Świat na winnych szlakach - Tomasz Prange-Barczyński - ebook

Świat na winnych szlakach ebook

Tomasz Prange-Barczyński

0,0

Opis

Warto opróżniać tylko te butelki, za którymi stoi ludzka historia – twierdzi Tomasz Prange-Barczyński. Autor świetnie przyjętej Europy na winnych szlakach (2019) tym razem zabiera czytelnika w podróż po winnicach i regionach całego świata. Do Kalifornii, południowej Australii, Argentyny, Chile, Brazylii, Niemiec, do bogatego Bordeaux i kipiącego życiem, winiarskiego Tbilisi.

• Dlaczego wszyscy brazylijscy winiarze mówią po włosku?

• Jaka znana polska rzeźbiarka ma za męża świetnego producenta rieslingów nad Łabą?

• Kim zachwycił się Robert Parker jr., papież amerykańskiej krytyki winiarskiej, już po pierwszej degustacji?

• Dlaczego lepiej trzymać w winnicy trzy osły, zamiast 70 kur?

• Jak nie nudzić się w Pauillac?

• Czyi przodkowie przywędrowali z Lubuskiego do Australii?

• Dlaczego winogrodnicy nie wyrzucają włosów po wizycie u fryzjera?

Oprócz fascynujących opowieści o winie i winiarzach książka zawiera praktyczne informacje i rekomendacje najlepszych restauracji, hoteli, winiarni i, oczywiście, butelek, na które warto zwrócić uwagę w czasie podróży.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 263

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Au­tor: To­masz Pran­ge-Bar­czyń­ski
Re­dak­cja: Łu­kasz Kle­syk
Ko­rek­ta: Ka­ta­rzy­na Zio­ła-Ze­mczak
Pro­jekt ma­kie­ty: Stu­dio KA­RAN­DASZ
Skład: www.pa­ge­graph.pl
Zdję­cie na okład­ce: DWI
Zdję­cia: To­masz Pran­ge-Bar­czyń­ski
Po­zo­sta­łe zdję­cia: An­dre Ca­stel­lu­ci/Wine Au­stra­lia (28–31), Chian­ti Clas­si­co (305, 314–315), Co­mis­sao Vi­ti­vi­níco­la Re­gio­nal do Tejo (114–115), Dom Bli­sko­wi­ce (47, 50–51), DWI (258–259, 262–263, 272–275, 277, 278–283, 285, 289), Etien­ne Ra­mo­us­se In­ter-Be­au­jo­la­is (336–339, 342–343, 346–347, 349), He­imann (215), Hen­sch­ke (28–31, 37), Mał­go­rza­ta Min­ta (304, 306–307, 312), Sa­lo­mon (17–18, 22–23, 27), Sel­bach (269), Zim­mer­ling (277, 278 g., 284)
Re­dak­tor pro­wa­dzą­cy: Ro­man Ksią­żek
Re­dak­tor pro­jek­tu: Agniesz­ka Fi­las
Kie­row­nik re­dak­cji: Agniesz­ka Gó­rec­ka
© Co­py­ri­ght by To­masz Pran­ge-Bar­czyń­ski © Co­py­ri­ght for this edi­tion by Wy­daw­nic­two Pas­cal
Wszel­kie pra­wa za­strze­żo­ne. Żad­na część tej książ­ki nie może być po­wie­la­na lub prze­ka­zy­wa­na w ja­kiej­kol­wiek for­mie bez pi­sem­nej zgo­dy wy­daw­cy, z wy­jąt­kiem re­cen­zen­tów, któ­rzy mogą przy­to­czyć krót­kie frag­men­ty tek­stu.
Biel­sko-Bia­ła 2020
Wy­daw­nic­two Pas­cal sp. z o.o. ul. Za­po­ra 25 43-382 Biel­sko-Bia­ła tel. 338282828, fax 338282829pas­[email protected]­cal.plwww.pas­cal.pl
ISBN 978-83-8103-726-6
Kon­wer­sja: eLi­te­ra s.c.

Książ­kę tę de­dy­ku­ję wszyst­kim wi­nia­rzom,wi­no­pi­sa­rzom, przy­ja­cio­łom in­aj­bliż­szym,z któ­ry­mi lu­bię dzie­lić się wi­nemi któ­rzy lu­bią dzie­lić się wi­nem ze mną.

To­masz Pran­ge-Bar­czyń­ski

INNE ŚWIA­TY

Swar­tland, spa­lo­na zie­mia. Do nie­daw­na mało któ­ry wi­no­ma­niak sły­szał o tym za­kąt­ku Re­pu­bli­ki Po­łu­dnio­wej Afry­ki. Pod wzglę­dem po­pu­lar­no­ści nie wy­trzy­mu­je kon­ku­ren­cji z pod­kapsz­tadz­kim Stel­len­bosch, Pa­arl czy po­rów­ny­wa­nym z samą Bur­gun­dią Wal­ker Bay. A jed­nak, w 2010 r., po­dró­żu­jąc po raz pierw­szy po RPA, to tu wła­śnie spo­tka­łem naj­cie­kaw­sze­go wi­nia­rza na tym kon­ty­nen­cie. I jed­ne­go z cie­kaw­szych w ca­łym swo­im ży­ciu.

W prze­ci­wień­stwie do wie­lu in­nych pro­du­cen­tów ma­ją­cych swe sie­dzi­by na do­stoj­nych ko­lo­nial­nych far­mach albo w su­per­no­wo­cze­snych (jak lu­bią to okre­ślać ame­ry­kań­scy ar­chi­tek­ci: sta­te-of-the-art) wi­niar­niach, Eben Sa­die przy­jął mnie w pro­stej hali, w któ­rej prze­strzeń dzie­li­ły ze sobą sala de­gu­sta­cyj­na, biu­ro, prze­twór­nia i la­bo­ra­to­rium. Nic ory­gi­nal­ne­go. Wi­dzia­łem ta­kich mi­ni­ma­li­stów na pu­sty­ni Ne­gew w Izra­elu i w San­ta Bar­ba­ra w Ka­li­for­nii, ale też na Mo­ra­wach i w We­ne­cji Eu­ga­nej­skiej. Wzrok przy­ku­wa­ła ko­lek­cja pu­stych bu­te­lek: nie­miec­kich rie­slin­gów, bur­gun­dów i ba­ro­lo. Wbi­ły mi się w pa­mięć, choć do­pie­ro po­tem zwró­ci­łem uwa­gę na to, co je łą­czy­ło. Wszyst­kie bez wy­jąt­ku były wi­na­mi jed­no­od­mia­no­wy­mi. Ta kon­sta­ta­cja na­bra­ła zna­cze­nia w chwi­li, gdy Eben roz­po­czął wy­wód na te­mat ku­pa­żo­wa­nia win – jego zda­niem, w tam­tym cza­sie – sztu­ki w RPA, ale i ca­łym No­wym Świe­cie ab­so­lut­nie ko­niecz­nej. – W Eu­ro­pie – tłu­ma­czył Sa­die – ma­cie ter­ro­ir roz­po­zna­ne od se­tek lat, wie­cie do­kład­nie, gdzie naj­le­piej uda­je się rie­sling, gdzie pi­not noir, a gdzie neb­bio­lo. W kra­ju ta­kim jak RPA rzad­ko zda­rza się sie­dli­sko, w któ­rym jed­na od­mia­na mo­gła­by roz­bły­snąć ca­łym swym bla­skiem, po­ka­zać wszyst­kie moż­li­wo­ści. Dla­te­go lep­sze są ku­pa­że, łą­cze­nie kil­ku szcze­pów, z któ­rych każ­dy wno­si coś do wina, wzbo­ga­ce je.

De­gu­stu­jąc kil­ka chwil póź­niej Co­lu­mel­lę Ebe­na, do­sko­na­le ro­zu­mia­łem, o co mu cho­dzi. Za­rów­no w bia­łej, jak i w czer­wo­nej wer­sji były to naj­bar­dziej zło­żo­ne, wie­lo­wąt­ko­we i cie­ka­we wina z pró­bo­wa­nych prze­ze mnie w RPA. Sa­die, mimo swych wi­niar­skich fa­scy­na­cji i ido­li, po­tra­fił prze­ła­mać się i skła­dać do­sko­na­łe kom­po­zy­cje, z tego co dał mu Swar­tland.

W ja­kimś sen­sie na­wią­zu­je do tego opi­sa­ny w roz­dzia­le 15 wy­bit­ny wi­niarz z San­ta Cruz, Ran­dall Grahm, któ­ry za­czy­nał od prze­te­sto­wa­nia w ka­li­for­nij­skich win­ni­cach kil­ku­dzie­się­ciu od­mian wi­no­ro­śli, by po la­tach dojść do prze­ko­na­nia, że nie­waż­ne jest, co się upra­wia, tyl­ko gdzie. On rów­nież zga­dza się z Sa­die’em, że trud­no o pre­cy­zyj­ne wska­za­nie ter­ro­ir w No­wym Świe­cie, co nie zna­czy, że nie war­to go szu­kać.

Na zdję­ciu: Eben Sa­die

Otwar­tość i brak sztam­py w my­śle­niu to ce­chy, któ­re fa­scy­nu­ją mnie u no­wo­świa­to­wych wi­nia­rzy naj­bar­dziej. O prze­pi­sach na Gran­ge, le­gen­dar­ne sy­rah z Au­stra­lii pro­du­ko­wa­ne przez wiel­ki kon­cern Pen­fold’s wy­da­je się książ­ki. Wino bę­dą­ce obiek­tem wes­tchnień eno­ma­nia­ków w każ­dym rocz­ni­ku po­wsta­je z gron po­cho­dzą­cych z in­nych win­nic; co wię­cej, sie­dli­ska te po­tra­fi dzie­lić wię­cej niż 100 km – rzecz w Eu­ro­pie nie do po­my­śle­nia, w każ­dym ra­zie nie za te pie­nią­dze (mó­wi­my o ce­nie idą­cej w ty­sią­ce zło­tych za bu­tel­kę). Za­sa­da jest pro­sta: w każ­dym roku fir­ma wy­ko­rzy­stu­je do ku­pa­żu naj­lep­sze z do­stęp­nych owo­ców, ale też, dzię­ki wiel­kim moż­li­wo­ściom wy­bo­ru, o pa­su­ją­cych do sie­bie i uzu­peł­nia­ją­cych się pa­ra­me­trach.

Cza­sa­mi owa wol­ność ob­ja­wia się w pro­jek­tach po pro­stu za­baw­nych. No­wo­ze­land­czy­cy z Mud Ho­use (to praw­da, lu­bią o so­bie mó­wić, że są z Mad Ho­use) po­czę­sto­wa­li mnie kie­dyś ró­żo­wym... sau­vi­gnon. – Sko­ro mod­ne jest za­rów­no sau­vi­gnon blanc oraz rosé, cze­mu nie dać lu­dziom obu tych przy­jem­no­ści w jed­nym? – stwier­dzi­li i za­pra­wi­li naj­bar­dziej zna­ne bia­łe wino No­wej Ze­lan­dii miar­ką pi­not noir. Moż­na dys­ku­to­wać, czy to zgod­ne z re­gu­ła­mi gry, jed­nak mar­ke­tin­go­wo pro­jekt oka­zał się tra­fio­ny w dzie­siąt­kę, a wino było po pro­stu smacz­ne. Poza tym, kto usta­la re­gu­ły?

Współ­cze­sne świa­ty wi­niar­skie – Nowy i Sta­ry – prze­ni­ka­ją się dzi­siaj w stop­niu, któ­re­go nie śmie­li­śmy prze­wi­dy­wać jesz­cze de­ka­dę temu. Wi­nia­rze z po­łu­dnio­wej pół­ku­li ru­sza­ją zimą na pół­noc, gdzie wła­śnie trwa lato, by wziąć udział w wi­no­bra­niu i pro­duk­cji ko­lej­ne­go rocz­ni­ka, a przy oka­zji pod­pa­trzyć, co ro­bią ich eu­ro­pej­scy ko­le­dzy. I od­wrot­nie, pro­du­cen­ci ze Sta­re­go Kon­ty­nen­tu za­miast na nar­ty w Alpy, uda­ją się zimą do Ame­ry­ki, Afry­ki czy Au­stra­lii, spraw­dzić, co wy­my­śli­li ich ko­le­dzy po fa­chu. Eben Sa­die przez lata ro­bił w wol­nym cza­sie wino w Prio­ra­cie; Bert Sa­lo­mon, au­tor wy­bit­nych vel­tli­ne­rów i rie­slin­gów z oko­lic au­striac­kie­go Krems, zimą robi zja­wi­sko­we shi­ra­zy na pół­wy­spie Mor­ning­ton nie­da­le­ko Ade­laj­dy. Nie trze­ba zresz­tą ni­g­dzie je­chać – wy­star­czy mail do ko­le­gi z dru­giej pół­ku­li, by wy­mie­nić uwa­gi o droż­dżach, opry­skach, od­mia­nach czy kli­ma­cie. In­for­ma­cje pły­ną wart­ko w obie stro­ny.

W Świe­cie na win­nych szla­kach, na­tu­ral­nej kon­ty­nu­acji Eu­ro­py na win­nych szla­kach opo­wia­dam o spo­tka­niach z ludź­mi w Sta­rym i No­wym Świe­cie, wi­nia­rzach, któ­rzy ro­bią wino, po­zo­sta­jąc wier­ny­mi so­bie i swo­jej fi­lo­zo­fii – od Kau­ka­zu po przed­gó­rze al­pej­skie, od An­dów po Kle­in­ri­viers­ber­ge, od wydm wo­kół Ca­sca­is po nad­wi­ślań­skie skar­py w Ma­ło­pol­skim Prze­ło­mie Wi­sły. Bo­ha­te­ro­wie tej książ­ki to nie­kie­dy skraj­nie róż­ne po­sta­ci – z mo­je­go punk­tu wi­dze­nia łą­czy je jed­no: z każ­dym z tych wi­nia­rzy chciał­bym znów usiąść przy jed­nym sto­le, na­pić się jego wina i po­roz­ma­wiać.

To­masz Pran­ge-Bar­czyń­ski

Taw­ny nad Du­na­jem

Do win­ni­cy Kögl moż­na się do­stać z nad­du­naj­skie­go Ste­in an der Do­nau krę­tą, ale osta­tecz­nie wy­god­ną, as­fal­to­wą uli­cą, albo wą­ski­mi, stro­my­mi schod­ka­mi prze­ci­na­ją­cy­mi nie­wiel­kie pod­miej­skie ogród­ki po­wy­żej krem­skiej sta­rów­ki. Wi­dok jest im­po­nu­ją­cy. W roz­le­głej do­li­nie, za­le­d­wie 900 m w li­nii pro­stej to­czy w stro­nę Wied­nia swe (nie­ko­niecz­nie mo­dre) wody Du­naj. Krems an der Do­nau i Ste­in an der Do­nau roz­cią­ga­ją się u stóp.

Przy­wiózł mnie tu Bert Sa­lo­mon. To typ wi­nia­rza, któ­ry za­nim na­le­je ci do kie­lisz­ka swo­je­go rie­slin­ga czy vel­tli­ne­ra, musi po­ka­zać miej­sce, z któ­re­go wino po­cho­dzi. Oczy­wi­ście, je­śli aku­rat ma taką moż­li­wość. Wie­lo­krot­nie wi­dy­wa­li­śmy się wcze­śniej, na de­gu­sta­cjach w wie­deń­skim Ho­fbur­gu, pod­war­szaw­skich La­skach, a na­wet w Kni­ghts­brid­ge w Lon­dy­nie, gdzie o swo­ich sie­dli­skach mógł tyl­ko opo­wia­dać. Gdy wresz­cie uda­ło mi się do­trzeć do wi­niar­ni Sa­lo­mo­na w Ste­in, na­tych­miast za­pa­ko­wał mnie do auta i wy­wiózł w górę do am­fi­te­atral­nej win­ni­cy, gdzie ro­sną­ce na skal­nym ta­ra­sie, li­czą­ce po­nad 70 lat krze­wy rie­slin­ga dają owo­ce, z któ­rych Bert tło­czy jed­no z naj­lep­szych win w Dol­nej Au­strii. Ła­two tu tak­że zro­zu­mieć róż­ni­cę mię­dzy sie­dli­ska­mi uko­cha­ny­mi przez zim­no­lub­ne­go rie­slin­ga – wy­żej po­ło­żo­ny­mi, ska­li­sty­mi, su­ro­wy­mi, a tymi, w któ­rych le­piej czu­je się po­trze­bu­ją­cy wię­cej cie­pła grüner vel­tli­ner – le­żą­cy­mi bli­żej rze­ki, le­piej osło­nię­ty­mi od zim­nych wia­trów z pół­no­cy, po­kry­ty­mi drob­nym les­sem na­nie­sio­nym przez wie­ją­ce od Alp wia­try.

Eks­plo­ru­jąc wcze­śniej ter­ro­ir, ła­twiej też w cza­sie de­gu­sta­cji po­jąć cha­rak­ter sa­mych win: oszczęd­nych, skal­nych, ostrych jak ży­let­ka rie­slin­gów i bar­dziej mięk­kich, otu­la­ją­cych pod­nie­bie­nie vel­tli­ne­rów.

• Za­czę­ło się od mni­chów

Jesz­cze pod ko­niec XVIII w. w za­bu­do­wa­niach go­spo­dar­stwa Un­dhof wino ro­bi­li ka­pu­cy­ni. W 1792 r. Sa­lo­mo­no­wie ku­pi­li od za­kon­ni­ków far­mę i le­żą­ce wo­kół mia­sta win­ni­ce. Te­raz to jed­na z naj­star­szych, po­zo­sta­ją­cych w rę­kach jed­nej ro­dzi­ny wi­niar­ni w ca­łej Au­strii. W 1932 r. oj­ciec Ber­ta, Fritz za­bu­tel­ko­wał pierw­sze wino, co jak na cza­sy przed II woj­ną świa­to­wą było du­żym osią­gnię­ciem (wina w du­żej mie­rze sprze­da­wa­no wte­dy lu­zem). Wkrót­ce, jesz­cze w la­tach 1930. flasz­ki z ety­kie­tą Sa­lo­mon-Un­dhof tra­fi­ły do Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Bert, a wła­ści­wie Ber­told na po­cząt­ku wspo­ma­gał w fir­mie star­sze­go bra­ta, Eri­cha. Rów­no­le­gle peł­nił w la­tach 1994–2001 od­po­wie­dzial­ną funk­cję sze­fa Au­striac­kie­go Mar­ke­tin­gu Wi­niar­skie­go (ÖWM – Öster­re­ich Wein Mar­ke­ting), zaj­mu­jąc się od­bu­do­wą pre­sti­żu ro­dzi­mych win na świe­cie po skan­da­lu gli­ko­lo­wym (o któ­rym za chwi­lę) oraz two­rząc zrę­by wpro­wa­dza­ne­go z po­wo­dze­niem od bli­sko dwóch de­kad sys­te­mu ape­la­cji DAC – Di­stric­tus Au­striae Con­trol­la­tus. Dziś ÖWM (zna­ne też pod an­giel­ską na­zwą AWMB – Au­strian Wine Mar­ke­ting Bo­ard) uwa­ża­ne jest po­wszech­nie za naj­lep­szą na świe­cie pań­stwo­wą agen­dę pro­mu­ją­cą lo­kal­ne wi­niar­stwo.

Po nie­spo­dzie­wa­nej śmier­ci star­sze­go bra­ta, w 2007 r. ob­jął ste­ry w ro­dzin­nej fir­mie. Do­łą­czy­ła do nie­go żona, Ger­trud, wcze­śniej pia­stu­ją­ca funk­cję w mię­dzy­na­ro­do­wym za­rzą­dzie ko­sme­tycz­ne­go gi­gan­ta L’Oréal.

Sa­lo­mon-Un­dhof sły­nie z mi­ne­ral­nych rie­slin­gów i grüner vel­tli­ne­rów. Prócz par­ce­li na Köglu, w rę­kach ro­dzi­ny po­zo­sta­ją win­ni­ce w in­nych Er­ste Lage w Krem­stal: Wacht­berg, Lind­berg czy Pfaf­fen­berg. Osob­ną hi­sto­rię ma Wie­deń. Oto­czo­na mu­rem, le­żą­ca w gra­ni­cach go­spo­dar­stwa w Ste­in win­ni­ca cie­szą­ca się w prze­szło­ści za­słu­żo­ną sła­wą, z bie­giem lat zo­sta­ła wchło­nię­ta przez mia­sto, a gę­ste za­bu­do­wa­nia wo­kół zmie­ni­ły zu­peł­nie jej kli­mat. Sie­dli­sko jest zde­cy­do­wa­nie cie­plej­sze niż kie­dyś, przede wszyst­kim dla­te­go, że już nie do­cie­ra­ją tam chłod­niej­sze wia­try z ota­cza­ją­cych Krems wzgórz.

Ber­told Sa­lo­mon ma­rzył o ro­bie­niu czer­wo­ne­go wina w Au­stra­lii

• Wiel­kie małe mia­sto

„Krems i Ste­in, roz­dzie­lo­ne i po­łą­czo­ne tyl­ko owym „i”, sły­ną z wina (...); nie­gdyś żywe ośrod­ki han­dlu rzecz­ne­go zo­sta­ły cał­ko­wi­cie usu­nię­te na bok przez XIX i XX wiek, po­stęp i uprze­my­sło­wie­nie. Dziś two­rzą mil­czą­cy pej­zaż pną­cych się w górę pu­stych uli­czek, wy­sta­ją­cych bal­ko­nów, któ­re wy­cho­dzą na uśpio­ne pla­cy­ki, ukry­tych scho­dów pro­wa­dzą­cych na gąszcz da­chów, za­mknię­tych ho­te­li i pu­stych ar­kad. Wszyst­ko mil­czy, małe i po­zba­wio­ne ży­cia; w po­dwó­rzach sły­chać, jak pada deszcz, de­li­kat­ny i dys­kret­ny”. Krems wi­dzia­ny przez Clau­dio Ma­gri­sa i opi­sa­ny w Du­na­ju, jego opus ma­gnum z 1986 r. zda­je się wy­glą­dać zgo­ła ina­czej niż ten, do któ­re­go dziś zjeż­dża­ją każ­de­go roku ty­sią­ce mi­ło­śni­ków grüner vel­tli­ne­ra i bia­łej flo­ty. Ow­szem, trud­no do­strzec w nim mia­sto, o któ­rym w 1153 r. arab­ski geo­graf al Idri­si pi­sał, że „prze­wyż­sza swą wspa­nia­ło­ścią Wie­deń”, ale nie jest też tak, jak wy­wo­dził 34 lata temu wło­ski pi­sarz, że „przy­po­mi­na dziś Wi­ne­tę, za­to­pio­ne mia­sto, gdzie – jak gło­si le­gen­da – moż­na zo­ba­czyć na uli­cach, któ­re zna­la­zły się na dnie mo­rza, błą­dzą­cą po­stać w daw­nym stro­ju”.

Bez wąt­pie­nia, nad­du­naj­ska, li­czą­ca po­nad ty­siąc lat osa­da za­wdzię­cza wie­le za­ło­że­niu w 1994 r. uni­wer­sy­te­tu i du­że­go stu­denc­kie­go kam­pu­su. Jego roz­le­głe za­bu­do­wa­nia wi­dać do­sko­na­le z win­ni­cy Kögl, gdzie by­łem z Ber­tem, po­dob­nie jak oka­za­ły gmach wię­zie­nia w sa­mym cen­trum Krems, w któ­rym osa­dza­ni są naj­gor­si prze­stęp­cy w Au­strii.

Fin­niss Ri­ver, jed­no z naj­lep­szych miejsc dla shi­ra­za w Po­łu­dnio­wej Au­stra­lii

Trud­no jed­nak nie za­uwa­żyć, że pierw­szo­pla­no­wą rolę od­gry­wa w mie­ście wino. W Krems i Ste­in mno­żą się wine bary, re­stau­ra­cje i skle­py wy­spe­cja­li­zo­wa­ne w ety­kie­tach z ca­łej Dol­nej Au­strii. Z wi­nem zwią­za­ne jest na­wet wspo­mnia­ne przez Ma­gri­sa „i”. W lo­kal­nej geo­gra­fii to nie tyl­ko pu­sty spój­nik. Za Und kry­je się daw­ny klasz­tor ka­pu­cy­nów gosz­czą­cy dziś sie­dzi­bę sto­wa­rzy­sze­nia Öster­re­icher Tra­di­tion­swe­in­güter, pro­du­cen­tów z Dol­nej Au­strii, któ­rzy przy­wró­ci­li i roz­wi­ja­ją kon­cept win­nic pierw­szej kla­sy, Er­ste Lage, od­po­wied­ni­ka fran­cu­skie­go grand cru. Mie­ści się tu tak­że zna­ko­mi­ta re­stau­ra­cja z im­po­nu­ją­cą kar­tą win. Klo­ster Und znaj­du­je się przy tej sa­mej uli­cy, Un­d­stras­se, co wi­niar­nia Ber­ta Sa­lo­mo­na, za­le­d­wie czte­ry nu­me­ry da­lej.

• An­ty­che­micz­na re­wo­lu­cja

Clau­dio Ma­gris wy­dał Du­naj rok po afe­rze gli­ko­lo­wej, któ­ra wstrzą­snę­ła au­striac­ką sce­ną wi­niar­ską. W 1985 r. od­kry­to tę tru­ją­cą sub­stan­cję sto­so­wa­ną m.in. w pły­nach do od­mra­ża­nia szyb, w kil­ku au­striac­kich wi­nach. Fał­sze­rze uży­wa­li związ­ku, by pod­nieść po­ziom sło­dy­czy. Skan­dal nie­mal do­pro­wa­dził ro­dzi­me wi­niar­stwo do upad­ku. Eks­port spadł do naj­niż­sze­go od de­kad po­zio­mu, a re­pu­ta­cja au­striac­kich win le­gła w gru­zach. Pa­ra­dok­sal­nie, afe­ra po­zwo­li­ła wejść na sce­nę mło­de­mu po­ko­le­niu pro­du­cen­tów – bez­kom­pro­mi­so­wych, sku­pio­nych na ja­ko­ści i od­two­rze­niu kon­cep­tu win wier­nych sie­dli­sku. Nie­mal wszy­scy współ­cze­śni we­te­ra­ni au­striac­kie­go prze­my­słu win­ne­go to re­wo­lu­cjo­ni­ści z po­ło­wy lat 80. Wie­lu z nich ma swo­je cie­szą­ce się sła­wą na ca­łym świe­cie wi­niar­nie wo­kół Krems. Le­żą­ce u zbie­gu tak waż­nych re­gio­nów jak Wa­chau, Kamp­tal, Tra­isen­tal i Krem­stal mia­sto z pew­no­ścią nie pre­ten­du­je do roli me­tro­po­lii, ale da­le­ko mu tak­że do ghost town.

Kru­cy­fiks na Wacht­ber­gu

Cie­pło­lub­ny świe­żak

Grüner vel­tli­ner jest naj­po­pu­lar­niej­szą od­mia­ną w Au­strii. Lubi sie­dli­ska cie­plej­sze niż rie­sling, do­brze czu­je się na pod­ło­żu les­so­wym. Daje świet­ne, rześ­kie bia­łe wina go­to­we do pi­cia już kil­ka mie­się­cy po zbio­rach, ale też zło­żo­ne, bo­ga­te i dłu­go­wiecz­ne. Te dru­gie – zwłasz­cza w re­gio­nie Krem­stal.

Ta­ra­so­we win­ni­ce nad Krems

Eu­ka­lip­tu­sy i wi­no­rośl – kla­sycz­na para z an­ty­po­dów

• Lon­don cal­ling!

9 wrze­śnia 2015 r. przy­by­łem na za­pro­sze­nie Ber­ta Sa­lo­mo­na do Baru Bo­ulud, w pod­zie­miach lon­dyń­skie­go ho­te­lu Man­da­rin Orien­tal, na obrze­żach Hyde Par­ku. Spo­tka­nie mia­ło bar­dzo ka­me­ral­ny cha­rak­ter. Go­spo­darz za­pew­nił, że nie cho­dzi o ko­lej­ny Jud­ge­ment of Pa­ris, re­pli­kę de­gu­sta­cji w ciem­no z 1976 r., pod­czas któ­rej (głów­nie fran­cu­scy) kry­ty­cy wi­niar­scy orze­kli wyż­szość ka­li­for­nij­skich char­don­nay i ca­ber­ne­tów sau­vi­gnon nad bia­ły­mi bur­gun­da­mi i czer­wo­ny­mi wi­na­mi z Bor­de­aux. Sa­lo­mon chciał się po pro­stu po­chwa­lić swo­imi wi­na­mi z Fin­niss Ri­ver.

Ha­sło ÖWM No kan­ga­ro­os in Au­stria, przy­po­mi­na­ło, że Au­stria i Au­stra­lia to dwa róż­ne kra­je. Pa­ra­dok­sal­nie, były szef tej fir­my, Ber­told Sa­lo­mon robi dziś wina na an­ty­po­dach

Bo wpraw­dzie daw­na fir­ma Ber­tol­da, ÖWM lan­so­wa­ła żar­to­bli­we ha­sło No kan­ga­ro­os in Au­stria, przy­po­mi­na­ją­ce, że Au­stria i Au­stra­lia to dwa bar­dzo róż­ne kra­je, kie­dy jed­nak wi­niarz ze Ste­in za­pra­gnął ro­bić czer­wo­ne wina, jego myśl po­szy­bo­wa­ła nie do Bur­gen­lan­du, a w oko­li­ce Ade­laj­dy.

Sa­lo­mon za­ko­chał się w wi­nach z An­ty­po­dów w cza­sie, gdy za­sia­dał w ra­dzie nad­zor­czej fir­my Schlum­ber­ger (zna­nej z pro­duk­cji sek­tów, ale zaj­mu­ją­cej się tak­że im­por­tem win). Kon­se­kwen­cją tej fa­scy­na­cji – oraz, jak przy­zna­je, ma­rzeń o domu nad oce­anem – był za­kup 50-hek­ta­ro­wej far­my na wzgó­rzach do­li­ny Fin­niss Ri­ver w 1995 r. Za­sa­dził tam 15 ha win­nic i trzy lata póź­niej ze­brał pierw­szy plon.

• 24 wina w ciem­no

Po­ło­żo­na na re­la­tyw­nie – jak na po­łu­dnio­wą Au­stra­lię – chłod­nym pół­wy­spie Fleu­rie win­ni­ca ma po­dob­ne wa­run­ki kli­ma­tycz­ne jak pół­noc­na część do­li­ny Ro­da­nu, sły­ną­ca prze­cież z sy­rah. W roli wi­nia­rza Bert za­trud­nia tam na sta­łe Mike’a Far­mi­lo, któ­ry w la­tach 1991–1997 od­po­wia­dał za wi­ni­fi­ka­cję czer­wo­nych win wiel­kiej fir­my Pen­folds, pro­du­cen­ta m.in. kul­to­we­go shi­ra­za Gran­ge. Czo­ło­we wino Ber­ta z an­ty­po­dów, Alt­tus (pierw­szy rocz­nik 2001) po­cho­dzi z po­je­dyn­czej, wy­so­ko po­ło­żo­nej win­ni­cy. To, oczy­wi­ście, stu­pro­cen­to­wy shi­raz. Po­wsta­je tyl­ko w naj­lep­szych rocz­ni­kach i nim tra­fi na ry­nek, doj­rze­wa 3–5 lat w bu­tel­kach.

Tam­te­go wrze­śnia w Lon­dy­nie nie było żad­nych punk­tów, kon­kur­su pięk­no­ści, zga­dy­wa­nek – rze­czo­wa dys­ku­sja o sty­lu, ewo­lu­cji, zmia­nach. Miło było sie­dzieć w nie­du­żym cham­bre sépa­rée w to­wa­rzy­stwie czwor­ga au­to­rów wie­lu ksią­żek wi­niar­skich, któ­re trzy­mam na pół­kach w domu: Jan­cis Ro­bin­son, Ste­phe­na Bro­oka, Jen­sa Prie­we, Pe­te­ra Mo­se­ra i kil­ku in­nych wkrę­co­nych w wino osób. Sło­wa pa­da­ły rzad­ko, za to kie­lisz­ki opróż­nia­li­śmy czę­sto.

Za­nim za­czę­ła się de­gu­sta­cja, otrzy­ma­łem peł­ną li­stę win, któ­rych mie­li­śmy pró­bo­wać. Sa­lo­mo­no­wy Alt­tus i Gran­ge Pen­fold­sa z Au­stra­lii z jed­nej stro­ny, czo­ło­we wina Gu­iga­la, Cha­po­utie­ra, Ja­bo­ule­ta, Jean-Lo­uisa Cha­ve’a, De­la­sa i Do­ma­ine Ro­sta­ing z dru­giej. I jako szczyp­ta pie­przu dwie to­skań­skie bu­tel­ki z bar­dzo lu­bia­nych prze­ze mnie wi­niar­ni z wy­brze­ża – Tua Rita i Du­ema­ni. W su­mie 24 wina z rocz­ni­ków 2003, 2009 i 2010. Oczy­wi­ście sama de­gu­sta­cja od­by­wa­ła się w ciem­no, a do­pa­so­wy­wa­nie ano­ni­mo­wych win w kie­lisz­kach do nazw z li­sty było fra­pu­ją­cym za­ję­ciem.

Nie wy­bie­ra­li­śmy zwy­cięz­cy. Bert jest czło­wie­kiem skrom­nym i re­ali­stą – nie ocze­ki­wał, że ze­bra­ni w Ba­rze Bo­ulud ogło­szą go wiel­kim wy­gra­nym, a de­gu­sta­cja z cza­sem za­pi­sa­na zo­sta­nie w an­na­łach jako Lon­don Jud­ge­ment. Wie­dzie­li­śmy jed­no – Sa­lo­mo­no­wy Alt­tus jest wiel­kim, per­fek­cyj­nie zro­bio­nym i dłu­go­wiecz­nym wi­nem, nie­kry­ją­cym swe­go miej­sca po­cho­dze­nia i z po­wo­dze­niem sta­ją­cym w szran­ki z naj­więk­szy­mi sy­rah/shi­raz świa­ta.

• Sa­lo­mo­no­wy epi­log

Do „au­stra­lij­skiej” de­gu­sta­cji w Man­da­rin Orien­tal Ho­tel Bert do­pi­sał, je­śli o mnie cho­dzi, w Ste­in. Gdy wró­ci­li­śmy z Kögla i w koń­cu mo­głem spró­bo­wać no­we­go rocz­ni­ka Sa­lo­mo­no­wych win, nie mo­gło się obyć bez kil­ku bu­te­lek eks­tra. Jed­ną z nich sta­no­wi­ła au­stra­lij­ska oli­wa (był maj, a flasz­ka wła­śnie przy­le­cia­ła z an­ty­po­dów i ude­rza­ła wciąż fe­no­me­nal­ną świe­żo­ścią), ko­lej­ną zaś pi­not noir z Cen­tral Ota­go, bo Ber­told eks­plo­ru­jąc wi­niar­sko po­łu­dnio­wą pół­ku­lę, nie po­prze­stał je­dy­nie na pół­wy­spie Fleu­rieu, ale wszedł też w spół­kę w No­wej Ze­lan­dii. W koń­cu Sa­lo­mon na­lał po nie­du­żym kie­lisz­ku słod­kie­go, ewi­dent­nie wzmac­nia­ne­go i pięk­nie już doj­rza­łe­go wina. Pierw­sze sko­ja­rze­nie z por­to („a więc tam go jesz­cze za­nio­sło?”) – było ty­leż słusz­ne, co nie­tra­fio­ne. Do­sta­łem oto 30-let­nie taw­ny wy­pro­du­ko­wa­ne jed­nak w Au­stra­lii i tam przez Ber­ta za­bu­tel­ko­wa­ne. Pre­dy­lek­cja Au­stra­lij­czy­ków do wzmac­nia­nych win słod­kich jest zna­na i wpi­sa­na w hi­sto­rię tam­tej­sze­go wi­niar­stwa, jed­nak dziś mało kto chwa­li się ko­pia­mi port­we­inu. Tyle że ta Sa­lo­mo­no­wa była nie­zwy­kle uda­na i rze­czy­wi­ście było co po­ka­zać. Mia­łem po­czu­cie, że to ku­rio­zal­ne, zda­wać by się mo­gło, i w Ste­in, i w Ade­laj­dzie wino w do­sko­na­ły spo­sób od­da­je sym­bio­zę No­we­go i Sta­re­go Świa­ta, w któ­rej żyje Bert.

Du­naj po­ni­żej win­nic w Ste­in

Wi­niar­skie ABC

Dol­na Au­stria (Nie­de­röster­re­ich) to naj­waż­niej­szy ma­kro­re­gion wi­niar­ski kra­ju. Na­le­żą do nie­go: Car­nun­tum le­żą­ce mię­dzy Bra­ty­sła­wą a Wied­niem, We­invier­tel przy gra­ni­cy z Mo­ra­wa­mi oraz Wa­gram, Krem­stal, Kamp­tal, Wa­chau i Tra­isen­tal wo­kół mia­sta Krems an der Do­nau. Stre­fa leży na gra­ni­cy wpły­wów kli­ma­tu kon­ty­nen­tal­ne­go kró­lu­ją­ce­go w Pa­no­nii i al­pej­skie­go. Im da­lej na wschód, tym cie­plej, im da­lej na za­chód – zim­niej. Wo­kół Krems i We­invier­tel kró­lu­je czo­ło­wa au­striac­ka od­mia­na bia­ła, grüner vel­tli­ner, z któ­rej po­wsta­ją za­rów­no wina pro­sto­li­nij­ne, do szyb­kie­go wy­pi­cia, jak też zło­żo­ne i dłu­go­wiecz­ne. Rie­sling ma waż­ne miej­sce przede wszyst­kim w Krem­stal, Kamp­tal, Wa­chau i Tra­isen­tal, gdzie daje naj­lep­sze wina w kra­ju, o ja­ko­ści po­rów­ny­wa­nej z czo­ło­wy­mi z Nie­miec.

We­invier­tel było w 2002 r. pierw­szym au­striac­kim re­gio­nem, w któ­rym wpro­wa­dzo­no sys­tem ape­la­cyj­ny DAC (Di­stric­tus Au­striae Con­trol­la­tus). Dziś w Dol­nej Au­strii sta­tus ten mają tak­że Krem­stal, Kamp­tal, Wa­chau i Tra­isen­tal oraz Car­nun­tum.

Naj­lep­si pro­du­cen­ci

Krem­stal: Sa­lo­mon-Un­dhof, Nigl, Ma­lat, Stadt Krems, Pro­idl; Kamp­tal: Brün­dl­may­er, Schloss Go­bels­burg, Hirsch, Jurt­schitsch, Lo­imer, Al­l­ram; Tra­isen­tal: Hu­ber, Neu­may­er; Wa­chau: Al­zin­ger, Hirt­zber­ger, Knoll, F.X. Pi­chler, Rudi Pi­chler, Pra­ger

Spró­buj ko­niecz­nie!

Dol­na Au­stria to kra­ina wa­rzyw i owo­ców, mię­sa i ryb. Bę­dąc nad Du­na­jem, war­to spró­bo­wać lo­kal­nych słod­ko­wod­nych ryb, w do­li­nie March­feld upra­wia się naj­lep­sze au­striac­kie szpa­ra­gi. W kar­cie mięs do­mi­nu­je wie­przo­wi­na, choć war­to pa­mię­tać, że praw­dzi­wy Wie­ner Schnit­zel po­wi­nien być zro­bio­ny z cie­lę­ci­ny. Spe­cjal­no­ścią Wa­chau są zaś mo­re­le, z któ­rych robi się świet­ny de­sty­lat Ma­ril­len­sch­naps oraz kne­dle, Wa­chau­er Ma­ril­lenk­nödel.

Przy­dat­ne ad­re­sy

We­in­gut Sa­lo­mon-Un­dhof

Hi­sto­rycz­na po­sia­dłość w sa­mym ser­cu Krems und Ste­in. Na miej­scu sklep i moż­li­wość de­gu­sta­cji win.

www.sa­lo­mon­wi­nes.com

Un­d­stra­ße 10, Krems an der Do­nau

Lo­isium

No­wo­cze­sne, in­te­rak­tyw­ne mu­zeum wina, a przy oka­zji ho­tel (z czyn­nym na­wet zimą od­kry­tym ba­se­nem w środ­ku win­ni­cy) i świet­na re­stau­ra­cja z dłu­gą li­stą dol­no­au­striac­kich win.

www.lo­isium.com

Lo­isium-Al­lee 2, Lan­gen­lo­is

Stift Göt­twe­ig

Be­ne­dyk­tyń­skie opac­two z XI w. pro­du­ku­ją­ce do­sko­na­łe rie­slin­gi i grüner vel­tli­ne­ry. Na miej­scu do­bra re­stau­ra­cja z im­po­nu­ją­cym wi­do­kiem na Krem­stal.

www.sti­ft­go­et­twe­ig.at

Stift Göt­twe­ig 1, Furth bei Göt­twe­ig

Lo­ib­ner­hof

Tra­dy­cyj­na au­striac­ka re­stau­ra­cja u wrót Wa­chau na­le­żą­ca do czo­ło­we­go pro­du­cen­ta w re­gio­nie, ro­dzi­ny Knoll. La­tem jada się tu w sa­dzie.

www.lo­ib­ner­hof.at

Unter­lo­iben 7, Dürn­ste­in

Ma­lat We­in­gut und Ho­tel

Zna­ko­mi­ty wi­niarz z Krem­stal, Mi­cha­el Ma­lat pro­wa­dzi bar­dzo ka­me­ral­ny, no­wo­cze­sny ho­te­lik tuż obok wi­niar­ni. Jed­no z tych miejsc, gdzie czło­wiek bu­dzi się w win­ni­cy.

www.ma­lat.at

Haf­ner­stra­ße 12, Palt

10 win, któ­re war­to zde­gu­sto­wać w Dol­nej Au­strii

Sa­lo­mon-Un­dhof, Krem­stal, Ste­iner Kögl Rie­sling Alte Re­ben

Ma­lat, Krem­stal, Grüner Vel­tli­ner Gros­se Re­se­rve

Nigl, Krem­stal, Ried Gold­berg Rie­sling

Brün­dl­may­er, Kamp­tal, He­ili­gen­ste­in Rie­sling Alte Re­ben

Al­l­ram, Kamp­tal, Ga­is­berg Grüner Vel­tli­ner

Schloss Go­bels­burg, Kamp­tal, Lamm Grüner Vel­tli­ner

Franz Hirt­zber­ger, Wa­chau, Sin­ger­rie­del Rie­sling Sma­ragd

Gritsch, Wa­chau, Schwa­rze Mau­ri­tius Grüner Vel­tli­ner

Lu­dwig Neu­may­er, Tra­isen­tal, Ikon Grüner Vel­tli­ner

Hu­ber, Tra­isen­tal, Berg Rie­sling

B – bia­łe

Za­pra­sza­my do za­ku­pu peł­nej wer­sji książ­ki