Strażnicy Świata - Śniegórski Maciej - ebook
NOWOŚĆ

Strażnicy Świata ebook

Śniegórski Maciej

0,0

Opis

Co się stanie, jeżeli piątka wspaniałych dzieci wpadnie na zaskakujące pomysły?

Pięć różnych krajów, pięć niezwykłych talentów i jedna wspólna misja. Asma, Wanda, Ryan, Lin i Nastka to zgrana paczka przyjaciół, których dzieli niemal wszystko – od pochodzenia po ulubione smaki – ale łączy wyjątkowa więź. Podczas wspólnych wakacji na malowniczych Kaszubach ich życie zmienia się na zawsze. Tajemnicze spotkanie z szeptuchą Marią sprawia, że dzieci stają się Strażnikami Świata. Czy uda im się uratować ranne zwierzę, powstrzymać groźny pożar i odkryć tajemnicę borowca? Czy w świecie rządzonym przez dorosłych, głos piątki dzieci ma szansę zostać usłyszany? To pełna magii, humoru i zapachu lata opowieść o tym, że największą supermocą jest współpraca, a ratowanie planety zaczyna się od małych kroków.

Audiobook czyta Aleksandra Skraba.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 94

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Strażnicy Świata

Maciej Śniegórski

Copyright © 2026 Maciej Śniegórski

Redakcja: Dorota Gołaszewska, Paulina Nesteruk

Korekta: Dominika Śniegórska

Skład i łamanie: Olga Sobieszczańska

Projekt okładki i ilustracje: Olga Sobieszczańska

Wydanie pierwsze, Warszawa 2026

ISBN 978-83-981157-0-4

Książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Wszelkie udostępnianie osobom trzecim, upo-wszechnianie i upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie jest nielegalne i podlega właści-wym sankcjom. 

Spis treści

Rozdział 1 Pięciu Strażników Świata

Rozdział 2 Wakacje!

Rozdział 3 Piknik, szeptucha i ajurweda

Rozdział 4 Pierwsze zadania i borowiec

Rozdział 5 Kryzys moralny Strażników

Rozdział 6 Opowieść Marii

6

20

61

95

117

144

4

Rozdział 1Pięciu Strażników Świata

5

Było ich pięciu. A raczej pięcioro, bo byli wśród nich chłopcy i dziewczynki. Pięcioro Straż-ników Świata. Ale na początku nie wiedzieli, że są Strażnikami, więc może lepiej powiedzieć, że było ich po prostu pięcioro. Pięcioro dzieci. Bo pięciu to może być facetów, listonoszy czy muszkiete-rów (chociaż tutaj najlepiej pasuje „trzech”). Na początku tej historii lepiej jednak powiedzieć, że było pięcioro dzieci. Bardzo fajnych dzieci, pod wieloma względami wyjątkowych, bo każde z nich miało unikalny talent, ale dopiero jak były razem, ich talenty się sumowały, dając wspaniały efekt.

Znały się ze żłobka, także prawie od uro-dzenia. Asma pochodziła z Syrii, Wanda z Pol-ski, Ryan ze Stanów Zjednoczonych, Lin z Chin, zaś Anastazja z Rosji. Niesamowity przekrój świata w jednej grupie żłobkowej. A jak na sie-bie trafili? Wszystkich zapisano do tego samego żłobka mieszczącego się w centralnej dzielnicy Warszawy pełnej biurowców sięgających chmur.

6

W tych biurowcach pracowali ich rodzice, któ-rzy zajmowali różnorodne stanowiska w bardzo nowoczesnych firmach. Rodzice Wandy pracowali razem w jednej z nich, gdzie zresztą się pozna-li – najwygodniej było im znaleźć żłobek blisko pracy, mimo że cena była dość wysoka. Reszta ekipy znalazła się tutaj z podobnego powodu: ich rodzice dostali kontrakty na pracę w sąsiednich biurowcach, rosnących dumnie wokół zabytkowej uliczki z małym budyneczkiem żłobka.

Dzieciaki szybko się polubiły – na tyle szybko, że podczas adaptacji nie potrzebowały obecności rodziców, którzy zarezerwowali sobie kilka dni urlopu na ten czas. Już od drugiego dnia całą bandą tworzyły minihuragan, który przetaczał się przez wszystkie sale, tworząc niewyobra-żalny bałagan i doprowadzając opiekunki na skraj wyczerpania fizycznego i emocjonalnego. Nie chciały też słyszeć o wychodzeniu przed podwieczorkiem, więc rodzice zmuszeni byli do

7

przesiadywania razem w okolicznych kawiar-niach, integrując się i rozmawiając o wszystkim i o niczym. W efekcie nie tylko dzieci trzymały się razem – wkrótce całe rodziny spotykały się wieczorami i w weekendy, tworząc świetnie zgra-ną grupę przyjaciół.

Jesteście ciekawi czy Asma, Wanda, Ryan, Lin i Anastazja się kłócili? Oczywiście, że tak. To raczej podejrzane, gdy nikt się nigdy nie kłóci. Dzieci często się kłócą. Dorośli zresztą też. Każ-da kłótnia czegoś nas uczy, więc można powie-dzieć, że to wręcz zdrowo tak się trochę pokłócić raz na jakiś czas. A jak to się stało, że ta piątka dzieci z różnych zakątków świata umiała ze sobą rozmawiać? Wszyscy (poza Wandą) przybyli do Polski w momencie, kiedy dopiero uczyli się pierwszych słów, więc każde z nich od począt-ku uczyło się mówić w dwóch językach – swoim ojczystym oraz polskim. Choć dla Wandy języ-kiem ojczystym był właśnie polski, jej rodzice

8

starali się w domu jak najwięcej rozmawiać z nią po angielsku, aby już od najmłodszych lat uczyła się języka, który w przyszłości mógł jej otworzyć więcej możliwości.

Mijały lata i przyjaciele robili się coraz starsi. Nadeszła pora na opuszczenie żłobka i poszu-kanie przedszkola. Rodzice Asmy mieli na oku przedszkole bliżej ich domu niż biura, więc przez chwilę dzieciaki ogarnęła groza, że jedno z nich już nie będzie codziennie spędzać z nimi czasu. Całe szczęście chóralne płacze całej piątki przy-musiły rodziców Asmy do zmiany decyzji. Pod-dali się już drugiego dnia po zakończeniu żłobka, uznając, że dla dobra córki są w stanie dowozić ją każdego dnia do dalszej placówki. W ten sposób ekipa w komplecie przetrwała czas przedszkol-ny, aż doczekali się wreszcie najważniejsze-go momentu: początku szkoły. A czemu był on tak ważny? Odpowiedź jest oczywista: bo mogli wreszcie wybrać dla siebie tornistry i piórniki.

9

Każdy z przyjaciół był zupełnie inny, co zde-cydowanie wzbogacało relacje w grupie. Asma była dziewczynką pełną dzikości i brawury, z ogromnym apetytem. Wszędzie było jej peł-no i sprawiała wrażenie kogoś, kto nigdy się nie męczy. Od świtu do późnego wieczora działała na najwyższych obrotach, a kiedy przychodziła jej pora, po prostu zasypiała. Czasami przy myciu zębów, czasami z czołem na kartce pokrytej mokrymi jeszcze plakatówkami, czasami w wan-nie. Ogólnie rzecz biorąc, było jej wszystko jed-no, gdzie zaśnie – kiedy nadchodził ten moment, system operacyjny w głowie uroczej Asmy po prostu się wyłączał. Uwielbiała się stroić, bie-gać na bosaka po kałużach i błocie oraz przede wszystkim jeść. Dzieci w tym wieku mają już czę-sto mocno określone preferencje smakowe. Są rzeczy, które zawsze chętnie zjedzą i takie, które z założenia są „fuj”. A Asma lubiła jeść wszyst-ko, była wiecznie głodna i, co najciekawsze, przy

10

swoim aktywnym trybie życia spalała wszystkie pochłonięte kalorie. Rodzice często mówili, że łatwiej ją ubrać niż wyżywić. Asma miała jeszcze jedną, bardzo zadziwiającą umiejętność: zawsze pakowała się w kłopoty i wchodziła wszędzie tam, gdzie akurat wchodzić nie wolno. Kiedy gubiła się na szkolnej wycieczce czy na lotnisku pod-czas wakacji z rodzicami, wystarczyło poszukać znaków zakazu i właśnie w tych miejscach znaj-dowała się dziewczynka. Asma miała kruczoczar-ne, bardzo gęste włosy, które mama zaplatała jej w warkocz. Lubiła ubierać się we wszystko, co uznane jest za typowo dziewczęce: sukienki i spódnice, najlepiej w różnych odcieniach różu lub kreacje pełne błyszczących cekinów i ozdó-bek. Ciuchy te były trudne do prania i przez świe-cące dodatki, jej tata nieraz musiał wyciągać zapchany filtr z pralki. A prały się często, bo ani trochę nie przeszkadzały dziewczynce we wspi-naniu się na drzewa, czołganiu pod ogrodzeniami

11

czy robieniu ślizgów na brzuchu przez salę gim-nastyczną w szkole.

Wanda była troszeczkę jak lustrzane odbi-cie Asmy. Chociaż nie, lepiej powiedzieć, że była jej odwrotnością. Bo gdyby była jej lustrzanym odbiciem, to byłaby taka jak Asma, tylko w dru-gą stronę. Tak więc Wanda była odwrotnością Asmy. Spokojna, zachowawcza, bardzo ostroż-na i zaczytana. Jeszcze w zerówce nauczyła się płynnie czytać. Książki były jej największą pasją i pochłaniała dosłownie wszystkie, jakie nadawały się dla małych ludzi. Początkowo dzię-ki rodzicom, którzy czytali jej w każdej wolnej chwili, ale pewnego dnia stwierdziła, że jak sama zacznie czytać, będzie mogła robić to jeszcze częściej. I od momentu, kiedy udało się jej zło-żyć kilka sylab w słowo, a następnie kilka słów w zdanie, książka towarzyszyła jej zawsze. Wan-da nigdy nie była pewna, co będzie miała ochotę przeczytać na szkolnej przerwie, więc pakowała

12

po kilka książek do plecaka, aż w końcu mama go zważyła i się załamała. W związku z tym na siódme urodziny Wanda dostała swój pierwszy czytnik, a jego wbudowana pamięć pozwalała na noszenie przy sobie tysięcy różnych tytułów. Na każdą możliwą okazję Wanda dostawała książ-ki i w zasadzie zawsze były to trafione prezenty. Aby się nie gubić w swojej ogromnej bibliotece, zaczęła dzielić książki rodzajami i właśnie tak powstały foldery, takie jak: „Książki na poważnie”, „Książki na mniej poważnie”, „Komiksy”, „Encyklo-pedie i podręczniki” czy „Książki na kibelek”.

Wanda nie była pierwsza do działania, od tego były inne dzieciaki z ich grupki, ale zawsze znała odpowiedź na każde ważne pytanie. No, prawie zawsze. Jak nie znała jej od razu, to zanurzała nos w czytniku i wracała z odpowiedzią po kilku minutach. Dzieci w szkole bardzo ją lubiły, cho-ciaż nie była postrzegana jako przebojowa oso-ba. Nie za bardzo lubiła się witać czy rozmawiać

13

z nieznajomymi, najlepiej czuła się wśród swo-ich, czyli przyjaciół albo rodziny. Jeśli za dużo się wokół niej działo, przeżywała to później, a wychodzące na wierzch emocje nie pozwalały jej spokojnie zasnąć. Wanda była zazwyczaj móz-giem każdej operacji, a empatyczni przyjaciele otaczali ją murem, za którym mogła się scho-wać przed obcymi. Za to ich uwielbiała. Marzyła o karierze naukowej i zawsze w kieszeni dżinsów nosiła szkło powiększające oraz niewielki notat-nik, gdzie mogła zapisywać wszystkie ważne dla niej i dla całej bandy rzeczy. Była raczej drobną dziewczynką, nosiła okulary, a na głowie mia-ła (zdaniem swojej babci) bocianie gniazdo. Bo musicie wiedzieć, że Wanda najbardziej na świe-cie nienawidziła czesania włosów.

Natomiast Ryan był typem sportowca. Ciem-noskóry chłopczyk uwielbiał oglądać sport i mógł patrzeć godzinami na ludziki biegające za piłką po boisku. Gdy kończyły się mecze piłki nożnej,

14

przerzucał kanał i oglądał koszykówkę. Sam również uwielbiał grać i, podobnie jak Wanda w plecaku nosiła czytnik książek, tak Ryan nosił w nim piłkę. Tylko dlatego jedną piłkę, bo plecak mieszczący dwie był prawie tego samego wzro-stu co chłopiec. Miał mocno kręcone włosy, któ-re nigdy nie zmieniały kształtu. Niezależnie od tego, czy był u fryzjera, czy umył świeżo głowę, czy się czesał, czy nie – zawsze miał na głowie afro, okalające równiutko jego niezwykle sympa-tyczną buzię. Bo poza zamiłowaniem do sportu, Ryan uwielbiał się uśmiechać. Swoim uśmiechem potrafił zarażać przyjaciół i było to jego swoi-stym darem, mocą specjalną. W każdej sytuacji potrafił znaleźć coś pozytywnego i z takim opty-mistycznym nastawieniem wędrował przez życie. Wanda bardzo mu zazdrościła włosów – byłyby idealne dla niej, bo bezobsługowe.

Lin pochodził z Chin. Jego rodzice zatrud-nili się w firmie informatycznej produkującej

15

telefony, ale jego tata szybko stwierdził, że woli robić coś, co sprawia mu większą radość, więc otworzył restaurację. Lin uwielbiał spędzać w niej czas po szkole. Odrabiał lekcje, siedząc w kuchni, a kiedy już miał wszystko zrobione, kucharz i tata pozwalali mu pomagać. Dlatego właśnie Lin potrafił gotować, znał się na jedze-niu i zawsze przynosił jakieś pyszności w śnia-daniówce. Jednocześnie szybko się najadał, więc Asma była niemal zawsze u jego boku, aby pomóc mu dokończyć – jej zdaniem nic nie powinno się przecież zmarnować.

Jak się zapewne domyślacie, została jeszcze Anastazja. Rodzice Anastazji, zwanej przez bli-skich Nastką, uciekli z Rosji, kiedy zaczęła się wojna w Ukrainie. Ta pierwsza, sprzed wielu lat, o której się już nieco mniej mówi, ta, która odebra-ła Ukrainie Krym, czyli piękne ziemie leżące w cie-płym miejscu nad zjawiskowym morzem. Może ucieczka to przesadzone określenie – rodzice

16

Nastki nie zgadzali się z agresywną polityką pre-zydenta Rosji, więc zdecydowali się opuścić kraj i przenieść w miejsce bardziej przyjazne do życia. Znaleźli pracę akurat w Warszawie i dzięki temu Nastka poznała swoją ekipę.

Anastazja słynęła przede wszystkim z tego, że od najmłodszych lat fascynowała się mitolo-gią słowiańską, zielarstwem i wszystkim tym, co wydaje się bardziej metafizyczne niż rzeczywi-ste. Uwielbiała obchodzić wszystkie słowiańskie święta i namawiała do tego rodziców. Rodzice zaś, ciekawi wiedzy córki, chętnie przystawali na jej zwariowane pomysły i razem z nią pletli wianki w Noc Kupały, a zamiast Bożego Naro-dzenia obchodzili Szczodre Gody, co dawało im dużo zabawy i radochy. Nastka zawsze mia-ła przy sobie jakiś akcent ludowy albo zielar-ski – jak nie haftowaną przez babcię chustę, to przynajmniej kwiatek wrotyczu wpleciony w kucyk. Posiadała dużą wiedzę na temat ziół

17

i ich działania, wiedziała dużo o