Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Kim był Szaweł, zanim stał się apostołem? Czym w istocie mógł być moment jego nawrócenia? Oto kolejna po To ja, Judasz nieoczywista biografia autorstwa Tomasza P. Terlikowskiego.
Autor widzi Pawła z Tarsu nie jako postać graniczną, oddzielającą chrześcijaństwo od judaizmu. Przeciwnie – postrzega go jako ogniwo łączące dwie wielkie religie. Apostoł Paweł sam siebie opisywał bowiem jako faryzeusza i pobożnego żyda. Czy wobec tego był dla judaizmu tym, kim dla katolicyzmu stał się Marcin Luter – reformatorem, który wbrew własnym zamierzeniom położył fundamenty pod nową wspólnotę religijną?
„Napisałem książkę o Szawle, by pokazać człowieka, który od wiary w Torę i posłuszeństwo przeszedł do wiary w miłość i łaskę” – wyznaje Terlikowski.
Od dzieciństwa w wielokulturowym Tarsie (teren dzisiejszej Turcji), przez studia religijne w Jerozolimie i działalność apostolską aż po aresztowanie i męczeńską śmierć w Rzymie. Podobnie jak w biografii Judasza, tak i tutaj autor przegląda się w życiorysie postaci niejednoznacznej i ważnej dla historii chrześcijaństwa, a rozważania na jej temat pozwalają mu rozwijać i pogłębiać własną duchowość.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 248
Opieka redakcyjna: KATARZYNA KRZYŻAN-PEREK
Wybór ilustracji: ALDONA BARTA, TOMASZ P. TERLIKOWSKI
Redakcja: BARBARA GÓRSKA
Korekta: WOJCIECH ADAMSKI, MARIA ROLA, KRYSTYNA ZALESKA
Opracowanie graficzne: ROBERT KLEEMANN
Ilustracja wykorzystana na okładce: fragment obrazu Bartolomé Estebana Murilla Nawrócenie św. Pawła Apostoła Prado, Madrid, Spain © Erich Lessing / Bridgeman Images
Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ
© Copyright by Tomasz Terlikowski © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-08-09343-6
Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).
Umarł Szaweł, narodził się Paweł. Te słowa – będące parafrazą słów z Mickiewiczowskich Dziadów – jak żadne inne opisują moment doświadczenia / spotkania / objawienia, jakiego doświadczył młody mężczyzna na drodze do Damaszku. To właśnie gdzieś tam miała dokonać się nie tyle przemiana, ile śmierć jednego i narodziny innego człowieka. Sam Paweł tak to zresztą opisuje po latach: „ja dla Prawa umarłem przez Prawo, aby żyć dla Boga: razem z Chrystusem zostałem przybity do krzyża” (Ga 2, 19). I choć te słowa odnoszą się do całego jego życia, to można powiedzieć, że szczególnie mocno odnoszą się do tego jednego wydarzenia, gdy doświadczył – w całej rozciągłości – śmierci, rozpadu, końca swojego dawnego „ja” i zrekonstruowania go na nowo. Jasność, upadek, głos, ślepota, wreszcie głód – bo przez trzy dni po tym przeżyciu nie widział, nie jadł ani nie pił (Dz 9, 9) – świetnie pokazują, że to, co się wydarzyło, było doświadczeniem trudnym, choć równocześnie przemieniającym. Od tamtego momentu nic nie było już takie samo, a on nieustannie powracał do wydarzenia w Damaszku. Uzasadniał nim swój autorytet, przypominał o pochodzeniu swojej nauki, uzasadniał swoją wersję nauczania. Tam – jak twierdził – wszystko się zaczęło. Jego (a przynajmniej uchodzące za jego) listy, jego opowieści są wielkim wyznaniem, że „nawrócenie”, „odrodzenie” jest możliwe. Można nawet powiedzieć za Alainem Badiou, że „Paweł jest myślicielem-poetą (penseur-poète) wydarzenia”. Tego jednego wydarzenia1.
Szaweł był i na zawsze pozostał człowiekiem Księgi. Całe jego zaangażowanie wyrastało z nieustającej lektury i relektury, interpretacji jednej świętej, żydowskiej Księgi. El Greco nie tylko wspaniale to pokazuje, ale jego pędzel uświadamia także, że cała wewnętrzna siła Apostoła bierze się nie z jego osobistego uroku, ale właśnie z Księgi, na której opiera swoją rękę.Tym jednym wydarzeniem (sam Badiou uznaje je za „bajkę”, odrzuca – i to zdecydowanie – jego literalną prawdziwość, a nawet możliwość) jest oczywiście zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Paweł nieustannie wraca do twierdzenia: „jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara” (1 Kor 15, 17), i można powiedzieć, że to ono jest kluczem do jego myślenia i działania. To przekonanie, wydarzenie, którego głoszeniu poświęcił swoje życie, wynika jednak u niego z doświadczenia Damaszku, własnej śmierci i re- (a może de-) konstrukcji własnej osobowości. To tam, w drodze, Szaweł doświadczył Zmartwychwstałego. „W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako poronionemu płodowi” (1 Kor 15, 8) – opisuje doświadczenie z Damaszku. Doświadczenie własnej przemiany, reintegracji osobowości jest u Pawła ściśle powiązane z doświadczeniem Zmartwychwstałego. Ale jest to także zupełnie zwyczajna historia, którą możemy opowiedzieć bez odwoływania się do nadprzyrodzoności.
1
To była zwykła podróż zawodowa. Młody, dynamiczny pracownik instytucji religijnej (duchowny pracownik sądu biskupiego), świetnie wykształcony, gorliwy i pracowity, rusza w drogę, by przeprowadzić dochodzenie i sprawdzić, kto zachowuje ortodoksję, a kto od niej odchodzi. Jeśli pozostać przy współczesnych obrazach, moglibyśmy wyobrazić go sobie za kierownicą niezłego auta, w dobrze uszytym garniturze, w czarnej koloratkowej koszuli, być może ze spinkami w mankietach. Jedzie prędko, bo zależy mu na szybkim załatwieniu sprawy, chce pokazać szefostwu, że mu zależy, że można i trzeba otworzyć przed nim możliwości dalszej kariery. Nie, zapewne nie jest karierowiczem, on po prostu głęboko wierzy, że to, co robi, jest ważne, potrzebne, że broni dobra instytucji, która niesie ludziom prawdę i zbawienie. Może odmawia różaniec, może słucha muzyki, w każdym razie myślami jest już w miejscu, do którego zmierza. Może za mocno nacisnął pedał gazu, może gdzieś na drodze pojawiła się plama oleju, w każdym razie nagle coś się wydarzyło. Może oślepiło go słońce, może ktoś jechał na długich światłach, w każdym razie ogarnęła go jasność i... mocne zderzenie z rzeczywistością. Uderzenie w barierki chroniące drogę, a potem dachowanie. Mężczyzna stracił przytomność.
Co się działo potem? To wiemy tylko z jego opowieści. Światło, upadek, tajemnicze słowa, doświadczenie, które trudno przekłada się na słowa. Opowiadał po wielu latach:
Znam człowieka [...], który [...] czy w ciele – nie wiem, czy poza ciałem – też nie wiem, Bóg to wie – został porwany aż do trzeciego nieba. I wiem, że ten człowiek – czy w ciele, nie wiem, czy poza ciałem, też nie wiem, Bóg to wie – został porwany do raju i słyszał tajemne słowa, których się nie godzi człowiekowi powtarzać (2 Kor 12, 2–4).
Ten obraz uzupełnić można – pojawiającym się w innych wspomnieniach – wezwaniem po imieniu i bolesnym pytaniem: Dlaczego mnie prześladujesz? Caravaggio, gdyby malował ten obraz dziś, zamiast zadu konia, mocno wyeksponowanego światłością bijącą z twarzy młodego człowieka, może umieściłby zgniecioną maskę samochodu, a światło z twarzy mężczyzny przebijałoby przez strzaskaną szybę, może zza otwartej poduszki powietrznej. To doświadczenie, dramatyczne, łamiące życie, wywołało jednak zmianę. Umarł stary człowiek, narodził się ktoś nowy.
Szaweł – bo to tylko lekko przetworzona jego historia – żył jednak dwa tysiące lat temu i dlatego, choć jego historia (gdyby zatytułować ją „Szaweł. Historia współczesna”) mogłaby zaczynać się w ten sposób, to kilka szczegółów byłoby odmiennych. Szaweł nie podróżował samochodem, lecz konno (a może pieszo), ubrany był inaczej, ale reszta się zgadza. On sam był pobożnym, zaangażowanym żydem, który gorliwie służył Bogu (por. Dz 22, 3) i został wysłany przez przełożonych, by zrobić porządek z tymi, których ówczesny religijny mainstream uważał za heretyków i zdrajców, za zagrożenie dla stabilności społecznej i narodowej i dla tożsamości religijnej. Miał ich odnaleźć, a potem „uwięzić i przyprowadzić do Jerozolimy” (Dz 9, 2). W historii współczesnej ksiądz Szaweł byłby absolwentem jakiejś dobrej rzymskiej albo hiszpańskiej uczelni, może Angelicum albo Uniwersytetu Gregoriańskiego, a może należących do Opus Dei uniwersytetów Santa Croce albo Navarry. Historyczny Szaweł też był absolwentem elitarnej szkoły, bo jak sam wspominał, „u stóp Gamaliela otrzymał staranne wykształcenie w Prawie ojczystym” (Dz 22, 3). I jeszcze jedno ważne podobieństwo, dramatyczne wydarzenie w drodze ku wypełnieniu religijnie motywowanych zadań wywołało zmianę. Coś dobiegło końca, a coś się rozpoczęło.
2
Tę wersję historii Pawła znają wszyscy. Ona jest elementem kultury od wieków, z nią – w wersji jednorazowej dramatycznej zmiany, która określa życie człowieka – spotykamy się na lekcjach religii, ale także w kulturze, a nawet w kulturze masowej. Historia „nawrócenia na drodze do Damaszku” wraca w dziesiątkach, a może setkach odmian opowieści o nawróceniu chrześcijan w różnych wiekach. Każdy – kto gdzieś na drodze swojego życia doświadczył przemiany, kto zmienił swoje postrzeganie świata, kto się nawrócił czy zawrócił z jakieś drogi, chce (albo musi) mieć swój Damaszek. To pytanie – mogę o tym sam zaświadczyć – nieustannie pada: Co się stało? Dlaczego? Jakie wydarzenia stały u początku przemiany? Niezależnie od tego, ile razy się na nie odpowiada, zawsze znajdzie się ktoś, kto zada je jeszcze raz. Z czasem zaś opowieść nabiera nowych szczegółów, uzupełniana jest przez interpretacje wydarzeń, które wcześniej nie przyszły nam do głowy. Szczegóły nabierają kolorów, a pierwotne wydarzenie / wydarzenia stają się drugorzędne, bo ich miejsce zajmuje opowieść, a niekiedy usprawiedliwienie własnych wyborów. W tej opowieści to, co przypadkowe, staje się nieuchronne, a to, co mogłoby stać się anegdotką, nabiera z czasem zupełnie nowych znaczeń i staje się fundamentem przemiany. Przypadek nabiera sensu i zaczyna służyć jako element usprawiedliwienia doktryny czy przemiany / rozwoju myślenia.
Nic w tym zaskakującego ani dziwnego. Marcin Luter, gdy po latach od początków reformacji opowiadał o swojej drodze ku niej, o momentach przełomu, nieustannie wracał do swojej jedynej wizyty w Rzymie. To ona pomogła mu doświadczyć „zaskoczenia i zgrozy”. „Niedbały i szyderczy stosunek do świętych i wszystkiego, co dla niego było święte, głęboko go raniły” – opisywał jego pobyt tam Heiko Oberman. „Jeśli jest piekło, to Rzym jest na nim zbudowany”2 – miał wielokrotnie powtarzać rzymskie przysłowie późniejszy reformator. Jeśli ktoś jednak sądzi, że to właśnie przeżycie pchnęło go w ramiona reformy, to jest w błędzie. Luter – na co zwraca uwagę niemiecki luterański historyk Heinz Schilling – wrócił z Rzymu „bardziej konserwatywny i prokościelny, niż był przed tą podróżą”3. I dopiero lata przemyśleń, wejście na drogę reform, odrzucenie przez Kościół rzymski i skutki rozmaitych decyzji nadały w jego wspomnieniach znaczenie szczególne rzymskiej wyprawie. Jego intencją, gdy wywieszał tezy na drzwiach katedry w Wittenberdze, nie była reforma czy reformacja Kościoła (co już jest interpretacją jego następców, choć jego samego także). To był akt posłusznego syna Kościoła, który chce przedyskutować teologiczne kwestie. Inne, odmienne znaczenie temu gestowi (mocno wpisanemu w tradycję średniowieczną) nadały dopiero późniejsze wydarzenia. Gdyby nie kilka – dość przypadkowych – wydarzeń, historia Lutra mogłaby wyglądać zupełnie inaczej i inne sensy (a być może żadne) nadawalibyśmy wywieszeniu tez. Ale po latach – i to nawet według samego Lutra – pewne wydarzenia stały się kamieniami milowymi, a inne, może początkowo wcale nie tak ważne, nadały znaczenie całemu życiu. Bywa też przecież tak, że ukrywamy sami przed sobą, a niekiedy także przed innymi to, co określiło pewne wybory i decyzje. Wstyd, samooszukiwanie się, niechęć do ujawniania (nawet przed samymi sobą) pewnych elementów naszego życia, intencji i wydarzeń – mogą uformować narrację o tym, co się tak naprawdę stało i jakie były przyczyny zwrotu, który się dokonał.
Ten obraz tyle odsłania, ile przesłania, bo to, co najważniejsze, wydarzyło się nie tylko w przestrzeni empirycznej, ale w przestrzeni mistycznej. Światłość, która oślepiła Szawła, wzniosła go ku kolejnym niebom i zmieniła jego postrzeganie rzeczywistości.Czy z Pawłem z Tarsu było podobnie? Czy jego historia także z czasem nabierała kolorów, a to, co przypadkowe, może nawet pozbawione treści (upadek, chwilowa ślepota, jakiś głos usłyszany w ogólnym szoku wywołanym upadkiem, może epilepsja), stało się fundamentem wielkiej narracji, która legła u podstaw chrześcijaństwa? Czy zmierzający do pracy (z jego perspektywy religijnie i świecko istotnej) młody mężczyzna doświadczył czegoś szczególnego, czy też w późniejszym okresie nadał nieprzyjemnemu wypadkowi istotny sens i obudował go kolejnymi obrazami i słowami? Czy u podstaw zwrotu, niewątpliwie fundamentalnego dla wczesnego chrześcijaństwa, leżało objawienie, czy przypadek uruchomił kolejne wydarzenia oparte na tradycji żydowskiej interpretacji, które ostatecznie zaowocowały w spójnej doktrynie zmartwychwstania, przedstawionej po raz pierwszy właśnie przez Pawła? A może u podstaw nowej koncepcji religijnej, niewątpliwie wypracowanej już po Damaszku przez ucznia Gamaliela, leżał „oścień dla ciała” (2 Kor 12, 7), który nieustannie go dotykał i poniżał? Jeśli tak – to co to było i dlaczego, choć Paweł przyznaje się do niego, to nie wyjaśnia, czym on był. Może wreszcie wszystkie te elementy zaistniały w tej narracji i w istocie nie ma żadnej sprzeczności między wydarzeniem, ukrytymi motywacjami a opowieścią o nich. Opowieścią, która wprawdzie wpisuje się w głębokie archetypy naszego nie tylko biblijnego, ale szerzej – religijnego myślenia, lecz opisuje realne wydarzenia, choć w symboliczny sposób?
3
Od symboli też trudno w tej historii uciec. Obraz ponownych narodzin, gwałtownej zmiany, doświadczenia światłości, która wywraca życie do góry nogami i otwiera nowe horyzonty, nowe przestrzenie – a z nią spotykamy się w narracjach Pawła – jest, i co do tego nie ma wątpliwości, wpisana w najgłębsze doświadczenia religijne ludzkości. Szamanizm, a konkretnie „powołanie” szamańskie niekiedy związane bywa z analogicznym jak u Szawła przeżyciem. Oślepienie, upadek, a potem „wniebowstąpienie i dialog z bogami lub duchami; zstąpienie do piekieł i rozmowa z duchami i duszami zmarłych szamanów”4 to jeden z modeli inicjacji szamańskiej, i u Pawła (do pewnego stopnia) wyglądało to podobnie. On sam – w cytowanym już fragmencie wspominał przeżycie, w którym usłyszał słowa, których nie powinien nawet powtarzać (por. 2 Kor, 12, 2–4) – wspominał.
Budda i jego oświecenie też jest wydarzeniem jednorazowym, do pewnego stopnia opisanym jako „cudowne”. On – choć tu mamy do czynienia nie tyle z wydarzeniem przypadkowym, jak u Pawła, ile celowym: Gautama usiadł pod figowcem w Bodh Gaja i uzyskał wgląd w naturę rzeczywistości. I choć oczywiście fundament metafizyczny, ascetyczny i religijny, a nawet pierwotne doświadczenie Pawła i Gautamy były odmienne, łączyło ich nadanie nowej interpretacji doświadczeniu, które znali wcześniej. Paweł, o czym będzie jeszcze mowa, wcale nie stworzył chrześcijaństwa, a z całą pewnością nie zamierzał oderwać go od judaizmu. Był i pozostał żydem, a jego nauka była – w jego własnym myśleniu – reinterpretacją i ponownym określeniem religii, którą całe życie wyznawał. Budda podobnie, nie tyle wymyślił „coś absolutnie nowego”, ile nadał nowy sens temu, co już znał z praktyki wiedzy poprzedzających go mistrzów duchowych5. Obaj jednak opisują to, co im się przydarzyło, jako doświadczenie jednorazowe, dogłębnie przemieniające, zawracające ich z dotychczasowej drogi, choć w istocie była to korekta. Dlaczego? Może dlatego, że tak głębokie doświadczenie, przeżycie usprawiedliwiało radykalną zmianę w głoszeniu, a może dlatego, że rzeczywiście doświadczyli czegoś, co później musiało zostać wyrażone w języku i obrazach zrozumiałych dla innych? Budda, by to zrobić, posługuje się językiem „oświecenia”, Paweł mówi o głosie i wstąpieniu do trzeciego nieba, bo uformowani zostali w różnych kulturach, ale... może w istocie mówią o tym samym? O doświadczeniu, które otwiera na głębsze rozumienie rzeczywistości?
U Pawła ta opowieść jest oczywiście zakorzeniona w pismach żydowskich. On, Szaweł, słyszy – jak wcześniej Samuel (1 Sm 2–3) – głos wołający go po imieniu. Jak Mojżesz doświadcza światłości, ale i samotności na pustyni, a swoje postrzeganie religii i judaizmu wpisuje w schemat opowieści o Abrahamie, która go ukształtowała. Budda – co także zrozumiałe – opowiada o tym zdarzeniu, odwołując się do zupełnie innych doświadczeń i technik. I w jednym, i w drugim przypadku mamy jednak do czynienia z przeżyciem i doświadczeniem, które przemienia życie.
4
Ale opowiadając historię Szawła można na nią spojrzeć z innej perspektywy. My znamy ją z narracji jego i jego uczniów, zgodnie z którą po okresie błędów, przemocy i niedostrzegania prawdy, jaką przyniósł Jezus, nadeszła przemiana, nawrócenie. Ale – jeśli zostawić na moment wyznaniową czy religijną perspektywę – można na jego los spojrzeć zupełnie inaczej. Szaweł, pobożny faryzeusz zaangażowany w zwalczanie nowej sekty religijnej, odstępstwa od czystej linii judaizmu, religijnych nowinek, nagle zmienia opcję, przechodzi na drugą stronę i zaczyna być jednym z najwytrwalszych jej głosicieli. Jeśli spojrzeć na jego historię z tej perspektywy – to nagle okaże się, że mamy do czynienia z czymś, co w naszej przestrzeni kulturowej, a już szczególnie w mediach czy polityce, określa się mianem zdrady. Szaweł okazał się „judaszem”, odstępcą, kimś, kto porzucił prawdziwe zaangażowanie religijne i poświęcił się głoszeniu niebezpiecznych mrzonek, a ostatecznie przyczynił się – to oczywiście jeszcze daleka droga historyczna – do prześladowań swoich braci. Wyrwane z kontekstu jego słowa służyły przez wieki antysemitom do usprawiedliwiania agresji wobec współwyznawców Szawła.
Gdyby tamta historia działa się obecnie, gdyby w tamtych czasach istniały media społecznościowe, to Szaweł / Paweł musiałby nieustannie mierzyć się z pytaniami: Panie Szawle, co się stało? Z zarzutami o zdradę, o porzucenie dawnych poglądów, o sprzedanie się za „judaszowe srebrniki”, o to, że udało się go kupić. Musiałby setki razy opowiadać, że w istocie wcale nie zmienił opcji, że to tylko rozwój i że on – przynajmniej we własnym mniemaniu – nigdzie nie odszedł, ale wszedł w głąb własnej tradycji, stał się bardziej, a nie mniej żydem, głębiej uchwycił rzeczywistość, a nie zdradził ją. Ale to i tak nie przekonałoby dawnych towarzyszy, tych, których szat pilnował, gdy kamienowali Szczepana. Oni wymienialiby się informacjami o tym, co takiego stało za jego zmianą: może mieli haki („oścień”, jaki go gniecie, byłby ważnym elementem), czym go kupili, albo co zmieniło się w jego życiu osobistym... Pytaniom, sugestii rzekomej wiedzy nie byłoby końca. I to mimo jego powracających zapewnień.
5
To dlaczego najważniejszym problemem pozostaje jednak to, czy przemiana ta oznacza zerwanie? Czy rzeczywiście wraz z doświadczeniem Damaszku (zostawmy na boku innych) umarł Szaweł, a narodził się Paweł? Czy rzeczywiście jest tak, jak to zdają się sugerować niektórzy, że faryzeusz Szaweł po tym jednym wydarzeniu stał się chrześcijaninem Pawłem? A może wcale tak nie było? Może Paweł był i pozostał do końca swoich dni pobożnym żydem, który szedł – w swoim najgłębszym mniemaniu – drogą wytyczoną przez ojców? Może zmiana imienia, zaakceptowana przecież, wcale nie oznaczała przemiany najgłębszej tożsamości, lecz jedynie etap w jej rozwoju? Może aby zrozumieć Pawła, trzeba najpierw zanurzyć się w jego pierwotną tożsamość i poznać, kim był Szaweł? On sam wcale nie ukrywa, że jest „obrzezany w ósmym dniu, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, w stosunku do Prawa – faryzeusz” (Flp 3, 5), i może to jego wyznanie trzeba potraktować z ogromną powagą? Może trzeba zanurzyć się w jego wcześniejszej tożsamości, by odkryć, kim stał się później?
Esej niniejszy jest próbą wędrówki tą właśnie drogą. Kim jest Paweł – o tym pisali wszyscy, to jest dla nas wszystkich jasne. O wiele ciekawsza jest więc dla biografa wyprawa w ciemność, jaką jest życie Pawła przed Pawłem, życie Szawła, które – choć niekiedy widzimy jego ślad – pozostaje dla nas tajemnicą. Sam Paweł nie ułatwia nam sprawy, bo poza dosłownie kilkoma przypadkami nie opowiada swojej historii, nie próbuje wyjaśnić, kim jest i jakie – poza spotkaniem ze Zmartwychwstałym – są korzenie jego myślenia. Uważna lektura jego tekstów, a także wejście w tamten świat pozwalają nam jednak sporo powiedzieć o tym, kim był Szaweł, zanim stał się Pawłem, i jak wiele zostało z niego w nowej postaci. I o tym właśnie jest ta książka.
O ostatnich dniach, tygodniach, a nawet miesiącach czy latach życia Pawła wiemy bardzo niewiele. Dzieje Apostolskie kończą się tym, że Paweł mieszkał w odosobnieniu, gdzie pilnował go żołnierz, i gdzie miał przyjmować „wszystkich, którzy do niego przychodzili, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie zupełnie swobodnie, bez przeszkód” (Dz 28, 30–31). Co było potem, jak toczyły się losy Pawła, o tym wiemy już tylko fragmentarycznie i wyłącznie z kościelnej tradycji. Paweł, według niej, miał ostatecznie zostać wypuszczony na wolność, a potem dalej głosić Dobrą Nowinę o Jezusie w kolejnych miejscach, docierając aż do Hiszpanii. Jego historia – na co wskazywać ma zarówno bardzo stara tradycja, jak i Drugi List do Tymoteusza (o to, czy jego autorem jest rzeczywiście św. Paweł, toczy się debata wśród biblistów, ale dla tej sprawy nie ma ona głębszego znaczenia) – kończy się jednak (niezależnie od tego, czy z więzienia w Rzymie go wypuszczono, czy nie) ponownym uwięzieniem i skazaniem w Rzymie na śmierć. „Albowiem krew moja już ma być wylana na ofiarę, a chwila mojej rozłąki nadeszła” (2 Tm 4, 6) – miał pisać Paweł do swojego ucznia. To krótkie stwierdzenie niemal jednoznacznie określa rodzaj śmierci, jaką zginął Apostoł1. Tradycja uzupełnia ten obraz informacją, że został – jako obywatel rzymski – ścięty, a nie ukrzyżowany jak choćby Piotr.
1
Tradycja, i to dość stara, bo zawarta w pochodzącym z końca drugiego wieku apokryfie Dzieje Pawła, wskazuje, że śmierć Apostoła związana jest z prześladowaniami Nerona. Zacząć się one miały (choć historyczność wydania aktu o prześladowaniu chrześcijan właśnie przez Nerona pozostaje kwestią dyskusyjną) od wskrzeszenia przez Pawła sługi cesarskiego Patroklosa. Neron najpierw otrzymał informację o jego śmierci, a potem o tym, że jednak żyje. I to był zapalnik dalszych wydarzeń. Gdy młodzieniec udał się na wezwanie cesarza, usłyszał pytanie: „Patroklosie, czyżbyś żył?”. Odpowiedź była jasna: „Żyję, Cezarze”. „Kto przywrócił ci życie?” – padło kolejne pytanie. I tu sformułowana została odpowiedź, która miała rozpocząć prześladowania. „Jezus Chrystus, Król wieków!” – powiedział Patroklos. Neron, według tradycji chrześcijańskiej ogarnięty manią wielkości i władzy, próbował jeszcze doprecyzować owo sformułowanie. „Czyżby ów Jezus miał panować nad wiekami i obalić wszystkie królestwa?” – zapytał. Odpowiedź Patroklosa miała pogorszyć sytuację: „Tak, On pokona wszelkie królestwo i tylko On będzie trwał na wieki. Nie ma królestwa, które zdołałoby Mu się oprzeć”. Cezar spoliczkował go i kontynuował rozmowę:
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
s. 6 El Greco, Święty Paweł, ok. 1592. Prywatna kolekcja Marquesa de Narros: Wikipedia.org.: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:San_Pablo,_de_El_Greco_(Marquesa_de_Narros).jpg
s. 13 Caravaggio, W drodze do Damaszku, ok 1600. Obraz z kaplicy Cerasi w bazylice Santa Maria del Popolo w Rzymie. Wikipedia.org.: https://pl.wikipedia.org/wiki/Plik:Caravaggio-The_Conversion_on_the_Way_to_Damascus.jpg
1 A. Badiou, Święty Paweł. Ustanowienie uniwersalizmu, tłum. J. Kutyła, P. Mościcki, Kraków 2007, s. 14. ↩
2 H.A. Oberman, Marcin Luter. Człowiek między Bogiem a diabłem, tłum. E. Adamiak, Gdańsk 1996, s. 112. ↩
3 H. Schilling, Marcin Luter. Buntownik w czasach przełomu, tłum. J. Kałążny, Poznań 2017, s. 107. ↩
4 M. Eliade, Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy, tłum. K. Kocjan, Warszawa 2001, s. 46. ↩
5 K. Armstrong, Budda. Portret człowieka przebudzonego, tłum. J. Majewski, Warszawa 2020, s. 81. ↩
1Pierwszy i Drugi List do Tymoteusza, List do Tytusa, tłum. i red. S. Haręzga, Nowy Komentarz Biblijny, Częstochowa 2018, s. 493–494. ↩
