zajmę się tym”.

– Mogłabyś mi dać na chwilę laptop? – zwrócił się do Natalii. – Swojego jeszcze nie rozpakowałem.

– Po co? – spytała dość chłodno.

– Twój mąż prosił, bym coś sprawdził.

Podała mu. Usiadł obok niej jak gdyby nigdy nic i roześmiał się.

– Co cię tak bawi? – spytała.

– Maksym ma fejsa? – dostrzegł go na pasku zadań.

– Ja mu kiedyś założyłam dla żartów. – Wzruszyła ramionami.

– I korzysta z niego? – spytał wyraźnie rozbawiony.

– Pewnie że nie. Ja czasem wchodzę i dodaję jakiś post tak z nudów.

Jacob pomyślał, że ta dziewczyna siedząca obok ma charakter. Inne zawsze mu nadskakiwały. Słyszał, że dawny kumpel ze Stanów, do którego jedzie, dobrze trafił, że bardzo się kochają z żoną, ale spodziewał się, że Natalia będzie dla niego chociaż miła, a ona najzwyczajniej w świecie miała go gdzieś.

– Spójrz – odwrócił w jej stronę laptopa – to jest portret pamięciowy tego wrocławskiego bandziora sporządzony przez policję.

Zauważył, że przygląda się mu z uwagą.

– Twój mąż prosił, byś na niego uważała – powiedział. – Ja też mam mieć oczy dookoła głowy i w razie czego dać mu w pysk.

Spojrzała na niego wielkimi ze zdziwienia oczami, czym rozbawiła go jeszcze bardziej. Oddał jej laptopa i wrócił do szykowania posiłku. Zdziwił się, bo nawet nie zapytała, czy mu pomóc, a w końcu był jej gościem. Ona jednak ze znużeniem na twarzy i zupełnym brakiem zainteresowania jego osobą wpatrywała się w monitor.

– O rety! – krzyknęła nagle. – To on!

– Jaki on? – zaciekawił się Jacob.

– Ten bandyta! No, sam spójrz!

W jednej chwili zmieniła się nie do poznania. Jeszcze przed chwilą traktowała go jak powietrze, a teraz zachowywała się, jakby się dobrze znali.

– No patrz!

– To twój Facebook – Jacob był coraz bardziej rozbawiony.

– To ten! Wiesz, z ciekawości sprawdziłam, kto mnie zaprasza do znajomych. Kliknęłam i... To on!

– Natalia – Jacobowi chciało się śmiać – on nie jest wcale podobny.

– Jak to nie? Porównaj sobie! Tu masz portret pamięciowy – wskazała na monitor – a tu tego faceta, który zaprosił mnie do znajomych! Ten sam.

– Wygląda zupełnie inaczej. – Jacob nie widział żadnego podobieństwa.

– Szukam e-maila policji i wysyłam im link. Zaraz skopiuję. Niech sami sprawdzą, czy to on. Dookoła panuje znieczulica społeczna. Wszyscy udają, że niczego nie widzą. A ja uważam, że trzeba reagować. – Była wyraźnie nakręcona.

– Natalia, narobisz niewinnemu człowiekowi kłopotów – próbował tłumaczyć jej Jacob.

– Jeśli jest niewinny, to przecież nic mu nie zrobią. O, mam e-maila policji!

– Rób, co chcesz – odparł zrezygnowany. – Pewnie go sprawdzą, będą ciągać po komendach i przesłuchiwać. To dla niewinnego faceta duży stres.

Natalia pomyślała, że Jacob nic nie rozumie. Postanowiła zrealizować swój plan. Wyśle. Niech policja zdecyduje, czy jest podobny. Link profilu miała już skopiowany. Napisała w e-mailu kilka grzecznościowych słów, wkleiła link, kliknęła „wyślij” i poczuła się wyraźnie spokojniejsza.

– I co ty tam do nich napisałaś? – zapytał zaciekawiony Jacob.

– Sam zobacz. – Dumna z siebie podała mu laptop. Jacob otworzył e-maila jedną ręką, w drugiej trzymając pajdę chleba. Odczytał wiadomość i kliknął w załączony link. Parsknął śmiechem tak, że o mało co się nie zakrztusił.

– Z czego się tak śmiejesz? – spytała oburzona.

– Wkleiłaś im link do profilu Maksyma na fejsie. No ładnie! Teraz przyjadą po twojego męża. – Nie przestawał się śmiać.

– Daj mi to! – zawołała przerażona, biorąc laptop na swoje kolana. – Jak to możliwe, że skopiowałam nie ten link? To wcale nie jest śmieszne! – powiedziała podniesionym głosem do Jacoba. – Co ja narobiłam?! Co teraz zrobić?!

Jacob pomyślał, że nie będzie w Polsce jednak się nudził. Natalia dostarczyła mu wrażeń już pierwszego dnia.

Rozdział trzeci

aksym wyszedł z firmy. Sprawdził, czy wszystko jest dokładnie pozamykane. Idąc w stronę swojego motocykla, zastanawiał się, jak Jacob z Natalią spędzili ten dzień. Miał nadzieję, że się dogadają. Jacob był bardzo przystojny. Maksym doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakie wrażenie robił na kobietach. Ufał jednak Natalii bezgranicznie, co nie oznaczało, że nie odczuwał lekkiej zazdrości. Pragnął, gdy tak rzadko bywał w domu, by Natalia miała fajne towarzystwo, a nie zadręczała się, że ma w mieszkaniu niepożądanego gościa.

Do domu dojechał dość szybko.

– I jak wam minął dzień?! – zawołał od progu.

– Maksym! – Natalia rzuciła mu się w ramiona. – Zrobiłam straszną rzecz.

– Co się stało? – Maksym odszukał wzrokiem Jacoba.

– Nic takiego – odparł. – Twoja żona przesadza.

– Wcale nie przesadzam – szlochała Natalia. – Chyba powinieneś się ukryć.

– Dlaczego? – nie mógł zrozumieć.

– Pomyliła się i wysłała na policję link do twojego profilu na fejsie – wyjaśnił Jacob. – Ubzdurało jej się, że ten facet z portretu pamięciowego jest podobny do jakiegoś chłopaka, który zaprosił ją do znajomych. Postanowiła zawiadomić policję i skopiować link do jego profilu, ale miała także otwarty twój profil i niechcący skopiowała nie ten, co trzeba.

Maksym parsknął śmiechem.

– Kochanie, nic takiego się nie stało.

– A jeśli policja przyjedzie po ciebie? Co wtedy będzie?

– Powiemy im prawdę.

– A jeżeli nie uwierzą?

– A dlaczego mieliby nie uwierzyć? – spytał Maksym, wymieniając rozbawione spojrzenie z Jacobem. – No, uspokój się. Nic takiego się nie stało. Chodź, detektywie, obejrzymy jakiś film. Zrelaksujesz się.

Sytuacja bardzo bawiła Maksyma, podobnie jak Jacoba, ale żal mu było Natalii. Jego żona zawsze wszystkim bardzo się przejmowała.

Natalia poczuła się bezpiecznie w ramionach męża. Jednak każdy odgłos przejeżdżającego samochodu napawał ją lękiem. Nerwowo nadsłuchiwała, czy przypadkiem auto nie zatrzymuje się przed ich domem i ktoś nie dzwoni do drzwi. Zdaniem Maksyma cała sytuacja miała taki pozytywny aspekt, że zbliżyła do siebie Jacoba i Natalię. Miał nadzieję, że nie będzie się czuła opuszczona, gdy on będzie w pracy, i że w miarę przyjemnie spędzi czas aż do ich wspólnego wyjazdu do Juraty. Miał wyrzuty sumienia, że zostawia żonę na całe dni samą, ale praktycznie nie miał wyjścia. Rozkręcenie filii firmy ojca w Polsce wymagało poświęcenia temu bardzo dużo czasu. Jednak już następnego dnia zaczęły się dziać dziwne rzeczy.

– Jacob! – zawołała Natalia, wyglądając przez okno wychodzące na ogród. – Przestawiłeś moją hortensję w inne miejsce?

– Co takiego? – zapytał chłopak, schodząc po schodach i przecierając zaspane oczy.

– Czy przestawiałeś moją hortensję w donicy w inne miejsce? – powtórzyła pytanie.

– Spałem przez całą noc. Zresztą po co miałbym to robić? – zdziwił się. – Może Maksym przestawił?

– Niemożliwe – zaoponowała. – Wstałam razem z nim, żeby mu zrobić śniadanie, i położyłam się z powrotem do łóżka dopiero po jego wyjściu. Widziałam przez okno, jak wsiadał na motocykl.

– Ja spałem jak zabity – zapewnił.

Natalia wpatrywała się w swój ulubiony krzew w wielkiej donicy i nie mogła się nadziwić. Była niemalże pewna, że hortensja stała po prawej stronie kilku płaskich kamiennych schodków prowadzących na werandę. Teraz znajdowała się po lewej. Ogród Natalii i Maksyma porośnięty był kwiatami i krzewami, ale hortensja była tylko jedna i była ich oczkiem w głowie.

– Nic z tego nie rozumiem. Jest przecież ogrodzenie i zamknięta brama – wyjaśniła. – Zresztą po co ktoś miałby wchodzić do naszego ogrodu i przestawiać hortensję?

– Rzeczywiście, dziwna sprawa – przyznał Jacob.

Natalia przyjrzała mu się podejrzliwie. W końcu pomyślała, że zapewne chciał jej zrobić kawał, a teraz idzie w zaparte.

Dzień spędziła, pokazując Jacobowi Wrocław, i prawie o tym incydencie zapomniała. Wrócili do domu wieczorem. Maksyma jeszcze nie było. Telefonował kilka razy. Upewnił się jednak, że wszystko jest w porządku, i wrócił do pracy. Natalia postanowiła obejrzeć jakiś film. Jacob poszedł spać. Po kwadransie zgasły światła w całym domu. Natalia wstrzymała oddech. Jakaś awaria prądu? Bezpieczniki?

– Jacob! – zawołała. – Jacob!

Bała się poruszyć. Dookoła panowała cisza. Za nic w świecie nie weszłaby teraz na górę. O ile incydent z wędrującą hortensją mógł wydawać się zabawny, o tyle teraz przestało to być śmieszne. Słyszała bicie własnego serca. Przez chwilę zastanawiała się, gdzie położyła komórkę. Próbowała odszukać po omacku. Ani śladu. Nie miała pojęcia, co robić. Strach zaczynał ją paraliżować. Nie miała pojęcia, czy to kolejny żart Jacoba. Pewnie tak, skoro nie przyszedł na jej wołanie. Nie zmieniało to jednak faktu, że trzęsła się ze strachu jak osika. Do oczu zaczęły cisnąć się łzy. Skuliła się w sobie, skrzyżowała ręce i objęła swoje ramiona. W tym momencie światła rozbłysły. Odetchnęła z ulgą.

– Wołałaś mnie? – usłyszała głos Jacoba. – Coś się stało?

– Zejdź na dół! – zawołała drżącym jeszcze głosem.

Zbiegł po schodach i usiadł na wprost niej.

– Jeśli uważasz, że to śmieszne, to zapamiętaj sobie, że nie! – krzyknęła.

– Natalia, uspokój się. Nie wiem, o co ci chodzi. – Jej zdaniem wpatrywał się w nią dzikim wzrokiem.

– O twoje idiotyczne kawały – obniżyła ton głosu. – Lubisz straszyć ludzi?

– Nikogo nie straszę – odparł chłodno. – Jakaś przewrażliwiona jesteś.

– Może wędrująca hortensja jest zabawna, ale wyłączanie światła w całym domu już nie!

– Nie wiem, o czym mówisz. – Zmrużył oczy.

– To gdzie byłeś, jak cię wołałam? – syknęła.

– Jak to gdzie? – udawał zdziwionego. – Spałem. Co się właściwie stało?

– Przecież mówię, że zgasło światło w całym domu – odparła.

– Mogła być chwilowa przerwa w dostawie prądu. Wszystko mogło się zdarzyć – powiedział zły.

– Słuchaj, Jacob, nie chcę, by Maksym się o tym dowiedział, bo wiem, że martwiłby się tym, że się denerwuję, ale to ma się więcej nie powtórzyć, bo przestaniesz być naszym gościem – powiedziała tonem bez wyrazu.

– Wiesz co? Mam tego dość. – Spojrzał na nią z wściekłością. – Wszędzie widzisz jakieś zagrożenia. A to bandzior grasujący po Wrocławiu zaprosił cię do znajomych, a to wędrujące hortensje, a to ktoś celowo wyłącza ci światło w całym domu, żeby cię nastraszyć. To niby moja robota – wysyczał. – Tylko że ja nie mam z tym nic wspólnego. Idę spać – dodał i wściekły wrócił na górę.

Natalia zadrżała. Czyżby się pomyliła? Poczuła bezradność. Nie wiedziała już, co ma o tym wszystkim myśleć. Powinna go przeprosić? Gdy po chwili ochłonęła, awaria prądu wydała jej się całkiem realistyczna. Być może sama tę hortensję przestawiła i o tym zapomniała. Krzew wymagał stanowiska półcienistego. Jeśli promienie słońca operowały zbyt ostro, mogła ją przeciągnąć na drugą stronę. Może rzeczywiście spanikowała? Przez chwilę poczuła wyrzuty sumienia, że tak na Jacoba naskoczyła. Pomyślała, że być może wyobraźnia płata jej figle. Odetchnęła z ulgą, gdy w drzwiach ujrzała Maksyma.

– Kochanie – podszedł do niej, pocałował ją, a potem usiadł i położył jej głowę na kolanach – padam z nóg. Jak minął dzień?

– W porządku – odparła, gładząc go po włosach. – Głodny jesteś? – spytała czule.

– Nie. Marzę tylko o tym, by się do ciebie przytulić i zasnąć. – Podniósł wzrok i uśmiechnął się do żony szelmowsko. – Jak dobrze, że jutro niedziela.

– Jak dobrze – szepnęła.

Wtulając twarz we włosy Natalii, Maksym pomyślał o tym, że ma ogromne szczęście. Żona była tak wyrozumiała. Zrobi wszystko, by jej to jutro wynagrodzić. Może zabierze ją na piknik? Pogoda dopisywała. Pomyślał też, że dobrze, że przyjechał Jacob i nie musi być przez cały czas sama.

Rozdział czwarty

aksym wstał pierwszy z całej trójki. Przygotował śniadanie na werandzie, usiadł w wiklinowym fotelu i wpatrywał się w ogród. Zieleń krzewów i trawy, a także barwy kwitnących kwiatów sprawiały, że czuł się odprężony. Ostatnio tylko w niedziele tak się czuł. Pomyślał, że za chwilę będzie zupełnie szczęśliwy, gdy przyjdzie do niego kobieta jak ze snu.

Tymczasem Natalia czekała, aż Jacob opuści swój pokój i będzie zmierzał w kierunku łazienki. W końcu wyszedł. Złapała go za rękę.

– Jacob – szepnęła – przepraszam za wczoraj. Poniosło mnie.

Patrzył się na nią przez chwilę wzrokiem bez wyrazu.

– Okay – powiedział w końcu chłodnym tonem.

Natalia zeszła do salonu i odszukała wzrokiem Maksyma. Dostrzegła go siedzącego na werandzie, patrzącego w dal. Pomyślała o nim z czułością. Tak ciężko pracował, chcąc sprostać nie tylko wymaganiom ojca, ale przede wszystkim swoim własnym. Wiedziała, że mu się to uda. Poczuła wyrzuty sumienia, że często mówiła, że czuje się samotna. Przecież tym bardziej musiało mu być ciężko. Postanowiła od tej pory bardziej go wspierać i nie dawać powodów do zmartwień. Pewnie, nie było mu łatwo, gdy całe dnie spędzał w pracy, wiedząc że jej jest z tego powodu źle. Miała pełną świadomość tego, jak bardzo była dla niego ważna.

Podeszła do niego i położyła mu dłonie na ramionach. Odchylił głowę i oparł się o nią. Pocałowała go we włosy. Wciąż miał dłuższe niż inni mężczyźni. Wplotła, więc w nie palce, a potem owinęła sobie kosmyk wokół jednego z nich. Uśmiechnął się. Ten gest towarzyszył im od lat. Właściwie od chwili, gdy poznali się w Juracie. Już tam, leżąc w lesie na polanie, po raz pierwszy bezwiednie owinęła sobie je na palec.

– Nie przestawaj – poprosił. – Nie przestawaj.

– Sorki, nie chciałem przeszkadzać – dobiegł ich głos Jacoba.

– Nie przeszkadzasz – odparł Maksym. – Przygotowałem dla nas wszystkich śniadanie. Siadaj.

Jacob usiadł w fotelu i wyciągnął nogi przed siebie.

– I jak ci się u nas podoba? – spytał Maksym.

– Jest spoko – odparł gość, rzucając dwuznaczne spojrzenie w stronę Natalii.

– Masz jakieś plany na dziś? – spytał ponownie Maksym.

– Dam sobie radę – uśmiechnął się. – Wiem, że chcecie być razem.

– Chciałbym Natalię gdzieś zabrać.

– Ogarniam. Nie przejmujcie się mną.

– Nie będziesz się nudził? – Maksym spojrzał na niego badawczo.

– Mój ojciec byłby zachwycony, gdybym choć jeden dzień spędził w domu, nudząc się. – Parsknął śmiechem. – Nieważne w jego czy w waszym.

– Okay. To jedzmy śniadanie. A potem, moja droga żono, porywam cię.

– Dokąd? – Natalii zabłyszczały oczy. – Jazda konna?

– Nie – uśmiechnął się. – Wolałbym cię mieć bliżej siebie.

– Czyli do naszego domku nad jeziorem? – Natalia spojrzała czule na Maksyma.

– Tak.

Jacob przyglądał się temu i walczyły w nim sprzeczne uczucia: od zazdrości do pogardy. On miał namiastkę tego z Emmą. On także marzył o przyszłości z nią, o wspólnym domu. Nic nie zapowiadało, że w jednym momencie wszystko pryśnie jak bańka mydlana. Pomyślał, że miłość jest w stanie przynieść więcej cierpienia niż jest warta. Ale oni jeszcze o tym nie wiedzieli, co nie oznaczało, że kiedyś ich to nie spotka. Jego rozmyślaniom towarzyszyło poczucie wyższości.

Maksym z Natalią zjedli śniadanie, pożegnali się z Jacobem i wsiedli na motocykl. Po jakimś czasie znaleźli się w miejscu, w którym Maksym oświadczył się Natalii.

– Dawno tutaj nie byliśmy – zauważyła.

– Tak, to prawda, ale sama wiesz, że w czasie wakacji domek wciąż jest zajmowany przez naszą rodzinę. – Roześmiał się.

– Aż dziwne, że teraz nikogo nie ma.

– Lada moment przyjadą twoi rodzice – przypomniał Maksym. – Potem moja babcia i twoi dziadkowie.

– Tak, to prawda – przyznała.

– Gdzie idziemy najpierw? Do domku? Przebrać się i wykąpać? – spytał.

– To drugie – odrzekła. – Woda jest pewnie cieplutka.

Po chwili, porzuciwszy ubrania motocyklowe w domku, byli już na piaszczystej plaży. Maksym, jak to miał w zwyczaju, pierwszy wskoczył do wody, i odpłynął szybko, zostawiając żonę w tyle. W pewnym momencie zatrzymał się. Przypomniał sobie, że gdy się kąpali w morzu, ona bała się wypłynąć tak daleko, bo nie zdoła powrócić, ale w końcu zaufała mu i to zrobiła. Teraz również podpłynęła. Uśmiechnęła się do niego. Musiała pomyśleć o tym samym.

– A jednak mi zaufałaś – uśmiechnął się do niej.

– Tak – odparła. – I tak już będzie przez całe życie. – Objęła go za szyję, przytuliła mocno i... To był długi, namiętny pocałunek. Gdy oboje próbowali złapać oddech, Maksym powiedział:

– Zaskakuje mnie pani coraz bardziej, pani Górska, ale niezwykle mi się to podoba.

Potem leżeli na pomoście przytuleni, wygrzewając się w słońcu. Takich chwil mieli dla siebie teraz niewiele. Natalia cieszyła się, że Maksym przywiózł ją akurat w to miejsce, w którym na jej palec włożył pierścionek po swojej mamie, a ona powiedziała „tak”.

– Natalia, to się za jakiś czas skończy – stwierdził nagle.

– Co takiego? – spytała ze zdziwieniem.

– Ta moja ciągła nieobecność w domu.

– Wiem, Maksym – odparła leniwie.

– Rozkręcę tę filię, a potem już tylko będę ją nadzorował. Teraz jest najtrudniejszy okres, bo to początek. Ale robię to dla nas, byśmy mieli stabilizację w życiu, byś czuła się bezpiecznie – mówił.

– Wiem, kochanie – szepnęła. – Dlatego wszystko zniosę.

– Jest aż tak źle? – zmartwił się.

– Nie. – Uśmiechnęła się do niego. – Jest całkiem nieźle. Teraz odpocznę sobie, potem pojedziemy do Juraty, później rozpocznę magisterkę, więc też nie będę miała na nic czasu. A gdy skończę studia, będziemy już tylko dla siebie – mówiła rozmarzonym głosem. – Rozkręcisz do tej pory firmę? – Spojrzała na niego, udając że robi groźną minę.

– Oczywiście – odparł. – Będziemy wtedy tylko dla siebie i może dla naszego dziecka?

Podniosła z ręcznika głowę, robiąc wielkie, zdziwione oczy, ale napotkała na jego uśmiech.

– No co? Nie myślałaś o tym?

– Myślałam. – Pogładziła go po policzku.

– To jak? Zgadzasz się?

– Tak – odpowiedziała – ale po magisterce. – Zmarszczyła zabawnie nos.

– Jestem taki szczęśliwy! – zawołał Maksym głośno, a echo kilka razy powtórzyło jego słowa.

– Wariat! – Śmiała się.

Gdy wrócili do Wrocławia, Jacoba nie było.

– Mam nadzieję, że się nie zgubił – powiedziała Natalia, siadając na kanapie ze szklanką soku w dłoni.

– Przez tyle lat nie zgubił się w Nowym Jorku, więc we Wrocławiu pewnie też sobie da radę. – Maksym roześmiał się.

– Nie jesteś ciekaw prawdziwego powodu jego wizyty? – Natalia spojrzała badawczo na męża. – Myślisz, że tak przeżył rozstanie z Emmą?

– Wiem, że przeżył bardzo. Ale to było ze trzy lata temu. Wtedy też rzucił szkołę. Ojciec wówczas nie poprosił nas o pomoc – wyjaśnił Maksym.

– Czyli musiało wydarzyć się coś jeszcze – zauważyła Natalia.

– Mówiłem ci. Podobno ma jakieś problemy.

– Ciekawe jakie? – zastanawiała się.

– Ojciec prosił, byśmy nie naciskali – przypomniał Maksym.

– Ale on sam może nam nigdy nie powiedzieć, o co chodzi. – Natalia nie dawała za wygraną.

– Ma prawo do prywatności. – Maksym wpatrywał się w żonę.

– A my mamy prawo wiedzieć. – Była nieustępliwa. – W końcu póki co, u nas mieszka.

– Kochanie, nie masz satysfakcji, że po prostu pomagasz drugiemu człowiekowi?

– Mam, ale chciałabym wiedzieć, z jakiego powodu.

– Na pewno nie jest mordercą ani złodziejem. – Maksym uśmiechnął się.

– Skąd ta pewność? – Natalia spoglądała na męża spod przymrużonych powiek.

– Wtedy ojciec nie poprosiłby nas o pomoc. Nie ryzykowałby twojego życia – ironizował.

– Maksym, ciebie to bawi, a ja chciałabym wiedzieć.

– Kochanie, ludzie powinni mówić o swoich problemach wtedy, gdy są na to gotowi, gdy czują taką potrzebę. Inaczej to takie rozdzieranie czyichś krwawiących ran. W ten sposób nie pomożemy Jacobowi. Nic na siłę się nie da zrobić – tłumaczył. – Chodźmy spać. Nie myśl już o tym.

– Może masz rację. – Zamyśliła się. – Zaraz się położę. Przymknę tylko okna, żeby nas komary nie pogryzły. – Westchnęła.

Zamykając okna, podeszła do tego wychodzącego na ogród. Prawie zaniemówiła z wrażenia. Hortensja znów stała po prawej stronie schodków. Mogła ją przestawić bezwiednie z prawej strony na lewą i o tym nie pamiętać, ale w końcu nie miała aż takich luk w pamięci, by ją ponownie przestawić z lewej na prawą i znów o tym zapomnieć. Wzięła głęboki oddech. Obiecała sobie, że nie będzie przysparzać dodatkowych zmartwień Maksymowi. Jakoś sama sobie z tym wszystkim poradzi. Teraz czuła się bezpieczna, bo mąż był w domu i czekał na nią. Poszła na górę i przytuliła się do niego. Spała jednak czujnie i gdy Jacob wrócił, spojrzała na ścienny zegar. Była piąta nad ranem.

Rozdział piąty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział szósty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział siódmy

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział ósmy

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dziewiąty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dziesiąty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział jedenasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwunasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział trzynasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział czternasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział piętnasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział szesnasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział siedemnasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział osiemnasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dziewiętnasty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty pierwszy

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty drugi

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty trzeci

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty czwarty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty piąty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty szósty

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty siódmy

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty ósmy

Dostępne w wersji pełnej

Rozdział dwudziesty dziewiąty

Dostępne w wersji pełnej

KOREKTA

Agata Chadzińska

Dominika Trzaskowska

PROJEKT OKŁADKI

Izabela Puk

ZDJĘCIA NA OKŁADCE

ShutterStock

ISBN 978-83-7569-704-9

© 2015 Dom Wydawniczy RAFAEL

ul. Dąbrowskiego 16 30-532 Kraków

tel./fax: 12 411 14 52

e-mail: [email protected]

www.rafael.pl

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com