Sprawa Migurskich - Leonid Bolszakow,Włodzimierz Djakow - ebook

Sprawa Migurskich ebook

Leonid Bolszakow, Włodzimierz Djakow

0,0

Opis

[PK]

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 ISBN 8308012051

 

Książka dostępna w zasobach: 
Fundacja Krajowy Depozyt Biblioteczny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi

Liczba stron: 350

Rok wydania: 1984

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Leonid Bolszakow Włodzimierz Djakow 0

Losy Albiny i Wincentego Migurskićh, ich miłość oraz irih tragedię przedstawił Lew Tołstoj w słynnym opowiadaniu Za co? Niejako uzupełnialiąc wizję literacką wielkiego pisarza historycy radzieccy L. BoJszakiotw i W. Djafcow podljęli próbę udokumentowania „sprawy Migurskićh". Na podstawie materiałów z arcMwów Moskwy, Leningradu, Orenlburga, Saralto-wa, Irkucka, Lwowa, Krakowa i Warszawy, wypowiedzi saimego Migurskiego, a także zachowanych listów i pamiętników odtworzyli dzieije życia i walki polskiego patrioty, uczestnika powstania listopadowego, który, powróciwszy z emigracji, w 1835 roku został aresztowany i zesłany. Los Migurslkiego podzieliła jego narzeczona, a późniejsza żona Albina Wiśniowska.

Sprawa Migurskich

LEONID BOLSZAROW, WŁODZIMIERZ DJAKOW Sprawa Migurskich

przełożyły

Ewa Korpała-Kirszak i Aleksandra Urbańska

Wydawnictwo Literackie Kraków—Wrocław

© Copyright by Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984

ISBN 83-08-01205-1

Zamiast wstępu

Książka nasza poświęcona jesit Albanie d Wincentemu Mi-gunskim. Ich Ijoisiom. Ich miłości. Ich iclraimatycznej walce. Sprawa Miguirskich stanoiwi zailedwie drobny eipizod w heroicznych dzaejaich inairodiu polskiego. To, że zrua ją niemal oaiy świait, zaiwdizięcziarją nasi bohaterowie wielkiemu talentowi) Liwa Tołstoja, który przedlstawił ich tragedię w isłynnyim qpoWiadaniu Za co? 1

Oboik dzieła liiteraiakiego istnieje wszaikże i realna histo-.nia; ioina też właśnie stała się źródłem iinąpiiracji dla znakomitego pisarza. Zamierzenie nasze sprowadza się zatem do tego, aby — uzupełniiaijąc niej-aiko wizję artystyczną — odtworzyć pełny obraz autentycznych wyda-irzeń. Doikoiruamy tej gwioiistej reikonisitrukoji na podstawie majteriaiów doikumentairnych z archiwów Moskwy i Leningradu, Oreinburga i Sairatotwa, Lwlawa i Irkucka, War-szalwy i Kraikioiwai (wairto zaznaczyć, iż większość przestu-'ddjawiainych prizez mais 'airchiWailiów nie zwróciła dotychczas uwagi badaczy), a talkże na poidsita|wie wypowiedzi samego Migursikiego oraiz reprezentatywnej dla epoiki liiteraitury ©pisttolairinej i pamiętnilkarstoiej. Losy naszych bohaterów pokazane będą — rzecz oczywista — na szero-Ikion tle hiistoirycznym, nie sposób bowiem pominąć tu ich związków z burzliwymi wypadikaimi dziejowymi, jakie miały miejsce w owych czaisaich na zfemiaich poJakich i w całej Europie.

Nadzieje i

rozczarowania

1.

Wincenty Migurski, syin Walentego i Katarzyny z Marczewskich, urodjziii się 28 lutego 1805 rolku iw LinolwAe na ziemi sandomierskiej i. W Sandomierzu też początkowo polbierał naulki, aaś ,w rolku 1825 ukończył gimnazjum wojewódzkie w Kielcach.

W pamiiętnilkacih Migurislkiego zatbralkto miejsca dla wspomnień szkolnych, anie zachowały Się też żadme dokumenty dotyczące owego okresu jego życia. Wiadomo jednak z innych źródeł, iż ,w tym siaimym czasie kształcił się w Kielcach Piotr Ściegienny; opuścił on gimnazjum wo-jeiwódzlkie diwa lata przed Winceinitym. Od rolku 1822 do 1825 uczęszczał wriaiz z Miguirsfciim do tej samej ikla|sy syn miejscowego aipteikarzia Franciszek Pamtoczeik, -przyszły konspirator i jeidein z najbliższych współpraciorwnikóW Ściegiennego. U Palntoctzików też Właśnie „stojąc — wspominał Ściegienny — byłem korepetytorem..." 2

Sytuaojia malterialna Migurislkiego, wywodzącego się z tfodziny szlaichedkiej, różniła się zaipelwine — i to zasadniczo — od sytuaicji materialnej Ściegiennego, który wyszedł ze środowiiigka chłopskiego. Można ziattem przypuszczać, że Migurski zdołał uniknąć gorzkiego loisu korepetytora, choć niejeden syn szlachecki dioralbaiał sobie w ten sposób w bogatych domiach (kielecikiego „istaniu średniego". Niezamożni uczniowie z okolicznych wsi i miasteczek wynajmowali zazwyczaj wspólne staincje „z wiktem i opienuinlkiem", co kalkulowało isię zmaiazinie tatniej niż oddzielne Idkuim, Wincenty zaś mieszikał u swego starszego brata Michaiła, iremdianta stempla w Komisji Województwa Krakowskiego z siedzibą w Kielcach. 3

Po ukończeniu gimnazjum Miigurski został pisarzem w kainicelaTii brata. Byl szlachcicem, więc w drodze do (kairiery urzędniczej bez truidiu wyprzedził Ściegiennego, 'który w tymże czasie — a działo się to jesienią 1826 roku — daremnie zabiega! o poisadę.

„Od lat dziecinnych — pisał później autor Złotej książeczki — zrodzoiny ze stainu włościańskiego, bezustannie doznawałem najpnzecaiwiniiejszych kolei (losów). W szkołach pogardzaino mną, żem sią chłopem urodził; nie miałom za Oo książki kupić. A w aplikacji ikilku po mnie naisitaiłych przede mną otrzymali posady, a minie jeszcze aplikować kazano" 4.

Trudno byłaby twierdzić z całą pewnością, iż Miguir-siki już wtedy w pełni [rozumiał sens podobnych antagonizmów społecznych. Molżnia wszalkże przyjąć, że nie pozostały one bez wpływu na jego stosunek do rzeczyjwi-isitościi, a ponad wszelką wątpliwość zapadalły w pamięć.

Kariera uirzędmiczia Wincentego zakończyła się nadspodziewanie .szybko i w diość przykry sposób. W kasie, za iktórą odpowiadali jeigo sitarszy bnalt, stwierdzono brak 85 tys. złotych. Niiie wilaidomio, czy miała tu miejsce zwykła kiraidzież, czy (teiż niediobóir owej kwoty okazał się rezultatem jakichś błędów, a: może zaniedbań w prowadzeniu ddkumelnitacjii. Tak ozy inaczej, w roku 1827 bnalc&a Mi)gru'riscy zaleźli się w więzieniu; Michał za defnauda-«ję, Wincenty zaś za zniszczenie ksiąg buchiallteryjnych.

Szlkoła, niecielkawa' służba slferyby kancelaryjnego i więzienie staiły się tedy wyziniaicznilkami idwyah trzech etapów drogi życiowej Migursikdego, jakie poprzedziły mo-imenlt jego wstąpienia w szeregi powstańcze. Nie sposób 'olczywiście znaileźć odpowiedź inia pytanie, który z tych olkrresów był na|jiistotnieijiszy dla kształtowania się cha-Tialkteru i światopoglądu naiszieglo bohatera, lecz jeśli jest rezultat — winny zaistnieć przyczyny. Dailsze losy Wincentego mówią aiż nazbyt wyraźnie, że mamy do czynienia ze zdecydloiwanym prizecilwnilkiem ówczesnych po-rząidfeów, a żartem jego postawa opozycjonisty musiała akrystaliizldwać się właśnie podczas pobytu w Kieloac .

Nie było to dziełem przypadku; Kielce położone w bliskim sąsiedztwie Wiołlmiega Miasta Krialkloiwia stanowiły podówczais jeden z najważniejszych lośrodków ruchu rewolucyjnego w Królestiwdie Polskim. Mładizież z Kielec-idzyany .odgirywiaiła znaczącą rolę w krakowskich kółkach studenckich lalt dwudziestych, miecio później Stowarzyszenie Ludlu Polskiego utworzyło tu stosuinlkofwo liczną grupą koospiriaicyjną pod przeiwodinictwem Kanołla Bogdaszew-elkiego, w początkach lat czterdziestych wreszcie regioai Ów sitaił się głównym terenem działań słynmiej organizacji księdza Piioitr,a Ściegiennego, pochodzącego ze wsi Bil cza piod Kielcami.

Dla warstwy społecznej, do której należeli Migu racy, powstanie listopadowe stało się żywotną spratwą. W przededniu jego wybuchu ojciec Wincentego zajmował się go-ispodarstweim. dolnym, dzierżawiąc rozmaite fodiw/aiPki. Z modizicaimi mieszkały diwie córiki: obarczona pięciorgiem dzieci Nepomucena, wdofwa po podsędlku sitaszolwskitm Jó-■zefie Ciąglińskim, oiraz kilkunastoletnia Rafa lina. Birafci, oprócz Michała, miał Wincenty czterech. Józef i Waiciłaiw isłużyli w 4 Puiłku Piechoty Liniowej, „czwairtakiem" był też do roku 1828 Walenty, który po rezygnacji z kariery wiojji^koiweij zostaił urzędnikiem Kaliskiego Trybunału Cy-wiilnego.

W tym miejscu zmuszeni jesteśmy przerwać życiorys naszego bohatera — zarwcziasu prosząc czytelnika o wybaczenie nam pioidlolbnych dygreisji na dailszych srtroni-aaich — by nialwiąziać dio niektórych wydarzeń historycznych szczególniejszej wagi. Losy jednostek pozostają bowiem w tak ścisłych związkach z losami narodu, iż nie sposób itch odeń oddzielić, zrozumienie zaś pewnych kwestii bez odjwołań do proioesiu dziejowego wydaje się wręcz nieimiożliwe.

Jalk wiadomo, u schyłku XVIII wieku Polska ultracdła niepodległość, a zgodna z interesem wi&lkieij własności zŁemakierj polityka społeczncHefcomiomliicznia mocarstw zaborczych preferowała w gruncie rzeczy stosunki feudalne. Sytuacja ta stwarzała olbiaktywine prizeisłalnki dla p,o-• (wiązania walki niarnddowawyziwoleńcziej z dążeniami chłopstwa do uwolnienia się ispod jiairzma pańszcizytzny. Nie nia^

zy ^ przeto daiiwić, że koncepcje Stainisłalwa Staszica1,

Hiugionia Kołłątaja oraiz innycth wielkich myślicieli epoki Ogwdeoeiniia głoszących potrzebę dkiertoiwajnia gospodarki państwowej nia (tory prekapiitalistyczne spotkały się z żywą aprobatą ze strony zniaczaiycih rzesz drdbnej i zdlekla-siowainieij ,szlaichty, która de facto przestała już należeć dlo śiwiiatta feudałów. Fosltępoiwi działataze Oświecenia, po-istuilujjąc całkowitą likwidację przywilej ó(w stanowych, występowali przecież i w jej interesie. To oni właśnie domagali isię u tworzenia regularnej airanii', zreformowania .ajdimŁn.isitrfaictji pańsifcwoiwej oinaiz unowocześmienia szkolnic-twa, aiby na gruzach feudalnej anarchii zbudować system zidoliny do przekształcenia symólw na j r ozmaitszych. iseijimiikowych rębaijłótw, zubożałych „karmazynów" z zaś-icdianfca, lokajów i ekonomów z tyftaiłeim szlacheckim w gtodzijwie opłacanych oficerów, uirzędniilkó/w, nauczycieli, inżynier ów i lelkairzy.

Jiedinalkże zdecydowany oipór tych kręgóiw, które swe iintteresy klasowe staiwialły wyżej old interesów narodu i państwa, przeszkodził działaniom lewicy i dlopnowadził idlo klęski insurekcji kościuszkowskiej. Wzrosit znaczenia isiiił zachowawczych pio kongresie wiedeńskim 1815 roku miiiał ilstotny wpływ na program i srhruikturę społeczną późniejszych organizacji spiskowych w Królestwie.

,,Kierowane w dpżym .stopniu przez ziemiaństwo — pisize jeden ze współczesnych badaczy polskich — nie majjące ,silniejszych powiązań aini z chłopami, ani — ludem miejskim, tajne związki nastawiały się wyłącznie na powolne przygotowanie powstania, które wybuchłoby w korzystnych okolicznościach. Geilem jego byłofby zjednoczenie i niepodległość Polaki. Program reform społecznych 'albo nie występował w nich widaile, alibo był dość nieśmiało poldmoszony przez nieliczne radykalne żywioły spośród inteligencji, mdieszczaństwa i drobnej szlachty, które tworzyły n,aij ofiar niejszą część .spiskowców" 5.

Ocenę powyższą można również Odnieść do programu politycznego tajnego -sprzysiężenia w warszawskiej Szkole Podchorążych, do poglądów Piotra Wysockiego, Jó-iziefia Zalilwisikliiego, Luidlwifca Naibielalka, Seweryna Goszczyńskiego oraz innych konspiratorów, którzy przygotowali! zamaich na namiestnika carskiego w jego rezyden aj,i w Belwederze, dokonamy 29 listopada 1830 rofcu.

Początkowo udało się umilknąć klęslki dzięki zdecydowanej postawie tysięcy rzemieślniików i wyrolbnilków; opanowali ani ainsenał i zmusili woijislka wielkiego ksiięciia Konstantego dio opuszczenia Warszajwy. Autentyczny e!n-tuzj.azm i aktywnlość ludlu przyciągnęły w szeregi powstańcze znaczną część młodzieży studemdkiejj; wzrosto taik-że liczba oddziałów (woijsikotwyich odmawiających posłuszeństwa władzom carslkiim. W te!j .sytuacji komisierwaityW-ine kręgi społeczeństwa zmuszone były opowiedzieć się P'0 stronie powstania. Występująca w Odnowionym sikła-dzie Rada Administracyjna nawoływała jednalk do „spokoju", zaś upiaitrzony pirzez obóz powstańczy nia wodza generał Józef Chłopiiciki bynajmniej nie zamierzał przejawić ;taik potrzebnej podówczais energii: i inojcjaitywy. Zarówno bezpośrednio po wybuchu powisitania, ja!k i później, arystokracja i generalliicja ;Sitairia/ły się tak polkieriolwiać wypadkami, by nie dopuścić do przekształcenia się powstania w rewolucję społeczną.

Według trafnej interpretacji Fryderyka Engelsia, powstanie „inie byiło anui rewolucją nairodiową (niie objęło trzech czwaintych terytorium Polaki), ani iteż rewolucją polityczną czy socjalną; nie przyniosło żaldnyoh zimian w wewnętrznej syituiaiaji luidlu; była to .rewolucja ikofn— serwatywna" 6.

Oceniając powstanie w taki włalśnie isposób, Matnks i Engels podkreślali niejednokrotnie, że w obozie powstańczym ścierały się ,różne koncepcje spolłeczno-pollitylcz-ne, z których jednai reprezentowała tendencje biegunowo przeciwne stanowisku airysjtdkracji. W łanie owej ,,konserw,attywnej rewolucji", w jej kręgach przywódczych, znalazł się — ich zdaniem — człowiek, który ostro krytykował ciasnotę poglądów iklais rządzących, njalwoływaił do zastosowania iście rewolucyjnych środków, marzył o przebudowie Polsiki na zasadiaich deimolkrartycznych, sztuikając zairazeim sposobów przekształcenia wałki narodowowyzwoleńczej w wałlkę o wyzwolenie społeczne. Człowiekiem tym był ideolog i przywódca radykalnej lewdicy — Joachim Lelewel.

Wydarzenia lait 1830—1831 zaostrzyły sprzeczności po-S ą ow nie tylko w ikweistii przebudowy sitruikltuiry gpo-ecizensitwa, lecz także w sprawach dotyczących sitiosiun-ków narodów, ościowych. Obóz arystokratyczny czynił wszysitko, aiby powsitande stało się wojną o niepodległość Polski oiraz przyłączenie dio niej obszarów zamieszkałych przez Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, gdzie porastały utracone majątki ziemskie szlachty polskiej.

Charakjterysityazina dla radykalnej lewicy dążność do współpracy z elementami rewolucyjnymi w Rosji znalazła swój wyraz w mainifesttacji mieszkańców Warszaiwy, która odbyła sdę 25 stycznia 1831 roiku, kiedy to sejm powziął decyzję o usunięciu oaira Mikołaja z tronu polskiego. Uczeisitniicy manifestacji oddali hołd pamięci pomordowanych dekabrystów, bojiowniitków o wolność lu-diu rosyjskiego — Pawła Peisitela, Michaiła Beistużewa, Kon-raida Rylejewa, Sergiusza Mur awiowa-Ap oisitoła, Piotra Kaichow^kiego. We wspaminieniach Jania Nepomucena Janowskiego, wówczais studenta, później wybitnego działacza emigracyjnego, czytamy:

„Towarzystwo Patriotyczne czy — jak je reakcja zwała — klubiiśoi wansziarwsicy, chcieli tym óbohodeim okazać, że Polacy, czicząc pamięć wspomnianych palfcriiiołtów rosyjskich (zw. dekaibr ysttiami), którzy Polsce nie odmawiali prawa do niepodległości w przedrozbiorowych graimiicaich — pragną walczyć w celu skruszania wspólnego im z ludem rosyjskim oairisikiiego j<a(rztma. Zapoiwieidziiany poprzednio iw cLziienindkaicih olbchód tein rozpoczął się naibożeń-iSttwem w cerkwi prawosławnej przy ulicy Podiwale około 9 godziny z rama, diolkąd ,prócz członków Towarzystwa Patriotycznego i uciziniiiów uniwersytetu zebrało się było tyle ludu, aż isdię naWeit na dziedzińcu cerkwi wszyscy pomieścić nie mogli. Wiszysitkiich szczegółów już dziś nie pamiętam. Przypominam slolbie tylko, że przed licznym lorszialkiem, który w swoim pochodzie ciągle się powiększali, niesiono: 1. pięć trumien kirem pokrytych z białymi napisami nazwisk, 2. czerwoną czapkę rogatywkę jialko godlło wolności, 3. białą chorągiew z czerwonym napisem po polsku i po rosyjsku: «Za naszą i waszą w-ol-mość» oraz 4. chorągiew rosyjską. Tę ostatnią, lubo nieco

niedomagający, niosiłem ja..."7 , ,,

Walika nariodiu pollslkiego o wolność i niepodlegios^ zyislkała popainoie postępowych kręgów społeczeństwa rosyjskiego8. Na stronę powstania przeszlło pomad 200 żołnierzy armii cair^kiej 9.

Antagonizmy welwnętrzne osłabiały siły powstańców. Po początkowych sukcesach nastąpiły panaiżki, ndeuinalk-ndione zreszitą woibec zdecydowanej przewagi liczebnej przeciwnika. Po bitwie pod Grochowem, ,w której ainmiia powstańcza odniosła (w lutym 1831 raku zwyoięsjtwo, odpierając ataki dowodizonych przez Dybicza woj,sk cair-dkich, miała miejsce w m.aju tegoiż roku klęska pod Ostrołęką; ispiowadorwiaiła ona całkowitą utratę inicjatywy przez dowództwo powstania.

Ani Austria, ani też mocairjstwa zachodnie jak Anglia czy Francja ndie pomagały powstańcom, Prusy .natomiast — podobnie jak rząd carski — sto,9o!waiły woibec niich represje. W pierwszych dniaich wrzeiśnia wojjislka cairskie zdolbyły szturmem przedmieście Warszawy — Wodę. Uratować powstanie mogłaby jedynie powszechna mobilizacja, lecz dowództwo, złożone w przeważającej części z konserwatystów, wybrało kapitulację; została ona podpisana w nocy z 7 na 8 września 1831 roku.

Powróćmy wszakże do naszego bohalteiria i jego rodziny. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, iż Wincenty Migurski znalazłby się wśród aktywnych 'uczestników powstania natychmiast po jego wybuchu, jednakże dopiero w lutym 1831 roku został zwolniony z więzienia. Wkrótce po tyim wstąpił jako szeregowy do tego samego 4 Pułku Piechoty Liniowej, w którym słuiżyli już dwaj jego braicia,. Wirajz z nim powrócił tam również Walenty. Teraiz więc czterej braicia Migurscy byili „czwartakami". Wkrótce Wincenty uizykaił stopień podchorążego, Józef został kaipitaineim a Waiołaiw podporucznikiem. Stopień oficerski posiiadiaił także Walenty; dostiaił się on do niewotli i przepiaidł bez wieści w głębi Rosji. Trzej poizostali brali udział w obronie Wair-iszawy i walczyli do końca,, zaś po rupadku powstania przekroczyli granicę zaiboiru pruskiego wiraiz z korpusem generała Macieja Rybińskiego.

Po ogłoszeniu przez rząd carski amnestii dla tych uicze-• stniików powstania, którzy picuwrócą niezwłocznie dio Królestwa, władze pruskie roizpoczęły akcję mającą nia celu zmuszenie imtermowainyah do sikorzystamiia z rizefcomytcih dobrodziejstw owej uatalwy. Dowodzący podówczas pul-ikiern major Apoliimairy Święcicki polecił Migurslkiemu, by ów odraldzal swoim towarzyszom uleganie tego rodiziaju naciskom. Fodoibnie j'alk dowódca pułku, Migursiki przekonywał ich gorąco, iż powinni wyruszyć do Francji, gdzie aqsttaną sformowane legiiony, które bez wątpienia odegrają distiofoną rolę w tworzeniu niepodległego państwa polskiego.

Nadeszła chwila, kie<dy przed Wincentym, a także przed innymi powsitańcaimi, którzy odmówili Skorzystania z amne-isitid carskiej, oitwioirzyiła się możliwość -wyjazdu d'o Eramcji. Bdhaiteir inasiz, zmuszony do zmiany dokumentów, podał się za oiridynainsia porucznika „.czwartaków" Louisa i przy-bra/ł naiziwisiko Sokołowski. Po załaitwieniu koniecznych formalności grupa byłych powstańców udała się w drogę. Szła lOinia poprzez ciale Niemcy, które składalły się wówczas z szeregu samodzielnych niewielkich księstewek. Liazący (około dwusrtu ludzi oddział Wincentego był już si edem na-istą z kolei kolumną emigrantów; Józef i Wacław wyru-iszytli następnego dniia.

Eaila nastrój ów rewolucyjnych wywołanych wydarzeniami roku 1830 we Francji jesizcize nie opadła i narody Euriqpy Zachodniej, a iwśród nich również i Niemcy, odnosiły się dlo powstańców polskich z wyraźną sympatią. Z zeznań Magurskiego złożonych w roku 1835 dowiadujemy /się, iż prości ludzie rzucali im krwiaity, wyrażali współczucie oraz udzielali wszelakiej pomocyl0.

„Ne biorę się Opisywać drogi dio zachodnich hriaci — czytamy w napisianycih mele lat później pamiętnikach Wiinceratego. Wysitirzały armatnie za zbliżaniem srię kolum-tny polskiej do któregokolwiek miasta lub znaczniej>gzej i wioski, procesje i uroczyste gpoitykaniia, bale, iluminacje i tryumfalne briamiy, wszystko tam było; bo dzięki postępowi cywilizacji nie masz niairodu, który by przywiązania do ojczyzny nde cenił, dlaitego też i Rzesza niemiecka i Fnaincjia na wyścigi starały się kaiżdą naszą chwilę uprzyjemniać" u.

Luty 1832 roku... Dla Miguirisfoiiego i jego towarzyszy ibył ibo olkreis niezwykle tmudny, acz nie pozbawiony pew-inyicih rtaldosnych momentów. Z jednej strony gorycz po-traiżki, przejmująca tęsknota za kriajem rodzinnym, dokuczliwe kłotpcrty dnia powigzed/niego i niepewność jutra, z dru giiąj ziaś — nęcące perspektywy nie przebytych jeszcze dróg, nieznane miasta i kraje, bainwne damki pod czerwoną dachówlką, rozległe pola,, różmolkształtne drzewa, a wreszcie zalotnie uśmiechy kobiet, nie odmjaiwŁających zaproszeniu do tańcia... Czyż znajdzie się na świecie iwielu młodych ludzi, którym to wszystko nie kazałoby zapomnieć bodaj na krótką chwilę o dręczących ich smutkach i niepokojach? Im dalej odchodzili powstańcy od gnainicy pruskiej, tym głębiej zapadały w niepamięć przeżyte nie-daiwno dramaty i bolesne rozczarowania. Cotraz ostrzejsza wisizalkże sitawala się myśl, że oto skończył się jafciś etap życia i zaczyna nowy, że trzeba uświadomić sobie w pełni przyczyny przegranej, gdyż bez tego nie może być mowy o przyszłych zwycięsitwach. A każdy przecież marzył tylko o tym, by znów ruszyć do walki o wolność i niepodległość ojczyzny.

W owe dini możnia było zobaczyć kolumny Polaików na wielu drogach przecinających .teirytorijum Rzeszy niemieckiej. Z relaioji Miguinsikiego wyniika, i/ż oddział jego szedł przez Frankfurt mad Odrą, Erfurt, Lipslk, Prainikfunt nad Menem, Wormację i wreszcie Strasibuirg; ten ostatni znajdował się już na zieimi framciusikiej.

2.

1.

2.

1.

2.

3.

1.

2.

1.

2.

3.

1.

3.

z

2.

Niejeden z owych wędrolwicóiw, który w noiku 1832 — podobnie jalk Wincenty — przemierzył Niemcy, a następnie znala zł się we Francy i jialko „refugie piolonaiiis", czyli wy-gniam.ec piodsiki, piozioigtaiwlił po istolbiie dzienirnilki bądź też pamiętniki. Zwracają wśiróid nich uwagę stronice zapisane ręką byłego studenta Uniwersytetu Wileńskiego Józefa Alfonsa P oitrykowslkiego; zioistał on rańmy w bdjtiwie pod Szaiwlaimi, po któreij aiwainisolwał do- s|tqpniia podporucznika. Dziennik Poftrykow.akiego piolsłuiży niam więc dlo uzupełnienia Obraizu ,wydarzeń, znanego już z innyah źródeł.

„SkoTOśmy tylko wjechali w granice Friaincji — notuje Potrykowski — bądź żal po dobrych Niemcach, bądź jakieś skryte przeczucie bard|zo wielu z naszych riodalków obfite potoki łez wycisnęły. Płaikali wsszyscy prafwie i ja ad łez wstrzymać się nie mogłem. Płakałem jak po przegranej naszej batalii pod Szałwiami. Cichość poinura kraju wziruszyła nas niemało. Nie widzieliśmy tych tłumów ludu, j,aik w Niemczech, zabiegającego nam drogę i miliomami głosów krzyczącego: Lebe.n die Polen, viviait! Wszystko zdawało się cichym i głuchym" 12.

Po przekroczeniu grapky bawairsiko-francustkiej Potry-kolwslki i jego towarzysze znaleźli się niebawem w Strasburgu. „Miiasito francuskie duże, murowane — czytamy w dzienniku — dlomy kilkupiętrowe, bardlzo ładne... (...) To miasto haindlowe i bogate, dobrze ufortyfikowane, w mian fa,bryłki różnych zbirojów, oręży. Kościołów kilka. Kościół katedralny bairidzo piękny i wielki. Wjeżdżając do tego miasta, byliśmy przyjmowani z muzyką i okrzykami. Bawiliśmy w nim dni 3" 13.

Miiguraki szedł tą samą trasą, lecz z innym oddziałem. „W Strasburgu — zeznał — oznajmiłem moje właściwe nazwisko i stopień, i isitdstoiwinie do woli rządu francuskiego, z wielu innymi wychodźcami udałem się na konsy-isrbejxcję do miasta Besanęom, dokąd w końou lutego 1832 r. przybywszy, zameldowałem isię miejscowej zwierzchności; aatsitałem tu już briaici moich Józefa i Wacława i wspólnie z nimi mieszkałem. przy lulicy d'Arenes. Ogólna liicziba wychodźców w tytm mieście wynosiła przeszło 900 osób, naczelnikiem których był ze strony Polaków pułkownik Ludwik Oborsjkii, a ze strony rządu francusfldiego je-inieirał Moiranidtt. Dla miżsizych sitopni, to jeist: akademików, podoficer ów i żołnierzy przeizniaczanie były koszary wioljsiko-wie, które wsizalkże gdy nie odpowiadały przyzwoitemu pomieszczeniu i gdy podówczas nie istniał tam żadem komitet polski, który by o ulepszanie naszego pomieszczenia mógł się postarać — przeto my sami pomiędzy iSoibą wybraliśmy ideputolwanych, jialko to: aikadiemik Sohil-ling, Maircinowlslki i ja oraz jeszcze jakiś czwarty, któregio nazwiska nie pamiętam, udaliśmy się do generała Mo-iraindta z prośbą o udzielenie dla akademików d podoficerów dogodniejszych kwiaiter. Schiiiliing miał do generała mowę w języku frainouslkim, po której generał Moraindit odstąpił nam <swego letniego pomieszkania zwanego bastion

d'Aire;nes..." (s. 98) ....

Po klęsce powstainiia, listopadowego około diziesięauu tysięcy byłych pioiwatańców znalazło schronienie ma obczyźnie, tworząc taim tzrw. Wieiliką Emilgrację. Emigranci polscy, którzy skierowali się dlo Francji, zoisita/li rozimieszcze-ni w kilku tzjw. zaikŁaldaioh; naijiwięlksze znjaijdiawaly sftę w Besanęoln i Avi|gnon. Otrzymywali ioini islkriomny zasiłek qd rządni francuskiego oraz pomoc materialną ze strony ludności; sprawa polaka była tu bowiiem nieztwyfkle po-pulairna. Również i ma izietmiach polskich, ndie bacząc na isurowe zaka zy zaborców, zbierano da tiki na rze cz nodia-ków zmuszonych dio opuszczenia ojczyzny. We Francji, Anglii i licznych księistewlkach Rzeszy niemieckiej powstawały komitety skupiające przedstawicieli tych kręgów społeczeństwa, w których paniowały naisitroije poianofil-slkie. Komitety owe utrzymywały komtaikty z organizacja-mii emigranckimi, usiłując zarazem skłonić rządy swych państw do podejmowania działań dyplomatycznych mających na celu poparcie sprawy niepodległości Polsiki.

Zakłady te posiadały strukturę na wpół wojskową, jed-inialkże — oprócz ziarhwierdzonych przez władze francuskie dowódców — w ikajżdym z nich istniała nada wybieirana pirzez samych Polaków. 24 kwietnia 1832 riolku dowódca zakładu w Besanęon, pułkownik L,udw,iik Oboirsiki, zwiołał zebranie, które wybrało Radę Wiojislkową Zalkładtu. Migurslki <2inalazł się w jej składzie jako przedstawiciel podoficerów i żołnierzy ulokowanych iw bastionie d'Areneis,

„Gdy zgrotmaidzeiriii wyisJiucihali podany przez Oboirskie-go projekt — zeiz|na(ł w roku 1835 .naisz bohater — nie tylko takowy w zupełności przyjęli, ale niaidto jedinio-zgodniie tegoż Oborskiego nia prezesa Rady dbrarto; wybrano talkoż 20 ozłotnlków, między którymi byłem ja, Lud-wik Zwienkowsiki — porucznik, Gordaszewislki — kapitam, Meysmer — kapitan, Michaił Chiodźko — kapitan, Rem-bielińaki — kapitan, Hemrylk hrialbiia Poinińsiki, Leion Ziemkiewicz — porucznik, Antonina — pułkoiwnilk, Schulz — puiłkpwnik, Lelewel — podpulkoIWnik, SzczejpamoWldki — podpułkownik i inni, których nazwislk teraiz nie pomnę. Komplet Rady składał się z prezesa i 12 eziłonfków. Posiedzenia odibywiaiły się trzy inaizy w tydzień, w poniedziałek, środę i piątek, a w raizie potrzeby bywały i nadzwyczajne. Zbieraliśmy się przy ulicy Prefeiktunallnej, a po-tern przy ulicy Wielkiej, w lokalu umyślnie na to przez Radę wynajętym..." (s. 99).

Go się zaś tyczy funkcji Raidy, to — według Magurskiego — określała je specjalna instrukcja, z którą Oborski zapoznał zebriainych przed dokonaniem wyborów. Funlkcje te dzielilły się na zewnętrzne i wewnętrzne. Do wewnętrznych należało „utrzymywanie w porządku emigracji i niedopuszczalnie kłótni", do zewnętrznych natomiast „odnoszenie się dio Komitetów, gdziekolwiek one na ir,z,ecz wychodźców istniały, do zbierania fun/duszów ma, wsparcie emigrantów, do czynienia wszelkich starań o przywrócenie bytu prawdziwej Folsiki, a nie tej, jaka na Kongresie w >rdku 1815 utworzoną została, i niedopuszczanie zmniejszenia liczby emigrantów, owszem, ile można, żeby owi ma zieimi francuskiej aż do dalszych wypadków wojny pozostali..." (s. 99). Jednym słowem, Radia Wojtkowa Zalkładu brała na siebie całokształt działań związanych ze wszechstronną reprezentacją interesów swych wyborców.

Zeznania Migurakiego doskonale uzupełnia znany nam już dziennik Pomryikawslkiego. Pod daitą 22 kwietnia 1832 rolku znajdujemy tam zaipiis: „Za kratą w koszarach znowu wywieszone zostaiło zaweizwianie do składami'a wotów na członków Rady wylosowanych i na członków sądu homarowego. (...) Podchorążowie i aikademicy z ba>-stionu d'Arenes 'wybrali od siebie na członków do Rady aikademiika Juliana Grossa i podchorążego Wincentego Magurskiego" 14.

Głosowanie zbiegło się ze świętami wielkanocnymi, ■więc a-utor diariusza opowiada obszernie o nastrojach, jakie panowały wśród wygnańców w tych szczególnych dla nich dniach:

„Święta wielkanocne bardzo smutne dla nas. Francuzi nie mają zwycziaiju wystaiwiać święconego jak u nas. Dzień ten u nich mało się co różni od innych niedziel hub dni świątecznych. Podchorążowie wszakże i akademicy, aby nie tracić tej drogiej, więcej ojczystej niż religijnej pamiątki nairiodoweij, obchodzili śwęcone tym sposiobeim: 1 szynka^ 6 pierogów, 30 jajek, 2 litry^ wód-Iki, 5 butelek wina. Na tym święconym, pobłogosławionym przez fes. Jaokowskiiiego, zn aj d awał się ni e tylko cały onsziak akademików i podchorążych ze służącymi iioh — osób 70, szitalb — oisób 6, ale przy tym wielu oficerów i kiilku sztabsofioeirów, jiaik jenerał Sierawsfoi, pułkolwnik Aintonini, Syrewiaz, piodpoiłkownik Sztejin etc. etc. Ge-,remomii,a się zaczęła p01 winszoi waniean jednogłośnym: „Niech żyje Polska", później śpiew Cześć polskiej ziemi, cześć, ... (...) a po Skończeniu ubogiej, leciz brattniej uczity wszyscy raizem zaśpiewaliśmy Jeszcze Polska nie zginęła, póki my żyjemyl (...) Zaipotminiałem posiedzieć, że święta .wielkanocne zaczęto od mszy w kościele" 15.

W notaltce z 24 kwietnia, tegoż rolku Poitrykawiski pisze, że Radia Zakładu powołała komisję, której zadaniem było bardziej iszczególowe opraioawainie pinzepisów dlofty-czących życia emignajntóiw. W skłald olwej komisji wszedł również Migunski. 11 maijia Wincenty wystąpił w imieniu podchorążych i żołnierzy ze skairgą na gnubiańslkie traktowanie ich prizieiz podpuiłkolwnika Miiraiokiego; 15 maja bohater naisz ucizesitniczył aktywnie w nctopaitrywiainiu sprawy konfliktu między Krzyiwfkoiwslkiim a- Jacikiofwislkiim. Boid datą 3 lipca Potrytkofwisiki odnoitołwafł, iż odbyły się kolejne i wybory do Rady, pirzy czym w islkłaid jej wszedł po raiz wtóry Wincenty Miguirski. Będzie on nialdlail uczestniczył w posiedzeniach Rady, w związku z czyim jego naawisiko pojawi isię w zalpisie oznaiozonym diatą 10 sierpnia 1B.

Bracia Wincentego mieszkali w Besanęoin osoibno, gdyż jako ofiiceirowie mieli praiwo wynajmować prywa(tme kwatery. Od czasu dio czasu wszyscy Migunscy zbierali się r.aizem i odpowiadali na lisity oitrzymjatoe ad rodziców lub starszej siostry. Spioitkaniia Od|bywalły się najczęściej <u Józefa, ,któ,ry mieszkał w odległości ok. 1 mili od Besanęon. List pisał zaziwycziaij najstarszy brart, młodsi zaś dołpisy-wiaili się tylko. Pierwsze zdainie długiego lisitu z ld|poa 1832 mciku brzimi: ,, Odebrialiiśmy lisit Marny pod 11 czenwloa z Rzeczycy pisiainy i chcąc welt za wet oddać, siadamy i piszemy, zaczynając od podziękowania najprzód Rodzir-iOoim za pamięć o nas, a w końciu tym wszystkim, którzy przypisując się w liście, dio|wioid;zą nam, że nas kochają . Dopisek Wacława: „Nie mam tu nic, co dodać, ani ująć, bo Józef jiuż się rozpisał, jalk tyle tylllko, że całuję nóżki kochatnych Rodziców Dóbr. wraz z Ciągliń-dką, jej dziećmi, Rafałą i całą familią". I wreszcie rę-Iką Wincentego: „Szczere ucałowanie stóp Rodaków z przyjemnością .przesyłam. Boleję ciągle n.ad rozłączeniem naszym i z iipiragniendiem oczekuję chwili połączenia sie wspólnego". (s. 92)

Ldisit z 7 maja 1833 iridku Józef Migurski napisał sam i zaadresowali go do Nepomuoeny Ciąg lińskiej. Decy-izgę taką poidjął nile bez przyczyny, zwracał się bowiem siiiositiry w dość delikaitnej materii. Chodziło mianowicie o to, że Józef donosił o siwym zamderizjonym małżeństwie z Fanny Yaucherot i związanej z tym sprawie przyjęcia obywatelstwa francuskiego. Pisaił, iż o-jciec Fan-ny zaopiekował się nim niezwykle troskliwie, opłacając lekarza i medykamenty podczas ciężkiej choroby, a następnie, wiedziony serdetozną sympaltią, ofiarował mu u siebie „stancję diairmio". Nie omieszkał też Józef zaznaczyć, że majątek dymiiąjonowiainego kapitana Yaucheirota oceniany jest nia ok. 90 tys. frapków, o niairaeczoineij zaś wypowiadał się z emfazą: „...anlioł — alle anioł w całym swym znaiczeniiiu — talk co dio piękności, j,alko i dobroci duszy". Prosząc siostrę, by przygioitowiaiła noidziców na iprzyjęciie wiadomości o powziętym przezeń postanowieniu, Józef motywoiwał je niie tylko ucauciem wdzięczności <wiolbec rodziny Yaucherotów i mdłością do Fanny, lecz taikże tym, iż małżeństwo pozwoli mu pomagać młodszym braciom. (s. 94)

W wysłanym ndeao później liście do rodziców, zawierającym prośbę o błolgasła(wieńs(tWio, zwracał Józef szczególną uiwiagę na ten właśnie aspelkt isprawy: „Poczciwi rodzice maj narzeczonej (...) dają mi swą (córkę 18-letnią, piękną, a dają mi ją z posagiem, (który mnie pcistaiwi !w mjożiniość świadczenia dobrze talk nieszczęśliwym mym braictioim, jako i polepszenie bytu mego i uchroinieme się od żebraniny. Pamna Fanny cónka kapitana Va,ucheirot (iktóry wraz z mdefboiszczykiem Jainem Marczewskim był w Salipt Domiingo) jeisrt młodą, piękna dosyć, z najlepszym isercem, dobrze wychowania, zasługująca być kochaną . (s. 96—97)

Aleksander Krausihair, który opublikował listy braci Miguirskiich oiraz zezm/ania Wincentego złoiżone w roku 1835, podkreśla, w jiaik trudnej sytuacji maiteriiallnej znajdowali się wygnańcy. Wydostaiwszy się z Prus, gdzie nękano ich wszelkimi spoisiolbaimi, na Zachodzie ,,zinia(jdują (...) takąż samą niedolę i nędzę, która ich, rycerzy przywykłych do nosizenia brani, zmusza za marne grosiitwo pracować w winnicach francuskich.

Dla wypełnienia długich godzin, ci, po większej części inteligentni, choć abcyah języków nie posiadający młodzieńcy, nie imają iniie tylko książek, lecz nawet gazet do czytania. Korzystanie z gaizet, dostępne dla rozumiejących język francuski, sttaje się utrudnionym z powodu braku pieniędzy na opłacenie choćby filiżanki kawy w kawiarniach, utrzymujących pisma dla gości. Snują się przeto biedni wygnańcy dniami całymi, w wyświechtanych długim użyciem mundurach wojskowych polskich po ulicach Besainęoniu. (...) Rzadko któremu z młodych emigrantów udaje się znaleźć przytułek w jakimś goś-aiininym domu francuskimi. (...) Niejeden talką drogą dostał się iw ahariaikteirze zięcia do rodzin francuskich i z upływem czasu zatracił tradycje swej narodowości. Taki między innymi faikt zaszedł i w rodzinie Migurslkiich. Brat naszego Wincentego, Józef, chcąc nie chcąc, wpadł w sidła rozkochanej w nim Friancuzeczki i stał się z czasem Francuzem, którego potomstwo nie Wie nawet, iż rodzic jego był Polakiem..." (s. 86)

Podobne wypadki 'zdarzały się rzeczywiście, gwoli sprawiedliwości wszakże przyznać należy, iż były oine niezbyt częste, zwłaszcza w pierwszych laitach. Wówczas to emigrantom 'znacznie rzadziej przychodziło brać udział w weselach niiż w zażartych spoirach, które wybuchały niemal na każdym .kroku i wiele razy kończyły się pojedynkiem. W jednym z takich pojedynków uczestniczył również Wincenty Migurslki. Oto j.aJk oipisuje iotn owo zdaTzenie w swoich pamiętnikach:

Pewnego dnia zaszedłem do miię^^ajndla mioich braci. Józef, starszy, drzemał jeszcze, a djwaj młiodisi — Wacław i Aleksander — wychodzili na spacetr, było to bowiem w leicie po południu; wtem wchodzi dio nas oficer od artylerii, p. Konstanty Z., i podszedłszy do rozbudzonego Józefa, zawołał:

Słuchaj kolego. Wyzwany jestem przez ponuazini-ka J. na pojedynek i powiedziialno mi, że masz być jego iselkumidiainiteim. Przyszedłem więc ci oznajmić, że ja mu nie dam satysfakcji z powodu, że on był 'pod sądem wiosennym.

— Praiwda — powiedział brait mój. Ale on wyrokiem tegioiż sądu zioisitaił uniewinnionym.

— Talk — odrzekł wyziwainy — ale dlaczegóż ja mam się >z niim strzelać, fciiedym go nie obraził?...

— Jalk to! — krzyknął sekundant — alboż to wyraz «zbrodniairz», pogardliwym wyrzeczony tonem, nie jeisft obraizą?

— A wszalkże on był pod sądiem, a więc zbrodniarz — bąknął airrtylerzyisita.

— Cóż z tego, kiedy spod tegoż sądu dla niewinności swej został uwolniony! — wrizaisnął brait mój.

— Tio ja wcaile tego .nie pojmuję... jiaik można... — zaiozął coś mówić wyzwany, gdy wtem ja, obeany tej irozimiowie i nią zamdiecderpliwiony, odlezwałem się:

— Mój kochany kolego! Dziwne wydaje się twoje tłumaczenie słuiciha|jącemu z boku! Raz powiadasz, że się sitrzelać nie będziesz dlatego, że on był poid sądem, a kiedy ci mówią, że wysaedł spod sądu niewinny, twierdzisz, żeś go nie obnaiziił. Gdy zaś cię przekonują, że 'wyralz byił abiraiźliiwy, odwolłujesz się znów do sądu. JaJk-fcolwielk ja nie chwalę pomiędzy nami pojedynków, jednakże twioije tłumaczenie dowodzi, że obok uporu musisz miiieć chyba słabe serce.

— A bairdao dobrze! Więc ja postaram się przekonać kolegę, jalkie mam serce — odrzekł zagniewamy pan Z. i wyszedł", (s. 4—5)

Naizajmtrz sekund,aint arrtylerzysty omówił warunki z majorem Święcickim, który na prośbę Wincentego zgodził się być jego sekundantem. Po kilku dniaich o piątej ramo odbył się pojedynek. Miejsce wybrano za mia-Sftam, ma inlieiwielkiej polainioe otoczonej gęstymi krzewami; bairieirę wyznaczały dwie szpady, wetknięte w zie-milię w odległości ośmiu kroków. Przeciwnikom wręczono pistolety; ma damy zin.aik sizli ku sobie i strzelali trzy-kroitniie, jednakże bez skutku. Kiedy dkaizało się, że w irezultaictiie izmowy sekundiantów pistolety nie zastał}'' nabite, walczący zażądali kontynuowania pojedynku. Po ■azwiaintym strzale Wincenty upadł, Konstanty Z. i jeęi • ■sekundant rzucili się raito|wae irainnego. Sprawia zialkończy-ła się szczęśliwie nieznacznym draśnięciem kości policzkowej Wincentego, który uległ jedynie lekkiemu szokowi. Przeciwnicy uścisnęli siobie ręce na znak Zgody i powrócili ,do miasta.

Nie zawsze jednak podobne otarcia kończyły się równie pomyślnie; dowodem tego może być głośny w kołach emigranckich pojedynek (wybitnego działacza ruchu niepodległościowego Karola Szlegla z Kasprem Dziewickim. Rezultatem pojedynku była śmierć Szlegla, poważny rozstrój nerwowy Dziewiidkiego oraz tak gorące dyskusje między zwolennikami .a przeciwnikami tego radzajiu •rozwiązań, że w trakcie .owych dyskusiji wybiuchły dalsze konflikty, które doprowadziły (lub też mogły doprowadzić) do przelewu krwi. Mając na uwaidze tein właśnie pojedynek, jeden z paimiiętnikairzy, Karol Biorikolw-ski, pisał, iż „...w Zalkłaidizie Awiiniiońskim. — jiak podobnie i w iininych — ściierano się w opinii, prześladowano się nawzajem, posuwając się aż do bratobójstwa..." 17

Niektórzy badacze dziejów emigracji polskiej, .a wśród nich także i Kraiushar, upatrywali prizyazyny pojedynków wyłącznie w trudnej sytuacji materialnej, w jalkiej znajdowali się wygnańcy, oraz w stałym napięcilu psychicznym wywołanym tęsknotą za ojczyzną i bliskimi, którzy w niej pozostali. Nie ulega wątpliwości;, iż wymienione czynniki były bairdizo istotne, jednakże znacznie ważniejszą rolę odgrywały bezsprzecznie względy ideo-wo-ipolityczne.

Większość emigrantów urwaiżała się za żołnierzy armii, która wprawdzie poniosła klęskę, lecz wkrótce znów,u podejmie działania militarne. Ożywione dysputy na ten temat były więc powsjzedhne, jednakże wizje przyszłej walki wyglądały różnie. Jedni myśleli wyłącznie o możliwości odpowiednich posunięć w polityce międzynarodowej, przy pomocy ^których udałaby się wytwrzeć naicislk ina mocarstwa zaborcze, drudzy zaś liczyli na wznowienie posiedzeń sejmu pofwstańczego w Paryżu, gdyż wydawało im się, że kwestia polska zwróci wówczas uwagę nie tylko rządów krajów Europy Zachodniej, lecz taikże tzw. kręgów intelektualnych i lopinii puibliazneij. Jeszcze inni słusznie uważali rewolucyjną Polskę za im-•tegirallną część rewolucyjnej Eurofpy, nal wiązywali kontakty z radykalnym machem społecznym -we Francji, Wło-szelcih i innych krajach, tworzyli legalno i nielegalne organizacje, które imiały walczyć z absolutyzmem na całym kontynencie. W łoinie Wielkiej Emigracji od samego zarania jej istnienia zaiznalćzyły się więc wyraźne róż-niiioe zdań dotyczące zairówno oceny skutków powstania, jak i programu przyszłych działań.

Me udało się dotychczas ustalić, kiedy i w jakich akoilicznoiśoiiaich poiwstaił wśród uczestników stłumionego piowisitania plan wznoiwienia walki zbrojnej, którego awoi-isitym urzeczywistnieniem stała się wypiraiwa do Polski poid dowództwem pułkownika Józefa Zailiwskiego. W nie-opublikcwanych zeznaniach Artura Zawiszy znajdujemy interesujący passus, .rzucający peiwne świartło na dzieje wypiraiwy, w ipieriwszym rzędzie zaś na genezę przedsięwzięcia. „Gdy się Zailiwskiego ' pytałem, slkąd się wy-trioidiziił projekt talk wielki i które osioby nadają mu kie-rujnlki ■— relacjonuje Zaiwisza — Zailiwski, objaśniając minie, objawił mi tyle: że zawiązek tego przedsięwzięcia maisitąpilł (między wypartymi z Boilslki, a na Pddgórzu [pod Krakolwem zebranymi w a\ 1831 Polakami, że po-tSlta1nowiiwszy to, oni .ustanowili zaraz tam na Podgórzu komitet tajny, który następnie we Framoji osiadł i ciągle istniejąc działał w Pairyżu" 18.

Wiesłajwa iKnapowsika., która przebadała swego czasu nd|e istniejące już dziś materiały Archiwum Akt Dawnych iw W-arszalwie, stwierdza, iż Zaliwski trzymał się upairoie "tlej właśnie weirsji podozais śledztwa prowadzonego przez właidze auistriaiakie, wymieniając jaiko ucze.gtniików spotkania w Podgórzu Bolesława Gurowskiegio, Józefalta Bo-leisłarwia Ostrowskiego, Stapisłalwa Worcella oraz Antoniego Krąkowskiego19.

Pamiętnik historyczny o wyprawie partyzanckiej do Polski w roku 1833 spisany przez Kariolla Borkowskiego, oficera, 'artylerii polskiej, jest doftyohczas jednym z naj-rwiaiżniiejisizycih źródeł dio historii ekspedycji Zali/wskiego. Opierajjąic się nie tylko na własnej paimaęci, lecz także nla irazmiaiittyah dolkuimentaich, za pierwszy kroik w reaiH-ztaic(ji przygotowanego uiprzednio planu wypraiwy uważa 'aiutor ojpiraiciatwamą pinzietz Lielew^la Odezwę do Rosjan z 12 sierpnia 1832 rolku. W odezwie tej isitotnie móiwi się o nowym poWsitaniu przeciwko delspoltyzinorwi, któ-,ry „...skrępuje i wywróci dzielna mcnc ludu. DośpieWa już rozum i niezadługo uderzy na gwałt przeciwfko ciemięzcom. Zbliża się chwila dio spełnienia Wielkiego dzieła, do którego nadludzka siła ludy poWoła*-ła" 2».

Było to wszakże nie tyle 'wezwanie dio jakiegoś konkretnego czynu, ile wyraz najgłębszego ipraelk omami a, iiż jest cen pożądany i nieunikniony.

Ze sprawą przygotowań do elkspeldycji Zailiwslkiiiego wiąże również Bobkowski 'Odezwy TołwarzysitiWa Liiitetw-akiiego i Ziem Riuisikioh iz 20 i 23 isieirpniiia 1832 rofcu. W jednej z nich czytaimy: „Nafstza walka d masz upadek są tylko krwawym (wypowiedzeniem walki na śmierć wofl.-lności z des/portyzimem, waillki, której żaldlnia taktyka dyplomatyczna odwrócić mie zdoła. Talk jesit, bracia nasi, chwila zemisty niedaleka" 21.

Talk więc opracowywany przez Zailiiwskiego i Lele-lewela już od kwietnia 1832 rolku plan wtargnięcia do Królesttwa Polskiego dloipiiero w isderpniu tegloż irolku prizy-brał w pełni reallne kształty. Świadczą o tyim ruie tylko zniane nam już, tj. opublikowane materiały źródłowe,22 lecz talkże nie wylkorzyisitane dotychczas przez badaiczy archiwalia. Antoni Winnicki i Artur ZaiWisiza, którzy rozmawiali z Zailiwslkim o ,swyim udziale -w ekspedycji w styczniu 1833 roku, dowiedzieli się od niego, iż emisariusze wyruszyli do Polski i na Litwę już pnzed czteirema miesiącami w. „W miesiącu listopadzie 1832 r. — zeznaje jeden z ernisairius;zy, Edward Szpek — odebrałem liist iold Zaiiwslkiego, szwagra mego, z Paryża, ażebym djo niego przybył; gdym do Paryża przyjechał, Zaiiwsłki olbjaiwił mi zamiar wysłania emigrantów polskich z Eraincjji do Połlsfoi w celu zriobieiniiia powsitania i prowadzenia wojjiny party-zandkiej" 24.

Praiwiclolwy odłam emligracji odniósł się dio plainiu wznowienia wiailki zbroijinej ze zdecy doi walną wrogością. Ele-ineinity uimiairkiowane iawiroiwały, lecz w gromcie rzedzy ich istosunek do spraiwy był również negatywny. Gemeiriajł Józef Dwerinickii, na przykład, przysięgał ZaliiwsMemu, iż poprze jego przedsięwzięcie, sam nattomiaist wysłał dio

Drezna i dio Galicji swych eunisairliiuszy, alby wszelkimi sposobami ,starali się torpedować jiaikiekolwidk działania przygotowawcze i riazporwisizecihniali wieści, iż ekspedycja groza ziemiom polskim .^rzezią szlachty, dyktatorami i Cromwellami" 25. ZiwiólennAcy Aidiama Czartoryskiego i niektóry przedstawiciele kręgów umiarkowanych siali waśnie wtśród emigrantów, nazywając szczególnie zagorzałych adherentów Lelewela araiz członków Towarzystwa De-mokratycizinego Polskiego, które porwiatało wiosną 1832 noiku, sizipiegami rosyjskimi; utrzymywali ,oni, że aktyiw-aie działania do niazego dolbrego niiie dioprotwadzą, lecz tylko pogioinszą sytuację emigracji i jej stosunki z rządem francuskim.

Obsesja sjzjpieigastiwa jesit choinolbą wszelkiej emigracji ipoHityczinej; niie udało się jerj pnzeto uniknąć również i tym oiczesitnikoim powsrbania listopadowego, którzy znaileźli się we Framcji. Roizimiawy o szpiegach nie były wszakże całkowicie bezpodstawne, gdyż w tym właśnie cizasie zaczęła iSiię formować sieć tajnych agentów carskich, wysyłanych do krajów zachodnioeuropejskich zarówno z Petersburga, j'alk też Wamsziawy. Może się to wydać dziwne, jednakże nie gardził podobnymi metodami również i rząd francuski, kitóry lokował swych zaufanych informatorów w skupi-iśkaich emigracji polskiej. O po jawieniu się jednego z niich w Besiamęion opiolwiiada znany nam już Józef Alfanis Po-tryikowiski. Odnotował om, iż przybyły nie tylko obserwowali mieszkańców zakładu i Słuchał ich rozmów, lecz usiłował także wywołać kłótnie, obrażając byłych powstańców i nazywając ich „zdrajcami ojozyziny", którzy nie mają prafwia uiżywiać imiein.ia Poilaków. Okazało się — czytamy dalej w diariuszu Potryikowsfciego — „że to jest Moskal, od 1814 roiku zamieszkały we Francji, a dziś jalko szpieg oipaitirzony piasiapoirtam rządowym bez ograjniiczenia ozaisu pod tytułem «Refugie polo>naiis» wszystkie przejechał depot we Francji" 2®. Wypadki teigo rodzaju były raczej sporadyczne, jedinakże w trudnych waJronkiaioh życiia emnigran-dkiego zdecydowanie wyiolbrz ymiano i oh razurwary i rzeczywiste znaczenie.

Winicenity Miguirski, jalko członek Rady Wojskowej Zakładu w Besanęom, a przy tym człowiek niezwykle enJeirgiiczny, znalaizł slię w oentrum życia polirtyazinego emi-g,racji. W swych zeanainiach z roku 1835 scharakteryzował ziaitem szczegółowo rozliczne jego rnurty. O dlziałalności Lelewela mówił na przykład, iż ten „szedił zą razognie-niem umysłów wychodźców i związał sdę z wszelkimi stowarzyszeniami masonów i kar bon arów istniejącymi we Francji, Rzeszy niemieckiej i w innych państwach, mąjąc zamiar, jaik to łatwo pojmować .się dawało, zrządzenia powszechnej rewolucji — a w drugiej polłowie 1832 r. już słyszeć można było, że Zaliwslki bliisfk-o wpływa w dążności Lelewela — iw owej to porze, pamiętam, że Komitet Paryski liczne wydawał odezwy do Rosjan, Żydów, Kozaków, Polaków, priowinoji dawnych polskich, Wągrów, Czechów, Rzeszy niemieckiej i innych, zachęcając, ażeby ludy te, (sitrząsnąiwszy z siebie władzę mo-narchiczną, zlały się w jedną rzeczpospolitą. Odezwy te komunikowane były wsizystikdm wychodźaom polskim i chociaż podówczas, nie wiedząc zamiarów Lelelwela, nie zgadywałem, dlaiczego pisima te nam były okazywa|nie, powziąłem jednak nadzieję, że p;nzy ogólnych zamiesza-niach moiże coś korzystnego na rzecz mej oljczyzny wypadnie". (s. 101)

Pragnienie wznowienia diziaiłań militarnych ogarniało ooraz szersze kiręgi emigrantów. 29 listopada 1832 roku w Beisanęoin, podobnie jak w innych zakładach, uroczyście obchodzoiiiio drugą rocznicę wybuchu powstania. Z zeznań Migurakiego wynika, iż ziwołennicy Lelelwela umiejętnie wykorzystali tein mioment do, propaglofwiatnia srwyclh kiomoepcji.

„Po odbytym nabożeństwie — czytamy w opublikowanym przez Knaiushara tekście — do któneglo i Francuzi należeli., udaliśmy się ma plac Gnamde Ville, mając na czele pułkownika Oborskiego. Towarzyszyło nam mnóstwo Francuzów; tu imiamo rcjzimaite mowy w języtku franousikim i polskim, między którymi poidipułkolwndk Szczepan oi wslki, azyta|jąic mowę własnego utworu, wystawiał zbyt srogie i nieludzkie obchodzenie się Rosijiain z Polakami. (...) Dalej iniej.alki Stoltzmanm, kaipiitan alrtyleirii, czytał wiersze przez Józefa Meysnera,, kapitana., ułożone i rówiniież wyliczał okropnloiśdi, jakie ziomkowie niasii znoszą. W końcu tych wierszy, które serca nasze żaletm i zemstą ogarnęły, zapytał nais: przysięgacie? Jednozgodnie wytknzytkiniętio: przysięgamy — zemstę! (...) p0 Skończonej unocizystości kiaiżdetn czaił w sercu żal głęboki i pałał żądzą ziemisty..." (s. 101—102)

25 'Stycznia 1833 rdku odbyła się w Paryżu uroczystość ptówięcoma pamięci deikalbirystaw. Donasiząc o tym, ga-zeitai „Pielgrzym Polski" pisała: „Nie już saimi Polacy tą razą, ale mła rodzina tułaczów z różnych krain odda-wiaiła uroczyście cześć wieilkiej pamiątce męczenników wolności: Ryleje/wa, Pestela., Murawjewa, Bestużewa, Ko-ehjowisikiiego, Trubecikiego i tylu innych, którzy w świętej sprawie odzyskania prajw ludu rosyjsikiego albo chlubną śmiieirć ponieśli, albo na długie slkazani zostali mę-oziainnie. Nie można było* obrać miejsca, które by lepiej tej uroczystości odpowiadało, jak salę Towairzystwa Przyjaciół Ludu; tam wezwainy na prezydującego członek tegoż Towarzystwa Ca,Viaignac otworzył posiedzenie, po nim mieli głois: Gainnier, Pułaski, Kraitsir, Zaiwisza, Mar-tiginion, deklamował wiersz Kajsiewiclz. Niieipadoibna opisać wrażenia, jiaikie sprawiła powtórna mowa ob. Ca-viaignacia, kiedy pełen uczuć -repulblikanokich zaohęcał rycerzy wolności do wytrwania i nadzieje blisOriego tryumfu wianki ludów z despotyzmem przepowiald'aił" 27.

W tejże gazecie czytamy, iż podobna uroczystość odbyła się również w Bourges. Oprócz Polaika Rutkowskiego wygłosił tam płomienne przemówienie emiŁgrant rosyj-s(ki Zubow; wystąpienie to stanowiło przeikonywiający dioiwód, iż zrodizoine pddozas powstaniia listopadowego ha-isfljo „Za wioiliność maszą i waiszą" nie było pustym dźwiękiem. Do niediaiwna odnotowuj ący ten faikt badacze dziejów ruchów wialnościiiawych w Europie nie dysponowali fkonlkretnymi materiałami diotyozącymi osoby Zubojwa. Z odkrytych ostatnio źródeł archiwalnych dowiadujemy .się, że podchorąży Miikołaj Zubaw opuścił w maju 1831 iriolku swój oddział i prze-szedł na stronę piOwstańców. Pnzelkroiczywszy iwrajz z miimi granicę Królestwa Polskiego, ziamliesizkaił pod naizwiislkiem Miikołaj Wodza w Krialko-wie, niaistępiniie ziaś przeniósł się na teren monairchu ausstro-węjgierslkiej, by wreszcie osiąść we Francji 28•

Niie tylko w wypolwiedlziiaah naszego bohatera:, lecz ■tafcże w wielu ininych źródiłaoh .odnoszących się do opisywanej pnzez mais epoki zmajdujemy wzmianki o masomacJi i kanbooiairiuisaaicih, którzy uczestniczyli aktywnie w przygotowaniach do „uniwersalnej rewolucji w Europie". Nic więc dziwnego, że i Wimcenity Migursiki znajlazł slię wfkrót-oe w icih szeregach.

„Lelewel — czytamy w jego zeznaniach — porozumiawszy się z Zaliwslkiim, za pośrednictwem agentów swoich, a mliianioiwiciie Dzaewidkiego, foinmował soibie tajemne spisy wychodźców iz (kaiżdego zakładu, mianowicie icafcich, których znał z mjacy chariaikteinu i szczególnego przywiązania do Ojczyzny; tymczasem major Swiędiaki w Besanęon, będąc taikoiż zwolennikiem Zaliiwisikieigo i Le-lewielia, został członkiem w Raidizie naiszej i z całą gorliwością rozszerzał zasady Leile[wela, a będąc masonem, wielu wprowadzał talkoż do tej sekty, a międizy innymi i mnie w miesiącu grudiniiu 1832 r. wpiroWadiził do loży masońskiej w Besanęon, do Iktórej, przy zachowaniu awy-kłydh form, przyjęty zoistaiłem. Wkrótce posunięto mnie do trzeciego stopnia miasianóiw, d|o którego taikioiż należeli..." Tu 'wymienia 94 nazwiska, wśród nicih Ludwika Oborskiego, Szymiona Koiniairisikiego, Ludwika Zwierlkow-iskiego, Michaiła Chodźki, Józefa Meysneria oriaz swych braci — Józefa i Wacława Migiuirsk)i|cih, a także Poitry-kowskiego. (s. 102—103)

Wincenty nie zastał oczywiście dopuszczany do wszystkich tajemnic masiolnów w Beisainęoin, niie ulega również wątpliwości, iż jego zeananliia w tej sprawie nie były całkiem szczere. Z innych źródeł wiadoma, że polslko-fran-cusika loiża masońska w Besanęon zaiczęła się farmotwać nia piolqzą|tlkiu 1832 riolku, a 1 sierpnia podjęła już swą działalność. Na jej czele staił Ludlwik Obioinski, dozorcą pieczęcli był Józef Święcicki. W skład loży wchodziło pomad s.tfu pięćdziesięciu cizłoiników. Gdtrworiziany przeiz współczesnych badaczy spliis plofkrywia się w zasadzie z tym, (który piadaije Miguriski. Zrizeszeńi w 'niej Polacy — a była iich większość — domagaili się utworzenia odrębnej loży polskiej, do której weszliby również emigramcii z zakładu w Avii|gnanie, jednakże niajiwyższe władze masońskie we Francji nie wyrażały na to zgody. Pertraktacje ciągnęły się dość długo, po wyjeździe ziaiś emisariuszy dio kinąjiu ispraiwa upadiła samia przez się, gdyż w loiży w Besainęon pazoistaiło zialledlwiiie ssjesinaisitiu Polaków29.

W odróżnieniu od masonów karbonariusze łączyli zadania moralnego doskonalenia .się z hasłami narodowowyzwoleńczymi ii radykalnym prolgramem społecznym. Nie było tu wsizalkże sprzeczności interesów i nierzadko te slatme asioiby należały zarówno do lóż maso ń siki eh, jak też weint kairbioinairslkich. Zwlalennicy Lelewela utrzymywali! bliisikie kontakty z francuskim ruchem karbanarskim kieiro)wainym przez Fiiilipia Buiomairiroitiego oraiz włoskim, (któremu przeiw,odził Józef Maizzini. Na cizele Namiotu Na-noldioiwego, zrzeszającego węglairizy polskich we Francji, stąpią ł w dmugieij poiłoiwie rolku 1832 Tadeusz Krępowieciki. Odrzucał on koncepcję 'Wizmolwienia działań milkiam ych na ziemia|ch polslkich, jedmafkże niższe kręgi kairbionairiu-azy uczestniczyły aiktywnie w przygotowaniach do wyprawy Zaliwisikiiego.

Należał dlo niiich rówinież przebywający w zialkładizie iw Avigmiomie Antoinii Winnicki, który w grudniu 1832 ro-iku zastał we;zwiainy do Pairyża, gdzie z rą(k Zaliwislkiego odiebirał namiinaicję na emisairiiiusaa; miał on działać na Kujawach. Prized siaimym wyjazdem z A vi gnomu przyjęto Winnickiego do wenty karbonarsikiej. Ceremonia odbywała isię iw .specjalnie na ten cel przeznaczonych i odpowiednio urządzonym pomieszczeniu, do którego wprowadzano przyszłego kairibonariusza z zawiązanymi oczyma. Winniioki zeznał:

„Odczytano mi po franauslku następujące pytania, na które naleiżaiło 0'd|pawiedaieć zgadnie z otrzymaną imstjruk-qją. Brzmiały one:

1. Jesteśmy słabi i jest nas niewielu; wrogowie nad są lAcizini i w sile. Czy chcesz być z nami?

Odpowiedź: talk!

2. Jesteśmy na wygnaniu i grozi naim śmierć; wrogowie naisli mają przywileje i wysolkie stanowiska. Czy chcesz być z nami?

Odpowiedź: na zaiwgze!

3. Jesteśmy stalle ma granicy nędzy, na każdym kroku cizyha ortwarta mogiła; prizelkonainia nasze zgodne są z ptrziekonaniami twego poręczyciela. Czy chcesz być z na mii?

Odpowiedź: j.a również podzielam przekonania mego poręczyciela.

4. Czyli przyszedłeś tu dolbroiwolnie, ozy też wiedzio-ny ikłaimstwem bądź ułudą? Jeśli miie czujesz w sdbife dosyć męsitwa, nie odpioiwialdiaij dialej na naiaze pytania, ,a zostaniesz maityahmiiasit loidpnawiadzjony tam, sikąd pinzy-byłeś.

Odpowiedź: przyszedłem tu z dobrej wołli.

Odczytano mi wówczas następującą przysięgę: Przysięgam Panu Bogu Wszechmogącemu, iż doibirolwłoilinie i bez przymusu piodjąwiszy piast ano wiernie przywrócić wolność mej ojczyźnie i prawa równości, jednalkorwio należne wszystkim ludzdiom, bez różnicy plemiiipn i religii, gotów jestem ma wszystkie trudy, niefoeziplieiczeńsrtjwa, a nia-wea samą śmierć, aby do ■oisitiaitnieij kropli krrwi moijej rwiail-ozyć przeciwko despotom i tym, kto im służy. Przysięgam być posłusznym ślepo no(wym mym przełożonym oraz slkruipulaitnie przestrzegać ddazytalnycih mi zasad na-saego toiwairzysltiwa. Tak mi dloipiomóż Bóg na tym i n« tamtym świecie" 3().

W opisanej ceremonii wziął taJkże udiztiiał ojciec nioiwo przyjętego karbonairiiusiza — padjpułkotwinik Framdiiszek Winnicki, który stał na ciziele loży matsońjsikiej Sw. Ja|na pold Tytułem Orła i Pogolni w Avignoinlie. Plrzylkłady pio-dioihnyoh 'kontalktów z wotaomulamstwem motżna było zalofb-serwować również w innych oirgainiizalcjiaiah kalribionairisfkidh, skupiających się w tziw. porębach. Z zeznań Antoniego Winniidkietgo wynika, że komórki węglainsikie istniały we iwazystkich zalkłaidaioh i zasługą (kajrlbioinairyzmu właśnie był talk liczny stasainlkowo i alktywny udziaJł nieidaiwnych pio-wistańców w wypnaiwie Zailiiwsfcieglo.

Później, kiedy wielu eimiisia/riuszy zinalazfoo się w rę-ikach władiz carakich, konfiranltoiwaino zeznania Wiinmiclkie-go, w tym również teikst ziłolżonej przezeń przysięgi), z zeznaniami innych airiesEttotwanych. „Co do olkiaizainej mi te-Tiaiz przysięgi fcair bianatr sJktiie j — odipoiwiedział Ed,Wia/rd Szpelk — widziałem ją najprzód u Zalirwislkiego, poitem widiziaiłem ją u Geicioldia i wiem, że dawiana była parlty-zamtom dla odbierania jej ad tych, których dio taa|nd partyzanckich przyłączyć chcieli" si.