Sonety - William Shakespeare - ebook + książka

Sonety ebook

William Shakespeare

3,0
9,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Zbiór 154 utworów lirycznych pisanych na przestrzeni lat. Nie jest jasne, czy autor wiedział o ich publikacji, a także, czy wydawca korzystał z autoryzowanej wersji. Głównym tematem utworów są, zgodnie z konwencją: miłość, piękno, moralność, ale ich potraktowanie odbiega od standardów ówczesnej poezji. Autor porusza bieżące problemy polityczne, parodiuje piękno, wyśmiewa się z wzniosłych uczuć, a nawet wprowadza elementy pornograficzne. Niektórzy są skłonni patrzeć na sonety Shakespeare'a jak na parodię dzieł Petrarki. Adresatami słów podmiotu lirycznego w poszczególnych utworach są: Młodzieniec (wiersze o subtelnym wydźwięku, zawierające porady życiowe), Czarna Dama (wątki erotyczne, frustracja wynikająca z zawiedzionych nadziei), Konkurencyjny poeta (sprzeczki na temat ideałów i sytuacji ekonomicznej).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 55

Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



William Shsakespeare

Sonety

Tłumaczenie Jan Kasporowicz

Saga

Sonety

 

Tytuł oryginału Sonnets

 

Język oryginału angielski

 

Zdjęcia na okładce: Shutterctock

Copyright © 1609, 2022 SAGA Egmont

 

Wszystkie prawa zastrzeżone

 

ISBN: 9788728363454 

 

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

 

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą Wydawcy oraz autora.

Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.

 

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 13,4 miliona euro.

I.

Nadobne byty niech się krzewią dalej,

Iżby nie zmarła nam róża urody

I by ich pamięć, gdy je czas powali,

Przechował w sobie ich następca młody.

Ty, ograniczon do swych ócz jedynie,

Sycisz ich blaski swą li własną strawą

I, gdzie dostatek był, tam, w wrogim czynie,

Sprowadzasz nędzę siłą nazbyt krwawą.

Ty, coś jest stworzon ku świata ozdobie,

Heroldzie cudów wiosennych, swe czary

W swojem pąkowiu ukrywasz, jak w grobie,

W skąpstwie jedynie rozrzutny bez miary.

Zlituj się świata, lub ty wraz z mogiłą

Wchłoniecie razem jego własność miłą.

II.

Gdy zim czterdzieści obiegnie twe czoło

I w łan twych wdzięków worze się głęboko,

Miast szat młodości, lśniących tak wesoło,

Lachman li zmięty ujrzy ludzkie oko.

Jak marną chwalbą, jakimż wstydem będzie,

Gdy, zapytany o ten skarb uroczy

Dni onych pięknych, wygłosisz orędzie:

„Popatrzcie tylko w me zapadłe oczy!“

O ileż godniej, jeśli, młode lata

Wykorzystawszy, odpowiesz: „To dziecię

Niechże was z moją starością pobrata,

W niem li mą własną piękność odkryjecie!“

Odmłodziłbyś się, choć stary, i ciepła

Byłaby znowu krew, acz już się skrzepła.

III.

Spojrzyj w zwierciadło i powiedz swej twarzy,

Niech według niej się twarz urobi świeża;

Świat ty oszukasz, gdy się to nie zdarzy

I pustą będzie macierzyńska leża,

Bo gdzież do roli zbliżysz się dziewiczej,

Coby się twojej uprawie oparła?

I któż tak z własną miłością się liczy,

By grób w nim miała, bezpotomnie zmarła!

Zwierciadłemś matki swojej i jak ona

Widzi swą wiosnę w tobie, pełną krasy,

Tak ty przez szyby lat swych, acz zmarszczona

Skroń twa, swe złote zobaczysz znów czasy.

Ale gdy nie dbasz o swą pamięć ninie,

Giń i wraz z tobą niech twój obraz ginie.

IV.

Bezpłodny wdzięku, czemu tak zawzięcie

Odziedziczony czar li tobie służy?

Wszakże natura, hojna nad pojęcie,

Jedynie hojnym z swej udziela kruży.

Przecz, piękny sknero, nadużywasz oto

Darów ci danych, byś je dalej dawał?

Lichwiarzu płony! Zgromadziwszy złoto,

Nie wiesz, jak skarbów wykorzystać nawał.

Kupcząc sam z sobą, sam ty siebie zgoła

O swoją słodką oszukujesz jaźnię,

A gdy cię stąd już natura odwoła,

Jakiż jej złożysz rachunek? Wyraźnie

Wraz z tobą piękność nieużyta spocznie,

Choć spadkobiercę mogła mieć bezzwłocznie.

V.

Chwile, w łagodnej utworzywszy drodze

Piękność, z pod każdej powieki świecącą.

Grają tyranów rolę, skoro srodze

Jasność w posępną brzydotę roztrącą.

Czas, wiecznie chyży, do lata się bierze

I pcha ku zimie, tu ono zamiera:

Mróz sok tamuje, giną liście świeże,

Piękność śnieg przygniótł, wokół pustka szczera.

I gdyby lato nie było, jak owy

Wyskok, śród szklanej uwięziony flaszy,

Z jego pięknością byłby też gotowy

I koniec samej piękności, że w naszej

Jużby zagasła pamięci. Atoli

Kwiat li swój pozór traci z zimy woli.

VI.

Zanim się staniesz wyskokiem, niech dłonie

Zimy nie zniszczą twego lata w tobie!

Stwórz cudną flaszę, skarbiec znajdź, co wchłonie

Skarb twej piękności, nim ta legnie w grobie.

Lichwa nie lichwą, jeżeli w potrzebie

Uszczęśnia człeka, co rad dług swój płaci;

Drugiego siebie stwórzźe dziś dla siebie,

Nie, stwórz dziesięciu: będziesz się bogaciej

Czuł dziesięćkrotnie, skoro twoja postać,

Dziesięć się razy w dziesięciu odrodzi!

Cóż śmierć ci zrobi, jeżeli ma zostać

To twoje życie w twej żyjącej młodzi?

Sfolguj! Zbyt pięknyś, byś miał uledz władztwu

Śmierci, a skarb swój powierzył robactwu.

VII.

Kiedy na wschodzie wspaniała ukaże

Światłość płomienną swą głowę, ku górze,

Ku świeżej zjawie, jak się wznoszą twarze,

Aby hołd złożyć tej świętej purpurze!

A gdy się wspięła na niebieskie szczyty,

By silna młodość, w pełni lat, człowieka

Wzrok śmiertelnego patrzy w nią, jak wryty,

Złotą jej drogę śledzący zdaleka.

Lecz gdy, jak starość, już zwolna się toczy

Z ostatniej wyży jej rydwan znużony,

Wraz te przed chwilą tak pokorne oczy

Już sobie innej poszukują strony.

I ty niewidzian rzucisz swe południe,

Jeżeli syna nie zostawisz cudnie.

VIII.

Sam tyś muzyką, smuciż cię muzyka?

Radość z radością nie prowadzi wojny!

Lubisz to tylko, co cierpko dotyka,

I rad przyjmujesz trud i ciężar znojny?

Jeżeli brzmiące tak cudownie dźwięki

Rażą twe uszy zestrojami swemi,

Wówczas cię od nich spotka zarzut miękki,

Że, gardząc związkiem, żyjesz sam na ziemi.

Patrz, te dwie struny—jakąż nutę gładką

Wydają z siebie w wzajemnej harmonji!...

Ojciec i dziecko wraz z szczęśliwą matką —

Dźwięczną pieśń wspólną wyśpiewują oni,

Mnogim, a jednym i milczącym głosem

Nucąc: kto sam jest, z swym się minął losem.

IX.

Strach, by nie szczezły w ślozach wdowie lica,

Każe ci marnieć w tym samotnym bycie?

Ach! jeśli pójdziesz precz stąd bez dziedzica.

Ziemia, by wdowa, będzie twoje życie

Wciąż opłakiwać, wciąż się będzie krwawić.

Że gdy małżonek każdej innej wdowie

Mógł w oczach dzieci obraz swój zostawić,

O twym obrazie tego już nie powie.

To, co rozrzuca ręka trwoniciela,

Zmienia li miejsce, lecz jest skarbem świata,

Natomiast piękność, gdy się nie udziela

Innym, ma w tobie zabójczego kata.

Nie zna miłości k’bliźnim, kto niegodnie

Taką na sobie samym spełnia zbrodnię.

X.

Nie masz dla innych serca ani trocha,

Gdy się o siebie troszczysz tak ubogo!

Hańba! niejeden wielce ciebie kocha,

Ty — wszak to jasne — nie kochasz nikogo.

Taka nienawiść obsiadła cię mocna,

Że nie powstrzymasz jej w zabójczym żarze,

By twego dachu nie burzyła docna,

Choć z żądz najpierwsza odnawiać go każe.

Zmień się, bym zmienił swe zdanie! Mów, złoty:

Czyż nienawiści godzi się piękniejszy

Dach, niż miłości? Dla własnej istoty

Okaż się wdzięcznym za twój wdzięk dzisiejszy!

Stwórz-że dla siebie, o, drugiego siebie,

Aby żył dalej czar twój w lej kolebie.

XI.

Z równą szybkością będziesz wiądł i dalej

Rósł w latorośli, co z ciebie wyrośnie;

W młodych się żyłach krew twoja rozpali,

Choć sam przestaniesz już myśleć o wiośnie.

I w tem jest mądrość, piękność i dobytek,

Reszta to głupstwo, starość i więdnięcie;

Idąc za tobą, świat by zginął wszytek —

Lat kilkadziesiąt, a niema go święcie.

Ci, którym mocy natura nie dała,

By się mnożyli, niech, bezpłodni, giną

Wraz z swą brzydotą, lecz piękność wspaniała

Niech się szczęśliwą rozrasta godziną.

Tyś jej pieczęcią, co oto mnogiemi

Ma się odciski rozrastać na ziemi.

XII.

Patrząc na zegar, który czas odmierza,

I widząc słońce, jak chowa się w mroki,

Jak krasa fiolka więdnie, przedtem świeża,

I jak biel srebrna ciemne kryje loki —

Jak z drzew wysmukłych opada liściwie,

Pod dach cienisty wzywające trzodę,

Jak zieleń lata na skoszonej niwie

Leży związana w snopy białobrode —

Widząc to, myślę o piękności twojej,

Że się z dnia chyłkiem pochyli i ona,

Albowiem piękność, co o się nie stoi,

Ginie, gdy inna rośnie niestrudzona.

Przed kosą Czasu nic jej nie obroni,

Tylko latorośl, co zostaje po niej.

XIII.

Żećbyś był swoją własnością! Atoli

Jesteś nią tylko, pókić życia stanie;

Na ten się koniec gotuj poniewoli

I swój nam obraz pozostaw, kochanie!

Termin piękności, pożyczonej tobie,

Nie zapadł wówczas! Będziesz mógł pozostać

Sobą, Jakkolwiek położysz się w grobie,

Gdy w twym potomku odżyje twa postać.

Któż to dom taki upadkowi zleci?

Skrzętna go ręka ochrania od zguby

Przeciw zimowych dni śnieżnej zamieci

I przeciw śmierci mroźnym tchom!... O luby,

Rzuć lekkomyślność! Miałeś ojca przecie,

Niech cię więc ojcem nazwie i twe dziecię.

XIV.

O, nie do gwiazd ja po nauki chodzę,

A przecież jestem astronomem, zda się,

Ale nie poto, aby wieścić srodze

O złem czy dobrem, tym czy owym czasie.

Nie przepowiadam, co chwila przyniesie;

Klęski, pioruny, deszcze, gołoledzie,

Ani nie czytam na niebios bezkresie,

Czy się też dobrze książętom powiedzie.

Z twego li oka czerpię wiedzę moją,

W niem, wierna gwiazdo, widzę, że się cnota

I piękność tylko naonczas ostoją

Gdy do odmłodzeń popchnie cię ochota.

W przeciwnym razie z tobą zginą jeszcze

Cnota i piękność — to dzisiaj ci wieszczę.

XV.

Jeśli pomyślę, jak to doskonałość

Trwa tylko krótko we wszystkiem, co żywie,

I że li złudą jest świata wspaniałość,