Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Danny jest bardzo zdolnym perkusistą. Wszyscy chcieliby z nim grać podczas szkolnego koncertu gwiazd. Charlie, drugi perkusista z jego klasy, zazdrości mu sukcesu i za wszelką cenę chce skompromitować rywala. Obaj chłopcy muszą zagrać razem na koncercie. Zapowiada się ostre starcie. Stawka jest wysoka. Ciekawe, kto okaże się lepszy.
[Opis okładkowy]
Cykl: Szkoła Gwiazd, t. 4
/Szkoła Gwiazd (4). Rywale!, Cindy Jefferies, cop. 2006 rok, ISBN 9788360773048, wydanie I, Akapit Press/
Książka dostępna w zasobach:
Miejsko-Gminna Biblioteka Publiczna w Lubowidzu
Miejska i Powiatowa Biblioteka Publiczna im. Cypriana Kamila Norwida w Goleniowie
Miejska Biblioteka Publiczna im. Zofii Urbanowskiej w Koninie (4)
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna im. Marii Fihel w Miechowie (3)
Miejska Biblioteka w Mszanie Dolnej
Biblioteka Publiczna im. H. Święcickiego w Śremie (2)
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 97
Rok wydania: 2006
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Przeczytajcie dalsze tytuły naszej serii
SzkołaGwiazd
Rywale!
Cindy Jefferies
Tłumaczyła Iwona Libucha
Dziękuję Sebowi za wskazówki „perkusyjne”oraz Davidowi White i Lindley’owi Northza wszystko inne.
Dla Paula - jak zawsze.
Tytuł oryginału: Fame school • Rivals!
First published in 2005 by Usborne Publishing Ltd.
Copyright © 2005 by Cindy Jefferies
Copyright © for the Polish translationby Akapit Press, Łódź 2006
All rights reserved. No part of this publication may be reproduced,stored in a retrieval system or transmitted in any form or by any means,electronic, mechanical, photocopying, recording or otherwise withoutthe prior permission of the publisher.
Redaktor: Danuta Sadkowska
Wydanie I
ISBN 978-83-60773-04-8
Wydawnictwo AKAPIT PRESSDział zamówień: 93-487 Łódź, ul. Beczkowa 30/3tel./fax 0 42 680 93 70Księgarnia internetowa: www.akapit-press.com.ple-mail: [email protected]
Druk i oprawa: OPOLGRAF S.A.
Danny nie miał porządnych pudeł do przewożenia perkusji i musiał bardzo uważać, żeby nie uszkodzić sobie instrumentów.
Po przerwie semestralnej chłopcy wrócili znowu do Rockley Park - słynnej szkoły kształcącej przyszłych muzyków, piosenkarzy, kompozytorów i tancerzy. Obaj byli na wydziale rocka i mieszkali w jednym pokoju.
- Super - Danny kiwnął głową z wdzięcznością. - A tak w ogóle - cześć.
Ruszyli korytarzem w stronę drzwi wejściowych szkoły.
Większość uczniów przywiozła swoje instrumenty już na początku roku, ale Danny’emu udało się to dopiero dzisiaj. Jego mama nie miała samochodu i jemu samemu trudno było dojechać do Rockley Park, co dopiero mówić o transporcie całej perkusji. Na szczęście jeden ze znajomych rodziny - posiadacz półciężarówki dość dużej, aby pomieścić Danny’ego i wszystkie części zestawu perkusyjnego - zgodził się podrzucić do szkoły chłopca wraz z całym sprzętem.
Do tej pory Danny grał na szkolnej perkusji i właściwie wszystko było w porządku. Ponieważ jednak każdy perkusista ustawia instrumenty nieco inaczej, wygodniej jest mieć na miejscu własny zestaw, na którym nie gra nikt inny. Danny wiedział, że może trzymać go w jednej z małych sal prób. Teraz jednak rozkładał się w ogólnej sali, w której następnego dnia rano miało odbyć się wspólne improwizowane granie, czyli jam session.
Na dworze czekały jeszcze cztery bębny, kilka stojaków i cała kolekcja talerzy, umieszczonych dla bezpieczeństwa w plastikowych pudełkach.
Danny roześmiał się.
To była Chloe, koleżanka Danny’ego jeszcze z poprzedniej szkoły. Podobnie jak on dostała stypendium na naukę w Rockley Park, ale w przeciwieństwie do obu chłopaków nie interesowała się rockiem. Była na wydziale wokalnym, bo zamierzała zostać piosenkarką.
W ten sposób udało się im dość szybko przenieść cały sprzęt do sali prób. Patrząc na piętrzący się na podłodze stos, Danny westchnął ciężko.
Danny też się rozejrzał.
Danny wcale się nie dziwił - Ed tak jak wszyscy nie mógł się doczekać, kiedy wypróbuje swój instrument. Po całej sali kręcili się przejęci młodzi ludzie, przenosząc gitary i przesuwając wzmacniacze. Mikrofony stały dosłownie wszędzie, a po podłodze wiły się kilometry kabli. Jednak kiedy w progu stanął Judge Jim Henson, który w Rockley Park kierował wydziałem rocka, gwar ucichł. Wszyscy po kolei porzucali swoje zajęcia i czekali.
Judge Jim Henson cieszył się w Rockley Park ogromnym szacunkiem. Był najstarszym nauczycielem w szkole i w przeszłości grywał z najsłynniejszymi artystami na świecie. Miał siwe dredy i mógłby być dziadkiem Danny’ego, ale nikt tak jak on nie potrafił budzić w młodych ludziach twórczego zapału. Wszystko dlatego, że muzyka była jego pasją.
Danny pomachał Tarze na przywitanie i znów zajął się składaniem perkusji. Dobrze wiedział, że nie jest to najlepszy zestaw na świecie. Kupił go z drugiej ręki, ale był z niego bardzo dumny. Grając w domu, zakładał na pałeczki specjalne ochraniacze tłumiące dźwięk, żeby nie denerwować sąsiadów. Teraz nie mógł się już doczekać, kiedy nareszcie sprawdzi pełne możliwości swoich instrumentów.
Danny od dawna marzył o kupnie lepszych talerzy, ale talerze były strasznie drogie. Odkładał wszystkie pieniądze, które dostawał na urodziny i Boże Narodzenie, wiedział jednak, że nieprędko uzbiera potrzebną sumę. Na razie miał nowe pałeczki - naprawdę dobre. Dostał je od mamy na ostatnią Gwiazdkę. Na dobry początek.
Zamontował pedał przy wielkim bębnie, zwanym w slangu perkusistów stopą, umocował mniejszy tom-tom i ustawił wszystkie bębny w odpowiedniej odległości od swojego taboretu. Teraz nadszedł czas na talerze, które leżały w starej plastikowej skrzynce, starannie poprzekładane kawałkami koca wybłaganego od mamy.
Danny szybko dokręcił śruby w metalowych stojakach i sięgnął po swój ulubiony crash - spory i raczej cienki talerz do pojedynczych uderzeń. Potem przyszła kolej na mniejszy i grubszy ride, służący muzykom do grania głównego rytmu. Właśnie kończył, kiedy drzwi otworzyły się z hukiem i w progu stanął jego kolega z klasy, Charlie Owen, dźwigający przed sobą walcowate pudło z wielkim bębnem, na którym chwiały się niebezpiecznie dwa pojemniki na mniejsze bębny. Z ramienia zwisała mu ciężka torba na talerze.
Danny krzyknął ostrzegawczo, ale Charlie, który nic nie widział zza spiętrzonych przed sobą pudeł, zatoczył się i wpadł prosto na jeden z jego stojaków. Talerz z głośnym brzękiem wylądował na podłodze. Na szczęście stojący w pobliżu Ben Peters złapał Charliego i uchronił go przed upadkiem. Gdyby nie on, nie wiadomo co stałoby się z perkusją Danny’ego.
Zerknął na ustawiony już zestaw i na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek. Gwizdnął głośno i przeciągle.
Danny potrząsnął głową.
Danny patrzył, jak wyjmuje bębny ze sztywnych, czarnych pudeł. Chociaż starał się nie zwracać uwagi na Charliego, to jego przechwałki zepsuły mu całą przyjemność. Przeniósł wzrok na swoje tanie talerze i westchną ciężko. Jeszcze przed chwilą był naprawdę szczęśliwy, widząc tu własne instrumenty. Oby nie musiał żałować, że zdecydował się przywieźć je do szkoły.
Następnego dnia rano Danny zerwał się z łóżka, myśląc tylko o planowanej sesji muzycznej. Bardzo by chciał pobiec natychmiast do sali prób, ale niestety - w Rockley Park panowały zwykłe szkolne porządki. Przyszli muzycy i piosenkarze musieli przerobić obowiązujący w gimnazjum materiał. Toteż Danny i wszyscy jego koledzy siedzieli jak na szpilkach podczas matematyki, francuskiego i fizyki. Dopiero po trzeciej lekcji pognali prosto do sali muzycznej.
Jamy, które Judge Jim organizował swoim uczniom, były dla młodych rockmanów pierwszą okazją do wspólnego grania i dlatego wszyscy bardzo je sobie cenili. Najważniejsze były sesje odbywające się na początku każdego semestru. Nauczyciel oceniał wtedy samodzielną pracę podczas wakacji i ferii i robił szczegółowe notatki o każdym swoim podopiecznym.
Klasa Danny’ego wzięła do tej pory udział tylko w jednym jamie, na początku roku szkolnego. Było to dla nich bardzo stresujące doświadczenie. Teraz zdążyli się już poznać i wiedzieli, czego mogą od siebie oczekiwać, więc spotkanie zapowiadało się ekscytująco. Przynajmniej dla Danny’ego, który nie przestawał o nim myśleć od wyjazdu do domu na ferie.
Kiedy weszli do obszernej sali prób, okazało się, że Tara już tam jest. Zdążyła nawet podłączyć gitarę i na rozgrzewkę grała jakieś proste bluesy. Ed od razu podszedł do Bena, który stroił gitarę. Danny pomachał im ręką i zbliżył się do swojej perkusji. Pałeczki leżały dokładnie tam, gdzie je zostawił. Usiadł na taborecie i zadowoleniem rozejrzał się dokoła. Był naprawdę szczęśliwy. Nie przejmował się, że Charlie, który kręcił się wokół swojego kosztownego sprzętu, rzuca mu spojrzenia pełne wyższości.
Wszyscy byli już prawie gotowi. W skład grupy wchodzili głównie gitarzyści. Był też jeden klawiszowiec, dwóch chłopaków grających na saksofonach, no i oczywiście perkusiści: Danny i Charlie.
Ed z uwagą słuchał basowych dźwięków, które Tara wydobywała ze swojej gitary, i włączył się do gry o akord wyżej. Wtedy Danny lekko nacisnął pedał hi-hata, a potem zaczął uderzać pałeczką o brzeg talerza. Słysząc delikatne, przytłumione dźwięki, Tara kiwnęła głową z wyraźnym zadowoleniem. Taką minę widywało się u niej bardzo rzadko. Chłopcy spojrzeli na siebie porozumiewawczo, ani na chwilę nie przerywając gry.
Następny był Charlie. Jednak on nie zamierzał włączyć się jak inni. Wszedł ostro, zupełnie nie zwracając uwagi na rytm. Walił kolejno we wszystkie instrumenty swojego zestawu i całkowicie zagłuszył pozostałych muzyków.
Danny z ciężkim westchnieniem przerwał grę. Ach, ten Charlie! Za wszelką cenę musi się popisać! Tara odłożyła gitarę i jęcząc, podeszła do Danny’ego.
Ed i Ben podkręcili wzmacniacze, żeby nie dać się zagłuszyć. Harry Richards dmuchał w saksofon co sił w płucach. Dopiero kiedy Judge Jim zaklaskał w dłonie, muzycy zaczęli powoli odkładać instrumenty.
Ed
